rozwińzwiń

Guardians of the Galaxy (Strażnicy Galaktyki): Nieskończoność

Okładka książki Guardians of the Galaxy (Strażnicy Galaktyki): Nieskończoność autorstwa Brian Michael Bendis
Okładka książki Guardians of the Galaxy (Strażnicy Galaktyki): Nieskończoność autorstwa Brian Michael Bendis
Brian Michael Bendis Wydawnictwo: Egmont Polska Cykl: Guardians of the Galaxy (Strażnicy Galaktyki) (tom 3) Seria: Marvel NOW! komiksy
108 str. 1 godz. 48 min.
Kategoria:
komiksy
Format:
papier
Cykl:
Guardians of the Galaxy (Strażnicy Galaktyki) (tom 3)
Seria:
Marvel NOW!
Tytuł oryginału:
Guardians of the Galaxy: Infinity
Data wydania:
2016-11-25
Data 1. wyd. pol.:
2016-11-25
Liczba stron:
108
Czas czytania
1 godz. 48 min.
Język:
polski
ISBN:
9788328116801
Zapowiedź
Średnia ocen
5,6 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Guardians of the Galaxy (Strażnicy Galaktyki): Nieskończoność w ulubionej księgarniiPorównywarka z najlepszymi ofertami księgarń W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Guardians of the Galaxy (Strażnicy Galaktyki): Nieskończoność

Średnia ocen
5,6 / 10
90 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Guardians of the Galaxy (Strażnicy Galaktyki): Nieskończoność

avatar
1019
577

Na półkach: , , , ,

Fajny komiksy, wartka akcja, całkiem niezłe dialogi, czytało się przyjemnie, jedynie graficznie bohaterowie trochę jednak inni, przez co momentami nie czuło się ich charakteru.

Fajny komiksy, wartka akcja, całkiem niezłe dialogi, czytało się przyjemnie, jedynie graficznie bohaterowie trochę jednak inni, przez co momentami nie czuło się ich charakteru.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
646
595

Na półkach:

Zbiorczo cały cykl Bendisa. (1-6)

Bardzo podobały mi się filmowe wersje i chciałem poznać wersję komiksową. Było ich kilka, ale ta wydawała się najbardziej zbliżona.

Niestety, mimo iż początek był ok (choć Star Lord wygląda inaczej i niepotrzebnie dodali Iron Mana) ze spójną historią to im dalej tym gorzej. Niektóre tomy miały ciekawsze pomysły na intrygi czy główną oś fabularną, ale to wszystko się rozlazilo w szwach. Za dużo postaci, za dużo dennych bijatyk. Za mało humoru, pomysłów i klimatu przygody i awanturnictwa w kosmosie. Plus zbyt często z parapatow ratuje jakiś bohater wszechmocny.

Ostatniego tomu już nie zmeczylem.

Bardzo słabe, zdecydowanie odradzam.

Spróbuje jeszcze run Abnetta, o ile nie ma w nim dodatków Avengers, X-Men, czy innego Supermana.

Zbiorczo cały cykl Bendisa. (1-6)

Bardzo podobały mi się filmowe wersje i chciałem poznać wersję komiksową. Było ich kilka, ale ta wydawała się najbardziej zbliżona.

Niestety, mimo iż początek był ok (choć Star Lord wygląda inaczej i niepotrzebnie dodali Iron Mana) ze spójną historią to im dalej tym gorzej. Niektóre tomy miały ciekawsze pomysły na intrygi czy główną oś...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
4741
385

Na półkach:

Taki tam zapychacz. Nawet ciekawy koncept historii opowiadanej przez Groota i spotkanie Gamory z She-Hulk.

Taki tam zapychacz. Nawet ciekawy koncept historii opowiadanej przez Groota i spotkanie Gamory z She-Hulk.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

153 użytkowników ma tytuł Guardians of the Galaxy (Strażnicy Galaktyki): Nieskończoność na półkach głównych
  • 127
  • 26
86 użytkowników ma tytuł Guardians of the Galaxy (Strażnicy Galaktyki): Nieskończoność na półkach dodatkowych
  • 38
  • 28
  • 8
  • 3
  • 3
  • 2
  • 2
  • 2

Tagi i tematy do książki Guardians of the Galaxy (Strażnicy Galaktyki): Nieskończoność

Inne książki autora

Okładka książki Spider-Men: Worlds Collide Brian Michael Bendis, Sara Pichelli
Ocena 0,0
Spider-Men: Worlds Collide Brian Michael Bendis, Sara Pichelli
Okładka książki New Avengers: Iluminaci Brian Michael Bendis, Jim Cheung, Brian Reed
Ocena 6,1
New Avengers: Iluminaci Brian Michael Bendis, Jim Cheung, Brian Reed
Okładka książki Daredevil Modern Era Epic Collection. The Murdock Papers Brian Michael Bendis, Alex Maleev
Ocena 0,0
Daredevil Modern Era Epic Collection. The Murdock Papers Brian Michael Bendis, Alex Maleev
Okładka książki Miles Morales. Spider-Man. Szkolony na bohatera Brian Michael Bendis, David Marquez, Sara Pichelli, Chris Samnee
Ocena 8,4
Miles Morales. Spider-Man. Szkolony na bohatera Brian Michael Bendis, David Marquez, Sara Pichelli, Chris Samnee
Okładka książki Spider-Men Brian Michael Bendis, Sara Pichelli
Ocena 7,1
Spider-Men Brian Michael Bendis, Sara Pichelli
Okładka książki Sam and Twitch Compendium #1 Marc Andreyko, Brian Michael Bendis, Luca Blengino, Bing Cansino, Clayton Crain, Luca Erbetta, Paul Lee, Alex Maleev, Todd McFarlane, Angel Medina, Scott Morse, Steve Niles, Rodel Noora, Alberto Ponticelli, Greg Scott, E. J. Su, Jamie Tolagson
Ocena 7,0
Sam and Twitch Compendium #1 Marc Andreyko, Brian Michael Bendis, Luca Blengino, Bing Cansino, Clayton Crain, Luca Erbetta, Paul Lee, Alex Maleev, Todd McFarlane, Angel Medina, Scott Morse, Steve Niles, Rodel Noora, Alberto Ponticelli, Greg Scott, E. J. Su, Jamie Tolagson
Okładka książki Hellspawn Brian Michael Bendis, Steve Niles, Bill Sienkiewicz, Ben Templesmith, Ashley Wood
Ocena 5,3
Hellspawn Brian Michael Bendis, Steve Niles, Bill Sienkiewicz, Ben Templesmith, Ashley Wood
Brian Michael Bendis
Brian Michael Bendis
Jeden z najpopularniejszych obecnie amerykańskich scenarzystów komiksowych, aż pięciokrotny laureat Nagrody Eisnera. Początkowo publikował w mniejszych wydawnictwach. Z Marvelem związany od roku 2000, kiedy zadebiutował pierwszym numerem serii Ultimate Spider-Man. Komiks okazał się wielkim sukcesem i Bendis kontynuował pracę nad- nim przez ponad dekadę. Oprócz tego wśród jego ważnych prac należy wymienić Daredevila, Alias, Powers, Avengers i New Avengers czy miniserie Tajna Inwazja i Dom M. Obecnie tworzy serie: All-New X-Men i Guardians of the Galaxy (Strażnicy Galaktyki).
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Guardians of the Galaxy (Strażnicy Galaktyki) / All-New X-Men: Proces Jean Grey Brian Michael Bendis
Guardians of the Galaxy (Strażnicy Galaktyki) / All-New X-Men: Proces Jean Grey
Brian Michael Bendis Sara Pichelli Stuart Immonen
Omawiany album stanowi crossover między cyklami: Strażnicy Galaktyki i All New X-men.Twórcą scenariusza do materiałów zebranych w niniejszej pozycji był Brian Michael Bendis, artystami odpowiedzialnymi za rysunki byli natomiast: Sara Pichello, Stuart Immonen i David Marquez. Albumowi daję ocenę 7/10, czyli według mojej skali uznaje go za dobry. Jeśli chodzi o kwestie wizualne, to komiks mi się przyjemnie przeglądało, było parę stron, na których rysunki wydawały się wyglądać nieco gorzej od pozostałych, ale tak ogólnie mi się wszystko podobało. Nie jestem jednak specjalistą od rysunków itp. Jeśli chodzi o fabułę, to również oceniam ją jako dobrą . Powiem szczerze, że do omawianej pozycji podchodziłem trochę z rezerwą… Nie czytałem wcześniej komiksów o strażnikach galaktyki, a filmy z MCU o wspomnianej grupie też jakoś mnie nie porwały… Dodatkowo tematyka kosmosu Marvela, mnie osobiście nie pociąga, zapewne dlatego, że jeśli chodzi o kosmiczne opowieści preferuje Gwiezdne Wojny... Omawianą pozycję mimo wszystko czytało mi się naprawdę przyjemnie. Motyw sądzenia młodej Jean Grey za zbrodnie, które popełniła jej starsza wersja, a dokładniej filozoficzne rozważania nad moralnością takiego postępowania, wydały mi się najciekawszą częścią historii. Oczywiście było jeszcze parę fajnych momentów, ale nie będę pisał co i jak. Podczas lektury miałem moment, w którym zacząłem się obawiać, że przedstawione wydarzenia trochę zmierzają w nijakość, a dokładniej, że omawiana historia nie posunie przedstawionych bohaterów w żadną konkretną stronę. Mówiąc już naprawdę prosto, że śledzone przez nas zdarzenia nie będą miały kompletnie żadnego znaczenia. Na szczęście Brian Michael Bendis trzema zabiegami fabularnymi wyratował omawianą pozycję… Nie będę ukrywał omawiany komiks nadal mnie nie przekonał do Star-Lord’a i jego drużyny (nie zachęcił mnie do poznania materiałów o wspomnianej grupie bohaterów)… Osoby, które poznają cykl All New X-men, powinny oczywiście również sięgnąć po omawianą pozycję. Jeśli ktoś nie czytał wcześniejszych komiksów o “Strażnikach Galaktyki“ z serii wydawniczej Marvel NOW i zastanawia, czy powinien nadrobić zaległości przed lekturą omawianego albumu… To odpowiadam, że osobiście, nie widzę takiej potrzeby.
VanGreg95 - awatar VanGreg95
ocenił na71 rok temu
X-Men: Bitwa atomu Brian Michael Bendis
X-Men: Bitwa atomu
Brian Michael Bendis Brian Wood Chris Bachalo Jason Aaron Stuart Immonen
Album „X-men: Bitwa Atomu” zawiera w sobie materiały opublikowane pierwotnie w ramach pięciu różnych cykli, które razem stanowił crossover. Twórcami scenariuszy do wspomnianych publikacji byli: Brian Michael Bendis, Jason Aaron i Brian Wood, za rysunki, natomiast odpowiadali tacy artyści jak Frank Cho, Stuart Immonen, David Lopez, Chrisa Bachalo, Giuseppe Camucoleg, Esąd Ribic i Kris Anka. Na początku chcę powiedzieć, że ja, w niniejszej mini recenzji skupię się na przedstawionym dziele jako całość i nie będę analizował poszczególnych serii zeszytów tworzących w oryginalnej formie oddzielne cykle. Muszę powiedzieć, że mam bardzo mieszane odczucia co do omawianej pozycji, i to głównie ze względu na przedstawioną treść, jeśli chodzi o wizualne kwestie to uważam, że album wygląda naprawdę dobrze. Podobały mi się zarówno rysunki, jak i zastosowane palety barw. Niestety problemem jest jak dla mnie fabuła… Omawiany album bardzo mnie zainteresował swoim początkiem i jak już zacząłem lekturę, to komis odłożyłem dopiero po jego przeczytaniu. Niestety muszę stwierdzić, że komiks nie utrzymał jak dla mnie wysokiego poziomu z początku. Jakie mam problemy z przedstawioną historią? Wydaje mi się przede wszystkim, że w pewnym momencie opowieść staje się zbyt rozdmuchana i w końcowych etapach zbytnio skomplikowana. W pewnym momencie straciłem orientację o co właściwie chodzi Bractwu, jaki mają cel i co chcą osiągnąć. Kolejny problem mam z zakończeniem… Jak dla mnie było ono po prostu głupie. W końcowych fragmentach albumu ginie jedna zła postać, ale czemu akurat teraz? Czemu nie wcześniej? Jak dla mnie, ginie ona tylko dlatego, by domknąć przedstawioną historię. Taka epicka historia zasługuje na lepsze zakończenie. Omawiana pozycja to jak dla mnie kolejny dowód, że Marvel ma ogromne problemy z tworzeniem naprawdę wybitnych dużych eventów, nie mówiąc już o opowieściach bazujących na podróżach w czasie. Jeśli chodzi jednak o plusy omawianej pozycji, to bez wątpienia jest to dzieło, które można wziąć ot tak i przeczytać. Moim skromnym zdaniem nie trzeba znać serii "All-New: X-men" i "Uncanny X-men" by się odnaleźć w przedstawionych wydarzeniach. Prawdopodobnie część czytelników na początku historii może się zastanawiać, czemu są jakieś dwie oddzielne grupy X-men itp. jednak w dalszej części historii wspomniane kwestie schodzą na dalszy plan. Nie będę ukrywał, że niektóre postacie, które się pojawiają w przedstawionej historii wydają się dla mnie naprawdę ciekawe, niestety jak dla mnie za mało jest o nich powiedziane, gdyby scenarzyści w jeszcze większym stopniu zaprezentowali nam wspomnianych bohaterów i ich motywację, to zdecydowanie lepiej bym ocenił omawiany komiks. Ogólnie omawianą pozycję oceniam jako 7/10 (dobra). Osobiście uważam, że eventy, takie jak: „Tajne Imperium” (9/10),„II Wojna Domowa” (9/10) czy „Wojna Światów” (8/10),są zdecydowanie lepsze. W całym zbiorze Marvel'a są jednak i gorsze „wydarzenia”, jak na przykład „Grzech pierworodny” (6/10) czy mnie osobiście bardzo rozczarowujące „Tajne Wojny” (6/10). Moim skromnym zdaniem omawiana pozycja kierowana jest przede wszystkim do miłośników grupy X-men. Jeśli nie jesteś sympatykiem wspomnianej drużyny i cenisz sobie bardziej ambitne dzieła (tak to ujmę),to raczej sięgnij po inną pozycję.
VanGreg95 - awatar VanGreg95
ocenił na71 rok temu
Wolverine and the X-Men: Starzy kumple, nowi wrogowie Jason Aaron
Wolverine and the X-Men: Starzy kumple, nowi wrogowie
Jason Aaron Nick Bradshaw Pepe Larraz
Album zawiera materiały pierwotnie opublikowane w „Wolverine i X-men” #38-42 i „Annual” #1 ze scenariuszami Jasona Aarona oraz ilustracjami Nicka Brad Shawa i Pepę Lar raza i innych. Omawiana pozycja to bez wątpienia najlepszy tom cyklu „Wolverine i X-men” wydanego w ramach serii wydawniczej „Marvel NOW”. Komiks nie dość, że wygląda bardzo dobrze (poza dwoma stronami z rysunkami Chris’a Bachalo),to jeszcze prezentuje ciekawe historie. Pierwszą część albumu stanowią materiały opublikowane pierwotnie w Annual #1. We wspomnianym fragmencie albumu ukazane są nam dalsze losy Kubark’a (Kid Gladiatora). Wspomniana postać bowiem opuścił szkołę im. Jean Grey i dołączył do akademii strażników imperium Shi'ar. Przedstawione w tym fragmencie komiksu wydarzenia są częścią większej historii, a dokładniej eventu „Nieskończoność”. Muszę powiedzieć, że omawiana w tym momencie opowieść, miała jakiś swój urok. Nie będę tu nikogo oszukiwał, historia jest bardzo prosta, a przesłanie, jakie niesie jest bardzo łatwe do wyłapania… Co jednak złego w prostocie? Osobiście uważam, że nic. Dlatego pierwszą część albumu uznaje za dobrą i oceniam ją na 7/10. Drugą część albumu stanowią z kolei materiały pierwotnie opublikowane w „Wolverine i X-men” #38-42. W tym fragmencie komiksu ponownie wracamy do Wolverina i jego szkoły. Historię przedstawioną w niniejszym części albumu składa się dwóch głównych wątków: jeden jest związany ze szkołą i jej uczniami, drugi z kolei dotyczy Wolverine’a i poszukiwania ukrytych przez S.H.I.E.L.D. sentineli. Obie intrygi mi się podobały, ale najlepszy moment komiksu związany jest z Loganem i jego śledztwem. Mam na myśli spotkanie naszego ulubionego Rosomaka z pewnym innym bohaterem… Nie będę jednak w tym miejscu, zdradzał więcej szczegółów, by nie spoilerować tym, co jeszcze nie czytali. W każdym razie wspomniane spotkanie, jest tym, co wiele ludzi najbardziej lubi i kocha w komiksach superhero Marvela. Powiem szczerze, że urzekło mnie również kilka pobocznych wątków, a najbardziej ten związany z Toad'em. Nie będę ukrywał, że było mi szkoda tej postaci, mimo to, co zrobiła wcześniej. Osobiście rozumiem, czemu Mortimer zrobił, to co zrobił. Spodziewałem się, że Jasona Aarona zaserwuje nam bardziej cukierkowe zakończenie dla woźnego szkoły im. Jean Grey i jego miłości, a tu taka niespodzianka… Nie było happy endu. Omawiany fragment albumu bez cienia wątpliwości oceniam na 7/10, czyli uznaje go za dobry (wg mojej skali ocen). Było w nim dużo naprawdę dobrych rzeczy, ale do oceny bardzo dobrej czegoś mi zabrakło… Całości również daję ocenę 7/10, bo to po prostu dobra pozycja. Nie mogę niestety powiedzieć, tego samego o całym cyklu „Wolverine i X-men” wydanym w ramach serii wydawniczej „Marvel NOW”. Całość mogę ocenić maksymalnie na 6/10. Niestety jedna dobra pozycja nie zmieni mojej oceny o wszystkich pozostałych. Nadal uważam, że cykl „Wolverine i X-men” jest słabszy zarówno od „All-New X-men” oraz „Uncanny X-men”.
VanGreg95 - awatar VanGreg95
ocenił na71 rok temu
Nieskończoność Dustin Weaver
Nieskończoność
Dustin Weaver Jim Cheung Jonathan Hickman Jerome Opeña
Album „Nieskończoność” to część mini serii o tym samym tytule. W, skąd wspomnianej serii wchodzą jeszcze takie tytuły jak m. in. „New Avengers: Nieskończoność” czy „Thunderbolts: Nieskończoność”. Omawiana pozycję chyba najlepiej określić jako dodatek (rozszerzenie) do albumu „Avengers: Nieskończoność”. Widzimy bowiem w ocenianym zbiorze komiksów wiele scen odnoszących się do walki Avengers i Rady Galaktycznej z Budowniczymi, dodatkowo jednak możemy śledzić wydarzenia, które działy się w tym samym czasie na Ziemi. Jak się dowiadujemy z albumu w czasie nieobecności Kapitana Ameryki i pozostałych bohaterów (większości Avengers'ów) na Ziemię przybył Thanos wraz ze swoimi siłami, by załatwić tu jedną sprawę, więcej nie będę pisał, by uniknąć spoilerów. W każdym razie w komiksie dzieje się naprawdę dużo. Album czytało mi się bardzo przyjemnie i robiłem to ze sporym zaciekawieniem, głównie ze względu na postać Thanosa. Do tej pory ze wspomnianą postacią miałem do czynienia jedynie przy czytaniu „Wojna Nieskończoności” i ciekawiło mnie, jaka wspomniana postaci jest wykreowana w komiksowym wydaniu. Komiksowy szalony tytan jest na pewno zdecydowanie znacznie potężniejszą postacią od tej, którą znamy z MCU (Marvel Cinema tion Uniwerse),ale bez wątpienia jest również postacią nudniejszą (zdecydowanie bardziej jednowymiarową). Wracając, jednak do omawianego albumu. Poza Avengers'ami głównymi bohaterami wydają się być Iluminaci. Bardzo lubię tę grupę, więc pewnie, dlatego również śledziłem przedstawianą historię z takim zainteresowaniem. Chodzi album przedstawia wielkie wydarzenia (jest to pozycja eventowa),to jest to jednocześnie dzieło mające na celu przygotowanie czytelnika na przyszła jeszcze większą historię. – Na końcu zbioru są ukazane ujęcia, które mają pokazać nam, jaki wygląda sytuacja w świecie Marvela oraz jak wielki i różnorodny jest to świat. Przeglądając wspomniane ostatnie strony albumu miałem wrażenie, że Hickmam rozstawia pionki na szachownicy przed kluczową partią. – Oczywiście w omawianej historii pewnie można byłoby się doszukiwać jakiś głupotek i nielogiczności jednak, jak dla mnie historia jest okey (przynajmniej w ramach konwencji dzieła superbohaterskiego). Myślę, że omawiany album mogę polecić każdemu. Podstawiona historia nie porusza może jakiś mega oryginalnych wartości ani nie jest jakaś mega oryginalna, ale jest wielka i zarazem bardzo zrozumiała. Nie ma w omawianym albumie ani jakiś naukowo-mistycznych rozważań – albo jak to woli pseud naukowego bełkotu, którego przeciętny człowieka i tak nie rozumie – które budują nam (trochę sztucznie) wielkość historii, ani też jakiegoś rozwlekania. Jest to jak dla mnie bardzo dobra historia jak na standardy Avengers w serii wydawniczej Marvel NOW (przynajmniej z tych, które czytałem).
VanGreg95 - awatar VanGreg95
ocenił na83 lata temu
Uncanny Avengers: Bliźnięta Apokalipsy Adam Kubert
Uncanny Avengers: Bliźnięta Apokalipsy
Adam Kubert Rick Remender Daniel Acuña Gerry Duggan Frank Martin Jr.
Komiks to współczesna, jedna z wielu, forma tudzież opcja utrwalania rozmaitych treści rozrywkowych, mających za zadanie tworzyć część fikcyjnych światów, zapełniać przestrzeń kultury popularnej odpowiednią dozą treści i w związku z tym przekazywać pewną ideę, która swą odpowiednią siłę umacnia nie tylko przez sam ,,tekst pisany”, ale i poprzez specyficzne rysunki, niczym zamrożone w czasie, w odpowiedniej pozie postaci tam uwidocznionych i części przestrzeni przez ów komiks kreowanej, kadry. Tak wygląda, tak tworzy się całą specyfika narracji graficznych; takowe kadry to wypisz wymaluj ,,wycinki” tamtejszego komiksowego świata, odpowiadające w jakiś pośredni sposób ,,wycinkom’’ rzeczywistości z naszego kruchego ludzkiego życia, które nieraz potrafi surowo zaskoczyć, a niekiedy pogłaskać i połechtać nieoczekiwanymi korzyściami. Jeszcze dziesiątki lat temu, w erze złotej i srebrnej amerykańskiego komiksu, nie mówiło się o graficznych opowieściach, jakoby miały one odzwierciedlać w jakimkolwiek aspekcie ,,piramidę trudów ludzkiej egzystencji”. Mass media, opinia publiczna, wówczas uważały komiks za coś niszowego i zbędnego, za coś taniego i mającego jedyne w swoim rodzaju przeznaczenie: zaspokojenie głodu rozrywki rozwydrzonych dzieciaków i facetów niewyrosłych z tandetnej chłopięcej rozrywki. Dzisiaj jest inaczej, komiks to coś innego, coś o wiele bardziej doświadczonego, rozległego, wychodzącego o wiele dalej, niż moglibyśmy przypuszczać - daleko poza jego superbohaterską rodzajowość. Komiks, tak samo jak powieść współczesna, dotyka każdego gatunku. W końcu, jak statystyki podają, czytamy o wiele więcej graficznych narracji niepowiązanych z fantastycznymi Uniwersami, supermocami, herosami i ich groźnymi adwersarzami. Wizje artystów budujących - w narracji scenariusza i kwestii rysunku – komiks dramatyczny, szlifujący tematykę społeczną, czy komiks grozy, kryminał bądź sensację, fakt, wyglądają one niczym projekcje zrodzone z niezwykłej wyobraźni i, mało tego, potrafią porazić swą oryginalnością jak ten bazowy, pierwotny komiks superbohaterski, na którym w omawianiu pewnego tomu linii wydawniczej "Marvel NOW!" chciałbym się skupić. Komiksowy świat superbohatera, to specyficzny wymiar, wyrastający z pasji twórczej i wyobraźni artysty, mający nieskończone ilości możliwości kreacji w swej nieskończonej pojemności. Na pierwszy rzut oka komiks zdaje się zbudowany jest ze schematów i sekwencji. To prawda, tkwi w tym jakiś wzór, element harmonicznej egzystencji. Jednakowoż jest to forma fizycznej jego budowy, tak samo, jak powieść mająca rozdziały, interludium, prologi etc., etc. Nowela graficzna przyjmuje obecnie różnoraką formę, a jej fizyczność w większej mierze nie odzwierciedla tego, co tekst scenariusza i rozmaity, szeroki wachlarz technik graficznych, oddają z jądra zamierzeń wizji artysty, i jak podkreślają klimat, atmosferę opowiadań, i wszystko to, co wynika z ewolucji wydarzeń przedstawianych w komiksie. Pozostawszy przy narracji graficznej skupiającej się na fantastycznej superbohaterskiej rodzajowości tudzież gatunku, postanowiłem nieco inaczej spolaryzować swą komiksową uwagę, skupiając ją przy tym rodzaju komiksu, jak najbardziej szeroko i równomiernie na całej uwypuklanej tu historii. Powrót do czegoś, co zaczęło się prawie 3 lata temu, co z drugim tomem okazało się wystarczająco dobre i klimatyczne (z pewnymi wyjątkami),jak tom pierwszy wtenczas czytany, jest dla mnie jako entuzjasty tego segmentu komiksowej specyfiki ważnym, budującym doświadczeniem. Ponowne ,,przywitanie się” z fabułą zapisaną w sekwencyjnie umieszczonych w kadrach rysunkach, i to w historiach pisanych z pasją przez Uniwersum Marvela, z którym jako oddany myślą i sercem pasjonat jestem dość długo, okazało się czymś kluczowym: nie warto porzucać czegoś czemu poświęca się czas, na dłużej, i o tym zapominać – jeśli jest to częścią twojej, budującej oparcie o zrozumienie popkultury, czy jej określoną część, pasji. Powracając do "Uncanny Avengers", story-arcu z linii wydawniczej "Marvel NOW!", poczułem wyraźnie jak nostalgia u przykładowego nerda, żyjącego i trwającego w tym czym się interesuje, wyraziście wręcz potrafi budować więź ze swoją pasją, a tym bardziej jeśli pasja ta obejmuje angażujące całe nasze jestestwo zainteresowania światem ponadprzeciętnych możliwości, w którym żyją i rozwijają się ponadprzeciętne – i mimo, że są fikcyjne – postacie. Może to być każdy inny możliwy świat, różna jego tematyka, gatunek, typy bohaterów. Jednak dla mnie tą najważniejszą, ponadprzeciętną płaszczyzną – od której wszystko na dobre się zaczęło - na której rozwija się niezapomniany cykl niezwykłych przemian superbohaterskich jest Uniwersum herosów Marvela, DC Comics czy herosów innych wydawnictw. Tom drugi Uncanny Avengers, "Bliźnięta Apokalipsy" stanowi swego rodzaju ,,ukoronowanie", rozumując to na moim przykładzie, tęsknoty, więzi w nadnaturalny sposób łączącej fana komiksów z jądrem jego pasji. Stąd me osobnicze wspomnienie o przerwie, która rozdarła drobną, jedną z wielu, nić wiążącą moje fanowskie zainteresowanie z częścią graficznych opowieści superbohaterskich, ba, z komiksowym medium w ogóle. To skromne niewidzialne włókno – a nici tych na szczęście wciąż jest całe multum – scalało mnie z jedną z serii wydawniczych ,,domu pomysłów” Marvela, z wyżej wymienionymi "Uncanny Avengers". Zerwane nie znaczy uszkodzone. Zabranie się do lektury tomu drugiego niniejszego cyklu ową nić zregenerowało, co potwierdziło, że pasja do komiksu, którą w kierunku ikonicznego komiksu superbohaterskiego, a co się z tym wiąże, komiksu w całej swej różnej kreacji gatunkowej wyrażam, nie zgaśnie, jakby była ona niczym pasja poza wszelkim wyobrażeniem, pod wpływem której umysł fana staje w ogniu komiksowego pożądania. Lektura "Bliźniąt Apokalipsy", oprócz podkreślenia cennej dla każdego geeka i ,,różnotematycznego nerda” nostalgii i potężnych, stojących przed fanem murem nici więzi, łączących go ze swoją pasją, to także i dynamicznie wykreowany rysunkowo, choć nieco mniej spójny fabularnie komiks, kontynuujący zmagania połączonych sił Avengers z X-menami i ich pomocnikami. Początkowo opowieść ta wybiega o wiele dalej w przód w stosunku do finiszu wydarzeń poprzedniego tomu, niż moglibyśmy przypuszczać. Zaczyna się w trochę historycznie zaakcentowanym stylu, z akcentem dziejowym – nawiązaniem do czasów startu ery drugiego tysiąclecia w historii ludzkości. Z jednej strony jest to ciekawe, a z drugiej jednak wprowadza to coś na modłę dysonansu poznawczego: Thor zabawiający się w mocno imprezowym stylu, którego nagle atakuje Apocalypse, działający z ramienia potężnych prastarych Celestials, czy Londyn, gdzie czterej jeźdźcy wspomnianego Apocalypse’a przerywają patrol dwóm wojom, gadającym o ,,szerokim zadku” żony jednego z nich. Na pierwszy rzut oka, ot frywolne rozpoczęcie "Bliźniąt Apokalipsy" mogłoby czytelnika zmylić. Z czasem, już po kolejnych kartkach ta frywolność zaczyna wychodzić na proste, ,,poważniejsze tory". Okazuje się, że kart wcale nie rozdaje Apocalypse, lecz Kang Zdobywca – podróżnik w czasie z czterdziestego drugiego wieku, który zdobył praktycznie wszystko, a rzeczywistość, którą on reprezentuje nazywana jest nie inaczej, jak Dynastią Kanga. Nie zdradzając fabuły wydania czytającym ową recenzję do niego się odnoszącą, takowy podróżnik temporalny okazuje się jedynie zakłóceniem - nie aż tak poważnym zagrożeniem, na które się z początku wyłaniania się wydarzeń wydania zapowiadało. Fabuła całości historii, w ogólnym ujęciu szachuje się, rezonuje w kierunku ukazania, że w "Bliźniętach Apokalipsy", apokalipsą okażą się same bliźnięta właśnie, Uriel i Eimin Worthington, zrodzone z chorej fascynacji czystości rasy mutantów i absolutnej, wypaczonej dominacji - z tego, co wymarzył sobie Apocalypse. Natura niniejszego komiksu jest taka, że stawia on sobą więcej pytań niż wyjaśnia samą swą dynamiką, bo ta jest okazała, ale zbyt dychotomiczna – nieregularne przeskakiwanie z określonego obszaru rozgrywania się wydarzeń na drugi obszar, a z tego na kolejny itd. Żeby nie było, wplątano w to wszystko koncept linii czasowych – alternatywne, równolegle rzeczywistości, o których w pewnym momencie wydarzeń ,,Bliźniąt Apokalipsy" wspomina sam Kang Zdobywca Kapitanowi Ameryce. W intrygę całego konstruktu kreowanych tu wydarzeń wtłoczony zostaje wątek Celestials – potężnych prastarych istot, budowniczych Wszechświata, gigantycznych boskich absolutów i abstraktów o mocy i wpływie na Uniwersum przekraczającym granice ,,komiksowego pojmowania". To bliźnięta miały służyć woli Celestials, a tymczasem wprawny czytelnik, poprzez jeden z plusów komiksu – sposób zamykania wielu wątków w klamrę – nagle dowiaduje się, że Jarnbjorn, prastary młot / topór Thora, zostaje użyty przez Uriela i Eimin do zabicia Celestiala, bo tylko ten namaszczony oręż, mógł to uczynić. Co istotne, sam akt anihilacji jednej spośród najpotężniejszego rodzaju bytów, istot w Multiversum Marvela, nie dość że był nieprawdopodobny, wręcz dla samego komiksu Marvela epokowy, to został również nieprawdopodobnie narysowany, a koloryści kreując ekstrakcje, eksplozje, czy rozbryzgi energii, które rozczłonkowaniu Celestiala towarzyszyły, jednym monumentalnym aktem graficznym zwieńczyli tak zjawiskowy, tak świetny element tomu drugiego "Uncanny Avengers", bo tuszowanie i kolor w odróżnieniu do samych krawędzi i detali szkicu wypełnień wyszło zjawiskowo dobrze. "Bliźnięta Apokalipsy" wypełniły powierzone im zobowiązanie kontynuowania tomu pierwszego serii – w tym sensie, że wydarzenia w tomie drugim miały swoje oparcie w tomie pierwszym, jednakże nie było to wystarczająco płynne i w stu procentach satysfakcjonujące rozwinięcie i ciąg dalszy. Po prostu gdzieś zniknął urok "Czerwonego Cienia" i chorej idei kreacji anty-mutanckiego świata, tak zażarcie wyzierającej z jestestwa Red Skulla, pochłoniętego i anihilowanego przez swój własny wypaczony umysł.
karpatkadobra - awatar karpatkadobra
oceniła na65 lat temu
Guardians of the Galaxy (Strażnicy Galaktyki): Grzech pierworodny Brian Michael Bendis
Guardians of the Galaxy (Strażnicy Galaktyki): Grzech pierworodny
Brian Michael Bendis Ed McGuinness Valerio Schiti David Lopez
Guardians of the Galaxy: Grzech Pierworodny to piąty tom serii, w którym Brian Michael Bendis wraz z zespołem rysowników prowadzi nas przez tajemnice przeszłości Strażników Galaktyki, a przede wszystkim Star-Lorda i Venoma. W tej odsłonie bohaterowie mierzą się zarówno z dawnymi wrogami, jak i własnymi tajemnicami, które wciąż pozostają dla nich zagadką. Jest to wielowątkowa historia, która miejscami fascynuje, ale też może nieco przytłaczać. Pierwsza część tomu rzuca nowe światło na postać Star-Lorda i jego spotkanie z Thanosem. Moment ich konfrontacji, który miał miejsce w Cancerverse, pozostawił wiele pytań. Star-Lord poświęcił się, aby zatrzymać Thanosa, co było niemal epickim momentem w jego historii. Fabuła prowadzi nas jednak do zaskakującego odkrycia – jakim cudem Peter Quill przeżył? Dla tych, którzy pamiętają emocje towarzyszące wydarzeniom z „Imperatywu Thanosa”, powrót do tej historii może być niezwykle satysfakcjonujący. Sam wątek jest dobrze skonstruowany, choć miejscami może sprawiać wrażenie, że został wciśnięty w ten tom w dość nieoczekiwany sposób, bez pełnego wprowadzenia dla nowych czytelników. Osoby, które nie śledziły serii od początku, mogą poczuć się zagubione, próbując zrozumieć kontekst tych wydarzeń, co trochę obniża przyjemność z lektury. Drugą część tomu zajmuje historia Venoma i symbionta, która podąża śladami poprzedniego tomu. Flash Thompson coraz bardziej odczuwa skutki przebywania w kosmosie, co wpływa na jego relację z symbiontem i odkrywa przed nami nieznane dotąd szczegóły o pochodzeniu tego obcego organizmu. Bendis próbuje zgłębić naturę symbionta, wprowadzając koncepcję planety, z której pochodzi. Jednak dla fanów, którzy lubili tajemniczą aurę otaczającą symbionta, ten rozwój wydarzeń może być rozczarowujący. Wizja świata symbiontów niektórym odbierze tę nutę nieznanego i mrocznego, która przez lata była nieodłącznym elementem historii Venoma. Choć graficznie planeta prezentuje się imponująco, to sama geneza symbionta wydaje się momentami nieco powierzchowna. Na plus można zaliczyć sprawnie prowadzoną akcję oraz dynamikę fabuły, która ani na chwilę nie zwalnia tempa. Bendis dostarcza interesujących dialogów, a kreska McGuinnessa, Schitiego i Lopeza, choć różnorodna, tworzy przyjemny efekt wizualny. Mimo to bohaterowie czasem wydają się odbiegać od swoich charakterów, co może przeszkadzać w pełnym odbiorze ich osobowości. Momentami można odnieść wrażenie, że pomimo świetnie narysowanych scen, brakuje tu głębszej refleksji nad samymi bohaterami – co zwłaszcza w przypadku takich postaci jak Star-Lord i Venom może pozostawiać lekki niedosyt. Warto docenić także polityczny wątek związany ze Spartax i domniemanym kryzysem na planecie Petera Quilla. Choć został on wprowadzony dość późno, dodaje historii nieco głębi i otwiera możliwości rozwoju na przyszłość. Fabuła nie kończy się w martwym punkcie, ale może pozostawiać uczucie, że wydarzenia nie zostały wystarczająco rozwinięte i w pełni domknięte. Podsumowując, Guardians of the Galaxy: Grzech Pierworodny to przyjemna lektura dla fanów Marvela, w której Bendis dostarcza akcji, humoru i dynamiki. To zeszyt pełen zwrotów akcji i odpowiedzi na stare pytania, choć niektóre wyjaśnienia mogą nie spełniać oczekiwań długoletnich fanów. Wciąż jednak pozostaje solidną pozycją, którą dobrze się czyta, nawet jeśli pozostawia przestrzeń na ulepszenia w rozwoju fabuły i portretowaniu postaci.
Bob - awatar Bob
ocenił na71 rok temu
Deadpool: Wyzwanie Drakuli Reilly Brown
Deadpool: Wyzwanie Drakuli
Reilly Brown Gerry Duggan Brian Posehn Scott Koblish
Nadszedł w końcu czas aby Deadpool skopał tyłek samemu Księciu Ciemności, słowem - Draculi. W odcinku zatytułowanym "Wyzwanie Draculi", nasz pyskaty (uroczy),arogancki (zabawny) i absolutnie nieobliczalny (tu się zgadzamy) najemnik ma za zadanie odnaleźć i (przelecieć)... WYPIE*****!!!!! (opanuj się, to czytają nieletni :D). Nnngh... jak pisałem, Deadpool dostaje zlecenie odnalezienia trumny narzeczonej Draculi, niejakiej Shiklach, Królowej Nieumarłych. Zadanie z pozoru banalne szybko staje się dość skomplikowane, jednocześnie dostarczając czytelnikom sporej dawki zabawy. Szczególnie, że gościnnie wystąpią takie postacie jak Blade, Frankenstein czy Minotaur szarżujący na różowym skuterze. Komiks zaczyna się od błyskawicznego ratunku pewnej niewiasty, która po ujrzeniu oblicza swego wybawcy, równie szybko się oddala. Wcześniej zaliczając kraksę helikoptera w rzece. Już wtedy czytelnik zaczyna się bezwiednie uśmiechać, gdy widzi Deadpoola wyłaniającego się z wody niczym wielki bohater, z omdlałą (i mokrą).... z nieprzytomną kobietą na rękach (wiem o czym pomyślałeś świntuchu :P). Potem zaś mamy pierwsze starcie z wampirem, który tak naprawdę był tylko posłańcem Draculi (mylić się rzecz ludzka)... Och, zamknij się! W każdym razie Deadpool godzi się przyjąć zlecenie, co szybko staje się pasmem jego problemów z światem wampirów oraz mitycznych potworów. To czego najbardziej brakowało mi w tym komiksie to łamanie czwartej ściany i (OTO JESTEM :D) W komiksie, kurna, w komiksie nie tutaj! (jesteś taki monotonny). Spadaj. W każdym razie w omawianym albumie mimo, że występuje bardzo dużo humoru w postaci tekstów tytułowego bohatera i gagów sytuacyjnych. Na tym polu mamy naprawdę w czym przebierać, gdyż gościnnie występuje sporo znanych postaci, nie tylko z świata komiksu. Zatem nie zabraknie żartów z Hulka podczas pojedynku z Minotaurem albo wyśmiewania organizacji typu Hydra gdy w paradę wmiesza się MODOC na swym latającym krześle. Do tego wątek główny związany z Królową Nieumarłych i Księciem Ciemności jest zrobiony całkiem sensownie. Może nie mamy tutaj do czynienia z szczytem ambicji komiksowych scenarzystów, jednak Gerry Duggan i Brian Posehn postarali się na tyle mocno, ze całość ma ręce i nogi, a do tego czyta się to szybko i przyjemnie. Mamy tutaj wtręty odnośnie wojny w świecie nieumarłych czy kontrolowania przez takie stworzenia umysłów ludzi (frajerzy :P). Ciekawie to wygląda w zestawieniu z kimś kto w praktyce jest tak stuknięty, że sam siebie nie kontroluje i gada z swymi dwoma jaźniami. Choć tym razem ich tutaj zabrakło. Uwagę przykuwa też Shiklach, czyli Królowa Nieumarłych. Po bardzo długim śnie zaczyna poznawać świat XXI wieku oczami człowieka, który jest totalnym wariatem. Do tego nie może umrzeć, co ją wyraźnie pociąga, zaś sama Królowa czasem zachowuje się trochę naiwnie względem nowinek technologicznych czy obyczajów panujących w naszych czasach. Daje to scenarzystom kolejne pole manewru do wrzucania dwuznacznych uwag Deadpoola względem kultury czy naszych codziennych zachowań. Graficznie mamy dobry poziom, udanie kontynuujący to z czym mieliśmy do czynienia w ostatnich albumach. Choć nie ukrywam, że ten odcinek najbardziej przypadł mi na tym polu do gustu. Ciekawie czasem wyśmiano niektóre postacie lub elementy ich ubioru. Najbardziej i tak rozbroił mnie Minotaur oraz sceny dziejące się w Grecji (fajny kraj, tylko imigrantów tam maja za dużo). Jeśli idzie o kolejny tom, jaki zapowiedziano to można oczekiwać sporo (gdyż Deadpool się ŻENI!!!)... do jasnej cholery, pójdziesz wreszcie! (w moim komiksie mogę dawać spoilery). To nie komiks tylko recenzja komiksu (ale mojego)... ech, nie ważne. Tak czy siak następny album zapowiada się bardzo zabawnie, szczególnie jak dobrze przyjrzymy się jego okładce. Finał tego numeru też jest skonstruowany naprawdę ciekawie i nieco inaczej niż to początkowo zakładałem. Szczególnie jeśli idzie o kilka postaci. Zobaczymy zatem jak to dalej się rozwinie, jednak jestem dobrej myśli.
WPajęczejSieci - awatar WPajęczejSieci
ocenił na73 lata temu
The Superior Spider-Man: Superior Venom Christos Gage
The Superior Spider-Man: Superior Venom
Christos Gage Dan Slott Humberto Ramos Javier Rodriguez
NOWY, LEPSZY VENOM Szósta część ”Superior Spider-Mana” to nie tylko najgrubszy z dotychczasowych, ale przede wszystkim jeden z najlepszych tomów serii. Dzieje się tu dużo, dotychczasowe wątki otrzymują swoje rozwinięcie, pojawiają się też nowe, a jakby tego było małą wszystko zdaje się kumulować w jednym konkretnym momencie. Dodatkowo na scenę powraca… nie, tego Wam nie zdradzę, to już musicie przeczytać sami, ale jeśli dobrze bawiliście się przy poprzednich albumach, na pewno nie pożałujecie! W trakcie rutynowej kontroli sytuacji w mieście arachnauci zauważają, że niedaleko doków Crime-Master i jego ludzie walczą z… Venomem. Tymczasem Peter ma powody do świętowania. Otworzył właśnie Parker Industries, plany na przyszłość ma rozległe, imponujące i jasno sprecyzowane, udaje mu się także pomóc cioci May, a nade wszystko jego związek z Anną-Marią Marconi wkracza na nowy etap, więc zamierza przedstawić ją swoim bliskim. Powiadomiony jednak o walce agenta Venoma, wkracza do akcji, nieświadomy że symbiont nie tylko nie stanowi już zagrożenia, ale stoi po stronie dobra. Ich pojedynek to jednak ledwie wstęp do nowego, lepszego Venoma. W międzyczasie na scenę wracają MJ i Cardiac, Yuri stara się dowiedzieć, co stało się z uprowadzoną przez Gobliny Carlie, w mieście pojawia się nowy Goblin, a także Avengers oraz pałający rządzą zemsty na Spider-Manie Blackout! Jak więc widać w tym szóstym, znacznie pogrubionym tomie, dzieje się dużo, akcja nie zwalnia ani na chwilę, ale nie jest to tylko akcja dla samej akcji. Owszem miłośnicy demolki, wybuchów i pojedynków będą usatysfakcjonowani, nie mniej dla fanów Pająka nie zabrakło bardziej stonowanych, sentymentalnych momentów. I szczypty humoru, bez którego przygody Spider-Mana nie mogłyby się obejść. W tym wszystkim najlepiej wypadają sceny, których nie chcę Wam zdradzać, sięgające bardzo w głąb przeszłości, do samych początków serii. Cała reszta trzyma jednak dobry poziom i dostarcza konkretnej porcji udanej rozrywki. I bardzo dobrze przy tym narysowanej. Chociaż Humberto Ramos zbiera różne opinie, dla mnie jest najjaśniejszą gwiazdą „Superior Spider-Mana”, łączącą w sobie szkołę meksykańską (hiszpańską? zwrócicie uwagę na podobieństwo stylu Francisco Herrery),amerykańską i lekko mangowe klimaty. Nie jest on jednak jednym autorem odpowiedzialnym za stronę graficzną tego tomu. Obok niego scenariusze Slotta i Gage’a ilustrują także Javier Rodríguez („Daredevil volume 3 i 4”, „Batgirl: Year One”) oraz zdobywca nagrody Eisnera Marcos Martin („Captain America volume 5”, „Daredevil volume 3”). Ogląda się to wszystko tak, jak się czyta – bardzo dobrze. Nawet kiedy wszyscy trzej na raz tworzą jeden tylko zeszyt. Dlatego też polecam Wam gorąco zarówno ten tom, jak i wszystkie pozostałe. „Superior Spider-Man” to obok „All New X-Men” i „Uncanny X-Men” najlepsza seria jaką w ramach „Marvel Now” wydaje Egmont. Warto jest ją śledzić i aż szkoda, że kolejny tom będzie ostatnim. Pozostaje jednak mieć nadzieję, że wydawnictwo pójdzie za ciosem i jeszcze w tym roku ujrzymy na księgarskich półkach „Amazing Spider-Man volume 3”, bezpośrednią kontynuację „Superiora…”; opowiedziana tam fabuła „Spider-Verse” to jedna z najlepszych pajęczych historii ostatnich lat. Recenzja opublikowana na moim blogu http://ksiazkarnia.blog.pl/2017/01/30/the-superior-spider-man-superior-venom-dan-slott-christos-gage-humberto-ramos-javier-rodriguez-i-marcos-martin/
Wkp - awatar Wkp
ocenił na79 lat temu
Uncanny Avengers: Czas na Ragnarok Salvador Larroca
Uncanny Avengers: Czas na Ragnarok
Salvador Larroca Steve McNiven Rick Remender Daniel Acuña
W komiksach superbohaterskich często stawką są losy całego świata. Jeśli sprawa robi się naprawdę poważna, to ma to wpływ na inne serie. Jednakże czy da się pokazać takie wydarzenie na łamach wyłącznie jednej serii bez wpływu na resztę komiksów jak to zrobiono w omawianym tomie? Bliźnięta Apocalypse'a zyskują nieoczekiwanych sprzymierzeńców, a także rozpoczynają realizację planu za plecami Kanga. Pozostali na placu boju bohaterowie dalej walczą z jeźdźcami. No dodatek Ziemię czeka zemsta ze strony Celestiali... Ciekawym motywem jest wykorzystanie retrospekcji z dzieciństwa Eimin i Uriela. Pokazana jest tu alternatywna przyszłość pod rządami Red Skulla. Przypomina to bardzo świat przedstawiony w klasycznej historii „Dni zamierzchłej przeszłości”. Dzięki temu można lepiej zrozumieć motywację tych postaci. Jest to także okazja do przedstawienia dosyć szokujących metod wychowawczych Kanga. Jeśli zaś chodzi o Kanga, to tutaj daje on popis swojej pomysłowości. Okazuje się on przygotowany na różne ewentualności. Dzięki temu w konflikcie pojawia się dodatkowa strona. Interesującym smaczkiem dla fanów jest wprowadzenie postaci z różnych wersji przyszłości znanych z innych komiksów np. 2099 czy z „Earth X”. Dużą rolę w tym odgrywa Scarlet Witch. Męczą ją wyrzuty sumienia z powodu wydarzeń z komiksu „Ród M”. Przez to jej pozornie nierozsądna decyzja nabiera więcej sensu. Do tego dochodzi jej relacja z Wonder Manem, który stara się ją przekonać do bardziej typowego rozwiązania problemu, które jednak może przynieść więcej szkody niż pożytku. Jednakże pewna zmiana poglądów Wandy wydała mi się dosyć nienaturalna, chociaż miało to zapewne posłużyć wprowadzeniu pewnego szokującego zwrotu akcji. Z kolei walki pozostałych bohaterów obfitują w wiele widowiskowych scen. Czasami aż szokuje na co twórcy mogą sobie pozwolić – chyba po nocach będzie mi się śniła scena z Sentrym. Jest tutaj trochę miejsca na pojedyncze dramaty postaci, ale ogólnie jest to jedno wielkie mordobicie. Podobało mi się, że nie zapomniano tu o reszcie uniwersum i jest pokazane co robią inni bohaterowie w obliczu pewnej zagłady. Dosyć nieoczekiwany jest sam finał, który jednak nie robi takiego wrażenia ze względu na brak wspomnienia o nim w innych seriach. Za rysunki odpowiada tutaj trzech artystów. Pierwszym z nich jest Salvador Larocca, znany chociażby z serii „Darth Vader” publikowanej na łamach magazynu „Star Wars Komiks”, który rysuje zeszyt otwierający tom. Tutaj udaje mu się uniknąć swoich wad nienaturalnego rysowania postaci. Szkoda tylko, że czasami kreska obrysowującą postacie jest zbyt gruba i przez to wyglądają dosyć dziwnie. Duże wrażenie jednak robi jego wizja dystopijnej przyszłości. Drugim rysownikiem, również tylko na jeden zeszyt, jest Daniel Acuna, który ilustrował już poprzedni tom. Najbardziej rzuca się w oczy pastelowa kolorystyka jego prac. Nie oznacza to jednak, że rysunki są przez to cukierkowate, a zamiast tego wydają się bardziej żywe. Tutaj też chyba po raz pierwszy zwróciłem uwagę na orientalny wystrój wnętrza siedziby bliźniąt – bardzo fajne nawiązanie wizualne do ich pochodzenia. Trzecim artystą jest Steve McNiven, którego prace można było widzieć chociażby w miniserii „Wojna domowa”. Odnoszę wrażenie, że tutaj bardzo się spieszył, bo obok bardzo ładnych kadrów pokazujących spektakularne akcje i realistycznie wyglądające postacie, narysował parę bardzo niedokładnych scen. Ten tom pokazuje pewną słabość opowiadania historii osadzonych w łączonym uniwersum. Świadomość tego, co dzieje się w innych komiksach sprawia, że nie można do końca na poważnie brać wydarzeń z omawianego tytułu. Jest tutaj zaskakująco dużo dramatyzmu i efektownych scen, więc tom jako zamknięta całość robi duże wrażenie. Trzeba jednak podczas lektury zapomnieć o reszcie uniwersum.
Grzegorz_S - awatar Grzegorz_S
ocenił na75 lat temu
Uncanny X-Men: Złamani Brian Michael Bendis
Uncanny X-Men: Złamani
Brian Michael Bendis Chris Bachalo
„Uncanny X-Men: Złamani” to dzieło stworzone przez: Brian'a Michael'a Bendis'a (scenariusz),Frazer'a Irving'a (rysunki #6-7 oraz #10-11) oraz Chrisa Bachalo'a (rysunki, #8-9). Niestety komiks pod względem wizualnym nie przypadł mi do gustu. Moim skromnym zdanie wygląda gorzej od poprzedniego tomu z serii. W albumie „Uncanny Men: Rewolucja” podobały mi się fragmenty z rysunkami Frazer'a Irving'a, styl wspomnianego artysty idealnie pasował do przedstawienia mrocznego i dziwnego wymiaru Limbo… W omawianym dziele jednak we wspomnianym stylu został też przedstawiony również zwyczajny świat, co mi już się tak nie podobało. Wspomniany zabieg spowodował, że znikła wizualna unikalność wymiaru, w którym rządzi Magik. Mam nadzieję, że wiecie, co mam na myśli. Fabuła omawianego albumu, też mnie jakoś nie porwała. Nie mamy w niniejszym albumie jakiegoś naprawdę wielkiego przełomu, jeśli chodzi o intrygę związaną z sentinelami. Jak dla mnie najciekawszą częścią są początkowe strony, w których widzimy zakończenie wątku Magik i wymiaru Limbo, z pozostałej zawartości albumu najbardziej mi się podobały fragmenty z udziałem Magneto. Trudno mi coś więcej powiedzieć o tym komiksie. Jak ktoś czyta cała serie, to na pewno również sięgnie i po omawiany tom. Nie powiem, że omawiany tytuł to wybitne dzieło, które każdy musi przeczytać. Album „Uncanny Men: Złamani” to dla mnie tylko albo aż niezła pozycja (ocena: 6/10).
VanGreg95 - awatar VanGreg95
ocenił na61 rok temu
Hawkeye: Moje życie to walka Matt Fraction
Hawkeye: Moje życie to walka
Matt Fraction Alan Davis David Aja Javier Pulido
"Jeden z najlepszych i najciekawszych komiksów superbohaterskich w sprzedaży" Takimi słowami reklamuje się ten zeszyt. Czy słusznie? I tak i nie. Nie zwróciłbym w ogóle uwagi na ten komiks, gdyż pierwsze co mnie zniechęcało to niespecjalnie dobry rysunek. A byłaby to spora strata, bo ostatecznie komiks broni się bardzo dobrym scenariuszem. Pierwsza opowieść rysowana przez Davida Aja mnie urzekła. Otrzymujemy opowieść o zwykłym człowieku, który został Avengersem. Sporo ciekawych rozwiązań artystycznych, dobry tekst i odpowiedni klimat tego komiksu przypomniał mi "The Man Without Fear" Franka Millera, choć może to trochę przesada. Rysunek Aja jest znacznie słabszy od kreski Romity Jr., ale ma też swój urok i muszę powiedzieć że nawet pasuje do opowieści. Jest trochę w stylu retro, jakby z lat 50-tych XX wieku albo z gier komputerowych lat 90-tych. Scenariusz komiksu broni jednak takiego rozwiązania i fajnie się to wszystko ze sobą zgrywa i dobrze się czyta. Dużym plusem jest też tekst i ukazanie relacji głównego bohatera z przyjaciółką. Druga część komiksu nie jest już tak dobra jak pierwsza. Rysunek Pulido jest jakby ciut lepszy, ale całość sprawia gorsze wrażenie niż opowieść wcześniejsza. Jako bonus otrzymujemy dodatkowy rozdział "Young Avengers" z rysunkami Alan'a Davisa. To historia, która skręca bardziej w kierunku romansu. Ale jest to bardzo dobrze napisane i byłem pozytywnie zaskoczony. Akt ten wyróżniają także rysunki Daviesa, które są o klasę lepsze od wcześniejszych, co akurat z bardziej romantycznym wydźwiękiem komiksu stwarza bardzo spójne połączenie. Hawkeye pozytywnie mnie zaskoczył i wszedł na listę komiksów, których chętnie podejmę się kontynuacji.
mika_el - awatar mika_el
ocenił na72 lata temu
All New X-Men: Tak Inni Brian Michael Bendis
All New X-Men: Tak Inni
Brian Michael Bendis Stuart Immonen Brandon Peterson
Album zawiera materiały opublikowane pierwotnie w All-New X-Men #18-21, a także w X-men Gold #1. . Twórcami scenariusza do pierwszych z wspomnianych zeszytów był Briana Michael Bandis, natomiast artystami tworzącymi rysunki byli: Stuart Immonen i Brandon Peterson. Materiały opublikowane w X-men Gold #1 stworzyły takie supergwiazdy jak: Stan Lee, Fabian Niciez, Chris Claremont i inni. Obie części albumu mają różne objętości i opowiadają zupełnie inne historie, z tego też względu postanowiłem oba fragmenty omówić oddzielnie. Fragment albumu stanowiący zeszyty 18-21 All-New X-Men uważam za naprawdę dobry i oceniam go na 7/10. Wspomniana część albumu przede wszystkim bardzo dobrze wyglądała, podobały mi się zarówno same rysunki jak i zastosowane palety barw. Historia przedstawiona w wspomnianych zeszytach nie jest ani epicka ani też skomplikowana, nie powiedziałbym, jednak, że jest to wada. Uważam bowiem, że czasem prostsze i bardziej przemyślane historie, są lepsze niż skomplikowane i trudne do zrozumienia opowieści, szczególnie jeśli te pierwsze skupiają się na postaciach i ich relacjach. Omawianą część albumu czytało się mi bardzo przyjemnie, przedstawiona historia ani mnie nie rozczarowała, ani też nie rzuciła na kolana, ot po po prostu kolejna historia… Czy to jednak coś złego? Jak dla mnie nie. Druga część albumu stanowiąca materiały opublikowane pierwotnie w X-men Gold #1 i z wspomnianym fragmentem omawianego dzieła mam ogromne problemy. Wspomnianą część komiksu stanowi kilka różnych i nie powiązanych ze sobą prac, które dodatkowo wydaje się nic nie łączyć z poprzednią częścią omawianej pozycji. Powiem szczerze, żę wspomniane materiały wydają się do dane do omawianego albumu tylko po to by zachować odpowiednią objętość opiniowanego wydania zbiorczego. Użyłem określenie “prace” ponieważ trudno mi to nazwać historiami, głównie ze względu na ich długość (są one krótkie albo bardzo krótkie). Ogólnie zaprezentowano nam 5 różnych materiałów. Niestety jak dla mnie tylko jedna praca była dobra, resztę trudno mi nawet ocenić. Rozumiem, że wspomniane materiały, to dzieła jubileuszowe i że warto je promować, ale czy nie można wydawać prac okolicznościowych w oddzielnych albumach, przeznaczonych tylko do tego celu? Nie będę się tu rozwodził nad każdą pracą oddzielnie… Ocenie drugą część albumu całościow. Omawiana część komiksu dostaje ode mnie ocenę 5/10 - średnia. Graficznie omawiany fragment albumu mi się podobał, każda praca była tworzona w innym stylu, dzięki temu każdy z nich miała swój unikalny urok. Omawianą część oceniam stosunkowo nisko, ze względu na to, że w omawianych pracach brakuje mi treści (opowieści). Album jako całość dostaje ode mnie ocenę 6/10 (niezły). Historią przedstawiona w omawianej pozycji nie posuwa losów oryginalnych X-men w znaczący sposób do przodu, mimo to uważam, że warto przeczytać omawianą pozycję i jej nie pomijać w czasie poznawania całego cyklu All-New X-Men.Jeśli chodzi o materiały opublikowane pierwotnie w X-men Gold #1 to trudno mi je polecić… Nie opowiadają one (w większości) o niczym konkretnym, jak dla mnie mogłoby ich równie dobrze nie być.
VanGreg95 - awatar VanGreg95
ocenił na61 rok temu

Cytaty z książki Guardians of the Galaxy (Strażnicy Galaktyki): Nieskończoność

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Guardians of the Galaxy (Strażnicy Galaktyki): Nieskończoność