rozwińzwiń

Czerwony kwiat

Okładka książki Czerwony kwiat autora Wsiewołod Garszyn,
Okładka książki Czerwony kwiat
Wsiewołod Garszyn Wydawnictwo: Książka i Wiedza Seria: Koliber publicystyka literacka, eseje
128 str. 2 godz. 8 min.
Kategoria:
publicystyka literacka, eseje
Format:
papier
Seria:
Koliber
Tytuł oryginału:
Rasskazy
Data wydania:
1969-01-01
Data 1. wyd. pol.:
1969-01-01
Liczba stron:
128
Czas czytania
2 godz. 8 min.
Język:
polski
Tłumacz:
Stefan Klonowski
Średnia ocen

7,7 7,7 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Czerwony kwiat w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Czerwony kwiat

Średnia ocen
7,7 / 10
44 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Czerwony kwiat

Sortuj:
avatar
2343
1517

Na półkach: , , ,

O Garszynie usłyszałam po raz pierwszy kilka dni temu, przeglądając rekomendacje znajomych. Krótki research i jeden fantastyczny artykuł w New Criterion później wiedziałam, że koniecznie muszę coś jego autorstwa przeczytać.

Padło na "Czerwony kwiat". To tytuł wydany w serii Koliber zawierający kilka opowiadań Garszyna. To też zbiór najbardziej rozpoznawalnych i dość różnorodnych utworów tego krótkożyjącego pisarza - mamy opowiadanie z jego doświadczeń wojennych ("Cztery dni"),mamy to powiązane z jego okresem w szpitalu psychiatrycznym ("Czerwony kwiat"),są te dotyczące rozkładu społeczeństwa i jego moralności ("Zdarzenie" i "Sygnalista"),mamy jego komentarz na temat stanu sztuki ("Malarze"),wreszcie mamy utwory paraboliczne ("Attalea princeps").

Co jest dosyć dziwne i jak dla mnie niespotykane - przemówiły do mnie wszystkie opowiadania. Zazwyczaj wybory - nawet te dobrze przemyślane - są nierówne i wśród wybitnych pojawiają się takie, które kwituję wzruszeniem ramion. Może to kwestia różnorodności wyboru, może fakt, że Garszyn tworzył zwięźle, ale tutaj tego problemu nie miałam. Nawet "Attalea princeps" - historia palmy rosnącej w szklarni -przy której miałam najwięcej wątpliwości - była na tyle celna i dobrze napisana, by pozostawić mnie z silną reakcją.

Krótko mówiąc - rewelacyjna.

O Garszynie usłyszałam po raz pierwszy kilka dni temu, przeglądając rekomendacje znajomych. Krótki research i jeden fantastyczny artykuł w New Criterion później wiedziałam, że koniecznie muszę coś jego autorstwa przeczytać.

Padło na "Czerwony kwiat". To tytuł wydany w serii Koliber zawierający kilka opowiadań Garszyna. To też zbiór najbardziej rozpoznawalnych i dość...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
369
358

Na półkach: ,

Opowiadania te mówią o losie biednych ludzi i ich próbie odnalezienia się w trudnej sytuacji życiowej. Jedno opowiadanie poświęcone zostało doświadczeniu autora, które zdobył w trakcie wojny rosyjsko-tureckiej i jest naprawdę dosyć odrażające, ale zarazem niezwykle prawdziwe.
Było to bardzo interesujące spotkanie i książka ta przypomniała mi te utwory, które czytało się na zajęciach z polskiego w Liceum.

Opowiadania te mówią o losie biednych ludzi i ich próbie odnalezienia się w trudnej sytuacji życiowej. Jedno opowiadanie poświęcone zostało doświadczeniu autora, które zdobył w trakcie wojny rosyjsko-tureckiej i jest naprawdę dosyć odrażające, ale zarazem niezwykle prawdziwe.
Było to bardzo interesujące spotkanie i książka ta przypomniała mi te utwory, które czytało się na...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
198
19

Na półkach:

Krótka, pełna symboliki, opowieść o niepoczytalnym człowieku, przebywającym w szpitalu psychiatrycznym. Wartościowa i przerażająca ze względu na swoją autentyczność. Autor sam cierpiał na chorobę psychiczną co wpływa na prawdziwość i rzetelność opisywanych sytuacji.

Krótka, pełna symboliki, opowieść o niepoczytalnym człowieku, przebywającym w szpitalu psychiatrycznym. Wartościowa i przerażająca ze względu na swoją autentyczność. Autor sam cierpiał na chorobę psychiczną co wpływa na prawdziwość i rzetelność opisywanych sytuacji.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

104 użytkowników ma tytuł Czerwony kwiat na półkach głównych
  • 63
  • 41
31 użytkowników ma tytuł Czerwony kwiat na półkach dodatkowych
  • 9
  • 8
  • 4
  • 3
  • 2
  • 2
  • 2
  • 1

Inne książki autora

Okładka książki Zapomniany album. Antologia noweli rosyjskiej XIX wieku. Cz. II Leonid Andriejew, Anton Czechow, Fiodor Dostojewski, Mikołaj Garin Michajłowski, Wsiewołod Garszyn, Iwan Gonczarow, Włodzimierz Korolenko, Aleksander Kuprin, Nikołaj Leskow, Dymitr Mamin-Sybiriak, Michaił Sałtykow-Szczedrin, Lew Tołstoj, Iwan Turgieniew, Gleb Uspieński, Wikientij Wieriesajew
Ocena 7,0
Zapomniany album. Antologia noweli rosyjskiej XIX wieku. Cz. II Leonid Andriejew, Anton Czechow, Fiodor Dostojewski, Mikołaj Garin Michajłowski, Wsiewołod Garszyn, Iwan Gonczarow, Włodzimierz Korolenko, Aleksander Kuprin, Nikołaj Leskow, Dymitr Mamin-Sybiriak, Michaił Sałtykow-Szczedrin, Lew Tołstoj, Iwan Turgieniew, Gleb Uspieński, Wikientij Wieriesajew
Wsiewołod Garszyn
Wsiewołod Garszyn
Ur. 1855, zm. 1888.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Nadzieja w beznadziei Nadieżda Mandelsztam
Nadzieja w beznadziei
Nadieżda Mandelsztam
Wspaniała elegia na cześć jednego z największych rosyjskich poetów 20. wieku, napisana przez wdowę, wierną strażniczkę jego twórczości w potwornym czasie. Nieocenione świadectwo najgorszego etapu w dziejach Rosji - jedno z najlepszych, jakie czytałem. Jakimś dziwnym trafem ta wybitna książka ominęła mnie w latach 80., gdy była wydana w podziemiu…. To także wielka ponadczasowa rozprawa na temat: władza a twórca w totalitarnym państwie. Sporo również tu o trudach tworzenia, zwłaszcza w tak przeraźliwie nieludzkim czasie, jak stalinizm. Zgodnie z logiką systemu, Osip Mandelsztam musiał paść ofiarą Ludojada, choć w początkach lat 30. Stalin napisał na jego aktach słynne “izolować , ale chronić”. Zmarł w 1938 r. w obozie pod Władywostokiem, co było m.in. konsekwencją tego wiersza z 1933 r. “Żyjemy tu, nie czując pod stopami ziemi, Nie słychać i na dziesięć kroków, co szepczemy, A w półsłówkach, półrozmówkach naszych Cień górala kremlowskiego straszy. Palce tłuste jak czerwie, w grubą pięść układa, Słowo mu z ust pudowym ciężarem upada. Śmieją się karalusze wąsiska I cholewa jak słońce rozbłyska. Wokół niego hałastra cienkoszyich wodzów: Bawi go tych usłużnych półludzików mozół. Jeden łka, drugi czka, trzeci skrzeczy, A on sam szturcha ich i złorzeczy. I ukaz za ukazem kuje jak podkowę – Temu w pysk, temu w kark, temu w brzuch, temu w głowę. Miodem kapie każda nowa śmierć Na szeroką osetyńską pierś”. “Jagodzie [szefowi NKWD] tak spodobał się wiersz O. M., że był łaskaw nauczyć się go na pamięć. Śledczy pytał, jak każdy ze słuchaczy reagował na wiersz. O. M. twierdził, że wszyscy błagali go, żeby zapomniał go i nie narażał na zgubę siebie i innych". W innym wierszu Poeta sam wieszczył swój los: “Więc za chwałę tych dni, co nadejdą w przyszłości, I za ludzkiej godności sprawę Pozbawiłem się miejsca przy stole mych ojców I radości, i czci mojej nawet. Wiek, jak brytan wilkowi, do gardła mi skacze, Lecz ja wilkiem nie jestem, nie jestem. Jak się czapkę pcha w rękaw, tak pchnij mnie już raczej W duszny kożuch Syberii leśnej. Byle tchórza nie widzieć i brudu nie widzieć Ani kołem łamanych kości. Niechaj z nocy polarnej błękitny lis wyjdzie, Niech mi zalśni w swej mroźnej piękności. Prowadź w noc, gdzie Jenisej przetacza się milcząc, Tam gdzie sosna do gwiazdy się wspina, Bo nie jestem ja wilkiem i krew mam niewilczą, A więc z ręki równego niech zginę”. Według reguł systemu powinna być “zniknięta” także i jego żona, tak wydawałoby się, krucha, a przecież tak heroiczna Nadieżda Mandelsztam. Ocalił ją (jak w “Biegunach”) ciągły ruch, zmiana miejsca, aby nie dopadło jej Zło. Wszystkie wiersze z męża z a p a m i ę t a ł a, bojąc się je trzymać w domu, choć część ukryła u zaufanych przyjaciół, co wszak nie dawało żadnej gwarancji. Jak pisała, “mnie zaś uratowała przed aresztowaniem własna bezdomność.(...) Zabrakło dla mnie pułapki; jako bezdomna zostałem zapomniana - dlatego przeżyłam i przechowałam wiersze O.M”. “Nikt, oprócz zaangażowanych do pracy, nie może się zameldować w żadnym w mieście; w dodatku dla zameldowania potrzebny jest dowód osobisty, a wielu ludzi, pozbawionych tego dokumentu, w ogóle nie może się ruszyć z miejsca. Wielu z nas nie rozumie jeszcze, że dowód tożsamości też jest u nas przywilejem”. To także książka o sile poezji. Autorka opisuje relacje ludzi, którzy byli wraz z Mandelsztamem w obozie i po uwolnieniu po 1956 r. nie bali się złożyć jej relacji. Wynika z niej że opowiadał on wiersze... żądającym tego kryminalistom, w zamian za jedzenie. Takie było pierwsze aresztowanie poety w (drugie w 1937 r. było już ostateczne) : “Wtem, koło pierwszej w nocy, rozległ się wyraźny, nieznośnie ostry stuk. +To po Osię+ – powiedziałam i poszłam otworzyć drzwi. Za drzwiami stali mężczyźni w cywilu; odniosłam wrażenie, że jest ich wielu. Na ułamek sekundy pojawiła się nadzieja że to jeszcze nie to; sukienne płaszcze przysłaniały mundury (...). Nadzieja znikła gdy nieproszeni goście przestąpili próg”. “Zaraz zaczęto sprawdzać dokumenty i, z nawyku, automatycznie gładzić nas po biodrach sprawdzając, czy w kieszeniach nie ma broni.(...) Wierzyli święcie i bez wyjątku, że w każdym domu i każdej nocy mogą napotkać na opór”. “Czekista był wstrząśnięty nieobecnością marksizmu na naszej półce. +Gdzie trzymacie swoich klasyków+ – zapytał, a O.M. usłyszawszy pytanie, szepnął do mnie: +Po raz pierwszy aresztuje człowieka, u którego nie ma Marksa....+”. “Patrząc jak szykuję rzeczy, żartobliwie - zgodnie z instrukcją! – mówili: +Tyle rzeczy! Po co? Czy on się do nas wybiera na tak długo? Porozmawiają z nim i wypuszczą+”. “Bez względu na bieg nadany takiej sprawie, groziła ona tylko zesłaniem, a tego się nie baliśmy. Deportacje i zesłania stały się u nas sprawą powszechną.(...) Wiersz o Stalinie to co innego (...) nie było wątpliwości, że za ten wiersz zapłaci życiem”. O pierwszym zesłaniu w początku lat 30. do Czerdynia Autorka pisze, że "wspaniała organizacja tego wyjazdu była straszniejsza, wstrętniejsza i bardziej zwiastowała koniec świata niż prycze, więzienia, kajdany i chamskie wrzaski żandarmów i dręczycieli. Wszystko odbyło się w największym stopniu elegancko i gładko, bez jednego niegrzecznego słowa”. A konwojent odstąpił od wielu rygorów. Po kolejnym zatrzymaniu O.M. miał już naruszoną psychikę, a gdy żona zażądała od lekarki ekspertyzy medycznej.... “Nie wytrzymawszy, powiedziała mi: +Czego pani ode mnie chce? Przecież 'stamtąd' wszyscy przyjeżdżają w takim stanie+. “Przypadkowo kupiliśmy gazetę i przeczytaliśmy o zniesieniu kary śmierci i podwyższeniu wyroków więzienia do lat 20. O.M. początkowo się ucieszył, a potem zorientował o co chodzi: +Jak oni tam zabijają, skoro trzeba było znosić karę śmierci!+ – powiedział mi”. “Gdybyśmy potrafili przewidzieć wszystkie możliwe warianty losu, to nie zaprzepaścilibyśmy ostatniej szansy normalnej śmierci – otwartego okna w naszym pokoju na czwartym piętrze domu pisarzy w zaułku Furmanowa, w mieście Moskwie”. Wiele tu gorzkich słów Autorki pod adresem sowieckich elit kulturalnych. Gdy mąż jest już źle widziani, pozostaje przy nich zaledwie kilka osób: wielka poetka Anna Achmatowa (jakimś kaprysem satrapy pozostawiona przy życiu),pisarz i literaturoznawca Wiktor Szkłowski (“dom Szkłowskich był jedynym miejscem, gdzie czuliśmy się jak ludzie. W tej rodzinie wiedziano jak postępować ze skazańcami”) i wielka pianistka Maria Judina (“specjalnie wywalczyła sobie koncerty w Woroneżu, żeby się zobaczyć z O.M.“). Do czasu bronił go także wysoko postawiony bolszewik Nikołaj Bucharin, z którym Mandelsztamowie utrzymywali dobre stosunki. Jego zasługą było przeniesienie z pierwszego ich zesłania w Czerdyniu do Woroneża, gdzie przeżyli kilka normalnych lat. Ale skoro ten dawny “ulubieniec partii” sam poszedł pod nóż….. “Bucharin nie był odszczepieńcem, ale musiał już czuć chłód mogilnego dołu, do którego prowadziły go wątpliwości i gorzka potrzeba nazwania czegoś, przynajmniej od czasu do czasu, własnym imieniem”. Dla związku literatów Mandelsztam był niczym zadżumiony. “Dał nawet O.M. związkową delegację twórczą i wysłał go na budowę kanału [Białomorskiego], błagając o napisanie jakiegoś produkcyjnego wierszyka. Ten właśnie wierszyk, z poparciem Achmatowej, wrzuciłam do pieca”. Wiele dobrego Autorka mówi zaś o klasach uchodzących za gorsze, zwłaszcza na prowincji, gdzie pomieszkiwała w wynajmowanych klitkach z najbardziej prymitywami warunki, pracując fizycznie, (“Nocami biegałam po ogromnej hali fabrycznej i puszczając w ruch maszyny mamrotałam pod nosem wiersze. Musiałam znać wszystko na pamięć, przecież papiery mogli mi zabrać, a ci, którzy przechowywali kopie, mogli, przestraszywszy się, wrzucić je do pieca”). To było życie w pozornym spokoju, bo tam wprawdzie nadzór NKWD był nieco słabszy niż w Moskwie, ale i z takiego miejsca musiała nagle uciekać jak stała, gdy się nią zainteresowano. “W rodzinach robotniczych rozmawiano o wiele bardziej swobodnie i otwarcie niż w inteligenckich”. Wstrząsająco wzruszająca jest opowieść, jak biedna chłopka wrzuciła na peronie do wagonu zesłańców czekoladkę niesioną dla dziecka. “Nigdy nie ukrywałam, że jestem Żydówką, ale we wszystkich tych rodzinach – u robotników, kołchoźników, biuralistów – traktowano mnie jak bliskiego człowieka.(..) Najstraszniejsze zjawisko to pół inteligencja; w takim środowisku zawsze znajdzie się grunt dla faszyzacji, dla nacjonalizmu i w ogóle dla nienawiści ku wszelkiej inteligencji”. “W ciągu 32 lat nie wydrukowano ani jednej linijki jego wierszy; minęło ćwierć wieku od jego śmierci i 30 lat od pierwszego aresztowania”. Wspaniały jest język Autorki, klasycznie inteligencki, właściwy dla starej, “innej Rosji” Czechowa czy Tołstoja, która na jej oczach odchodziła w niebyt. Jedynym, za to znaczącym błędem edycji, jest brak przypisów. Mimo że nieco znam stalinowskie realia, to co rusz musiałem sprawdzać różne osoby w Internecie, nb. niektóre nawet bez imienia, a nazwiska czasem kompletnie już nic niemówiące. Irytują też rusycyzmy, jak Feodozja czy Jerewań. Inne cytaty: “W latach terroru nie było w moim kraju domu, którego mieszkańcy nie dygotaliby nocami ze strachu na odgłos auta czy windy. (...) Musieliśmy ustawicznie walczyć z atakami strachu, kiedy każde z nas mimo woli rejestrowało – czasami realne, czasami rzekome - oznaki nadchodzącej katastrofy. Już sama ta rejestracja doprowadzała człowieka na krawędź choroby psychicznej”. “Ten, kto oddychał powietrzem terroru, jest zgubiony, nawet jeśli przypadkiem pozostał przy życiu. Wszyscy – oprawcy, ideologowie, pomocnicy, ci, co układali pochwalne hymny, co zamykali oczy i umywali ręce, i nawet ci, co po nocach zgrzytali zębami – wszyscy oni są również ofiarami terroru”. “Rozpleniły się dwie choroby; jedni podejrzewali w każdym konfidenta, inni bali się, że ich za konfidentów wezmą”. “Wszyscy bali się siebie nawzajem; przecież najbliższej nocy mógł zostać aresztowany najbardziej pewny człowiek, który właśnie opublikował w +Prawdzie+ artykuł wymierzony przeciwko wrogom ludu”. “Jedno aresztowanie pociągało za sobą łańcuszek następnych – krewnych, znajomych, posiadaczy telefonów zapisanych w notesie aresztowanego, tych, z którymi przed rokiem spędzał Sylwestra, i tego, kto miał przyjść na zabawę, ale przestraszył się i nie przyszedł”. “Usłyszawszy o kolejnym aresztowaniu nie pytaliśmy nigdy: +Za co go wzięli?+. Ale takich jak my bywało niewielu. Nieprzytomnie zastraszeni ludzie zadawali sobie nawzajem takie pytania dla samouspokojenia: ludzi biorą za coś, ergo mnie nie wezmą, bo nie ma za co! +Czas zrozumieć, że ludzi biorą za nic+”. “Wszyscy byli potencjalnymi kandydatami do awansu społecznego, bo codziennie ktoś znikał i ktoś inny awansował na jego miejsce”. “Wszyscy byliśmy owcami, które pomagają się zarzynać lub też – nie chcąc trafić do stada owiec – zmiennymi pomocnikami oprawców – i w obu rolach, niszcząc w sobie wszystkie ludzkie instynkty, przejawialiśmy zadziwiającą pokorę. Zmiażdżeni przez system, w którego tworzeniu tak czy owak współuczestniczyliśmy wszyscy – okazaliśmy się niezdolni nawet do biernego oporu”. “Kiedyś lud rosyjski współczuł nieszczęsnym katorżnikom, a inteligencja uważała za swój obowiązek wspieranie politycznych zesłańców, ale wszystko to zniknęło”. “Żonie powiedziano, że dostał 10 lat bez prawa korespondowania. Dopiero po pewnym czasie dowiedzieliśmy się, że oznaczało to rozstrzelanie”. “Wdowieństwo czy sieroctwo zaczynało się z chwilą aresztowania i nikt nie informował bliskich o śmierci więźnia. Czasami w prokuraturze, poinformowawszy żonę o 10-letnim zesłaniu męża, dodawano: możecie wyjść za mąż”. “Okazuje się, że nie było u nas ani jednego stalinisty i wszyscy walczyli ze stalinizmem. Co do mnie, mogę zaświadczyć, że spośród moich znajomych nie walczył nikt. Ci, którzy nie stracili sumienia, starali się po prostu siedzieć cicho. To również wymagało prawdziwego męstwa”. “Ci, co zginęli powinni się cieszyć z tego, że ich pośmiertnie zrehabilitowano albo, przynajmniej, umorzono ich sprawy z powodu braku dowodów winy”.
Łukasz Starzewski - awatar Łukasz Starzewski
ocenił na101 miesiąc temu
Białoruś: kartofle i dżinsy Andrzej Brzeziecki
Białoruś: kartofle i dżinsy
Andrzej Brzeziecki Małgorzata Nocuń
Tytuł książki bardzo dobrze został dopasowany do omawianych wątków tematycznych, zawarł symbolikę: dżinsy jako upragniona wolność, a kartofle mieszkańcom ZSRR wiązały się z Białorusią. Otóż w ZSRR mówiono na Białorusinów "bulbasze", od słowa "bulba", co po białorusku oznaczało ziemniaki, a Białorusini sadzili, jedli i eksportowali dużo ziemniaków. Oprócz tego niespodziewane objęcie władzy w państwie przez dyrektora sowchozu – Aleksandra Łukaszenki – nazwano "kartoflaną rewolucją". To był bardzo ciekawy reportaż dwojga młodych dziennikarzy (książka wydana w 2007 roku). Kalendarium objęło wydarzenia od 1979 roku do stycznia 2007 roku. W 1981 roku kilkoro młodych ludzi założyło zespół rockowy o nazwie Mroja (Marzenia). Przyświecała im idea śpiewania po białorusku, a nie po rosyjsku – gdyż ten język wszędzie dominował, a oni chcieli się temu sprzeciwić i kształtować tożsamość narodową. Przywołano rosyjską grupę rockową o nazwie DDT, która zyskała uznanie młodego pokolenia w latach osiemdziesiątych. Sporo polityki, osób związanych z opozycją wobec Aleksandra Łukaszenki, którego tutaj troszkę lepiej poznałem z opowiadań tych, co mieli z nim bezpośrednią styczność, a on w wyniku splotu okoliczności znalazł się u szczytu władzy – chyba wtedy nikt z ówczesnych polityków tego nie przewidział. Zręczność demagogiczna Aleksandra Łukaszenki doprowadziła go do sukcesu i na początku miał lawinowe poparcie społeczeństwa. Następstwem jego autorytaryzmu były szykany, pobicia, morderstwa polityków, niepokornych oficerów, urzędników i dziennikarzy. Opozycjonistów bardzo wspomagał finansowo George Soros, w tym sponsorował prasę. W Polsce dysydenci znaleźli schronienie. Wzruszyły mnie losy ludzi chcących żyć w wolności i kulturze białoruskiej – Łukaszenka to uniemożliwiał, wielu doprowadził do śmierci, zacieśniał współpracę z Rosją, w tym między innymi powrócono do nauki historii z podręczników jakie obowiązywały za czasu istnienia ZSRR.
Miłośnik-Książek - awatar Miłośnik-Książek
ocenił na85 lat temu
Listy z Rosji Astolphe de Custine
Listy z Rosji
Astolphe de Custine
Opis i opinie o książce są wyczerpujące. Cóż można dodać? Listy markiza są w Polsce mało znane, dosłownie parę wzmianek w literaturze. A szkoda. Niezapomniana lektura. Moim zdaniem książka - matka, dla wszystkich późniejszych historyków. Nie twierdzę, że następcy byli plagiatorami, ale tyle razy spotykałem się z opiniami innych autorów, jakby żywcem zapożyczonych od autora. Na pewno była to lektura obowiązkowa dla każdego z nich. Wiele celnych opinii o Rosjanach i Rosji, dwa przykłady: " Rosjanie zgnili, zanim dojrzeli " " Syberia zaczyna się od Wisły " itd. itp. Jeden opis bardzo smutny, przytoczę go w całości, bo nie myślę, żeby dużo osób miało możliwość przeczytać książkę. Petersburg 1839r."... trafiłem nogą na kamień i przeczytałem na nim imię, które mnie mocno wzruszyło: Poniatowski... Królewska ofiara próżności, ten zbyt łatwowierny kochanek Katarzyny II jest pochowany tu bez żadnych należnych mu względów, ale wyzuty z majestatu korony, zachował majestat nieszczęścia. Niedole tego władcy, jego zaślepienie tak okrutnie ukarane i perfidna polityka jego wrogów zwraca uwagę wszystkich podróżnych na jego poniechany grób. " Bez komentarza. Nie, chwila ciszy. Jaki był, taki był, ale to zawsze KRÓL POLSKI. Jego ciało przeniesiono w 1938 r. do Wołczyna ( obecnie Białoruś ). Od 1995 r w Warszawie, w katedrze św, Jana. Jeśli ktoś ma ochotę przeczytać na 246 stronach niekończącej się krytyki Rosji, cara, arystokracji, chłopów, wojska ( za wyjątkiem Kozaków ) azjatyckiej mentalności, strachu, zakłamania, architektury, kultury... spokojnie, spokojnie, brak kultury to też kultura, a to tylko wstęp do wyliczanki, to znalazł swoją książkę. Polecam.
ando - awatar ando
ocenił na1010 miesięcy temu
Słowa Jean-Paul Sartre
Słowa
Jean-Paul Sartre
„Zrodziłem się z pisania - przed nim istniała tylko gra luster; gryzmoląc już swoją pierwszą powieść wiedziałem, że jako dziecko wkroczyło do pałacu zwierciadeł. Pisząc istniałem (...) istniałem tylko po to, żeby pisać” - czyli „Słowa” Jean - Paul Sartre. . To swego rodzaju biografia - autobiografia lat dzieciństwa i analiza swej osobowości w tym pierwsze zalążki człowieka jako pisarza jako artysty. Filozofia Sartre’a jest na najwyższym poziomie, ocieka nią każda strona tekstu, każde zdanie jest przesiąknięte iluzją, Francją, dziwną belle epoque. Sartre to bardzo trudny i wymagający literacki gracz. Jego sarkastyczna i brutalna autoanaliza dzieciństwa, roli matki i dziadka ukazuje „smutne” życie, w którym brakuje rówieśników ... są jedynie słowa i książki. I to właśnie one przyczyniły się do wykreowania wyjątkowej wyobraźni. . „Nie będę pisał dla przyjemności pisania, ale żeby w słowach wykuć sobie to ciało (...). Rozpatrywane z wyżyn mojego grobowca. Słowa to pamiętnik, to wspomnienie, to ironiczna autoanaliza. To niezwykła książka, pełna ironii, cynizmu i entropii. . Za „Słowa” otrzymał w 1964 roku Literacką Nagrodę Nobla, której odmówił przyjęcia argumentując to tym, „iż żaden człowiek nie powinien być uwieczniony za życia gdyż to ogranicza jego wolność”. . „Jestem mucha - łażę po szybie, spadam i znów zaczynam włazić. (...). Czuję, że czas nie mija”.
Bożenka Wykurz - awatar Bożenka Wykurz
ocenił na75 lat temu
Lew Tołstoj. Biografia Wiktor Borisowicz Szkłowski
Lew Tołstoj. Biografia
Wiktor Borisowicz Szkłowski
„Lew Tołstoj Biografia" to świetna książka stworzona przez wybitnego teoretyka i historyka literatury Wiktora Szkłowskiego. 🇷🇺Dowiadujemy się z niej, że Lew to człowiek bardzo samotny choć miał wielu fanów. Wielki mówca, który uwielbiał opowiadać dzieciom legendy i opowieści biblijne, a nie potrafił rozmawiać z własną rodziną. Poznajemy jego żonę Zofię Bers, która przepisywała wszystkie dzieła męża, robiąc często po kilka ich kopi. Matka 13 dzieci, gospodyni zarządzająca majątkiem, pomagająca innym. Czy także samotna w walce z codziennym życiem? Smutna prawda, jaki rozrzutny i nierozsądny potrafił czasem być Tołstoj. Dziedzic dużego majątku, który pewnego dnia porzuca wszystko by żyć w zgodzie z sobą. 🇷🇺Wiktor Szkłowski przeprowadził bardzo wnikliwe badania, przeglądając listy i prywatne zapiski największego człowieka w historii - Lwa Nikołajewicza Tołstoja. Na podstawie zgromadzonego materiału realistycznie oddał zarówno sylwetkę pisarza jak i klimat XIX — wiecznej Rosji. 🇷🇺Autor w ciekawy sposób, dzieląc życie Lwa na rozdziały, pokazuje jego nawrócenie i szczerość, jaką stosował wobec siebie. Dotyka jego życia prywatnego i bez ogródek obnaża wrażliwe wątki. Poznajemy poglądy Tołstoja i to jak postrzegał rzeczywistość oraz jak powstawały jego nowele i publikacje. 🇷🇺Polecam Wam fantastyczną biografię rosyjskiego powieściopisarza, gdzie każdy chyba😉 kojarzy jego największe dzieła „Szczęście rodzinne'' „Wojna i Pokój'' „Anna Karenina'' „Zmartwychwstanie'' 09.09.1828 r. - 20.11.1910 r.
Urszula - awatar Urszula
oceniła na84 lata temu
Joy Division od środka. Nieznane przyjemności Peter Hook
Joy Division od środka. Nieznane przyjemności
Peter Hook
Książka Petera Hooka współtwórcy sukcesu Joy Division to zbiór anegdot z okresu młodości, początków powstania zespołu oraz jego rozwoju.Pokazuje 16-letnich chłopaków uwielbiających wybryki o charakterze wręcz chuligańskich, zafascynowanych ideologią punków marzących by żyć z muzyki a nie przeciętnej pracy.Ciekawym jest poznać Anglię z lat 70, w której policjanci młodocianym złodziejom sprawidliwość wymierzają pałkami w bramach.Peterk Hook ma talent do snucia opowieści i poznając historię Joy Division ma się wrażenie, że jest się wraz z nimi w brudnych salach koncertowych, gdzie szkło tłukło się kilogramami i można było stracić . Książka Hooka pokazuje również jak można żyć razem a być obok siebie. Pokazuje z jaką obojętnością członkowie grupy podchodzili do choroby Iana Curtisa , jak byli skupieni na samych sobie nie widząc tragedii jaka działa się obok. Jest swoistą odpowiedzią na pytanie jak to jest, że młodzi ludzie popełniają samobójstwo a nikt z ich otoczenia nie widzi wcześniej symptomów, które ich na tę drogę prowadzą. Strasznym się zdaje opis dnia w którym Hook dowiaduje się o śmierci przyjaciela- telefon przerwał mu obiad, ten po usłyszeniu wiadomości dalej kontynuował jedzenie i jak przyznał dopiero po latach uświadomił sobie jak on i pozostali członkowie grupy przeszli obojętnie wobec tej tragedii...
Amethis - awatar Amethis
ocenił na78 miesięcy temu
Ja, inny. Kronika przemiany Imre Kertész
Ja, inny. Kronika przemiany
Imre Kertész
Zastanawia się Imre Keretesz u schyłku życia nad sprawami podstawowymi, śmiercią, która nieuchronnie nadchodzi, życiem, pamięcią i przede wszystkim nad sposobem wyrażenia siebie, co okazuje się zadaniem niewykonalnym, zdaje sobie bowiem sprawę, że język jako środek wyrazu jest ograniczony, i tylko właśnie jako tekst, kod może się manifestować człowiek, autor. No ale to nie ma nic wspólnego z pragnieniem odsłonięcia siebie, oddaniem,bo ostatecznie człowiek jest poza tekstem (słowem). Z pamięcią również nie jest najlepiej. To jednostkowa tożsamość, nieistotna bo nawet chwila tworzenia jest aktualna tylko w teraźniejszości. Kontynuacja tej chwili to już ktoś inny. Miło było, gdy Keretesz odwoływał się do Gombrowicza, Brandysa. W chwili śmierci człowieka zdradzamy go, wyrzekamy się korzystając z samozachowawczego mechanizmu, by jakoś móc żyć dalej. Okrutne. Paradoks, może nawet przekleństwo polega na tym, że jesteśmy skazani na to samo. Na samotność chwili ostatniej, w której zmierzymy się z otaczającą mgłą, ulegli, bez możliwości buntu. A tymczasem… trzeba robić wszystko żeby nie oszaleć. Mądry facet, pisze: „Ospały, późny jesienny zmierzch przechodzący w wieczór, tęskny, nieokreślony ból jak po wielkiej stracie, który ogarnia nas w obcych miastach na widok ciepłych domów, przyjemnych kawiarni ze świeczkami, kiedy błąkamy się nad rzeką, to ten bezimienny, pradawny ból, zamknięty skórą, włosami, charakterem, ból indywiduum cierpiącego w celi Ja, pragnienie uwolnienia się z więziennej celi. Byk w takich chwilach ryczy tępo, z pretensją, i daje oszukać się jałówką – a przecież nie o to chodzi.” To jeden z piękniejszych fragmentów prozy jakiego doświadczyłem. Sporo można pisać o tej książce, właściwie bez końca, skarbnica wiedzy, uczuć i przede wszystkim mądrości. Polecam.
fiszer - awatar fiszer
ocenił na927 dni temu
Moje życie Lew Trocki
Moje życie
Lew Trocki
Dawno nie czytałem autobiografii, co prawda Trocki nazwał świadectwo swojego życia - podtytułem - "Próba autobiografii". Ciekawe doświadczenie czytelnicze, książka liczy sobie ponad 660 stron, pokonałem ją w parę nocy. Niektórych całość może męczyć, wydanie reprintu (przedruku) z lat 90. jest pełne archaicznej interpunkcji i ortografii, co na początku nieco irytuje, później wchodzi w krew, czyta się gładko. Trocki na kartach swojej książki pokazuje się jako poszkodowany przez działania Stalina, który stworzył wrogą celom rewolucji frakcję w partii, zaprzepaszczającą dorobek Lenina, chcącą jedynie władzy. Liczne stwierdzenia autora są trafne, z niektórymi nie można się zgodzić. Nie jestem komunistą, aby go oceniać. Bezsporne jednak jest uznanie Trockiego, że Stalin przyczynił się do gwałtownych zmian w partii komunistycznej, ostrej propagandy, politycznych przekłamań, niszczenia przeciwników politycznych. Autor wskazuje nie tylko na osobę Stalina, z racji formy pisze głównie na temat przeżyć od czasów dzieciństwa i edukacji szkolnej do życia na zesłaniu w Konstantynopolu. Wstawia też w trakcie opisu czasów rewolucji analizę stosunków z wieloma osobami, polityki partii, zmian wywołanych przez "epigonów" (jak nazywa zwolenników Stalina). Przywołuje korespondencję i opinie różnych person. Jako źródło historyczne, żywa ocena czasów oczami leninowca, lecz antystalinowca wydaje się interesujące, niecodzienne spojrzenie na rzeczywistość.
Marcin - awatar Marcin
ocenił na69 lat temu

Cytaty z książki Czerwony kwiat

Więcej
Wsiewołod Garszyn Czerwony kwiat Zobacz więcej
Wsiewołod Garszyn Czerwony kwiat Zobacz więcej
Więcej