
św. Faustyna Kowalska
Siostra Maria Faustyna Kowalska, znana dziś w całym świecie apostołka Miłosierdzia Bożego, zaliczana jest przez teologów do grona wybitnych mistyków Kościoła.
Helena Kowalska urodziła się 25 sierpnia 1905, jako trzecie z dziesięciorga dzieci Stanisława Kowalskiego i Marianny z domu Babel, rolników ze wsi Głogowiec. Dwa dni później została ochrzczona przez ks. Józefa Chodyńskiego w kościele świętego Kazimierza w Świnicach Warckich. Jej rodzicami chrzestnymi byli Konstanty Bednarek i Marianna Szewczyk. W wieku siedmiu lat po raz pierwszy odczuła powołanie do życia zakonnego. W 1914 przyjęła I Komunię Świętą. Dwa lata później rozpoczęła naukę w szkole podstawowej w Świnicach Warckich. Po ukończeniu trzech klas musiała zrezygnować z dalszej edukacji, aby zwolnić miejsce młodszym dzieciom. W szesnastym roku życia podjęła pracę u Leokadii i Kazimierza Bryszewskich w Aleksandrowie Łódzkim. Prowadziła dom i opiekowała się ich synem. Po roku służby wyjawiła rodzicom zamiar wstąpienia do zakonu. Dwukrotnie spotkała się ze stanowczą odmową. Na jesieni wyjechała do Łodzi, gdzie zamieszkała u ciotecznego brata swojego ojca, Michała Rapackiego, zarabiając jako służąca u tercjarek franciszkańskich. Od lutego 1923 pomagała w prowadzeniu domu Marcjanny Sadowskiej, właścicielki sklepu z artykułami spożywczymi przy ul. Abramowskiego 29 w Łodzi. W 1924, podczas zabawy tanecznej w łódzkim parku "Wenecja" doznała widzenia umęczonego Jezusa, który miał jej wydać polecenie wstąpienia do zakonu. Bez zgody rodziców udała się do Warszawy. Zatrzymała się w Ostrówku, gdzie do 1925 pracowała u Aldony i Samuela Lipszyców, znajomych ks. Jakuba Dąbrowskiego, proboszcza parafii św. Jakuba w Warszawie. Helena dojeżdżała do stolicy, aby znaleźć zgromadzenie, które chciałoby ją przyjąć. Wielokrotnie spotykała się z odmową. Ostatecznie przełożona warszawskiego domu Zgromadzenia Sióstr Matki Bożej Miłosierdzia, matka Michaela Moraczewska, wyraziła chęć przyjęcia jej do zakonu, wskazując jednak, że warunkiem niezbędnym do stania się członkiem wspólnoty jest wpłata posagu. Helena Kowalska przez kolejny rok opiekowała się dziećmi Lipszyców, zarabiając w ten sposób na wyprawkę. 1 sierpnia 1925, mając wymaganą kwotę, wstąpiła do Zgromadzenia Sióstr Matki Bożej Miłosierdzia i rozpoczęła postulat. W klasztorze pełniła obowiązki kucharki, ogrodniczki i furtianki. W sierpniu tego samego roku, wyjechała do willi letniskowej Zgromadzenia w Skolimowie. Podczas pierwszego etapu jej życia klasztornego mistrzynią postulatu była m. Janina Olga Bartkiewicz. Ostatnie miesiące postulatu odbyła pod kierunkiem m. Małgorzaty Gimbutt w domu nowicjatu w Józefowie pod Krakowem (obecne Łagiewniki),dokąd przyjechała 23 stycznia 1926. 0 kwietnia 1926 uczestniczyła w obłóczynach. Przyjęła czarno-biały habit oraz imię Maria Faustyna. Swój dwuletni nowicjat w charakterze Siostry rozpoczęła pod kierunkiem Marii Józefy Brzozy. 30 kwietnia 1928 złożyła pierwsze śluby zakonne (czystości, ubóstwa i posłuszeństwa),składane na rok i ponawiane każdego roku, aż do czasu złożenia wieczystej profesji. Uroczystościom przewodniczył bp Stanisław Rospond. Do klasztoru w Łagiewnikach przyjechali też rodzice siostry Faustyny. W czerwcu 1929, po pobycie w Wilnie i w warszawskim domu na ul. Żytniej, zamieszkała w nowo powstającym klasztorze na Grochowie, przy ul. Hetmańskiej. Rok później przyjechała do Płocka, gdzie w domu klasztornym przy Starym Rynku przebywała ponad dwa lata, wykonując obowiązki sprzedawczyni w sklepie piekarniczym. Przez kolejne lata wyjeżdżała pracować m.in. do Kiekrza i Białej. 1 grudnia 1931 Faustyna rozpoczęła III probację pod kierunkiem m. Małgorzaty Gimbutt. Dwa lata później udała się do Krakowa, gdzie 1 maja 1933 złożyła śluby wieczyste. Ceremoniom przewodniczył bp Stanisław Rospond. 27 maja 1933 wyjechała do Wilna, przebywając tam z przerwami do 1936. Zajmowała się tam przyklasztornym ogrodem. 21 marca 1936 Maria Faustyna Kowalska została przeniesiona z domu zgromadzenia w Wilnie do Walendowa, a po kliku tygodniach do Derd. Na ostatnie miejsce przeprowadzki wyznaczono jej dom w Krakowie, dokąd przyjechała 11 maja 1936 i przebywała aż do śmierci.
Na polecenie jednego ze swoich spowiedników, ks. Michała Sopoćki, Faustyna zaczęła prowadzić szczegółowy zapis swoich przeżyć, znany potem jako Dzienniczek. Opisywała w nim cierpienia i przeciwności, stany mistyczne jakich doznawała, przede wszystkim liczne wizje i objawienia. Dotyczyły one między innymi namalowania obrazu Jezu ufam Tobie (do którego Jezus miał dać szczegółowe wskazówki),modlitw Koronki do Miłosierdzia Bożego i Godziny Miłosierdzia ustanowienia święta Miłosierdzia Bożego (w pierwszą niedzielę po Wielkanocy),szerzenia czci Miłosierdzia i obietnic z nim związanych, oraz powołania do życia nowego "zgromadzenia", czyli takiego dzieła w Kościele, które by podjęło zadanie wypraszania miłosierdzia dla świata (Apostolski Ruch Bożego Miłosierdzia). Zapisała również polecenie Jezusa Chrystusa żądającego, by zostało założone nowe zgromadzenie głoszące na cały świat kult Miłosierdzia Bożego. Zgromadzenie to miało również zrzeszać wszystkich świeckich wiernych kościoła katolickiego. Nakaz ten urzeczywistnił się wraz z powołaniem do życia Zgromadzenia Sióstr Jezusa Miłosiernego i powołaniem świeckiego Apostolskiego Ruchu Bożego Miłosierdzia. Objawienia, których doznała święta, dotyczyły przede wszystkim roli Miłosierdzia Bożego w życiu duchowym człowieka oraz szerzenia kultu tego przymiotu. Jezus uczynił Faustynę swoją sekretarką, której misją było przekazanie światu prawdy o jego miłości. Z zapisków wynika, że Miłosierdzie jest największym z boskich przymiotów, będącym zwieńczeniem dzieł Boga-Stworzyciela. Jest ono powszechne, nieograniczone i dostępne dla wszystkich ludzi, w sposób szczególny dla grzeszników. Chrystus zalecał bezgraniczne zaufanie boskiej miłości, przez co człowiek ma osiągać mistyczną doskonałość. Opisała również otrzymane dary bilokacji, stygmatów ukrytych, czytania w duszach ludzkich, proroctwa, mistycznych zrękowin i zaślubin. Miała doznawać ataków sił nadprzyrodzonych. Według "Dzienniczka" 22 lutego 1931 miała wizję Jezusa, który kazał jej namalować obraz Miłosierdzia Bożego. Kolejne widzenie dotyczyło ustanowienia Święta Miłosierdzia Bożego, obchodzonego w pierwszą niedzielę po Wielkanocy. W listopadzie 1932, podczas rekolekcyjnej spowiedzi u o. Edmunda Eltera SJ, otrzymała pierwsze potwierdzenie nadprzyrodzonego pochodzenia objawień. W czerwcu 1933, spotkała swojego duchowego powiernika, ks. Michała Sopoćko, późniejszego błogosławionego Kościoła katolickiego. W czasie pobytu w Wilnie, 2 stycznia 1934 wraz z przełożoną m. Ireną Krzyżanowską odwiedziła malarza Eugeniusza Kazimirowskiego, który namalował obraz Miłosierdzia Bożego (Jezusa Miłosiernego) sugerując się wskazówkami. Według relacji świętej, wizerunek nie oddawał piękna postaci widzianej w wizjach. W 1935 wizerunek przez trzy dni był wystawiony w krużgankach kaplicy ostrobramskiej, z okazji 1900. rocznicy męczeńskiej śmierci Chrystusa. W maju 1935 Faustyna doznała widzenia, w którym Jezus zażądał uformowania zgromadzenia, wzorowanego na jego życiu i głoszącego ideę boskiej miłości. 13-14 września 1935 podyktował jej modlitwę zwaną Koronką do Miłosierdzia Bożego. Według zapisków świętej, ludziom odmawiającym tę modlitwę obiecał dostąpienia łask, takich jak śmierć w stanie łaski uświęcającej i nawrócenia grzeszników. Chrystus miał także polecić odmawianie koronki po wejściu do kościoła oraz dziewięć dni przed świętem Miłosierdzia Bożego (cykl ten nazywany jest nowenną do Miłosierdzia Bożego). 8 stycznia 1936 Maria Faustyna Kowalska odbyła prywatną audiencję u metropolity wileńskiego, Romualda Jałbrzykowskiego. Podczas niej radziła się go w sprawie założenia nowego zgromadzenia. Metropolita polecił jej pozostać w Zgromadzeniu Sióstr Matki Bożej Miłosierdzia.
Faustyna Kowalska przewlekle chorowała na gruźlicę płuc i przewodu pokarmowego, która początkowo była całkowicie nierozpoznawalna. We wrześniu 1936 i w kwietniu 1938 została wysłana do szpitala chorób zakaźnych na Prądniku. 14 kwietnia 1937 doznała cudownego uzdrowienia. Ostatecznie wróciła do stanu zdrowia sprzed cudu, traktując chorobę jako zadośćuczynienie za grzechy i spełnianie woli Boga. Faustyna odbyła kurację w uzdrowisku Rabka-Zdrój. Ze względu na komplikacje zdrowotne przestała zajmować się ogrodem. Pełniła obowiązki furtianki. Zmarła 5 października 1938 o godzinie 22:45, do ostatniej chwili zachowując świadomość. Przy jej śmierci obecne były s. Amelia Socha i s. Eufemia Traczyńska. 7 października 1938 odbył się pogrzeb Faustyny. Mszę świętą odprawił o. Władysław Wojtoń SJ oraz o. Tadeusz Chabrowski SJ. Na uroczystości nie był obecny nikt z rodziny, gdyż zmarła nie chciała narażać ich na koszty podróży. Została pochowana w grobowcu na cmentarzu zakonnym w Łagiewnikach. 25 listopada 1966 jej szczątki przeniesiono do kaplicy klasztornej. W 1968 kaplica ze względu na grób Sługi Bożej została wpisana na listę sanktuariów archidiecezji krakowskiej. Do beatyfikacji relikwie spoczywały w naturalnych rozmiarach trumnie. Obecnie znajdują się w sarkofagu na ołtarzu, pod słynącym łaskami obrazem Jezu ufam Tobie, namalowanym przez Adolfa Hyłę. Relikwiarz został odsłonięty w dzień beatyfikacji zakonnicy, 18 kwietnia 1993.
Zobacz stronę autora
OPINIE i DYSKUSJE o książce Dzienniczek. Miłosierdzie Boże w duszy mojej.
Książka dzienniczek Miłosierdzie Boże w duszy mojej to bardzo wartościowa i dobra książka duchowa która poprzez objawienia zakonnicy czyli ukazywanie się jej Pana Jezusa skłania do refleksji przemiany siebie uczymy modlitwy i pokory, książka Opisuje osobiste przeżycia siostry Faustyny. polecam gorąco
Książka dzienniczek Miłosierdzie Boże w duszy mojej to bardzo wartościowa i dobra książka duchowa która poprzez objawienia zakonnicy czyli ukazywanie się jej Pana Jezusa skłania do refleksji przemiany siebie uczymy modlitwy i pokory, książka Opisuje osobiste przeżycia siostry Faustyny. polecam gorąco
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKsiążka jest bardzo dobra - dla katolików, a zwłaszcza myślę że dla osób cierpiących i osób poszukujących duchowości. Skuteczna odtrutka na współczesny nurt "psychologizowania" religii, choć jeśli ktoś zacznie "psychologizować" w trakcie lektury, zapewne odrzuci to totalnie.
Zaletami książki jest jej stosunkowa przystępność - biorąc pod uwagę tematykę, czyli teologiczne rozważania i mistyczne przeżycia - i forma. Forma krótkich w większości paragrafów sprawi, że każdy może dostosować tempo i ilość przyswajanych treści do chęci i możliwości.
Układ graficzny powinien pokazywać i przypominać czytelnikowi, że inicjatorem i współautorem "Dzienniczka" jest Jezus Chrystus. W środku książki znajdziemy wiele wypowiedzi Boga, które Faustyna podkreślała i wyszczególniła. Kto więc czuje się zmęczony śledzeniem rozważań samej siostry zakonnej, może skupić swoją uwagę wyłącznie na fragmentach, w których pojawia się przesłanie Pana Jezusa. Przesłanie to można streścić następująco - nie bój się zaczerpnąć z głębin Miłosierdzia Bożego, dopóki jest ku temu czas! Kto nie zechce Miłosierdzia, tego spotka Sprawiedliwość Boża...
Faustyna dotyka zarówno wzniosłych wizji mistycznych i głębin jej życia wewnętrznego, które próbuje oddać swoim piórem, jak i opisuje zdarzenia z życia codziennego w klasztorze. Lektura może być pożyteczna zwłaszcza dla osób wrażliwych i pełnych rozterek wewnętrznych, ponieważ życie świętej było pełne niepewności co do przeżywanych stanów i wątpliwości co do własnych sił.
Książkę powinni też przeczytać wszyscy, którzy coś tam słyszeli o świętej i Miłosierdziu Bożym, ale może są zniechęceni. Są bowiem takie kręgi, które w obliczu kryzysu Kościoła do wszystkiego co zatwierdzone przez posoborowych papieży podchodzą jak do jeża. Jeśli jednak przeczytają i przeżyją tę przygodę ducha jaka rozgrywa się kartach "Dzienniczka", wyczują szczerą katolicką duchowość.
(Zapewne, nawet i kult Miłosierdzia Bożego próbuje przeciwnik wykorzystać w taki sposób, by z jednej strony zniechęcać, a z drugiej zachęcać do grzeszenia. Nie taka jest jednak duchowość Faustyny i nie takie przesłanie Dzienniczka).
Nie ma co kręcić nosem, że Pan Jezus jest tu "nie taki"... Warto zastanowić się nad tym, że nawet każda Ewangelia ma swoja specyfikę i obraz Chrystusa może być nieco inny. Bóg jako najlepszy ze znawców duszy przed każdym odkrywa się takim, jakim go dusza najpełniej pokochać może... takim się w "Dzienniczku" pokazał Faustynie i przez nią grzesznikom XX i XXI wieku. Kochającym i cierpiącym z powodu niewdzięczności ludzkiej, ale także królewskim, dostojnym.
Do lektury należy zabierać się nie w duchu krytykanctwa, ale pokory.... i modlitwy.
Św. Faustyno, módl się za nami!
Jeu, Synu Dawida, miej litość nad nami grzesznikami!
Książka jest bardzo dobra - dla katolików, a zwłaszcza myślę że dla osób cierpiących i osób poszukujących duchowości. Skuteczna odtrutka na współczesny nurt "psychologizowania" religii, choć jeśli ktoś zacznie "psychologizować" w trakcie lektury, zapewne odrzuci to totalnie.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toZaletami książki jest jej stosunkowa przystępność - biorąc pod uwagę tematykę, czyli teologiczne...
Jako studium przypadku osoby z określonymi problemami natury psychicznej - owszem. Jako "wzór" - zdecydowanie może wkraczać na niebezpieczny ląd (gloryfikacja cierpienia, ból - wyznacznik miłości i oddania). Momentami odnosi się wrażenie, że autorka mija się z przekazem biblijnym, co tworzy pewną niespójność u czytelnika, który szuka w tym tekście autentycznego duchowego drogowskazu.
A tak osobiście - zupełnie nie rozumiem fenomenu tego tekstu. Trudny do przebrnięcia. Pozostawia... sporo niepokoju.
Jako studium przypadku osoby z określonymi problemami natury psychicznej - owszem. Jako "wzór" - zdecydowanie może wkraczać na niebezpieczny ląd (gloryfikacja cierpienia, ból - wyznacznik miłości i oddania). Momentami odnosi się wrażenie, że autorka mija się z przekazem biblijnym, co tworzy pewną niespójność u czytelnika, który szuka w tym tekście autentycznego duchowego...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toCzytałem wielokrotnie, po prostu...
Czytałem wielokrotnie, po prostu...
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to„Dzienniczek. Miłosierdzie Boże w duszy mojej” napisany przez siostrę Faustynę Kowalską wedle mojej najlepszej wiedzy jest najbardziej rozpowszechnioną na świecie książką wydaną przez polskiego autora (autorkę),wobec czego ową „sekretarkę Miłosierdzia Bożego” możemy uznać za najbardziej poczytną Polkę. Z tego powodu, pomimo podzielanych, czy niepodzielanych przekonań wypada ten dziennik przynajmniej przejrzeć. W trakcie lektury czytelnik/czytelniczka zapoznaje się nie tylko z głównym przesłaniem „Dzienniczka”, mowa o kulcie Miłosierdzia Bożego, ale również może prześledzić wzrost życia duchowego autorki, jej relację z Jezusem, a także zapoznać się z utrwalonymi tam wieloma dygresjami na temat złośliwości i cierpień, z którymi zmagała się siostra Faustyna, wizjami poszczególnych świętych (np. św. Barbara),przedstawieniami ataków sił nieczystych, czy opisami momentu śmierci bliżej nieprzedstawionych osób (dość osobliwe jest świadectwo zamieszczone pod datą 12 maja 1935 r. – dzień, w którym umarł J. Piłsudski). Przy okazji warto zwrócić uwagę na biografię samej siostry Faustyny, która prezentuje się dość skromnie w porównaniu z odniesionym sukcesem wydawniczym. „Dzienniczek. Miłosierdzie Boże w duszy mojej” może okazać się owocną lekturą, w szczególności dla osób wierzących. Jest to niewątpliwie arcydzieło literatury mariologicznej i mistycznej.
„Dzienniczek. Miłosierdzie Boże w duszy mojej” napisany przez siostrę Faustynę Kowalską wedle mojej najlepszej wiedzy jest najbardziej rozpowszechnioną na świecie książką wydaną przez polskiego autora (autorkę),wobec czego ową „sekretarkę Miłosierdzia Bożego” możemy uznać za najbardziej poczytną Polkę. Z tego powodu, pomimo podzielanych, czy niepodzielanych przekonań...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to„Teurgia nawiedzonej szamanki”.
albo
„Sadystyczny bóg histeryczek”.
Wrażliwych fanatyków ortodoksyjnego katolicyzmu (którzy najczęściej sami nie wiedzą w co wierzą) z góry przepraszam, ale mam głęboki szacunek do prawdy, i trzeba ją powiedzieć: spore połacie „Dzienniczka” są rażąco sprzeczne z treścią Pisma Świętego i nauką Kościoła.
Ubóstwienie cierpienia, idolatria, fetyszyzm, teurgia.
Jeśli tylko nie założymy z góry świętości i nadprzyrodzonej interwencji bożej, będziemy w stanie dostrzec wskazówki, które pozwolą spojrzeć na Faustynę Kowalską nieco rozsądniej.
Tak jak w przypadku Gemmy Galgani, otoczenie siostry Faustyny również nie wierzyło w cudowność wizji i tego, co się w siostrze i wokół niej działo. Zresztą, ona sama potrafiła przyznać, że jej widzenia są „wewnętrzne” („Widzenia moje są czysto wewnętrzne, ale więcej je rozumiem, a za to mniej umiem w słowach wypowiedzieć”),co tłumaczy dlaczego niszczone przez „szatanów” przedmioty po chwili okazywały się nienaruszone, a po stygmatach i potwornych cierpieniach fizycznych nie było śladu.
Przełożona i spowiednicy przestrzegali ją przed iluzjami. „Dziwaczko, histeryczko, wizjonerko” – zwracały się do niej siostry zakonne – „Odrzuć te wszystkie złudzenia”; „Matka X przecież ci wyraźnie powiedziała, że to całe obcowanie z Panem Jezusem jest marzycielstwem, czystą histerią i po cóż masz mówić o tym spowiednikowi temu? Lepiej zrobisz, jeżeli to wszystko odrzucisz jako złudzenie. Patrz, tyle cię upokorzeń już spotkało i wiele cię jeszcze czeka, a Siostry wiedza o tym, że jesteś histeryczką”. Pojawiały się również zarzuty pychy: „Mniejsza o to, że się nieraz spotkam ze zdaniem, jakobym była pyszna, ale przecież wiem, że sąd ludzki nie dostrzega pobudek działania”. I zarzutom o pysze nie ma co się dziwić, skoro Jezus rzekomo zwracał się do niej takimi słowami: „Przygotujesz świat na ponowne przyjście moje”, „Dla ciebie błogosławię ziemię”.
„A kiedy się zapytałam – Siostro, a co lekarz powiedział na te boleści, odpowiedziała mi, że nic nie powiedział, że to nic nie jest. Powiedział, że chora fochy stawia i odeszła”.
– Ślepy fanatyk automatycznie założy, że to duchowe („cudowne”?) cierpienia niezrozumiałe dla nauki. Osoba rozsądna dopuści możliwość bólów urojonych.
Odnoszę wrażenie, że psychiatria mogłaby rozpoznać nową jednostkę chorobową, w której pacjent, aby poradzić sobie ze swoimi cierpieniami i chorobami, przesadnie nadaje im taki sens, że każda ich sekunda przekłada się na niewyobrażalne dobra dla ludzkości.
Tak jak u innych histerycznych cierpiętnic, Jezus przychodzi i zsyła na delikwentkę cierpienia w zamian za zbawianie dusz, nawracanie żyjących oraz powstrzymywanie ich przed popełnianiem grzechów. „Nie za pomyślność w pracy, ale za cierpienie nagradzam”.
Sadystyczno-masochistyczne wątki są dużo bardziej rozproszone w treści, niż u Gemmy Galgani, dlatego mniej niestrawne. Cierpienia siostry Faustyny pozwalały też dostrajać wolę ludzi do woli Bożej – wydawało mi się, że to człowiek w swojej wolności powinien sam o to zabiegać.
„I powiedział mi Pan: dziecię Moje, najwięcej Mi się podobasz przez cierpienie. W cierpieniach swoich fizycznych czy też moralnych – córko Moja, nie szukaj współczucia u stworzeń. Chcę, aby woń cierpień twoich była czysta, bez żadnych przymieszek. Żądam, żebyś się nie tylko oderwała od stworzeń, ale i sama od siebie. Córko Moja, chcę się napawać miłością serca twego – miłością czystą, dziewiczą, - nieskalaną, bez żadnego przyćmienia. Córko Moja, im więcej ukochasz cierpienie, tym miłość twoja ku Mnie będzie czystsza”.
„Wyniszczyć się na rzecz dusz nieśmiertelnych to korzyść dla mnie”.
„Nigdy nie jestem szczęśliwsza w ten czas, gdy cierpię dla Jezusa”.
„Gdy nie cierpimy, to miłość nasza nigdy nie jest ani wielka, ani czysta”.
„Prawdziwą miłość mierzy się termometrem cierpień”.
„Dla duszy nie ma nic lepszego jak upokorzenie”.
„Milsze mi są z woli Bożej udręki, cierpienia, prześladowania i różnego rodzaju przeciwności, aniżeli z woli własnej powodzenia, pochwały i uznania”.
Ponadto w wizjach Faustyny Jezus nakazuje czczenie słynnego obrazu z dwoma promieniami światła wychodzącymi z serca, oraz zapowiada, że poprzez ten obraz będzie dokonywał cudów i uzdrowień. „Obiecuję, że dusza, która czcić będzie ten obraz, nie zginie”. Powrót do idolatrii i fetyszyzmu?! Jezus ucieka się nawet do szantażu: „Nagle ujrzałam Pana, Który mi powiedział: wiedz o tym, że jeżeli zaniedbasz sprawę malowania tego obrazu i całego dzieła miłosierdzia, odpowiesz za wielka liczbę dusz w dzień sądu”. Parafrazując: Maluj obraz podła nędzo, albo strącę te dusze do Jeziora Ognia i Siarki!
„Wewnętrznie w głębi mej duszy poznałam, jak straszny jest grzech, chociażby, najmniejszy, i bardzo dręczył duszę Jezusa. Wolałabym tysiąc piekieł cierpieć, niż popełnić chociażby najmniejszy grzech powszedni”.
– Warto przypomnieć, że w ortodoksji już namiętne myśli o kobiecie/mężczyźnie, które nie mają nic wspólnego z prokreacją, są grzechem powszednim. Mamy rozumieć, że Jezus jest tak zadręczany tym, że mamy takie myśli, że aby mu ulżyć, lepiej byłoby dla nas przecierpieć tysiąc piekieł (a piekła przecież są ostatecznym cierpieniem, od którego większego nie da się pomyśleć)? Warto przypomnieć, że dobra praktyka spowiednicza mówi o tym, że z grzechów powszednich nie powinniśmy się spowiadać – bo są powszednie (zwykłe, codzienne, nieustannie powtarzające się) i powiązane z upadłą naturą. Nierozsądnie mieć pretensje do człowieka, że robi coś, co jest typowe dla jego stanu natury, na który nie ma wpływu.
Do tego okazuje się, że kilkukrotnie siostra Faustyna modlitwami wywoływała deszcze i powstrzymywała burze!
U kresu życia, gdy św. Faustyna często chorowała, siostry zakonne życzyły jej szybkiej śmierci, aby jak najszybciej mogła je wspierać z Nieba. Nie po to, by ulżyć jej cierpieniom, lecz egoistycznie, by JUŻ upraszała dla nich łask u Boga.
Kończąc muszę przypomnieć, że Jezus nie chciał cierpieć: Łk 22, 42 „Ojcze, jeśli to możliwe, oddal ode mnie ten kielich. Jednak nie moja wola, lecz twoja niech się stanie”;
a także nakaz miłości bliźniego – św. Faustyna nie lubiła towarzystwa i nie umiała z nikim rozmawiać (trudno się dziwić, jeśli ktoś opowiada tylko o Jezusie i o swoich wizjach).
Bardzo dużo tu powtórzeń – nie wiem jak dałem radę przebrnąć przez całość, nawet w audio. Chciałem dać 2/10 żeby zaznaczyć, że istnieją znacznie gorsze pozycje tego typu („Głębie duszy czyli Święta Gemma Galgani”),ale jeśli to ma być jedyna zaleta?
Odnoszę wrażenie, że „Dzienniczek” był jedną z inspiracji dla fali nawiedzonych kanałów na YT, gdzie można codziennie posłuchać bezpośrednich przekazów od „Tatusia” i „Mamusi” (Pana Boga i Marii) o teraźniejszości i przyszłości, które styl mają bardzo podobny do siostry Faustyny („Kochane dziateczki moje, kocham was wszystkich i zachowuję w mym miłosiernym sercu. Módlcie się, bo Szatan wtargnął do Kościoła…").
--------------------------
Przykład "Nocy ciemnej" pokrywający się z naukami św. Jana od Krzyża:
Dz 77-78
„Nieraz całą Mszę św. walczyłam z myślami bluźnierczymi, które się cisnęły na usta moje. Odczuwałam niechęć do Sakramentów św. zdawało mi się, że nie odnośże żadnych pożytków, jakie dają Sakramenta święte. Przystępowałam tylko z posłuszeństwa spowiednikowi i to ślepe posłuszeństwo było dla mnie jedyną drogą po której iść miałam i deską ratunku. Kiedy mi kapłan tłumaczył, że to są doświadczenia Boże i że – w tym stanie, w jakim jesteś, nie tylko nie obrażasz Boga, ale jesteś Mu bardzo miła, to jest znak, że cię Bóg niezmiernie miłuje i że ci bardzo ufa, że cię takimi doświadczeniami nawiedza. – Jednak nic mnie te słowa nie pocieszały, zdawało mi się, że one dale się do mnie nie stosują. Jedna rzecz mnie dziwiła, że się nieraz zdarzało, kiedy strasznie cierpiałam, to z chwilą kiedy się zbliżałam do spowiedzi św. naraz ustępowały mi te straszne udręki, jednak jak się oddaliłam od kratki, wszystkie te udręki uderzały na mnie jeszcze z większą zaciekłością. Wtenczas padałam twarzą na ziemię przed Najświętszym Sakramentem i powtarzałam te słowa: chociaż byś mnie zabił, ja Ci ufać będę. Jedna najstraszniejsza dla mnie myśl była, to ta, że jestem od Boga odrzucona. A później następowały inne myśli. –Po cóż się starać o cnoty i dobre uczynki? –Po cóż się umartwiać i wyniszczać? – Po cóż składać śluby? – Po cóż się modlić? –Po cóż się poświęcać i wyniszczać? – Po cóż czynić ofiarę z siebie na kaczym kroku? – Po cóż – jeżeli jestem przez Boga odrzucona? – Po cóż te wysiłki? – I tu jeden Bóg wie, co się działo w sercu moim. Kiedy tak strasznie byłam ścieniona tymi cierpieniami, weszłam do kaplicy i powiedziałam z głębi duszy te słowa: czyń ze mną, o Jezu, co ci się podoba. Ja ciebie wszędzie uwielbiać będę. I niech się stanie wszystka wola Twoja we mnie, o Panie i Boże mój, a ja wysławiać będę nieskończone Miłosierdzie Twoje. Przez ten akt poddania ustąpiły te straszne udręki. Wtem ujrzałam Jezusa, który mi rzekł: Ja zawsze jestem w sercu twoim. Niepojęta radość przeniknęła duszę moją i napełniła wielką miłością Bożą, którą zapaliło się biedne serce moje. Wiedzę, ze Bóg nigdy nie dopuści ponad to, co możemy znieść. O, nie lękam się niczego, jeżeli zsyła na duszę udręczenia wielkie, to deszcze większą wspiera łaska, chociaż jej wcale nie spostrzegamy. Jeden akt ufności w takich chwilach, oddaje Bogu więcej chwały, niż wiele godzin przepędzonych na pociechach w modlitwie. Widzę teraz, że jak Bóg chce duszę trzymać w ciemności, to nie oświeci jej ani żadna książka, ani spowiednik”.
"741. ANIOŁ ZAPROWADZIŁ ŚW. FAUSTYNĘ DO PIEKŁA
Dziś byłam w przepaściach piekła, wprowadzona przez Anioła. Jest to miejsce wielkiej kaźni, jakiż jest obszar jego strasznie wielki. Rodzaje mąk, które widziałam: pierwszą męką, która stanowi piekło, jest utrata Boga; drugie - ustawiczny wyrzut sumienia; trzecie - nigdy się już ten los nie zmieni; czwarta męka - jest ogień, który będzie przenikał duszę, ale nie zniszczy jej, jest to straszna męka, jest to ogień czysto duchowy, zapalony gniewem Bożym; piąta męka - jest ustawiczna ciemność, straszny zapach duszący, a chociaż jest ciemność; widzą się wzajemnie szatani i potępione dusze, i widzą wszystko zło innych i swoje; szósta męka jest ustawiczne, towarzystwo szatana; siódma męka - jest straszna
rozpacz, nienawiść Boga, złorzeczenia, przekleństwa, bluźnierstwa. Są to męki, które wszyscy potępieni cierpią razem, ale to jest nie koniec mąk, są męki dla dusz poszczególne, które są męki zmysłów, każda dusza czym grzeszyła, tym jest dręczona w straszny, i nie do opisania sposób. Są straszne lochy, otchłanie kaźni, gdzie jedna męka odróżnia się od drugiej; umarłabym na ten widok tych strasznych mąk, gdyby mnie nie utrzymywała wszechmoc Boża. Niech grzesznik wie, jakim zmysłem grzeszy, takim dręczony będzie przez wieczność całą; piszę o tym z rozkazu Bożego, aby żadna dusza nie wymawiała się, że nie ma piekła, albo tym, że nikt tam nie był i nie wie jako tam jest.
Ja, Siostra Faustyna, z rozkazu Bożego byłam w przepaściach piekła na to, aby mówić duszom i świadczyć, że piekło jest. O tym teraz mówić nie mogę, mam rozkaz od Boga, abym to zostawiła na piśmie. Szatani mieli do mnie wielką nienawiść, ale z rozkazu Bożego, musieli mi być posłuszni. To com napisała, jest słabym cieniem rzeczy, które widziałam. Jedno zauważyłam, że tam jest najwięcej dusz, które nie dowierzały, że jest piekło. Kiedy przyszłam do siebie, nie mogłam ochłonąć z przerażenia, jak strasznie tam cierpią dusze, toteż jeszcze się goręcej modlę o nawrócenie grzeszników, ustawicznie wzywam miłosierdzia Bożego dla nich. O mój Jezu, wolę do końca świata konać w największych katuszach, aniżeli bym miała Cię obrazić najmniejszym grzechem”.
(Św. Faustyna Kowalska w swoich wizjach odwiedziła również Niebo)
„Mały członek jest język, ale wielkie rzeczy czyni”.
- O ty zbreźnico ;)
„Teurgia nawiedzonej szamanki”.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toalbo
„Sadystyczny bóg histeryczek”.
Wrażliwych fanatyków ortodoksyjnego katolicyzmu (którzy najczęściej sami nie wiedzą w co wierzą) z góry przepraszam, ale mam głęboki szacunek do prawdy, i trzeba ją powiedzieć: spore połacie „Dzienniczka” są rażąco sprzeczne z treścią Pisma Świętego i nauką Kościoła.
Ubóstwienie cierpienia, idolatria,...
Świetna lektura duchowa, warta przeczytania dla każdego katolika. Początkowo czasami ciężko mi było przyzwyczaić się do narracji. Dawkowałam ją sobie powoli, czasami nawet po jednej stronie tylko. Na pewno przeczytam ją jeszcze raz za parę lat.
Świetna lektura duchowa, warta przeczytania dla każdego katolika. Początkowo czasami ciężko mi było przyzwyczaić się do narracji. Dawkowałam ją sobie powoli, czasami nawet po jednej stronie tylko. Na pewno przeczytam ją jeszcze raz za parę lat.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toDzienniczek siostry Faustyny Kowalskiej
Siostra niestety nie zdobyła wykształcenia, nie jest złotoustą pisarką - zdobyła chyba tylko podstawowe wykształcenie. Dlatego ciężko się to czyta - do mnie prosty język ciężko trafia. " Dowiemy się z dzienniczka, jak już ktoś powiedział: - jak Bóg nas kocha oraz jak ranimy Boga naszymi grzechami. Jestem przekonany, że siostra Faustyna była to jedna z najbardziej doniosłych świętych i dla mnie najważniejszych - niosących wielkie pocieszenie- i chociaż w pobożności przypomina dziecko i takim językiem często mówi, ale to z jakim zaparciem starała się o wolę Bożą, jaką modlimy się w modlitwie Ojcze nasz, a nie swoją, wywołało we mnie ogromne wrażenie - podziwiam! W tym nie była dzieckiem, a bardzo dojrzałą i odpowiedzialną, kochającą osobą. Mówiąc stylem dzienniczka: Otrzymywała światło Boże i je wypełniała. Bóg dał jej swoją moc, aby była w stanie dobro czynić. Miała ogromne wyczucie o czym nie należy mówić, a jeżeli mówiła to słowami na wskroś ludzkimi "O huraganie co ty robisz z łódką mojego serca?" str.524 Fragmenty które mi utkwiły w pamięci:
"W pewnym momencie widziałam szatana, który się spieszył i szukał kogoś pomiędzy siostrami, jednak nie znajdował. Uczułam w duszy natchnienie, aby mu rozkazać w imię Boga, aby mi wyznał, czego szuka pomiędzy siostrami. I wyznał, choć niechętnie, że: Szukam dusz próżnujących. Kiedy znowuż rozkazałam w imię Boże, aby wyznał, do jakich dusz w zakonie ma największy przystęp - i znów wyznał z niechęcią, że: Do dusz leniwych i próżnujących. Zauważyłam, że obecnie w tym domu takich dusz nie ma." str. 401-402
"Zrozumiałem, że wszelka dążność do doskonałości i cała swiętość jest [polega] na wypełnianiu woli Bożej [...] Otrzymać światło Boże, poznawać, czego Bóg od nas żąda, a nie czynić tego, jest wielką zniewagą majestatu Bożego. Dusza taka zasługuje, żeby ją Bóg opuścił zupełnie; jest podobna do Lucyfera, który miał wielkie światło, a nie pełnił woli Bożej" str 276 29 czerwca 1936.
Bóg jednak cieszy się każdym synem marnotrawnym, który powraca na dobrą drogę. Była osobą ogromnie współczującą grzesznikom, i za nich się modliła najgoręcej. a "Bóg ją wysłuchiwał ! i szczególnie wybrał", dziewczyna mówiła: "O jak dobrze podczas rozmowy wzywać Jezusa na pomoc" str 509. Przebaczenie, milość i miłosierdzie to największy przymiot Boga - o tym jest dzienniczek. Jest też o tym jakie powinniśmy mieć podejście do drugiego człowieka, do Komuni Świętej i do Boga.
"Jedno słowo duszy zjednoczonej z Bogiem więcej robi dobrego w duszach, aniżeli wymowne rozprawy i kazania duszy niedoskonałej" str537
"(...) nie zwracaj tak dużo uwagi na samo naczynie łaski, ale więcej na łaskę, którą ci podaję, bo naczynie nie zawsze ci się podoba a i łaski wtenczas szwankują." str.537
Dzienniczek siostry Faustyny Kowalskiej
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toSiostra niestety nie zdobyła wykształcenia, nie jest złotoustą pisarką - zdobyła chyba tylko podstawowe wykształcenie. Dlatego ciężko się to czyta - do mnie prosty język ciężko trafia. " Dowiemy się z dzienniczka, jak już ktoś powiedział: - jak Bóg nas kocha oraz jak ranimy Boga naszymi grzechami. Jestem przekonany, że siostra...
Długo się przygotowywałem do tej lektury. To nie jest książka po którą się sięga ot tak.
Przeleżała ponad rok na szafce obok łóżka. Brałem do ręki kolejne lektury i czekałem aż nadejdzie odpowiedni moment. A gdy przyszła ta chwila to stwierdziłem „przeczytam fragment, odłożę i za jakiś czas znowu trochę przeczytam itd.” Ale jak zacząłem to nie mogłem jej odłożyć.
To trudna lektura i jest z nią jak z grą w Jumanji:
„Strzeż się podróżniku. Nie zaczynaj jeśli nie chcesz skończyć…”
Nie wiem również czy wypada takie książki oceniać. Ale skoro już mam się tego podjąć to nie potrafię inaczej jak 10/10 i wiem, że to ocena wyjątkowo osobista.
Długo się przygotowywałem do tej lektury. To nie jest książka po którą się sięga ot tak.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPrzeleżała ponad rok na szafce obok łóżka. Brałem do ręki kolejne lektury i czekałem aż nadejdzie odpowiedni moment. A gdy przyszła ta chwila to stwierdziłem „przeczytam fragment, odłożę i za jakiś czas znowu trochę przeczytam itd.” Ale jak zacząłem to nie mogłem jej odłożyć.
To trudna...
Autor Listu do Hebrajczyków w 11. rozdziale pokazuje, że wiara była źródłem wszelkiego dobra, w jakim mieli udział bohaterowie biblijni. Greckie słowo πίστις (pistis) , którego używa, oznacza wierzyć, ale i ufać. Biblijne "wierzyć" to nie uznawać intelektualnie zbiór faktów, lecz ufać osobie, czyli wierzyć w kogoś i wierzyć komuś, ufać jego słowom. Prawdziwa sola fide, za Habakukiem i Pawłem : "a sprawiedliwy żyć będzie dzięki wierze." O tym właśnie mówi "Dzienniczek" – o prawdziwym życiu, które wypływa z wiary.
Autor Listu do Hebrajczyków w 11. rozdziale pokazuje, że wiara była źródłem wszelkiego dobra, w jakim mieli udział bohaterowie biblijni. Greckie słowo πίστις (pistis) , którego używa, oznacza wierzyć, ale i ufać. Biblijne "wierzyć" to nie uznawać intelektualnie zbiór faktów, lecz ufać osobie, czyli wierzyć w kogoś i wierzyć komuś, ufać jego słowom. Prawdziwa sola fide, za...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to