rozwińzwiń

W poszukiwaniu granic Ameryki. Wyprawa Lewisa i Clarka

Okładka książki W poszukiwaniu granic Ameryki. Wyprawa Lewisa i Clarka autorstwa Stephen E. Ambrose
Okładka książki W poszukiwaniu granic Ameryki. Wyprawa Lewisa i Clarka autorstwa Stephen E. Ambrose
Stephen E. Ambrose Wydawnictwo: Wydawnictwo Poznańskie literatura podróżnicza
720 str. 12 godz. 0 min.
Kategoria:
literatura podróżnicza
Format:
papier
Tytuł oryginału:
Lewis & Clark: Voyage of Discovery
Data wydania:
2019-10-16
Data 1. wyd. pol.:
2019-10-16
Liczba stron:
720
Czas czytania
12 godz. 0 min.
Język:
polski
ISBN:
9788366431164
Tłumacz:
Jan Szkudliński
Wyprawa, która zmieniła losy kontynentu i rozpaliła wyobraźnię Amerykanów!

Meriwether Lewis i William Clark na polecenie prezydenta Thomasa Jeffersona wyruszyli w pierwszą amerykańską ekspedycję ku zachodnim granicom kontynentu. Z początku galerą po Missisipi i Missouri, później kanoe, pieszo i konno, cierpiąc głód i wszelkie możliwe niedogodności, zdołali dotrzeć do wybrzeży Pacyfiku i następnie, nie tracąc nikogo z towarzyszy, wrócić bezpiecznie.

Na swojej drodze odkryli nie tylko nowe, żyzne ziemie, ale i nawiązali przyjazne kontakty z zamieszkującymi je plemionami indiańskimi. Niestety, ta początkowa życzliwość nie przełożyła się na dalsze porozumienie między kolonistami a rdzennymi mieszkańcami…
Ich niezwykła wyprawa była wielkim sukcesem i uzmysłowiła Amerykanom ogromny potencjał, jaki tkwił w ziemiach leżących na zachód od dawnych Trzynastu Kolonii.

Stephen Ambrose, autor bestsellerowej „Kompanii braci”, znakomity pisarz i historyk, tym razem zabiera nas w drogę razem z wielkimi odkrywcami amerykańskiego Zachodu i pozwala odkryć kulisy jednej z największych ekspansji terytorialnych w historii XIX wieku!
Średnia ocen
7,2 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup W poszukiwaniu granic Ameryki. Wyprawa Lewisa i Clarka w ulubionej księgarniiPorównywarka z najlepszymi ofertami księgarń W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

W poszukiwaniu granic Ameryki. Wyprawa Lewisa i Clarka



2276 2275

Oceny książki W poszukiwaniu granic Ameryki. Wyprawa Lewisa i Clarka

Średnia ocen
7,2 / 10
170 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce W poszukiwaniu granic Ameryki. Wyprawa Lewisa i Clarka

avatar
3
3

Na półkach:

To grube, opasłe tomisko czyta się jednym tchem. Nie skupia się na bohaterach w trójgraniastych kapeluszach ani mapach rysowanych przy świecy. To jest książka o ludziach, którzy weszli w środek kontynentu, nie mając pojęcia, czy da się z niego wrócić.

Lewis i Clark nie ruszyli w zwykłą podróż. Oni ruszyli w nieznane, które nie miało interesu w tym, żeby ktokolwiek je mapował. Rzeki płynęły nie tam, gdzie powinny. Góry rosły szybciej niż ambicje. Kompas bywał sugestią, a nie prawem.

„W poszukiwaniu granic Ameryki” czyta się jak raport z długiego oblężenia, gdzie przeciwnikiem jest przestrzeń, pogoda i własne złudzenia.
To jest książka o ludziach, którzy myśleli, że przejdą kontynent jak szeroką ulicę, a trafili na dziki, obojętny świat, który nie znał słowa „misja”.

Każda strona pachnie mokrą skórą, prochem i gnijącym zapasem.

Autor nie robi z ekspedycji pomnika.
Nie ma tu patriotycznych fanfar ani triumfalnych flag na szczytach. Jest za to mozolne przesuwanie granicy o kilka mil dziennie — często wbrew rozsądkowi.

Najciekawsze w tej książce nie są mapy.
Są momenty, kiedy wyprawa prawie się rozpada: choroby, głód, napięcia między ludźmi i świadomość, że droga powrotna wcale nie jest bliżej niż ta do przodu.

Indianie nie są tu tłem. Są żywym testem cywilizacji, która dopiero nadciąga. Spotkania bywają pomocne, nieufne, czasem lodowate — jakby obie strony przeczuwały, że to spotkanie będzie miało konsekwencje dłuższe niż sama wyprawa.

Styl książki jest surowy, rzeczowy, ale właśnie przez to uderza. Im mniej emocji na papierze, tym więcej ich w głowie czytelnika. To narracja ludzi, którzy nie mieli czasu na metafory — bo musieli przeżyć kolejny dzień.

„W poszukiwaniu granic Ameryki” to książka o narodzinach mitu, cenie map, o tym, że imperia zaczynają się od zmęczonych ludzi brodzących w rzece po pas.

To lektura dla tych, którzy wiedzą, że historia nie pachnie chwałą, tylko potem i strachem.

To grube, opasłe tomisko czyta się jednym tchem. Nie skupia się na bohaterach w trójgraniastych kapeluszach ani mapach rysowanych przy świecy. To jest książka o ludziach, którzy weszli w środek kontynentu, nie mając pojęcia, czy da się z niego wrócić.

Lewis i Clark nie ruszyli w zwykłą podróż. Oni ruszyli w nieznane, które nie miało interesu w tym, żeby ktokolwiek je...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
2276
2276

Na półkach:

Czyta się jak książkę przygodową. Pomyśleć, że na początku XIX wieku Amerykanie dopiero odkrywali swój kontynent. Chociaż zdążyli już uniezależnić się od Wielkiej Brytanii, nie wiedzieli jak rozwinie się ich historia i jakie obejmie terytorium. Zachodniej części kontynentu jeszcze nie znali. Książka opisuje, jak zaczęło się to zmieniać. Ciekawie napisana, wciągająca, autora nie muszę przedstawiać. Polecam.

Czyta się jak książkę przygodową. Pomyśleć, że na początku XIX wieku Amerykanie dopiero odkrywali swój kontynent. Chociaż zdążyli już uniezależnić się od Wielkiej Brytanii, nie wiedzieli jak rozwinie się ich historia i jakie obejmie terytorium. Zachodniej części kontynentu jeszcze nie znali. Książka opisuje, jak zaczęło się to zmieniać. Ciekawie napisana, wciągająca, autora...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
28
25

Na półkach:

Świetna! Pozycją obowiązkowa dla miłośników amerykańskiej historii. Naszpikowana datami, nazwiskami, nazwami, a także opisami miejsc, roślin i zwierząt. Początkowo trochę nużąca, ale warto przemęczyć się do momentu aż prawdziwa wyprawa się zacznie. Od tego momentu już „niesie”. Jedyne rozczarowanie, to skrócony opis drogi powrotnej. Może wynika to z braków w dziennikach, a może z objętości pozycji. Nie wiem, ale to mnie trochę ukuło.

Osobiście sięgnąłem po tę pozycję z kilku powodów. Po pierwsze interesował mnie cel wyprawy i sposób jej prowadzenia. O ile cel był raczej jasny od samego początku, o tyle zarządzanie wyprawą przez dwóch równorzędnych dowódców było i jest czymś… wyjątkowym. Zwłaszcza biorąc pod uwagę naszą historię, gdzie często nie potrafimy się dogadać w elementarnych kwestiach, a w latach wyprawy nie było nas nawet na mapie świata.

Drugim powodem była chęć poznania historii pierwszych kontaktów z Indianami. Bardzo ciekawy jest fragment w którym wyjaśniona została hierarchia plemienna, której Amerykanie nie rozumieli i przez co nieświadomie prowokowali niesnaski. Napiszę w tym miejscu jeszcze tylko tyle, że z hollywoodzkich westernów się tego nie dowiecie.

Po trzecie chciałem dowiedzieć się, co kierowało ludźmi w tamtych czasach poza koniecznością zaspokojenia podstawowych potrzeb. Jak układały się relacje pośród członków wyprawy, jak podchodzili do swoich obowiązków, jak do przewin itd.

Po czwarte chciałem utwierdzić się w przekonaniu, że Jefferson był jednym z tych polityków, którzy wyprzedzali swoją epokę. Czy mi się to udało? Zdecydowanie tak.

Na koniec uwaga dla zastanawiających się. To jest książka, która powstała na podstawie dzienników Lewsia i Clarka. Słowo klucz – dziennik. Nie oczekujcie porywającej i zapierającej dech w piersiach powieści przygodowej choć sama wyprawa zapewne właśnie taka była.

Świetna! Pozycją obowiązkowa dla miłośników amerykańskiej historii. Naszpikowana datami, nazwiskami, nazwami, a także opisami miejsc, roślin i zwierząt. Początkowo trochę nużąca, ale warto przemęczyć się do momentu aż prawdziwa wyprawa się zacznie. Od tego momentu już „niesie”. Jedyne rozczarowanie, to skrócony opis drogi powrotnej. Może wynika to z braków w dziennikach, a...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

865 użytkowników ma tytuł W poszukiwaniu granic Ameryki. Wyprawa Lewisa i Clarka na półkach głównych
  • 661
  • 188
  • 16
124 użytkowników ma tytuł W poszukiwaniu granic Ameryki. Wyprawa Lewisa i Clarka na półkach dodatkowych
  • 67
  • 21
  • 9
  • 8
  • 7
  • 7
  • 5

Tagi i tematy do książki W poszukiwaniu granic Ameryki. Wyprawa Lewisa i Clarka

Inne książki autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Ziemia dyktatorów. O ludziach, którzy ukradli Afrykę Paul Kenyon
Ziemia dyktatorów. O ludziach, którzy ukradli Afrykę
Paul Kenyon
Rewelacyjnie napisana, choć niesłychanie przykra i smutna historia kilku krajów Afryki (Kongo, Zimbabwe, Nigeria, Libia, Wybrzeże Kości Słoniowej, Gwinea Równikowa),a właściwie ludzi nimi rządzących. Historia o tym, jak po zachłyśnięciu się wolnością w latach 60-tych (lub później jak w Rodezji-Zimbabwe) i po względnym sukcesie gospodarczym (WKŚ było w pewnym momencie 15 krajem na świecie pod względem bogactwa),większość krajów afrykańskich pogrążyła się w kryzysie, wywołanym w większości przez dyktatorskie zapędy rządzących (Mugabe, Mobutu, Kadafi, Houphuet-Boigny, Mbasogo),ich manię wielkości (wielkie pałace, kościoły, przesadzone inwestycje,),wszechobecną korupcję, plemienny partykularyzm i nieumiejętność poradzenia sobie z rozwojem i zmianami na świecie. Historia o tym, jak bogactwa naturalne doprowadziły do ekstremalnej biedy całych społeczeństw (poza większą lub mniejszą garstką notabli żerujących na władzy),wreszcie historia o tym, jak mocarstwa zachodnie najpierw wydrenowały znaczną część bogactw naturalnych i ludnościowych Afryki, a następnie porzuciły Afrykę z dnia na dzień (choć trzeba przyznać, że bardzo duża w tym zasługa samych Afrykanów, którzy po odzyskaniu niepodległości nie chcieli się "zniżać" do współpracy z Europejczykami (wyjątkiem WKŚ, co przyniosło przez kilkanaście lat spektakularne sukcesy)),a co więcej następnie wspierały większość dyktatorów, wybierając tzw. mniejsze zło (lepszy "nasz" dyktator, niż współpracujący z ZSRR. Strasznie smutno się to czyta widząc, że naprawdę historia wielu krajów mogła potoczyć się zupełnie inaczej, gdyby trafili się mądrzejsi rządzący. No ale widać każdy kraj musi przejść przez całe cykle rządzenia od dyktatur i niewolniczego traktowania poddanych, przez monarchie (lub rządy w stylu monarchii) aż do sensownej demokracji, co w Afryce pewnie jeszcze trochę potrwa. Sama książka napisana bardzo przystępnym językiem, bez wielu dat i nazwisk (choć notatek zrobiłem sobie kilkadziesiąt stron) i czyta się ją jak najlepszy kryminał (bo i wiele historii jest czysto kryminalnych). Naprawdę warto. A jeszcze bardziej w połączeniu z Historią Współczesnej Afryki Martina Mereditha, w której wiele historii z tej książki jest rozbudowanych lub opisanych z innego punktu widzenia.
LwiaNerka - awatar LwiaNerka
oceniła na92 lata temu
Księżycowy pył. W poszukiwaniu ludzi, którzy spadli na ziemię Andrew Smith
Księżycowy pył. W poszukiwaniu ludzi, którzy spadli na ziemię
Andrew Smith
Fascynująca, choć momentami nierówna wyprawa śladami dwunastu ludzi, którzy mieli przywilej stąpania po powierzchni Srebrnego Globu. Autor, brytyjski dziennikarz, wyrusza w podróż po Stanach Zjednoczonych, by odnaleźć żyjących astronautów misji Apollo i zapytać ich o jedno: jak to jest wrócić do normalnego życia po tym, jak dotknęło się innej planety? Siłą tej książki nie jest techniczna strona lotów kosmicznych, lecz ich wymiar psychologiczny i socjologiczny. Smith genialnie wyłapuje kontrast między monumentalnością osiągnięć programu NASA a prozą życia emerytowanych zdobywców kosmosu. Spotykamy ludzi, którzy zostali malarzami, kaznodziejami, biznesmenami, a nawet takimi, którzy po powrocie zmagali się z głęboką depresją. Autor analizuje, jak niemożliwe do opisania doświadczenie wyjścia poza ziemską atmosferę zmieniło ich postrzeganie Boga, polityki i drugiego człowieka. Nostalgia za przyszłością Smith pisze z perspektywy pokolenia, które dorastało w cieniu lądowania na Księżycu i wierzyło, że w roku 2000 będziemy latać na wakacje na Marsa. W książce pobrzmiewa silna nuta melancholii za czasami, gdy ludzkość patrzyła w górę z optymizmem. To nie tylko biografia astronautów, ale też biografia pewnej ery, która skończyła się wraz z ostatnim krokiem Gene’a Cernana na powierzchni Księżyca. Smith pisze stylem bardzo osobistym, niemal pamiętnikarskim. I tu pojawia się powód, dla którego ocena to 6/10. Autor zbyt często zbacza w stronę dygresji o własnym życiu, dzieciństwie i przemyśleniach, które nie zawsze wnoszą coś wartościowego do tematu głównego. Książka jest przez to nieco przegadana i momentami traci tempo. Czytelnik nastawiony na konkretną historię eksploracji może poczuć się znużony opisami podróży wynajętymi samochodami czy detalami z życia prywatnego autora. Podsumowanie: 6/10 „Księżycowy pył” to pozycja wartościowa, bo pokazuje ludzką twarz technologii. Przypomina, że za wielkimi sukcesami stoją krusi ludzie, którzy po powrocie na Ziemię musieli na nowo nauczyć się żyć w grawitacji codzienności. Mimo pewnych dłużyzn i nadmiernego skupienia autora na sobie, jest to lektura obowiązkowa dla tych, których fascynuje nie tyle to, jak polecieliśmy na Księżyc, ale co z nami zrobił ten wielki skok dla ludzkości. To smutna, ale piękna opowieść o tym, że najtrudniejszą misją wcale nie był lot w kosmos, lecz powrót do domu.
Muminka - awatar Muminka
oceniła na622 dni temu
Serce wszystkiego, co istnieje. Nieznana historia Czerwonej Chmury, wodza Siuksów Tom Clavin
Serce wszystkiego, co istnieje. Nieznana historia Czerwonej Chmury, wodza Siuksów
Tom Clavin Bob Drury
„Czerwona Chmura prawdopodobnie nigdy nie był w stanie zrozumieć o co tym białym chodziło: nie rozumiał ich motywów, chciwości, nienasyconych pragnień. Gdyby umiał czytać, może uzyskałby jakąś odpowiedź, ale nie jest powiedziane, że by go przekonała.” Zachwycający reportaż i jego tytuł „Serce wszystkiego co istnieje” odnosi się do pasma górskiego na pograniczu stanów Dakota Południowa i Wyoming w USA, zwanego po angielsku Black Hills, po polsku Góry Czarne, a przez Indian północnoamerykańskich przez wieki uważanego za święte Paha Sapa. Na okładce widnieje postać nieprzypadkowego, dumnego wodza plemienia Oglalów z ludu Lakota należącego do Siuksów – Czerwonej Chmury. Ta historia jest o nim i o jego niestrudzonej próbie, walce, aby zrozumieć, przejrzeć, pokonać, a później aby żyć obok białego człowieka w rezerwacie Pine Ridge. Życie Czerwonej Chmury rozpoczęło się w 1822 roku i trwało 88 lat. Przez ten czas m.in. przeminęła tzw. Mała Epoka Lodowcowa związana z ociepleniem i osuszaniem się klimatu na Wielkich Równinach, wyginęły – zgładzone przez ludzi - ostatnie bizony, wybudowano wielką trasę kolejową Union Pacific, a Indianie zostali zmuszeni do zamieszkania w rezerwatach. Książka traktuje o tych wszystkich wydarzeniach, a także o ważnych potyczkach o panowanie nad regionem Gór Czarnych. Jak zauważają autorzy, starcia z Indianami, biali przybysze ze wschodu zwykli nazywać bitwami lub masakrami, w zależności od tego czy były dla nich zwycięskie czy przegrane. Amerykańscy przywódcy walk na Wielkich Równinach przez dekady kreowali i narzucali opinii publicznej swój obraz tamtych wydarzeń. Wodzowie rdzennych ludów nie mieli na to szansy chociażby z tego względu, że byli niepiśmienni. Ze stron reportażu wyłania się nadzwyczajne źródło wiedzy o życiu i obyczajach Indian, jak się okazuje pod koniec, w dużym stopniu pochodzące z bezpośredniego przekazu słownego wodza Czerwonej Chmury.
bookovsky2020 - awatar bookovsky2020
ocenił na88 miesięcy temu
Czarnobyl. Historia nuklearnej katastrofy Serhii Plokhy
Czarnobyl. Historia nuklearnej katastrofy
Serhii Plokhy
Dzieło Serhiija Plokhy'ego to nie tylko kronika wybuchu w elektrowni, lecz przede wszystkim wnikliwa wiwisekcja systemu radzieckiego, osadzona w samym sercu jego strukturalnej niewydolności... Ten ceniony historyk z Harvardu przekonująco dowodzi, że awaria nie była nieszczęśliwym zbiegiem okoliczności, lecz naturalną konsekwencją funkcjonowania państwa opartego na kłamstwie. W świecie opisanym przez autora, partyjna ideologia i chęć zachowania pozorów systematycznie wygrywały z faktami oraz elementarnym bezpieczeństwem. Narracja swobodnie przeskakuje między kuluarami Kremla, klaustrofobiczną sterownią reaktora a morderczym wysiłkiem ratowników. Dzięki dotarciu do odtajnionych archiwów KGB, autor bezlitośnie rozprawia się z narosłymi mitami, wykazując, że władze posiadały wiedzę o krytycznych wadach konstrukcyjnych reaktora RBMK na lata przed tragedią. Bardzo mocno wybrzmiewa tu wątek ukraiński – skażenie ziemi i całkowite załamanie zaufania do Moskwy stały się paliwem dla ruchów niepodległościowych, które ostatecznie rozbiły ZSRR od środka. Popularne produkcje, m.in serial HBO przyzwyczaiły widzów do pewnej wizji tych wydarzeń, jednak omawiana lektura oferuje znacznie głębsze, pozbawione scenariuszowych uproszczeń spojrzenie. Rzetelna praca naukowa, napisana z energią godną najlepszych thrillerów politycznych, pozostaje kluczowym punktem odniesienia dla każdego, kto chce zrozumieć, jak systemowa tajemnica i pogarda dla prawdy doprowadziły do technologicznego końca świata...
Joanie - awatar Joanie
ocenił na81 miesiąc temu
M. Syn stulecia Antonio Scurati
M. Syn stulecia
Antonio Scurati
M. Syn stulecia to książka znakomita, imponująca rozmachem i przejmująco aktualna. Dawno już żadna pozycja z półki "literatura faktu" nie dała mi tyle do myślenia. Nie jest to jednak klasyczna biografia Mussoliniego. To literacki fresk obejmujący kilka kluczowych lat z życia twórcy faszyzmu: od końca I wojny światowej, przez brutalną drogę do władzy, aż po wstrząsające zabójstwo Giacomo Matteottiego, ostatniego opozycjonisty, który z ław włoskiego parlamentarnych opanowanych przez faszystów nie bał się wykrzyczeć słów protestu przeciwko dyktatorowi. Scurati nie tworzy pomnika czy oskarżycielskiego pamfletu. Przedstawiając opisy spotkań, wieców, wydarzeń rekonstruuje mechanizmy rodzącego się totalitaryzmu. Pokazuje, jak chaos powojennej rzeczywistości, lęk włoskiego społeczeństwa i polityczna krótkowzroczność otworzyły drogę człowiekowi, który początkowo wydawał się jedynie radykalnym publicystą. Gdyby nie słabość króla, oportunizm i podziały wśród elit, hasła Mussoliniego mogłyby pozostać jedynie marginalnym krzykiem. To właśnie pokazując bierność „elity władzy” okazały się współodpowiedzialne za nadciągającą katastrofę. Konstrukcja książki jest oparta na scenach spotkań, wieców, narad, przeplatanych autentycznymi cytatami bohaterów i fragmentami ówczesnej prasy. To wszystko nadaje książce niesłychaną dynamikę. Czytelnik ma wrażenie uczestniczenia w wydarzeniach, obserwuje je na miejscu, historia niemal dzieje się na naszych oczach. Choć pierwsza część (ponad 700 stron) momentami może wydać się wymagająca, druga połowa uderza z pełną siłą. Opis narastającej przemocy i bezkarności prowadzącej do morderstwa Matteottiego jest wstrząsający i na wskroś pouczający. Najbardziej przerażające jest jednak to, jak trafnie książka obnaża mechanizm manipulacji: jak łatwo porwać masy wielkimi hasłami, jak sprawnie przejąć instytucje państwa i jak szybko zdławić opór w imię „odnowy narodu”. W jednym z momentów Mussolini przyznaje, że faszyzm to „idea bez idei”. Mówi o tym, że to krytyka elit bez realnego programu. To zdanie brzmi niepokojąco współcześnie. To lektura obowiązkowa dla tych, którzy bezrefleksyjnie ulegają radykalnym hasłom, ale również dla tych, którzy wierzą, że skrajność można oswoić, że wystarczy ją wysłuchać i włączyć do demokratycznej debaty. Historia pokazuje, jak złudne bywa to przekonanie. Z drugiej strony ciekawe, jak ta historia potoczyłaby się, gdyby w tamtych czasach istniał internet i media społecznościowe. Obawiam się, że tylko przyczyniłby się one do jeszcze większej popularności dyktatora, który i tak po przejęciu władzy jednym pociągnięciem elektronicznego pióra wprowadziłby ich cenzurę. Czytając Syna stulecia, trudno nie dostrzec analogii do niektórych dzisiejszych narracji politycznych. Jak blisko im do tamtych mrocznych czasów. Zdecydowanie zbyt blisko.
Paweł Pełka - awatar Paweł Pełka
oceniła na92 miesiące temu
Jedwabne szlaki. Nowa historia świata Peter Frankopan
Jedwabne szlaki. Nowa historia świata
Peter Frankopan
Dwa lata po opublikowaniu w Polsce Jedwabnych szlaków Petera Frankopana (które mam zamiar sprezentować mężowi na Gwiazdkę),na rynku pojawia się przepięknie wydana wersja tej książki dla młodego czytelnika, wzbogacona ilustracje Neila Packera. Absolutnie świetna książka dla dwóch grup odbiorców. Została stworzona z myślą o (mniej lub bardziej) zainteresowanym historią nastolatku (10-15 lat),ale sprawdziła się też w moim przypadku, całkowicie mnie angażując i zmuszając do myślenia. Czyli spodoba się osobie, dla której historia (obok licealnej fizyki) jest jedną ze szkolnych traum. Edukacja przyzwyczaiła nas do patrzenia na historię z polskocentrycznej perspektywy. Jest to podstawowe założenie - najwięcej uczeń powinien dowiedzieć się o swoim kraju, a o innych tylko tyle, żeby mieć świadomość wydarzeń poza granicami państwa. Peter Frankopan, Brytyjczyk, skreśla w swojej książce edukacyjny nacjonalizm i proponuje coś, czego brakowało mi przez kilkanaście lat edukacji - obraz historii ekonomicznej, a nie politycznej. I czyni to w sposób oszałamiający. Żaden kraj nie funkcjonuje w oderwaniu od innych, żadna gospodarka nie działa w odosobnieniu, a każdy postęp, odkrycie, wyprawa, miały swoje gospodarcze uzasadnienie. Dlaczego podpisanie Deklaracji Niepodległości USA wpłynęło na zintensyfikowanie kolonialnego ucisku w Indiach? Dlaczego Iran zmienił swoją nazwę i to właśnie na taką? A wreszcie - jak towary oferowane przez niektóre państwa wpłynęły na los historii i układ sił na świecie? Odpowiedzi na te pytania są pozornie oczywiste, ale nigdy nie wskazane wprost w toku edukacji (a jeśli tak, to zazdroszczę historyków w szkole). Frankopan proponuje błyskawiczny skrót historii, w którym koncentruje się na szlakach handlowych, najbardziej pożądanych towarach, ich znaczeniu społecznym i ekonomicznym. Czyja gospodarka odczuła negatywnie pojawienie się na europejskich rynkach jedwabiu, kiedy powstał prototyp kontroli granicznej, w czym Chińczycy wyprzedzali Europejczyków - to wciąż nieliczne pytania, na które odpowiada ta książka. Książka, która może okazać się szczególnie ważnym punktem zwrotnym w myśleniu zwłaszcza młodego człowieka, funkcjonującego w europocentrycznej rzeczywistości. Europa nie jest i nigdy nie była centrum świata. Ten środek ciężkości od zawsze był przesunięty w stronę Bliskiego Wschodu, gdzie krzyżowały się szlaki handlowe. I to one, tzw. jedwabne szlaki, stanowią centrum cywilizacji. Od ich drożności, bezpieczeństwa, opłat celnych, sposobów transportu uzależniony był przez wieki rozwój idei. Książka absolutnie warta polecenia.
Magda_ między_książkami - awatar Magda_ między_książkami
ocenił na85 lat temu
Wrzask rebeliantów. Historia geniusza wojny secesyjnej S. C. Gwynne
Wrzask rebeliantów. Historia geniusza wojny secesyjnej
S. C. Gwynne
Wrzask rebeliantów to całkiem udana pozycja na styku biografii i historii powszechnej. Teoretycznie przedmiotem zainteresowania autora jest Thomas "Stonewall" Jackson, jednak w praktyce jest to także specyficzna, szczątkowa quasibiografia szeregu generałów wojny secesyjnej - zarówno konfederackich, jak i federalnych - z niesławnym McClellanem na czele, przez Pope'a, Longsteeta, Banksa i szereg innych, a na Robercie Lee kończąc. We Wrzasku rebeliantów mgła wojny rozwiewa się przed czytelnikiem wszędzie tam, gdzie pojawia się Jackson, zawiera zaś w nieprzenikniony całun tam, gdzie "Stonewalla" nie ma, oferując mnóstwo wiedzy i ciekawe interpretacje wydarzeń ograniczonych jednak czasoprzestrzennie do "okolic" generała Jacksona. Rzecz jest napisana sprawnie, a przy tym całkiem nieźle na poziomie literackim. Dobrze się to czyta, momentami wręcz jak powieść sensacyjną. Biografie rządzą się nieco innymi prawami niż klasyczne monografie, więc jest to rzecz wybaczalna, a nawet mile widziana. Pewnym problemem jest to, że Gwynn do postaci Jacksona podszedł ciut zbyt czołobitnie. "Stonewall" przedstawiony na kartach tej książki nie jest do końca spójny ze "Stonewallem" w jakiego wierzy autor. Jackson bywał szalenie niekonsekwentny - potrafił naciągać otrzymane rozkazy, czy wręcz posuwać się do niesubordynacji, jeśli mu to pasowało, tylko po to by w innych sytuacjach trzymać się litery poleceń ściśle i bez zastrzeżeń, nawet jeśli nie miało to sensu (a mogłoby pomóc innemu generałowi lub nawet wygrać bitwę). Autor wszystko to opisuje uczciwie, jednak koniec końców zamiata pod dywan. Zawsze ma jakieś usprawiedliwienie dla swojego bohatera, zwykle kierujące ostrze winy i odpowiedzialności ku innym. Trudno też nie zauważyć jak duża część triumfów Jacksona była w rzeczy samej dyskusyjna o tyle, że albo były odniesione ogromnym kosztem, albo nie przyniosły wymiernego sukcesu. I to sprowadza się do kwestii tego co mi brakuje: twardej, inteligentnej analizy. Na ile błędy Jacksona wynikały z czynników obiektywnych (faktem jest, że wszyscy generałowie uczyli się wtedy wojny na nowo, skoro był to konflikt toczony według zupełnie innych standardów niż dotychczasowe),a na ile z tego, że jednak nie był geniuszem? Nie chcę kwestionować legendy wielkiego generała, jednak sądzę, że praca naukowa mu poświęcona powinna podejść do sprawy bez różowych okularów, a nawet wręcz kwestionować i kontestować. Oczywiście powyższe to uwaga, na którą należy spojrzeć z pewnej perspektywy. Wojna Secesyjna to w ogóle bardzo szczególny konflikt i aby realnie ocenić jakość jakiegokolwiek generała należałoby najpierw dojść do porozumienia co było ważniejsze: wygrywanie bitew (lub, częściej, ich nieprzegrywanie) czy raczej oszczędzanie zasobów ludzkich (zwłaszcza z perspektywy Konfederacji). Jackson krwawił swoimi armiami i przy ponad dwukrotnej przewadze przeciwnika ponosił zwykle straty niewiele mniejsze od niego, co w ogólnym rozrachunku czyni jego zwycięstwa - dość dosłownie - pyrrusowymi ("Jeszcze jedno takie zwycięstwo i jesteśmy zgubieni"). Last but not least - mapki - dość słabe. Pojedyncze szkice taktyczne poświęcone np. bitwie pod Antientam nie są w stanie nawet w przybliżeniu ukazać złożonych działań prowadzonych podczas tej bitwy. Koniec końców, to tylko drobiazgi, które nie pomniejszają wartości dzieła. Subiektywna czołobitność autora wobec Jacksona też jest do wybaczenia, zwłaszcza że Gwynn choć stara się manipulować wnioskami, to nie manipuluje faktami: te podaje dość klarownie i uczciwie. Chciałbym też przy tej okazji podkreślić, że ogrom informacji dostarczonych przez autora jest naprawdę unikalnych. Reasumując: Wrzask rebeliantów nie jest ani klasyczną monografią, ani biografią, raczej interesującą hybrydą biograficzno-monograficzną poświęconą zarówno Wojnie Secesyjnej jako takiej, jak i Thomasowi "Stonewall" Jacksonowi i, gratisowo, szeregowi innych generałów. Dzieło napisane jest językiem literackim, więc czyta się je dobrze i przyjemnie. Nie jest to pozycja bezwzględnie wybitna, ale zasługuje na uwagę, a jej zalety przewyższają wady. Do kultowego dzieła McPhersona tej pozycji brakuje dość dużo, jednak nie sądzę by Gwynn w ogóle próbował nawiązać starcie z Battle Cry of Freedom. Dobrze znalazł się w wybranym przez siebie temacie i zaprezentował go wystarczająco wyczerpująco i ciekawie. Ocena ciut na wyrost, ale uznałem, że 7 byłoby jednak niezasłużoną karą.
failsafedb - awatar failsafedb
ocenił na82 miesiące temu
Gareth Jones. Człowiek, który wiedział za dużo Mirosław Wlekły
Gareth Jones. Człowiek, który wiedział za dużo
Mirosław Wlekły
Książka "Gareth Jones. Człowiek, który wiedział za dużo" ma charakter reportażu biograficznego. Przybliża czytelnikowi postać młodego walijskiego dziennikarza, będącego, przez kilka lat, zaufanym sekretarzem znanego brytyjskiego liberała i opiniotwórczego polityka Lloyda George'a. Gareth Jones to jednoznacznie pozytywny bohater, ale jego charakter jest złożony. Był człowiekiem dobrze wykształconym, obdarzonym wyjatkowo przenikliwym zmysłem politycznym i wyróżniającym się bezkompromisowym dążeniem do ukazywania prawdy, a jednocześnie osobą naiwną w ocenie intencji bliźnich. Wszystkie te cechy sprawiły, że życie Walijczyka trwało bardzo krótko i zakończyło się tragicznie. Gareth Jones znał rosyjski, niemiecki, francuski, był bardzo dobrze zorientowanym i docenianym, młodym dziennikarzem, który rozumiał współczesność i świetnie rozszyfrowywał polityczne mechanizmy. W propagandowej grze Hitlera i Stalina z Zachodem widział niepokojące rysy, coś, czego inni nie dostrzegali bądź dostrzegali, ale z rozmysłem to ignorowali. Jones nie uznawał dziennikarstwa, które rezygnuje z rzetelności i traktuje fakty w sposób dość swobodny, raczej starając się odpowiedzieć na określone zamówienie polityczne bądź ideowe. Uważał, że podstawowym obowiązkiem dziennikarza jest dogłębne poznanie faktów i ujawnianie prawdy. W tamtych burzliwych czasach okazało się to jednak bardzo trudne – nikt nie chciał słuchać prawdy o tym, co na własne oczy zobaczył Walijczyk na terroryzowanej przez bolszewików ukraińskiej prowincji w 1933 r. Wykorzystując oficjalną zgodę Rosjan na odwiedzenie fabryki traktorów, młodzieniec nielegalnie opuścił pociąg, którym podróżował i pieszo przemierzył kilka ukraińskich wsi, w których szerzyła się śmierć na skutek niewyobrażalnej klęski głodu sztucznie wywołanej przez bolszewików na rozkaz Stalina. Ta podróż oczywiście nie mogła zostać niezauważona przez Rosjan. Młody dziennikarz otrzymał ostatecznie eskortę mundurowego i trafił na czarną listę NKWD. Gdyby Gareth Jones nie był postrzegany przez Rosjan jako zaufany współpracownik Lloyda George'a, z tej podróży zapewne nigdy by nie wrócił. Ale chociaż wrócił cały i zdrowy w zachodnim świecie uznano, że złamał niepisane zasady dyplomacji i naraził na szwank wiarygodność prominentnych polityków (m.in. Lloyda George'a),którym zależało na utrzymaniu dobrych relacji z ZSRR. Po opublikowaniu pierwszych artykułów o Hołodomorze młody Walijczyk był publicznie ignorowany, ośmieszany, deprecjonowany i szantażowany, a decyzja o publikacji kolejnych artykułów o tym, co zobaczył podczas Wielkiego Głodu, została odrzucona przez cały brytyjski establishment. Życie Garetha Jonesa miało tragiczny finał. Pomimo tego, że ostatni akt tej tragedii nie rozegrał się na terytorium ZSRR, istnieją poszlaki, wskazujące na to, że zamieszane było w nią NKWD. Wtedy jednak zachodni świat nie znał prawdziwego oblicza tych służb i także wcale nie zmartwił się śmiercią niesfornego dziennikarza. Książka zawiera dużo dobrze udokumentowanych informacji historycznych na temat wydarzeń politycznych mających miejsce w Europie i na świecie w latach 1930 - 1935. Autor zachował idealny balans pomiędzy prezentacją biografii swojego bohatera a ukazywaniem faktów historycznych. Nie zapomniał także o ukazaniu wątku polskiego, trudnych relacji polsko - niemieckich, polsko - rosyjskich, nieprzyjaznego stosunku brytyjskich polityków do Piłsudskiego po 1926 r. oraz nieskrywanej na Zachodzie niechęci do rządów sanacyjnych w II Rzeczpospolitej. Interesujące są również wątki związane z żyjącymi wówczas znanymi pisarzami takimi jak George Orwell i Bernard Shaw. Reportaż został oparty na publikacjach historycznych, dokumentach archiwalnych oraz na materiale reporterskim zgromadzonym przez samego autora. Mirosław Wlekły postanowił bowiem przemierzyć trasę, którą przez ukraińskie wsie w okresie Wielkiego Głodu wędrował Gareth Jones. Reporter przejrzał tamtejsze archiwa i rozmawiał z miejscowymi. Czas tej podróży nie sprzyjał jednak zbieraniu danych, bowiem na Ukrainie w 2018 r. nie było spokojnie. W książce mocno zaakcentowany został fakt, że w wyniku celowej zmowy nikt na Zachodzie nie uwierzył Jonesowi, pamięć o nim została wymazana z historii na wiele lat, także w rodzinnym mieście. Jedynym miejscem na świecie, gdzie przetrwała była Ukraina. Publikacja bez znieczulenia ukazuje, że zamykanie ust dziennikarzom, korupcja w mediach, tchórzostwo przywódców politycznych, obojętność społeczeństw i zbiorowe przymykanie oczu na zuchwałe poczynania dyktatorów wcześniej czy później doprowadzają do historycznych katastrof. W czasach, gdy żył tytułowy bohater następstwem takiej zbiorowej ignorancji było umocnienie się dwóch zbrodniczych totalitaryzmów, Hołodomor, Wielkie Czystki i zbrodnie stalinowskie, powstanie gułagów, wybuch II wojny światowej, funkcjonowanie obozów zagłady oraz Holokaust. Książka posiada wykaz bibliograficzny, indeks nazwisk oraz kalendarium życia głównego bohatera. Czyta się ją bardzo dobrze i zdecydowanie warto po nią sięgnąć. Interesującym uzupełnieniem treści są archiwalne ilustracje. Również wersję audio słucha się doskonale dzięki świetnej interpretacji Pana Grzesława Krzyżanowskiego. Polecam lekturę tej publikacji. 🔰"Irlandzki pisarz George Bernard Shaw, piewca Lenina i Hitlera. Pierwszy jest wg. niego "naprawdę interesującym mężem stanu" a drugi "bardzo niezwykłym i zdolnym człowiekiem". Shaw zachwala też reformy Stalina." David Lloyd George 🔰"zaczyna zachwalać Stalina: -(...) to prawdziwy mężczyzna. Chylę czoło przed Stalinem i Mussolinim." 🇵🇱 "Gareth Jones w liście do rodziców z 5.08.1930 wspomina plany wybudowania w Polsce najlepszego lotniska na świece, które pomieściłby 40 samolotów wojskowych. Musi mieć na myśli Warszawskie Okęcie, które w założeniu miało być wyłącznie lotniskiem wojskowym. Dodaje: " wszędzie są tu żołnierze, a jednocześnie Polska jest beznadziejnie biedna". ☃️ Wyzwanie czytelnicze na styczeń 2026r. Przeczytam książkę z imieniem w tytule. (6)
Iwona ISD - awatar Iwona ISD
ocenił na102 miesiące temu
Najlepsi. Kowboje, którzy polecieli w kosmos Tom Wolfe
Najlepsi. Kowboje, którzy polecieli w kosmos
Tom Wolfe
Reportaż o kowbojach, którzy polecieli w kosmos, to historia w której człowiekowi nie wystarczyła ziemia i woda. To opowieść o ludziach, którzy chcieli wzbić się w przestworza, być pierwszymi ludźmi, którzy dotrą poza granicę możliwości i ją przesuną - tym samym torując drogę dla przyszłych powietrznych wędrowców. Książka skupia się na pierwszym amerykańskim programie kosmicznym Mercury, której celem było umieszczenie człowieka na orbicie okołoziemskiej i sprowadzenie go bez szwanku z powrotem na Ziemię. Zanim jednak dochodzi do samych misji poznajemy ludzi, którzy mają w nich uczestniczyć. Poznajemy też ich rodziny, codzienność, emocje towarzyszące im podczas kolejnych zmagań, gorycz porażki i błędy, które niektórych kosztowały życie. 🌍 Nie można zarzucić książce, że jest nudna. Choć momentami się dłuży i wydawałoby się, że niektóre fragmenty można byłoby pominąć, nie wytracając jednocześnie przyjemności z historii. 🌍 Styl pisania autora bardziej przypomina prelekcje na które ktoś się załapał i postanowił spisać wszystko, co usłyszał. Nie ma tutaj suchego języka faktów, a pełną emocji przygodę. ☁ Przez tak emocjonalny język, trudno dopatrzeć się tutaj literatury faktu/reportażu. Czy można powiedzieć, że autor delikatnie odleciał? ☁ Brak jakiejkolwiek bibliografii utrudnia spojrzenie na tytuł jako coś rzetelnego. Najlepiej by było, gdyby potraktować całość jak temat, którym Tom Wolfe jest na tyle zainteresowany, że potrafił z uzyskanych informacji i wtrąceń emocjonalnych, stworzyć zgrabną powieść. Nasi kowboje ukazani są jak ludzie z krwi i kości, którym nie brak ambicji do tego aby sięgać po to, co na pierwszy rzut oka wydaje się nieosiągalne. Z drugiej strony pojawiają się obawy rodziny i strachem przed nieznanym, co jest zdecydowanie bliższe czytelnikowi. Jest to też niecodzienna lekcja w czasach, gdzie świat wstawał z kolan po drugiej wojnie światowej. Z jednej strony zupełnie nowa rzeczywistość, z drugiej Zimna Wojna, które cechowały się przede wszystkim wyścigiem zbrojeń, ale również o palmę pierwszeństwa w dominacji eksplorowania kosmosu. Mimo początkowych obaw, tytuł okazał się wciągający. Natomiast momentami materiał mógłby zostać ucięty dla dobra czytelników, którzy bawiliby się równie dobrze (a nawet lepiej!) gdyby podarowano sobie przynajmniej pięćdziesiąt niewiele wnoszących stron.
Klaudia - awatar Klaudia
oceniła na62 miesiące temu
Pionierzy. Ludzie, którzy zbudowali Amerykę David McCullough
Pionierzy. Ludzie, którzy zbudowali Amerykę
David McCullough
(2019) [The Pioneers: The Heroic Story of the Settlers Who Brought the American Ideal West] Opowieść o początkach osadnictwa w „kraju Ohio” – części Terytorium Północno-Zachodniego, uzyskanego przez Stany Zjednoczone po wojnie o niepodległość*. Historię zasiedlenia przyszłego stanu poznajemy poprzez losy wielu bohaterów różnych talentów, zasłużonych dla lokalnej społeczności. Centrum opowieści stanowi miasto Marietta, założone w widłach Ohio i Muskingum – najstarsze na terenie stanu, stanowiące przyczółek dla dalszej kolonizacji, której pionierski okres przypadał na końcówkę XVIII wieku i początek XIX. McCullough (1933-2022) oparł się na kolekcji pamiętników, dzienników i listów, oraz szeregu innych dokumentów przechowywanych w bibliotece Marietta College**. Tytułowi pionierzy to pastor Manasseh Cutler, który odwiedził Ohio tylko raz, ale był jednym z głównych inicjatorów kolonizacji; generał Rufus Putnam, który poprowadził pierwszą grupę osadników, założył Mariettę i pozostał lokalnym liderem; syn Cutlera – Ephraim, farmer, sędzia i popularny polityk; Samuel Hildreth – lekarz i historyk-amator opisujący losy pionierów, a ponadto botanik i kolekcjoner; oraz szereg innych postaci, nazwisk które zapisały się w historii USA, postaci barwnych, niesławnych i nieco zapomnianych: wojskowych, budowniczych, szkutników – ludzi pracy. „[…] ukończyli swe dzieło, każdy na swój sposób, bez względu na przeciwności losu, z jakimi przyszło im się zmierzyć, a sił dodawało im poczucie najwyższego, szlachetnego celu. Osiągnęli to, co zamierzali, nie ze względu na pieniądze, majątek czy sławę, lecz by podnieść jakość życia i zwiększyć stojące przed ludźmi możliwości – aby jak najpowszechniej krzewić amerykańskie ideały” (str. 320)***. __________________________ * W 1783, w wyniku postanowień traktatu paryskiego, młode Stany Zjednoczone rozszerzają swe terytorium o ziemie między Appalachami a rzeką Missisipi, tj. wschodnią część dzisiejszego Midwestu – region East North Central, w którego skład wchodzą stany Ohio, Illinois, Indiana, Michigan i Wisconsin. (Ohio Country: https://en.wikipedia.org/wiki/Ohio_Country; Northwest Territory [Old Northwest, Territory Northwest of the River Ohio]: https://en.wikipedia.org/wiki/Northwest_Territory; Midwest: https://en.wikipedia.org/wiki/Midwestern_United_States). ** „Drawn in great part from a rare and all-but-unknown collection of diaries and letters by the key figures, The Pioneers is a uniquely American story of people whose ambition and courage led them to remarkable accomplishments” – opis wydawcy (https://library.marietta.edu/exhibit/book). *** „Szczególnie ekscytująca była dla mnie świadomość, że oto mam okazję opisać galerię prawdziwych osób o ogromnych zasługach historycznych, które większości Amerykanów były kompletnie nieznane – ożywić je, umieścić w centrum uwagi i opowiedzieć ich wyjątkową, a w moim odczuciu także bardzo ważną historię” (str. 321). • Początkowo, tekst przytłacza nadmiarem informacji w przeładowanych zdaniach, ale szybko zyskuje właściwe proporcje, a jego lektura stopniowo uzmysławia, co faktycznie rozpoczęło amerykańskie parcie na Zachód, poprzedzając pierwszą imperialną wojnę USA – w wyniku której Stany uzyskały ogromne tereny w sąsiedztwie niedawno zakupionej Luizjany: Górną Kalifornię i Nowy Meksyk – wydarzenia ciekawie opisane w książce Krew i burza. Historia z Dzikiego Zachodu Hamptona Sides’a (2006)*. Uczyniło to młody kraj światowym hegemonem, rozciągającym się między dwoma oceanami na przestrzeni przeszło 4000 kilometrów. Tłumaczenie (2020) Mariusza Gądka czyta się sprawnie i z dużą przyjemnością, ale wprowadza do tekstu kilka nieścisłości – przekładających się na treści niezgodne z intencją autora; powiela też pomyłki samego historyka, które umknęły pierwotnej redakcji: to w zasadzie same błędy konstrukcyjne, kiedy McCullough zapomina, że o czymś już wspominał, i podaje daną informację jako coś nowego lub uzupełnienie. W roku premiery autor miał 86 lat. Mimo podeszłego wieku, który niczego nie ułatwiał, przeanalizował ogromną ilość materiału źródłowego, spędzając wiele godzin na wizytach w terenie aby osobiście odwiedzić historyczne miejsca i zabytkowe budynki. Zapał i podejście starego McCullough’a, są bliskie tym jakie wykazywali główni bohaterowie jego książki – pełni pasji i zaangażowania – niezależnie od wieku, a drobne mankamenty nie przyćmiewają przyjemności z lektury (7/10). __________________________ * Podróż długa i dziwna Tony’ego Horwitza, wydana pierwotnie w 2008, opowiada o początkach kolonizacji Ameryki Północnej: od wikingów, przez hiszpańskich konkwistadorów i francuskich podróżników, po pierwszych białych osadników z Albionu. Jeśli natomiast interesuje nas to, co zastali pierwsi koloniści, i co stało się z 60 milionami rdzennych Amerykanów, warto zajrzeć do 1491. Ameryka przed Kolumbem Charlesa C. Manna z 2005. • UWAGI (wyd. 2020, tłum. Mariusz Gądek): str. 57 – pejrzyste (przejrzyste); str. 57 – McCullough pisze, że w skład grupy wchodzili ponadto (między innymi) mierniczy, ale stronę wcześniej pisze o mierniczym nazwiskiem Sproat, i opis jego osoby ciągnie się jeszcze na str. 57 („mierniczy” powinien być skasowany z tej wyliczanki); str. 86 i dalej – Indianin Cornplanter, tym razem imię zostało w wersji angielskiej, zapisano je łącznie – to nazwisko po białym ojcu?; str. 96 – „brzask słońca” (albo brzask, albo wschód słońca…); str. 107 – o tym, że w listopadzie wybuchła epidemia odry wspomniano już na str. 103 (nieintencjonalna powtórka); str. 118 – poniżej i powyżej rzeki, czy w górze i w dole rzeki? + skąd wiadomo jak zachowała się korpulentna żona jednego z osadników, skoro nie było na miejscu żadnego świadka?, wszyscy zostali zabici, lub byli w innej części osady, informacje o rozcięciu policzka siekierą mógł dostarczyć tylko poszkodowany Indianin lub któryś z jego towarzyszy, ewentualnie osoba która wysłuchała ich opowieści… ale tubylcy umknęli w głąb swojej ziemi – autor powinien wyjaśnić na czym oparł rekonstrukcję masakry; str. 151 – „[…] »Mad Anthony« czyli »Szalony Anthony« – który słynął z […] nieustępliwości i agresywności, choć w żadnym razie nie był szalony” – lepiej byłoby przetłumaczyć przydomek jako „Wściekły”; str. 151 – „znad rzeki Wabash i z Illinois” („z” do skasowania, stan Illionois wówczas nie istniał, rzeka Wabash znajduje się na terenie dzisiejszej Indiany, a Illinois w stanie o tej samej nazwie); str. 170 – „Nie zawsze zachowywał też rozsądek przy wydawaniu pieniędzy […]” - brzmi to jak nowa informacja, jednak stronę (169) wcześniej czytamy o nim i jego małżonce „Nikt nie wydawał lekką ręką tak dużych sum pieniędzy […]”; str. 179 – „Należy dodać, że obchodziła się z pieniędzmi wcale nie lepiej od męża […]” – nie trzeba, McCullough pisze o tym na str. 169 (!); wklejka II, ostatnia karta – „Po prawej znajduje się Ervin Hall […]” (po lewej); str. 194 – „[…] mierzył zaledwie 165 centymetrów […]” i na tej samej stronie „Aaron Burr mierzył zaledwie około 165 centymetrów […]” (najbardziej brawurowy dubel w książce); str. 202 – 76 (‘76); str. 217 – Jarvis Cutler handlował futrami, był milicjantem, tworzył opracowanie geograficzne i „[…] bardzo uważnie badał badał sytuację nad Muskingnum […]” – dalej mamy tytuł dzieła, w tłumaczeniu i po angielsku, co ciągnie się przez trzy linijki – potem po przecinku czytamy „[…] zwłaszcza stoczni kapitana Devola” – z uwagi na wpakowanie tego tytułu, końcówka dość długiego zdania dopiero po przeczytaniu go ponownie pozwala rozwikłać do czego się odnosi; str. 255 – „[…] przepływały rzekę Ohio w jej najszerszych miejscach […]” (czy wiewiórki nie wybierałby miejsc najwęższych?); str. 302 – „nazajutrz” (wł. tej doby, dziś, jest czwarta w nocy); str. 312 – Cios-cios (brzydkie powtórzenie); str. 314 – stan umysłu (jaki?). Polski podtytuł – Ludzie, którzy zbudowali Amerykę – sugeruje, że trzymamy w rękach książkę zasiedlaniu całego kraju, ale drugi człon, tj. Settlers Who Brought the American Ideal West oznacza coś innego – ludzi którzy ukuli amerykański ideał Zachodu, miejsca nieograniczonych możliwości, nowego startu i wielkiej przygody. Opis w polskim wydaniu Wydawnictwa Poznańskiego (2020) jest nieco mylący: do Ohio można było dopłynąć, i to tą drogą, nie wozami, docierała tam większość osadników. Kraj Ohio leżał nad żeglowną rzeką o tej samej nazwie, w bezpośredniej styczności z Pensylwanią i Wirginią – choć korzystano z fur, wozy kojarzą się bardziej z zasiedlaniem Dzikiego Zachodu, terenów na zachód od Missisipi, a to nieco późniejszy okres, i dużo większe terytorium niż to które omawiane jest w książce (de facto: wschodnia część dzisiejszego stanu Ohio, okolice Marietty). Tam, na Wielkich Równinach, karawany wozów pośród prerii – tak jak to przedstawia okładka – były zdecydowanie na miejscu.
Gracjan - awatar Gracjan
ocenił na72 miesiące temu

Cytaty z książki W poszukiwaniu granic Ameryki. Wyprawa Lewisa i Clarka

Więcej

Arikarowie jedynie podziękowali, po czym zawstydzili Lewisa i Clarka uwagą, że „dziwi ich, że ich ojciec chciałby częstować ich płynem, po którym zachowują się jak głupcy".

Arikarowie jedynie podziękowali, po czym zawstydzili Lewisa i Clarka uwagą, że „dziwi ich, że ich ojciec chciałby częstować ich płynem, po k...

Rozwiń
Stephen E. Ambrose W poszukiwaniu granic Ameryki. Wyprawa Lewisa i Clarka Zobacz więcej

Kapitanowie i żołnierze wyglądali bardziej na rozbitków z zatopionego statku niż na okrytych tryumfem członków Korpusu Odkrywców.

Kapitanowie i żołnierze wyglądali bardziej na rozbitków z zatopionego statku niż na okrytych tryumfem członków Korpusu Odkrywców.

Stephen E. Ambrose W poszukiwaniu granic Ameryki. Wyprawa Lewisa i Clarka Zobacz więcej

Najsilniejszą pasją Indian jest chęć zdobywania” — pisał, podkreślając to, tak jakby była to jakaś nowa myśl i dotyczyła wyłącznie Indian, nie zaś wszystkich ludzi.

Najsilniejszą pasją Indian jest chęć zdobywania” — pisał, podkreślając to, tak jakby była to jakaś nowa myśl i dotyczyła wyłącznie Indian, n...

Rozwiń
Stephen E. Ambrose W poszukiwaniu granic Ameryki. Wyprawa Lewisa i Clarka Zobacz więcej
Więcej