rozwińzwiń

Zwykły bohater

Okładka książki Zwykły bohater autora Mark Owen, 9788308055052
Okładka książki Zwykły bohater
Mark Owen Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie reportaż
320 str. 5 godz. 20 min.
Kategoria:
reportaż
Format:
papier
Tytuł oryginału:
No Hero: The Evolution of a Navy SEAL
Data wydania:
2015-03-19
Data 1. wyd. pol.:
2015-03-18
Liczba stron:
320
Czas czytania
5 godz. 20 min.
Język:
polski
ISBN:
9788308055052
Tłumacz:
Bartosz Szołucha
Średnia ocen

7,5 7,5 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Zwykły bohater w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oficjalne recenzje książki Zwykły bohater i



Przeczytane 65 Opinie 9 Oficjalne recenzje 63

Opinia społeczności książki Zwykły bohateri



Książki 194 Opinie 5

Oceny książki Zwykły bohater

Średnia ocen
7,5 / 10
259 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Zwykły bohater

avatar
199
137

Na półkach:

No niby spoko, ale nic nadzwyczajnego. Ani mnie jakoś specjalnie nie wciągnęła, ani niczego nie nauczyła. Może dla fanów tematu, czy Sealsów... na pewno dla mnie średnia.

No niby spoko, ale nic nadzwyczajnego. Ani mnie jakoś specjalnie nie wciągnęła, ani niczego nie nauczyła. Może dla fanów tematu, czy Sealsów... na pewno dla mnie średnia.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
373
309

Na półkach:

Jeśli ktoś się dziwi, co mogą byli wojskowi wnieść swoimi szkoleniami do biznesu- to tak książka niechcący daje taką odpowiedź. Autor oczywiście skupia się przebiegu służby SEALS, jednak pokazuje to od razu z poziomu zaawansowanego. Nie chodzi tutaj tyle o szczegółową rytmikę przebiegu misji, tylko kluczowe zasady i wartości, które stanowią trzon siły i skuteczności komandosów. Pod tym względem rewelacyjna pozycja- pokazanie jak samokontrola, umiejętność pokory, totalnej uczciwości potrafią zbudować najskuteczniejsze zespoły.

Jeśli ktoś się dziwi, co mogą byli wojskowi wnieść swoimi szkoleniami do biznesu- to tak książka niechcący daje taką odpowiedź. Autor oczywiście skupia się przebiegu służby SEALS, jednak pokazuje to od razu z poziomu zaawansowanego. Nie chodzi tutaj tyle o szczegółową rytmikę przebiegu misji, tylko kluczowe zasady i wartości, które stanowią trzon siły i skuteczności...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
1457
1457

Na półkach: ,

To moja pierwsza książka Marka Owena. Sporo słyszałem o "Niełatwym dniu", niestety bardzo ciężko ją dostać. Kiedy przypadkiem znalazłem "Zwykłego bohatera", na półce u mojego przyjaciela, wiedziałem że muszę przeczytać tą książkę... i przyznam, że spodziewałem się chyba czegoś innego. Autor darował sobie gruntowne opisy szkolenia i specyfikę technik walki komandosów (co samo w sobie nie jest złym zabiegiem skoro w prawie każdej książce o Sealsach, można je znaleźć) na rzecz opisu swoich przeżyć związanych z początkiem służby, niektórymi szkoleniami (to z workiem jest szczególnie ciekawe),kilkoma akcjami przeprowadzonym już na bojowych zmianach oraz odejściu ze służby. Każdy rozdział ma podobną konstrukcję. Kiedy autor zaczyna opisywać jakiś aspekt wtrąca do wypowiedzi zupełnie inny wątek wspominając odległe czasy. Niektóre związane są z wojskiem, a niektóre z młodością i wychowaniem na Alasce. Trochę mi zabrakło tych smaczków i wojskowych detali związanych z siłami specjalnymi. Sama książka napisana jest prostym językiem, a rozdziały są relatywnie krótkie przez co samą książkę niesamowicie szybko się czyta. Można ją skończyć w jeden dzień. Smaku dodają ciekawe zdjęcia. Przyznaję że spodziewałem się trochę czegoś innego ale książka zła nie jest. Jest to po prostu kolejne uzupełnienie literatury o komandosach Navy Seals.

To moja pierwsza książka Marka Owena. Sporo słyszałem o "Niełatwym dniu", niestety bardzo ciężko ją dostać. Kiedy przypadkiem znalazłem "Zwykłego bohatera", na półce u mojego przyjaciela, wiedziałem że muszę przeczytać tą książkę... i przyznam, że spodziewałem się chyba czegoś innego. Autor darował sobie gruntowne opisy szkolenia i specyfikę technik walki komandosów (co...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

741 użytkowników ma tytuł Zwykły bohater na półkach głównych
  • 394
  • 337
  • 10
151 użytkowników ma tytuł Zwykły bohater na półkach dodatkowych
  • 121
  • 9
  • 9
  • 3
  • 3
  • 3
  • 3

Inne książki autora

Mark Owen
Mark Owen
Mark Owen (właśc. Matt Bissonnette) amerykański żołnierz Marines, który opublikował kontrowersyjną książkę o pojmaniu Bin Ladena.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Pilot Apacza Ed Macy
Pilot Apacza
Ed Macy
#books_consumption_2025: 044. Ed Macy „Pilot Apacza” Co tu dużo mówić – dla mnie, mającego świra na punkcie tego co lata, była to przewspaniała pozycja. Nieważne, że najbardziej kocham myśliwce. Jak by nie patrzeć AH-64 Apache to też myśliwy. Tylko poluje na co innego… Przystępnym językiem napisana opowieść o służbie, lotach bojowych w Afganistanie, jak również historia tego, jak Ed Macy stał się pilotem tego latającego czołgu, opisy życia w bazie podczas misji (włącznie z przytoczeniem wielu anegdot, humorystycznych sytuacji czy po prostu kawałów, jakie sobie wzajemnie urządzali),jak również oszczędnie i powściągliwie – jak to u Brytyjczyka – o swoich uczuciach podczas rozłąki z rodziną. Przyznaję szczerze, że zgodzę się z opisem wydawcy. Faktycznie wystarczyły mi pierwsze strony i opis pierwszej wykonywanej misji (poszukiwania dwóch zaginionych żołnierzy… lub ich ciał),podczas której nie padł ani jeden strzał. I faktycznie od książki oderwać się było ciężko. Choć nie zawsze jest to łatwa lektura szczególnie, jak się ma dosyć plastyczną wyobraźnię. Autor nie wahał się opisać co dzieje się z człowiekiem trafionym serią 20 pocisków z 30-milimetrowego działka Apache'a. Albo co zostaje w miejscu, w którym były dwie osoby, a między którymi eksplodowała głowica pocisku Hellfire… To jest też opowieść o tym, że bywają sytuacje, w których regulaminy swoje, zaś podejście „nie zostawiamy nikogo” zostało w wojskach państw zachodnich zaszczepione bardzo mocno. Poszukiwania kaprala Matthew Forda z piechoty morskiej podczas operacji „Glacier 2” i późniejsze wydarzenia przy Fort Jugroom – no przy tym dosłownie opada szczęka i dobrą chwilę zajmuje przetrawienie całości. Powiedzieć, że lektura tej książki była dla mnie ucztą, to nic nie powiedzieć. Bezapelacyjne 10/10.
PrzemekRyk - awatar PrzemekRyk
ocenił na109 miesięcy temu
Karbala Piotr Głuchowski
Karbala
Piotr Głuchowski Marcin Górka
„Karbala” to powieść wielopoziomowa a raczej reportaż. To, nie tylko historia trzydniowej bitwy o ratusz, stoczonej przez żołnierzy II Zmiany PKW. ”Karbala” M. Górki i P. Głuchowskiego to coś więcej, dużo więcej. To historia udziału Polaków w obu wojnach w Zatoce Perskiej – zarówno tej z 1991, jak i 2003 r. oraz stosunków polsko-irackich. Wojna w Iraku to misja stabilizacyjna to historia, która działa się na oczach większości z nas. Wzbogacona zdjęciami jest raczej opowieścią o stanie polskiej armii, jej wyszkoleniu, wyposażeniu, morale, mentalności i opiece zdrowotnej przed i po misji w Iraku. Głównym bohaterem książki jest podpułkownik Grzegorz Kaliciak. Podczas pobytu w Iraku ma stopień kapitana. Książka opisuje jego karierę wojskową, życie osobiste, motywy, jakimi kierował się, godząc na wyjazd na misję i szkolenie przed nią. Nie ma tu miejsca na tanie bohaterstwo. Jest za to lęk przed śmiercią, poczucie obowiązku, rozliczenie z własnym sumieniem oraz strach. Jako obywatele winniśmy im wdzięczność i szacunek. Dzięki takim publikacjom łatwiej zrozumieć nam czym jest służba w wojsku. Piotr Głuchowski i Marcin Górka, tworząc książkę, solidnie przygotowali się do swego zadania. „Karbala” nie wychwala ani wojny w ogóle, ani wojny w Iraku, to stawia na piedestale tych, którzy wykazali się cnotami żołnierskimi odwagi, koleżeństwa, poświęcenia i bronili słabszych, nawet w tak dalekim i obcym kraju. „Karbala" to pozycja obowiązkowa dla miłośników wojskowości i historii współczesnych konfliktów zbrojnych. Interesujący się Wojskiem Polskim zauważą pomiędzy wierszami zmiany, jakie zachodziły w strukturach i wyposażeniu naszej armii. W lekturze znajdą wiele przyjemności także zainteresowani sytuacją na Bliskim Wschodzie.
Stefan Horn - awatar Stefan Horn
ocenił na811 miesięcy temu
Psy z Karbali Marcin Górka
Psy z Karbali
Marcin Górka Adam Zadworny
Polska misja w Iraku z perspektywy dziesięciu różnych osób. Od szeregowca do ambasadora. Historie wojenne zawsze są porażające, ale to co tutaj bulwersuje najbardziej to dyletanctwo, niekompetencja i nieudolność polskiej klasy politycznej, która przecież odpowiada za całą tą imprezę. Łatwo było wysłać niedofinansowane wojsko w starych zdezelowanych Starach i Tarpanach, ale na tym łatwość się skończyła, a czym dalej w las tym nasi politycy dali d... po całości, z czego są zresztą słynni... Już dawno słyszało się historie, jak to nasi żołnierze inwalidzi po wstępnym wykurowaniu w bazie NATO w Ramstein, po powrocie do Polski musieli kuśtykać po płycie lotniska, bo władze nie zadbały nawet o podstawienie transportu dla naszych bohaterów. Nie mówiąc o tym jak działał (nie działał) system ubezpieczeń wojskowych, na ile było wyceniane życie żołnierza w Polsce, a na ile w USA itd. Ówcześni możnowładcy wysyłając naszych na tą imprezę nie wiedzieli nawet z jakim uzbrojeniem, na jak długo i jakie mają być cele polskiej misji. Całkowita prowizorka. Finalnie Polska ani polski biznes nawet nic na tej zabawie nie zarobił. A zarabiały nawet takie kraje jak Korea Płd. Na pytanie dlaczego, pada odpowiedź - być może nie umiemy. Moim zdaniem jest to kwintesencja naszych elit... Kiedy tak się traktuje swoich, to ciekawe jak sojuszników? Otóż, cała administracja iracka z tłumaczami na czele, która pracowała dla Polaków, została finalnie zostawiona na pastwę losu, a w zasadzie na czyhających na ich życie bojowników, którzy uważali ich za kolaborantów. Wiele państw ratowało swoich irackich sojuszników przed niechybną śmiercią i sprowadzało ich potem do siebie wraz z rodzinami, dzięki temu wykorzystywano później potencjał tych ludzi, którzy jako pracownicy wykształceni, znający języki i świat arabski byli nieocenieni. Wiele państw, ale oczywiście nie Polska! Być może nie umiemy...
FilipWładysław - awatar FilipWładysław
ocenił na710 miesięcy temu
Negocjator. Prawdziwa historia najskuteczniejszego na świecie zawodowego negocjatora Ben Lopez
Negocjator. Prawdziwa historia najskuteczniejszego na świecie zawodowego negocjatora
Ben Lopez
W dobie masy książek o tajnych służbach, jednostkach specjalnych (głównie NAVY SEALS) oraz wojsku, dobrze jest poczytać o wyjątkowych profesjach, na temat których literatury jest bardzo niewiele. Tu z pomocą przychodzi wydawnictwo ZNAK. "Negocjator" to kolejny tytuł po fenomenalnym "Wirze" Edyty Żemły oraz bardzo dobrym "Saperze" Kevina Ivisiona. Sięgając po tą książkę miałem bardzo duże oczekiwania ponieważ negocjacje fascynowały mnie od zawsze. Byłem nimi zafascynowany do tego stopnia, że zdając kiedyś do Policji, robiłem to właśnie z myślą aby trafić do jednostki policyjnych negocjatorów (ostatecznie trafiłem do finansów i tu zajmuję się negocjacjami jako broker ubezpieczeniowy). Na pierwszy rzut oka może się wydawać, że książka pełna jest zwrotów akcji (szczególnie czytając końcową okładkę) oraz technik negocjacyjnych podczas różnego rodzaju zdarzeń. Niestety nie do końca tak jest. Autor skupił się w większości na porwaniach dla okupu. Opisuje przy tym pracę negocjatorów, przebieg negocjacji, techniki i triki negocjacyjne ale nie ma tego za wiele (szczerze, to myślałem że będzie tego masa, a tu raptem kilka ciekawostek). Nie do końca zgadzam się również z argumentacją Bena Lopeza co do stosowania niektórych czynności. Np. autor twierdzi, że podczas negocjacji prąd odcina się głównie po to aby "zmęczyć" porywcza, a słowem nie wspomina, że jest to również działanie mające na celu danie negocjatorom czegoś do ewentualnej wymiany podczas prowadzonych negocjacji (np. część zakładników za prąd czy ogrzewanie). O tym jak autor został zawodowym negocjatorem i gdzie zdobywał swoje doswiadczenie (w końcu określił się mianem najskuteczniejszego) też nie ma za wiele. Mimo tych niedociągnięć książkę całkiem przyjemnie i szybko się czyta. Fani Danny'ego Romana (Negocjator),Terry'ego Thorna (Dowód życia) i Johna W. Creasy'ego (Człowiek w ogniu - choć ten bohater zdecydowanie negocjatorem nie był) nie powinni być zawiedzeni. Jednak wszystkie te filmy wypadły lepiej niż książka Bena Lopeza. Polecam fanom tematyki o porwaniach chyba bardziej niż fanom tematyki o negocjacjach choć kilku ciekawych rzeczy o nich też można się z tej książki dowiedzieć.
Grzegorz - awatar Grzegorz
ocenił na65 lat temu
Komandos Richard Marcinko
Komandos
Richard Marcinko John Weisman
Ja jestem wyjątkowo niespotykanie spokojny człowiek. Niektórzy nawet twierdzą, że się przy mnie wyciszają, ale po tej książce gratisowej terapii dla rozedrganych emocjonalnie nie było, bo cały dzień mnie nosiło po kątach, wiadomości o kolejnym nieszczęściu w wieczornych programach informacyjnych roztrzęsienie pogłębiło, a język miałam pogryziony od powstrzymywania się przed dosadnością werbalną w ocenie mojej bezsilności wobec świata opanowanego ludzką głupotą i rządzonego prawami Murphy’ego, których skale odmierza ilość ich ofiar. Bo chyba tylko tak najogólniej mogę określić przyczynę mojego żalu, współczucia i poczucia bezsilności zsolidaryzowanych z poglądami Richarda Marcinko, głównego bohatera i współautora tej autobiografii. I za każdym razem, będzie to dla mnie Richard Marcinko, bom niegodna mówić mu, używając pseudonimów Scharkman, Dick Demolka, Świr czy Rogue Worrior zarezerwowanych dla przyjaciół. A wcale się na to nie zanosiło. O frogmanie, członku SEAL Team Two, twórcy i pierwszego dowódcy SEAL Team Six i Red Cell, uczestnika wojny w Wietnamie i Kambodży, czytałam już w "Snajperze" Howarda E. Wasdina i Stephena Templina, a potem w "Operacji Geronimo" Chucka Pfarrera, ale informacje na temat tego wyjątkowego mężczyzny, buntownika i outsidera były skąpe, ostrożne, żeby nie powiedzieć, bardzo dyplomatyczne i ograniczone właściwie do jednego, niezmiennie powtarzającego się wyrażenia, wymienianego również w innych źródłach informacji – kontrowersyjna postać. O matko! I to jeszcze jak kontrowersyjna! Gdyby ten przymiotnik można było stopniować powyżej stopnia najwyższego, trzeba byłoby stworzyć kilka dodatkowych poziomów z jednym zarezerwowanym tylko dla Richarda Marcinko. Sam o sobie mówił wojownik. Nie operator, nie tytułowy komandos tej książki, nie żołnierz, nie szef, ale właśnie wojownik. I coś w tym jest, bo tak naprawdę, po przeczytaniu jego szokująco-fascynujących wspomnień, mogę powiedzieć, że jest skrzyżowaniem ideałów średniowiecznego rycerza ze stylem działania współczesnego Rambo. Niestety urodzonym za wcześnie, ewentualnie nie w tym kraju, w którym dane mu było przyjść na świat w 1940 roku. W Ameryce lat 60., 70. i 80., która terroryzm znała z teorii i doświadczeń państw europejskich oraz Bliskiego Wschodu i w której wojownik urodzony do wojny i zabijania nie pasował do skostniałego, biurokratycznego, kastowego, sztywno zhierarchizowanego systemu wojskowego marynarki USA, do której wstąpił. Swoimi niekonwencjonalnymi poglądami na prowadzenie działań wojennych, postępowaniem wobec wroga, roli i miejsca SEALsów w strukturach wojskowych, zachowaniem się wobec przełożonych i nieskrępowanym normami etycznymi stylem wysławiania się, którego uczył się od najlepszych przełożonych marynarzy w tym „fachu”, dzięki któremu tekst w książce momentami wyglądał jak niebo usiane gwiazdami zamiast liter, wyrąbywał sobie drogę przez biurka urzędników przez całą wojskową karierę, gromadząc wokół siebie więcej wrogów niż przyjaciół, klnąc i rzucając się z pięściami na wyższych rangą, będąc przy tym krwiożerczym, bezwzględnym i podłym w taktyce, zastraszającym, terroryzującym, grożącym i wbijającym w ścianę oficerów jednostek konwencjonalnych. I wcale się tego nie wypierał. Na pytania: "czy nigdy nie poczuwałem się do winy – przecież tyle lat kantowałem system. Czy nie czułem się winny, że tyle przeklinałem? Czy nie czułem się winny z powodu brutalnych metod, jakie stosowałem, by osiągnąć to, co chciałem? Czy nie czułem się winny, wrabiając własnych dowódców w te straszne gówna?– mówi wprost – Na takie pytania miałem zawsze tę samą odpowiedź: winny? Absolutnie tak. Winny zarzucanych mi czynów. Winny tego, że swoich ludzi ceniłem wyżej niż biurokratyczne pierdoły. Winny tego, że wydawałem tyle pieniędzy, ile tylko potrafiłem zdobyć, na jak najlepsze wyszkolenie moich ludzi. Winny tego, że szykowałem się do wojny zamiast do pokoju. Wszystkiego tego rzeczywiście jestem winny. Mea culpa, mea culpa, mea maxima pier***ona culpa". Taki był właśnie Richard Marcinko. Zabójczy w wietnamskim błocie i w bagnie z urzędasami-gryzipórkami, jak ich czasami delikatnie nazywał, dodając – "Potrzebowaliśmy walecznych żołnierzy z jajami jak granaty, a dostaliśmy złamasów urzędasów". Obdarzony talentem w swoim fachu, ogarnięty pasją realizowaną w swoim zawodzie na przekór i wbrew systemowi, którą czułam w każdym słowie i każdym zdaniu tych wspomnień. Potrafił te emocje przelać na mnie, pokonując barierę czasową, geograficzną, płciową (feministkom nie polecam tej książki, bo dużo w niej „deserów” i ślicznych kwiatuszków przylepiających się do męskiego ciała!) i papierową. Team był jego rodziną i dla tej rodziny był w stanie zrobić wszystko, niczego i nikogo się nie bojąc. I nie są to puste słowa, co udowadniał to na każdej stronie tej książki w czynach. A wszystko to dla bezpieczeństwa Amerykanów i Ameryki, a na końcu każdego czytającego tę książkę. Mojego również. Jednak Marcinki nikt nie słuchał. Marcinkę trzeba było upupić (ugryzłam się w język!). Marcinkę trzeba było spuścić w dół w „nagrodę” za zasługi dla ojczyzny do więzienia na 21 miesięcy, bo Superman ratuje świat tylko w filmie, a w życiu realnym ważne są procedury, przepisy, podpisy, pieczątki, hierarchia, normy, medale, kariera, poprawność polityczna i raporty z ilością spinaczy zużytych przez SEALsów, a nie z ilością dziur w systemie bezpieczeństwa państwa, bezczelnie wytykającego wady i słabość stylu zarządzania przełożonych. Za każdym razem, kiedy Richard Marcinko przegrywał z systemem, ginęli ludzie. Tak było między innymi z zamachem na ambasadę USA w Bejrucie w 1983 roku, a potem (bo przecież nikt nie miał zamiaru uczyć się na błędach) w Kenii i w Tanzanii w 1998 roku, której okaleczony i osmolony budynek w Dar es Salaam miałam okazję oglądać kilkanaście miesięcy po tym wydarzeniu. Bezpośredni kontakt ze skutkami wojny zachwiał moim poczuciem bezpieczeństwa na zawsze. To kosmate uczucie zagnieździło się we mnie na dobre i wyłazi za każdym razem, kiedy czytam tego typu książki lub oglądam doniesienia z punktów zapalnych na całym świecie. Zyskana świadomość zagrożeń jest błogosławieństwem, ale i przekleństwem. Inaczej patrzę na problemy życia codziennego i inaczej reaguję na nie. Oczywiście te i kolejne wpadki niczego nie nauczyły wojskowych i rządzących Stanami. Richard Marcinko mógł sobie z więzienia wołać – "Ale co w sytuacji, kiedy jakieś supermocarstwo na przykład Stany Zjednoczone, staje naprzeciw kogoś takiego jak Muammar Kaddafi, Manuel Noriega czy Saddam Husajn? […] To wcale nie musi być fikcja. Wierzcie mi". W latach 90., kiedy pisał tę autobiografię, nikt jeszcze nie słyszał o Osamie Bin Ladenie. A kilka lat później skończyło się tak, jak musiało się skończyć i jak przewidział Richard Marcinko. Dniem 11 września 2001 roku, który na zawsze zapisał się czarną datą w historii USA. Podejrzewam, że był jedyną osobą, która nie była zaskoczona i zdziwiona rozwojem wydarzeń w Nowym Jorku i która mogła z czystym sumieniem spojrzeć rodzinom ofiar prosto w oczy. Na szczęście pozostawił po sobie krwawo zdobyte dziedzictwo – SEAL Team Six. Pozostaje mi tylko nadzieja, że Amerykanie tego nie sp***przą. Sorry. Nie zdążyłam ugryźć się w język, ale ta książka to same emocje. Niepospolity życiorys, niekonwencjonalnego człowieka opowiedziany niczym sensacja i thriller w jednym, "przy współudziale mistrza w przedstawianiu mrocznych sekretów CIA i służb specjalnych" – Johna Weismana, jak przeczytałam na okładkowym skrzydełku. Szkoda, że ludzie tak mało czytają, może zamieniliby Batmana, Spidermana, X-Mana i innych „manów” na Richarda Marcinkę. Bohatera z krwi i kości ratującego rzeczywisty świat. naostrzuksiazki.pl
Maria Akida - awatar Maria Akida
oceniła na104 lata temu
Droga wojownika. Opowieści o twórcy GROM-u generale Sławomirze Petelickim zebrał Andrzej Wojtas Andrzej Wojtas
Droga wojownika. Opowieści o twórcy GROM-u generale Sławomirze Petelickim zebrał Andrzej Wojtas
Andrzej Wojtas
"Droga wojownika" to swego czasu jedna z bardziej poszukiwanych przeze mnie pozycji, a dawno wyczerpany nakład lub horrendalne ceny na rynku wtórnym skutecznie oddalały mnie od określonego celu. W końcu się udało i za sprawą jednego z antykwariatów mogę w końcu cieszyć się własnym egzemplarzem, który mimo upływu lat od wydania, nadal prezentuje się wyśmienicie. Kiedy w ostatniej dekadzie dwudziestego wieku formowała się specjalna jednostka wojskowa GROM, niewielu wówczas potrafiło dostrzec jej sens istnienia, a tym bardziej wierzyć w sukces i znaczącą pozycję na arenie międzynarodowej. Dzisiaj jej waga i wkład w misjach zagranicznych nie podlega dyskusji gdyż jednostka GROM stawiana jest na równi z amerykańskim Delta Force, SEALs czy też brytyjskim SAS. "Droga wojownika" to zbiór opowieści, które ukazują oblicze inicjatora i twórcy jednostki wojskowej GROM - Sławomira Petelickiego. Oblicze człowieka honoru, wymagającego dowódcy i oddanego patrioty. To zbiór anegdot opowiadanych przez kolegów ze szkolnych lat, oficerów z okresu pracy w wywiadzie, dziennikarzy i przede wszystkim operatorów jednostki GROM. Wszystkie przepełnione szacunkiem, ukazujące generała jako silną i charyzmatyczną osobę oddaną do samego końca jego kolejnemu "dziecku" jakim zawsze była jednostka JW 2305. Zbiór Andrzeja Wojtasa dzięki zastosowanej formie ewidentnie różni się od książek, których celem jest przybliżenie postaci żołnierza. To nie jest ten powszechnie stosowany schemat, w którym krok po kroku przemierzamy życie bohatera od pierwszych jego kluczowych wyborów i pniemy się wraz z nim po kolejnych szczeblach rozwoju zawodowej kariery. Autor zastosował zupełnie inną narrację chociażby w porównaniu do pozycji "Szturman" ukazującej postać Krzysztofa Przepiórki, czy też "72 godziny" Andrzeja Kruczyńskiego. Obaj wspomniani panowie również zabierają głos w tejże pozycji, mimo to, mam wrażenie jakbym tak na prawdę poznał generała Sławomira Petelickiego z wielu innych książek, w których był jedynie postacią przemykającą w tle. Tutaj, odbyło się raczej przyjacielskie spotkanie, na którym nastąpiło ostateczne rozliczenie się znajomych, czasem rywali czy też zawodowych partnerów. Takie podziękowanie, skinięcie głową, bądź męski uścisk dłoni, a ten u Petelickiego był niczym imadło. Cieszę się, że w końcu zdobyłem tę książkę, bo mimo iż niewiele ukazuje z tych zakulisowych wydarzeń, to jednak jest przykładem jak wielu stoi po dzień dzisiejszy za generałem. Pokazuje jak jeden człowiek swym uporem i określoną wizją potrafił kreować swoją drogę do sukcesu. Jak udowadniał swoje racje i otwierał oczy niedowiarkom. "Generał Sławomir Petelicki - wojownik, dowódca, legenda."
Michał Laskowski - awatar Michał Laskowski
ocenił na65 lat temu

Cytaty z książki Zwykły bohater

Więcej
Mark Owen Zwykły bohater Zobacz więcej
Mark Owen Zwykły bohater Zobacz więcej
Więcej