Kot pilnujący myszy. Nieznane teksty

Okładka książki Kot pilnujący myszy. Nieznane teksty autora Józef Tischner, 9788324058099
Okładka książki Kot pilnujący myszy. Nieznane teksty
Józef Tischner Wydawnictwo: Znak publicystyka literacka, eseje
320 str. 5 godz. 20 min.
Kategoria:
publicystyka literacka, eseje
Format:
papier
Data wydania:
2019-04-02
Data 1. wyd. pol.:
2019-04-02
Liczba stron:
320
Czas czytania
5 godz. 20 min.
Język:
polski
ISBN:
9788324058099
Średnia ocen

7,5 7,5 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Kot pilnujący myszy. Nieznane teksty w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Kot pilnujący myszy. Nieznane teksty

Średnia ocen
7,5 / 10
23 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Kot pilnujący myszy. Nieznane teksty

avatar
87
85

Na półkach:

Moje pierwsze spotkanie z księdzem profesorem Józefem Tischnerem, nie licząc lektury pojedynczych artykułów w prasie. Książka pełna mądrych spostrzeżeń co do Polski i Polaków, wiele z nich ponadczasowych, mimo że to zbiór artykułów z przełomu lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych zeszłego wieku. Mamy więc komentarze do różnych aspektów transformacji gospodarczej, politycznej i społecznej, ale też do pojedynczych zdarzeń czy zjawisk, jak osoba pułkownika Kuklińskiego, działalności Radia Maryja, postrzegania żołnierzy polskiej armii podziemnej po roku 1945, lustracji i dekomunizacji i wielu innych. Można polemizować ze stanowiskiem księdza profesora, tym bardziej że teksty są siłą rzeczy pokryte patyną czasu (25-30 lat temu). Jedno jest dla tych komentarzy wspólne, a mianowicie wymóg rozmowy z osobą o innych poglądach, innym spojrzeniu, z pełnym szacunkiem dla rozmówcy. Słuchamy i dyskutujemy a nie poniżamy i obrażamy adwersarza. To co przebija i spaja wypowiedzi księdza Tischnera, to wiara katolicka i oddanie Bogu, to jest poza dyskusją, od tego startujemy. W książce jest wiele rozważań natury filozoficznej i teologicznej, czego już nie jestem w stanie skomentować, gdyż po prostu nie mam wystarczającej wiedzy by się odnieść. Na sam koniec cytat: "... w ostatecznym rozrachunku lud jest odpowiedzialny za stan, w jakim się znalazł, za swą biedę, za swą niewolę i za swą głupotę - odpowiedzialność ponosi wyborca. Także parlament jest odbiciem ludu. Jeśli parlament jest brzydki, lud musi pomyśleć, jak zmienić ... siebie." To piękne podsumowanie sytuacji Polski po wyborach z 15.10.2023. Ze swej strony dodam kolokwialnie, widziały gały co brały.
Pozostaje mieć nadzieję w opiekę Matki Bożej, Matki i Królowej Polski od wieków, oraz że Duch Święty oświeci wielu Polaków, zwłaszcza tych okłamanych i oszukanych. To takie pozytywne przesłanie na Nowy 2026 Rok.
Z wyrazami szacunku

Moje pierwsze spotkanie z księdzem profesorem Józefem Tischnerem, nie licząc lektury pojedynczych artykułów w prasie. Książka pełna mądrych spostrzeżeń co do Polski i Polaków, wiele z nich ponadczasowych, mimo że to zbiór artykułów z przełomu lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych zeszłego wieku. Mamy więc komentarze do różnych aspektów transformacji gospodarczej,...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
124
124

Na półkach: ,

Fenomenalne, ponadczasowe felietony na tematy polityczne, społeczne i religijne - niezwykła jest siła argumentów emanująca z tych tekstów, jak również otwartość na dialog i dyskusję. Jak bardzo brakuje mi takiego autorytetu w dzisiejszych czasach... :(

Fenomenalne, ponadczasowe felietony na tematy polityczne, społeczne i religijne - niezwykła jest siła argumentów emanująca z tych tekstów, jak również otwartość na dialog i dyskusję. Jak bardzo brakuje mi takiego autorytetu w dzisiejszych czasach... :(

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
16
5

Na półkach:

Po raz pierwszy sięgnęłam po eseje Tischnera i muszę też przyznać, że długo się sama do tej lektury zbierałam. Po jej zakupie w 2019 roku musiała trochę poleżeć na półce, żebym odwróciła się w jej stronę. I choć rzeczywiście - teksty Tischnera nie są proste, wymagają czasu i skupienia, pełnej koncentracji to zdecydowanie dla mnie okazała się to lektura krzepiąca. Choć zebrane rozważania ks. Tischnera w większości koncentrują się na wydarzeniach lat 80. i 90., kiedy mnie jeszcze na świecie nie było (!) to wciąż są one aktualne. Ks. Tischner wszystko analizuje rozumowo, biorąc każdy argument pod uwagę. Dotyka spraw zarówno przemiany ustrojowej, ówczesnego sporu o Krzyż w Auschwitz a także aborcji. Jak widać temat wraca jak bumerang. Ks. Tischner filozofuje, używa ciekawych metafor, z chęcią odpowiada na zarzuty. Zdecydowanie chcę więcej i z pewnością sięgnę po kolejne jego rozważania.

Po raz pierwszy sięgnęłam po eseje Tischnera i muszę też przyznać, że długo się sama do tej lektury zbierałam. Po jej zakupie w 2019 roku musiała trochę poleżeć na półce, żebym odwróciła się w jej stronę. I choć rzeczywiście - teksty Tischnera nie są proste, wymagają czasu i skupienia, pełnej koncentracji to zdecydowanie dla mnie okazała się to lektura krzepiąca. Choć...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

59 użytkowników ma tytuł Kot pilnujący myszy. Nieznane teksty na półkach głównych
  • 33
  • 26
26 użytkowników ma tytuł Kot pilnujący myszy. Nieznane teksty na półkach dodatkowych
  • 19
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Inne książki autora

Józef Tischner
Józef Tischner
Ksiądz katolicki, filozof, publicysta. "Czasami się śmieję, że najpierw jestem człowiekiem, potem filozofem, potem długo, długo nic, a dopiero potem księdzem" - mawiał o sobie ks. Józef Tischner. Tak naprawdę był ważny dla wielu ludzi w każdym z tych wcieleń: budził zaufanie jako człowiek, inspirował jako filozof, uczył dojrzałej wiary jako kapłan. Był człowiekiem swojego czasu: nie uciekał od aktualnych problemów, ale próbował pomóc rodakom przejść przez kolejne zakręty historii. Zostanie zapamiętany jako nauczyciel wolności, solidarności i nadziei.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Roztrzaskane lustro - Upadek cywilizacji zachodniej Wojciech Roszkowski
Roztrzaskane lustro - Upadek cywilizacji zachodniej
Wojciech Roszkowski
Nazwać tą pracę książką jest niedopatrzeniem, ignorancją lub umyślnym obniżeniem tego, z czym czytelnik może się tu zapoznać, dowiedzieć. Bardzo jest mi trudno określić, sklasyfikować to niewątpliwe dzieło. Ta biografia Europy, tak ją nazwę na swoje potrzeby jest podróżą przez historię kontynentu do współczesności, ale to tylko część dzieła. Autor wstrząsa nami, przywołuje do źródeł człowieczeństwa i pyta co się stało z naszą cywilizacją, jest to niepokój o przyszłość, jest to bezkompromisowe nazwanie zła w sposób wyraźny, bez pudru i jego odsłanianie, nauczenie nas czym jest, bo może już nie wiemy. Roszkowski pokazuje jak następuje drenaż wartości naszej cywilizacji, jak z wartości zmieniają się najpierw w błahostkę, później w niewygodę, a następnie w coś, z czym należy walczyć i wyrugować poza nawias życia, do podziemia, a dla niepoznaki nazwać takie działanie nowoczesnością. Z powyższego mogłoby wynikać, że to jakieś moralizatorstwo, nudny gniot naukowy, a rozmiar kilkuset stron do przeczytania tym bardziej odstraszyć może. Absolutnie nie. Książka jest napisana bardzo lekkim językiem, świetnie się to czyta i trudno przerwać. To bardzo ciekawe dzieło jest interesującym źródłem wiedzy: historycznej (aż do starożytności),społecznej, genezą naszej cywilizacji zachodniej, a także pokazaniem współczesnych problemów Europy, ale bez poprawności i bojaźni. Odwaga autora w tym tekście jest dodatkowym atutem. Wszystkie swoje tezy i przykłady opiera o przypisy, to solidność przekazu i dowodu. Z przedstawianych zjawisk współczesnej polityki, obojętności, oraz naszej uległości, a może wygodzie dla tolerancji zła. Mogłoby się wydawać, że to ponury i pesymistyczny przekaz, jednak na samym końcu autor wyprowadza nas z tego, pokazuje ludzi dla których wartości naszej cywilizacji nie są tylko anachronizmem, powodem do wstydu, lecz drogowskazem dla swego postępowania, nawet gdy pod prąd modom trzeba się ustawić. „Roztrzaskane lustro” długo czekało na półce, na moje zainteresowanie, zbyt długo. To lektura dla wiedzy, przyjemności czytania, dla otwarcia oczy i wstrząśnięcia sumień. To głęboki humanizm, dla każdego z nas. Na pewno się nie znudzicie. Gorąco polecam.
Andrzej Kujawa - awatar Andrzej Kujawa
oceniła na106 miesięcy temu
Wszystkie kroniki wina Marek Bieńczyk
Wszystkie kroniki wina
Marek Bieńczyk
Siedemset stron o winie! Czy musi być tyle? Musi, bo wszak w winie prawda… Postawiona na półce obok Biblii nie jest wcale mniejsza i waży od niej wcale nie mniej (w sensie literackim i kulturowym). Stała na półce (zażądany gwiazdkowy prezent) i czekała. Bałem się jej obfitości, a powinienem był z drżeniem oczekiwać lektury. To takie inne „Lustro świata”, które też czeka, też się go boję i wiem, że też mnie oczaruje, a nie zawiedzie! Erudyta pisze o smaku, ale i nie tylko, bo również o kulturze, świecie, naszym tu i teraz wyfiltrowanym z naszego „kiedyś”. Na każdą myśl znajdzie się cytat ze średniowiecznego mistrza, a na każdy smak – opis ze smakiem niewiele już wspólnego mający. Mistyka codzienności w czystej postaci. Tej książki się nie czyta; ją się smakuje! Ja czytałem wszędzie: miałem ją przy łóżku, w wannie (ciężko, bo kobyłka!),przy myciu zębów i ze słuchawkami na uszach zachwycając się jednocześnie ostatnim wielkim koncertem solo Jarreta; bardzo schizofreniczne uczucie: i chce się smakować po jednym półtorastronicowym eseju – by starczyło na dłużej, i chce się je połykać jeden za drugim, by być w świecie duchowym i kulturowym autora na stałe. To lektura do sączenia jak najlepsze tokajskie esencje – po kilka kropel na godzinę… To pozycja dla tych wszystkich, którzy lubią się właśnie rozsmakowywać w erudycji autora. Pozycja dla poszukujących kulturowej i antropologicznej syntezy wszystkiego, synkretyzmu sztuk i ludzkiej myśli. Dla tych, którzy lubią, gdy autor jest nieco narcyzem, a wolno nim być nie każdemu – temu jedynie, który wie, gdzie ów narcyzm powściągnąć, poza jakimi granicami narcyzem już nie być… Nikt dotychczas nie skomentował książki? Nikt nie uznał za stosowane poświęcić jej chwili refleksji i kilku minut z palcami na klawiszach? Nikt nie przeczytał, czy nikt nie miał refleksji? Dla mnie jest ta książka czymś jeszcze: powodem, dla którego nie myśleć być pisarzem. Jeśli nie potrafię jak Dukaj stworzyć „Innych pieśni” czy jak Bieńczyk „Kronik wina”, to po co miałbym SF czy odpowiednio eseje pisać? Albo być geniuszem, albo zająć się jakimś swoim rzemiosłem. Z winem mam jeszcze jeden problem: zostałbym smakoszem i koneserem jak nic, ale kłóci mi się to nieco z innymi aspektami życia. Nie tyle nawet z pracą (a pracuję wiele!),bo istnieją wszak high-functioning-alcoholics, ale z bieganiem już gorzej. Nie da się trenować na dość zaawansowanym jak na amatora poziomie (dla wyników oczywiście!),a jednocześnie wypijać – jak Mickiewicz – pół lub i całą butelkę bordeaux co dzień… Tym bardziej te rzadkie dni weekendu (wszak i tam się trenuje i do akurat dość intensywnie),gdy można zasiąść z książką i lampką – są prawdziwie świąteczne! I na koniec kropla (bo nie łyżka przecież!) dziegciu. Czytam tą książkę i czuję, że coś mi jednak nie pasuje (prócz opasłości w wersji analogowej),że mnie coś uwiera… I nareszcie: wiem! Okładka! Żaden szanujący się winomaniak nie pozwoliłby (poza ewidentnym wypadkiem, czy katastrofą raczej),by tyle ulało się z umiłowanego Petrusa, pożądanego Côte-Rôtie czy – szczególnie w tym wypadku – ubóstwianego Romanee-Saint-Vivant’a, by zostawić (na okładce? obrusie? kartce papieru?) tak pięknie okrężny ślad zbrodni! Toż to może być nawet dziesięć-piętnaście kropel ambrozji „droższej niż złoto”!
MarWinc - awatar MarWinc
ocenił na94 lata temu
Na ramionach olbrzymów Umberto Eco
Na ramionach olbrzymów
Umberto Eco
Zazdrość to uczucie niegodne podobno. Ale co mam zrobić, skoro zazdrość mnie zżera za każdym razem, gdy sięgam po książkę Umberto Eco? A czegóż zazdroszczę (celowo nie piszę nowomodnie „zazdraszczam”, mrugając okiem, że tak naprawdę to nie ma czego) temu zażywnemu włoskiemu brodaczowi? On co prawda opuścił już ten ponury padół pełen paradoksów, ale pozostawił po sobie na tyle bogaty i znaczący dorobek, że wystarczy go jeszcze na wiele, wiele czytelniczych lat, być może aż do nadejścia kolejnych od kilkunastu setek lat wieków średnich, bo jak ewidentnie widać – historia wcale się nie skończyła, ale skutecznie zawraca, co dobrego świadectwa ludzkości jednakowoż nie wystawia. Gdyby można było bez obciachu posłużyć się językiem patetycznym, rzekłbym, że czytanie Eco ubogaca. A na pewno inspiruje. Człowiek staje się w trakcie lektury mądrzejszy, lepszy, wartościowszy. Oczywiście, jest to jedynie efekt wspinania się po ramionach olbrzyma, ale lepsze to, niż pełzanie w błocie. Odpowiadam zatem – zazdroszczę mu mądrości. Tyle i tylko tyle. Zebrane w jednym tomie wykłady, które powstawały w ciągu pierwszych piętnastu lat XXI wieku, poświęcone przeróżnym, ale zawsze ważkim tematom, bardzo często stanowią odzwierciedlenie aktualnych zainteresowań autora. Bo jest i taki poświęcony pięknu, i taki poświęcony brzydocie, żeby wspomnieć o dwóch tylko najbardziej ewidentnych przykładach. W każdym jednak momencie ma się poczucie obcowania z Humanistyką - użyłem wielkiej litery wcale nie dlatego, że mi się caps lock zaciął. Umberto Eco wielkim humanistą był i jest to prawda niepodważalna, aksjomat w zasadzie. W dodatku nienadętym, niesztywnym. Typ rzadki – akademik z poczuciem humoru. Ale to chyba przejaw pychy, recenzować Olbrzyma. Dla mnie w każdym razie to wielka radość, móc czytać książki Eco znów i znów (bo nowe wszak już nie powstaną, niestety). I jest to radość otwarta, niezachłanna i nieegoistyczna, bo niezwykle chętnie dzielę się nią z innymi. Czyli lekturze towarzyszą uczucia ambiwalentne, ale szczere. Czytajmy zatem Eco na wiosnę, czytajmy na okrągło, bo razem z nim wzniesiemy się wyżej i znacznie więcej ujrzymy. I może jednak jakimś cudem uda się odwrócić bieg historii nie powrócić do wieków ciemnych.
PiotrEŚ - awatar PiotrEŚ
ocenił na81 rok temu
Mądrość człowieka gór Józef Tischner
Mądrość człowieka gór
Józef Tischner
Pod spojrzeniem ks. Tischnera Prawie rok temu uczestniczyłam w spotkaniu-wykładzie poświęconym osobie ks. prof. Józefa Tischnera, a wygłoszonym przez Wojciecha Bonowicza. Nosił on znaczący tytuł: „Mądrość, która daje nadzieję”. Spotkanie opisałam na swoim blogu: https://www.facebook.com/notes/o-literaturze-otwarcie/odpowied%C5%BA-na-g%C5%82%C3%B3d-polak%C3%B3w/234718427337927/ Wspominam o nim teraz, bo jestem po lekturze książki „Mądrość człowieka gór” (Wydawnictwo ZNAK, Kraków 2019),która jest dla mnie jak przedłużenie, rozwinięcie tamtego wykładu. Składa się z 25 tekstów, w większości homilii ks. Tischnera. Jak pisze Autor ich wyboru i opracowania - Wojciech Bonowicz – „potraktować można [je] jako swoistą s u m m ę p o d h a la ń s k ą” [Tischnera]. W przeciwieństwie do wielu publikacji poświęconych ks. Tischnerowi, które wydał ZNAK w ostatnich latach, nie są to teksty nieznane. Jak podaje wydawca w nocie końcowej: „Zebrane w niniejszym tomie teksty w większości miały swoje pierwodruki, ale na ogół w publikacjach dziś już trudno dostępnych”. Trudny dostęp wydaje się być wystarczającym powodem do powołania tej książki. Ale po jej lekturze widzę inny równie ważny powód - aktualność podejmowanych w tych tekstach problemów. Należą do nich m.in.: kwestia rozumienia kategorii narodu i nacjonalizmu, pytania o wartość, znaczenie kultury (w tym kultury ludowej) oraz zawsze aktualne pytania dotyczące kondycji ludzkiej (jej zalet, godności i słabości). Wiem, że określenie „zbiór kazań” może działać odstręczająco, szczególnie na tych, którzy nie poznali kaznodziei z prawdziwego zdarzenia. Napisanie i wygłoszenie wartościowego kazania jest trudną sztuką, zbyt często bagatelizowaną przez samych kaznodziejów, jak stwierdził autorytet w tej dziedzinie - ks. Adam Boniecki - podczas jednego ze spotkań też opisanych na moim blogu: https://www.facebook.com/notes/o-literaturze-otwarcie/g%C5%82os-w-sprawie-j%C4%99zyka/269838280492608/ Ale wierzę, że dla tych, którzy mają otwarte głowy i chcą zgłębiać tajniki – nie tylko wiary i kultury, o których najwięcej wspomina się w tej książce – ale również tajniki pisania, przemówień, lektura „Mądrości człowieka gór” może być bardzo pouczającą lekcją. Bez wątpienia ks. Tischner był mistrzem budowania interakcji z słuchaczami, dlatego warto uczyć się od najlepszych. Jednak tych, którzy nie czują potrzeby głoszenia żadnych mów przed nikim, zapewniam, że znajdą w tych tekstach bogactwo myśli, z którego będą mogli skorzystać tylko na własny prywatny użytek. Co istotne, bogactwo podane w formie bardzo przystępnej dla wszystkich. Nie będę wiele rozprawiała na temat tej książki. Podzielę się tylko tym, co najbardziej mnie w niej ujęło. Zacznę od okładki, na której króluje jeden z symboli Podhala – kwiat dziewięćsiła. Jego też przywołuje ks. Tischner w jednym ze swoich kazań zamieszczonych w książce dla wytłumaczenia sensu piękna, sensu „niepożytecznej” sztuki. Zanim jednak rozwinę ten – najbardziej intrygujący mnie ze wszystkich poruszanych w książce – temat, wspomnę o pewnym drobiazgu, widniejącym na okładce właśnie, a który – w moim odczuciu – drobiazgiem jednak nie jest. Chodzi o wstawienie przed imieniem Autora skrótu „ks.”. Jest to zabieg wcale nieoczywisty i wielu autorów stanu duchownego rezygnuje z niego wydając swoje książki. Wciąż zadaję sobie pytanie, czy to dobrze, czy źle. Z punktu widzenia krytyka literackiego to jest raczej obojętne. Raczej, bo zależy od krytyka. Jeżeli jest nastawiony wrogo do kleru, to pewnie takie oznaczenie autora działa na niego jak płachta na byka. Jednak z punktu widzenia osoby wierzącej może to stanowić rodzaj świadectwa. Dla mnie osobiście to podkreślenie ważności powołania autora, nierozerwalności stanu duchownego z jego osobą. Dlatego cieszy mnie taka decyzja wydawcy, na którą (przypuszczam) miał wpływ Autor wyboru i opracowania – Wojciech Bonowicz. Podczas wspomnianego wykładu o ks. Tischnerze powiedział rzecz znamienną, że Tischner dla swojego otoczenia – poza różnymi rolami, które pełnił - zawsze pozostał księdzem (co zresztą w środowisku naukowym nie zawsze było obojętne, bywało też dyskredytujące). Zrobię tutaj dygresję, ale wiążącą się z powyższym tematem. Myślę, że mało kto podejmuje ten temat – o roli duchownego we współczesnym świecie. Czy ma być kumplem, czy niedostępnym mentorem? Ś.p. o. Jan Góra opowiadał, że po „zsyłce” do Poznania i powierzeniu mu pieczy nad duszpasterstwem akademickim był przerażony, jak się odnajdzie w tej nowej roli. No i mówiąc najoględniej wybrał drogę „spoufalania się” ze studentami, do czasu aż jedna z tych młodych osób nie powiedziała mu: „Ja potrzebuję ojca, nie kolejnego kumpla”. Myślę, że coś podobnego mogłabym powiedzieć autorom stanu duchownego – potrzebuję Waszego świadectwa, Waszego przyznania się do swojego powołania właśnie na okładkach Waszych książek, dużo mniej potrzebuję kolejnego świeckiego autora. Koniec dygresji. A teraz o samych tekstach ks. Tischnera zawartych w tej książce. Są stosunkowo krótkie, właściwie to zadziwiająco krótkie jak na tak mądrego człowieka, który zapewne mógłby je rozbudować, ale jednak – z jakichś powodów – tego nie zrobił. Ich czytelność świadczy o jego niezwykłej skromności, niepopisywaniu się erudycją dla zaspokojenia swojej próżności, ale o przedkładaniu dobra człowieka, do którego zwracał się w taki sposób, żeby ten był w stanie zrozumieć sens przekazu. Sam Bonowicz w tekście będącym rodzajem posłowia zatytułowanego „Woda ze źródła” też zachwyca się tą skromnością profesora filozofii: „Jest coś niezwykle ujmującego w tym, że w wielu góralskich homiliach ten wybitny kaznodzieja pomniejszał własną rolę, czyniąc siebie jedynie komentatorem cudzych tekstów: opowiadań Tetmajera, wierszy podhalańskich poetek i poetów czy góralskich pieśni.” Kazaniom na potrzeby książki nadano tytuły, co uważam za zabieg bardzo trafiony, właśnie idący w stronę, w którą szedł ks. Tischner w swoich kazaniach, czyli czytelności i przezroczystości. Poza tym całą książkę podzielono na 4 rozdziały zatytułowane porami roku. Nie był to zabieg czysto estetyczny, bo jak tłumaczy w posłowiu Bonowicz: „Czytając podhalańskie teksty Tischnera, warto pamiętać, że zrodziła je kultura ściśle spleciona z naturą – w górach i na terenach podgórskich wyjątkowo piękna, ale też szczególnie wobec człowieka surowa. Tischner nie mówił o tym wiele, niemniej jego podhalańską aktywność wyznaczały kolejne święta i uroczystości, zawsze w jakiś sposób zwieńczające dany okres roku.” Książkę dodatkowo ubogacają piękne fotografie przedstawiające Podhale, które współgrają z kolejnymi rozdziałami. Zresztą w tej książce wszystko od początku do końca współgra ze sobą. I nawet jeśli w jakimś momencie czytelnik nie może zgodzić się z wygłoszoną przez księdza profesora prawdą (mnie zraziło tylko jedno stwierdzenie o tym, że w procesie budowania domu mężczyzna jest „od mądrości”, a kobieta od miłości),to jednak nie czuje się przez niego zdominowanym, umniejszonym, czy oskarżonym. A to są główne grzechy kaznodziejów (bywają i pisarzy). Tak jak już wcześniej wspomniałam, najbardziej ujęły mnie fragmenty dotyczące rozumienia kultury i sztuki, wyłuszczające wartość, znaczenie piękna dla rozwoju (duszy) człowieka. Przywołam kilka z nich: O KULTURZE „Kultura ludzi gór. Co to jest ta kultura? To jest prawda. Prawda o górach, prawda o lasach, to jest prawda o potokach – i to jest prawda o ludziach. (…) Trzeba nam tę kulturę uszanować. Trzeba przed tą kulturą kolano zgiąć i trzeba ją pielęgnować. Ojcowski obyczaj, ojcowską pieśń, ojcowski ubiór, ojcowską prawdę. Bo jest w tym wszystkim p r a w d a. I jakby człek tę prawdę stracił, to jakbyś człeku duszę stracił. Bo jak człek nie wie, kim jest, to tak, jakby siebie stracił. Przypatrz się czasem na pijanego, co przy drodze leży. W czym jego bieda? Siebie stracił, nie wie, kim jest. Tak samo i z nami. Trzeba nam tej prawdy strzec, tej prawdy bronić, tę prawdę szanować.” (z rozdz. „Boski młyn”) O ARTYSTACH i PIĘKNIE „Dzieło artysty jest jakby znakiem przy drodze, drogowskazem do miasta prowadzącym. Kto znalazł się w mieście [w Królestwie Bożym], ten nie potrzebuje drogowskazu. Drogowskazu potrzebują ci, co błądzą. (…) Sabała był jakby tym mostem, po którym ludzie dochodzili prawdy gór. Są ludzie, co mają oczy ku widzeniu, a nie widzą, i mają uszy ku słyszeniu, a nie słyszą. Ludziom takim trzeba otworzyć oczy, otworzyć uszy. I to jest właśnie zadanie artysty: otwierać oczy i uszy! Artysta dokonuje jakby drugiego stworzenia świata. Bóg stworzył świat dla siebie, a artysta stwarza świat dla ludzi, dla nas. Artysta pokazuje prawdę świata, bez artysty ludzie chodziliby po świecie jak we śnie. Głodni – nic, tylko by chleba szukali. Spragnieni – wypatrywaliby wody. Zmęczeni - czekaliby, kiedy usną, kiedy odpoczną. I zawsze byliby tam, gdzie nie trzeba. Artysta każe ludziom przystanąć, zadziwić się światu, zadumać, zachwycić, zapłakać nad cudzym nieszczęściem, uradować się cudzym szczęściem – myśleć nie tylko o sobie. (…) Artyści (…) to także wielcy czciciele piękna. Jeśli mówią o prawdzie, to zawsze w osnowie piękna. Artyści żyją przez piękno i umierają przez piękno. Z piękna bierze się siła tych znaków, które stawiają artyści. A czymże jest piękno? Na to pytanie nikt jeszcze nie odpowiedział. Ale wiadomo jedno: ono jest jak światło, które do nas przychodzi z drugiej strony świata. (…) piękno jest wolne. (…) nie przywiązane do niczego, jest wiekuiste. I dlatego, kiedy człowiek pięknem się nakarmi, to mu skrzydła do duszy przyrastają. I czuje w duszy swojej wolność. Znaki, które buduje artysta, prowadzą na drugą stronę świata: tam, gdzie wszystko jest wolne.” (z rozdz. „Drogowskazy”) O FOTOGRAFIACH i ŚWIĄTKACH - tekst pochodzi ze wstępu do albumu fotografii Stanisława Gadomskiego, przedstawiających kapliczki, krzyże i figury przydrożne Podbeskidzia i Podtatrza „Zdjęcia uczą nas, jak mieć <oczy ku widzeniu i uszy ku słyszeniu>. (…) oto o kilka kroków od nieszczęsnej cywilizacji nasza ziemia ukazuje nam zupełnie inną twarz – twarz przydrożnego Świątka. (…) Prawdę określa Świątek. Kiedy patrzy, to jakby ta ziemia patrzyła na ciebie. Kiedyś Søren Kierkegaard napisał: <Widzi się tyle, na ile jest się widzianym>. Zazwyczaj nie pozwalamy na siebie patrzeć, nie pozwalamy się widzieć. Gdy czujemy, że ktoś na nas patrzy, natychmiast nakładamy zasłonę lub maskę. (…) Ze Świątkami Stanisława Gadomskiego jest inaczej. To one na nas patrzą. Zanim założymy maskę, już jesteśmy zauważeni i odkryci. Spojrzenia Świątków obnażają nas. Wydobywają z nas nieoczekiwane uczucia, nastroje, myśli. Kto się spieszy, pyta, gdzie się spieszy i po co. Kto się gniewa, staje naprzeciw swego gniewu i pyta: po co? Kto nie wierzy, zaczyna szeptać <Ojcze nasz… > . Kto wierzy, ten odkrywa, jak wielką niewiarą jest jego wiara. Pod spojrzeniem Świątka człowiek czuje się jak ziarno, które musi obumrzeć, by wydać jaki taki owoc.” (z rozdz. „Oczy ku widzeniu”) Po lekturze „Mądrości człowieka gór” chciałoby się sparafrazować ostatnie cytowane zdanie - pod spojrzeniem ks. Tischnera człowiek czuje się jak ziarno, które musi obumrzeć, by wydać jaki taki owoc. Polecam Wam tę książkę gorąco. Agnieszka Sroczyńska
Agnieszka Kostuch - awatar Agnieszka Kostuch
ocenił na96 lat temu
Po piśmie Jacek Dukaj
Po piśmie
Jacek Dukaj
<b>Posthumanistyczny człowiek</b> Jacek Dukaj roztacza wizję powolnego odchodzenia od epoki pisma, a także oralnej, które łączy przekazywanie przeżyć istot przez rożne media i symbole. Po piśmie mamy dzielić się samymi przeżyciami, jednak droga do tego stanu, jak i samego tekstu o tym samym tytule nie jest prosta. Po drodze mamy pięć innych esejów, które tak jak nasze czasy, prowadzą do po piśmie. Jacek Dukaj zajmował się w latach 2013-2019 różnymi tematami, które łączy w Po piśmie jako swojej wielkiej narracji w stylu Juwala Noach Harari’ego, czy Richarda Dawkinsa. Jednak podstawową wyróżnikiem myśli J. Dukaja jest jego nieantropocentryczna perspektywa. Ułatwia to jego abstrakcyjne i filozoficzne podejście, które jednak nie każdego zadowoli. <b>Trzecia Wojna światowa ciała z umysłem</b> W pierwszym z tekstów „Trzecia Wojna światowa ciała z umysłem” w sumie J. Dukaj krytykuje materialistyczne połączenie umysłu z ciałem. Obarcza za to winą Kartezjusza, który umieścił ludzką duszę w szyszynce. Jednak to tylko rdzeń, w tle opisuje relacje ciała z umysłem, a szczególnie jak technologia wpływa na te relacje. Jednym z podstawowych zalet tego tekstu jest możliwość zapoznania się z filozoficznym stylem J. Dukaja w nadchodzących esejach. Można przyswoić papier, nawąchać się go, a przede wszystkim przyjąć go w racjonalnej kulturze pisma. Po przyzwyczajeniu się do niego można nareszcie płynąc i odczuwać w postaci postpiśmiennego audiobooka. Z racjonalnej analizy można się oddać ze zrozumieniem, a może właśnie przeżyć uniesienie proroka tego, co po piśmie. Każdy z esejów Dukaja ma specyficzny język. W końcu „Nie jest łatwo wysłowić te domysły. Nie bez kozery filozofowie tworzą swoje prywatne języki, pełne piętrowych neologizmów i gier etymologicznych”. I dokładnie to J. Dukaj robi w każdym tekście. Czasem niektóre określenia wracają, czasem być może trzeba się zatrzymać, być może nie każdy będzie w stanie w pełni odczuć przekazu J. Dukaja, ale tylko tak długo, jak będziemy ograniczeni do przekazu symbolicznego, liter, dźwięków i znaków kulturowych. Choć następne teksty też eksplorują realny i spekulatywny wpływ technologii na człowieka to wydaje się, że ten tekst ten najbliższy jest współczesności. Problemy filozoficzne wokół relacji ciała i umysłu J. Dukaj na pewno eksplorował w swojej futorologicznej beleterystyce. Jednak tutaj niby średniowieczny mnich kompilujący historyczne i współczesne przykłady przedstawia, jak zmiany dzieją się na naszych oczach. Wojna umysłu z ciałem objawia się przez najróżniejsze elementy. Mamy Zombie Boya, który traktuje swoje ciało instrumentalnie, niczym w przedstawieniu krtani jako tylko instrumencie. Mamy avatary w grach i utożsamianie, ale nie tylko z nimi, bo jak zauważa Robert Sawyer w WWW.Wzrok utożsamianie sięga tam gdzie nasza świadomość. Czy to na pojazdy, którymi się poruszamy, czy to narzędzia, czy też zwykłe hinduskie awatary – może być przedłużeniem umysłu. Jednak J. Dukaj podchodzi do tego dużo bardziej intelektualnie i filozoficznie. „Trzecią Wojnę światową ciała z umysłem” znajdziecie także w miesięczniku „Znak” nr 700/2013 bez różnic (online na stronie jeden tekst miesięcznie bezpłatnie po zalogowaniu). <b>Szczęśliwi uprawiacze nudy</b> W swoim drugim tekście J. Dukaj przedstawia nam wizję świata bez pracy. Co gdyby być może ziściła się wizja Aarona Bastaniego z W Pełni Zautomatyzowanefo Luksusowego Komunizmu? Co gdyby człowiek po prostu się zdelaboralizował? Co wtedy człowiek by robił? Jak by się nudził? Ale przede wszystkim, kim by był? Dla J. Dukaja problem braku pracy to przede wszystkim problem tożsamościowy. Roztacza on wizję tego, że tradycyjnie to właśnie praca jest źródłem tożsamości. W końcu w postmodernizmie i neoliberalizmie inne tożsamości i sensy są przestarzałe, prawda? Po odebraniu pracy jedynym wysiłkiem może być sztuczna gamifikacja świata, niczym w Chińskiej Republice Ludowej, gdzie w Social Credit Sysem, Dukaj widzi postulowane przez siebie Ministerstwo Sensu Życia. Inna opcją na sens jest po całkowitym zredukowaniu wysiłku jest inny człowiek. W jego przypadku zawsze mamy błędy, pomyłki i trud. Nie da się go w końcu całkowicie zrozumieć i sam akt komunikacji zawsze będzie musiał być wysiłkiem. Jednak nawet w dzisiejszym świecie to nie jest dominujący generator sensu. Poza pracą wysiłku lub zajętości mogą wymagać wszelkie oblicza kultury. Jak napisał Scott McCloud w Zrozumieć komiks – wszystko, co bezpośrednio nie prowadzi do rozmnażania lub przeżycia, to kultura. To ona pozwala zabić nudę, ale też właśnie z niej się wywodzi. I to z niej i jej zajętości można wytworzyć inny sens. Jednak pytanie, czy takie podejście to cały możliwy sens? Czy ewolucja bibliotek, tworzenie centr kultury, to oddolne tworzenie Ministerstwa Sensu Życia (Wartości)? Czy może już istnieje w postaci Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego, bo w końcu w Polsce nieprzeciętnie dużo osób żyje historią. Zauważył to także prof. Marcin Kula w swoim O co chodzi w historii. Pokazuje to problem filozoficznego podejścia J. Dukaja. Możemy bez końca prowadzić dyskusje, bo mimo przykładów, konkretnych teorii, możemy dodawać kolejne, krążyć i nigdy do niczego nie dojść. To zaleta i wada tej książki, a wiele jeszcze przed nami. W końcu do tego i innych problemów autor wróci nieco inaczej w „Po piśmie”. „Szczęśliwych uprawiaczy nudy” znajdziecie także w „Przeglądzie Politycznym” nr 153/ 2019 bez różnic. <b>Do kresu nadziei</b> Kiedy skończy się nadzieja? Ale nie umrze, po prostu przestanie być potrzebna. Kiedy, krótko mówiąc, zaczniemy żyć, jak pączki w maśle. Bo robot, Big Data lub Logos będzie wszystko o nas wiedział. Czy Nowy wspaniały świat to utopia? Czy też po prostu konieczność? Już dziś prawdopodobnie nie jesteśmy zawsze świadomi, jak bardzo algorytmy kształtują nasze gusta, czy po prostu spełniają nasze nieuświadomione potrzeby. Jednak wydaje mi się, że J. Dukaj nie zadał chyba w tym tekście jednego ważnego pytania – czy te wpływy spełniają realne potrzeby, czy je kształtują. Na szczęście w „Po piśmie” się nad tym reflektuje. Trudno kontynuować te rozmyślania samemu, ale można dać skojarzenia do niektórych fragmentów: „Skoro przedstawicielom Homo sapiens do szczęścia potrzeba nadziejowania, to zanim i ten brak w pełni poczują, dostaną na tacy nadzieję przykrojoną do każdej unikatowej osobowości. Idealną wyważoną porcję tęsknoty. Kupkę frustracji, by było na czym wyhodować satysfakcję”. Gdy to przeczytałem trudno nie odnieść nieco dystopijnego wrażenia. Być może to kwestia perspektywy ludzi pisma, ale nie dla każdego taka wizja musi być tak pesymistyczna. W Trylogii Żniwa śmierci (Kosiarzy) Neala Shustermana dostajemy zgodną z tym cytatem wizję przyszłości. Jedynym zgrzytem w wielkim projekcie Thunderheada są Kosiarze, którzy są jedynym źródłem śmierci. Od ludzi dla ludzi. Jest to bardzo interesujące, że wizję utopii pod dobrą sztuczną inteligencją się normalizują, a źródło dystopii leży gdzie indziej. Prawdopodobnie od 2001: Odyseji kosmicznej (1968, reż. Stanley Kubrick) to ona była zawsze tym negatywnym elementem, ale widać naprawdę zbliżamy się do wizji J. Dukaja. Innym dający skojarzenia cytatem jest: „Augmented Reality przejmie od prawa funkcję strażnika naszych przeżyć. Nie usłyszymy, nie zobaczymy, nie poczujemy tego, czego do siebie nie dopuścimy. W żaden sposób nie będziemy zmieniać innych ludzi, wpływać na nich, przymuszać ich do czegokolwiek. Dostosowywanie rzeczywistości społecznej do naszych preferencji nastąpi pomiędzy naszym umysłem a drugim człowiekiem”. Choć trudno wyobrazić sobie cokolwiek w kulturze oddającego idealnie tę liberalną utopię, to jest w tym fragmencie bardzo dużo do rozpakowania. Choćby w Black mirror dostaliśmy lekkie (sic!) przedstawienie tego elementu w odcinku White Christmas, gdzie można było kogoś zablokować z życia. W nieco bardziej dystopijnie i społecznym wydaniu można znaleźć ten motyw w Psycho-Passie. System prewencji przestępstw skorelowany jest tam m.in. ze stresem, dlatego wszechobecne stresogenne elementy (w tym miejsca zbrodni) są ukrywane przed przechodniami. Bardzo podobne, ale dużo bardziej zaawansowane usprawnienia wzroku zapewnia Oryginał od Brandona Sandersona i Mary Robinette Kowal, gdzie wszystko co widzimy jest modyfikowane. Nieco inaczej i w bardziej ekstremalnej formie oferuje nam to również B. Sanderson w Idealnym stanie, który skupia się na braku wpływu na innych ludzi. W swoim przesłaniu pozostaje też w sferze pisma i chyba sprzeciwia się predykcjom J. Dukaja. Jak widać z racji na abstrakcyjny i filozoficzny charakter tego tekstu można by zagłębiać się dalej i dalej w przykładach, nie tylko z poziomu fikcji, ale także naukowej. Takie ad infinitum nie prowadzi jednak do niczego i lepiej przejść dalej. „Do kresu nadziei”, które było pierwotnie wystąpieniem na TeKa Refleksji w Sopocie w 2016, najdziecie w przerobionej formie z oralnej na piśmienną tylko w Po piśmie. <b>Sztuka w czasach sztucznej inteligencji</b> Tutaj tytuł wydaje się mówić sam przez się. Jednak i to J. Dukaj potrafi skomplikować. Z jednej strony mamy problem czym jest dla niego sztuczna inteligencja, a z drugiej sam problem odbioru sztuki i pytanie po co ją uprawiać? Bo z jednej strony mamy do czynienia ze sztuczną inteligencją, czyli Big Data, a można by wręcz, że ze społeczną inteligencją ludzką. Używanie narzędzi, szczególnie cyfrowych, tworzenie pod publikę, jest bardziej tworem zbioru narzędzi (sztucznej inteligencji),czy człowieka autora? Dziś jeszcze jesteśmy w „fetyszu autentyczności”, jednak Śmierć autora Rolanda Bartha zwiastuje rozluźnienie tej relacji. Ostatecznie gdy autor naprawdę przestanie mieć znaczenie, to czy będzie nim naprawdę postludzka inteligencja, czy sam człowiek nie będzie miało znaczenie. Bowiem w epoce po piśmie znaczenie będzie miało tylko przeżycie. J. Dukaj tutaj i w „Po piśmie” skutecznie przedstawia tą ewolucje i zostawia nas właśnie z pytaniem – po co człowiek miałby uprawiać sztukę, skoro sztuczna inteligencja pewnie zrobi to lepiej? To pytanie idealnie wpasowuje się w kontekst końca pracy „Szczęśliwych uprawiaczy nudy”, asymptotycznego końca nadziei „Do kresu nadziei”. Coraz bardziej widać powiązania między tymi tematami, a zawsze w nich pozostaje pytanie dotyczące człowieczeństwa. Jeśli zabrać ciało, co zostanie z człowieka? Jeśli zabrać pracę, co zostanie z człowieka i jego sensu? Czy człowiek musi nadal uprawiać sztukę, by nim być? Kto dziś maluje portrety realistyczne, gdy ma fotografie? Może to być odpowiedź. Nawet w świecie wiecznej srebrnej tacy, sam sposób jej przyjmowania może być sztuką? Tak samo jak zanikają stare zawody, zanikają starsze formy sztuki, a jednak wciąż pojawiają się wciąż nowe formy zajętości. Po prostu ludzie naprawdę nie lubią zmian, mimo że to jedyny trwały element ich żyć. „Sztukę w czasach sztucznej inteligencji” znajdziecie opublikowaną w „Gazecie Wyborczej” 4 listopada 2017 z nieco innym Postscriptum, lub bez zmian online w „Teologii politycznej” w ramach „Teologia Polityczna Co Tydzień” numer 363. <b>Żyj mnie</b> To szczerze chyba najciekawszy tekst ze wszystkich. Opowiada on o idei przedstawionej w bardzo prosty sposób przez Umbert Eco w cytacie „Kto czyta książki, żyje podwójnie”. Jednak mimo prostoty tego zdania, to co się za nim kryje jest nie tylko bardzo skomplikowane, ale i mroczne. J. Dukaj udowadnia to na chyba najmroczniejszym przykładzie, czyli Heart of Darkness (pl. Jądro Ciemności) Josepha Conrada. Lubię bardzo dokładne analityczne omówienia lub retellingi dzieł. Pozwalają one na zapoznanie się z dziełem w nowym i często szerszym kontekście, szczególnie jeśli ktoś ich nie przeczytał. Zatem J. Dukaj daje nam dwa interesujące kierunki – piętrowego człowieczeństwa, a także więcej Jądra Ciemności. W tym szczycie rozważań o człowieczeństwie stwierdza, że bycie człowiekiem to po prostu udawanie. Skoro potrafimy przeżywać w nas innych ludzi, to czym różni się to od przeżywania samych siebie. Czy przeżycie nie okazuje się ważniejsze? A to prowadzi nas bezpośrednio do całej idei „Po piśmie”. Dlatego nie chce pisać więcej, bo byłoby to zwyczajnie trudne. Jest to tak dobry tekst od psychoanalizy po samo Jądro Ciemności, że najlepiej „Żyj mnie” zgodnie z tytułem po prostu przeżyć. Dobrze jest też w trakcie lektury znać angielski, bo tekst pisany był oryginalnie pod ten język i pojawiają się ustępy z Heart of Darkness (choć jako pomoc jest tłumaczenie). „Żyj mnie” znajdziecie w docelowej angielskiej wersji w Conradology. A Celebration of the Work of Joseph Conrad, (https://commapress.co.uk/books/conradology). Z kolei wersje po polsku z Po piśmie w kwartalniku „Książki” numer 3/2017 (dziś „Książki. Magazyn do czytania” nie mylić z Magazyn Literacki „Książki”). <b>Po piśmie</b> W tytułowym eseju „Po piśmie” J. Dukaj przedstawia nam ewolucję transferu przeżyć. Zaczyna od kultury oralnej, kultury transferu personalnego, po nim mamy intelektualną kulturę pisma, która skupia się często na samym transferze (co potwierdza sam fakt istnienia tego tekstu),by skończyć na kulturze postpiśmiennej, kulturze bezpośredniego transferu przeżyć. Według J. Dukaja to w jakim typie kultury żyjemy definiuje nasz sposób myślenia w sposób podobny, jak język je kształtuje. Współczesny człowiek pisma nie zrozumie do końca człowieka słowa mówionego, tak samo mimo prób najpewniej nie zrozumiemy człowieka postpiśmiennego. J. Dukaj jednak stara się przedstawić proces przemian i przede wszystkim – sam koncept tego co po piśmie. Jest to z pewnością bardzo śmiała teza, do której jesteśmy przekonywani. To tutaj w mniejszym lub większym stopniu spotykają się wszystkie pomysły poprzednich esejów i rozbłyskują w synergii. Nie bez powodu cała druga połowa tej książki to tylko „Po piśmie”. Jest to wielka narracja, która stara wyjaśnić świat na nowo, pokazać w nowym świetle to co oczywiste i nas pochłonąć. Mimo wciągającego filozoficznego języka, nie musimy się zgadzać z J. Dukajem. Jego filozoficzne podejścia ostatecznie jest bardzo abstrakcyjne. Jego myślenie opiera się o bardzo dużo założeń, a przede wszystkim bywa bardzo totalne. Być może kiedyś wizję J. Dukaja się spełnią, być może opisywane procesy naprawdę zachodzą, ale przed naprawdę jeszcze daleka droga. Możemy się zaskoczyć. Ostatnio w świecie pojawiło się zaskakująco dużo czarnych łabędzi – Pandemia Koronawirusa i boom AI. W tym kontekście Po piśmie w całości jest niezwykle bogatym i aktualnym punktem odniesienia, mimo powstania przed oboma tymi wydarzeniami. To zaleta filozofii i dobrej fikcji spekulatywnej. I to jeden z powodów dla którego warto właśnie przeczytać, przesłuchać lub przeżyć Po piśmie. Czy ma znaczenie, że można czegoś tutaj nie zrozumieć? Wątpię, w końcu J. Dukaj sprzedaje nam przede wszystkim przeżycie uczty intelektualnej; przeżycie, że go czytamy; przeżycie wspólnoty ludzi, którzy mieli w rękach jego książkę, lub cokolwiek innego wymyślimy. Przeżycie być może po piśmie już całkowicie archaiczne, ale dziś w przejściowym postmodernizmie bardzo aktualne. Choć może flow nie nadejdzie, a z nim zabraknie przyjemności, ale jak zawsze pozostaje pytanie, czy to akurat ma znaczenie? Jacek Dukaj: „Po piśmie napisałem do Po piśmie”. Książka przeczytana dzięki życzliwości Biblioteki Publicznej w Dzielnicy Wola m.st. Warszawy.
Adam Słojewski - awatar Adam Słojewski
ocenił na105 dni temu
O demokracji w Polsce Robert Krasowski
O demokracji w Polsce
Robert Krasowski
Ten portret demokracji jest bez wątpienia hobbesowski - pesymistyczny antropologicznie i na pytanie czy inna polityka jest możliwa odpowiada stanowczo, że nie. Jest to też portret filozofa polityki, nie zaś praktyka. W jego ramach okazuje się, że to co bierzemy za politykę realną jest tak naprawdę w głównej mierze polityką wyobrażoną. Politycy wcale nie mieli i nie mają znacznego wpływu na rzeczywistość wbrew temu, że chętnie im taką omnipotencję przypisujemy. Polityk musi liczyć się z przypadkiem, który jest polityczną dolą, ze swoją partią, która łaknie stołków, z liderami opinii. Musi wreszcie posługiwać się kłamstwem by przetrwać. Tymczasem demos nie rozumie polityki, szuka w polityce aksjologii a więc tam gdzie jej nie ma. Krasowski próbuje uchwycić w często sztywne i statyczne pojęcia to, co sam nazywa epistemicznie problematycznym, polityka jest bowiem zwodnicza i nieuchwytna, jest domeną, w której sprawni gracze zacierają ślady i nie komunikują intencji. Metaforę szachową autor słusznie odrzuca, nie ma w politycznej rozgrywce bowiem klarownych i jasnych reguł. Jeśli ktoś, tak jak ja nie jest zwolennikiem tezy Hegla, że prawda jest całością to książka ta okaże się satysfakcjonującą, udaje się uchwycić bowiem część istoty zjawiska, jakim jest polityka. Jest satysfakcjonująca, bo niewykonalnym jest uchwycić polityki całość.
Gabriel Czyżewski - awatar Gabriel Czyżewski
ocenił na81 rok temu
Koniec pokoleń podległości Jarosław Kuisz
Koniec pokoleń podległości
Jarosław Kuisz
Książka Koniec pokoleń podległości autorstwa Jarosława Kuisza, wydana w 2018 roku przez fundacje Kultury Liberalnej jest zbiorem esejów, felietonów i tekstów z ostatniej dekady XXI wieku. Jarosław Kuisz jest redaktorem naczelnym „Kultury Liberalnej” oraz adiunktem w Instytucie Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego. Książka traktuje o stanie Polski w XXI wieku oraz o samych Polakach, ich sposobie myślenia oraz działania politycznego, o szansach i zagrożeniach jakie niosą ze sobą nadchodzące lata oraz pokolenia. Jak twierdzi sam autor, podział na postkomunistów i postsolidarnościowców w obecnej Polsce nie ma już racji bytu, a główna oś podziału polskiego społeczeństwa rysuje się na konflikcie międzypokoleniowym. Proponuje on do tego konkretne nazewnictwo. Osoby urodzone i wychowane przed rokiem 1989 wchodzą w skład pokolenia podległości. Natomiast te urodzone po 1989 roku uchodzą wedle autora za pokolenie niepodległości. Jak widać sam rok 1989 jest tutaj punktem zwrotnym do rozważań na temat współczesnej Polski, gdyż jest to czas kiedy wraz z upadkiem Polskiej Republiki Ludowej narodziła się III Rzeczpospolita Polska. Według autora III RP jest pierwszą Rzeczpospolitą w której w końcu urodziło i wychowało się całe pokolenie Polaków wolne od trosk i obcych wpływów. Natomiast okres od 1795 roku, czyli trzeciego rozbioru Polski do 1989 roku, porównuje nawet do kolonizacji i dekolonizacji państw Afryki oraz Azji. Owy okres (w zaokrągleniu) dwustu lat podległej Polski odcisnął tak mocne piętno na obecnym pokoleniu podległości, które stoi w rozkroku między przeszłością, a nowoczesnością. Zachłyśnięci Zachodem w końcu poczuli się przez ten wyidealizowany Zachód zdradzeni. I teraz wszelkie swoje bolączki i żółć przelewają na młodych, czyli owe pokolenie niepodległości. Zamiast szukać dróg do współpracy jawi się tu tylko narastający konflikt pokoleniowy. Bo młodzi nie chcą pracować za darmo dla idei, bo nie chcą być Chrystusem Narodów, tylko chcą po prostu godnie żyć. Dodając od siebie powiedziałbym, że mimo wywodów to pokolenie nie-podległości coraz bardziej czerpie wzorce od swoich poprzedników. Polaryzacja osiąga coraz bardziej niepokojący obrót, partie szalenie populistyczne zdobywają coraz to większy rozgłos i poparcie wśród średnio zainteresowanego czymkolwiek pokolenia niepodległości. Więc czy koniec pokolenia podległości rzeczywiście ma miejsce? Moim zdaniem zdecydowanie nie. Powtarzamy błędy poprzedników, a system wydaje się nie do złamania, gdyż nikt po-ważny nie chce przeprowadzić mozolnych wymagających reform. Zamiast tego najpopularniejszymi wśród pokolenia niepodległości rozwiązaniami są takie, aby wszystko zburzyć - system emerytalny, zdrowotny, podatkowy, a przy okazji nie myśli się wcale o konsekwencjach takich czynów. Pokoleniu niepodległości wpaja się w szkołach brak kreatywnego myślenia, brak jakiejkolwiek wiedzy obywatelskiej, a próby aktywizacji często spełzają na niczym. Zmiana pokoleniowa nie nastąpiła i będzie trzeba na nią trochę poczekać.
Drakullak - awatar Drakullak
ocenił na72 lata temu
Cham niezbuntowany Rafał Ziemkiewicz
Cham niezbuntowany
Rafał Ziemkiewicz
- odświeżająco niegłównonurtowe spojrzenie na pozycję Polski w Europie - część tez niepoparta żadnym przykładem, nie wspominając o źródłach (własne książki się do nich nie zaliczają) - mocno publicystyczna, subiektywna, często oderwana od faktów i zmanipulowana, w przeważającej większości bez odwołań do jakichkolwiek badań (szczególnie jeśli mowa o współczesności) - dobra jako ćwiczenie krytycznego myślenia - sama główna teza "wciągania" Polski w historię i przewiny Europy - interesująca i warta rozważenia - krzywa Laffera użyta nieironocznie xD - ciekawe zestawienie sarmackiej Rzeczpospolitej z Unią Europejską - koncepcja tytułowa nie jest chyba najświeższa, ale moim zdaniem trafna - na antysemityzmie się nie znam, ale wyraźna obsesja żydowska jest wyczuwalna podczas lektury (wątek żydowski to około połowa książki),choć część przemyśleń z autorem podzielam - dogmatyczna pochwała przedsiębiorców przy przewlekłej nienawiści do państwa i jego aparatu znacznie odbiera rzeczowości fragmentom, gdzie te grupy są zestawione - zajadła krytyka polskiego liberalizmu, bez gryzienia się w język - moim zdaniem wartościowa, choć czuć wyraźny resentyment - brak propozycji alternatyw wobec krytykowanej Unii Europejskiej i jej polityk przy jednoczesnych wschodnich ciągotach podtekstowo sugerują współpracę z Rosją - bezkrytyczne endeckie podejście - napisana dobrze, lekko, potocznie i miejscami bon-motowo
Jonasz - awatar Jonasz
ocenił na73 miesiące temu

Cytaty z książki Kot pilnujący myszy. Nieznane teksty

Więcej
Józef Tischner Kot pilnujący myszy. Nieznane teksty Zobacz więcej
Józef Tischner Kot pilnujący myszy. Nieznane teksty Zobacz więcej
Józef Tischner Kot pilnujący myszy. Nieznane teksty Zobacz więcej
Więcej