Adam Kubert Rick Remender Daniel Acuña Gerry Duggan Frank Martin Jr.
Komiks to współczesna, jedna z wielu, forma tudzież opcja utrwalania rozmaitych treści rozrywkowych, mających za zadanie tworzyć część fikcyjnych światów, zapełniać przestrzeń kultury popularnej odpowiednią dozą treści i w związku z tym przekazywać pewną ideę, która swą odpowiednią siłę umacnia nie tylko przez sam ,,tekst pisany”, ale i poprzez specyficzne rysunki, niczym zamrożone w czasie, w odpowiedniej pozie postaci tam uwidocznionych i części przestrzeni przez ów komiks kreowanej, kadry. Tak wygląda, tak tworzy się całą specyfika narracji graficznych; takowe kadry to wypisz wymaluj ,,wycinki” tamtejszego komiksowego świata, odpowiadające w jakiś pośredni sposób ,,wycinkom’’ rzeczywistości z naszego kruchego ludzkiego życia, które nieraz potrafi surowo zaskoczyć, a niekiedy pogłaskać i połechtać nieoczekiwanymi korzyściami.
Jeszcze dziesiątki lat temu, w erze złotej i srebrnej amerykańskiego komiksu, nie mówiło się o graficznych opowieściach, jakoby miały one odzwierciedlać w jakimkolwiek aspekcie ,,piramidę trudów ludzkiej egzystencji”. Mass media, opinia publiczna, wówczas uważały komiks za coś niszowego i zbędnego, za coś taniego i mającego jedyne w swoim rodzaju przeznaczenie: zaspokojenie głodu rozrywki rozwydrzonych dzieciaków i facetów niewyrosłych z tandetnej chłopięcej rozrywki. Dzisiaj jest inaczej, komiks to coś innego, coś o wiele bardziej doświadczonego, rozległego, wychodzącego o wiele dalej, niż moglibyśmy przypuszczać - daleko poza jego superbohaterską rodzajowość. Komiks, tak samo jak powieść współczesna, dotyka każdego gatunku. W końcu, jak statystyki podają, czytamy o wiele więcej graficznych narracji niepowiązanych z fantastycznymi Uniwersami, supermocami, herosami i ich groźnymi adwersarzami. Wizje artystów budujących - w narracji scenariusza i kwestii rysunku – komiks dramatyczny, szlifujący tematykę społeczną, czy komiks grozy, kryminał bądź sensację, fakt, wyglądają one niczym projekcje zrodzone z niezwykłej wyobraźni i, mało tego, potrafią porazić swą oryginalnością jak ten bazowy, pierwotny komiks superbohaterski, na którym w omawianiu pewnego tomu linii wydawniczej "Marvel NOW!" chciałbym się skupić.
Komiksowy świat superbohatera, to specyficzny wymiar, wyrastający z pasji twórczej i wyobraźni artysty, mający nieskończone ilości możliwości kreacji w swej nieskończonej pojemności. Na pierwszy rzut oka komiks zdaje się zbudowany jest ze schematów i sekwencji. To prawda, tkwi w tym jakiś wzór, element harmonicznej egzystencji. Jednakowoż jest to forma fizycznej jego budowy, tak samo, jak powieść mająca rozdziały, interludium, prologi etc., etc. Nowela graficzna przyjmuje obecnie różnoraką formę, a jej fizyczność w większej mierze nie odzwierciedla tego, co tekst scenariusza i rozmaity, szeroki wachlarz technik graficznych, oddają z jądra zamierzeń wizji artysty, i jak podkreślają klimat, atmosferę opowiadań, i wszystko to, co wynika z ewolucji wydarzeń przedstawianych w komiksie. Pozostawszy przy narracji graficznej skupiającej się na fantastycznej superbohaterskiej rodzajowości tudzież gatunku, postanowiłem nieco inaczej spolaryzować swą komiksową uwagę, skupiając ją przy tym rodzaju komiksu, jak najbardziej szeroko i równomiernie na całej uwypuklanej tu historii. Powrót do czegoś, co zaczęło się prawie 3 lata temu, co z drugim tomem okazało się wystarczająco dobre i klimatyczne (z pewnymi wyjątkami),jak tom pierwszy wtenczas czytany, jest dla mnie jako entuzjasty tego segmentu komiksowej specyfiki ważnym, budującym doświadczeniem. Ponowne ,,przywitanie się” z fabułą zapisaną w sekwencyjnie umieszczonych w kadrach rysunkach, i to w historiach pisanych z pasją przez Uniwersum Marvela, z którym jako oddany myślą i sercem pasjonat jestem dość długo, okazało się czymś kluczowym: nie warto porzucać czegoś czemu poświęca się czas, na dłużej, i o tym zapominać – jeśli jest to częścią twojej, budującej oparcie o zrozumienie popkultury, czy jej określoną część, pasji. Powracając do "Uncanny Avengers", story-arcu z linii wydawniczej "Marvel NOW!", poczułem wyraźnie jak nostalgia u przykładowego nerda, żyjącego i trwającego w tym czym się interesuje, wyraziście wręcz potrafi budować więź ze swoją pasją, a tym bardziej jeśli pasja ta obejmuje angażujące całe nasze jestestwo zainteresowania światem ponadprzeciętnych możliwości, w którym żyją i rozwijają się ponadprzeciętne – i mimo, że są fikcyjne – postacie. Może to być każdy inny możliwy świat, różna jego tematyka, gatunek, typy bohaterów. Jednak dla mnie tą najważniejszą, ponadprzeciętną płaszczyzną – od której wszystko na dobre się zaczęło - na której rozwija się niezapomniany cykl niezwykłych przemian superbohaterskich jest Uniwersum herosów Marvela, DC Comics czy herosów innych wydawnictw. Tom drugi Uncanny Avengers, "Bliźnięta Apokalipsy" stanowi swego rodzaju ,,ukoronowanie", rozumując to na moim przykładzie, tęsknoty, więzi w nadnaturalny sposób łączącej fana komiksów z jądrem jego pasji. Stąd me osobnicze wspomnienie o przerwie, która rozdarła drobną, jedną z wielu, nić wiążącą moje fanowskie zainteresowanie z częścią graficznych opowieści superbohaterskich, ba, z komiksowym medium w ogóle. To skromne niewidzialne włókno – a nici tych na szczęście wciąż jest całe multum – scalało mnie z jedną z serii wydawniczych ,,domu pomysłów” Marvela, z wyżej wymienionymi "Uncanny Avengers". Zerwane nie znaczy uszkodzone. Zabranie się do lektury tomu drugiego niniejszego cyklu ową nić zregenerowało, co potwierdziło, że pasja do komiksu, którą w kierunku ikonicznego komiksu superbohaterskiego, a co się z tym wiąże, komiksu w całej swej różnej kreacji gatunkowej wyrażam, nie zgaśnie, jakby była ona niczym pasja poza wszelkim wyobrażeniem, pod wpływem której umysł fana staje w ogniu komiksowego pożądania.
Lektura "Bliźniąt Apokalipsy", oprócz podkreślenia cennej dla każdego geeka i ,,różnotematycznego nerda” nostalgii i potężnych, stojących przed fanem murem nici więzi, łączących go ze swoją pasją, to także i dynamicznie wykreowany rysunkowo, choć nieco mniej spójny fabularnie komiks, kontynuujący zmagania połączonych sił Avengers z X-menami i ich pomocnikami. Początkowo opowieść ta wybiega o wiele dalej w przód w stosunku do finiszu wydarzeń poprzedniego tomu, niż moglibyśmy przypuszczać. Zaczyna się w trochę historycznie zaakcentowanym stylu, z akcentem dziejowym – nawiązaniem do czasów startu ery drugiego tysiąclecia w historii ludzkości. Z jednej strony jest to ciekawe, a z drugiej jednak wprowadza to coś na modłę dysonansu poznawczego: Thor zabawiający się w mocno imprezowym stylu, którego nagle atakuje Apocalypse, działający z ramienia potężnych prastarych Celestials, czy Londyn, gdzie czterej jeźdźcy wspomnianego Apocalypse’a przerywają patrol dwóm wojom, gadającym o ,,szerokim zadku” żony jednego z nich. Na pierwszy rzut oka, ot frywolne rozpoczęcie "Bliźniąt Apokalipsy" mogłoby czytelnika zmylić. Z czasem, już po kolejnych kartkach ta frywolność zaczyna wychodzić na proste, ,,poważniejsze tory". Okazuje się, że kart wcale nie rozdaje Apocalypse, lecz Kang Zdobywca – podróżnik w czasie z czterdziestego drugiego wieku, który zdobył praktycznie wszystko, a rzeczywistość, którą on reprezentuje nazywana jest nie inaczej, jak Dynastią Kanga. Nie zdradzając fabuły wydania czytającym ową recenzję do niego się odnoszącą, takowy podróżnik temporalny okazuje się jedynie zakłóceniem - nie aż tak poważnym zagrożeniem, na które się z początku wyłaniania się wydarzeń wydania zapowiadało. Fabuła całości historii, w ogólnym ujęciu szachuje się, rezonuje w kierunku ukazania, że w "Bliźniętach Apokalipsy", apokalipsą okażą się same bliźnięta właśnie, Uriel i Eimin Worthington, zrodzone z chorej fascynacji czystości rasy mutantów i absolutnej, wypaczonej dominacji - z tego, co wymarzył sobie Apocalypse. Natura niniejszego komiksu jest taka, że stawia on sobą więcej pytań niż wyjaśnia samą swą dynamiką, bo ta jest okazała, ale zbyt dychotomiczna – nieregularne przeskakiwanie z określonego obszaru rozgrywania się wydarzeń na drugi obszar, a z tego na kolejny itd. Żeby nie było, wplątano w to wszystko koncept linii czasowych – alternatywne, równolegle rzeczywistości, o których w pewnym momencie wydarzeń ,,Bliźniąt Apokalipsy" wspomina sam Kang Zdobywca Kapitanowi Ameryce. W intrygę całego konstruktu kreowanych tu wydarzeń wtłoczony zostaje wątek Celestials – potężnych prastarych istot, budowniczych Wszechświata, gigantycznych boskich absolutów i abstraktów o mocy i wpływie na Uniwersum przekraczającym granice ,,komiksowego pojmowania". To bliźnięta miały służyć woli Celestials, a tymczasem wprawny czytelnik, poprzez jeden z plusów komiksu – sposób zamykania wielu wątków w klamrę – nagle dowiaduje się, że Jarnbjorn, prastary młot / topór Thora, zostaje użyty przez Uriela i Eimin do zabicia Celestiala, bo tylko ten namaszczony oręż, mógł to uczynić. Co istotne, sam akt anihilacji jednej spośród najpotężniejszego rodzaju bytów, istot w Multiversum Marvela, nie dość że był nieprawdopodobny, wręcz dla samego komiksu Marvela epokowy, to został również nieprawdopodobnie narysowany, a koloryści kreując ekstrakcje, eksplozje, czy rozbryzgi energii, które rozczłonkowaniu Celestiala towarzyszyły, jednym monumentalnym aktem graficznym zwieńczyli tak zjawiskowy, tak świetny element tomu drugiego "Uncanny Avengers", bo tuszowanie i kolor w odróżnieniu do samych krawędzi i detali szkicu wypełnień wyszło zjawiskowo dobrze.
"Bliźnięta Apokalipsy" wypełniły powierzone im zobowiązanie kontynuowania tomu pierwszego serii – w tym sensie, że wydarzenia w tomie drugim miały swoje oparcie w tomie pierwszym, jednakże nie było to wystarczająco płynne i w stu procentach satysfakcjonujące rozwinięcie i ciąg dalszy. Po prostu gdzieś zniknął urok "Czerwonego Cienia" i chorej idei kreacji anty-mutanckiego świata, tak zażarcie wyzierającej z jestestwa Red Skulla, pochłoniętego i anihilowanego przez swój własny wypaczony umysł.
OPINIE i DYSKUSJE o książce Guardians of the Galaxy (Strażnicy Galaktyki): Nieskończoność
Fajny komiksy, wartka akcja, całkiem niezłe dialogi, czytało się przyjemnie, jedynie graficznie bohaterowie trochę jednak inni, przez co momentami nie czuło się ich charakteru.
Fajny komiksy, wartka akcja, całkiem niezłe dialogi, czytało się przyjemnie, jedynie graficznie bohaterowie trochę jednak inni, przez co momentami nie czuło się ich charakteru.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toZbiorczo cały cykl Bendisa. (1-6)
Bardzo podobały mi się filmowe wersje i chciałem poznać wersję komiksową. Było ich kilka, ale ta wydawała się najbardziej zbliżona.
Niestety, mimo iż początek był ok (choć Star Lord wygląda inaczej i niepotrzebnie dodali Iron Mana) ze spójną historią to im dalej tym gorzej. Niektóre tomy miały ciekawsze pomysły na intrygi czy główną oś fabularną, ale to wszystko się rozlazilo w szwach. Za dużo postaci, za dużo dennych bijatyk. Za mało humoru, pomysłów i klimatu przygody i awanturnictwa w kosmosie. Plus zbyt często z parapatow ratuje jakiś bohater wszechmocny.
Ostatniego tomu już nie zmeczylem.
Bardzo słabe, zdecydowanie odradzam.
Spróbuje jeszcze run Abnetta, o ile nie ma w nim dodatków Avengers, X-Men, czy innego Supermana.
Zbiorczo cały cykl Bendisa. (1-6)
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toBardzo podobały mi się filmowe wersje i chciałem poznać wersję komiksową. Było ich kilka, ale ta wydawała się najbardziej zbliżona.
Niestety, mimo iż początek był ok (choć Star Lord wygląda inaczej i niepotrzebnie dodali Iron Mana) ze spójną historią to im dalej tym gorzej. Niektóre tomy miały ciekawsze pomysły na intrygi czy główną oś...
Taki tam zapychacz. Nawet ciekawy koncept historii opowiadanej przez Groota i spotkanie Gamory z She-Hulk.
Taki tam zapychacz. Nawet ciekawy koncept historii opowiadanej przez Groota i spotkanie Gamory z She-Hulk.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toUbawiłam się, zwłaszcza w końcówce. Zdecydowanie wolę rysownika z poprzednich części.
Ubawiłam się, zwłaszcza w końcówce. Zdecydowanie wolę rysownika z poprzednich części.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toWidziałam sporo negatywnych opinii, ale dla mnie ta część to był naprawdę fun! Sporo się działo, chociaż prawdę mówiąc po lekturze nadal nie wiem, na czym polega event 'Nieskończoność'. Muszę sięgnąć po inne tomy z tym wydarzeniem. Rocket wymiata. Historia z Gamorą i She-Hulk była trochę dziwna, ale z drugiej strony - Gamora tam jest, so I take it. A ostatnia historia, opowiadana przez Groota, to już naprawdę roztopiła moje serce i poprawiła humor na długo. Jestem Groot!
Widziałam sporo negatywnych opinii, ale dla mnie ta część to był naprawdę fun! Sporo się działo, chociaż prawdę mówiąc po lekturze nadal nie wiem, na czym polega event 'Nieskończoność'. Muszę sięgnąć po inne tomy z tym wydarzeniem. Rocket wymiata. Historia z Gamorą i She-Hulk była trochę dziwna, ale z drugiej strony - Gamora tam jest, so I take it. A ostatnia historia,...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toDobre opowiadanie, trzymające poziom drugiej części. Rocket i Groot to najlepsze komiksowe postacie, szkoda że Drax nie jest tak zabawny jak w filmie ale nie można mieć wszystkiego.
Dobre opowiadanie, trzymające poziom drugiej części. Rocket i Groot to najlepsze komiksowe postacie, szkoda że Drax nie jest tak zabawny jak w filmie ale nie można mieć wszystkiego.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toW trzecim tomie "Strażników Galaktyki" czeka na nas pomieszanie z poplątaniem. Pierwsze dwa rozdziały związane są z eventem "Nieskończoność". Niestety, nie wnoszą one niczego istotnego do głównego wydarzenia, które i tak skupia się na losach Avengers i Illuminati. W rozdziale trzecim przeczytamy historię współpracy Gamory i She-Hulk, a w ostatnim obejrzymy (trudno nazwać czytanie komiksu opowieść, w której ponad 90% dialogów stanowi zdanie "Jestem Groot") przygody Rocketa i Groota, którzy wyruszyli na poszukiwanie skarbu. Z racji, że niniejszy tom jest zupełnie nieistotny dla całej serii, należy go traktować jedynie jako zapychacz.
W trzecim tomie "Strażników Galaktyki" czeka na nas pomieszanie z poplątaniem. Pierwsze dwa rozdziały związane są z eventem "Nieskończoność". Niestety, nie wnoszą one niczego istotnego do głównego wydarzenia, które i tak skupia się na losach Avengers i Illuminati. W rozdziale trzecim przeczytamy historię współpracy Gamory i She-Hulk, a w ostatnim obejrzymy (trudno nazwać...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTom łączący serię z miniserią „Nieskończoność”. Thanos atakuje Ziemię, a zespół rusza, by go powstrzymać.
Wydawać by się mogło, że Strażnicy Galaktyki powinni odgrywać w „Nieskończoności” istotną rolę, chociażby ze względu na to, że Gamora jest adoptowaną córką Thanosa. Niestety zamiast tego dochodzi do mało znaczącej potyczki z pomniejszym oddziałem wroga. Jedynym plusem tej sytuacji jest zacieśnienie więzi członków drużyny z Angelą oraz uratowanie pewnej znaczącej postaci. Na dodatek rysunki Francesco Francavilli strasznie psują odbiór – są tak niedokładne, że ciężko zorientować się, co w danym momencie się dzieje.
W polskim wydanie oprócz trzech zeszytów głównej serii, znajdują się również dwa inne komiksy. Oba pochodzą z innych serii, ale na szczęście stanowią zamknięte całości i można je czytać bez znajomości kontekstu.
Jednym z nich jest czwarty numer serii „Guardians Team Up”, gdzie dochodzi do spotkania She-Hulk z Gamorą. Historia właściwie opiera się na dowcipie dotyczącym wspólnego koloru skóry obu bohaterek i szybko zaczyna się to robić męczące. Gdzie podział się świetny humor, z którego seria „She-hulk” kiedyś była znana? Rysunki są średnie i wydają się niedokończone.
Drugim zeszytem jest piąty numer serii „Rocket Racoon”, gdzie Groot opowiada grupce kosmicznych skautów o jednej z przygód przeżytych wspólnie z Rocketem. Podobnie jak to było przy komiksie o Gamorze, tutaj jest to również jeden dowcip przeciągnięty na cały zeszyt. Tutaj jednak historię ratują rysunki Skottiego Younga, które wprowadzają naprawdę masę udanego humoru sytuacyjnego.
Tom jest słaby i warto po niego sięgnąć jedynie ze względu na rysunku Skottiego Younga w jednej z pobocznych historii.
Tom łączący serię z miniserią „Nieskończoność”. Thanos atakuje Ziemię, a zespół rusza, by go powstrzymać.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toWydawać by się mogło, że Strażnicy Galaktyki powinni odgrywać w „Nieskończoności” istotną rolę, chociażby ze względu na to, że Gamora jest adoptowaną córką Thanosa. Niestety zamiast tego dochodzi do mało znaczącej potyczki z pomniejszym oddziałem wroga. Jedynym plusem...
(...) trzeci tom serii Strażnicy Galaktyki nie kontynuuje wątków podjętych w poprzednich dwóch odsłonach. Główna fabuła, pomieszczona w omawianej produkcji, nawiązuje do wielkiego wydarzenia Infinity. I opisuje udział Strażników w walce z Thanosem, która sprowadza się do akcji odbicia Abigail Brand – dyrektorki SWORD – oraz dowodzonej prze nią stacji Szczyt z rąk żołnierzy Szalonego Tytana. Scenarzysta Strażników, Brian Michael Bendis, dokłada zupełnie nie znaczący klocek do globalnej opowieści wyprowadzonej na łamach Avengeres przez Jonathana Hickmana.
Całość zaczyna się tak: gdzieś w dalekich odmętach kosmosu Peter Quill dowiaduje się, że Ziemia została zaatakowana. Star Lord postanawia ruszyć na ratunek Abigail Brand, która poprosiła ich o pomoc, bo żadna inna ekipa superbohaterów nie odpowiedziała na wezwanie. Członkowie ekipy Strażników ruszają za liderem. No, nie wszyscy. Początkowo Gamora staje okoniem. Zielona wojowniczka nie potrafi wybaczyć Peterowi, że nie zabił jej „ojca” w sytuacji, gdy miał ku temu okazję. Kłótnia między wspomnianymi bohaterami to właściwie jedyna emocjonująca scena w tym tie-in Nieskończoności. A! Znaczący udział w walce będzie miała także Angela. Drugi epizod opowieści rozgrywa się planecie Moord, gdzie Gamora i Angela poszukają Thanosa. Podczas przesłuchiwania jednego z żołnierzy pojawia się wątek związany z zaginionym ludem drugiej z bohaterek.
Omawiany tom jest bardzo zróżnicowany pod względem graficznym. Właściwie nic interesującego. No, poza jednym wyjątkiem. Chodzi o początkowy epizod, który jest dziełem Francesco Francavilli. Włoski rysownik posługuje się dość uproszczoną kreską, która kojarzy mi się z pracami Darwyna Cooke’a. Kolorystycznie rzecz wypada równie intrygująco, artysta postawił głównie na mocno nasycone barwy, głównie błękit (aż do filetu) i czerwień....
- - -
cały tekst można przeczytać tu:
https://dybuk.wordpress.com/2017/01/11/rekomendacje-nieskonczonosc/
(...) trzeci tom serii Strażnicy Galaktyki nie kontynuuje wątków podjętych w poprzednich dwóch odsłonach. Główna fabuła, pomieszczona w omawianej produkcji, nawiązuje do wielkiego wydarzenia Infinity. I opisuje udział Strażników w walce z Thanosem, która sprowadza się do akcji odbicia Abigail Brand – dyrektorki SWORD – oraz dowodzonej prze nią stacji Szczyt z rąk żołnierzy...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPo dwóch całkiem przyzwoitych historiach oczekiwałam czegoś więcej w tomie nawiązującym do "Nieskończoności", ale nadzieje okazały się płonne.
Za to miłym zaskoczeniem były dwie dodatkowe historie, szczególnie ostatni rozdział o poszukiwaniu skarbu przez Groota i Rocket Racoona. Obie miały tez o wiele przyjemniejszą mojemu oku kreskę.
Po dwóch całkiem przyzwoitych historiach oczekiwałam czegoś więcej w tomie nawiązującym do "Nieskończoności", ale nadzieje okazały się płonne.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toZa to miłym zaskoczeniem były dwie dodatkowe historie, szczególnie ostatni rozdział o poszukiwaniu skarbu przez Groota i Rocket Racoona. Obie miały tez o wiele przyjemniejszą mojemu oku kreskę.