Nowy kwiat cesarza (i pszczoły)

Okładka książki Nowy kwiat cesarza (i pszczoły) autora Ignacy Karpowicz, 9788306030778
Okładka książki Nowy kwiat cesarza (i pszczoły)
Ignacy Karpowicz Wydawnictwo: Państwowy Instytut Wydawniczy literatura piękna
256 str. 4 godz. 16 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Data wydania:
2007-01-01
Data 1. wyd. pol.:
2007-01-01
Liczba stron:
256
Czas czytania
4 godz. 16 min.
Język:
polski
ISBN:
978-83-06-03077-8
Średnia ocen

6,1 6,1 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Nowy kwiat cesarza (i pszczoły) w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Nowy kwiat cesarza (i pszczoły)

Średnia ocen
6,1 / 10
72 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Nowy kwiat cesarza (i pszczoły)

avatar
8
8

Na półkach: ,

Hm, fajne ironiczne poczucie humoru. Książka, pomimo to że dała mi WIELE radości, nie daje mi nic konkretnego do powiedzenia o sobie. Jest jak... długopis? Robi wiele, daje dużo możliwości, ale 50-stronnego eseju raczej o nim nie napiszesz. Książka w ciekawy sposób pokazuje kulturę Etiopii, wprowadza między elementy reportażowe Etiopskie legendy i wydarzenia historyczne, aby dodać danej scenie kontekstu. Autor śmieszny. Ma dystans do siebie. Dużo nawiązań do innych utworów literackich. Lubie je. Sprawiają że czuję się taki łał super wyedukowana epik big brain

Jedyny minusem są lekko zionistyczne poglądy autora. Jakby nie było ich w tekście, oceniłabym utwór wyżej.

Hm, fajne ironiczne poczucie humoru. Książka, pomimo to że dała mi WIELE radości, nie daje mi nic konkretnego do powiedzenia o sobie. Jest jak... długopis? Robi wiele, daje dużo możliwości, ale 50-stronnego eseju raczej o nim nie napiszesz. Książka w ciekawy sposób pokazuje kulturę Etiopii, wprowadza między elementy reportażowe Etiopskie legendy i wydarzenia historyczne,...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
152
151

Na półkach: ,

Uwielbiam autora. Ile trzeba mieć kunsztu literackiego by tworzyć tak niebanalne historie. Książka pełna groteski, absurdu. Jednak trzeba mieć dystans do siebie by to wszystko ogarnąć.

Uwielbiam autora. Ile trzeba mieć kunsztu literackiego by tworzyć tak niebanalne historie. Książka pełna groteski, absurdu. Jednak trzeba mieć dystans do siebie by to wszystko ogarnąć.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
1880
410

Na półkach:

Dobra książka. Niestety tylko dobra i nic więcej. Reportaż w stylu żartobliwym, z lekkim dystansem, jednocześnie wytknięciem wad i zachwytem, ciekawa mieszanka, pozytywne i negatywne opinie o Etiopii przenikają się między sobą. Mam jednak wrażenie, że narrator(nie chcę wysuwać wniosków, że autor) jest osobą zadufaną w sobie, której mimo jej zwyczajności i humoru, nie da się lubić. Dziwne, sprzeczne uczucia. Warto przeczytać, ale nie jest to książka, która na długo zostaje w głowie.

Dobra książka. Niestety tylko dobra i nic więcej. Reportaż w stylu żartobliwym, z lekkim dystansem, jednocześnie wytknięciem wad i zachwytem, ciekawa mieszanka, pozytywne i negatywne opinie o Etiopii przenikają się między sobą. Mam jednak wrażenie, że narrator(nie chcę wysuwać wniosków, że autor) jest osobą zadufaną w sobie, której mimo jej zwyczajności i humoru, nie da się...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

208 użytkowników ma tytuł Nowy kwiat cesarza (i pszczoły) na półkach głównych
  • 110
  • 95
  • 3
54 użytkowników ma tytuł Nowy kwiat cesarza (i pszczoły) na półkach dodatkowych
  • 43
  • 3
  • 3
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Nowy kwiat cesarza (i pszczoły)

Inne książki autora

Okładka książki Nadzieja Joanna Bator, Waldemar Bawołek, Grzegorz Bogdał, Katarzyna Boni, Wojciech Chmielarz, Sylwia Chutnik, Jacek Dehnel, Julia Fiedorczuk, Natalia Fiedorczuk, Joanna Gierak-Onoszko, Mikołaj Grynberg, Magdalena Grzebałkowska, Ignacy Karpowicz, Urszula Kozioł, Hanna Krall, Małgorzata Lebda, Ewa Lipska, Jarosław Mikołajewski, Andrzej Muszyński, Wiesław Myśliwski, Jacek Napiórkowski, Łukasz Orbitowski, Magdalena Parys, Grażyna Plebanek, Małgorzata Rejmer, Paweł Piotr Reszka, Agata Romaniuk, Paweł Sajewicz, Dominika Słowik, Jerzy Sosnowski, Filip Springer, Andrzej Stasiuk, Juliusz Strachota, Ziemowit Szczerek, Mariusz Szczygieł, Olga Tokarczuk, Przemysław Truściński, Grzegorz Uzdański, Krzysztof Varga, Adam Wajrak, Ilona Wiśniewska, Aleksandra Zielińska
Ocena 6,8
Nadzieja Joanna Bator, Waldemar Bawołek, Grzegorz Bogdał, Katarzyna Boni, Wojciech Chmielarz, Sylwia Chutnik, Jacek Dehnel, Julia Fiedorczuk, Natalia Fiedorczuk, Joanna Gierak-Onoszko, Mikołaj Grynberg, Magdalena Grzebałkowska, Ignacy Karpowicz, Urszula Kozioł, Hanna Krall, Małgorzata Lebda, Ewa Lipska, Jarosław Mikołajewski, Andrzej Muszyński, Wiesław Myśliwski, Jacek Napiórkowski, Łukasz Orbitowski, Magdalena Parys, Grażyna Plebanek, Małgorzata Rejmer, Paweł Piotr Reszka, Agata Romaniuk, Paweł Sajewicz, Dominika Słowik, Jerzy Sosnowski, Filip Springer, Andrzej Stasiuk, Juliusz Strachota, Ziemowit Szczerek, Mariusz Szczygieł, Olga Tokarczuk, Przemysław Truściński, Grzegorz Uzdański, Krzysztof Varga, Adam Wajrak, Ilona Wiśniewska, Aleksandra Zielińska
Okładka książki NieObcy Jan Bajtlik, Joanna Bator, Katarzyna Bonda, Halina Bortnowska, Sylwia Chutnik, Joanna Fabicka, Paweł Huelle, Piotr Ibrahim Kalwas, Ignacy Karpowicz, Hanna Krall, Jarosław Mikołajewski, Łukasz Orbitowski, Magdalena Parys, Małgorzata Rejmer, Paweł Smoleński, Olga Stanisławska, Andrzej Stasiuk, Dionisios Sturis, Ziemowit Szczerek, Małgorzata Szejnert, Olga Tokarczuk, Mirosław Wlekły
Ocena 6,3
NieObcy Jan Bajtlik, Joanna Bator, Katarzyna Bonda, Halina Bortnowska, Sylwia Chutnik, Joanna Fabicka, Paweł Huelle, Piotr Ibrahim Kalwas, Ignacy Karpowicz, Hanna Krall, Jarosław Mikołajewski, Łukasz Orbitowski, Magdalena Parys, Małgorzata Rejmer, Paweł Smoleński, Olga Stanisławska, Andrzej Stasiuk, Dionisios Sturis, Ziemowit Szczerek, Małgorzata Szejnert, Olga Tokarczuk, Mirosław Wlekły
Ignacy Karpowicz
Ignacy Karpowicz
(ur. 1976) Polski pisarz, prozaik, tłumacz z angielskiego, hiszpańskiego i amharskiego, podróżnik. Nominowany do Paszportu Polityki (2007) i Nagrody Literackiej Nike (2009). Zwycięzca Paszportu Polityki w 2010 r.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Tworki Marek Bieńczyk
Tworki
Marek Bieńczyk
To trudna książka. Jak to u M. Bieńczyka. Nic nie jest oczywiste. Powieść jest o wojnie. Może raczej o młodości i miłości z grozą wojny w tle. No i tytułowe Tworki. Pierwsze skojarzenie to "dom wariatów". Tylko w czasie okupacji wszystko było na opak. Za murami domu wariatów można było normalnie żyć ( trochę przynajmniej udawać). Na zewnątrz ludzie oszaleli. Nie trzeba było udawać szaleństwa. Każdy w tej powieści odczyta, co mu bardziej zagrało. Nie wiem tylko czemu wszyscy odebrali tę powieść jako traktującą o zagładzie. To książka o okupacji niemieckiej w Polsce, której częścią była oczywiście zagłada, ale to nie była jedyna tragedia jaka się wydarzyła w Polsce w latach 1939-1945. Sprowadzanie II Wojny Światowej tylko do zagłady Żydów uniemożliwia zrozumienie tego co wtedy się wydarzyło. W tej powieści autor skupił się na emocjach bohaterów. Brak tu jest przecież realistycznych opisów zdarzeń historycznych. Narrator wie, że my znamy tę historię. Nie trzeba nam np. tłumaczyć afery Hotelu Polskiego. Opis dziejącego się w tle powstania w Getcie łatwo przegapić. To co istotniejsze w tej książce, to konstatacja, że życie kieruje się swoimi prawami. Mimo okrucieństwa i grozy wojny ludzie starają się żyć. Zakochują się, obchodzą święta, tańczą. Wydaje się, że chęć życia jest silniejsza od wszystkiego. Czy bohaterowie wyszli z tego bez szwanku? Oczywiście, że nie. Mimo to zaraz jak tylko skończyła się wojna pojechali w stronę Warszawy. Narrator nie musi nas informować, że za tablicą z napisem Warszawa było morze ruin. Wiemy to, bo opowieść o tym jest częścią rodzinnej historii każdego z nas.
Krzysztof U - awatar Krzysztof U
ocenił na71 miesiąc temu
Śmierć czeskiego psa Janusz Rudnicki
Śmierć czeskiego psa
Janusz Rudnicki
Czasem śmieszy. Czasem żenuje. Czasem mówi wiele o człowieku, Polaku w człowieku, Polaku. Nie nudzi. Kolejny to mój tom opowiadań pisarza, który z niepoprawności politycznej uczynił znak rozpoznawczy swoich tekstów. Narrator Rudnickiego - wolę bardziej pisać tak niż: Autor - często jedzie po bandzie i to bardzo ostro, także jeżeli chodzi o wokabularz - by ująć rzecz elegancko. Posługuje się on różnymi rejestrami języka z różnym skutkiem - najczęściej sukcesem. Narratorami czyni z reguły ludzi z różnymi deficytami, także jeżeli chodzi o znajomość literackiej odmiany języka polskiego - nb. coraz częstsza to nieumiejętność – ogólnych zasad kultury i jeszcze paru innych niemodnych już dzisiaj wartości. Wydaje mi się, że on sam nawet chce, aby utożsamiać go z narratorem, w jakimś odruchu przedziwnej przewrotności, a może i solidarności z takimi, którzy sami nigdy niczego nie napiszą, bo i nie umieją. Ewidentnie uwielbia wszelkie możliwe prowokacje. absurdalne porównania, a najbardziej - wszelkie sytuacje skrajne. Wydaje mi się nieco podobny do Mrożka, choć powiększony do sześcianu w tym, co pisze i jak... Z drugiej zaś strony Autor czasem nie udaje, że nie jest narratorem, co bynajmniej nie zmniejsza “nieprzyjmowalności” jego narracji… Ja tej pułapce nie ulegam, bo wiadomo że chodzi o pewną stylizację, a zdolność do jej rozszyfrowania też coraz bardziej zanika… W sumie z Rudnickim prosta sprawa: albo się go akceptuje, albo odrzuca. Mieszkając długo w Niemczech, Rudnicki chyba musiał mieć przymęcz, by pisać o Niemcach, zbytnio się nie ceregieląc. “Lepiej palić papierosy niż Żydów“ - mówi np. narrator do niemieckiego konduktora, gdy ten mu zwraca uwagę, że w pociągu się nie pali. Albo takie cytaty: “Książek on przeczytał chyba więcej, niż ich Niemcy spalili. Bilet tramwajowy kiedyś czytał, w te i wewte, w tramwaju, jak nie miał co czytać”. “A jak wy, Polacy, nazywacie nas, Niemców, kiedy chcecie nas obrazić? Bo, wie pan, my mówimy Polacken, a wy? My nie mamy jakiegoś specjalnego słowa, odpowiadam zniecierpliwiony, my mówimy Niemcy, po prostu Niemcy. To straszne, mówi po chwili, i milczy (...) Żal mi się go robi, klepię go po ramieniu i mówię, żeby się nie martwił, że przesadziłem, że tak, mamy określenia obraźliwe, Szwaby na przykład, albo Szkopy, odetchnął, kamień mu z serca spadł, przy pożegnaniu mało mnie nie wycałował“. “Katar sienny, przez pyłki, w Niemczech pyłki to Pollen, jak my, tylko jedno +l+ więcej, ostrzegają czasami w gazetach, Achtung die Pollen kommen!, i piszą, jak się przed nimi bronić“. Najwspanialszy jest chyba rozdział o Almie Mahler, niezwykłej kobiecie, związanej trochę i jednocześnie, i trochę po kolei, z takimi gwiazdami, jak Gustaw Mahler, Oskar Kokoschka, Walter Gropius i Franz Werfel... “Alma z powrotem do Wiednia, Gropius z powrotem na front, tam gdzie Kokoschka, ale wątpliwe jest, żeby to jeden z nich rzucił granatem, od którego ranny został Apollinaire“. “Alma wpuszcza do siebie mężczyznę, którego członek sterczy równolegle do jego prawego ramienia“ (bo sam jest członkiem NSDAP). Inne cytaty (naprawdę starałem się wybrać bardziej cenzuralne dla admina, dlatego z odrazą przytoczę np. taki: “Nawet przejezdni pedofile nie odchodzą stąd z pełnym workiem mosznowym”). “Na pewno już w życiu wymiotował, ale nigdy pieniędzmi“. “Miłość, ta szelma, zawsze nas do wiatru wystawi“. “Człowiek człowiekowi człowiekiem“. “To już wolę z dwojga złego być skazany na bluesa niż na bliźnich. Stać obok niego, bliźniego, ujdzie w tłumie, siedzieć obok to granica bólu, siedzieć naprzeciwko: ból“. “Im większa moja nienawiść do bliźniego, tym większa moja miłość własna. Z takimi jak ja pokoju nie będzie“. “Książki wychodzą na światło dzienne, kłaniają się sobie nawzajem i nikną w mroku“. “Życie polskiego patrioty to polonez na polu minowym“. “Kto powiedział, że historia się nie powtarza, hę? Powtarza? Ona się jąka“.
Łukasz Starzewski - awatar Łukasz Starzewski
ocenił na68 miesięcy temu
Pióropusz Marian Pilot
Pióropusz
Marian Pilot
Nieczęsto zdarza sie obcowac z książką, która w tak zuchwały i zarazem pokorny sposób wkracza w samo jądro ludzkiego istnienia. Pióropusz Mariana Pilota nie jest powieścią w zwyczajnym rozumieniu tego słowa. To raczej rozedrgany, językowy manifest pamięci – pamięci nie tylko jednostkowej, lecz także zbiorowej, zakorzenionej w ziemi, w dialekcie, w ciele i w duszy człowieka, który nigdy nie został naprawdę wysłuchany. Pilot pisze tak, jakby każda litera była wykuwana z samej istoty człowieczeństwa – z bólu, śmiechu, hańby i rozpaczy. Jego język – pełen kolokwializmów, neologizmów, śladów gwary i poetyckich zgrzytów – nie poddaje się łatwo. Czytelnik nie może się tu wygodnie rozsiąść. Musi uczestniczyć. Musi cierpieć i śmiać się razem z narratorem, który nie jest jedynie jednostką, lecz echem tysięcy podobnych głosów, tłumionych przez historię, przez systemy, przez rodzinę, przez samego siebie. Nie ma tu ornamentu dla ornamentu. Każde słowo zdaje się być umieszczone w tekście z niepojętą precyzją, chociaż na pierwszy rzut oka panuje w tej prozie chaos. Ale to nie chaos, to życie – nieobrobione, surowe, takie, jakie jest naprawdę. Narrator Pióropusza – w swoim dziecięcym, a zarazem dojmująco dojrzałym spojrzeniu – przypomina człowieka, który błąka się między światłem a cieniem, nie wiedząc, po której stronie ma stanąć, a może nawet – nie wierząc, że wybór w ogóle istnieje. Pilot potrafi uczynić z rzeczy najmniejszych – z gestów matki, z pędu wiejskiego roweru, z chłodu łyżki do zupy – znaki transcendencji. Pokazuje, że nawet w najbardziej błahym zdarzeniu tli się coś świętego, coś przeklętego, coś, co nie pozwala spać spokojnie. W tym tkwi jego siła – nie w fabule (która nie biegnie, lecz meandruje jak niespokojny strumień),nie w dramaturgii (która się nie wspina, lecz zapada),lecz właśnie w tym nieustannym pulsowaniu między językiem a uczuciem. Lektura Pióropusza nie daje ukojenia. To nie jest książka, po której człowiek odetchnie z ulgą. To książka, która wierci się w duszy. Która nie pozwala o sobie zapomnieć. I – co najważniejsze – która nie pozwala zapomnieć o tych wszystkich, których głosów nie słyszymy na co dzień: wiejskich dzieci, ojców przesiąkniętych goryczą, matek osaczonych obowiązkiem, dziadków, którzy nie potrafią mówić, ale pamiętają wszystko. W Pióropuszu nie ma zbędnych słów. Jest tylko prawda – nieraz okrutna, nieraz liryczna, zawsze nieunikniona. To arcydzieło pokory i odwagi. Arcydzieło literatury, która nie chce być elegancka ani wygodna, lecz prawdziwa. A to, moim zdaniem, najtrudniejsze. I najbardziej potrzebne. Moja recenzja z portalu "nakanapie"
Aleksy - awatar Aleksy
ocenił na1011 miesięcy temu
Weiser Dawidek Paweł Huelle
Weiser Dawidek
Paweł Huelle
Powieść oniryczna, zawieszona między podziemiami cegielni a murem szpitala psychiatrycznego; opuszczonym ewangelickim cmentarzem a budynkiem szkoły. Dziecięcy bohaterowie śladom przeszłości nadają własne znaczenia, symbole. W dorosłości te miejsca zanikają. Giną w pamięci, ale i fizycznie - powstają ogródki działkowe, bloki, wygładzone chodniki i parkingi. I ostatecznie zostajemy z pytaniem - jakie to miało znaczenie, skoro nie zostały żadne ślady? Weiser jest jak dybuk - duch, który przychodzi, by przypominać. Demiurg dziecięcej wyobraźni - sprawca wybuchów, wybawiciel z kłopotów, zabawiacz w czasie nudy. A może go nie ma, może jest tylko wytworem wyobraźni, śladem po narodzie, który zniknął. Cieniem żydowskiego sztetla. Bo i tak ostatecznie nikt o niego nie pyta, nie szuka. Katolicyzm ludowy, pełen niezrozumiałych rytuałów, procesji, szeptanych zaklęć jest równie obcy jak opowieść Dawida. Jedno i drugie to baśń, element rytuału zabawy lub przeszkody, która stoi na drodze do zabawy. Elka jest NIemką i to również nikomu z nich nie przeszkadza. I tu właśnie Huelle dokonuje cudu. Pokazuje wielokulturowość nie jako projekt polityczny, ale jako element dziecięcego świata. Dzieci są tolerancyjne, bo nieobciążone ideologią; nie nadają znaczeń, które przypisują osobom, miejscom dorośli. Jest współpraca, przygoda, czysta zabawa. Czy to jedyna interpretacja tej książki? Nie. Narrator sam myli tropy, podsuwa rozwiązania: jakie znaczenie ma prawda, skoro liczy się tylko mit, baśń. Może nie chodzi o pamięć, ale o odtwarzanie świata i o to, że przeszłość istnieje tylko wtedy, gdy ktoś ją opowiada, tak jak mu się wydaje, że pamięta. Może więc “Weiser Dawidek” to opowieść o znikaniu - miejsc, ludzi, narodów, dzieciństwa. O tym, że rzeczywistość ulatuje, ale opowieść trwa. I może to jest jedyna prawda, na jaką możemy sobie pozwolić. Książka wybitna, wielowarstwowa, metaforyczna; każda warstwa skrywa kolejną, kolejną i kolejną… Lektura obowiązkowa.
mariuszowelektury - awatar mariuszowelektury
ocenił na91 miesiąc temu
Balzakiana Jacek Dehnel
Balzakiana
Jacek Dehnel
Cztery mini powieści napisane już w XXI wieku, a wydaje się, jak by sam Balzak to pisał. Trzeba oddać sprawiedliwość autorowi, że wyczucie stylu ma nie od parady! Czytałam jego różne utwory i muszę stwierdzić z całą odpowiedzialnością, że każdy z nich pisała jakby inna osoba, a to znaczy, że Dehnel jest świadomy nie tylko tego, co pisze, ale i JAK pisze. Styl to człowiek – w wypadku tego autora jest całkowicie nieprawdziwe, bo Dehnel jest jeden, a stylów mnóstwo. Tematyka wszystkich utworów również wywodzi się wprost z Balzaka i jego wielkich powieści zebranych w cyklu „Komedia ludzka”, obnażających dusze, wady, zalety i sposób myślenia francuskiego, pardon, polskiego „stanu trzeciego”. Tylko sto kilkadziesiąt lat później, bo i nasze mieszczaństwo rozwinęło się w innym czasie i w innych warunkach niż francuskie. Ale bohaterowie powieści Dehnela kierują się podobnymi motywacjami i systemem wartości jak balzakowscy poprzednicy, w innych dekoracjach oczywiście. W przaśnej, ubogiej nieładnej Polsce drugiej połowy XX wieku, kiedy żyło się naprawdę źle i beznadziejnie. Główną siłą napędową i najważniejszym motywem działania są więc pieniądze, lube pieniądze. Chorobliwe pragnienie zdobycia pieniędzy, wbrew wszystkiemu. Dla pieniędzy ludzie mogą się zakochać, ożenić, pracować w byle jakich, poniżających warunkach, popełnić występek, a nawet zbrodnię, łamiąc przy okazji wszelkie zasady wyniesione z domu, wiary, kościoła i przepisów prawa. Niektórzy (częściej niektóre) bywa, że się zakochują czy przejawiają zainteresowania inne niż kasa, np. artystyczne (malarz Damian, Adrian Helsztyński),u niektórych widać silne pragnienie miłości (Asia z pierwszego utworu, a przede wszystkim Tońcia). Ale autor nie ma dla nich krztyny litości: miłość wynika z głupoty lub krańcowej naiwności, wiara to czysta aberracja, chęć uprawiania sztuki (piosenkarka Halina Rotter) może tylko wywieść na manowce i doprowadzić w chciwe łapy pazernych naciągaczy. A sama sztuka również nie nobilituje. Damian swoje obrazy dobrze sprzedaje, ale bynajmniej nie czyni to go wyrafinowanym, subtelnym artystą, ale gburem i naciągaczem. Halina śpiewa może i dobrze, ale sukcesu nie odnosi. Bohaterowie wywodzą się czasem ze zubożałej szlachty, podupadłej wskutek różnych zawirowań historii. Marzą o powrocie do dawnej świetności (Adrian i jego matka),ale albo nie są w stanie tego osiągnąć, albo co nieco im się udaje na śliskiej drodze, hm, lewych, amoralnych interesów. Czasem im wychodzi (Tońcia),ale wszystkie cztery powieści można uznać za żywą ilustrację tezy, że pieniądze zdobyć trudno, a i tak szczęścia nie dają. I tutaj Dehnel wydaje się być bardzo niesprawiedliwy. O pieniądzach się nie myśli, kiedy się je ma. Bez pieniędzy np. Tońci żyje się bardzo ciężko, a rodzina nią pomiata. Kiedy je zdobędzie, życie jakby lżejsze, ale więzy rodzinne żółkną i rdzewieją z bezinteresownej zawiści. Obie sytuacje nie do pozazdroszczenia, wybór między złym a jeszcze gorszym. Świat przedstawiony w powieściach jest nieskończenie smutny, bez nadziei na lepsze. W ostatniej mini powieści piosenkarka Halina Rotter wydaje się być najsympatyczniejsza i najmniej wyrachowana. Trzeźwo chodzi po ziemi, poprzestaje na małym, ale i jej los nie szczędzi bolesnego upokorzenia i jeszcze boleśniejszego poczucia pustki, osamotnienia, braku zrozumienia przez bliskich w chwili upadku, nie mówiąc już o empatii. Autor patrzy na swój świat przedstawiony ironicznie, złośliwie, a przy tym chłodno i uważnie, niczym entomolog obserwujący wijące się robaki. Nie potrafię tego inaczej nazwać jak elitaryzmem i przekonaniem o własnej wyższości, o odrębności własnego życia. I to jest jedyny zgrzyt, jedyny kolec na ciele tych, doskonałych pod każdym względem, utworów.
Ewa Szulc - awatar Ewa Szulc
ocenił na101 rok temu
Opowieści przebrane Wojciech Kuczok
Opowieści przebrane
Wojciech Kuczok
Opowiadanka to raczej niż opowiadania, ale dały mi sporo frajdy. Na ostatniej stronie okładki autor zdradza, że pisał je, mając dwadzieścia kilka lat, „na gorąco”, „w biegu”. ”Jakbym się bał, że możliwość pisania została mi dana tylko na chwilę”. Ten pośpiech jest odczuwalny w pierwszych utworach, ale to nie pośpiech owocujący niedopracowaniem czy bylejakością. To pośpiech w sposobie pisania, w rytmie, zachęcający do połykania kolejnych stron, kolejnych historyjek. Sprawił, że czytałem tę książkę, jakbym bał się, że zaraz mi ją ktoś zabierze, wyrwie z rąk i wrzuci do pieca. Dziwaczne, bo musiałby zejść do piwnicy i nieposprzątanej „kotłowni”. Odradzam i obiecuję, że lada dzień będzie czyściutko. Na chwilę jakąś, na czas wystarczający na przeczytanie kolejnej książki. Sporo w tych opowiadaniach dziecięcych, młodzieńczych bohaterów, to zresztą już nie raz się Kuczokowi przytrafiało, jak choćby w najsławniejszej jego książce - „Gnój”. Tej, na podstawie której nakręcono „Pręgi”. Niby to tylko jeden akapit słowa od autora na ostatniej stronie okładki, ale jest w nim sporo informacji. Na przykład ta: „Przyszedł czas na to, by przebierając w plonach tych gorączkowych łapanek, zrobić nich książkę nie tyle przemyślną, ile przemyślaną.” Ja tego ogólnego zamysłu nie potrafię dostrzec, a tym bardziej wyartykułować, ale nigdy nie potrafiłem mówić o tym, „co poeta miał na myśli”. Tyle tylko, że od dawna mam to w nosie, albo innym otworze ciała — zależnie od nastroju. Książki czytam i odczuwam to, czy tamto, nie potrzebuję ich tłumaczyć. A Kuczok nieodmiennie mnie zachwyca warsztatem. Potrafi używać słów. Bez względu na to, o czym opowiada, widać, że robi to Pisarz, a nie grafoman.
Augustyn - awatar Augustyn
ocenił na77 lat temu
Melancholia. O tych, co nigdy nie odnajdą straty Marek Bieńczyk
Melancholia. O tych, co nigdy nie odnajdą straty
Marek Bieńczyk
Czy wędrowaliście kiedykolwiek poprzez meandry literackiego labiryntu, zbudowanego z mglistych metafor, niekończących się powtórzeń, wyliczeń, alegorii, cytatów po to tylko, by na samym końcu zatoczyć pełne koło i odkryć nic ponad bezkresną pustkę? W taki właśnie sposób wykreowana jest “Melancholia” Bieńczyka, który w mistrzowski sposób pisze o stracie, nieobecności organizującej istnienie. Autor poruszając wszelkie możliwe figury melancholii, wyliczając każdy jej przejaw, sposób, w jaki niewidzialny czarny duch rozpaczy atakuje nas, stara się oswoić problem, wyznaczyć granice. Dla Bieńczyka melaine koina staje się nie tylko stanem (chorobowym),lecz kulturowym uwarunkowaniem stwarzającym jednostkę nowoczesną. Dojmujące, obezwładniające ducha i ciało uczucie straty buduje zatem poczucie nietrwałości istnienia, przemijalności wszelkiego piękna, kruchej delikatności stworzenia. W tej pozornie luźno skomponowanej konstrukcji tkwi siła kreatorska, chęć eksploracji i empiryczność nastawienia. Równocześnie teksty kreślą wyjątkową sieć tkaną z delikatnych, ale i kanciastych, chropowatych słów. Są to maski przywdziewane przez Bieńczyka, cierpiętnika wykorzystującego wachlarz form odpowiednich, oksymoronicznych do wyrażenia słynnego „nic, które boli”, dojmująco odczuwanego całym ciałem i duchem. Melancholia w ujęciu autora zionie brakiem nadziei, czystą, niezgłębioną rozpaczą. Podmiot piszący jest uwięziony w fantasmagorycznej wizji rzeczywistości, w której czarna żółć sączy się spomiędzy wyrazów. Ucieczka między słowa jest jednak pozorna, akt pisania jest jedynie rondem, cieniem pochwyconej idei. Ponadto jest próbą uchronienia przed bezsensownością istnienia, to stwarzanie struktur świata przez narrację. Melancholia to także osobliwy filtr, przez który podmiot spogląda na otaczające realia – zaczernione, nieprzeniknione, zimne realia, nieprzyjazne i zobojętniałe. Rzeczywistość trwająca wokół to rodzaj pokoju, metaforycznej przestrzeni, zagraconej przez stosy piętrzących się przedmiotów; to świat zawalony rupieciami, w którym każdy z nich, w mniejszym lub większym stopniu, przypomina o niemożliwej do odzyskania utracie.
Paula Kulig - awatar Paula Kulig
ocenił na81 rok temu
Dwanaście stacji Tomasz Różycki
Dwanaście stacji
Tomasz Różycki
Poemat Różyckiego to swoista igraszka z tradycją, w której to fantasmagoria miesza się ze swojskością. Opowiada ona o rodzinie Kresowian przesiedlonych na Opolszczyznę, pragnących wrócić w ojczyste strony. Chór starych kobiet w chustach i fartuszkach spiętych agrafkami oraz mężczyzn, którzy żyją przeszłością, otoczeni sprzętami domowymi niemieckich jeszcze właścicieli, zbierają siły do boju o swoją tożsamość narodową. Drugie pokolenie, do którego należy główny bohater, Wnuk, to młodzi, którzy czują się już mieszkańcami Opola, wyrośli z peerelowskiej rzeczywistości. Jak szybko się okazuje, podróż “do domu”, jest niemożliwa w sensie innym niż duchowy i iluzoryczny. Kolejne stacje prowadzą między oniryczne widma z dzieciństwa i zniekształcone wspomnienia, które rozgrywają się na nowo na oczach naszego młodego bohatera. “To miasto, choroba moja!”, inwokacja do Opola rozpoczynająca utwór wraz z dwunastoma stacjami-księgami to najbardziej dosłowne nawiązania do “Pana Tadeusza”, lecz w całej historii znajdziemy ich zdecydowanie więcej. Zresztą konteksty literackie nie dotyczą tylko przekształceń mickiewiczowskiej epopei, lecz aluzji do innych klasyków polskiej literatury. Dlatego też lektura ta może nie zostać w pełni zrozumiana przez osoby, które tych utworów nie znają chociażby pobieżnie. Przez większą część utworu czułam się nieco rozdarta między zachwytem a poczuciem, że coś mnie w nim przerasta, że może być to dla mnie lektura z kategorii “zbyt”, jednak w ostatnich księgach gdzieś ta moja ambiwalencja się zgubiła i było mi nawet przykro, że zbliżam się do ostatniej stacji. Może wynika to z oswojenia się z olbrzymią dawką groteskowości lub z faktem, że nie jest to książka, którą czyta się dla fabuły, lecz po to, by chłonąć słowa. Praktycznie każdą stację możemy recenzować z osobna, analizując, co tak naprawdę miało w niej miejsce. Dlatego też polecam ją osobom lubującym się w analizie literackiej, którym niestraszne są liczne dygresje, traktat o lepieniu pierogów, nurkowanie w kałuży “Kurwamaci”, bądź ser, który pozostawiony długo na słońcu, uzyskuje zdolność pełzania wraz z talentem mowy...
czytam_wiec_nie_spie Alena - awatar czytam_wiec_nie_spie Alena
oceniła na82 lata temu
Barbara Radziwiłłówna z Jaworzna-Szczakowej Michał Witkowski
Barbara Radziwiłłówna z Jaworzna-Szczakowej
Michał Witkowski
Cwaniactwo na wysokim literackim poziomie, czyli pan Witkowski (którego czytelniczo właśnie poznałem) wraca do dresowych lat dziewięćdziesiątych i tka lombardową, półświatkową historię, budując ją ze skrzących, wielobarwnych cząstek tworzących mozaikę namiętności, religijności i spraw zakazanych, dwuznacznych i całkiem wyjątkowych. Soczysta i dosadna to opowieść, relacja z życia faceta w pewnym wieku, z jego natchnień i uniesień, spraw przyziemnych, ocierających się o zwykłą bandyterkę, przedsiębiorczość rozumianą pokracznie i całkiem na serio. Pociesznym jest główny bohater Hubert (zwany Barbarą),groteskowy w stroju i wyznaniu, zamiłowaniach i postępowaniach. To taka pokraczna karykatura przemian społecznych, całkiem sympatyczna, raz naiwna, przez co ciekawa, bo poznaje świat każdym zmysłem, chłonie go całym sobą i chce poznawać (choć nie odpycha od siebie myśli o zakończeniu kariery zawodowej i ziemskiej),raz mocno stąpająca po łez padole, trzymająca w silnej garści swoje upadłe i działające, planowane i wymarzone biznesy (i miłości niespełnione). Mistrz kombinatorstwa, geszefciarz, kantorowy kanciarz (sic!). Dostaje się Polsce i Polakom, cwaniakom i cwaniaczkom, łasym na pochlebstwa i mamonę. To smutny obraz, ale warto przypomnieć sobie, jak bardzo w tamtym czasie potrzebowaliśmy kolorowych torebek foliowych i czegoś „z zachodu”. Bo samo tylko pochodzenie rzeczy oznaczało wysoką jakość, a posiadacza cudeńka oświetlało blaskiem szczęścia i luksusu. I to wystarczyło, by być. Z drugiej strony ciągle tkwiący tu „siermiężny” ale całkiem „nasz” Wschód i te wschodnie chłopaki-cudaki, tani w obejściu, mocni w piciu, gotowi na wszystko. Polska w rozkroku, jeszcze nie do końca pewna, w którą stronę pójść. Języka pana Witkowskiego porywa, historia Barbary meandruje, trochę męczy, by po chwili znów porwać. Płynie się z nią niekiedy przez mielizny, ale ostatecznie warto zapoznać się z panem Hubertem. Można bawić się wyłuskiwanie historyczno-kulturalnych nawiązań, odniesień i mrugnięć oka, a z pewnością dać się ponieść językowym igraszkom.
Marcin Masłowski - awatar Marcin Masłowski
ocenił na64 miesiące temu
Szkoła bezbożników Wilhelm Dichter
Szkoła bezbożników
Wilhelm Dichter
Rzecz bardzo uczciwa intelektualnie. Nie kryjąc swego zaangażowania w komunizm jako młokos w latach 50., Autor w nieoczywisty sposób rozlicza się z samym sobą po latach, pisząc to już na późnej “pomarcowej” emigracji. Dichter niczego tu ani nie upiększa, ani nie ukrywa. Jest szczery na własny temat, co nieczęste, zwłaszcza na starość. Wydaje się nawet ekshibicjonistyczny w obrazie swego zaczadzenia, moderowanego przez pierwsze uczucie…. Nie przybiera jednak postawy intelektualnego biczowania czy nadmiernego moralizatorstwa. Narracja oszczędna i prosta, podobnie jak w pierwszej książce Autora "Koń Pana Boga” - chyba jednak lepszej od tej… Zarazem to poniekąd wymarzona książka dla wyznawców wiadomej teorii spiskowej - prawdziwy to dla nich cymesik, potwierdzający jakoby ich wydumane tezy. A realizacja? “+Ruski sługus!+ +Komunista!+ +Do Palestyny+. Chodzenie na religię nie pomagało.+ Żydzi zamordowali Pana Jezusa+. Gdy tylko ksiądz odwracał się do tablicy, czułem uderzenia papierowych kulek w tył głowy”. “Michał i ja uważaliśmy się za Polaków. On, blondyn z niebieskimi oczami, nie wypierał się swojego pochodzenia. Ja, czarny jak smoła, słysząc pytanie: +Żydek+?, chciałem kłamać. Mógłbym, ale po co?”. A przecież i matka narratora i jego kuzynka są konsekwentnie i przeciwko komunizmowi, i Sowietom. Z jego bliskiego kręgu tylko jego ojczym, Michał jest szychą - prawą ręką Hilarego Minca (kto wie, ten wie) - i dba o jego “janczarskie” wychowanie. “+Nie można wymagać, aby Minc stał w kolejkach+, powiedział kiedyś Michał, gdy Karola krzywiła się na sklepy za żółtymi firankami i podkreślała, że ludzie ich nienawidzą. +Minc jest od myślenia!+” . Mamy tu wyłuszczone jak na tacy wszystkie powody dla których Żydzi - czy też ludzie za nich uważani, skoro samo pochodzenie nie jest i nie może być uprzedzającym wszystko wyrokiem - angażowali się w komunizm, dziś wiemy w jak "samobójczym" stopniu (choć pewnie i bez tego nic by się tu nie zmieniło w tej materii; pewne uprzedzenia są wieczne, a nie wietrzne...) Antycypacją zjawiska jest taki dialog “– Ten ustrój się tu nie narodził. Polacy go nie chcą... Ruscy używają Żydów. – No wiesz! - żachnąłem się. – Zobaczysz! Przekonasz się! Kiedy już zrobią swoje, dostaną takiego kopa, że się nie pozbierają”. Nie jest to żaden nudny podręcznik historii komunizmu, lecz plastyczny obraz indywidualnych postaw młodych ludzi z wojenną traumą, w pewnym sensie ideowo “gwałconych” przez starszych ideologów, czego świetnym przykładem pan Rosenthal, znajomy ojczyma narratora. który mógłby niejako ucieleśniać marzenia antysemitów wszelakiego chowu… “Dla wrogów nie ma litości”, rzekł groźnie pan Rosenthal. “Można się pomylić”, zauważyłem. “Gdzie drwa rąbią tam wióry lecą” . “Niektórzy głoszą miłość bliźniego”. “Koroną cierniową pana Rosenthala były błędy Róży Luksemburg. Najbardziej bolało go, że przed śmiercią sprzeciwiła się założeniu Kominternu. Dlaczego? Ze strachu, że racja stanu kraju, w którym zwyciężyła rewolucja, zdominuje ruch robotniczy. +Jak mogła – rozpaczał” (BTW: jak długo jeszcze utrzyma się czarna legenda Róży Luksemburg…?). M. in. z powodu Rosenthala Wilhelm zaczyna uczęszczać do szkoły Robotniczego Towarzystwa Przyjaciół Dzieci, gdzie wykuwały się wówczas kadry komunistycznych hunwejbinów. Wstępuje też do Czerwonego Harcerstwa i głosi kazania wśród “klas niższych” o wyższości komunizmu ponad wszystko. Takie wychowanie nie mija bez skutku, ale…. “Imponowała mi siła. Brzydziłem się jednak chamstwem i nie wierzyłem, że cel uświęca środki. (...) Przyrzekłem sobie jednak, że nie będę rekwirować krzyży. Zabierać młodszym? Czym różniłbym się od Piotrowskiego, który w Trzebini usiłował wepchnąć mnie do studni, bo byłem Żydem”. Wraz z narastaniem stalinizmu atmosfera się zagęszcza. “Zaczynają zjadać sami siebie. Wywalili Gomułkę, bo nie chciał kolektywizacji. Teraz rozrabiają Spychalskiego”. Ale jeszcze mają złudzenia…. “Na deser była sprawa żydowska. Matka zauważyła, że nikt nigdy nie ujął się za Żydami. Michał przyznał jej rację, tak było. Obecnie jednak panował ustrój sprawiedliwości społecznej i państwo broniło wszystkich narodowości. Najwyższa pora, aby pozbyć się strachu i skończyć z tą wieczną gadaniną, że Żyd to, Żyd tamto. Rzeka historii wypłucze antysemityzm. – La-la, la-la, la-la - zanucił jego brat”. “– Zmieni się struktura kraju – podniósł szklankę. – Z synów czarnoraboczych wyrośnie nowa inteligencja. – Co złego ze starą? – Jurek dobrał sobie kugla. – Skończy się antysemityzm – ciągnął Michał. – Młodzi zapomną o Żydach. – Wierzysz w cuda?”. “Zdenerwowany wieściami z Moskwy, bardzo łatwo wybuchał. Matka opowiadała Karoli, że Ruscy źle patrzą na Żydów. Oficjalnie, niby wszystko po staremu, ale wiadomo, jak to u nich jest”. “– Jedno jest dla mnie pewne: to nie jest interes dla Żydów. Nie powinni w to wchodzić, nie powinni się pchać. To skończy się dla nich źle”. Choć narracja książka kończy się pod koniec lat 50., to w jakimś stopniu logicznie zapowiada wredne szaleństwo Marca - gdy doszło do niezwykłego, acz logicznego, sojuszu najbardziej twardogłowych komunistów z prawdziwymi przedwojennymi antysemitami. Autor rzuci wtedy w proteście partyjną legitymacją i wyjedzie z rodziną do USA w pomarcowej fali, nie chcąc po latach znów być obiektem nienawiści…. BTW: ktoś zauważył, że “Szkoła bezbożników” znajdowała się przy ul. Felińskiego na Żoliborzu, tylko jeden przystanek od Dworca Gdańskiego…. Inne cytaty “Zbierać należy tylko cegły zdatne do ponownego użycia. Reszta zostanie. Dwustu hektarów i tak się nie wywiezie. Wymagałoby to dziesięciu tysięcy ludzi i siedmiu pociągów przez trzy lata. Muranów stanie na czterometrowej warstwie getta. Decyzja słuszna ekonomicznie i historycznie”. “Matka też nie wspominała kobiet, które nas ukrywały. Mówiła tylko, że nie ma żalu do nikogo, kto kazał sobie płacić, rozumie tych, którzy nie pomagali (sama by się bała),ale nie daruje takim, co wydawali”. “Usiłowałem mu wytłumaczyć, co to jest gospodarka planowa, lecz uśmiechnął się tylko z politowaniem i powiedział, że wyjaśnili mu to już Rosjanie, nacjonalizując w 1939 roku kawałek pola, na którym dowiercił się ropy”. “Rokowania toczyły się na Kremlu. Całymi dniami. Ciągle coś. A po nocach przyjęcia, gigantyczne stoły. Baterie butelek. Wódki, koniaki, wina. Pił wodę..”
Łukasz Starzewski - awatar Łukasz Starzewski
ocenił na722 dni temu

Cytaty z książki Nowy kwiat cesarza (i pszczoły)

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Nowy kwiat cesarza (i pszczoły)