rozwińzwiń

Highschool DxD 4

Okładka książki Highschool DxD 4 autora Ichiei Ishibumi, Hiroji Mishima, 9788380011779
Okładka książki Highschool DxD 4
Ichiei IshibumiHiroji Mishima Wydawnictwo: Studio JG Cykl: Highschool DxD (tom 4) komiksy
Kategoria:
komiksy
Format:
papier
Cykl:
Highschool DxD (tom 4)
Tytuł oryginału:
High-School DxD
Data wydania:
2017-01-03
Data 1. wyd. pol.:
2017-01-03
Język:
polski
ISBN:
9788380011779
Średnia ocen

8,6 8,6 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Highschool DxD 4 w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Highschool DxD 4

Średnia ocen
8,6 / 10
18 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Highschool DxD 4

Poznaj innych czytelników

38 użytkowników ma tytuł Highschool DxD 4 na półkach głównych
  • 28
  • 10
24 użytkowników ma tytuł Highschool DxD 4 na półkach dodatkowych
  • 11
  • 4
  • 3
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Inne książki autora

Okładka książki Highschool DxD 11 Ichiei Ishibumi, Hiroji Mishima
Ocena 8,4
Highschool DxD 11 Ichiei Ishibumi, Hiroji Mishima
Okładka książki Highschool DxD 10 Ichiei Ishibumi, Hiroji Mishima
Ocena 8,3
Highschool DxD 10 Ichiei Ishibumi, Hiroji Mishima
Okładka książki Highschool DxD 9 Ichiei Ishibumi, Hiroji Mishima
Ocena 8,5
Highschool DxD 9 Ichiei Ishibumi, Hiroji Mishima
Okładka książki Highschool DxD 8 Ichiei Ishibumi, Hiroji Mishima
Ocena 8,3
Highschool DxD 8 Ichiei Ishibumi, Hiroji Mishima
Okładka książki Highschool DxD 7 Ichiei Ishibumi, Hiroji Mishima
Ocena 8,5
Highschool DxD 7 Ichiei Ishibumi, Hiroji Mishima

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Highschool DxD 2 Ichiei Ishibumi
Highschool DxD 2
Ichiei Ishibumi Hiroji Mishima
Highschool DxD to jedna z niewielu mang z gatunku ecchi dostępnych na polskim rynku. Na okładce mamy piękną demonice z ukazanymi wszystkimi walorami kobiecego ciała (oczywiście zasłoniętymi). Sięgnęłam po nią po obejrzeniu anime, w którym polubiłam humor i bohaterów. Czy manga równie dobrze zjada czas jak anime? To już zależy od tego czego szukamy sięgając po mangę autorstwa Ichiei Ishibumi, Hiroji Mishimy i Zero Miyamy. Zarówno tych, którzy poznali anime, jak i tych, którzy rozpoczynają przygodę z tytułem, serdecznie zapraszam do lektury recenzji dwóch pierwszych tomów. Licealista Issei to przeciętny chłopak – nie grzeszy urodą ani inteligencją, a do tego zboczeniec, jak to większość bohaterów komedii ecchi, który nigdy nie miał dziewczyny. Norma. Jednak, jak nie trudno się domyślić, nadchodzi dla naszego bohatera dzień w którym wszystko się zmienia, a dokładniej następuje to kiedy idzie na pierwszą w swoim młodym życiu randkę. I to od razu z super seksowną dziewczyną! Niestety nie wszystko wychodzi tak jak to sobie bohater zaplanował… Issei zostaje zabity, jednak sugerując się ilością tomów mangi, nie trudno wywnioskować, że nie na długo pozostaje martwy. Wskrzeszony i wciągnięty w świat walki demonów z niebem, trafia do drużyny, w której jest otoczony przez piękne i hojnie obdarzone przez naturę demonice. Jego szefowa Rias – dziedziczka rodu Gremory – jednej z potężniejszych w piekle, jest jednocześnie tą, która go uratowała. Mimo początkowych problemów Issei nie poddaje się i pomimo niskiej pozycji w hierarchii demonów, chce jak najlepiej przysłużyć się krainie piekła, ponieważ wtedy sam będzie mógł zostać jednym z piekielnych panów i władać nad innymi demonami, a raczej, w jego zamyśle, demonicami. Oczywiście w mandze jest od groma tak zwanego fan serwisu, ale osoby sięgające po ten gatunek są raczej na to przygotowane, a wręcz właśnie tego oczekują. Ciekawe komplikacje życia młodego bohatera, połączenie świata normalnego i tego magicznego – zarówno demonicznego jak i anielskiego tworzą historię, po którą z chęcią sięgam. Nie jest to kolejna pozbawiona fabuły i obrażająca inteligencję czytelnika haremówka, a interesująca historia połączona z tym, co fani ecchi lubią najbardziej – pięknymi kobietami. Historię charakteryzują liczne i dość ciekawe zwroty akcji, dość niespotykane i mało prawdopodobne w rzeczywistości, mające na celu możliwie jak najbardziej skomplikować życie bohaterom. Jest interesująco i śmiesznie. Dodatkowo Ichiei Ishibumi odpowiedzialna za scenariusz miała ciekawy pomysł na temat tego, jak jest zbudowane i jak funkcjonuje piekło – te elementy w szczególności dodają całości unikatowego charakteru. Kreska w Highschool DxD mogłaby być bardziej dopracowana, bądź, mówiąc wprost, po prostu ładniejsza. Nie można jednak ukrywać, że ma ona swój urok, chociaż z pewnością nie jest to element wyróżniający ten tytuł spośród innych. Samo wydanie stoi zaś na poziomie, do którego już zdążyło przyzwyczaić wydawnictwo JG. Błyszcząca obwoluta, dobrej jakości papier i wyraźny druk. Z przyjemnością będę sięgać po kolejne tomy serii. Highschool DxD w porównaniu do innych mang ecchi wydanych w Polsce wypada dobrze, jednak należy wziąć pod uwagę, że nie jest to lektura ambitna, bardziej coś lekkiego, przy czym dobrze jest się zrelaksować – czy to z drinkiem w dłoni czy będąc opatulonym kocykiem z kubkiem kakao w ręku. Z pewnością zapewni chwilę uśmiechu i wypełni miło czas – oczywiście jeżeli nie przeszkadzają komuś dość często pokazywane nagie piersi kobiet… Twórcy oczywiście zapomnieli, że także płeć piękna może sięgać po tego typu mangi i tytuł zdecydowanie kierowany jest do mężczyzn. Ocena: 7,5/10 Kasia Krzewińska Po więcej recenzji zapraszamy do Kosza z Książkami! http://koszzksiazkami.pl/
Kosz_z_Książkami - awatar Kosz_z_Książkami
ocenił na79 lat temu
Opętani miłością Napata
Opętani miłością
Napata
O jejciu-jejciu, na blogu będzie omówiony komiks pornograficzny :) Szczerze powiedziawszy śmieszy mnie ta cała pseudo-troska o dobro osób niepełnoletnich. Jak się patrzy na PEGI w wielu krajach, to szybko można dojść do wniosku, że cały ten system nie tylko nie działa, ale został zaprojektowany przez kompletnych debili. Krew robiona na czarno, no bo przecież jak będzie czerwona to wychowamy morderców. Kobiety o nierealnych kształtach w tak skąpym bikini, że zostają niemal same sznurki są okej, ale pokaż fragment kobiecego sutka i już Facebook czy You Tub wytaczają ciężką artylerię. Hipokryzja pełną gębą. Dziś jednak nie o tym, a o debiutanckim tytule nowo powstałego wydawnictwa Akuma. Mangę z gatunku hentai zakupiłem w przedsprzedaży, aby wesprzeć nowego wydawcę i dziś, gdy już pojawiło się sporo recenzji tego tytułu, wypowiem się i ja. Zrobię to jednak w nieco innym tonie, bo zestawię "Opętanych miłością" z mangą "Renai Sample", martwego już wydawnictwa Yumegari. Czas zacząć szczucie cycem i niech wygra lepszy. Albo raczej lepsza :) 1. Okładka Nie oceniaj mangi po okładce, mówili, ale w większości wypadków, właśnie to kryterium decyduje, czy w ogóle spojrzymy na dane dzieło. W obu wypadkach obwoluty są kolorowe i ostro kuszą, choć ta z "Renai Sample" ma obfitsze walory. Jednak jeśli zajrzymy pod sukie.... znaczy się obwolutę, to szybko się okaże, że "Opętani miłością" wypadają lepiej. W pierwszym wypadku mamy po prostu tytuł na białym tle. W drugim seksowną dziewuszkę o nieprzyzwoitych myślach. Szczerze? Dla mnie druga pozycja wypada na tym polu lepiej. Zresztą sami oceńcie: Renai Sample - 0 Opętani miłością - 1 2. Złożoność historii Tak, wiem, nie o treść tutaj chodzi, a o seksualne fantazje. Niemniej mangi czy anime typu hentai udowadniają, że da się wpleść w całość sensowną fabułę. Zboczoną, pełną orgazmów, negliżu, pięknych, wręcz nierealnych, ciał i zazwyczaj dość naiwnych postaci. W przypadku "Opętanych miłością" faktycznie to dostajemy. Mamy 12 historyjek, kompletnie z sobą nie powiązanych i raczej napisanych na jedno kopyto. Wiecie, coś w stylu Brazzers. Ona naiwna i napalona, on speszony i nie wierzący w swego farta. Natomiast "Renai Sample" ma już nieco wyższy poziom. Oczywiście to nadal ostra fantazja seksualna, rodem z sypialni Barneya Stinsona, ale poszczególne historyjki, a tych mamy 10, brzmią bardziej przekonująco. W zasadzie da się je nawet połączyć w jakąś sensowną, wakacyjną przygodę lub coś w tym guście. Renai Sample - 1 Opętani miłością - 1 3. Postacie męskie Nie wiem, jak inni, ale dla mnie w porno liczą się postacie żeńskie. Mimo wszystko uważam, że przystojny mężczyzna to pociągający mężczyzna i w tego typu produkcjach jest to ważne. W obu albumach wypadają oni niestety dość słabo. W praktyce w ogóle mogliby nie mieć żadnych kwestii i wyszłoby na to samo. No prawie. Jeśli miałbym już jednak wybrać, gdzie panowie lepiej się spisali, to obstawiam "Renai sample". Tam przynajmniej byli bardziej, hmm... różnorodni pod kątem charakteru. Reani Sample - 2 Opętani miłością - 1 4. Postacie żeńskie No i przechodzimy do sedna tego typu dzieł, nie ważne w jakiej formie po nie sięgamy. Jeśli idzie o bohaterki, to w obu wpadka są one różnorodnie przedstawione pod kątem, że tak to nieładnie ujmę, proporcji, ale też wieku, sfer społecznych i tak dalej. Jednak to te z "Opętanych miłością" w finalnym rozrachunku wypadły dla mnie bardziej seksownie. Tutaj mamy pewien absurd, bowiem fabularnie to "Renai Sample" wypada lepiej, ale właśnie fakt, że "Opętani miłością" nie silą się na szczególnie rozbudowany scenariusz, bazując głównie na scenach sytuacyjnych oraz ich postacie działają pod wpływem impulsu, sprawił, że całość wypada ciekawiej. Bohaterki od wydawnictwa Akuma wypadają zatem lepiej, bo jadą na spontanie, podczas gdy u konkurencji starają się one analizować sytuację. Renai Sample - 2 Opętani miłością - 2 5. Rysunek Nawet moje oko mangowego laika potrafiło wychwycić pewne różnice w stylu obu artystów. Szczerze powiedziawszy nie umiem powiedzieć, które rysunki wolę, bo obie mangi wypadają dla mnie na takim samym, dobrym poziomie. To nie jest jakieś mistrzostwo i przy takiej "Herezji miłości" wizualnie te mangi przegrywają, ale też nie z kretesem. To po prostu solidny rysunek, w sam raz pod tematykę porno, gdzie czytelnik ma być pobudzany przez fantazję rozgrywającą się na kartach. Ni mniej ni więcej. Reani Sample - 3 Opętani miłością - 3 PODSUMOWANIE Szczerze powiedziawszy jestem zadowolony z tego wyniku. Wyszedł remis w sytuacji, gdzie obstawiałem od początku zdecydowaną wygraną "Renai Sample". Czemu? Bo mangę mam od dłuższego czasu i wraz z moją żoną jesteśmy z niej baaaardzo zadowoleni. Jednak "Opętani miłością" sprostali zadaniu, pokazując, że warto wydać na polskim rynku więcej tytułów tego typu. Wydaje mi się, że jest na nie zapotrzebowanie, choć z pewnością hentai w Polsce nigdy nie dorówna fandomem do ecchi. Osobiście lubię oba gatunki i mam nadzieję, że wydawnictwo Akuma nie poprzestanie tylko na wydawaniu sprośnych mang, ale pójdzie też o krok dalej. Jednak jak na debiut, do tego kontrowersyjny jest dobrze. Może nawet bardzo dobrze. Tak czy inaczej nie żałuję wydanych pieniędzy i wraz z małżonką na pewno będziemy wracać do obu tytułów.
WPajęczejSieci - awatar WPajęczejSieci
ocenił na63 lata temu
Overlord #1 Maruyama Kugane
Overlord #1
Maruyama Kugane Fugin Miyama
Mangowi twórcy, czyli popualrnie zwani ,,mangakami" potrafią działać i pracować niczym wizjonerzy, i to całkiem porównywalnie w stosunku do komiksowych geniuszy. Dlatego tak specyficzny, tak rewelacyjnie przyjmowany i odbierany geekowskim serduchem okazuje się świat mangi. Japoński komiks pod względem technicznym momentami jest bliski ideałowi. Zdaje się być tak przepełniony oryginalnymi dla siebie dziwnościami, takimi ekspresjami szczególnie w rysunku, że próżno dzisiaj jest szukać czegoś w medium komiksowym bardzo do mangi zbliżonego - być może nic, co człowiek jeszcze w kwestii narracji graficznej wymyśli, mandze nie dorówna, a jeśli tak, to jedynie dogoni do wyrównania stawki, jednakże nie prześcignie. Na elementy ,,magiczne i fantastyczne" w serii mangi czy danego komiksu np. sensacyjnego z elementami fantasy lub sci-fi albo z czymś wprost z szerokiego nurtu horroru i thrilleru zmiksowanego z innymi podgatunkami, składa się całkiem spora ilość - jeśli tak to można nazwać - składników budujących takowy Świat, jego narrację, postaci i całą, całą resztę. Najważniejsza, jak na moje popkulturowe doświadczenie i instynkt z tego tytułu, w uznanym wśród fanów rodzaju fantasy zmiksowanym z współczesnym podejściem do sci-fi, jest drobiazgowość i różnorodność w kreacji Świata Przedstawionego, który koniec końców musi być bogaty, urozmaicony, wręcz stworzony do eksploracji i eksploatacji przez naszych protagonistów i antagonistów. W mandze i anime istnieje jeden szczególny podtyp - choć ciężko tak naprawdę to dokładnie podręcznikowo nazwać i ,,zakategoryzować" - gatunek lub nurt zwany ,,Isekai". Należą do niego niezliczone japońskie komiksy oraz filmy i cykle anime, jednak chyba największą robotę w przyciąganiu kolejnych fanów oddanych Isekai właśnie, sądzę, robią seriale stworzone w konwencji anime (najczęściej są to serie; filmów na streaming czy ,,kinówek" w materii Isekai jest niestety mało),takie jak: Sword Art Online, No Game No Life i najważniejszy bohater niniejszych deliberacji... Overlord! Jedną z najbardziej nieoczywistych - choć zależy kto na taką zagwozdkę patrzy i jak to rozumie - kwestii wśród fanów wspominanego Isekai, jest uznanie "SAO", czyli Sword Art Online za ojca współczesnego stylu i rytmu kreacji rzeczywistości w Isekai, a także za prowodyra i krzewiciela tejże odmiany wśród morza popkulturowych gatunków. Jednak najbardziej popularnym ostatnimi czasy wśród ,,isekajowców" jest "Uniwersum Overlord" - pierwszy czy drugi sezon... a może komiks lub light novel, nieistotne, gdyż ten Świat zdaje się mieć lekką przewagę nad całym dobytkiem (a jest on całkiem spory) i popularnością "SAO", głównie z powodu bycia bardziej wiernym tworem dla założeń i cech nurtu Isekai, a także z racji posiadania zarówno genialnej animacji z cyklu oraz mangi, czego szczególnie w SAO według mnie ciężko jest szukać. I całościowo "Overlord" to rzecz pierońsko mocna na tle nielichej konkurencji w tworach anime z gatunku ,,Fantasy/Sci-Fi Isekai" i temu podobnych nurtach/podgatunkach. I nie chcę niczego mówić, tzn. porównywać dwóch seriali ze sobą w celu wiadomej ,,faworyzacji" jednego z nich, ale powiem tylko tak: na tyle na ile pozwala mi moja wiedza i doświadczenie z japońską animacją (nie aż tak wielkie z mangą) - i mam tu na myśl całe spektrum licznych produkcji, śmiało stwierdzam, że "Overlord", to dla mnie wzór Isekai; i nie chciałbym oglądać teraz "Sword Art Online" czy cokolwiek z tego Uniwersum czytać, jeśli light novelka lub manga byłaby gdziekolwiek dostępna do kupna (choć o to było by obecnie ciężko),by powiedzieć: ,,dla mnie i tak przygody Ainza to i tak najlepsza rzecz w tym względzie". Po doświadczeniu 4 sezonów tego anime, Ja po prostu wiem, że to Uniwersum jest tak ,,mięsiście dobre" w konsekwentnym tworzeniu opowieści w stylu Isekai, że... aż szkoda zacząć oglądać cokolwiek z tego nurtu. Nadszedł ten moment, w końcu zabrałem się za mangowe realia dość złożonego Wymiaru rozrywki stworzonego na potrzeby cyklu "Overlord". ,,Złożonego", gdyż jak dobrze wiemy całość logicznej egzystencji tego Świata opiera się o motyw rozległej wirtualnej rzeczywistości, którą mówiąc w skrócie skrótów tworzy Meta-Świat gry sieciowej "Yggdrasil", w której gracze logując się do niej wkraczają w arkana wirtualnej rzeczywistości ograniczonej tylko i wyłącznie tempem i sposobem modelowania świata/struktury tej gry przez algorytmy, a raczej przez coś większego, jak ultra zaawansowana Sztuczna Inteligencja ucząca się w sposób przez ludzki umysł nie do przewidzenia. Na pewno ciężko określić jak ostatecznie rozległy jest świat "Yggdrasil" (jak dotąd samo anime w pełni nam tego nie ukazało),czy stwierdzić to, co, gdzie i jak taki Ainz Ooal Gown - główny protagonista/postać neutralna serii - wyciągnie sobie to coś ,,z powietrza", czyli po raz kolejny w niewytłumaczalny dla tej rzeczywistości sposób zaburzy jej strukturę, ukrywając np. jakiś magiczny artefakt, ot tak w przestrzeni przed sobą. Tak, to w tym Uniwersum przewodzi nie kto inny, jak właśnie ów ,,Pan Ainz". To w jego ,,wirtualnym ciele” znajduje się świadomość ludzkiego gracza, młodego mężczyzny o prawdopodobnym pseudonimie ,,Momonga”. Ów człowiek staje się tą legendarną, najlepiej znaną entuzjastom anime, którzy najpierw oglądali serię z tego Uniwersum, a potem ochoczo i z werwą jak ja zabierają się za jego mangowe pierwociny, szkieleto-podobną sylwetką, odzianą majestatycznym wręcz płaszczem, zaopatrzoną w rozmaite ozdoby i przedmioty magiczne, tylko i wyłącznie z powodu, jak to się mówi, ,,własnej głupoty”. Momonga popełnił jeden zasadniczy błąd: zapomniał się w tej meta-grze tak bardzo, że z głowy wyleciało mu ,,wylogowanie się!" z serwerów Yggdrasil, gdy przecież już za niedługo miała być ona na stałe wyłączana! I tak, niezmierzona, niezbadana do końca przez graczy rzeczywistość Yggdrasill po prostu ,,ożywa” – sztuczne, wirtualne istoty i postaci, jak NPC, zaczynają egzystować zgodnie z własną świadomością, jakby zamieszkiwały te wielkie przestrzenie i liczne krainy tak jak ludzie zamieszkują Ziemię, będąc świadomi, że są jej obywatelami... jakby robili to od zawsze. W ten bardzo niefartowny - ale tylko z początku - dla młodego gracza sposób nie tylko w medium serialowym, ale i komiksowym również, bo w tym przypadku jest to najistotniejsze: zaczyna się cała ta nader dobrze nakreślona scenariuszowo i dostatecznie dobrze graficznie w stosunku do genialnie wizualizowanego serialu anime z Uniwersum, uwydatniona, a raczej z pasją narysowana, niemająca końca mangowa przygoda, ot narodziny prawdziwej legendy, ,,Sir” Ainz Oawl Gowna, jak mówi opis pierwszego tomu recenzowanej niniejszym opowieści Overlord: ,,potężnego, mrocznego maga, który adaptuje ten potworny świat na swój nowy dom.” Bardzo istotny dla mangowej strony całego gatunku Isekai i temu podobnych w sci-fi treściach o koncepcji ,,wirtualnych rzeczywistości” i wymiarach, pierwszy tom opowieści z cyklu "Overlord" jak i wiele, wiele następnych w Uniwersum, to wynik ciężkiej pracy ,,mangaków” Kugane Maruyamy i Fugina Miyamy. Dla mnie, a może i wielu z Was, są to artyści znani nie na tyle na ile powinni. Cykl tej mangi nie jest tak popularny jak jej adaptacja. Poza tym artyści z kraju kwitnącej wiśni, cóż, nie są w Europie aż tak popularni jak scenarzyści i rysownicy amerykańskiego komiksu czy twórcy filmowo-serialowi. Jednak… za to co potrafili (już w tym, omawianym, pierwszym tomie, a dopiero to początek ich pracy nad serią Overlordu!) w pilotowym dla tej historii tomie zarysować i odpowiednio przedstawić, powinno im się bardzo solidnie podziękować. Nie jest to praca ,,najwyższej słodyczy”, ale ma ona swoją wysoką wartość dla ,,Isekai” i ogólnie dla geeków fantasy, zwłaszcza gier RPG, czy słynnych gier fabularnych planszowych z tego gatunku. Jest to intensywna, ale co dość zaskakujące objętościowo krótka historia: około 170 stron wygląda tu na 200 – prawdopodobnie to rezultat specyfiki rysowania i pisania twórców oraz samego papieru, który jest dość twardy i jakościowo wystarczająco dobry. Trudna sprawa - a momentami lektury aż ,,sprawa się rypła" - z mangą "Overlord", z tym jej ,,pierwszotomowym" otwarciem. Sęk w tym, że chciałoby się o niej pisać w samych superlatywach, jednakże nie do końca będzie to w tym specyficznym przypadku możliwe. Tak jak strasznie szybko chciałem zapoznać z treścią tomu, tak też uczyniłem. I nie żałuję z celowym ,,pospieszaniem samego siebie", gdyż generalnie rzecz biorąc, to była dość udana manga: jak na początek tego rodzaju przygód ,,Momongi" i jego świty z Wielkiego Grobowca Nazaricka, te pierwsze zawarte w wydaniu kilka rozdziałów wyszło obronną ręką, niekiedy nawet aż nadto dobrze, ba!, blisko poziomu ekscytacji godnej powiedzenia: ,,zachwycająco!". Sęk w tym, że tom pierwszy "Overlord" nie był do końca stabilny i ,,jednomierny" w tempie narracji i ogólnej dynamice kreowanej tu historii. Wszystko zaczęło się na dobre rozkręcać, wrzucać te wyższe biegi fabularnej realizacji w okolicy połowy tomu - wtedy gdy nasz protagonista (tak naprawdę człowiek w cyfrowym awatarze swej growej postaci) po lekkim szoku, który musiał przetrawić, dowiedział się, że jego ukochana gra... po prostu żyje. Nagle zadziałała ,,czysta psychologia" - gracz/Ainz zdał sobie sprawę z potęgi absolutnej, którą w tym skomplikowanym Świecie, którego wychodzenia swą rozległością poza rzekomo wymiar Yggdrasilu sam nie rozumie, tylko on (jak na pierwszy tom przystało) posiada i absolutnie nic nie jest w stanie mu jej odebrać. No i się zaczęło... Z ,,Overlordem" jest tak jak z do połowy pełną szklanką: satysfakcja z początku mojej przygody z tą mangą jest olbrzymia, jednakże zdałem sobie po części sprawę, że czegoś mi tu zabrakło, że faktycznie... uogólniając całość zawartości tomu pierwsze: było zbyt jednorodnie - zarówno pod względem dynamiki i ,,montażu" rysunku jak i samego scenariusza, który pierwszym odcinkom tego anime nie miał szans dorównać. Na ten moment to serial ,,zjada swój pierwowzór"; podejrzewam, że dopiero kolejne tomy będą odgrywały znaczącą rolę w tym, co w szerokim nurcie Isekai jak i w Uniwersum Overlord jest najlepsze.
karpatkadobra - awatar karpatkadobra
oceniła na62 lata temu
Wrobiona w magię #1 Kon Shiyota
Wrobiona w magię #1
Kon Shiyota
Mangi są baaardzo różne, w tym możemy znaleźć literaturę, która w pewnym stopniu wspomaga stereotypy o tej formie komiksu. Słowem - ecchi. Są to historie mocno podszyte erotyką, ale w formie podtekstów, sprośnych żartów, mocno wyeksponowanych walorów seksualnych u postaci żeńskich i tak dalej. Inaczej mówiąc, skupiają się bardziej na opisywaniu fantazji erotycznych, niż ich urzeczywistnianiu, co robi hentai, czyli japońska pornografia. Oczywiście piszę to w ogromnym uproszczeniu, bowiem wielkim fanem tej formy sztuki nie jestem. I zanim ktoś zacznie krzyczeć, że jestem zboczony lub "taki ze mnie znawca tematu", to niech stuli dziób, bo obstawiam, że sam na strony dla dorosłych wielokrotnie zaglądał, bawiąc się przy tym swoim frędzelkiem. Zaś na moim blogu prezentuję to, na co mam ochotę. W przypadku "Wrobionej w magię" mamy do czynienia z komiksem w kategorii PEGI 16+, choć dla bardziej "bogobojnych" osób pewnie komiks będzie graniczył z twarda pornografią. Nic z tych rzeczy. Tak, są sprośności. Tak, mamy "solidnie" zbudowaną główną bohaterkę i tak, występują dwuznaczne sceny. Niemniej, do erotyki temu daleko. I właśnie w tym materiale postaram się wam pokazać czym tak naprawdę jest ten komiks oraz do kogo adresowany. Zacznijmy od przedstawienia rysu fabularnego tej serii. Otóż magia istnieje, a czarodziejki walczą z morskimi potworami zwanymi wielorybami. Te dziwaczne istoty również są przepełnione magią i potrafią jej używać, jednak w sposób bardzo chaotyczny i często zagrażający ludziom. Jedną z najzdolniejszych czarodziejek jest niejaka Clan, której esencja, o ile wolno mi to tak ująć, zamieszkała w kilkuletniej dziewczynce imieniem Rin. Po wielu latach walk, Clan zostaje zwolniona ze służby, a Rin dorasta stając się dojrzałą nastolatką. Mija 7 lat od czasu tamtych wydarzeń i kult czarodziejki pośród ludzi, a konkretniej jej nerdozowatych fanów, nadal jest ogromny. Pewnego razu do domu Rin i jej dużo młodszej siostry zawitał wyjątkowo brzydki pies z pielucha na dupsku i trampkami na tylnych łapach. W tym momencie Clan musi wrócić do akcji, ale jej ciało.... cóż.... znacznie dorosło. Poziom szydery w komiksie jest naprawdę wysoki. Widać to już po początkowych kadrach, gdy w liceum, do którego uczęszcza Rin, grupa nerdów rozprawia na temat wspomnianej czarodziejki. Zresztą najlepiej obrazuje to obrazek zamieszczony powyżej. Co bardziej "delikatne" osoby mógłby już odstraszyć, a pewnie znalazłaby się spora grupa starych pierników, oskarżająca komiks o szerzenie pedofilii. Nic bardziej mylnego. Mamy tutaj do czynienia z satyrą, rugającą ostro zagorzałych fanów "dziewczynek z anime" i ich słodkich oczek. Przynajmniej tak to odebrałem podczas lektury, bo wybryków pokroju tego, co możecie przeczytać u góry jest cała masa. A i tak ten prezentowany jest jednym z łagodniejszych. Oczywiście Rin traktuje te obleśne gadki z należytą rezerwą, czyli spuszcza łomot napalonym zboczeńcom, wyzywając ich od tego czym są. Prawdziwe jaja zaczynają się jednak , gdy nastolatka przechodzi transformację w czarodziejkę Clan. Wtedy jej, i tak solidny jak na szesnastolatkę, biust wręcz wypływa z gorsetu, a skąpy strój ledwo zakrywa kilka najbardziej, hmm... erotycznych elementów ciała. Oczywiście Rin nie pozostawia suchej nitki na swym pomocniku - wspomnianym wcześniej psie - za swój wygląd. Kundel zresztą nieraz drze koty z główna bohaterką na temat wyglądu obojga. Jest nawet scena jak Clan utknęła w przejściu do jaskini z powodu swojego wielkiego biustu. Naprawdę urocze :) W tym momencie należy sobie zadać pytanie - Czy to na pewno komiks dla mnie? Wybaczcie, że nie używam na okrągło słowa manga, ale tak po prawdzie, średnio go lubię. Wracając do odpowiedzi na pytanie, warto zaznaczy, że całość ma (o dziwo) sensowną fabułę, nawet udane gagi i krytykuje nerdów-zboczeńców na każdym kroku. Niemniej zdaję sobie doskonale sprawę, że jest to jak z filmami Tarantino - nie każdy je lubi. Wydaje mi się, że warto jednak spróbować. Pierwszy tom fabularnie nie jest zły, graficznie podobnie, choć to już baaaardzo subiektywna ocena z mojej strony. Osobiście chętniej obejrzałbym anime (wiem jak to brzmi),ale mimo swych absurdów manga wciągnęła mnie na tyle, że póki co będę kontynuował lekturę tej serii. Czy dotrwam do jej końca? Cóż, to już pytanie na inny materiał.
WPajęczejSieci - awatar WPajęczejSieci
ocenił na63 lata temu

Cytaty z książki Highschool DxD 4

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Highschool DxD 4