rozwińzwiń

Caravaggio #01: Paleta i rapier

Okładka książki Caravaggio #01: Paleta i rapier autorstwa Milo Manara, Simona Manara
Okładka książki Caravaggio #01: Paleta i rapier autorstwa Milo Manara, Simona Manara
Milo ManaraSimona Manara Wydawnictwo: Taurus Media Cykl: Caravaggio (tom 1) komiksy
64 str. 1 godz. 4 min.
Kategoria:
komiksy
Format:
papier
Cykl:
Caravaggio (tom 1)
Tytuł oryginału:
Le Caravage, vol. 1 "La palette et l'épée"
Data wydania:
2015-04-26
Data 1. wyd. pol.:
2015-04-26
Liczba stron:
64
Czas czytania
1 godz. 4 min.
Język:
polski
ISBN:
9788364360411
Tłumacz:
Wojciech Birek
Michelangelo Merisi de Caravaggio, zwany Caravaggiem (1571-1610).

Wrażliwy, porywczy, hedonista i awanturnik, zapisze się w dziejach sztuki jako jeden z największych artystów w historii, rzeźbiący swym pędzlem cienie i światło, aby tworzyć niezapomniane dzieła tchnące zdumiewającym realizmem. Cztery stulecia później inny włoski geniusz rysunku, Milo Manara, składa mu hołd w dwutomowym komiksie, który również przejdzie do historii.
Średnia ocen
7,0 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Caravaggio #01: Paleta i rapier w ulubionej księgarniiPorównywarka z najlepszymi ofertami księgarń W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Caravaggio #01: Paleta i rapier

Średnia ocen
7,0 / 10
52 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Caravaggio #01: Paleta i rapier

avatar
1090
264

Na półkach:

Świetny włoski klimat siedemnastowiecznego malarstwa, pokazane są dość burzliwe dzieje malarza Caravaggio.

Świetny włoski klimat siedemnastowiecznego malarstwa, pokazane są dość burzliwe dzieje malarza Caravaggio.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
1930
434

Na półkach: , ,

Powtórka po latach, bo wtedy czytałem tylko pierwszy tom. 14.07.2016 r. napisałem: W końcu Manara w jakimś normalnym komiksie erotycznym, a nie z sikaniem do kubeczka (Borgia),czy z małym chłopcem zboczeńcem (Indiańskie lato). Rzym przedstawiony z dbałością o szczegóły, wciągająca fabuła i ciekawy bohater (tym ciekawszy, bo ponoć w zachowaniu zgodny w 100% w prawdą). W tym komiksie sztuka jest namacalna. Gdybym miał się do czegoś doczepić, to do twarzy bohaterów. Są jakby przerysowywane ze zdjęć, co niebezpiecznie zbliża Manarę do twórcy fotokomiksów z Bravo ;) (ale tylko troszeczkę). Wolałem jednak lekką kreskę w Indiańskim lecie i tamtejsze rozwiane włosy. Za to architektura, stroje i całą reszta super.

Powtórka po latach, bo wtedy czytałem tylko pierwszy tom. 14.07.2016 r. napisałem: W końcu Manara w jakimś normalnym komiksie erotycznym, a nie z sikaniem do kubeczka (Borgia),czy z małym chłopcem zboczeńcem (Indiańskie lato). Rzym przedstawiony z dbałością o szczegóły, wciągająca fabuła i ciekawy bohater (tym ciekawszy, bo ponoć w zachowaniu zgodny w 100% w prawdą). W tym...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
196
82

Na półkach:

Ubóstwiam Caravaggia

Ubóstwiam Caravaggia

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

95 użytkowników ma tytuł Caravaggio #01: Paleta i rapier na półkach głównych
  • 61
  • 34
53 użytkowników ma tytuł Caravaggio #01: Paleta i rapier na półkach dodatkowych
  • 31
  • 11
  • 3
  • 3
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1

Inne książki autora

Okładka książki Imię róży. Powieść graficzna. Tom 2 Umberto Eco, Milo Manara
Ocena 8,4
Imię róży. Powieść graficzna. Tom 2 Umberto Eco, Milo Manara
Okładka książki Manara. Między rzeczywistością a fantazją Claudio Curcio, Jacques Glénat, Milo Manara
Ocena 9,0
Manara. Między rzeczywistością a fantazją Claudio Curcio, Jacques Glénat, Milo Manara
Okładka książki Imię róży. Powieść graficzna. Tom 1 Umberto Eco, Milo Manara
Ocena 7,4
Imię róży. Powieść graficzna. Tom 1 Umberto Eco, Milo Manara
Okładka książki Sandman: Noce nieskończone Glenn Fabry, Neil Gaiman, Milo Manara, Miguelanxo Prado, Frank Quitely, P. Craig Russell, Bill Sienkiewicz, Barron Storey
Ocena 7,8
Sandman: Noce nieskończone Glenn Fabry, Neil Gaiman, Milo Manara, Miguelanxo Prado, Frank Quitely, P. Craig Russell, Bill Sienkiewicz, Barron Storey
Okładka książki Borgia #3-4: Płomienie stosu. Wszystko marność Alexandro Jodorowsky, Milo Manara
Ocena 6,6
Borgia #3-4: Płomienie stosu. Wszystko marność Alexandro Jodorowsky, Milo Manara
Okładka książki Borgia #1-2: Krew dla papieża. Władza i kazirodztwo Alexandro Jodorowsky, Milo Manara
Ocena 6,8
Borgia #1-2: Krew dla papieża. Władza i kazirodztwo Alexandro Jodorowsky, Milo Manara
Milo Manara
Milo Manara
Karierę rysownika rozpoczął w wieku 14 lat, rysując paski komiksowe do włoskich gazet. Tworzenie prac z których jest najbardziej znany, czyli komiksów erotycznych, zaczął w roku 1969, od serii "Genius". Komiks stał się na tyle popularny, że w kolejnych latach (1971-1973),otrzymał możliwość rysowania następnej serii, tym razem o erotyczno-sensacyjnych przygodach pięknej piratki Jolandy Almavivy. Drzwi do wielkiej kariery stanęły przed nim otworem wraz z opublikowaniem w magazynie "Pilote" opowieści zatytułowanej "King of The Apes" ("Małpi król"),do scenariusza Silverio Pisu (1976). Dzięki sukcesowi tej historii, Manara mógł w końcu "rozwinąć skrzydła". W dwa lata później ukazał się jego samodzielny album, który należy już dziś do klasyki[potrzebne źródło]: "HP i Giuseppe Bergman". Podobnie jak "Małpi król" nie jest to komiks erotyczny, lecz raczej przygodowy. Postać "HP" wzorowana jest na osobie Hugo Pratta, przyjaciela i mistrza Manary. Na początku lat 80. panowie ci nawiązali współpracę, owocem której stały się albumy o kolonizacji obydwu Ameryk: Indiańskie lato i El Gaucho. W 1983 r. ukazał się kolejny, klasyczny już dzisiaj album komiksowy Manary, zatytułowany Klik. Jest to komiks erotyczny, którego główną bohaterką jest piękna dziennikarka, Klaudia Christiani. Od wydania i sukcesu "Klika" rozpoczęła się dobra passa autora w dziedzinie komiksu erotycznego. Kolejne lata przynosiły dalsze albumy: "Le parfum de l'invisible" ("Zapach niewidzialnego") w 1985, "Candide Caméra" ("Ukryta kamera") w 1988, "Courts Metrages" ("Krótkometrażówki") w 1989. W 1990 r. pojawił się album Podróż do Tulum, owoc współpracy Manary z filmowcem Federikiem Fellinim. Komiks ten jest adaptacją scenariusza Felliniego, który nigdy nie miał szans zostać zrealizowany w formie filmu fabularnego. W 1992, również we współpracy z Fellinim, powstał album Podróż G. Mastorny, będący podobnie jak Podróż do Tulum, realizacją w postaci komiksu, jednego ze scenariuszy Felliniego. W 1996 został wydany kolejny autorski komiks Manary, który szybko stał się jednym z najbardziej znanych jego dzieł. Chodzi o "Guliverianę", erotyczną i zabawną parodię klasycznej powieści J. Swifta o przygodach Gulivera. Kolejne lata (1997 i 1998) to okres bardzo owocnej aktywności twórczej artysty. Ukazały się wtedy takie albumy jak: "Fatal randez-vous" ("Fatalne spotkanie"),"Kamasutra", "WWW". W tym czasie Manara zilustrował też album zatytułowany "Afrodyta", będący adaptacją erotycznej noweli Pierre'a Louys. Jednymi z najnowszych prac Manary są albumy "La Métamorphose de Lucius" ("Metamorfoza Lucjusza", 1999),"Revolution" ("Rewolucja", 2000) i "Piranese – La planéte prison" (Piranese – planeta więzienna). Pierwszy z nich jest adaptacją tekstu z II wieku, stworzonego przez rzymskiego pisarza Apulejusza, drugi to przewrotna satyra na "nowy Olimp", na którym urzędują ludzie z branży telewizyjnej, oderwani od otaczającej rzeczywistości, trzeci natomiast to komiks SF z elementami erotyki. Obecnie pracuje nad serią historyczno-erotyczną Borgia o rzymskiej rodzinie arystokratów i papieży (scenariusz pisze Alejandro Jodorowsky). Jednak komiksy to nie wszystko. Obrazu twórczości artysty dopełniają liczne artbooki, jak np. "Women of Manara", portfolia, takie jak "Dolomites Encantedes" czy "Letters from a Portuguese nun" (Listy od portugalskiej zakonnicy),a także działalność w branży reklamowej (reklama Chanel nr 5 z Czerwonym Kapturkiem) i rozrywkowej (okładki do płyt). Stworzył nawet swoją autorską talię kart do tarota.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Druuna #1: Morbus Gravis. Delta Paolo Eleuteri Serpieri
Druuna #1: Morbus Gravis. Delta
Paolo Eleuteri Serpieri
Czy w świecie Druuny istnieje jeszcze ludzki pierwiastek? Czy w tym upadłym krajobrazie ktoś posiada choćby znamiona empatii? Postapokaliptyczna wizja włoskiego ilustratora i scenarzysty Paolo Eleuteri Serpieriego jest jasna. Przetrwanie do następnego dnia jest już sukcesem. Sukcesem jest gdy cię zgwałcą, ale nie zjedzą. Jednak za tą całą brutalną ścianą przemocy stoi dziewczyna, która chyba jako jedyna prezentuje jakieś wartości, walczy o coś, nawet jeżeli teoretycznie może wydawać się to niezrozumiałe. Pełen przemocy album zbiorczy przedstawiający dwa epizody, "Morbus Gravis" i "Delta" przybliża nieco postać Druuny, kobiety która egzystuje na granicy szaleństwa tylko dzięki swojej determinacji. Serpieri, artysta, niczym najlepsi i najwytrwalsi twórcy włoskiego kina gatunkowego kreuje swoje światy osadzając fundamenty na brutalnym podłożu. Nie miałbym problemu by postawić Serpieriego obok Lucio Fulciego, Dario Argento czy Sergio Martiniego. Obok włoskich reżyserów, którzy od wielu lat dostarczają mi filmowej rozrywki dzisiaj stawiam Serpieriego, twórcę powieści graficznej "Druuna". To, piszę to w pełni świadomie, ten sam sort gatunkowy, wywodzący się z podobnych nurtów. Postapokalipsa u Włocha, pełna gwałtu i przemocy, nosi w sobie jednak mocny wątek dramatyczny. Skupiając się jeszcze przez chwilę na samym gatunku to głównymi motywami, które budują tu upiorny klimat są mutanci, potwory, seks, krew, horror, makabra i wszechobecne gore. Przyznacie więc, że fani gatunku zaznają najlepszej kąpieli. Fabuła będzie skupiać się na pięknej Druunie, która... jakoś sobie radzi. Żyje w strefie pośrodku, jest jeszcze miasto na dole i miasto na górze. Prosty podział, za którym idzie też stara jak świat metafora podziału społecznego. W żadnej jednak strefie nie jest kolorowo, jeżeli nie liczyć ilustracji, które mienią się przeważnie w krwistych barwach. Świat pośrodku trzeba odbierać jako formę czyśćca. Ludzie tutaj żyją na granicy obłędu, walczą o serum które powstrzymuje mutacje. Władzę sprawują kapłani obdarzeni jakąś mocą, żołnierze wydają skąpe ilości antidotum, a Druuna potrzebuje go coraz więcej i więcej. Jej walutą jest jej ciało, a serum potrzebuje dla ukochanego Schastara, którego chowa u siebie w domu. Schastar jednak jest już w tak zaawansowanym stadium rozkładu, że niedużo dzieli go od pełnoprawnego mutanta potwora. Ci, którzy są już na pewno objęci mutacją zostają wtrąceni do piekła, miasta na dole. Tam panuje powszechny kanibalizm. Trzeba jeszcze dodać, że w świecie wykreowanym przez włoskiego mistrza rysunkowej makabry kanibalizm jest powszechny. Kanibalizm połączony jest z niepohamowanym pożądaniem, bo mutanci, lub ci którzy mutacji dopiero doświadczają, nie potrafią zapanować nad emocjami. Jest to więc świat bezlitosny, który Serpieri rysuje doskonale. Nie mamy żadnych wątpliwości, co do tego że horror i groza stanowią tu podwaliny całej graficznej struktury. Ale "Druuna" jako komiks to też sci-fi i to to najlepsze. Krajobraz to wprawdzie zgliszcza, ale w mig można rozpoznać, że za tą sferą pełną rozkładu jest warstwa technologicznie zaawansowana. Coś tu było, cywilizacja musiała być na wysokim poziomie. Coś się również stało, a Druuna znajdzie odpowiedzi na kilka pytań. Cały album to walka dziewczyny i jej ciągła ucieczka. Odwiedzi miasto na dole, będzie jej dane również być na górze. Przez wszystkie natomiast strony będziemy mogli podziwiać niewyobrażalny kunszt Serpieriego, który podlewa swoją gatunkową hybrydę piękną erotyką. Druuna jest bowiem ponętną kobietą. Serpieri wie jak ją narysować tak, by przedstawić w jak najlepszej kobiecej odsłonie. Obfite piersi, piękna sylwetka, śliczna aparycja, jest jedynym powabnym elementem na tym barbarzyńskim i podłym tle. To stanowi więc kontrast, ale kontrast potrzebny, by "Morbus Gravis" i "Deltę" przedstawić w tak realistyczny i wiarygodny sposób. Wspaniały jest to album, ma angażującą historię, jest dziełem w pełni świadomym i zdecydowanie dla świadomego czytelnika który zrozumie wiele niuansów. Fantastyka, gore, makabra, macki, seks i kontrowersyjne treści. "Druuna" nosi w sobie to wszystko, ale jest tu również coś pięknego i delikatnego, co stoi w opozycji do tego wszystkiego o czym napisałem. Czytelnik kibicuje tej dziewczynie, która jako jedyna nie dąży ciągle do przemocy i chciałaby po prostu jakoś wytrwać.
Patryk Karwowski - awatar Patryk Karwowski
ocenił na81 rok temu
Undertaker - 2 - Taniec Sępów Xavier Dorison
Undertaker - 2 - Taniec Sępów
Xavier Dorison Ralph Meyer
Drugi album serii zamyka definitywnie przygodę z pierwszego dyptyku. Na każde zadane wcześniej pytanie, pada pełnoprawna odpowiedź. Czy satysfakcjonujące to już nieco inna kwestia. Ujmę sprawę w następujący sposób - mnie w ogólnym rozrachunku zadowoliły, ale mam kilka zastrzeżeń. Część elementów uważam bowiem za zbyt mocno naciągane. Fajnie współgrają w tej trochę zwariowanej opowieści, niemniej i tak nieco trudno w nie uwierzyć. Mimo wszystko komiks strasznie przypadł mi do gustu, choć już wiele razy wspominałem, że moja fascynacja westernami nieco przygasła. Lubię je co jakiś czas poczytać, ewentualnie obejrzeć coś z klasyków tego kina, ale to wszystko. Undertaker natomiast sprawił, że chce do niego wracać i to jest chyba najlepsza rekomendacja. Co sprawiło, że mam do tej serii takie podejście? Odpowiedź znajdziecie poniżej. Zacznijmy od tego, co w komiksie jest dla mnie najważniejsze - scenariusza. Tak. To nie rysunek, a opowiadana historia są w moim wypadku kluczowe, jeśli idzie o selekcję tego, co pozostawiam w moich zbiorach. czasem zdarzy się, że zostawiam sobie coś tylko i wyłącznie dla rysunku, jak np. dyptyk Monika od Scream Comics, ale to naprawdę rzadkość. Komiks wizualnie może mi się nie podobać, totalnie rozmijać się z moim gustem, jednak jeśli posiada dobrze skrojony scenariusz to ma szanse pozostać w moich prywatnych zbiorach. W przypadku Undertaker rysunek jest bardzo udany, ale co ważniejsze historia mocno mnie wciągnęła. Z jednej strony mnie to nie dziwi, bowiem Xavier Dorison już wielokrotnie udowodnił mi, że potrafi trafić w mój gust. W kolekcji mam Trzeci testament lub Sanktuarium, do którego bardzo często wracam. Przez długi czas znajdował się tam Fechmistrz, w kolejce czeka Long John Silver, a osobiście poluje na dyptyk Asgard. Jedyne czego nie umiem wybaczyć Dorisonowi to całkowite spartolenie serii Thorgal i jej spinoffu z Kriss de Valnor, choć z tego co udało mi się wygrzebać w sieci, wynika, że to nie jego wina. W praktyce pierwotny pomysł scenarzysty totalnie rozminął się z tym, co ostatecznie ujrzeli czytelnicy. Jeśli to prawda, to osoba za to odpowiedzialna, powinna dyndać na sznurze oblepiona smołą i pierzem. Zatem tak. W moich oczach Undertaker bardzo mocno broni się na polu scenariusza. Oto wędrowny grabarz Jonas Crow i jego sęp Jed (tak, gość oswoił sępa) wplątali się w ostrą kabałę. Muszą pochować trupa majętnego poszukiwacza złota, który dosłownie zeżarł swój majątek podczas ostatniego posiłku. Wkurzył tym pracujących dla niego górników, bowiem wcześniej sprzedał kopalnię gdzie pracowali, a na dokładkę kazał pochować się w innej, opuszczonej kopalni, zaś jeśli to nie nastąpi zostanie zamordowana pewna osoba. Wszystkiego ma dopilnować Panna Rose, guwernantka zmarłego, którą ten od lat próbował złamać i udowodnić jej, że jest tak samo zepsuta, jak inni mieszkańcy Dzikiego Zachodu. Rose postanawia jednak nie dać się pokonać znienawidzonemu pracodawcy i za wszelką cenę wypełnić jego ostatnią wolę, aby ocalić tajemniczego zakładnika. Niby wiem wiele, wszystko zostało bowiem przedstawione w pierwszym albumie, ale z czasem gdy poznawałem całą prawdę zostałem solidnie zaskoczony. Szczególnie w momencie ujawnienia zakładnika oraz osoby go przetrzymującej. W życiu bym się nie domyślił takiego obrotu spraw, co tylko ucieszyło moje nerdowskie serduszko. Ogromną rolę w tym elemencie fabuły, ale też kilku innych, jak pościg za grabarzem i jego ładunkiem, odegrały postacie drugoplanowe. Całość świetnie połączono, choć jak wspominałem wcześniej, kilka mniejszych elementów nie do końca mi pasowało. Z drugiej strony to rasowy komiks akcji, więc jestem gotów przymknąć na to oko. Historia z nieboszczykiem mającym brzuch pełen złota została ukończona. Ostatnia scena otwiera zatem drzwi na zupełnie nową przygodę, której nie mogę się doczekać. Grabarz i jego sęp ruszają dalej w świat, choć już nie samotnie. Niby szło to przewidzieć, ale i tak całość ciekawie skrojono. Wizualnie to bardzo porządny frankon, który wielce cieszy moje oko. Zarówno kolory jak i kreska to czysta poezja, zaś okładki to istny miód na moje oczy. Zostało mi zatem przeczytać drugi dyptyk i z wytęsknieniem oczekiwać trzeciego, który już jakiś czas temu zapowiedziano we Francji.
WPajęczejSieci - awatar WPajęczejSieci
ocenił na83 lata temu
Sanktuarium Tom 2. Wrota otchłani Xavier Dorison
Sanktuarium Tom 2. Wrota otchłani
Xavier Dorison Christophe Bec
Drugi tom Sanktuarium zabiera czytelnika do mrocznych sal tytułowego przybytku, odsłaniając jego koszmarne sekrety. Komandor Hamish wraz z grupą zaufanych ludzi szuka w czeluściach świątyni zaginionego oddziału Alfa, a załoga USS Nebraska walczy tymczasem o życie. Wrota otchłani pokazują jak łatwo zrodzić w człowieku strach przed własnymi lękami, popychając go do zła, szaleństwa oraz ostatecznie śmierci. Jednak w całym tym obłędzie czai się coś mrocznego, starożytnego oraz niezrozumiałego dla kogoś urodzonego i wychowanego w świecie zaawansowanej technologii oraz nauki. Fabuła jest bezpośrednią kontynuacją wydarzeń z poprzedniego albumu. Komandor Hamish straciwszy kontakt z oddziałem Alfa, który zaczął badać wnętrze sanktuarium, wyrusza z misją ratunkową. Tymczasem na USS Nebrasce doszło do wybuchu w maszynowni, z winy opętanego szaleństwem i strachem szefa maszyn, co unieruchomiło okręt. Porucznik Kowaks, zastępujący komandora, wiedząc że okręt czeka zagłada, postanawia ratować oficerów w batyskafie, którzy mają powiadomić marynarkę o odkryciu archeologicznym. Przeciwstawia się temu major June, który rozszyfrował napisy na ścianach sanktuarium oraz dowiedział się, że zbudowało je pokojowe plemię Ugarytów, które zniknęło nagle z powierzchni ziemi. Jednocześnie pośród załogi statku zaczynają coraz częściej mieć miejsce przypadki szaleństwa i niewyjaśnionych zachorowań, a drużyna Hamisha napotyka miejsca, za nic nie przypominające dzieła pokojowo nastawionej cywilizacji. Już od pierwszych kart jesteśmy świadkami obłędu jaki dotyka marynarzy. Stillwood, jeden z ludzi wchodzących w skład grupy Alfa, wyraźnie przed czymś ucieka. W pewnym momencie natrafia na ogromne stado pająków, a głos szepcze mu w głowie, aby się nie bał i parł dalej do przodu. Koniec jest oczywisty do przewidzenia i wtedy z mroku wyłania się sylwetka czegoś wielkiego oraz wręcz demonicznego. Czytelnik sam nie jest do końca pewien czy to co widzi to obraz paranoi dziejący się w głowie Stillwooda czy też fizycznie istniejący stwór. Późniejsze wydarzenia mające miejsce zarówno na okręcie jak i w ekipie Hamisha tylko pogłębiają ten niepokój. Rzeczywistość zaczyna zacierać swe granice z koszmarnym snem, ludzie widzą monstra i w akcie desperacji popełniają zbrodnie, inni zapadają na choroby, które już od blisko stu lat nie występują na Ziemi, dzięki nowoczesnej medycynie. To powoduje napięcia, nie tylko pośród załogi, ale także wśród oficerów, a w takich warunkach o panikę nietrudno. Ta zaś jest śmiertelnie niebezpieczna, szczególnie w takich warunkach. Autorzy rewelacyjnie pokazali, zarówno za pomocą scenariusza jak i rysunków, narastający poziom paniki pośród członków załogi USS Nebraska. Jedni wytrzymują dłużej inni pękają niemal od razu, zaś ludzie tacy jak major June, starają się za wszelką cenę utrzymać każdego przy zdrowych zmysłach, samemu balansując na granicy obłędu. Jednak to racjonalne podejście do problemu i siła logiki podszyta wiarą w zjawiska paranormalne, sprawia że wytrzymują napięcie. Podobnie jest z komandorem Hamishem, który kierując się troską o swoich ludzi daje im wybór - mogą zawrócić na statek albo iść z nim. Niestety nie każdy z oficerów przejawia tak racjonalny tok myślenia, doprowadzając tym samym do pogłębiania się kryzysu na okręcie i kolejnych wypadków. Wrota otchłani to świetny obraz tego jak ludzka psychika może się załamać w obliczu niewyjaśnionej i mrocznej zagadki. Do tego ślady prowadzące w kierunku III Rzeszy i ZSRR sprawiają, że aura tajemnicy jest jeszcze mocniejsza, a główny antagonista, którego w tym tomie w końcu widzimy na własne oczy, wydaje się być realny. Tak jak w przypadku pierwszego albumu i ten czyta się jednym tchem zaś obrazy, jakie wyszły spod ręki Bec'a idealnie komponują się z mroczną fabułą. Sanktuarium trzyma czytelnika w ciągłym napięciu, a zakończenie tego tomu jest wręcz idealne, zachęcając do sięgnięcia po trzecią, finalną, część tej opowieści o koszmarze, skrywanym pod piaskami syryjskiej pustyni.
WPajęczejSieci - awatar WPajęczejSieci
ocenił na93 lata temu
Undertaker - 1 - Pożeracz złota Xavier Dorison
Undertaker - 1 - Pożeracz złota
Xavier Dorison Ralph Meyer
Za lekturę tej serii zabierałem się blisko rok. Zawsze znajdowałem bowiem wymówkę, od kiedy nabyłem ją od kumpli. A to przyszło coś wydawców, a to kupiłem inną serię komiksową, a to nie było czasu, a to coś innego. W końcu jednak zebrałem się w sobie i sięgnąłem po pierwszy tom z czterech, które leżały na mojej półce z dopiskiem "Regał wstydu". Przyznaję, że Xavier Dorison odpowiedzialny za scenariusz, ponownie mnie nie zawiódł. Tak, pierwszy tom Undertaker to naprawdę bardzo porządny komiks, zarówno jako western, ale też opowieść obyczajowa. Nie dziwię się, czemu zebrał taką popularność w Polsce, bo po prostu miło się go czyta. Czy jednak okazał się dla mnie olśnieniem? No cóż, nie, choć z drugiej strony, czy musiał? Głównym bohaterem jest grabarz imieniem Jonas Crow. Już sam ten pomysł, aby pokazać Dziki Zachód z punktu widzenia osoby bez wątpienia mającej tam sporo pracy, jest dla mnie ciekawy. Crow zauważa zresztą, że ludzie ogólnie go omijają, chyba że muszą skorzystać z jego usług. Nie istnieje dla społeczeństwa, bo przecież zarabia na śmierci, a jaki porządny obywatel chce się zadawać z takim człowiekiem. Nie. On jest dla nich niewidzialny. Gdy pewnego razu otrzymuje zlecenie pochowania bogacza z miasteczka Anoki City, nie przypuszcza, że wpadnie po szyję w kłopoty. Denat bowiem jeszcze nie pożegnał się z tym światem i osobiście zamówił swój pochówek. Po uzgodnieniu ceny z grabarzem, delikwent nakazuje swej guwernantce Pani Rose wykonać jego testament. A jest on przerażający. Tak naprawdę wiele elementów tego westernu, dla mnie okazało się dość unikalnych. Główny bohater, tajemnicza Pani Rose, czy naprawdę dziwne zlecenie niedoszłego nieboszczyka. Ostatecznie facet naprawdę ląduje w trumnie i to dość szybko, ale nie to jest najdziwniejsze. Prawdziwym szokiem dla mnie był powód jego odejścia z tego świata i sposób w jaki tego dokonał. Powiedzmy, że jest z niego niezły kawał sukinkota, co pasuje do wyobrażeń o Dzikim Zachodzie. Z drugiej strony ciężko uznać mi to za przerysowaną opowieść, bowiem każda kolejna scena jest reakcją na wydarzenia mające miejsce wcześniej. Działa tutaj wręcz efekt domina, choć kilka rzeczy bardzo mnie zastanawia. Pierwszą z nich jest oczywiście przeszłość Jonasa Crow, bowiem widać, że facet musiał być kiedyś kimś więcej niż zwykłym grabarzem. Rzeczywiście rąbek tego sekretu zostaje w tym albumie ujawniony, choć pewnie więcej dowiem się w drugim tomie. To co jest dla mnie jednak prawdziwą zagadką, to wręcz zabójcze oddanie Pani Rose dla swego byłego pracodawcy, który obecnie jest klientem naszego grabarza. Kobieta zdaje się szczerze nienawidzić gościa, jakby zamienił jej życie w piekło. Zresztą potem natrafiamy w komiksie na dość osobliwą scenę. Mimo wszystko postanawia spełnić jego ostatnią wolę. Teoretycznie jest wyjaśnione czemu to robi, ale jakoś tego nie kupuję. Zbyt to... naiwne na tle całej opowieści. Pierwszy tom ma otwarte zakończenie i cieszę się, że w tym momencie mam na półce aż cztery tomy. Szlag by mnie trafił gdybym miał czekać kilka miesięcy na kontynuację, bo za bardzo chce wiedzieć, co będzie dalej. Przyznam, że opcji jest kilka, bowiem na scenie występuje wiele postaci drugoplanowych, o których celowo tutaj nie wspominałem. Ruszam zatem dalej tropem ponurego grabarza, któremu towarzyszy sęp ze zwichniętym skrzydłem. Coś czuję, że pokocham tą serię całym sercem, o ile utrzyma swój poziom tajemnicy i nietuzinkowej przygody.
WPajęczejSieci - awatar WPajęczejSieci
ocenił na73 lata temu
Orły Rzymu. Księga 3 Enrico Marini
Orły Rzymu. Księga 3
Enrico Marini
"Orły Rzymu. Księga III" to trzeci tom cyklu przygodowo-historycznego osadzonego w realiach Imperium Rzymskiego. Scenarzystą i rysownikiem serii jest kultowy już twórca Enrico Marini, znany z takich bestsellerów komiksowych jak: "Drapieżcy", "Skorpion" czy "Cygan", które stworzył wraz z Jeanem Dufaux, Stephenem Desbergiem, Thierrym Smolderem. Enrico Marini - włoski artysta komiksów urodzony w Szwajcarii. Jego pierwszy poważny kontakt z komiksem miał miejsce w 1987 roku, na Festiwalu Komiksu w Sierre, dzięki Konkursowi Młodych Talentów, na którym został zauważony i przedstawiony wydawnictwu Alpen Publishers. Właśnie wówczas, zaledwie osiemnastoletniemu twórcy powierzono rysowanie pierwszych albumów komiksowych. Jednakże jego prawdziwa kariera rozpoczęła się dopiero w 1992 roku, jak scenarzysta Thierry Smolderen zaproponował mu współpracę. W 1996 roku Enrico Marini, razem ze scenarzystą Stephenem Desbergiem, zrealizował swoje dziecięce marzenie, a mianowicie, stworzenie westernu. Następnie w 1998 roku powstał pierwszy tom mrocznej komiksowej opowieści, do scenariusza samego Jeana Dufaxa. Niedługo potem, w 2000 roku powstało następne dzieło, do którego ponownie scenariusz napisał Stephen Desberg. Ten komiks ujawnił talent Enrico Mariniego do rysowania postaci i wnętrz historycznych. Marek i Arminiusz dorastali razem. Wspólnie przeszli przez surowy, rzymski proces wychowawczy i stali się mężczyznami, wojownikami. Uważali się za braci, lecz miłość do kobiety zerwała ich więź. Każdy poszedł własną drogą... Arminiusz powrócił do Germanii. Wkrótce pojawiły się pogłoski, że zamierza on podstępnie poderwać swą ojczystą krainę do rebelii przeciwko imperium. Zaniepokojony imperator posyła więc na północ Marka. Ma on wybadać, co naprawdę dzieje się w sercu przyjaciela... Tworzonej przez Enrico Mariniego historii o Marku Veleriusu Falco i Gajuszu Juliuszu Arminiuszu, do obecnej chwili nie można było niczego zarzucić. Trzeci album to bez wątpienia najsłabsza odsłona komiksowej serii. Co nie oznacza, że zapoznając się z nią, nie można mile spędzić czasu. W "Orłach Rzymu. Księdze III", Enrico Marini przedstawia kolejne poczynania dwóch młodzieńców, Marka Veleriusa Falco i i Gajusza Juliusza Arminiusza. Marek Velerius Falco to rodowity Rzymianin, ale zrodzony z barbarzyńskiej matki. Gajusz Juliusz Arminiusz był jeńcem z plemienia Cherusków, mieszkającym przez cztery lata pod dachem Titusa Veleriusa Falco. Minęło pięć lat, odkąd przyszywani bracia widzieli się po raz ostatni. Przez ten czas wiele się zmieniło. Gajusz Juliusz Arminiusz, z którego zrobiono zakładnika, powrócił do swojego ludu, jako doświadczony oficer i wolny człowiek. I choć jego miecz przelewa krew dla Cesarstwa Rzymskiego, serce wciąż bije dla Germanii. Ponadto, sam wpadł w sidła bogini Freji, zakochując się w Trusneldzie, córce Segestesa. Marek Velerius Falco także przybywa do Germanii. W momencie, jak opuszczał stolicę, Cesarz polecił mu oddać honor jego wiernym legionistom i wziął sobie za wzór ich męstwo i dyscyplinę, ale na miejscu zastał zaledwie bandę obdartych szumowin. Na domiar złego, ta banda obdartych szumowin podlega jego dowództwu. Przyjazd do Germanii oznacza też dla niego spotkanie z Kwintusem Emiliuszem Lepidusem oraz towarzyszącą mu żoną. Dawna miłość do małżonki jego największego wroga nie osłabła, szczególnie że jej owocem okazuje się dziecko. Rok 762 ab urbe condita (rok 9 po chry.). Imperium Cesarstwa Rzymskiego stara się podporządkować sobie dumne i uparte plemiona zamieszkujące Germanię. Stosuje do tego sieć intryg, spisków i zdrad, napędzając wywiadowczą machinę, jak również zawierając korzystne sojusze. Nie powstrzymuje się też przed stosowaniem bardziej brutalnych metod, karząc niepokornych i stawiających opór barbarzyńców, wyrzynając całe osady wraz z kobietami i dziećmi. Mimo to plemiona są podzielone. Jedni uważają, że uzurpatorom trzeba się przeciwstawić, ale inni dostrzegają w nim dźwignię do gospodarczego, społecznego i kulturowego rozwoju. W pierwszej odsłonie swojego autorskiego debiutu, Enrico Marini pokazał nam początki znajomości dwóch zupełnie różniących się od siebie młodzieńców. Potomka księcia Sigimera, Ermanamera, któremu Oktawian August nadał miano Gajusza Juliusza Arminiusza. Postać, która na zawsze zapisała się na kartach historii. Jak również Marka Veleriusa Falco, potomka Titusa Veleriusa Falco. Postać nie prawdziwą, stanowiącą punkt odniesienia wobec zdarzeń związanymi z Gajuszam Juliuszem Arminiuszem. Wspólne szkolenie, które odbywali, miało pomóc stać się im prawdziwymi mężczyznami. W drugiej odsłonie opowieści, Enrico Marini postanowił bardziej skupić się na Marku Veleriuszu Falco, ukazując jego nieszczęśliwą i tragiczną miłość, która ostatecznie doprowadziła do rozłąki obu przyjaciół. W trzeciej odsłonie serii, ścieżki przewodnich bohaterów ponownie się splatają. Jednakże nic nie wskazuje na to, że Enrico Marini na łamach swojego komiksu zamierza zmieniać historię. To też, od tego albumu część opowiadająca o Gajuszu Juliuszu Arminiuszu nie będzie się zanadto różnić od tej, która miała naprawdę miejsce. Pozostaje nam więc obserwować działania Marka Veleriusa Falco, jak również Kwintusa Emiliusza Lepidusa i Pryscylli, a nawet czteroletniego Tytusa. W omawianej odsłonie jest też więcej polityki i podstępnych gierek rozgrywających się w koszarowych kuluarach, które mają na celu wzbogacenie Cesarstwa Rzymskiego. I choć obserwowanie postępów w fabule historii sprawia wiele przyjemności, trudno nie wspomnieć o lekkim rozczarowaniu, jakie niesie ze sobą album. "Orły Rzymu. Księga III" stanowi pewnego rodzaju przestój pomiędzy sielankową młodością przewodnich protagonistów, a ich brutalniejszą dorosłością. Toteż Enrico Marini nie miał za wiele do pokazania, a na pewno nic czego nie można było się spodziewać. Wspomnianą zmianę w klimacie historii, idealnie odwzorowuje posępna, zimna paleta kolorów, którą twórca postanowił uzupełnić plansze. Dominują na nich odcienie szarości, brązu i zgniłej zieleni. I chociaż ilustracjom nie można nic zarzucić, szczególnie odmienionym wizerunkom przewodnich bohaterów, to ze względu na miejsca akcji, na większości plansz nie prezentują się one tak bogato, jak w poprzednich dwóch częściach. Zakończenie albumu obiecuje ciekawszą fabułę i więcej akcji w następnej części komiksowej serii Enrico Mariniego. I w istocie tak też się dzieje.
Łędina - awatar Łędina
oceniła na66 lat temu
Fechmistrz Xavier Dorison
Fechmistrz
Xavier Dorison Joel Parnotte
Bardzo cenię Xaviera Dorisona za scenariusz, jaki napisał do "Sanktuarium" oraz za to, jak umiejętnie wymanewrował totalnie rozsypaną na kawałki obecną linię fabularną w "Thorgalu". Dotąd na mojej liście życzeń znajduje się "Trzeci Testament", "W.E.S.T." i "Long John Silver", natomiast ostatnio wpadł mi w ręce "Fechmistrz". Już sama okładka wzbudziła żywo moje zainteresowanie, ponieważ lubię klimaty osadzone w realiach średniowiecza czy okresu Złotej Ery Imperium Rzymskiego. Gdy przeczytałem, że w "Fechmistrzu" będzie dodatkowo poruszony temat religii, a konkretniej rozłamów trawiących Chrześcijaństwo w XVI wieku, to moje nadzieje urosły ponad miarę. Co ważniejsze zostały w pełni zaspokojone, gdyż "Fechmistrz" opowiada prostą historię, o zwykłych ludziach, którzy musieli zetrzeć się z najmroczniejszym demonem nękającym ludzkość - ambicją. Pierwszoplanowymi, a zarazem tytułowymi, choć okładka sugeruje coś innego, bohaterami są Hans Stalhoffer i Giancarlo di Maleztraza. Reprezentują oni idealnie przełom czasów, w których żyją, gdzie Średniowiecze ustępowało miejsca Odrodzeniu, co zresztą wyraźnie zaznaczono we wstępie komiksu. Stalhoffer to rycerz starej daty, mający już swoje lata i posługujący się mieczem. Broń ta wymaga wytrwałości, cierpliwości i siły. Maleztraza natomiast jest przedstawiciel przyszłości i postępu, posługując się rapierem. Tu liczy się szybkość, zwinność oraz krwiożerczość. Mężczyźni stają do pojedynku o tytuł Królewskiego Fechmistrza, który od lat spoczywa w rękach Stalhoffena. Niestety wynik starcia nie wyłania zwycięzcy, a obaj walczący odnoszą ciężkie rany. Hans postanawia się jednak wycofać i oddaje swój urząd rywalowi. Mijają 4 lata, a Francją wstrząsa nowa "rewolucja" - pomysł wydania Biblii drukiem w języku francuskim, tak aby każdy piśmienny obywatel mógł ją przeczytać i zrozumieć jej słowa. Nie podoba się to Sorbonie, kolegium Uniwersytetu Paryskiego, chcącej zdławić pomysł w zarodku. Nie wiedzą, że ich czyn ponownie postawi na swej drodze dawnych rywali. Siłą tego komiksu jest prostota płynąca ze scenariusza. Teoretycznie jest tu intryga, związana ze zwierzchnikami Kościoła Katolickiego oraz próbą złamania odwiecznego prawa, gdzie Biblia była pisana tylko po łacinie i grece, tak aby prosty lud nie miał do niej bezpośredniego dostępu. W praktyce cały ten wątek schodzi na drugi plan, gdyż na pierwszym mamy ludzi zjadanych przez różne formy ambicji. Nie dotyczy to tylko pary rywali, ale też osób, jakie stanęły na ich drodze. Pierwszym jest królewski chirurg i dawny przyjaciel Hansa, Gawin z Bremy, który żyje złudzeniami o równości pomiędzy stanami społecznymi. Chce też, aby Słowo Boże było dostępne w języku zrozumiałym dla zwykłego człowieka, co oczywiście potępia Sorbona. Jego wychowanek i giermek, Casper, również podziela te poglądy i żyje ideałami. Młody, niedoświadczony, nieznający tak naprawdę życia na najniższym szczeblu drabiny społecznej. Hans ciągle im wypomina ich utopijne ideały, ale z własnych pobudek, a może i odrobiny lojalności, pomaga im w misji dotarcia do Paryża. Kolejnym bohaterem drugiego planu, odgrywającym ważną rolę w tej historii, jest Timoleon. Przywódca grupy społeczności górali zamieszkujących rejon, w którym wylądowała nasza drużyna, ścigana przez Maleztraza pracującego dla Sorbony. Timoleon to człowiek ślepo oddany swemu Bogu, ale nie szukający zwady. Z drugiej strony łatwo mu zasłonić oczy obrazem trupa i wmówić coś, co nie miało miejsca. Jego ambicją jest pokazanie, kto ma w górach władzę absolutną, a jednocześnie, zamiast prawdy woli usłyszeć poparcie swoich ludzi. Cała ta grupa staje się tłem dla rywalizacji trwającej pomiędzy Hansem a Maleztrazą, starym a nowym światem, mieczem a rapierem. To właśnie te punkty są kluczem dla tej opowieści, w której nic nie jest czarno-białe, a pokazuje wiele odcieni szarości. Mają one jednak jedną cechę wspólną - ukazanie jak niszczycielska może okazać się ludzka ambicja. Szczególnie gdy włoży się ją do jednego worka z religią i jej doktrynami, które często nie mają nic wspólnego z wolnością, moralnością oraz czystą wiarą. Na duże brawa zasługuje też rysunek Joela Parnotte. Jego rysunek w pełni oddaje ducha początku XVI wieku oraz przemian, jakie wtedy zachodziły w Europie. Stare miesza się z nowym, mroźne góry z leśnymi wzgórzami, czy też salony możnych z brudem pospólstwa. Parnotte oddał każdy z tych elementów idealnie. Do tego świetnie uchwycił postacie, a szczególnie ich twarze. Już okładka potrafi przyciągnąć uwagę, ale to nic w porównaniu z pierwszą kartą komiksu, na której widnieje skąpana w deszczu, twarz Hansa Stalhoffera. Jak dla mnie, mistrzostwo. "Fechmistrz" nie jest komiksem wybitnym, ale na tyle dobrze skonstruowanym, że potrafi na bardzo długo zapaść w pamięć. W moim wypadku, jako fana tego typu literatury, jest to pozycja, która od razu po przeczytaniu dołączyła do mojej kolekcji. Niekoniecznie na najwyższej półce, ale też nie na najniższej. To tego typu dzieło, które niesie w sobie prostą prawdę o ludziach, nie będąc przy tym niczym odkrywczym, ale napisanym tak, że chce się tu wracać. Xavier Dorison po raz kolejny udowodnił mi, że jako scenarzysta potrafi naprawdę wiele, a "Fechmistrzem" sprawił, że wszedł do mojego grona ulubionych autorów.
WPajęczejSieci - awatar WPajęczejSieci
ocenił na73 lata temu
Wieczna wolność (Wydanie zbiorcze) Joe Haldeman
Wieczna wolność (Wydanie zbiorcze)
Joe Haldeman Marvano
Joe Haldeman (scenariusz) i Marvano (rysunki) zdecydowali się nie adaptować drugiej części trylogii, czyli "Wiecznego pokoju" i od razu przeszli do "Wiecznej wolności". To niebywałe, jak bardzo różni się "Wieczna wolność" od "Wiecznego pokoju". W przypadku komiksu mogę tylko porównać szatę graficzną, ilustracje Marvano, ale treść to już zupełnie inne motywy. Wątki leżą na innej skali, w innym układzie. "Wieczna wojna" dotyczyła konfliktu z obcą rasą. Komiks przedstawiał cały bezsens wojny, odwoływał się do wspomnień autora w odniesieniu do jego historii z Wietnamie. Jak wielu innych pisarzy, którzy w konflikcie uczestniczyli, przeniósł później na karty powieści swoją wściekłość. W komiksie zostało to zachowane, ten beznadziejny los żołnierza, który szedł na śmierć. "Wieczna wojna" to arcydzieło wśród powieści graficznych, z każdej strony uderzała w nas rozpacz. To się czuło. A "Wieczna wolność"? To coś innego, komiks wybitny, poważne (i odważne) sci-fi, inne pytania, zupełnie inny nastrój, bardzo filozoficzny i refleksyjny. Bliższy Asimovowi, czy z nowszych rzeczy, leżący dość blisko "Końca śmierci" (trzecia część "Problemu trzech ciał" Cixin Liu). Tak czułem. Powaga, pytania ostateczne o nasze istnienie, realny koniec ludzkości. Wcześniej natomiast obserwujemy bardzo intrygujący zamysł o spłaszczeniu jednostki i powstanie Człowieka. I są tutaj poruszane takie kwestie, że chcemy od razu przejść do realnej i żywej dyskusji. Haldeman wchodzi na pole z pytaniami egzystencjalnymi bardzo odważnie, pisze science-fiction niezwykle wytrawne, zahacza o socjologiczny wymiar. W swoim tekście mówi o powstaniu Człowieka, nowego tworu, który jest kumulacją miliardów ludzi. Nie liczy się jednostka, a "Wieczna wolność" opowiada właśnie o małej grupce, która przeżyła "Wieczna wojnę" i teraz walczy o swoje istnienie. Powtórzę, niebywałe. Czytałem "Wieczną wolność" z jednej strony jako kontynuację opowieści z tego konkretnego świata, ale czasem zapominałem, że to rzecz połączona z pierwszym epizodem, tak ważnym dla światowego komiksu. "Wieczna wojna" się skończyła, to wynika jasno z treści, Haldeman pisze teraz o samej potrzebie życia. Po co? W jakim celu? Może lepiej dać sobie spokój, odpuścić pragnienia i zmiażdżyć jednostkę i indywidualizm. Przecież to wszystko doprowadziło do wojny dwóch ras, które nic o sobie nie wiedziały, nie miały sobie nic do zarzucenia, nie zaszkodziły sobie. Pamiętamy bowiem "Wieczną wojnę" i tę walkę najczęściej zupełnie o nic. Było tylko cierpienie. Jest to więc komiks niezwykły. Hard sci-fi, często monumentalny, nierzadko najbliżej człowieka jak się tylko da. Finał dostarcza bardzo dużych emocji. Coś się kończy, człowiek wydaje się tkwić od początku w czymś nierealnym. Po lekturze myślimy o tym, o naszym znaczeniu, o miejscu we wszechświecie. Jesteśmy tylko drobinką. A Marvano narysował to w swoim stylu. Zaangażowany, realistyczny, najpiękniejszy w kosmosie i przekazaniu technicznych szczegółów. Ale też ze smutkiem wyrysowanym tak przejmująco w postaciach.
Patryk Karwowski - awatar Patryk Karwowski
ocenił na99 miesięcy temu

Cytaty z książki Caravaggio #01: Paleta i rapier

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Caravaggio #01: Paleta i rapier