Śmierć Jezusa

Okładka książki Śmierć Jezusa
John Maxwell Coetzee Wydawnictwo: Znak Cykl: Dzieciństwo Jezusa (tom 3) literatura piękna
304 str. 5 godz. 4 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Cykl:
Dzieciństwo Jezusa (tom 3)
Data wydania:
2020-02-24
Data 1. wyd. pol.:
2020-02-24
Liczba stron:
304
Czas czytania
5 godz. 4 min.
Język:
polski
ISBN:
9788324060481
Tłumacz:
Mieczysław Godyń
Średnia ocen

                7,1 7,1 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Śmierć Jezusa w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oficjalne recenzje książki  Śmierć Jezusa i



Przeczytane 1825 Opinie 403 Oficjalne recenzje 280

Opinia społeczności książki  Śmierć Jezusa i



Książki 1289 Opinie 738

Oceny książki Śmierć Jezusa

Średnia ocen
7,1 / 10
119 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
355
350

Na półkach:

Trzecią część czytało mi się znacznie lepiej, niż dwie poprzednie. Może przyzwyczaiłam się do bohaterów i do świata, który stworzył na potrzeby powieści Coetze?
Tu odniesienia do historii niejakiego Jezusa są bardzo wyraźne. To owa charyzma, niezrozumienie przez najbliższych a oświecenie innych, to wreszcie grób, który jest i nie ma, bo zawiera nie ciało, lecz (podobn0) ulotny popiół (proch?). I wreszcie to przesłanie, które jest, ale którego nikt nie zna, choć przecież jest.
Przez dwie poprzednie części nieodłącznym motywem jest historia Don Kichote'a, jakby prześmiewcza wersja nawiedzenia, poznania tajemnicy, świata w innym, niż ten prostacko realistyczny. TW zakończeniu Don Kichote odchodzi trochę, bo David ma swoje problemy. A może nie potrzebuje podpórki, bowiem stał się silniejszy...
Całą trylogię można czytać wielorako, znajdując odniesienia także do własnych przekonań. Mnie jakoś nie zachwyciła, mimo, że w efekcie moim przekonaniom odpowiada.

Trzecią część czytało mi się znacznie lepiej, niż dwie poprzednie. Może przyzwyczaiłam się do bohaterów i do świata, który stworzył na potrzeby powieści Coetze?
Tu odniesienia do historii niejakiego Jezusa są bardzo wyraźne. To owa charyzma, niezrozumienie przez najbliższych a oświecenie innych, to wreszcie grób, który jest i nie ma, bo zawiera nie ciało, lecz (podobn0)...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

368 użytkowników ma tytuł Śmierć Jezusa na półkach głównych
  • 229
  • 137
  • 2
47 użytkowników ma tytuł Śmierć Jezusa na półkach dodatkowych
  • 34
  • 4
  • 4
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1

Inne książki autora

John Maxwell Coetzee
John Maxwell Coetzee
John Maxwell Coetzee urodził się 9 lutego 1940 w Kapsztadzie. Wychowywał się w RPA, studia ukończył na uniwersytecie w Kapsztadzie (matematyka i język angielski). Na początku lat 60. wyjechał do Wielkiej Brytanii, a potem do Stanów Zjednoczonych. Tam też doktoryzował się w 1965 roku. W latach 80. wrócił do RPA, by objąć stanowisko profesora literatury angielskiej na uniwersytecie w Kapsztadzie. W 2002 roku wyjechał do Adelajdy i tam mieszka do dziś. J. M. Coetzee jest jednym z trzech autorów, którym dwa razy przyznano prestiżową Nagrodę Bookera (za Życie i czasy Michaela K. w 1983 roku i Hańbę w 1999 roku). W 2003 roku przyznano mu Nagrodę Nobla. Poza pisaniem powieści zajmuje się także tłumaczeniami i krytyką literacką.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Opowiadania wszystkie Clarice Lispector
Opowiadania wszystkie
Clarice Lispector
(www.bibliotekaswiata.blogspot.com) Clarice Lispector to obecnie zdecydowanie najgorętsze nazwisko literatury brazylijskiej – w ciągu ostatniego roku wydano u nas dwie jej najważniejsze powieści („Pasja według G.H.” i debiutanckie „W pobliżu dzikiego serca”, a w ostatniej dekadzie jej opowiadania pojawiały się w bardzo licznych zbiorach (w tym w 3 tomach serii „Mistrzowie opowieści”), ukoronowaniem tego wszystkiego zaś była ta publikacja – zbierająca wszystkie 85 napisanych na przestrzeni 40 (!) lat opowiadań. Tymczasem jeszcze w 2015 roku polski czytelnik miał dostęp do co najwyżej kilku rozrzuconych w różnych antologiach opowiadań i jednej minipowieści („Godzina gwiazdy” - ale dostać ją to nie lada wyzwanie...). Zdumiewa to tym bardziej, że właściwie od swojego debiutu w 1943 z miejsca stała się czołową brazylijską pisarką, a po śmierci zyskała status wręcz kultowej autorki, której sława do dziś tylko rośnie. Tym bardziej zatem cieszy, że tyle jej ostatnio wszędzie. Ogromną siłą „Opowiadań wszystkich” - dzieła wydanego z rozmachem (duży format, gruba okładka, przedmowa, aneks, nota bibliograficzna – wszystko to cieszy wymagającego czytelnika!) - jest wysoki i równy poziom zebranych opowiadań (właściwie nie ma tu słabszych tekstów!), w dodatku nie ma się wrażenia, że powstały tak dawno temu, jakby w ogóle się nie zestarzały!Moim ulubionym opowiadaniem jest znane już z wspominanych w projekcie „Opowiadań brazylijskich” tyleż zabawne co cyniczne „Wszystkiego najlepszego”, świetna jest też „Najmniejsza kobieta świata”, na kapitalnym pomyśle narracyjnym opiera się „Piąta historia”, a absurdalnym konceptem zachwyca „Kura” ('drobiowe' motywy pojawiają się zresztą w kilku innych tekstach). Najciekawsza jest jednak dla mnie „Brasilia”, która z kolei co ciekawe była wymieniana w kilku recenzjach jako tekst podobający się najmniej. Może dlatego, że nie jest to klasyczne opowiadanie, tylko brawurowy esej o stolicy kraju, ale napisany w sposób absolutnie bezczelny i nieprzewidywalny, a przy tym fantastycznie oddający fenomen tego miasta (a tego brakowało mi w całej literaturze brazylijskiej i o Brazylii).
kunieczko - awatar kunieczko
ocenił na 8 11 miesięcy temu
Ciemność i partnerzy Sigitas Parulskis
Ciemność i partnerzy
Sigitas Parulskis
Mówiono mi polecając tę książkę, że to mocna rzecz. Dosadna i brutalna, czyta się naprawdę ciężko. Przyznać muszę, że były to słowa na wyrost. A w każdym razie jeśli o mnie chodzi. Czytałem bowiem dużo straszniejsze rzeczy jeśli chodzi o II wojnę światową i pogromy ludności żydowskiej. Owszem, te opisane w „Ciemności i partnerach” robią wrażenie ale już tak nie wstrząsają i nie szokują. To dość dziwna pozycja. Tu okrucieństwo wojny miesza się ze swego rodzaju pięknem, ułudą, wyidealizowanym światem jaki roi się w głowie głównego bohatera. Światem jaki pamięta sprzed wojny, jaki chciałby żeby wrócił, światem wypełnionym fotografiami, kochanką Judytą, spokojną prozą i monotonią życia, które zniszczyła wojna. A jednocześnie bohater daje się wplątać w makabryczny układ, w uczestnictwo w odzierającym z godności i człowieczeństwa procederze, który to ma za zadanie dokumentować na zdjęciach. I z jednej strony współczujemy bohaterowi – robi to żeby przetrwać, kurczowo trzyma się tego życia jakie by ono nie było, chce żyć, jak się okazuje desperacko i za wszelką cenę. A z drugiej strony denerwuje jego bierność, służalczość, dziwna apatia i niemoc z jaką bez sprzeciwu wykonuje haniebne polecenia. Muszę przyznać, że to wielki talent autora by stworzyć tak sprzeczną postać. Bez grama fałszu czy przerysowania. Do tego wspaniały styl i język. Sagitas Parulskis potrafi w bardzo oszczędny, stonowany sposób oddać wielkie emocje nie ocierając się ani o kicz ani o melodramatyzm, co w tym przypadku nie byłoby takie dziwne biorąc pod uwagę tematykę powieści. To pełna niuansów proza, jednocześnie delikatna i mroczna, chwilami uwodzi czytelnika by następnie go zgorszyć lub zszokować. To chyba pierwsza powieść z wydawnictwa Czarne jaką przeczytałem. Dotąd czytałem jedynie non-fiction z ich stajni. Jeśli więc beletrystyka Czarnego jest równie ciekawa jak „Ciemność i partnerzy” to chętnie sięgnę po inne tytuły.
Queequeg - awatar Queequeg
ocenił na 7 2 lata temu
Gorzki świat Josef Škvorecký
Gorzki świat
Josef Škvorecký
17/130/2026 To jest zbiór opowiadań nostalgicznych, smutnych, a czasem zabawnych. Ale tylko czasem. Pierwsza grupa utworów, "Siedmioramienny świecznik", to opowiadania o znajomych Żydach, którzy nie przeżyli wojny. Prawie wszyscy. Napisane są według podobnego schematu, to znaczy najpierw jest o ich życiu i relacjach z narratorem, a potem o tym, z którego obozu nie wrócili. Potem "Pieśni zapomnianych lat": opowieści z czasów, jak hartowała się stal, można by rzec. Czyli jak to pozbywano się niepożądanego elementu społecznego. Tutaj z kolei duża część opowiadań zaczyna się od stwierdzenia, że kogoś zamknęli. A trzeci zestaw, "Eine kleine Jazzmusik" (dla mnie najmniej interesujący) to opowieści o młodości narratora, tonącej w muzyce jazzowej i bluesowej. Muzyce ludowej czarnych obywateli Ameryki, chciałam powiedzieć. Bo jazz i blues się władzy nie podobał. Za to ludowa muzyka uciśnionych - jak najbardziej. Piszę "narratora", ale bardzo być może, że te opowiadania są inspirowane wydarzeniami z życia autora. Na przykład jeden z narratorów urodził się w tym samym roku, co autor. Część opowiadań dzieje się w Pradze (niedawno tam byłam, więc wszystkie wzmianki lokalizacyjne porównywałam z mapą), część w miejscowości K., nad rzeczką Ledhuje. Myślałam, że może to miasteczko to Kolin albo Kladno, ale obejrzałam rzeczkę na mapie i nic na K nad nią nie znalazłam. Jedna uwaga do redakcji: nie było po polsku żadnego "strzelca na Flaku". Flak to skrót od "Flugabwehrkanonen" czyli działek przeciwlotniczych. Jeśli ktoś z Was oglądał stare odcinki "Telefonu 110" i zerknął do życiorysu jednego z głównych aktorów, Juergena Frohriepa, to dowiedział się, że w wieku lat 16-17 był on na froncie pomocnikiem strzelającego z takiego działka. Bo pod koniec wojny Niemcy wysyłali nastolatków na front do pomocy... I co to są "diagonalne oczy"? Za to wyrażenie "gargantuiczne głodówki" skradło me serce! Ciekawa jestem, jakie pograniczne autor na myśli za każdym razem, jak używał tego słowa w znaczeniu końca świata, wygwizdowa i za...pia. Dowolne? Czy może na wschodzie z ZSRR? A może na północy z Polską? Bo chyba nie chodzi o granicę z Bawarią? Za to udało mi się zlokalizować Dom Towarowy Biały Łabędź (znam tę nazwę ze starego czechosłowackiego serialu, a działa on do dziś). "Też mi tłumaczył, że Żydzi mają tylko Stary Testament, ja zaś w jego obecności byłem nagle przepełniony pobożnością, więc mu odpowiadałem, że my, katolicy, mamy jeszcze Nowy Testament. Pan nauczyciel przytakiwał, że o tym wie, ale oni nie uznają Jezusa za Odkupiciela, na to ja, że my uznajemy, i panowała miedzy nami piękna harmonia, a ja się cieszyłem, że na świecie jest tyle rzeczy ciekawych i różnorodnych."
AgaGaga - awatar AgaGaga
oceniła na 8 1 miesiąc temu
Quichotte Salman Rushdie
Quichotte
Salman Rushdie
„W świecie, który oszalał, tylko człowiek uznany za szaleńca może dostrzec prawdę ukrytą pod grubą warstwą medialnego szumu i politycznej iluzji”. Salman Rushdie w swojej powieści Quichotte podejmuje brawurowy dialog z fundamentem nowożytnej literatury – arcydziełem Miguela de Cervantesa. Nawiązania do przygód „Rycerza Smętnego Oblicza” nie są tu jedynie ozdobnikiem, lecz szkieletem, na którym autor rozpina bezlitosną satyrę na współczesną Amerykę. Podobnie jak Don Kichot oszalał od czytania romansów rycerskich, tak bohater Rushdiego, podstarzały akwizytor farmaceutyczny Ismail Smile, traci kontakt z rzeczywistością pod wpływem nadmiernej konsumpcji telewizyjnej papki. Jego „Dulcyneą” staje się gwiazda talk-show, a misją – zdobycie jej serca w kraju, który sam przypomina senną marę. Moja ocena to mocne 8/10: to literacki rollercoaster, który zachwyca intelektualną głębią, choć wymaga od czytelnika pełnego skupienia. Konstrukcja powieści to popis postmodernistycznej wirtuozerii. Rushdie stosuje technikę szkatułkową: historię Ismaila pisze Sam DuChamp, autor drugorzędnych dreszczowców, który sam zmaga się z własnymi demonami i trudną relacją z synem. Granice między fikcją a rzeczywistością zacierają się tu na każdym kroku. Rushdie z właściwym sobie rozmachem łączy realizm magiczny z brutalną diagnozą społeczną. Quichotte przemierza Stany Zjednoczone w towarzystwie wyimaginowanego syna, Sancho, stając się świadkiem rasizmu, kryzysu opioidowego i upadku prawdy w dobie „alternatywnych faktów”. Autor z chirurgiczną precyzją punktuje absurdy epoki Trumpa, pokazując świat, w którym celebryci stają się bogami, a technologia zamiast łączyć, pogłębia naszą izolację. Język Rushdiego jest gęsty, nasycony popkulturowymi odniesieniami i erudycyjnymi żartami. To proza, która tętni życiem, mieni się tysiącem barw i nie pozwala na obojętność. Przede wszystkim doceniam odwagę w dekonstrukcji mitu amerykańskiego snu i za genialne uwspółcześnienie motywu błędnego rycerza. Rushdie udowadnia, że klasyka wciąż potrafi boleśnie trafnie opisywać nasze „tu i teraz”. Do pełnej dziesiątki zabrakło mi jednak nieco większej dyscypliny narracyjnej. Momentami nadmiar wątków pobocznych i dygresji sprawia, że główna oś opowieści staje się zbyt rozmyta, co może prowadzić do czytelniczego znużenia w środkowej części książki. Nie zmienia to jednak faktu, że mamy do czynienia z dziełem wybitnym. Quichotte to literacka uczta, która drażni, bawi i przeraża jednocześnie. To opowieść o miłości w czasach upadku wartości i o tym, że czasem jedynym sposobem na zachowanie godności jest ucieczka w szaleństwo. Salman Rushdie po raz kolejny pokazał, że jest mistrzem wielkiej formy, potrafiącym przekuć chaos współczesności w uporządkowaną, choć szaloną wizję artystyczną. Jeśli szukacie książki, która rzuci Wam wyzwanie i zmusi do przewartościowania spojrzenia na media, to ten rydwan wyobraźni jest właśnie dla Was.
Muminka - awatar Muminka
oceniła na 8 13 dni temu
Znikanie Izabela Morska
Znikanie
Izabela Morska
„System medyczny, który właśnie nas przetwarza, jest jak ten w Auschwitz”. Nie ma w tym osądzie umieszczonym w prologu tej pełnej boleści, cierpienia, pokory, a momentami wściekłości, opowieści o chorobie pełnej pasji aktywistki, nadinterpretacji. To szokująca rzeczywistość i twarde fakty z własnego chorowania. Wiem, bo miałam nieprzyjemność wpaść do polskiego systemu opieki medycznej tak, jak autorka. Opozycjonistkę wspierającą prawa mniejszości wciągnęła w ten bezlitosny i brutalny mechanizm borelioza. Jednak zanim ujawniła swojego przeciwnika w walce o zdrowie, opisała drogę diagnostyki ustalającej przyczynę problemów zdrowotnych niczym thriller medyczny. Pozostawionej samej sobie, bo „system nie jest od tego, by myśleć, współczuć i planować”. Opisując doskonalenie technik przetrwania, trenowanie skutecznych dyskusji, kruszenia barier, torowania ścieżek alternatywnych czy zdobywania niezbędnych finansów, tak naprawdę pokazywała samotność pacjenta w prowadzeniu choroby. „To pacjent musi pytać, prosić, domagać się, robić badania i szukać odpowiedzi”. To pacjent musi sam sobie być okrętem, sterem i żeglarzem, bo w systemie nikt „nie bierze odpowiedzialności za całość leczenia, nikt nie jest przewodnikiem pacjenta po systemie”. Inaczej się zniknie. Walka o zdiagnozowanie boreliozy to również metafora naszej współczesnej rzeczywistości. Autorka w opisy zmagań wplatała mocne, kontrowersyjne skojarzenia filozoficzne, religijne, literackie, psychologiczne, historyczne, sięgając również do wydarzeń politycznych. To właśnie te ostatnie zmotywowały ją do wypisania z siebie swoich bardzo emocjonalnych przemyśleń, uważając, „że świat zaczyna cierpieć na globalny syndrom choroby z Lyme, a politycy traktują swoich wyborców jak armie bakterii. Czynią to, odwołując się do ich najniższych instynktów, rozbudzając w nich podejrzliwość i odwetowość, zachęcając, by pielęgnowali w sobie te cechy, których ludzie w czasie pokoju zwykli się wstydzić”. Nie jest pierwszą, która zauważyła wzrost agresywności polityków. Zagadnienie ewolucji żądzy polityków od pieniędzy do władzy ujął w przesłaniu swojej powieści „Sukcesja” Piotr Gajdziński. Ta metaforyczna opowieść to niezgoda autorki na współczesnego człowieka, który znika. Człowieka biernego, którego tolerancja to przyzwolenie na zaszczucie drugiego, bo nie kopnął i nie rzucił kamieniem. Autorka punktuje odwrócenie i przeinaczenie definicji pojęć wartości. Zauważa, że to od nomenklatury wypaczającej dotychczasowe pojmowanie świata i człowieka zaczyna się destrukcja społeczeństwa przez chorobę. To jej pierwsze objawy. Jej patchworkowy obraz złożony z wątków autobiografii, śledztwa medycznego, raportu interwencyjnego oraz traktatu filozoficznego, diagnozuje jednoznacznie stan choroby współczesnego świata. Chorujemy jako społeczeństwo. I znikniemy, jeśli nie zadbamy sami o siebie i nie podejmiemy o siebie walki, bo zawsze od siebie zaczyna się zmieniać świat. naostrzuksiazki.pl
Maria Akida - awatar Maria Akida
oceniła na 8 8 miesięcy temu
Stramer Mikołaj Łoziński
Stramer
Mikołaj Łoziński
Nigdy wcześniej nie rozumiałem nienawiści. Nie mam namyśli jakiejś konkretnej nienawiści ani kontekstu historycznego, etnicznego, religijnego czy też narodowego. Nie rozumiałem. jak można nienawidzić drugiego człowieka. Nie mam też na myśli kwestii czy to moralne by nienawidzić. Nie kwestionowałem tego czy dany konkretny ktoś kogoś nienawidzi, i czy ma do tego prawo, bo tego nie rozumiałem. Rozumiałem że czyjaś sytuacja życiowa może być zła, że może być zła głównie z powodu jakiejś konkretnej osoby. Rozumiałem rozgoryczenie i rozczarowanie, zawód i zdegustowanie, złość i frustracje. Rozumiałem nienawidzić jakichś sytuacji, w tym swojej; nienawidzić jakichś cech ludzkich, zarówno w abstrakcji jak i konkretnych cech konkretnych ludzi; nienawidzić jakichś bądź czyichś zachowań. Rozumiałem nienawidzić musu kontaktu z danym człowiekiem. Ale nie rozumiałem nienawidzić konkretnego człowieka. Nienawidzić jakiegoś człowieka to nie jedyne czego nie rozumiałem, i jako człowiek mało rozumiejący nie wiedziałem, jak można być tak pewnym, tak przekonanym, tak dobrze poinformowanym by pozwolić sobie, zarówno podświadomie jak i też świadomie, by kogoś nienawidzieć. Kogoś kto ma całe życie, o którym zapewne nic nie wiem. Kogoś kto ma całą głowę myśli i idei o których nic nie wiem. Po prostu kogoś. Po przeczytaniu Stramera dalej nie wiem, ale rozumiem. Poczułem tą nienawiść, nie do kogoś na szczęście, a do bohatera powieści, ale poczułem. To uczucie nieprzyjemne, frustrujące, napędzające same siebie spiralą, powodujące odruchowe skrzywienie twarzy, paraliżujące proces myśliwy, dławiące inne emocje. Kiedy nie rozumiałem, zastanawiałem się tak konkretnie, w którym momencie jakiegoś przykładowego dnia jakiś konkretny ktoś kogoś nienawidzi. Nie mogłem pojąć kiedy ma na to czas. Odpowiedzią jest w każdym momencie odrobinę, a w szczególnych chwilach niewyobrażalnie zaciekle. To nie na nienawiść nie ma czasu, to na co innego nie ma czasu, bo dogmatycznie JEST czas na nienawiść. Zawsze. Nienawiść ma pierwszeństwo. Ufam, że każdy widzi w moich słowach mój głęboki niepokój z nienawiścią związany, że czuje tragizm człowieka nienawidzącego, że boi się nienawidzić. Ufam, że nikt nie chce nienawidzić, jeszcze bardziej niż być nienawidzonym. Szczęśliwie, wbrew wszystkim paragrafom powyżej, dla mnie książka ma wymiar pozytywny. Wszystko dla tego, że już Nathaniela Stramera nie nienawidzę. Nie wiem czy uczucie które przychodzi po nienawiści, to które czuję obecnie ma jakąś konkretną nazwę. Nie ma goryczy przyznania się do błędu. Nie ma uniesienia związanego z wybaczeniem. Nie ma ekscytacji związanej z zaprzyjaźnieniem się. Jest spokój. Książka dała mi nie tylko spokój, ale i nadzieję. Ufam, że tak jak ja przestałem nienawidzić Stramera, tak Ci którzy nienawidzą ludzi, też kiedyś przestaną. Jednocześnie nie wiem czy da się zapomnieć jak prawdziwie złym uczuciem jest nienawiść, i czy jej wspomnienie, nie tylko intelektualne ale nawet bardziej emocjonalne, zostanie ze mną na zawsze.
Mikołaj - awatar Mikołaj
ocenił na 9 4 miesiące temu
Rozwód w Budzie Sándor Márai
Rozwód w Budzie
Sándor Márai
To bardzo smutna książka. W posłowiu tłumaczka daje nam kontekst historyczny, literacki powieści, sytuujący ją także w twórczości autora. Ja jednak czytałam ją, jako opowieść o ludziach zawiedzionych, żyjących niby w swoim świecie, a jednak nie na swoim miejscu. Autor tym razem zabrał się za opis mieszczaństwa, konkretnie węgierskiego, konkretnie w latach 30. ub.w. Bohaterów jest dwóch. W dorosłe życie wyszli z jednej szkoły i nawet z jednej ławki. Pierwszy, sędzia od trzeciego czy czwartego pokolenia, wszedł gładko w koleiny wyżłobione przez przodków. One mu ustawiają nie tylko karierę, ale i tryb życia, dobór towarzystwa, mieszkania i jego wystroju. Co mu trochę pomaga, bo jest nieśmiały, niepewny siebie. I wcale nie jestem pewna, ze cokolwiek to zmieni. Drugi, lekarz w pierwszym pokoleniu, pochodzący z najniższych nizin społecznych znalazł się w lepszym świecie wskutek własnej pracy, a także ożenku. Wszystkiego dopiero próbuje, ale idzie mu dobrze, dzięki miłości wygładzającej wszelkie nierówności. Obaj są przeraźliwie samotni. Powodem są emocje. U jednego brak (a może to opancerzenie środowiskowe), u drugiego skierowane tylko w jedną stronę. Jak zwykle u tego autora są rozważania egzystencjalne, dzielenie włosa już nie na czworo, ale na ...dużo więcej. Bohaterowie są bowiem ogromnie wrażliwi na nastroje, na klimat wokół nich i nie znają słowa spontaniczność. Analizują każe spotkanie, słowo, spojrzenie. Sędzia mimo to nie jest zdolny do wykonania ruchu, jaki mu podświadomość sugeruje. Zaś lekarz zupełnie nie radzi sobie w nowej sytuacji, jaka go dopada. Zresztą mężczyzn w podobnej do jego sytuacji jest tu dwóch. I każdy reaguje tak samo. Jest bezradny. To także książka o sile kobiet. One – w tym przypadku obie żony bohaterów oraz żona innej postaci - są motorem wydarzeń. Potrafią o siebie zadbać, dają rodzinom poczucie bezpieczeństwa. O panach nie można tego powiedzieć. Czyta się dobrze, a liczne niespodzianki dla czytelnika mamy do ostatniej strony.
Mavia2033 - awatar Mavia2033
ocenił na 6 1 miesiąc temu
Fizyka smutku Georgi Gospodinow
Fizyka smutku
Georgi Gospodinow
Przez pierwsze pół książki moja ocena zamykała się w słowie "dziwna". Styl pisania pełen strzępków wspomnień, porównań. Końcowe 100 stron, bardzo osobiste, poruszyło i mnie. Łączy mnie z autorem ta melancholia, smutek, poszukiwanie szczęścia. Miałam etap w swoim życiu, gdy jak autor, smutne i przykre wspomnienia brały górę nad tymi dobrymi. Wiem, że były momenty szczęścia, tak zwane "strzępki" jak pisał autor, tylko myślę, że za mało się je pielęgnowało, wspominało by zostały na dłużej. Autor wspomina swoje dzieciństwo, które odcisnęło na nim swoje piętno. Wspomina o ludziach, którzy zatrzymali się na etapie dzieciństwa. Tu się różnię od autora, bo ja wolę obecne czasy tu i teraz, nie przeszkadza mi upływ czasu i starzenie się. Wolę być dorosła i mieć więcej możliwości i wpływu na własne życie, mieć mądrość zdobywaną przez doświadczenia życiowe. Może i jak autor wiele rzeczy dookoła określiłabym jako marność, nie wiele daje trwałe szczęście, zagubiłam też umiejętność zabawy, a moja inność nie sprzyja nawiązywaniu znajomości. Myślę, że miłość i wdzięczność koją ten smutek. Największą tragedią człowieka uważam niezdolność do miłości. Książka ma głębię, mimo, że nie należy do literatury, przez którą się płynie. Doceniam jej osobisty charakter i przekaz. Gdzieś tam po części znalazłam swoje odczucia. Warto znać.
Ewa - awatar Ewa
oceniła na 9 3 dni temu
Dom kłamczuchów. Opowiadania wybrane Dezső Kosztolányi
Dom kłamczuchów. Opowiadania wybrane
Dezső Kosztolányi
Dom kłamczuchów Dezso Kosztolanyi To było tak, że jeden ktoś polecił pewną książkę, a drugi ktoś zaczął zachwalać jej autora i inną jego powieść. Oczy mi zablyszczały i rzuciłam się w wir poszukiwań obu uznając skadinąd słusznie, że rzecz jest warta zachodu. Żeby nie robić reklamy napiszę tylko, że śledztwo z poszukiwaniem przeprowadziłam na stronie e- biblioteki, bo odwykłam od papieru, a i lenistwo okazuje się z wiekiem coraz silniejsze na tle innych innych wad. No i znalazłam, ale tylko jedną z polecanych i teraz, po lekturze muszę to napisać: Dziękuję!! Żeby ująć sprawę po swojemu czyli inaczej, napiszę w ten sposób. Wyobraźcie się elegancki kredens. Na wygiętych nóżkach, połyskujący lakierem, z kunsztownymi rzeźbieniami, bogaty w intarsje, inkrustacje. Małe cudeńko, do którego podchodzi się nieśmiale, żeby broń Boże nie uszkodzić, nie zepsuć, nie zniszczyć. Można i chce się w niego wpatrywać i wgapiać, bo choć to mebel, to wyjątkowy i niepowtarzalny. Żaden z niego ikeowski regał, żadna masówka, co zeszła z taśmy. Mnóstwo teraz tych kiepskich ..mebli, czyli powtarzalnych w treści książek, które zapiszą się w pamięci na czas do zamknięciami okładki. Ten moj wyobrażony kredens ma mnóstwo szuflad, szufladek i szufladeczek, a każda przyozdobiona piękna rączką, zmyślnym uchwytem. Aż korci, żeby do każdej szuflady zajrzeć, zagrzebać siew jej wnętrzu, zanurzyć w niej rękę, wskoczyć do środka I chwilę pobawić się w chowanego. Chodzi tylko o to, by mieć czas, gdy nikt nie będzie przeszkadzać, wołać, przypominać o czymś mało istotnym, bo chce się czytać i nie przerywać. Wskakuje się fo pierwszej szufladki, rozgości, zje tę duchową strawę, a potem chwila zadumy- rodzaj deseru i hops do innej skrytki! Tam czeka znowu pochłonięcie albo wchłanianie jak wody w suchą gabkę, jak w wysuszoną upalem ziemię. I znowu refleksja, zastanowienie się i tak po wielokroć, bo szuflad jest tyle, że można skakać wiele razy i nic nie stoi na przeszkodzie, by powtórzyć przygodę i wrócić do tej samej opowieści. Zaręczam, że powroty nie będą nudne, bo to niemożliwe. W szufladach są pudełeczka, pudełka, błyskotki, a każdego chce się dotknąć, pooglądać i potrzymać w ręku. Są tam też małe i duże lusterka, by się poprzeglądać, bo zawartość każdej szufladki to my i coś o nas. Myślę sobie, że autor musiał lubić patrzeć, słuchać i obserwować, by potem przetworzyć w kolejnym etapie tego procesu i ubrać w zdania. Tak mogło być, bo powstały małe skarby, mini klejnoty i wcale nie przesadzam i nie wpadam nadmierny zachwyt. Celowo nie piszę o treści, bo to opowiadania. Są obserwacją, refleksją i wnioskiem z podsumowaniem. Jest o człowieku i tym, jaki jest albo jaki się zdaje być. Bo może być dobry i zły, z zaletami i z mnóstwem przywar. Jeśli ktoś czepliwy zarzuci mi reklamę staroci, co pogryziona jest przez korniki, nadgryziona zębem czasu, nieprzystająca do naszych czasów, to od razu napiszę, że to błędne myślenie. Zmienia się pokój, jego wystrój, ale lokator czyli człowiek jest nadal ten sam. Taka jest ta książka, ta moja uhm..komoda pełna szuflad i skarbów.
xymenka - awatar xymenka
oceniła na 10 7 miesięcy temu
Berdo Anna Cieślar
Berdo
Anna Cieślar
O tajemnicach lasu. Tytułowy Berdo żyje w Bieszczadach i jest kłusownikiem specjalizującym się w polowaniach na wilki oraz ojcem wrażliwego, kilkuletniego chłopca, który nie potrafi się pogodzić z profesją ojca. Zacznijmy może od tego, co mi się nie podobało. Przełom w książce następuje mniej więcej w połowie. Wówczas cała fabuła robi wielkiego fikołka i w tym momencie wszystkie podejmowane wcześniej wątki są ostatecznie porzucane bez żadnej konkluzji, nawet jeśli przedtem wydawały się całkiem ważne. Część postaci jest traktowana jak narzędzia - mają konkretną rolę do odegrania i znikają, gdy przestają być już potrzebne. Cała książka to trochę festiwal absurdalnych przezwisk, a na szczególne wyróżnienie zasługuje człowiek o pseudonimie... Milionen Jahren. Ciężko mi sobie wyobrazić zbitek słów, który wypadałby mniej wiarygodnie jako ksywa, brzmi zupełnie jakby wymyślał to scenarzysta serialu "07 zgłoś się". Książka to w dużej mierze opowieść drogi. Ojciec z synem wędrują po Bieszczadach, po raz pierwszy od dawna (a być może po raz pierwszy w ogóle) mają szansę spędzić ze sobą tyle czasu i jest to dla nich okazja, aby znaleźć jakąś nić porozumienia i nawiązać ze sobą więź. Muszę przyznać, że opisy tej wędrówki były bardzo sugestywne i dla mnie są jedną z najmocniejszych stron książki. Również Berdo wypada bardzo ciekawie jako postać. To bohater bardzo skryty i w dużej mierze tajemniczy (i szczerze mówiąc, nie obraziłabym się, gdyby odkryto trochę więcej kart z jego przeszłości). Jest to też człowiek, który robi mnóstwo jednoznacznie złych rzeczy i podejmuje masę błędnych decyzji, ale jednocześnie nie pełni tutaj roli czarnego charakteru i mimo wszystko chce mu się kibicować. Jest to całkiem niezła, choć nie pozbawiona pewnych wad książka, aczkolwiek raczej nie polecałabym jej osobom szczególnie wrażliwym na krzywdę zwierząt.
niedź - awatar niedź
ocenił na 7 8 miesięcy temu

Cytaty z książki Śmierć Jezusa

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Śmierć Jezusa