Tuzin czarnych róż

Okładka książki Tuzin czarnych róż autora Nancy A. Collins, 8372981299
Okładka książki Tuzin czarnych róż
Nancy A. Collins Wydawnictwo: Zysk i S-ka horror
260 str. 4 godz. 20 min.
Kategoria:
horror
Format:
papier
Tytuł oryginału:
Dozen black roses
Data wydania:
2004-01-01
Data 1. wyd. pol.:
2004-01-01
Liczba stron:
260
Czas czytania
4 godz. 20 min.
Język:
polski
ISBN:
8372981299
Tłumacz:
Robert P. Lipski
Średnia ocen

5,9 5,9 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Tuzin czarnych róż w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Tuzin czarnych róż

Średnia ocen
5,9 / 10
104 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Tuzin czarnych róż

avatar
31
5

Na półkach:

Ciekawie ujęta historia, nieco inne spojrzenie na wampiry, przez pryzmat gry RPG Wampir:Maskarada.

Ciekawie ujęta historia, nieco inne spojrzenie na wampiry, przez pryzmat gry RPG Wampir:Maskarada.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
780
608

Na półkach: ,

Książka wrzucana do kategorii horroru, która jest tak na prawdę mrocznym urban fantasy, bo takie wrażenie odniosłam po lekturze. I w sumie to mi się poodbało, bo szaleję za tym gatunkiem. Pomysł był może nie najorygnalniejszy, ale dosyć konkretny, Umarłe miasto i wampirze gangi walczące o wpływy. Dwóch wrogów, bossów mafijnych i wszechobecny strach. Klimat udało się autorce w zasadzie utrzymać, chociaż styl jej pisania momentami drażnił. Był słabo dopracowany, a podejrzewam, że kiepskie tłumaczenie też zrobiło swoje.
Bohaterowie zostali wykreowani zadowalająco, aczkolwiek bez szału. Samo przedstawienie świata nie wyszło autorce, bo wielu rzeczy nie wyjaśniała przy okazji narracji, tylko, jak podejrzewam, stwierdziła, że wystarczy gdy wrzuci na końcu książki słownik. Czytało mi się jednak w miarę przyjemnie - sentyment w stosunku do krwiopijców wiele zrobił!

Książka wrzucana do kategorii horroru, która jest tak na prawdę mrocznym urban fantasy, bo takie wrażenie odniosłam po lekturze. I w sumie to mi się poodbało, bo szaleję za tym gatunkiem. Pomysł był może nie najorygnalniejszy, ale dosyć konkretny, Umarłe miasto i wampirze gangi walczące o wpływy. Dwóch wrogów, bossów mafijnych i wszechobecny strach. Klimat udało się autorce...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
714
714

Na półkach: , , ,

Książka ta stała na mojej półce już od dawna i czekała na swoją kolej. To było moje drugie spotkanie z autorką i niestety wypadło gorzej niż pierwsze. Może dlatego, że wolę wilkołaki niż wampiry.

Fabuła jest prosta: dwa klany wampirów (o przepraszam, Spokrewnionych) walczące ze sobą o władzę w Umarłym Mieście, do którego przybywa tajemnicza nieznajoma i ze znanych tylko sobie powodów postanawia zmniejszyć drastycznie populację obydwu klanów. Boleśnie zmniejszyć.

Dalej jest jeszcze prościej - zaczyna się krwawa jatka.
Tylko trochę razi w oczy, kiedy wampiry "atakują sforą" lub "ryczą jak wilkołaki". Od przybytku głowa nie boli, ale dla mnie wampir to wampir, a wilkołak to wilkołak i każdy z nich powinien pozostać sobą. Plus przez część książki zastanawiałam się jak nazwać wampira wysysającego krew z innego wampira? Wampir do kwadratu? :)(chociaż moje wątpliwości wynikają pewnie z tego, że nie jestem znawczynią tematu).

Jeżeli ma się ochotę na niewymagającą lekturę z wampirami w tle, to ta książka jest w sam raz. Przestraszyć nie przestraszy, ale też nie zanudzi na śmierć.

Książka ta stała na mojej półce już od dawna i czekała na swoją kolej. To było moje drugie spotkanie z autorką i niestety wypadło gorzej niż pierwsze. Może dlatego, że wolę wilkołaki niż wampiry.

Fabuła jest prosta: dwa klany wampirów (o przepraszam, Spokrewnionych) walczące ze sobą o władzę w Umarłym Mieście, do którego przybywa tajemnicza nieznajoma i ze znanych tylko...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

289 użytkowników ma tytuł Tuzin czarnych róż na półkach głównych
  • 159
  • 125
  • 5
63 użytkowników ma tytuł Tuzin czarnych róż na półkach dodatkowych
  • 40
  • 8
  • 6
  • 3
  • 2
  • 2
  • 2

Tagi i tematy do książki Tuzin czarnych róż

Inne książki autora

Okładka książki Blade Runner. Czarny Lotos. Zostawić LA. Tom 1 Enid Balam, Nancy A. Collins
Ocena 5,1
Blade Runner. Czarny Lotos. Zostawić LA. Tom 1 Enid Balam, Nancy A. Collins
Okładka książki Predator: Hell Come A Walkin/1718 Nancy A. Collins, Dean Ormston
Ocena 5,4
Predator: Hell Come A Walkin/1718 Nancy A. Collins, Dean Ormston
Okładka książki Jest legendą: Antologia w hołdzie Richardowi Mathesonowi Gary Braunbeck, Ramsey Campbell, Nancy A. Collins, Ed Gorman, Joe Hill, Stephen King, Joe R. Lansdale, John Maclay, Richard Matheson, William F. Nolan, John Shirley, Whitley Strieber, F. Paul Wilson
Ocena 6,4
Jest legendą: Antologia w hołdzie Richardowi Mathesonowi Gary Braunbeck, Ramsey Campbell, Nancy A. Collins, Ed Gorman, Joe Hill, Stephen King, Joe R. Lansdale, John Maclay, Richard Matheson, William F. Nolan, John Shirley, Whitley Strieber, F. Paul Wilson
Nancy A. Collins
Nancy A. Collins
Nancy A. Collins (ur. 10 września 1959),Stany Zjednoczone, horror fiction, pisarka najbardziej znana z serii o wampirach. Collins napisała również serię komiksów, w tym Swamp Thing serii, Jason vs. Leatherface, Predator: Hell Come Walkin i Dhampire: Stillborn. Collins urodziła się w McGehee, Arkansas, Stany Zjednoczone. Mieszkała w Nowym Orleanie w 1980, a po chwili w Nowym Jorku i Atlancie zamieszkała w Wilmington w Północnej Karolinie w latach 2000. Collins napisała czternaście powieści od 1989 roku, z których większość odnosi się do wyścigów i to bezpośrednio autor nazywa Pretenders, potwory z mitów i legend.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Gothique Kyle Marffin
Gothique
Kyle Marffin
Obecnie recenzowana książka jest dla mnie lekko problematyczna, ponieważ budzi we mnie odczucia bardzo ambiwalentne. Pałam niejako sympatią do tej książki, uważam, że ma satysfakcjonujące zakończenie, postać staruszka weterana jest sympatyczna, polubiłem Jeffa, jego córkę, nawet przez moment zależało mi na Rachel. Pomimo moich sympatii nie mogę jednak zapomnieć o wadach tej książki, a jest ich kilka. Przede wszystkim główną wadą tej książki jest, że należy do TEGO szczególnego typu książek, których świat wręcz rozpada się na naszych oczach w momencie gdy tylko zaczynamy logicznie myśleć (dla niewtajemniczonych – bardzo przydatna umiejętność, która pomoże ulepszyć wasze życia). Rzućmy tylko na to okiem: wampiry budują klub, z którego zamierzają się wyżywić, ludzie zaczynają ginąć, nawet bardzo dużo ludzi ponieważ zaczynają się robić tuziny tych wampirów. Moje pytanie – czemu nikt nie zwrócił na to uwagi? Szczególnie, że wampiry zżarły inspektora, który specjalnie przyszedł ocenić budynek i grupę hydraulików zakładających instalację. Autorka użyła prostego wyjaśnienia, że łapówka, ale jednak no nie wszystkich da się przekupić, ani media nie zdołają zmanipulować wszystkich ludzi (ostatnie wybory prezydenckie w USA się kłaniają). Bądź co bądź w końcu sytuacją w Chicago zainteresują się NSA bądź FBI. Choć tutaj mogę się mylić, mam wrażenie, że Kyle Marffin myli gry fabularne (RPG) z LARP-em. Ciężko mi tutaj postawić konkretną opinię ponieważ to krąży w sferze moich domysłów, niemniej przesłanki pozwalają mi sądzić, że tak jest. Kolejnym moim problem jest – jaki tak naprawdę był plan złych wampirów? Stworzyli od groma młodych wampirów wręcz bez zastanowienia się. Zamierzali utrzymać tylko ten jeden klub? Zbudować imperium wampirów? Czasami wybiegi „głównego złego” Marka mogły to sugerować. Tłumaczenie może stanowić kolejny zgrzyt, a raczej fakt, że przetłumaczona książka zawiera żenujące dialogi, kiedy te zawierają przekleństwa. Niestety, ale w naszym języku brzmią one dość kiepsko. Swoją drogą ilość homoseksualizmu w tej książce powala. Choć nie liczyłem, gdyby ktoś mi powiedział, że heteroseksualni stanową w mniej mniejszość uwierzyłbym. Już przemilczałem fakt, że niemal wszyscy tam to Goci, w końcu to się dzieje w środowisku gotyckim, ale jednak ten homoseksualizm… czy autorka nie zna pojęcia co za dużo to nie zdrowo? Takie małe czepialstwo z mojej strony, ale czasami brutalne ataki wampirów były trochę żenujące. Ogólnie mogę powiedzieć, że nawet dobrze mi się czytało tą książkę, choć niestety długo mi to zajęło – niekoniecznie z winy książki. Czy ją polecam? Myślę, że dla ludzi, którzy mają dość tandetnych wampirzych romansideł albo Emo rozważań wampira może przypaść do gustu. P.S. Ciekawa sprawa, że nonkonformiści zawsze kierują się określonym schematem działania? Osobiście uważam to za bardzo ironiczne, szczególnie ich brak refleksji nad tym tematem.
Wojciech Detko - awatar Wojciech Detko
ocenił na67 lat temu
Krwawe powroty Tanya Huff
Krwawe powroty
Tanya Huff Charlaine Harris Rachel Caine Christopher Golden Bill Crider Kelley Armstrong Jim Butcher Jeanne C. Stein Carolyn Haines Tate Hallaway Elaine Viets Toni L. P. Kelner Patricia Nead Elrod
Temat wampirów wydaję się być już wyeksploatowany w każdy możliwy sposób. Filmy, seriale, gry, komiksy i rzecz jasna książki w szerokim zakresie: od powieści dla nastolatek i romansów, przez krwawe horrory w stylu gore, aż po kryminały czy też sztandarowe dla tego tematu urban fantasy. Czy da się zatem napisać w tym motywie coś nowego, nietypowego; coś, co dało by historiom o krwiopijcach choć niewielki powiew świeżości? Wydaje się, że tak: wystarczy wymieszać tematykę wampirów z czymś, co na pierwszy rzut oka zupełnie do nich nie pasuje. Ot, na przykład urodziny - taki właśnie pomysł był impulsem dla powstania antologii “Krwawe powroty”, w ramach której wielu autorów spróbowało swych sił i we własny sposób ukazało horrorowe upiory w roli jubilatów. Czy efekt takiego połączenia był zadowalający? Cóż, odpowiedź na to pytanie nie jest prosta. Jak to w antologiach bywa, poziom tekstów okazał się bardzo zróżnicowany, zatem znaleźć tu można zarówno perełki, jak i opowiadania wątpliwej jakości. Do tej drugiej grupy zdecydowanie należy historia “Jak zostałem nastoletnim wampirem” - banalny, wręcz infantylny pomysł, w nieudolny sposób próbujący być zabawny, w dodatku ciąg wydarzeń jest przewidywalny i pozbawiony puenty. Z kolei “Zmierzch” oparty był na całkiem ciekawym koncepcie, jednak koniec końców okazał się być rozczarowujący. “Jak Stella odzyskała swój grób” była natomiast bardzo przyjemną historią, w pewien sposób nawet wzruszającą, problemem była jednak autorka tekstu - Toni L.P. Kelner to autorka romansów i wyraźnie widać to w tekście: liczba nic nie wnoszących scen miłosnych okazała się być przytłaczająca. Sporo opowiadań okazało się być na przyzwoitym poziomie, a ich jedyną wadą było uczucie niedosytu, jakie po sobie pozostawiały. Wielu autorów stworzyło niesamowite kreacje światów, które z łatwością dałoby się eksploatować licznymi historiami, a jednak próżno szukać jakichkolwiek kontynuacji. Przykładowo “Smutna pieśń sów” - chyba najlepszy tekst w całej antologii, o naprawdę ciekawym, nieco baśniowym pomyśle, niestety jest on wyjątkowo krótki i, choć teoretycznie zawiera zamknięta historię, miałem po lekturze nieodparte wrażenie, że to tak naprawdę wstęp do o wiele większej rzeczywistości. Podobnie jest w przypadku “Pierwszego dnia mojego życia”, “Czarownicy i wampira” czy “Życzenia” - potencjał, jaki miały w sobie te teksty, starczyłby na całe serie książek, nie zaś na pojedyncze opowiadania… Kilkoro pisarzy, których teksty znalazły się w antologii, to autorzy mniej lub bardziej znani, a w dodatku tworzący serie powieści z nurtu urban fantasy, nie jest więc dziwne, że postanowili osadzić zamieszczone w zbiorze opowiadania w światach już przez siebie wymyślonych. Taki zabieg okazał się mieć jednocześnie negatywny i pozytywny wydźwięk. Wadą był niewątpliwie fakt, że jako czytelnik byłem wrzucany w sam środek światów bogatych w historie i bohaterów - brak ich znajomości był momentami bardzo odczuwalny, a pewne relacje między postaciami - nie do zrozumienia bez znajomości szerszego kontekstu. Z kolei jako zaletę wskazałbym fakt, że opowiadania te bardzo zachęcały do sięgnięcia po powieści autorów. “Zemsta Drulindy” Jima Butchera w jasny sposób pokazała mi, że “Akta Harry’ego Dresdena”, które staram się zebrać od jakiegoś czasu, to zdecydowanie coś dla mnie i powinienem czym prędzej brać się za ich lekturę. Natomiast “Noc Draculi” ukazała mi w pozytywnym świetle Charlaine Harris - dotychczas byłem przekonany, że jej książki to literatura raczej dla kobiet, tymczasem teraz sądzę, że mogłyby mi się one spodobać. “Krwawe powroty” to zdecydowanie antologia o cechach typowych dla zbiorów opowiadań różnych autorów. Część tekstów była wybitna, inne określiłbym jako przeciętne, a resztę - jako po prostu słabe. Dostałem jednak to, za co cenię sobie takie zbiory: miałem okazję w szybko sposób poznać styl i potencjał wielu pisarzy. Po raz kolejny poznałem kilka nazwisk, których będę wypatrywał na grzbietach książek, do twórczości jednej autorki mimo pewnych uprzedzeń mogłem się przekonać, a pewnych pisarzy będę się z pewnością wystrzegał. Jeśli więc tak jak ja lubicie poszerzać swoje horyzonty literackie i poznawać nowych twórców wartych waszej uwagi, rozważcie sięgnięcie po tę antologię. ------------------------------------------ http://czworgiem-oczu.blogspot.com/2015/12/krwawe-powroty.html
Sylwek - awatar Sylwek
ocenił na610 lat temu
Wilkołak Jonathan Maberry
Wilkołak
Jonathan Maberry
Witajcie moi kochani Historie z wilkołakami. Tak czy nie? Ja oczywiście tak i dziś chciałabym przedstawić Wam jedną z takich historii. Tytuł: Wilkołak Autor: Jonathan Maberry Wydawnictwo: Amber Lawrence Talbot po wielu latach spędzonych w Ameryce powraca do swego rodzinnego domu. Na miejscu orientuje się, iż przez te wszystkie lata nieobecności, wiele się nie zmieniło. Wręcz przeciwnie, teraz okolicą rządzi tylko strach i zabobon. Bowiem chodzą słuchy o krwiożerczej bestii, która bezwzględnie traktuje swe ofiary. Lawrence postanawia na własną rękę odkryć prawdę i dowiedzieć się cóż takiego wyjątkowego jest w pełni księżyca. Ta książka bardzo długo czekała na swą kolej. Jednak teraz przyszedł jej czas. Pod względem fabuły oczekiwałam historii trzymającej w napięciu i ogólnie horroru z wątkiem wilkołaka. Na co sam tytuł wskazuje. Jednak już po lekturze niestety jestem odrobinę rozczarowana. Owszem fabuła była związana z wilkołakami, ale czuje pod tym względem niedosyt. Bowiem miałam wrażenie, iż głównym wątkiem nie są te stworzenia, a skomplikowane relacje rodzinne i ich konsekwencje. Otóż główny bohater po wielu latach nieobecności powraca do rodzinnego domu i zmaga się z demonami przeszłości oraz swym ojcem. Więc niestety odebrałam tę historię jako rozliczenie się bohaterów z przeszłością oraz relacjami rodzinnymi w połączeniu z wątkiem fantastycznym. Na szczęście sam wątek fantastyczny przypadł mi do gustu. Choć owszem, jak już wcześniej wspomniałam, mało mi było wilkołaka w wilkołaku. Mimo wszystko fabuła zaciekawiła mnie na tyle, iż z przyjemnością przeczytałam tę książkę. Historia nie jest zbyt obszerna objętościowo także akcja powieści rozwijała się bardzo dynamicznie. I wszystkie tajemnice dość szybko się wyjaśniają. Pod względem bohaterów niestety nie zdążyłam ich wszystkich zbyt dobrze poznać. Jednak poczułam do nich sympatię, naturalnie wyjątek stanowił ojciec głównego bohatera. Lecz, aby się dowiedzieć dlaczego to sami musicie przeczytać tę historię. Nie mogę zdradzić wszystkich szczegółów. Zakończenie było dość przewidywalne i oczywiste, ale sam sposób jego wykonania był dla mnie satysfakcjonujący. Reasumując „Wilkołak” to dobra powieść. I mimo, iż nie zrobiła na mnie spektakularnego wrażenia to dobrze spędziłam z nią czas i nie żałuje tej lektury. Była taka lekka, przyjemna i niewymagająca. Idealna na wieczorny relaks. Polecam, strona.394
strona-394 - awatar strona-394
ocenił na616 dni temu
Maska Luny Jarosław Moździoch
Maska Luny
Jarosław Moździoch
Horror archeologiczny, horror słowiański (a właściwie prasłowiański),klasyczny horror, jakich tak mało wydaje się w Polsce. Wszystko powyższe to prawda. „Maska Luny” to nawet nie zapomniana, ale po prostu mało znana książka. A szkoda, bo jest to naprawdę przyzwoicie napisana historia. Rzadko zgadzam się z blurbami na okładkach, ale tym razem dostajemy dokładnie to, o czym pisze Jarosław Grzędowicz w krótkim tekście zachęcającym do sięgnięcia po tę powieść. Są prasłowiańskie demony, klątwy oraz zagadki z przeszłości. A wszystko to podane w dość klasycznej, ale zawsze dobrze sprawdzającej się formie. Klątwy objawiają się w postaci dziwnych wypadków i niewytłumaczalnych zdarzeń na wykopaliskach. Zagadki z przeszłości odkrywamy poprzez stare notatki, opowieści miejscowych oraz rozmowy specjalistów, którzy snują ciekawe teorie na temat miejsca akcji. Do tego warstwa obyczajowa jest przedstawiona bardzo dobrze. Dialogi realistyczne a postaci zarysowane sensownie. Naprawdę poczułem sympatię do bohaterów. Żeby nie było za pięknie „Maska Luny” ma też wady. Zakończenie jest jak dla mnie trochę za bardzo metafizyczne, aczkolwiek ma ono ręce i nogi. Okładka jest niezbyt atrakcyjna i kojarzy mi się z różnego rodzaju półamatorskimi publikacjami ezoterycznymi, jakich ukazywało się sporo w pierwszej połowie lat 90. w Polsce. I chociaż biorąc pod uwagę treść książki to skojarzenie jest jak najbardziej trafne, to jednak okładkowa grafika nie zachęca do sięgnięcia po ten horror. Nową książkę można kupić w sklepie internetowym wydawcy za symboliczne 10 złotych. Warto.
Chris - awatar Chris
ocenił na75 lat temu
Umarłe dusze Michael Laimo
Umarłe dusze
Michael Laimo
Stylistyka gore, szybka wartka akcja to coś co lubię. Książa mimo iż miejscami niedopracowana, to czyta się ją dobrze. Bohaterem książki jest 18 letni chłopak Johnny. Wychowywany przez apodyktyczną, nawiedzoną religijnie matkę i wiecznie przebywającego poza domem ojca dziedziczy drogą posiadłość w małym miasteczku po pewnym pastorze. Chłopak próbuje dowidzieć się kim jest osoba po której otrzymał majątek i dlaczego właśnie on. Z czasem próba dowiedzenia się o swym pochodzeniu zmienia się w prawdziwy koszmar. Książka przedstawia dwie historie Johnnego i Pastora, tego po, którym Johnny odziedziczył duży majątek. Obie historie są przerażające i łączą się w jedną całość. Historia Johnnego rozgrywa się współcześnie, zaś historia pastora w późnych latach 80. A co najważniejsze pada w nich wiele trupów. Sceny gore towarzyszą czytelnikowi od samego początku a pod koniec ich ilość i natężenie sięgnie zenitu. Szlachtowanie narzędziami codziennego użytku, zabijanie wszystkiego co się rusza bez patrzenia czy to kobieta, dzieciak czy zwierzak jest na początku dziennym. Nie braknie też nagości, na goliznę też się miejsce znajdzie. Sceny przemocy są tu mocne, ale też zdarzają się tu momentami takie, które są opisane bardzo chaotycznie. Są one też zwyczajnie przesadzone. Nie chodzi mi tu o brutalność, a bardziej o wiarygodność tych scen. Poszczególne postacie to prawdziwi terminatorzy. Wytrzymają nie wiarygodne ilości sieknięć majchrami i innymi narzędziami mordu. Niby jest to trochę wytłumaczone, ale i tak jest to przesadyzm. Ta rzeź też jest prowadzona kosztem fabuły, ale to akurat norma w takich powieściach. Nie mniej książka nie nudzi. Ma świetną atmosferę i szybkie tempo. Wydarzenia następują zaraz po sobie, bez zbędnych przestojów, opisów itp. Fajne są też opisy mrocznych rytuałów jak i ukazanie fanatyzmu religijnego bohaterów. Skóra cierpnie od czytania o nich. Postacie także są w porządku. O ile nie dzieje im się żadna krzywda, bo wtedy jak już pisałem zmieniają się w prawdziwych terminatorów. Podoba mi się za to ukazanie relacji między nimi. I to jest już zrobione bardzo dobrze. Książka jest powieścią dobrą. Solidną w swoim gatunku, ale nic ponad to. Jeśli lubicie stylistykę gore w powieściach grozy spędzicie przy niej kilka miłych chwil. Osoby nie lubiące gore i horrorów w ogóle mogą ją sobie odpuścić.
Marcin Fryncko - awatar Marcin Fryncko
ocenił na66 lat temu
Dracula: Nieumarły Dacre Stoker
Dracula: Nieumarły
Dacre Stoker Ian Holt
Nie mogę powiedzieć, żebym była przeciwniczką kontynuacji nieautorskich. Duże wrażenie zrobiło na mnie ,,Szerokie Morze Sargassowe”, należę też do mniejszości, której podobała się ,,Scarlett”. Jednak mimo fascynacji wszystkim, co związane z Wladem Palownikiem, ,,Dracula. Nieumarły” nie znajdował się na mojej najbliższej liście… Chyba trochę się bałam, że nazwisko potomka Stokera na okładce wystarczy za cały poziom. Ale w zeszłym roku przeczytałam ,,Dracula”, który również był sygnowany nazwiskiem Dacre Stokera, a który niesamowicie mi się podobał. Uznałam więc, że druga powieść również może być dobra. Akcja dzieje się ponad dwadzieścia lat po finale ,,Draculi”. Członkowie dawnej drużyny łowców wampira rozdzielili się, a ich losy nie potoczyły się tak szczęśliwie, jak by oczekiwali. Mina i Jonathan są małżeństwem z długim stażem, ale od dawna nie dzieje się między nimi dobrze, a ich syn Quincey buntuje się przeciwko ojcu i dołącza do trupy aktorskiej. Tymczasem po Londynie zaczyna grasować morderca pod roboczym pseudonimem Kuba Rozpruwacz. Mina i Van Helsing zaczynają podejrzewać, że ma on coś wspólnego z Draculą. Autorzy nie bazowali na samym ,,Draculi”. Oprócz nawiązań do Kuby Rozpruwacza wykorzystali legendę o Elżbiecie Batory, pojawiają się tu też postacie historyczne z samym Bramem Stokerem na czele, można wyłapać aluzję do sporu o prawa autorskie, jakie wdowa po Stokerze będzie toczyć z filmowcami. Tworzy to ciekawy i świeży obraz, buduje klimat i osadza całość w miejscu i przestrzeni. Szczególnie na plus jest właśnie postać Elżbiety Batory, z jednej strony demonicznej i okrutnej, ale jednocześnie bardzo skrzywdzonej i nierozumianej. Bardzo podobał mi się też wątek teatralny. Jednak o ile w ,,Draculu” akcja ogromnie wciągała i czuło się grozę i tajemnicę, tak tutaj było dość przewidywalnie i nie zaangażowałam się w fabułę. Od początku praktycznie nie ma wątpliwości, pod jaką postacią ukrywa się Dracula i kto stoi za morderstwami. Co do głównego wątku, mam bardzo sprzeczne odczucia. Nie jestem przeciwniczką bardziej romantycznej, popkulturowej wizji Draculi, bardzo lubię chociażby dwa musicale bazujące na takim obrazie. Nie oburza mnie też pokazywanie jego relacji z kobietami jako miłosnych, wręcz wspominałam, że dla mnie motyw wampira jako symbolu ukrytych pragnień jest niezwykle ciekawy. Jednak w tego typu dziełach zazwyczaj historia Draculi jest opowiadana i modyfikowana od samego początku, tutaj natomiast mamy kontynuację, gdzie okazuje się, że część zdarzeń opisanych w oryginale nie była prawdą. Autorzy tłumaczą to subiektywną formą ,,Draculi”, ale nadal zastanawiam się, czy to nie jest za dużo, a niektóre usprawiedliwiania działań naszego hrabiego były dla mnie zbyt łatwe (jego monolog o tym, jak zdobywa krew zajeżdżał mi bardzo mocno Edwardem Cullenem). Również ukazanie relacji Miny i Jonathana wydawało mi się zbyt proste (i to z kolei kojarzyło mi się z musicalem ,,Love never dies”). Jednak są tu też i zalety. Dracula nadal jest charyzmatyczny i magnetyzujący. Mimo pewnego usprawiedliwienia nie jest do końca dobrą postacią, nadal bywa okrutny i egoistyczny, a jego przekonywanie, że ma prawo do pewnych czynów, może być wątpliwie odbierane przez czytelnika. Podobała mi się jego relacja z Quinceyem, z Miną też było ciekawie, choć zbyt skrótowo. Na pewno ucieszyło mnie wiele odniesień do historycznego Wlada Palownika i bardz zgrabne połączenie go z wizją Stokera. Nie jest to zła pozycja, ale chyba szybko o niej zapomnę. Z książek sygnowanych nazwiskiem Stoker zdecydowanie bardziej polecam ,,Dracula”. ,, Dobro i zło były tylko i wyłącznie wynikiem podejmowanych decyzji.”
FannyBrawne - awatar FannyBrawne
ocenił na611 miesięcy temu
Mroczny taniec Tanith Lee
Mroczny taniec
Tanith Lee
Na początek ostrzeżenie: to nie jest klasyczna książka o wampirach. W zasadzie do końca nie wiadomo, czy członkowie rodziny Scarabeidów naprawdę są wampirami, czy tylko się za nie uważają (lub są uważani). Tanith Lee jest autorką bardzo niedocenianą, w Polsce praktycznie nieznaną. Powodem tego stanu rzeczy jest prawdopodobnie to, że pisała książki nietypowe, odbiegające od ogólnie przyjętych w fantastyce schematów, poruszające tematy często bardzo kontrowersyjne, nie stosujące się do wymagań wydawniczego rynku. Jednocześnie Lee charakteryzowała się niesamowitą, bogatą wyobraźnią, przepięknym poetyckim stylem i wszechstronnością, chociaż jej powieści były często mroczne, niestroniące od perwersyjnej erotyki. "Mroczny taniec", chociaż nie jest najlepszą powieścią Lee, zawiera wszystkie te cechy. Język jest prosty, ale jednocześnie bardzo liryczny, a opisy oddziałują na wyobraźnię. Fabuła rozwija się w sposób niekonwencjonalny i w zasadzie nieprzewidywalny, choć powoli. Razem z główną bohaterką Rachaelą wkraczamy w jakby gotycki, chorobliwy świat Scarabeidów: dziwacznych, na wpół szalonych starców ukrywających się w wielkim upiornym domu na odludziu, gdzie kultywują swoje chore tradycje. Lee porusza temat kazirodztwa, czyni to jednak z wyczuciem i bez spłycania, jak to często się robi obecnie. Wątek kazirodczej relacji może niektórych czytelników razić i odrzucać od tej już i tak dosyć trudnej do sklasyfikowania powieści. Jednakże ma on dla całej historii ogromne znaczenie i nie zostaje użyty bezmyślnie, po to, by zaszokować. Dodatkowo potęguje też przepajającą powieść duszną, mroczną atmosferę. W kolejnych rozdziałach, mniej już "gotyckich", a utrzymanych bardziej w tonie naturalistycznej historii obyczajowej, śledzimy losy Rachaeli po jej ucieczce od Scarabeidów, aż do tragicznego finału powieści. Niektórych czytelników może denerwować postać głównej bohaterki, osoby wyjątkowo biernej i łatwo godzącej się z istniejącą sytuacją, nawet jeśli jej ona nie odpowiada. Ta pasywność Rachaeli, podobnie zresztą jak jej ojca, Adamusa, jest moim zdaniem ze strony autorki zabiegiem celowym. Postacie te są niezdolne do przeciwstawienia się rodzinie i jej nienormalnym wymaganiom, a także losowi. To nadaje całej historii jakby fatalistyczny wymiar. W trakcie lektury odnosi się wrażenie, jak gdyby nad wszystkimi występującymi w książce postaciami wisiało jakieś fatum, a ich losy zostały przypieczętowane niezależnie od tego, co zrobią, jak w greckiej tragedii. Oprócz wycofanej Rachaeli poznajemy jeszcze całą grupę jej krewnych, mniej lub bardziej szalonych, których obecność buduje nastrój niesamowitości. I jest jeszcze Ruth, do której myśli naprawdę ciężko przeniknąć, jednak o niej nie napiszę nic, aby nie zdradzić zbyt wiele... "Mroczny taniec" ciężko jest zaliczyć do konkretnego gatunku. Nie jest to powieść o wampirach, a przynajmniej nie o takich wampirach, do jakich jesteśmy przyzwyczajeni. Nie jest to też typowy horror czy dark fantasy, bo fantastycznych elementów w zasadzie jest w niej bardzo niewiele. Nie jest to też książka dla każdego. Fani Tanith Lee z pewnością sięgną po nią, aby zapoznać się z kolejną wyjątkową wizją autorki. Fani tradycyjnych wampirów mogą być zawiedzeni. Innych może znudzić brak żywszej akcji i przygnębiająca atmosfera. Jednakże jeśli ktoś zdecyduje się po nią sięgnąć i spróbuje docenić wykreowany w niej dziwny, niepokojący klimat i nietypowe spojrzenie na tematykę wampiryzmu, nie powinien być zawiedziony.
Karlan - awatar Karlan
ocenił na610 lat temu
Taniec nad przepaścią Elena Malinowska
Taniec nad przepaścią
Elena Malinowska
Król Damian to największy skurwysyn jakiego napotkałam w swojej czytelniczej karierze. Bezwzględny, bystry oraz manipulujący drań, który dla swoich korzyści potrafi sprawić, że jeden z rodów ugnie się przed jego majestatem w nadziei, że przywróci im utracony status. Dopuścił się do intrygi tak głębokiej, że czytelnik zdał sobie sprawę o tym na końcu książki, gdy już wszystkie karty zostały odkryte. Wykorzystał do swych niecnych celów naiwną i pełną buty dziewczynę, która w przeciwieństwie do niego jest zwykłą szarą myszą zmagającą się ze stanami depresyjnymi. Nic ją nie cieszy, jest bezczelna i strasznie bierna. Król omamił ją swoim wdziękiem, a ona próbowała mu się oprzeć, walczyła z motylkami w brzuchu na jego widok. W końcu doszła do wniosku, że jedyne co ją cieszy na wyspie to właśnie widok tego skurwysyna. Brzmi jak romans? No i troszkę jest. Autorka nie skupiła się na Akademii, świecie przedstawionym, w ogóle systemie magii. Od czasu do czasu rzuciła jakąś ciekawostką lub istotną informacją, ale prędzej skupiła się na postaci głównej bohaterki oraz jej odczuciach. Początki prześladowania jej w wiosce, spotkanie wuja oraz nauka magii w akademii na wyspie, która była bardzo brutalna i bezwzględna. Wymagała od uczniów całkowitego posłuszeństwa i pokory. Wiele zrezygnowało, wiele z nich przypłaciło życiem lub depresją jak nasza bohaterka, która swoją bierną postawą doprowadzała mnie do furii. Książka ma otwarte zakończenie. Czy kiedykolwiek pojawi się kontynuacja? Szczerze wątpię. Szkoda, bo pomysł nawet ciekawy, postać tego skurwysyna intryguje i czytelnik domaga się dalszych części. Jeszcze tyle rzeczy zostało do wyjaśnienia i już pewnie nigdy się nie dowiemy.
ChanLee - awatar ChanLee
ocenił na67 lat temu

Cytaty z książki Tuzin czarnych róż

Więcej
Nancy A. Collins Tuzin czarnych róż Zobacz więcej
Nancy A. Collins Tuzin czarnych róż Zobacz więcej
Więcej