Daleko. Buddyjskie Królestwo Mustangu

Okładka książki Daleko. Buddyjskie Królestwo Mustangu autorstwa Magda Gołębiowska
Okładka książki Daleko. Buddyjskie Królestwo Mustangu autorstwa Magda Gołębiowska
Magda Gołębiowska Wydawnictwo: Czarne Seria: Orient Express reportaż
216 str. 3 godz. 36 min.
Kategoria:
reportaż
Format:
papier
Seria:
Orient Express
Data wydania:
2019-02-27
Data 1. wyd. pol.:
2019-02-27
Liczba stron:
216
Czas czytania
3 godz. 36 min.
Język:
polski
ISBN:
9788380498129
Tybetańskie Królestwo Lo, czyli po nepalsku Mustang, przez wieki pozostawało niedostępne dla obcych. Ukryte w najgłębszej dolinie świata, za ośmiotysięcznikami Annapurną i Dhaulagiri, strzegło swoich tajemnic i rytuałów. Docierali tam jedynie pielgrzymi i kupcy prowadzący obładowane solą karawany. Jego historia toczyła się niespiesznie z dala od reszty świata. W końcu jednak musiało otworzyć swoje granice.

Magdalena Gołębiowska trafia do tej krainy w XXI wieku. Daje się uwieść urokowi starych wiosek, ich mieszkańców i mistycznemu pięknu surowego krajobrazu. Odwiedza księżniczkę należącą do rodziny od wieków rządzącej Mustangiem, opowiada o Khampach, znanych ze swej odwagi partyzantach walczących o niepodległość Tybetu, podziwia piętnastowieczny klasztor Thubczen, który Tiziano Terzani nazwał jedną z „kaplic Sykstyńskich” buddyzmu, i rozmawia z włoskim konserwatorem sztuki ratującym tamtejsze świątynie za dolary od amerykańskich filantropów. Patrzy również, jak nieskażona dotąd przyroda ginie pod kołami chińskich ciężarówek. A usłyszane historie i zobaczone obrazy układają się w opowieść o tym, co się dzieje, gdy zatrzymany czas nagle zaczyna przyspieszać.
Średnia ocen
6,3 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Daleko. Buddyjskie Królestwo Mustangu w ulubionej księgarniiPorównywarka z najlepszymi ofertami księgarń W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oficjalne recenzje książki Daleko. Buddyjskie Królestwo Mustangui

Za górami, w Królestwie Mustangu



1571 22 23

Oceny książki Daleko. Buddyjskie Królestwo Mustangu

Średnia ocen
6,3 / 10
69 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinie i dyskusje o książce Daleko. Buddyjskie Królestwo Mustangu

avatar
1595
1582

Na półkach: , ,

Tybetańskie królestwo Mustang przez stulecia było skryte wśród wysokich gór i niedostępne dla ludzi, oczywiście poza tymi, którzy w nim mieszkali. W zasadzie nic o nim nie słyszałem do momentu, kiedy nie wziąłem do ręki tej książki. Czytając, posiłkowałem się wiedzą na jego temat zgromadzoną w Internecie, bowiem chciałem sobie wyobrazić miejsca i ludzi, których spotykała autorka – pani Magdalena Gołębiowska. Faktycznie, jest to miejsce, w którym chyba nie chciałbym mieszkać, choć chętnie bym je odwiedził. Położone w Nepalu, w jego środkowej części, zajmuje powierzchnię około 3000 km kwadratowych, więc jest wielkości dwóch średnich polskich powiatów. Dodatkowo, miejsce, w którym jest położone, powoduje, że życie w nim jest ekstremalnie trudne. Autorce udało się tam dotrzeć i to, co zobaczyła, zaparło dech w jej piersiach – surowy krajobraz, ubogacony przez stare, mityczne wioski, zagubione w przestrzeniach buddyjskie klasztory, a także ludzi żyjących trudami dnia codziennego. Niestety, to miejsce nie jest już niedostępne i zarezerwowane tylko dla kupców i pielgrzymów, ponieważ w coraz większym zakresie pojawiają się tam Chińczycy ze swoimi inwestycjami, ciężkim sprzętem oraz zmianami. Wszystko to powoduje, że nieskażone historią miejsce zmienia się na naszych oczach i staje się jeszcze jedną częścią globalnej wioski, jaką jest świat.

Tybetańskie królestwo Mustang przez stulecia było skryte wśród wysokich gór i niedostępne dla ludzi, oczywiście poza tymi, którzy w nim mieszkali. W zasadzie nic o nim nie słyszałem do momentu, kiedy nie wziąłem do ręki tej książki. Czytając, posiłkowałem się wiedzą na jego temat zgromadzoną w Internecie, bowiem chciałem sobie wyobrazić miejsca i ludzi, których spotykała...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
149
137

Na półkach:

Zasiadałem do tej książki z dużymi nadziejami. Może dlatego że sam niedawno wróciłem z Mustangu. Ciekawie jest wracać do miejsc które się widziało i oglądać je oczami autora, widzieć tę różnicę która wynika z subiektywnego traktowania rzeczywistości. Patrzę na klasztor zniszczony przez czas, w dali widzę pokryte śniegiem ośmiotysięczniki, wiatr omiata mi twarz wysuszając skórę, jest zimno, ale na niebie nie mogę dostrzec żadnej nawet najmniejszej chmurki. Autorka zabiera mnie jeszcze raz w tę podróż, a przynajmniej próbuję, bo jednak skupia się na historii królestwa. Osobiście tego potrzebowałem by dołożyć kolejny puzzel do miej wiedzy na temat tego regionu, książkę polecam.

Zasiadałem do tej książki z dużymi nadziejami. Może dlatego że sam niedawno wróciłem z Mustangu. Ciekawie jest wracać do miejsc które się widziało i oglądać je oczami autora, widzieć tę różnicę która wynika z subiektywnego traktowania rzeczywistości. Patrzę na klasztor zniszczony przez czas, w dali widzę pokryte śniegiem ośmiotysięczniki, wiatr omiata mi twarz wysuszając...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
18
18

Na półkach:

Książka nie jest szczególnie gruba, szybko się czyta. Spodziewałem się czegoś bardziej reportażowego, lecz książka przez pierwszą połowę bardziej opisuje wydarzenia historyczne w regionie. Nie jest to dla mnie szczególnie wadą, bo pozwala zgłębić tło historyczne i jest wstępem do części reportażowej. Mogłoby być więcej zdjęć, jednak te kilka fotografii w dobrej jakości też nie jest złe. Lekka i przyjemna książka pozwalająca zagłębić się w mało omawiany rejon świata. Widać też jak globalizacja i korporacje dotarły na "kraniec świata" i zmieniły życie ludzi zamieszkujących tam zaledwie w dwie dekady.

Książka nie jest szczególnie gruba, szybko się czyta. Spodziewałem się czegoś bardziej reportażowego, lecz książka przez pierwszą połowę bardziej opisuje wydarzenia historyczne w regionie. Nie jest to dla mnie szczególnie wadą, bo pozwala zgłębić tło historyczne i jest wstępem do części reportażowej. Mogłoby być więcej zdjęć, jednak te kilka fotografii w dobrej jakości też...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

251 użytkowników ma tytuł Daleko. Buddyjskie Królestwo Mustangu na półkach głównych
  • 170
  • 78
  • 3
46 użytkowników ma tytuł Daleko. Buddyjskie Królestwo Mustangu na półkach dodatkowych
  • 30
  • 5
  • 3
  • 2
  • 2
  • 2
  • 2

Czytelnicy Daleko. Buddyjskie Królestwo Mustangu przeczytali również

Chile południowe. Tysiąc niespokojnych wysp Magdalena Bartczak
Chile południowe. Tysiąc niespokojnych wysp
Magdalena Bartczak
(2019) „[…] bezkresne, mityczne południe, określane po hiszpański słowem sur*, to przyroda i właśnie (a może przede wszystkim) fascynująca opowieść. Opowieść o odchodzeniu lub umieraniu jednych światów oraz przetrwaniu i pozostawaniu innych. Poniższy zbiór reportaży poświęconych chilijskiemu południu jest próbą uchwycenia i przybliżenia polskiemu czytelnikowi owej opowieści. Podróżując w mojej książce po kolejnych znaczących obszarach tego terytorium, staram się przyglądać dawnym bądź współczesnym losom ich mieszkańców i zwykle omijam zakątki popularne wśród turystów. Postanowiłam skupić się na tym, co wydało mi się dla (mikro)historii oraz samego Chile najważniejsze: na ludzkich dramatach, mniejszych lub większych katastrofach, prywatnych rewolucjach, społecznych niepokojach, powracających problemach. Niektóre z nich mają lokalną specyfikę, inne wydają się typowe nie tylko dla południowych regionów, lecz również dla całego kraju w ogóle. Wiele z nich odsłania to, co wydaje się w największym stopniu charakteryzować dzisiejsze Chile, zawieszone pomiędzy subtelnym, poetyckim pięknem i burzliwą, często bardzo ponurą przeszłością. Zdaje sobie sprawę, że w tym długim i wąskim państwie, wrzuconym na kres Ameryki Południowej, wiele jest jeszcze do odkrycia i opisania. Moje teksty stanowią tylko zalążek możliwych odkryć oraz prywatną propozycję odczytania duchowej i kulturowej mapy tego kraju” (str. 6-7). „Mówiąc o Araukanii, mówimy oczywiście tylko o jednym z wielu sures, czyli jednym z wielu rodzajów południa. Każde południe jest inne i ma swoją specyfikę. Araukania czy okolice rzeki Bío Bío są przecież zupełnie różne od północnej Patagonii; z kolei północna, deszczowa i zielona Patagonia to coś zupełnie innego niż jej wrogi, południowy, antarktyczny kraniec. Chiloé jest osobnym mikroświatem samo w sobie. Lodowiec i fiordy kompletnie różnią się od zielonych, oswojonych przez człowieka pól i łąk. Trudno więc znaleźć to jedno, jedyne południe – jego ziemia wszędzie pachnie i wygląda inaczej” (str. 153). Wraz z autorką** przemieszczamy się w dół mapy, z każdym rozdziałem niżej: od Concepción – capital del sur (stolicy południa) – przez Araukanię, wyspę Chiloé i sąsiednie archipelagi, a potem dalej, Carretera Austral i bezdrożami Patagonii, aż do Cieśniny Magellana, Ziemi Ognistej i Puerto Williams – miasteczka na krańcu świata (a im dalej od stolicy, tym prowincje większe, dziksze i bardziej wyludnione)***. Wedle klasyfikacji samej autorki, tekst ma charakter reportersko-eseistyczny****. Jest książkowym debiutem, owocem głębokiego zainteresowania Chile, jego historią, przyrodą i kulturą. O ukochanym południu, pisze językiem przystępnym i przyjaznym, empatycznie i z wyczuciem; przekazuje podstawowe informacje, a miejscami również nieoczywiste niuanse. Z konieczności, z uwagi na dość duży obszar, obejmujący kilka stref klimatycznych, nigdzie nie zatrzymujemy się na dłużej. W kilku miejscach autorka się pogubiła, robiąc drobne błędy narracyjne, które najwyraźniej umknęły redakcji; razem z wpadkami mniejszego kalibru i pewnymi nieścisłościami oraz błędami rzeczowymi – szpecą ogólnie dopracowany, udany tekst. Warto przeczytać, o sur, sures i sureños, szczególnie jeśli Chile kojarzy się nam głównie z Pinochetem, wojną o Pacyfik czy pustynią Atakama, a poza tym wiemy o nim niewiele (6.5-7/10). __________________________ * Chile południowe – wedle ram książki jego dolna połowa, ciągnie się od ok. 35° szerokości geograficznej południowej do krańców kontynentu, chilijskiej Patagonii. Gdyby odwrócić mapę południowego Chile i nałożyć na kontur Europy, przylądek Horn byłby na szerokości geograficznej Edynburga, a Concepción Gibraltaru (lub Syrakuz i Kopenhagi, albo Kłajpedy i krańców Peloponezu). Od Concepción, lotem wrony wzdłuż wybrzeża aż do przylądku Horn, jest przeszło 2200 km, to jak z Warszawy do Algieru albo Erewania. (Wedle poniższego podziału, zona sur ma swój początek na południe od rzeki Bío Bío: https://en.wikipedia.org/wiki/Zona_Sur; https://en.wikipedia.org/wiki/Zona_Austral). ** Magdalena Bartczak przebywa w Chile od 2015. *** Z naszej perspektywy, mieszkańców półkuli północnej, im dalej na południe tym cieplej. W Chile jest odwrotnie. W kontraście do pustynnej północy, południe jest bardzo zielone, a jednocześnie pochmurne i deszczowe. **** https://pocztowkizpoludnia.com/mojaksiazk/ (strona prywatna Magdaleny Bartczak). • Reportaż „[…] o chilijskim południu – jego tysiącach niespokojnych wysp, surowym powietrzu, wieńczących wybrzeża latarniach morskich i kamiennej twardości tutejszej ziemi” (str. 189). W tym fragmencie, autorka odnosi się do wysp w sensie geograficznym, niezliczonych szczytów podmorskich wzniesień u wybrzeży Patagonii, ale jak sugeruje na str. 153, tytuł dotyczy także dziesiątek odizolowanych, odciętych regionów – pseudowysp – z których każdy jest osobną, odmienną enklawą, z własną przyrodą, klimatem i ludzkimi losami. • „[…] obraz samych siebie, jaki stworzyliśmy, wciąż jest kompletnie inny od tego, jacy jesteśmy naprawdę” (str. 107). Wiele narodów ma z tym problem. Są więźniami własnej narracji, i nie inaczej jest nad Wisłą. • BONUS AUDIO-VIDEO: Brzmienie Świata z lotu Drozda: #38 - O trzęsieniach ziemi i nowym otwarciu w Chile (występuje: Magdalena Bartczak) [2021] (Dzięki tej audycji – odsłuchanej już lata temu – dowiedziałem się o książce). https://www.youtube.com/watch?v=d3SXQhSvwDs On route 7 into the heart of Patagonia | DW Documentary [2019] (Reportaż zawiera te same elementy – miejsca i historie – przedstawiane w książce). https://www.youtube.com/watch?v=wMPf231zDdw • UWAGI MERYTORYCZNE (wyd. I z 2019): Str. 28 – 150 rocznica „odzyskania niepodległości” przez Chile w 1960? „W 1810 roku wybuchło powstanie antyhiszpańskie. W 1818 roku Chile stała się niezależną republiką” (https://pl.wikipedia.org/wiki/Historia_Chile). 1810 jest datą symboliczną. Jednak w przeciwieństwie do Polski Chile nie musiało niczego „odzyskiwać”, ono musiało swoją niepodległość dopiero u z y s k a ć, wcześniej jej nie miało: okolice Santiago, centrum dzisiejszego Chile, były częścią hiszpańskich kolonii, a konkretnie Wicekrólestwa Peru. Str. 126 to samo – „odzyskaniem” (uzyskaniem). Str. 74 – klasycyzmu (de facto neoklasycyzmu); str. 109 – przypominającymi (symbolizującymi?). Str. 115 – „Dziś, w prawie osiemnastomilionowym Chile, żyje mniej więcej półtora miliona osób o mapuczańskich korzeniach, w tym około sześciuset tysięcy »czystej krwi« Mapuczy. Według oficjalnych szacunków jest to więc 4,5 procent chilijskiej populacji i mniej więcej 88 procent chilijskiej ludności indígenas” – 1,5 mln nie stanowi 4,5% z 18 mln (!); 18 000 000 x 0,045 = 810 000 (do 1,5 mln trochę brakuje!) [4.5% z 18 000 000 populacji to 810 000]. Około 9-10% populacji Chile identyfikuje się jako Mapucze (1,7-1,8 mln) [Dane z 2017 r. i szacunki z 2024 r.]. Natomiast według badań genetycznych, krew Mapuczy ma płynąć nawet u 25% chilijskiego społeczeństwa. Str. 142 – zimowa równonoc w czerwcu? (to półkula południowa, i kiedy na północy jest zima, na południu mamy lato, ale może lepiej napisać o czerwcowej równonocy, bo równonoc jest tylko jesienna i wiosenna [?]); str. 158 – „Chiloé jest więc w istocie miejscem wydartym oceanowi […]” – jest to pogórze Andów oblane wodami Pacyfiku po zakończeniu epoki lodowcowej lub jeszcze wcześniej, nic tu nie trzeba było morzu wydzierać (to zdanie brzmi tak, jakby to był jakiś polder); str. 180 – autorka wymienia „kaszaloty, walenie, płetwale błękitne i humbaki” – tak się składa, że kaszaloty, płetwale i humbaki to właśnie walenie, autorka ma zapewne na myśli konkretny gatunek – walenia południowego (Eubalaena australis); str. 197 – „gdy okolica zostaje całkowicie wyeksploatowana i nie ma już czego niszczyć – hodowla [łososi] po prostu przenosi się w inne miejsce” – rzeczone hodowle to rodzaj ogromnych, zatopionych klatek, które zanieczyszczają okolicę (resztki karmy, antybiotyki, odchody) ale jej nie eksploatują, wykorzystują jedynie zajmowany obszar, tym samym zabierając przestrzeń lokalnym gatunkom. Wklejka II – „Dalekie południe było kiedyś określane jako Terra Australis Incognita (Nieznany Południowy Ląd) – koniec świata, pełen surowych i mrocznych krajobrazów” – namiastką tego antycypowanego, rozległego kontynentu okazała się Antarktyda. Cieśnina Wszystkich Świętych, nazwana później na cześć Magellana, musiała być w jego oczach przesmykiem między Ameryką Południową a domniemaną Terra Australis (https://pl.wikipedia.org/wiki/Terra_Australis#/media/Plik:Mercator_World_Map.jpg),jej przybrzeżnym archipelagiem lub półwyspem (!). Gdyby w 1520 Magellan wiedział o bezmiarze wód tuż za Tierra del Fuego – z czasem ochrzczonym Cieśniną Drake’a – zapewne nie pchałby w labirynt wysp Patagonii. („[Cieśnina] Nazwana na cześć Francisa Drake’a który, choć opłynął Amerykę Południową przez Cieśninę Magellana w 1578, został następnie zepchnięty przez sztorm na południe na wody cieśniny. Drake prawdopodobnie nie zdawał sobie sprawy, że tworzy ona przejście dookoła kontynentu. Pierwszego udokumentowanego przepłynięcia dokonał statek Eendracht kapitana Willema Corneliszoona Schoutena w 1616”, https://pl.wikipedia.org/wiki/Cie%C5%9Bnina_Drake%E2%80%99a). Str. 313 – „To miejsce było kiedyś znane światu jako Terra Australis Incognita – kraniec świata […]. Postrzegano je jako »antyziemię« […]” – nie jest to obraz pełny. Po wyprawie Magellana, sytuacja południowych krańców Patagonii była zbliżona do wczesnego postrzegania wysp Nowej Zelandii (odkrytej dla Europy w 1642),która mogła być zarówno archipelagiem jak i rozległym półwyspem Terra Australis. (Dopiero Cook, podczas swoich poszukiwań legendarnego kontynentu, dowiódł jej faktycznego statusu, w latach 1769-1770, a jednocześnie doszedł do przekonania, że Terra Australis w umiarkowanych szerokościach południowych to mrzonka). Czytałem w ’23 dwie biografie Magellana: Zweiga z 1938 i Bergreena z 2003. Żaden z autorów nie mówi czytelnikowi jak Magellan faktycznie postrzegał cieśninę swojego imienia, i że nie miał pojęcia o możliwości opłynięcia kontynentu od strony przylądka Horn (!). Zweig idzie jeszcze dalej, informując czytelnika, że Magellan postawił sobie za cel opłynięcie kuli ziemskiej (!). (Wyprawa miała charakter merkantylny, gdyby nie handel przyprawami, nikt w Europie nie zawracałby sobie głowy ciepłymi krajami i biciem rekordów. Marynarze wrócili do domu przez Ocean Indyjski, bo nikt, a zwłaszcza sam kapitan generalny, nie spodziewał się takiego bezmiaru wód Pacyfiku). Str. 324 – „[…] w całym Chile żyje nie więcej niż czternaście tysięcy mieszkańców pochodzenia semickiego. Znacznie liczniejsza […] jest za to mniejszość palestyńska, oceniana na ponad pół miliona”. Palestyńczycy to również Semici (wywodzą się od lokalnych, zislamizowanych Żydów i sąsiednich nacji, ludności arabskiej która osiadła tu w VII wieku, oraz imigracji XIX-wiecznej z Egiptu, Algierii i innych państw muzułmańskich). Str. 346 – „[…] wynik finału [Mistrzostw Świata ’78], w którym Argentyna mierzy się z Belgią i wygrywa 3:1” – w finalne Mistrzostwa Świata w Piłce Nożnej 1978 gospodarze pokonali Holandię, nie Belgię. BŁĘDY NARRACYJNE I JĘZYKOWE: str. 69 – pojawia się Mario Cornego, pracownik kostnicy, dowiadujemy się o jego tragedii i zrealizowanej zemście, ale bez szczegółów, na kolejnej stronie historia jeszcze się rozwija, ale w połowie zostaje porzucona (po co autorka zaczęła tę opowieść, skoro nic z niej nie wynika, i nie jest nawet doprowadzona do końca?); str. 79 – jakiego marszu, skąd nagle marsz?; str. 243 – ich (je – konie); str. 256 – „Marynarze początkowo wzięli to miejsce [estuarium La Platy] za cieśninę która prowadzi za Ocean Spokojny. Okazało się jednak, że to tylko zatoka […]” 1) albo „za Atlantyk”, albo „na Ocean Spokojny” + 2) to nie zatoka, to ujście Parany i Urugwaju, ogromne estuarium (największe na świecie); str. 275 – „przynoszenie ofiar” (tj. trupów) brzmi dziwnie („dostarczanie ciał” pasuje bardziej, przynajmniej w tym kontekście),a może chodzi o „przynoszenie trofeów” (wcześnie była mowa o ucinaniu Indianom uszu)? +„Mc Lennon” x2 (McLennon?); str. 343 – omawiany jest incydent z 1967, potem zdarzeniu które rozegrało się dekadę później (1977?),następnie autorka informuje, że aby lepiej zrozumieć problem „należy cofnąć się jeszcze bardziej w przeszłość”… i pada rok 1973 (?) – nie mamy tutaj konsekwentnego zagłębiania się w odległą przeszłość, może wystarczyłoby napisać, że „trzeba cofnąć się do roku 1973”?; str. 351 – w namiotach koczują (tu: koczują w namiotach, odwrotnie); str. 360 – „Z najbardziej południowego miasteczka świata jest znacznie bliżej na Antarktydę niż do Santiago” – w kontekście wcześniejszych odległości, podawanych przy okazji odwiedzania innych miasteczek chilijskiej Patagonii, jest to dla czytelnika oczywiste, a fakt, że jest to stolica Antarktyki Chilijskiej, nie pozostawia co do tego wątpliwości (zdanie do skasowania; co ciekawe, mając na uwadze szerokość orograficzną Puerto Williams, to tak, jakby stolicą europejskiej Arktyki było Wilno); str. 379 – Ameryki Północnej (nie Południowej?) – Indianka sobie kpi… czy też jest to błąd?; str. 384 – „[…] w 2003 roku Ursula zmarła, dwa lata później odeszła Emelinda, a Babcia Cristina pozostała z nimi sama” – z „nimi” tj. wspomnianym wcześniej siedmiorgiem ostatnich Indian, jednak od tamtego miejsca do tego zdania minęło kilka linijek, i czytelnik może się zastanawiać czy nie powinno być „bez nich”.
Gracjan - awatar Gracjan
ocenił na75 miesięcy temu
Buran. Kirgiz wraca na koń Wojciech Górecki
Buran. Kirgiz wraca na koń
Wojciech Górecki
Książka Wojciecha Góreckiego wzorowana na o pięćdziesiąt lat wcześniejszym tomie reportaży Ryszarda Kapuścińskiego ”Kirgiz schodzi z konia”. Autor zachował także schemat książki bardziej znanego poprzednika i kolejność opisywanych krajów. Tak jak i jego „mistrz” pominął Kazachstan, większy od wszystkich pozostałych krajów razem wziętych. I tak jak on wizytę w Azji Środkowej poprzedził pobytem na Zakaukaziu, ale już niepodległym. Wzorem Kapuścińskiego Górecki stosuje technikę mieszaną reportażu. To co zobaczył i usłyszał poprzedza i / lub uzupełnia tym co wie, lub się dowiedział. Jest to konieczne w przypadku krajów egzotycznych, o których przeciętny czytelnik wie niewiele lub zgoła nic, poza tym, że należały kiedyś do ZSRR. Dzięki temu widać jak bardzo się one od siebie różnią z punktu widzenia ich mieszkańców. Przykładowo w Azji Środkowej pustynno-stepowe Turkmenistan i Uzbekistan sąsiadują z przeważnie górskimi Tadżykistanem i Kirgistanem. Ten ostatni ma prezydentów wyłanianych w demokratycznych wyborach, a pierwszy operetkowych z zachowania, ale groźnych dyktatorów, obecnie faktycznie dziedzicznych. Wszystkie są formalnie islamskie, ale wszędzie władze mocno krępują zarówno fanatyków religijnych, jak i zwolenników dominacji mahometanizmu w życiu publicznym. Co słusznie spotyka się z akceptacja tak Zachodu, jak i Moskwy. Tadżycy są narodem perskim, Aryjczykami, jak Irańczycy. Reszta, chociaż skośnoocy, należą do tureckiej grupy językowej (podobnie jak m.in. Tatarzy). Wszyscy szukają legitymizacji w odległej historii odrzucając okres ZSRR. Ale mają różny stosunek do Rosji. Najbardziej poddańczy przejawiają Tadżycy, a najbardziej nielubiani na Kremlu są Uzbecy, hołubiący antybolszewickie i antyrosyjskie powstania basmaczy sprzed stu lat. Upadek sojuza dał im wolność, ale też i biedę. W większości z nich wypuszczono z butelki dżina nacjonalizmu, skierowanego przede wszystkim przeciwko własnym mniejszościom, będącym większościami w sąsiednich państwach. Brak rzeczywistej demokracji w większości z nich nie przeszkadza międzynarodowym korporacjom, którym łatwiej negocjować z dyktatorami niż z wieloma politykami pochodzącymi z uczciwych wyborów. Mieszkańcy często wolą porządek na ulicach, równość w niedostatku i np. darmowy prąd od wolności. A połowa budżetu jednego z omawianych krajów to wpłaty od gastarbeiterów pracujących w Rosji. Ale wszędzie można znaleźć mnóstwo ciekawych rozmówców, fascynujące osoby i tematy oraz historie z regionu słabo u nas znanego i niebudzącego większych emocji. A Wojciech Górecki posiada dużą wiedzę, ciekawość oglądanego świata i umiejętność przekazania czytelnikom własnych wrażeń, bez epatowania opowieściami o sobie. Kapuściński, przynajmniej na tym obszarze, znalazł godnego następcę. Przeczytana w ramach wyzwania wrześniowego - książka rozgrywająca się na łonie przyrody.
Aguirre - awatar Aguirre
ocenił na87 miesięcy temu
Wnuki Jozuego Paweł Smoleński
Wnuki Jozuego
Paweł Smoleński
Wnuki Jozuego Autor: Paweł Smoleński Moja ocena: 8/10 Po tę książkę sięgnąłem z pewną rezerwą, mając w pamięci wcześniejszą publikację autora, Syrop z piołunu, która wydała mi się kompletną pomyłką. Tym razem jednak spotkało mnie pozytywne zaskoczenie. Wnuki Jozuego to reportaż dopracowany, prowadzony w sposób wyważony, chociaż momentami można odnieść wrażenie, że nieco mocniej przechyla się w stronę izraelskiej perspektywy. Uważam jednak, że jest to zrozumiałe i w wielu miejscach wręcz potrzebne, aby lepiej uchwycić lokalny punkt widzenia. Książka okazała się dla mnie wartościowa – pozwoliła mi lepiej zrozumieć optykę zarówno Izraelczyków, jak i Palestyńczyków, a także odpowiedziała na wiele pytań, które stawiałem sobie już od dawna. To publikacja pełna trudnych emocji, ale jednocześnie napisana w sposób przystępny, bez niepotrzebnego patosu. Smoleński potrafi oddać głos swoim rozmówcom i poprzez ich historie ukazać skomplikowaną mozaikę konfliktu bliskowschodniego. Choć książka została wydana w 2019 roku, wciąż pozostaje niezwykle aktualna. Patrząc z perspektywy 2025 roku, daje narzędzia do lepszego rozumienia współczesnych wydarzeń w Strefie Gazy i szerszego kontekstu izraelsko-palestyńskiego sporu. To publikacja, którą z czystym sumieniem mogę polecić każdemu zainteresowanemu Bliskim Wschodem – rzetelna, angażująca i zmuszająca do refleksji. ** 22:58 * 05.09.2025 * 79/2025 *
Paweł - awatar Paweł
ocenił na87 miesięcy temu
Morze wewnętrzne Donald Richie
Morze wewnętrzne
Donald Richie
„Morze Wewnętrzne” to reportaż z podróży po wyspach i wysepkach tytułowego morza, rozległego i płytkiego akwenu rozdzielającego główne i największe wyspy Japonii. Richie odbył tę podróż w latach 60. XX wieku. Pierwsze wydanie książki ukazało się w 1971 r. Chociażby z tego względu „Morze Wewnętrzne” ma wartość już raczej tylko historyczną, bowiem opisanych w książce ludzi, zwyczajów, sytuacji, hoteli, a nawet całych wiosek czy miasteczek zwyczajnie już nie ma, o czym zresztą wspomina sam autor w przedmowie do wydania z 2002 r. Nie ma tamtych ludzi, ale wciąż są tamte cudowne krajobrazy, chociaż mocno już naznaczone przez galopujący przemysłowy i cywilizacyjny postęp. Do napisania reportażu skłoniła Richiego chęć ucieczki z przeludnionego i chaotycznego Tokio na spokojną prowincję, takie przysłowiowe zadupie, gdzie nie dotarł jeszcze cywilizacyjny zgiełk, a ludzie żyją podług starych zwyczajów i wierzeń oddając się odwiecznym pracom, jak rolnictwo czy rybołówstwo. O dziwo, Richie odnalazł takie miejsca na wyspach Morza Wewnętrznego. Jego podróż przypomina skakanie przez bajoro po wystających kamieniach. Richie odwiedza dziesiątki wysp, opisuje ich krajobrazy i lokalne bóstwa, odwiedza świątynie, tanie hotele i zwyczajne spelunki oraz spotyka na swej drodze wielu ludzi: kapłanów, rybaków, handlarzy, uczniów i prostytutki. Próbuje rozszyfrować zawiłości japońskiej duszy, a przy okazji zaspokoić swoje seksualne żądze. Ta zbytnia koncentracja na płciowości i seksualności bywa drażniąca. O wiele bardziej podobały mi się opisy krajobrazów. Miejscami bardzo liryczne, minimalistyczne, jakby wykaligrafowane. Takie haiku. Książka w sumie dobra, ale nie na tyle, by do niej powracać. Japonia jakoś mnie nie pociąga, a i autorowi daleko do erudycji Thubrona czy sarkazmu Theroux.
Makoto - awatar Makoto
ocenił na64 lata temu
Władcy jedzenia. Jak przemysł spożywczy niszczy planetę Stefano Liberti
Władcy jedzenia. Jak przemysł spożywczy niszczy planetę
Stefano Liberti
Globalny system produkcji żywności, to iście kapitalistyczna, a może raczej korporacyjna patologia. Najgorsza jest rabunkowa polityka uprawy i hodowli. Problemy piętrzą się zresztą nie tylko na etapie pozyskiwania t.z.w surowca, ale także w ciągu całego procesu dostarczania gotowego produktu na półki sklepowe; a więc także procesu tworzenie uzależnienia. Ostatecznie klient otrzymuje produkty niskiej jakości, z dużą dozą sztucznych dodatków, ale o zunifikowanym smaku, za którym idzie piar. Sól, tłuszcz, barwniki, słodziki i liczne triki tworzą legendarne smaki, których pozytywny odbiór podsycają reklamy, klakierzy i kłamstewka. Autor przedstawia wystarczająco dużo faktów, by szerzej zrozumieć to zagadnienie. Uwydatnia, że ten system nie funkcjonuje w sposób najbardziej przyjazny człowiekowi i planecie. Masowa produkcja niszczy ekosystemy, truje wodę i powietrze, jest źródłem szeregu problemów - w tym emisji gazów i zaburzeń ekonomicznych. Gonitwa za zyskiem i optymalizacją spowodowała, że koncernom opłaca się niszczyć przyrodę bez żadnych hamulców. Nie liczą się tu także ludzie i ich zdrowie – a więc... tak zwani przeciętni konsumenci. Przez tę grę dochodzi do plajty małych, miejscowych (a więc krajowych) firm i lokalnych gospodarstw rolnych, a jednocześnie importuje się z drugiego końca świata produkty, które potem sprzedaje niezgodnie z wartością i z bardzo dużym śladem węglowym. Cały ten nonsens bije z kart książki niczym alert dla wszystkich nas. To bardzo potrzebny alert. Wieprzowina, soja, tuńczyk i koncentrat pomidorowy stanowią podstawę diety większości światowej populacji, a zarazem bywają przyczyną największych szkód wyrządzanych Ziemi. Pazerność doprowadziła do powstania beznamiętnej maszynerii do tworzenia zysku. Pożera ona zasoby naturalne, aż do ich wyczerpania. Trawi planetę jak ogień! Miejsc zniszczonych jest już alarmująco dużo, bo chciwe macki gigantów przenoszą się gdzie indziej – jak szkodniki – i dalej czerpią zachłannie, tyle ile wlezie; do cna, do imentu. W grę zaangażowane są tak wielkie pieniądze, że można za nie szkodzić, wyzyskiwać, kłamać, kręcić, udawać, oszukiwać, a nawet czasem zabić. W sumie… Stefano Liberti może i miejscami nudno pisze. Całościowo jednakże książka wypada nieźle, choć jest też smutna i trochę chaotyczna. Nie daje nadziei na poprawę globalnej sytuacji. Ludzkość chyba musi się sama unicestwić dla zysku korporacyjnego. To ideologia inteligentnej, lecz nagiej i nieustająco chciwej małpy. Mieć pieniądze i zniszczony ekosystem... Tak, to piękna idea!
STACH - awatar STACH
ocenił na71 rok temu
Farerskie kadry. Wyspy, gdzie owce mówią dobranoc Maciej Brencz
Farerskie kadry. Wyspy, gdzie owce mówią dobranoc
Maciej Brencz
Farerskie kadry. Wyspy, gdzie owce mówią dobranoc Autor: Maciej Brencz Moja ocena: 8/10 „Farerskie kadry” to bardzo udany reportaż, który – mimo prostoty języka – skutecznie przenosi czytelnika w rzeczywistość jednej z najbardziej osobliwych i niedostępnych przestrzeni Europy. Maciej Brencz przedstawia Wyspy Owcze w sposób wyjątkowo obrazowy, nie tylko dzięki opowieściom, ale również za sprawą licznych, świetnie dobranych fotografii, które stanowią integralny element tej publikacji. Książka została starannie wydana – twarda oprawa, wysokiej jakości papier oraz bogaty materiał ilustracyjny czynią z niej prawdziwą przyjemność nie tylko dla umysłu, ale i dla oka. To publikacja, którą z przyjemnością bierze się do ręki – estetyczna, solidna i dobrze przemyślana pod względem graficznym. Autor podzielił treść na tematyczne rozdziały – swoiste „kadry”, jak sam je nazywa – dzięki czemu opowieść o Wyspach Owczych nabiera formy mozaiki, składającej się z fragmentów życia, historii, obyczajów, obserwacji i osobistych refleksji. Brencz nie narzuca jednej narracji – pozwala każdemu z tematów wybrzmieć we własnym rytmie. Jego podejście do bohaterów i miejsc jest pełne szacunku i uważności, a przy tym pozbawione nachalnej egzotyki. Farerska codzienność – z jednej strony przewidywalna w swej surowości, a z drugiej zupełnie nieprzewidywalna ze względu na kaprysy przyrody – została przedstawiona w sposób niezwykle sugestywny. Autor zręcznie uchwycił unikalny klimat tego miejsca, z jego izolacją, rytmem wyznaczanym przez naturę i specyficzną kulturą lokalną. To książka dla tych, którzy pragną choć na chwilę oderwać się od codziennego zgiełku i przenieść w świat zupełnie inny – spokojny, wyciszony, pełen prostoty i wewnętrznego porządku. Dla wielu czytelników może to być nie tylko literacka podróż, ale również doświadczenie kontemplacyjne. Zdecydowanie polecam tę publikację – zarówno osobom zafascynowanym Skandynawią i Północą, jak i tym, którzy po prostu szukają dobrze napisanej, pięknie wydanej i wciągającej opowieści o miejscu, gdzie – jak sugeruje autor – „owce mówią dobranoc”. ** 16:41 * 27.07.2025 * 64/2025 *
Paweł - awatar Paweł
ocenił na89 miesięcy temu
Granica. Na krawędzi Europy Kapka Kassabova
Granica. Na krawędzi Europy
Kapka Kassabova
„Granica” Kapki Kassabovej to niezwykła podróż – zarówno w przestrzeni, jak i w czasie. Autorka, łącząc elementy reportażu z osobistą refleksją, zabiera czytelnika w rejony pogranicza Bułgarii, Grecji i Turcji – miejsca, gdzie splatają się historie narodów, kultur i religii. To jednak nie tylko zapis reporterskiej wędrówki, lecz także głęboko intymna opowieść o powrocie do korzeni, o próbie odnalezienia siebie poprzez kontakt z krajobrazem dzieciństwa i jego duchami. Kassabova w sposób niezwykle subtelny konfrontuje swoje wspomnienia z rzeczywistością współczesną. Powraca do miejsc, które kiedyś tętniły życiem i magią, a dziś często są zapomniane, pełne cieni przeszłości. W tej konfrontacji tkwi główne napięcie książki – między pamięcią a teraźniejszością, między nostalgią a świadomością nieuchronnego przemijania. Autorka nie ucieka od melancholii, ale też nie popada w sentymentalizm. Jej spojrzenie jest uważne, pełne zrozumienia i czułości. „Granica” to także fascynująca opowieść o miejscu, w którym przecinają się nie tylko granice państw, ale też ludzkich losów i historii. Kassabova pokazuje, jak przeszłość – zarówno ta wielka, historyczna, jak i ta mała, prywatna – odciska swoje piętno na współczesności. Spotykamy tu ludzi, którzy żyją w cieniu dawnych wydarzeń, wciąż próbując odnaleźć swoje miejsce w świecie nieustannie się zmieniającym. To książka o styku kultur, o pamięci, ale też o samotności i potrzebie przynależności. Ogromnym atutem „Granicy” jest styl autorki – delikatny, wyważony, momentami poetycki. Kassabova potrafi jednym zdaniem oddać atmosferę miejsca, emocję chwili, piękno lub smutek krajobrazu. Jej proza działa na wyobraźnię i zmysły, wciągając czytelnika w rytm podróży, która staje się medytacją nad czasem, przestrzenią i tożsamością. To książka, która pozostaje w pamięci na długo – mądra, poruszająca i napisana z prawdziwą literacką wrażliwością.
Queequeg - awatar Queequeg
ocenił na86 miesięcy temu
Borderline. Dwanaście podróży do Birmy Grzegorz Stern
Borderline. Dwanaście podróży do Birmy
Grzegorz Stern
Lektura reportaży Kapuścińskiego nastroiła mnie sceptycznie do reportaży w ogóle. Podchodzę do niech z ostrożnością, zwłaszcza w kwestiach niesprawdzalnych, drobnych relacjach i opowieściach i oczywiście emocjach, subiektywnych odczuciach. Te zdarzają się w tym reportażu, chociaż nie są przesadnie eksponowane. Stern ma dobre pióro, opisuje barwnie i powstrzymuje się od ocen. Relacjonuje. I jest to bardzo dobra relacja, mocna. Wstrząsająca. Historia najnowsza Birmy jest kuriozalna, poplątana. Ta mozaika etniczna, pośród gór i dżungli, bogata ale przerażająco biedna. Momentami przypominała mi Koreę Północną, z tym, że tam nie ma mowy o jakimkolwiek większym buncie. W reportażu uderzyły mnie dwie rzeczy szczególnie. Pierwsza powiązana z religią. W Polsce mamy pozytywny stereotyp buddyzmu... jednak jak widać na tym przykładzie jest to religia jak każda inna. Jej wyznawcy nie widzą problemu, by składać ofiary mnichom i pod pagodami... a potem bezlitośnie oszukiwać się na każdym kroku czy torturować więźniów politycznych. Prowadzić czystki etniczne. Tutaj dodam, że nie podobało mi się szukanie przez autora chrześcijańskich analogii. Przełożony świątyni to "opat" nie "przeor". W buddyzmie nie funkcjonuje "ekskomunika", mnisi mogą odmówić przyjmowania ofiar lub sprawowania obrzędu. Nie mogą wykluczyć ze wspólnoty. Te analogie bardziej zaciemniają obraz niż go wyjaśniają. Druga rzeczą, która mnie poruszyła to jak łatwo można przejść drogę od bohatera do zera... na przykładzie Aung San Suu Kyi. Może nie do zera absolutnego... jednak bardzo blisko. W opiniach ktoś szukał analogii do Polski. Może i jest, moim zdaniem delikatna i mglista, odnosząca się raczej do postaw ludzkich niż polityki. W 2007 roku manifestowałem na placu Solidarności w Szczecinie swoje poparcie dla "Szafranowej rewolucji". Przyszło tylko 10 osób...
Lis Gracki - awatar Lis Gracki
ocenił na71 miesiąc temu

Cytaty z książki Daleko. Buddyjskie Królestwo Mustangu

Więcej

Długo nie wiedziałam, że takie miejsce istnieje. Gdy słyszałam jego nazwę, myślałam, że chodzi o zdziczałego amerykańskiego konia lub o uosabiającego wolność i młodzieńczy brak ograniczeń legendarnego forda. Nawet wtedy gdy po raz pierwszy stałam na małym, wysokogórskim lotnisku u stóp Annapurny i Dhaulagiri, olśniona widokiem widzianych z bliska ośnieżonych szczytów himalajskiej grani, wciąż nie miałam świadomości, że po dwudziestominutowym locie z Pokhary, nepalskiego Zakopanego, znalazłam się oto na rubieżach dawnego królestwa, równie starego co jego tybetański sąsiad. O państwie rządzonym przez dalajlamów słyszeli jednak wszyscy, o Mustangu zaś niewielu.

Długo nie wiedziałam, że takie miejsce istnieje. Gdy słyszałam jego nazwę, myślałam, że chodzi o zdziczałego amerykańskiego konia lub o uosabiającego wolność i młodzieńczy brak ograniczeń legendarnego forda. Nawet wtedy gdy po raz pierwszy stałam na małym, wysokogórskim lotnisku u stóp Annapurny i Dhaulagiri, olśniona widokiem widzianych z bliska ośnieżonych szczytów himalajski...

Rozwiń
Magda Gołębiowska Daleko. Buddyjskie Królestwo Mustangu Zobacz więcej
Więcej