Niepokój przychodzi o zmierzchu

Okładka książki Niepokój przychodzi o zmierzchu autorstwa Marieke Lucas Rijneveld
Okładka książki Niepokój przychodzi o zmierzchu autorstwa Marieke Lucas Rijneveld
Marieke Lucas Rijneveld Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie literatura piękna
272 str. 4 godz. 32 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Tytuł oryginału:
De avond is ongemak
Data wydania:
2021-05-05
Data 1. wyd. pol.:
2021-05-05
Data 1. wydania:
2020-03-19
Liczba stron:
272
Czas czytania
4 godz. 32 min.
Język:
polski
ISBN:
9788308073773
Tłumacz:
Jerzy Koch
Inne
Brud rzeczywistości, chłód rozpaczy, dzieciństwo pełne wstydu.

Odważna i bezkompromisowa powieść, jakich mało w literaturze światowej.

Międzynarodowa Nagroda Bookera 2020.

Mała wioska na holenderskiej prowincji. Tuż przed świętami rodzina skromnych i pobożnych rolników doświadcza wielkiej tragedii - w wypadku ginie najstarszy syn Matthies. Niedługo potem kolejne nieszczęścia nawiedzają farmę, której życie zaczyna przypominać koszmarną wizję z obrazów Boscha. To kara za grzechy? Tak sądzą rodzice. Zatracając się w bólu i poczuciu winy, zaniedbują trójkę dorastających dzieci, które niewiele rozumieją i są przerażone atmosferą panującą w domu. Co to znaczy, że Matthies umarł? Czy ojciec odejdzie? Co stanie się z mamą? Jas, Obbe i Hanna na swój sposób radzą sobie z niepokojem. Gromadząc niepotrzebne przedmioty, składając ofiary, zadając ból sobie i innym, łamiąc seksualne tabu, dają się wciągnąć w wir coraz bardziej zatrważających obsesji i fantazji. Na ziemi niczyjej, gdzieś między dzieciństwem a dorosłością, kończy się niewinność.

Czym jest rodzina? Jaki sens ma wiara? W tej powieści o braku miłości i osamotnieniu, ujmującej wrażliwością i surowym, wręcz brutalnym pięknem języka, Marieke Lucas Rijneveld stawia pytania, które podważają nasze najświętsze przekonania.

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Niepokój przychodzi o zmierzchu w ulubionej księgarniiPorównywarka z najlepszymi ofertami księgarń W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oficjalne recenzje książki Niepokój przychodzi o zmierzchu i



1955
14
299

Opinia społeczności książki Niepokój przychodzi o zmierzchui



Książki 1320 Opinie 1123

Oceny książki Niepokój przychodzi o zmierzchu

Średnia ocen
6,7 / 10
1476 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinie i dyskusje o książce Niepokój przychodzi o zmierzchu

avatar
197
146

Na półkach:

Miałam kilka podjeść do tej książki. Historia traumy w surowej, ultrareligijnej rodzinie rolniczej, opowiedziana z perspektywy dziesięcioletniej dziewczynki po tragicznej śmierci jej brata. Duszna, ciężka i wywołująca fizyczny dyskomfort podczas czytania. Język bardzo obrazowy, momentami brutalny. Pełen naturalistycznych opisów, fizjologii i mrocznych metafor dotyczących życia na wsi. Z jednej strony zasługuje na wysoką ocenę, z drugiej czytając miałam ochotę przejść do kolejnej książki.

Miałam kilka podjeść do tej książki. Historia traumy w surowej, ultrareligijnej rodzinie rolniczej, opowiedziana z perspektywy dziesięcioletniej dziewczynki po tragicznej śmierci jej brata. Duszna, ciężka i wywołująca fizyczny dyskomfort podczas czytania. Język bardzo obrazowy, momentami brutalny. Pełen naturalistycznych opisów, fizjologii i mrocznych metafor dotyczących...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
196
22

Na półkach:

Dobra, głęboka i przerażająca. Każdy członek rodziny próbuje sobie na swój sposób radzić z tragedią, która ich spotkała. Rodzice omijają temat szerokim łukiem, a dzieci nie rozumieją sytuacji ("zgubiliśmy drogę i nie ma kogo o nią spytać ").

Dobra, głęboka i przerażająca. Każdy członek rodziny próbuje sobie na swój sposób radzić z tragedią, która ich spotkała. Rodzice omijają temat szerokim łukiem, a dzieci nie rozumieją sytuacji ("zgubiliśmy drogę i nie ma kogo o nią spytać ").

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
87
74

Na półkach: ,

Póki co, nie wiem co sądzić o tej książce. Muszę ją przetrawić (jakkolwiek to brzmi w odniesieniu do tej książki... ;) i ponownie ocenić.

Póki co, nie wiem co sądzić o tej książce. Muszę ją przetrawić (jakkolwiek to brzmi w odniesieniu do tej książki... ;) i ponownie ocenić.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

3634 użytkowników ma tytuł Niepokój przychodzi o zmierzchu na półkach głównych
  • 1 854
  • 1 745
  • 35
489 użytkowników ma tytuł Niepokój przychodzi o zmierzchu na półkach dodatkowych
  • 194
  • 115
  • 77
  • 32
  • 25
  • 24
  • 22

Tagi i tematy do książki Niepokój przychodzi o zmierzchu

Inne książki autora

Marieke Lucas Rijneveld
Marieke Lucas Rijneveld
Pisarz i poeta uważany za jeden z największych talentów literatury holenderskiej. Urodził się w 1991 roku w Nieuwendijk (Brabancja Północna) w reformowanej rodzinie rolniczej, a obecnie mieszka w Utrechcie, mieście, które w 2015 roku przyznało mu stypendium twórcze C.C.S. Crone. Oprócz zajmowania się literaturą pracuje na farmie mlecznej. Ma na swoim koncie liczne wyróżnienia, m.in. C. Buddingh’ Prijs (za najlepszy debiut poetycki, tom wierszy Kalfsvlies),ANV Debutantenprijs (za debiutancką powieść „Niepokój przychodzi o zmierzchu“),Międzynarodową Nagrodę Bookera (za jej angielski przekład),Ida Gerhard Poëzieprijs (za drugi zbiór poezji Phantoommerrie) oraz Prijs de Boon i F. Bordewijk-prijs (za powieść „Mój mały zwierzaku“).
Zobacz stronę autora

Czytelnicy Niepokój przychodzi o zmierzchu przeczytali również

Archiwum zagubionych dzieci Valeria Luiselli
Archiwum zagubionych dzieci
Valeria Luiselli
To jedna z tych książek, po których trudno wrócić do codzienności. Zostawia bowiem głęboki ślad na duszy. Czytałam ją z rosnącym poruszeniem, bo choć zaczynała się niemal kameralnie – jako opowieść o rodzinie w podróży – z każdą stroną stawała się czymś znacznie więcej. Luiselli opowiada historię rodziców i ich dzieci, którzy przemierzają Amerykę, jadąc z Nowego Jorku na południe. Ich relacje są napięte, emocje niewypowiedziane, a rozmowy – choć codzienne – pełne ukrytych znaczeń. Ale obok tego rodzinnego mikroświata rozwija się inna, dramatyczna historia: dzieci z Ameryki Środkowej, które próbują przekroczyć granicę USA i znikają w systemie. Bez śladu. To książka o podróży – przez krajobrazy Ameryki, przez historię, przez pamięć i emocje. Autorka pisze nie tylko o polityce imigracyjnej, ale też o tym, jak opowiadamy historię innym i sobie samym. Jak zapisujemy życie w „archiwum” pamięci i co z tych zapisów zostaje. Zachwycał mnie język tej książki – momentami poetycki, innym razem surowy. Autorka bawi się formą – miesza fragmenty fikcyjne z dokumentalnymi, cytuje literaturę, wprowadza dziecięcy punkt widzenia. To wszystko tworzy niezwykłą mozaikę, która angażuje nie tylko intelekt, ale i serce. Niektóre strony czytałam z gulą w gardle. Zatrzymywałam się. Odkładałam. I wracałam. Bo to nie jest książka, przez którą się „przelatuje”. To książka, która zostaje – i domaga się, byśmy patrzyli uważniej, słuchali głębiej, czuli mocniej.
magdalena - awatar magdalena
oceniła na89 miesięcy temu
Świetlista republika Andrés Barba
Świetlista republika
Andrés Barba
Magia dzieciństwa to przywilej, który z upływem czasu zaczyna budzić mieszane uczucia. Z jednej strony powraca jako nostalgiczne wspomnienie beztroski - obraz bezpiecznej przystani odpornej na sztorm codzienności. Z drugiej pozostaje obszarem niedostępnej wyobraźni, której naiwność z perspektywy dorosłego wydaje się niezrozumiała, a momentami nawet niepokojąca. Funkcjonowanie według utartych schematów dorosłości, opartych na obowiązkach i wymaganiach, choć ogranicza spontaniczność, rewanżuje się stabilnością i poczuciem porządku. W swojej powieści Andrés Barba oddaje głos nie tyle samemu Urzędnikowi, ile jego wewnętrznemu dialogowi - między potrzebą zachowania własnej integralności a fascynacją tym, co odmienne. Urzędnik jest postacią głęboko zakorzenioną w świecie dorosłych, ale niepozbawioną wrażliwości. To społecznik, który buduje swoją tożsamość na pomaganiu innym, a także przybrany ojciec troszczący się o swoją rodzinę. Jednocześnie jawi się jako krytyczny obserwator, dostrzegający drugie dno pozornie prostych zdarzeń i poszukujący języka dla tego, co wymyka się oczywistym interpretacjom. Narrator pozostaje więc przekonany o własnej przenikliwości i empatii, wierząc, że potrafi uchwycić złożoność świata. Nie dostrzega jednak, że jego największym ograniczeniem jest właśnie to, kim jest - dorosłym. A świat dorosłych rządzi się prawami innej natury niż świat dzieci.
 Wydarzenia w San Cristóbal, w których główną rolę odgrywa pojawienie się grupy małoletnich, dzikich lokatorów o nieznanym pochodzeniu, stają się jedynie tłem dla wewnętrznej walki Urzędnika. Próba zrozumienia tej dziecięcej wspólnoty przeradza się w swoistą obsesję. Nagromadzenie przytaczanych przez niego faktów, wycinków z prasy i relacji świadków zaczyna przytłaczać, prowadząc do pytania: czy ta analiza nie jest zbyt osobista? Jaką odpowiedzialność za te wydarzenia ponosi ktoś, kto formalnie pozostawał jedynie obserwatorem? Odpowiedzi przychodzą powoli - i nie brzmią przekonująco. Choć Urzędnik twierdzi, że z czasem lepiej zrozumiał swoją rolę w minionej tragedii, trudno oprzeć się wrażeniu, że jego refleksje pozostają powierzchowne i nie do końca szczere. Wyrzuty sumienia nie zniknęły - przeciwnie, zdają się równie silne jak wówczas. Tym bardziej niepokoi sposób, w jaki opisuje swój udział w śmierci „trzydziestu dwojga” - jakby jego opowieść była formą, która pozwala odsunąć ciężar odpowiedzialności. Filozofia, którą buduje wokół tych wydarzeń, odsłania rysę, której sam narrator zdaje się nie dostrzegać. Za językiem współczucia i żalu, pod pozorem deklarowanej „antropologicznej ciekawości”, kryje się coś znacznie mniej szlachetnego - prosta i trudna do przyjęcia zazdrość. Jest to zazdrość szczególna - właściwa dorosłemu, który nie potrafi przyznać, że zazdrości dzieciom. Czego właściwie? Wolności, która nie wymaga uzasadnienia. Przynależności, która nie jest wynikiem wysiłku, lecz naturalnego bycia częścią wspólnoty. A także bezkarności, podważającej sens zasad organizujących świat dorosłych. To właśnie z tej zazdrości rodzi się pytanie, przed którym Urzędnik próbuje się bronić: po co dorastać, skoro później nie sposób być naprawdę szczęśliwym? Dziecięca rzeczywistość jawi się jako przestrzeń prostoty, beztroski i intensywnego przeżywania chwili - coś, czego dorosłość nie potrafi już odzyskać. Urzędnik, mimo prób zrozumienia dzieci, nie jest w stanie stanąć w prawdzie o samym sobie. Świat, który opisuje, pozostaje dla niego zamknięty - istniał bez celu, którego dorośli tak rozpaczliwie się domagają. Wszystkie tworzone przez nich interpretacje - filozofie, metafory, narracje - okazują się jedynie próbą oswojenia czegoś, czego nie są w stanie pojąć. Dlatego jako czytelniczka, która w pewnym momencie zaczyna ulegać „niemoralnej” pokusie niedorastania, nie ufam Urzędnikowi. Jego słowa są piękne, ale nieprzekonujące. Być może w głębi rzeczy odczuł ulgę wobec upadku świetlistej republiki, a jej koniec potwierdził to, w co wierzył od początku: że ten świat nie miał prawa przetrwać. A skoro tak, rzeczywistość dorosłych może toczyć się dalej - uporządkowana, przewidywalna i bezpieczna, choć jej kierunek pozostaje ten sam: ku pustce.
bosskarolaa - awatar bosskarolaa
oceniła na712 dni temu
Małe rączki Andrés Barba
Małe rączki
Andrés Barba
Ta niewielka pozycja hipnotyzuje i wciąga od pierwszej strony. To niezwykle udana próba opisu traumy głównej bohaterki, z nadzwyczajnym wyczuciem ukazująca, jak zupełnie inne od dorosłego jest przeżywanie traumy przez dziecko. Nagła pustka, samotność i wstyd zupełnie alienują dziewczynkę, aby pokonać bezsilność i lęk, musi stwarzać sobie własne metody na przeżycie w obcym i zimnym świecie. Zabawa oscylująca na krawędzi iluzji i rzeczywistości, która na początku miała służyć odzyskaniu własnej tożsamości i powinna kojarzyć się z poczuciem bezpieczeństwa, tutaj staje się czymś wynaturzonym, prowadzącym do tragedii. Niezmiernie podoba mi się styl i zabieg, aby o rzeczach bardzo emocjonalnych pisać zupełnie bezemocjonalnie. Stwarza to poczucie dystansu, nawet odrealnienia. Jest duszno i mrocznie. Błahostki przeobrażają się w sytuacje ledwo dźwigające swój własny ciężar, rzeczy pozornie niewinne stają się brzemienne winą, sumienie z czystego przeobraża się w splamione, niewinność w przewrotność, przemoc i ostateczność. Nie spodziewałam się takiej historii, pisanej tak dobrym stylem. Barba obdarza nieświadomość językiem, wydobywa z głębi umysłu to, co najgłębiej ukryte, niszczące siły, ciemne instynkty, mroczne fragmenty osobowości. Zabieg z narracją doskonały! Koniecznie muszę przeczytać kolejne książki tego autora! Wspaniałe jest również posłowie pani Ewy Modzelewskiej-Kossowskiej. Koniecznie doczytajcie do końca!
Edyta - awatar Edyta
oceniła na87 miesięcy temu
Zbyt wiele zim minęło, żeby była wiosna Filip Zawada
Zbyt wiele zim minęło, żeby była wiosna
Filip Zawada
Powieść Filipa Zawady to literackie wyzwanie, które wymyka się tradycyjnym ramom fabularnym, serwując nam historię poszarpaną, trudną i gęstą od emocji. „Zbyt wiele zim minęło, żeby była wiosna” nie oferuje klasycznego początku, środka i końca, lecz jest raczej wiwisekcją toksycznej relacji i wielopokoleniowego traumatyzmu. Fabuła: W kleszczach dziadka i wnuka Głównym bohaterem i narratorem jest Szczepan – mężczyzna, który tkwi w destrukcyjnym klinczu ze swoim dziadkiem. Relacja ta przypomina psychologiczną walkę bokserską, w której ciosy padają niemal w każdym zdaniu. Dziadek to postać despotyczna, wręcz potworna, która swoją obecnością zatruwa powietrze w całym domu. Z kolei Szczepan, choć pozornie jest ofiarą, staje się lustrzanym odbiciem swojego oprawcy. Fabuła koncentruje się na codziennym trwaniu, na drobnych złośliwościach i wielkich upokorzeniach. Przez życie bohatera przewijają się kobiety – każda kolejna próba zbudowania normalnej relacji kończy się jednak fiaskiem, bo Szczepan nie potrafi kochać nikogo, skoro nie potrafi znieść samego siebie. To opowieść o tym, jak nienawiść do przodka staje się paliwem napędowym egzystencji i jak trudno jest wyrwać się z kręgu przemocy, która wrosła w DNA rodziny. Recenzja: Brutalny taniec słów Filip Zawada stworzył książkę, która jest jak uderzenie w splot słoneczny. Nie jest to lektura przyjemna – autor celowo wprowadza czytelnika w stan dyskomfortu. Język powieści jest surowy, pełen dosadności, a momentami wręcz turpistyczny. Krótkie, urywane zdania budują duszny, klaustrofobiczny klimat, w którym brakuje tlenu i wspomnianej w tytule „wiosny”. Największą siłą (a dla niektórych słabością) tej prozy jest jej bezkompromisowość. Zawada nie bierze jeńców; obnaża męskie słabości, kompleksy i prymitywne instynkty. Narracja Szczepana jest przepełniona autoironią, ale jest to humor czarny, gorzki i ostatecznie smutny. To portret człowieka, który został „przemielony” przez wychowanie i historię, a teraz sam nie potrafi zaoferować światu nic poza cynizmem. Mimo tego mroku, powieść fascynuje warsztatem. Zawada potrafi w jednym akapicie przejść od fizjologicznego obrzydzenia do niemal metafizycznej refleksji nad losem. Czytelnik ma wrażenie, że uczestniczy w sesji terapeutycznej, która wymknęła się spod kontroli. Podsumowanie „Zbyt wiele zim minęło, żeby była wiosna” to literatura dla odważnych. To książka o niemożności wybaczenia i o ciężarze dziedzictwa, którego nie da się po prostu odrzucić. Jeśli szukasz pocieszenia, omijaj ten tytuł szerokim łukiem. Jeśli jednak chcesz zobaczyć, jak wygląda literacka autopsja męskiej psychiki, Zawada dostarczy Ci wrażeń, których długo nie zapomnisz.
Muminka - awatar Muminka
oceniła na72 miesiące temu
Przywiązania Vivian Gornick
Przywiązania
Vivian Gornick
Zaskakująco osobista książka, choć bynajmniej nie ekshibicjonistyczna, poświęcona głównie niełatwym relacjom z matką. No i z mężczyznami - w takiej kolejności, nie tylko chronologicznej… Zapewne będę w mniejszości, gdy napiszę, że mimo całej błyskotliwej narracji, mojej ulubionej przewrotnej ironii pełnej, bardziej jednak do mnie trafiła poprzednia rzecz Gornick, czyli “Kobieta osobna i miasto” - i to nie tylko dlatego że tam było więcej Nowego Jorku. Tu największą wartością są gorzkie-słodkie dyskusje narratorki z matką (niestety, dość toksyczną osobą),które niekiedy przekształcają się w całkiem niezłe awantury i wzajemne obrażania się. To bardzo dynamiczna relacja. “Nieraz przez kilka lat panuje między nami coś w rodzaju zmęczonego odprężenia. Potem wraca gniew jasny i gorący”. Inna rzecz, że obie strony mają nieco racji w tej odwiecznej sztafecie pokoleń kobiecych. “– Dlaczego nie znajdziesz sobie sympatycznego mężczyzny, z którym byłabyś szczęśliwa? - pyta mnie mama. – Prostego i dobrego, nie intelektualistę ani filozofa”. Matka to dla niej “wytrawny miejski piechur, (ale i łowczyni miejsc siedzących w metrze)”. Dla mnie nad wszystkim dominuje tu jednak pięknie plastyczny obraz żydowskiego życia w Bronxie sprzed kilkudziesięciu lat, z niezwykłymi typami ludzkimi, ekscentrykami, dziwakami, przemocowcami. Tę część uważam za najlepszą, ukazującą niełatwe bogactwo ówczesnej mieszanki rasowo-narodowościowo -kulturowej. “Bronx był mozaiką etnicznych księstewek najechanych przez obcy element: pięć kwartałów, gdzie dominowali a to Włosi, a to Irlandczycy, a to Żydzi, ale każdy rewir żydowski miał swoją mniejszość irlandzką, a włoski żydowską”. “W naszej kamienicy mieszkali sami Żydzi, nie licząc irlandzkiej rodziny na parterze, rosyjskiej na drugim piętrze i polskiego dozorcy. Rosjanie byli wysocy i milkliwi, wchodzili i wychodzili w aurze tajemnicy. Wszyscy Irlandczycy byli chudzi, mieli jasne włosy niebieskie oczy, wąskie usta i zamknięte twarze. Oni też przemykali wśród nas jak cienie. Podobnie dozorca i jego żona trzymali się na uboczu. Nigdy do nikogo nie odzywali się pierwsi. Oto główny, jak mi się zdaje, efekt bycia w mniejszości: człowiek cichnie”. A to jeszcze te czasy, i środowiska, gdy kobieta jest funkcją swojego mężczyzny i głównie pod tym kątem oceniana. “Matka jest prawdziwym więźniem swojego środowiska, swoich czasów, które zakazywały kobietom samorealizacji”. Córka jest już zupełnie innego pokolenia, dla którego najważniejsza jest samorealizacja. I to zarzewie nieusuwalnego konfliktu towarzyszy nam w zasadzie przez wszystkie lata, które razem z nimi przeżywamy. “Nie mam dobrej relacji z mamą, a niekiedy, w miarę jak powiększa się nasz życiowy bagaż, zdaje się ona jeszcze pogarszać. Tkwimy uwięzione w ciasnym tunelu bliskiej, intensywnej znajomości”. Fascynujący jest portret sąsiadki Nettie, która sama kształtuje swoje życie, co u kołtuńskich mieszkańców kamienicy wywołuje przewidywalne reakcje. “Jej krok był niespieszny i rozmyślny. Ruszała raz jednym, raz drugim udem, kołysząc biodrami. Dla każdego było jasne, że ta kobieta donikąd nie idzie, że chodzi dla chodzenia, by poczuć efekt, jaki wywiera na przechodniach. Jej chód stale przypominał o ciele ukrytym pod ubraniem. Mówił: +To ciało ma moc budzenia apetytów+. Nie było drugiej takiej jak ona”. “Zarówno mężczyźni, jak i kobiety patrzyli na nią chciwie. To było straszne. Emocje, jakie wzbudzała, stanowiły raczej karę niż nagrodę. Przerażało mnie to, jak ludzie na nią patrzą – mężczyźni okrutnie, kobiety gniewnie. Wydawało mi się, że grozi jej niebezpieczeństwo”. “Ona sama, rzecz jasna, nie znała strachu. Erotyczna perfidia tkwiła w niej głęboko nierozerwalnie. (..) Budzenie pożądania było jedynym znanym jej sposobem na poprawę własnego samopoczucia. Wiedziała, że kiedy kołysze biodrami, unosi leniwie powieki albo przeciąga zmysłowo dłonią po rudych włosach, w męskich lędźwiach budzi się nadzieja. Wiedziała tylko tyle i aż tyle”. Po latach Nettie pada ofiarą raka… – Ona gniła od środka – oznajmiła mama. – Przeżarło ją. Ci mężczyźni ją przeżarli. – Mamo, na litość boską! Naprawdę w to wierzysz? Uważasz że, można dostać raka od seksu? – A n a c o u m a r ł a, j a k n i e n a r a k a?”. Albo taka piękna rozmowa matki z córką: “– Co robią homoseksualiści? – To samo co ty, mamo. – To znaczy? – Bzykają się tak jak ty. – Ale jak oni to robią? Gdzie? – W tyłek. – To musi boleć. – Czasami tak. Zazwyczaj nie. – Czy oni się żenią? – pyta ze śmiechem. – Niektórzy. Większość nie. – Czy są samotni? – Tak samo jak my mamo”. “Pamiętasz Druckerową? Mówiła że gdyby nie papieros w trakcie stosunku z mężem, wyskoczyłaby z okna. A Zimmermanową, tą po drugiej stronie? Wydali ją za mąż, jak miała 16 lat, szczerze faceta nie znosiła(...) Mężczyźni z Europy. To były zwierzęta. Po prostu zwierzęta”. “Przez 25 lat nie mogłam się pozbyć wrażenia, że mama nic nie robi, tylko leży w półmroku na kanapie, trzyma rękę na czole i mamrocze: +Nie wytrzymam+. Co zresztą okazało się nieprawdą”. “Miało się wrażenie, że pracuje wyłącznie po to, by móc się pod wieczór oddać rozpaczy, wiernie jej oczekującej na końcu obowiązkowej przeprawy przez trudy dnia codziennego. W weekendy, rzecz jasna, depresja trwała nieprzerwanie”. Wiele zmienia nagła śmierć ojca Autorki. “Wdowieństwo otworzyło mamie drogę do wyższej formy istnienia.(...) Opłakiwanie taty stało się jej zawodem, jej tożsamością, jej maską społeczną”. “To mama była centralną postacią tego dramatu, reszta kręciła się na obrzeżach. Można powiedzieć że jej spektakularna strata pochłonęła nas wszystkich; z pełnoprawnych żałobników zmieniliśmy się w świadków cudzej żałoby (...) Śmierć taty stała się religią, źródłem obrządku i doktryny. Figura kobiety, która utraciła miłość swojego życia, stała się dla mamy nową ortodoksją, której przestrzegała z talmudyczną dokładnością”. BTW: Tym bardziej było to nienormalne, że po śmierci ojca musiała spać z matką przez rok w jednym łóżku…. “Wołała wtedy moje imię i krzyczała: +Sierota! Mój Boże, jesteś sierotą!+ Nikt nie miał odwagi jej przypomnieć że według tradycji żydowskiej sierotą zostawało się po śmierci matki; dziecko bez ojca było tylko półsierotą”. Niestety, matka miała poważne kompleksy wobec wykształconej córki. “Ilekroć zaczynałam zdanie, którego nie dało się skończyć bez trzykrotnego złożenia, w jej oczach pojawiały się iskry zwierzęcej chytrości. Te iskry wzniecały w niej gniew, który rozpalał się w szał.(..) +Mów do mnie po ludzku!+”. “Zawsze po cichu liczyła, że tym razem będzie inaczej że wreszcie usłyszy ode mnie historię przypominającą jej własną, taką, które ją pokrzepi, a nie wprawi w zdumienie i zakłopotanie”. Pokornie upraszam o wybaczenie, ale część o nieudanym małżeństwie Autorki to chyba najnudniejszy fragment książki. “Teoretycznie zgadzaliśmy się co do wszystkiego, lecz w codziennym życiu jakoś nigdy się nie zdarzało, abyśmy równocześnie pragnęli tej samej rzeczy”. Reszta narracji to opisywanie, czy raczej: analizowanie, relacji z kolejnymi facetami, co także nie wydało mi się porywające. Wyciszający koniec nieco elegijny, gdy “Mama nie wygląda ani młodo, ani staro; wydaje się co najwyżej pochłonięta grozą widoku. (...) - Całe życie przeleciało – mówi cicho. Mój ból jest tak wielki, że nie mam odwagi go poczuć.(...) Potem siedzimy w milczeniu, dwie kobiety niezaplątane w supeł rozmowy, lecz jedynie patrzące w półmrok bezpowrotnie mi utraconego życia”. “Bez końca włóczymy się razem po ulicach Nowego Jorku. (...) Nie przepadamy za sobą podczas tych spacerów, czasem się na siebie gniewamy, ale nasze włóczęgostwo trwa w najlepsze. (...) Nie znosi jedynie teraźniejszości; gdy tylko teraźniejsze staje się przeszłością, mama z miejsca się w niej zakochuje. Opowieść za każdym razem jest taka sama i jednocześnie inna, bo jestem coraz starsza i zawsze przychodzi mi do głowy pytanie, którego nigdy wcześniej nie zadałam”. “Nie zależy nam już tak bardzo jak dawniej na sprawiedliwości. Nasza animozja stała się mniej zajadła”.
Łukasz Starzewski - awatar Łukasz Starzewski
ocenił na72 miesiące temu

Cytaty z książki Niepokój przychodzi o zmierzchu

Więcej

Ludzie potrzebują małych problemów, żeby mogli poczuć się wielcy.

Ludzie potrzebują małych problemów, żeby mogli poczuć się wielcy.

Marieke Lucas Rijneveld Niepokój przychodzi o zmierzchu Zobacz więcej

Niektóre słowa są jeszcze za duże na twoje małe uszka.

Niektóre słowa są jeszcze za duże na twoje małe uszka.

Marieke Lucas Rijneveld Niepokój przychodzi o zmierzchu Zobacz więcej

Przez chwilę mam nadzieję, że ojciec podejdzie i mocno mnie przytuli, aż guziki jego kombinezonu odbiją się na moim policzku, i że ja też się zatracę w tych objęciach, ale jedyne w czym mogę się teraz zatracić, to sama strata.

Przez chwilę mam nadzieję, że ojciec podejdzie i mocno mnie przytuli, aż guziki jego kombinezonu odbiją się na moim policzku, i że ja też s...

Rozwiń
Marieke Lucas Rijneveld Niepokój przychodzi o zmierzchu Zobacz więcej
Więcej