Dom pod żaglami

Okładka książki Dom pod żaglami autorstwa Krzysztof Baranowski (żeglarz)
Okładka książki Dom pod żaglami autorstwa Krzysztof Baranowski (żeglarz)
Krzysztof Baranowski (żeglarz) Wydawnictwo: Wydawnictwo Iskry literatura podróżnicza
226 str. 3 godz. 46 min.
Kategoria:
literatura podróżnicza
Format:
papier
Data wydania:
1980-01-01
Data 1. wyd. pol.:
1980-01-01
Liczba stron:
226
Czas czytania
3 godz. 46 min.
Język:
polski
ISBN:
8320701929
Jest to opowieść o rejsie innym niż wszystkie. Nasz znakomity żeglarz popłynął razem z żoną Ewą oraz dwunastoletnim Jasiem i sześcioletnią Małgosią. Trasa niemal rocznej podróży wiodła przez Wielkie Jeziora amerykańskie, Missisipi i przez Atlantyk do Polski.
Średnia ocen
5,5 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Dom pod żaglami w ulubionej księgarniiPorównywarka z najlepszymi ofertami księgarń W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Dom pod żaglami

Średnia ocen
5,5 / 10
2 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinie i dyskusje o książce Dom pod żaglami

Sortuj:
avatar
1702
842

Na półkach: , , , ,

Relacja z podróży, jaką kapitan Krzysztof Baranowski odbył z żoną Ewą i dwójką dzieci Janem i Małgorzatą jachtem "Polonez" przez rzeki, jeziora i kanały Stanów Zjednoczonych, a następnie przez Atlantyk do Europy.

Mnóstwo obserwacji z dwóch perspektyw, męża i żony. Ciekawe spojrzenie na Amerykę i różnice kulturowe między ówczesną komunistyczną Polską a krajem Wuja Sama.

Zapadły mi w pamięci pełne napięcia relacje rodzinne, a w szczególności wystawione na wiszący w powietrzu kryzys stosunki między małżonkami.

Relacja z podróży, jaką kapitan Krzysztof Baranowski odbył z żoną Ewą i dwójką dzieci Janem i Małgorzatą jachtem "Polonez" przez rzeki, jeziora i kanały Stanów Zjednoczonych, a następnie przez Atlantyk do Europy.

Mnóstwo obserwacji z dwóch perspektyw, męża i żony. Ciekawe spojrzenie na Amerykę i różnice kulturowe między ówczesną komunistyczną Polską a krajem Wuja Sama....

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
1046
775

Na półkach: , , , ,

To była być może jedna z najtrudniejszych psychicznie wypraw Baranowskiego, szczególnie, że od początku zaczęła się niezbyt szczęśliwie. Kapitan spóźnił się z odbiorem swojej rodziny, która przypłynęła do niego rejsem statkiem transatlantyckim. Zmuszeni byli czekać na niego około doby. W końcu jednak udało się połączyć z żoną i dwójką dzieci – Jasiem (13) i Małgosią (7),którzy mieli mu towarzyszyć w rejsie przez Stany Zjednoczone, między innymi Jezioro Michigan i rzekę Mississippi, dookoła Florydy, a później przez Atlantyk do Europy i Polski.

Kapitan aż kilka razy nawiązuje do tego, dlaczego ten rejs był taki trudny i dlaczego miał poważne obawy, czy to w ogóle jest dobry pomysł. Nie chodziło tylko o małe dzieci, ale o przebywanie z rodziną w ograniczonej przestrzeni przez długi czas: w małej łódeczce, w trudnych warunkach, zarówno pogodowych i okolicznościowych (sztormy, mielizny oraz niebezpieczne pchacze na rzekach),ale także bytowych. Monotonne jedzenie oraz ograniczone możliwości sanitarne nie wpływały dobrze na atmosferę i morale tej specyficznej załogi.

Baranowski bał się tego rejsu, a jednocześnie chciał podjąć to wyzwanie. Autor wspomina, że poprzednicy, którzy wybierali się w takie długie podróże jachtem zwykle kończyli jako rozwodnicy. Baranowski ma jednak nadzieję, że im się jakoś uda. Czas pokazał, że miał rację. A przynajmniej sama wyprawa nie spowodowała rozpadu związku, chociaż z tego, co można wyczytać z relacji Ewy, jego ówczesnej żony, momentami między nimi aż trzeszczało.

Te wszystkie historie

Książka jest podzielona na krótkie teksty ułożone chronologicznie, ale nie do końca połączone ze sobą w płynną całość. Kapitan pisze je naprzemiennie z żoną, której relacja jest o tyle ciekawsza, że ukazuje coś zupełnie nowego. Ewa Baranowska była kobietą swoich czasów: panią domu, zajmującą się dziećmi, gotowaniem i utrzymaniem porządku. Z momentów, które opisuje (np. początkowy wstyd przed wymiotowaniem od choroby morskiej przy mężu) można wywnioskować, że prawdopodobnie to wychowanie wpływało na jej stereotypowe zachowanie, w duchu założeń, że kobieta powinna być cicha, skromna, dostojna, dbać o rodzinę i ustępować mężowi. Jednak pod sam koniec książki i rejsu, coś w niej zaczęło się zmieniać i łamać. Myślę, że na ląd w Polsce zeszła już jako zupełnie inny człowiek. Chciałabym ją zapytać, co wtedy czuła i jak teraz z perspektywy lat ocenia tę odważną wyprawę. Myślę, że odpowiedzi byłyby ciekawe.

W każdym razie, ten podział na dwóch narratorów nieco wybija z płynności czytania, ale to właściwie drobnostka, bo największa wartość płynie ze sprzężenia zwrotnego, emocji, opisów, wniosków i spostrzeżeń jakie można w tych tekstach wyczytać. Niesamowicie ciekawe jest zderzenie z amerykańskim światem lat siedemdziesiątych. W Polsce panował wtedy jeszcze komunizm, a w USA półki sklepowe były pełne, choć i tak nie miały potrzebnych im konserw. Ale nie tylko ekonomia była inna, ale też ludzie i ich mentalność, czy szpital, do którego musieli raz trafić w związku z małym wypadkiem Małgosi.

Ameryka jaka jest…

Ciekawa była zabawa w kotka i myszkę z amerykańskim Coast Guardem, który traktował załogę “Poloneza” jak niebezpiecznych komunistów i pilnował na każdym kroku, jednocześnie ignorując. Baranowskiego to ewidentnie irytowało, i ja się temu nie dziwię. Autor co i rusz opisuje co najmniej dziwne zachowania strażników, które tylko dodawały im zmartwień. Natomiast jak na to spojrzeć z boku, to można znaleźć i zabawniejszy aspekt całej tej sytuacji – wyobraźcie sobie groźnych komunistów na pokładzie małego stateczku, rodzinę szpiegów, małżeństwo i dwoje małych dzieci, którzy przemierzają Stany Zjednoczone żeglując rzekami, w poszukiwaniu informacji. Może to jest niezły pomysł na scenariusz do filmu? 🙂

Jest też sporo spostrzeżeń Baranowskich o ludziach mieszkających w Stanach. Wynika z nich, że albo są cudownie gościnni, ale wręcz odwrotnie. Nie ma za bardzo środka. Jakby nie było wiadomo, co z tą niezwykłą polską rodziną zrobić. Bardzo mi się podobało opowiadanie Baranowskiej o tym, jak jej dzieci odnalazły się w realiach amerykańskich. Bariera językowa nie stanowiła przeszkody do dogadania się z rówieśnikami. Dzieci przekonały się również bardzo wyraźnie o różnicach pomiędzy edukacją w Polsce i w Stanach, nie mówiąc już o prawdziwej szkole życia, jaką przeszły na jachcie. Szczególnie starszy Jaś, który musiał samodzielnie sterować łódką, w momencie gdy ojciec potrzebował odpocząć, a matka była chora.

Mnóstwo emocji

Na pewno nie brakuje też w tej książce emocji. Jest ich w niej cała skala, od irytacji, niechęci, złości, po słodkie laurki kochającej się rodziny. I to wszystko potęgowane przez przechyły, zamknięcie, monotonność sytuacji, czy nieustające kłótnie rodzeństwa. Ta książka jest interesująca na tylu różnych płaszczyznach…

Ten rejs rodzinny to było coś wyjątkowego w tamtych czasach. Nawet teraz jest to wyjątkowe, choć już z różnych przyczyn mniej zaskakujące. O rany, jaka to jest dobra historia. I do tego prawdziwa.

To była być może jedna z najtrudniejszych psychicznie wypraw Baranowskiego, szczególnie, że od początku zaczęła się niezbyt szczęśliwie. Kapitan spóźnił się z odbiorem swojej rodziny, która przypłynęła do niego rejsem statkiem transatlantyckim. Zmuszeni byli czekać na niego około doby. W końcu jednak udało się połączyć z żoną i dwójką dzieci – Jasiem (13) i Małgosią (7),...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
22
14

Na półkach:

Ciekawa książka o realizacji żeglarskiego marzenia, czy tez w ogóle o realizacji marzenia w praktyce, o jego zderzeniu z prawdziwym życiem, z innymi ludźmi którzy zostają wciągnięci do jego realizacji. Znalazłem w niej wiele fajnych spostrzeżeń i źródeł refleksji na temat własnego życia.

Ciekawa książka o realizacji żeglarskiego marzenia, czy tez w ogóle o realizacji marzenia w praktyce, o jego zderzeniu z prawdziwym życiem, z innymi ludźmi którzy zostają wciągnięci do jego realizacji. Znalazłem w niej wiele fajnych spostrzeżeń i źródeł refleksji na temat własnego życia.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

50 użytkowników ma tytuł Dom pod żaglami na półkach głównych
  • 30
  • 20
27 użytkowników ma tytuł Dom pod żaglami na półkach dodatkowych
  • 15
  • 4
  • 2
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Inne książki autora

Krzysztof Baranowski (żeglarz)
Krzysztof Baranowski (żeglarz)
Polski żeglarz, jachtowy kapitan żeglugi wielkiej, dziennikarz, nauczyciel, krótkofalowiec SP5ATV.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy Dom pod żaglami przeczytali również

Vilcabamba ostatnia stolica Inków Elżbieta Dzikowska
Vilcabamba ostatnia stolica Inków
Elżbieta Dzikowska
Szczegółowa relacja z wyprawy naukowej w Peru, w poszukiwaniu Vilcabamby, ostatniej stolicy Inków. Eskapada pod przewodnictwem peruwiańskiego profesora – Edmundo Guillena, z towarzyszeniem polskich reporterów – Tony'ego Halika i Elżbiety Dzikowskiej. Opis wyprawy prowadzony bardzo interesująco, z bogactwem faktów historycznych, niepozbawiony humoru i walorów krajoznawczych. Przyczepić się można do szaty graficznej – kopie zdjęć są bardzo kiepskiej jakości (prawdopodobnie ograniczeniem był zarówno sprzęt fotograficzny z lat siedemdziesiątych, jak i złe warunki oświetleniowe w trakcie filmowania),wymuszając domyślanie się co ma być na nich przedstawione i psując przyjemność z lektury. Chciałbym jednak zwrócić uwagę na coś zupełnie innego. Otóż ekspedycja była prowadzona w około 10 lat po analogicznej wyprawie Gene'a Savoya (zresztą odbywającej się w jeszcze trudniejszych warunkach – w trakcie jego wyprawy rozpoczynały się walki partyzanckie na tym obszarze) i w kilkadziesiąt lat po słynnych odkryciach Hirama Binghama na tym samym terenie. I o ile odkrycia Binghama są jeszcze wspominane w książce, o tyle nieodległa i bogata we wnioski praca Savoya jest prawie zupełnie w książce przemilczana. A przecież Savoy podążał niemal zupełnie na ślepo, kierując się ogólnymi wskazówkami z dostępnych, pozostałych po hiszpańskiej konkwiście materiałów. Jego dotarcie do ruin miasta można uznać za fantastyczne osiągnięcie. Pozostawił szczegółowy opis swoich odkryć i – co najważniejsze – naniósł na mapę dokładne położenie ruin miasta i budowli w jego okolicy. Elżbieta Dzikowska twierdzi, że Guillen i jego ekipa jako pierwsi dostarczyli jasnych i pewnych dowodów na położenie Vilcabamby, ale trudno oprzeć się wrażeniu, że tak naprawdę bazowali na doświadczeniach poprzedników, a i "dowody" które przedstawili (m.in. znalezienie dachówek, będących pokryciem pałacu Inków) już wcześniej były prezentowane (Savoy – dachówki, rozplanowanie i wielkość miasta, główne punkty sakralne i infrastruktury komunalnej). Tak naprawdę nie musieli pokazywać niczego nowego, współrzędne położenia Vilcabamby mieli podane przez Savoya i pewnie do nich podążali (choć jest wspomniane, że Guillen posiłkował się listami hiszpańskich żołnierzy. Co jest jednak mało prawdopodobne, bo raczej nie mogły one dać współcześnie żadnych precyzyjnych wskazówek),a usytuowanie poszczególnych znalezisk mogli już dopasowywać do zachowanych świadectw w dokumentach. Ich wyprawa absolutnie nie była wyprawą odkrywczą, należy ją traktować, w najlepszym przypadku, jako "potwierdzającą". Na końcu książki E.Dzikowska z rozbawieniem przytacza historię z późniejszą już wyprawą Japończyków, którzy przedstawili swoją z kolei grupę, jako tą, która ostatecznie odkryła i potwierdziła położenie Vilcabamby, pomijając zupełnie wcześniejsze sensacje zespołu Guillena. No cóż, Japończycy zrobili dokładnie to samo, co wcześniej Guillen/Dzikowska z Savoyem – każda pliszka swój ogonek chwali, a naukowcy i reporterzy czasami są podobni do wędkarzy, wspominających swoje połowy...
Frider - awatar Frider
ocenił na78 lat temu
W krainie złota i totemów Janusz Wolniewicz
W krainie złota i totemów
Janusz Wolniewicz
Melancholijna aura jesieni często sprawia, że chce się uciec ze znajomych kątów, uderzyć w trampka i podążyć na przygodę - jak Bilbo i cała masa innych postaci. Ale nie każdy ma możliwość spotkać Gandalfa, czy chociażby wyłuskać „kakaskę” na bilet hen, w nieznane. Zarząd radzi sobie z tym czytając książki podróżnicze. Tym razem Zarząd urwał się na Alaskę początku drugiej połowy dwudziestego wieku. Z autorem książki i jego kompanem filmowcem załatwił papiery i wsiadł na pokład samolotu, aby przenieść się w krainę owianą mitem i lodowatymi wiatrami. Wspomnienia z podróży są napisane humorystycznym stylem, bardzo ładną polszczyzną. Milo czytało się tę historię, okraszoną niekiedy przemyśleniami autora. Polubiłam go, szczególnie, że i ja nosiłam w sobie wiele obrazów Alaski i Indian tam mieszkających zaszczepionych przez Cooka i Londona. Jego towarzysz zaś zjednuje sobie sympatię czytelnika swoją energicznością i entuzjazmem, z jakim utrwala poszczególne momenty podróży na taśmie filmowej. Ich relacje, targanie kamer i aparatów i wspólne rozmowy pokazują, jak zażyłymi przyjaciółmi byli. Alaska jawi się na kartach tej książki jako kraina kontrastów - nowoczesność łączy się z tradycjami. Polacy podróżujący przez rubieże Alaski przybliżyli nam nie tylko jej duże miasta, ale też osiedla Indian, drogi i bezdroża, a także szlaki wodne. Dla współczesnego czytelnika ma to jeszcze walor przekazu sprzed kilkudziesięciu lat. Kiedy autor podał jako ciekawostkę, że mieszkańcu Alaski mogą cieszyć się codzienn siedmiogodzinnym programem telewizyjnym tak, jak każdy warszawiak pomyślałam o tym, jak wiele musiało zmienić się tam od tych czasów i jak wiele zmian zaszło w Polsce. Inną refleksją, która mnie naszła przy czytaniu, było to, jak wielu Polaków wyemigrowało do Kanady i Alaski po II wojnie światowej. Nasi podróżnicy prawie cały czas mieli okazję natykać się na rodaków, wykonujących różne prace na całym badanym przez nich terenie. Ludzie ci opuszczali Polskę w nadziei na lepsze perspektywy i pozostawali na Alasce, pokochawszy ten surowy kraj. To bardzo przyjemna lektura na jesienne popołudnie albo na trasę. Nie jest ciężka, ale pozwala snuć własne rozważania. Przybliża nam świat odległy nie tylko na mapie, ale też i w czasie. (http://dywagacjenadherbata.blogspot.com/2016/10/267-w-krainie-zota-i-totemow-janusz.html)
Alannada - awatar Alannada
oceniła na79 lat temu
Mato Grosso Wacław Korabiewicz
Mato Grosso
Wacław Korabiewicz
Nie chciałbym się znacząco powtarzać po innych opiniach o książce. Są dość spójne z moją oceną, choć pomijają niektóre minusy publikacji. Nie do końca zgodziłbym się tylko z opinią, że opisy świetnie oddają przyrodę dzikiej Brazylii, bo o ile momentami są wręcz poetycko przepiekne, tak szereg nazw zwierząt z dość skąpymi charakterystykami nie powiedziały mi nawet 1/5 tego, ile zdjęcia znalezione na googlu. Poza zaletami publikacji, o których wspominali inni, chciałbym napisać co nieco o realizmie, który wydaje się być czasami odsunięty na korzyść samego opowiadania historii. Chociażby z krótkiego opisu poznania się dwóch głównych bohaterów - autora i pana "Myśliwca" wynika, że ten pierwszy jest najwidoczniej naiwny jak niemowlę. Ciężko go wytłumaczyć przyparciem do finansowego muru, gdy najpierw spaceruje sobie spokojnie po Rio a chwilę później oddaje życiowe oszczędności obcemu facetowi który brzmi jak oszust, zachowuje się jak oszust, więc jest oszustem. Tłumaczyć to może tylko koloryzowanie historii, lub jej spłycanie aby nie wdawać się w szczegóły. Dodatkowo autorowi czasami mylą się rzeczy (np. wg niego stała mieszkanka Brazylii to corioca - w rzeczywistości to nazwa na obie płcie; autor pisze o byłej stolicy Mato Grosso - Villa Bella. W rzeczywistości to Vila Bela. Villa Bella leży w Boliwii; a mamangaba to nie mucha a pszczoła) lub może powtarza zasłyszane fakty, które mogą nie być prawdziwe (np. wg autora czarna wdowa to największy pająk Brazylii, co świadczy o tym, że chyba jej nie widział. Zwłaszcza, że chwilę później wspomina ptaszniki które są zdecydowanie większe; albo twierdzenie że 120kg dorada pada ofiarą piranii. To nie są tak duże ryby. Raczej 12kg; Także, mimo szczerych chęci, nie znalazłem informacji o wspomnianych morderczych mrówkach novato). Te uproszczenia, przeinaczenia i podkoloryzowany dramatyzm (lot pewnego ptaka ponoć przypomina dźwięk śmigła samolotu; mały ptaszek stąpając po liściach i gałęziach jest tak głośny jak idący, 100x cięższy jaguar; strzały z broni nie odstraszają niektorych ptaków podczas polowania, ale szept, pluśnięcie wody już tak, więc trzeba zachować całkowitą ciszę, co kontrastuje to z licznymi stwierdzeniami, że dzikie zwierzęta nie znając człowieka się go nie boją) wyznacza tory całej relacji z pobytu autora na Mato Grosso. Jeśli podejdzie się do książki ze świadomością, że jest ona subiektywną relacją osoby nie znającej realiów w jakich się znalazła, pisaną z perspektywy czasu i nieco dobarwianą, to historię będzie się czytało z zaciekawieniem. Choćby dlatego, że pan Korabiewicz ma bardzo przyjemny styl i często sięga po poetyckie, chwytające za serducho, plastyczne opisy. Czasami wraca też wspomnieniami do ojczyzny i boleśnie pointuje bezmiar głupoty ludzkiej.
koal - awatar koal
ocenił na67 miesięcy temu
Kierunek Antarktyda Czesław Centkiewicz
Kierunek Antarktyda
Czesław Centkiewicz Alina Centkiewicz
To moja pierwsza książka Centkiewiczów, kultowego małżeństwa podróżników, które od 1934 roku przybliżało polskim czytelnikom cuda i dziwy światów polarnych. Chyba to, co najbardziej ujęło mnie w tej pozycji to bardzo zgrabne połączenie indywidualnej perspektywy z niemałą ilością faktów historycznych, geologicznych i technologicznych. Książka zawiera wiele anegdot i bezpośrednich relacji obojga małżonków, którzy przez dużą część wyprawy poznawali "szósty kontynent" oddzielnie. Oczywiście, zważywszy na to, że książka była pisana na przełomie lat 50. i 60., nie brakuje w niej stereotypów, np. dotyczących słabości kobiet i ich zależności od silniejszych i bardziej doświadczonych mężczyzn (norma kulturowa wyraźnie zinternalizowana przez p. Alinę) czy licznych pochwał radzieckich ludzi nauki. Niemniej jednak, w przypadku tej drugiej kwestii jest to też - moim zdaniem - zaleta. Jak wiadomo, historię piszą zwycięzcy, a po upadku ZSRR wraz z nierzadko bezkrytycznym przejęciem narracji Zachodu wiele dokonań i odkryć Rosjan wrzucono w otchłań zapomnienia. Dobrze, że istnieją pozycje, które są świadectwem poświęcenia i oddania nauce wielu znamienitych specjalistów. Kilka z opisanych scen pokazuje także, że - być może wbrew powszechnemu przekonaniu - w warunkach polarnych współpraca między zespołami zza przeciwnych stron Żelaznej Kurtyny była nie tylko konieczna ale i też ochoczo podejmowana. Z wielu stron tego swoistego pamiętnika emanuje duża doza serdeczności, solidarności, badawczej wnikliwości, poczucie odpowiedzialności, a także świadomość niezwykłości tego, co udało się dokonać ludzkości w zderzeniu z surowym żywiołem polarnym, nie bez szacunku dla jego majestatu i potęgi. Niezwykłe jak w czasach pozbawionych stories, reelsów, live'ów książka była w stanie przenieść czytelnika w świat tak odległy od jego codziennej rzeczywistości. Alina i Czesław Centkiewiczowie uczynili to znakomicie. Wszystkich ciekawych świata zachęcam do zatopienia się w tej prawie trzysta-stronicowej lekturze. Zapewniam, że nie będzie to czas stracony.
Marcin Piątkowski - awatar Marcin Piątkowski
ocenił na71 rok temu

Cytaty z książki Dom pod żaglami

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Dom pod żaglami