Krótkie dni

Okładka książki Krótkie dni autora Włodzimierz Paźniewski,
Okładka książki Krótkie dni
Włodzimierz Paźniewski Wydawnictwo: Państwowy Instytut Wydawniczy Seria: Polska Proza Współczesna literatura piękna
216 str. 3 godz. 36 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Seria:
Polska Proza Współczesna
Data wydania:
1983-02-02
Data 1. wyd. pol.:
1983-02-02
Liczba stron:
216
Czas czytania
3 godz. 36 min.
Język:
polski
Średnia ocen

8,3 8,3 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Krótkie dni w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Krótkie dni

Średnia ocen
8,3 / 10
13 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Krótkie dni

avatar
1129
78

Na półkach:

Ta książka naprawdę się stara, żebym jej nie polubił.

Na przykład ten poetycki i sentymentalny ton, którym w naszej literaturze często opisuje się Kresy – tutaj okolice Krzemieńca i Lwowa. Nie potrafię czytać takich powieści i nie mieć przed oczami tego charakterystycznego stylu opowiadania, jaki można zaobserwować chociażby w filmach z serii „U Pana Boga za piecem”. Taka specyficzna narracja, opisująca Kresy - u Paźniewskiego przedwojenne - jako lekko szaloną, lecz urokliwą krainę, w której może jest biednie, ale za to w miarę zgodnie. No nie wiem, nie mieszkałem tam wówczas, ale mam wątpliwość, czy nie był to czasem pozorny, powierzchowny spokój.

Inspiracje też nie są trudne do zauważenia. Schulz, Kuśniewicz, Konwicki – te przychodzą mi jako pierwsze do głowy. To rzecz jasna świetna literatura, ale mam wrażenie, że Paźniewski nawet nie próbuje być chociaż odrobinę oryginalny. Podobnie budowane metafory, bliźniaczy styl, podobna konstrukcja bohaterów – naprawdę nie trzeba być przesadnie oczytanym, żeby natychmiast rozpoznać znane tropy.

Do tego brak rozdziałów. Nie wiem dlaczego, że niby historia ma płynąć, a my razem z nią? Tyle tylko, że nie płynie, lecz przeskakuje z miejsca na miejsce, od bohatera do bohatera, od motywu do motywu. Osobiście średnio to lubię – w moim odczuciu więcej światła między rozdziałami to też literatura. W tym przypadku cisza też mówi i jednocześnie pozwala złapać oddech, zastanowić się. Tutaj mamy dość jednolity blok tekstu.

Tak więc nie powinna mi się ta książka podobać, a jednak jest inaczej. Czytałem ją trochę za długo, momentami irytowałem się, ale ostatecznie tę opowieść o zwyczajnych szaleństwach po prostu polubiłem. Chyba najbardziej ujął mnie tutaj wszechogarniający klimat zbliżającej się katastrofy – akcja książki dzieje się głównie w lecie 1939 roku. Bohaterowie przeczuwają, a my wiemy, że za niedługo rozpęta się piekło, a z tej dziwnej krainy i z jej mieszkańców wiele nie zostanie. Bardzo dojmujące uczucie.

Nie wiem, czy ta powieść była wznawiana, ale nietrudno ją znaleźć w bibliotekach czy internetowych antykwariatach. Jak ktoś nie zna, to rzecz jasna polecam – raczej się nie zawiedzie.

Ta książka naprawdę się stara, żebym jej nie polubił.

Na przykład ten poetycki i sentymentalny ton, którym w naszej literaturze często opisuje się Kresy – tutaj okolice Krzemieńca i Lwowa. Nie potrafię czytać takich powieści i nie mieć przed oczami tego charakterystycznego stylu opowiadania, jaki można zaobserwować chociażby w filmach z serii „U Pana Boga za piecem”. Taka...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
327
327

Na półkach:

Wspaniała powieść umiejscowiona na Kresach, pokazująca zderzenie się trzech kultur i religii, katolickiej, prawosławnej i judaistycznej. Autor niesamowicie opowiada losy postaci żyjących w tamtych czasach, a robi to z takim polotem i ciepłem, że zabiera czytelnika do tego świata.

Wspaniała powieść umiejscowiona na Kresach, pokazująca zderzenie się trzech kultur i religii, katolickiej, prawosławnej i judaistycznej. Autor niesamowicie opowiada losy postaci żyjących w tamtych czasach, a robi to z takim polotem i ciepłem, że zabiera czytelnika do tego świata.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
1525
1500

Na półkach: , ,

Wielkim skandalem jest niewydawanie ponad od 40 lat tej jednej z najlepszych książek naszej literatury "kresowej", kojarzącej się nieco z dziełami Brunona Schulza, Andrzeja Kuśniewicza, Tadeusza Konwickiego, a może i samego Bohumila Hrabala.

To proza wręcz poetycka, zmysłowa, pełna ciepłej melancholii, a jednocześnie wolna od żalów czy resentymentów - ale i od ckliwej idealizacji.

Malowniczo przedstawia kresowy świat lat 30. Podola z jego niepowtarzalnym kolorytem, etniczno-narodowościowo– religijną mozaiką, która nie jest bynajmniej sielanką.

Autor nie zapowiada tego piekła, które zaraz się tam wydarzy, choć nastroje schyłkowości są silnie wyczuwalne (niektórzy jeszcze żyją dawną-niedawną C.K. Monarchią). Koncentruje się na chwili, szczególe, wrażeniu, po prostu - życiu takim, jakim było tam i wtedy - a zarazem zawsze. Zwykłym a zarazem kompletnie egzotycznym z dzisiejszej perspektywy.

Próbki niepowtarzalnego stylu Paźniewskiego:

„Była to kraina wojskowych garnizonów, rozsypanych po Zbrucz i zakola Dniestru, małych hoteli żydowskich w zapyziałych miasteczkach, dziwnych kalendarzy, wydawanych przez zakonników w Trembowli, pełnych praktycznych porad, jak zapobiegać wypadaniu włosów, domorosłych lekarzy, sprzedających na targach jedyną skuteczną maść na odciski, wytapianą z kociego sadła, domena zrujnowanych zamczysk na wzgórzach, wężowato wijących się rzek i głębokich jarów, uczepiona Karpat, mówiąca trzema różnymi językami mozaika narodów, religii i kultur, żyjących w przededniu zagłady przepowiadanej przez Cyganki i żydowskich cadyków w małych miasteczkach nad Seretem”.

”Nasza obłąkaną kraina miała jakieś nadmiernie rozdęte, obsesyjne poczucie własnej wartości. Jej senny prowincjonalizm zawierał poczucie wyższości"

"Kraina była czuła na punkcie swego honoru, co czyniło z niej obszar prawie egzotyczny, ponieważ starała się być wierna kodeksom, które dawno przestały obowiązywać".

"Kraina, pełna śladów dawnej wielkości, przypominała arystokratę na wygnaniu, udającego że nic się nie stało. Nawet swoje ubóstwo potrafiła znosić z wyniosłością, jakby nie było to nieszczęście, lecz przywilej. Dzięki temu mogła z pewnym lekceważeniem spoglądać na wszystkich nuworyszów i groszorobów”.

”Pod rozkisłym, prawie jesiennym niebem naszej dziwnej krainy, nasze płaskowyże nie potrafiły bronić małych zakurzonych miasteczek przed wołyńskimi wiatrami, pędzącymi rozchwieją na złamanie karku na zachód lub północ”.

Kojarzy mi się to wszystko z nieśmiertelną frazą Zbigniewa Herberta: „Na samym rogu tej starej mapy jest kraj, do którego tęsknię. Jest to ojczyzna jabłek, pagórków, leniwych rzek, cierpkiego wina i miłości. Niestety, wielki pająk rozsnuł na nim swą sieć i lepką śliną zamknął rogatki marzenia”.

Ktoś napisał, że „Krótkie dni” to dowód, iż „mityczna Ukraina Polaków istnieje już tylko w literaturze i kulturze”. Cytując samego Paźniewskiego, można dodać, że „dzieje kultury są w istocie kroniką peryferii, ponieważ małe miejscowości rodzą wielkie tęsknoty”.

A jednocześnie gdzie indziej Autor z pełną dystansu do samego siebie autoironią podaje „przepis na powieść galicyjską”:

"Weź trochę Stryja albo porcję Lwowa, najlepiej Podzamcze albo Łyczaków, dodaj odrobinę sklepu kolonialnego, może być bławatny, dorzuć zapach świec, płonących w synagodze, wrzuć szczyptę chederu po zakończeniu lekcji, wymieszaj to dokładnie i odstaw na osiemdziesiąt lat, a otrzymasz esencję życia, przypadku i śmierci”.

Zaprawdę nie sposób pojąc, dlaczego taka literacka perła (a polecam każdą rzecz Paźniewskiego) nie znalazła przez prawie 40 lat należnego jej uznania. Co ja głupi pisze – jakiego uznania, skoro nie tylko nikt nie zna ani jej, ani jej Autora, ale i o niej nawet nie mógł słyszeć, co łacno wynika z liczby wystawionych ocen i opinii.

W tym kontekście smutek, gdy dzisiejsze wyroby książkopodobne, stylem internetowym pisane, zbierają setki lajków z ocenami na „10” a w wielu recenzjach czytam ze zgrozą: „długie zdania utrudniają lekturę….” (jak choćby o moim ukochanym Odojewskim)....

PS Tytuł nie może mi się nie kojarzyć z najpiękniejszym wierszem Miłosza "Tak mało", gdzie m.in. fraza: "Krótkie dni/Krótkie noce/Krótkie lata".

Wielkim skandalem jest niewydawanie ponad od 40 lat tej jednej z najlepszych książek naszej literatury "kresowej", kojarzącej się nieco z dziełami Brunona Schulza, Andrzeja Kuśniewicza, Tadeusza Konwickiego, a może i samego Bohumila Hrabala.

To proza wręcz poetycka, zmysłowa, pełna ciepłej melancholii, a jednocześnie wolna od żalów czy resentymentów - ale i od ckliwej...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

39 użytkowników ma tytuł Krótkie dni na półkach głównych
  • 22
  • 15
  • 2
7 użytkowników ma tytuł Krótkie dni na półkach dodatkowych
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Krótkie dni

Inne książki autora

Włodzimierz Paźniewski
Włodzimierz Paźniewski
Włodzimierz Paźniewski (ur. 29 listopada 1942 w Bobrownikach) − polski poeta, prozaik, eseista. Absolwent polonistyki UMK w Toruniu. W jego twórczości poetyckiej łączą się cechy charakterystyczne zarówno dla autorów głównych nurtów Nowej Fali (poezja lingwistyczna),jak i cechy znamienne dla liryki poetów umieszczanych w odrębnych kręgach. Wpośród jego publikacji książkowych najważniejsze miejsce stanowią jednak niewątpliwie publikacje prozatorskie: powieści, zbiory opowiadań, na osobną uwagę zasługuje również eseistyka.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Stankiewicz. Powrót Eustachy Rylski
Stankiewicz. Powrót
Eustachy Rylski
Trudno mi pisać o tej książce, bo czegokolwiek bym nie napisał, marne i błache to będą spostrzeżenia w porównaniu do tego literackiego czarnego pasa, który nosi pan Rylski. Wspaniała jest ta literatura, co do przecinka nieprzypadkowa. Myślę, jak to jest, pisać, na pozór przynajmniej, tak bezwysiłkowo, o tej Rosji rewolucyjnej, o tej Polsce powstańczej, jakby to były wspomnienia minionego lata. Kiedy czytałem, przypominały mi się najlepsze Faulknery, najlepsze Conrady, ale cudowne w inny sposób, wspaniałe w stylu niepowtarzalnym. Jak można tak wejść w te ludzkie tożsamości, a potem w ten zeitgeist, a potem jeszcze w ten ton narracyjny, i to wszystko utrzymać na tym poziomie legendarnym od startu do końca. Gdyby to był jakiś wybryk olimpijski, jakaś walka w ringu, albo bieg na sto metrów, oglądalibyśmy ten zapis dekady później, w kompilacjach "10 rzeczy które chcesz zobaczyć przed śmiercią", nokaut sekundę po gongu, dwie bramki w doliczonym czasie. Nie zgadzam się, że Stankiewicz lepszy, powrót gorszy - są inne, powrót bardziej wyczekany, stonowany, refleksyjny, Stankiewicz bardziej skondensowany, spuentowany, efektowny - ale historie w obydwu fantastyczne, o ileż mniej banalne niż u innych pisarzy z obsesją kryzysu narodowej tożsamości (nie wymienię, bo i tak wszyscy wiedzą). Nieliczne żarty cudne (jak ten o dwóch chłopach dziwiących się kto się strzela w okolicznych lasach, jak jedno pany i drugie pany). Jak trzeba wejść w miąższ tej epoki, żeby taki żart zaserwować, jak trzeba zanurzyć się w tym nurcie gęstym i zdradliwym. Powtarzam: Eustachy Rylski i Marian Pilot świętej pamięci, to dwóch bezapelacyjnie najlepszych i najbardziej niedocenionych współczesnych polskich, i nie tylko polskich, pisarzy. Z szacunkiem dla wszystkich noblistek i laureatów, to są dla nich poziomy niedostępne.
iHS - awatar iHS
ocenił na1010 miesięcy temu
Speranza Sven Delblanc
Speranza
Sven Delblanc
Przepełniony oświeceniowymi ideałami młody arystokrata wierzy w rozum i wolną wolę człowieka, ale coś od początku mówi, że to wstęp do czegoś złego podczas jego podróży niewolniczym statkiem do Indii Zachodnich w 1794 r. Smutna a prawdziwa książka o naturze człowieka przy zderzeniu ideałów – deklarowanych, dodajmy, bo bynajmniej nie uwewnętrznionych - z brutalną rzeczywistością. Przypowieść jest lekko a perfidnie stylizowana na oświeceniową powiastkę o starym, jak sam świat schemacie: najpierw bunt, racjonalizacja, słabnięcie sprzeciwu, w końcu przystosowanie i współudział. Uniwersalny mechanizm wszelkich ludzkich podłości w działaniu. Początkowo Malte Moritz von Putbus jest oburzony niewolnictwem, potem stopniowo przestaje widzieć w nieszczęśnikach ludzi. Tak bardzo dostosowuje się do sytuacji, że nie cofa się przed przemocą seksualną wobec czarnej niewolnicy, która mu wpadła oko, co jest wstępem do… Ale to już trzeba samemu doczytać, by przekonać się, ze moralna degrengolada nie ma dna nawet na najgłębszym oceanie. Niezwykle wartościowa to książka (choć na pewno nie dla wszystkich),zwłaszcza ze nie epatuje łatwym moralizatorstwem w stylu późnego Zanussiego. Pomijamy tu oczywiście naiwne złudzenia wobec samego siebie, które – na początku - żywi bohater. Notabene szybko daje się on poznać jako wybitny kabotyn. Jego famulusi jeszcze lepsi, świetne są ich tylko lekko zarysowane postacie. Nie do zapomnienia rola hiszpańskiego zakonnika (kojarzył mi się ze swym odpowiednikiem z „Imienia róży”). W swej przemyślnie skonstruowanej powieści – ma ona formę pamiętnika naszego arystokraty - Sven Delblanc wielu rzeczy nie dopowiada, każąc nam się ich domyślać, co jeszcze mocniej wpływa na jej odbiór. Na mnie wywarła ona olbrzymie wrażenie, a wszak nie jestem odbiorcą „utulających” książek. Wiele, wiele lat temu słuchałem tej pozycji, gdy ją fragmentami czytano w „Trójce” - przez te wszystkie lata jakoś nie było okazji, by po nią sięgnąć. A warto było. Cytaty tylko takie do strawienia….. „Hołdowaliśmy zasadom rewolucji francuskiej, takim, jak wyglądały one w pierwszych dniach upojenia wolnością, zanim zaczęto się skłaniać do pewnych naruszeń w kwestii prawa prywatnej własności i cielesnego bezpieczeństwa wielkich osobistości”. „Wysłano mnie na rok wygnania do Indii Zachodnich. O szaleństwo! Czy myśleli może, że nowy klimat przytłumi mój płomień wolności? Ach, nie. Widzę w tej podróży tylko pożądaną próbę”. „O, jaka błogość być młodym w świetle poranka na morzu! Doprawdy, to wielka rzecz żyć i płynąć pod wypełnionymi sztormem żaglami do kraju wolności!”. „O, jakim arcydziełem jest człowiek! Jak szlachetnym w rozumie! Jak nieskończonym w swoich uzdolnieniach! W swoich czynach jak podobnym do anioła, w swoich myślach jak podobnym do Boga!”. „I wtedy właśnie poczułem pierwszy raz odór buchający z ładowni Speranzy, niczym zepsuty oddech z czworokątnej gardzieli, dziwną i przerażającą woń zgnilizny, ludzkich odchodów i śmierci”. „Straszliwa prawda sprawiła, że stałem jak skamieniały (…). To więc było celem mojego pragnienia wolności – by płynąć na pływającym więzieniu niewoli. Statek niewolniczy. Było to uczucie bolesne ponad wszelkie opisy”. „ - Nie chcemy mieć nic do czynienia ze Speranzą. Płyniemy, ale zakładamy protest! - Popatrzcie, to brzmi wygodnie dla sumienia, on płynie, ale zakłada protest…. A pan hrabia jest równie godny szacunku? - Łatwo kpić, panie nadlekarzu, ale tak się zdarzyło, że ja już jestem na Speranzy i nie mam wyboru. - (…) Te lube słowa, jak balsam na sumienie: nie mam wyboru. (…) Zawsze ma się wybór. Nie ma niczego, na co można zwalać winę. (…) A teraz wyczekuje pan tylko na stosowną okazję, żeby wyskoczyć za burtę, aby przez to wykazać swoją surową moralność”. „Chcę zwrócić niewolnikom wolność. To prawda, moja sytuacja pieniężna jest bardzo napięta, ale w najgorszym razie będą musieli wziąć rewers na brakującą sumę.(…) Będą musieli całkiem po prostu zawrócić Speranzę i wrócić do Afryki, by potem wypuścić niewolników na wolność. „- Nie może pan przecież odrzucić ludzkiej tęsknoty do wolności… - Madonna! Tak, jakby ludzka tęsknota do podporządkowania się i niewolnictwa nie była równie potężną siłą”. „Muszę zobaczyć to nieszczęście, muszę patrzeć i patrzeć. I dziwna rzecz - człowiek się przyzwyczaja! Gdy już przezwyciężyłem pierwszą odrazę, te sceny zaczęły mnie frapować niezwykłością! Nic, co ludzkie, nie powinno być mi obce. Nie wolno mi zamykać oczu na rzeczywistość. Muszę widzieć”. „Nieczystość ludzkich małp drażni mi nozdrza zapachem śmierci, wzbudza obrzydzenie i grozę, nadżera coraz bardziej moje człowieczeństwo. Te istoty nie są już ludźmi, zmieniają się pod moim wzrokiem w zwierzęta i trzeba zaiste boskiej miłości, by życzyć im tej wolności, której oni sami wydają się już nie pragnąć”. „Nic nie jest stałe. Nawet gwiaździste niebo nad moją głową. Nie ma niczego stałego”. „Wszystko ucichło, z wyjątkiem podziemnych westchnień niewolników, odległych jak odgłos dalekiego przyboju”. „Hoffmann przyprowadził ją tu o zmierzchu, była naga, odziana tylko w żółtą chustkę na głowie, Eva, Afrodyta nocy, nareszcie moja własność, nareszcie moja…”. „Rozkosz ponad wszelkie opisanie…. Jestem wreszcie mężczyzną! Zabrano ją o północy. I dobrze się stało. Nie do pomyślenia, żeby mogła mieszkać tu, w kajucie. „Kiedy wówczas bredziłem o wolności, nie miałem doprawdy pojęcia o tej bardzo skomplikowanej rzeczywistości, którą znajdę tu, na Speranzy. Teraz dojrzałem”. „Wolność, równość i braterstwo, hasła, które być może mogą obowiązywać w uporządkowanym społeczeństwie, takie to hasła chce on wciągnąć jak flagę na Speranzę. To więcej niż głupie, to zagraża życiu!”. „Bunt zaczął się podczas psiej wachty, kiedy Speranza była słabo obsadzona załogą. (…) Okrucieństwo? Tak, bezsprzecznie. Ale jak okazywać miłosierdzie w czasach takich, jak te? Miłosierdzie, gdy społeczność znajduje się w kryzysie i walczy o życie? (…) Będzie czas na łagodność, kiedy zostanie przywrócony porządek”. „Ale nawet miłosierdzie może być przecież przesadne”. „Musi być jakiś sens w tym, co się dzieje tu, na Speranzy, sens wszystkich tych ofiar. Bez nadziei, że coś ma sens, nie mogę żyć”. „To nie był przypadek, że Evę wybrano jako jedną z trzech ofiar, to głowa wiedźmy spadła pod toporem, poniosła ona zasłużoną karę”. „Nie jestem już więcej sam, nie jestem kimś innym, nie, teraz jestem jednym z nich, jednym z nas!”. „Nadzwyczaj trudno rozważyć między surowością, która karze i oczyszcza, a taką, która tylko zgładza”. „Może najlepiej jest tak, jak jest. Nie rezonować”. „Prowiant kończy się. (…) Kapitan Ferreo przygotował nas na pewne niezwykłe środki zaopatrzenia. Ważne jest zwalczanie starych przesądów. (…) Przymusowe karmienie, jeśli nie można inaczej. Smak jest mdły, ale można go łatwo znieść”. „Jak mogłem żyć tam niegdyś i jak mogłem tęsknić, aby tam wrócić. No, teraz nie ma już żadnego powrotu. Kto raz wszedł na pokład Speranzy, nigdy nie wraca”.
Łukasz Starzewski - awatar Łukasz Starzewski
ocenił na710 miesięcy temu
Stary Pan Nevil Shute
Stary Pan
Nevil Shute
Nevil Shute jest autorem „Ostatniego brzegu”, najbardziej dołującej książki jaką kiedykolwiek czytałam. Dlatego z dużą rezerwą podchodziłam do kolejnej powieści tego autora, ale w końcu postanowiłam dać mu jeszcze jedną szansę. I nie żałuję. To piękna opowieść o 70-letnim Angliku, który utknął na południu Francji w chwili najazdu hitlerowców i próbuje się przedostać do Anglii, po drodze zbiera dzieciaki – powierzone mu przez rodziców, ale też osierocone i błąkające się samotnie. Jest jak kwoka zgarniająca pisklęta pod skrzydła. Przygarnia je bez względu na narodowość, w swoim stadku ma małego polskiego Żyda, Holendra, Francuza, Anglików, a nawet małą Niemkę, witającą go dziarskim Heil Hitler. Howard opowiada swoje przeżycia z iście angielską flegmą, siedząc w hotelowej palarni podczas bombardowania Londynu (oczywiście nie zszedł do schronu). Nie ma w tej opowieści żadnego przechwalania się, bohaterstwa, żadnego dramatyzmu, ot po prostu leciwy angielski dżentelmen opowiada jak minęło mu ostatnie lato. A że podczas tego lata kilkakrotnie omal nie postradał życia i uratował gromadkę dzieci... No cóż, zdarza się... To nie jest książka, przy której można się popłakać, ale może właśnie dlatego zapamiętam ją na długo. Pewnie to ten beznamiętny ton opowieści sprawił, że cały czas martwiłam się, że autor pozabija wszystkie te dzieciaki tak, jak w „Ostatnim brzegu” uśmiercił całą ludzkość. I za to moje zamartwianie się odejmuję punkt. „Stary pan” powstał w 1942 r., a więc o 15 lat wcześniej niż wspominany wcześniej „Ostatni brzeg”. Ciekawa jestem, co sprawiło, że Shute tak diametralnie zmienił ton, od optymizmu do skrajnego pesymizmu. Cóż, może za młoda jestem, ale jak dla mnie ani zimna wojna, ani wyścig zbrojeń tego nie tłumaczą.
ina71 - awatar ina71
ocenił na87 lat temu
Oblężenie Krisznapuru J. G. Farrell
Oblężenie Krisznapuru
J. G. Farrell
Czy można, napisać powieść o tragicznych wydarzeniach, która skrzy się humorem, dodajmy typowo brytyjskim humorem, a jednocześnie, nie dopuścić, aby ten humor ujemnie, wpływał na warstwę dramatyczno - epicką utworu? Ta powieść, udowadnia, że jak najbardziej, można. Książka, bardzo przypomina, w tym względzie, dzieła Sienkiewicza, tylko tutaj, mamy więcej klimatu w stylu Zagłoby, niż u naszego wieszcza. Poczucia humoru zaś, dramatycznie brakuje, współczesnym powieściopisarzom, mym zdaniem, powiązane jest to, z dominującym wśród twórców obecnych, światopoglądem lewicowo - liberalnym, ideologia ta uznaje, śmiech za coś niebezpiecznego, nigdy nie wiadomo, z której mniejszości, bądź grupy społecznej, w następnym sezonie literackim, śmianie się będzie surowo wzbronionym. Autor, kilka razy puszcza oczko, do współczesnego sobie, hipisowskiego, czytelnika, Anno Domini 1973, w którym roku, powieść ta ukazała się, nie robi jednak tego tak nachalnie, jak dzisiejsi literaccy troglodyci. Akcja powieści, dzieje się w 1857 roku, podczas powstania Sipajów, to jest hinduskich formacji zbrojnych, pod brytyjskim dowództwem wojskowym. Nieliczny garnizon brytyjski, oraz liczni cywile pod jego ochroną, zostaje oblężonym w tytułowym Krisznapurze. Oblężenie te, jako żywo, przypomina obronę Zbaraża w Trylogii. Tutaj znowu, nasuwa się myśl, iż pisarz musiał znać dzieła Sienkiewicza, który był, przecież chętnie tłumaczonym, na język angielski twórcą. Podobieństw, jest tu zbyt wiele, aby był to przypadek. Najsilniejszym atutem książki, jest realistyczne oddanie mentalności, ludzi XIX stulecia. To nie są, jak we współczesnych, pseudo powieściach historycznych, współcześni autorom, ludzie ubrani, tylko niczym aktorzy na scenie w historyczne kostiumy, tutaj każdy myśli i działa, jak ludzie innej, odleglej epoki historycznej: „Kobiety są słabe, zawsze będziemy musieli opiekować się nimi, tak samo jak i krajowcami. Z pewnością trafiają się wyjątki, na przykład taka panna Florence Nightingale, ale, może na szczęście, moja żona i córki nie należą do tej nielicznej kategorii… Nawet za sto lat (pan Hopkins próbował nieudolnie wyobrazić sobie świat w 1957 roku) nic się pod tym względem nie zmieni. Kobiety są ulepione z miększej gliny. Budzą w nas pożądanie, ale nie są nam równe”. Gdyby pisarz, dziś, tak się wczuł w mentalność, roku 1857, zaraz, mało inteligentni lewicowi aktywiści, a takich jest większość, bo aby płynąc w głównym nurcie, trzeba być skrajnym konformistą, konformizm zaś, zwykle wyklucza najlepsze przymioty charakteru, takie jak inteligencja, czy odwaga cywilna, okrzyknęliby go antyfeministą, i paliliby jego książki, jak to już robiono, np w Kanadzie, z dziełami, pisarzy nie dosyć, wyczulonymi na nowe doktryny neokomunistyczne.
Janszklanko - awatar Janszklanko
ocenił na101 rok temu
Wyspa ocalenia Włodzimierz Odojewski
Wyspa ocalenia
Włodzimierz Odojewski
Powstała w 1950 roku książka autorstwa Włodzimierza Odojewskiego przedstawia kilka tygodni z życia Piotra Czerestwienskiego, który po długiej przerwie wraca do wschodniej Polski, aby - jak w dzieciństwie - spędzić wakacje u swoich dziadków. Jest rok 1943. Droga zdaje się być długa i męcząca, a sam bohater walcząc ze snem, gorączką i dręczącymi myślami o przeszłości, analizuje swoje dotychczasowe życie. Te dywagacje to gonitwa rozkładanych na czynniki pierwsze myśli i wewnętrzne dialogi bohatera, które ujawniają jego niezwykłą wrażliwość i wynikające z nich niepewność, rozstrojenie i wewnętrzne rozdarcie. Autor umiejscowił akcję książki na Podolu, ale poszczególnym miastom nadał fikcyjne nazwy: Nikorycza, Krzyżtopol, Gleby, tajemnicza miejscowość K. (miejsce z zamierzenia nienazwane) i wreszcie to najważniejsze - Czuprynia. To właśnie do niej udaje się Piotr po latach, do miejsca beztroskiego dzieciństwa, gdzie w towarzystwie dziadka Mikołaja, babci, stryja Teodora, piastunki Julii i tajemniczej Katarzyny, otoczony przez wszystkich troskliwą miłością, przeżywał szczęśliwe chwile i snuł beztroskie marzenia. Przyjazd, wbrew oczekiwaniom, przynosi rozczarowanie. Dom w Czuprynii nie jest bowiem dawnym, tak dobrze znanym mu z dzieciństwa światem, nic też nie jest tu takie jak przedtem. Bo choć zegar wciąż wybija te same tony, podłoga skrzypi jak dawniej a powietrze przepełnione jest tym samym zapachem kurzu i popiołu, to sielski kraj dzieciństwa odszedł gdzieś w zapomnienie. Piotr, odsunięty i chroniony przez opiekuńcze skrzydła matki przed okrucieństwem wojny, nieświadomy tego co przeżywają jego najbliżsi, zderza się nagle z brutalną rzeczywistością. Przytłoczonymi makabrycznymi opowieściami krewnych o bratobójczych walkach, z trudem próbuje odbudować nową rzeczywistość. „Pożary, mord, rabunek” - słyszy z ust babki, a zgliszcza spalonych domów i strach ludzi przed tym, co może przynieść kolejny dzień odkrywają przed nim nową, nieznaną mu dotąd rzeczywistość. Świat, do którego powrócił po latach, nagle rozpada się i niweczy jego dotychczasowe wartości. Od dziadków dowiaduje się o grasujących w okolicy bandach ukraińskich nacjonalistów i ofiarach ich barbarzyńskich mordów. Mordów dokonywanych nawet na ich najbliższych. Słyszy o hordach pijanych, żądnych krwi i gwałtów oprawcach. O roztrzaskanych szybach, łomocie kolbami w drzwi po nocach i dzieciach, w przerażeniu kryjących się na cmentarzach. Widzi luny pożarów i spalone w sąsiedztwie domostwa ludzi. Strach oddalić się od domu, strach położyć się spać. Kto kolejny pożegna się z życiem? I tylko krótkie chwile po przebudzeniu stwarzają pozory, że idylla toczy się jak dawniej, podczas wakacji - budzący Piotra blask wczesnego poranka, wlewający się do pokoju ptasi gwar, śniadanie na stoliku i miednica z zimną wodą do umycia - wszystko to trwa niezmiennie, na przekór nowej rzeczywistości. Ta „wyspa ocalenia”, którą miała stać się na kilka wakacyjnych tygodni Czuprynia i w której zapragnął ponownie odnaleźć radosne ślady beztroskiego dzieciństwa, odkrywa przed nim rodzinną, trudną do udźwignięcia dla młodego człowieka tajemnicę. To też sprawia, że nie znajduje tu oczekiwanego wytchnienia. Niepokój nie ustępuje, koszmary senne wracają każdej nocy a ból i żądza zemsty, zrodzone w nim po odkryciu tajemnicy narastają. Wszystkie te okoliczności sprawiają, że chłopak w przyspieszonym tempie dojrzewa, budzi się w nim też odpowiedzialność za los najbliższych. Skąpe, niemal niewidoczne dialogi i rozbudowane zdania tworzą idealne ramy dla spokojnej narracji, które pozwalają jej się toczyć w swym powolnym tempie. Jednak historia, choć płynie niespiesznie, nie jest pozbawiona emocji. Zaskakująco ciekawie wypada kontrast pomiędzy bolesnymi wydarzeniami i przeżyciami a sielskim portretem natury - emocje od strachu i nienawiści przechodzą miękko do idyllicznych opisów przyrody, która łagodzi dramatyczne chwile, nadając pozory kontynuacji przedwojennego życia. Obrazom malowanym przez Odojewskiego brakuje ostrości. Są zawoalowane i zamglone, a bohaterowie w transie, niczym zahipnotyzowani, poruszają się na pograniczu snu i jawy co sprawia, że narracja powieści łagodnieje. Porwała mnie ta piękna, odchodząca już w zapomnienie polszczyzna, iście poetycka proza, która opisując niezwykle sugestywnie wydarzenia i doznania bohaterów ukazuje niezwykłą umiejętność autora w operowaniu językiem.
zuszka - awatar zuszka
oceniła na107 miesięcy temu
Noc, dzień i noc Andrzej Szczypiorski
Noc, dzień i noc
Andrzej Szczypiorski
Powieść „Noc, dzień i noc” uważana jest za kontynuację „Początku”. Nie jest nią w sensie dosłownym, pojawiają się inni bohaterowie, akcja toczy się po wojnie, choć ta powraca we wspomnieniach. Osią wydarzeń staje się ubecka prowokacja, w którą włączony zostanie były żołnierz AK. To Antoni po latach opowiada zagranicznej dziennikarce o tym, co się zdarzyło. Jednak rozdziały z bohaterem jako narratorem pojawiają się pomiędzy tymi, w których jest narracja w trzeciej osobie. Poznajemy ideowego komunistę Czarnockiego, nazistę Arensa, cynicznego ubeka Trojana, Żydów handlujących walutą, ludzi pracujących dla nowego systemu, wierzących w słuszność walki o nowy ustrój, niewahających się przed wsadzaniem do więzień ludzi niewinnych, tworzeniem kłamliwych oskarżeń. Główny bohater mówi: „Żadna siatka szpiegowska nie istniała, była wytworem fantazji kilku funkcjonariuszy śledczych, ale musiałem potwierdzić swój udział w tej siatce, i każda metoda była dobra, byle ten cel osiągnąć”. Poznajemy więc świat, do którego „nie można przykładać zwykłej, ludzkiej miary”. Niektórzy z bohaterów po latach zwątpią w słuszność swych decyzji, inni będą szukać usprawiedliwień dziejowych, postrzegając siebie jako „ofiarę mechanizmów historii”. Względność zasad staje się wygodna, Czarnocki słyszy od jednego z towarzyszy, że „moralność jest kwestią punktu widzenia (…) ona jest relatywna, (…) zmienna, w zależności od twojej socjalnej kondycji”. Warto czytać książki Andrzeja Szczypiorskiego, są piękne i mądre, i wciąż niezwykle aktualne.
wiesia - awatar wiesia
oceniła na85 lat temu
Życie duże i małe Wilhelm Mach
Życie duże i małe
Wilhelm Mach
”Ja tylko chcę utrwalić, wydobyć spod roztargnienia lat tę chwilę zdumionego niepokoju, to niejasne pożegnanie z dziecinną jednością mojego świata i całego świata, z cudowną naturalną tożsamością swojej osoby i wszystkiego dookoła”. To pozbawione czułostkowości, autentyczne spojrzenie na to, co Minione. A chodzi, co ważne, o czasy, gdy mozaika narodowościowo–religijno-językowa południowo-wschodnich ziemi polskich stanowiła odwiecznie naturalny porządek. Wartością dodaną jest, że tamten nieistniejący już od kilku pokoleń bogaty różnorodnością świat jest przedstawiony z perspektywy dziecka, które wszak zna wyłącznie stan zastany. Stan niestety schyłkowy, tuz przed peerelowską „urawniłowką”. Autor tej zaskakująco dojrzałej, pięknej książki wspomina ów niełatwy do uwierzenia czas, gdy „cerkiew nazywano tu często kościołem, a do prawdziwego kościoła w Miasteczku mało kto chodził czy jeździł, bo było daleko, chyba tylko z dzieckiem do chrztu czy albo żeby wziąć ślub. Bo już co do pogrzebów, to różnie bywało i na cerkiewnym cmentarzu spoczywali zgodnie obok siebie ludzie dwóch obrządków, a jednej wiary”. „W owym czasie zgodny, choć z różnych obyczajów spleciony porządek rzeczy wydawał mi się czymś zupełnie oczywistym i naturalnym”. - Żyliśmy tu razem od niepamiętnych czasów. I było dobrze i nam, i wam. - To się zmieniło, to się kończy – powiedziała ze smutkiem Pani. - Myśmy tutaj niewinni, to prawda, spokojni i zgodni, ale gdzieś stąd dalej, koło granicy, palą się wasze wsie, i giną wasi ludzie, i to robią nasi, cerkiewni, i dlatego przyjdzie nam skutki odcierpieć razem ze wszystkimi. - Chcecie stąd iść, opuścić Wieś? - My nie chcemy. Ale jutro czy pojutrze i tak będziemy musieli. To już wszędzie mówią”. Dziecięcy bohater doznaje tu pierwszych wtajemniczeń w sens, ból, pustkę, a zarazem wspaniałość ludzkiej egzystencji. Jest skazany na szybkie dojrzewanie w nieprzyjaznym świecie, którego brutalne reguły na razie są mu nieznane. Swym wrażliwym umysłem przeczuwa je, w końcu zaś sam ich doświadcza, co wprowadza go w dojrzałość. Na koniec je wspomina. Słusznie ktoś tu wspominał o proustowskich klimatach. Choć realia całkowicie odmienne, to wrażliwość pamiętania nakazuje pominąć taki drobiazg… Szczególnie mocno przemawia gorzkie podsumowanie dojrzałego Autora, podsumowanie każdego z nas: „ Nie zapytałem cię, Ojcze, i już mi nie powiesz nigdy: więc które jest życie duże, a które małe? Gdzie miara? Czy małe jest życie dzieciństwa, skoro przypina skrzydła wszystkiemu jeszcze nie poznanemu – czy duże jest życie dojrzałe, moje życie teraz, gdy wiem o kruchości marzeń, o przemijaniu, gdy tak jestem bezradny wobec nieodwracalności twego odejścia? I w jakie życie, duże czy małe, wstępuje moje dziecko?”.
Łukasz Starzewski - awatar Łukasz Starzewski
ocenił na82 lata temu

Cytaty z książki Krótkie dni

Więcej
Włodzimierz Paźniewski Krótkie dni Zobacz więcej
Włodzimierz Paźniewski Krótkie dni Zobacz więcej
Włodzimierz Paźniewski Krótkie dni Zobacz więcej
Więcej