Własny pokój. Trzy gwinee

Okładka książki Własny pokój. Trzy gwinee autora Virginia Woolf, 9788388807077
Okładka książki Własny pokój. Trzy gwinee
Virginia Woolf Wydawnictwo: Sic! literatura piękna
330 str. 5 godz. 30 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Data wydania:
2002-01-01
Data 1. wyd. pol.:
2002-01-01
Data 1. wydania:
2016-10-06
Liczba stron:
330
Czas czytania
5 godz. 30 min.
Język:
polski
ISBN:
9788388807077
Tłumacz:
Ewa König-Krasińska
Średnia ocen

7,9 7,9 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Własny pokój. Trzy gwinee w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Własny pokój. Trzy gwinee



książek na półce przeczytane 3082 napisanych opinii 1329

Oceny książki Własny pokój. Trzy gwinee

Średnia ocen
7,9 / 10
228 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Własny pokój. Trzy gwinee

avatar
50
18

Na półkach:

Dwa nad wyraz długie eseje dzieli 9lat od powstania. Trochę masło maślane, mimo to myślę, że powinna to przeczytać każda kobieta - nie tylko feministka. Nie była to lekka lektura ale skłania do refleksji jak zmienił się nasz świat przez te niecałe 100lat...

Dwa nad wyraz długie eseje dzieli 9lat od powstania. Trochę masło maślane, mimo to myślę, że powinna to przeczytać każda kobieta - nie tylko feministka. Nie była to lekka lektura ale skłania do refleksji jak zmienił się nasz świat przez te niecałe 100lat...

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
5795
5733

Na półkach: ,

Świetne syntetyczne eseje, bardzo klarownie argumentowane. Zwłaszcza widać to w "Trzech gwineach" Jest tam całe mnóstwo powiązanych ze sobą poglądów i argumentów, które, jeśli by chcieć je wyłuszczyć na raz stanowiłyby chaos. Struktura tego utworu jest genialna, a jednocześnie wymagająca dyscypliny by nie stosować zbyt wielu dygresji. Jest ich i tak wiele ale ściśle trzymają się wydzielonych trzech obszarów dysputy. Autorka zwraca się do mężczyzny-pacyfisty, jednocześnie informując go, że odpowie mu na jego zapytanie uprzednio odpowiedziawszy na inne otrzymane listy i relacjonuje mu po kolei argumentację jaką używa odpowiadając na wcześniejsze listy, a potem także w jego sprawie. Dzięki temu udało jej się rozdzielić i uporządkować obszerną tematykę na trzy podzagadnienia i klarownie wyłożyć swoje poglądy, nie stworzywszy wrażenia chaosu i skakania między tematami. Wow.

Świetne syntetyczne eseje, bardzo klarownie argumentowane. Zwłaszcza widać to w "Trzech gwineach" Jest tam całe mnóstwo powiązanych ze sobą poglądów i argumentów, które, jeśli by chcieć je wyłuszczyć na raz stanowiłyby chaos. Struktura tego utworu jest genialna, a jednocześnie wymagająca dyscypliny by nie stosować zbyt wielu dygresji. Jest ich i tak wiele ale ściśle...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
75
64

Na półkach:

Tę książkę powinna przeczytać każda kobieta, przynajmniej pierwszą część o własnym pokoju z kluczem i o własnych pieniądzach.

Tę książkę powinna przeczytać każda kobieta, przynajmniej pierwszą część o własnym pokoju z kluczem i o własnych pieniądzach.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

848 użytkowników ma tytuł Własny pokój. Trzy gwinee na półkach głównych
  • 494
  • 343
  • 11
89 użytkowników ma tytuł Własny pokój. Trzy gwinee na półkach dodatkowych
  • 52
  • 16
  • 6
  • 5
  • 4
  • 3
  • 3

Inne książki autora

Virginia Woolf
Virginia Woolf
Angielska pisarka i feministka, uważana za jedną z czołowych postaci literatury modernistycznej XX wieku. W okresie między I i II wojną światową była znaczącą postacią w literackim społeczeństwie w Londynie i członkinią Bloomsbury Group. Jej najbardziej znane powieści to: Pani Dalloway, Do latarni morskiej i Pokój Jakuba, a najbardziej znane eseje to Własny pokój i Trzy gwinee. Do jej osiągnięć należy oryginalne podejście do czasu i świadomości, wprowadzanie nowatorskich technik narracyjnych (strumień świadomości, poetycki impresjonizm),subtelna gra perspektyw, zerwanie z konwencjami realizmu (twórczość porównywana do prozy J. Joyce’a i W. Faulknera). Urodziła się jako Adeline Virginia Stephen przy 22 Hyde Park Gate w dzielnicy Kensington, w Londynie. Była córką sir Lesliego Stephena i Julii Prinsep Duckworth z domu Jackson (1846–1895). Rodzice Virginii pobrali się po tym, jak każde z nich owdowiało[styl do poprawy]. W wyniku takiego związku w ich domu mieszkały dzieci z trzech małżeństw. Dzieci Julii, które miała ze swoim pierwszym mężem, Herbertem Duckworthem, to: George Duckworth (1868-1934),Stella Duckworth (1869-1897) i Gerald Duckworth (1870-1937). Laura Makepeace Stephen (1870-1945),córka Lesliego i Harriet Marion Thackeray, była psychicznie chora i mieszkała z rodzicami, dopóki w 1891 roku nie umieszczono jej w zakładzie zamkniętym, gdzie spędziła resztę życia. Czworo dzieci Lesliego i Julii to: Vanessa Stephen (1879-1961),Thoby Stephen (1880-1906),Virginia (1882-1941) i Adrian Stephen (1883-1948). Sława Lesliego Stephena jako redaktora, krytyka i biografa, jak również jego znajomość z Williamem Thackerayem (jego teściem - był to ojciec pierwszej żony Lesliego) oznaczały, że Virginia Woolf wychowywała się w środowisku nasyconym wpływami wiktoriańskiego społeczeństwa literackiego. Henry James, George Henry Lewes, Julia Margaret Cameron (ciotka Julii Duckworth) i James Russell Lowell, który był ojcem chrzestnym Virginii, również odwiedzali jej dom rodzinny. Julia Duckworth Stephen była równie dobrze ustosunkowana. Jako potomkini damy dworu Marii Antoniny pochodziła z rodziny słynącej z piękności, które pozostawiły swój ślad w społeczeństwie wiktoriańskim jako modelki dla artystów prerafaelickich i wczesnych fotografów. Uzupełnieniem tych wpływów była ogromna biblioteka na 22 Hyde Park Gate, z pomocą której Virginię zaznajamiano z filologią klasyczną i angielską literaturą. Jednakże, według jej pamiętników, jej najbarwniejsze wspomnienia z dzieciństwa nie są związane z Londynem, lecz z Saint Ives w Kornwalii, gdzie jej rodzina spędzała każde lato, aż do 1895. Wspomnienia rodzinnych wakacji i wrażenie, jakie wywarł na niej krajobraz, a zwłaszcza Godrevy Lighthouse, były źródłem powieści, które pisała w późniejszych latach, szczególnie Do latarni morskiej. Nagła śmierć matki z powodu grypy i przyrodniej siostry Stelli dwa lata później były przyczyną pierwszego z kilku załamań nerwowych Virginii. Śmierć jej ojca w roku 1904 spowodowała jej najbardziej niepokojące załamanie nerwowe i została ona na krótki czas umieszczona w zakładzie psychiatrycznym. Współcześni jej uczeni stwierdzili, że załamania i późniejsze powtarzające się okresy depresji były również wywołane przez fakt, że Virginia i Vanessa były wykorzystywane seksualnie przez swoich przyrodnich braci, George’a i Geralda. Współczesne metody diagnostyczne sprawiły, że postrzega się Virginię jako osobę cierpiącą z powodu choroby afektywnej dwubiegunowej, która rzutowała na jej życie i twórczość i ostatecznie doprowadziła ją do samobójstwa. Po śmierci ojca i po drugim załamaniu nerwowym, Virginia, Vanessa i Adrian sprzedali dom na 22 Hyde Park Gate i kupili nowy na 46 Gordon Square w Bloomsbury. Tam poznali Lyttona Strachey, Clive’a Bella, Saxona Sydneya-Turnera, Duncana Granta i Leonarda Woolfa, którzy stanowili rdzeń koła intelektualnego znanego jako Bloomsbury Group. Virginia rozpoczęła swoją karierę pisarską w 1905 dziennikarskim artykułem na temat Haworth (domu rodziny Brontë) dla "Times Literary Supplement". W 1912 poślubiła Leonarda Woolfa, pisarza, urzędnika służby cywilnej i teoretyka politycznego. Wielu biografów uważa, iż małżeństwo Virginii z Leonardem nigdy nie było skonsumowane, jako że Virginia była lesbijką. W 1922 poznała Vitę Sackville-West i zakochała się w niej. Miały romans przez większość lat dwudziestych. Jej pierwsza powieść, The Voyage Out, została wydana w 1915 przez wydawnictwo jej przyrodniego brata, Gerald Duckworth and Company Ltd. Oryginalny tytuł brzmiał Melymbrosia, jednak - w związku z krytyką dotyczącą politycznego charakteru książki - Virginia Woolf wprowadziła zmiany w powieści włącznie z tytułem. Ta starsza wersja The Voyage Out została skompilowana i jest obecnie dostępna pod oryginalnym tytułem. Większość jej prac została wydana przez firmę Hogarth Press, założoną przez nią i jej męża w 1917. Virginia Woolf została okrzyknięta jedną z największych powieściopisarek dwudziestego wieku i jedną z czołowych przedstawicielek modernistów, mimo że gardziła niektórymi artystami w tej kategorii. Pod koniec 1940 Virginia miała kolejny silny atak nerwowy. Tym razem czuła, że nie jest w stanie wyzdrowieć. 28 marca 1941, w wieku 59 lat, napełniła kieszenie kamieniami i rzuciła się do rzeki Ouse, nieopodal jej domu w Rodmell.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Kobiety i duch inności Maria Janion
Kobiety i duch inności
Maria Janion
Bardzo długo musiałam czekać na przyjemność bliższego poznania niebanalnej myśli Pani Profesor. Najbardziej ciekawi mnie Jej rozprawa z polskim romantyzmem i wątki wampiryczne, których nie brakowało w niniejszej pozycji, chociaż nie zdominowały całości. Motywem przewodnim tego zbioru esejów jest oczywiście Kobieta i sposób obrazowania kobiecości w sztuce, zwłaszcza w literaturze od czasów rewolucji francuskiej do dziś. Autorka nie przymila się do czytelnika poprzez spłycanie tematu i upraszczanie skomplikowanych treści. Język pracy jest naukowy a bogactwo szczegółów , nazwisk i przytaczanych treści – oszałamiające. To może utrudniać przygodę, bo okazuje się, że zanim poczytasz coś Janion, powinieneś wcześniej przeczytać dziesiątki innych lektur. Przy odnośnikach do Mickiewicza czy Wyspiańskiego coś tam jeszcze kołacze się w pamięci, ale przytaczanie choćby „szwajcarskich feministycznych powieściopisarek urodzonych w latach 60-tych” trąci mocno specjalistycznym warsztatem. Ale może dzięki tej nieznanej ogółowi i niepopularnej wiedzy, poznawanie tej książki było niczym degustacja mistrzowsko przygotowanych, nieznanych potraw w ekskluzywnej restauracji. Bardzo podobała mi się analiza „Turbota” Guntera Grassa, nie mówiąc już o opowieści o nieznanej mi wcześniej, wybitnie inteligentnej i tragicznej osobowości - Marii Komornickiej. Z esejów wynikają wnioski dość oczywiste dla niekryjącej się z feministycznymi sympatiami Autorki. Czy kobieta jest rewolucją? Tak! Czy kobieta jest zmianą? Tak! Czy kobieta jest wolnością? Tak! Czy kobieta jest tajemnicą? Tak! Czy kobieta jest „lepsza”? Tak, od wszystkich (  ) ! Nie należę raczej do awangardy wojującego feminizmu, ale też nie jestem w stanie stwierdzić, że nierówność płci to mit. Ta nierówność zawsze będzie istnieć, bo wynika z czystych biologicznych uwarunkowań a co do ról kulturowych – nie wszystkie są zamienne. Od zawsze „słaba płeć”, choćby ze względu na swą nieprostą fizjologię, zależność od cyklicznych zmian, rzekomą nieobliczalność, zmienność i tajemnicę dawania życia, była dla mężczyzn niewiadomą, misterium i wyzwaniem. Kobiety otaczano czcią i rycerską opieką, gdzie nader często szacunek ewoluował w stronę lekceważenia, a troskliwa piecza stawała się synonimem niewoli. Oświeceniowi działacze nie zwalniali tych „cudów natury” od gilotyny lub więzienia, za to od udziału w polityce i życiu publicznym - owszem, już tak. Historycznie uważano, że męskie powinności dotyczą spraw publicznych, ojczyzny, społeczeństwa i rodziny. Kobieta ma obowiązki wyłącznie wobec rodziny. Zresztą, podobno i tak nie ma duszy, wyłącznie płciowość - więc można być albo kobietą albo człowiekiem.... Stąd przykłady transgresji kobiet w literaturze – jeśli dama ma wykroczyć poza granice swych powinności, na rzecz świata zewnętrznego - musi przybrać męską postać, schować się pod zbroją i ukryć własną tożsamość – jak mickiewiczowska Grażyna. I trudno polemizować z tym historycznym ujęciem tematu. I trudno nie zachwycić się ogromem wiedzy i erudycji, jakie biją z tej pracy. I trudno nie sięgnąć po więcej Janion!
Katarzyna Anna - awatar Katarzyna Anna
oceniła na86 miesięcy temu
Upiorny Jaś i biblia snów Sylvia Plath
Upiorny Jaś i biblia snów
Sylvia Plath
„Upiorny Jaś i biblia snów” i „Johnny Panika i Biblia Snów oraz inne opowiadania” Sylvii Plath („Joanny Panic and He Bible of Dreams”, tłumaczyli: kiedyś Tomasz Bieroń, Marek Obarski, Teresa Truszkowska, teraz: Aga Zano, wydane: kiedyś Zysk i S-ka Wydawnictwo 1995, teraz Marginesy 2024) 1. Dlaczego? Na spotkanie NKC opowiadania z nowego tłumaczenia, a że w lokalnej bibliotece było wydanie stare – to poczytałam oba. Wolę stare. Różnicę widać nawet w tłumaczeniu tytułowego opowiadania zbioru. W nowym wydaniu jest kilkanaście tekstów więcej, ale najważniejsze i najcenniejsze są te, które należą do tych kanonicznych i są w obu tomach. 2. I jak? Jak zawsze po spotkaniu klubu – podwyższam ocenę. O Sylvii Plath wszyscy wszystko wiedzą. „Szklany klosz” też jakoś ostatnio wrócił z uwagami, że nie taki dobry, że nie tak, że dziś inaczej by to napisać trzeba było. Nie sięgnę po tę powieść z dwóch powodów. Jeśli jest tak przejmująca, jak ją kiedyś odebrałam – boję się czytać. Jeśli jest słabsza niż pamiętam – wolę uniknąć rozczarowania. Czy opowiadania są dobre? Chyba lepsze, bardziej różnorodne niż powieść. Są nawet bardzo dobre. Szkoda, że nie wszystkie (malkontenctwo moje, zlituj się, ile lat miała pisarka w chwili śmierci?). Ale warto doczytać tom do końca, do tekstu finałowego (jest w tomie wydanym przez Marginesy),by zrozumieć, dlaczego jeden z profesorów Sylvii twierdził, że nigdy nie spotkał tak utalentowanego artysty. Zapamiętane: „Pięćdziesiąty dziewiąty niedźwiedź” (o, słodka Sadie o smukłej bezbronnej ? – sylwetce),„Mary Ventura i dziewiąte królestwo” (ciekawe tak, że warto poszukać ciekawych esejów dostępnych w prasie anglojęzycznej – dla mnie to spory wysiłek ,fajnie mają ci, którzy uczyli się języków obcych porządnie),„Lala Serdeńko i monterzy” (ale smaczny tekst),„Chłopiec z delfinem” (ziemno, dosłownie i w przenośni),„Skrzynka życzeń” (tragiczne, ironiczne, przerażające – czytała „wszystko, żeby tylko nie musieć się mierzyć z pustką zionącą w jej głowie”). 3. Dokąd mnie to prowadzi? Och, muszę przeczytać „Dżumę”, wczoraj byłaś zła na zielono” i opowiadania Thomasa Bernhardta. I jeszcze to coś Chambersa… (pamiętacie Carcosę?). Część do czwartku, część do poniedziałku. Czytanie to stres i wyścig. - - - - - - - - -
Kate Lost - awatar Kate Lost
ocenił na87 miesięcy temu
Pianistka Elfriede Jelinek
Pianistka
Elfriede Jelinek
A to już mija ponad dwadzieścia latek, odkąd wybuchły dyskusje nad zasadnością przyznania Nobla dla Jelinek. Nie była pierwszą ani ostatnią „osobą pisarską”, o której mówiono, że jej się ta nagroda nie należy. Ja nie wiem do końca, bo książka jest o-brzy-dli-wa! W miarę zagłębiania się w intymny świat Eriki – pianistki, czułam coraz większe i bardziej lepkie pokłady oblepiającego mnie błota. Ciemny, cuchnący, mroczny i oślizgły tunel, jakim pełzniemy w głąb psychiki bohaterki nie zaprowadzi nas na żadną jasną polanę ani do spełnienia czy rozładowania emocji. Raczej pozostajemy utkwieni w tym skomplikowanym labiryncie, gdzie każdy zakręt to jakby kolejny piekielny krąg. Niejeden literat mógłby stworzyć z tego materiału prostą obyczajową opowieść o utalentowanej jedynaczce z dobrego mieszczańskiego domu, której życie toczy się wokół muzyki. Dziewczyna jest może zbyt zdominowana przez matkę, która bezustannie szantażuje córkę swą starczą bezradnością. Ale krew nie woda i żadna władza żądnego uwagi zaborczego rodzica nie powstrzyma dorosłej kobiety przed romansem. Jeszcze można by pokusić się o świetlane zakończenie, kiedy mamciś rozumie swoje błędy wychowawcze i z wdziękiem usuwa się do małego domku z ogródkiem, córciś zaś wychodzi za mąż, rodzi bliźnięta i zakłada własne elitarne konserwatorium muzyczne imienia Artura Rubinsteina. Brzmi banalnie? Mogłoby, gdyby nie te piekielne kręgi niespełnienia, tłumionych seksualnych frustracji, zawiedzionych nadziei, niemożności sprostania wymaganiom społeczeństwa, wahadła uległości i podległości, sadyzmu i bezwolnego poddawania się – wszystkiego tego, co sprawia wrażenie, że Erika, mimo samowystarczalności finansowej, mimo życia w nowoczesnych czasach i w nowoczesnym mieście, jest jakby zamrożoną kobiecą kukiełką z wiktoriańskich czasów. Powieść napisano dosadnym, twardym i wulgarnym językiem. Z niemal każdego zdania emanuje pasja, wściekłość i nienawiść do ludzi i społeczeństwa, jakie tworzą. Erika jest nieszczęśliwa, bo nie sprostała talentem oczekiwaniom rodziców i zamiast zostać światowej sławy solistką, zadowala się nauczaniem muzyki. Nigdy nie pomyślała nawet o samodzielnym życiu, bo ulegle poddaje się dyktatowi „opieki” nad matką. Mama bezpardonowo wykorzystuje wszystkie przywileje, jakie daje jej „majestat” macierzyństwa i kładzie szpony na wszystkich najdrobniejszych cząstkach życia dziecka. Tu otwiera się cały ocean niespełnionych planów, zawiedzionych miłości, nigdy nie odbytych wypraw w nieznane, braku ekscytującego odkrywania życia i wszystkiego tego, co uczyniło ciało Eriki sztywnym i zasznurowanym na wieki, poza nielicznymi chwilami, kiedy napięcie jest zbyt wielkie i znajduje ujście w krwawych rytuałach albo przedziwnych i brudnych perwersjach. Kiedy pojawia się mężczyzna, momentalnie usiłuje panować i górować nad ciałem i duszą Pianistki. A ona chce panować nad własnych, chorych warunkach. Klik, klik – kolejne klisze rozwijane nienawistnie z repertuaru społecznych zależności. To było dla mnie bardzo ciężkie i nieprzyjemne doświadczenie, bo wolę twórczość niosącą jakieś pozytywne przesłanie i choćby cień nadziei, ale książka pozostała ze mną i chyba od czasu do czasu zadrapie i zmusi do refleksji. A tak przy okazji - powiedzonko o "smrodku pedagogicznym" zyskało tu całkiem nowe znaczenie...
Katarzyna Anna - awatar Katarzyna Anna
oceniła na62 miesiące temu
Noc i dzień Virginia Woolf
Noc i dzień
Virginia Woolf
Niestety z bólem serca daję "tylko" 7/10, a jestem wręcz fanatykiem prozy i samej postaci Virginii Woolf. W tym wypadku jednak nie należy się nic więcej - to jak do tej pory najsłabsza jej powieść, którą przeczytałam, wliczając w to także jej debiut literacki, "Podróż w świat", który przypadł mi do gustu. Jak zwykle warstwie językowej nie mam nic do zarzucenia, zdania są piękne, okrągłe, powieść czyta się bardzo przyjemnie i znajdziemy w niej ten typowy, niepowtarzalny klimat otulający czytelnika niczym delikatna mgiełka, który tak bardzo u Virginii Woolf lubię. Dlaczego więc nie uważam "Nocy i dnia" za udaną powieść? Głównie dlatego, że sama fabuła jest niezbyt wciągająca, wątki romantyczne nieprzekonywujące, bohaterowie rozchwiani emocjonalnie - przychodzący ciągle do kogoś, żeby zaraz od niego po dwóch minutach wyjść prawie nic nie powiedziawszy ani nie zrobiwszy, zmieniający opinię co do danej osoby o 180 stopni w przeciągu kilku zdań, zrywający relację i podczas tego samego spotkania ją odnawiający, w jednym rozdziale szaleńczo zakochani, by w kolejnym zupełnie nic nie czuć do danej osoby, a w następnym znowu deklarować dozgonną miłość i tak w kółko. Naprawdę istny chaos panuje w tym względzie, przez co postacie są papierowe i każda z nich jest bardzo do siebie podobna. Faktycznie dostrzegam tu ogólną inspirację powieściami Jane Austen, ale niestety widać, że nie był to dobry wybór literackiej drogi dla Virginii, którą na szczęście później zarzuciła. Jeśli trzymałaby się pisania powieści obyczajowych, to nie zostałaby nigdy tak wielką pisarką, za jaką się ją współcześnie, słusznie w mojej opinii, uważa. Czytając Jane Austen czuć ogromną autentyczność tych wydarzeń i postaci, w "Nocy i dniu" jest wręcz przeciwnie. Za to coś pozytywnego na co zwróciłam uwagę w tej powieści, to płynne przechodzenie z opisu myśli oraz odczuć jednego bohatera do drugiego, co zwiastuje już stosowany w późniejszych powieściach przez Viginię typowy dla niej zabieg "strumienia świadomości". Ciekawe jest patrzeć jak ta koncepcja u pisarki ewoluowała. Ogólnie rzecz biorąc więcej oczekiwałam po tej książce i trochę się zawiodłam. Zgadzam się ze zdaniem wyrażonym przez któregoś ze znajomych Virginii, że nie jest dobra w wymyślaniu fabuły - tutaj dostajemy tego dobitny przykład.
mamaracucha - awatar mamaracucha
oceniła na78 miesięcy temu
Druga płeć Simone de Beauvoir
Druga płeć
Simone de Beauvoir
Simone de Beauvoir, publikując w 1949 roku swoje monumentalne dzieło "Druga płeć", stworzyła tekst, który już w chwili premiery stał się kamieniem milowym zarówno dla filozofii, jak i dla myśli feministycznej. Owa dwutomowa analiza kondycji kobiety nie tylko do dziś nie straciła na aktualności, ale wręcz zyskała nowe znaczenia w kontekście współczesnych debat społeczno-kulturowych. "Druga płeć" to nie jest książka, którą się czyta; to książka, która czyta nas samych, obnażając mechanizmy, w których zostaliśmy uformowani. Już sama struktura dzieła zasługuje na szczególną uwagę. De Beauvoir dzieli swoje rozważania na dwie części: pierwsza, bardziej filozoficzno-historyczna, nosi tytuł "Fakty i mity" i stanowi swoiste preludium do właściwej analizy sytuacji kobiety. Druga część, "Dojrzałość kobiety", to już bezpośrednie studium socjologiczne, psychologiczne i antropologiczne. Obie części przenikają się w sposób mistrzowski, ukazując zarówno historyczne uwarunkowania kobiecości, jak i współczesne (dla autorki) przejawy opresji, alienacji i instrumentalizacji ciała kobiecego. De Beauvoir jako filozofka egzystencjalna nie poprzestaje na czysto socjologicznym opisie. Wręcz przeciwnie – jej wywód jest zakorzeniony w myśli fenomenologicznej i heglowskiej. Właśnie w tym kontekście pojawia się jej słynne zdanie: "Nie rodzimy się kobietami – stajemy się nimi". To jedno zdanie, przesiąknięte egzystencjalnym dramatyzmem, jest kluczem do całego dzieła. Kobiecość nie jest bowiem dla de Beauvoir kategorią biologiczną, lecz egzystencjalnym projektem narzuconym przez społeczne, kulturowe i religijne konstrukty. Kobieta nie istnieje jako "Inna" w sensie absolutnym – zostaje zdefiniowana przez mężzyznę jako jego przeciwieństwo, jako alter ego, jako to, czym mężczyzna nie jest, i przez to zostaje zepchnięta w przestrzeń obcości. Autorka z mistrzowską erudycją analizuje mity kobiecości obecne w literaturze, religii, filozofii i nauce. Przechodzi od starożytnych mitów (Ewa, Pandora) po nowożytne reprezentacje kobiety jako anioła domu czy femme fatale. Pokazuje, jak nie tylko mężczyźni, ale także same kobiety internalizowały te narracje, wchodząc w rolę "drugiej płci" jako normy kulturowej. De Beauvoir nie oszczędza nikogo: krytykuje Arystotelesa, Freuda, Balzaca, ale także Marie Bashkirtseff czy Colette, ukazując, jak różne postawy kobiet mogą reprodukować system opresji. Osobny zachwyt wzbudza styl, w jakim de Beauvoir operuje swoim wywodem. To nie tylko filozofia, ale wręcz literatura najwyższej próby. Precyzja językowa idzie tu w parze z emocjonalnym napięciem i intelektualnym rozmachem. Każde zdanie jest jak wyostrzone narzędzie, którym autorka rozcina warstwy kulturowej hipokryzji. Rzadko kiedy eseistyka filozoficzna ma w sobie tyle pasji, zarazem unikając pustego moralizatorstwa. Nie bez powodu "Druga płeć" budziła (i wciąż budzi) kontrowersje. De Beauvoir, pozostając w duchu oświeceniowego racjonalizmu, podważa fundamenty religii katolickiej, tradycyjnej rodziny, a także romantycznej miłości jako instytucji podporządkowania. W jej ujęciu małżeństwo to instytucja wyobcowania, macierzyństwo to rola narzucona, a seksualność – przestrzeń walki o uznanie i autonomię. Nie chodzi tu o potępienie tych wartości samych w sobie, lecz o ukazanie, jak zostały one ukształtowane w ramach patriarchalnego porządku, który kobietę uczynił bytem pośrednim, funkcją, dodatkiem. Należy jednak podkreślić, że "Druga płeć" nie jest manifestem nienawiści do mężczyzn. De Beauvoir pisze z pozycji dialogu, nie odwetu. Jej krytyka jest przenikliwa, ale nie fanatyczna. Dostrzeża, że wyzwolenie kobiet nie oznacza dominacji nad mężczyznami, lecz wspólną emancypację. W tym sensie jej dzieło pozostaje uniwersalne: to nie tylko książka o kobietach, ale o tym, jak być człowiekiem w warunkach nierówności, alienacji i przemocy symbolicznej. Recepcja dzieła była natychmiastowa i burzliwa. Książka została potępiona przez Watykan, uznana za bluźnierczą, zakazana w wielu krajach. Ale jednocześnie stała się lekturą obowiązkową dla całych pokoleń kobiet i mężczyzn, którzy poszukiwali alternatywy dla konserwatywnego modelu społeczeństwa. To dzieło, które nie tylko zmienia myślenie, ale wręcz je inicjuje – niczym nowy akt poznania. Warto także zauważyć, że "Druga płeć" otworzyła drogę dla kolejnych nurtów: feministycznej krytyki literackiej, gender studies, queer theory. Judith Butler, Hélène Cixous, Julia Kristeva – wszystkie te myślicielki zawdzięczają de Beauvoir nie tylko inspirację, ale i fundamenty pojęciowe. Bez niej trudno sobie wyobrazić współczesną humanistykę. Podsumowując, "Druga płeć" to dzieło, które wymyka się prostym klasyfikacjom. Jest to jednocześnie traktat filozoficzny, analiza kulturowa, rozprawa antropologiczna, a momentami nawet proza poetycka. To książka niepokojąca, wymagająca, ale przez to głęboko wyzwalająca. De Beauvoir nie daje łatwych odpowiedzi, lecz stawia pytania, które każą zrewidować własne przekonania, wartości i role. Zamiast zakończenia można by powiedzieć tylko jedno: kto nie przeczytał "Drugiej płci", ten nie zna jeszcze pełni możliwości, jakie niesie ze sobą myśląca, krytyczna lektura. To książka, która nie tylko przetrwała płomień historii, ale sama stała się źródłem ognia, który wciąż oświetla świat.
Bratyslawski - awatar Bratyslawski
ocenił na108 miesięcy temu
Zapisane na ciele Jeanette Winterson
Zapisane na ciele
Jeanette Winterson
Przepiękna, refleksyjna opowieść o życiu miłosnym i jego meandrach, rozlicznych kombinacjach możliwościach. Choć miłość to odwieczny temat literatury, nikt wcześniej nie podjął go w taki sposób jak uczyniła to Jeanette Winterson. Książkę poprzedza wprowadzenie tłumacza, którego lektura jest obowiązkowa, jeśli chce się powieść brytyjskiej pisarki dobrze zrozumieć. Kwestia ukrycia płci narratora, niemożliwa do przeprowadzenia w języku polskim, ma tutaj decydujące znaczenie, gdyż autorka znosi sam podział doświadczeń miłosnych na męskie i żeńskie. Konieczność nadania płci narratorowi w polszczyźnie jest dla tłumaczki nieuniknionym kompromisem, który realizuje wybierając rodzaj żeński. W istocie trzeba pamiętać podczas czytania, że tutaj płeć schodzi na dalszy plan i chodzi przede wszystkim o uniwersalność doświadczenia, które przejawia się tak byśmy dostrzegali coś, co jest po prostu głęboko ludzkie, nie koncentrując się na aspekcie płci. W tym kontekście należy postrzegać analizę życia miłosnego bohatera/bohatera w całym jego bogactwie i różnorodności. Zwraca uwagę oczywiście biseksualizm, przekraczanie barier, wyławianie niuansów, tropienie szczegółów. Ostatecznie miłość okazuje się grą, która wznosi się ponad własne reguły i jest wartością sama w sobie. Być może właśnie takie tego określenie było celem Jeanette Winterson.
romeo - awatar romeo
ocenił na102 lata temu

Cytaty z książki Własny pokój. Trzy gwinee

Więcej
Virginia Woolf Własny pokój. Trzy gwinee Zobacz więcej
Virginia Woolf Własny pokój. Trzy gwinee Zobacz więcej
Virginia Woolf Własny pokój. Trzy gwinee Zobacz więcej
Więcej