rozwińzwiń

Zając o bursztynowych oczach. Historia wielkiej rodziny zamknięta w małym przedmiocie

Okładka książki Zając o bursztynowych oczach. Historia wielkiej rodziny zamknięta w małym przedmiocie autora Edmund de Waal, 9788375365160
Okładka książki Zając o bursztynowych oczach. Historia wielkiej rodziny zamknięta w małym przedmiocie
Edmund de Waal Wydawnictwo: Czarne Seria: Poza serią literatura piękna
392 str. 6 godz. 32 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Seria:
Poza serią
Tytuł oryginału:
The Hare with Amber Eyes. A Hidden Inheritance
Data wydania:
2013-04-03
Data 1. wyd. pol.:
2013-04-03
Liczba stron:
392
Czas czytania
6 godz. 32 min.
Język:
polski
ISBN:
9788375365160
Tłumacz:
Elżbieta Jasińska
Inne
Średnia ocen

7,7 7,7 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Zając o bursztynowych oczach. Historia wielkiej rodziny zamknięta w małym przedmiocie w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oficjalne recenzje książki Zając o bursztynowych oczach. Historia wielkiej rodziny zamknięta w małym przedmiocie i



Przeczytane 276 Opinie 0 Oficjalne recenzje 130

Opinia społeczności książki Zając o bursztynowych oczach. Historia wielkiej rodziny zamknięta w małym przedmiociei



Książki 2453 Opinie 2371

Oceny książki Zając o bursztynowych oczach. Historia wielkiej rodziny zamknięta w małym przedmiocie

Średnia ocen
7,7 / 10
217 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Zając o bursztynowych oczach. Historia wielkiej rodziny zamknięta w małym przedmiocie

avatar
3070
754

Na półkach: ,

Temat "Zająca o bursztynowych oczach" zdradza podtytuł: "Historia wielkiej rodziny zamknięta w małym przedmiocie". Ten przedmiot, a raczej przedmioty, to kolekcja 264 japońskich miniaturowych figurek netsuke z kości słoniowej lub drewna. Wykonane z niezwykłą precyzją netsuke, przez Francuzów - którzy w drugiej połowie XIX wieku oszaleli na ich punkcie - nazywane były "bijoux-joujoux lilliputien", uroczymi lilipucimi cackami. Kiedy brytyjski artysta-ceramik Edmund de Waal je odziedziczył, postanowił poznać historię tych misternie wykonanych bibelotów. Rezultatem jego "śledztwa" jest obejmująca 140 lat kronika bajecznie bogatej żydowskiej rodziny Ephrussich, której de Waal jest potomkiem. Ludzi nie parających się pracą, wyształconych, miłośników sztuki, przyjaciół i mecenasów artystów; przedstawicieli świata, któremu kres położyła II wojna światowa.

Z korzeniami w Berdyczowie, wzbogaceni w Odessie, bankierzy z rodu Ephrussi brylowali w Paryżu i Wiedniu. Ich dzieje to zarazem historia tzw. Mitteleuropy. Krainy (na szczęście) niezaistniałej formalnie, kontrolowanej kulturalnie i politycznie przez państwa niemieckojęzyczne, rozpościerającej się od państw bałtyckich przez Polskę, Czechy, Słowację i Węgry aż do Niemiec i Austrii.

Figurki, zakupione w Paryżu przez zarażonego modą na japońszczyzną Charlesa Ephrussiego, wędrowały po świecie wraz z kolejnymi posiadaczami. Stały się niemymi świadkami historii i wiernymi towarzyszami żydowskiej rodziny - i w czasach chwały na przełomie wieków, i cierpienia podczas Holokaustu. De Waal odżegnuje się od klasycznej rodzinnej sagi, chce raczej "dowiedzieć się, czyje ręce dotykały tych maleńkich rzeźb i jakie były myśli ludzi, do których należały". Chcąc nie chcąc napisał jednak - mocno wyidealizowaną - kronikę swojego rodu, tyle że pretekstem było odtworzenie historii figurek netsuke. Niestety, nie udało mu się tchnąć życia w coraz bardziej nużącą wyliczankę nazwisk i dat. Głównymi bohaterami książki są kolejni posiadacze kolekcji, którzy usilnie a bezskutecznie próbują się zasymilować. Wszędzie uchodzą za obcych i parweniuszy, i nijak nie potrafią zrozumieć, dlaczego wszystkich razi ostentacyjne chełpienie się bogactwem.

Kronika rodziny, która pieniędzmi próbowała sobie kupić miejsce w wyższych sferach. Nie zmogłam do końca: 4.5/10

Temat "Zająca o bursztynowych oczach" zdradza podtytuł: "Historia wielkiej rodziny zamknięta w małym przedmiocie". Ten przedmiot, a raczej przedmioty, to kolekcja 264 japońskich miniaturowych figurek netsuke z kości słoniowej lub drewna. Wykonane z niezwykłą precyzją netsuke, przez Francuzów - którzy w drugiej połowie XIX wieku oszaleli na ich punkcie - nazywane były...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
151
102

Na półkach: ,

Początek dla mnie był ciężki, mnogość nazw, nazwisk, terminów. Jednak jak już się z tym obyłam poszło jak z płatka i wciągnęłam się w losy rodu Ephrussich. Najbardziej podobał mi się okres paryski i życie salonowe finansjery.
Książka mówi też o wygnaniu, przynależności, asymilacji i tak jak w podtytule historii zawartej w małych przedmiotach.

Początek dla mnie był ciężki, mnogość nazw, nazwisk, terminów. Jednak jak już się z tym obyłam poszło jak z płatka i wciągnęłam się w losy rodu Ephrussich. Najbardziej podobał mi się okres paryski i życie salonowe finansjery.
Książka mówi też o wygnaniu, przynależności, asymilacji i tak jak w podtytule historii zawartej w małych przedmiotach.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
450
144

Na półkach:

Nie wiem, dlaczego tak zachwyciła mnie ta opowieść- może własny sentyment do opisywanych miast? Może sposób opowiadania? Moze dobre tłumaczenie? Naprawdę, nic wybitnego, a tak pochłonęłam, jakbym wieki nie jadła. Polecam do plecaka, w podróży.

Nie wiem, dlaczego tak zachwyciła mnie ta opowieść- może własny sentyment do opisywanych miast? Może sposób opowiadania? Moze dobre tłumaczenie? Naprawdę, nic wybitnego, a tak pochłonęłam, jakbym wieki nie jadła. Polecam do plecaka, w podróży.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

1228 użytkowników ma tytuł Zając o bursztynowych oczach. Historia wielkiej rodziny zamknięta w małym przedmiocie na półkach głównych
  • 745
  • 461
  • 22
152 użytkowników ma tytuł Zając o bursztynowych oczach. Historia wielkiej rodziny zamknięta w małym przedmiocie na półkach dodatkowych
  • 105
  • 13
  • 9
  • 8
  • 7
  • 5
  • 5

Tagi i tematy do książki Zając o bursztynowych oczach. Historia wielkiej rodziny zamknięta w małym przedmiocie

Inne książki autora

Edmund de Waal
Edmund de Waal
oficer Orderu Imperium Brytyjskiego, członek Królewskiego Towarzystwa Wspierania Sztuki, Przedsiębiorczości i Handlu. Jest uznanym na świecie artystą ceramikiem, krytykiem i historykiem sztuki, wykładowcą na Uniwersytecie Westminster. Uczył się garncarstwa w Szkole Królewskiej w Canterbury, studiował anglistykę na Uniwersytecie w Cambridge, a także japonistykę na Uniwersytecie Sheffield. W 2010 roku została opublikowana jego książka The Hare with Amber Eyes, w której opisał dzieje swoich przodków, żydowskiej rodziny Ephrussich. Za swoją pracę artystyczną (w tym literacką) otrzymał wiele wyróżnień i nagród.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Oswajanie świata Nicolas Bouvier
Oswajanie świata
Nicolas Bouvier
Sporo krócej, ale wciąż niemało, zajęła mi podróż po kartach książki śladami Nicolasa Bouviera. W przeciwieństwie do jego, moja była bardzo wygodna, ale (tu z kolei podobieństwo) również nie bardzo łatwa. A choć analogie i różnice wynikają z zupełnie innych przyczyn, to paleta emocji mogła być tożsama: ciekawość, ekscytacja, czasem zachwyt, ale i znużenie oraz zniecierpliwienie. Nie jest to książka reporterska. Jak na tę zdecydowanie za dużo tu samego autora i jego refleksji, z czego zarzutu wielkiego jednak jej nie robię, bo te bywają wielce ciekawe. Najbliżej jej chyba do literatury drogi. Podróżuje razem z przyjacielem bardzo niespiesznie, ale nie poświęca wiele tekstu opisowi jednego miejsca, jednej osoby, jednego wydarzenia. Nie stara się również zgłębiać bardzo dokładnie tego, co widzi, choć jest wyposażony w więcej niż podstawową wiedzę o rejonie, który przemierza. I być może, zaprzeczając sobie samemu, pomimo że autora tu sporo, to niewiele dowiadujemy się o nim, jego motywacjach. Nie wiem również, dlaczego właściwie ta trasa, te kraje, te miejsca są jego celem. Jest raczej obserwatorem samego siebie w podróży, który czasami przekierowuje swój wzrok na to, co mija. Moim największym zarzutem jest to, że książka jest nierówna. Więcej – bywało, że męczyła. I wydaje mi się, że jest to ściśle związane z utratą notatek, które autor robił w trakcie podróży, a których został pozbawiony w drugiej jej części. Ten fakt pozwolił mi wysnuć tezę, że opisywanie pierwszej części podróży li tylko z pamięci negatywnie odbiło się na treści, jakby wspomnień zbrakło. Czasem wręcz nużyło. Im bliżej na osi czasu do punktu utraty notatek, tym pamięć bardziej świeża, myśl bardziej wnikliwa, pióro zdecydowanie lepsze. A umiejętność dobrej puenty, szerokiego, wręcz filozoficznego spojrzenia była tym, co sprawiło, że drugą część książki czytało się zdecydowanie lepiej, nie tylko ze względu na bardziej interesujący mnie geograficznie fragment podróży (ach, Persja…). Nie gustuję w okraszaniu opinii o książkach cytatami z nich, ale tym razem pozwolę sobie na jeden, już z samego końca książki, zwłaszcza że, w przeciwieństwie do całej maści współczesnych podróżników, ten wskazuje na pokorę autora i brak przypisywania sobie kategoryczności poznania: „Tego dnia miałem nieodparte wrażenie, że udało mi coś uchwycić i że odmieni to moje życie. Ale nic z tych rzeczy nie przyswaja się sobie raz na zawsze. Jak woda, świat przez ciebie przepływa i na jakiś czas użycza ci swych kolorów. Potem się cofa i znów cię zostawia samego z tą pustką, którą nosisz w sobie, z czymś w rodzaju organicznej niewydolności duszy, z którą trzeba nauczyć się żyć, którą trzeba zwalczać, a która paradoksalnie stanowi być może naszą najsilniejszą sprężynę działania.” P.S. Żałuję, że osoba, której Bouvier poświęca jedną z ostatnich stron, nigdy nie napisała swoich wspomnień ze swoich wypraw. Myślę, że opowieść podróżnika o pseudonimie Dodo, z którym przecięły się drogi autora, byłaby tą, którą czytałbym z wypiekami na twarzy. Inaczej – będę się mamił myślą, że ona istnieje i że kiedyś trafię na nią, znalazłszy ją na pustym miejscu w pociągu lub pod siedzeniem autobusu dalekobieżnego w czasie jednej z moich skromnych podróży.
Piotrek - awatar Piotrek
ocenił na63 miesiące temu
Pensjonat pamięci Tony Judt
Pensjonat pamięci
Tony Judt
Chory na stwardnienie zanikowe boczne, „nieuleczalną degeneracyjną chorobę, na którą niedługo umrze”, nieodwołalnie przykuty do łóżka i fotela inwalidzkiego, „w warunkach niecodziennych ograniczeń narzuconych przez ciało, które stało się więzieniem”, będący w stanie, który będzie się już tylko pogarszał, zdany na „różnych mechanicznych bądź ludzkich pośredników”, jeden z najwybitniejszych historyków naszych czasów Tony Judt pisze książkę, która jest pochwałą życia i kultury. Jak tego dokonuje? Aby przetrwać ciągnące się w nieskończoność bezsenne noce, unieruchomiony, niemogący samodzielnie wykonać jakiegokolwiek ruchu pisarz oddaje się swoistym umysłowym ćwiczeniom: „przeglądam swoje życie, myśli, fantazje, wspomnienia, także te niedokładnie zapamiętane, aż natrafię na wydarzenia, ludzi czy opowieści, za pomocą których mogę oderwać umysł od ciała, w którym jest unieruchomiony”. Z czasem te motywowane czysto praktycznymi względami zabiegi przekształcają się w projekt o wiele bardziej ambitny: „Po kilku miesiącach choroby zdałem sobie sprawę, że nocą układam w głowie całe historie”. Aby móc „odtworzyć następnego dnia te na wpół zapisane szlaki” sięga po mnemotechniczne metody stosowane przez myślicieli i podróżników z początków ery nowożytnej, którzy dla gromadzenia i przypominania sobie szczegółów i opisów wznosili w swoich umysłach „pałace pamięci”. Judt nie miał jednak ochoty na wznoszenie w głowie pałaców. Te prawdziwe zawsze kojarzyły mu się z „jakąś dekadencją”. „Ale jeśli nie pałac, to może chociaż pensjonat pamięci”? Ten pensjonat to przywołany z przeszłości „mały pensione, rodzinny hotelik w niemodnej miejscowości Chesières u podnóża bogatego kurortu narciarskiego Villars we francuskojęzycznej części Szwajcarii”, w którym autor z rodzicami i wujem spędzał zimowe wakacje „chyba w 1957 albo 1958 roku”. Jego dobrze zapamiętane wnętrze posłużyło mu za swoisty magazyn, archiwum czy też teren, w którym wyznaczana była marszruta dla pojawiających się w głowie narracji. Cała recenzja tutaj 👇 innelektury.pl/judt-pensjonat-pamieci
Grzegorz Tomicki - awatar Grzegorz Tomicki
ocenił na85 miesięcy temu
Zdarzyło się pierwszego września (albo kiedy indziej) Pavol Rankov
Zdarzyło się pierwszego września (albo kiedy indziej)
Pavol Rankov
1 września 1938 roku na miejskim basenie w czechosłowackich Levicach trzech nastoletnich przyjaciół – Czech Jan Bizek, Węgier Peter Ronai i Żyd Gabriel Rosenberg – organizuje zawody pływackie, które mają rozstrzygnąć o pierwszeństwie w ubieganiu się o względy pięknej koleżanki, Słowaczki Marii Balej. Jednak nagłe, nieoczekiwane zdarzenie nie pozwala na ukończenie rywalizacji, co nie oznacza, że dorastający chłopcy, a następnie młodzi mężczyźni nie będą próbować jej rozstrzygnąć przez następne 30 lat, zawsze 1 września... . Od tej chwili staniemy się świadkami i uczestnikami niełatwego życia bohaterów, w które na przestrzeni lat, mimo woli i wbrew wszystkiemu wplotą historia i polityka, życia, w którym już nic nie będzie proste ani pewne, poza ideą rywalizacji o Marię. W tle życiowej drogi bohaterów pojawiają się okupacja, faszyzm, kolaboracja, decyzje o emigracji, czasy komunizmu, nacjonalizmu, działań partii i Służby Bezpieczeństwa. Powieść jest debiutem Pavola Rankova; napisana została prostym, nieskomplikowanym językiem, co jest niewątpliwie główną jej zaletą. Mnie przeszkadzał jedynie brak rozdzielenia, w jakiś widoczny sposób, zdarzeń dotyczących poszczególnych bohaterów, ale to tak na marginesie. Siłą powieści Rankova, która stała się wspaniałą panoramą dziejów środkowej Europy, na której tle rozgrywają się losy jednostki, są epizody, w których pojawiają się autentyczne osoby odpowiedzialne za całe to polityczne zamieszanie – Miklós Horthy, Josef Tiso, Klement Gottwald czy Alexander Dubček. Epizody te, często absurdalne i jawnie groteskowe, czynią powieść nietuzinkową, nadając jej dodatkowe zalety i atrakcyjność.
Anna Lipińska-Czajkowska - awatar Anna Lipińska-Czajkowska
oceniła na83 miesiące temu
Pogromca wilków. Trzy duety literackie Martin Pollack
Pogromca wilków. Trzy duety literackie
Martin Pollack Christoph Ransmayr
„ Wilki. Właściwie mieliśmy tylko spytać o drogę do Mucznego. Zaraz za leśną osadą w Stuposianach powinna była odbić w tym kierunku. Wilki! Ale my nie jechaliśmy tam wcale z powodu tych drapieżników, lecz po to, by tropić ludzkie ślady”. ( s.6.) Christoph Ransmayr, Martin Pollack, Pogromca wilków. Trzy duety literackie. Przekł. K. Niedenthal. Wyd. Czarne, Wołowiec 2012. Autorski duet w najwyższej formie. Literatura faktu w ich odsłonie - to mistrzowskie rozdanie. W „Pogromcy wilków” w trzech opowieściach (nazwanych trzema duetami literackimi),jak w lustrze odbija się historia XX w: 1. Rok 1947 (akcja „Wisła”, Bieszczady, wysiedlenia, deportacje ukraińskich grup etnicznych). • „To polowanie na ludzi, to wypędzanie i niszczenie całych wsi, nawet kościoły były zrównane z ziemią, aż wreszcie przykładnie uprawiana rola zamieniła się w dzikie pustkowie, na którym wilki pożerały niepochowanych zmarłych.”(s. 25.) 2.Rok 1944 (Otto Schimek, wiedeńczyk, żołnierz, przed plutonem egzekucyjnym Wehrmachtu). • „ Liczy się jedynie mit, rzeczywistość nic nie znaczy”.(s.47.) 3. Rok 1968 (Rodzina Lublinerów zmuszona przez władze komunistyczne do opuszczenia kraju z powodu żydowskiego pochodzenia). • „Kiedy przyjechaliśmy na wiedeński dworzec Ostbahnhof, znaliśmy tylko ich nazwisko i adres przy Karmelitermarkt”.(s.58.) Trzy duety literackie liczą zaledwie 59 stron (słownie: pięćdziesiąt dziewięć stron),ale zawarte w nich historie mogłyby rozgrywać się na tysiącach stron literatury. Czasami jednak oszczędność słów i obrazów wydobywa więcej z natury człowieka i historii niż tomy podręczników. Jak napisze Paweł Smoleński: „Trzy opowieści – z bieszczadzkiego bezludzia, bieszczadzkiej wsi i wielkiego miasta - których pozornie nic nie łączy, prócz dojmującego poczucia utraty i przekonania, że w życiu niekoniecznie jest tak, jak nam się wydaje, a już najpewniej nie będzie tak, jak tego chcemy”. 10/10
zoe - awatar zoe
ocenił na101 rok temu
Ludzka rzecz Paweł Potoroczyn
Ludzka rzecz
Paweł Potoroczyn
Debiut prozatorski Pawła Potorczyna, dyplomaty, dziennikarza i publicysty, „Ludzka rzecz”, powieść wydana w 2013 roku to debiut dość zaskakujący. Niezwykle dojrzały i przemyślany i to zarówno pod względem formy jak i treści. Akcja powieści rozgrywa się w fikcyjnej wsi Piórkowo, w zasadzie w trakcie jednego dnia podczas niemieckiej okupacji, lecz mnogość dygresji powoduje, że autor rozbudowuje ją do niekończącej się wręcz historii, obejmującej okres przedwojenny, okupację niemiecką i okres powojenny. Historia, która opowiada Paweł Potorczyn balansuje na krawędzi obrazy polskich „świętości narodowych” i religijnych, przedstawiając jej ironiczne czy wręcz groteskowe spojrzenie na wojnę i martyrologię, bez zadęcia i hurrapatriotyzmu, co przypomina nieco wojenne dokonania niezapomnianego Szwejka Jarosława Haska i jeśli potrafimy przyznać sami przed sobą, że nie wszystkie postaci z polskiej historii zasługują na spiżowe pomniki otrzymamy obraz polskiego społeczeństwa widziany niczym w krzywym zwierciadle, bo jak pisze autor cyt.: „aby wyrazić siebie, trzeba wiedzieć kto to ….” To wielogłosowa, wielowarstwowa opowieść z licznymi retrospekcjami napisana w oryginalnym, ekspresyjnym stylu, pełnym językowych eksperymentów, w której bohaterowie a w zasadzie cała ich plejada, niezwykłych i jednocześnie zwyczajnych postaci, z krwi i kości, z ludzkimi namiętnościami i pragnieniami opowiadają o swoich losach, przeplatając je filozoficznymi refleksjami na temat życia, śmierci, przemijania, celu i sensu życia tworzy niezwykłą wprost mieszankę. I taka jest właśnie historia, że za wszystkimi ludzkimi działaniami kryją się zwyczajne ludzkie namiętności, historia nie jest czarno – biała a ma wiele odcieni szarości. Zabawna i ironiczna. Znakomita.
Sławek - awatar Sławek
ocenił na814 dni temu
Ptaszyna Dezső Kosztolányi
Ptaszyna
Dezső Kosztolányi
Współcześnie brzydota może być atutem, a jeśli przeszkadza wystarczą pieniądze, by to zmienić. Dawniej, gdy celem życiowym młodej kobiety było zamążpójscie, brak urody był akceptowalny tylko przy gigantycznie wysokim posagu. Ptaszyna jest bardzo brzydką "starą panną", ale ma coś czego mogą jej pozazdrościć piękności - bezgraniczną miłość rodziców. Posiadaczka "ni to tłustej, ni to chudej twarzy, mięsistego nosa z szerokimi końskimi chrapami, męskich surowych brwi i malutkich wodnistych oczek" podwiędła do lat ponad trzydziestu żyjąc sobie spokojnie i samotrzeć u boku ojca i matki. Jest tak brzydka, że nawet ubóstwiający ja ojciec wstydzi się iść przez miasteczko u jej boku. Ale oto rodzinną sielankę przerwa wydarzenie dla kogoś może banalne, dla nich prawdziwe trzęsienie ziemi - Ptaszyna jedzie, sama, odwiedzić wujka i ciotkę. Na tydzień zaledwie, ale całej trójce wydaje się to wiecznością. Mimo że to Ptaszyna jest tytułową bohaterką, Kosztolányi opowiada przede wszystkim o rodzicach, którzy po jej wyjeździe rozkwitają i rzucają się w wir miasteczkowego życia towarzyskiego. Niestety, po tygodniu wszystko wraca na utarte tory... Tych kilka dni, podczas których pozornie nic się nie dzieje, demaskuje zakłamanie, w którym żyła (toksyczna jak byśmy dziś powiedzieli) rodzina Ptaszyny. Rodzice zdają sobie sprawe, że w gruncie rzeczy córka jest dla nich tylko ciężarem, po jej wyjeździe zaczynają cieszyć się zyciem. Ona zaś uświadamia sobie, że nic już w jej życiu się nie zmieni i skazana jest na nudną wegetację. Bowiem na przełomie XIX i XX wieku jedyną opcją dla niezamężnej dziewczyny jest tkwienie u boku rodziców - bez wykształcenia, pracy czy jakiegokolwiek sensownego zajęcia. A mieszczańska rodzina, jak bardzo nieszczęśliwi nie byliby jej członkowie, musi zachowywać pozory (pani Dulska się kłania). Ta urocza książka napisana pięknym prostym językiem podszyta jest goryczą i smutkiem, co jednak nie zmniejsza przyjemności lektury, przeciwnie - nadaje jej głębi. Perełka, polecam, szczególnie wielbicielom klimatów prowincjonalnych, cesarsko-królewskiego tygla tudzież Madziarów i fin de siècle'u: 7.5/10
Agata - awatar Agata
oceniła na71 miesiąc temu
Śpiewaj ogrody Paweł Huelle
Śpiewaj ogrody
Paweł Huelle
„Śpiewaj ogrody” Pawła Huellego to wielowątkowa opowieść, w której centrum jest Gdańsk tuż po zakończeniu II wojny światowej. Miasto tonie w powojennym chaosie pod rządami radzieckiej komendantury, a dawni mieszkańcy egzystują obok siebie z nowoprzybyłymi osadnikami, czekającymi na przydział własnego mieszkania. Z ponurej teraźniejszości autor zabiera nas w przeszłość, odkrywaną przez narratora dzięki wspomnieniom Grety. Huelle kreśli portrety ludzi, którzy uciekając przed własnymi traumami, szukają nowego początku daleko od ojczyzny, wierząc, że w nowym miejscu zdołają zostawić przeszłość za sobą. To historia o nieprzewidywalności życia, które rzadko toczy się w oczekiwanym kierunku. Nad wszystkim unosi się zaś mroczny motyw niedokończonego „Szczurołapa” - dzieła, które wypełniło życie Ernesta i ostatecznie stało się symbolem jego tragicznego losu. Paweł Huelle posiada dar pisania o sprawach trudnych w sposób literacko wysmakowany. To powieść o wielu wątkach i dużym rozmachu, w której natchnione, subtelne fragmenty sąsiadują z obrazami przemocy - te kontrasty, choć bolesne, oddają realizm tamtych lat. W końcowych partiach książki z największą siłą wybrzmiewają wyrzuty sumienia jednych i poczucie honoru innych. Cała opowieść znajduje tu swoje wyciszone dopełnienie, w którym wszystkie rozproszone dotąd wątki cichną, tworząc harmonijną całość. To moment, w którym można zatrzymać się nad fundamentami literackiego świata Huellego - nad siłą charakteru i godnością, które niczym stały, czysty ton, pozwalają odnaleźć orientację w zmieniającej się rzeczywistości.
zuszka - awatar zuszka
oceniła na725 dni temu
Wojna powietrzna i literatura W.G. Sebald
Wojna powietrzna i literatura
W.G. Sebald
Książka, której adresatem był(jest) przede wszystkim czytelnik niemiecki. Trudno żeby było inaczej, skoro istota całego wywodu sprowadza się do analizy tego, jak w świadomości Niemców funkcjonuje okres finalizujący przebieg II wojny, czyli materialne unicestwienie setek miast niemieckich (dla wielu symbolizują te miasta Hamburg, czy Drezno) w wyniku lotniczych nalotów samolotów alianckich (brytyjskich i amerykańskich). A ten epizod -zdaniem Sebalda - za którym stoją zniszczone miasta i śmierć setek tysięcy mieszkańców został w zasadzie wyparty ze świadomości przeciętnego Niemca, jak również został też odsunięty na bok przez niemiecką literaturę. Z naszej, polskiej perspektywy problem właściwie jest iluzoryczny, czy wręcz wydumany, bo przecież Niemcy zasłużyli na to, ale Sebald uważa, że jest to jednak pustka świadcząca o bardzo wybiórczym traktowaniu roli i celów stojącymi przed niemiecką literaturą. Nie chodzi nawet o to, aby przy okazji poruszania tematu dokonywać umniejszania winy Niemiec, ale jest obowiązkiem pisarzy nazwać "problem", "zjawisko" choćby przy tej okazji podważać funkcjonujące na zasadzie dogmatu ogólnie przyjęte prawdy. Przykładem może być zdaniem Sebalda Hiroszima. Japonia, Japończycy też byli w pierwszej fazie wojny agresorami, a jednak zbombardowanie Hiroszimy funkcjonuje w świadomości świata nie jako zasłużony akt zemsty, ale również funkcjonje swoją własną historią, historią śmierci setek tysięcy ludzi, zniszczonego miasta, jego odbudowy, która stanowi kanwę dla wielu literackich ( i nie tylko literackich) opowieści i analiz. W przypadku Hamburga i dziesiątek innych miast czegoś takiego nie ma, a tam również ginęli niewinni ludzie. Dla Polaka może trochę obrazoburcza, a na pewno na swój sposób przekorna, ale obiektywnie chyba opisywany problem jednak głębszy i nie sprowadza się jedynie do niemieckiej, "nieciekawej" historii.
werblista - awatar werblista
oceniła na66 miesięcy temu

Cytaty z książki Zając o bursztynowych oczach. Historia wielkiej rodziny zamknięta w małym przedmiocie

Więcej
Edmund de Waal Zając o bursztynowych oczach Zobacz więcej
Edmund de Waal Zając o bursztynowych oczach Zobacz więcej
Edmund de Waal Zając o bursztynowych oczach. Historia wielkiej rodziny zamknięta w małym przedmiocie Zobacz więcej
Więcej