rozwińzwiń

Światełko w mroku. Moje życie z nauką

Okładka książki Światełko w mroku. Moje życie z nauką autora Richard Dawkins, 9788361710219
Okładka książki Światełko w mroku. Moje życie z nauką
Richard Dawkins Wydawnictwo: CiS biografia, autobiografia, pamiętnik
408 str. 6 godz. 48 min.
Kategoria:
biografia, autobiografia, pamiętnik
Format:
papier
Tytuł oryginału:
Brief Candle in the Dark. My Life in Science
Data wydania:
2016-10-05
Data 1. wyd. pol.:
2016-10-05
Data 1. wydania:
2015-09-10
Liczba stron:
408
Czas czytania
6 godz. 48 min.
Język:
polski
ISBN:
9788361710219
Tłumacz:
Piotr J. Szwajcer
Średnia ocen

7,2 7,2 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Światełko w mroku. Moje życie z nauką w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Światełko w mroku. Moje życie z nauką

Średnia ocen
7,2 / 10
41 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Światełko w mroku. Moje życie z nauką

avatar
197
90

Na półkach:

Nie oceniam książki, a tylko zostawiam komentarz, z tego powodu, że jej część przeczytałem bez żadnego zaangażowania, a część po prostu ominąłem. Już tłumaczę, dlaczego.
Otóż... Zabrzmi to trochę kiczowato, ale w pewnym sensie Pan Dawkins odegrał dużą rolę w moim życiu; pomógł mi nadać kształt swoim przekonaniom, i kiedy czułem się ze swoimi myślami wyobcowany, czytając "Boga urojonego" i słuchając jego przemówień (sporo tego było) udało mi się siebie zaakceptować; pomógł mi zrozumieć, że nie ma niczego złego w byciu innego, nawet KOMPLETNIE INNEGO, zdania. Stąd też moja "fascynacja" jego osobą...
Jednak nigdy nie fascynowała mnie biologa, ani zoologia. Teorię ewolucji znam, ale nigdy nie postrzegałem jej jako coś wywrotowego; coś, co należy stawiać na piedestał. Ewolucja to fakt naukowy i tyle, tak jak to, że woda paruje.
Także rozdziały o jego "ateistycznej aktywności" przeczytałem z wielką przyjemnością; te neutralne, bez fascynacji, ale miło było; a fragmenty o fenotypach, memach, genach itd sprawiały mi trudność.
To tyle.
Peace.

Nie oceniam książki, a tylko zostawiam komentarz, z tego powodu, że jej część przeczytałem bez żadnego zaangażowania, a część po prostu ominąłem. Już tłumaczę, dlaczego.
Otóż... Zabrzmi to trochę kiczowato, ale w pewnym sensie Pan Dawkins odegrał dużą rolę w moim życiu; pomógł mi nadać kształt swoim przekonaniom, i kiedy czułem się ze swoimi myślami wyobcowany, czytając...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
851
556

Na półkach: ,

Jestem ofiarą koronawirusa - czytelniczego.

Konieczność zdalnej pracy połączona z koniecznością czytania rzeczy nienadających się do recenzji sprawiły, że na prawdziwe czytanie brak mi i czasu, i siły.

Na ten moment udało mi się przeczytać w tym miesiącu jedną książkę (co, proszę mi wierzyć, nie jest normalne). Cieszy mnie w tym wszystkim jednak fakt, że choć ona mnie nie zawiodła.

To odmienny rodzaj autobiografii, w której autor przede wszystkim dzieli się nie tyle swoim życiem osobistym, ono gdzieś tam w tle się pojawia, co życiem twórczym, które bez wątpienia jest jego pasją.

Poznajemy procesy powstawania jego książek w połączeniu z przemyśleniami autora, licznymi anegdotami, z poznaniem galerii wybitnych współczesnych naukowców, przede wszystkim z dziedziny samego autora, ale nie tylko, oraz polemikami z nimi. Polemikami, a nie pyskówkami, do czego ostatnio niektóre media chcą nas przekonać.

Dawkins uchyla w bardzo przystępny sposób dość spory rąbek tajemnicy metodologii badań. I nie ma tu znaczenia, że autor jest ateistą, bo to, o czym mówi i jak mówi, ma klasę, której trudno szukać obecnie w świecie nie tylko nauki.

Książka zachęca, by sięgnąć po inne dzieła autora.
Jakąż osobowością musi być człowiek, który na co dzień nosi ręcznie malowane krawaty w obiekty swoich badań ;)?

Gorąco polecam.

Jestem ofiarą koronawirusa - czytelniczego.

Konieczność zdalnej pracy połączona z koniecznością czytania rzeczy nienadających się do recenzji sprawiły, że na prawdziwe czytanie brak mi i czasu, i siły.

Na ten moment udało mi się przeczytać w tym miesiącu jedną książkę (co, proszę mi wierzyć, nie jest normalne). Cieszy mnie w tym wszystkim jednak fakt, że choć ona mnie...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
616
130

Na półkach: , , ,

Jeżeli ktoś liczył na prawdziwą autobiografię Dawkinsa, będzie mocno zawiedziony. Po przeczytaniu pierwszej części („Apetyt na cuda”),cudów się nie spodziewałem… I cudów nie ma. To znaczy jest o niebo lepiej, bo pierwsza część to totalna porażka. Najgorsza książka Dawkinsa jaką czytałem. Tu jest o tyle lepiej, że autor często zamiast pisać o sobie (i o żonie Lalli – brrr… każdy ma swoje słabości),rozwija pewne wątki ze swoich najlepszych książek (Samolubny gen, Ślepy zegarmistrz, Bóg urojony). No cóż pozostaje mi czekać na prawdziwą biografię mojego ukochanego autora.

Jeżeli ktoś liczył na prawdziwą autobiografię Dawkinsa, będzie mocno zawiedziony. Po przeczytaniu pierwszej części („Apetyt na cuda”),cudów się nie spodziewałem… I cudów nie ma. To znaczy jest o niebo lepiej, bo pierwsza część to totalna porażka. Najgorsza książka Dawkinsa jaką czytałem. Tu jest o tyle lepiej, że autor często zamiast pisać o sobie (i o żonie Lalli – brrr…...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

180 użytkowników ma tytuł Światełko w mroku. Moje życie z nauką na półkach głównych
  • 121
  • 57
  • 2
41 użytkowników ma tytuł Światełko w mroku. Moje życie z nauką na półkach dodatkowych
  • 26
  • 3
  • 3
  • 3
  • 2
  • 2
  • 2

Tagi i tematy do książki Światełko w mroku. Moje życie z nauką

Inne książki autora

Richard Dawkins
Richard Dawkins
Brytyjski zoolog, etolog, ewolucjonista, publicysta. Jest teoretykiem ewolucji biologicznej. W wydanej w 1976 książce "Samolubny gen" przedstawił koncepcję ewolucji, w której jednostką doboru naturalnego jest gen. Wprowadził tam również pojęcie memu oraz zainicjował powstanie memetyki. W 1982 w książce "Fenotyp rozszerzony" dowodził, że działanie fenotypu nie ogranicza się do ciała danego organizmu, ale rozciąga się na środowisko, włączając w to także ciała innych istot. Krytykuje religię jako "niebezpieczny nonsens, który uczy wrogości wobec innych ludzi". Po zamachach na World Trade Center i Pentagon wezwał do ostrzejszej krytyki światopoglądów religijnych: "Skończmy wreszcie z tym cholernym szacunkiem!". Krytykuje również kreacjonizm, wiarę w zjawiska nadnaturalne i tzw. medycynę alternatywną. Jest doktorem honoris causa uniwersytetów: Westminster, Durham, Hull i Walencji oraz laureatem Nagrody Literackiej "Los Angeles Times" (1987) oraz Srebrnego Medalu Londyńskiego Towarzystwa Zoologicznego (1989). Czasopismo "Prospect" umieściło go na trzecim miejscu na liście najwybitniejszych współczesnych intelektualistów znanych szerokiej publiczności. Jest krytykiem religii instytucjonalnej, zwłaszcza chrześcijaństwa, judaizmu i islamu.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Zasada nieprawdopodobieństwa. Dlaczego codziennie zdarzają się cuda, zbiegi okoliczności i rzadkie zdarzenia David J. Hand
Zasada nieprawdopodobieństwa. Dlaczego codziennie zdarzają się cuda, zbiegi okoliczności i rzadkie zdarzenia
David J. Hand
Ludzie to bardzo przesądne stworzenia, doszukujące się we wszystkich zdarzeniach, będących zbiegami okoliczności pewnych schematów projekcji mózgu. Jeśli to się im nie udaje, uważają, że mają do czynienia z czymś niewyjaśnionym i tajemniczym. Cuda, zabobony, przesądy, działania sił wyższych, zjawiska paranormalne, proroctwa - wszystko to stanowi dla nas fascynujące niewiadome. David J. Hand w sposób niezwykle przystępny w książce "Zasady nieprawdopodobieństwa" tłumaczy, dlaczego zdarzenia - na pozór nieprawdopodobne - jednak się zdarzają. I to wcale często! Za pomocą dużych liczb, statystyki i uproszczonych reguł prawdopodobieństwa w sposób przystępny uświadamia, że tak naprawdę wszelkie koincydencje i zbiegi okoliczności można wyjaśnić, a cuda obalić. Swoje spostrzeżenia nt. reguł rządzących przypadkowością i prawdopodobieństwem poparł sporą ilością anegdot i historii, rozkładając na czynniki pierwsze "niemożliwe" zdarzenia. A wszystko to napisał przystępnym obrazowym językiem. Dzięki temu zawarta wiedza matematyczna była dla mnie zjadliwa, niemęcząca, ciekawa i absorbująca. Z wielką przyjemnością zgłębiałam tajniki statystyki, praw nieuchronności czy selekcji. Pewnym objawieniem było dla mnie: - Prawo naprawdę wielkich liczb, które w skrócie mówi, że jeśli liczba okazji do wystąpienia zaskakującego zdarzenia jest wystarczająco duża, to możliwe jest wystąpienie tego zdarzenia. Np. Z uwagi na ogromną liczbę ludzi wielokrotnie poszukujących czterolistnej koniczyny fakt jej znalezienia wcale nie jest już taką niespodzianką... - Prawo mniej więcej czyli wieloznaczność zjawiska. Mówi ono, że jeśli zdarzenie nie jest dokładnie tym, co zostało przez ciebie zdefiniowane, to można uznać, że pasuje ono do definicji pod warunkiem, że bardzo od niej nie odbiega. Np. Abraham Lincoln opowiedział swój sen kilku osobom o tym, że został zamordowany. Opis prezydenta zaczynał się słowami: "Mniej więcej 10 dni temu...". Jaki odstęp czasu może dzielić sen od zapowiedzianych wydarzeń - dzień, miesiąc, rok? Jeśli wystarczająco rozszerzymy zakres określony przez "mniej więcej", to zyskamy gwarancję, że przypadek pasuje! I chociaż w większości czytane zasady intuicyjnie były dla mnie oczywiste, to jednak nazwanie ich, sprecyzowanie i poparcie przykładami było dla mnie wspaniałym doświadczeniem. O ile w kwestii zdarzeń losowych, przypadkowych i rzadkich moja intuicja nie szwankuje, to już materia zdarzeń niemal niemożliwych i na pewno niemożliwych była dla mnie nową wspaniałą wiedzą, którą z wielką przyjemnością pochłonęłam! Jeśli podoba Wam się moja recenzja, to zapraszam po więcej: https://www.instagram.com/anemonenemorose/
AnemoneNemorose - awatar AnemoneNemorose
ocenił na62 lata temu
Gwiezdny bohater. Prawda i legenda o Juriju Gagarinie Piers Bizony
Gwiezdny bohater. Prawda i legenda o Juriju Gagarinie
Piers Bizony Jamie Doran
Pierwsza, rzetelna i pełna biografia Jurija Gagarina oparta na materiałach, które wcześniej były tajne. Już za same źródła należą się ogromne gratulacje autorom. Dotarli do świadków, którzy przed 1991 rokiem musieli milczeć; do obsesyjnie chowanych na Łubiance i archiwach KGB dokumentów; do raportów spoza ZSRR; wreszcie do źródeł amerykańskich: stenogramów z podsłuchów, relacji ówczesnych szpiegów. Wszystko to składa się na niesamowitą, momentami wstrząsającą i smutną historię radzieckiego programu kosmicznego. Gagarin jest rzecz jasna głównym bohaterem. Poza nim wspaniale opisano Titowa, Korolowa, Leonowa i innych. Ta książka to też historia samych radzieckich rakiet i lotów w kosmos. O tym, jak chorobliwe strzeżenie tajemnicy kosztowało życie setek osób. Jak polityczny wyścig, głupie ambicje Chruszczowa i Breżniewa wpływały na losy mieszkańców Gwiezdnego Miasteczka. To także kulisy obrzydliwych gier personalnych, przez które odwoływano loty, nie budowano rakiet, albo wręcz przeciwnie - wysyłano w przestrzeń kosmiczną statki uszkodzone. To też opowieść o coraz smutniejszym Gagarinie, który poznał te mechanizmy. Autorzy bardzo szczegółowo opisali jego życie i śmierć. Fakt, który obrósł legendami. Te spekulacje autorzy także przytaczają i zbijają je dowodami, wyjaśniając jak najbardziej precyzyjnie przyczyny tragicznej śmierci pierwszego kosmonauty.
Mister Oizo - awatar Mister Oizo
ocenił na105 lat temu
Jan Woleński. Wierzę w to, co potrafię zrozumieć Jan Woleński
Jan Woleński. Wierzę w to, co potrafię zrozumieć
Jan Woleński
Niewielu jest w Polsce ludzi, którzy spójną argumentacją są w stanie wybić rozmówcę z rytmu bombardując go krystaliczną logiką wywodu, która nie znosi niemal sprzeciwu. Jan Woleński jest filozofem analitycznym, który zabiera głos w sprawach społecznych, etyki akademickiej, roli kościoła w przestrzeni publicznej. Książka „Jan Woleński. Wierzę w to, co potrafię zrozumieć” jest wywiadem, który z nim przeprowadziło troje dociekliwych ludzi śledzących od lat aktywność profesora na wielu polach. Wywiad składa się wyraźnie z czterech grup tematycznych. Poruszone są sprawy prywatne, gdzie najciekawsze są opisy powojennych losów Żydów w Polsce i życie akademickie w dobie PRL-u. Z kolei najtrudniejszy fragment, to dyskusja o współczesnym rozumieniu prawdy w ramach logiki i epistemologia istnienia. Trzecia grupa, to dyskusja o wierze i religii, a ostatnia jest luźną rozmową o słabościach i hobby profesora. Z punktu widzenia czytelnika nieznającego Woleńskiego, najciekawsze są chyba fragmenty o jego rozumieniu współczesnych relacji polsko-żydowskich i często akcentowana krytyczna postawa wobec kościoła i wiary natury religijnej. Ten ostatni temat jest 'wyciągiem' z przekonań logika opisanych w książce "Granice niewiary". Jednak już z tego samego wywiadu da się wyczuć, że byłby w stanie prowadzić z sukcesami debatę z ortodoksyjnymi teologami dowolnej religii, w szczególności dominujących monoteizmów. Wie właściwie wszystko, co może być poruszane w dyskusjach przez oponentów (biorący udział w rozmowie, jako pytający, ksiądz Prusak nawet nie 'startuje' do rywalizacji o argumenty ostateczne). Kto szuka koronnych argumentów - tu je dostanie. Książka, a właściwie książeczka, jest dobrą gimnastyką intelektualną, jeśli podczas czytania planuje się podążać za myślami profesora w pełni. Musi zadziwiać każdego jego pamięć do przytaczania adekwatnych źródeł ad hoc, pracowitość (ponad tysiąc opublikowanych prac) i jasność sądów różnej natury. Polecam każdemu do namysłu, do szkolenia się w argumentacji i zapoznania się z nietuzinkowym człowiekiem.
Carmel - awatar Carmel
ocenił na77 lat temu
Prywatne życie Alberta Einsteina Roger Highfield
Prywatne życie Alberta Einsteina
Roger Highfield Paul Carter
"Prywatne życie Alberta Eisteina" - fakty i mity... Co prawda przed wymienioną tutaj biografią powstały jeszcze inne, ale wydaje się, że autorzy tej mieli szerszy wgląd w materiał badawczy i dotarli do większej ilości źródeł. O ile we wcześniejszych biografiach Einstein przedstawiany był tak, jak on sam siebie kreował, czyli jako ekscentryczny geniusz, niemal żydowski święty walczący o prawa człowieka i działający na rzecz utrzymania pokoju na świecie, o tyle tutaj, autorzy tę wyidealizowaną kreację burzą i dodają również pewne tajemnicze i niewygodne fakty z życia uczonego. Rozprawiają się jednocześnie z szeregiem mitów, które krążą o Einsteinie. Mnie właśnie interesował najbardziej ten ostatni aspekt i spróbuję go tutaj przedstawić. Mit nr 1. Einstein był słabym uczniem i kiepskim studentem? Einstein urodził się z nieproporcjonalnie dużą głową i bardzo późno nauczył się mówić. Czynność ta sprawiała mu trudność i aż do 7. roku życia mamrotał najpierw każde zdanie po cichu, a dopiero później wypowiadał je głośno. Oprócz tego był bardzo spokojnym  i apatycznym dzieckiem. Na początku rodzice właśnie z tych w/w powodów niepokoili się, że jest on niedorozwinięty umysłowo. W szkole podstawowej był jedynym Żydem w klasie i koledzy dokuczali mu trochę, poza tym z powodu jego prostolinijności przezywali go naiwniaczkiem. Na lekcjach przed udzieleniem odpowiedzi długo się zastanawiał. Nie przepadał za greką i nienawidził dyscypliny narzucanej przez szkołę, natomiast jedyną jego piętą achillesową było wychowanie fizyczne, gdyż szybko się męczył i miewał zawroty głowy. Ogólnie jednak uczył się dobrze. Nie dostał się za pierwszym razem na politechnikę w Zurichu, ale podszedł wtedy do egzaminów jako 16-latek bez matury. Zdał bardzo dobrze matematykę, fizykę i nauki przyrodnicze, nie zaliczył przedmiotów humanistycznych, które go po prostu nie interesowały. Na profesorze fizyki wywarł wówczas tak duże wrażenie, że ten zaproponował mu, aby uczęszczał do niego na wykłady jako wolny słuchacz. W następnym  roku, już po zdanej maturze, dostał się również na wspomnianą politechnikę. Był dość dobrym studentem. Mit nr 2. Einstein był wierzący? Oto co pisał na ten temat: "W kwestii istnienia Boga zajmuję stanowisko agnostyka. Jestem przekonany, że aby uświadomić sobie zasadnicze znaczenie zasad moralnych w czynieniu naszego życia lepszym i szlachetniejszym, nie musimy odwoływać się do idei osobowego prawodawcy, zwłaszcza takiego, który karze i nagradza. Moralność człowieka zależy od zdolności współodczuwania z innymi ludźmi, wykształcenia oraz więzi i potrzeb społecznych; żadna religia nie jest do tego potrzebna. Człowiek byłby zaiste żałosną istotą, gdyby kierował się w życiu wyłącznie strachem przed karą i nadzieją na nagrodę po śmierci?"* W jednym ze swoich listów do filozofa Erica Gutkinda z 1954 roku (czyli zaledwie na rok przed swoją śmiercią) napisał tak: "Słowo »Bóg« nie jest dla mnie niczym więcej niż wytworem ludzkiej słabości, a Biblia – zbiorem wspaniałych, pierwotnych legend, które są jednak dość dziecinne (...). Dla mnie osobiście religia żydowska, jak wszystkie inne, jest wcieleniem najbardziej dziecinnych przesądów".* Mit nr 3.  Sławę zyskał jako sędziwy uczony? Najbardziej znane i rozpowszechnione są zdjęcia Einsteina w podeszłym wieku ukazujące go z siwą rozwichrzoną czupryną, jednak jego pierwsze przełomowe dla fizyki publikacje ukazały się już w 1905 r. gdy miał zaledwie 26 lat (m.in. tzw. szczególna teoria względności). Einstein otrzymał Nagrodę Nobla dopiero w 1921 r. za zasługi dla fizyki teoretycznej, szczególnie za odkrycie praw rządzących efektem fotoelektrycznym. Większość naukowców zgłaszających Einsteina do nagrody, jako uzasadnienie podawało właśnie teorię względności. Natomiast komitet noblowski uważał, że teoria ta nie została wystarczająco dobrze potwierdzona doświadczalnie. W chwili przyznawania Nagrody Nobla Einstein był 42-letnim człowiekiem. Mit nr 4. Był roztargniony, oderwany od rzeczywistości i pozbawiony wszelkiego zmysłu praktycznego? I tutaj już nie można odpowiedzieć jednoznacznie. Gdyż o ile rzeczywiście zdarzało mu się gubić klucze, parasole, mylić miejsca umówionych spotkań, to jednak jeśli chodzi o zmysł praktyczny, sprawy się nieco komplikują. Einstein miał raczej tendencje do instrumentalnego traktowania ludzi, kalkulowania i wykorzystywania ich, a zwłaszcza zaś kobiet. Kreował siebie na kogoś w rodzaju nietzscheańskiego nadczłowieka, samotnego intelektualistę wyobcowanego z pospolitej szarej masy. Chyba wydawało mu się, że jest stworzony do wyższych celów, a w sprawach przyziemnych wolał wysługiwać się innymi. Na studiach prosił przyjaciół o wykonywanie skomplikowanych wyliczeń matematycznych. Pożyczał też od nich notatki z wykładów, bo sam, jak mówił, wolał skupiać się na ważniejszych sprawach. Niektórzy uważają, że autorką teorii względności była jego koleżanka ze studiów Mileva Marić, jego późniejsza pierwsza żona. Wiadomo, że razem pracowali i Mileva pomagała mu w pracy, sama jednak po zajściu w ciążę i poślubieniu Einsteina wycofała się ze świata nauki. Einstein nigdy nie wyjaśnił też jak doszło do powstania owej teorii. Natomiast rosyjski fizyk Abraham F. Joffe, twierdził, że wszystkie trzy prace z 1905 w rękopisie podpisane były Einstein-Marić. Na uwagę zasługuje fakt, że rękopisu teorii względności nie można było odszukać, a kiedy w 1919 roku doszło do rozwodu Einsteina z Marić, uczony w warunkach postanowienia sądowego zgodził się przekazać całą sumę uzyskaną z przyszłej ewentualnej Nagrody Nobla swojej byłej żonie Marić. Oprócz tego z kart tej książki wyłania nam się obraz człowieka wewnętrznie rozdartego i pełnego sprzeczności: ceniącego oryginalność i niezależność, a z drugiej strony emocjonalnie uzależnionego przez całe życie od władczej matki, notorycznie romansującego i flirtującego z kobietami i jednocześnie pogardzającego ich osobowością i intelektem. Zresztą jego wypowiedzi o płci przeciwnej ocierają się często wręcz o mizoginizm. Uważał też, że małżeństwo to niewolnictwo w kulturalnym przebraniu i jest sprzeczne z ludzką naturą. Ten bunt przeciwko ograniczaniu jego wolności, przeciw wszelkim autorytetom jest widoczny na każdym etapie jego życia. Wydaje się też, że o ile w życiu zawodowym wspiął się na wyżyny ludzkich osiągnięć, to w życiu prywatnym poniósł sromotną porażkę. Swoje pierwsze nieślubne dziecko kazał oddać do adopcji (są podejrzenia, że córka Lieserl była upośledzona umysłowo),nigdy też nie udało się ustalić, co się z nią później działo. Jego najmłodszy syn Eduard wiele lat spędził w klinice psychiatrycznej, Einstein ani razu go tam nie odwiedził. Najstarszy syn Hans Albert do końca życia toczył spory ze zwolennikami ojca. Na uwagę zasługuje fakt, że większą część swojego majątku, łącznie z prawami autorskimi Albert Einstein zapisał swojej sekretarce Helen Dukas. Po jej śmierci zaś dokumenty zgodnie z jego wolą zostały przekazane do Żydowskiej Biblioteki Narodowej i Uniwersytetu w Jerozolimie. W książce jest również wzmianka o tym, że Einstein mógł mieć jeszcze jedno nieślubne dziecko z tancerką. Pominięty jest natomiast zupełnie wątek 10-letniego romansu z Margaritą Konenkową, rosyjskim szpiegiem. Ostatnim paradoksem z życia uczonego, który deklarował się pacyfistą, było poparcie w 1939 r. projektu Manhattan. W liście do Roosevelta prosił o przyśpieszenie prac nad bronią jądrową. Jak się okazuje, jak zwykle wszystko ma drugie, trzecie, czwarte dno...** * źródła cytatów inne niż w/w książka ** Opracowanie powyższe po raz pierwszy opublikowane zostało 01.10.2016 r. na stronie: www.bookfreak.pl
Viki - awatar Viki
ocenił na98 lat temu
E=mc2: Historia najsłynniejszego równania David Bodanis
E=mc2: Historia najsłynniejszego równania
David Bodanis
O Albercie Einsteinie słyszał każdy. Ten genialny fizyk zapisał się na zawsze na kartach historii. Jakkolwiek jego największym osiągnięciem było sformułowanie ogólnej teorii względności, to powszechnie jest kojarzony z niewielkim, krótkim wzorem opisującym równoważność masy i energii. David Bodanis podjął się wyjaśnienia tego wzoru w sposób przystępny, jego książka jest adresowana do każdego czytelnika, a w szczególności do osób nieposiadających wykształcenia w dziedzinie fizyki. Zamiar autora się powiódł, jego wyjaśnienia są klarowne i zrozumiałe. Myliłby się jednak ten, kto widziałby w książce jedynie jeszcze jedną pozycję popularyzującą fizykę. Znaczna jej część jest poświęcona twórcy słynnego wzoru, poznajemy dość dokładnie życie Einsteina oraz okoliczności powstania jego teorii. Niejako przy okazji autor wspomina też innych uczonych, których praca w mniejszym lub większym stopniu wiązała się z tytułowym wzorem. Poznajemy też okoliczności stworzenia pierwszej bomby atomowej, która w szczególnie spektakularny i tragiczny zarazem sposób zilustrowała znaczenie wzoru. Polecam książkę wszystkim. Laicy bez problemu zrozumieją znaczenie wzoru E=mc2, a teoria względności przestanie być dla nich jedynie hasłem. Osoby rozumiejące te pojęcia z przyjemnością zapoznają się z wątkami historycznymi i wieloma ciekawostkami, które autor umieścił w książce.
Kobyszczę - awatar Kobyszczę
ocenił na75 lat temu
Żuk w pudełku oraz 99 innych eksperymentów myślowych Julian Baggini
Żuk w pudełku oraz 99 innych eksperymentów myślowych
Julian Baggini
Generalnie zgadzam się ze słabszymi ocenami, to nie jest żadna wybitna książka. Powiedziałbym nawet, że jest dosyć słaba. Niektóre eksperymenty myślowe czy dylematy moralne mogłyby być ciekawe ale są bardzo pobieżnie omówione i nie za bardzo tam czuć jakieś głębokie przemyślenia ;) No nie jest to forma rozkminiania dylematów filozoficznych, do której byłbym przyzwyczajony (wolę raczej coś głębszego). Ale jako czysta rozrywka do szybkiej konsumpcji książka nie byłaby może zła, jednak odsłuchałem ją zamiast przeczytać i myślę, że to był błąd - akurat tą książkę lepiej by się czytało, a tak to leciała z tematami, chwilkę się człowiek zagapi, już umknęła mu cała historia - oczywiście cofałem ale gdyby czytać, nie byłoby tych problemów... Ogólnie jednak wolę głębsze książki, ta była taka "tabloidowa"... Ale mi się nie podoba treść tej recenzji, jakoś zawile napisałem ale trudno było przekazać wprost to co myślę :D To jest po prostu tak, że jest krótko przedstawiona historia, jeszcze krócej jakieś wnioski, czasem pytanie filozoficzne. Koniec. I dalej. Brakuje mi tu najbardziej rozwinięcia tej części filozoficznych rozważań - te kilka haseł (bo tak to można nazwać) przy każdej historii to za mało, moim zdaniem zmarnowany potencjał... ...co nie znaczy że nic z niej nie wyniosę. Na temat kilku poruszonych kwestii, chciałbym coś dodać: "20. Skazana na życie": "Kto wie, czy nie oszukujemy samych siebie, traktując jako problem to, że życie jest za krótkie. Ponieważ nie mamy wpływu na jego długość, dramat jego ulotności nie jest naszą winą. Trudniej jest przyznać, że spoczywa na nas odpowiedzialność za to, jaki użytek zrobimy z przysługującego nam czasu. Być może więc zamiast: „gdybym tylko miał więcej czasu”, powinniśmy zacząć myśleć: „gdybym tylko lepiej spożytkował czas, który mam”." - skłania do przemyśleń ;) "29. Jego życie w twoich rękach": "Najistotniejsza analogia polega na tym, że aby uwolnić się od niechcianej roli maszyny podtrzymującej życie, zarówno kobieta w ciąży, jak i Dick muszą zrobić coś, co doprowadzi do śmierci zależnej od nich istoty. Z tego, jak twoim zdaniem powinien zachować się Dick, wynika więc pośrednio, co według ciebie powinna zrobić kobieta w ciąży." - w zasadzie tak: uważam że zarówno Dick jak i kobieta w ciąży powinni zrobić to co uznają za stosowne i tylko oni mogą o tym zdecydować. Mogę co najwyżej stwierdzić co ja bym zrobił na miejscu Dicka - zapewne pozostał podłączony do tego człowieka na 9 miesięcy... ale ciąża to jednak zupełnie inna sprawa :D (trudniejsza). "51. Życie w kadzi": "W jednej z niedawno opublikowanych prac sugerowano wręcz, że jest bardzo prawdopodobne, iż żyjemy w rzeczywistości wirtualnej, ale nie jako mózgi w kadzi, lecz jako sztucznie stworzona inteligencja. Zgodnie z tym rozumowaniem za jakiś czas albo my, albo jakaś inna cywilizacja z pewnością będzie w stanie stworzyć sztuczne inteligencje oraz wirtualne rzeczywistości, w których będą one mogły żyć." - ej, to mnie zaintrygowało! A może tak jest? Może to nic nadzwyczajnego, ze tworzymy sztuczną inteligencję, może my też jesteśmy sztuczną inteligencją? :P "59. Cudzymi oczami": "Gdybyś mógł spojrzeć na świat oczami innych ludzi, co byś zobaczył? To pytanie przestało być dla Cecylii czysto hipotetyczne czy metaforyczne. Właśnie wypróbowała niezwykłą U-View – Uniwersalną Sieć Wymiany Wizualnej. Pozwala ona podłączyć się do innej osoby w taki sposób, że widzi się dokładnie to co ona i tak jak ona. Dla każdego byłoby to wyjątkowe doświadczenie. Ale dla Cecylii było jeszcze bardziej zdumiewające. Kiedy bowiem popatrzyła oczami swojego przyjaciela Luke’a, cały świat jakby wywrócił się do góry nogami. Dla Luke’a pomidory były koloru, który ona uważała za niebieski. Niebo było czerwone. Banany, dojrzewając, zmieniały się z żółtych w zielone. Kiedy ludzie z firmy U-View dowiedzieli się o doświadczeniach Cecylii, poddali ją dalszym testom. Okazało się, że widzi ona świat w – jak to określili – odwróconym spektrum: każdy kolor wyglądał jak kolor dopełniający. Ale oczywiście, ponieważ różnice miały charakter regularny, gdyby nie U-View, nikt by się nigdy o tym nie dowiedział. Cecylia przecież tak jak wszyscy dookoła prawidłowo określała pomidory jako czerwone. Czy może być tak, że widzisz świat podobnie jak Cecylia? Gdybym mógł spojrzeć twoimi oczami, czy pomyślałbym, że dla ciebie zachodzące słońce jest niebieskie?" - dokładnie nad tym zastanawiałem się już w przedszkolu! :D Serio, to jedno z moich najwcześniejszych (jeśli nie w ogóle najwcześniejsze) filozoficznych przemyśleń :D W sensie, wiadomo: wszyscy nazywamy trawę zieloną, a niebo niebieskim, ale może ktoś patrząc na trawę widzi kolor, jaki ja widzę na niebie i odwrotnie? :D "67. Paradoks papadamu" - a tych rozkmin w tym "paradoksie" zupełnie nie rozumiem... zacytuję fragment: "Saskia uważała się za zwolenniczkę wielokulturowości. To znaczy, bardzo podobała jej się kulturowa różnorodność, charakterystyczna dla zróżnicowanego etnicznie społeczeństwa. Ale by ta różnorodność istniała, ludzie musieli pozostać etnicznie odrębni. Mogła cieszyć się przeskakiwaniem z jednej kultury do drugiej, tylko jeśli inni pozostawali mocno zakorzenieni w jednej. Żeby ona mogła być multikulturowa, inni musieli być monokulturowi. Ale co wtedy z jej ideą wielokulturowego społeczeństwa?" - ja też się uważam. Lecz także uważam, że jeśli jedna osoba czerpie z wielu kultur, to nie tylko społeczeństwo pozostaje wielokulturowe ale nawet pojedyncze osoby. Mam nadzieję, że wyjaśniłem :D A jeśli by kiedyś (w końcu) wszyscy się do siebie w swej multikulturowości upodobnili, to tym lepiej - jak już nie będzie multikulturowości to i ja nie będę zwolennikiem multikulturowości :D "93. Zombi": "Przyjmujemy, że inni ludzie nie są zombi, głównie dlatego, że tak jest najwygodniej. Jeśli chodzą tak jak my, mówią jak my, i mają mózgi i ciała jak my, można zakładać, że są tacy jak my pod wszystkimi istotnymi względami, w tym odczuć wewnętrznych. Byłoby to bardzo dziwne, gdyby system nerwowy, dzięki któremu mam świadomość, nie dawał jej innym. Ale właśnie w tym punkcie przykład z zombi staje się interesujący. Dlaczego mielibyśmy bowiem sądzić, że podobieństwa fizyczne wskazują na podobieństwa pod względem umysłowym? Problem ze świadomością polega właśnie na tym, że trudno wytłumaczyć, jak czysto fizyczne obiekty takie jak mózg mogą zrodzić subiektywne doświadczenia. Dlaczego pobudzenie włókien C w mózgu daje w ogóle jakieś odczucia? Jaki owo zjawisko w tkance nerwowej ma związek z doznaniem bólu? Jeśli te pytania wydają się poważne i trudno udzielić na nie zadowalającej odpowiedzi, wynikałoby z nich, że nie ma żadnej logicznej sprzeczności w wyobrażeniu sobie procesów zachodzących w mózgu, takich jak pobudzenie włókien C, bez towarzyszących temu doznań. Innymi słowy, idea zombi – ludzi pod każdym względem takich jak my, a jednak pustych wewnętrznie – jest zupełnie spójna. Zatem możliwości, że inni ludzie są takimi właśnie stworami, choć jest nieprawdopodobna, nie da się wykluczyć." - tu nie mam nic do dodania :D ale to ciekawe rozważania ;) (czytana/słuchana: 11-13.08.2025) 3/5 [6/10]
lex - awatar lex
ocenił na67 miesięcy temu
Enrico Fermi. Ostatni człowiek, który wiedział wszystko. Życie i czasy ojca ery atomowej David N. Schwartz
Enrico Fermi. Ostatni człowiek, który wiedział wszystko. Życie i czasy ojca ery atomowej
David N. Schwartz
Niewiele wiedziałam o Enricu Fermim zanim przeczytałam tę książkę, nie miałam też pojęcia o rzymskiej szkole fizyki ani o tym, jak ogromny był wkład Włochów w rozwój ten dziedziny. I choć niewiele pamiętam ze szkoły na temat fizyki i nigdy nie był to mój ulubiony przedmiot, biografię przeczytałam z ogromną przyjemnością. Główny bohater szybko zyskał moją sympatię, bo choć górował wiedzą i umiejętnościami nad innymi, był też doskonałym nauczycielem i mentorem. Nic dziwnego, że wielu jego uczniów czy doktorantów zostało laureatami Nobla, co jeszcze dobitniej podkreśla jego ogromny wkład w rozwój nauki. Enrico Fermi był jedną z osób zaangażowanych w Projekt Manhattan, niesamowicie było czytać o jego rozterkach, kiedy to pęd do wiedzy i rozwiązywania problemów doprowadził go do stworzenia najbardziej śmiercionośnej broni na świecie. Mogę sobie tylko wyobrażać co czuł - z jednej strony ogromną odpowiedzialność, a z drugiej nie mógł ani nie potrafił się zatrzymać w konstruowaniu coraz to nowych eksperymentów, które doprowadziły do rozszczepienia jądra atomu. Jedyna rzecz, która uwierała mnie podczas lektury, to mizoginia Fermiego. Możemy ją oczywiście zrzucić na karb norm społecznych obowiązujących w tamtych czasach, ale z drugiej strony podczas czytania miałam dojmujące poczucie, że to wszystko działo się tak niedawno. Nic więc dziwnego, że wciąż i na nowo kobiety muszą walczyć o swoje i upominać się o swoje miejsce w świecie, bo niestety, zostało nam ono zabrane dawno, dawno temu.
Fille - awatar Fille
ocenił na103 miesiące temu

Cytaty z książki Światełko w mroku. Moje życie z nauką

Więcej
Richard Dawkins Brief Candle in the Dark: My Life in Science Zobacz więcej
Więcej