rozwińzwiń

Gady

Okładka książki Gady autora Mirosław Sokołowski, 9788306031034
Okładka książki Gady
Mirosław Sokołowski Wydawnictwo: Państwowy Instytut Wydawniczy reportaż
448 str. 7 godz. 28 min.
Kategoria:
reportaż
Format:
papier
Tytuł oryginału:
Gady
Data wydania:
2007-08-01
Data 1. wyd. pol.:
1989-01-01
Liczba stron:
448
Czas czytania
7 godz. 28 min.
Język:
polski
ISBN:
9788306031034
Średnia ocen

7,8 7,8 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Gady w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Gady



książek na półce przeczytane 4531 napisanych opinii 1830

Oceny książki Gady

Średnia ocen
7,8 / 10
264 ocen
Twoja ocena
0 / 10
avatar
220
219

Na półkach:

po przeczytaniu tej książki miałem solidnego doła. sokołowski przedstawił w niej wycinek błędnego koła zwanego życiem ćpuna. warszawa lat 80, bajzel czyli pasaż pod domami centrum, okolice rotundy, kina Atlantic wraz ze wszystkimi okolicznymi klatkami schodowymi, na których narkomani wstrzykiwali sobie kompot są tylko tłem do dramatycznych wydarzeń jakim autor musi stawiać czoła w codziennej walce o kilka centymetrów sześciennych kompotu z maku.

dzięki tej książce wiem jak zrobić odpał. no, może jeszcze trochę poczytam forum hyperreal.info i wszystko będzie jasne. wierzcie mi, nie ma gorszego widoku człowieka jak przysypiający ćpun z wiszącymi jak firanki powiekami. autor przedstawił w treści wiele bulwersujących zdarzeń, które skutecznie potrafią zniechęcić zwykłych ludzi do osób uzależnionych. nie zapomnę nigdy ślubu jednego z bohaterów, na którym wszyscy uczestnicy byli nagrzani i po którym wszyscy uczestnicy poszli ponownie przygrzać do WC w knajpie, w której była impreza. również opisy skrętów - głodu narkotycznego oraz detoksu, który zapodał sobie Mirek nie należą do przyjemnych.

Mirku, spoczywaj w pokoju. twoja książka powinna być lekturą w szkole. nie żaden pamiętnik narkomanki, nie żadne my dziec z dworca zoo, tylko gady.

po przeczytaniu tej książki miałem solidnego doła. sokołowski przedstawił w niej wycinek błędnego koła zwanego życiem ćpuna. warszawa lat 80, bajzel czyli pasaż pod domami centrum, okolice rotundy, kina Atlantic wraz ze wszystkimi okolicznymi klatkami schodowymi, na których narkomani wstrzykiwali sobie kompot są tylko tłem do dramatycznych wydarzeń jakim autor musi stawiać...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
109
48

Na półkach: ,

Abstrahując od głównego tematu książki to jest to (być może przede wszystkim) świetny opis Warszawy tamtych lat. Swoje życie autor opisuje realistycznie a przynajmniej na to wygląda, nie próbuje się wybielać, po prostu opowiada jak było. Zakończenie jest tylko kropką nad i.
To prawdziwy Biały Kruk, ja mój egzemplarz trafiłem zupełnym przypadkiem dobrych kilka lat temu w antykwariacie za 5 złotych, ale niestety już go ze mną nie ma, zdecydowanie przydałoby się kolejne wydanie.

Abstrahując od głównego tematu książki to jest to (być może przede wszystkim) świetny opis Warszawy tamtych lat. Swoje życie autor opisuje realistycznie a przynajmniej na to wygląda, nie próbuje się wybielać, po prostu opowiada jak było. Zakończenie jest tylko kropką nad i.
To prawdziwy Biały Kruk, ja mój egzemplarz trafiłem zupełnym przypadkiem dobrych kilka lat temu w...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
1
1

Na półkach:

Ta książka, jest dla mnie inna niż którą kiedykolwiek przeczytałem, ma dla mnie inny wymiar ponieważ to tak, jakbym czytał swoją autobiografię..Mam 64 lata, a czytałem ją będąc w wieku autora. Niepamiętam w którym roku ją czytałem. Ciągle żyję, ale już pewnie niedługo, nigdy nie udało mi się "odpocząć" dłużej niż na 2 tygodnie, na którymś detoxie, od tej cholernej przygody. Wielki szacunek dla Matki Mirka.

Ta książka, jest dla mnie inna niż którą kiedykolwiek przeczytałem, ma dla mnie inny wymiar ponieważ to tak, jakbym czytał swoją autobiografię..Mam 64 lata, a czytałem ją będąc w wieku autora. Niepamiętam w którym roku ją czytałem. Ciągle żyję, ale już pewnie niedługo, nigdy nie udało mi się "odpocząć" dłużej niż na 2 tygodnie, na którymś detoxie, od tej cholernej przygody....

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

677 użytkowników ma tytuł Gady na półkach głównych
  • 338
  • 333
  • 6
116 użytkowników ma tytuł Gady na półkach dodatkowych
  • 68
  • 25
  • 8
  • 4
  • 4
  • 4
  • 3

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Bidul Mariusz Maślanka
Bidul
Mariusz Maślanka
„Bidul” Mariusza Maślanki to książka, która mnie po prostu zmiażdżyła. Po świetnej poprzedniej lekturze tego autora miałem wysokie oczekiwania, ale to, co dostałem, przebiło wszystko. Tu nie ma zmiłuj. Maślanka nie owija w bawełnę, nie udaje, nie wygładza rzeczywistości. Rzuca mięsem, wali prosto między oczy i nie pozwala czytelnikowi ani na chwilę się schować. To brutalna, wstrząsająca i cholernie prawdziwa opowieść o chłopcu z bidula. Bez lukru, bez sentymentalnych filtrów, bez taniej gry na emocjach. Każda scena ma ciężar, każde zdanie coś waży. Czuć, że to nie jest literatura pisana dla poklasku, tylko potrzeba wyrzucenia z siebie historii, która boli – i autora, i czytelnika. Najbardziej uderza szczerość. Ta książka nie próbuje być „ładna”. Jest brudna, surowa, momentami wręcz nieprzyjemna w odbiorze, ale właśnie dzięki temu tak mocno działa. Czytając, czułem złość, bezsilność, czasem obrzydzenie, a czasem smutek, który zostaje na długo po zamknięciu okładki. To jedna z tych historii, które nie dają spokoju. Maślanka pisze treściwie, bez zbędnych ozdobników. Każde zdanie jest po coś. Styl jest ostry, bezkompromisowy, dokładnie taki, jakiej wymaga ta opowieść. I to robi ogromną różnicę – bo „Bidul” nie jest tylko książką, to cios wymierzony w wygodnego czytelnika, który woli nie widzieć takich historii. Na półce w bibliotece wypatrzyłem jeszcze dwie inne książki Maślanki i już wiem, że długo tam nie poleżą. Na pewno po nie sięgnę.
Lucyferus - awatar Lucyferus
ocenił na82 miesiące temu
My z poprawczaka Orfeusz Nowakowski
My z poprawczaka
Orfeusz Nowakowski
W komentarzach widziałem stwierdzenie, że ta książka nic nie wnosi dla czytelnika. Ośmielę się nie zgodzić. Po raz pierwszy natrafiłem na ta pozycje mając ok 17 lat i wtedy co prawda doczytałem do połowy, bo prowadziłem podobny tryb życia co główny bohater i czułem jakby ktoś opisywał moje życie, dziś mam lat 28 i to już jest dawno za mną. Ta opowieść pokazała mi pewna perspektywę i drogę jaka przebyłem jako człowiek. Klimat jest brudny, lepki wręcz, jak ciało Po trzydniowym kabarecie, słownictwo paskudne, dziś mnie to razi i nie mogę wytrzymać w towarzystwie osób, które się wyrażają w taki sposób, w paru momentach musiałem wręcz sobie przypomnieć, że bohaterowie to ledwo dzieci 16 17 lat, a życiorysy już przegrane i nie boję się tego powiedzieć, bo z podobnymi przypadkami już się spotykałem i nadal spotykam. Jest w jakiś sposób życiowa i może być szkokujaca dla ludzi z zewnątrz dla mnie jest jak już nie jedna opowieść która słyszałem od nie jednego "fifa-rafa co to nie on" podkoloryzowna albo i nie odpowiednio doprawiono litrami alkoholu i gramami narkotyków. Myślę, że tą książkę zrozumieją ci którzy tam byli, dla tych którzy nie brali w tym udziału może to wyglądać jak niepotrzebnie wulgarna paskudna, chaotyczna opowieść bez ładu i składu. Ale takie jest uliczne życie próżno tam szukać sensu i ogłady, a wszystko się toczy z dnia na dzień, dziś się nacpac jutro się pomyśli Skąd wziąć pieniądze. Nie jest to arcydzieło literackie, w sumie nawet to nie jest dobra książka ale jednak ma coś w sobie. Brud świata przedstawionego jest wręcz fizycznie wyczuwalny i jest w jakiś sposób autentyczna i unikatowa jednak nie jest dla każdego
Krzys - awatar Krzys
ocenił na62 lata temu
Schiza Paulina Grych
Schiza
Paulina Grych
Tytuł: „Schiza” Autor: Paulina Grych Wydawnictwo: Wab Data wydania: 01.01.2008 Powstanie obrazu w oku człowieka to załamanie światła pod odpowiednim kątem, odebranie bodźców przez mózg i ich połączenie. Każdy stworzony obraz dodatkowo jest skanowany przez nasze osobiste filtry: dzieciństwa, wychowania, otaczającego nas środowiska i naszych własnych przeżyć. Widzimy ten sam obraz, patrzymy w tym samym kierunku ale interpretacja jest dla każdego z nas inna. Ten sam obraz a tak bardzo różny. Nasze wewnętrzne filtry charakteryzują nas jako ludzi. Jesteśmy tacy sami a tak bardzo inni. Paulina Grych w książce „Schiza” pokazuje zwykłych, niezwykłych ludzi, „potłuczonych”. I dla nich zadedykowana jest ta książka. A jednocześnie dla nas. Styl autorki jest charakterystyczny i nie do podrobienia. Czytamy opowiadaną historię i gubimy się w wątkach, w natłoku myśli, interpretacji, widzimy tylko poplątane myśli całości, chcemy szczegółów, by zacząć układać te puzzle. I czytamy..... Narrator pokazuje nam tę splątaną z kilku osób włóczkę i powoli, krok za krokiem ją rozplątuje. Puzzle wskakują na właściwe miejsca. I tak poznajemy Beatę, schizofreniczkę, która słyszy głosy aniołów. Jankę, malarkę, „niespokojną duszę”. Dianę, córkę Janki, która swoimi zaniedbaniami zostawiła w Dianie trwały ślad braku miłości. Henryka-jebakę, Żyda z trudnym dzieciństwem, przemocą w domu ze strony ojca i nieobecnej wycofanej matki, która jest współuzależniona. Którego poszukiwania bezpieczeństwa i miłości ciągle okazywały się drogą donikąd. Marka, żołnierza, który walczył w Iraku i Afganistanie i zmaga się z traumą wojenną. Wszystkie nitki splątane w jeden kłębek wspólnych obaw, traum, prób ucieczki przed sobą samym. „Wariatowi” nikt przecież nie uwierzy, komu powie? Losy tych ludzi łączą się przypadkiem, a może w sposób zamierzony przez los. Poznają się, rozmawiają. Nieśmiało zaczynają tworzyć grupę. Przeżywają wspólne troski i radości. Zaczynają rozwiązywać swoje własne supełki w tych splątanych kłębuszkach przy wzajemnym szacunku i wsparciu. I historia "potłuczonych" jest pięknie spięta klamrą oczywistych nieoczywistości. Autorka podejmuje temat chorób i zaburzeń psychicznych. Pokazuje nam tylko część z nich, ale oswaja nas z nimi. W 2008 roku, kiedy książka była wydana kończyłam studia a świat „potłuczonych” był w Polsce obcy nam wszystkim. Temat tabu. Zakazany. Brudny. Mówiono: „wariat”, „psychiatryk”. Dziś w Polsce wcale nie jest lepiej z naszą świadomością. Z mojej perspektywy ta powieść jest innowacyjna jak na tamten czas. Rok 2008. W sposób nienachalny, z dużą dawką wiedzy wplecionej zamierzenie, ogromną dawką empatii, współczucia i zrozumienia autorka pokazała nam wszystkich bohaterów i problemy, z którymi się zmagają. Przekazana spora dawka wiedzy niczym z podręcznika psychiatrii. I pokazuje, że „potłuczeni” to również ludzie, którzy mają prawo żyć w społeczeństwie na równych prawach z innymi. Bardzo ważny jest szacunek i wzajemna akceptacja. Autorka pokazuje wartość psychoterapii i grupy wsparcia. Nie od dziś wiadomo, ze sukcesem leczenia wielu chorób i zaburzeń, nie tylko psychicznych, jest leczenie w grupie (skuteczne metody leczenia alkoholizmu i słynne kluby AA, gdzie opowiadanie swojego świadectwa dawało siłę i nadzieję innym chorym na pozostanie w trzeźwości). Wspólna rozmowa, wspólne spędzanie czasu, wspólne zabawy, wzajemne wsparcie otwiera drzwi do akceptacji swojej choroby lub zaburzenia. Daje odwagę do walki o siebie. Przygotuj się na cały rollercoster emocji. Każdego z bohaterów nienawidzisz i kochasz jednocześnie, odkładasz z niechęcią i płaczem tę opowieść, by za chwilę krótszą lub dłuższą powrócić do niej jeszcze zachłanniej. Rozplątywanie każdej z nitki splatanego kłębka historii bohaterów boli, zmusza do refleksji nad samym sobą. Widzisz siebie, swoje przeżycia. Chcesz uciec, próbujesz, walczysz sam z sobą, ale wiesz już, że to nie ma sensu. Nie ma możliwości, by uciec przed samym sobą. Każdy z nas dojdzie do swojej „ściany” pytanie pozostaje otwarte: czy jesteś gotowy o siebie zawalczyć i czy jesteś gotowy na zmianę. Każdy z nas boi się zmiany, powodując dysonanse, ból. Wolimy to, co znamy, co jest „oswojone” przez nas. Zawsze boli. Ta historia pokazuje i daje nadzieję, że warto walczyć o samego siebie, swój świat, swój dobrostan i szczęśliwość :) Trzeba jednak pamiętać, że to proces, długi proces. Ale zawsze warto. Dla siebie to zrobić. Zachęcam i polecam. Ostrzegam, że to nie będzie zwykłe czytanie, a twoja własna psychoterapia. Jesteś gotowy/a?
Jeanette ksiazka_na_przesluchaniu - awatar Jeanette ksiazka_na_przesluchaniu
ocenił na103 lata temu
Mistycy i narkomani Wojciech Michalewski
Mistycy i narkomani
Wojciech Michalewski
O wartościach literackich trudno w tym przypadku mówić. I to nawet, jeżeli Michalewski lub/i jego redaktor/redaktorzy chcieli potoczystej, realistycznej opowieści oraz naturalistyczne, zbliżonego do potocznej polszczyzny języka. Zresztą, jeżeli tak było, to za dużo tu zabiegów literackich, w tym najgorszym tego określenia znaczeniu, bo chwilami nadających bezpretensjonalnej opowieści salonowej, w której Krakowianie się wyspecjalizowali, pretensjonalności. Ale tak to już jest, kiedy wymuskani intelektualiści lub ci, którzy za intelektualistów się uważają, biorą na warsztat prawdę ulicy. A ta prawda ulicy to jedna z wielkich wartości tej książki. Tarzan przyznaje, i jest to jeszcze podkreślone w posłowiu, nieco swoją historię fabularyzuje. Jednak ten zabieg w niczym nie ujmuje autentyczności opowieści. Chyba po raz pierwszy – i mam wrażenie, że wciąż jedyny – mamy w „Mistykach i narkomanach” zapis codzienności polskich hipisów. Tej tak naprawdę zupełnie zapomnianej subkultury, która – w dobrym i bardzo złym znaczeniu – pokazywała, że Polska nawet w czasach bardzo głębokiego PRL–u, społeczeństwa podporządkowanego kreowanej przez urzędników ideologii, zamkniętych granic i powszechnych, nieustannych niedoborów, była krajem ludzi otwartych i ciekawych świata, nie bojących się realizować marzeń – nawet tych bardzo niedojrzałych – o osobistej wolności. Nie była państwem jednowymiarowym, a barwnym, choć dalekim od pastelowych kolaży lansowanych przez propagandę. Jasne, te kolory były przytłumione, poszarzałem, ale odcieni tej szarości było dużo więcej, niż się potocznie uważa. Tak naprawdę nie powinniśmy mieć kompleksu Zachodu. W sensie ludzkim w niczym mu nie ustępowaliśmy. Obejmująca lata siedemdziesiąte i osiemdziesiąte XX wieku opowieść Michalewskiego jest fascynująca i krzepiąca, ale też też ponura i przygnębiająca. Tarzan pokazuje, że ta nasza wielobarwność i bliskość świata miała też swoje bardzo mroczne oblicze. Dragi. Oczywiście najpopularniejszą substancją psychoaktywną był (i pewnie już na zawsze pozostanie) tradycyjny, słowiański, codzienny alkohol w różnych odmianach. Jednak – początkowo tylko w obrębie subkultury – na przełomie lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych szturm o miejsce na podium, przypuściły narkotyki. I to nie rosnąca sobie pod płotami trawka, a opiody. Niektóre opisy wpadania w kolejne stadia uzależnienia, morfinowo/opiumowo/heroinowych orgii są tu szokujące. Zwłaszcza, że Tarzan kreśli je bez typowej dla współczesnych publikacji internetowych egzaltacji, nie pojawia się tu modne ostatnio słowo niepokojący. Jego relacja jest beznamiętna, a chwilami można wręcz wyczuć lekki uśmieszek starego, przeczołganego przez rzeczywistość, wygi, który patrzy na swoje życie z perspektywy tego, który dał radę. Przy okazji polemizuje z modną wśród co wrażliwszej młodzieży, popularną literaturą „narkomańską” ze słynnymi „My, dzieci z dworca ZOO” Christine F. na czele. Twierdzi, że ćpanie, przynajmniej to polskie, nie było tak melodramatyczne. Po prostu wchodziło się i, po jakimś czasie, najczęściej spadało z planszy. Zresztą w ogóle Michalewski jawi się jako bardzo ciekawa postać. On i droga jaką przebywa – od gitowca, przez podwórkowego i bramowego mędrca, hipisowskiego nuworysza coraz bardziej ulegającego filozofii totalnej wolności i ucieczki od skostniałego porządku społecznego, podatnego na słabości stoickiego juridywego – świętego głupca – dopatrującego się w sobie metafizycznych predyspozycji, aż do wyluzowanego, otwartego, terapeutę–naturszczyka. Jasne, można napisać, że nawet najbardziej zaangażowany hipis ulegnie pokusie bezpieczeństwa w rejonach szeroko pojętej klasy średniej – z mającą stałe zarobki partnerką, czystym domem i zawsze ciepłym posiłkiem – ale byłaby to słabo uzasadniona złośliwość. Michalewski zbyt często skręcał na bezdroża, bez problemu przyznaje się do wątpliwości, niekonsekwencji i słabości, a jego zaskakujący romans z buddyzmem i katolicyzmem jednocześnie ani przez chwilę nie sprawia wrażenia wyrachowanego. Wręcz przeciwnie – jest nacechowany nieustannymi wątpliwościami i niepewnością: czy uda się wytrwać w tej dziwnej, wbrew wszystkim, miłości, czy też wykona się kolejny skok w bok do starej, sprawdzonej kochanki – strzykawki. Początkowo jest irytujący. Chwilami ma się dość jego naiwności, głupoty, pretensjonalności oraz wiary w to, co zwykło się określać zabobonami. No i sprawia wrażenie osoby biernej, produktu chrystusopodobnego za trzy pięćdziesiąt, ze spokojem przyjmującego kolejne ciosy od rzeczywistości. Jednak powoli, i to nie ze względu na pojawiające się co jakiś czas tłumaczenia, staje się postacią bliską. Może ekscentrycznym, ale niegroźnym i, gruncie rzeczy, sympatycznym, dobrym znajomkiem. Do tego stopnia, że po lekturze trudno się z nim rozstać. Ale może na tym właśnie polegały jego – tak często podkreślane w tekście – metafizyczne predyspozycje?
Tomek - awatar Tomek
ocenił na61 rok temu

Cytaty z książki Gady

Więcej
Mirosław Sokołowski Gady Zobacz więcej
Mirosław Sokołowski Gady Zobacz więcej
Więcej