rozwińzwiń

Rozdeptałem czarnego kota przez przypadek

Okładka książki Rozdeptałem czarnego kota przez przypadek autorstwa Filip Zawada
Okładka książki Rozdeptałem czarnego kota przez przypadek autorstwa Filip Zawada
Filip Zawada Wydawnictwo: Znak literatura piękna
272 str. 4 godz. 32 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Data wydania:
2019-02-11
Data 1. wyd. pol.:
2019-02-11
Liczba stron:
272
Czas czytania
4 godz. 32 min.
Język:
polski
ISBN:
9788324058426
O ludziach, którzy mają dużo miłości, ale nie mają komu jej dać
Na świecie pewnych jest tylko kilka rzeczy. Za wyrażanie się nie dostajesz deseru (kto by go zresztą jadł). Błażej to beksa i irytujący dureń, który gówno wie o życiu. A dorośli zajmują się samymi pierdołami, no chyba, że są kierowcami cystern. I bądź tu mądry, kiedy kot Szatan znika w tajemniczych okolicznościach, sklepikarka Stefa rodzi sobie nagle dziecko, a za zakonnicami to już w ogóle nie trafisz.

Rozdeptałem czarnego kota… to historia poszukiwania swojego miejsca na Ziemi, planecie ludzi. Świeża, błyskotliwa proza, która sprawia, że zaczynasz widzieć, jak bardzo świat z twoich wyobrażeń różni się od tego, w którym żyjesz. Z każdą stroną uświadamiasz sobie, że tę książkę Filip Zawada napisał właśnie o tobie.
Wszyscy mówią, że jestem znajdą, chociaż jeżeli nigdy nikt nikogo nie zgubił, to ciężko powiedzieć, że ktoś kogoś znalazł.
[fragment książki]

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Rozdeptałem czarnego kota przez przypadek w ulubionej księgarniiPorównywarka z najlepszymi ofertami księgarń W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Rozdeptałem czarnego kota przez przypadek



1686 759

Oceny książki Rozdeptałem czarnego kota przez przypadek

Średnia ocen
7,3 / 10
1004 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Rozdeptałem czarnego kota przez przypadek

avatar
710
709

Na półkach:

Świetna książka, choć czuć, że myśli i słowa narratora są formułowane przez dorosłego, a nie dziecko. Wulgarnie dojrzałym i gorzko-naiwnym stylem skojarzyło mi się z ...Włatcami móch :) Muszę się zgodzić, że "przemyśleniami można by obdzielić szwadron wojska". Ta książka to istna kopalnia bon motów!

Świetna książka, choć czuć, że myśli i słowa narratora są formułowane przez dorosłego, a nie dziecko. Wulgarnie dojrzałym i gorzko-naiwnym stylem skojarzyło mi się z ...Włatcami móch :) Muszę się zgodzić, że "przemyśleniami można by obdzielić szwadron wojska". Ta książka to istna kopalnia bon motów!

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
98
81

Na półkach: ,

Klasa sama w sobie :) Brawa dla autora, za przekazanie ważnych treści w odpowiednio ciężki dla nich sposób, lecz nie męczący.

Klasa sama w sobie :) Brawa dla autora, za przekazanie ważnych treści w odpowiednio ciężki dla nich sposób, lecz nie męczący.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
8
6

Na półkach:

Trafia w moje gnijące wnętrze.
mrokowate

Trafia w moje gnijące wnętrze.
mrokowate

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

2507 użytkowników ma tytuł Rozdeptałem czarnego kota przez przypadek na półkach głównych
  • 1 304
  • 1 203
446 użytkowników ma tytuł Rozdeptałem czarnego kota przez przypadek na półkach dodatkowych
  • 237
  • 46
  • 45
  • 26
  • 25
  • 24
  • 22
  • 21

Tagi i tematy do książki Rozdeptałem czarnego kota przez przypadek

Inne książki autora

Okładka książki Z obou břehů / Z obu brzegów Ryszard Grzywacz, Miłosz Kamiński, Michał Krawczyk, Leszek Różański, Jędrzej Soliński, Dariusz Suska, Grzegorz Tomicki, Tomasz Ważny, Krystyna Wiatrowska-Myszkiewicz, Ilona Witkowska, Filip Zawada
Ocena 8,0
Z obou břehů / Z obu brzegów Ryszard Grzywacz, Miłosz Kamiński, Michał Krawczyk, Leszek Różański, Jędrzej Soliński, Dariusz Suska, Grzegorz Tomicki, Tomasz Ważny, Krystyna Wiatrowska-Myszkiewicz, Ilona Witkowska, Filip Zawada
Okładka książki Spis lokatorów Maciek Bielawski, Beata Dębska, Eugeniusz Dębski, Tomasz Majeran, Jędrzej Pasierski, Krzysztof Rudowski, Nadia Szagdaj, Agnieszka Wolny-Hamkało, Filip Zawada, Andrzej Ziemiański
Ocena 7,5
Spis lokatorów Maciek Bielawski, Beata Dębska, Eugeniusz Dębski, Tomasz Majeran, Jędrzej Pasierski, Krzysztof Rudowski, Nadia Szagdaj, Agnieszka Wolny-Hamkało, Filip Zawada, Andrzej Ziemiański
Filip Zawada
Filip Zawada
Poeta, muzyk, fotograf, performer, łucznik. Reżyser i aktor filmów offowych. Grał w zespole Saksofonowe Ptaki, następnie w postrockowym AGD, wraz z którym wydał płytę Echolokator. Był basistą zespołu Pustki, z którym nagrał płyty 8 Ohm i DO MI NO oraz współtworzył muzykę do sztuk Przemysława Wojcieszka pt. Cokolwiek się zdarzy kocham cię (Teatr Rozmaitości Warszawa),Osobisty Jezus (Teatr im. Heleny Modrzejewskiej Legnica) Królowe Brytanii (teatr Radom). "Korfanty, hotel Brześć i inne piosenki" (Teatr Śląski im. Stanisława Wyspiańskiego w Katowicach). Skomponował muzykę do filimu Wojcieszka Knives out.. Napisał też muzykę do przestawienia muzycznego Pozytywka w reż. Bodo Koxa oraz dla tego samego reżysera muzykę do jego filmu "Dziewczyna z szafy". Napisał muzykę do spektaklu Pawła Palcata pt. "Wojna nie ma w sobie nic z kobiety" oraz " Czystka". W roku 2017 kolejna współpraca z Pawłem Palcatem zaowocowała monodramem Maraton, do którego Zawada znowu skomponował muzykę. Współautor filmu krótkometrażowego „Trrr” oraz kilku innych produkcji filmowych. Na podstawie "dożywotniej umowy na zdjęcia" współpracuje z reżyserem filmów alternatywnych Bodo Koxem. Od 2007 tworzy cykl zdjęć poświęconych wyczerpaniu Exhaustion. Od 2009 roku wraz z Peve'em Lety'm tworzy duet muzyczny Indigo Tree. W październiku 2009 roku wytwórnia Ampersand wydała premierowy album zespołu Lullabies Of Love And Death. W 2010 roku ukazała się druga i ostatnia płyta zespołu pt. Blanik. Obecnie gra w jednoosobowym zespole ITOITO. W 2011 wydał album ze zdjęciami pt. Drewniane gody. W 2014 roku zdobył Puchar Polski i Mistrzostwo Polski w łucznictwie Field. Fotograf projektu Sfotografuj wiersz – Zwierszuj fotografię. Napisał pięć tomów poezji, w tym nominowane do Wrocławskiej Nagrody Poetyckiej "Silesius" "Trzy ścieżki nad jedną rzeką sumują się", a także zbiór opowiadań i dwie powieści. Jedną z nich, "Pod słońce było", nominowano do Nagrody Literackiej Gdynia.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Taśmy rodzinne Maciej Marcisz
Taśmy rodzinne
Maciej Marcisz
Kolejny raz średniak, widać że szuflując nostalgią na prawo i lewo można ugrać dużo nagród i plebiscytów. Na początku nasz Marcinek jest typowym niespełnionym, nie wiedzącym czego chce artystycznym hipsterkiem, niestety praktycznie na własne życzenie traci grunt pod nogami co zmusza go do przewartościowania tego co robi. Kolejna część to wspomnienia ojca/matki z ich młodości, w jednym przypadku całkiem nieźle przedstawiona droga od gówniarza po milionera w czasie przemian ustrojowych, w drugim przypadku dysfunkcja i bieda wsi ale tak pobieżnie, w obu przypadkach mamy problemy w wychowaniu które rzutują tak naprawdę na kolejne pokolenie, nie obyło się bez przemocy w rodzinie czy alkoholu. Trzecia część to dzieciństwo Marcinka, tutaj już można się porzygać od nostalgii i katalogowania artykułów z pewexu, znów problemy rodzinne, napierdalanie dzieci – ale to jakieś takie dziwne i nie pasujące, mało przekonujące nawet gdy polała się krew. Czytałem lepsze. Koniec jakoś tam rehabilituje Maćka i naginając fakty można powiedzieć że wszyscy żyli długo i szczęśliwie. Autor nie sili się na nic moralizatorskiego – po prostu daje wydarzeniom mówić za siebie. Na lepsza ocenę zabrakło mi takiej dosadności języka i dynamiki jak w pierwszej połowie książki, potem wszystko jakoś się sflaczało i wygłaskało. Bardzo ładnie zrealizowane podziękowania. Okładka też ma świetny design.
knifers - awatar knifers
ocenił na68 dni temu
Poufne Mikołaj Grynberg
Poufne
Mikołaj Grynberg
„Nie mogę obiecać, że gdy wreszcie czas ruszy naprzód, życie nabierze rumieńców. Wszystko ma swoje wady i mało zalet. Wynurz głowę z rejwachu przeszłości. Stamtąd jesteś, ale tam już nie ma nikogo oprócz ciebie. Rozejrzyj się i wyrzuć rzeczy, których twoje dzieci nie będą chciały odziedziczyć. W głowie zrób to samo, choć to znacznie trudniejsze.”(s. 7-8) Mikołaj Grynberg, Poufne, Wyd. Czarne. Wołowiec 2020. „Rejwach”- słowem znaczącym, nie pierwszy raz się pojawia i nie po raz ostatni (zapewne) u Grynberga. Zobacz: zbiór opowiadań Rejwach (2017) Historie opowiadane wraz z dziadkiem, ojcem i samym Mikołajem Grynbergiem. Jak napisze Hanna Krall: „Spieszcie się czytać Mikołaja Grynberga. Następni, kolejni piszący przegapią albo pominą mimochodem”. Czego nie pomija Grynberg?  rozmów o Żydach (na pytanie: dlaczego zawsze rozmawiacie o Żydach?) Odpowiedz może być tylko jedna: „Bo jesteśmy Żydami.”;  poszukiwania i utrwalania indywidualnej tożsamości i rodowych korzeni;  historii wojennych: „Urodził się w kwietniu. A w listopadzie byli już w getcie. We troje”( s.51)  niedzielnego obiadu z rosołem i makaronem domowej roboty, mielonych, purre i sałaty ze słodką śmietaną;  dosadnych sformułowań (żadnych półśrodków): …………. (strony do indywidualnych poszukiwań);  dowcipów o Rosenzweigu: „ …całą noc chodził po domu. Około piątej rano wstaje, wściekła żona i pyta go, co tak chodzi. Chodzę, bo nie mogę spać, odpowiada Rosenzweig. Dlaczego nie możesz spać? Bo jestem winien Hozenduftowi pieniądze. Dużo? Dużo. To zadzwoń i powiedz mu, że nie oddasz…(s. 18).  złotych myśli: „Kłamstwo nie ma krótkich nóg”. Ojciec mówił, że ma..  prozy życia: „U ciebie widzę same tróje i jedną czwórkę z wf- u. Wiesz, co to oznacza? -Wiem- odpowiedział uśmiechnięty syn- Że całe życie będę kopał rowy”. (s. 140) To, co się udaje Grynbergowi:  uczynić opowieści „poufne” dostępnymi szerokim kręgom czytelniczym;  uchwycić (w niezwykle skondensowanej formie) trzy czasy z akcentem na przeszłości, bez której nie istnieje teraźniejszość i przyszłość;  wydobyć bez zbędnych zawirowań i zawiłości stylistycznych na powierzchnię istotę opowiadanych historii;  podnieść do rangi znaczącej opowiadanie jako gatunek literacki (formę wymagającą jasności, klarowności i precyzji). „Poufne” Mikołaja Grynberga – krótka forma w ujęciu doskonałym. 10/10
zoe - awatar zoe
ocenił na104 miesiące temu
Nie ma Mariusz Szczygieł
Nie ma
Mariusz Szczygieł
O tym, że Mariusz Szczygieł jest świetnym reporterem i literatem, a jego książki można brać w zasadzie „w ciemno”, nikt nie musiał mnie nigdy przekonywać. Po „Nie ma” nie sięgałam dotychczas wyłącznie z powodu tematu przewodniego i traumatycznych doznań po przeczytaniu (już wcześniej) jednego z reportaży. Ten drastyczny, choć kapitalny tekst („Śliczny i posłuszny”) ukazał się w Gazecie Wyborczej w 2013 roku. Wywołał wówczas prawdziwą burzę, zarówno nagród, jak krytyki, a we mnie zachwyt nad formą i przerażenie treścią. Nie chciałam się więc „Nie ma” dręczyć, przewidując podobne emocje. Minęło kilka lat i postanowiłam spróbować, czy do książki o utracie i nieobecnościach dojrzałam. Trzydzieści reportaży połączonych jest jednym, choć niezwykle pojemnym elementem wspólnym - ich bohaterowie zmagają się z dręczącym brakiem - każdy kogoś albo czegoś „nie ma”, a bywa, że sami obarczają innych pustką pozostawioną po sobie. Rozumiem ideę, podziwiam odwagę autora, ale o ile pojedyncze teksty uważam za świetne lub co najmniej ciekawe, to całość mnie nie przekonała. Trudno było mi połączyć różne kategorie owego „nie ma” i znaleźć analogie pomiędzy kolejnymi rozdziałami-reportażami. Obok braków oczywistych i trudnych, lecz takich z którymi da się żyć, są jeszcze nieobecności niemożliwe do zapełnienia, a postawienie ich obok siebie może budzić wątpliwości. To temat zdecydowanie zbyt pojemny, żeby dało się z niego wysnuć jedną wspólną dla wszystkich tekstów refleksję, a jak mi się wydawało takie było założenie. Dla każdego czytelnika inny brak, inna nieobecność, czy utrata będą tą najważniejszą, najbardziej bolesną. A może właśnie o to chodziło, o pokazanie wielości znaczeń i interpretacji, a tylko ja chciałam znaleźć jakieś (chyba niemożliwe w ludzkiej egzystencji) poczucie uporządkowania i (co tu ukrywać) ukojenia lub przynajmniej oswojenia potencjalnych „nie ma”, których się obawiam. Uspokojenia i poczucia sensu w „Nie ma” nie znalazłam, a lektura okazała się (jako całość) raczej przygnębiająca. Wyróżniłabym reportaż o poetce Violi Fischerovej, za obecne w nim „czeskie klimaty” i pojawiające się postacie m.in. Bohumila Hrabala, chociaż od czasu, kiedy dowiedziałam się co ten miłośnik kotów robił z nadprogramowymi kociętami, moja sympatia dla jego literatury mocno ostygła. Zwróciłam również uwagę na reportaż „Nieznajomy wróg jakiś” o siostrach Zofii i Ludwice Woźnickich. Nie znałam dotąd ich literatury ani tragicznej historii. Może jakimś pomysłem jest czytanie „Nie ma” wybiórczo, a nie tak jak zrobiłam, czyli jako całość. Można się przekonać, ale myślę, że nie straci wiele czytelnik, który zna już twórczość autora, pomijając tę pozycję, skądinąd bardzo docenioną i nagrodzoną między innymi Nagrodą Literacką Nike (od jury i czytelników) i nagrodą Nike 25-lecia.
Iksja - awatar Iksja
oceniła na71 miesiąc temu
Przyjaciel Sigrid Nunez
Przyjaciel
Sigrid Nunez
„Przyjaciel” Sigrid Nunez opowiada o sprawach fundamentalnych, choć to wymagająca, intertekstualna lektura, porusza najczulsze struny człowieczeństwa. To powieść w powieści, szkatułkowa, filozoficzna. Bo przede wszystkim o pisaniu- Co daje ono człowiekowi, tworzyć fikcję czy dokumentować? Czy ma moc terapeutyczną? To historia otwarta, jak puszka Pandory, ujawniająca problemy współczesnych pisarzy, a jednocześnie sama jest na nie antidotum. 👉Przede wszystkim jest to historia o pewnym pisarzu i wykładowcy uniwersyteckim, który popełnia samobójstwo. Poznajemy go jako kobieciarza, uwodzącego swoje studentki, a jednocześnie będącego dla nich kiedyś bożyszczem. Widzimy go oczami wieloletniej przyjaciółki, dawnej studentki, później też uczącej kreatywnego pisania na uniwersytecie, która bardzo przeżyła jego samobójstwo. Mimo, że miał 3 żony, to właśnie jej powierza opiekę nad psem. 👉Mamy wrażenie, że tworzona przez nią opowieść, coś w rodzaju listu do przyjaciela, jest formą terapii z własną depresją, z poczuciem wypalenia zawodowego, z samotnością. Bardzo mocne są tu rozważania na temat depresji, samobójstw, przemijania, przeplatane licznymi cytatami z literatury i filozofii. Przeraziły mnie przykłady tzw. „estetycznych samobójstw” wśród artystów na wzór Wertera. Z jednej strony pojawia się teza, że „pisanie to nie zawód, a powołanie do nieszczęścia”, a z drugiej stosuje się w szpitalach psychiatrycznych arteterapię, by w pisaniu ujarzmić emocje. 👉Ale najbardziej skuteczną terapią na bolączki inteligenta okazuje się relacja z psem, tu dogiem niemieckim, 80 kg wagi ,o imieniu Apollo. Poruszające są opisy budowania czułej relacji ze zwierzęciem, odkrywania jego wyjątkowych cech. Ten łagodny olbrzym potrafił zdziałać cuda, jego oddanie okazywane człowiekowi, nawet tym, którzy na to nie zasługują, jest wyjątkowe. Nie dziwi więc fakt, że traktuje się je po franciszkańsku jak braci. To psy uczłowieczają ludzi. 👉Książka wywoła we mnie sprzeczne emocje. Z jednej strony przygnębiający jest ten świat pisarzy, nadwrażliwców ze skłonnościami destrukcyjnymi, którzy kończą w słynnym lasku samobójców pod górą Fudżi w Japonii, czy na Golden Gate Brigde.Z drugiej strony rozumiem skargi wykładowców narzekających na brak tej wrażliwości i pasji w studentach kreatywnego pisania, którzy albo nie czytają w ogóle, albo powierzchownie, a z pustego i Salomon nie naleje. 👉 Jednak książka daje nadzieję. Pieski świat czy szczenięca miłość? To za czym tęsknimy, co opłakujemy, to czyni nas ludźmi.
I_wonka_kulturalna - awatar I_wonka_kulturalna
oceniła na92 miesiące temu
Zbyt wiele zim minęło, żeby była wiosna Filip Zawada
Zbyt wiele zim minęło, żeby była wiosna
Filip Zawada
Powieść Filipa Zawady to literackie wyzwanie, które wymyka się tradycyjnym ramom fabularnym, serwując nam historię poszarpaną, trudną i gęstą od emocji. „Zbyt wiele zim minęło, żeby była wiosna” nie oferuje klasycznego początku, środka i końca, lecz jest raczej wiwisekcją toksycznej relacji i wielopokoleniowego traumatyzmu. Fabuła: W kleszczach dziadka i wnuka Głównym bohaterem i narratorem jest Szczepan – mężczyzna, który tkwi w destrukcyjnym klinczu ze swoim dziadkiem. Relacja ta przypomina psychologiczną walkę bokserską, w której ciosy padają niemal w każdym zdaniu. Dziadek to postać despotyczna, wręcz potworna, która swoją obecnością zatruwa powietrze w całym domu. Z kolei Szczepan, choć pozornie jest ofiarą, staje się lustrzanym odbiciem swojego oprawcy. Fabuła koncentruje się na codziennym trwaniu, na drobnych złośliwościach i wielkich upokorzeniach. Przez życie bohatera przewijają się kobiety – każda kolejna próba zbudowania normalnej relacji kończy się jednak fiaskiem, bo Szczepan nie potrafi kochać nikogo, skoro nie potrafi znieść samego siebie. To opowieść o tym, jak nienawiść do przodka staje się paliwem napędowym egzystencji i jak trudno jest wyrwać się z kręgu przemocy, która wrosła w DNA rodziny. Recenzja: Brutalny taniec słów Filip Zawada stworzył książkę, która jest jak uderzenie w splot słoneczny. Nie jest to lektura przyjemna – autor celowo wprowadza czytelnika w stan dyskomfortu. Język powieści jest surowy, pełen dosadności, a momentami wręcz turpistyczny. Krótkie, urywane zdania budują duszny, klaustrofobiczny klimat, w którym brakuje tlenu i wspomnianej w tytule „wiosny”. Największą siłą (a dla niektórych słabością) tej prozy jest jej bezkompromisowość. Zawada nie bierze jeńców; obnaża męskie słabości, kompleksy i prymitywne instynkty. Narracja Szczepana jest przepełniona autoironią, ale jest to humor czarny, gorzki i ostatecznie smutny. To portret człowieka, który został „przemielony” przez wychowanie i historię, a teraz sam nie potrafi zaoferować światu nic poza cynizmem. Mimo tego mroku, powieść fascynuje warsztatem. Zawada potrafi w jednym akapicie przejść od fizjologicznego obrzydzenia do niemal metafizycznej refleksji nad losem. Czytelnik ma wrażenie, że uczestniczy w sesji terapeutycznej, która wymknęła się spod kontroli. Podsumowanie „Zbyt wiele zim minęło, żeby była wiosna” to literatura dla odważnych. To książka o niemożności wybaczenia i o ciężarze dziedzictwa, którego nie da się po prostu odrzucić. Jeśli szukasz pocieszenia, omijaj ten tytuł szerokim łukiem. Jeśli jednak chcesz zobaczyć, jak wygląda literacka autopsja męskiej psychiki, Zawada dostarczy Ci wrażeń, których długo nie zapomnisz.
Muminka - awatar Muminka
oceniła na72 miesiące temu
Historie dziwnych samotności Marta Mazuś
Historie dziwnych samotności
Marta Mazuś
Bardzo osobliwa książka, w zasadzie opowiadająca o trudnym życiu, którego również i my sami moglibyśmy doświadczać – my, ktoś z naszej rodziny, albo sąsiedzi. Historie, które łączy jedno: doświadczenie głębokiej samotności. Bo nawet jeśli człowiek żyje w relacji, ma rodzinę, to nie oznacza, że jest szczęśliwy. Szczęście płynie bowiem nie z zewnątrz, ale z naszego środka, i jeżeli sami o nie nie zadbamy i nie zawalczymy, może się okazać, że żyjemy życiem innych albo tylko dla innych, a o sobie samych zapominamy. Niektórym z tym dobrze, inni przekonują się o tym po wielu latach życia w złudnych zależnościach. Książka napisana została w niezwykle poetycki sposób – podczas lektury miałem wrażenie, że rzecz dzieje się jakby w świecie wyśnionym, a nie w twardej rzeczywistości, której każdy z nas mniej lub bardziej doświadcza. Jak większość czytelników tej książki, mnie również poruszyła historia Krystyny i Darka, matki i syna, których głęboka więź połączyła na skutek wielkiej tragedii, której dopuścił się syn. Nie chciałbym być na miejscu ani jednej, ani drugiej osoby – nie wiem, jak bym się zachował, czy potrafiłbym wznieść się na poziom heroiczności rodzica. A może tylko rodzic w ten sposób znalazł sobie formę, która miała nadać jego życiu sens? Nie wiem, bo nie jestem w stanie wniknąć w ich wnętrza. Wiem za to, że muszę przyglądać się swoim motywacjom, swoim pragnieniom i także dbać o relacje z najbliższymi, które powinna budować mądra miłość.
Arek - awatar Arek
ocenił na61 miesiąc temu
Linia Elise Karlsson
Linia
Elise Karlsson
Od żłobka do nagrobka – tak pracuje się w Linii Elise Karlsson. Życie tu regulowane jest rytmem pracy. I podporządkowane jej w każdym aspekcie: od najprostszych, najbardziej prozaicznych spraw, po miłość. Autorka obiera rzeczywistość jak cebulę, łuska po łusce, próbując dojść do prawdy, której ludzkość chyba nigdy nie zgłębi: jaki w zasadzie jest tej pracy sens? I nie ma dla nas zbyt wesołej odpowiedzi. Wyjście poza pracę to ból i niemożność porozumienia z drugim człowiekiem. Istniejemy tylko w pracy, poza nią nas nie ma. Kto dawniej pomyślałby, że dla dosyć sporej (żadne statystyki, moja opinia) części społeczeństwa praca stanie się sensem życia. Linia to opowieść o życiu regulowanym rytmem pracy, nie odwrotnie, całkowicie pracy podporządkowanym. Po co? Oczywiście: żeby od tego życia, przytłaczającego, bezsensownego, odwrócić uwagę. Policzyłem: dotychczas w mojej recenzji słowo “praca” we wszelkich formach i odmianach pojawiło się osiem razy. To celowy zabieg, szukanie zamienników na ten krótki i trafiający w punkt termin mija się z celem. Dla porównania, “życie” wystąpiło tylko cztery razy, a więc o połowę mniej. Czyli, idąc tym tokiem rozumowania, a także nawiązując już do Linii Elise Karlsson – coś tu jest mocno nie tak, skoro życie jest pod pracą. Główna bohaterka, po przejściach, znajduje pracę w korporacji. Pierwsze skojarzenia są banalne i, jak to zwykle ze skojarzeniami bywa, krzywdzące. W korpo na wejściu trzeba odbić kartę, zaszyć się w swoim boksie, pracować, krótka przerwa na papierosa, jeszcze krótsza na jedzenie (oczywiście: catering, bo który korpośmieć zrobi sobie w domu kanapki?),w międzyczasie zebrania, które tak naprawdę są festiwalem hejtu i wylewaniem na głowę wiader pomyj, w jeszcze innym międzyczasie: plotki, podkładanie świń i spiski. W tych międzyczasach momentami brakuje miejsca na sens przychodzenia do pracy, czyli pracę. Do podobnego, nie identycznego, świata trafia Emma. Dla tych, którzy nauczeni są pogardy dla korposzczurów, będzie to piekło, dla innych: namiastka raju, z pakietami socjalnymi, benefitami i multisportami. Czytelnik stopniowo wchodzi w świat Emmy, obserwując rzeczywistość razem z bohaterką. Najpierw widoczne są rekwizyty, fasada oraz stereotypy, o których pisałem już wcześniej. Ale wraz z biegiem czasu wnikamy coraz głębiej w korporacyjną rzeczywistość. Zmieniają się dekoracje, jak w teatralnej sztuce – kierownicy przychodzą i odchodzą, koleżanki i kolegów przenoszą do innych działów, czasem przenoszą się sami, bo ostatecznie coś im nie odpowiada. Ktoś umiera, któryś z bossów prowadzi bloga, na którym pluje jadem, bo wiadomo, że faktycznie jest potulnym stworzeniem. Pojawiają się układy, układziki, w końcu na horyzoncie migocze też miłość. Życie Emmy zamienia się w pracę i odwrotnie. Miejsce, do którego każdego dnia przychodzi bohaterka, staje się jej domem. Miejscem, w którym odpoczywa, je, śpi, egzystuje. Ostatecznie: przecież to rzeczywistość zawodowa ma określić granice tego kim, jak, kiedy, gdzie i dlaczego jestem. Tytułowa linia to próg miejsca pracy, próg, który przekraczamy każdego dnia, oddzielający normalność od szaleństwa, rutynę od spontaniczności, chęć od niechęci, życie od pracy. Pytanie tylko, co w tej książce (i w życiu) jest ową normalnością? To tu czy to tam? Okazuje się, że poza pracą Emma nie istnieje, z czego ona sama też zaczyna zdawać sobie sprawę. Związki nie wypalają. Znajomi: odpadają w poszukiwaniu innych wrażeń. Nie ma sensu gotować, uprawiać sportu, robić czegokolwiek poza pracą, bo wszystko inne naznaczone jest pustką. Chodzi mi po głowie scena, którą można dodać do powieści: Emma wraca z pracy do domu i jedyne, na co ją stać, to położenie się do łóżka, a jakiekolwiek inne działania, wymagające od niej inicjatywy, zaangażowania, może też myślenia, z góry skreśla jako bezsensowne. Obecnie częściej mówi się o zmianach w modelu pracy. O pustce, którą wywołuje ona w niektórych ludziach, nie pozwalając normalnie żyć. Tym również jest Linia: apelem o normalność, o nieuleganie presji pracy i traktowanie jej z należnym dystansem. Wydaje się to banalne, work-life balance staje się dla nas wręcz oczywiste, pytanie tylko, ilu z nas faktycznie się do tego stosuje? Nieszczęsny kapitalizm robi z nas niewolników pracy, a wszystkich, którzy kwestionują sens pracowego niewolnictwa, odstawia na margines, traktując jak zbędnych. Jednym zgrabnym słowem: praca pożera nasze życie. Przypomina mi się fragment artykułu: Kto jest winny, gdy nie możesz już znieść stresu w pracy? Oczywiście ty! W końcu tylko leń i maruda zadaje takie pytania. Tego rodzaju perełki można usłyszeć codziennie, ale powiedzmy je chińskim robotnikom Foxconnu (fabryk Apple),którzy z przepracowania popełniają samobójstwa. Albo ofiarom mobbingu we France Telecom, które również zdecydowały odebrać sobie życie. Albo temu pracownikowi Deutsche Banku, który pewnego dnia w 2009 roku postanowił ubrać się w najlepszy garnitur, wypić kieliszek szampana i skoczyć z dachu ulubionej francuskiej restauracji. On przynajmniej pożegnał się z tym padołem w dobrym stylu. Eleganckie samobójstwo menadżera różni się od tego, jakie może wybrać chiński niewolnik. Ale wszyscy ci ludzie mają coś wspólnego – od powolnego gaśnięcia, umierania na stojąco i znoju życia codziennego, jaki pisany jest większości z nas, woleli śmierć. Linia to opowieść o życiu na okres próbny – życiu w ciągłej niepewności, w braku poczuciu bezpieczeństwa, egzystencji, w której czas nieokreślony jest osiągalny jedynie po nieodwołalnym odejściu z tego świata.
ZaMałoRegałów - awatar ZaMałoRegałów
ocenił na61 rok temu

Cytaty z książki Rozdeptałem czarnego kota przez przypadek

Więcej

Ludzie rozchodzą się nie wtedy, kiedy popełniają błędy, ale kiedy kończy się im cierpliwość do swoich słabości.

Ludzie rozchodzą się nie wtedy, kiedy popełniają błędy, ale kiedy kończy się im cierpliwość do swoich słabości.

Filip Zawada Rozdeptałem czarnego kota przez przypadek Zobacz więcej

Prawda nigdy nie leży pośrodku. Prawda jest zawsze po stronie tego, kto ją wypowiada.

Prawda nigdy nie leży pośrodku. Prawda jest zawsze po stronie tego, kto ją wypowiada.

Filip Zawada Rozdeptałem czarnego kota przez przypadek Zobacz więcej

Ludzie w większości są durni, ale nie będę im tego udowadniał, bo to nie jest moja sprawa. Durnota jest prywatną własnością każdego człowieka i każdy za nią kiedyś beknie. Jedni bardziej, inni mniej.

Ludzie w większości są durni, ale nie będę im tego udowadniał, bo to nie jest moja sprawa. Durnota jest prywatną własnością każdego człowiek...

Rozwiń
Filip Zawada Rozdeptałem czarnego kota przez przypadek Zobacz więcej
Więcej