rozwińzwiń

Hegemon. Droga Chin do dominacji

Okładka książki Hegemon. Droga Chin do dominacji autorstwa Steven W. Mosher
Okładka książki Hegemon. Droga Chin do dominacji autorstwa Steven W. Mosher
Steven W. Mosher Wydawnictwo: Sprawy Polityczne nauki społeczne (psychologia, socjologia, itd.)
226 str. 3 godz. 46 min.
Kategoria:
nauki społeczne (psychologia, socjologia, itd.)
Format:
papier
Data wydania:
2007-01-01
Data 1. wyd. pol.:
2007-01-01
Liczba stron:
226
Czas czytania
3 godz. 46 min.
Język:
polski

Ta książka nie posiada jeszcze opisu.

Średnia ocen
6,8 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Hegemon. Droga Chin do dominacji w ulubionej księgarniiPorównywarka z najlepszymi ofertami księgarń W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Hegemon. Droga Chin do dominacji

Średnia ocen
6,8 / 10
15 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Hegemon. Droga Chin do dominacji

Sortuj:
avatar
364
26

Na półkach: ,

Książka z wyraźną tezą, pisana z pozycji jawnie proamerykańskiej. W sposób na tyle jaskrawy, że cierpi na tym wartość strony merytorycznej opracowania a co za tym idzie wiarygodność przytaczanych danych. Można mieć o to pretensje do autora gdyż wiele fragmentów książki prezentuje niewątpliwie realistyczne spojrzenie na kształt polityki zagranicznej oraz wewnętrznej Chin. Ta wewnętrzna niespójność sprawiła, że miałem wyraźny problem z oceną tekstu, z jednej strony świeży i trzeźwy z drugiej jednak wyraźnie polityzujący i niewiarygodny.

I tak ChRL to obecnie państwo - odradzający się Hegemon, niewolący własny naród oraz narody w sferze potencjalnego wpływu. Zasięg zaś tego wpływu w czasach współczesnych może być globalny. USA z kolei to oczywiście obrońca wolnego świata, piewca demokracji, najpotężniejsze państwo i wyjątkowy naród, którego szczególne posłannictwo powinno być uznane przez wszystkie pozostałe państwa i narody tak ze względów realnej siły jak i unikalnych przymiotów moralnych. Niestety im bardziej propagandowy charakter ma tekst tym mniejszy jest jego walor naukowy. Nie mogła już tego zmienić charakterystyka legizmu oraz zupełnie uzasadniona krytyka wielu posunięć chińskiego państwa na przestrzeni ostatnich kilkudziesięciu lat. Przykładem rzeczowości przytaczanych danych pozostanie zaś dla mnie powtórzenie informacji o chińskiej, masowej migracji do Syberii, które w polskiej debacie zupełnie przekonywająco dyskredytuje Pan dr Michał Lubina w książce "Niedźwiedź w cieniu Smoka".

Książka z wyraźną tezą, pisana z pozycji jawnie proamerykańskiej. W sposób na tyle jaskrawy, że cierpi na tym wartość strony merytorycznej opracowania a co za tym idzie wiarygodność przytaczanych danych. Można mieć o to pretensje do autora gdyż wiele fragmentów książki prezentuje niewątpliwie realistyczne spojrzenie na kształt polityki zagranicznej oraz wewnętrznej Chin. Ta...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
543
27

Na półkach: , ,

Warto przeczytać, by uzmysłowić sobie jakim zagrożeniem mogą być dążenia Chin do dominacji w Azji, a także na świecie.
Poza tym książka nazbyt pro USA, choć z dwojga złego lepiej w tę stronę.

Warto przeczytać, by uzmysłowić sobie jakim zagrożeniem mogą być dążenia Chin do dominacji w Azji, a także na świecie.
Poza tym książka nazbyt pro USA, choć z dwojga złego lepiej w tę stronę.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
135
33

Na półkach:

Książka zawiera wiele ciekawych obserwacji na temat Chin jest jednak trochę zbyt stronnicza jak na mój gust. Autor ma zdecydowanie zbyt idealistyczne podejście do tematu.

Książka zawiera wiele ciekawych obserwacji na temat Chin jest jednak trochę zbyt stronnicza jak na mój gust. Autor ma zdecydowanie zbyt idealistyczne podejście do tematu.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

28 użytkowników ma tytuł Hegemon. Droga Chin do dominacji na półkach głównych
  • 18
  • 10
12 użytkowników ma tytuł Hegemon. Droga Chin do dominacji na półkach dodatkowych
  • 8
  • 2
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Hegemon. Droga Chin do dominacji

Inne książki autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Zderzenie cywilizacji Samuel P. Huntington
Zderzenie cywilizacji
Samuel P. Huntington
Książka swego czasu (ukazała się pod koniec XX w.) bardzo wpływowa, ale też bardzo kontrowersyjna - dzisiaj chyba już tylko krytykowana i to nie tylko z perspektywy politologicznej. Huntington proponuje w niej tezę, że przyszłe konflikty międzynarodowe będą wynikały nie z różnic ideologicznych czy ekonomicznych, lecz z głębokich podziałów kulturowych i cywilizacyjnych. Zgodnie z tym założeniem Huntington dzieli świat na osiem głównych cywilizacji: zachodnią, islamską, hinduską, chińską, japońską, prawosławną, latynoamerykańską i afrykańską. Twierdzi, że od zakończenia zimnej wojny linie podziału nie przebiegają już między blokami ideologicznymi, lecz w obrębie kultur i religii. Centralnym punktem jego analizy jest przekonanie, że różnice cywilizacyjne stanowią główną przyczynę napięć i konfliktów na świecie. Głowną osią krytyki tego podejścia jest etnocentryzm i liczne uproszczenia. Autor schematyzuje różnorodność kultur, traktując je jako monolityczne bloki cywilizacyjne. Ignoruje dynamiczne interakcje i wzajemne wpływy między kulturami, co prowadzi do fałszywego obrazu świata. Ignoruje wewnętrzne różnice w obrębie poszczególnych cywilizacji. Na przykład, w obrębie cywilizacji zachodniej istnieją liczne podziały (np. między katolicką a protestancką Europą). Podobnie, w cywilizacji islamskiej istnieje duża różnorodność tradycji i interpretacji religijnych, co czyni ją bardziej złożoną niż przedstawia to Huntington. Huntington niesłusznie też przewiduje, iż konflikty między cywilizacjami będą dominować w przyszłości. Jednak wiele z tych przewidywań nie sprawdziło się. Na przykład, stosunki między krajami zachodnimi a krajami islamskimi, takie jak współpraca z Arabią Saudyjską czy Turcją, nie pasują do schematu „zderzenia cywilizacji”. Autor nie uwzględnia współczesnych trendów, takich jak globalizacja, migracje czy rozwój technologii, które prowadzą do większej integracji i współpracy między różnymi kulturami. Pomija też fakt, że współczesne społeczeństwa są coraz bardziej zróżnicowane i wielokulturowe, co stoi w sprzeczności z tezą o nieuchronnym zderzeniu cywilizacji. Chociaż teza Huntingtona była wpływowa i wywołała szeroką dyskusję, jej uproszczenia i etnocentryzm sprawiły, że okazałą się nieadekwatna do opisu współczesnych stosunków międzynarodowych. Konflikty nie wynikają jedynie z różnic cywilizacyjnych, ale są wynikiem złożonych interakcji politycznych, ekonomicznych i społecznych.
Telksinoe - awatar Telksinoe
ocenił na66 miesięcy temu
Dżihad kontra McŚwiat Benjamin Barber
Dżihad kontra McŚwiat
Benjamin Barber
Napisana z pasją książka, która w momencie jej wydania musiała przyciągnąć naprawdę sporo uwagi. Dlaczego? Ano dlatego, że jej autor, Benjamin Barber, amerykański politolog i doradca m.in. Billa Clintona, stworzył naprawdę ciekawą analizę, w której odsłania dwie fundamentalne zasady współczesnego świata - McŚwiat oraz Dżihad. Warto jednak wziąć poprawkę na fakt, iż autor nadaje tym terminom własny wymiar, co szczególnie w przypadku słowa „dżihad” może być bardzo mylące. „Dżihad kontra McŚwiat” nie jest książką poświęconą terroryzmowi, więc jeśli ktoś jest zainteresowany tym zagadnieniem, musi poszukać szerszej wiedzy gdzieś indziej. W terminologii Barbera Dżihad to wszelkie siły i tendencje separatystyczne rozbijające i niszczące związki międzyludzkie na poziomie politycznym i społecznym. I choć terroryzm zalicza się do takich sił, to jest on tylko jednym z przejawów świata Dżihadu. Sam autor zaznacza, że nie przywiązywał większego znaczenia do wyboru akurat tego terminu do swojej analizy współczesności, ani nie chciał nadawać mu jakiegoś wybitnie negatywnego znaczenia. Książka powstała jeszcze przed atakiem z 11 września 2001 roku, a więc przed momentem przełomowym, jeśli chodzi o zagrożenie islamskim terroryzmem. Mimowolnie zatem autor wybrał nazwę zjawiska, którego niszczycielską moc świat tak naprawdę miał dopiero poznać. A czym jest McŚwiat? To galopująca w niesamowitym tempie globalizacja i wszechwładza rynków. McŚwiat w ujęciu Barbera jest tak naprawdę krytyką liberalizmu oraz nieskrępowanej działalności gospodarczej, zdawałoby się dwóch filarów współczesnych demokracji. Autor w swoich analizach pokazuje jednak, że oba te elementy mogą prowadzić do dominacji rynku nad jednostką, społecznością, a nawet nad całymi państwami. Potęga rynku jest bowiem ogromna, a odkąd świat wkroczył na drogę konsolidacji korporacyjnej, bezosobowe siły rynku wykroczyły poza granice rodzimych państw i oplotły swoimi wpływami praktycznie cały świat, wszędzie szukając okazji do zrobienia dobrego interesu. Dobrego dla nich, ale niekoniecznie dobrego dla zwykłych ludzi. Na potwierdzenie swoich tez autor przywołuje mnóstwo analiz i danych statycznych, które z dzisiejszego punktu widzenia mają już chyba znaczenie wyłącznie historyczne (kto pamięta o takiej marce jak GoldStar i złotej erze kaset video i magnetowidów?). Dla starszych czytelników lektura tej książki będzie na pewno nieco nostalgiczną podróżą w przeszłość do lat 90, gdy dopiero ruszała lawina cyfrowego postępu. Już wtedy autor dostrzegł zagrożenia płynące z rozwoju rynku medialnego na świecie oraz ze wzrastającej roli Internetu i komputerów. Roli, która współcześnie zdaje się przewyższać wszystkie inne środki przekazu. Książka Barbera jest zatem ukazaniem przed czytelnikiem wszystkich tych problemów, z którymi boryka się współczesny świat. O ile w kwestii faktów, po ćwierćwieczu od momentu jej napisania, książka jest już nieaktualna (dane statystyczne, które przywołuje autor, pewnie wzrosły kilkukrotnie),o tyle w zakresie przedstawianych teorii oraz procesów ma nadal dużą moc wyjaśniającą rzeczywistość. Pokazuje bowiem przełomowy moment narodzin McŚwiata, z którego dotarliśmy aż do dnia dzisiejszego. Wiele uwag autora jest bardzo trafnych i wartych zapamiętania, gdyż pozwalają one o wiele lepiej spojrzeć na własne miejsce we współczesności (parę umieszczam w cytatach z książki). McŚwiat i Dżihad to nie tylko walka przeciwieństw - to dwie siły, które wzajemnie siebie potrzebują. Karmią się wzajemnie swoimi słabościami i tym samym tworzą historię. Jeśli się jednak dobrze zastanowić, dwie opisane przez autora tendencje tak naprawdę przeplatają się przez całą historię ludzkości. Nigdy jednak nie miały one aż tak wielkiego wpływu na dzieje całej ludzkości. Do czasu aż postęp technologiczny oraz procesy globalizacji nie doprowadziły do przemiany świata w „globalną wioskę”. „Dżihad kontra McŚwiat” to książka którą zdecydowanie warto przeczytać. Może momentami tonąca w natłoku danych statystycznych oraz nieistotnych już z dzisiejszego punktu widzenia faktów z lat 90., ale oferująca wiele trafnych obserwacji i analiz, które bez trudu czytelnik powiąże z obrazem dzisiejszego świata. Oczywiście, z perspektywy czasu nie wszystkie z prognoz autora się sprawdziły (np. wielkie korporacje zdają się być powiązane z rodzimymi państwami o wiele mocniej, niż prognozował to autor),jednak to kolejny smaczek tej książki, aby porównać głośną w swoim czasie prognozę świata ze stanem aktualnym.
PureLogos - awatar PureLogos
ocenił na84 lata temu
Made in USA Guy Sorman
Made in USA
Guy Sorman
No cóż - jedna osoba którą obserwuje na youtubie, jest fanem Guy Sorman - i chciałem coś przeczytać by sobie wyrobić opinię samemu o tej postaci. Podoba mi się jak ta książką jest osadzona w 2004 - zarówno jakimi wtedy problemami żyła USA (czy to otyłość, czy to lament republikanów jak to już nigdy nie wygrają bez takich ludzi jak Schwarzenneger),jak i perspektywa europejska - a właściwie francuska. Tutaj muszę przyznać się zdziwiłem jak pozytywnie i z wiarą patrzy na amerykański system Guy Sorman - jestem ciekaw czy po latach ma tak samo, czy może zmienił ten pogląd - nie zmienia to faktu że tematy które porusza fajnie pokazują jak były istotne wtedy ale przebrzmiały, albo jak wtedy były pomijanalne i zostały lekko wspomniane a teraz je widzimy ze wzmożoną siłą. Odkrywcze lekko dla mnie było (ale chyba raczej znane) że od XVIII wieku Europa i USA rozeszły się w kontekście świeckości państwa - u nas laicyzm, szczególnie w krajach katolickich jak Francja, Polska czy Włochy oznacza oddzielenie się państwa od kościoła - u nich to oznacza brak czapy państwowej na religią. U nas do rozdziału dążyli liberałowie czy oświeceniowcy plus może mniejszości religijne (bo nie miały często praw jak wyznanie dominujące). U nich to byli oprócz ich oświeceniowców byli baptyści czy inni kwakrzy którzy kojarzyli powiązania anglikańskiego kościoła z królem. Także w skrócie wolność od religii w Europie, w USA wolność do religii Brak klasycznej lewicy - Guy Sorman stawia znak pytania czy to związane z kalwińskim stylem. Pada często zwrot rewolucji kulturowej z lat 60 tych i reakcje konserwatywną z lat 80 tych. Ciekawe stwierdzenie że Ameryka 2004 jest połączeniem swobody lat 60tych i moralności lat 80tych. Bardzo mi się odkrywcza wydawało nazwanie jednej cechy jaka charakteryzuje Amerykanów jaka padła w kolejnym rozdziale - teatralizacja - jak się głębiej zastanowić prawie każda dziedzina życia amerykanów jest teatralnie przystosowana - sądy? ławy przysięgłych, wieczne przepychanki i ubieranie się by się spodobać czy to damskich czy to męskim przysięgłym i gra pozorów - nie jestem pewien czy klasyczne europejsko-kontynentalny system z sędziem jest bardziej uczciwy (mimo wszystko myślę że tak) ale system przysięgłych w USA jest bardziej zrobiony pod kręcenie filmu... Podobnie jest ze służbą zdrowia i skomplikowaniem tego systemu - historie o tym jak ktoś wolał by odciąć palec niż go przyszyć bo go nie stać aż się proszą o sfilmowanie. Kultura czirliderek i footbolu amerykańskiego wraz z balem na koniec collegu - też jakoś skrojone pod filmy. Ciekawy aspekt braku limitu kwoty o jaką można się domagać od szpitala - sprawia że szpitale muszą się ubezpieczać tak naprawdę na nieograniczoną ilość pieniędzy - w efekcie czego podnoszą koszty badań podstawowych by mieć na podwyższoną składkę ubezpieczeniowa... Wydaje się że limit nawet duży dla zwykłego człowieka (powiedzmy 20 milionów dolarów) byłby lepszym rozwiązaniem - ale łamało by to amerykański sen o pokonaniu korporacji. To myślę jest coś czego analizę chętnie bym przeczytał - na ile amerykanie marnują pieniądze na skomplikowanie swojego systemu. (tak naprawdę wydaje się, że bardziej optymalna mogłaby być dla nich powszechna służba zdrowia - bo i tak mają państwową składkę zdrowotną dla emerytów, urzędników, bardzo biednych) a na ile dzięki nim zyskują w czymś ciężko namacalnym jak historie dla filmów. Ciekawe powiązanie disneylandów i parków tematycznych z filmem Truman show - gdzie główna postać jest osobą znajdującą się całe życie w reality show. Pewną tezą tej teatralizacji wiązanie jest z specyfiką religijności amerykańskiej - i tej specyfiki gdzie kościół i centrum handlowe się za bardzo nie wykluczają. Sam Guy Sorman widać że ma sympatię do USA zestawiając często ją z Francją, gdzie te francuskie rozwiązania widać że są dla niego zazwyczaj gorsze. Acz jednocześnie podaje argumenty które po 21 lata - dają mi odwrotny wniosek (w sensie jego argumenty sprawiają że mniej tą amerykę podziwiam niż odwrotnie. ) Ciekawy rozdział "wojna dwóch kultur" - zestawienie jak wielu amerykanów nie uznaje ewolucji. Wręcz ciekawym jest zestawienie że u Amerykanów Darwin może być w wielu kręgach podobnie kontrowersyjną osobą co w Europie Marks, że słowo "ewolucja" może być podobnie kontrowersyjna co u nas "rewolucja" - chyba przez te 20 lat myślę jednak trochę się zmieniło (mamy dzisiaj sporo tej jednak już postprawicy nie wierzącej specjalnie w religie). Rozdziały o segregacji rasowej - przedstawiono raczej z dziennikarską rzetelnością ale bez szału. W kwestiach 10 przykazań ciekawe zestawienie historii alabamy - 1862 secesja by podkreślić prawa stanu do samostanowienia, 1955 by utrzymać segregacje rasową, a w 2001 parcie na uznanie prawa bożego jako podstawy prawa - Ogólnie ciekawe jak w ogóle istnieje dyskusja na temat pochodzenia prawa od Boga - gdzie w europie po przeoraniu przez rewolucje i wojny mamy prawo, i ewentualnie konserwatywne partię o sznycie bardziej religijnym - nagina do 10 przekazań, ale otwarcie nie odnosi się do tego. Ciekawe o konstytucji, że tam konstytucja wyprzedziła naród, a w europie zachodniej to naród wyprzedził konstytucję (chodzi o jakieś formy liberalizmu w XIX i początku XX wieku). Wiązało się to z nabożnym czczeniem konstytucji jako takiej - to trochę minęło wraz z ewolucyjnym traktowaniem konstytucji od lat 50 tych. Ale książka pisana z perspektywy 2004 widać - odnosi się do wizji religijnego przebudzenia którym swoistym symbolem był głośny film "Pasja" Mela Gibsona z tych lat. Co jakiś czas Guy Sorman odnosi się do różnych fragmentów dzisiaj wrzucanych (często na odwal się zgadzam) do worka o nazwie "woke" - czy to w wojnie o rodzajniki - acz w sumie sam nie wiem jakie ma ostatecznie sam zdanie - chyba jakieś wyważone bo z jednej uderza trochę w próby zmieniania rodzajów dla Boga (czyli żeby raz był męski raz żeński) - z drugiej zauważa że tego typu ożywienie gramatyczne uświadomiło potrzebę rozpoczęcia na nowo otwarcia relacji z czarnoskórymi obywatelami czy innymi zgrupowaniami społecznymi gorzej traktowanymi w przeszłości. Rozdział w świetnej formie skupia się na kulcie ciała i jego ewolucji. Baseball i futbol amerykański jako dwa sporty zbiorowe które połączyły tak różnych amerykanów, imigrantów i tych co są od paru pokoleń. Ciekawe podkreślenie jak te dyscypliny stricte amerykańskie są o wiele bardziej nastawione na zwycięstwo - po prostu nie za bardzo jest miejsce na remis jak to w naszej europie często się zdarza w piłcę nożnej. Już wtedy do takiego baseballu pojawiać się zaczął sentymentalizm - wchodził swoista moda na sporty indywidualne, kulturystykę, jogging czy fitness. Samo pojawienie się kulturystyki ciekawie jest poniekąd zaznaczone jako efekt odbicia po wybuchu czasów hippisów - byciu na haju i otwartości, kulturystyka była pokazana jako swoisty kult czystości i dążenia do ideałów. Inną sprawą jest, że niepodległość i własne państwo pozwoliło się wytworzyć w Ameryce własnym formom religijnego protestantyzmu. To sprawia, że USA już wtedy przestało być mniej purytańskie niż Brytyjczycy - amerykańskie formy religijne o wiele przychylniej patrzyły na formy sakralizacji ciała, boskie histerie etc. - tu guy sorman stawia wręcz że amerykańska kultura jest bardziej orficka niż chrześcijańska. To kamym po kamyku składa się na to, że atleta ma może nawet wyższą pozycję niż intelektualista, a napewno wyższą niż atleta w europie wobec intelektualisty (tu głównie guy sorman myślę mówi o francji jakby nie patrzeć). Ciekawe, że te amerykańska duchowość ciała była na wskroś zarówno wiktoriańskim brytyjczykom, kościołowi rzymsko-katolickiemu jak i formom większego intelektualizmu (czyli jak się domyślam chyba swojskie europejskie oświecenie tu chodzi). Spostrzeżenie że amerykańska zażyłość imienna - tendencja do mówienia po imieniu z jednej strony trochę wiążę się z emigrancko-demokratycznym stworzeniem kraju (brak tak rozbudowanej arystokracji/szlachty i nimbu jej),a z drugiej - imiona są często już zanglicyzowane i dają formę bliskości z nową osobą, i znika etniczno-religijno-narodowa jakie często wybrzmiewa gdyby przedstawiali się po nazwisku (czy to ski, czy to stein czy to lee) Otyłość - już w tym 2004 była dużym problemem - tutaj może spłycę ale parsknąłem śmiechem gdy przeczytałem u Sormana, że dzięki problematyce z otyłością Amerykanie przepracują ten temat i będą mieli rozwiązania, a my w europie będziemy musieli robić nerwowo ruchy gdy będzie już skokowo źle - po 20 latach w europie widzimy że no otyłość wzrasta, ale regulacje tych produktów że tak powiem nadmiernie otłuszczających, ocukrzającyh i świadomość jest na tyle duża że mimo wszystko idzie w dobrą stronę - jedynie trzeba popracować nad większym ruchem (otyłość w USA 40% we Francji 17%). Jednocześnie widzimy próby przez środowiska otyłe traktowania ich jakby nie patrzeć bardziej ludzko bo w nadmiernym kulcie atletyzmu jest to też na pewno trudne. Tutaj polecam podkast amerykański o otyłości - dzisiaj dochodzą takie kwestie, że przy tej ich gentryfikacji targi z warzywami czy po prostu sprzedaż warzyw w sklepie jest fanaberią często w mniejszych dzielnicach i otwiera się je w tych bardziej już dla klasy średniej - nie mówiąc o tym, że wszystko musi być docukrzone bo inaczej jak takie mleko można pić. Ciekawa dywagacja czemu amerykanie nadal są religijni. Talleyrand w 1794 na wygnaniu stwierdził że USA to kraj gdzie jest 30 religii i tylko jedno danie. Pokazuje znowu inne rozumienie religii - tam mało jest wspierania finansowego kościołów, jak i przestrzeganie przed ostentacyjnym znakami religijnymi (we Francji to temat żywy faktycznie chyba już od stulecia). Ciekawe jest próba zestawienia, że Amerykanie bardziej wiążą się religijnie z Bogiem, podczas gdy europejczycy bardziej z Jezusem - to pewnie wynika z wagi starego testamentu. Innym zestawieniem jest otwarte podejście że im więcej wiernych pastor przyciągnie tym lepszy to pastor - im bogatsze auto tym większa wiara - jest to hiperbolizacja ale po prostu u amerykanów domaganie się skromności od duchownego nie przebiega tak samo (tu pewnie różnice między ewangelikalnymi a ewangelickimi). Z kwestii żydowskich ciekawe jest przekręcenie środowisk protestanckich od lat 50 tych tak jak były raczej antysemickie, tak od tamtego czasu stały się proizraelskie szczególnie w kontekście żydowskiej państwowości. Interesujący paradoks o karze śmierci - lata 70 to renesans kary śmierci (podczas gdy poprzednie dekady to było jej wycinanie) a w europie zaczęto zakazywać. W południowych stanach często jest pewien paradoks że to np. baptyści z teksasu, są osobami z którymi można dyskutować co do ograniczeń dla kary śmierci. Po rozdziale o przestępczości pomimo Guy sormana który chyba jest za amerykańskim badaniem etniczności/rasowości dla statystyk - uważam że francuzi mają pewne rację w banowaniu badań na temat narodowości i religijności. Bo patrząc na amerykanów którzy ociosali grubymi kamieniami te swoje rasy (latynos oddzielnie niż biały) (ale włoch i hiszpan to już biali) (ale za to argentyńczyk co jest też biały to już latynos) (czy migranci z ghany afroamerykanie?) że on nie za bardzo pozwala rozwiązać problemy a tylko je zaognia (w tej książce widać też przebrzmienia że demokraci będą rządzić wiecznie bo imigranci, no chyba że republikanie zaczną gadać po hiszpańsku - nawet zaczeli jak jep bush, ba został katolikiem - a i tak prezydenturę zapewnił im donald trump co paradoksalnie wbrew rasowym podziałom miał poparcie wśród latynosów - ba rasowość dla nich była mniejszym problemem niż w statystykach wygląda). . Francuskie podejście na kto jest obywatelem francji a kto nie jest lepsze bo inaczej przy głośnych sprawach idziemy w absurd czy zinedine zidane to algierczyk francuz a może jeszcze inne. Tożsamość społeczna dla każdego może być inna i to jest spłycanie tematu wrzucać nas do jednego wora (podobne tematy u nas że ktoś może się czuć ślązakiem, a może być ślązakiem i polakiem i tak dalej). Ogólnie im starszy jestem tym bardziej jestem za wywalaniem do kosza i zakazami sondaży wyborczych - to trochę zasada jak z ciszą wyborczą, może i jest trochę sztuczna ale daje nam odetchnąć od nagabywania nas co chwila przez media i polityków. Ciekawe ukazania Kalifornii jako środowiska które tworzyło wczesną kulturę internetu. Guy Sorman wydaje mi się że trochę sympatyzował wtedy wyzwalającą siłę jaką będzie internet dzięki kalifornii a sam teraz widzę że jest raczej odwrotnie. Jednocześnie przedstawia faktycznie - brak wspólnych doświadczeń dla narodu powoduje w nas napewno większą niechęć do innych paradoksalnie. Już idąc sobie stąd bo stanowczo za dużo tu wypisałem ciekawych dla mnie rzeycz - bardzo ciekawa książka muszę sięgnąć po kolejną Guy Sormana bo sporo dywagacji się tu rodzi.
Bomilkar Barkas - awatar Bomilkar Barkas
ocenił na98 miesięcy temu
Kontuzjowane mocarstwo Andrzej Lubowski
Kontuzjowane mocarstwo
Andrzej Lubowski
Kontuzja czy jednak poważne uszkodzenie ciała? Polski ekonomista Andrzej Lubowski, mieszkający w Stanach Zjednoczonych, napisał 7 lat temu książkę skierowaną do Polaków, określającą rzeczywisty status USA. Książka napisana błyskotliwym językiem pokazuje, że USA w 2007 roku stało przed wieloma wyzwaniami natury społecznej, gospodarczej i politycznej. Świat Zachodu rodem z tzw. american dream, kultywowanego przez pokolenia w Europie, już nie istnieje. I małe są szanse, by się odrodził. Lubowski powołuje się na przykłady imperiów starożytnych i nowożytnych. Wszystkie wcześniej czy później upadały, i to wskutek rozpadu wewnętrznego, a nie interwencji zewnętrznego wroga. Autor widzi mnóstwo sygnałów, które świadczą o tym, że USA traci swoją mocarstwowość. Przestaje być tym, za co jeszcze na świecie uchodzi. I choć w porównaniu do Europy wciąż jest światem otwartym i innowacyjnym, to jednak mocno ucierpiało na procesach globalizacyjnych. A przecież ich źródłem są właśnie Stany Zjednoczone. Globalizacja stała się impulsem dla rozwoju nowych gospodarek, które mierzą się do objęcia mocnej, o ile nie najmocniejszej pozycji na świecie. Ich niebywałą przewagą nad USA są zasoby ludnościowe oraz niskie koszty zatrudnienia. Mowa o Chinach, Indiach, Brazylii i Rosji. Zwłaszcza dwa pierwsze kraje bardzo skorzystały na globalizacji. A otwarty rynek umożliwia przedsiębiorcom przenoszenie miejsc pracy do Południowo-Wschodniej Azji. Call center jest tańsze w Indiach, praktycznie wszelka produkcja – w Chinach. Tym sposobem Chiny posiadają ogromną nadwyżkę budżetową, a za dolary kupują amerykańskie obligacje. Za główną siłę USA Lubowski wskazuje obcy Europie typ przedsiębiorczości. USA to wciąż kraj inwestorów (przynajmniej był taki przed kryzysem, który stał się kolejnym ciosem dla amerykańskiego konsumpcjonizmu),którzy nie boją się zainwestować w ciekawy pomysł na biznes. Potknięcia, a nawet upadki, są traktowane jako stały element drogi do sukcesu. Autor Kontuzjowanego mocarstwa przewidział destrukcję amerykańskiego modelu życia. Kryzys tylko przyspieszył nieuniknione. Konsumpcja na wyrost i postępujące przenoszenie się miejsc pracy poza granice USA musiały w końcu uzmysłowić Amerykanom, że potrzebni są w zawodach, które muszą być wykonywane na miejscu: jako sprzedawcy, kierowcy czy fryzjerzy. A są to przecież zawody, które w tak wielu przypadkach wykonują rzesze imigrantów z różnych części świata. Kontuzja to taki uszczerbek na ciele, który można łatwo wyleczyć, który jest niegroźny dla życia jednostki. Jednak USA odniosło te kontuzje w tak wielu miejscach jednocześnie, że podniesienie się trudno uznać za łatwe. Stany Zjednoczone jeszcze są mocarstwem – wojskowym, gospodarczym, politycznym. I posiadają swoistą, jedyną w swoim rodzaju siłę przyciągania. Jednak jak długo jeszcze będą w stanie opierać się zmianom w rozkładzie sił na świecie?
Magda_ między_książkami - awatar Magda_ między_książkami
ocenił na612 lat temu
Kolacja z terrorystą. Spotkania z najbardziej poszukiwanymi bojownikami na świecie Phil Rees
Kolacja z terrorystą. Spotkania z najbardziej poszukiwanymi bojownikami na świecie
Phil Rees
Czym jest terroryzm? Kogo można uznać za terrorystę? Brak jednej definicji tego pojęcia i szafowanie tym określeniem sprawia, że stajemy w obliczu może jednego z najtrudniejszych pytań XX i XXI wieku. W odpowiedzi pomóc nam może niezwykła książka Phila Reesa. Phil Rees przez lata, kręcąc wiele dokumentów dla stacji BBC, spotykał się z terrorystami. Jako rzetelny dziennikarz zachwycił się neutralnością, jaką stacja BBC przez lata stosowała wobec terrorystów. W redakcji, jak pisze Rees, był nawet zakaz używania zwrotu „terrorysta”. Po 11 września 2001 roku sytuacja wymknęła się spod kontroli – emocje wzięły górę i zaczęła się nagonka zwana „wojną z terroryzmem”. Wtedy to Phil Rees postanowił spisać swe wspomnienia ze spotkań. „Kolacja z terrorystą” to wymowny tytuł – autor rzeczywiście siadał do posiłków z terrorystami. Jadł kebaba z bojownikami w górach Algierii, w okopach Afganistanu wraz z mudżahedinami walczącymi z talibami jadł posiłek, w którym więcej było piasku niż pożywienia. Poznał ludzi, którzy w kolumbijskiej dżungli produkują kokainę, a dla USA przez wiele lat byli wrogiem numer jeden. O świętych tekstach rozmawiał z Palestyńczykami, a w Hiszpanii poznał, czym jest europejski terroryzm ETA. Autor nie ograniczył się tylko do nielegalnych ugrupowań – w tym niezwykłym dziele pokazał, co znaczy prawdziwy terroryzm państwowy w wydaniu kambodżańskim czy algierskim. Jednak nie jest to tylko subiektywne spojrzenie na ludzi określanych mianem terrorystów. Rees rozmawia także z tymi, którzy stracili całe rodziny czy przyjaciół w atakach bojowników. Dodatkowo pozwala również wypowiedzieć się stronie najsilniej zaangażowanej w walkę z terrorystami. W całej swej podróży przez świat terrorystów autor nie ocenia rozmówców. Opisuje ich zwyczaje, wygląd czy sposób wymowy, pozostawiając ocenę ich czynów czytelnikowi. Sam Rees ma rzadki dar empatii i charyzmy. Niezależnie, czy musi przedzierać się przez okopy czy dżunglę, zawsze wie, z kim ma rozmawiać. Dostraja swoje zachodnie maniery do kultury środowiska, w którym akurat przebywa. Doceniając otwartość swych rozmówców, pokazuje ich od strony, której mieszkańcy zachodu nie zobaczą nigdy. Przez lata dziennikarskiej praktyki autor stworzył siatkę informatorów i teraz wykorzystał ją, by dotrzeć do swych rozmówców. Stając naprzeciw uzbrojonych bojowników, słynących z zabijania bez skrupułów obcokrajowców, zachowuje zimną krew. W swych opisach pokazuje czytelnikowi, jak duży ciężar psychiczny niesie ze sobą zawód dziennikarza. Pisząc tę książkę, mimowolnie stał się także oskarżycielem świata Zachodu, ciemiężyciela prostych ludzi, którzy różnią się religią, językiem czy wyglądem. Obłuda państw, nazywających siebie cywilizowanymi, daje świadectwo, jak bardzo jesteśmy zamknięci w schematycznej bańce poglądów. Rees pozwala nam tę bańkę rozbić i wprowadza nas w stan głębokiego zastanowienia nad istotą terroryzmu. Daje okazję do przemyślenia, czy przypadkiem partyzanci z okresu II wojny światowej nie byli terrorystami. Zmusza czytelnika do stawiania sobie pytań i szukania odpowiedzi – według przekonań, sumienia i moralności. Język, jakim autor się posługuje, nie pozostawia wątpliwości, że to książka dla każdego czytelnika. Wyniosłe teorie wprost z opasłych tomów encyklopedii politologicznych zastąpił prostym językiem trafiającym do każdego – wystarczy, by czytelnik co nieco wiedział o świecie, a zrozumie problemy przedstawione w publikacji bez większych trudności. Opisy autora są na tyle barwne, że czytając „Kolację z terrorystą” ma się wrażenie przebywania tuż obok rozmówców. Autor przedstawia też fakty i liczby, które są uzupełnieniem rozmów. W publikacji znajdziemy kolorowe ilustracje, mapy ukazujące obszary działań ugrupowań, z których członkami rozmawia Rees oraz słowniczek podstawowych pojęć, co znacznie ułatwia czytanie. Wydawnictwo Universitas wydało książkę w miękkiej oprawie, lecz dobre klejenie raczej nie pozostawi jej w kawałkach już po kilku czytaniach. Warto też zauważyć, że ilustracja na okładce polskiej edycji jest bardziej minimalistyczna niż ta na wydaniu oryginalnym – w moim przekonaniu jest też wymowniejsza i ładniejsza. Zapewne niejeden dziennikarz chciałby tak jak Rees usiąść do kolacji z tak znanymi i jednocześnie znienawidzonymi ludźmi. Dziś to już raczej niemożliwe ze względu na inwigilację dziennikarzy oraz na fakt zmuszania ich do ujawniania informatorów. Ta książka pozwoli choć częściowo zagłębić się w tajemniczy i niebezpieczny świat ludzi zwanych terrorystami. Dla każdego czytelnika jej lektura będzie przyjemnością i jednocześnie emocjonalno-intelektualną podróżą. Recenzja: http://histmag.org/Phil-Rees-Kolacja-z-terrorysta.-Spotkania-z-najbardziej-poszukiwanymi-bojownikami-na-swiecie-recenzja-5401
Arathi - awatar Arathi
ocenił na810 lat temu

Cytaty z książki Hegemon. Droga Chin do dominacji

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Hegemon. Droga Chin do dominacji