Generalnie zgadzam się ze słabszymi ocenami, to nie jest żadna wybitna książka. Powiedziałbym nawet, że jest dosyć słaba. Niektóre eksperymenty myślowe czy dylematy moralne mogłyby być ciekawe ale są bardzo pobieżnie omówione i nie za bardzo tam czuć jakieś głębokie przemyślenia ;) No nie jest to forma rozkminiania dylematów filozoficznych, do której byłbym przyzwyczajony (wolę raczej coś głębszego). Ale jako czysta rozrywka do szybkiej konsumpcji książka nie byłaby może zła, jednak odsłuchałem ją zamiast przeczytać i myślę, że to był błąd - akurat tą książkę lepiej by się czytało, a tak to leciała z tematami, chwilkę się człowiek zagapi, już umknęła mu cała historia - oczywiście cofałem ale gdyby czytać, nie byłoby tych problemów...
Ogólnie jednak wolę głębsze książki, ta była taka "tabloidowa"...
Ale mi się nie podoba treść tej recenzji, jakoś zawile napisałem ale trudno było przekazać wprost to co myślę :D To jest po prostu tak, że jest krótko przedstawiona historia, jeszcze krócej jakieś wnioski, czasem pytanie filozoficzne. Koniec. I dalej. Brakuje mi tu najbardziej rozwinięcia tej części filozoficznych rozważań - te kilka haseł (bo tak to można nazwać) przy każdej historii to za mało, moim zdaniem zmarnowany potencjał...
...co nie znaczy że nic z niej nie wyniosę. Na temat kilku poruszonych kwestii, chciałbym coś dodać:
"20. Skazana na życie":
"Kto wie, czy nie oszukujemy samych siebie, traktując jako problem to, że życie jest za krótkie. Ponieważ nie mamy wpływu na jego długość, dramat jego ulotności nie jest naszą winą. Trudniej jest przyznać, że spoczywa na nas odpowiedzialność za to, jaki użytek zrobimy z przysługującego nam czasu. Być może więc zamiast: „gdybym tylko miał więcej czasu”, powinniśmy zacząć myśleć: „gdybym tylko lepiej spożytkował czas, który mam”."
- skłania do przemyśleń ;)
"29. Jego życie w twoich rękach":
"Najistotniejsza analogia polega na tym, że aby uwolnić się od niechcianej roli maszyny podtrzymującej życie, zarówno kobieta w ciąży, jak i Dick muszą zrobić coś, co doprowadzi do śmierci zależnej od nich istoty. Z tego, jak twoim zdaniem powinien zachować się Dick, wynika więc pośrednio, co według ciebie powinna zrobić kobieta w ciąży."
- w zasadzie tak: uważam że zarówno Dick jak i kobieta w ciąży powinni zrobić to co uznają za stosowne i tylko oni mogą o tym zdecydować. Mogę co najwyżej stwierdzić co ja bym zrobił na miejscu Dicka - zapewne pozostał podłączony do tego człowieka na 9 miesięcy... ale ciąża to jednak zupełnie inna sprawa :D (trudniejsza).
"51. Życie w kadzi":
"W jednej z niedawno opublikowanych prac sugerowano wręcz, że jest bardzo prawdopodobne, iż żyjemy w rzeczywistości wirtualnej, ale nie jako mózgi w kadzi, lecz jako sztucznie stworzona inteligencja. Zgodnie z tym rozumowaniem za jakiś czas albo my, albo jakaś inna cywilizacja z pewnością będzie w stanie stworzyć sztuczne inteligencje oraz wirtualne rzeczywistości, w których będą one mogły żyć."
- ej, to mnie zaintrygowało! A może tak jest? Może to nic nadzwyczajnego, ze tworzymy sztuczną inteligencję, może my też jesteśmy sztuczną inteligencją? :P
"59. Cudzymi oczami":
"Gdybyś mógł spojrzeć na świat oczami innych ludzi, co byś zobaczył? To pytanie przestało być dla Cecylii czysto hipotetyczne czy metaforyczne. Właśnie wypróbowała niezwykłą U-View – Uniwersalną Sieć Wymiany Wizualnej. Pozwala ona podłączyć się do innej osoby w taki sposób, że widzi się dokładnie to co ona i tak jak ona.
Dla każdego byłoby to wyjątkowe doświadczenie. Ale dla Cecylii było jeszcze bardziej zdumiewające. Kiedy bowiem popatrzyła oczami swojego przyjaciela Luke’a, cały świat jakby wywrócił się do góry nogami. Dla Luke’a pomidory były koloru, który ona uważała za niebieski. Niebo było czerwone. Banany, dojrzewając, zmieniały się z żółtych w zielone.
Kiedy ludzie z firmy U-View dowiedzieli się o doświadczeniach Cecylii, poddali ją dalszym testom. Okazało się, że widzi ona świat w – jak to określili – odwróconym spektrum: każdy kolor wyglądał jak kolor dopełniający. Ale oczywiście, ponieważ różnice miały charakter regularny, gdyby nie U-View, nikt by się nigdy o tym nie dowiedział. Cecylia przecież tak jak wszyscy dookoła prawidłowo określała pomidory jako czerwone.
Czy może być tak, że widzisz świat podobnie jak Cecylia? Gdybym mógł spojrzeć twoimi oczami, czy pomyślałbym, że dla ciebie zachodzące słońce jest niebieskie?"
- dokładnie nad tym zastanawiałem się już w przedszkolu! :D Serio, to jedno z moich najwcześniejszych (jeśli nie w ogóle najwcześniejsze) filozoficznych przemyśleń :D W sensie, wiadomo: wszyscy nazywamy trawę zieloną, a niebo niebieskim, ale może ktoś patrząc na trawę widzi kolor, jaki ja widzę na niebie i odwrotnie? :D
"67. Paradoks papadamu"
- a tych rozkmin w tym "paradoksie" zupełnie nie rozumiem... zacytuję fragment:
"Saskia uważała się za zwolenniczkę wielokulturowości. To znaczy, bardzo podobała jej się kulturowa różnorodność, charakterystyczna dla zróżnicowanego etnicznie społeczeństwa. Ale by ta różnorodność istniała, ludzie musieli pozostać etnicznie odrębni. Mogła cieszyć się przeskakiwaniem z jednej kultury do drugiej, tylko jeśli inni pozostawali mocno zakorzenieni w jednej. Żeby ona mogła być multikulturowa, inni musieli być monokulturowi. Ale co wtedy z jej ideą wielokulturowego społeczeństwa?"
- ja też się uważam. Lecz także uważam, że jeśli jedna osoba czerpie z wielu kultur, to nie tylko społeczeństwo pozostaje wielokulturowe ale nawet pojedyncze osoby. Mam nadzieję, że wyjaśniłem :D A jeśli by kiedyś (w końcu) wszyscy się do siebie w swej multikulturowości upodobnili, to tym lepiej - jak już nie będzie multikulturowości to i ja nie będę zwolennikiem multikulturowości :D
"93. Zombi":
"Przyjmujemy, że inni ludzie nie są zombi, głównie dlatego, że tak jest najwygodniej. Jeśli chodzą tak jak my, mówią jak my, i mają mózgi i ciała jak my, można zakładać, że są tacy jak my pod wszystkimi istotnymi względami, w tym odczuć wewnętrznych. Byłoby to bardzo dziwne, gdyby system nerwowy, dzięki któremu mam świadomość, nie dawał jej innym.
Ale właśnie w tym punkcie przykład z zombi staje się interesujący. Dlaczego mielibyśmy bowiem sądzić, że podobieństwa fizyczne wskazują na podobieństwa pod względem umysłowym? Problem ze świadomością polega właśnie na tym, że trudno wytłumaczyć, jak czysto fizyczne obiekty takie jak mózg mogą zrodzić subiektywne doświadczenia. Dlaczego pobudzenie włókien C w mózgu daje w ogóle jakieś odczucia? Jaki owo zjawisko w tkance nerwowej ma związek z doznaniem bólu?
Jeśli te pytania wydają się poważne i trudno udzielić na nie zadowalającej odpowiedzi, wynikałoby z nich, że nie ma żadnej logicznej sprzeczności w wyobrażeniu sobie procesów zachodzących w mózgu, takich jak pobudzenie włókien C, bez towarzyszących temu doznań. Innymi słowy, idea zombi – ludzi pod każdym względem takich jak my, a jednak pustych wewnętrznie – jest zupełnie spójna. Zatem możliwości, że inni ludzie są takimi właśnie stworami, choć jest nieprawdopodobna, nie da się wykluczyć."
- tu nie mam nic do dodania :D ale to ciekawe rozważania ;)
(czytana/słuchana: 11-13.08.2025)
3/5 [6/10]
OPINIE i DYSKUSJE o książce Światełko w mroku. Moje życie z nauką
Nie oceniam książki, a tylko zostawiam komentarz, z tego powodu, że jej część przeczytałem bez żadnego zaangażowania, a część po prostu ominąłem. Już tłumaczę, dlaczego.
Otóż... Zabrzmi to trochę kiczowato, ale w pewnym sensie Pan Dawkins odegrał dużą rolę w moim życiu; pomógł mi nadać kształt swoim przekonaniom, i kiedy czułem się ze swoimi myślami wyobcowany, czytając "Boga urojonego" i słuchając jego przemówień (sporo tego było) udało mi się siebie zaakceptować; pomógł mi zrozumieć, że nie ma niczego złego w byciu innego, nawet KOMPLETNIE INNEGO, zdania. Stąd też moja "fascynacja" jego osobą...
Jednak nigdy nie fascynowała mnie biologa, ani zoologia. Teorię ewolucji znam, ale nigdy nie postrzegałem jej jako coś wywrotowego; coś, co należy stawiać na piedestał. Ewolucja to fakt naukowy i tyle, tak jak to, że woda paruje.
Także rozdziały o jego "ateistycznej aktywności" przeczytałem z wielką przyjemnością; te neutralne, bez fascynacji, ale miło było; a fragmenty o fenotypach, memach, genach itd sprawiały mi trudność.
To tyle.
Peace.
Nie oceniam książki, a tylko zostawiam komentarz, z tego powodu, że jej część przeczytałem bez żadnego zaangażowania, a część po prostu ominąłem. Już tłumaczę, dlaczego.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toOtóż... Zabrzmi to trochę kiczowato, ale w pewnym sensie Pan Dawkins odegrał dużą rolę w moim życiu; pomógł mi nadać kształt swoim przekonaniom, i kiedy czułem się ze swoimi myślami wyobcowany, czytając...
Jestem ofiarą koronawirusa - czytelniczego.
Konieczność zdalnej pracy połączona z koniecznością czytania rzeczy nienadających się do recenzji sprawiły, że na prawdziwe czytanie brak mi i czasu, i siły.
Na ten moment udało mi się przeczytać w tym miesiącu jedną książkę (co, proszę mi wierzyć, nie jest normalne). Cieszy mnie w tym wszystkim jednak fakt, że choć ona mnie nie zawiodła.
To odmienny rodzaj autobiografii, w której autor przede wszystkim dzieli się nie tyle swoim życiem osobistym, ono gdzieś tam w tle się pojawia, co życiem twórczym, które bez wątpienia jest jego pasją.
Poznajemy procesy powstawania jego książek w połączeniu z przemyśleniami autora, licznymi anegdotami, z poznaniem galerii wybitnych współczesnych naukowców, przede wszystkim z dziedziny samego autora, ale nie tylko, oraz polemikami z nimi. Polemikami, a nie pyskówkami, do czego ostatnio niektóre media chcą nas przekonać.
Dawkins uchyla w bardzo przystępny sposób dość spory rąbek tajemnicy metodologii badań. I nie ma tu znaczenia, że autor jest ateistą, bo to, o czym mówi i jak mówi, ma klasę, której trudno szukać obecnie w świecie nie tylko nauki.
Książka zachęca, by sięgnąć po inne dzieła autora.
Jakąż osobowością musi być człowiek, który na co dzień nosi ręcznie malowane krawaty w obiekty swoich badań ;)?
Gorąco polecam.
Jestem ofiarą koronawirusa - czytelniczego.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKonieczność zdalnej pracy połączona z koniecznością czytania rzeczy nienadających się do recenzji sprawiły, że na prawdziwe czytanie brak mi i czasu, i siły.
Na ten moment udało mi się przeczytać w tym miesiącu jedną książkę (co, proszę mi wierzyć, nie jest normalne). Cieszy mnie w tym wszystkim jednak fakt, że choć ona mnie...
Jeżeli ktoś liczył na prawdziwą autobiografię Dawkinsa, będzie mocno zawiedziony. Po przeczytaniu pierwszej części („Apetyt na cuda”),cudów się nie spodziewałem… I cudów nie ma. To znaczy jest o niebo lepiej, bo pierwsza część to totalna porażka. Najgorsza książka Dawkinsa jaką czytałem. Tu jest o tyle lepiej, że autor często zamiast pisać o sobie (i o żonie Lalli – brrr… każdy ma swoje słabości),rozwija pewne wątki ze swoich najlepszych książek (Samolubny gen, Ślepy zegarmistrz, Bóg urojony). No cóż pozostaje mi czekać na prawdziwą biografię mojego ukochanego autora.
Jeżeli ktoś liczył na prawdziwą autobiografię Dawkinsa, będzie mocno zawiedziony. Po przeczytaniu pierwszej części („Apetyt na cuda”),cudów się nie spodziewałem… I cudów nie ma. To znaczy jest o niebo lepiej, bo pierwsza część to totalna porażka. Najgorsza książka Dawkinsa jaką czytałem. Tu jest o tyle lepiej, że autor często zamiast pisać o sobie (i o żonie Lalli – brrr…...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toMysle, ze dobre uzupelnienie ksiazek Dawkinsa. Warto przeczytac. Ksiazka zawiera takze ilustracje i zdjecia co z pewnoscia stanowi wartosc dodana. Polecam
Mysle, ze dobre uzupelnienie ksiazek Dawkinsa. Warto przeczytac. Ksiazka zawiera takze ilustracje i zdjecia co z pewnoscia stanowi wartosc dodana. Polecam
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toDruga część autobiografii poziomem jest zbliżona do pierwszej, różni się jednak znacząco swoją strukturą.
Tym razem bowiem Richard Dawkins nie bawi się w opisywanie swoich przeżyć w sposób chronologiczny, ale raczej miesza różne rzeczy i tworzy z nich worek wspomnień, z którego wyciąga raz taką, raz inną postać czy historię.
Od czasu do czasu napisze coś ciekawego, równie często jednak nieprzyzwoicie przynudza. Mi się momentami bardzo podobało, niektóre strony jednak sobie odpuściłem, bo autor zaczął niebezpiecznie rozwodzić się w przeintelektualizowany sposób nad mało interesującymi (z mojego punktu widzenia) rzeczami.
Cóż, jako fan Ryśka wystawiłem 6/10, jednak książka zdecydowanie tylko dla fanów.
Druga część autobiografii poziomem jest zbliżona do pierwszej, różni się jednak znacząco swoją strukturą.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTym razem bowiem Richard Dawkins nie bawi się w opisywanie swoich przeżyć w sposób chronologiczny, ale raczej miesza różne rzeczy i tworzy z nich worek wspomnień, z którego wyciąga raz taką, raz inną postać czy historię.
Od czasu do czasu napisze coś ciekawego, równie...
Z całym szacunkiem dla Dawkinsa, bo to jeden z moich ulubionych ewolucjonistów, czytało się ciężko. Ciekawsze to, niż "apetyt na cuda" ale...
Zdecydowanie wolę, jak pisze o ewolucji.
Z całym szacunkiem dla Dawkinsa, bo to jeden z moich ulubionych ewolucjonistów, czytało się ciężko. Ciekawsze to, niż "apetyt na cuda" ale...
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toZdecydowanie wolę, jak pisze o ewolucji.
Kontynuacja książki "Apetyt na cuda"? Apetyt na cuda został skończony na Samolubnym Genie. W tej książce autor zrezygnował z opisu swojego życia w sposób chronologiczny, jak to było wcześniej, za to Światełko w mroku podzielił na opisy wyjazdów, filmów no i głównie te jego książki. Nie ma tutaj za bardzo nowych rzeczy, które byłyby u niego wcześniej opisane, oprócz nawiązania do "Opowieść przodka (przodków)" The Ancestor’s Tale po angielsku, która to pozycja niestety nie jest przetłumaczona na język polski. Dodatkowo drażni mnie nadużywanie słowa "uroczy". Nie wiem czy to autor tak przetłumaczył, czy Dawkins używa tego słowa aż nazbyt często? Dziwnie to trochę brzmi jak większość ludzi na świecie są "uroczy" ;) Dla fanów Dawkinsa polecam, dla innych też powinno się spodobać. Główne idee co opisał wcześniej tutaj też są, no i te biomorfy. ;)
Kontynuacja książki "Apetyt na cuda"? Apetyt na cuda został skończony na Samolubnym Genie. W tej książce autor zrezygnował z opisu swojego życia w sposób chronologiczny, jak to było wcześniej, za to Światełko w mroku podzielił na opisy wyjazdów, filmów no i głównie te jego książki. Nie ma tutaj za bardzo nowych rzeczy, które byłyby u niego wcześniej opisane, oprócz...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toDrugi tom autobiografii Dawkinsa "Światełko w mroku", ma inny charakter, stąd konstrukcja książki jest różna od tomu pierwszego. To pogrupowane w kilka tematycznych rozdziałów historie fascynacji przyrodniczych, uwag nad codziennością uniwersytecką, kontaktów z mediami i polemik z oponentami.
Pierwszy rozdział, najzabawniejszy, to świetne anegdoty uniwersyteckie, historie egzaminowanych i egzaminujących, szczególnie podczas trudnego, legendarnego oxfordzkiego testu końcowego. Próbka paniki studenta (str. 29):
"David McFarland, tutor psychologii (...) opowiadał mi kiedyś, że zadzwonił do niego jeden z nadzorujących egzamin pracowników uniwersytetu, by poinformować, że : 'Niepokoimy się o pańskiego ucznia, pana X. Stawia coraz większe litery. Teraz już każda ma ponad trzy cale.' "
Ciekawe w tej części wydały mi się również opisy długich debat uniwersyteckich o dopuszczeniu kobiety do studiowania w Oxbridge. Okazuje się, że to proces dyskutowany, głosowany, analizowany przez lata na kolegiach. Brytyjskie uczelnie w tej materii słyną z konserwatyzmu.
Z zazdrością czytałem o podróżach, które Dawkins odbył. Były związane z pracą, jak interesująco opisany pobyt na tropikalnej wyspie panamskiej, wyprawy afrykańskie, czy zupełnie prywatne fascynujące polowania na kałamarnice olbrzymie lub wyprawy śladami Darwina na wyspy Galapagos. Jak bardzo można być zaskoczonym tym, co się zastanie w głuszy, opisuje autor przytaczając przygodę przyjaciół (str. 129):
"Podróżowali (...) przez Ugandę i trafili do oddalonej od świata wioski. Jak to w Afryce, samochód momentalnie otoczyła grupka śmiejących się dzieci. Cobbowie to ludzie bardzo uprzejmi, więc natychmiast się przywitali: 'Jak się macie?' (How are you?). Zgodnym chórem dzieci odpowiedziały: 'Cóż, nie możemy narzekać' (Moostn't groomble)."
Jeśli chodzi o język, Dawkins wspomina wiele ciekawych wpadek słownych, konferencyjnych nieporozumień. Ogólnie ma świadomość, że Anglicy nie zasłużyli na to, by ich język tak bardzo dominował w świecie nauki. Przyjmuje ten fakt, jako błogosławieństwo.
Sporo ciekawostek dostajemy, gdy opisuje angielski system mecenatu nauki. Największe uczelnie na Wyspach dysponują specjalnymi katedrami, często ufundowanymi przez bogatego sponsora. Taką jest katedra Lucasa dla fizyka (obsadzona m.in. przez Newton, Dirac, Hawking) w Cambridge, czy oxfordzka katedra Balla (sprawował ją m.in. Penrose). Dla Dawkinsa utworzono analogiczną katedrę, dzięki czemu mógł się zająć szeroko pojętą dydaktyką i popularyzacją nauki, bez typowych obowiązków uczelnianych (str. 258-260) . To taki wygodny sposób na uhonorowanie za wybitne zasługi. Moment uzyskania tej katedry oznaczał, że pożegnał się z formalna nauką. Skupił się na pisaniu, odczytach i dysputach. Organizował doroczne spotkania - wykłady Simonyi (od nazwiska fundatora katedry). W pamięci zostanie mi cięta uwaga jednego z zaproszonych do odczytu gości, Daniela Dennetta, który pseudointelektualne wypowiedzi 'myślicieli' nazywał 'głębotkami' (str. 270):
"Spytany, co ma na myśli, mówiąc o 'głębotkach' (deepities),odpowiedział: 'Służę definicją ostensywną - to wszystko, co kiedykolwiek powiedzieli miedzy innymi Deepak Chopra, Karen Armstrong i Teilhard de Chardin' ."
Jeśli kogoś interesują takie złote myśli, cięte riposty i ekwilibrystyki erystyczne podczas gorących debat, w "Światełko w mroku" dostanie ich w dużej liczbie. Nie sposób wszystkiego przytoczyć. Trzeba książkę przeczytać.
Chyba najciekawsze fragmenty, to wynikające z wyczuwalnej na każdej stronie, pasji poznania. Dawkins wielokrotnie na kartach tej autobiografii prezentuje pogląd, że nauka jest najpiękniejsza bez utylitaryzmu. Jeśli się ją uprawia dla niej samej i co najwyżej z pazerności, by wiedzieć więcej. Nie każdy się do tego nadaje. Już kandydat na studenta musi mieć, według niego, pewne zadatki (str. 21):
"Jeżeli ktoś musi się dowiadywać na lekcji geografii, gdzie leży Afryka - jeżeli, przeżywszy na świecie 17 lat, nie nabył takiej wiedzy przez osmozę albo po prostu ze zwykłej ciekawości - oznacza to, że osobnik ów nie odniesie żadnej korzyści z uniwersyteckiej edukacji"
Dyskutuje delikatny temat elitaryzmu uniwersyteckiego, który czasem jest źle rozumiany w społeczeństwach. Dla mnie przytoczone poniżej słowa, pochodzące z konferencji w 2006 w Manchesterze, to jeden z tych fragmentów, dla których warto było sięgnąć po autobiografię Dawkinsa (str. 217):
"Elitaryzm stał się dziś 'brzydkim słowem', a to szkoda. Istotnie jest on godny potępienia, ale tylko wtedy, gdy staje się bazującym na wykluczeniu snobizmem. Elitaryzm w najlepszym wydaniu polega zaś na przyciąganiu do elit innych [...]. Nauka jest pasjonująca i interesująca sama w sobie i by ciekawość do niej rozbudzić, nie potrzeba prymitywnych chwytów i zagrań pod publiczkę. Ani uproszczeń, które staja się zwykłym prostactwem."
Dawkins słynie z ciętego języka, trafnych puent czy dosadnych sformułowań, porównań. Z reguły trafiają w mój gust, bo nic tak dobrze nie tłumaczy trudnych, złożonych i czasem przesadnie obudowanych znaczeniami sformułowań jak krótka fraza (str. 223):
"koncentrowanie się wyłącznie na użyteczności nauki to trochę tak, jak chwalenie muzyki za to, że daje skrzypkom świetną sposobność do ćwiczenia mięśni ramion"
Bardzo wyraźnie deklaruje własne stanowisko w sprawie pseudonaukowych pretensji szarlatanów i nawiedzonych. Jest za racjonalizmem i rozumem, bez żadnych wyjątków. Przy opisie metody doświadczalnej, zwanej testem podwójnie ślepej próby, przytacza rozbrajające słowa zwolennika kinezjologii (paramedyczna terapia) po nieudanej weryfikacji skuteczności tej metody leczenia (str. 215):
"Widzi pan. To właśnie dlatego nie przeprowadzamy nigdy testów metodą podwójnie ślepej próby. Nigdy nam nie wychodzą"
Sporo miejsca poświęca na zaprezentowanie swego światopoglądu. Dla ciekawych, jest oczywiście "Bóg urojony", tak 'od kuchni' (str. 161-171). Ciepło wypowiada się o kilku hierarchach chrześcijańskich. Wysoko ceni sobie jezuitę-astronoma George'a Coyna, arcybiskupa Rowana Williamsa czy rabina Jonathana Sacksa. Wbrew powierzchownym opiniom, potrafi słuchać i darzy szacunkiem tych interlokutorów, którzy są otwarci na argumenty i szczere rozmowy (str. 231-235). W rozdziale o debatach są też i przykłady zmagań z nieprzejednanymi kreacjonistami. Przekonująco opisuje przyczyny, dla których unika konfrontacji z nimi. Krótko można zdanie Dawkinsa streści, poprzez przytoczone stanowisko kolegi (str. 230):
"Kiedy ktoś zaprasza go do udziału w takiej debacie, zwykle odpowiada: 'To będzie dobrze wyglądało w twoim CV. Nie w moim'"
Ciekawie opisuje podróże w towarzystwie przyjaciół i debaty, w których razem uczestniczyli. Przewijają się Hitchens, Dennett czy Krauss. Ten ostatni, chyba najbardziej prowokacyjny i niezwykle błyskotliwy fizyk, nie przebiera w słowach, gdy dyskusja rozpala się do czerwoności (str. 245):
"Każdy atom twojego ciała pochodzi z gwiazdy, która kiedyś wybuchła. Najprawdopodobniej atomy w twojej lewej ręce pochodzą z zupełnie innych gwiazd niż te w prawej. I ty mi mówisz o Jezusie?! Pomyśl, ile gwiazd umarło, żebyś mogła dzisiaj tu być!"
Religijne odczytanie takich słów, jeszcze kilka wieków temu, zaprowadziłoby Kraussa na stos. Współcześnie to już normalna licentia poetica. Na szczęście. Sam Dawkins stanowczo zaprzecza, by nazywanie go 'ateistycznym talibem' było słuszne (str. 412). To między innymi jego przyjaciel, kosmolog Neil deGrasse Tyson (autor serialu 'Kosmos', kontynuacji legendarnego dzieła Sagana) uzmysłowił mu, że nie jest zbyt koncyliacyjny, a ton zbyt agresywny, czym trudno przekonuje do własnego zdania (str. 247). Widać posłuchał rad, bo w debatach z ostatnich 10-ciu lat, które słuchałem, Dawkins wydaje się bardziej stonowany i unikający zbyt agresywnych konfrontacji.
Ostatni, najdłuższy, rozdział to liczne komentarze do aktualnego stanu teorii ewolucji - neodarwinizmu. Opisuje w nim swój radykalny adaptacjonizm, koncepcję fenotypu rozszerzonego (str. 296) czy generowane numerycznie kształty, powstające w wyniku iteracji zmian z góry zadanych cech (tzw. biomorfy),które w sposób uproszczony oddają ewolucje organizmów żywych. Przytacza ciekawe argumenty przeciwko, jedynej poważnej konkurencyjnej wobec doboru naturalnego, teorii tzw. lamarckzizmu (str. 380-385) . Opisuje liczne subtelności darwinizmu i przykłady ewolucji oka czy echolokacji nietoperzy (str. 334-339).
Ponieważ to autobiografia naukowa, poznajemy niewiele faktów z życia prywatnego. Gdybym nie sięgnął po inne źródła, nie wiedziałbym nawet, iż miał trzy żony. To zapewne zabieg specjalny. Jednak jest fragment, w którym opisał początek znajomości z aktualną żoną. Metoda, jakiej użył do tego celu, rozczuliła mnie. Działo się to podczas oglądania populacji lemurów (str. 140-141):
"...mam nieodparte wrażenie, że przyłapałem parę lemurów wymieniających się znaczącymi spojrzeniami, gdy spostrzegły, jak wodzę za Lallą wzrokiem."
Co lubię u Dakwinsa najbardziej? To, że pokazuje swoim życiem i przenikającą je fascynacją nauką, iż zdobywanie wiedzy jest najbardziej wysublimowaną formą ludzkiej działalności. Uważa, że człowiek rodzi się po to, by być ciekawym. Prezentuje z dumą grono znajomych, przyjaciół, którzy są wybitnymi naukowcami główne przez to, że ich horyzonty myślowe dalece wykraczają poza formalne wykształcenie. W prywatnych sytuacjach poznajemy m.in. Daniela Dennetta, Stevena Weinberga, Francisa Cricka, Jamesa Watsona, Jareda Diamonda, Stevana Pinkera czy Martina Reesa.
Gorąco polecam "Światełko w mroku" wszystkim ciekawym świata; światopoglądowym sojusznikom i adwersarzom Dawkinsa.
Drugi tom autobiografii Dawkinsa "Światełko w mroku", ma inny charakter, stąd konstrukcja książki jest różna od tomu pierwszego. To pogrupowane w kilka tematycznych rozdziałów historie fascynacji przyrodniczych, uwag nad codziennością uniwersytecką, kontaktów z mediami i polemik z oponentami.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPierwszy rozdział, najzabawniejszy, to świetne anegdoty uniwersyteckie, historie...
W tej części wszystko zostało spisane, co być powinno.
Całość, to list pochwalny autora do nauki.
Warto przeczytać.
W tej części wszystko zostało spisane, co być powinno.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toCałość, to list pochwalny autora do nauki.
Warto przeczytać.