Kurczę, to straszne, że jednemu z moich ulubionych autorów daję 4. Niestety to jego powieść wydaje mi się bardzo nieudana. Według opisu z okładki jest to wyjątkowe spojrzenie na Barcelonę i Nowy Jork z lat 60 i 70. Moim zdaniem raczej niewyjątkowe, tylko nudne. A jak ktoś nie zna choć trochę historii Hiszpanii, to już kompletnie nic z tego nie zrozumie. Jest to pierwsza część trylogii, nie zachęciła mnie do czytania reszty.
I na dodatek w cytatach po francusku paskudne błędy, mam nadzieję, że to wina polskiego wydawcy.
Kurczę, to straszne, że jednemu z moich ulubionych autorów daję 4. Niestety to jego powieść wydaje mi się bardzo nieudana. Według opisu z okładki jest to wyjątkowe spojrzenie na Barcelonę i Nowy Jork z lat 60 i 70. Moim zdaniem raczej niewyjątkowe, tylko nudne. A jak ktoś nie zna choć trochę historii Hiszpanii, to już kompletnie nic z tego nie zrozumie. Jest to pierwsza...
Lek na bezsenność...
Zawsze wydawało mi się, że książka, zwłaszcza powieść, powinna o czymś być. Powinna zawierać ciąg wydarzeń, jakąś fabułę... Nawet opis strumienia świadomości, podświadomości czy innych zjawisk zachodzących tu i ówdzie, też być powinien o czymś. Tymczasem dostałam do ręki utwór, który dla mnie okazał się tekstem o niczym. Ot, takie sobie luźne notatki, niby to z życia
wzięte, niby z księżyca, a w sumie sam diabeł nie będzie wiedział skąd, jeśli książkę przeczyta. Narrator męczy się sam ze sobą, bo to niby chciałby być przeciw, ale nie wiadomo dlaczego na samej chcicy się kończy. Niby bidulek coś tak robi, ale nie wie właściwie po co. W końcu nie mogąc sobie na cokolwiek pozwolić, wsiada do samolotu i odlatuje. Żeby to przynajmniej do Afryki z misją charytatywną.... nic z tego. Stać go jedynie na znane lotnisko. Od kilku lat cierpię na bezsenność. Zmuszając moje oczy i mój umysł do czytania wątpliwej jakości zwierzeń narratora, zasypiałam... Cóż.... można napisać książkę o niczym, można ją wydać w twardej okładce i zarobić na tym... A tyle książek czeka na wydanie, a tylu autorów czeka na sponsorów. Niżej lub wyżej podpisana też.
Lek na bezsenność...
Zawsze wydawało mi się, że książka, zwłaszcza powieść, powinna o czymś być. Powinna zawierać ciąg wydarzeń, jakąś fabułę... Nawet opis strumienia świadomości, podświadomości czy innych zjawisk zachodzących tu i ówdzie, też być powinien o czymś. Tymczasem dostałam do ręki utwór, który dla mnie okazał się tekstem o niczym. Ot, takie sobie luźne notatki,...
Czyta się to dobrze, napisane jest nieźle, momentami nawet błyskotliwie i z humorem. Problem z tą książką jest jednak jeden, za to zasadniczy. Nie ma fabuły, tu niby coś się dzieje, ale donikąd to nie zmierza. I choć od niego stronie, to jednak tym razem muszę rozczarowany wykrzyczeć:" Brak tu mięcha! "
Czyta się to dobrze, napisane jest nieźle, momentami nawet błyskotliwie i z humorem. Problem z tą książką jest jednak jeden, za to zasadniczy. Nie ma fabuły, tu niby coś się dzieje, ale donikąd to nie zmierza. I choć od niego stronie, to jednak tym razem muszę rozczarowany wykrzyczeć:" Brak tu mięcha! "
Napisana dobrym językiem, czytało mi się szybko i pod tym względem książka ta mnie nie męczyła.
Fabuła jest napisana zbyt chaotycznie, zapewne przez dużą ilość wątków, które koniec końców do niczego nie dążą, momentami ta książka wydaje się być bez fabuły i opisywać obyczajowo życie głównego bohatera.
Nie odradzam bo to nie jest książka zła, po prostu nie trafiła do mnie, raczej nie będę kontynuować serii, choć nigdy nie mów nigdy.
Napisana dobrym językiem, czytało mi się szybko i pod tym względem książka ta mnie nie męczyła.
Fabuła jest napisana zbyt chaotycznie, zapewne przez dużą ilość wątków, które koniec końców do niczego nie dążą, momentami ta książka wydaje się być bez fabuły i opisywać obyczajowo życie głównego bohatera.
Nie odradzam bo to nie jest książka zła, po prostu nie trafiła do mnie,...
Główny bohater, jednocześnie będący narratorem, przenosi nas w lata 70 XX. Z jednej strony mamy obraz konserwatywnej Hiszpanii u schyłku rządów generała Franco, w której powoli acz nieodwracalnie, dochodzi do przemian politycznych, kulturalnych, społecznych i obyczajowych, a z drugiej strony liberalne i demokratyczne USA. Mendoza słowami swoich bohaterów pokazuje niedoskonałości demokracji, która faktycznie polega na reprezentowaniu woli większości, a w rzeczywistości często wypycha do władzy najgorszych (czyli można odnaleźć jakiś wspólny pierwiastek pomiędzy dyktaturą a demokracją). Pomiędzy tymi dwoma odmiennymi rzeczywistościami próbuje odnaleźć się główny bohater, w którym odnajdujemy jakiś dysonans. Pomimo ciągłego szukania sposobu na życie i oczekując aż coś się wydarzy, a gdy coś już się wydarzy to zachowuje się biernie. Powieść ta nie jest prosta w odbiorze, a fabuła wydawałoby się prowadząca w jakimś kierunku nagle się urywa. Z drugiej strony mamy szereg ciekawych postaci o różnych, często odmiennych przemyśleniach na tematy polityczne, obyczajowe, kulturalne i społeczne.
Główny bohater, jednocześnie będący narratorem, przenosi nas w lata 70 XX. Z jednej strony mamy obraz konserwatywnej Hiszpanii u schyłku rządów generała Franco, w której powoli acz nieodwracalnie, dochodzi do przemian politycznych, kulturalnych, społecznych i obyczajowych, a z drugiej strony liberalne i demokratyczne USA. Mendoza słowami swoich bohaterów pokazuje...
Zmęczyła mnie ta książka. Chyba najbardziej z przeczytanych dotąd dzieł Mendozy. Z jakiegoś powodu przygody głównego bohatera są mało interesujące i nie wciągają, do tego stopnia, że pod koniec nie pamiętałem jak nazywa się główny bohater i z zaskoczeniem przyjąłem, że ma na imię Ruffo, kiedy ktoś na jednej z ostatnich stron zwrócił się do niego w ten sposób. Myślę, że autora stać na więcej. Zarówno "Miasto cudów" jak i seria o przygodach fryzjera były dużo lepsze.
Zmęczyła mnie ta książka. Chyba najbardziej z przeczytanych dotąd dzieł Mendozy. Z jakiegoś powodu przygody głównego bohatera są mało interesujące i nie wciągają, do tego stopnia, że pod koniec nie pamiętałem jak nazywa się główny bohater i z zaskoczeniem przyjąłem, że ma na imię Ruffo, kiedy ktoś na jednej z ostatnich stron zwrócił się do niego w ten sposób. Myślę, że...
Dziwna książka. Opis na okładce jest bardzo zachęcający, jednak po przeczytaniu książki muszę stwierdzić, że zbyt zachęcający. Jest to opowieść o młodym człowieku, mieszkańcu Katalonii, który nie wie do końca kim chce być. Pracuje jako dziennikarz, tworząc fałszywe historyjki do plotkarskiej gazety, a potem przeprowadza się do NY gdzie pracuje w hiszpańskiej firmie handlowej. Książka zawiera jego obserwacje na temat zmian w Europie i Ameryce w latach 60 i 70 - tych. Pomimo tego, że książka jest napisana przepięknym językiem czegoś mi zabrakło.
Dziwna książka. Opis na okładce jest bardzo zachęcający, jednak po przeczytaniu książki muszę stwierdzić, że zbyt zachęcający. Jest to opowieść o młodym człowieku, mieszkańcu Katalonii, który nie wie do końca kim chce być. Pracuje jako dziennikarz, tworząc fałszywe historyjki do plotkarskiej gazety, a potem przeprowadza się do NY gdzie pracuje w hiszpańskiej firmie...
Książka chaotyczna, liczne wątki, z których niewiele wynika, momentami brak fabuły, ale to jednak Mendoza, więc bywa też śmiesznie, błyskotliwie i przewrotnie:)
Książka chaotyczna, liczne wątki, z których niewiele wynika, momentami brak fabuły, ale to jednak Mendoza, więc bywa też śmiesznie, błyskotliwie i przewrotnie:)
Jeśli ktoś się spodziewa absurdalnej komedii w stylu Damskiego Fryzjera, to nie tutaj. "Król przyjmuje" należy do tej bardziej filozoficznej części twórczości hiszpańskiego mistrza.
Mimo obiecującego początku, w powieści jest niewiele akcji, a treść skupia się na interakcjach bohatera (dziennikarz Rufio) z różnymi jego znajomymi, oraz jego ewolucji zawodowej w tle zachodzących zmian kulturowych, w Hiszpanii lat 70. a potem USA (wątek amerykański służy pokazaniu jak konserwatywna była Europa).
Książka może być traktowana jako podróż sentymentalna autora i może spodobać się miłośnikom szkiców kulturowych i obyczajowych, szczególnie z tamtej epoki.
Na pewno też jest dobrze napisana, starannym, eleganckim językiem i odnajdziemy w niej typową dla Mendozy pogodę.
Jednak mnie czytanie trochę się dłużyło. Zabrakło mi dynamiki. Szkoda.
Jeśli ktoś się spodziewa absurdalnej komedii w stylu Damskiego Fryzjera, to nie tutaj. "Król przyjmuje" należy do tej bardziej filozoficznej części twórczości hiszpańskiego mistrza.
Mimo obiecującego początku, w powieści jest niewiele akcji, a treść skupia się na interakcjach bohatera (dziennikarz Rufio) z różnymi jego znajomymi, oraz jego ewolucji zawodowej w tle...
Spodziewałem się czegoś innego - fabuły przeplatanej dygresjami, a tymczasem tu fabuła kończy się około 30. strony. Byłem nastawiony na opowieść o człowieku osadzonym w wycinku dziejów, tymczasem tu są dzieje, w których bywają istoty.
To bardziej relacja z epoki widziana oczami osoby "niepodłączonej" to żadnego ze współczesnych nurtów. Reportaż niż powieść. Momentami przebijał kpiarski ton znany m. in. z "Fryzjera".
Piękna okładka.
No i do cholery kim jest tytułowy król?
Spodziewałem się czegoś innego - fabuły przeplatanej dygresjami, a tymczasem tu fabuła kończy się około 30. strony. Byłem nastawiony na opowieść o człowieku osadzonym w wycinku dziejów, tymczasem tu są dzieje, w których bywają istoty.
To bardziej relacja z epoki widziana oczami osoby "niepodłączonej" to żadnego ze współczesnych nurtów. Reportaż niż powieść. Momentami...
Nie jest to Damski Fryzjer. Nie nabierajcie się. To zupełnie inna konwencja. Bardziej reportaż niż powieść. Nie ma się z czego pośmiać. Nie posiada też żadnego interesującego wątku, a sprytni marketingowcy zasugerowali jego bytność w opisie na okładce. Okładka sztos, jedna z ładniejszych jakie widziałem.
To książka w 90% opisująca transformację obyczajową, kulturalną, polityczną w Barcelonie i w Nowym Yorku w latach 60-70. Zamysł rozumiem, ukrytą symbolikę także, ale trudno mi się było zachłysnąć.
Nie jest to Damski Fryzjer. Nie nabierajcie się. To zupełnie inna konwencja. Bardziej reportaż niż powieść. Nie ma się z czego pośmiać. Nie posiada też żadnego interesującego wątku, a sprytni marketingowcy zasugerowali jego bytność w opisie na okładce. Okładka sztos, jedna z ładniejszych jakie widziałem.
To książka w 90% opisująca transformację obyczajową, kulturalną,...
"Rozmową tą postawiłem kolejną kropkę w jeszcze jednym rozdziale swojego życia, po ktorym także nie nie zostanie żaden ślad. Poczułem, że jestem skazany na trwanie w teraźniejszości (...). I to jest sedno tej książki. Leniwa narracja w stylu nomen omen kroniki towarzyskiej, łagodne opisy codziennosci, sporo refleksji i dygresji, niekiedy bardzo obszernych. Wszystko ładnym, przyjemnym językiem. Czyta się dobrze, jesli nie liczyć powrającego zniecierpliwienia: kiedy wreszcie zdarzy się coś istotnego. Notka bibliografizna wspomina o tle frankizmu ale w treści to tlo jest niemal calkiem ukryte a z pewnością niewiele wpływa na los bohatera. Zapowiedziana na początku intryga " dworsko-polityczna" ginie w nijakiej, niezdecydowanej codzienności powracając po czasie nieprzekonującym incydentem. Do tego nieszczęśliwy zabieg, może edycji tlumaczenia? Pozostawiono wielenietłumaczonych "wtrętów" obcojęzycznych, w wielu językach. Miały chyba być przerywnikami refleksyjnymi, dla cytelnika nie będącego poliglotą stanowią raczej przerywniki zakłócające tok percepcji. Do tego treść niektórych z nich - w moim przekonaniu - nieszczególnie łączy się z (przetłumaczoną) treścią akapitów, w których je posadowiono. No i na koniec te irytujące wyznania bohatera, że "z kobietami jakoś mu nie wychodzi", pomiędzy którymi co i raz od niechcenia przygarnia jakąś na jedną noc albo i na dłużej. Finalnie - lektura przyjemna acz bez nadmiernej ekspresji.
"Rozmową tą postawiłem kolejną kropkę w jeszcze jednym rozdziale swojego życia, po ktorym także nie nie zostanie żaden ślad. Poczułem, że jestem skazany na trwanie w teraźniejszości (...). I to jest sedno tej książki. Leniwa narracja w stylu nomen omen kroniki towarzyskiej, łagodne opisy codziennosci, sporo refleksji i dygresji, niekiedy bardzo obszernych. Wszystko ładnym,...
Książka napisana żywym, dobrym stylem (typowym dla Mendozy); pomimo pewnej statyczności akcji czyta się ją bardzo szybko, pozycja praktycznie "do połknięcia". Mimo to, daję jedynie szóstkę, a to dlatego, że jestem wielką fanką Mendozy, przeczytałam wszystkie jego powieści i w tym porównaniu najnowsza pozycja wypada blado... Byłam na spotkaniu autorem, na którym padło z jego ust zdanie "by móc co jakiś czas napisać ambitną książkę muszę napisać kilka rozrywkowych, które dobrze się sprzedadzą". Jako że powieść miała mieć charakter historyczny, oczekiwałam właśnie pozycji ambitniejszej, podobnej choćby "Miastu Cudów". Ale raczej mamy tu do czynienia z literaturą podobną jego humorystycznym powieściom kryminalnym.
Książka napisana żywym, dobrym stylem (typowym dla Mendozy); pomimo pewnej statyczności akcji czyta się ją bardzo szybko, pozycja praktycznie "do połknięcia". Mimo to, daję jedynie szóstkę, a to dlatego, że jestem wielką fanką Mendozy, przeczytałam wszystkie jego powieści i w tym porównaniu najnowsza pozycja wypada blado... Byłam na spotkaniu autorem, na którym padło z jego...
Mam mieszanie uczucia co do tej książki. Zasadniczo jest ciekawa i całą książkę miałam wrażenie, że przypomina mi coś między "Szelmostwa" Llosy, a czymś czego nawet nie potrafię przywołać z pamięci. Początek i środek bardzo interesujący, styl pisarski dobry. Ale końcówka była dla mnie całkowicie niezrozumiała, gdy nagle jest mowa o czymś całkiem oderwanego od tematu, moim zdaniem. Gdyby nie to, na pewno byłaby ciekawsza, ale trochę brakło jej więcej głębi. Mimo to, czytało się ją bardzo dobrze i szybko.
Mam mieszanie uczucia co do tej książki. Zasadniczo jest ciekawa i całą książkę miałam wrażenie, że przypomina mi coś między "Szelmostwa" Llosy, a czymś czego nawet nie potrafię przywołać z pamięci. Początek i środek bardzo interesujący, styl pisarski dobry. Ale końcówka była dla mnie całkowicie niezrozumiała, gdy nagle jest mowa o czymś całkiem oderwanego od tematu, moim...
Lektura tej powieści nie należała do najłatwiejszych, głównie dlatego, że niewiele się w niej dzieje, a główny bohater jest całkowicie bierny wobec rozgrywających się wydarzeń. Znajdziemy tu wiele filozoficznych rozważań, które skłaniają do głębokiej refleksji, a rozmach, z jakim została napisana ta powieść, zachwyca z każdą kolejną stroną. To taka książka, która zostaje w sercu na długo.
Lektura tej powieści nie należała do najłatwiejszych, głównie dlatego, że niewiele się w niej dzieje, a główny bohater jest całkowicie bierny wobec rozgrywających się wydarzeń. Znajdziemy tu wiele filozoficznych rozważań, które skłaniają do głębokiej refleksji, a rozmach, z jakim została napisana ta powieść, zachwyca z każdą kolejną stroną. To taka książka, która zostaje w...
Słyszałam wiele dobrego o tym autorze i czaiłam się na jego książki od jakiegoś czasu. Dlatego pomyślałam, że nowa seria będzie idealnym pomysłem na rozpoczęcie z nim przygody.
Książka opisuje lata 60 i 70 widziane oczami młodego dziennikarza. Poznajemy go jak mieszka w Barcelonie i ma zrelacjonować ślub księcia Liwonii - który jest na wygnaniu. Po krótkim i dziwnym spotkaniu książę znika z życia naszego bohatera, aby pojawić się w nim znowu w najmniej spodziewanym momencie.
Nie jestem pewna co myśleć o tej pozycji. Znajdziemy w niej dużo ciekawostek, informacji i ogólny zarys tego co się działo w Barcelonie i Nowym Jorku na przełomie lat 60 i 70. Jednak gdybym chciała zdobyć tylko tę wiedzę sięgnęłabym po jakąś pozycję typowo historyczną, a nie powieść. Niestety u samego bohatera wiele się nie zmienia - mimo, że wokół niego dzieje się bardzo dużo - jest świadkiem wielu przemian czy wydarzeń, jest ich bardzo ciekawy więc z dużym zainteresowaniem odkrywa otaczający go świat. Jednak on sam robi niewiele i po prostu idzie przed siebie do przodu i w sumie czeka aż życie podejmie decyzje za niego.
Mimo to jestem zaintrygowana historią Liwonii, wątkiem księcia na wygnaniu i jaką rolę w tym wszystkim będzie miał nasz bohater - dlatego czekam na kolejną część Zasad Dynamiki, a w między czasie nadrobię „Miasto cudów”.
Słyszałam wiele dobrego o tym autorze i czaiłam się na jego książki od jakiegoś czasu. Dlatego pomyślałam, że nowa seria będzie idealnym pomysłem na rozpoczęcie z nim przygody.
Książka opisuje lata 60 i 70 widziane oczami młodego dziennikarza. Poznajemy go jak mieszka w Barcelonie i ma zrelacjonować ślub księcia Liwonii - który jest na wygnaniu. Po krótkim i dziwnym...
Kpić ze świata, z jego niedoskonałości i pretensjonalności, z ludzi opętanych pędem za nowością lub zakorzenieniem w tradycji, wkładać ironiczne komentarze w usta bohatera bezwolnego, stroniącego od intensywnego angażowania się w zmiany, mającego czas na myślenie ale i bezmyślność - jakie to typowe dla Eduarda Mendozy. I jak świetnie spisane.
Niewątpliwie wsparta autobiograficznymi wątkami, pierwsza książka z serii 'Zasada dynamiki' - "Król przyjmuje", jest lżejsza niż inne, bardzo szczegółowe, drobiazgowo wnikające w temat powieści Mendozy. Tutaj wydarzenia o ogromnym znaczeniu dla świata, Europy, Katalonii, przeciekają przez palce codzienności, wahającej się pomiędzy biedą i dobrobytem, pomiędzy ogromną ciekawością a zblazowanym wszystko-mi-jedno. Od Barcelony, przez europejskie epizody, po oczarowanie Nowym Jorkiem, towarzyszymy bohaterowi w tułaczce mentalnej, bo tej fizycznej, dzięki znajomościom i tupetowi udaje mu się uniknąć.
Mendoza znajduje tutaj miejsce na bolączki Katalończyków po wojnie domowej, na oszołomienie marksizmem, na przeciwstawienie sobie katolickiej, pełnej norm i zakazów Hiszpanii i rozbuchanego, pełnego życia i rozpusty Nowego Jorku. Jest miejsce na pochwałę tolerancji, świat gejowskiej przyjaźni, zakochania w kobietach albo zbyt skomplikowanych albo zbyt uległych, na pracę nudną i pełną rutyny i na tę inną, bardziej zgodna z intuicją. I choć tematy bywają niezwykle trudne, wymagające, czasem oburzające, Mendoza podaje je ze smakiem kawy i ciasteczka. Nie ucieka przed autoironią, często kpi, żartuje z największych świętości. A wszystko to bez grama wulgarnej agresji, bez obraźliwych treści i zbędnej krytyki. Wszystko przez woal oczu lekkoducha jakim niewątpliwie, pomimo gwałtownych przeżyć, emocji, wahań i moralnych wątpliwości, przez cały czas pozostaje Rufo Batalla.
Cała opowieść, wiodąca nas przez lata i kontynenty, schwytana jest w klamrę spotkań z niezwykłą osobą. Samozwańczy, a może jak najbardziej prawowity król na uchodźstwie i jego urocza żona, przypadkowo zupełnie także kochanka Rufa, będą się pojawiali sporadycznie ale to od nich zacznie się podróż i na nich tymczasowo zakończy. Będzie nam dana opowieść o nadbałtyckim księstwie Livonii, tyleż fantastyczna co bardzo prawdopodobna, zważywszy na historię krajów z nami sąsiadujących. Będziemy z uśmiechem pobłażliwości wsłuchiwali się w teorie i arystokratyczne wspominki króla. Będziemy mu współczuli i kibicowali jego ucieczkom. Nie sposób jednak nie być mu wdzięcznym za spowodowanie zmian w życiu bohatera. Zmian, które przeniosą nas w niezwykłe miejsca, niezwykłe okoliczności, pełne napięcia czasy.
Bardzo lubię czytać Mendozę, a znakomite tłumaczenie Tomasza Pindela oddaje niezwykły urok jego najnowszej opowieści. Płynie się nią wraz z sympatycznym bohaterem, nie pozbawionym wrażliwości ale i typowej dla jego wieku bezczelności. Bardzo dobrze patrzy się na świat jego nieco zdziwionymi oczami, bardzo dobrze omija się z nim trudne decyzje i podąża za tłumem. Kolejne wydarzenia, zgrabnie ilustrowane cytatami (w językach najlepiej pasujących do miejsca, czasu, może do esencji samej opowieści), snują się raz wolniej, raz szybciej, często są wsparte na rozległym, opisowym tle, często oddają radość chwili, często wywołują rozgoryczenie. zawsze jednak podane są tak, że czujemy się, jakbyśmy byli ich uczestnikami. Panie i Panowie, pora poprawić kapelusze, odchrząknąć, wyprostować plecy. Król przyjmuje.
Pani_Ka Czyta
dziękuję Wydawnictwu Znak Literanova za egzemplarz(pięknie wydanej!) książki
Kpić ze świata, z jego niedoskonałości i pretensjonalności, z ludzi opętanych pędem za nowością lub zakorzenieniem w tradycji, wkładać ironiczne komentarze w usta bohatera bezwolnego, stroniącego od intensywnego angażowania się w zmiany, mającego czas na myślenie ale i bezmyślność - jakie to typowe dla Eduarda Mendozy. I jak świetnie spisane.
"Król przyjmuje" to pierwsza część trylogii Eduarda Mendozy "Zasady dynamiki".
Pierwsza z nich zwana zasadą bezwładności, idealnie odnosi się do głównego bohatera, hiszpańskiego dziennikarza, przypatrującego się zmianom politycznym i obyczajowym Hiszpanii lat 60-tych i 70-tych, które postępują obok i pomimo niego. On, będąc ich bezwolnym uczestnikiem daje się ponieść życiu nastawionemu na konformizm i przetrwanie.
Narracja prowadzona w pierwszej osobie pozwala zagłębić się w przemyślenia bohatera. Wyraźnie dostrzegamy jego błyskotliwość, ale i defensywne nastawienie do życia. Doskwiera mu czasem tęsknota za czymś więcej, za życiem barwnym i pełnym emocji. Brak mu jednak woli walki, łatwiej jest poddać się temu co przychodzi.
Jaki impuls sprawi, że znów zacznie mu się chcieć? Chcieć coś zmienić, coś zobaczyć, poczuć? Czy tą iskrą może być spotkanie z przebywającym na wygnaniu księciem Liwonii, którego ślub zdarzyło mu się relacjonować przed laty?
Tak samo jak nasz bohater płynie przez życie, nie angażując się i nie wychylając, tak i akcja książki toczy się leniwie, bez pośpiechu. Nie brak jej jednak dowcipu, tak charakterystycznego dla autora i szczypty irracjonalności, dzięki którym mogę wybaczyć niektóre nieco przydługie wywody bohatera i zachować pozytywny odbiór całości.
"Król przyjmuje" to pierwsza część trylogii Eduarda Mendozy "Zasady dynamiki".
Pierwsza z nich zwana zasadą bezwładności, idealnie odnosi się do głównego bohatera, hiszpańskiego dziennikarza, przypatrującego się zmianom politycznym i obyczajowym Hiszpanii lat 60-tych i 70-tych, które postępują obok i pomimo niego. On, będąc ich bezwolnym uczestnikiem daje się ponieść...
Chociaż kilka pozycji z literatury iberyjskiej mam już za sobą, lektura książki „Król przyjmuje” była moim pierwszym spotkaniem z twórczością Eduardo Mendozy. Dlaczego wybrałam tę akurat pozycję? Przyciągnęło mnie do niej po pierwsze nazwisko autora, po drugie piękna oprawa graficzna, a po trzecie i najważniejsze informacja, że to pierwsza część trylogii Zasady Dynamiki. To te zasady dynamiki tak mnie zaintrygowały. No bo co mogą mieć wspólnego zasady mechaniki klasycznej sformułowane przez Newtona z Rufo Batallą, bohaterem powieści hiszpańskiego pisarza? Mogą, teraz już wiem, że mogą.
Rufo Batalla jest początkującym dziennikarzem, zatrudnionym jako stażysta w redakcji pewnej popołudniówki. Owa popołudniówka wysyła, zamiast kogoś bardziej doświadczonego, właśnie wspomnianego dwudziestodwulatka z misją zrelacjonowania ceremonii ślubu księcia Liwonii z piękną arystokratką. Rufo dociera na miejsce, po czym zostaje zamknięty w ciasnej klitce, ale z łóżkiem i prysznicem. Ślub i późniejsza zabawa przebiegają bez jego udziału. Chłopak nie wie, co ma w tej sytuacji zrobić, bo nie ma żadnego materiału dla swojej redakcji. Z opresji ratuje go sam książę, zjawiając się nagle w jego tymczasowej celi. Mało tego, w ramach zadośćuczynienia proponuje mu wywiad na wyłączność. Jest to prawdziwe wyróżnienie, którego nie dostąpił nikt przed nim. Wywiad się odbywa. Książę opowiada o swoim życiu, o swoim kraju na wybrzeżu Bałtyku, który znajduje się pod sowiecką okupacją. Książę nigdy nawet nie był we własnym kraju, urodził się w Paryżu, podróżował i uczył się, a obecnie mieszka w Szwajcarii jako uchodźca polityczny. Odpowiada na wiele pytań i wydaje się nie być tak niedostępny, jak Rufo kiedyś słyszał. Okazuje się, że nie ma nic za darmo. W zamian za przysługę, książę czegoś od młodego dziennikarza chce. Zleca mu dziwną misję i znika. W tej historii, której opowiedziany został zaledwie początek, nie byłoby nic dziwnego, gdyby nie fakt, że odmieniła życie głównego bohatera. W jaki sposób? Sprawdźcie sami.
Za Wikipedią, pierwsza zasada dynamiki Newtona mówi, że „jeśli na ciało nie działa żadna siła lub siły działające równoważą się, to ciało pozostaje w spoczynku lub porusza się ruchem jednostajnym prostoliniowym”. A dlaczego o tym wspominam? Dlatego, że dokładnie takie jest życie głównego bohatera pokazane w tej książce. Podobnie jak wspomniane ciało pozostaje on w spoczynku, mimo działających na niego sił, burzliwych przemian politycznych, kulturalnych i obyczajowych lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych. To wszystko odbywa się jakby obok niego. On nie ma wpływu na te zdarzenia, obserwuje, a dzięki temu, że obserwatorem jest dobrym, zyskujemy doskonały wgląd w spory kawałek historii i błyskotliwe spojrzenie na ówczesną rzeczywistość. Rzeczywistość, która ukształtowała świat, w którym obecnie żyjemy.
Skłamałabym pisząc, że akcja tej powieści jest dynamiczna. Nie jest. Ale nie o akcję w tej książce chodzi. Chodzi o przemyślenia, niezwykle trafne, chociaż dość neutralne, których w tej książce nie brakuje. Chodzi o ocenę zastanej rzeczywistości, ale ocenę bez oceny, w której to czytelnik decyduje, co jest dobre według niego, a co nie. Chodzi o wyjątkową atmosferę i wspaniały styl autora. Mogę śmiało stwierdzić, że każde zdanie napisane przez Mendozę to małe dzieło sztuki. Zachwyciła mnie ta powieść nie tyle fabułą, co konstrukcją, językiem i klimatem. Świetnie się tę książkę czyta, chociaż, jak już napisałam, warto poświęcić jej trochę czasu. Trzeba się skoncentrować. A, jeśli się to zrobi, czas podczas lektury mija nie wiadomo kiedy.
Jeśli chodzi o bohatera, jest to ciekawa postać. Fabuła powieści skupia się nie tyle na nim, co na wydarzeniach wokół niego, na ludziach, którzy mają na niego wpływ. Bohater jest zupełnie przeciętną osobą, niczym się nie wyróżnia, jest bierny, mało energiczny. Jego życie samo w sobie jest mało interesujące. Rufo pozostaje bezwładny i trochę z dziecięcą naiwnością godzi się z tym, co ze wszystkich stron na niego wpływa. Dzięki temu, że mamy wgląd w jego emocje, możemy poznać tego mężczyznę całkiem dobrze, chociaż, jak już pisałam, nie wyróżnia się on z tłumu. Ale dzięki niemu, o czym już też wspominałam, poznajemy otaczający go świat, który zmieniał się na jego oczach. Razem z Rufo odbędziemy podróż do Nowego Jorku, pobędziemy też w Barcelonie. Te podróże, chociaż tylko książkowe, są fascynujące.
Książka jest wymagająca, trzeba się skoncentrować. Nie ułatwia tego ani rozwijająca się powoli akcja, ani brak podziału na rozdziały, ani wtrącane od czasu do czasu dygresje. To powoduje, że niestety podczas lektury można odpłynąć myślami w siną dal. Inną rzeczą, która może przeszkadzać i mnie przeszkadzała najbardziej, są pojawiające się w książce cytaty z innych dzieł w różnych językach, hiszpańskim, niemieckim, francuskim, polskim, angielskim. I, co najbardziej dziwi, nie zostały przetłumaczone. O ile język polski znam, z angielskim i niemieckim sobie radzę, po hiszpańsku i po francusku nie zrozumiałam niczego.
„Król przyjmuje” to książka specyficzna. Pouczająca, interesująca, intensywna, z mnóstwem ciekawych przemyśleń. Jednak niełatwa, bogata w prawdziwe polityczne wydarzenia i komentarze do nich. Można się sporo nauczyć, ale da się momentami odlecieć gdzieś indziej. Uważam, że to pozycja warta przeczytania, ze względu na ten kawał historii, o którym opowiada, ze względu na język i atmosferę. Polecam i czekam na kontynuację tej opowieści.
Za możliwość przeczytania książki dziękuję portalowi www.nakanapie.pl i Wydawnictwu Znak.
https://maitiribooks.wordpress.com/2019/12/16/krol-przyjmuje-eduardo-mendoza/
Chociaż kilka pozycji z literatury iberyjskiej mam już za sobą, lektura książki „Król przyjmuje” była moim pierwszym spotkaniem z twórczością Eduardo Mendozy. Dlaczego wybrałam tę akurat pozycję? Przyciągnęło mnie do niej po pierwsze nazwisko autora, po drugie piękna oprawa graficzna, a po trzecie i najważniejsze informacja, że to pierwsza część trylogii Zasady Dynamiki. To...
nigdy nie miałam styczności z prozą Mendozy, choć autor ciągle mnie kusił, co chwilę jego tytuły zerkały na mnie z półek księgarń oraz jego książki były mi często polecane w różnych miejscach, to autor o dość dużym dorobku artystycznym, który zdobył Nagrodę Cervantesa! w końcu musiałam coś dorwać w swoje łapska i przeczytać, bo aż wstyd nie znać, niestety trafiło na najnowszą jego książkę - "Król przyjmuje"...
jest to pierwsza część trylogii "Zasady Dynamiki", a pierwsza zasada dynamiki brzmi:
"jeżeli na ciało nie działa żadna siła lub działające siły się równoważą, to ciało pozostaje w spoczynku lub porusza się ruchem jednostajnym prostoliniowym względem nieruchomego układu odniesienia"
i taka właśnie jest ta książka, taka jest fabuła i taki jest główny bohater, Rufo to taki trochę starszy Holden Caulfield napisany przez Trumana Capote po intelektualnych wakacjach w Hiszpanii, totalna mieszanka wybuchowa, która nie działa
jest to powieść dziwna, akcja toczy się powoli, zbyt powolnie jak dla mnie, to nie jest tak, że nie lubię "spokojnej" literatury - uwielbiam Pamuka czy Maríasa (również hiszpański autor!), ale tutaj coś mi po prostu nie grało, widać, że Mendoza ma swój specyficzny styl, który do większości czytelników raczej nie trafi, po prostu powieść jest dla mnie dosyć nierówna: raz fabuła wciąga, aby zaraz potem znużyć i zmęczyć, w którymś momencie gdzieś się chyba pogubiłam i wyłapywałam pojedyncze wątki (ktoś się z kimś przespał, to popłakał się ktoś)
jak dla mnie jest to książka o niczym ubrana w piękne słowa oraz w filozoficznie rozmyślania nad życiem i "bytowaniem", zapewne autor pisze rewelacyjnie, ale sama historia nie pozostała we mnie na dłużej, może odbieram to tak, dlatego że nigdy nie byłam specjalistką w historii Hiszpanii, obyczajach w niej panujących i innych sprawach związanych z Hiszpanią, ten temat jest mi w pewien sposób obcy, tak daleki, że nie potrafiłam się odnaleźć w tej powieści, momentami miałam wrażenie, że czytam lekturę szkolną, która jest wybitna, ale bezwartościowa dla przeciętnego czytelnika
zdecydowanie nie jest to jednak typ literatury odpowiedni dla mnie, może jeszcze nie dojrzałam do niej? a może po prostu nie "kręcą" mnie książki o niczym? a więc dla kogo jest to powieść? zapewne dla fanów prozy Mendozy i tych, którzy oczekują czegoś więcej od beletrystyki - nie samej akcji, a delektowania się słowem, przeżywania rozterek wraz z bohaterem oraz powolnego dryfowania po fabule, ja osobiście sprezentuję ją pewnej osobie, która będzie zachwycona i całkowicie się w niej odnajdzie, bo uwielbia taką literaturę, i wiem, że będzie to bardzo dobry wybór
czy polecam? o dziwo - tak! ale wyłącznie osobom wyżej wspominanym, a tym, którzy opisy przyrody w lekturach pomijali - odradzam
na czwartej stronie okładki dostajemy informację, że królestwo Liwonii, które jest położone nad Bałtykiem, polskiemu czytelnikowi wyda się zaskakująco znajome, przed przeczytaniem książki byłam pewna, że będzie chodziło o Polskę, ale to jednak Łotwa! człowiek uczy się przez całe życie! BONUS: cudownie, że Mendoza w swojej powieści zamieścił pierogi, ruskie pierogi, najpyszniejszy wątek!
dodatkowo powieść przetłumaczył cudowny Tomasz Pindel, który jest rewelacyjny w swoim fachu! po raz kolejny spisał się mistrzowsko!
książka z Klubu Recenzentów nakanapie.pl
nigdy nie miałam styczności z prozą Mendozy, choć autor ciągle mnie kusił, co chwilę jego tytuły zerkały na mnie z półek księgarń oraz jego książki były mi często polecane w różnych miejscach, to autor o dość dużym dorobku artystycznym, który zdobył Nagrodę Cervantesa! w końcu musiałam coś dorwać w swoje łapska i przeczytać, bo aż wstyd nie znać, niestety trafiło na...
Moje pierwsze spotkanie z Mendozą
Jestem zaskoczona, bo pomimo jałowości głównego bohatera, ma to sens co do tytułu serii "Zsady dynamiki" . Gdyby nie wpływ innych ludzi na bohatera jego życie nie byłoby warte opisu, a przez to że inni "wprowadzają w ruch", on poprostu się temu oddaje. Ja odczuwam świeżość, bo w końcu nie interesuje nas główny bohater w typowo literackim sensie. Nie wnikammy w jego przemiany psychologiczne, cechuje go pewna naiwność do świata i momentami irytująca lecz ciekawa interpretacja rzeczywistości. Ja odczuwam pewną ulgę od przesycenia silnie naznaczonych bohaterów. Tutaj interesuje nas wszystko co się dzieje na około, fascynująca podróż do Nowego Jorku i Barcelony lat 60 i 70.
Myślę że książka nie jest dla każdego. Niektórych może irytować brak akcji, czy mocniejszego napięcia. Tutaj tego nie znajdziecie, a wręcz przeciwnie. Ja potrzebowałam oddechu i tu to dostałam. To był dobry moment na tę książkę.
Moje pierwsze spotkanie z Mendozą
Jestem zaskoczona, bo pomimo jałowości głównego bohatera, ma to sens co do tytułu serii "Zsady dynamiki" . Gdyby nie wpływ innych ludzi na bohatera jego życie nie byłoby warte opisu, a przez to że inni "wprowadzają w ruch", on poprostu się temu oddaje. Ja odczuwam świeżość, bo w końcu nie interesuje nas główny bohater w typowo literackim...
Barcelona, rok 1968. Ruffo Batalla jest początkującym dziennikarzem, który jednak nie czerpie satysfakcji ze swojej pracy. Głowę ma nabitą rewolucyjnymi ideami i to one zajmują jego myśli. Kiedy zostaje wysłany jako korespondent specjalny na wesele pozostającego na wygnaniu księcia Liwonii, traktuje to jako kolejne nudne zlecenie. Tymczasem na owym weselu spotyka księcia we własnej osobie, a rozmowa z nim odmienia jego życie - chociaż na razie nie jest jeszcze tego świadomy. Po powrocie do rodzinnej Barcelony powoli przewartościowuje swoje poglądy, w skutek czego zaczyna mu być duszno w frankistowskiej Hiszpanii i coraz częściej spogląda ku szerokiemu światu czekającemu za granią jego kraju...
Nie jest żadną tajemnicą, że darzę wyjątkową sympatią literaturę iberyjską. Nie potrafię powiedzieć co mnie do niej tak mocno przyciąga - może to charakterystyczny styl, może to niezwykle intensywna atmosfera bijąca od każdej powieści tego gatunku. Co by to nie było, zawsze sięgając po książkę opatrzoną tą etykietką nastawiam się na doskonałą lekturę i jeszcze nigdy się w tej kwestii nie zawiodłam. Dziś chcę zaprezentować Wam jednego z przedstawicieli literatury iberyjskiej i mam szczerą nadzieję, że przy okazji zarażę Was moją do niej sympatią.
"Ładnie byłoby powiedzieć, że szanuję pańskie poglądy, ale to nieprawda. Szanuję pana i pańskie prawo do myślenia, co się panu podoba, ale nie ma we mnie nawet cienia szacunku do marksizmu."
Czy nie zgodzicie się ze mną, że jest coś romantycznego w klimatycznych opisach hiszpańskich miast? Nawet jeśli człowiek siedzi na własnej kanapie w środku zimy, to i tak czytając je czuje się jakby przechadzał się ciasnymi, brukowanymi uliczkami podczas upalnej, popołudniowej sjesty. Pan Mendoza ma szczególny talent do tworzenia tej wyjątkowej atmosfery w swoich powieściach. A co być może ważniejsze, jego styl doskonale pasuje do klimatu, jaki tworzy. Mamy tutaj sporo opisów, ale są to opisy niezwykle interesujące, przy których nie sposób się nudzić. Zapewne odpowiedzialność ponosi za to doskonały warsztat pisarski - tutaj każde zdanie to małe dzieło sztuki, które czyta się z prawdziwą przyjemnością.
"Wrażenie "fałszywy prorok" to masło maślane, ale tym się nikt nie przejmuje. Rolą proroka jest wieszczyć, a nie mieć rację. Prorok głosi to, co ludzie chcą usłyszeć. Przyszłość albo dobra, albo zła, w każdym razie bez niepewności."
Nie mogę powiedzieć, że akcja płynie szybko, wręcz przeciwnie. To nie jest powieść, która skupia się na fabule, tutaj w centrum naszej uwagi jest bohater. Bardzo często Ruffo dzieli się z nami swoimi przemyśleniami i emocjami, dzięki czemu możemy go naprawdę dobrze poznać. Ale to tylko jedna strona medalu, bo Ruffo tak naprawdę jest tylko środkiem do celu. Jest naszymi oczami i uszami, przez które poznajemy świat, który go otacza. Jak sugeruje tytuł cyklu, czyli "Zasady Dynamiki", nasz bohater jest tylko obserwatorem, który nie ma wpływu na zmiany zachodzące w rzeczywistości, w której żyje. Jednak obserwuje je uważnie, a dzięki temu my możemy prześledzić wydarzenia, które ukształtowały naszą współczesną kulturę i sposób organizacji społeczeństwa.
"Jak to się mówi, każdy jest bardziej dzieckiem swoich czasów niż swoich rodziców."
Jak ważny jest to element można zrozumieć bardzo szybko - już od pierwszych stron natykamy się na rozmaite idee filozoficzne, ekonomiczne, polityczne i społeczne. Bardzo mi się podobało, że są one przedstawione z kilku punktów widzenia, czasem w formie dyskusji pomiędzy bohaterami, ale zawsze neutralnie - to czytelnik decyduje czy dana idea jest dobra czy nie, on sam wybiera swoje sympatie. A potem obserwuje jaki wpływ ma historia na poglądy ludzi. Powieść Pana Mendozy obejmuje kilka ładnych lat, a były to lata naprawdę obfitujące w wiekopomne wydarzenia i każde z nich odcisnęło swoje piętno na społeczeństwie. Tak więc dodatkowo jest to całkiem niezła lekcja historii.
"Może któregoś dnia podział na sztukę i niesztukę zniknie. Każda chwila nieustannie upływającego czasu będzie wtedy dziełem sztuki i zarazem nie będzie nim nic. Nasze życie będzie dziełem sztuki. Ja nim będę. I ty też."
Jedną rzeczą, która wzbudziła moje wątpliwości są wstawki - jak rozumiem cytaty z innych dzieł - pojawiające się co jakiś czas w tekście. Pomysł generalnie fajny i mający potencjał by wzbogacić powieść, jednak problem w tym, że nie są one przetłumaczone. A w językach są przeróżnych - po polsku, angielsku, francusku, hiszpańsku, jestem też prawie pewna, że jedna czy dwie były po niemiecku. Ja osobiście nie miałam z nimi większego problemu - polski znam, angielski prawie równie dobrze, 10 lat uczyłam się niemieckiego, 3 lata francuskiego i od dłuższego czasu samodzielnie uczę się hiszpańskiego, tak więc nawet jeśli "piąte przez dziesiąte", to zrozumiałam znakomitą większość z nich. Zdaję sobie jednak sprawę, że nie każdy liznął aż tylu języków i dla niektórych te wstawki mogą stanowić problem. Dlatego naprawdę nie rozumiem czemu nie można ich było przetłumaczyć. No ale cóż, nie można mieć wszystkiego.
"- A jeśli pewnego pięknego dnia w takim barze [dla gejów] sam odkryjesz, że ciebie też kręcą faceci, co wtedy zrobisz?
- No nic, to by oznaczało, że objawienie przyszło w idealnym miejscu."
Pora na podsumowanie. "Król Przyjmuje" to fascynująca powieść, mająca świetną, intensywną atmosferę i napisana wspaniałym stylem. Niespieszna akcja pozwala skupić się na tym, co w tej książce najważniejsze i zachęca czytelnika do przemyśleń. Dodatkowo przemyca sporą dawkę wiedzy na najróżniejsze tematy. Dodaję kolejnego autora do listy moich ulubionych i niecierpliwie czekam na kolejną część tej opowieści. I cieszę się niezmiernie, że na mojej półce czeka kolejna powieść Pana Mendozy, bo zdecydowanie chcę więcej. Gorąco polecam!
Barcelona, rok 1968. Ruffo Batalla jest początkującym dziennikarzem, który jednak nie czerpie satysfakcji ze swojej pracy. Głowę ma nabitą rewolucyjnymi ideami i to one zajmują jego myśli. Kiedy zostaje wysłany jako korespondent specjalny na wesele pozostającego na wygnaniu księcia Liwonii, traktuje to jako kolejne nudne zlecenie. Tymczasem na owym weselu spotyka księcia we...
Moje pierwsze spotkanie z twórczością Eduardo Mendozy za sprawą powieści „Król przyjmuje” nie wypadło zbyt zachęcająco. Zaledwie skończyłam czytać i nie mam ochoty na dalszą przygodę z tym autorem. Jego utwór to sama polityka, komentarz do wydarzeń roku 1968, kiedy dzieje się akcja i kiedy poznajemy młodego dziennikarza – Rufo Batallę, któremu przypadł wątpliwy zaszczyt relacjonowania ślubu księcia Liwonii z arystokratką. Jego zadanie nabiera innego wymiaru, kiedy udaje mu się osobiście spotkać z księciem i porozmawiać o jego nieistniejącym królestwie, do którego korony rości sobie prawa.
Wybór księcia, aby to właśnie Rufo stał się powiernikiem jego myśli, wydaje się co najmniej dziwny. Rufo jest człowiekiem biernym, nieciekawym, mało energicznym, pod każdym względem przeciętnym. Tak naprawdę to nie on jest bohaterem powieści, jej treść wypełniają autentyczne wydarzenia polityczne dziejące się w opisywanych latach, ich wpływ na zwykłych ludzi oraz przemiany społeczne, jakie można było wtedy zaobserwować. W książce mamy do czynienia z całą plejadą bohaterów, którzy prezentują swoje poglądy, komentują wydarzenia, zamachy, wojnę wietnamską, aferę Watergate. Społeczeństwo się zmienia – kobiety stają się coraz bardziej samodzielne, homoseksualiści wychodzą z cienia i spotykają się w klubach przeznaczonych tylko dla nich, obyczaje ulegają rozluźnieniu, a razem z nimi więzy rodzinne.
Akcja książki jest powolna i dla mnie nużąca. W życiu bohatera właściwie nic wielkiego się nie dzieje, spotyka się z różnymi osobami, które dzielą się z nim swoimi poglądami i przeżyciami. Nie ma tu żadnych emocji, żadnych zwrotów akcji i zaskakujących wydarzeń. Narracja jest dostosowana do treści – równie niespieszna i jednostajna. Autor czasami popada w długie dygresje, jednak przez większość utworu nie zaznamy żadnej dynamiki. W połączeniu z zupełnie bezbarwnym i bezwolnym głównym bohaterem książka zwyczajnie mnie zmęczyła, zamiast dostarczyć rozrywki, wiedzy czy jakkolwiek inaczej rozumianej przyjemności.
Mimo wszystko nie mogę pominąć pozytywnego aspektu, jakim jest dojrzały, wyważony język autora. Literatura iberyjska ma w sobie ten charakterystyczny rytm, spokój, równowagę wyczuwalną już od pierwszych stron i jestem pewna, że za jego sprawą również ta pozycja znajdzie swoich wielbicieli. Ja osobiście po twórczość Mendozy już nie sięgnę, jednak nie chcę przez to powiedzieć, że należy jego utwory wyrzucić i spalić, bo zasługują na uwagę. Są o czymś, nie są nijakie, zatem, ze zwykłej ciekawości, co w trawie piszczy, warto po nie sięgnąć choćby po to, by się przekonać, czy do nas przemówią bardziej niż do skromnego recenzenta.
Moje pierwsze spotkanie z twórczością Eduardo Mendozy za sprawą powieści „Król przyjmuje” nie wypadło zbyt zachęcająco. Zaledwie skończyłam czytać i nie mam ochoty na dalszą przygodę z tym autorem. Jego utwór to sama polityka, komentarz do wydarzeń roku 1968, kiedy dzieje się akcja i kiedy poznajemy młodego dziennikarza – Rufo Batallę, któremu przypadł wątpliwy zaszczyt...
Były momenty, że nudziłam się niemiłosiernie. Były chwile, że nie mogłam się oderwać. Były też chwile, że miałam ochotę rzucić książką o ścianę. To oznacza coś wartego uwagi.
Więcej przeczytacie na www.czytanierozwija.pl
Były momenty, że nudziłam się niemiłosiernie. Były chwile, że nie mogłam się oderwać. Były też chwile, że miałam ochotę rzucić książką o ścianę. To oznacza coś wartego uwagi.
Kurczę, to straszne, że jednemu z moich ulubionych autorów daję 4. Niestety to jego powieść wydaje mi się bardzo nieudana. Według opisu z okładki jest to wyjątkowe spojrzenie na Barcelonę i Nowy Jork z lat 60 i 70. Moim zdaniem raczej niewyjątkowe, tylko nudne. A jak ktoś nie zna choć trochę historii Hiszpanii, to już kompletnie nic z tego nie zrozumie. Jest to pierwsza część trylogii, nie zachęciła mnie do czytania reszty.
I na dodatek w cytatach po francusku paskudne błędy, mam nadzieję, że to wina polskiego wydawcy.
Kurczę, to straszne, że jednemu z moich ulubionych autorów daję 4. Niestety to jego powieść wydaje mi się bardzo nieudana. Według opisu z okładki jest to wyjątkowe spojrzenie na Barcelonę i Nowy Jork z lat 60 i 70. Moim zdaniem raczej niewyjątkowe, tylko nudne. A jak ktoś nie zna choć trochę historii Hiszpanii, to już kompletnie nic z tego nie zrozumie. Jest to pierwsza...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toLek na bezsenność...
Zawsze wydawało mi się, że książka, zwłaszcza powieść, powinna o czymś być. Powinna zawierać ciąg wydarzeń, jakąś fabułę... Nawet opis strumienia świadomości, podświadomości czy innych zjawisk zachodzących tu i ówdzie, też być powinien o czymś. Tymczasem dostałam do ręki utwór, który dla mnie okazał się tekstem o niczym. Ot, takie sobie luźne notatki, niby to z życia
wzięte, niby z księżyca, a w sumie sam diabeł nie będzie wiedział skąd, jeśli książkę przeczyta. Narrator męczy się sam ze sobą, bo to niby chciałby być przeciw, ale nie wiadomo dlaczego na samej chcicy się kończy. Niby bidulek coś tak robi, ale nie wie właściwie po co. W końcu nie mogąc sobie na cokolwiek pozwolić, wsiada do samolotu i odlatuje. Żeby to przynajmniej do Afryki z misją charytatywną.... nic z tego. Stać go jedynie na znane lotnisko. Od kilku lat cierpię na bezsenność. Zmuszając moje oczy i mój umysł do czytania wątpliwej jakości zwierzeń narratora, zasypiałam... Cóż.... można napisać książkę o niczym, można ją wydać w twardej okładce i zarobić na tym... A tyle książek czeka na wydanie, a tylu autorów czeka na sponsorów. Niżej lub wyżej podpisana też.
Lek na bezsenność...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toZawsze wydawało mi się, że książka, zwłaszcza powieść, powinna o czymś być. Powinna zawierać ciąg wydarzeń, jakąś fabułę... Nawet opis strumienia świadomości, podświadomości czy innych zjawisk zachodzących tu i ówdzie, też być powinien o czymś. Tymczasem dostałam do ręki utwór, który dla mnie okazał się tekstem o niczym. Ot, takie sobie luźne notatki,...
Przełom lat 60 i 70-tych. Opis życia w Hiszpanii i w Nowym Jorku w tamtym okresie. Książka nudna. Szybko ją zapomnę.
Przełom lat 60 i 70-tych. Opis życia w Hiszpanii i w Nowym Jorku w tamtym okresie. Książka nudna. Szybko ją zapomnę.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toDość nieskładna fabuła, która ma wplecione dziwne opisy i jest pełna zagubienia
Dość nieskładna fabuła, która ma wplecione dziwne opisy i jest pełna zagubienia
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toOkropna strata czasu. Ksiażka zupełnie o niczym, zero fabuły. Żałuje, że trafiła w moje ręce.
Okropna strata czasu. Ksiażka zupełnie o niczym, zero fabuły. Żałuje, że trafiła w moje ręce.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toCzyta się to dobrze, napisane jest nieźle, momentami nawet błyskotliwie i z humorem. Problem z tą książką jest jednak jeden, za to zasadniczy. Nie ma fabuły, tu niby coś się dzieje, ale donikąd to nie zmierza. I choć od niego stronie, to jednak tym razem muszę rozczarowany wykrzyczeć:" Brak tu mięcha! "
Czyta się to dobrze, napisane jest nieźle, momentami nawet błyskotliwie i z humorem. Problem z tą książką jest jednak jeden, za to zasadniczy. Nie ma fabuły, tu niby coś się dzieje, ale donikąd to nie zmierza. I choć od niego stronie, to jednak tym razem muszę rozczarowany wykrzyczeć:" Brak tu mięcha! "
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNajgorsza książka E. Mendozy jaką czytałem. Flaki z olejem. Zawiodłem się. książkę nowiutką oddam za piwo (Szczecin)
Najgorsza książka E. Mendozy jaką czytałem. Flaki z olejem. Zawiodłem się. książkę nowiutką oddam za piwo (Szczecin)
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNapisana dobrym językiem, czytało mi się szybko i pod tym względem książka ta mnie nie męczyła.
Fabuła jest napisana zbyt chaotycznie, zapewne przez dużą ilość wątków, które koniec końców do niczego nie dążą, momentami ta książka wydaje się być bez fabuły i opisywać obyczajowo życie głównego bohatera.
Nie odradzam bo to nie jest książka zła, po prostu nie trafiła do mnie, raczej nie będę kontynuować serii, choć nigdy nie mów nigdy.
Napisana dobrym językiem, czytało mi się szybko i pod tym względem książka ta mnie nie męczyła.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toFabuła jest napisana zbyt chaotycznie, zapewne przez dużą ilość wątków, które koniec końców do niczego nie dążą, momentami ta książka wydaje się być bez fabuły i opisywać obyczajowo życie głównego bohatera.
Nie odradzam bo to nie jest książka zła, po prostu nie trafiła do mnie,...
Główny bohater, jednocześnie będący narratorem, przenosi nas w lata 70 XX. Z jednej strony mamy obraz konserwatywnej Hiszpanii u schyłku rządów generała Franco, w której powoli acz nieodwracalnie, dochodzi do przemian politycznych, kulturalnych, społecznych i obyczajowych, a z drugiej strony liberalne i demokratyczne USA. Mendoza słowami swoich bohaterów pokazuje niedoskonałości demokracji, która faktycznie polega na reprezentowaniu woli większości, a w rzeczywistości często wypycha do władzy najgorszych (czyli można odnaleźć jakiś wspólny pierwiastek pomiędzy dyktaturą a demokracją). Pomiędzy tymi dwoma odmiennymi rzeczywistościami próbuje odnaleźć się główny bohater, w którym odnajdujemy jakiś dysonans. Pomimo ciągłego szukania sposobu na życie i oczekując aż coś się wydarzy, a gdy coś już się wydarzy to zachowuje się biernie. Powieść ta nie jest prosta w odbiorze, a fabuła wydawałoby się prowadząca w jakimś kierunku nagle się urywa. Z drugiej strony mamy szereg ciekawych postaci o różnych, często odmiennych przemyśleniach na tematy polityczne, obyczajowe, kulturalne i społeczne.
Główny bohater, jednocześnie będący narratorem, przenosi nas w lata 70 XX. Z jednej strony mamy obraz konserwatywnej Hiszpanii u schyłku rządów generała Franco, w której powoli acz nieodwracalnie, dochodzi do przemian politycznych, kulturalnych, społecznych i obyczajowych, a z drugiej strony liberalne i demokratyczne USA. Mendoza słowami swoich bohaterów pokazuje...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toZmęczyła mnie ta książka. Chyba najbardziej z przeczytanych dotąd dzieł Mendozy. Z jakiegoś powodu przygody głównego bohatera są mało interesujące i nie wciągają, do tego stopnia, że pod koniec nie pamiętałem jak nazywa się główny bohater i z zaskoczeniem przyjąłem, że ma na imię Ruffo, kiedy ktoś na jednej z ostatnich stron zwrócił się do niego w ten sposób. Myślę, że autora stać na więcej. Zarówno "Miasto cudów" jak i seria o przygodach fryzjera były dużo lepsze.
Zmęczyła mnie ta książka. Chyba najbardziej z przeczytanych dotąd dzieł Mendozy. Z jakiegoś powodu przygody głównego bohatera są mało interesujące i nie wciągają, do tego stopnia, że pod koniec nie pamiętałem jak nazywa się główny bohater i z zaskoczeniem przyjąłem, że ma na imię Ruffo, kiedy ktoś na jednej z ostatnich stron zwrócił się do niego w ten sposób. Myślę, że...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toDziwna książka. Opis na okładce jest bardzo zachęcający, jednak po przeczytaniu książki muszę stwierdzić, że zbyt zachęcający. Jest to opowieść o młodym człowieku, mieszkańcu Katalonii, który nie wie do końca kim chce być. Pracuje jako dziennikarz, tworząc fałszywe historyjki do plotkarskiej gazety, a potem przeprowadza się do NY gdzie pracuje w hiszpańskiej firmie handlowej. Książka zawiera jego obserwacje na temat zmian w Europie i Ameryce w latach 60 i 70 - tych. Pomimo tego, że książka jest napisana przepięknym językiem czegoś mi zabrakło.
Dziwna książka. Opis na okładce jest bardzo zachęcający, jednak po przeczytaniu książki muszę stwierdzić, że zbyt zachęcający. Jest to opowieść o młodym człowieku, mieszkańcu Katalonii, który nie wie do końca kim chce być. Pracuje jako dziennikarz, tworząc fałszywe historyjki do plotkarskiej gazety, a potem przeprowadza się do NY gdzie pracuje w hiszpańskiej firmie...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKsiążka chaotyczna, liczne wątki, z których niewiele wynika, momentami brak fabuły, ale to jednak Mendoza, więc bywa też śmiesznie, błyskotliwie i przewrotnie:)
Książka chaotyczna, liczne wątki, z których niewiele wynika, momentami brak fabuły, ale to jednak Mendoza, więc bywa też śmiesznie, błyskotliwie i przewrotnie:)
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toJeśli ktoś się spodziewa absurdalnej komedii w stylu Damskiego Fryzjera, to nie tutaj. "Król przyjmuje" należy do tej bardziej filozoficznej części twórczości hiszpańskiego mistrza.
Mimo obiecującego początku, w powieści jest niewiele akcji, a treść skupia się na interakcjach bohatera (dziennikarz Rufio) z różnymi jego znajomymi, oraz jego ewolucji zawodowej w tle zachodzących zmian kulturowych, w Hiszpanii lat 70. a potem USA (wątek amerykański służy pokazaniu jak konserwatywna była Europa).
Książka może być traktowana jako podróż sentymentalna autora i może spodobać się miłośnikom szkiców kulturowych i obyczajowych, szczególnie z tamtej epoki.
Na pewno też jest dobrze napisana, starannym, eleganckim językiem i odnajdziemy w niej typową dla Mendozy pogodę.
Jednak mnie czytanie trochę się dłużyło. Zabrakło mi dynamiki. Szkoda.
Jeśli ktoś się spodziewa absurdalnej komedii w stylu Damskiego Fryzjera, to nie tutaj. "Król przyjmuje" należy do tej bardziej filozoficznej części twórczości hiszpańskiego mistrza.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toMimo obiecującego początku, w powieści jest niewiele akcji, a treść skupia się na interakcjach bohatera (dziennikarz Rufio) z różnymi jego znajomymi, oraz jego ewolucji zawodowej w tle...
Spodziewałem się czegoś innego - fabuły przeplatanej dygresjami, a tymczasem tu fabuła kończy się około 30. strony. Byłem nastawiony na opowieść o człowieku osadzonym w wycinku dziejów, tymczasem tu są dzieje, w których bywają istoty.
To bardziej relacja z epoki widziana oczami osoby "niepodłączonej" to żadnego ze współczesnych nurtów. Reportaż niż powieść. Momentami przebijał kpiarski ton znany m. in. z "Fryzjera".
Piękna okładka.
No i do cholery kim jest tytułowy król?
Spodziewałem się czegoś innego - fabuły przeplatanej dygresjami, a tymczasem tu fabuła kończy się około 30. strony. Byłem nastawiony na opowieść o człowieku osadzonym w wycinku dziejów, tymczasem tu są dzieje, w których bywają istoty.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTo bardziej relacja z epoki widziana oczami osoby "niepodłączonej" to żadnego ze współczesnych nurtów. Reportaż niż powieść. Momentami...
7/10
7/10
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPiękna okładka. I tylko tyle, reszta to strata czasu. Mdli bohaterowie i zero akcji. Męczyłam się przeokropne.
Piękna okładka. I tylko tyle, reszta to strata czasu. Mdli bohaterowie i zero akcji. Męczyłam się przeokropne.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNie jest to Damski Fryzjer. Nie nabierajcie się. To zupełnie inna konwencja. Bardziej reportaż niż powieść. Nie ma się z czego pośmiać. Nie posiada też żadnego interesującego wątku, a sprytni marketingowcy zasugerowali jego bytność w opisie na okładce. Okładka sztos, jedna z ładniejszych jakie widziałem.
To książka w 90% opisująca transformację obyczajową, kulturalną, polityczną w Barcelonie i w Nowym Yorku w latach 60-70. Zamysł rozumiem, ukrytą symbolikę także, ale trudno mi się było zachłysnąć.
Nie jest to Damski Fryzjer. Nie nabierajcie się. To zupełnie inna konwencja. Bardziej reportaż niż powieść. Nie ma się z czego pośmiać. Nie posiada też żadnego interesującego wątku, a sprytni marketingowcy zasugerowali jego bytność w opisie na okładce. Okładka sztos, jedna z ładniejszych jakie widziałem.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTo książka w 90% opisująca transformację obyczajową, kulturalną,...
"Rozmową tą postawiłem kolejną kropkę w jeszcze jednym rozdziale swojego życia, po ktorym także nie nie zostanie żaden ślad. Poczułem, że jestem skazany na trwanie w teraźniejszości (...). I to jest sedno tej książki. Leniwa narracja w stylu nomen omen kroniki towarzyskiej, łagodne opisy codziennosci, sporo refleksji i dygresji, niekiedy bardzo obszernych. Wszystko ładnym, przyjemnym językiem. Czyta się dobrze, jesli nie liczyć powrającego zniecierpliwienia: kiedy wreszcie zdarzy się coś istotnego. Notka bibliografizna wspomina o tle frankizmu ale w treści to tlo jest niemal calkiem ukryte a z pewnością niewiele wpływa na los bohatera. Zapowiedziana na początku intryga " dworsko-polityczna" ginie w nijakiej, niezdecydowanej codzienności powracając po czasie nieprzekonującym incydentem. Do tego nieszczęśliwy zabieg, może edycji tlumaczenia? Pozostawiono wielenietłumaczonych "wtrętów" obcojęzycznych, w wielu językach. Miały chyba być przerywnikami refleksyjnymi, dla cytelnika nie będącego poliglotą stanowią raczej przerywniki zakłócające tok percepcji. Do tego treść niektórych z nich - w moim przekonaniu - nieszczególnie łączy się z (przetłumaczoną) treścią akapitów, w których je posadowiono. No i na koniec te irytujące wyznania bohatera, że "z kobietami jakoś mu nie wychodzi", pomiędzy którymi co i raz od niechcenia przygarnia jakąś na jedną noc albo i na dłużej. Finalnie - lektura przyjemna acz bez nadmiernej ekspresji.
"Rozmową tą postawiłem kolejną kropkę w jeszcze jednym rozdziale swojego życia, po ktorym także nie nie zostanie żaden ślad. Poczułem, że jestem skazany na trwanie w teraźniejszości (...). I to jest sedno tej książki. Leniwa narracja w stylu nomen omen kroniki towarzyskiej, łagodne opisy codziennosci, sporo refleksji i dygresji, niekiedy bardzo obszernych. Wszystko ładnym,...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKsiążka napisana żywym, dobrym stylem (typowym dla Mendozy); pomimo pewnej statyczności akcji czyta się ją bardzo szybko, pozycja praktycznie "do połknięcia". Mimo to, daję jedynie szóstkę, a to dlatego, że jestem wielką fanką Mendozy, przeczytałam wszystkie jego powieści i w tym porównaniu najnowsza pozycja wypada blado... Byłam na spotkaniu autorem, na którym padło z jego ust zdanie "by móc co jakiś czas napisać ambitną książkę muszę napisać kilka rozrywkowych, które dobrze się sprzedadzą". Jako że powieść miała mieć charakter historyczny, oczekiwałam właśnie pozycji ambitniejszej, podobnej choćby "Miastu Cudów". Ale raczej mamy tu do czynienia z literaturą podobną jego humorystycznym powieściom kryminalnym.
Książka napisana żywym, dobrym stylem (typowym dla Mendozy); pomimo pewnej statyczności akcji czyta się ją bardzo szybko, pozycja praktycznie "do połknięcia". Mimo to, daję jedynie szóstkę, a to dlatego, że jestem wielką fanką Mendozy, przeczytałam wszystkie jego powieści i w tym porównaniu najnowsza pozycja wypada blado... Byłam na spotkaniu autorem, na którym padło z jego...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toMam mieszanie uczucia co do tej książki. Zasadniczo jest ciekawa i całą książkę miałam wrażenie, że przypomina mi coś między "Szelmostwa" Llosy, a czymś czego nawet nie potrafię przywołać z pamięci. Początek i środek bardzo interesujący, styl pisarski dobry. Ale końcówka była dla mnie całkowicie niezrozumiała, gdy nagle jest mowa o czymś całkiem oderwanego od tematu, moim zdaniem. Gdyby nie to, na pewno byłaby ciekawsza, ale trochę brakło jej więcej głębi. Mimo to, czytało się ją bardzo dobrze i szybko.
Mam mieszanie uczucia co do tej książki. Zasadniczo jest ciekawa i całą książkę miałam wrażenie, że przypomina mi coś między "Szelmostwa" Llosy, a czymś czego nawet nie potrafię przywołać z pamięci. Początek i środek bardzo interesujący, styl pisarski dobry. Ale końcówka była dla mnie całkowicie niezrozumiała, gdy nagle jest mowa o czymś całkiem oderwanego od tematu, moim...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toLektura tej powieści nie należała do najłatwiejszych, głównie dlatego, że niewiele się w niej dzieje, a główny bohater jest całkowicie bierny wobec rozgrywających się wydarzeń. Znajdziemy tu wiele filozoficznych rozważań, które skłaniają do głębokiej refleksji, a rozmach, z jakim została napisana ta powieść, zachwyca z każdą kolejną stroną. To taka książka, która zostaje w sercu na długo.
Lektura tej powieści nie należała do najłatwiejszych, głównie dlatego, że niewiele się w niej dzieje, a główny bohater jest całkowicie bierny wobec rozgrywających się wydarzeń. Znajdziemy tu wiele filozoficznych rozważań, które skłaniają do głębokiej refleksji, a rozmach, z jakim została napisana ta powieść, zachwyca z każdą kolejną stroną. To taka książka, która zostaje w...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toSłyszałam wiele dobrego o tym autorze i czaiłam się na jego książki od jakiegoś czasu. Dlatego pomyślałam, że nowa seria będzie idealnym pomysłem na rozpoczęcie z nim przygody.
Książka opisuje lata 60 i 70 widziane oczami młodego dziennikarza. Poznajemy go jak mieszka w Barcelonie i ma zrelacjonować ślub księcia Liwonii - który jest na wygnaniu. Po krótkim i dziwnym spotkaniu książę znika z życia naszego bohatera, aby pojawić się w nim znowu w najmniej spodziewanym momencie.
Nie jestem pewna co myśleć o tej pozycji. Znajdziemy w niej dużo ciekawostek, informacji i ogólny zarys tego co się działo w Barcelonie i Nowym Jorku na przełomie lat 60 i 70. Jednak gdybym chciała zdobyć tylko tę wiedzę sięgnęłabym po jakąś pozycję typowo historyczną, a nie powieść. Niestety u samego bohatera wiele się nie zmienia - mimo, że wokół niego dzieje się bardzo dużo - jest świadkiem wielu przemian czy wydarzeń, jest ich bardzo ciekawy więc z dużym zainteresowaniem odkrywa otaczający go świat. Jednak on sam robi niewiele i po prostu idzie przed siebie do przodu i w sumie czeka aż życie podejmie decyzje za niego.
Mimo to jestem zaintrygowana historią Liwonii, wątkiem księcia na wygnaniu i jaką rolę w tym wszystkim będzie miał nasz bohater - dlatego czekam na kolejną część Zasad Dynamiki, a w między czasie nadrobię „Miasto cudów”.
Słyszałam wiele dobrego o tym autorze i czaiłam się na jego książki od jakiegoś czasu. Dlatego pomyślałam, że nowa seria będzie idealnym pomysłem na rozpoczęcie z nim przygody.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKsiążka opisuje lata 60 i 70 widziane oczami młodego dziennikarza. Poznajemy go jak mieszka w Barcelonie i ma zrelacjonować ślub księcia Liwonii - który jest na wygnaniu. Po krótkim i dziwnym...
Kpić ze świata, z jego niedoskonałości i pretensjonalności, z ludzi opętanych pędem za nowością lub zakorzenieniem w tradycji, wkładać ironiczne komentarze w usta bohatera bezwolnego, stroniącego od intensywnego angażowania się w zmiany, mającego czas na myślenie ale i bezmyślność - jakie to typowe dla Eduarda Mendozy. I jak świetnie spisane.
Niewątpliwie wsparta autobiograficznymi wątkami, pierwsza książka z serii 'Zasada dynamiki' - "Król przyjmuje", jest lżejsza niż inne, bardzo szczegółowe, drobiazgowo wnikające w temat powieści Mendozy. Tutaj wydarzenia o ogromnym znaczeniu dla świata, Europy, Katalonii, przeciekają przez palce codzienności, wahającej się pomiędzy biedą i dobrobytem, pomiędzy ogromną ciekawością a zblazowanym wszystko-mi-jedno. Od Barcelony, przez europejskie epizody, po oczarowanie Nowym Jorkiem, towarzyszymy bohaterowi w tułaczce mentalnej, bo tej fizycznej, dzięki znajomościom i tupetowi udaje mu się uniknąć.
Mendoza znajduje tutaj miejsce na bolączki Katalończyków po wojnie domowej, na oszołomienie marksizmem, na przeciwstawienie sobie katolickiej, pełnej norm i zakazów Hiszpanii i rozbuchanego, pełnego życia i rozpusty Nowego Jorku. Jest miejsce na pochwałę tolerancji, świat gejowskiej przyjaźni, zakochania w kobietach albo zbyt skomplikowanych albo zbyt uległych, na pracę nudną i pełną rutyny i na tę inną, bardziej zgodna z intuicją. I choć tematy bywają niezwykle trudne, wymagające, czasem oburzające, Mendoza podaje je ze smakiem kawy i ciasteczka. Nie ucieka przed autoironią, często kpi, żartuje z największych świętości. A wszystko to bez grama wulgarnej agresji, bez obraźliwych treści i zbędnej krytyki. Wszystko przez woal oczu lekkoducha jakim niewątpliwie, pomimo gwałtownych przeżyć, emocji, wahań i moralnych wątpliwości, przez cały czas pozostaje Rufo Batalla.
Cała opowieść, wiodąca nas przez lata i kontynenty, schwytana jest w klamrę spotkań z niezwykłą osobą. Samozwańczy, a może jak najbardziej prawowity król na uchodźstwie i jego urocza żona, przypadkowo zupełnie także kochanka Rufa, będą się pojawiali sporadycznie ale to od nich zacznie się podróż i na nich tymczasowo zakończy. Będzie nam dana opowieść o nadbałtyckim księstwie Livonii, tyleż fantastyczna co bardzo prawdopodobna, zważywszy na historię krajów z nami sąsiadujących. Będziemy z uśmiechem pobłażliwości wsłuchiwali się w teorie i arystokratyczne wspominki króla. Będziemy mu współczuli i kibicowali jego ucieczkom. Nie sposób jednak nie być mu wdzięcznym za spowodowanie zmian w życiu bohatera. Zmian, które przeniosą nas w niezwykłe miejsca, niezwykłe okoliczności, pełne napięcia czasy.
Bardzo lubię czytać Mendozę, a znakomite tłumaczenie Tomasza Pindela oddaje niezwykły urok jego najnowszej opowieści. Płynie się nią wraz z sympatycznym bohaterem, nie pozbawionym wrażliwości ale i typowej dla jego wieku bezczelności. Bardzo dobrze patrzy się na świat jego nieco zdziwionymi oczami, bardzo dobrze omija się z nim trudne decyzje i podąża za tłumem. Kolejne wydarzenia, zgrabnie ilustrowane cytatami (w językach najlepiej pasujących do miejsca, czasu, może do esencji samej opowieści), snują się raz wolniej, raz szybciej, często są wsparte na rozległym, opisowym tle, często oddają radość chwili, często wywołują rozgoryczenie. zawsze jednak podane są tak, że czujemy się, jakbyśmy byli ich uczestnikami. Panie i Panowie, pora poprawić kapelusze, odchrząknąć, wyprostować plecy. Król przyjmuje.
Pani_Ka Czyta
dziękuję Wydawnictwu Znak Literanova za egzemplarz(pięknie wydanej!) książki
Kpić ze świata, z jego niedoskonałości i pretensjonalności, z ludzi opętanych pędem za nowością lub zakorzenieniem w tradycji, wkładać ironiczne komentarze w usta bohatera bezwolnego, stroniącego od intensywnego angażowania się w zmiany, mającego czas na myślenie ale i bezmyślność - jakie to typowe dla Eduarda Mendozy. I jak świetnie spisane.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNiewątpliwie wsparta...
"Król przyjmuje" to pierwsza część trylogii Eduarda Mendozy "Zasady dynamiki".
Pierwsza z nich zwana zasadą bezwładności, idealnie odnosi się do głównego bohatera, hiszpańskiego dziennikarza, przypatrującego się zmianom politycznym i obyczajowym Hiszpanii lat 60-tych i 70-tych, które postępują obok i pomimo niego. On, będąc ich bezwolnym uczestnikiem daje się ponieść życiu nastawionemu na konformizm i przetrwanie.
Narracja prowadzona w pierwszej osobie pozwala zagłębić się w przemyślenia bohatera. Wyraźnie dostrzegamy jego błyskotliwość, ale i defensywne nastawienie do życia. Doskwiera mu czasem tęsknota za czymś więcej, za życiem barwnym i pełnym emocji. Brak mu jednak woli walki, łatwiej jest poddać się temu co przychodzi.
Jaki impuls sprawi, że znów zacznie mu się chcieć? Chcieć coś zmienić, coś zobaczyć, poczuć? Czy tą iskrą może być spotkanie z przebywającym na wygnaniu księciem Liwonii, którego ślub zdarzyło mu się relacjonować przed laty?
Tak samo jak nasz bohater płynie przez życie, nie angażując się i nie wychylając, tak i akcja książki toczy się leniwie, bez pośpiechu. Nie brak jej jednak dowcipu, tak charakterystycznego dla autora i szczypty irracjonalności, dzięki którym mogę wybaczyć niektóre nieco przydługie wywody bohatera i zachować pozytywny odbiór całości.
"Król przyjmuje" to pierwsza część trylogii Eduarda Mendozy "Zasady dynamiki".
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPierwsza z nich zwana zasadą bezwładności, idealnie odnosi się do głównego bohatera, hiszpańskiego dziennikarza, przypatrującego się zmianom politycznym i obyczajowym Hiszpanii lat 60-tych i 70-tych, które postępują obok i pomimo niego. On, będąc ich bezwolnym uczestnikiem daje się ponieść...
Chociaż kilka pozycji z literatury iberyjskiej mam już za sobą, lektura książki „Król przyjmuje” była moim pierwszym spotkaniem z twórczością Eduardo Mendozy. Dlaczego wybrałam tę akurat pozycję? Przyciągnęło mnie do niej po pierwsze nazwisko autora, po drugie piękna oprawa graficzna, a po trzecie i najważniejsze informacja, że to pierwsza część trylogii Zasady Dynamiki. To te zasady dynamiki tak mnie zaintrygowały. No bo co mogą mieć wspólnego zasady mechaniki klasycznej sformułowane przez Newtona z Rufo Batallą, bohaterem powieści hiszpańskiego pisarza? Mogą, teraz już wiem, że mogą.
Rufo Batalla jest początkującym dziennikarzem, zatrudnionym jako stażysta w redakcji pewnej popołudniówki. Owa popołudniówka wysyła, zamiast kogoś bardziej doświadczonego, właśnie wspomnianego dwudziestodwulatka z misją zrelacjonowania ceremonii ślubu księcia Liwonii z piękną arystokratką. Rufo dociera na miejsce, po czym zostaje zamknięty w ciasnej klitce, ale z łóżkiem i prysznicem. Ślub i późniejsza zabawa przebiegają bez jego udziału. Chłopak nie wie, co ma w tej sytuacji zrobić, bo nie ma żadnego materiału dla swojej redakcji. Z opresji ratuje go sam książę, zjawiając się nagle w jego tymczasowej celi. Mało tego, w ramach zadośćuczynienia proponuje mu wywiad na wyłączność. Jest to prawdziwe wyróżnienie, którego nie dostąpił nikt przed nim. Wywiad się odbywa. Książę opowiada o swoim życiu, o swoim kraju na wybrzeżu Bałtyku, który znajduje się pod sowiecką okupacją. Książę nigdy nawet nie był we własnym kraju, urodził się w Paryżu, podróżował i uczył się, a obecnie mieszka w Szwajcarii jako uchodźca polityczny. Odpowiada na wiele pytań i wydaje się nie być tak niedostępny, jak Rufo kiedyś słyszał. Okazuje się, że nie ma nic za darmo. W zamian za przysługę, książę czegoś od młodego dziennikarza chce. Zleca mu dziwną misję i znika. W tej historii, której opowiedziany został zaledwie początek, nie byłoby nic dziwnego, gdyby nie fakt, że odmieniła życie głównego bohatera. W jaki sposób? Sprawdźcie sami.
Za Wikipedią, pierwsza zasada dynamiki Newtona mówi, że „jeśli na ciało nie działa żadna siła lub siły działające równoważą się, to ciało pozostaje w spoczynku lub porusza się ruchem jednostajnym prostoliniowym”. A dlaczego o tym wspominam? Dlatego, że dokładnie takie jest życie głównego bohatera pokazane w tej książce. Podobnie jak wspomniane ciało pozostaje on w spoczynku, mimo działających na niego sił, burzliwych przemian politycznych, kulturalnych i obyczajowych lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych. To wszystko odbywa się jakby obok niego. On nie ma wpływu na te zdarzenia, obserwuje, a dzięki temu, że obserwatorem jest dobrym, zyskujemy doskonały wgląd w spory kawałek historii i błyskotliwe spojrzenie na ówczesną rzeczywistość. Rzeczywistość, która ukształtowała świat, w którym obecnie żyjemy.
Skłamałabym pisząc, że akcja tej powieści jest dynamiczna. Nie jest. Ale nie o akcję w tej książce chodzi. Chodzi o przemyślenia, niezwykle trafne, chociaż dość neutralne, których w tej książce nie brakuje. Chodzi o ocenę zastanej rzeczywistości, ale ocenę bez oceny, w której to czytelnik decyduje, co jest dobre według niego, a co nie. Chodzi o wyjątkową atmosferę i wspaniały styl autora. Mogę śmiało stwierdzić, że każde zdanie napisane przez Mendozę to małe dzieło sztuki. Zachwyciła mnie ta powieść nie tyle fabułą, co konstrukcją, językiem i klimatem. Świetnie się tę książkę czyta, chociaż, jak już napisałam, warto poświęcić jej trochę czasu. Trzeba się skoncentrować. A, jeśli się to zrobi, czas podczas lektury mija nie wiadomo kiedy.
Jeśli chodzi o bohatera, jest to ciekawa postać. Fabuła powieści skupia się nie tyle na nim, co na wydarzeniach wokół niego, na ludziach, którzy mają na niego wpływ. Bohater jest zupełnie przeciętną osobą, niczym się nie wyróżnia, jest bierny, mało energiczny. Jego życie samo w sobie jest mało interesujące. Rufo pozostaje bezwładny i trochę z dziecięcą naiwnością godzi się z tym, co ze wszystkich stron na niego wpływa. Dzięki temu, że mamy wgląd w jego emocje, możemy poznać tego mężczyznę całkiem dobrze, chociaż, jak już pisałam, nie wyróżnia się on z tłumu. Ale dzięki niemu, o czym już też wspominałam, poznajemy otaczający go świat, który zmieniał się na jego oczach. Razem z Rufo odbędziemy podróż do Nowego Jorku, pobędziemy też w Barcelonie. Te podróże, chociaż tylko książkowe, są fascynujące.
Książka jest wymagająca, trzeba się skoncentrować. Nie ułatwia tego ani rozwijająca się powoli akcja, ani brak podziału na rozdziały, ani wtrącane od czasu do czasu dygresje. To powoduje, że niestety podczas lektury można odpłynąć myślami w siną dal. Inną rzeczą, która może przeszkadzać i mnie przeszkadzała najbardziej, są pojawiające się w książce cytaty z innych dzieł w różnych językach, hiszpańskim, niemieckim, francuskim, polskim, angielskim. I, co najbardziej dziwi, nie zostały przetłumaczone. O ile język polski znam, z angielskim i niemieckim sobie radzę, po hiszpańsku i po francusku nie zrozumiałam niczego.
„Król przyjmuje” to książka specyficzna. Pouczająca, interesująca, intensywna, z mnóstwem ciekawych przemyśleń. Jednak niełatwa, bogata w prawdziwe polityczne wydarzenia i komentarze do nich. Można się sporo nauczyć, ale da się momentami odlecieć gdzieś indziej. Uważam, że to pozycja warta przeczytania, ze względu na ten kawał historii, o którym opowiada, ze względu na język i atmosferę. Polecam i czekam na kontynuację tej opowieści.
Za możliwość przeczytania książki dziękuję portalowi www.nakanapie.pl i Wydawnictwu Znak.
https://maitiribooks.wordpress.com/2019/12/16/krol-przyjmuje-eduardo-mendoza/
Chociaż kilka pozycji z literatury iberyjskiej mam już za sobą, lektura książki „Król przyjmuje” była moim pierwszym spotkaniem z twórczością Eduardo Mendozy. Dlaczego wybrałam tę akurat pozycję? Przyciągnęło mnie do niej po pierwsze nazwisko autora, po drugie piękna oprawa graficzna, a po trzecie i najważniejsze informacja, że to pierwsza część trylogii Zasady Dynamiki. To...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo tonigdy nie miałam styczności z prozą Mendozy, choć autor ciągle mnie kusił, co chwilę jego tytuły zerkały na mnie z półek księgarń oraz jego książki były mi często polecane w różnych miejscach, to autor o dość dużym dorobku artystycznym, który zdobył Nagrodę Cervantesa! w końcu musiałam coś dorwać w swoje łapska i przeczytać, bo aż wstyd nie znać, niestety trafiło na najnowszą jego książkę - "Król przyjmuje"...
jest to pierwsza część trylogii "Zasady Dynamiki", a pierwsza zasada dynamiki brzmi:
"jeżeli na ciało nie działa żadna siła lub działające siły się równoważą, to ciało pozostaje w spoczynku lub porusza się ruchem jednostajnym prostoliniowym względem nieruchomego układu odniesienia"
i taka właśnie jest ta książka, taka jest fabuła i taki jest główny bohater, Rufo to taki trochę starszy Holden Caulfield napisany przez Trumana Capote po intelektualnych wakacjach w Hiszpanii, totalna mieszanka wybuchowa, która nie działa
jest to powieść dziwna, akcja toczy się powoli, zbyt powolnie jak dla mnie, to nie jest tak, że nie lubię "spokojnej" literatury - uwielbiam Pamuka czy Maríasa (również hiszpański autor!), ale tutaj coś mi po prostu nie grało, widać, że Mendoza ma swój specyficzny styl, który do większości czytelników raczej nie trafi, po prostu powieść jest dla mnie dosyć nierówna: raz fabuła wciąga, aby zaraz potem znużyć i zmęczyć, w którymś momencie gdzieś się chyba pogubiłam i wyłapywałam pojedyncze wątki (ktoś się z kimś przespał, to popłakał się ktoś)
jak dla mnie jest to książka o niczym ubrana w piękne słowa oraz w filozoficznie rozmyślania nad życiem i "bytowaniem", zapewne autor pisze rewelacyjnie, ale sama historia nie pozostała we mnie na dłużej, może odbieram to tak, dlatego że nigdy nie byłam specjalistką w historii Hiszpanii, obyczajach w niej panujących i innych sprawach związanych z Hiszpanią, ten temat jest mi w pewien sposób obcy, tak daleki, że nie potrafiłam się odnaleźć w tej powieści, momentami miałam wrażenie, że czytam lekturę szkolną, która jest wybitna, ale bezwartościowa dla przeciętnego czytelnika
zdecydowanie nie jest to jednak typ literatury odpowiedni dla mnie, może jeszcze nie dojrzałam do niej? a może po prostu nie "kręcą" mnie książki o niczym? a więc dla kogo jest to powieść? zapewne dla fanów prozy Mendozy i tych, którzy oczekują czegoś więcej od beletrystyki - nie samej akcji, a delektowania się słowem, przeżywania rozterek wraz z bohaterem oraz powolnego dryfowania po fabule, ja osobiście sprezentuję ją pewnej osobie, która będzie zachwycona i całkowicie się w niej odnajdzie, bo uwielbia taką literaturę, i wiem, że będzie to bardzo dobry wybór
czy polecam? o dziwo - tak! ale wyłącznie osobom wyżej wspominanym, a tym, którzy opisy przyrody w lekturach pomijali - odradzam
na czwartej stronie okładki dostajemy informację, że królestwo Liwonii, które jest położone nad Bałtykiem, polskiemu czytelnikowi wyda się zaskakująco znajome, przed przeczytaniem książki byłam pewna, że będzie chodziło o Polskę, ale to jednak Łotwa! człowiek uczy się przez całe życie! BONUS: cudownie, że Mendoza w swojej powieści zamieścił pierogi, ruskie pierogi, najpyszniejszy wątek!
dodatkowo powieść przetłumaczył cudowny Tomasz Pindel, który jest rewelacyjny w swoim fachu! po raz kolejny spisał się mistrzowsko!
książka z Klubu Recenzentów nakanapie.pl
nigdy nie miałam styczności z prozą Mendozy, choć autor ciągle mnie kusił, co chwilę jego tytuły zerkały na mnie z półek księgarń oraz jego książki były mi często polecane w różnych miejscach, to autor o dość dużym dorobku artystycznym, który zdobył Nagrodę Cervantesa! w końcu musiałam coś dorwać w swoje łapska i przeczytać, bo aż wstyd nie znać, niestety trafiło na...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toMoje pierwsze spotkanie z Mendozą
Jestem zaskoczona, bo pomimo jałowości głównego bohatera, ma to sens co do tytułu serii "Zsady dynamiki" . Gdyby nie wpływ innych ludzi na bohatera jego życie nie byłoby warte opisu, a przez to że inni "wprowadzają w ruch", on poprostu się temu oddaje. Ja odczuwam świeżość, bo w końcu nie interesuje nas główny bohater w typowo literackim sensie. Nie wnikammy w jego przemiany psychologiczne, cechuje go pewna naiwność do świata i momentami irytująca lecz ciekawa interpretacja rzeczywistości. Ja odczuwam pewną ulgę od przesycenia silnie naznaczonych bohaterów. Tutaj interesuje nas wszystko co się dzieje na około, fascynująca podróż do Nowego Jorku i Barcelony lat 60 i 70.
Myślę że książka nie jest dla każdego. Niektórych może irytować brak akcji, czy mocniejszego napięcia. Tutaj tego nie znajdziecie, a wręcz przeciwnie. Ja potrzebowałam oddechu i tu to dostałam. To był dobry moment na tę książkę.
Moje pierwsze spotkanie z Mendozą
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toJestem zaskoczona, bo pomimo jałowości głównego bohatera, ma to sens co do tytułu serii "Zsady dynamiki" . Gdyby nie wpływ innych ludzi na bohatera jego życie nie byłoby warte opisu, a przez to że inni "wprowadzają w ruch", on poprostu się temu oddaje. Ja odczuwam świeżość, bo w końcu nie interesuje nas główny bohater w typowo literackim...
Barcelona, rok 1968. Ruffo Batalla jest początkującym dziennikarzem, który jednak nie czerpie satysfakcji ze swojej pracy. Głowę ma nabitą rewolucyjnymi ideami i to one zajmują jego myśli. Kiedy zostaje wysłany jako korespondent specjalny na wesele pozostającego na wygnaniu księcia Liwonii, traktuje to jako kolejne nudne zlecenie. Tymczasem na owym weselu spotyka księcia we własnej osobie, a rozmowa z nim odmienia jego życie - chociaż na razie nie jest jeszcze tego świadomy. Po powrocie do rodzinnej Barcelony powoli przewartościowuje swoje poglądy, w skutek czego zaczyna mu być duszno w frankistowskiej Hiszpanii i coraz częściej spogląda ku szerokiemu światu czekającemu za granią jego kraju...
Nie jest żadną tajemnicą, że darzę wyjątkową sympatią literaturę iberyjską. Nie potrafię powiedzieć co mnie do niej tak mocno przyciąga - może to charakterystyczny styl, może to niezwykle intensywna atmosfera bijąca od każdej powieści tego gatunku. Co by to nie było, zawsze sięgając po książkę opatrzoną tą etykietką nastawiam się na doskonałą lekturę i jeszcze nigdy się w tej kwestii nie zawiodłam. Dziś chcę zaprezentować Wam jednego z przedstawicieli literatury iberyjskiej i mam szczerą nadzieję, że przy okazji zarażę Was moją do niej sympatią.
"Ładnie byłoby powiedzieć, że szanuję pańskie poglądy, ale to nieprawda. Szanuję pana i pańskie prawo do myślenia, co się panu podoba, ale nie ma we mnie nawet cienia szacunku do marksizmu."
Czy nie zgodzicie się ze mną, że jest coś romantycznego w klimatycznych opisach hiszpańskich miast? Nawet jeśli człowiek siedzi na własnej kanapie w środku zimy, to i tak czytając je czuje się jakby przechadzał się ciasnymi, brukowanymi uliczkami podczas upalnej, popołudniowej sjesty. Pan Mendoza ma szczególny talent do tworzenia tej wyjątkowej atmosfery w swoich powieściach. A co być może ważniejsze, jego styl doskonale pasuje do klimatu, jaki tworzy. Mamy tutaj sporo opisów, ale są to opisy niezwykle interesujące, przy których nie sposób się nudzić. Zapewne odpowiedzialność ponosi za to doskonały warsztat pisarski - tutaj każde zdanie to małe dzieło sztuki, które czyta się z prawdziwą przyjemnością.
"Wrażenie "fałszywy prorok" to masło maślane, ale tym się nikt nie przejmuje. Rolą proroka jest wieszczyć, a nie mieć rację. Prorok głosi to, co ludzie chcą usłyszeć. Przyszłość albo dobra, albo zła, w każdym razie bez niepewności."
Nie mogę powiedzieć, że akcja płynie szybko, wręcz przeciwnie. To nie jest powieść, która skupia się na fabule, tutaj w centrum naszej uwagi jest bohater. Bardzo często Ruffo dzieli się z nami swoimi przemyśleniami i emocjami, dzięki czemu możemy go naprawdę dobrze poznać. Ale to tylko jedna strona medalu, bo Ruffo tak naprawdę jest tylko środkiem do celu. Jest naszymi oczami i uszami, przez które poznajemy świat, który go otacza. Jak sugeruje tytuł cyklu, czyli "Zasady Dynamiki", nasz bohater jest tylko obserwatorem, który nie ma wpływu na zmiany zachodzące w rzeczywistości, w której żyje. Jednak obserwuje je uważnie, a dzięki temu my możemy prześledzić wydarzenia, które ukształtowały naszą współczesną kulturę i sposób organizacji społeczeństwa.
"Jak to się mówi, każdy jest bardziej dzieckiem swoich czasów niż swoich rodziców."
Jak ważny jest to element można zrozumieć bardzo szybko - już od pierwszych stron natykamy się na rozmaite idee filozoficzne, ekonomiczne, polityczne i społeczne. Bardzo mi się podobało, że są one przedstawione z kilku punktów widzenia, czasem w formie dyskusji pomiędzy bohaterami, ale zawsze neutralnie - to czytelnik decyduje czy dana idea jest dobra czy nie, on sam wybiera swoje sympatie. A potem obserwuje jaki wpływ ma historia na poglądy ludzi. Powieść Pana Mendozy obejmuje kilka ładnych lat, a były to lata naprawdę obfitujące w wiekopomne wydarzenia i każde z nich odcisnęło swoje piętno na społeczeństwie. Tak więc dodatkowo jest to całkiem niezła lekcja historii.
"Może któregoś dnia podział na sztukę i niesztukę zniknie. Każda chwila nieustannie upływającego czasu będzie wtedy dziełem sztuki i zarazem nie będzie nim nic. Nasze życie będzie dziełem sztuki. Ja nim będę. I ty też."
Jedną rzeczą, która wzbudziła moje wątpliwości są wstawki - jak rozumiem cytaty z innych dzieł - pojawiające się co jakiś czas w tekście. Pomysł generalnie fajny i mający potencjał by wzbogacić powieść, jednak problem w tym, że nie są one przetłumaczone. A w językach są przeróżnych - po polsku, angielsku, francusku, hiszpańsku, jestem też prawie pewna, że jedna czy dwie były po niemiecku. Ja osobiście nie miałam z nimi większego problemu - polski znam, angielski prawie równie dobrze, 10 lat uczyłam się niemieckiego, 3 lata francuskiego i od dłuższego czasu samodzielnie uczę się hiszpańskiego, tak więc nawet jeśli "piąte przez dziesiąte", to zrozumiałam znakomitą większość z nich. Zdaję sobie jednak sprawę, że nie każdy liznął aż tylu języków i dla niektórych te wstawki mogą stanowić problem. Dlatego naprawdę nie rozumiem czemu nie można ich było przetłumaczyć. No ale cóż, nie można mieć wszystkiego.
"- A jeśli pewnego pięknego dnia w takim barze [dla gejów] sam odkryjesz, że ciebie też kręcą faceci, co wtedy zrobisz?
- No nic, to by oznaczało, że objawienie przyszło w idealnym miejscu."
Pora na podsumowanie. "Król Przyjmuje" to fascynująca powieść, mająca świetną, intensywną atmosferę i napisana wspaniałym stylem. Niespieszna akcja pozwala skupić się na tym, co w tej książce najważniejsze i zachęca czytelnika do przemyśleń. Dodatkowo przemyca sporą dawkę wiedzy na najróżniejsze tematy. Dodaję kolejnego autora do listy moich ulubionych i niecierpliwie czekam na kolejną część tej opowieści. I cieszę się niezmiernie, że na mojej półce czeka kolejna powieść Pana Mendozy, bo zdecydowanie chcę więcej. Gorąco polecam!
Barcelona, rok 1968. Ruffo Batalla jest początkującym dziennikarzem, który jednak nie czerpie satysfakcji ze swojej pracy. Głowę ma nabitą rewolucyjnymi ideami i to one zajmują jego myśli. Kiedy zostaje wysłany jako korespondent specjalny na wesele pozostającego na wygnaniu księcia Liwonii, traktuje to jako kolejne nudne zlecenie. Tymczasem na owym weselu spotyka księcia we...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toMoje pierwsze spotkanie z twórczością Eduardo Mendozy za sprawą powieści „Król przyjmuje” nie wypadło zbyt zachęcająco. Zaledwie skończyłam czytać i nie mam ochoty na dalszą przygodę z tym autorem. Jego utwór to sama polityka, komentarz do wydarzeń roku 1968, kiedy dzieje się akcja i kiedy poznajemy młodego dziennikarza – Rufo Batallę, któremu przypadł wątpliwy zaszczyt relacjonowania ślubu księcia Liwonii z arystokratką. Jego zadanie nabiera innego wymiaru, kiedy udaje mu się osobiście spotkać z księciem i porozmawiać o jego nieistniejącym królestwie, do którego korony rości sobie prawa.
Wybór księcia, aby to właśnie Rufo stał się powiernikiem jego myśli, wydaje się co najmniej dziwny. Rufo jest człowiekiem biernym, nieciekawym, mało energicznym, pod każdym względem przeciętnym. Tak naprawdę to nie on jest bohaterem powieści, jej treść wypełniają autentyczne wydarzenia polityczne dziejące się w opisywanych latach, ich wpływ na zwykłych ludzi oraz przemiany społeczne, jakie można było wtedy zaobserwować. W książce mamy do czynienia z całą plejadą bohaterów, którzy prezentują swoje poglądy, komentują wydarzenia, zamachy, wojnę wietnamską, aferę Watergate. Społeczeństwo się zmienia – kobiety stają się coraz bardziej samodzielne, homoseksualiści wychodzą z cienia i spotykają się w klubach przeznaczonych tylko dla nich, obyczaje ulegają rozluźnieniu, a razem z nimi więzy rodzinne.
Akcja książki jest powolna i dla mnie nużąca. W życiu bohatera właściwie nic wielkiego się nie dzieje, spotyka się z różnymi osobami, które dzielą się z nim swoimi poglądami i przeżyciami. Nie ma tu żadnych emocji, żadnych zwrotów akcji i zaskakujących wydarzeń. Narracja jest dostosowana do treści – równie niespieszna i jednostajna. Autor czasami popada w długie dygresje, jednak przez większość utworu nie zaznamy żadnej dynamiki. W połączeniu z zupełnie bezbarwnym i bezwolnym głównym bohaterem książka zwyczajnie mnie zmęczyła, zamiast dostarczyć rozrywki, wiedzy czy jakkolwiek inaczej rozumianej przyjemności.
Mimo wszystko nie mogę pominąć pozytywnego aspektu, jakim jest dojrzały, wyważony język autora. Literatura iberyjska ma w sobie ten charakterystyczny rytm, spokój, równowagę wyczuwalną już od pierwszych stron i jestem pewna, że za jego sprawą również ta pozycja znajdzie swoich wielbicieli. Ja osobiście po twórczość Mendozy już nie sięgnę, jednak nie chcę przez to powiedzieć, że należy jego utwory wyrzucić i spalić, bo zasługują na uwagę. Są o czymś, nie są nijakie, zatem, ze zwykłej ciekawości, co w trawie piszczy, warto po nie sięgnąć choćby po to, by się przekonać, czy do nas przemówią bardziej niż do skromnego recenzenta.
Moje pierwsze spotkanie z twórczością Eduardo Mendozy za sprawą powieści „Król przyjmuje” nie wypadło zbyt zachęcająco. Zaledwie skończyłam czytać i nie mam ochoty na dalszą przygodę z tym autorem. Jego utwór to sama polityka, komentarz do wydarzeń roku 1968, kiedy dzieje się akcja i kiedy poznajemy młodego dziennikarza – Rufo Batallę, któremu przypadł wątpliwy zaszczyt...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toByły momenty, że nudziłam się niemiłosiernie. Były chwile, że nie mogłam się oderwać. Były też chwile, że miałam ochotę rzucić książką o ścianę. To oznacza coś wartego uwagi.
Więcej przeczytacie na www.czytanierozwija.pl
Były momenty, że nudziłam się niemiłosiernie. Były chwile, że nie mogłam się oderwać. Były też chwile, że miałam ochotę rzucić książką o ścianę. To oznacza coś wartego uwagi.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toWięcej przeczytacie na www.czytanierozwija.pl