Morze o poranku

Okładka książki Morze o poranku autora Margaret Mazzantini, 9788381106641
Okładka książki Morze o poranku
Margaret Mazzantini Wydawnictwo: Sonia Draga literatura piękna
136 str. 2 godz. 16 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Tytuł oryginału:
Mare al mattino
Data wydania:
2019-01-16
Data 1. wyd. pol.:
2019-01-16
Data 1. wydania:
2016-03-03
Liczba stron:
136
Czas czytania
2 godz. 16 min.
Język:
polski
ISBN:
9788381106641
Tłumacz:
Alina Pawłowska-Zampino
Średnia ocen

7,1 7,1 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Morze o poranku w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oficjalne recenzje książki Morze o poranku i



Przeczytane 3107 Opinie 653 Oficjalne recenzje 195

Opinia społeczności książki Morze o porankui



Książki 4889 Opinie 1342

Oceny książki Morze o poranku

Średnia ocen
7,1 / 10
103 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Morze o poranku

avatar
181
67

Na półkach:

Krótka, bardzo smutna, ale piękna opowieść.

Krótka, bardzo smutna, ale piękna opowieść.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
137
93

Na półkach: , , , ,

Arcysmutna książka o stracie, poczuciu beznadziei i braku przynależności. O desperacji pchającej ludzi do największego poświęcenia. W końcu o tym, ile znaczy ludzkie życie wobec przemian politycznych na świecie.
Temat niby od dawna mocno eksploatowany, a jednak wciąż żywy i poruszający.

Arcysmutna książka o stracie, poczuciu beznadziei i braku przynależności. O desperacji pchającej ludzi do największego poświęcenia. W końcu o tym, ile znaczy ludzkie życie wobec przemian politycznych na świecie.
Temat niby od dawna mocno eksploatowany, a jednak wciąż żywy i poruszający.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
2872
298

Na półkach:

O migrantach z uczuciem i wrażliwością, bardzo sugestywne. Polecam. 5/6

O migrantach z uczuciem i wrażliwością, bardzo sugestywne. Polecam. 5/6

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

242 użytkowników ma tytuł Morze o poranku na półkach głównych
  • 123
  • 119
59 użytkowników ma tytuł Morze o poranku na półkach dodatkowych
  • 33
  • 7
  • 5
  • 5
  • 3
  • 2
  • 2
  • 2

Inne książki autora

Margaret Mazzantini
Margaret Mazzantini
Margaret Mazzantini – urodziła się w Dublinie, obecnie wraz z mężem i czwórką dzieci mieszka w Rzymie. Zadebiutowała w roku 1994 powieścią Il catino di zinco, jednak prawdziwą sławę przyniosła jej książka Zatrzymaj się, nagrodzona Premio Strega, Premio Grinzane Cavour, Premio Città di Bari, European Zepter Prize, przełożona na 30 języków oraz zaadoptowana na produkcję filmową w reżyserii Sergio Castellitto, z Penélope Cruz w roli głównej. Powieścią Powtórnie narodzony, która również doczekała się kinowej ekranizacji, umocniła tylko swoją i tak silną pozycję wśród najbardziej utalentowanych współczesnych włoskich powieściopisarek. Autorka ma na swym koncie 5 powieści i 2 dramaty.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Nasze dusze nocą Kent Haruf
Nasze dusze nocą
Kent Haruf
O tym, co ludzie powiedzą. Addie i Louis od wielu lat są sąsiadami, ale nigdy nie utrzymywali z sobą bliskich stosunków. Oboje od dawna są owdowiali i pewnego dnia postanawiają zacząć spędzać ze sobą noce w zupełnie nieerotyczny sposób, aby czuć się mnie samotnie, co dosyć szybko staje się obiektem zainteresowania okolicznych plotkarzy. Nie jest to wybitna książka, ale miała potencjał być czymś całkiem przyjemnym. Autor pisze stylem bardzo oszczędnym, który często przypomina coś w rodzaju pobieżnego streszczenia i nie do końca potrafi budować nastrój. Poza tym nie udaje mu się uniknąć wpadnięcia w taką typowo romansową koleinę, jakby nie mieściło mu się w głowie, że relacja dwojga ludzi przeciwnej płci może być pozbawiona pierwiastka fizyczności. Całość jest też zdecydowanie za krótka i przydałoby się jej większe rozbudowanie. Jednak tym, co mnie najbardziej rozczarowało jest zakończenie. Mam poczucie, że autor mnie tutaj podle oszukał. Przez całą książkę zdawał się snuć taką budującą, ciepłą, ale przy tym ani trochę nieprzesłodzoną opowieść o ludziach, którym po latach samotności udało się odnaleźć w życiu jakiś nowy smak i zbudować coś wartościowego na przekór opiniom otoczenia, tylko po to, żeby wszystko pogrzebać przy końcówce, jak wredny dzieciak, który czerpie radość ze złośliwego deptania cudzych babek z piasku. Nie rozumiem, dlaczego postanowił w taki sposób skończyć tę historię (zwłaszcza, że wszystko urywa się jakoś tak nagle i trudno tu mówić o jakiejkolwiek konkluzji - nie mamy tu do czynienia z otwartym zakończeniem, ale raczej z jego brakiem) i jestem o to zła. Nie wiem, doprawdy nie wiem, kto wmówił ludziom, że happy end jest banalnym zakończeniem, którego trzeba unikać jak zarazy i dlatego za wszelką cenę trzeba wszystkich w książce unieszczęśliwić na siłę, bo inaczej nie ma głębi, ale był skończonym idiotą.
niedź - awatar niedź
ocenił na68 miesięcy temu
Sofia albo początek wszystkich historii Rafik Schami
Sofia albo początek wszystkich historii
Rafik Schami
Rafik Schami niewątpliwie potrafi snuć opowieści, niby rasowy hawakati. W "Sofii" opowiada dość skomplikowaną historię rodzinną, jak to na Bliskim Wschodzie, pełną cioć, babć, kuzynów oraz miłości dawnych i obecnych. Jest to opowieść o miłości, sile rodziny, tęsknocie za ojczystymi stronami i sprzeciwianiu się konwenansom, wynikającym z religii i tradycji. Wszystko to na tle Syrii i osuwania się tego kraju w dyktaturę, co komentuje Schami. Główny bohater, odwiedzający kraj po 40 latach emigracji, wszędzie zauważa oznaki upadku: moralnego, kulturowego, politycznego. Syria – wielokulturowy tygiel, o starożytnych tradycjach – zamieniła się w kraj skorumpowany, sterroryzowany, pełen strachu, co w końcu (po wielu latach) doprowadziło do obalenia reżimu i tragicznej wojny, nieschodzącej w ostatnich latach z medialnych doniesień. Znajdziemy tu też wiele refleksji na temat mentalności Arabów i kultury klanowej, ciągle panującej w tym zakątku świata. Moje pierwsze skojarzenie z Sofią to mądrość, jednak w tej powieści chyba nie o to chodzi, choć jest pełna mądrych sentencji. Ta powieść ma niewątpliwie mocno bliskowschodni charakter, taki trochę bajkowy – jest pełna damasceńskich zapachów i smaków, a także namiętności, jakie być może są obce człowiekowi wychowanemu w zachodniej kulturze, w tym miłosnych zawirowań, przypominających niestety momentami tanie romansidła (jednowymiarowi bohaterowie, a relacje albo zakazane albo kompletnie nieudane, bo pozbawione uczuć). Trudno też uchwycić związek między dwoma równoległymi wątkami, stanowiącymi dwie zupełnie odrębne historie, tym bardziej, że w każdej z nich występuje wielu bohaterów i skomplikowane relacje rodzinne, rozłożone jeszcze na różnych planach czasowych. Utrudnia to połapanie się w fabule i myślę, że zdecydowanie się na jeden z tych wątków byłoby lepszym pomysłem. Czyta się Sofię bardzo dobrze, acz ma się wrażenie, że ta historia przynależy do sfery fikcji, ma niewiele wspólnego z rzeczywistością.
joly_fh - awatar joly_fh
ocenił na71 rok temu
Trafikant Robert Seethaler
Trafikant
Robert Seethaler
Dorastanie w „ciekawych czasach” Podeszłam do książki, jak do jeża. Czytając opis na okładce książki, pomyślałam, że to kolejna pozycja, która ma przyciągnąć czytelników pojawieniem się postaci historycznej. Na szczęście to była pomyłka. Autor zachwycił mnie subtelną opowieścią o dojrzewaniu w trudnych czasach, błyskotliwą, wzruszająca, ale bez sentymentalizmu i bez zbędnych opisów. Interesujące jest zestawienie chłopca, który dopiero wkracza w dorosłość z osobą, która jest na końcu swojego życia, a także atmosferę Wiednia w czasie dojścia nazistów do władzy. 17-letni Franz Huchel urodził się w małej wiosce- kurorcie nad brzegiem jeziora, w otoczeniu gór. Dorastał otoczony miłością matki i oprócz nauki nie miał innych obowiązków. Czasy się zmieniają i chłopiec musi podjąć pracę. Jednak matka nie wyobraża sobie, aby podjął pracę fizyczną we wiosce. Wysyła Franza do swego znajomego Ottona Trsnjeka w Wiedniu. Otton Trsnjek jest samotnym mężczyzną, kaleką, weteranem I wojny światowej i prowadzi w Wiedniu trafikę. Franz zostaje jego pomocnikiem. Musi dokładnie poznać cały asortyment sprzedawany w trafice, ale też codziennie czytać wszystkie gazety sprzedawane w Trafice. Dzięki temu jest na bieżąco z tym, co dzieje się w Wiedniu i Austrii. Otton uczy, że dobry trafikant nie tylko sprzedaje papierosy, cygara, gazety i artykuły papiernicze, ale sprzedaje też przyjemność, pożądanie, a czasami grzeszne namiętności. Zwraca też uwagę, że dobry trafikant zna swoich klientów i ich upodobania. Jednym z klientów tej trafiki jest Zygmunt Freud. Nazwisko to znane jest nawet Franzowi i wie on o jego pracy. Zaczepia więc Freuda, pytając się o sens życia. W ten sposób zaczyna się ich dziwna znajomość, gdzie młody chłopak spotyka się z osiemdziesięcioletnim, schorowanym Freudem prosząc go o życiowe rady. Franz poznaje też uroki Wiednia, a także przeżywa pierwszą miłość, pierwsze pożądanie, ale też związane z tym rozterki i rozczarowania. Niestety jest rok 1937 i hitleryzm ze swoją ideologią jest coraz bardziej obecny w Wiedniu, aż dochodzi do włączenia Austrii do Rzeszy Niemieckiej. Nie tylko Żydzi są szykanowani, ale też sklepikarze, którzy sprzedają Żydom. Franza czekają trudne wybory. Pan Robert Seethaler wykreował barwną historię zwykłego chłopaka zanurzonego w historii. Autor potrafi przy minimum słów przekazać maksimum treści. Możemy się o tym przekonać w czasie rozmów Franza z Freudem i korespondencji Franza ze swoją Matką. Ciekawe jest przeciwstawienie postawy wobec życia Franza i jego ukochanej Anezką. Wszystko to się dzieje we wspaniałym Wiedniu, po którym spacerujemy z bohaterami tej powieści. Z chęcią sięgnę po inne powieści tego autora. Punkt 20 Wyzwania.
jatymyoni - awatar jatymyoni
ocenił na81 rok temu
Dunbar Edward St Aubyn
Dunbar
Edward St Aubyn
„Władza to korona z cierni, którą król sam nakłada sobie na głowę, by na końcu przekonać się, że jedyne, co posiada, to własne szaleństwo”. To zdanie mogłoby stanowić klamrę spinającą powieść Edwarda St Aubyna „Dunbar”. Książka powstała w ramach projektu Hogarth Shakespeare, w którym współcześni pisarze mierzą się z dziełami barda ze Stratfordu. St Aubyn wziął na warsztat „Króla Leara”, przenosząc go w realia bezwzględnego świata wielkich korporacji i mediów. To ambitna próba, która jednak – mimo błyskotliwego stylu autora – zasługuje na ocenę 6/10 ze względu na pewną mechaniczną wtórność względem oryginału. Medialny imperator w potrzasku Henry Dunbar to kanadyjski magnat medialny, który u schyłku życia zostaje podstępem uwięziony przez swoje dwie starsze córki, Abigail i Megan, w luksusowym domu opieki w Anglii. St Aubyn świetnie oddaje dynamikę rodzinnej nienawiści; córki Dunbara to współczesne wersje Goneryli i Regany – zimne, wyrachowane i pozbawione skrupułów w dążeniu do przejęcia imperium ojca. Autor, znany z cyklu o Patricku Melrose, z właściwą sobie zjadliwością portretuje wyższe sfery, ich narcyzm i emocjonalną pustkę. Ucieczka Dunbara z ośrodka i jego błąkanie się po wzgórzach Kumbrii to bezpośrednie nawiązanie do sceny na wrzosowisku, gdzie upadek potęgi idzie w parze z rozpadem umysłu. Blaski i cienie adaptacji Największą zaletą powieści jest język St Aubyna – precyzyjny, pełen ciętego humoru i trafnych diagnoz psychologicznych. Postać Petera, alkoholika i towarzysza ucieczki Dunbara, pełniącego funkcję Błazna, wprowadza do narracji tragikomiczny pierwiastek. Głównym problemem jest zbyt niewolnicze trzymanie się struktury Szekspira. Tam, gdzie oryginalny dramat poraża kosmicznym wymiarem tragedii, współczesna wersja momentami osiada na mieliźnie thrillera korporacyjnego. Zło córek wydaje się tu zbyt jednowymiarowe, a odkupienie Dunbara i jego relacja z „tą dobrą” córką, Florence (Kordelią),bywa nazbyt sentymentalna w porównaniu do surowości pierwowzoru. „Dunbar” to sprawnie napisana, inteligentna proza, która dostarcza satysfakcji głównie tym, którzy lubią odnajdywać literackie kody i nawiązania. Edward St Aubyn udowadnia, że mechanizmy władzy i zdrady są niezmienne od wieków, jednak w tej konkretnej odsłonie zabrakło mu nieco odwagi, by całkowicie zerwać ze smyczą Szekspira i zaproponować coś autentycznie świeżego. To dobra lektura na dwa wieczory, która błyszczy formą, ale w treści pozostaje jedynie poprawnym echem wielkiego dramatu. Dla fanów autora to pozycja obowiązkowa, dla reszty – jedynie solidna rzemieślnicza robota, która nie dorównuje sile jego autorskich cykli.
Muminka - awatar Muminka
oceniła na68 dni temu
Bakhita Véronique Olmi
Bakhita
Véronique Olmi
Jan Paweł II w 2000 roku wyniósł na ołtarze, zmarłą w 1947, roku siostrę Józefinę, zwaną przed wstąpieniem do klasztoru Bakhita. Bahita była pierwszą afrykańską i sudańską świętą. Wiek XIX był tragiczny dla Afryki. Bandy handlarzy niewolników pustoszyły Afrykę, porywając ludzi, często paląc, mordując i zrównując całe wioski z ziemią. Bakhita żyła w Darfurze (region Sudanu) w otoczeniu kochającej rodziny. Niestety, tak jak jej siostra, mając ponad 7, lat została porwana przez handlarzy niewolników. Zamknięta sama przez pewien czas w nieludzkich warunkach na skutek traumy zapomniała swoje imię. Zostało jej zaledwie kilka wspomnień z rodzinnego domu, ale przede wszystkim miłość jej matki, czuła jej obecność i słyszała jej słowa Nie puszczę Twojej dłoni.”. Nim dołączono ją do innych niewolników, handlarze arabscy nadali jej imię Bakhita ( w języku arabskim oznacza szczęściara). Dołączono ją do innych niewolników i zmuszona była przejść boso około 960 kilometrów do El-Obeid i zanim tam dotarła była dwukrotnie sprzedana. Tylko w miejscach, gdzie odbywał się targ, mogła się umyć, dostawała jakieś ubranie i jedzenie. Natomiast przez całą drogę, gdy ktoś nie nadążał, zostawał, aby umrzeć lub go zabijano. W czasie drogi nie szczędzono im batów. Później była sprzedawana, jako służącą do kolejnych domów, gdzie poniżano ją, bito i torturowano. Czasami tygodnie leżała, znajdując się na granicy śmierci. W 1883 roku, gdy miała około 13 lat, kupił ją włoski wicekonsul, który nie stosował wobec niej przemocy. Razem z nim wyjechała do Włoch. We Włoszech wicekonsul przekazał prawo własności znajomej żony i razem z nią wyjechała do małej miejscowości nieopodal Wenecji. Tam też wzbudziła sensację, strach, a nawet czasami wrogość, gdyż po raz pierwszy ludzie tam mieszkające zetknęli się z czarnoskórą kobietą. Pod wpływem sąsiadów oddano ją „do przyuczenia” siostrom Zgromadzenia Córek Miłości. Tam też przyjęła chrzest, pierwszą komunię, bierzmowanie i otrzymała imię Józefina. Zgodnie z prawem włoskim nie była już niewolnicą i straciła nad nią władzę jej ostatnia właścicielka. Kilka lat później wstąpiła do zakonu, w którym przeżyła ponad pięćdziesiąt lat. Po krótkim okresie szoku jej wyglądem, zyskała sympatię najpierw dzieci, a później dorosłych. W klasztorze pracowała, jako kucharka, szwaczką, praczką, a nawet furtianką, gdzie stykała się ze światem zewnętrznym. Najpierw siostrom, a później na ich prośbę innym opowiedziała historię swojego życia, która została spisana. Na stronach Zgromadzenia Córek Miłości znajduje się jej biografia. Benedykt XVI w encyklice Spe salvi przytoczył natomiast jej życiorys jako przykład nierozerwalnej i determinującej relacji wiary i nadziei w życiu chrześcijan. Véronique Olmi napisała wstrząsającą historię, która na przykładzie Bakhity opisuje los tysięcy kobiet i dzieci, które poddane były niewolnictwu. „Bakhita” nie jest typową biografią, ale powieścią napisaną na podstawie opowieści Bakhity. Historia wstrząsająca i pełna emocji, gdyż opisana jest z perspektywy dziecka. Przeżywamy wraz z nią strach i traumę uprowadzenia jej z rodzinnej wioski i oderwania jej od rodziny. Doświadczamy wraz z nią skrajnego wyczerpania i zaszczucia w czasie jej drogi na kolejne targi niewolników. Przeżywamy wraz z nią pełen bólu i cierpienia czas pobytu w kolejnych domach, gdzie pełniła posługę. Ostatecznie przeżywamy wraz z nią zderzenie się z zupełnie jej obcą cywilizacją europejską. Nie doświadcza co prawda tortur fizycznych, ale nie obce jest jej poniżanie i wyszydzanie choćby z powodu koloru jej skóry. Autorka przedstawia parę scen okrutnych tortur, ale nie epatuje w nich okrucieństwem, ale pragnie ukazać rozmiar cierpień Bakhity. Jednak celem autorki nie jest ukazanie okrucieństwa świata, ale podziwiamy wewnętrzną siłę bohaterki, która to przeżyła i skąd czerpała swoją wewnętrzną siłę, która pozwalała jej przetrwać najgorsze chwile. Książka pozbawiona jest patosu, który często towarzyszy biografiom świętych, ale jest to opowieść o nadziei, wierze w dobro, gdzie wokół panuje zło, o miłości i pokorze. Książka, która mówi o sile człowieka, o wierze i nadziei na lepsze jutro.
jatymyoni - awatar jatymyoni
ocenił na85 miesięcy temu
Historia porządnej rodziny Rosa Ventrella
Historia porządnej rodziny
Rosa Ventrella
Tylko dwie książki Rosy Ventrelli są dostępne do przeczytania i to było moje drugie spotkanie z ta pisarką. Akcja książki toczy się w latach 80-tych XX wieku, choć momentami miałam wrażenie, że to bardziej odległe lata. Ludzie w biedniejszej dzielnicy Bari tak bardzo są zakorzenieni w przeszłości, tradycji, biedzie. To, że pisarka pochodzi stamtąd, można poczuć praktycznie na każdej stronie książki. Przekazuje emocje z samej głębi duszy. Byłam kiedyś w Bari i pamiętam, jak zaskoczyło mnie to miasto: te babcie robiące makaron na ulicy, siedzące na krzesłach i plotkujące lub po prostu obserwujące ze stoickim spokojem mieszkańców i turystów tak, jakby widziały już wszystko w życiu. A przynajmniej wszystko to, co prawdziwe i potrzebne. Byłam już w wielu włoskich miastach, ale nie ma drugiego takiego jak Bari. Autorka świetnie wykreowała bohaterów, którzy są pełni pasji, emocji tłumionych i kotłujących się w środku. Opowieść krąży wokół skomplikowanej osobowości nastoletniej Marii, zdolnej córki rybaka. To opowieść o dorastaniu, przyjaźni, miłości i niedopasowaniu oraz marzeniach. Wciągającą opowieść o skomplikowanych relacjach rodzinnych pełnych tarć, tradycyjnych ról, trudnej miłości, a także przemocy domowej. Świetnie przedstawiony klimat nadmorskiego Bari i opis tradycyjnej włoskiej rodziny oraz życia włoskiej społeczności pełnej plotek, przestępstw, wierzeń i przesądów, które tylko tutaj mogły tak się połączyć. Szkoda, że ta książka jest tak krótka. Za szybko się skończyła.
Gosia - awatar Gosia
oceniła na76 miesięcy temu
Psikus Domenico Starnone
Psikus
Domenico Starnone
„Psikus” jest moją pierwszą przeczytaną książką włoskiego pisarza Domenico Starnone. Muszę przyznać, że powieść czekała na półce dość długo żebym zapoznała się z jej treścią, bowiem prawie pięć lat, nie mniej jednak uważam, że na każdą książkę jest odpowiedni czas. Jest to dzieło z gatunku literatura piękna, finalista nagrody National Book Award w kategorii literatura w przekładzie w 2018 roku. Książka wydana jest w twardej oprawie, a zdjęcie na okładce może nie jest zbyt malownicze, gdyż przedstawia rozlane mleko i kawę, jednakże przywodzi na myśl połączenie pokoleń. I w tym przypadku nie jest to bezpodstawne skojarzenie. Głównym bohaterem powieści jest mieszkający w Mediolanie siedemdziesięcioletni Daniele Mallarico sławny ilustrator i pracoholik, dla którego kariera zawodowa jest całym życiem. Na prośbę córki, przyjeżdża do rodzinnego Neapolu, żeby opiekować się przez kilka dni czteroletnim wnukiem Mario. Ten zasadniczo krótki czas spędzony w domu z dzieciństwa w towarzystwie żywiołowego dziecka nie tylko przywołuje duchy z przeszłości ale stawia przed Daniele pytanie czym jest prawdziwy sens życia. Czy udało się bohaterowi znaleźć odpowiedź oraz na czym polegał tytułowy psikus – zainteresowanych odsyłam do kart powieści. Uważam, że jest to naprawdę ciekawa książka z niebanalną fabułą sprawnie poprowadzoną przez Autora. Generalnie akcja powieści toczy się w kilku pokojach włoskiego mieszkania. Narratorem powieści jest główny bohater, co pozwala zrozumieć cechy charakterystyczne i spojrzenie z perspektywy seniora. Bohaterowie są świetnie wykreowani, dziadek Daniele i wnuk Mario zostali dobrze opisani zarówno w różnicach charakterów jak i z łączącym ich talentem do rysunku. Lekkie pióro Autora, powoduje że książkę czyta się szybko i płynnie. Opisana historia pokazuje istotę relacji pomiędzy członkami bliskiej rodziny oraz jak ważne jest wychowanie dzieci i poświęcanie im czasu. Książka jest przede wszystkim o przemijaniu młodości, kariery zawodowej i życia. W mojej ocenie jest to historia z przesłaniem mówiącym żeby spojrzeć na siebie i zastanowić się czy w biegu codziennego życia nie umyka nam coś naprawdę ważnego. Polecam tę powieść każdemu, kto lubi nietuzinkową fabułę i jej łagodny przebieg. Można przy tej pozycji odpocząć i przyjemnie spędzić czas. Mnie osobiście przypadła ta książka do gustu i chętnie przeczytam pozostałe dzieła Autora wydane w Polsce. Polecam serdecznie.
Katarzyna - awatar Katarzyna
oceniła na81 rok temu
W samym środku zimy Isabel Allende
W samym środku zimy
Isabel Allende
W samym środku zimy” to utwór, który z jednej strony czaruje charakterystycznym dla autorki ciepłem, z drugiej zaś sprawia wrażenie literackiego eksperymentu, w którym zbyt wiele gatunków próbuje współistnieć na ograniczonej przestrzeni. Akcja osadzona w samym sercu mroźnego Brooklynu, sparaliżowanego przez potężną śnieżycę, staje się tłem dla spotkania trojga ludzi z zupełnie innych światów. Choć punkt wyjścia obiecuje gęsty thriller, Allende ostatecznie skręca w stronę melodramatu i prozy zaangażowanej społecznie, co skłania mnie do wystawienia oceny 6/10. Historia zaczyna się od błahego stłuczki, która uruchamia lawinę zdarzeń. Richard, dojrzały i wycofany z życia profesor, uderza w samochód Evelyn, młodej imigrantki z Gwatemali pracującej nielegalnie. Gdy okazuje się, że w bagażniku auta dziewczyny znajdują się zwłoki, Richard prosi o pomoc swoją lokatorkę, Chilijkę Lucię. To nietypowe trio wyrusza w podróż, by pozbyć się ciała, a jednocześnie – co typowe dla Allende – by opowiedzieć sobie nawzajem historie swojego życia. Śnieżny paraliż Nowego Jorku staje się tu klatką, która wymusza intymność i konfrontację z własnymi demonami. Trauma jako wspólny mianownik Najmocniejszym punktem książki są retrospekcje. Autorka z ogromną empatią opisuje tragiczne losy Evelyn, uciekającej przed przemocą gangów w Ameryce Środkowej, oraz bolesną przeszłość Lucii, naznaczoną dyktaturą w Chile. Allende przypomina nam, że każdy człowiek niesie w sobie „niepokonane lato”, o którym pisał Albert Camus (cytowany w tytule). Niestety, w tej warstwie narracyjnej tkwi też słabość powieści – wątki historyczne i polityczne wydają się momentami ważniejsze od samej intrygi kryminalnej, która zostaje rozwiązana w sposób mało przekonujący i uproszczony. „W samym środku zimy” to książka o wielkim sercu, która jednak cierpi na brak narracyjnej dyscypliny. Allende próbuje poruszyć zbyt wiele tematów naraz: od kryzysu migracyjnego, przez starość i samotność, aż po klasyczny romans. W efekcie thriller traci napięcie, a obyczajowa głębia zostaje spłycona przez sensacyjne zwroty akcji. To wciąż sprawnie napisana proza, która potrafi wzruszyć i zmusić do refleksji nad losem wykluczonych, ale brakuje jej magii i spójności znanej z najsłynniejszych dzieł autorki. Dla fanów Allende będzie to miłe spotkanie z jej stylem, dla pozostałych – jedynie poprawna lektura na jeden mroźny wieczór.
Muminka - awatar Muminka
oceniła na68 dni temu
Spadek Vigdis Hjorth
Spadek
Vigdis Hjorth
Odcięta gałąź „Napis nad moim losem na ziemi: „Spętana dzieciństwem”. Ponad pięćdziesiąt lat, a nadal poddana strachowi przed rodzicielskim autorytetem, którego boją się dzieci” [1]. Bergljot - bohaterka powieści „Spadek”, norweskiej autorki Vigdis Hjorth, ma ponad 50 lat. Jest pisarką - zajmuje się krytyką teatralną. Ma już za sobą - a przynajmniej tak można by uznać - dzieciństwo, młodość, małżeństwo, macierzyństwo. Jej dość zamożni rodzice zestarzeli się, więc postanowili zapisać majątek czwórce swoich dzieci: starszym – synowi Bardowi, córce Bergljot i ich młodszym siostrom Astrid i Asie. Wbrew składanym wcześniej zapewnieniom podzielenia majątku na równe części, testatorzy postąpili inaczej, co z kolei, jak to zazwyczaj bywa w takich wypadkach, wywołało rodzinny spór. Historia jakich wiele - niesmaczna, jak każdy konflikt krewnych o pieniądze. Testament powstał, mimo towarzyszących całemu procesowi sprzeciwów, a los zrządził, że spadkobiercy nie musieli długo czekać na jego oficjalne otwarcie. Z powodu tragicznego w konsekwencjach upadku ze schodów, umarł 85-letni ojciec bohaterki i jej rodzeństwa, pozostawiając po sobie wspomniany wyżej spadek, żonę, dzieci, wnuki i coś, co w tych okolicznościach po raz kolejny dało o sobie znać - ukrywaną, a raczej nieprzyjmowaną do wiadomości, przemilczaną przez lata historię z przeszłości - tajemnicę. Tajemnica, to może nie jest w tym wypadku odpowiednie określenie – używam go jednak, z uwagi na chęć ukrycia szczegółów. To krótki zarys fabuły powieści, która zaraz po ukazaniu się w 2016 r. w Norwegii (polska premiera w Wydawnictwie Literackim miała miejsce w 2018 r.),wywołała wiele kontrowersji i przyczyniła się do publicznej debaty na temat przedstawionych w niej wydarzeń oraz występujących, jak podejrzewano, wątków autobiograficznych. Czy są jeszcze jakieś rodzinne sprawy i problemy, których literatura nie poruszyła, a które mogłyby zostać przedstawione w sposób nowatorski? Okazuje się, że tak. Pierwszoosobowa narracja Bergljot, zarówno ta prowadzona w czasie teraźniejszym, jak retrospektywna, jej forma imitująca autentyczne przemyślenia z ich naturalnym chaosem, powtórzeniami, zwrotami, odwoływaniem się do snów, pozwala czytelnikowi nie tylko poznać kulisy całej sprawy, ale nieomal dotknąć i osobiście doświadczyć trudnych emocji bohaterki - osoby, która w imię uwolnienia się z rodzinnych, a opresyjnych dla siebie układów, zdecydowała się na zerwanie kontaktów z rodzicami i rodzeństwem. Bergljot jest inteligentna, odniosła zawodowy sukces i bardzo lubi swoją pracę. Ma dobry, ciepły kontakt z dorosłymi dziećmi, partnera i przyjaciół wspierających ją, znajduje się, jak to ładnie określa andragogika, u progu późnej dorosłości, przeszła terapię, a mimo to nadal pozostaje pod presją wydarzeń z dzieciństwa. Wciąż nie może uwolnić się od roli bezbronnego dziecka autorytarnych rodziców i na nowo przeżywa swój dramat niewysłuchanej ofiary, odrzuconej córki i siostry. Zerwanie kontaktów nie zapewniło jej, o czym mamy się przekonać, spokoju, którego tak bardzo szukała, a śmierć ojca niczego nie rozwiązała, a przeciwnie, wymogła na niej zmierzenie się po raz kolejny - nie otrzymujemy odpowiedzi, czy ostateczny - z problemem jej życia, który tak naprawdę był problemem całej rodziny. Wszyscy jej członkowie są w jakiś sposób uwikłani w sytuację, która już w przeszłości wymagała i dalej zmusza ich do zajęcia stanowiska w sprawie – do określenia się. Konsekwencje przyjęcia wobec bohaterki zdecydowanej i jednoznacznej postawy dotkną z pewnością każdą z występujących postaci – i to jest sednem. Z tego wszyscy uczestnicy dramatu, jak się wydaje, zdają sobie sprawę. Bergljot, której perspektywę widzenia problemu czytelnik poznaje najlepiej, doskonale rozumie motywy postępowania uczestników rodzinnego sporu, w ponadprzeciętny sposób umie ocenić rolę jaką odegrała w jej życiu postawa ojca i matki, a jednak nie potrafi unieść konsekwencji swojego wyboru – wyboru drogi odcięcia się od rodziców. Tak głęboko tkwi w niej społecznie nakazana konieczność okazywania im szacunku, szczególnie kiedy stają się starzy i niedołężni, że poczucie krzywdy wciąż walczy w niej, z poczuciem obowiązku. Postać neurotycznej, nieszczęśliwej, uciekającej czasami w alkohol Bergljot, pokazuje jak bardzo zakorzenione są w naszej psychice zarówno potrzeba bezwarunkowej rodzicielskiej miłości i szczera chęć wypełnienia roli opiekuna starych rodziców, ale równie silnie naturalna potrzeba szacunku dla siebie, poszukiwania zadośćuczynienia, akceptacji, zrozumienia i uznania przez otoczenie, a przynajmniej wysłuchania „naszej” prawdy. Czy można wyrzec się tych wartości w imię spokoju swoich krewnych, w imię utrzymywania powierzchownych kontaktów rodzinnych i zewnętrznych pozorów tak zwanej "normalności"? Czy może tak właśnie trzeba – bo minęły lata, są jeszcze dzieci i wnuki, spragnione kontaktów z dziadkami? Czy wreszcie w rodzinie wszystko da się zapomnieć, odciąć, unieważnić? I w jakich okolicznościach? Co zrobić z takim odkryciem: że hipokryzja i strach, chęć osłonięcia się przed osądem społecznym może, jak się okazuje, być głównym motywem działania rodziców? Tych rodziców, o których chcielibyśmy przecież zawsze myśleć, że nas kochają i chcą wyłącznie naszego dobra. Czytelnik sam musi zdecydować, jak odnaleźć się w tym poszarpanym przez emocje świecie Bergljot i jej rodziny, w którym prawie wszyscy czują się nieszczęśliwi - ofiara i sprawca, współwinni i niewinni, i ci którzy w imię kompromisów nie potrafili opowiedzieć się po właściwej stronie. To niepokojąca i poruszająca proza, ale pomimo bolesnej prawdy w niej zawartej trudno było mi się od niej oderwać, Utkwiła mi w pamięci szczególnie jedna scena: bohaterka od kilku dni leży w szpitalnym pokoju razem ze starszą kobietą, której nikt nie odwiedza. Za szpitalnymi oknami rozciąga się szeroka panorama nieba. Pewnego wieczoru, kiedy jeszcze nie śpią, na ciemniejącym po burzy horyzoncie ukazuje się im dobrze widoczna, spektakularna tęcza. Obie są tak samo zachwycone i podekscytowane tym zjawiskiem, a Bergljot zauważa, że może rodzina nie jest jednak najważniejsza i żadna wizyta krewnych nie dałaby samotnej starszej pani takich emocjonujących, dobrych przeżyć. To kontrowersyjna, ale jakże w niektórych przypadkach prawdziwa, refleksja. Smutna – ważna lektura. Tak jak pastelowa grafika na okładce książki, która przedstawia delikatnie zarysowane kontury domu i drzewo na pierwszym planie. Z początku niczego nie zauważamy: dom, drzewo, krajobraz, dopiero po chwili, a może nawet dopiero podczas lektury, kiedy sięgamy po książkę po raz kolejny i uważniej przyglądamy się rysunkowi, widzimy, że drzewo nie ma liści, a jedna z jego najgrubszych gałęzi jest odcięta. Recenzja ukazała się wcześniej na innym portalu czytelniczym. [1] Vigdis Hjorth, „Spadek”, przeł. Elżbieta Ptaszyńska-Sadowska, Wydawnictwo Literackie, 2018 r., s. 58.
Iksja - awatar Iksja
oceniła na810 dni temu

Cytaty z książki Morze o poranku

Więcej
Margaret Mazzantini Morze o poranku Zobacz więcej
Margaret Mazzantini Morze o poranku Zobacz więcej
Margaret Mazzantini Morze o poranku Zobacz więcej
Więcej