Zakazana historia odkrycia Ameryki

Okładka książki Zakazana historia odkrycia Ameryki autora Jarosław Molenda, 9788311139220
Okładka książki Zakazana historia odkrycia Ameryki
Jarosław Molenda Wydawnictwo: Bellona historia
256 str. 4 godz. 16 min.
Kategoria:
historia
Format:
papier
Data wydania:
2015-09-24
Data 1. wyd. pol.:
2015-09-24
Liczba stron:
256
Czas czytania
4 godz. 16 min.
Język:
polski
ISBN:
9788311139220
Średnia ocen

6,2 6,2 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Zakazana historia odkrycia Ameryki w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Zakazana historia odkrycia Ameryki

Średnia ocen
6,2 / 10
41 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Zakazana historia odkrycia Ameryki

avatar
7668
7646

Na półkach:

Nie zainteresowała mnie.

Nie zainteresowała mnie.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
293
282

Na półkach:

Z perspektywy czytelnika nie mającego szerokiej wiedzy na temat wielkich odkryć geograficznych książkę można uznać za jak najbardziej interesującą. W pubilkacji nie brakuje ciekawostek, o których nic nie wiedziałem, co poszerzyło moją wiedzę. Za minus tego działa uważam, że niektóre wątki zostały potraktowane zbyt dokładnie ( schematy budowy łodzi, metody badań laboratoryjnych itd.),co w przypadku amatorów tematu może być nieco nurzące. Reasumując - warto zapoznać się z tytułem.

Z perspektywy czytelnika nie mającego szerokiej wiedzy na temat wielkich odkryć geograficznych książkę można uznać za jak najbardziej interesującą. W pubilkacji nie brakuje ciekawostek, o których nic nie wiedziałem, co poszerzyło moją wiedzę. Za minus tego działa uważam, że niektóre wątki zostały potraktowane zbyt dokładnie ( schematy budowy łodzi, metody badań...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
1097
961

Na półkach:

Tematyka fascynująca i od dawna mi nieobca. Książka mnie jednak nieco rozczarowała. Momentami trochę lania wody, momentami trochę przynudzania. Dla osób głęboko siedzących w temacie coś jak elementarz dla gimnazjalisty. Jako pozycja mająca zaciekawić laików trochę zbyt drobiazgowa i "faktograficzno-sucha".

Tematyka fascynująca i od dawna mi nieobca. Książka mnie jednak nieco rozczarowała. Momentami trochę lania wody, momentami trochę przynudzania. Dla osób głęboko siedzących w temacie coś jak elementarz dla gimnazjalisty. Jako pozycja mająca zaciekawić laików trochę zbyt drobiazgowa i "faktograficzno-sucha".

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

152 użytkowników ma tytuł Zakazana historia odkrycia Ameryki na półkach głównych
  • 104
  • 45
  • 3
30 użytkowników ma tytuł Zakazana historia odkrycia Ameryki na półkach dodatkowych
  • 14
  • 10
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Zakazana historia odkrycia Ameryki

Inne książki autora

Jarosław Molenda
Jarosław Molenda
Polski pisarz, publicysta i podróżnik. Absolwent filologii klasycznej Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Członek South American Explorers i Polskiego Klubu Przygody, w ciągu ćwierć wieku odwiedził cztery kontynenty i kilkadziesiąt krajów. W latach 1996-1997 był w kolegium redakcyjnym „Encyklopedii Geograficznej Świata”. W 2008 roku wraz z Romanem Warszewskim dotarł do ostatniej stolicy Inków – Vilcabamby, czego pokłosiem była książka Tupac Amaru II (2010),a także artykuły w „Globtroterze” (2009, nr IV),„Żyj długo” (2009, nr 5),„Archeologii Żywej” (2010, nr 4),w których podważa lansowany przez Elżbietę Dzikowską fakt „odkrycia” w 1976 roku Vilcabamby przez ekspedycję pod kierunkiem profesora Edmundo Guilléna i z udziałem Tony Halika. W roku 2009 odbył wyprawę Tupac Amaru Expedition, w czasie której – wraz z Arkadiuszem Paulem i Romanem Warszewskim – jako pierwsi Polacy dotarli do najwyżej położonych ruin inkaskich Incahuasi na przełęczy Puncuyoc oraz odnaleźli ślady nieznanych ruin prekolumbijskich w pobliżu Vista Alegre i Urpipata (Peru). Wyprawa została opisana w książce Romana Warszewskiego. Zajmuje się szeroko rozumianą publicystyką popularnonaukową, jego teksty ukazywały się między innymi na łamach takich pism jak: „Filomata”, „Focus Historia”,"Kombatant", „Kurier nad Morzem”, „Miejsca Święte”, „Mówią Wieki”, „Nieznany Świat”, "Odkrywca", "Rzeczpospolita", „Voyage”, „Wiedza i Życie”, oraz „Zew Północy”. Jest dziennikarzem magazynu podróżniczego „Dookoła Świata”. W 2013 roku został uhonorowany pamiątkowym medalem z okazji 95-lecia Bellony w uznaniu za długoletnią współpracę z tym wydawnictwem. W 2014 roku został odznaczony przez ministra obrony narodowej brązowym medalem za zasługi dla obronności kraju. W 2015 roku został odznaczony przez Prezydenta Rzeczypospolitej Srebrnym Krzyżem Zasługi za upowszechnianie kultury i propagowanie historii. W 2016 roku Minister Kultury i Dziedzictwa Narodowego przyznał mu Honorową Odznakę "Zasłużony dla Kultury Polskiej".
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Świat przed Kolumbem. Kontakty między cywilizacjami Lucio Russo
Świat przed Kolumbem. Kontakty między cywilizacjami
Lucio Russo
(2013) [L'America dimenticata. I rapporti tra le civilta e un errore di Tolomeo (Zapomniana Ameryka. Relacje między cywilizacjami i błąd Ptolemeusza)] „[…] czy cywilizacje ewoluowały oddzielnie, zgodnie z uniwersalnymi prawami, które spowodowały te same etapy rozwoju w stronę coraz bardziej złożonych struktur społecznych, czy może historia ludzkości jest jednym połączonym zdarzeniem, w którym zawarte są ewolucja i inwolucja? Czy zdarzenia takie jak narodziny rolnictwa i hodowli, odkrycie metalurgii, ceramiki, tkactwa i koła, wynalezienie pisma, zakładanie miast i państw powtarzały się wielokrotnie i niezależnie, gdyż są naturalnymi procesami, czyli zostały uwarunkowane naszym bagażem genetycznym i ogólną charakterystyką środowiska, a może są zdarzeniami niepowtarzalnymi, określającymi tę konkretną ścieżkę – pośród nieskończenie wielu możliwych i wielu rzeczywiście przebytych – która doprowadziła do obecnie dominującej cywilizacji? Pierwsza część książki krótko nakreśla historię debaty teoretycznej na powyższe tematy oraz pokazuje, w jaki sposób niedawne postępy w archeologii – demonstrując coraz wyraźniej gęstą sieć stosunków łączących od czasów starożytnych wiele ludów Starego Świata, nie pozwalają już rozpatrywać indywidualnie ich rozwojów kulturowych Podzielane obecnie przez prawie wszystkich uczonych przekonanie o całkowitym braku prekolumbijskich kontaktów między Ameryką na innymi kontynentami, w połączeniu z całą serią elementów kulturowych wspólnych dla cywilizacji amerykańskich i euroazjatyckich, stało się podstawa idei, że wszystkie cywilizacje przeszły niezależnie ten sam model rozwoju. […] W drugiej części książki problem został rozpatrzony przy zastosowaniu nowego narzędzia, zaczerpniętego z historii geografii matematycznej. W II wieku n.e. Klaudiusz Ptolemeusz przypisał Ziemi wymiary zdecydowanie mniejsze niż określone cztery wieki wcześniej […] przez Eratostenesa. Odtwarzając źródło pochodzenia tego osobliwego i drastycznego skurczenia się świata, otrzymano zaskakujące rezultaty. Po pierwsze, błąd dotyczący rozmiarów Ziemi okazał się następstwem zmniejszenia się horyzontów geograficznych, będącego wynikiem ogólnej, zazwyczaj ignorowanej, zapaści kulturowej, która miała miejsce w II wieku p.n.e. […] Po drugie, używając konkretnych argumentów liczbowych, stwierdzono, że u podstaw błędu Ptolemeusza leży omyłkowa interpretacja danych geograficznych sięgających Hipparcha i dotycząca miejsc w Ameryce, o których istnieniu w czasach cesarstwa rzymskiego zapomniano, a które zostały zinterpretowano jako leżące w Starym Świecie. W ten sposób otrzymano potwierdzenie starożytnych kontaktów między kontynentami, co rzuca nowe światło na możliwy stopień współzależności różnych cywilizacji” (str. 11-13). „We wszystkich dyscyplinach, gdy jakiś pogląd z wiarygodnymi elementami zostaje zdecydowanie odrzucony przez środowisko naukowców, które akceptuje prawomyślny model, mimo że nie jest w stanie wyjaśnić niektórych faktów, to pogląd ten staje się domeną amatorów i akademickich »apostatów« różnego pokroju. Powstaje w te sposób niezwykle zwarta alternatywna społeczność, w której osoby o wybujałej wyobraźni poszukując rozgłosu, stoją u boku ludzi pełnych pasji i intuicji, ale bardzo rzadko posiadających zaplecze techniczne niezbędne do przeprowadzenia badań, które cieszyłyby się uznaniem zawodowych badaczy. Pogląd wyparty ze środowisk akademickich zostaje w ten sposób dodatkowo zdyskredytowany, zaczynając błędne koło – przedstawia się go w tym bardziej fałszywym świetle, im bardziej jest popierany przez amatorów. W naszym przypadku istnieje wiele książek na temat starożytnych podróży do Ameryki, napisanych przez niespecjalistów. Zazwyczaj brakuje im krytycznej selekcji rzekomych dowodów i dość często przytaczają całkowicie absurdalną argumentację, ale można w nich znaleźć również interesujące informacje, które po odrzuceniu przez literaturę akademicką nie mają możliwości zaistnieć gdzie indziej” (str. 66)*. O treści książki, najpełniej mówi tytuł oryginału: L'America dimenticata. I rapporti tra le civilta e un errore di Tolomeo, tj. Zapomniana Ameryka. Relacje między cywilizacjami i błąd Ptolemeusza**. Profesor Lucio Russo (1944-2025) stawia szereg pytań o stan naszej wiedzy nt. dawnego rozprzestrzeniania innowacji technologicznych i rozwiązań cywilizacyjnych, kontaktów transkontynentalnych i transoceanicznych. Podaje w wątpliwość rolę czynnika biologicznego jako głównej determinanty podobieństw techniczno-kulturowych, odwołując się do nieco zakurzonej idei dyfuzjonizmu kulturowego***. Po tych rozważaniach przechodzi do analizy kartograficznego opracowania Klaudiusza Ptolemeusza (ok. 100-168). Analizuje jego obliczenia i toki rozumowania, tłumacząc w jaki sposób błędnie zinterpretował ustalenia Eratostenesa z Cyreny (276-194 p.n.e.),i tym samym upowszechnił mylny ogląd na faktyczny rozmiar świata (pomniejszając go). Analizując okruchy informacji i drobne poszlaki, dochodzi do wniosku, że w starożytności, za pośrednictwem Fenicjan, zachodziły kontakty transatlantyckie między Europą a Ameryką****. Jego powściągliwe, analityczne podejście wypada bardzo przekonująco, choć pewne założenia budzą wątpliwości. Tłumaczenie Anny Wójcickiej (2019) zdaje się dobrze oddawać charakter oryginału. Całość czyta się na ogół przyjemnie, sprawnie i szybko, choć obrana stylistyka nie zawsze służy płynnemu przyswajaniu treści. Język Russo jest pełen ogłady, po akademicku stonowany – niekiedy rozwlekły; wielokrotnie złożone zdania, zwłaszcza na początku, wymuszają skupienie a jednocześnie nużą. Na str. 167-206 lektura staje się wyzwaniem dla przeciętnego odbiorcy, nie mającego doświadczenia w ustaleniach pozycji geograficznych i złożonych wyliczeniach. Jest to najtrudniejsza część, jednocześnie kluczowa dla wymowy całości. Praca warta przytaczania, bardzo interesująca pod kątem informacji o ustaleniach starożytnych, a także metodyki obranej przez Russo i jej zaskakujących wyników. Pozbawiona niezdrowych sensacji, skłania do zastanawiania nad zagadnieniem starożytnej komunikacji transatlantyckiej i jej konsekwencji (6/10). __________________________ * Autor ma pełną świadomość, jak ta książka go pozycjonuje, i do jakiej szufladki spycha. Antycypuje dalszy rozwój wydarzeń, i w pełni świadomie się asekuruje. Wie, że publikacja stawia go w szeregu myślicieli wyklętych. ** „Obecnie udostępniamy polskimi czytelnikom najnowszą głośną książkę Russo, której nadaliśmy tytuł Świat przed Kolumbem. Kontakty między cywilizacjami, naszym zdaniem bardziej adekwatny iż włoski tytuł oryginalny L'America dimenticata. I rapporti tra le civilta e un errore di Tolomeo, nawiązujący jednocześnie do bestsellerowej Zapomnianej rewolucji” (Od wydawcy, str. 9). L'America dimenticata symbolizuje ogół utraconej wiedzy, a podtytuł wskazuje zakres tematyczny. Zmiana dokonana w celach marketingowych – nie w trosce o lepszą prezentację treści. *** „Według dyfuzjonizmu kultura lub określone praktyki kulturowe, przedmioty, bądź instytucje mają swoje źródło w jednym lub nielicznych centrach źródłowych, z których następnie rozpowszechniły się po całym świecie” (https://pl.wikipedia.org/wiki/Dyfuzjonizm). **** „W źródłach Ptolemeusza przez nazwę Wyspy Szczęśliwe rozumiano Małe Antyle, natomiast później (w szczególności, począwszy od samego Ptolemeusza) wyspy te zaczęto błędnie identyfikować z Wyspami Kanaryjskimi” (str, 259). „Ptolemeusz wierzy, że Wyspy Szczęśliwe to Wyspy Kanaryjskie, ale podaje współrzędne archipelagu, którego rozmiary, zarówno w szerokości, jak i długości geograficznej odpowiadają Małym Antylom i którego długość geograficzna różni się od Małych Antyli dokładnie tyle, ile potrzeba, aby stworzyć błąd systematyczny dotyczący długości geograficznych i rozmiarów Ziemi” (str. 262-263). • Ludność basenu Morza Śródziemnego, prekolumbijskiej Ameryki i starożytnych Chin funkcjonowała wedle tych samych lub zbliżonych modeli cywilizacyjnych nie dlatego, że miała pokrewną biologię, zdolności intelektualne i działała w tej samej rzeczywistości opartej na identycznej chemii i fizyce, ale miała możliwości małpowania od siebie (tak jak Egipcjanie, mieszkańcy Mezopotamii i brzegów Indusu, rozlokowani w bezpośrednim sąsiedztwie). Tak domniemywa Russo, jego praca to wielka kontestacja determinizmu biologicznego na rzecz pogrzebanego dyfuzjonizmu kulturowego. Subtelnie, ale jednak. (To prawie jak powrót do ezoterycznych przekazów o wielkiej cywilizacji Atlantydy, Mu i Lemurii, która po dramatycznym upadku zakłada na kontynentach prężne kolonie, albo robi to jeszcze za czasów swojej świetności). Wydaje się logiczne, że pewne innowacje miały swoje źródło w jednorazowym przebłysku geniuszu, a do innych dochodzono niezależnie. Zdrowy rozsądek podpowiada oba warianty, ale profesor o tym nie pisze. Stwierdza natomiast, że procesy cywilizacyjne są bardzo złożone; każdorazowo, w grę wchodzi wiele czynników, a linowy, uniwersalny model rozwoju nie jest odgórną zasadą – ta myśl jest z kolei bardzo trafna. Wedle autora, kiedy Rzymianie rozgromili Kartaginę, zawojowali państwa greckie i zwasalizowali Egipt – z czasem zmieniając Morze Śródziemne w wewnętrzny akwen imperium – doszło do regresu cywilizacyjnego: Kartagina wraz z jej dorobkiem geograficznym przestała istnieć, greccy intelektualiści trafili w niewolę, degradowani do roli domowych pedagogów, a klimat polityczny Aleksandrii również nie sprzyjał rozwojowi nauk. W wyniku chaosu i utraty cennych zbiorów bibliotecznych (ich rozproszenia, a w dalszej kolejności porzucenia),z czasem zapomniano o wypracowanych metodologiach badawczych, ustaleniach natury filozoficznej i geograficzno-fizycznej, astronomicznej oraz innych dziedzin. Przestano rozumieć stare pisma, kopiować ważne prace i rozwijać dorobek poprzedników. Doszło do zawężenia wiedzy o świecie, ograniczającej się głównie do granic Imperium i przyległości. • Mam od kilku lat na półce taką pozycję: Raimund Schulz, Łowcy przygód w dalekich krainach. Wielkie pionierskie podróże i wiedza antyku o świecie [Abenteurer der Ferne. Die großen Entdeckungsfahrten und das Weltwissen der Antike, 2016]. Nie udało mi się jeszcze za nią zabrać, ale jest w niej sporo z tego, co Russo ujmuje skrótowo, więc może być ciekawa. • UWAGI MERYTORYCZNE (wyd. 2019 na pdst. poprawionego wyd. włoskiego z komentarzem, tłum. Anna Wójcicka): Str. 39 – „[…] pierwszego prawdziwego alfabetu – greckiego […]”, „prawdziwego” tj. zawierającego również znaki graficzne reprezentujące samogłoski („Idea przekształcenia alfabetu spółgłoskowego w prawdziwy alfabet, z użyciem symboli spółgłosek niewstępującymi we własnym języku, by wskazać samogłoski, zrodziła się później w Grecji i nie została odnaleziona niezależnie w żadnym innym miejscu”, str. 43). Dla porządku, warto zaznaczyć że Grecy nie wymyślili go sami z siebie, i że jego pierwowzorem był alfabet fenicki, o czym pisze Herodot: „Owi zaś Fenicjanie […] przynieśli Hellenom różne umiejętności, a zwłaszcza nieznane im przedtem, jak mi się zdaje pismo. […] Ci [Jonowie] nauczyli się od Fenicjan liter, nieco je przekształcili i zaczęli używać […]” (Herodot, Dzieje, Warszawa 2008, str. 309-310). W Pierwszym słowie Kukenburga przeczytamy, że początkowo system grecki funkcjonował w szeregu różnych, nieujednoliconych wariantów (Martin Kukenburg, Pierwsze słowo, Warszawa 2021, str. 232). Str. 54 – „Dziś wiemy, że dwukołowe wozy zostały wynalezione na stepach” – takie i podobne stwierdzenia są bardzo ryzykowne. Można stwierdzić, że najstarsze pozostałości rydwanu odnaleziono na stepach Eurazji, ale kolejne – przyszłe – znalezisko może wskazać na inny rejon… Polegamy na tym co się zachowało, i z tego budujemy obraz przeszłości, a przecież wszystko co materialne ulega rozkładowi: korozja, ogień, wilgoć, bakterie. Np. zachowały się groty włóczni, ale nie siatki i plecione kosze w których przenoszono owoce, korzenie, grzyby... (Ktoś może postawić hipotezę, że przed ludźmi istniała na Ziemi cywilizacja zupełnie innego gatunku, który uległ zagładzie. Wprawdzie nie ma na to żadnych dowodów, ale czy teoretycznie mogłaby zaistnieć, ulec zagładzie i nie pozostawić po sobie nic? Gdyby tak było, jest bardzo prawdopodobne, że to co by po niej pozostało, uległoby rozkładowi, lub zostało zagrzebane pod kolejnymi warstwami geologicznymi. Na przestrzeni milionów lat wszystko uległoby rozkładowi, a jeśli coś by dotrwało, mogłoby zostać przeoczone lub zniszczone. Teoretycznie). Oczywistym jest, że kontakty między pierwszymi cywilizacjami były, nierzadko realizowane jako wojny i inne konflikty, których nikt nie utrwalił dla wiedzy potomnych. Nie kształtowały się w oderwaniu od innych. Kontakty były realizowane przez sąsiednie ośrodki, informacja krążyła. Pewne idee były wymieniane, ale do wielu rzeczy dochodzono też samodzielnie. Str. 73 – „[…] w 1477 roku dwudziestosześcioletni Krzysztof Kolumb dotarł do »Tile« (czyli to Thule) […]. Najprawdopodobniej dopłynął do Grenlandii”. Najprawdopodobniej nieco bliżej względem Europy, może do Islandii: „W roku 1476, w miesiącu lutym, pojechałem wodą sto legoa za wyspę Tile, której strona południowa oddalona jest od strefy równikowej siedemdziesiąt i trzy stopnie, a nie sześćdziesiąt i trzy jak chcieliby niektórzy. Wyspa zaś ta nie leży w obrębie Ptolemeuszowego Zachodu, lecz położona jest o wiele bardziej na zachód. Do tej wyspy, która jest jak Anglia duża, Anglicy jeżdżą ze swymi towarami, szczególnie żeglarze z Bristolu. W czasie, kiedym ja tam przebywał, morze nie było zamarznięte, za to poziom wody tak się wahał, iż w niektórych miejscach w porze odpływów i przypływów opadał lub wznosił się o dwadzieścia i sześc łokci” (Fischer-Fabian S., Krzysztof Kolumb. Bohater czy łotr, Warszawa 2006, str. 24). „Trafić mógł na Szetlandy, do Norwegii, na Islandię, Wyspy Owcze albo Grenlandię. […] Kolumb za Thule bez wątpienia uważał Islandię, ale pisząc o szerokości geograficznej i różnicy poziomu wody, popełnił takie błędy, że jego najbardziej zagorzali przeciwnicy sądzą, iż z pewnością zawędrował tam tylko palcem na mapie” (tamże, str. 25). „Prior to 1492, Columbus sailed extensively in the Atlantic, where he learned open-ocean navigation. He sailed to England »with the Portuguese«. On that or another trip he went to Galway Bay in Ireland. There, he reported, two bodies with »strange features« had washed ashore in two small boats. In a secondary source Columbus says that in February 1477 he traveled a hundred leagues beyond Tile (Thule),where he noted the immense tides. Perhaps he had reached Iceland” (https://www.christopher-columbus.eu/portugal-1476-1485.htm). „Thule (gr. Θούλη Thúlē; łac. Thūlē, Thylē) – starożytna nazwa wyspy w północnej części Oceanu Atlantyckiego, wzmiankowana po raz pierwszy w IV wieku p.n.e. przez greckiego żeglarza Pyteasza z Massalii w jego dziele Perí Okeanu. Według jego relacji Thule miała znajdować się o 6 dni żeglugi na północ od wyspy Wielka Brytania. Thule identyfikowana jest zwykle z Islandią, Szetlandami lub wybrzeżem Norwegii (uważanej jeszcze w średniowieczu za wyspę)” (https://pl.wikipedia.org/wiki/Thule_(legendarna_wyspa)). Str. 81-84 – Wschodem wspomnianym Popol Vuh nie musi być wcale Stary Świat, najbliższe zamorskie lądy to Wyspy Karaibskie (na wysokości Jukatanu, w bezpośrednim sąsiedztwie, leży Kuba). A może warto po prostu założyć, że zamorskie ziemie były wyobrażone, domniemane? No bo skoro my mieszkamy na wybrzeżu, przed nami jest wielka woda, to czy nie można rozsądnie zakładać, że za nią może ciągnąć się inne? Str. 84-86 – tekst wspominający kury jest z 1526, Kolumb dopłynął na Karaiby w 1492. To prawie cztery dekady na pozyskanie i wyhodowanie rodzimych kur. Chyba, że faktycznie pozyskali je od Polinezyjczyków, można zażartować, że za bataty. Dalej zaprezentowane są rzymskie rzeźby, fresk i mozaika, przedstawiająca ananasy, wedle oficjalnej historii znane Europejczykom dopiero od 1493. Owoc faktycznie wygląda jak ananas, jednak można domniemywać, że to zupełnie inna roślina, albo dwie w uproszczonej formie, które przedstawione osobno nie budowałyby takich skojarzeń (a autor nie miał intencji przedstawiać nieznanego sobie owocu). Ciężko powiedzieć, ale to właśnie takie przykłady przemawiają za tym, że być może jakieś transatlantyckie kontakty były (https://ciekawostkihistoryczne.pl/2018/01/19/czy-rzymianie-doplyneli-do-ameryki-polski-badacz-ma-na-to-najdziwniejszy-dowod-o-jakim-slyszeliscie/). Thor Heyerdahl udowodnił, że nawet na statku z trzciny, typowym dla Egiptu, można taki dystans pokonać. Str. 129 – „[…] już w VII wieku p.n.e. feniccy żeglarze na zlecenie faraona Necho II opłynęli Afrykę”. Teoretycznie jest to wykonalne z użyciem ówczesnej techniki, zwłaszcza na przestrzeni trzech lat. Szersze omówienie znajduje się w: Największe zagadki przeszłości, Peter Jamesa i Nicka Thorpe, rozdział Fenicjanie opływają Afrykę. Str. 149 – Russo pisze, że Zenon z Kition „nie miał greckiego pochodzenia” – informacje jakie dotrwały do naszych czasów, nie skłaniają do tak kategorycznego stwierdzenia: „Zeno was born c. 334 BC, in the colony of Citium in Cyprus. His ancestry is disputed between Phoenician and Greek, because Citium contained both Phoenician and Greek inhabitants. While a number of contemporary and modern historians regard Zeno as a Phoenician, other modern scholars have contested this arguing for a Greek or Greco-Phoenician background. The only things that historians know with certainty, are that Zeno had a Greek name, a Greek higher education and that there is no evidence he knew a language other than Greek. His father, Mnaseas, had a name ambiguously meaningful both in Phoenician (»one causing to forget«) and in Greek (»mindful«). His mother and her name are not recorded” (https://en.wikipedia.org/wiki/Zeno_of_Citium). Str. 266 – „[…] Fenicjan, których przybycie do Mezoameryki wytłumaczyłoby również dziwne posągi Olmeków przedstawiające brodatych i wąsatych mężczyzn”. To jakaś pomyłka. Olmeckiej figury nie maja zarostu (można się go doszukiwać w pojedynczych przedstawieniach, np. :https://en.wikipedia.org/wiki/The_Wrestler_(sculpture)). Zwykle temat Olmeków pojawia się przy okazji ogromnych kamiennych głów – doszukiwano się u nich rysów negroidalnych (duże, spłaszczone nosy, wydatne wargi),ale nawet dziś można napotkać Indian o podobnych twarzach – reszta to interpretacja artystyczna. Poza tym, nie oszukujmy się – Afrykanom nie szło już w Afryce, i nie zmieniało się to od tysiącleci, skąd pomysł – że mieliby przeprawiać się przez Atlantyk? Na czym i z czym? Po co? Na temat rzekomych powiązań Afryki i Ameryki Środkowej można poczytać w książeczce: Tajemnica Olmeków. Starożytni odkrywcy Ameryki [The Mystery of the Olmecs, 2007] (wydanej również jako: Olmekowie. Najstarsza tajemnica Meksyku i Tajemnice Olmeków, najstarszej cywilizacji Mezoameryki). David Hatcher Childress napisał sporo książek utrzymanych w podobnym tonie, polecać je można tylko w ramach ciekawostki, guilty pleasure. UWAGI TECHNICZNE: str. 34 – inne dobra (różne?); str. 48 – „[…] cywilizacjami urbanistycznymi mezopotamskimi i stepowymi na północy” (?); str. 50 – książka Oltre la Bibbia ma polskie wydanie (Nie tylko Biblia. Historia starożytnego Izraela, Wydawnictwa UW, Warszawa 2011); Str. 62 – zadeklarowany dyfuzjonista sankcjonuje negacje powiązań kulturowych Ameryki i Starego Świata?; str. 100 – książka Jareda Diamonda Collapse: How Societies Choose to Fail or Succeed ma polskie wydanie (Upadek. Dlaczego niektóre społeczeństwa upadły a innym się udało, 2007); str. 129-130, 132, 204, 208x2, 209, 219, 221, 231, 233-234, 240, 250, 280, 283 – Słupy Herkulesa (Słupy Heraklesa – w polskiej historiografii, najczęściej spotykany jest ten wariant, na str. 253 jest cytat w którym mamy Słupy Heraklesa); str. 235 – umożliwiały (uniemożliwiały); str. 311 – w indeksie jest dwóch panów Z., jesteśmy odsyłani do str. 301, ale żaden z nich tam nie figuruje. • Kiedy byłem dzieciakiem, a później nastolatkiem, był taki cykl Księgi Tajemnic w wydawnictwie Amber*. Trafiały do niego i pozycje rzetelne, przeglądowe, które można by klasyfikować jako popularnonaukowe**, i – przede wszystkim – pozycje pseudonaukowe. Choć bez tego szyldu, cykl jest kontynuowany. W ofercie księgarń internetowych, znajdziemy sporo wznowień starszych tytułów, które młodemu czytelnikowi dają dużo nadziei na wejście do niezwykłego, zagadkowego świata, budząc jednocześnie wiele wątpliwości, a starszego odbiorcę, mającego już pewną wiedzę i dobrze rozwinięty aparat krytyczny, przyprawiają o ból głowy (brakiem rzetelności i natłokiem bzdur). Wszedłem z ciekawości na stronę wydawnictwa, odszukałem sekcję „Prehistoria i historia - kontrowersyjne teorie” (bardzo eufemistyczne określenie dla paleoastronautyki i pseudohistorii pożenionej z ezoteryką),gdzie trafiłem na taki tytuł: Zakazana historia Atlantydy (wiadomo: w temacie musi być zaświadczenie „ekskomuniki” lub nawiązanie do tajemnicy – standard),tak reklamowany: „Najnowsza książka autora »Zakazanej historii ludzkości« rzuca nowe wyzwanie oficjalnej nauce i nowe światło na początki naszej cywilizacji. Co ukrywa oficjalna nauka, uznając Atlantydę za mit [?]. Atlantyda nie tylko istniała, ale miała i ma bezpośredni wpływ na rozwój ludzkości! [sic!] W »Zakazanej historii Atlantydy« J. DOUGLAS KENYON bada odwieczny mit zapomnianego źródła cywilizacji i przedstawia liczne fizyczne i duchowe dowody istnienia wielkiej kultury, która uległa zagładzie pod koniec ostatniej epoki lodowcowej. Opisuje również zjawisko zbiorowej amnezji, które wymazało Atlantydę z pamięci planety. Pokazuje, jak echa starożytnej katastrofy wciąż nawiedzają współczesną cywilizację. Kenyon analizuje zawarte w Biblii relacje na temat Atlantydy i starożytnego Armagedonu, zaawansowaną technologię epoki kamienia, której przykłady znaleziono w Göbekli Tepe [sic!], prawdę o Wyspie Wielkanocnej, zabytki z okresu Zep Tepi w Egipcie, tajemnice Zatoki Kambajskiej i ukryte pod lodem Antarktydy. Studiuje zawarte w naszym DNA dowody na to, że ludzkość miała wystarczająco dużo czasu, aby rozwinąć cywilizację więcej niż raz. Cywilizacja Homo sapiens jest o pół miliona lat starsza niż sądzi oficjalna nauka. Przed współczesną cywilizacją istniało prawdopodobnie wiele kultur o wysokim poziomie, w tym Atlantyda. Sala zapisów pod posągiem Wielkiego Sfinksa kryje tajemnicę zagłady Atlantydy. Antarktyda była wolna od lodu zaledwie 6000 lat temu. Niektórzy uważają ten kontynent za zaginioną Atlantydę” (http://www.wydawnictwoamber.pl/kategorie/prehistoria-i-historia-kontrowersyjne-teorie/zakazana-historia-atlantydy,p196219568) – w wydawnictwie Amber wszystko po staremu. To, co jest bardzo pozytywne w takich książkach, to że pobudzają do myślenia. Skłaniają do zadawania pytań, dociekania faktów i ich wzajemnych powiązań. Co prawda często zwodzą na manowce, ale to jak bardzo zbłądzimy zależy tylko od naszego nastawienia i wiedzy. Dzięki tego typu treściom, książkom i artykułom, miałem paliwo by zgłębiać kontrowersyjne tematy i wejść w nie znacznie głębiej, już z perspektywy akademickiej. Wydaje mi się, że gdyby nie treści kontestujące Biblię i historię chrześcijaństwa w duchu sensacyjnym, płodzącym różne mity, odżywczo zasilające wyobraźnię, po prostu porzuciłbym bym ten temat, klasyfikując jako prymitywny, nudny, zasługujący jedynie na zignorowanie. Co istotne, pozycje zoologiczne i poświęcone paleontologii, które lubiłem, zachęcały do dalszego poszerzania wiedzy, ale ignorowały aspekt religijny, który stał w opozycji do tych ustaleń, a był społecznie obecny, i przez tę bytność (i popularność) zasługiwał na analizę. Paleontolodzy i geolodzy mówili krótko: mamy coś ciekawszego, i zasypywali masą grafik, zdjęć, szkieletów oraz skamieniałości. Pomijali to, co uważali za fikcję niegodną polemiki. A samozwańczy poszukiwacze zaginionej wiedzy uchylali kotarę i oferowali zagadkową podróż wśród treści wyklętych i wymykających się zrozumieniu... Oczywiście popularyzatorskie podejście jest właściwe, ale to ten element buntu, negacji, możliwość obcowania z czymś niezwykłym, jeszcze nierozpoznanym – prowokował by wchodzić we wszystko głębiej i zestawiać różne źródła. Russo nie jest samozwańczym „poszukiwaczem zaginionej wiedzy”, szarlatanem od wariackich teorii, i udowadnia to swoim sposobem argumentacji, szerokością horyzontów i dorobkiem, ale kiedy zdałem sobie sprawę o czym tak naprawdę jest ta książka, już podczas lektury (a polski tytuł w tym nie pomaga) – moje myśli powędrowały do wydawnictwa Amber. Cóż, od pewnego czasu Bellona nie wydaje już tylko pozycji stricte historycznych, ale wzorem Amberu to, co się dobrze sprzedaje. Ciężko oddalić myśl, że w odpowiedzi na zapotrzebowanie na tego typu treści, poszły do druku obie książki Russo, choć zmiana tytułu drugiej zdaje się przeczyć tej tezie. __________________________ * „Jako pierwsze prywatne wydawnictwo w Polsce demokratycznych przemian 1989 roku Amber był pionierem nowoczesnego ruchu wydawniczego: wydawał szybko, w błyszczących, złoconych, tłoczonych okładkach w zachodnim stylu i w gigantycznych nakładach. […] Nadrabiając wieloletnie zaległości w wydawaniu książek wcześniej w Polsce zakazanych, wprowadził czytanie do kultury masowej” (http://www.wydawnictwoamber.pl/o-wydawnictwie) i za tę brawurę pokochałem to wydawnictwo. ** Spośród tych lepszych, rozsądnych pozycji, można z czystym sumieniem polecić Największe zagadki przeszłości [Ancient Mysteries] (1999) Petera Jamesa i Nicka Thorpe’a (wprawdzie na okładce nie ma tytułu cyklu, jednak szata graficzna do niego nawiązuje). Znajdziemy w niej takie rozdziały jak: Fenicjanie opływają Afrykę, Wikingowie w Ameryce, Walijscy Indianie, Mapa Winlandii. Oprócz rozdziałów powiązanych tematycznie z książką Russo, jest tam wiele innych. Każdy pęcznieje od ciekawostek i podchodzi do zagadnień bardzo racjonalnie, starając się uczciwie ocenić wiarygodność oddzielając fakty od fikcji.
Gracjan - awatar Gracjan
ocenił na67 miesięcy temu
Ślady palców Bogów Graham Hancock
Ślady palców Bogów
Graham Hancock
Książka z pogranicza nauki i zakazanej archeologii. Autor, znany szkocki pisarz i publicysta, na kolejnych stronach opowiada o różnych zabytkach, tajemnicach, tradycjach i wierzeniach z całego świata: zagadce dawnych map i naniesionej na nie Antarktydy, budowlach, geoglifach i wierzeniach Ameryki Południowej, budowlach i wierzeniach Ameryki Środkowej, zbieżnościach religii Ameryk i Starożytnego Egiptu, zjawiskach astronomicznych i precesji Ziemi, piramidach Egiptu i Wielkim Sfinksie, prahistorii Egiptu i "zapomnianych" Faraonach, zagadkach świątyń Egiptu, legendarnych kataklizmach w mitach i podaniach oraz przeszłości Antarktydy. Z przedstawionych hipotez i wysnutych wniosków autor konkluduje, że w przeszłości naszej planety istniała zaawansowana cywilizacja, która wskutek globalnego kataklizmu upadła, a jej przedstawiciele rozpierzchli się po świecie, nauczając prymitywne ludy co pozostawiło po sobie liczne ślady w postaci wierzeń oraz monumentalnych budowli. Książka jest całkiem ciekawa, o ile nie reaguje się alergicznie na klimaty "zakazanej archeologii". W dzieciństwie z chęcią czytałem Danikena, więc do lektury tej pozycji zasiadłem z ciekawością. W dużej części powtarzała ona fakty oraz teorie mi już znane, ale dowiedziałem się też kilku nowych rzeczy. Pozycja została wydana w 1995 roku, więc już liczy sobie ponad 30 lat, ale moim zdaniem się nie zdezaktualizowała.
Mateusz - awatar Mateusz
ocenił na61 miesiąc temu
Co by było, gdyby? Tajniki, mechanizmy, historie alternatywne Janusz Osica
Co by było, gdyby? Tajniki, mechanizmy, historie alternatywne
Janusz Osica Andrzej Sowa
Ponownie Andrzej Sowa i Janusz Osica zabierają nas w podróż po alternatywnych kolejach losu. Eksplorują choćby drogi do wcześniejszego uzyskania przez Polskę niepodległości, czy zmiany w kluczowych momentach dwudziestolecia międzywojennego (z Piłsudskim na pierwszym planie). Oferują bardzo ciekawe tematy, a to tylko dla późniejszych epok. Jednak zanim do nich przejdę, trzeba zaznaczyć, że teraz opisuje jednocześnie „Alternatywna historia. Co by było, gdyby...” z 2005 oraz „Co by było, gdyby? Tajniki, mechanizmy, historie alternatywne” z 2013, które mają dokładnie tę samą zawartość. Są one kontynuacją „Co by było, gdyby... Historie alternatywne” z 1998. Na wyklarowaniu tego problemu skupiałem się w okolicach pierwszej lektury. Tym razem dodatkową warstwą będzie geneza tych książek. Zgodnie ze wstępem przedstawione tu rozmowy opierają się „o audycje z cyklu «Historia na opak» emitowane w Programie IV Polskiego Radia, a następnie w Polskim Radiu BIS.” Szczęśliwie Polskie Radio udostępnia przez internet (m.in. na yt) niektóre z tych rozmów. Mając tę możliwość, proponuje porównać rozmowę o dynastii Sobieskich w audio i piśmie.Jan Sobieski. Pretendent do tronu polskiego, na kanale Polskie Radio.Tutaj zamieszczę fragment z wypowiedzi Osicy i Sowy, który znajduje się pomiędzy 2 cytatami z Konopczyńskiego (na nagraniu od 1:34):
Bardzo krytycznie Władysław Konopczyński ocenia Jakuba Sobieskiego, a dwuletnie bezkrólewie nazywa, z pewnością nie bez racji, najbardziej niemoralnym w dziejach. To wtedy decydowało się, czy Jan III Sobieski będzie miał kontynuatora tradycji królewskich w swojej rodzinie. Słowem, czy fortunny wladca, a nade wszystko znakomity wódz, triumfator spod Chocimia i Wiednia, pozostanie jedynym Sobieskim na polskim tronie. Stawka więc niebagatelna, warta pokusy wykreowania sytuacji alternatywnej wobec ówczesnej rzeczywistości. Jsk potoczyłyby się losy kraju, gdyby rządziła w nim dynastia Sobieskich, gdyby na polskim tronie zamiast Augusta II zasiadł Jakub I Sobieski? Czy zdołalibyśmy uniknąć tragedii końca XVIII wieku – rozbiorów? Nim oddamy głos profesorowi Januszowi Tazbirowi, naszemu komentatorowi i towarzyszowi gdybania, zwrócimy uwagę na jeszcze jedną kwestię. Szansa na ustanowienie dynastii Sobieskich zaistniała wcześniej, zanim nastąpił okres bezkrólewia po śmierci Jana III Sobieskiego. Pojawia się już za panowania wielkiego zwycięzcy spod Chocimia i Wiednia. Władca zwierzył się orzecież dyplomatom francuskim ze swoich planów zamachu stanu, a sekret ten zdradził swym czytelnikom przywołany już przez nas profesor Wladysław Konopczyński.
Ten długi cytat może dla zainteresowanych stanowić albo porównanie do stylu radiowego z nagrania, albo próbkę samego stylu alternatywnych rozważań na piśmie. Niestety całość jest dość długa, jednak była jednym akapitem, a nie chciało mi się szukać dalej. Po tych kilku minutach słuchania można dostatecznie porównać obie wersje przekazu. Wydrukowane rozmowy, a raczej zapisane, w Polsce mają to do siebie, że są poprawiane. Np. na rynku Amerykańskim, żeby nie zostać przypadkiem pozwanym, wydaje się wręcz transkrypcje z "emmmm" i innymi odgłosami. Bo trzeba przekazać dokładnie to, co powiedział rozmówca. Na szczęście u nas nie mamy takich problemów i w wydrukowanej wersji mamy parę zmian. Dostajemy przede wszystkim wstęp do rozmowy, gdzie audycja zaczyna się od cytatu. Nie ma także wstawek radiowych, a także wypowiedź została przeformułowana, aby zachować oryginalny ciąg logiczny wypowiedzi. Byc może coś zostało zmienione lub dodane, ale raczej obie wersje są komplementarnymi alternatywami. Nawet w cytatach można znaleźć zmiany. W końcu nawet gdy czytamy – potrafimy zmieniać kolejność słów, albo zamiast "iż" powiedzieć "że". Nic groźnego, ale na papierze łatwiej i lepiej skopiować oryginalny tekst. Nie znaczy to, że zawsze jest idealnie, ale i one potrafią kształcić. Dostrzeżenie „Kuerbis” zamiast „Kürbis” nauczyło mnie, że „ue” stosuje się czasem zamiast u umlaut. Jeśli zatem ktoś byłby zainteresowany wersją audio i te mankamenty mu nie przeszkadzają, to można poszukać tych rozmów. Poza tym można rozdzielić sobie, co mówili dwaj z prowadzących, zamiast monolitu z książki. Niżej daję spis treści, aby łatwiej tego dokonać. Niestety nie każde z rozmów mają ten sam tytuł z książki, ale nazwiska rozmówców, tematy i nazwa cyklu rozmów „Historia na opak” chyba wystarczą dla zainteresowanych.Spis treściOd autorów (inne niż w wersji z 1998) "Gdyby w historii" (przedruk "Dziejów Polski w Zarysie" Michała Bobrzyńskiego taki sam jak w wersji z 1998)Henryk SamsonowiczPolska bez testamentu Bolesława Krzywoustego Korona bez Litwy Wojna zamiast hołduJanusz TazbirPrzegrany "potop" Jan III Sobieski tworzy dynastię A może CzartoryskiPaweł WieczorkiewiczKonstanty zamiast Mikołaja Powstanie styczniowe w czasie wojny krymskiej Carat obalony w 1905Andrzej AjnekjelPiłsudski zamiast Narutowicza Rok 1926... bez maja Piłsudski w roku 1939 Jak widać w tym tomie „Co by było, gdyby…” Jerzego Skowronka w ekspertyzie nad XIX wiekiem zastępuje Paweł Wieczorkiewicz. Jednak przejdźmy wpierw pobieżnie po poszczególnych rozmowach, zanim dojdziemy do tej epoki, bo tytuły nie zawsze są klarowne. Poza tym w ramach omówienia poszczególnych rozmów zwrócę uwagę na inne powracające w nich (albo właśnie nie) elementy. Tytuły pierwszych dwóch rozmów „Polska bez testamentu Bolesława Krzywoustego” i „Korona bez Litwy” łatwo jest akurat zdekodować. Pierwszy opowiada o tym, czy bez wspomnianego testamentu nie doszłoby do rozbicia dzielnicowego. W tej interesującej rozmowie poznajemy kontekst zwieńczony dość smutnymi konkluzjami, że bez tego dokumentu książęcego w dłuższej perspektywie Polska mogłaby skończyć gorzej. Z argumentacją jednak zapoznać się samemu. W tej rozmowie nie brak także odrobiny humoru, który bez odbijania nie mógłby zaistnieć: Henryk Samsonowicz: Gdyby Bolesław miał tylko jednego syna, to sprawa byłaby bardzo prosta. J.O., A.S.: Zostałby on albo złym władcą, albo dobrym? H.S.: Albo takim sobie. J.O., A.S.: Jak to najczęściej bywało… Z kolei „Korona bez Litwy” opowiada równie przerażającą drogę Polski, gdyby Jagiełło nie zasiadł na polskim tronie. Przerażającą m.in. dlatego, że przecież wcześniejszym narzeczonym Jadwigi był przecież Wilhelm Habsburg. Osobiście poprowadzenie tej rozmowy było dla mnie niesatysfakcjonujące, szczególnie patrząc jak duży to temat, a jak mało czasu. Po tych dwóch rozmowach widać jednak coś, co zaakcentowałem wcześniej. Rozmowy te różnią się trochę od tych z pierwszego tomu. Nie jestem pewny, czy dostrzegamy tu ewolucje formuły oryginalnej audycji, czy też to kwestia wyboru rozmów do wydrukowania. Jednak jak w pierwszym tomie miałem problem z objętością wypowiedzi prowadzących, to choć nadal go mam, znaczącą część tych wypowiedzi przejęły cytaty. Człowiek ma jakąś dziwną tendencję do wybaczania cytatom. A J. Osica i A. Sowa wykorzystują takie o najróżniejszej proweniencji – od tekstów z epoki (instrukcje Katarzyny II, czy mowa Ignacego Daszyńskiego),przez historyków dawnych i nam bliższych (Jan Baszkiewicz, Szymon Askenazy),po publicystów (Stanisław Cat-Mackiewicz, Paweł Jasienica). Te fragmenty wykorzystywane są bardzo różnie, a nie mówią ich wyłącznie prowadzący. Rozmówcy wykorzystują ich do wzmocnienia swoich wypowiedzi, przedstawienia odmiennych poglądów, a nawet czasem do odbijania różnych podejść do tematu od siebie (w ramach różnych cytatów). Ta dynamiczna polemika. Nawet przy obfitym tekście wydaje się dynamiczna i bogata – godnie naśladując atmosferę żywej audycji. Następna „Wojna zamiast hołdu” daje osobom zaznajomionym z historią Polski właściwe kierunki, ale nie każdy zrozumieć odniesienie. Rozmowa krąży wokół pytania – czy Zakon Krzyżacki w okolicach 1525 roku zamiast shołdowania mógł zostać włączony do Korony. A to oczywiście miałoby prowadzić do unieważnienia rozbiorów. Polskie traumy są niezmienne. Rozmówcy rozciągają tutaj bardzo ciekawą wizję, która kłóci się z powszechną percepcją tych wydarzeń. Profesor Samsonowicz pokazuje znaczenie hołdu pruskiego i problemy, jakie przyniosłyby alternatywy. Ostatecznie konkluzję tej rozmowy można zawrzeć z przywołanych słów następnego rozmówcy: J.O., A.S.: Przy czym rację miał profesor Janusz Tazbir pisząc, iż publicyści historyczni miewają pretensje do władców, że nie znają historii tak jak oni. Sekcja Janusza Tazbira zabiera nas w meandry nowożytności. Zainteresowanie pierwszym pytaniem – jak wyglądałby przegrany „potop szwedzki” – odzwierciedla bogactwo przywoływanych publicystów, których korzenie sięgają „Potoku” pióra Henryka Sienkiewicza. Tazbir razem z prowadzącym przedstawiają bardzo ciekawe możliwości i brakuje im tylko warstwy audio, by zanurzyć się w epoce. Na szczęście mamy filmowy „Potop” i jego ścieżkę dźwiękową, ale zapewne znajdzie się więcej. Drugim tematem Tazbira jest ciągle powracający temat Sobieskiego i jego dynastii. W artykułach, które czytałem, na ten temat podchodzi się często od różnych stron. Tym razem również się nie zawiodłem, bo dowiedziałem się czegoś nowego. Ostatecznie to, że Jakub Sobieski nie został królem, można skomentować: J.O., A.S.: Słowem los odmówił mu tego przysłowiowego łutu szczęścia, czynnika według Napoleona decydującego, gdy analizował kwalifikacje nowych generałów i pytał po prostu „Czy ma pan szczęście?” Jednak rozmowa ta nie kręciła się wyłącznie wokół wspomnianego Jakuba Sobieskiego. Podobnie, jak poprzednio Janusz Tazbir oferuje nam nieoczywiste informacje – przypomina nam, że polska miała aż dwóch (ex)protestanckich i niemieckich królów (Auguści)! Te rozważania zeszły też nieco dalej w przyszłość i dobrze łączą się z następną rozmową o ostatniej wolnej elekcji. W końcu podobnie w Rzeczypospolitej jak i w Cesarskim Rzymie – upadek lub brak dynastii okazał się mieć tragiczne konsekwencje. Legitymizacja dynastyczna i prawo krwi bywa niedoceniana nawet dziś w podobno egalitarnym społeczeństwie. I właśnie ostatnia rozmowa Tazbira pt. „A może Czartoryski” jest tutaj chyba najbardziej niszową. Każdy, kto słyszy to nazwisko, zwraca swoje myśli w kierunku Adama Jerzego Czartoryskiego. W tym wypadku nic bardziej mylnego – z jednej strony chodzi o alternatywę, gdzie to mecenasi Poniatowskiego zdobywają koronę, a z drugiej konkretnie o Adama Kazimierza Czartoryskiego (ojca Jerzego). Ta rozmowa też bardzo dobrze racjonalizuje rozemocjonalizowaną dyskusję wokół Stanisława Augusta Poniatowskiego. Wskazuje, że jego największym problemem był oświeceniowy idealizm, tak powszechny dla epoki. Niestety jak to napisała Katarzyna II do Diderota „Pan pisze na papierze, który wszystko zniesie, ja piszę na ludzkiej skórze, która jest bardzo łaskotliwa.” Prawa można zmieniać, ale to zmiana ludzi jest tym ważniejszym i trudniejszym problemem. W tym nastroju przechodzimy z ery przedrozbiorowej i rozważań „jak uniknąć rozbiorów?”, do porozbiorowej i problemu „jak szybciej odzyskać niepodległość?” Tym razem wokół tych pytań krąży Paweł Wieczorkiewicz, eksplorując sukcesję Aleksandra I (1825),powstanie styczniowe w trakcie wojny krymskiej (1853–1856) i obalenie caratu w trakcie rewolucji 1905. Profesor Wieczorkiewicz razem z rozmówcami przedstawia tym razem bardzo optymistyczne opcje dla Polski. Oczywiście nie zawsze te perspektywy łączą się z niepodległością, ale powrót j. polskiego na rosyjskie salony połączane ze wzrostem prestiżu Polaków w Imperium, nie brzmi tak źle. Dwa pierwsze scenariusze brzmią, jak coś co mogłoby stanowić piękny scenariusz do jakiegoś dzieła fikcji spekulatywnej, albo choćby moda do HoI4. Natomiast ostatni wydaje się niedogotowany. Może być to spowodowane zainteresowaniami prof. Wieczorkiewicza, które są chyba bardziej XX-wieczne, niż wcześniejsze. Choć chyba zajmował się też sprawą polską w XIX wieku, to im bliżej jego typowych zainteresowań naukowych, okazywać się mógł bardziej zachowawczy i konsekwentny w „to zależy”. Na koniec XX wiek prezentowany przez Andrzeja Ajnekiela oferuje nam rozważania z 20-lecia międzywojennego. W tych rozmowach i scenariuszach dostajemy wręcz więcej niż tytułowe alternatywy. Jest to bardziej widoczne, bo gdy zrobić we wcześniejszych epokach punkty dywergencji (zmiany) są dużo mniej definitywne i pewne. W przypadku tak bliskiego czasu – każde kolejne pytanie jest ewidentne. Zatem np. w rozmowie „Piłsudski zamiast Narutowicza” ostatecznie chodzi o to, co by było gdyby Niewiadomski zabił swój pierwotny cel – naczelnika. Jednak początkowo rozmowa krąży wokół pytania, co by było, gdyby Niewiadomski po prostu nie zabił Narutowicza. Kreuje to dwa mocne i wręcz równoważne pytania w ramach rozmowy. Ale mamy przez to dwa scenariusze w cenie jednego, darmo to uczciwa cena. Dodatkowo rozmowa ta pokazuje nam kolejny element naszej historii, który jest pomijany. Epizod, który pokazuje, jak bardzo polaryzacja polityczna upadla nawet największych intelektualistów. Coś o czym powinno się pamiętać w dobie internetu i jego algorytmów. Druga rozmowa prof. Ajnekiela krąży wokół zamachu majowego. Pokazuje możliwe intencje wszystkich stron, bez politycznego zacięcia, a także kreuje kilka ciekawych możliwości. Bo jak to bywa – dziś z ciepłego fotela łatwo nam oceniać przeszłość. Ostatnia rozmowa tak naprawdę, mimo tytułu „Piłsudski w 1939”, odpowiada na pytanie – co zrobić, żeby wygrać kampanię wrześniową. Możnaby rzec „Temat wałkowany milion razy razy, następnym razem użyj funkcji SZUKAJ”. Jednak pojawia się nieco informacji wybijących parę mitów – jak początek rozwoju lotnictwa jeszcze za Piłsudskiego, a nie dopiero za Rydza-Śmigłego. Jednak ten temat pozostaje trochę na drugim planie i stanowi asumpt do anegdotek o życiu dłużej lub krócej. W końcu „albo ktoś żyje jak bohater, albo żyje i staje się złoczyńcom”. Kontekst rozmowy z „Mrocznego rycerza” (reż. Christopher Nolan, 2008) też idealnie pasuje do przedstawionego problemu. Jednak profesor Ajnekiel razem z rozmówcami roztaczają głębszy kontekst. Wszystkie te rozmowy im bliżej współczesności wydają się lepsze, ale to po prostu kwestia przywiązania emocjonalnego. Łatwiej przejąc się odzyskaniem niepodległości, bądź kontrowersjami wokół Piłsudskiego. Ostatecznie wydaje mi się, że ta książka wypada lepiej w porównaniu z poprzednią. Nawet jeśli przedstawia wiedzę sprzed 20 lat, to nadal pozostaje aktualniejsza niż szkolne podręczniki. Zawsze też warto obalić swoje uprzedzenia, przedsądy i konstrukty, a ta książka, jak cała historia z odpowiednim nastawieniem skutecznie może spełnić tę funkcję. Książka przeczytana dzięki życzliwości Biblioteki Publicznej w Dzielnicy Śródmieście m.st. Warszawy.
Adam Słojewski - awatar Adam Słojewski
ocenił na83 miesiące temu
Historia używek. Rośliny, które uzależniły człowieka Jarosław Molenda
Historia używek. Rośliny, które uzależniły człowieka
Jarosław Molenda
„Historia używek” to ciekawy przegląd roślin, bez których życie byłoby nie do zniesienia dla milionów ludzi na świecie. Mamy to takie „pewniaki” jak mak opiumowy, kokę, konopie czy tytoń, ale też mniej oczywiste (przynajmniej dla mnie) jaka betel, orzeszki koli, liście katu, czy peyotl. Książka zawiera trochę historii, trochę mitów i wierzeń związanych z poszczególnymi roślinami, rytuałów, do których używano halucynogennych roślin oraz współczesnego podejścia do nich. Mnogość opisanych używek z pewnością nie wyczerpuje tematu, bo jak sam autor pisze „Jest nieprawdopodobne, aby ludzkość była w stanie kiedykolwiek obejść się bez „sztucznych rajów” wywoływanych przez narkotyki i halucynogeny. Większość ludzi prowadzi życie w najgorszym razie tak bolesne, w najlepszym zaś tak monotonne, ubogie i ograniczone, że chęć ucieczki, tęsknota, by wykroczyć poza nie bodaj na kilka chwil stanowi i zawsze stanowiła jedną z głównych pokus duszy.” W efekcie ze znanych od wieków środków nieustannie robi się kolejne, silniejsze i bardziej uzależniające narkotyki poprzez różne modyfikację czy ekstrakcję kluczowych alkaloidów. I nie zanosi się na to, żeby trend ten się zmienił, pomimo oficjalnych zakazów, kar, czy wreszcie uświadamiania ludzi o szkodliwości wszelakich używek. Z jednej strony pozycję oceniam jako interesującą (bo i temat niebanalny, a i zebranie tych wszystkich ciekawostek, historii i faktów w jednym miejscu z pewnością wymagało sporo pracy),z drugiej jednak zgadzam się z innymi opiniami, że temat został poprowadzony miejscami dość chaotycznie i przydałoby się trochę uporządkowania narracji.
Elżbieta - awatar Elżbieta
oceniła na67 miesięcy temu
Hunowie Edward Arthur Thompson
Hunowie
Edward Arthur Thompson
Atylla w kronikach nazywany jest "Biczem Bożym". Tę obrazową metaforę można rozszerzyć na losy Hunów jako ludu. Pojawili się błyskawicznie, narobili gigantycznego hałasu i szkód, po czym równie błyskawicznie zwinęli się z kart historii. Dość powiedzieć, że ich byt na ziemiach naddunajskich to raptem 80 lat. Książka E.A. Thompsona opisuje ich rozwój poprzez podporządkowanie innych ludów koczowniczych (Alanów, Scytów),krótkotrwały wpływ na politykę cesarzy wschodniego i zachodniego Rzymu oraz spektakularny rozpad po śmierci Atylli. Jak pisze autor Hunowie, podobnie jak inne ludy koczownicze w historii, byli luźną konfederacją plemion rabusiów bydła, niezdolnymi do opanowania rolnictwa. Ich byt poza stepem zależał od wiecznych wojen, łupów i handlu wymiennym z ludami stojącymi na wyższym stopniu rozwoju. Bez podbojów i podporządkowania sobie innych ludów nie przetrwaliby w warunkach osiadłych. Z kolei im więcej ludów ujarzmiali tym większe było ryzyko, że któryś z nich podniesie bunt i rozbije ich hegemonię. W tym mechanizmie autodestrukcyjnym autor widzi przyczynę nagłego załamania imperium Hunów po śmierci Atylli. Żaden z jego synów nie był na tyle obdarzony talentem wojskowym, aby podporządkować sobie pozostałych. Autor w zasadzie opiera się w całości na rzymskich tekstach pisanych, bo jako koczownicy Hunowie nie zostawili zbyt wielu śladów kultury materialnej. W swym wywodzie koncentruje się - co nie zaskakuje - na panowaniu Bedy oraz Atylli i jego stosunkach z dworami w Rawennie i Konstantynopolu. Do samego "Bicza Bożego" autor ma stosunek demaskatorski, nie widzi w nim ani wielkiego wojownika, ani dyplomaty. Raczej efekt stopniowego tworzenia się nowej klasy wyższej, której wpływy nie wynikają już z talentów wodzowskich, a ze zgromadzonego majątku. Książka "ucina się" na krótkich losach synów Atylli. Można żałować, że Thompson nie pokusił się o rozszerzenie jej o wątek etnogenezy Protobułgarów. Krótka, ale solidna mimo, że pierwsze wydanie pochodzi z 1948 roku.
Borowik - awatar Borowik
ocenił na77 miesięcy temu
Pierwsze stulecie Polski Andrzej Zieliński
Pierwsze stulecie Polski
Andrzej Zieliński
Mamy trzech kronikarzy, których czytamy, cytujemy i opieramy na ich przekazach naszą interpretację historii. Niestety zapominamy, że pisali na dworach określonych władców, nie zawsze mieli wiedzę dotyczącą opisywanych przez siebie wydarzeń i być może korzystali z innych źródeł, których obecnie już nie ma. Od wielu lat historycy próbują z większym lub mniejszym skutkiem interpretować przekazy inaczej, nawiązując do innych źródeł. Uwielbiam czytać tą odkrywaną na nowo historię, porównywać zapiski i zastanawiać się, czy nowe interpretacje są w miarę sensowne. Zieliński pokusił się w swojej książce zmierzyć z tymi „prawdami”. Najpierw zajął się legendą o Lechu, Czechu i Rusie – plagiat z Nestora i Komasa (Dalemil Mezeritzki – 1314 rok),czy Mieszko I był wikingiem, czy relikwie św. Wojciecha są prawdziwe, czy Mieszko II był leniwym jak opisuje go Jan Długosz, czy Bezprym rządził jako prawosławny władca, czy Rycheza była zdrajczynią, kim był Bolesław Zapomniany, Miecław – buntownik, czy prawowity władca, czemu Bolesława Śmiałego chciano wynieść na ołtarze? Nie oceniam tej książki pod względem merytorycznym, nie starałam się szukać ewentualnych błędów, bo wtedy bym sama musiała odczytać podane kroniki, zapiski. Moim skromnym zdaniem jest to pozycja dla tych, którzy chcą poczytać o historii Polski, poznać fakty pod innym kątem, a potem jeśli chęci będą zmierzyć się samemu z tym, na ile autor chciał sam narzucić nam swoje zdanie, a na ile jego interpretacje są w miarę prawdziwe. Historia to nauka nieprzewidywalna, nie możemy nigdy na 100 % stwierdzić jak było naprawdę, wiele źródeł uległo zniszczeniu, a wiele było pisanych pod dyktando zleceniodawców – to zdanie zawsze powtarzam uczniom, uczymy się na teraz, a interpretacje faktów zawsze mogą być zwodnicze.
Sandra Jasona - awatar Sandra Jasona
oceniła na76 lat temu

Cytaty z książki Zakazana historia odkrycia Ameryki

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Zakazana historia odkrycia Ameryki


Ciekawostki historyczne