Król przyjmuje

Okładka książki Król przyjmuje autora Eduardo Mendoza, 9788324055784
Okładka książki Król przyjmuje
Eduardo Mendoza Wydawnictwo: Znak Seria: Mendoza literatura piękna
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Seria:
Mendoza
Tytuł oryginału:
El rey recibe
Data wydania:
2019-10-14
Data 1. wyd. pol.:
2019-10-14
Data 1. wydania:
2018-09-04
Język:
polski
ISBN:
9788324055784
Tłumacz:
Tomasz Pindel
Średnia ocen

6,0 6,0 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Król przyjmuje w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Król przyjmuje



książek na półce przeczytane 2419 napisanych opinii 1439

Oceny książki Król przyjmuje

Średnia ocen
6,0 / 10
114 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Król przyjmuje

avatar
167
189

Na półkach:

Kurczę, to straszne, że jednemu z moich ulubionych autorów daję 4. Niestety to jego powieść wydaje mi się bardzo nieudana. Według opisu z okładki jest to wyjątkowe spojrzenie na Barcelonę i Nowy Jork z lat 60 i 70. Moim zdaniem raczej niewyjątkowe, tylko nudne. A jak ktoś nie zna choć trochę historii Hiszpanii, to już kompletnie nic z tego nie zrozumie. Jest to pierwsza część trylogii, nie zachęciła mnie do czytania reszty.
I na dodatek w cytatach po francusku paskudne błędy, mam nadzieję, że to wina polskiego wydawcy.

Kurczę, to straszne, że jednemu z moich ulubionych autorów daję 4. Niestety to jego powieść wydaje mi się bardzo nieudana. Według opisu z okładki jest to wyjątkowe spojrzenie na Barcelonę i Nowy Jork z lat 60 i 70. Moim zdaniem raczej niewyjątkowe, tylko nudne. A jak ktoś nie zna choć trochę historii Hiszpanii, to już kompletnie nic z tego nie zrozumie. Jest to pierwsza...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
421
189

Na półkach:

Lek na bezsenność...
Zawsze wydawało mi się, że książka, zwłaszcza powieść, powinna o czymś być. Powinna zawierać ciąg wydarzeń, jakąś fabułę... Nawet opis strumienia świadomości, podświadomości czy innych zjawisk zachodzących tu i ówdzie, też być powinien o czymś. Tymczasem dostałam do ręki utwór, który dla mnie okazał się tekstem o niczym. Ot, takie sobie luźne notatki, niby to z życia
wzięte, niby z księżyca, a w sumie sam diabeł nie będzie wiedział skąd, jeśli książkę przeczyta. Narrator męczy się sam ze sobą, bo to niby chciałby być przeciw, ale nie wiadomo dlaczego na samej chcicy się kończy. Niby bidulek coś tak robi, ale nie wie właściwie po co. W końcu nie mogąc sobie na cokolwiek pozwolić, wsiada do samolotu i odlatuje. Żeby to przynajmniej do Afryki z misją charytatywną.... nic z tego. Stać go jedynie na znane lotnisko. Od kilku lat cierpię na bezsenność. Zmuszając moje oczy i mój umysł do czytania wątpliwej jakości zwierzeń narratora, zasypiałam... Cóż.... można napisać książkę o niczym, można ją wydać w twardej okładce i zarobić na tym... A tyle książek czeka na wydanie, a tylu autorów czeka na sponsorów. Niżej lub wyżej podpisana też.

Lek na bezsenność...
Zawsze wydawało mi się, że książka, zwłaszcza powieść, powinna o czymś być. Powinna zawierać ciąg wydarzeń, jakąś fabułę... Nawet opis strumienia świadomości, podświadomości czy innych zjawisk zachodzących tu i ówdzie, też być powinien o czymś. Tymczasem dostałam do ręki utwór, który dla mnie okazał się tekstem o niczym. Ot, takie sobie luźne notatki,...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
668
115

Na półkach:

Przełom lat 60 i 70-tych. Opis życia w Hiszpanii i w Nowym Jorku w tamtym okresie. Książka nudna. Szybko ją zapomnę.

Przełom lat 60 i 70-tych. Opis życia w Hiszpanii i w Nowym Jorku w tamtym okresie. Książka nudna. Szybko ją zapomnę.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

268 użytkowników ma tytuł Król przyjmuje na półkach głównych
  • 136
  • 129
  • 3
73 użytkowników ma tytuł Król przyjmuje na półkach dodatkowych
  • 47
  • 5
  • 5
  • 5
  • 4
  • 4
  • 3

Tagi i tematy do książki Król przyjmuje

Inne książki autora

Eduardo Mendoza
Eduardo Mendoza
Eduardo Mendoza Ceballos urodził się w 1943 roku w Barcelonie. W pierwszej połowie lat 60 XX wieku studiował prawo, mieszkał w Nowym Jorku w latach 1973-1982. Jego debiutem literackim była wydana w 1975 roku "Prawda o sprawie Savolty". Swoją twórczość określa mianem literackiego pijaństwa bądź powieściowego chuligaństwa. Pytany, czy jest pisarzem postmodernistycznym, odpowiada, że „post-post, kiedy już przeszła kawalkada i przejeżdża się spychaczem, zgarniając wszystko”.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Z czego powstaje jabłko? Amos Oz
Z czego powstaje jabłko?
Amos Oz Szira Chadad
Z pewnością zapamiętam stwierdzenie pisarza, iż życie jest jak jazda samochodem z zasłoniętą przednią szybą i możliwością spoglądania tylko w lusterka wsteczne. Może jeszcze to, że kiedyś dni i noce by były dużo dłuższe... Wytłumaczenie, że Ziemia kręciła się wolniej, bo nie była otoczona satelitami już mniej mnie przekonuje. Ta książka to zapis rozmów z redaktorką ostatnich książek Amosa Oza. Ale już ze wstępu dowiadujemy się, że nie jest to klasyczny wywiad-rzeka. Rozmów było wiele a wszystkie potem zostały starannie zautoryzowane i uporządkowane tematycznie. Odebrało mi to nieco spodziewanych emocji. Obawy okazały się słuszne. Pisarz użył tej formy niby-rozmowy, by powiedzieć to, co chciał. Tyle. Najciekawsze wydały mi się rozdziały, w których opowiada, jak się ...pisze powieści, tworzy fabuły, bohaterów, jak się zaprzyjaźnia z własnymi utworami i jak się czasem nie lubi swoich książek. Natomiast mocno przynudza, kiedy opowiada o krytyce i krytykach, którzy nic nie rozumieją. A przecież powinni. Kluczy też w opowieściach o Izraelu i Palestynie, wzajemnych relacjach tych państw. Trochę z tych stron wyziera zniechęcenie, rozczarowanie dzisiejszym światem, który pędzi, nie czyta uważnie, nie rozmawia, nie wnika w to, co mówią artyści a nawet bliscy, z którymi wymieniamy coraz krótsze zdania. Jest też poczucie zawodu pisarza, autora ponad 30 książek, i uświadamiającego sobie, że ci, do których mówił - nie podążają już za nim.
Mavia2033 - awatar Mavia2033
ocenił na62 lata temu
Cham z kulą w głowie Ziemowit Szczerek
Cham z kulą w głowie
Ziemowit Szczerek
Zanim przejdziemy do samej „chamskiej” przygody, warto nakreślić sylwetkę autora. Ziemowit Szczerek to jeden z najbardziej wyrazistych współczesnych polskich pisarzy i publicystów, mistrz tzw. reportażu gonzo i alternatywnych historii. Szczerek wyspecjalizował się w badaniu „polskości” – jej kompleksów, marzeń o potędze i przaśnej estetyki. W swoich książkach, takich jak Przyjdzie Mordor i nas zje, bezlitośnie chłosta narodowe przywary, ale robi to z pozycji kogoś, kto tę polską dziwność jednocześnie kocha i nienawidzi. „Cham z kulą w głowie” to jego brawurowy skok w stronę kryminału noir osadzonego w rzeczywistości, która nigdy nie istniała, a która jest nam przerażająco bliska. Zarys fabuły: Warszawa, która nie spłonęła Wyobraźmy sobie rok 1943, w którym II wojna światowa nie potoczyła się tak, jak ją znamy. Polska jest mocarstwem, a Warszawa to duszna, monumentalna metropolia, w której wieżowce w stylu art déco sąsiadują z błotnistymi rynsztokami. W tym świecie poznajemy Kary’ego – byłego żandarma, człowieka o mętnej przeszłości, który w głowie nosi nie tylko traumy, ale i fizyczną pamiątkę: kulę, której nie da się usunąć. Kary zostaje wciągnięty w mroczne śledztwo dotyczące brutalnego morderstwa, które prowadzi go przez wszystkie warstwy społeczne alternatywnej stolicy. Od luksusowych burdeli dla elit, przez brudne speluny na Pradze, aż po gabinety wysokich dygnitarzy marzących o Polsce „od morza do morza”. To wędrówka przez miasto, w którym faszyzujący nacjonalizm miesza się z technologicznym prymitywizmem, a każda kolejna odkryta karta przybliża bohatera do prawdy o naturze władzy i upadku ideałów. Recenzja: Brutalny lustracja narodowego „ja” (8/10) „Cham z kulą w głowie” to literacki cios między oczy. Szczerek stworzył kryminał noir w najczystszej postaci, ale doprawił go taką dawką groteski i politycznego jadu, że lektura staje się fascynującym, choć bolesnym doświadczeniem. Największą siłą powieści jest światotwórstwo. Autor nie tylko opisuje alternatywną Warszawę; on ją powołuje do życia za pomocą zapachów, dźwięków i specyficznego, „szczerkowego” języka – gęstego, wulgarnego, a jednocześnie niezwykle erudycyjnego. Szczerek stawia przed nami lustro. Ta mocarstwowa Polska, o której marzą bohaterowie, to kraj ufundowany na wykluczeniu, przemocy i chamstwie, które stało się fundamentem państwowości. Tytułowy „cham” to nie tylko inwektywa, to diagnoza mentalności, która nie zna kompromisu. Kary, jako antybohater, jest idealnym przewodnikiem po tym świecie – jest cyniczny, zmęczony i równie zepsuty jak miasto, które go otacza. Mimo że intryga kryminalna jest solidna, pełni ona w książce funkcję drugorzędną wobec socjologicznej wiwisekcji. Szczerek drwi z narodowych mitów, pokazując, jak wyglądałaby Polska, gdyby jej najgorsze instynkty otrzymały nieograniczoną przestrzeń do rozwoju. To książka głośna, brudna i niesamowicie inteligentna. Choć momentami nadmiar opisów architektury czy politycznych dygresji może spowalniać akcję, finał wynagradza wszelkie przestoje. Podsumowując, to pozycja obowiązkowa dla fanów Ojczyzny Harrisa czy Człowieka z Wysokiego Zamku Dicka, ale z silnym, lokalnym akcentem. Szczerek udowadnia, że polska fantastyka historyczna może być czymś więcej niż tylko ucieczką w sielankę – może być bezlitosną analizą naszego „tu i teraz”, przebraną w kostium noir.
Muminka - awatar Muminka
oceniła na72 miesiące temu
Niesamowite przygody Kavaliera i Claya Michael Chabon
Niesamowite przygody Kavaliera i Claya
Michael Chabon
"Związek żydowskich policjantów" pozostawił mnie w zachwycie, to jedna z najwybitniejszych książek jakie kiedykolwiek przeczytałem. Pod każdym względem. Chabon z miejsca wszedł do panteonu, zbudowałem ołtarzyk i stałem się wyznawcą. Jednak internety twierdzą, że to nie "Związek..." jest jego największym osiągnięciem, a właśnie "Niesamowite przygody Kavaliera i Claya". Siadałem do lektury pełen wiary i bez złych przeczuć. Skończyło się rozczarowaniem, nie że jakimś wielkim, po prostu zawiedzionymi nadziejami. Chabon znów stał się człowiekiem. Pod względem warsztatu, we wszelkich aspektach, to oczywiście pióro wybitne. Styl i narracja gładkie, giętkie, dialogi naturalne, konstrukcja bohaterów bez zarzutu. Tyle, że fabuła i główne tematy nie zgrały się z moim degustibusem. Jednym z najistotniejszych wymiarów powieści jest kulturoznawcza rekonstrukcja zjawiska powstania i rozwoju komiksu superbohaterskiego. Niewiele jest rzeczy, które nudzą mnie bardziej niż superbohaterowie w komiksie czy gdzie indziej. Na szybko przychodzi mi do głowy jedno, magicy, iluzjoniści i inne tego typu cudaki. Właśnie. Drugim filarem konstrukcyjnym powieści jest światek iluzjonistyczny, główny bohater para się tym "hobby". I niestety przez dwie trzecie lektury zajmujemy się najbardziej nudną kombinacją tych dwóch motywów (w sumie później też, ale pojawia się tam coś jeszcze). Gorszy od nich jest tylko cyrk, który, a jakże, też mignie, szczęśliwie w niewielkiej dawce. Oczywiście w powieści jest mnóstwo innych okoliczności, zjawisk i wydarzeń, ale to po tych torach jedzie ten pociąg. W efekcie otrzymałem powieść doskonale napisaną, ze świetnymi bohaterami, z niewybitną acz całkiem przyzwoitą fabułą, ale opowiadającą o rzeczach, które mnie nudzą, jeśli nie odpychają. Rozumiem skąd Pulitzery i inne achy i ochy, bo oprócz historii komiksu są tam jeszcze Żydzi w kontekście II w.ś. i nie tylko, wątek homoseksualny, a także pewna panorama społeczeństwa amerykańskiego. I wszystko to poukładane jak należy, z rękami, nogami i czym tam trzeba. To dobra powieść, której powszechna ocena jest jednak, moim zdaniem, trochę zawyżona z powodów pozaliterackich. Siląc się na obiektywizm 8/10, całkowicie subiektywnie 6/10. Tak czy siak, do "Związku..." nie ma startu.
Fidel-F2 - awatar Fidel-F2
ocenił na829 dni temu
Quichotte Salman Rushdie
Quichotte
Salman Rushdie
„W świecie, który oszalał, tylko człowiek uznany za szaleńca może dostrzec prawdę ukrytą pod grubą warstwą medialnego szumu i politycznej iluzji”. Salman Rushdie w swojej powieści Quichotte podejmuje brawurowy dialog z fundamentem nowożytnej literatury – arcydziełem Miguela de Cervantesa. Nawiązania do przygód „Rycerza Smętnego Oblicza” nie są tu jedynie ozdobnikiem, lecz szkieletem, na którym autor rozpina bezlitosną satyrę na współczesną Amerykę. Podobnie jak Don Kichot oszalał od czytania romansów rycerskich, tak bohater Rushdiego, podstarzały akwizytor farmaceutyczny Ismail Smile, traci kontakt z rzeczywistością pod wpływem nadmiernej konsumpcji telewizyjnej papki. Jego „Dulcyneą” staje się gwiazda talk-show, a misją – zdobycie jej serca w kraju, który sam przypomina senną marę. Moja ocena to mocne 8/10: to literacki rollercoaster, który zachwyca intelektualną głębią, choć wymaga od czytelnika pełnego skupienia. Konstrukcja powieści to popis postmodernistycznej wirtuozerii. Rushdie stosuje technikę szkatułkową: historię Ismaila pisze Sam DuChamp, autor drugorzędnych dreszczowców, który sam zmaga się z własnymi demonami i trudną relacją z synem. Granice między fikcją a rzeczywistością zacierają się tu na każdym kroku. Rushdie z właściwym sobie rozmachem łączy realizm magiczny z brutalną diagnozą społeczną. Quichotte przemierza Stany Zjednoczone w towarzystwie wyimaginowanego syna, Sancho, stając się świadkiem rasizmu, kryzysu opioidowego i upadku prawdy w dobie „alternatywnych faktów”. Autor z chirurgiczną precyzją punktuje absurdy epoki Trumpa, pokazując świat, w którym celebryci stają się bogami, a technologia zamiast łączyć, pogłębia naszą izolację. Język Rushdiego jest gęsty, nasycony popkulturowymi odniesieniami i erudycyjnymi żartami. To proza, która tętni życiem, mieni się tysiącem barw i nie pozwala na obojętność. Przede wszystkim doceniam odwagę w dekonstrukcji mitu amerykańskiego snu i za genialne uwspółcześnienie motywu błędnego rycerza. Rushdie udowadnia, że klasyka wciąż potrafi boleśnie trafnie opisywać nasze „tu i teraz”. Do pełnej dziesiątki zabrakło mi jednak nieco większej dyscypliny narracyjnej. Momentami nadmiar wątków pobocznych i dygresji sprawia, że główna oś opowieści staje się zbyt rozmyta, co może prowadzić do czytelniczego znużenia w środkowej części książki. Nie zmienia to jednak faktu, że mamy do czynienia z dziełem wybitnym. Quichotte to literacka uczta, która drażni, bawi i przeraża jednocześnie. To opowieść o miłości w czasach upadku wartości i o tym, że czasem jedynym sposobem na zachowanie godności jest ucieczka w szaleństwo. Salman Rushdie po raz kolejny pokazał, że jest mistrzem wielkiej formy, potrafiącym przekuć chaos współczesności w uporządkowaną, choć szaloną wizję artystyczną. Jeśli szukacie książki, która rzuci Wam wyzwanie i zmusi do przewartościowania spojrzenia na media, to ten rydwan wyobraźni jest właśnie dla Was.
Muminka - awatar Muminka
oceniła na813 dni temu
Drobiazg. Miłość w czasach genetyki Markéta Baňková
Drobiazg. Miłość w czasach genetyki
Markéta Baňková
„Drobiazg. Miłość w czasach genetyki” to powieść, która zaskakuje już samym pomysłem. Główny bohater patrzy na świat przez pryzmat biologii i genetyki – nie tylko analizuje ludzi, ich zachowania i emocje w kontekście DNA ale także zdaje się widzieć w biologicznych mechanizmach sens całej rzeczywistości. Taki punkt widzenia jest intrygujący i miejscami nawet niepokojący bo odbiera światu trochę tajemnicy a uczuciom – spontaniczności. Autorka zgrabnie łączy naukowy sposób myślenia z refleksją nad naturą człowieka. Zastanawia się na ile jesteśmy „zaprogramowani” przez geny a na ile naprawdę wolni w swoich wyborach. W tym sensie książka ma w sobie coś filozoficznego – zmusza do myślenia o tym, czym właściwie jest miłość, jeśli da się ją rozłożyć na czynniki biologiczne. Czy uczucia to tylko reakcje chemiczne czy jednak coś więcej? Narracja jest prowadzona w sposób klarowny i inteligentny, choć momentami może wydawać się chłodna, właśnie przez tę „genetyczną” perspektywę. Bankova dobrze oddaje napięcie między emocjami a nauką, między potrzebą bliskości a determinacją biologii. To ciekawe spojrzenie, które nie każdemu przypadnie do gustu ale na pewno wyróżnia książkę spośród typowych historii o miłości. Nie mogę powiedzieć, że „Drobiazg” całkowicie mnie zachwycił ale na pewno zainteresował. To powieść, która zostawia w głowie kilka ważnych pytań i nie daje prostych odpowiedzi. Ciekawa, oryginalna i trochę inna niż wszystko co czytałem ostatnio – może nie wywołała we mnie silnych emocji ale z pewnością zapadła w pamięć.
Queequeg - awatar Queequeg
ocenił na75 miesięcy temu
Frankenstein w Bagdadzie Ahmed Saadawi
Frankenstein w Bagdadzie
Ahmed Saadawi
„Frankenstein w Bagdadzie” Ahmeda Saadawiego to powieść, która w nieoczywisty sposób łączy realizm, grozę i groteskę, by opowiedzieć o świecie dotkniętym wojną. Już od początku widać, że książka nie chce być klasyczną historią z wyraźnym bohaterem i uporządkowaną fabułą. Saadawi wybiera formę poszarpaną, pełną dygresji i urwanych wątków, jakby chciał pokazać, że o pewnych doświadczeniach da się mówić tylko w takim właśnie, rozchwianym rytmie. I choć ta forma bywa trudna, to z czasem zaczęłam rozumieć, że jest ona częścią sensu tej opowieści. Najsilniejsze wrażenie zrobił na mnie sposób, w jaki autor przedstawia Bagdad. Miasto żyje tu jak osobny bohater: hałaśliwe, napięte, niespokojne. Czytając, czułam, że codzienność jego mieszkańców jest mieszanką przyzwyczajenia i stale obecnego strachu. Ludzie próbują prowadzić zwykłe życie, ale każdy ich gest odbywa się w cieniu możliwej tragedii. Paradoksalnie to nie tytułowy Frankenstein budzi tu największy strach, lecz zwyczajność, która została tak głęboko naruszona, że przestaje przypominać samą siebie. Sam Frankenstein stał się dla mnie niezwykle poruszającą metaforą. To stworzenie zrodzone z potrzeby zachowania godności ofiar, a mimo to coraz bardziej uwikłane w przemoc. Z początku wydaje się kimś, kto niesie sprawiedliwość, jednak szybko traci tę rolę. Wchłania w siebie kolejne elementy i narasta w nim chaos. Aż trudno określić, czym właściwie jest: wyrzutem sumienia, efektem desperacji, a może symbolem społeczeństwa rozbitego na części. Najbardziej przejmujące było to, że z czasem staje się równie zagubiony jak ludzie, których miał bronić. W tej książce uderzyła mnie także nieobecność klasycznego bohatera. Postacie pojawiają się i znikają, czasem na chwilę wracają, ale żadna nie rozwija się w sposób, do jakiego przywykłam. Nawet Mahmud (młody dziennikarz, który początkowo wygląda na kogoś istotnego)ostatecznie błąka się między własnymi pragnieniami a oczekiwaniami innych. W pierwszej chwili brakowało mi postaci, z którą mogłabym się związać, ale im dłużej czytałam, tym bardziej rozumiałam, że to wybór przemyślany. W świecie, który nie daje ludziom przestrzeni na przemianę, trudno oczekiwać, że bohaterowie będą się zmieniali. Nie ukrywam, że w drugiej połowie powieści czułam narastające zmęczenie. Wątki zaczynały wymykać się spod kontroli, pojawiały się kolejne osoby i kolejne motywy, które czasem urywały się zbyt szybko. Miałam momenty, kiedy trudno było mi utrzymać koncentrację i kiedy myślałam, że książka mogłaby być bardziej zwartej formy. Ale kiedy spojrzałam na to z dystansu, zrozumiałam, że ten bałagan jest odzwierciedleniem miasta. Bagdad nie pozwala na logiczny porządek. Wojna zjada strukturę. Autor nie tyle gubi fabułę, co pokazuje, że w takim miejscu fabuła po prostu nie może być równa i przewidywalna. Mimo tych trudności książka zostawiła mnie z silnym poczuciem, że dotknęłam czegoś prawdziwego. Nie w sensie dokumentalnym, ale emocjonalnym. Saadawi pokazuje ludzi uwikłanych w przemoc, która nie znika wraz z końcem konfliktu. A to wszystko bez patosu, czasem z ironią, czasem z czułością, ale zawsze z wyraźnym zrozumieniem dla ludzkiej słabości. „Frankenstein w Bagdadzie” nie jest powieścią, która wzbudza zachwyt. Nie jest łatwa, nie jest gładka i nie dba o komfort czytelnika. Ale porusza. I zostaje w pamięci właśnie dlatego, że opowiada o świecie, którego nie da się ułożyć w spójną opowieść. O świecie, w którym ludzie próbują żyć mimo tego, że wszystko wokół jest zszyte z niepasujących do siebie kawałków
obszyte_slowami - awatar obszyte_slowami
ocenił na84 miesiące temu
Berdo Anna Cieślar
Berdo
Anna Cieślar
O tajemnicach lasu. Tytułowy Berdo żyje w Bieszczadach i jest kłusownikiem specjalizującym się w polowaniach na wilki oraz ojcem wrażliwego, kilkuletniego chłopca, który nie potrafi się pogodzić z profesją ojca. Zacznijmy może od tego, co mi się nie podobało. Przełom w książce następuje mniej więcej w połowie. Wówczas cała fabuła robi wielkiego fikołka i w tym momencie wszystkie podejmowane wcześniej wątki są ostatecznie porzucane bez żadnej konkluzji, nawet jeśli przedtem wydawały się całkiem ważne. Część postaci jest traktowana jak narzędzia - mają konkretną rolę do odegrania i znikają, gdy przestają być już potrzebne. Cała książka to trochę festiwal absurdalnych przezwisk, a na szczególne wyróżnienie zasługuje człowiek o pseudonimie... Milionen Jahren. Ciężko mi sobie wyobrazić zbitek słów, który wypadałby mniej wiarygodnie jako ksywa, brzmi zupełnie jakby wymyślał to scenarzysta serialu "07 zgłoś się". Książka to w dużej mierze opowieść drogi. Ojciec z synem wędrują po Bieszczadach, po raz pierwszy od dawna (a być może po raz pierwszy w ogóle) mają szansę spędzić ze sobą tyle czasu i jest to dla nich okazja, aby znaleźć jakąś nić porozumienia i nawiązać ze sobą więź. Muszę przyznać, że opisy tej wędrówki były bardzo sugestywne i dla mnie są jedną z najmocniejszych stron książki. Również Berdo wypada bardzo ciekawie jako postać. To bohater bardzo skryty i w dużej mierze tajemniczy (i szczerze mówiąc, nie obraziłabym się, gdyby odkryto trochę więcej kart z jego przeszłości). Jest to też człowiek, który robi mnóstwo jednoznacznie złych rzeczy i podejmuje masę błędnych decyzji, ale jednocześnie nie pełni tutaj roli czarnego charakteru i mimo wszystko chce mu się kibicować. Jest to całkiem niezła, choć nie pozbawiona pewnych wad książka, aczkolwiek raczej nie polecałabym jej osobom szczególnie wrażliwym na krzywdę zwierząt.
niedź - awatar niedź
ocenił na78 miesięcy temu

Cytaty z książki Król przyjmuje

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Król przyjmuje