Ostatnia arystokratka

Logo Lubimyczytac Patronat
Okładka książki Ostatnia arystokratka
Evžen Boček Wydawnictwo: Stara Szkoła Cykl: Arystokratka (tom 1) literatura piękna
254 str. 4 godz. 14 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Cykl:
Arystokratka (tom 1)
Tytuł oryginału:
Poslední aristokratka
Data wydania:
2015-01-30
Data 1. wyd. pol.:
2015-01-30
Liczba stron:
254
Czas czytania
4 godz. 14 min.
Język:
polski
ISBN:
9788394079000
Tłumacz:
Mirosław Śmigielski

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Ostatnia arystokratka w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oficjalne recenzje książki  Ostatnia arystokratka i



Przeczytane 1959 Opinie 431 Oficjalne recenzje 182

Opinia społeczności książki  Ostatnia arystokratka i



Książki 1736 Opinie 207

Oceny książki Ostatnia arystokratka

Średnia ocen
7,0 / 10
4066 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
2337
2085

Na półkach: ,

Odpowiada mi poczucie humoru naszych południowych sąsiadów i ich dystans do samych siebie oraz otaczającego świata. Chętnie więc sięgnęłam po pierwszy tom serii napisanej przez Pana Evžena Bočka. Zapowiadała się jako lekka, sympatyczna powieść o Kostkach z Kostki w Czechach. Mieszkających w Stanach czeskich arystokratach, którzy otrzymują rodzinną posiadłość w spadku. W związku z tym muszą nie tylko zrezygnować ze swego w miarę ustabilizowanego życia, naznaczonego pewną rutyną. Ich wyjazdowi towarzyszy cała masa perypetii – zaskakujących i nie ukrywam, że w większości zabawnych. Problemy z przewiezieniem prochów zmarłych przodków, którzy marzyli o powrocie do kraju, kotki, co jej „babcia nie chciała”. Po przyjeździe do kraju przodków pojawiają się nowe problemy związane z ratowaniem podupadłego majątku, mniej lub bardziej potrzebnymi zakupami, obroną przed naciągaczami. A przede wszystkim problemy z odnajdywaniem się w nowej tak odmiennej do znanej im wcześniej rzeczywistości społeczno-kulturowej. Przyznam, że najbardziej bawiły mnie i interesowały perypetie związane z przygotowaniami i samą przeprowadzką. Później czułam się nieco przytłoczona ilością sytuacji, planów, wyliczeń, czasem powtórzeń itp.

Odpowiada mi poczucie humoru naszych południowych sąsiadów i ich dystans do samych siebie oraz otaczającego świata. Chętnie więc sięgnęłam po pierwszy tom serii napisanej przez Pana Evžena Bočka. Zapowiadała się jako lekka, sympatyczna powieść o Kostkach z Kostki w Czechach. Mieszkających w Stanach czeskich arystokratach, którzy otrzymują rodzinną posiadłość w spadku. W...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

7269 użytkowników ma tytuł Ostatnia arystokratka na półkach głównych
  • 4 798
  • 2 394
  • 77
1071 użytkowników ma tytuł Ostatnia arystokratka na półkach dodatkowych
  • 566
  • 139
  • 89
  • 80
  • 71
  • 65
  • 61

Inne książki autora

Evžen Boček
Evžen Boček
Książka Evžen Boček "Ostatnia arystokratka" została nominowana w Plebiscycie Książka Roku 2015 lubimyczytać.pl w kategorii Literatura piękna. Jest kasztelanem na zamku w Miloticach (Morawy Południowe). Debiutował w 1999 roku pod pseudonimem Jan Bittner powieścią "Dziennik kasztelana". W 2012 roku ukazała się w Czechach "Ostatnia arystokratka", która zdobyła duże uznanie wśród czytelników. Dotychczas sprzedano ponad 70 tys. egz. powieści. W 2013 roku książka zdobyła nagrodę Miloslava Švandrlíka przyznawaną najzabawniejszej książce roku. Również w 2013 roku ukazała się jej kontynuacja – "Arystokratka w ukropie", która w Polsce ukaże się nakładem Starej Szkoły. Na przekór humorystycznemu tonowi opowieści o ostatnich arystokratach pisarz cieszy się opinią człowieka poważnego i staroświeckiego. Jest miłośnikiem czeskich powieści z XIX wieku. W młodości pisał teksty dla zespołu rockowego, a niektóre z nich zostały wykorzystane w repertuarze powieściowego ogrodnika pana Spocka.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Zupełnie niespodziewane zniknięcie Atticusa Craftsmana Mamen Sánchez
Zupełnie niespodziewane zniknięcie Atticusa Craftsmana
Mamen Sánchez
Książka wydana w ramach lubianej przeze mnie serii wydawnictwa Media Rodzina – „Gorzka czekolada”. Polowałam na nią od pewnego czasu, dowiedziawszy się, że jej bohater – zniknięty w tytule Atticus Craftsman – jest, jak ja, fanem herbaty Earl Grey. Książka przyszła do mnie sama, wyłożona na blat przez czytające w moich myślach już nie pierwszy raz panie bibliotekarki. Earl Grey okazał się wprawdzie być marki Twinings, do tego w torebkach (nie przepadam), jednak mimo to lekturę uznałam za całkiem miłą i przyjemną. Według zapewnień na okładce jest to „komedia romantyczna, komedia omyłek i kryminał w jednym”. Może i tak, choć mnie tego rodzaju stwierdzenia raczej odstraszają niż zachęcają. Na pewno jest tu trochę komizmu, pojawia się wątek miłosny, nawet więcej niż jeden. Czepiłabym się tylko tej komedii omyłek. Tak czy siak, miłe jest to (bo zawsze lubię czytać o księgarniach, bibliotekach i wydawnictwach), że rodzina Craftsmanów to angielscy właściciele wydawnictwa z długą już tradycją, obejmującą także nadawanie kolejnym dziedzicom imion słynnych postaci literackich (co wyjaśnia skąd wziął się w tytule Atticus). Autorka powieści uczyniła ich tak angielskimi jak tylko mogła, niebezpiecznie balansując momentami na krawędzi, lecz na szczęście z niej nie spadając. Akcję usytuowała jednak w Hiszpanii, gdyż tam umieściła jedną z licznych filii wydawnictwa, mającą zostać zlikwidowaną z powodu swojej nierentowności. To niewdzięczne zadanie przypadło właśnie Atticusowi, który po przybyciu do Madrytu i zapoznaniu się z sytuacją (oraz z pięcioma pracującymi dla Craftsmanów Hiszpankami, w tym jedną nader cudnej urody) niespodziewanie (w każdym razie jak dla kogo) zniknął. W związku z tym do akcji wkroczył również hiszpański policjant, inspektor Alonso Jandalillo, marzący o tym, by przypominać don Kichota z Manchy nie tylko z imienia (dlatego każe się nazywać Manchego), ale i z wiekopomnych czynów. Wszystkich bohaterów, a pojawia się tu ich wielu, Sánchez nakreśliła dość grubą, za to położoną z sympatią, a momentami wręcz czułością, kreską, co sprawiło, że czytelnik bez trudu przymyka oko na śmiałe pomysły fabularne i macha ręką na prawdopodobieństwo. Miłe, sympatyczne, idealne jako odskocznia od potężniejszych lektur, jak również od życia.
momarta - awatar momarta
oceniła na 6 1 rok temu
Arystokratka w ukropie Evžen Boček
Arystokratka w ukropie
Evžen Boček
Jeśli ktoś myślał, że życie w czeskim zamku to eleganckie przyjęcia, dostojne konwersacje i aksamitne wieczory przy kominku, „Arystokratka w ukropie” udowadnia, że jest wręcz przeciwnie – i właśnie w tym tkwi jej cały urok. Evžen Boček ponownie prowadzi nas do Kostki – tej dziwacznej mieszanki arystokratycznej ruiny i rodzinnego domu, w którym zdrowy rozsądek zawsze stoi w cieniu ekscentrycznych pomysłów mieszkańców. Wiosna w Kostce nie jest zwykłą wiosną – jest „szaleństwem” emocjonalnym. Marie, z typową dla siebie autoironią, relacjonuje absurdalne codzienne zmagania: ojciec wciąż obsesyjnie liczy grosze, matka walczy o pozory arystokratycznego stylu życia, a służba w tym domu ma swoje własne zasady logiki, których nikt przy zdrowych zmysłach nawet nie próbuje zrozumieć. Boček ma dar, który rzadko się zdarza – potrafi bawić bez wysiłku. Jego humor nie jest wymuszony, lecz wynika z samej konstrukcji świata, który stworzył. Każde zdanie niesie w sobie lekkość, a jednocześnie kąśliwe spostrzeżenia o ludzkich słabościach. Czytelnik śmieje się, ale między tymi salwami śmiechu kryje się coś jeszcze – czułość wobec bohaterów, którzy w swojej niedoskonałości są po prostu ludzcy. „Arystokratka w ukropie” to kontynuacja i dowód na to, że Boček znalazł idealny ton dla tej opowieści: lekki, błyskotliwy, nieco absurdalny, a przy tym zaskakująco ciepły. To książka do czytania w nieustającym poczuciu, że w świecie, w którym wszyscy próbują być poważni, najlepiej być czasem trochę jak mieszkańcy Kostki – kompletnie niepoważnym.
Diana - awatar Diana
oceniła na 9 8 miesięcy temu
Dom letni z basenem Herman Koch
Dom letni z basenem
Herman Koch
Herman Koch, niderlandzki Houellebecq (albo, po prostu, Herman Koch), pozwala nam spoglądać na nas jego oczyma. To on ukazuje wszelkie zboczenia tam, gdzie rządzi „normalność”. Nie grzmi, raczej prowokuje. Pod pozornym cynizmem jego powieści kryje się głęboka troska o nas samych. W swojej drugiej – po Kolacji – powieści opublikowanej w Polsce pierwsze skrzypce gra Marc Schlosser. Pod wpływem znajomości z pewnym bardzo znanym aktorem (oraz pod wpływem zaproszenia Marca wraz z rodziną do jego letniej rezydencji) dochodzi do wydarzeń tragicznych. Oraz do bolesnej sekcji zwłok. Naszego świata. Główny bohater Domu letniego z basenem – lekarz pierwszego kontaktu, „lekarz wyższych sfer” – Marc Schlosser wykonuje swoją pracę rzetelnie. Poświęca każdemu ze swoich pacjentów po dwadzieścia minut, wszystkim przedstawia dokładnie taką diagnozę, jaką chcą usłyszeć. Zjawiający się u niego nowobogaccy nie oczekują prawdziwej pomocy lekarskiej, ale cudotwórcy, który na wszystko znajdzie receptę, a na pewno – tabletki. Schlosser stoi najbliżej ciała ludzkiego, wydawałoby się zatem, że musi godzić profesjonalizm z empatią. Nic podobnego. Tak naprawdę to pozbawiony wrażliwości cynik. Bo ciało jest brzydkie; wydala; poci się; drży na zimnie; marszczy się pod wpływem wody; blednie i czerwienieje. „Ludzkie ciała i w ubraniu są wystarczająco odpychające. Nie chcę ich oglądać, zwłaszcza tych części ciała, do których nigdy nie dociera światło słoneczne. Fałdów skóry, pomiędzy którymi zawsze jest zbyt ciepło, a bakterie mają pełne pole do popisu; grzybic i miejsc zapalnych między palcami u nóg i pod paznokciami; palców, które coś rozdrapują, palców, które trą aż do krwi…”. Podobnie podwójnie wygląda kwestia jego stosunku do własnej rodziny, do żony – jej obecność nie przeszkadza w planowaniu zdrad i wymyślaniu scenariuszy zdrady. Najprawdopodobniej Koch chciał pokazać zblazowanie i znudzenie świata nim samym. „Świat jest mną znużony, podobnie jak ja nim”, zacytuje Houellebecq na pierwszych kartach Mapy i terytorium. Istotnie, współczesny świat zaproponował aż tyle, że nie wiadomo do końca co wybrać, co jest dobre i właściwe dla człowieka. Zakwestionowaliśmy wszystko, nawet samych siebie – i teraz już tylko straszna nuda. „Znudzeni i zblazowani” podważają także wszelkie towarzyskie konwenanse. Sztuka jest nieciekawa, ale przecież trzeba obejrzeć ją do końca. Wcale nie po to, by wyrobić sobie zdanie, tylko żeby inni nie gadali. Z filmu nic nie rozumiemy, ale można dyskretnie przysnąć, przecież nikt nie zauważy, a zawsze można posnobować znajomością „dzieła”. Przykłady można mnożyć i mnożyć, dochodząc do spraw kluczowych, dotyczących poprawności politycznej czy modelu życia. Koch wskazuje na kolejne dwa wrzody współczesności – formę i banał. Forma, w rozumieniu Gombrowicza, oznacza udawanie, przed sobą i przed pozostałymi. Gra, którą każdy człowiek toczy przede wszystkim z samym sobą, skacze z jednej wysepki na drugą, nie mogąc przy tym odnaleźć siebie. W końcu staje się trywialny i płytki – a otaczająca rzeczywistość wyłącznie mu w tym pomaga, podsuwając kolejne możliwości. Chcesz być sławny, proszę bardzo, musisz tylko zrobić to i to. Chcesz gotować, proszę bardzo. Wszędzie gotowe produkty, przygotowane z chirurgiczną precyzją recepty na egzystencję. Masz depresję? Weź tabletki. Mało jesz? Idź i kup. Masz tysiące ubrań w szafie? Nie szkodzi, kup większą i leć po następne. Nadmiar wyprodukował formę (lub odwrotnie, szukanie źródła nie ma sensu) i kolejny składnik, banał. Człowiek zniknął z pola widzenia, przygnieciony możliwościami. Paradoks wyboru: zakup soku w sklepie. Skazani jesteśmy na poznawanie wszystkiego po łebkach, czytanie coraz to nowych książek (bo o starych po tygodniu nikt nie pamięta, a lektury dziadków czy pradziadków to epoka kamienia łupanego), oglądanie coraz większej ilości filmów. Nie ma czasu na refleksję, w pewnym momencie nie ma już czasu nawet na życie. Od razu zaznaczam – nie traktuję powieści Kocha jako źródła prawd objawionych. Prawdę powiedziawszy, trudno jest powiedzieć w tej materii coś nowego. Jednakże lekkość fabuły i fakt, że „dobrze się to czyta”, pozwala Kochowi na przeniesienie poważnych traktatów socjologicznych w formę wygodniejszą, z fabułą i dialogami. Współczesny świat przyrównuje Koch do dzisiejszego awangardowego teatru – aby zaskakiwać, musi szokować coraz mocniej, oddziaływać na widza skrajnymi środkami. Kicz i przesada przenikają do kolejnych aspektów egzystencji, zatruwając sprawy fundamentalne, jak śmierć. „Podobnie jest z pogrzebami. Te też muszą być przede wszystkim przyjemne. Trzeba na nich móc śmiać się, pić i przeklinać. W innym wypadku to małomiasteczkowe. (…) Wydaje mi się, że radosne pogrzeby weszły w modę jakieś piętnaście lat temu. Różowe trumny, trumny z naturalnego drewna, z wymalowanymi na nich smokami i zębami rekina, trumny z Ikei, trumny plastikowe albo owinięte w worki na śmieci”. Dziwny pęd, maniera do bycia dostrzeżonym, zapamiętanym, ale w oderwany od rzeczywistości sposób. Możliwe, że taka śmierć ma coś rekompensować – może samo upokorzenie zgonu? Ciało wszak zaczyna gnić, śmierdzieć, trzeba więc je przyozdobić, w jakikolwiek sposób śmierć przegonić. Możliwe, że takie traktowanie zwłok ma oswoić zgon i przykryć pewien niepokój: czy ładne opakowanie kryje w sobie smacznego cukierka, czy może w cukierku żyje obrzydliwy robak? Fabuła Kocha przypomina pełny (pełny – bez znanego z filmu zakończenia) reality show z Trumanem Burbankiem – życie jest od początku do końca wyreżyserowane, ustawione, nieprawdziwe. Znany nam świat niderlandzki autor odbija w krzywym zwierciadle; w wyniku tej operacji, wszyscy bohaterowie powieści coś udają, w coś grają. Przypomnę pierwszy z brzegu przykład – główny bohater odgrywa przed sobą i przed światem podwójną rolę, przykładnego ojca i męża oraz dandysa, podrywającego coraz to nowe kobiety. A jego córka? Z zewnątrz poukładana, grzeczna, nieśmiało chwytająca za rękę swojego pierwszego chłopaka (może pierwszego, oprócz ojca). Pod grzeczną fasadą ukrywa się jednak kobieta, która zaczyna mieć swoje potrzeby i u której ciekawość przerasta rozsądek. Ich nieprawdziwość podważa jednocześnie realność świata powieściowego oraz – naszego. Może właśnie w taki sposób odpowiada Koch na jedno z podstawowych pytań dotyczących faktycznego istnienia wszystkiego dookoła. Może to wszystko, tak naprawdę, już umarło, a człowiek pluska się na powierzchni basenu przy letnim domu, nie dostrzegając, że pod nogami nie ma już dna.
ZaMałoRegałów - awatar ZaMałoRegałów
ocenił na 6 1 rok temu
Dopóki życie trwa. Nowy sekretny dziennik Hendrika Groena, lat 85 Hendrik Groen
Dopóki życie trwa. Nowy sekretny dziennik Hendrika Groena, lat 85
Hendrik Groen
Mam ogromny problem z tą książką. Pierwszy pamiętnik nieco młodszego Hendrika był powiewem świeżości, choć głównie przez to że wreszcie oddano głos osobie w podeszłym wieku. A może dlatego że przeczytał mi ją osobiście Leszek Filipowicz, którego uwielbiam. Czytałam rozmyślania Henia lat 83 i lat 85 kilka razy. Próbowałam usilnie dojść do prawdy, czy zamierzeniem autora nie było pokazanie pewnego pozoru, gra z czytelnikiem by wyjrzał za ugładzoną, spłyconą, nieco plastikowo pozytywną rzeczywistość jaką Heniek przedstawia w dzienniku i zobaczył prawdziwy strach i degrengoladę. Ale nie, wiem że nie. Cykl o Heńku nie ma drugiego dna, a wiem to, bo przeczytałam też inne książki autora (wielokrotnie mniej udane i po prostu płytkie, mające na celu jedynie rozbawienie). Dzienniki Hendrika nie są pozbawione prawdy, ale jednak usilnie nie pokazują jej całej, co jest jednak usprawiedliwione przez sam zamiar Henryka, który traktuje dziennik jako próbę podbudowania samego siebie. A teraz już tylko o 85-letnim Henryku i jego przemyśleniach. Rok 2015 nie szczędzi problemów. W 2013 nasz bohater był po prostu zakochany, teraz jest zamarznięty, z trudem wydostaje się z żałoby by zaraz wpaść w kolejną. Jego najbliżsi są równie starzy jak on sam, a w dodatku w gorszym zdrowiu. Na odtrutkę dostajemy te same tematy, okołopolityczne, społeczne, mamy po raz kolejny Tour de France, ale w porządku, starszy pan ma swoje przyzwyczajenia. Mamy też wciąż te same żarty "zwierzęta są jedzeniem", "gruba baba się utytłała ciastkiem" itp I nawet niepoprawność żartów jest zrozumiała w tym sensie że Heniek i spółka wychowali się w innych czasach, ale są w kółko te same i naprawdę mało pomysłowe. Mało pomysłów jest też na poprawianie humoru, z jakichś przyczyn wszyscy przyjaciele Heńka, a więc "fajowi" staruszkowie bardzo dużo piją. Nie mam pojęcia jak to możliwe żeby pić alkohol bez żadnych groźnych konsekwencji codziennie przyjmując garść pigułek. Co do pigułek, Henryk zaczyna brać antydepresanty i martwi się że się od nich uzależni. Od nich, ale nie od wina :D Henryk jest bardzo lojalny wobec swoich przyjaciół i ich niesmaczne żarty lub nieprzyjemne komentarze akceptuje, podczas gdy całkiem podobne w tonie wyskoki innych pensjonariuszy go drażnią. Na przykład podawanie niedokręconej solniczki raz jest komentowane jako złośliwość, a raz jako świetny numer. Cóż Hendrik to człowiek z krwi i kości, z wadami i zaletami, razem z ekipą stara się przeżyć jak najwięcej miłych chwil, po swojemu, ale często przymuszajac się do uśmiechu, walczy o godność życia i umierania, bycia traktowanym jak racjonalny dorosły człowiek, a nie jak wielkie dziecko w wielkiej pielusze. I bardzo mu w tej walce kibicuję.
Ficar - awatar Ficar
ocenił na 6 1 rok temu
Lektor z pociągu 6:27 Jean-Paul Didierlaurent
Lektor z pociągu 6:27
Jean-Paul Didierlaurent
*po książkę sięgnęłam z polecenia księgarza z mojej ulubionej (i jedynej w okolicy) księgarni. Znudzona przez rozwleczony w nieskończoność 'Wielki Świat' Lemaitre'a poprosiłam o coś 'lekkiego, łatwego i przyjemnego' na odtrutkę. I dostałam to, I nie żałuję* Ta zwięzła, idealna na jeden wieczór książeczka, to: *mistrzostwo* - wielcy pisarze, piszą o wielkich rzeczach, tak? G~+ prawda! Spłucz to przekonanie w klozecie i zdezynfekuj domestosem! Prawdziwy talent potrafi nalać z pustego i znaleźć inspiracje nawet w kafelkach w publicznej toalecie, czy w maszynie niszczącej książki. *kilka w jednym* - teksty z uratowanych kartek, czy zapiski babci klozetowej (chyba wolę francuskie określenie tej profesji - 'madame pipi') stają się odskocznią od głównego wątku *antidotum na czasy naznaczone Netflixową 'Emily w Paryżu' - nasz bohater jest poniżej przeciętnej nie tylko jeśli chodzi o jego masę ciała, ale też życiowe dokonania. Jest tego brutalnie świadomy i w sumie pogodzony z losem, choć się go wstydzący (okłamuje matkę, co do tego, czym się zajmuje) *zagadka* - czy bohater odnajdzie autorkę tekstów ze znalezionego pendrive'a? *humorystyczne określenia, czy tautologie ciotki - zgrabne i zabawne, oszczędne w słowach. *feel good factor* - zakończenie, czyli to co bohater napisał do madame pipi, to majstersztyk komedii romantycznej. Polecam (ale raczej fanom Amelie, niż Emily ;))
EdytaDe - awatar EdytaDe
ocenił na 7 1 rok temu
Małe eksperymenty ze szczęściem Hendrik Groen
Małe eksperymenty ze szczęściem
Hendrik Groen
Koleżanka powiedziała mi kiedyś, że starość chyba nie jest taka tragiczna, skoro możemy się do niej stopniowo przyzwyczajać. No bo jak wzrok siada to zakładamy okulary i od czasu do czasu zmieniamy na silniejsze. Na niedosłuch są aparaty, na zmęczenie – częstsze drzemki. Teoretycznie ma rację – jednak nikt nie wie, czy w pewnym wieku wszystkie nasze organy nie zastrajkują solidarnie w pretensjach o wieloletnie złe traktowanie i nie uczynią z naszej starości pola bitwy i wieloletniej udręki. Pan Hendrik Grohen nie ma zbyt wielu powodów do śmiechu. Samotny jak palec, ze wspomnieniem ciężko chorej żony i przedwcześnie zmarłej córeczki, z niewielkimi dochodami, żyje sobie spokojnie w domu złotej jesieni prowadzonym przez despotyczną panią dyrektor. Chociaż dokucza mu niemal każda część ciała, łącznie z nieszczelnym układem moczowym, to jak na osiemdziesięciolatka prezentuje się jak okaz zdrowia, zwłaszcza na tle innych pensjonariuszy ośrodka! Samodzielnie się porusza, dba o siebie, w głowie nie szaleje mu demencja, ma sporo energii, którą chce mu się wykorzystać w dobry sposób. Czas mierzony kolejnymi wpisami w pamiętniku bohatera płynie szybko i zarazem bardzo leniwie. Mieszkańcy domu nie są rozpieszczani szczególnymi rozrywkami, dzieląc czas między lekturę gazet, ploteczki i nerwowe szepty na temat choroby lub śmierci kogoś ze znajomych. Czy Hendrik ma za cel zmienić bieg rzeczy? Nie ucieknie przed czasem, ale może postarać się aby pozostałe mu chwile bycia na tym świecie były troszkę bardziej ciekawe i nieco mniej ponure. Zatem organizuje sobie grono przyjaciół, flirtuje z jedną z mieszkanek domu opieki, wymyśla małe wypady na miasto, projektuje wycieczki i w ogóle stara się by każdy dzień był ważny i nie upływał na jałowym gapieniu się w okno. Tylko tyle i aż tyle. Książka z jednej strony mnie zasmuciła i wpędziła z zły nastrój, a z drugiej dała jakąś nadzieję i zrozumienie, że człowiek jest odpowiedzialny za swoje życie do samego końca. Jeśli nie zaatakuje wyłączająca umysł groźna choroba, to głównie od nas samych zależy, czy na starość będziemy utrapieniem i postrachem otoczenia, czy też będziemy żyć z podniesioną głową, starać się do samego końca nie tracić resztek godności i z ufnością patrzeć w przyszłość, choćby ta przyszłość miała oznaczać zaledwie kilka dni. A to trudne, oj diablo trudne!
Katarzyna Anna - awatar Katarzyna Anna
oceniła na 6 1 miesiąc temu
Szwedzi. Ciepło na Północy Katarzyna Molęda
Szwedzi. Ciepło na Północy
Katarzyna Molęda
To, co niewątpliwie wyróżnia tę książkę, to język, jakim została napisana – bardzo przystępny, miejscami potoczny, chwilami nawet gawędziarski, a na pewno barwny. Książka stanowi raczej opis społeczno-obyczajowy życia w Szwecji, pełen przeróżnych ciekawostek i luźnych anegdot. Autorka obala wiele mitów, które są dość popularne, gdy myśli się o Szwedach i ich rzekomo sztywnej etykiecie społecznej. Przedstawia ich jako osoby otwarte, spokojne, życzliwe, chętne do pomocy innym, ale też bardzo ufne i oczekujące zaufania, które jest dla nich czymś naturalnym i oczywistym. Zaskoczył mnie szczególnie opis szwedzkiego systemu mieszkaniowego – miałem świadomość, że na Zachodzie Europy ludzie mają luźniejszy stosunek do prawa własności niż choćby w Polsce, natomiast skala wynajmowanych mieszkań i lokali komunalnych w Szwecji jest naprawdę imponująca. Wartością tej książki jest na pewno fakt, że została napisana przez praktykującą Szwedkę, ale jednak Polkę – autorka przez wiele lat mieszkała w tym kraju, więc mogła poznać go i ludzi w różnych sytuacjach oraz kontekstach. Dzięki temu dostajemy z pierwszej ręki opisy funkcjonowania relacji społecznych, tego, jak Szwedzi pracują, ich podejścia do egalitaryzmu, a także ciekawostki związane ze zwyczajami domowymi. Książka jest naprawdę lekka i powierzchowna, ale autorka, choć nie jest rodowitą Szwedką, potrafiła w tym kraju dostrzec rzeczy, które dla Szwedów są zupełnie naturalne, a dla niej – jako osoby z zewnątrz – stanowiły zasadę kontrastu i pozwoliły wychwycić to, co w tym kraju jest osobliwe.
Arek - awatar Arek
ocenił na 6 2 miesiące temu
Analfabetka, która potrafiła liczyć Jonas Jonasson
Analfabetka, która potrafiła liczyć
Jonas Jonasson
To druga powieść tego Autora. Pierwsza - Stulatek, który wyskoczył przez okno i zniknął, niestety nie została przeze mnie przeczytana, tylko obejrzana. Kiedyś się poprawię i nadrobię lekturę. Ale sam klimat i poczucie humoru pisarza mi odpowiadały, więc sięgnęłam po ta publikację. Skusiła mnie jeszcze troszkę notka na okładce, która zdradzała zacięcie głównej bohaterki do liczenia i statystyki. Taka mieszanka wydała mu się zachwycająca. Nombeko Mayeki urodziła się w Południowej Afryce. Jako dziecko doświadczyła skrajnej biedy, nie odebrała wykształcenia... Ale urodziła się pod szczęśliwą gwiazdą i to dzięki temu zyskuje pewną szansę - zostaje zatrudniona jako sprzątaczka w ściśle tajnym biurze, w którym trwają prace nad budową bomby atomowej. Dziewczyna zostaje tam zatrzymana na długie lata. Ale nie marnuje czasu - uczy się matematyki, fizyki, opanowuje obce języki i... staje się kłopotliwą osoba dla swego pracodawcy. Jest przydatna, ale za dużo wie. Nombeko postanawia sama zadbać o swój los i nielegalnie opuszcza ośrodek. Razem z bombą! Dziewczyna trafia do Szwecji i poznaje tam... O nie! Nie zdradzę tego! I choć powieść robi się coraz bardziej nieprawdopodobna, to Autor w zaskakujący i sensowny sposób potrafi połączyć wszystkie fakty. Książka to taki mix - trochę historii, czarnego humoru, matematyki - żeby poćwiczyć umysł, informacji o nielegalnych imigrantach oraz innych niewiarygodnych rzeczach. Rzeczach, które statystycznie mogą nas spotkać. Wiem, że raz na milion a czasem czterdzieści pięć milionów, ale jak mawiał Terry Pratchett Uczeni wyliczyli, że jest tylko jedna szansa na milion, by zaistniało coś tak całkowicie absurdalnego. Jednak magowie obliczyli, że szanse jedna na milion sprawdzają się w dziewięciu przypadkach na dziesięć. /Równoumagicznienie/ Poczytajcie i dajcie się wciągnąć... w dobrą zabawę.
Apo - awatar Apo
ocenił na 7 1 rok temu
Czochrałem antarktycznego słonia i inne opowieści o zwierzołkach Mikołaj Golachowski
Czochrałem antarktycznego słonia i inne opowieści o zwierzołkach
Mikołaj Golachowski
*pisk ekscytacji* MOJA UKOCHANA KSIĄŻKA DOCZEKAŁA SIĘ WZNOWIENIA! 🐧❄️ Mikołaj Golachowski zabiera nas w podróż w najzimniejsze rejony naszej planety - do Arktyki i na Antarktydę, a kto jak kto, ale on wie o czym mówi. Autor, a na codzień biolog i przewodnik po mroźnych krainach spędził część swojego życia w miejscach, które my widujemy tylko w telewizji🐧❄️ Autor od najmłodszych lat otaczał się zwierzętami i fascynował zimnem, więc decyzja o wyjeździe na rok na Antarktydę była prosta. Pytanie tylko co spakować? I jak najlepiej badać słonie morskie, żeby przy tym nie ucierpieć?🐧❄️ Chochrałem antarktycznego słonia to opowieść o zwierzętach, ale i ludziach, którzy pierwsi pojawili się w tych dwóch zimnych krainach (historie odkryć), o ludziach, którzy ciągle tam jeżdżą i wracają w te rejony, a także historie o turystach, którzy pojawiają się na statkach wycieczkowych 🐧❄️ Autor z wielkim szacunkiem opowiada o zwierzętach, które spotyka na swojej drodze (m.in. o niedźwiedziach polarnych, całej gamie waleni, słoniach morskich czy pingwinach), dzieli się ciekawostkami (np. pingwiny tak naprawdę powinny nazywać się bezlotki!), a także smutną historią o ludzkim bestialstwie (m.in. wielorybnictwo i jej skutki, które odczuwamy do dzisiaj) ❄️🐧 Mikołaj, jeszcze jako biolog spędził na Antarktydzie dwa zimowania, w tym jedno jako kierownik stacji. W skrócie opisuje jak przebiega podróż na takie zimowania (kilkotygodniowa podróż statkiem z Polski), jak wyglądają przygotowania i co spakować (na miejscu nie ma sklepu, żadnego!), jak przebiegają badania oraz o niecodziennych sąsiadach i międzynarodowych spotkaniach z okazji różnych większych i mniejszych świąt (tylko na Antarktydzie Polska sąsiaduje z Argentyną, Brazylią czy Chile) ❄️🐧 Mimo, że książka jest dość długa (ponad 500 stron) czyta się ją tak, jak słucha się opowieści o szalonych przygodach przyjaciela, a po przekręceniu ostatniej strony można tylko wymamrotać: ale jak to koniec? Ja chcę jeszcze! 🐧❄️ Jeśli mielibyście przeczytać tylko jedną książkę z mojego polecenia, to niech to będzie ta książka 🐧❄️
ksiazkowa_dieta - awatar ksiazkowa_dieta
oceniła na 10 1 miesiąc temu

Cytaty z książki Ostatnia arystokratka

Więcej
Evžen Boček Ostatnia arystokratka Zobacz więcej
Evžen Boček Ostatnia arystokratka Zobacz więcej
Evžen Boček Ostatnia arystokratka Zobacz więcej
Więcej