rozwińzwiń

Osobliwe szczęście Arthura Peppera

Okładka książki Osobliwe szczęście Arthura Peppera autora Phaedra Patrick, 9788379857579
Okładka książki Osobliwe szczęście Arthura Peppera
Phaedra Patrick Wydawnictwo: Albatros literatura piękna
352 str. 5 godz. 52 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Tytuł oryginału:
The Curious Charms of Arthur Pepper
Data wydania:
2016-06-24
Data 1. wyd. pol.:
2016-06-24
Liczba stron:
352
Czas czytania
5 godz. 52 min.
Język:
polski
ISBN:
9788379857579
Tłumacz:
Anna Esden-Tempska
Średnia ocen

6,9 6,9 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Osobliwe szczęście Arthura Peppera w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Osobliwe szczęście Arthura Peppera



książek na półce przeczytane 2183 napisanych opinii 375

Oceny książki Osobliwe szczęście Arthura Peppera

Średnia ocen
6,9 / 10
206 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Osobliwe szczęście Arthura Peppera

avatar
886
876

Na półkach:

"Arthur Pepper ma 69 lat i wiedzie proste życie. Każdego dnia wstaje dokładnie o 7:30, ubiera się w przygotowane wcześniej rzeczy – koniecznie w musztardową kamizelkę – tak jak robił to za życia swojej żony, Miriam. I idzie podlać paprotkę, Fredericę, z którą zaczął rozmawiać po tym, jak Miriam umarła. Czyli rok temu." Tyle jeśli chodzi o skrót fabuły, przynajmniej w jej pierwszym akcie. Pod wpływem nalegań syna i delikatnych sugestii córki, Arthur zaczyna robić porządki w rzeczach Miriam podczas których znajduje ciekawą, a nawet można by rzec tajemniczą bransoletkę z przywieszkami, której nie widział u żony przez 40 lat trwania ich małżeństwa. To znalezisko uruchamia szereg zdarzeń, które będą zaskakujące przede wszystkim dla głównego bohatera. Osiadłe, spokojne, rutynowe życie wywraca, jak na siebie, do góry nogami, i rozpoczyna podróż śladami swojej żony kiedy jeszcze nie byli małżeństwem, a które było dla niego nieznane, choćby dlatego, że żona o nim nie opowiadała, a on nie pytał.

To jest przyjemna opowiastka o miłości, stracie i tęsknocie. Być może nieco naiwny obrazek przemiany introwertycznego mężczyzny na emeryturze w odkrywcę i ekstrawertyka otwartego na różnorodność świata i ludzi. To opis przemiany relacji w rodzinie pod wpływem zmiany, która zaszła w ojcu. To też zabawne, może czasem niezbyt wiarygodne historie i wydarzenia, może nawet zbyt idealistyczne zachowania niektórych uczestników tej historii. Raczej nie była to dla mnie "ważna" książka, bo właśnie wydała mi się trochę naiwna w swoim przesłaniu, z powtórzeniami, czy rozmyślaniami, które niepotrzebnie przedłużały niektóre akapity. Niemniej z drugiej strony była to lektura przyjemna zwłaszcza na czas świąteczny, łagodna, na swój sposób nostalgiczna, refleksyjna i pozytywna w swoim przesłaniu. Czyta się ją chwilę, bo wciąga w wir rozmyślań i zwariowanych przygód Arthura, pobudziła moją wyobraźnię i pozwoliła przenieść się w miejsca, w których już dawno nie byłam. Niesie też pozytywną energię i pozwala na reset pomiędzy poważniejszymi lekturami. Można o niej powiedzieć, że jest ciepła, przytulna i dobra na poprawę humoru:)

"Arthur Pepper ma 69 lat i wiedzie proste życie. Każdego dnia wstaje dokładnie o 7:30, ubiera się w przygotowane wcześniej rzeczy – koniecznie w musztardową kamizelkę – tak jak robił to za życia swojej żony, Miriam. I idzie podlać paprotkę, Fredericę, z którą zaczął rozmawiać po tym, jak Miriam umarła. Czyli rok temu." Tyle jeśli chodzi o skrót fabuły, przynajmniej w jej...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
801
431

Na półkach: , ,

Arthur, 70-letni wdowiec, rok po śmierci żony porzuca samotną, uporządkowaną do bólu, nieciekawą egzystencję w mieście York w Anglii. Impulsem do zmiany staje się znalezienie bransoletki małżonki z przywieszkami i zorientowanie się, że nic nie wie o barwnym życiu Miriam przed ich poznaniem. Mimo 40 lat małżeństwa i dochowania się dwójki dorosłych już dzieci.

Inspirowany kolejnymi przywieszkami, w poszukiwaniu informacji, zaczyna podróżować i poznawać nie tylko przeszłość ukochanej żony, ale także wiele nowych miejsc i ludzi, w tym dawnych znajomych Miriam. Odwiedza posiadłość z tygrysami lorda Greystocka w Bath, Scarborough, Londyn, a także razem z córką wybiera się do Paryża. Ta ostatnia wycieczka pomaga naprawić stosunki z Lucy, poznać jej bolesne, dotąd ukrywane przed ojcem, problemy. W finale Arthur trafia po śladach Miriam nawet do stanu Goa w Indiach.

Przeszkadzało mi mało prawdopodobne wieloletnie ukrywania przez Miriam jej bogatej przeszłości. Rozumiem ból i tęsknotę bohatera za zmarła żoną, ale ciągłe powtarzanie tego było rodzajem użalania się, które nie wnosiło nic nowego do fabuły, tylko dodawało książce objętości.

Początkowo zastanawiałam się, czy jej nie porzucić, wydawała mi się nudnawa, bez tempa, ale była moją odskocznią od innych ciężkich lektur. Ale od połowy nawet okazała się wciągająca, ciekawiło mnie co będzie dalej. Aby czerpać przyjemność z przygód Arthura, trzeba zaakceptować pewną umowność historii oraz, trudną do uwierzenia, przemianę bohatera i jego nagłe otwarcie się na świat. Również tym co mnie skłoniło do przeczytania do końca był sam bohater: sympatyczny, dobry, życzliwy człowiek. A także odważny, mimo, że momentami dość nieporadny (skok z wysokiego parkanu, chodzenie w haremowych spodniach, spanie w wieloosobowym pokoju w hostelu, pozowanie nago studentom, włamanie do mieszkania złodzieja).

Koniec zupełnie nie przypadł mi do gustu, był pełnym lukru rozwiązaniem wszystkich problemów Arthura, z pomocą rodziny, przyjaciół i sąsiadów. Tylko Miriam nie ożyła. Można pozazdrościć bohaterowi tylu otaczających go życzliwych ludzi.

Wielu osobom powieść się bardzo podoba, sądząc po opiniach i ocenach. Daję tylko 5 pkt., po prostu to nie jest książka dla mnie.

Arthur, 70-letni wdowiec, rok po śmierci żony porzuca samotną, uporządkowaną do bólu, nieciekawą egzystencję w mieście York w Anglii. Impulsem do zmiany staje się znalezienie bransoletki małżonki z przywieszkami i zorientowanie się, że nic nie wie o barwnym życiu Miriam przed ich poznaniem. Mimo 40 lat małżeństwa i dochowania się dwójki dorosłych już dzieci.

Inspirowany...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
483
454

Na półkach:

Zabierałem się do niej chyba ze trzy lata, ale zawsze było coś ważniejszego i ciekawszego. Aż w końcu długa podróż nad morze zachęciła do przeczytania czegoś z domowych zapasów. Wybór padł na "Pana Peppera".
Początkowo ciężko i mozolnie, bo będąc stosunkowo młodym (przynajmniej młodym nadal się poczuwam😃),ciężko wczuć się w narrację prowadzoną oczami 69-cio letniego mężczyzny. Jednak z każdą kolejną stroną, powoli i systematycznie wchodzi się w tą opowieść.
Opowieść, która zmusza do refleksji nad własnym życiem, zachęcając by więcej czuć, więcej robić i cieszyć się każdym kolejnym dniem, robiąc rzeczy które na pierwszy rzut oka mogą wydawać się bez znaczenia.
8/10.

Zabierałem się do niej chyba ze trzy lata, ale zawsze było coś ważniejszego i ciekawszego. Aż w końcu długa podróż nad morze zachęciła do przeczytania czegoś z domowych zapasów. Wybór padł na "Pana Peppera".
Początkowo ciężko i mozolnie, bo będąc stosunkowo młodym (przynajmniej młodym nadal się poczuwam😃),ciężko wczuć się w narrację prowadzoną oczami 69-cio letniego...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

471 użytkowników ma tytuł Osobliwe szczęście Arthura Peppera na półkach głównych
  • 244
  • 221
  • 6
128 użytkowników ma tytuł Osobliwe szczęście Arthura Peppera na półkach dodatkowych
  • 93
  • 11
  • 9
  • 5
  • 4
  • 3
  • 3

Tagi i tematy do książki Osobliwe szczęście Arthura Peppera

Inne książki autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Księga wieszczb Erika Swyler
Księga wieszczb
Erika Swyler
Dla Eriki Swyler „Księga wieszczb” była debiutem i to dość ambitnym, to muszę przyznać. Pomysł główny był taki – dwie linie czasowe. W tej starszej śledzimy życie obwoźnego cyrku, w którym rolę dyrektora i mentora pełni pan Peabody. Człowiek o nieograniczonej wyobraźni, który nawet z niemowy zrobi przepowiadacza przyszłości, a w niemowlęciu już widzi możliwości zarabiania. Pan Peabody prowadzi coś w rodzaju „dziennika okrętowego”, czyli księgi, w której zapisuje wszystko - co, kto, za ile, kto przyjechał, gdzie byli, czy stało się coś niesamowitego. Do tego szkicuje pomysły na scenografię, występy, czasami jakieś scenki z życia cyrku. W nowszej linii czasowej Simon, młody bibliotekarz bez świetlanej wizji na przyszłość, dostaje od nieznajomego człowieka przesyłkę, a w niej starą, lekko zniszczoną księgę o życiu cyrku. Tą samą? Tą samą! Życie Simona nie jest łatwe. Matka popełniła samobójstwo, kiedy był młody, ojciec w zasadzie zasmucił się na śmierć po jej odejściu i Simon został sam z siostrą i rozpadającym się domem. Dom podmywały fale oceanu, a do tego od lat nikt nawet palcem w nim nie kiwnął. Słowo „ruina” w życiu Simona niejedno ma znaczenie. Czy Simon dziwi się, że księga o cyrkowym życiu trafiła w jego ręce? I tak, i nie. Dziwi go to, że nieznajomy wysłał ją właśnie jemu, ale podobno odszukał związki między jednym z nazwisk, a Simonem, bo w księdze wspomina się o jego babce. Ale Simon wie, że kobiety z jego rodziny od lat miały związek z cyrkiem i występowały jako syreny, które potrafiły przez całe minuty wstrzymać oddech (on też to umie, bo nauczyła go mama). Tym bardziej zadziwiające jest to, że w zasadzie każda z nich umiera, topiąc się, w różnym wieku, ale zawsze wybierają na odejście 24. lipca. A Simon ma siostrę i zbliża się ta data. Czy uda się zdjąć klątwę wiszącą nad kobietami z tej rodziny? Dobry pomysł na powieść? Dobry! Jest specyficzna atmosfera cyrkowych wozów i dawnych czasów, jest mnóstwo o kartach Tarota i przepowiadaniu przyszłości. Współcześnie są bohaterowie, którzy walczą z przeznaczeniem, z problemami, z rodzinną historią. Jest mrocznie, duszno, nieco niepokojąco. Są rodzinne tajemnice. Są dziwne powiązania bohaterów sięgające dziesiątek lat wstecz. To co? 8/10? 9/10 gwiazdek? Niestety, bo wracamy do tego, co napisałam na początku – to był bardzo ambitny pomysł na debiutancką powieść i nie wszystko wyszło tak, jak powinno. 6/10. I przyznam się Wam, że długo zastanawiałam się, co mnie w tej powieści tak męczy. Dość szybko doszłam do wniosku, że po pierwsze nie wszystko jest tam logiczne. Czasami autorka tworzyła kolejny etap historii, a czytelnika zostawiała w stanie: „ale dlaczego?”. Ale dlaczego księga trafia do Simona, musiało być w niej dziesiątki nazwisk, a nadawca stwierdził, że imię babki Simona jest najciekawsze? I wiadomo, że nie, ale nawet nie ma sugestii, że chodzi o coś głębszego. Bo co innego, kiedy czytelnik nie wie, ale ma poczucie, że autor świadomie zostawia go takiego zawieszonego i pełnego podejrzeń, wyjaśni mu później. A tutaj - nie wie i nawet nie ma poczucia, że się dowie. Raczej ma wrażenie, że tak jest, bo tak wymyśliła pisarka, ale dlaczego… Simon rozmawia z sąsiadem i ten jest pełen troski o stan domu, a sekundę później pluje złością, prawie krzyczy na młodego człowieka i nie wiadomo, co się stało, że humor zmienił mu się tak szybko (podobna scena z tak natychmiastowo zmieniającą się atmosferą i nastawieniem jednej z kobiet wobec trupy cyrkowej jest w tej starszej linii czasowej) i można się domyślić, o co chodzi, ale jak na tak gwałtowne zmiany nastrojów, to troszkę za mało zostawić czytelnika z „gołym” dialogiem i domysłami i nie obudować go jakimiś opisami, wyjaśnieniami, nawet tymi spekulacjami, nawiązując do tytułu. Ale warsztatu zabrakło autorce jeszcze w innej kwestii i to chyba nawet bardziej znaczącej. Otóż jej bohaterowie są nijacy, niby tyle w nich emocji, ale napisanie emocjonalnej, poruszającej sceny to sztuka, a tej umiejętności autorce zabrakło i okazuje się, że potencjał był, ale postacie niczego nie wzbudzają w czytelniku. W starszej linii czasowej Swyler stworzyła taką plejadę bohaterów, że aż miło. Każdy z nich to osobowość, potencjalnie… Chociaż przy opisywaniu tych ówczesnych bohaterów i tak jest lepiej. Ale już z tymi współczesnymi jest źle. Są jak bardzo letnia woda w kranie. Bo jeśli o Simonie jedyne, co można powiedzieć to to, że jest marudny, bierny i jakiś taki niezdecydowany, a przecież według opowieści prowadzi badania nad księgą, konferuje z jej nadawcą, robi wszystko, żeby uratować siostrę i zrozumieć rodziców, to znaczy, że jednak coś poszło nie tak. A jeśli nie można wykrzesać z siebie sympatii lub antypatii wobec ludzi, to i cała historia zaczyna być płaska, a momentami wręcz nudna. Czy „Księga wieszczb” to coś, co warte jest Waszego czasu? Nie wiem. Na pewno nie zasugeruję, że macie rzucać wszystko i szukać swojego egzemplarza. Jednak podejrzewam, że osoby, które lubią ten specyficzny klimat podróżujących trup cyrkowych, opisy życia w kolorowych wozach oraz ci, którzy mają słabość do kart Tarota jako znaczącego rekwizytu w opowieści, to te osoby mogą się jednak zainteresować tym tytułem. Na pewno co najmniej spore partie książki (i to pewnie te ze starszej linii czasowej) będą ich zostawiały z miłym poczuciem, że zanurzyli się w świat, który lubią. TA I INNE RECENZJE NA www.intensywni.pl
Intensywni - awatar Intensywni
ocenił na624 dni temu
Wersje nas samych Laura Barnett
Wersje nas samych
Laura Barnett
Widzę tutaj same recenzje kobiet, więc pora na opinię o książce "Wersje nas samych" faceta. Trzeba przyznać jedno - sam pomysł na książkę jest bardzo dobry i unikalny. Trzy różne historie, które łączy taki sam początek i koniec niekiedy się przenikają i są bardzo do siebie podobne, lecz z mniejszymi, bądź większymi szczegółami. To dość interesujący zabieg, dzięki któremu można porównać poszczególne "obrazy" (bo tak autorka nazywa trzy różne historie) do siebie. "Obrazy" te są jednak niestety rozwleczone. Jako samodzielna powieść żadna z nich nie byłaby dostatecznie interesująca. To dopiero ich przedstawienie obok siebie i możliwość porównywania sprawia, że nabierają tego czegoś. Jako, że cała historia toczy się na przestrzeni kilkudziesięciu lat, a książka ma określoną długość autorka musiała całość skondensować. A przynajmniej takie jest moje wrażenie. Wygląda to tak, że rozdziały poszczególnego "obrazu" toczą się niekiedy kilka lat po sobie. Jest to w porządku, ale odniosłem wrażenie, że nawet gdybym pominął jakiś konkretny rozdział to nadal rozumiałbym fabułę. A miałem na to ochotę, bo już pod koniec książka zaczęłą mi się dłużyć. Po prostu w niektórych momentach jeden rozdział nie ma większego wpływu na kolejny, a do niektórych wydarzeń bohaterowie nigdy się nie odniosą. W "Wersjach nas samych" są dość często obecne ekspozycje, które przybliżają losy postaci z czasów pomiędzy konkretnymi rozdziałami. Same ekspozycje są bardzo dobre i - w przeciwieństwie do niektórych filmowych - nie odnosi się wrażenia, że bohaterowie tłumaczą sobie rzeczy, które i tak wiedzą. Jedna z opinii na tym portalu mówi o tym, że łatwo jest pogubić się w bohaterach opowieści. Nie odniosłem takiego wrażenia. Co prawda w późniejszej części książki liczba imion znacznie wzrasta, jednak fakt, że ci sami bohaterowie powtarzają się w różnych "obrazach" dość łatwo pozwala zapamiętać kto jest kim i dla kogo. Moja opinia może mieć wydźwięk negatywny, jednak nie żałuję czasu poświęconego na lekturę książki. Całość ma przyjemny, powiedziałbym nawet, że miejscami melancholijny klimat. Jest to ciepła opowieść, która chwilami potrafi zasmucić, albo wywołać delikatny uśmiech na twarzy. Pozycja w sam raz na takie długie, chłodne i ciemne jesienne wieczory. Lekka, niezobowiązująca i do pochłonięcia w kilka wieczorów.
Coral - awatar Coral
ocenił na65 lat temu
Bóg pośród ruin Kate Atkinson
Bóg pośród ruin
Kate Atkinson
Nie mogę powiedzieć żeby powieść Atkinson dołączyła do grona moich ulubionych lektur. Czytałam już wiele książek, które bardziej mnie poruszyły i zaciekawiły, ale jest na tyle interesująca, że można ją z czystym sumieniem polecić. „Bóg pośród ruin” to wprawdzie druga część dylogii „Jej wszystkie życia”, ale jest na tyle oderwana od pierwszego tomu, że można ją spokojnie uznać za kompletną historię. Tutaj poznajemy losy brata Ursuli Teddy’ego zarówno podczas wojny jak i długo po niej. Z chwilą wybuchu wojny Teddy jest wrażliwym młodym mężczyzną, czułym na otaczający go świat, otwartym na poezję i przyrodę. Zostaje pilotem RAF-u i te doświadczenia zmienią nieco jego stosunek do życia. O pewnych sytuacjach nigdy nie będzie chciał rozmawiać, trudno przyjdzie mu zrozumieć roszczeniową postawę własnego dziecka, ale do końca pozostanie otwartym na ludzi i ich przeżycia. Bohaterowie Atkinson krążą wokół siebie, czasem na moment się do siebie zbliżają, żeby za chwilę znów wyruszyć w samotną wędrówkę. W ich relacjach jest bardzo wiele niedomówień, rodzących nieporozumienia, konfliktów i złych emocji. Powieść nie napawa optymizmem, w wielu miejscach wręcz irytowała mnie niemożność bohaterów do wzajemnego zrozumienia, ale jednocześnie taka postawa jest z pewnością bardzo prawdziwa. W moim odczuciu również częste zmiany czasu i miejsca nie irytują. Przeciwnie, dodają powieści oryginalności i urozmaicają miejscami monotonną fabułę.
CzytamBoLubie - awatar CzytamBoLubie
ocenił na66 lat temu
Zgubiono znaleziono Brooke Davis
Zgubiono znaleziono
Brooke Davis
Zaiste doborowe towarzystwo się tutaj zebrało, daję słowo. Dwoje staruszków, każde ze swoimi "schizami" oraz Millie, siedmiolatka, którą mama "zapomniała" zabrać z centrum handlowego. Millie też ma swoją, powiedzmy, cechę charakterystyczną, otóż bardzo interesuje się śmiercią. Na tyle bardzo, że wypytuje o nią starszego kolegę, a za informacje "płaci" rodzynkami. I na tyle bardzo, że prowadzi swoją własną "Księgę Nieżyłków" w której odnotowuje śmierć różnych stworzeń i wyprawia im pogrzeby, muchom, pająkom, kotom itp. Może nie podzielę aż tak wielkich zachwytów jak "cały świat" nad tą książką (jak informuje okładka) jednak przyznaję, że to bardzo dobra pozycja i czytało się wyśmienicie. Nie, żeby od razu jakieś wielkie arcydzieło, ale książka ma swój niezaprzeczalny urok, a jej siła, moim zdaniem, w dużej mierze bierze się z dialogów. Millie jak każde ciekawe świata, dziecko zadaje mnóstwo, często "trudnych" pytań. Na przykład gdzie idą ludzie po śmierci?. "Do piekła idą wszyscy źli ludzie, tacy jak przestępcy, różni naciągacze i kontrolerzy parkingowi. A do nieba idą wszyscy dobrzy, tacy jak ty i ja, i ta ładna blondynka z „Masterchefa”. - […] A gdzie się idzie, gdy człowiek jest i dobry, i zły? - Co? Nie wiem. Do Ikei?" (str.11) Tak odpowiada tata 😁 Dialogów jest dużo, książka nie powala objętością i ilością stron, więc czyta się szybko. Wprawdzie po zakończeniu, czuję pewien niedosyt. Odniosłam wrażenie, że w pewnym momencie autorce zabrakło pomysłu na ciąg dalszy. To tak jakby przerwać jakąś wypowiedź w środku zdania, machnąć ręką i powiedzieć "aaa nie ważne, nie ma o czym gadać" zrobić w tył zwrot i odejść zostawiając rozmówcę z otwartymi ze zdziwienia ustami. Ale i tak uważam, że warto tę książkę przeczytać, dla samych dialogów i postaci, które wszystkie razem i każda z osobna, są mocno odjechane i nietuzinkowe.👍
Żona_Pigmaliona - awatar Żona_Pigmaliona
oceniła na72 miesiące temu

Cytaty z książki Osobliwe szczęście Arthura Peppera

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Osobliwe szczęście Arthura Peppera