Co widać i czego nie widać

- Kategoria:
- biznes, finanse
- Format:
- papier
- Data wydania:
- 2005-01-01
- Data 1. wyd. pol.:
- 2005-01-01
- Język:
- polski
- ISBN:
- 9788364599231
Tym razem proponujemy nowe wydanie klasycznej książeczki Bastiata,
uzupełnione o życiorys legendarnego ekonomisty.
Nie przesadzę, jeśli stwierdzę iż jest to jeden z najmądrzejszych i
najbardziej pouczający wykładów myśli ekonomicznej. Na niespełna 80
stronach, prawie dwa wieku temu Bastiat wyłożył zasady, które są
aktualne do dzisiaj. I będą aktualne do dnia Sądu Ostatecznego. Problem
w tym, że bardzo niewielu ekonomistów je rozumie, a jeszcze mniej
stosuje.
Najsmutniejsze jest to, że mimo upływu – od śmierci Bastiata – ponad 150
lat nadal obowiązuje paradygmat o dobrej interwencji państwa, które w
trosce o obywateli niszczy owoce naszej działalności. Trudno się dziwić.
Parady/gmat Ptolomeusza istniał ponad 160 lat po śmierci Kopernika. Te
160 lat od publikacji książki minęło 2 lata temu!
Kup Co widać i czego nie widać w ulubionej księgarni
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Opinia społeczności
Co widać i czego nie widać
Krótki, lecz bardzo treściwy esej, który zapoczątkował moje zainteresowanie problematyką wolnego rynku, osobliwie Szkołą Austriacką ekonomii. Na zaledwie pięćdziesięciu pięciu stronach miażdży autor doktrynę interwencjonizmu państwowego. Charakterystyczną cechą dialektycznej maniery Bastiata jest zabieg reductio ad absurdum. Poprzez ironiczną trawestację rozmaitych sofizmatów interwencjonistycznych do całkowitych farmazonów, błyskotliwie i przejrzyście, tym samym druzgocąco demaskuje autor nonsens w pozornie przekonywających i koherentnych propozycjach programowych przeciwników wolnego rynku. Najpopularniejszy przykład niedorzeczności logiki interwencjonistycznej u Bastiata stanowi "Petycja producentów świec", której twórcy żądają embarga na wszystkie niefrancuskie produkty konkurujące z rodzimymi świecami, ostatecznie nawet na światło słoneczne. Skala absurdalności takiego postulatu przypomina zakaz oddechu jakimkolwiek powietrzem oprócz krajowego, bądź nakaz emisji wyłącznie polskich tasiemców, zamiast szlachetnych dobrodziejstw zagranicznych - "Drużyny A", "McGyvera", od biedy nawet "Mody na sukces". Strach się bać. Bardzo zabawną i miażdżącą ironię łączy Bastiat z niebywałą we współczesnych czasach kulturą dyskursu. Nie polemizuje on z ludźmi, nie wysuwa żadnej krytyki na poziomie personalnym, lecz refutuje wyłącznie argumentację ekonomiczną, dopuszczającą wydatki na cele interwencjonistyczne z pieniędzy podatników poprzez identyfikację negatywnych i niezamierzonych skutków ich realizacji. Kontrola gospodarki przez państwo nie prowadzi, zdaniem Bastiata, do wzrostu ogółu zasobów materialnych obywateli, lecz powoduje zaledwie redystrybucję wytworzonych dóbr. Analizę niefortunnych konsekwencji praktyk interwencjonistycznych wyprowadza autor z krótkiej refleksji nad dwoistością skutków praw, zwyczajów i działań instytucji w sferze ekonomii. Te rezultaty dzieli on na dwie kategorie: natychmiastowe, stąd łatwo obserwowalne oraz stopniowe, przeto niewidoczne, chociaż przewidywalne. Kiepski ekonomista rozpoznaje wyłącznie efekty bezpośrednie, natomiast dobry antycypuje następstwa dalekosiężne, przy czym bliskie wyniki zawsze są różne od odległych. W konsekwencji niegospodarny ekonomista wartościuje drobne profity nad większe szkody, zaś dobry dąży do trwałych i długofalowych korzyści, mimo ryzyka temporalnych strat. Meritum analizy efektów interwencjonizmu, tytułowego "Co widać i czego nie widać" wyświetlone zostało przez Bastiata w słynnej metaforze rozbitej szyby. Stłuczone okno mieszczanina dostarcza zarobku szklarzowi (lub jego synowi). Wstawia on nową szybę i pobiera opłatę za wykonaną pracę. Wysoka częstotliwość takich szkód nasunęłaby konstatację o użyteczności rozbijanych okien, bowiem nakręcałyby obieg pieniądza, aczkolwiek, jak peroruje Bastiat, ów widoczny efekt jest zupełnie fałszywy. Za pieniądze wydane na nową szybę nieszczęsny filister nie nabędzie innych, być może potrzebniejszych, dóbr - nie zmieni zużytych butów, ani nie kupi nowej, uwznioślającej książki. W konsekwencji równowartość zarobku szklarza (lub jego syna) nie przypadnie szewcowi, bądź księgarzowi, którzy pozostaną bez zajęć. Ten przykład rozpatruje następnie autor przez pryzmat holistycznej gospodarki. Szklarz (lub jego syn) otrzymał zapłatę, to widać. Gdyby wypadek nie nastąpił, to pieniądze mieszczanina trafiłyby do zupełnie innej gałęzi przemysłu - tego nie widać. Z wywodu autora wypływa prosty wniosek, a mianowicie rozbita szyba nie ma żadnego znaczenia dla całościowej ekonomii. Filister wydał pieniądze na jej wymianę i nie ma nic więcej. Jeśli nie zostałaby uszkodzona, to nabyłby nowe buty, lub uwznioślającą książkę (niekoniecznie kultową),czerpiąc podwójną satysfakcję z udanych zakupów i nietkniętego okna. W konsekwencji całe społeczeństwo, którego część stanowi, straciło wartość szyby. Bastiat idzie dalej i podsuwa następującą, logiczną konkluzję: bezmyślna destrukcja dowolnej rzeczy oznacza marnotrawstwo, gdyż nie generuje korzyści dla gospodarki. Naprawa okna spowodowała zaledwie powrót do pierwotnego status quo, natomiast zaoszczędzone na wymianie szyby pieniądze umożliwiłyby inwestycje i rozwój. W przedstawionej przez autora paraboli występują trzy bardzo ważne postacie - mieszczanin, czyli konsument ponoszący szkody; szklarz (lub jego syn),jako reprezentant producentów, czerpiących zyski z takich wypadków; szewc i księgarz, którzy odnotowują wprost proporcjonalne straty z niedokonanych transakcji. Oni pozostają niewidoczni, jako iż odczuwają dalekosiężne efekty erratycznych działań. Metaforę rozbitej szyby, dowód na absurdalność identyfikacji szkód z zyskiem transponuje Bastiat na zróżnicowane aspekty gospodarki, m.in. podatki, dotacje na sztukę, roboty publiczne, automatyzację produkcji, kredyty, oszczędności oraz zbytek, czy też prawa do pracy i zysku, które rozpatruje przez pryzmat transparentnych i niewidocznych nominalnie, zaś aktualnych obecnie, efektów ingerencji państwa w rynek. Szczególnie interesujące, moim zdaniem, są refleksje autora nad ciężarem fiskalnym, pożyczkami oraz racjonalnymi wydatkami. W kwestii podatków Bastiat wyraźnie optuje za liberalną polityką państwa, które nie ingeruje w przedsięwzięcia gospodarcze obywateli. Skuteczna realizacja potrzeb mieszkańców, w retoryce autora, wynika wyłącznie z ich działań, bowiem zwykli ludzie generują bogactwo. Ilekroć urzędnik wydaje, powiedzmy o 100 złotych więcej, identyczna kwota ubywa podatnikowi. Usługi świadczone obywatelom przez funkcjonariuszy publicznych implikują uczciwą wymianę, jeżeli wykazana zostanie ich użyteczność, przeto warunek sine qua non kreacji nowego stanowiska biurokratycznego dotyczy przydatności tego etatu, bowiem służba urzędnika zasługuje na zapłatę, przyznawaną również z majątku społeczeństwa, gdy wydaje wymierne korzyści. Interwencjoniści dostrzegają wyłącznie sponsorowaną przedsiębiorczość, przeto Bastiat stawia im zarzut chęci inkluzji wszystkich sfer aktywności obywateli do systemu fiskalnego. Szczęśliwie dla kreatywnych czytelników-recenzentów podatek VAT nie objął jeszcze wytworów ich szlachetnych umysłów, choć fani piszący, naturalnie zawsze przezacne, opinie prowadzą pewną usługę wobec zainteresowanych odbiorców. Przyrost ciężaru fiskalnego paradoksalnie determinuje spadek dochodów państwa, wskutek bankructw mniejszych przedsiębiorstw, odpływu kapitału oraz środków produkcji do bananowych republik wraz z likwidacją dotychczasowych posad, wyższego bezrobocia. Fabryki ulegają dyspersji, następuje ekspansja sektora usługowego. Ostatecznie dawniej bogaty, zindustrializowany kraj ulega transformacji w rynek zbytu dla silniejszych ekonomicznie państw. Problem podatków jest ściśle powiązany z zagadnieniem podaży pracy. Fiskus, w optyce Bastiata, dokonuje drenażu zarobków u jednych i przyznaje płace drugim. Regularną legitymizację tego mechanizmu stanowi walka z bezrobociem, tymczasem samodzielny przedsiębiorca zatrudniłby odpowiednią liczbę pracowników z funduszy spłacanych państwu, ale wtedy urzędnicy nie pobiorą pensji oraz premii, jak stąd do Hondurasu, za rozdawnictwo cudzych pieniędzy. Ilość etatów i zysku wytworzonych ze składek skarbowych kompensuje brak dochodów z pracy dostarczonej przez właścicieli prywatnych firm, gdyby pieniądze z należności fiskalnych pozostały u nich. W rezultacie podatki przemieszczają zarówno populację, jak też pracę. Dopóki pieniądze należą do obywateli, którzy zamieszkują wszystkie regiony kraju, dopóty środki te zasilają holistyczną gospodarkę i równomiernie ogarniają ogół robotników. Gdy państwo odbiera pieniądze obywatelom i umieszcza ten majątek w konkretnym sektorze przemysłu, to kreuje, wprawdzie proporcjonalną ilość etatów, przy czym znikają równocześnie posady w innych branżach. Niejednokrotnie zasoby finansowe zaczerpnięte z wpływów fiskalnych zainwestowane zostają w gałęzie gospodarki, które nie przynoszą zysków, przykładowo przez brak popytu na wytwarzane w nich dobra. Wsparcie władz publicznych, nie wyeliminuje strat, przeto producenci dokonujący złych wyborów działalności biznesowej są sofistami, gdy wymagają od rządu implementacji podatków na dotacje dla ich pomylonych firm. Taka polityka przypomina żądanie zwrotu pieniędzy od solenizanta za nieudany prezent urodzinowy. Istotę pożyczki wyświetlił francuski ekonomista przez identyfikację podwójnego błędu zakorzenionego w systemie kredytowym. Po pierwsze, pieniądz pomylony jest z towarem. Po drugie, papierowy banknot erratycznie przyjęty został za pieniądz. Rzeczywisty przedmiot pożyczki stanowią rozmaite dobra dostępne zakupom za równowartość zaciągniętego długu. Pieniądze ułatwiają jedynie wymianę między właścicielami tych towarów, a konsumentami, natomiast ilość dóbr w transakcjach nie przekracza całkowitej podaży produktów, np. domów, samochodów, telewizorów, której nie zwiększają instytucje kredytowe. Politycy chętnie rozdają nowe lokale poprzez państwowe gwarancje dla pożyczek. Te zabezpieczenia polegają na spłatach długów z majątku podatników. Bastiat objaśnia ów mechanizm poprzez parabolę pługu. Jan jest pracowity, ma dobrą reputację, a zatem wykazuje wiarygodność finansową. Jakub nie wzbudza równego zaufania, lecz dysponuje gwarancją zwrotu pożyczki przez państwo. W konsekwencji pług otrzyma nieudacznik, zaś kompetentny klient pozostanie z niczym. Takowa polityka determinuje dwoistą niesprawiedliwość. Uczciwi konsumenci zostają oszukani, natomiast podatnicy spłacają długi, które ich nie dotyczą. Naturalnie taki model kredytowy nagradza przede wszystkim lenistwo. Interwencje polityków zwiększają zaledwie liczbę pożyczkobiorców, lecz nie powodują wzrostu podaży kredytów, bo realny kapitał generują zwykli obywatele. Bardzo często pojęcie "oszczędność" przywołuje asocjacje z pieniędzmi ukrytymi w pojemnikach z mąką, czy cukrem, albo zakopanymi w ogródku za domem. Utuczona latami świnka-skarbonka przerobiona została na soczyste plasterki plastiku, które śmigają w sklepowych czytnikach, niby rącze mustangi na amerykańskich szosach, bo prerie, analogicznie do zaskórniaków, są już "passé". Remedium na zadyszkę stanowi debet, dlatego uciechom nie ma końca. Dysertacja Fryderyka Bastiata znakomicie uwypukla zarówno bezsens hedonistycznego materializmu epoki współczesnej, jak też absurdalność kryjówek na oszczędności. Rozrzutne wydatki ustawicznie maleją, tymczasem kapitał lokowany w banku, czy też inwestowany w ziemię, papiery wartościowe, fakultatywnie we własny biznes, stopniowo wzrasta. Racjonalnie zagospodarowane pieniądze zarówno zasilają gospodarkę, jak też sprzyjają kumulacji majątku, zaś środki bezmyślnie przetracane w "świątyniach konsumpcji" topnieją aż do zera. Książeczka "Co widać i czego nie widać" stanowi niezmiernie użyteczną prolegomenę do nauki o ekonomii, nawet na poziomie licealnym, przede wszystkim motywującą zachętę do rozwoju osobistej przedsiębiorczości, zamiast entuzjastycznej afirmacji socjalu i politycznego protekcjonizmu. Fryderyk Bastiat pokładał wiarę w ludzi, a nie w rozdawniczą elitkę, toteż treść tegoż eseju, mimo ponurej ekspozycji aktualnych problemów społecznych, cechuje niepowetowany optymizm, który skłania do refleksji oraz działania. Polecam tę broszurę wszystkim czytelnikom zainteresowanym ekonomią wolnorynkową, jak też szeroką sferą spraw publicznych.
Oceny książki Co widać i czego nie widać
Poznaj innych czytelników
3462 użytkowników ma tytuł Co widać i czego nie widać na półkach głównych- Chcę przeczytać 1 773
- Przeczytane 1 649
- Teraz czytam 40
- Posiadam 305
- Ekonomia 79
- Ulubione 37
- Chcę w prezencie 16
- 2022 14
- Biznes 8
- Do kupienia 7





















































OPINIE i DYSKUSJE o książce Co widać i czego nie widać
Krótka książeczka zawierająca zbiór anegdot mających na celu wyjaśnienie powszechnych błędów w rozumieniu zjawisk gospodarczych.
Krótka książeczka zawierająca zbiór anegdot mających na celu wyjaśnienie powszechnych błędów w rozumieniu zjawisk gospodarczych.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKsiążka tłumacząca w przystępny i atrakcyjny sposób zdroworozsądkowe podstawy podstaw ekonomii. Niestety w 2026 roku należy ją czytać z przymrużeniem oka. O ile rację ma autor, że różne działania, w szczególności rządu mają często ukryte koszty (pieniądze trzeba skądś pozyskać),to jego podejście do wielu tematów jest szokująco (z dzisiejszej perspektywy) uproszczone i naiwne. Generalnie wg autora nie ma znaczenia na co wydaje się pieniądze bo zostają one w obiegu gospodarczym. Nie uwzględnia zupełnie zjawisk takich jak monopole, wyprowadzanie zysków poza granice, rywalizację nastawioną na zagarnięcie i zdominowanie rynku, akumulację kapitału czy nierówności. Wszystko jedno czy zarobi Amazon czy lokalny sklep, bo jak Amazon zarobi to zainwestuje zyski w nowe przedsięwzięcia w Polsce... świat [już] tak nie działa.
Trzeba jednak oddać autorowi ostre pióro - jak w przytoczonej anegdocie gdy nałożenie ceł na zagraniczne towary komentuje wydając "Petycję producentów świec, lamp, świeczników ... i wszystkiego co łączy się z oświetleniem", w której domaga się zakazu korzystania ze światła słonecznego celem ratowania rodzimych przedsiębiorców.
Ciekawe jest także to jak podobne do współczesnych są problemy, którymi żyła ówczesna Francja - kwestie wysokości podatków, finansowania przez państwo nierentownych firm czy branż, inwestycji publicznych... Pojawiają się argumenty o tworzeniu nowych miejsc pracy oraz o redystrybucji pieniędzy, które napędzą gospodarkę... A do tego rozdział 8 o zabieraniu pracy ludziom przez maszyny jakże aktualny w 2026 roku - szkoda tylko, że recepta już po terminie
Książka tłumacząca w przystępny i atrakcyjny sposób zdroworozsądkowe podstawy podstaw ekonomii. Niestety w 2026 roku należy ją czytać z przymrużeniem oka. O ile rację ma autor, że różne działania, w szczególności rządu mają często ukryte koszty (pieniądze trzeba skądś pozyskać),to jego podejście do wielu tematów jest szokująco (z dzisiejszej perspektywy) uproszczone i...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toBardzo skondensowana wiedza z podstaw ekonomi, tłumacząca zasadę skutków każdych wyborow i decyzji, polecam.
Bardzo skondensowana wiedza z podstaw ekonomi, tłumacząca zasadę skutków każdych wyborow i decyzji, polecam.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTytułowe pytanie przeanalizowane w kontekście kilku zagadnień ekonomicznych. Krótko i treściwie
Tytułowe pytanie przeanalizowane w kontekście kilku zagadnień ekonomicznych. Krótko i treściwie
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to- równia pochyła i ad absurdum opanowane do perfekcji, nie brakuje też chochołów
- archaiczne podejście do podatków (nic dziwnego) - jednym pytaniem można większość argumentacji obalić: skoro obywatele muszą "oddać swoje pieniądze", to skąd się one na początku biorą?
- koszmarnie prosta i naiwna, trywializująca w zasadzie każde zagadnienie, przez to również potencjalnie szkodliwa
- część przykładów wprost obalonych choćby przez historię rozwoju USA i Chin
- warta poznania tylko jako rodzaj groteskowej, egzotycznej ciekawostki z przeszłości
- miejscami wzruszająca - na przykład kapitalista, który po zaoszczędzeniu na płacy robotników obniża ceny produktów 🥹
- największy plus: krótka, więc nie marnuje dużo czasu
- równia pochyła i ad absurdum opanowane do perfekcji, nie brakuje też chochołów
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to- archaiczne podejście do podatków (nic dziwnego) - jednym pytaniem można większość argumentacji obalić: skoro obywatele muszą "oddać swoje pieniądze", to skąd się one na początku biorą?
- koszmarnie prosta i naiwna, trywializująca w zasadzie każde zagadnienie, przez to również potencjalnie...
Wilful blindness.
Wilful blindness.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo topraca czyni wolnym a pomoc słabszym to socjalizm, poza tym, państwo nie ma swoich pieniędzy a czarne łabędzie to wymysł pasożytów, i takie tam... ;)
praca czyni wolnym a pomoc słabszym to socjalizm, poza tym, państwo nie ma swoich pieniędzy a czarne łabędzie to wymysł pasożytów, i takie tam... ;)
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toEsencja mądrości ekonomicznej, w dodatku dostępna na wyciągnięcie ręki od 1850 roku.
Esencja mądrości ekonomicznej, w dodatku dostępna na wyciągnięcie ręki od 1850 roku.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPodstawy ekonomii. Niektóre zagadnienia trochę przestarzałe, ale inne ponadczasowe. Nic więcej napisać się nie da, bo to ledwie 5x stron. Przyjemna lektura na godzinę albo dwie.
Podstawy ekonomii. Niektóre zagadnienia trochę przestarzałe, ale inne ponadczasowe. Nic więcej napisać się nie da, bo to ledwie 5x stron. Przyjemna lektura na godzinę albo dwie.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toMikroekonomia pierwszy rok pierwszy wykład koszty alternatywne - dla kumatych nic szczególnego
Mikroekonomia pierwszy rok pierwszy wykład koszty alternatywne - dla kumatych nic szczególnego
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to