rozwińzwiń

Nasze imię Legion, nasze imię Bob

Okładka książki Nasze imię Legion, nasze imię Bob autorstwa Dennis E. Taylor
Dennis E. Taylor Wydawnictwo: Mag Cykl: Bobiverse (tom 1) fantasy, science fiction
384 str. 6 godz. 24 min.
Kategoria:
fantasy, science fiction
Format:
papier
Cykl:
Bobiverse (tom 1)
Tytuł oryginału:
We Are Legion (We Are Bob)
Data wydania:
2020-04-03
Data 1. wyd. pol.:
2020-04-03
Data 1. wydania:
2016-09-20
Liczba stron:
384
Czas czytania
6 godz. 24 min.
Język:
polski
ISBN:
9788366409484
Tłumacz:
Wojciech Próchniewicz
Bob Johanson właśnie sprzedał swoją firmę informatyczną i już nie może się doczekać życia pełnego atrakcji - książek do przeczytania, filmów do obejrzenia i miejsc do odwiedzenia. Więc to trochę niesprawiedliwe, gdy po chwili śmiertelnie potrąca go samochód.

Budzi się sto lat później i stwierdza, że odmrożeńcy nie mają już żadnych praw, jest więc własnością państwa. Został przekopiowany do komputera i ma zostać inteligencją sterującą międzygwiezdną sondą kosmiczną, szukającą planet do zamieszkania. Stawka jest wysoka - co najmniej trzy inne państwa próbują pierwsze wystrzelić takie sondy, a nie grają czysto.

Najbezpieczniej mu będzie w kosmosie, jak najdalej od Ziemi. Ale tak mu się tylko wydaje. Bowiem wszechświat też jest pełen wrednych istot, które wcale nie lubią, gdy wkracza się na ich teren.

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Nasze imię Legion, nasze imię Bob w ulubionej księgarniiPorównywarka z najlepszymi ofertami księgarń W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Nasze imię Legion, nasze imię Bob



2624 948

Oceny książki Nasze imię Legion, nasze imię Bob

Średnia ocen
7,4 / 10
1418 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Nasze imię Legion, nasze imię Bob

avatar
561
26

Na półkach: , ,

Bob... Co tu dużo mówić, to imię zostanie z nami długo, stanie się już nie tylko imieniem, ale wręcz ideą.

Tytułowy Bob to młody, spełniony właściciel dochodowej firmy informatycznej, która właśnie sprzedał. Jedna z pierwszych decyzji jak podejmuje świeżo upieczony milioner podejmuje to zapewnienie sobie nieśmiertelności poprzez pośmiertne zamrożenie. Nie mógł jednak wiedzieć, jak szybko przyjdzie mu skorzystać z tej opcji. Kiedy budzi się w wersji trochę mniej ludzkiej, mimo początkej konsternacji, rozumie jak wiele opcji się przed nim otwiera, nie tylko tu, na ziemi...

Ta książka otwiera wielką, międzygwiezdną przygodę, wizję podboju kosmosu, jak również pokazuje, że jako gatunek jeszcze do tego jeszcze nie dorośliśmy. Z jednej strony cieszyły mnie rozdziały opowiadające o nowych światach, technologiach takich jak samo replikacja a z drugiej, opowieści z naszej rodzimej planety powodowały, że byłam zła na ludzi i ich niemądre wybory. Dobrze, że Bob ma wyjątkowe poczucie humoru i całkiem słuszną wiedzę popkulturową - jak to nie uratuje świata, to nic już nam nie zostaje.

Książka jest pierwszą z cyklu Bobiverse, na pewno będę kontynuować. Polecam fanom Andy'ego Weira, styl narracji na pewno się Wam spodoba.

Bob... Co tu dużo mówić, to imię zostanie z nami długo, stanie się już nie tylko imieniem, ale wręcz ideą.

Tytułowy Bob to młody, spełniony właściciel dochodowej firmy informatycznej, która właśnie sprzedał. Jedna z pierwszych decyzji jak podejmuje świeżo upieczony milioner podejmuje to zapewnienie sobie nieśmiertelności poprzez pośmiertne zamrożenie. Nie mógł jednak...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
377
20

Na półkach: , ,

Całkiem przyjemna lektura. Nie jest wybitna, ale bardzo mnie zaciekawiła i czekam co tam dalej czas przyniesie dla Bobiwersum.

Całkiem przyjemna lektura. Nie jest wybitna, ale bardzo mnie zaciekawiła i czekam co tam dalej czas przyniesie dla Bobiwersum.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
11
9

Na półkach:

Świetna, gdy czytałem dwa/trzy lata temu uważałem wręcz za powiew świeżości w sci-fi

Świetna, gdy czytałem dwa/trzy lata temu uważałem wręcz za powiew świeżości w sci-fi

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

3445 użytkowników ma tytuł Nasze imię Legion, nasze imię Bob na półkach głównych
  • 1 722
  • 1 671
  • 52
506 użytkowników ma tytuł Nasze imię Legion, nasze imię Bob na półkach dodatkowych
  • 322
  • 49
  • 35
  • 26
  • 26
  • 24
  • 24

Inne książki autora

Dennis E. Taylor
Dennis E. Taylor
Dennis E. Taylor jest kanadyjskim powieściopisarzem i byłym programistą znanym z opowiadań o hardcorowej science-fiction, badających interakcję między sztuczną inteligencją a kondycją człowieka.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Rzadkie powietrze Richard Morgan
Rzadkie powietrze
Richard Morgan
Rzadkie powietrze to książka, która stanowi dosyć luźne powiązanie z poprzednią książką Richarda Morgana, czyli z 13, ale moim zdaniem jest od niej lepsza. To dalej połączenie hard sf z kryminałem w stylu noir, z tym że akcja dzieje się już tylko na Marsie. Mamy tu świetnie opowiedzianą historię, z bohaterem który da się lubić, co nie zawsze wychodziło w 13. Jest też świetnie wykreowany, korporacyjny świat, tak różny od Ziemi i rządzony innymi prawami, niż nasza ojczysta planeta. Powieść jest też krótsza, co wychodzi jej na plus, bo nie odnosimy wrażenia, żeby była przegadana i sztucznie rozciągnięta w liczbie słów i stron. Bardzo przypomina trylogię Modyfikowanego węgla, ale tu autor też skupił się na problemach związanych z ingerencją w kod genetyczny człowieka, niż na cyberpunkowych motywach i stąd może zakwalifikowanie tej książki jako kontynuacji cyklu 13, bo Veil, główny bohater też jest jakimś wariantem genetycznym Homo sapiens. Nie jest to łatwa książka. Powoduje zadumę, i zastanowienie się nad skutkami postępu nauki i tego jak go wykorzystujemy, ale do tego autor zdążył już nas przyzwyczaić. Także do tego, że jego książki trzymają wysoki poziom i nie są tylko zwykłą rozrywką. Otrzymujemy coś więcej, tekst, który zapada w pamięć i z dumą może prezentować się na półce, po przeczytaniu. Przednie science fiction, które zachwyca swoją wizją przyszłości, nawet jeśli nie jest ona odmalowana w różowych barwach. Polecam!
jackspear217 - awatar jackspear217
ocenił na71 rok temu
Wędrująca Ziemia Cixin Liu
Wędrująca Ziemia
Cixin Liu
Nauka to nie wszystko „Wędrująca ziemia” to zbiorów opowiadań od autora „Problemu trzech ciał”. Przekrój opowiadań jest naprawdę ciekawy od czystej komedii przez pierwszy kontakt po katastroficzne wynalazki. Jednak jak zawsze u tego autora, lepiej nie oczekiwać od postaci zbyt wiele. Wędrująca ZiemiaPoczątkowo myślałem, że to książka przedstawiającą tylko tytułową koncepcję (a że „O mrówkach i dinozaurach” to zbiór),czyli podróż naszej planety od Słońca w gwiazdy. Jednak po niektórych fragmentach tytułowego opowiadania odetchnąłem z ulgą, że to tylko opowiadanie. Choć jak zawsze Cixin Liu przedstawia swoje naukowe pomysły w niezwykle realistyczny sposób, tak jako przekaz w kontekście psychologii i socjologii często rozchodzi się w szwach. Tak jest też w tym opowiadaniu, gdy po pierwszej fazie przedstawienie pomysłu naukowo przechodzimy do relacji à la historycznej wielkiej podróży. Autor nie może zdecydować się, czy chce przedstawić osobistą historię bohatera, czy przedstawić nam tę bardziej kronikarską i ekspozycyjną wersję. Powoduje to kontrast i przedstawienie zachowań ludzi i ich grup wydaje się bardziej życzeniem narratora, niż ich realistycznym przedstawieniem. Powody i elementy tego przedstawienia bywają realistyczne, ale mamy tu do czynienia z narracją. Narrator ma pilnować, by czar nie prysł. A tak można powiedzieć, że ludzie uciekają razem ze swoją planetą, ale Słońce się nie rozszerza. Czy to znaczy, że zostali oszukani i uciekają po nic? Takie pytanie zadają sobie mieszkańcy Ziemi, a ja czy było warto je zamieszczać. Już od początku tego opowiadania widać, że całe swoje siły przerobowe Cixin Liu skupił w nim na warstwie hard science fiction. Przez co, po ciekawym wstępie, następuje mocny spadek formy, gdy stara się opisać ludzi i jak reagują na tę podróż. A jak będzie widać dalej, potrafi on pisać ich bardziej realistycznie. GóraW drugim opowiadaniu tym razem to nie Ziemia wyrusza w gwiazdy, a coś przybywa z nich na nią. Opowiadanie składa się z dwóch części, fantastycznej podróży głównego bohatera na tytułową górę i opowieści przybyszów o sobie. Mamy zatem dość staroszkolną rozmowę ekspozycyjną jako ramę narracyjną, jak u Wellsa. Choć Cixin Liu stara się uczłowieczyć naszego głównego bohatera, to możliwość wycięcia jego wątku sprawia, że można o nim nawet zapomnieć. To co najciekawsze to realistyczne przedstawienie obcej cywilizacji, która narodziła się we wnętrzu pustej planety. Autor, którego rodzice byli górnikami, wykorzystuje tu swoją wiedzę geologiczną, która pojawi się jeszcze w dwóch innych opowiadaniach. Jednak mimo tego realistycznego przedstawienia równie ciekawe są tu przedstawione metafory. Choć same w sobie problemy obcych są inne, to można je ekstrapolować na historię ludzkości. Autor przedstawia problemy niedoborów, a także transportu w optymistyczny sposób. Czasem trzeba trochę poświęcenia, by przeskoczyć swoje braki, bo może tylko trochę wyżej znajdziemy odpowiedź na swoje problemy? Skoro dotyczyło to planety obcych, czy nie można tego optymizmu ekstrapolować szerzej? Na cały wszechświat. Jednak my wciąż jesteśmy na naszej planecie i wciąż daleko nam by sięgnąć szczytu góry, by wznieść się choćby na pierwszy typ w skali Kardaszowa. W końcu jak powiedzieli obcy „ewolucja obdarza wszystkie inteligentne formy życia pragnieniem wspinania się wyżej”, a my możemy mieć nadzieję, że ta metafora to prawda. Słońce ChinW „Słońcu Chin” Cixin Liu kontynuuje swój optymizm przez przedstawienie megakonstrukcji – lustra słonecznego. Jednak tym razem robi to na dużo bardziej personalnym poziomie, tak że nie da się oddzielić głównej postaci od tytułowej konstrukcji. Śledzimy historię prostego rolnika, który w komunistycznych realiach, mimo braku wykształcenia (skończył trzy klasy szkoły podstawowej),pnie się po szczeblach awansu społecznego. Dostajemy historię awansu rodem z filmów z PRL (jak np. „Autobus odjeżdża 6.20” z 1954),ale w klimatach science fiction. Podkreśla to podział opowiadania na rozdziały, które reprezentują różne cele życiowe naszego głównego bohatera – Shui. Zaczyna on od „Napić się wody, która nie jest gorzka, zarobić trochę pieniędzy”, by potem przejść przez „Zostać pekińczykiem”, by skończyć wreszcie na „ponownie skierować wzrok ludzkości ku głębi kosmosu”. Choć Shui nie jest wybitną postacią, to jego historię śledzi się przyjemnie. Widzimy, jak wraz ze wzrostem świadomości zmieniają się jego cele, od zmian ilościowych (od „zarobić trochę” do „zarobić więcej”) po jakościowe zaznaczone wcześniej. Choć nie miał tego w planach, to Shui udaje się nawet zaprzyjaźnić ze Stephenem Hawkingiem! To więcej Hawkinga niż w Trylogii WWW Sawyera. Jednak dlaczego Shui chce skierować wzrok ludzkości ku gwiazdom? Jaką drogę przeszedł i jakim wynalazkom towarzyszy prosty Shui, że może mieć tak ambitne plany? By odpowiedzieć na te pytania trzeba cofnąć się do początku i powiedzieć o tytułowym lustrze słonecznym. Ma być ono zbudowanym z nanomateriałów płótnem, które ma być lepszym Księżycem. Lepszym, bo zamiast odbijać rozproszone światło Słońca, kierować jego skoncentrowany promień i nie, to nie śmiercionośny laser, a narzędzie kontroli klimatu. Więcej światła słonecznego to choćby więcej wegetacji. Sam ten projekt jest okazją do skrytykowania ekonomiczności jako jedynego kryterium oceny. Ten megaprojekt jest początkowo opłacalny, ale z czasem coraz mniej. Czy zatem opłaca się go dalej utrzymywać albo wykorzystać w innym celu? W końcu zysk pieniężny nie musi być jedynym, co motywuje ludzi do działania. Prawdopodobnie mamy tu do czynienie z lekką krytyką systemu, w którym funkcjonuje autor. Jednak nie znaczy to, że podobnej nie można odnieść do innych miejsc, środowisk i systemów. A w dodatku science fiction może pokazywać kierunek, gdzie patrzeć, gdy nie patrzy się tylko na pieniądze. Dla dobra ludzkościW tym opowiadaniu Cixin Liu kontynuuje swoją krytykę społeczną. Tym razem jego obiektem jest bardziej rozwarstwienie społecznego – na poziomie intelektualnym, majątkowym i edukacyjnym. Zakończenie tego opowiadania jest absurdalne, ale nie w optymistyczny sposób jak poprzednie dwa. Zaczynamy bowiem od zlecenia trzech morderstw. Morderstw „dla dobra ludzkości”. Gdy nasz bohater ich dokonuje, widzimy tam bardzo dużo człowieczeństwa, a pytanie „dlaczego?” dudni nam w głowach. W końcu te trzy osoby są bardzo dziwnym wyborem. Stety niestety nasza ciekawość zostaje zaspokojona w typowej rozmowie-ekspozycji, która podkreśla tylko wydźwięk opowiadania. Pewni ludzie są zaślepieni pieniędzmi i można zadać pytanie, czy na pewno ludzkość nie zasługuje na swój los? Co ciekawe to opowiadanie jest kontynuacją „Opieka nad bogiem”, które jest dalej w tym zbiorze. Nie trzeba go czytać najpierw, bo oba teksty są zamkniętymi historiami i dzieją się tylko w tym samym świecie. Jednak ktoś może chcieć przeczytać je w innej kolejności, niż zamieszczenie w tej książce. Klątwa 5.0Po lekkim absurdzie poprzedniego opowiadania czas na prawdziwą komedie. Jednak Cixin Liu, podobnie jak Terry Pratchett, utrzymuje opowiadanie w poważnym tonie. Świat jest całkowicie poważny, ale to z naszej perspektywy i narracji dostajemy czystą komedie. Klątwa to wirus komputerowy, który infekuje inteligentne urządzenia, by szkodziły wybranemu użytkownikowi. Początkowo był ograniczoną geograficznie zemstą za zdradę, ale stał się zabawką hakerów. Na szczęście jego cel pozostał jednostkowy, do czasu. W środek akcji wplątani zostają także dwaj ambitni przyjaciele – pisarz science fiction Cixin Liu, autor „Problemu trzech tysięcy ciał”, i pisarz fantasy Pan Dajiao, autor „Dziewięćdziesięciu tysięcy światów”. Już tu wychodzi komizm, choć nie wiem kim jest drugi autor. Całe opowiadanie to dzieło, które świetnie wpasowałoby się w konwencje antologii animacji „Love, Death & Robots” (2019-). I prawdopodobnie dzięki swojemu klimatowi i absurdowi to moje ulubione, choć niekoniecznie najlepsze opowiadanie, w „Wędrującej Ziemi”. MikroeraTo klasyczna opowieść łącząca Liliputów z „Podroży Guliwera” Jonathana Swifta z motywem powrotu rodem z „Powrotu z Gwiazd” Stanisława Lema. Nasz bohater powraca na Ziemię, która jest już zupełnie obca. Natrafia na niej na utopię i ma wybór. Proste przewidywalne, ale przyjemne opowiadanie w tonie melancholijnego optymizmu. PożeraczPożeracz znów prezentuje nam wizję pierwszego kontaktu. Tym razem jest on dużo bardziej w stylu Arthura C. Clarke’a, jednak nie jest wyłącznie pesymistyczna, ma w sobie nutę refleksji i melancholijnego optymizmu, z poprzedniego opowiadania. Jeśli nas nie będzie, to zawsze coś po nas pozostanie. W kierunku Ziemi leci obcy statek, który niczym Galactus z komiksów sieje tylko śmierć i zniszczenie. Nie jest ona jednak bezmyślna, w końcu ta grabież do cna utrzymuje ich statek przy życiu. To samo pewnie można powiedzieć o Galactusie. Krótko mówiąc mamy ciekawe opowiadanie w nurcie katastroficznym i o próbie ocalenia ojczystej planety. Jednak jego rdzeniem jest pytanie o to, co po sobie zostawimy i motywy ekologiczne, niczym w „Bugonii” (reż. Yorgos Lanthimos, 2025). W końcu sposób w jaki żyjemy, jak wygląda nasz świat, odpowiada nam na pytanie, czy przypadkiem my też nie jesteśmy takim pożeraczem. A ostateczny wniosek z tego opowiadania można przedstawić jako: człowiek mrówce dinozaurem, a dinozaur mrówka. Być może to opowiadanie łączy się z „O mrówkach i dinozaurach”, ale to jeszcze przede mną. Opieka nad bogiemTo opowiadanie można ugryźć od bardzo wielu stron. Stosunek do boga? Relacje rodzinne? Obowiązki państwa wobec obywateli? Krytyka konfucjanizmu? Z jakiejkolwiek strony nie podejść jest to ciekawe opowiadanie, które nie przepuści też okazji dać pstryczka w nos kapitalizmowi. Na Ziemię przybywają bogowie – gatunek, który zasiał życie na naszej planecie. Są oni starzy i przybyli do swoich potomków, by ci ich przygarnęli. Bogów jest bardzo dużo, ale zamiast stłoczyć ich w jakimś domu starców lub obozie dla uchodźców, rządy rozdysponowują ich po poszczególnych rodzinach. W oczywisty sposób daje to okazję do powyższych podejść. Co zaskakujące wbrew kontynuacji tego opowiadania „Dla dobra ludzkości”, tu Cixin Liu decyduje się na pozytywną diagnozę ludzkości. Na własne oczyNa końcu dostajemy krótką historię o udostępnianiu zmysłów. Jest to motyw rodem z cyberpunku, jak „Neuromancer” Williama Gibsona, ale nie ma w nim nic niepokojącego. Mężczyzna udostępnia odizolowanej kobiecie swoje zmysły, by ta mogła doświadczać świeżego powietrza. Prosta ludzka historia, której napędem narracyjnym jest tajemnica, gdzie kobieta jest zamknięta.Kula armarniaNa koniec dostajemy ciekawą opowieść wykorzystującą wiedzę o działaniu broni atomowej w celach cywilnych. Zaadaptowanie bomb atomowych do przemysłu cywilnego nie jest łatwe, tak samo jak jej budowy do opowiadania science fiction. Nie jest to jednak jedyny znany mi przykład, bo ta wiedza pojawia się choćby w „Kamelonie” Rafała Kosika. Jednak nie róbcie tego w domu. W fantastyczny sposób ojciec głównego bohatera przekopuje tunel przez jądro planety. W tym czasie niczym w „Futuramie” (1999-2003) lub Bobiverse Dennisa E. Taylora bohater hibernuje i podróżuje w przyszłość, bez działania żadnej z teorii Einsteina. Shen Huabei budzi się dwa razy. Sytuacja w która się wplątuje wydaje mi się nieco absurdalna. Choć ma za zadanie w dynamiczny sposób pchać bohatera i pozwolić, by tłumaczono mu nowy świat, jest jego najsłabszym elementem. Tak samo działa sztuczne tworzenie zagrożenia i kontrastu między dwoma wybudzeniami. W porównaniu z poprzednim opowiadaniem, które dzieje się w tym samym świecie, to wypada blado. Warstwa naukowa, ponownie wykorzystująca jego wiedzę geologiczną, jest bez zarzutu. Jednak to opakowanie nie pozwala mi zanurzyć się w zawieszenie niewiary. A wszystko by opisać konsekwencje i potencjał wielkiej dziury w Ziemi. Ad astra et finitumPo krótkim skomentowaniu lub omówieniu poszczególnych opowiadań, można stwierdzić, że Cixin Liu nie potrafi się zdecydować, czy chce pisać przaśne teksty katastroficzne, czy poważne analizy koncepcji w stylu xkcd. Gdy pozostaje przy warstwie naukowej, krytykuje swój system i społeczeństwo lub po prostu opowiada o człowieczeństwie, udaje mu się lśnić. Niestety, gdy próbuje odejść zbyt daleko i zgłebić się w socjologie lub psychologię, otoczka naukowa upada i trudno utrzymać wiarę w świat przedstawiony. Nie znaczy to, że nie jest on nadal wpływowym pisarzem. Choć to nie jego bezpośrednia adaptacja, to koncept małych ludzi zawitał z nieco innej perspektywy choćby w „Pomniejszeniu” (reż. Alexander Payne, 2017). „Wędrująca Ziemia” dostała swój katastroficzny film w 2019 roku, a „Kula armatnia” i jej tunel zainspirował chyba podobny w „Pamięci absolutnej” (reż. Len Wiseman, 2012). W dodatku otrzymał on za niektóre z zawartych tu opowiadań chińską nagrodę SF – Galaxy Award (https://sf-encyclopedia.com/entry/yinhe_award): „Wędrująca Ziemia” (2000),„Słońce Chin” (2002),„Dla dobra ludzkości” (2005),„Na własne oczy” (1999),„Kula armatnia” (2003). Nagroda ta jest z pewnością warta zachodu, bo uświetnił ją swoją obecnością choćby Rafał Kosik w zeszłym roku. Nie muszę się zgadzać z wszystkimi wygranymi, ale z pewnością Cixin Liu prezentuje w tym zbiorze wysoki poziom, mimo wad. Gdyby porównać poszczególne opowiadania pewnie znalazłoby się więcej problemów. Choćby w „Wędrującej Ziemi” z łatwością spychają Księżyc i naszą planetę z orbity, a w „Pożeraczu” jest to poza zasięgiem ludzkości, mimo wyższego zaawansowania technologicznego. Z innej strony widoczny jest problem genderowy i przestawienia kobiet szczególnie w „Pożeraczu” i „Klątwie 5.0”. Jednak wydaje mi się, że autor potrafi je pisać mniej schematycznie i stereotypowo, co udowodnił „Piorunie kulistym”. Co do powiązań pozostaje też pytanie kolejności opowiadań w zbiorze. Jest to szczególnie interesujące z racji choćby na oddalenie i achronologie „Opieki nad bogiem” i „Dla dobra ludzkości”, gdy ostatnie dwa są obok siebie. Nie jest to też wybór w kolejności wydawania, co widać po nagrodach. Ani alfabetycznie, bo to oryginalna kolejność ze zbioru chińskiego. Mogłoby to być to coś z kolejnością chińskich znaków, ale wedle mojej szczątkowej wiedzy, to też nie to. Po moich opisach widać jakieś powiązania tematyczne między tekstami, ale to nigdy nie jest do końca satysfakcjonująca odpowiedz. Co do powiązań widać je też na poziomie naukowym. Jeśli zna się co nieco o geologii, na podstawie tej wiedzy może wysączkować kilka pomysłów. Czasem pokrywające się elementy tej wiedzy są bardziej widoczne, a czasem mniej, jednak gdy postawić je obok siebie, staje się to bardziej oczywiste. Jest to ciekawe i nie ujmuje nic pisarzowi, bo w końcu świadczy to o kreatywności. Ostatecznie, jeśli ciekawe koncepcje science fiction przewyższają komuś strach przed tekturowymi i głupiutkimi postaciami, to „Wędrująca Ziemia” jako zbiór jest porządną pozycją. Nie można powiedzieć tego o wielu zbiorach, ale jak zawsze, to które opowiadanie przypadnie komuś najbardziej do gustu jest już kwestią czysto subiektywną. Audiobook przesłuchany dzięki życzliwości Miejskiej Biblioteki Publicznej w Z.
Adam Słojewski - awatar Adam Słojewski
ocenił na81 miesiąc temu
Trzynastka Richard Morgan
Trzynastka
Richard Morgan
Można by podejrzewać, że akcja Trzynastki dzieje się w tym samym uniwersum co tomy Modyfikowanego węgla i to jest miłe zaskoczenie, bo tamte powieści były po prostu doskonałe. Jak jest z nowym cyklem? Śmiem twierdzić, że równie dobrze. Jak to bywa u Richarda Morgana wykreowany świat i wizja nie tak dalekiej przyszłości są dopracowane w każdym szczególe. Z tym, że zamiast na cyberpunkowych motywach autor skupia się na modyfikacjach genetycznych ludzkiego genomu i skutkach jakie to może mieć dla naszego gatunku. Właściwie znamy niby na to odpowiedź jednak postać głównego bohatera pokazuje, że może nie być ona tak jednoznaczna i łatwa jak nam się wydaje. Bowiem zmodyfikowany genetycznie żołnierz, teoretycznie bez ludzkich odczuć i słabości, okazuje się jednostką której zależy i nie jest bezdusznym tworem nowej ery. Skoro już jesteśmy przy czasach jakie opisuje Morgan to jest to świat pozornej równowagi politycznej i klimatycznej, gdzie kwitnie kolonizacja Marsa. Ale jest to też świat, gdzie znowu do głosu dochodzą fundamentalizmy religijne, jak zwykle dzielące ludzkość i wzmacniające uprzedzenia i nietolerancję. Gdyby patrzeć na to, akcja tej powieści mogłaby się toczyć nawet w naszych czasach, te problemy przecież znamy z różnych zakątków Ziemi. Wszystko w tej książce gra. Jest przemyślana fabuła, wyraziści bohaterowie i wartka akcja z mocnym zakończeniem. Richard Morgan znowu mnie nie zawiódł i przednio bawiłem się podczas lektury. Serdecznie polecam! Fantastyczny kawałek starego, dobrego hard SF!!!
jackspear217 - awatar jackspear217
ocenił na81 rok temu
Ostatnia Imperoks John Scalzi
Ostatnia Imperoks
John Scalzi
Wstrzymałem się z opinią dopiero po przeczytaniu całego cyklu i moja ocena będzie tyczyła się wszystkich części ponieważ są one mniej więcej na tym samym poziomie czyli że da się przeczytać ale na kolana nie rzuca. Jako fan cyklu Diuna czy Hyperion z wielką radością znalazłem pozycję opisywaną jako połączenie Diuny i Hyperiona. Niestety nie mocno się rozczarowałem. Cykl opowiada o wszechświatach przyszłości gdzie ludzkość zamieszkuje różne układy słoneczne i galaktyki ponieważ opanowała podróżowanie za pomocą tuneli zwanych strumieniami. Dzięki strumieniom podróżowanie stało się szybkie i relatywnie proste.kwitnie handel różnymi dobrami bogate kasty rodzinne zbijają na tym fortunę a tam gdzie są wielkie pieniądze pojawia się wielka polityka. Niestety pewnego dnia strumienie zaczynają wysychać. Badania wykazują że wkrótce mają zniknąć całkiem a wraz z nimi świat i układy odcięte od dostaw. Zaczyna się zacięta gra wielkich rodów o przyszłość.... intrygi, morderstwa, kłucie i gra o przyszłe wpływy porywające w wier walkich bohaterów. Super! Nie ma się czego czepiać. Pomysł ciekawy ale wykonanie już znacznie słabsze. Nie ma tu rozmachu ani Diuny ani Hyperiona. Bohaterowie są może nie całkiem do bani ale gdzież im tam do charyzmy Atrydów, ponurej sławy Harkonenów czy wielopoziomowości postaci Endymiona. Projekt przerósł autora mimo że starał się on bardzo i może finalnie wyszło nienajgorzej ale tylko nienajgorzej..
JAP77 - awatar JAP77
ocenił na61 rok temu

Cytaty z książki Nasze imię Legion, nasze imię Bob

Więcej

Zwa­la­nie na zja­wi­ska kwan­to­we to takie ma­cha­nie ła­pa­mi. To po pro­stu zna­czy, że nie wiemy.

Zwa­la­nie na zja­wi­ska kwan­to­we to takie ma­cha­nie ła­pa­mi. To po pro­stu zna­czy, że nie wiemy.

Dennis E. Taylor Nasze imię Legion, nasze imię Bob Zobacz więcej
Więcej