rozwińzwiń

Highschool DxD 1

Okładka książki Highschool DxD 1 autora Ichiei Ishibumi, Hiroji Mishima, 9788380011281
Okładka książki Highschool DxD 1
Ichiei IshibumiHiroji Mishima Wydawnictwo: Studio JG Cykl: Highschool DxD (tom 1) komiksy
Kategoria:
komiksy
Format:
papier
Cykl:
Highschool DxD (tom 1)
Tytuł oryginału:
High-School DxD
Data wydania:
2016-05-04
Data 1. wyd. pol.:
2016-05-04
Język:
polski
ISBN:
9788380011281
Średnia ocen

7,2 7,2 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Highschool DxD 1 w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Highschool DxD 1

Średnia ocen
7,2 / 10
46 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Highschool DxD 1

avatar
220
167

Na półkach: ,

Dobra lektura do zrelaksowania się i przeczytania czegoś lżejszego. Nie jest to wybitne dzieło, ale w czytaniu przecież chodzi też o rozrywkę ;) Obrazki również są dobre jakościowo.

Dobra lektura do zrelaksowania się i przeczytania czegoś lżejszego. Nie jest to wybitne dzieło, ale w czytaniu przecież chodzi też o rozrywkę ;) Obrazki również są dobre jakościowo.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
17
9

Na półkach: ,

Do końca nie wiem jak opisać tą mangę. Szczerze mówiąc, to się PRAWIE -podkreślam słowo prawie- niczym nie różni o anime, spodziewałem się tego, ponieważ manga jest na podstawie anime, a nie na odwrót. Jeśli ktoś chciałby mieć tą serie, bo na przykład jest super fanem tej serii, to nie widzę przeszkód, ale jeśli ktoś nie chce wydawać pieniędzy, to radzę oglądnąć tylko anime.

Do końca nie wiem jak opisać tą mangę. Szczerze mówiąc, to się PRAWIE -podkreślam słowo prawie- niczym nie różni o anime, spodziewałem się tego, ponieważ manga jest na podstawie anime, a nie na odwrót. Jeśli ktoś chciałby mieć tą serie, bo na przykład jest super fanem tej serii, to nie widzę przeszkód, ale jeśli ktoś nie chce wydawać pieniędzy, to radzę oglądnąć tylko anime.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
91
3

Na półkach: , ,

Książka milion, zakochałem się w fabule, chociaż spoglądając pobieżnie nie dziwię się ludziom, że uważają czytelników za zboków - mimo to to tylko okładka.

Książka milion, zakochałem się w fabule, chociaż spoglądając pobieżnie nie dziwię się ludziom, że uważają czytelników za zboków - mimo to to tylko okładka.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

85 użytkowników ma tytuł Highschool DxD 1 na półkach głównych
  • 62
  • 23
49 użytkowników ma tytuł Highschool DxD 1 na półkach dodatkowych
  • 25
  • 10
  • 5
  • 3
  • 2
  • 2
  • 1
  • 1

Inne książki autora

Okładka książki Highschool DxD 11 Ichiei Ishibumi, Hiroji Mishima
Ocena 8,4
Highschool DxD 11 Ichiei Ishibumi, Hiroji Mishima
Okładka książki Highschool DxD 10 Ichiei Ishibumi, Hiroji Mishima
Ocena 8,3
Highschool DxD 10 Ichiei Ishibumi, Hiroji Mishima
Okładka książki Highschool DxD 9 Ichiei Ishibumi, Hiroji Mishima
Ocena 8,5
Highschool DxD 9 Ichiei Ishibumi, Hiroji Mishima
Okładka książki Highschool DxD 8 Ichiei Ishibumi, Hiroji Mishima
Ocena 8,3
Highschool DxD 8 Ichiei Ishibumi, Hiroji Mishima
Okładka książki Highschool DxD 7 Ichiei Ishibumi, Hiroji Mishima
Ocena 8,5
Highschool DxD 7 Ichiei Ishibumi, Hiroji Mishima

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Fairy Tail tom 1 Hiro Mashima
Fairy Tail tom 1
Hiro Mashima
Nostalgia, wracają wspomnienia lepsze i gorsze, a teraz wkońcu zebrałam się, aby powrócić do serii w wersji papierowej. ,,Pierwsze" przypadkowe spotkanie Natsu i Lucy w portowym mieście żadne z nich jeszcze nie wie, że czeka ich wspólna przyszłość na dobre i na złe. Lucy tłumacząca, czym jest magia, gildie i Fairy tail Natsu i Happy'iemu (którzy do niej należą, tak między wierszami). Maga ma wiele humoru, jeszcze więcej absurdu i głupoty bohaterów. Pokazują to już od pierwszego tomu, kiedy Lucy wiedząc, iż fałszywy mag posługę się zakazanym rodzajem magii, a mimo to idzie za nim jak owca na rzeź. Nagle znasz pięć języków i we wszystkich na nią klniesz. Zwłaszcza, że wiemy, iż jest magiem kluczy (ten rodzaj magii polega na tym, że użytkownik musi mieć klucze inaczej jest bezbronny),przeciwnik też wie, że jesteś magiem kluczy. Where myślenie przyczynowo skutkowe? Ona w dalszej części uważa się za mądra. Mądra. Czuję potrzebę podkreślenia tego. Warto wspomnieć również, że już w pierwszym tomie rozwalono miasto. No kawałek nabrzeża ... Zamieszkanego. Także co oferuje manga cudowne, wyjątkowe, po prostu nic tylko mocno przytulić postacie, w tym cudownego niebieskiego kotka, dbającego, aby Lucy miała kompleksy. Piękne widoki, brutalnie niszczące przez owych bohaterów, coraz potężniejsi przeciwny i prawdziwa rodzinna atmosfera! (Zwłaszcza jak prowadzą kulturalne dyskusje ... Na podłodze ... Używając magii i ostrych przedmiotów.)
W_poszukiwaniu - awatar W_poszukiwaniu
ocenił na83 lata temu
Servamp #5 Strike Tanaka
Servamp #5
Strike Tanaka
Strona dobra traci na sile, a wrogów przybywa. Jedynym ratunkiem wydaje się być połączenie sił wszystkich pozostałych Servampów, by ostatecznie pokonać Tsubakiego. Jednak łatwiej powiedzieć niż zrobić. "- A ty Kuro? Nie masz żadnych podwładnych? - A wyglądam? - Ani jednego? - Nie jestem takim grzecznym wampirkiem jak Lily. - "Grzecznym"? Aleś mu pojechał. - Sam przecież słyszałeś, że tworzenie podwładnych polega na ofiarowaniu swojej krwi człowiekowi, który właśnie umiera albo jest na granicy śmierci. Ale skąd ja mam niby wiedzieć, czy ktoś taki naprawdę chce dalej żyć? Nikt mi tego nie powie. Więc po co mam sobie zawracać głowę? To w ogóle nie jest moja sprawa." Bardzo dobrym pomysłem okazuje się streszczenie, słowa kluczowe oraz przedstawieni najważniejsi bohaterowie we wstępie. Nawet, jeśli czytało się Servampa dawno temu, można łatwo nadrobić zaległości bez strat. Nie trzeba czytać od nowa. Wreszcie wkraczają do akcji kolejni dwaj ulubieńcy. Zdecydowanie najbardziej wybuchowa parka, przy której nikt o zdrowych zmysłach nie chciałby się znaleźć. Ci panowie się nienawidzą i nawet tego nie ukrywają. Jednak Eve jest chyba bardziej specyficzny od swojego Servampa. Na ten moment niewiele można o nich powiedzieć, ale humor, jakiego dostarczają jest niezastąpiony. "Dość mam takich żałosnych chłystków jak ty. W ogóle to czemu, kiedy, gdzie, za pomocą czego i w jaki sposób udało ci się zostać kimś? Bez przerwy mamlesz jakieś bajeczki rodem z komiksów dla trzynastolatków, a tak naprawdę nie masz NIC! Cały czas pozostajesz nikim." Dwóch specyficznych i silnych typów. Charakterni, pyskaci i przystojni. Jest na kim oko zawiesić. Jednak samo ich zachowanie... Jestem ciekawa przeszłości obu panów, bo tam na pewno jest ukryta odpowiedź, czemu postępują tak, a nie inaczej. "Wyobraźnia jest naszą bronią. To ona góruje nad całym zewnętrznym światem." Przyznaję, że gdybym nie oglądała wcześniej anime, moment z 27 rozdziału zapewne by mnie wzruszył. Mahiru nie wie zbyt wiele o Kuro, ale zauważył jedną, prostą rzecz. Do tego sposób, w jaki o nim mówił... Chyba tylko manga wywołałaby takie emocje. "Był leniwy. Ciągle obijał się w moim mieszkaniu. Uwielbiał ramen i czipsy. Wampir, który był kompletnym nierobem. Non stop powtarzał "to upierdliwe", albo "zawracanie głowy"... Ale w końcu zawsze wszystkich chronił." Najbardziej liczyłam na jakąkolwiek walkę między Lichtem, a Higanem, a co otrzymałam? Niemal końcówkę, gdzie jeden jest już całkowicie wyczerpany i sponiewierany, a ja nawet nie wiem, jak do tego doszło... No przepraszam, ale bardziej cenię sobie bijatyki niż cukierkowe kadry bohaterów. Dlatego zawiodłam się po raz kolejny. Dobrze, że humor przynajmniej próbuje nadrabiać te braki w akcji. Standardowo polecam. "To, co potrafisz, nie powinno cię ograniczać. Trzeba robić to, co się chce. Nie mów, że chcesz zostać kimś. Po prostu podążaj do celu."
Lexy - awatar Lexy
ocenił na75 lat temu
Overlord #1 Maruyama Kugane
Overlord #1
Maruyama Kugane Fugin Miyama
Mangowi twórcy, czyli popualrnie zwani ,,mangakami" potrafią działać i pracować niczym wizjonerzy, i to całkiem porównywalnie w stosunku do komiksowych geniuszy. Dlatego tak specyficzny, tak rewelacyjnie przyjmowany i odbierany geekowskim serduchem okazuje się świat mangi. Japoński komiks pod względem technicznym momentami jest bliski ideałowi. Zdaje się być tak przepełniony oryginalnymi dla siebie dziwnościami, takimi ekspresjami szczególnie w rysunku, że próżno dzisiaj jest szukać czegoś w medium komiksowym bardzo do mangi zbliżonego - być może nic, co człowiek jeszcze w kwestii narracji graficznej wymyśli, mandze nie dorówna, a jeśli tak, to jedynie dogoni do wyrównania stawki, jednakże nie prześcignie. Na elementy ,,magiczne i fantastyczne" w serii mangi czy danego komiksu np. sensacyjnego z elementami fantasy lub sci-fi albo z czymś wprost z szerokiego nurtu horroru i thrilleru zmiksowanego z innymi podgatunkami, składa się całkiem spora ilość - jeśli tak to można nazwać - składników budujących takowy Świat, jego narrację, postaci i całą, całą resztę. Najważniejsza, jak na moje popkulturowe doświadczenie i instynkt z tego tytułu, w uznanym wśród fanów rodzaju fantasy zmiksowanym z współczesnym podejściem do sci-fi, jest drobiazgowość i różnorodność w kreacji Świata Przedstawionego, który koniec końców musi być bogaty, urozmaicony, wręcz stworzony do eksploracji i eksploatacji przez naszych protagonistów i antagonistów. W mandze i anime istnieje jeden szczególny podtyp - choć ciężko tak naprawdę to dokładnie podręcznikowo nazwać i ,,zakategoryzować" - gatunek lub nurt zwany ,,Isekai". Należą do niego niezliczone japońskie komiksy oraz filmy i cykle anime, jednak chyba największą robotę w przyciąganiu kolejnych fanów oddanych Isekai właśnie, sądzę, robią seriale stworzone w konwencji anime (najczęściej są to serie; filmów na streaming czy ,,kinówek" w materii Isekai jest niestety mało),takie jak: Sword Art Online, No Game No Life i najważniejszy bohater niniejszych deliberacji... Overlord! Jedną z najbardziej nieoczywistych - choć zależy kto na taką zagwozdkę patrzy i jak to rozumie - kwestii wśród fanów wspominanego Isekai, jest uznanie "SAO", czyli Sword Art Online za ojca współczesnego stylu i rytmu kreacji rzeczywistości w Isekai, a także za prowodyra i krzewiciela tejże odmiany wśród morza popkulturowych gatunków. Jednak najbardziej popularnym ostatnimi czasy wśród ,,isekajowców" jest "Uniwersum Overlord" - pierwszy czy drugi sezon... a może komiks lub light novel, nieistotne, gdyż ten Świat zdaje się mieć lekką przewagę nad całym dobytkiem (a jest on całkiem spory) i popularnością "SAO", głównie z powodu bycia bardziej wiernym tworem dla założeń i cech nurtu Isekai, a także z racji posiadania zarówno genialnej animacji z cyklu oraz mangi, czego szczególnie w SAO według mnie ciężko jest szukać. I całościowo "Overlord" to rzecz pierońsko mocna na tle nielichej konkurencji w tworach anime z gatunku ,,Fantasy/Sci-Fi Isekai" i temu podobnych nurtach/podgatunkach. I nie chcę niczego mówić, tzn. porównywać dwóch seriali ze sobą w celu wiadomej ,,faworyzacji" jednego z nich, ale powiem tylko tak: na tyle na ile pozwala mi moja wiedza i doświadczenie z japońską animacją (nie aż tak wielkie z mangą) - i mam tu na myśl całe spektrum licznych produkcji, śmiało stwierdzam, że "Overlord", to dla mnie wzór Isekai; i nie chciałbym oglądać teraz "Sword Art Online" czy cokolwiek z tego Uniwersum czytać, jeśli light novelka lub manga byłaby gdziekolwiek dostępna do kupna (choć o to było by obecnie ciężko),by powiedzieć: ,,dla mnie i tak przygody Ainza to i tak najlepsza rzecz w tym względzie". Po doświadczeniu 4 sezonów tego anime, Ja po prostu wiem, że to Uniwersum jest tak ,,mięsiście dobre" w konsekwentnym tworzeniu opowieści w stylu Isekai, że... aż szkoda zacząć oglądać cokolwiek z tego nurtu. Nadszedł ten moment, w końcu zabrałem się za mangowe realia dość złożonego Wymiaru rozrywki stworzonego na potrzeby cyklu "Overlord". ,,Złożonego", gdyż jak dobrze wiemy całość logicznej egzystencji tego Świata opiera się o motyw rozległej wirtualnej rzeczywistości, którą mówiąc w skrócie skrótów tworzy Meta-Świat gry sieciowej "Yggdrasil", w której gracze logując się do niej wkraczają w arkana wirtualnej rzeczywistości ograniczonej tylko i wyłącznie tempem i sposobem modelowania świata/struktury tej gry przez algorytmy, a raczej przez coś większego, jak ultra zaawansowana Sztuczna Inteligencja ucząca się w sposób przez ludzki umysł nie do przewidzenia. Na pewno ciężko określić jak ostatecznie rozległy jest świat "Yggdrasil" (jak dotąd samo anime w pełni nam tego nie ukazało),czy stwierdzić to, co, gdzie i jak taki Ainz Ooal Gown - główny protagonista/postać neutralna serii - wyciągnie sobie to coś ,,z powietrza", czyli po raz kolejny w niewytłumaczalny dla tej rzeczywistości sposób zaburzy jej strukturę, ukrywając np. jakiś magiczny artefakt, ot tak w przestrzeni przed sobą. Tak, to w tym Uniwersum przewodzi nie kto inny, jak właśnie ów ,,Pan Ainz". To w jego ,,wirtualnym ciele” znajduje się świadomość ludzkiego gracza, młodego mężczyzny o prawdopodobnym pseudonimie ,,Momonga”. Ów człowiek staje się tą legendarną, najlepiej znaną entuzjastom anime, którzy najpierw oglądali serię z tego Uniwersum, a potem ochoczo i z werwą jak ja zabierają się za jego mangowe pierwociny, szkieleto-podobną sylwetką, odzianą majestatycznym wręcz płaszczem, zaopatrzoną w rozmaite ozdoby i przedmioty magiczne, tylko i wyłącznie z powodu, jak to się mówi, ,,własnej głupoty”. Momonga popełnił jeden zasadniczy błąd: zapomniał się w tej meta-grze tak bardzo, że z głowy wyleciało mu ,,wylogowanie się!" z serwerów Yggdrasil, gdy przecież już za niedługo miała być ona na stałe wyłączana! I tak, niezmierzona, niezbadana do końca przez graczy rzeczywistość Yggdrasill po prostu ,,ożywa” – sztuczne, wirtualne istoty i postaci, jak NPC, zaczynają egzystować zgodnie z własną świadomością, jakby zamieszkiwały te wielkie przestrzenie i liczne krainy tak jak ludzie zamieszkują Ziemię, będąc świadomi, że są jej obywatelami... jakby robili to od zawsze. W ten bardzo niefartowny - ale tylko z początku - dla młodego gracza sposób nie tylko w medium serialowym, ale i komiksowym również, bo w tym przypadku jest to najistotniejsze: zaczyna się cała ta nader dobrze nakreślona scenariuszowo i dostatecznie dobrze graficznie w stosunku do genialnie wizualizowanego serialu anime z Uniwersum, uwydatniona, a raczej z pasją narysowana, niemająca końca mangowa przygoda, ot narodziny prawdziwej legendy, ,,Sir” Ainz Oawl Gowna, jak mówi opis pierwszego tomu recenzowanej niniejszym opowieści Overlord: ,,potężnego, mrocznego maga, który adaptuje ten potworny świat na swój nowy dom.” Bardzo istotny dla mangowej strony całego gatunku Isekai i temu podobnych w sci-fi treściach o koncepcji ,,wirtualnych rzeczywistości” i wymiarach, pierwszy tom opowieści z cyklu "Overlord" jak i wiele, wiele następnych w Uniwersum, to wynik ciężkiej pracy ,,mangaków” Kugane Maruyamy i Fugina Miyamy. Dla mnie, a może i wielu z Was, są to artyści znani nie na tyle na ile powinni. Cykl tej mangi nie jest tak popularny jak jej adaptacja. Poza tym artyści z kraju kwitnącej wiśni, cóż, nie są w Europie aż tak popularni jak scenarzyści i rysownicy amerykańskiego komiksu czy twórcy filmowo-serialowi. Jednak… za to co potrafili (już w tym, omawianym, pierwszym tomie, a dopiero to początek ich pracy nad serią Overlordu!) w pilotowym dla tej historii tomie zarysować i odpowiednio przedstawić, powinno im się bardzo solidnie podziękować. Nie jest to praca ,,najwyższej słodyczy”, ale ma ona swoją wysoką wartość dla ,,Isekai” i ogólnie dla geeków fantasy, zwłaszcza gier RPG, czy słynnych gier fabularnych planszowych z tego gatunku. Jest to intensywna, ale co dość zaskakujące objętościowo krótka historia: około 170 stron wygląda tu na 200 – prawdopodobnie to rezultat specyfiki rysowania i pisania twórców oraz samego papieru, który jest dość twardy i jakościowo wystarczająco dobry. Trudna sprawa - a momentami lektury aż ,,sprawa się rypła" - z mangą "Overlord", z tym jej ,,pierwszotomowym" otwarciem. Sęk w tym, że chciałoby się o niej pisać w samych superlatywach, jednakże nie do końca będzie to w tym specyficznym przypadku możliwe. Tak jak strasznie szybko chciałem zapoznać z treścią tomu, tak też uczyniłem. I nie żałuję z celowym ,,pospieszaniem samego siebie", gdyż generalnie rzecz biorąc, to była dość udana manga: jak na początek tego rodzaju przygód ,,Momongi" i jego świty z Wielkiego Grobowca Nazaricka, te pierwsze zawarte w wydaniu kilka rozdziałów wyszło obronną ręką, niekiedy nawet aż nadto dobrze, ba!, blisko poziomu ekscytacji godnej powiedzenia: ,,zachwycająco!". Sęk w tym, że tom pierwszy "Overlord" nie był do końca stabilny i ,,jednomierny" w tempie narracji i ogólnej dynamice kreowanej tu historii. Wszystko zaczęło się na dobre rozkręcać, wrzucać te wyższe biegi fabularnej realizacji w okolicy połowy tomu - wtedy gdy nasz protagonista (tak naprawdę człowiek w cyfrowym awatarze swej growej postaci) po lekkim szoku, który musiał przetrawić, dowiedział się, że jego ukochana gra... po prostu żyje. Nagle zadziałała ,,czysta psychologia" - gracz/Ainz zdał sobie sprawę z potęgi absolutnej, którą w tym skomplikowanym Świecie, którego wychodzenia swą rozległością poza rzekomo wymiar Yggdrasilu sam nie rozumie, tylko on (jak na pierwszy tom przystało) posiada i absolutnie nic nie jest w stanie mu jej odebrać. No i się zaczęło... Z ,,Overlordem" jest tak jak z do połowy pełną szklanką: satysfakcja z początku mojej przygody z tą mangą jest olbrzymia, jednakże zdałem sobie po części sprawę, że czegoś mi tu zabrakło, że faktycznie... uogólniając całość zawartości tomu pierwsze: było zbyt jednorodnie - zarówno pod względem dynamiki i ,,montażu" rysunku jak i samego scenariusza, który pierwszym odcinkom tego anime nie miał szans dorównać. Na ten moment to serial ,,zjada swój pierwowzór"; podejrzewam, że dopiero kolejne tomy będą odgrywały znaczącą rolę w tym, co w szerokim nurcie Isekai jak i w Uniwersum Overlord jest najlepsze.
karpatkadobra - awatar karpatkadobra
oceniła na62 lata temu
Ajin 2 Gamon Sakurai
Ajin 2
Gamon Sakurai
Ostatnio, jak to się dawno rzekało, czyli ,,ostatnimi czasy", mamy do czynienia z wzrostem zainteresowania wśród młodzieży i młodych dorosłych rozmaitymi tworami z gatunku ,,awanturniczych łotrzykowskich przygód", ot takich tam zbieranin gatunkowych, swobodnych opowieści, które powiązane są ze sobą jednym elementem i wyznacznikiem dla nich dość wymiernym: dotyczą nieszablonowo wykreowanych postaci, szukających przygód i emocji, i próbujących rozwiązać dany problem swoim sposobem, stając się tak naprawdę renegatem własnego losu. W takich tytułach fabuła jest często rozciągnięta w czasie, z bardzo intensywnymi nieprzewidywalnie rozgrywającymi się wydarzeniami w trakcie, skupiającymi się na tym, co główna postać ,,w temacie zadziała". Pośród wszystkich targetów widowni, do których trafia tego rodzaju gatunek najlepiej sprawdza się on u młodzieży czy fascynatów dobrej, nietuzinkowej rozrywki. Nawet i w anime oraz mandze znalazło się tego rodzaju Uniwersum, a jest nim Świat Widm, niezniszczalnych, odradzających się super-ludzi i tajemnicy, którą trzeba rozwikłać w eterze ciągnącego się w przestrzeni rządowego spisku. To niepodrabialny, tak oryginalny jak może tylko opisywać sens słowa ,,oryginalny": Świat Ajin. Rzeczywistość Ahumanoidów, czyli tytułowych Ajinów nie jest rzeczywistością, w której chciałby się znaleźć zwykły śmiertelnik, nawet i dość odważny, męski, super-ultra-hiper śmiały łowca przygód, ot taki niezwykle żywiołowy, pozytywny łotrzyk, któremu niestraszna żadna przygoda. Świat naszych postaci - największą uwagę skupiają właśnie oni, i tak jest najsensowniej i najlogiczniej założyć; wiele oznak na to wskazuje - Keia i Kaito, bo to oni z perspektywy roli protagonistów mają tu grać pierwsze skrzypce, owszem jest na swój sposób tą dynamiczną nieszablonową przygodą, bo czuć tu wpływ i elementy tego rodzaju nurtu, jednakże to jest dość nietypowa jej odmiana: to totalna jazda bez trzymanki. W kontekście takowej ,,zawadiackiej” przygody większość tego, co spotyka naszą dwójkę (jak i postaci przyssanych do ich jestestwa) nie jest efektem ich wyborów – to swego rodzaju (i tu pobawmy się w słowotwórstwo) ,,anty-przygoda”, której w ogóle oni nie chcą, a w którą brnąć raczej muszą. Doświadczają czegoś na miarę miejskiego survivalu z elementami bliskimi gatunku szpiegowskiego i tej łotrzykowskiej ,,przygody" właśnie. Dlatego to, co rozumiemy w klasycznym pojęciu popkulturowego filmu przygodowego, czy też kina, serialu lub książki oraz komiksu ,,nowej przygody” w przypadku omawianego Świata Ajinów nabiera nieco innego znaczenia. Zrozumiałem to w pełni, gdy przypomniałem sobie tak pokrótce niektóre wydarzenia z części sezonu 1-ego i 2-ego serii anime oraz dzięki przeczytani drugiego tomu mangi. Tak jak mam za sobą z ,,emocjonalnymi wypiekami’ na twarzy i masą ekscytacji w serduchu fana dwa obejrzane sezony "Ajin", które to anime leciało niegdyś na Netflixie, tak obecnie zaczynam doświadczać licznych zaległości związanych z mangą tego rozległego, choć nie do końca dobrze wykorzystanego Uniwersum. Drugi tom właśnie wpadł na czytelniczy ruszt; nie obyło się bez niespodzianek oraz dobrej konsekwentności jako kontynuacji tego, co przedstawiał pilotowy tom japońskiego komiksu o Ahumanoidach. Co istotne, tak jak poprzednio za stworzenie drugiego tomu omawianej i recenzowanej serii przygód Keia i jego ziomków, w których istotne są wątki specyficznych istot ludzkich, zwanych Ajinami, ich zdolności i chyba wszystko to, co spiskuje i dybie na życie protagonistów, odpowiada Gamon Sakurai; asystę dla Sakuraia, jak podaje polskie wydanie tomu, za co odpowiada rzecz jasna ,,Studio JG”, podjął Crouton – artysta nie aż tak znany jak główny kreator tego Uniwersum, jednak nie znaczy że gorszy, bo i jego ,,kosmetyczne” prace takie jak ,,cieniowanie”, ,,tuszowanie” etc. dla dopełnienia grafiki komiksu, a tym samym znaczenia i intensywności przebiegu fabuły mają tu spore – jakby ukryte i częściowo niedostrzegalne przez czytelnika – znaczenie. Generalnie w tej graficznej kwestii prawie 193 strony wydania z perspektywy jego wymowy warstwą obrazu opowieści tomu 2, nie odstają od poprzednika. Mało tego, początek komiksu jest porażająco dobrze nakreślony – swą bardzo oryginalną szatą graficzną, z której korzysta serial Netflixa (kto widział, ten wie – jedynie aspekt teł w tej produkcji i elementy grafiki komputerowej oraz po prostu kolor odróżniają mangę z tego Świata od jego animacji; piękne uzupełnianie się obu mediów między sobą) w sposób oryginalny, wręcz podświadomy dla tych mangowiczów, którzy najpierw widzieli anime, a teraz zabierają się za komiks, kupuje uwagę czytelnika na tyle, na ile jest to potrzebne. Chodzi o sam fakt, że już w drugim tomie, a gdzie tam 4 lub 5-tym czy jeszcze dalej, można zrozumieć, że jakakolwiek zmiana stylu rysowania Sakuraiego, albo zabranie się za ,,bazgranie" tego Uniwersum w mandze przez kogoś innego po Panie Gamonie, będzie niedopuszczalna – to zniszczy samą akcję i jej ogólny sens, gatunek, wątki i m.in. rodzaj relacji między postaciami. Tylko to, co i jak kreuje wraz ze swoją ekipą Sakurai, może opowiedzieć scenariusz mang o losach i przygodach Ahumanoidów, tak jak m.in. ten z omawianego tomu. Gdy będziecie czytać tę specyficzną, czasami dość intymnie wchodzącą swymi kadrami w życie Keia, mangę, to prawie pewne, że poczujecie na sobie skupienie i przepływ energii i moc ,,tego czegoś, co wisi w powietrzu”, co zwie się atmosferą narracji i co wynika z tak oryginalnie rozwijanych wydarzeń i założeń funkcjonowania AjinVersum. Od razu polubiłem ten komiks. Drugi tom narracji graficznych w bardzo oryginalnej japońskiej mangowej konwencji, już od projektu okładki, którą jej wwiercający się minimalizm i układ kolorów, będę pamiętałem bardzo, bardzo długo, już od pierwszej kreski, cóż, przyciągnął moją uwagę i pożądane skupione jak magnes w potężnym Rezonansie Magnetycznym. Błysnęło tajemnicą, aurą czekających na Keia i Kaia zagwozdek do rozwiązania, pułapek ,,pro-rządowych” do ominięcia i przejścia przez liczne tropy, aby z ich perspektywy uniknąć najgorszego, poczuć się bezpiecznie i rozwiązać potężną tajemnicę stojącą za egzystencją Ajinów w świecie zwykłych ludzi: jak, dlaczego, i ile tego typu istot żyje nieświadoma swojego przeklętego daru po ziemskim padole. Rysunek, jak wspomniałem nieco wyżej, towarzyszy warstwie narracji wynikającej z założeń scenariusza; tom 2 to w tej kwestii o kilka stopni w 10-stopniowej skali takiej wielkości lepiej niż tom pilotowy, gdyż obraz przejmuje pałeczkę nad elementem pisanym. Kreuje zarówno dobrą i dość konsekwentną dynamikę akcji, gdzie nie ma przestojów w ,,cięciu” kadrów czy scen między rozdziałami z jednoczesnym zachowaniem intensywnych i wcale nie aż tak płytkich emocji. Ważne jest to, że nie brakuje takowej graficznej opowieści suspensu – czytelnik może się ,,zawiesić” i niecierpliwie oczekiwać tego w trakcie lektury tomu, co na samym jego końcu lub w kolejnych tomach przydarzy się ekipie Keia i Kaia (bo ta delikatnie się tu powiększy!): na pewno niejeden z Was będzie myślał o tym, czy dla bohaterów Ahumanoidów, tych złych (jak Satou),jak i tych dobrych (jak Kei, częściowo również pracująca dla Rządu/Organizacji Agentka Izumi Shimomura) lepiej jest umrzeć i zaraz się odrodzić – być może dodatkowo w ten sposób odzyskując szybko siły po walce lub likwidując liczne śmiertelne obrażenia i inne niedogodności zagrażające życiu; czy może tego nie robić, gdyż nikt tak na prawdę nie zna holistycznej natury Ajinów i ich ,,Widm”, nawet oni sami, Ajinowie, mogą w pewnym momencie przestać się odradzać i regenerować, a ich moc… ulecieć i zniknąć. Stąd dar Ajina to przekleństwo. I tak między innymi czytelnik wkracza do pewnego mechanizmu: pod przykrywką fikcyjnej fabuły, motywów, masy informacji i specyfiki tego Świata kryje się masa poważnych dylematów i problematyki do rozważenia, o życiu człowieka i jego wartości czy wolnej woli. Tom 2 "Ajin" potwierdza to co ledwo zasmakował tom pierwszy, otwierając swą pilotową w Uniwersum narracją ,,Puszkę Pandory” dla losów tego Świata, głównie zwykłych szaraków, którzy nie wiedzą, że są Ahumanoidami, co tyczyło się przede wszystkim Keia Nagai: że ta ich rzeczywistość, mimo iż wykreowana na poczet rozrywki, to płaszczyzna bardzo realna, naoczna, przyziemna; to brutalny Świat do życia i robienia czegokolwiek, czego się pragnie, dla takich nadludzkich istot jak „Ajinowie”, którzy, jak to podkreślam, co zapewne w kolejnych tomach z cyklu będzie aż nadto widoczne, nikomu niczego nie ujmując i nie wadząc starają się żyć normalnie. Myślałem, że z wrażeniami i ogólną charakterystyką woluminu no.2 z cyklu, to będzie taka wieczna utopia nostalgicznego geeka. I tak, to co wydarzyło się na samym finiszu tomu z lekka zbiło mnie z narracyjnego tropu. Satou i jego ,,przydupas", teoretycznie jeden z pierwszych odkrytych Ajinów, i to jawnych, i to z zapędem terrorystycznym, wraz z uczniakiem ze szkoły Keia, Nakajimą – ta trójka właśnie stała się jednymi z najważniejszych postaci wydania! A to samo w sobie było bardzo, ale to bardzo zaskakujące – początkowo trudni było mi się do tego przyzwyczaić, w końcu nie tylko Kei był w centrum uwagi, ale i sam ,,problem" tego Uniwersum, jego wydźwięk w społeczeństwie, sama idea Ajinów również; czyli: role potrafiły się nieco odwrócić, nie tracąc przy tym uwagi z aktualnych losów głównych protagonistów, a to jak widać wyszło tomowi na bardzo duży plus. Co ważne, Satou, Tanaka, Nakajima, Kei i Kai oraz ,,ten nie do końca przekonywujący typ od Rządu, Tosaki”, choćbyśmy ich ,,nie zcierpieli", to właśnie oni w większości odpowiadają za trzon właściwej ,,dynamiki" historii, mimo spłaszczenia fabuły tu zawartej - oprócz dwójki wymienionych protagonistów nie są to skomplikowane ,,typki", a ich cel generalnie, jak poznaliśmy po tym co tu doświadczyliśmy... jest jeden: stworzenie jednorodnego Państwa, rządzonego przez Ajinów, z Ajinami i tylko Ajinami, z ludźmi, owszem, ale jedynie jako sługami i ,,mięsem armatnim". Tak, jest to dziwność tego wymiaru mangowo-anime rozrywki, jak i coś nader ważnego: ucieczka, poszukiwanie odpowiedzi na dręczące Keia, Kaia i ekipę pytania, próba znalezienia swojego miejsca w tym zbliżającym się ku kontrrewolucji świecie, ciągłe bycie w gotowości i wieczne bycie uważnym, aby ,,nie wpaść na pułapki zastawione przez Rząd i Terrorystów" - to jest ten element przygody-śledczo-łotrzykowskiej, o której wspominałem. Choć i tak to bardziej subiektywne odczucie i sposób na interpretację kreacji twórców.
karpatkadobra - awatar karpatkadobra
oceniła na82 lata temu
Haganai. Nie mam wielu przyjaciół 2 Yomi Hirasaka
Haganai. Nie mam wielu przyjaciół 2
Yomi Hirasaka Itachi
Drugi tom przygód Klubu Sąsiadów i nadal super się czyta. Na początku Kodaka wraca do domu i poznajemy Jego młodszą siostrę - Kobato , która zachowuję się jakby była wielkim wampirem:D I od czasu do czasu mówi do Kodaki jak do sługi , ale widać , że go kocha i słucha się np: Kodaka każę Jej zjeść całą kolację i ta od razu zjada choć nie lubi cebuli. Albo mówi Jej by poszła się umyć i też od razu go słucha. A , gdy pyta go co jest dla Niego ważniejsze Ona czy klub to On choć nie do końca zgodnie z prawdą mówi , że klub , a Ona zła. Dowiadujemy się również , że ich ojciec wyjechał za granicę do pracy , a mama nie żyję. A następnego dnia Yozora i Kodaka przyłapują Senę na graniu w erotyczną grę , a Ona się tłumaczy , że to dzieło sztuki , ale gdy Yozora każę Jej przeczytać tekst to ta po chwili czytania zawstydzona ucieka:D A następnie Yukimura przychodzi do klubu w stroju pokojówki , bo według Yozory tak stanie się prawdziwym mężczyzną:D A Yozora chcę by wyobrazić sobie Kodakę w takim stroju i Sena się śmieję , a Yukimura oblewa się rumieńcem. Potem Yozora wpada na pomysł by odegrali sztukę i Kodaka gra drzewo:D Yukimura babcię , Sena bohaterkę , a Yozora demona. I Yozora zmienia historię i to Ona ostatecznie pokonuję bohaterkę. Świetne też było jak podczas występu Yukimura przestał grać i zapytał Kodakę co myśli o tym jak gra babcię. A następnego dnia Kodaka przychodzi do klubu i spotyka samą Senę , która właśnie gra w nową grę i w pewnej chwili dziewczyna pyta go czy umie pływać , a gdy ten potwierdza to Sena przysuwa się do Niego bardzo blisko i prosi by nauczył Ją pływać i Kodaka się zgadza i kilka dni później idą sami na basen i w pewnej chwili Kodaka mówi , że powinien się spotkać z Jej tatą , a Ona zawstydzona zaczyna krzyczeć , że to przecież nie randka i wrzuca go do wody:D A Kodaka Jej tłumaczy , że ich ojcowie się znają i po prostu chce podziękować Jej tacie za to , że pomógł mu dostać się do szkoły , a następnie rozmawiają o swoich ojcach i Kodaka uczy Ją pływać , ale Sena świetnie sobie radzi. A potem jedzą razem i wychodzi na jaw , że Sena jest szczęśliwa , że Yozora nazywa Ją wołowiną , bo to Jej pierwszy ksywka:D Potem Kodaka idzie do łazienki , a gdy wraca widzi , że jacyś kolesie podrywają Senę , ale ta na nich krzyczy i udaję twardą , ale widać , że się cała trzęsie. A Kodaka przypomina sobie , że kiedyś w podstawówce był bity i w Jego obronie stanął jakiś chłopak twierdząc by nie bili słabszego. Po chwili podchodzi do Seny , która widząc go przestaję się trząść , a kolesie odchodzą , ale Sena zaczyna ich obrażać i jeden z nich chcę Ją uderzyć , ale Kodaka mu nie pozwala i walczy z Nim, a gdy chłopaki odchodzą to Kodaka ochrzania Senę , że ta ich sprowokowała , a ta mówi , że to nie Jego interes. Jednak ten łapię Ją za ramiona i krzyczy , że to owszem Jego interes i nie może pozwolić by Sena była w niebezpieczeństwie. A dziewczyna oblewa się rumieńcem i przeprasza , że tak się zachowała i obiecuję , że nie będzie już tak nieostrożna i dziękuję za pomoc , a po cichu mówi , że Kodaka jest pierwszym chłopakiem , który na Nią nakrzyczał. A na pożegnanie Sena proponuję by jeszcze kiedyś poszli razem na basen i odbiega:) A później Kodaka w klubie wspomina chłopaka , który mu pomógł , ale pomagając nazwał go słabym i Kodaka się z Nim pobił , a także we dwóch pokonali tych , którzy bili Kodakę i po bójce się zaprzyjaźnili , a w pewnej chwili Kodaka powiedział mu , że dla Niego jest najważniejszy i nowy przyjaciel się zawstydził. Następnie Kodaka w klubie powtarza słowa , które powiedział do przyjaciela i Yozora , która również jest w klubie słysząc te słowa dziwnie się zachowuję , a Kodaka wraca do domu i cały czas myśli o dawnym przyjacielu i okazuję się , że stracili kontakt 10 lat temu i chłopak nawet nie pamięta jak do Niego mówił. A w tym samym czasie Yozora stoi w oknie. Był jeszcze bonus , gdy Yozora i Sena czekają na Kodakę i Sena chcę nadepnąć Yozorę , ale ta robi unik i sama nadepnęła na Senę:D Powiem , że ten drugi tom jest lepszy niż pierwszy. Na plus to , że dowiadujemy się więcej o przeszłości Kodaki i Jego znajomości z pierwszym przyjacielem. Oraz na plus relacja Kodaki i Seny. Widać , że chłopak Jej zaimponował tym , że Ją ochronił i , że Ją ochrzanił , bo żaden inny chłopak wcześniej się na to nie odważył. Widać , że Sena zaczyna lubić Kodakę. I jeszcze ta propozycji by znów pójść na basen i Jej reakcja na chęć Kodaki by porozmawiać z Jej tatą:D Na plus również relacja Kodaki i Kobato. Widać , że dziewczynka bardzo kocha swojego brata choć stara się to ukrywać.
Marcin92 - awatar Marcin92
ocenił na104 lata temu

Cytaty z książki Highschool DxD 1

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Highschool DxD 1