rozwińzwiń

Policjant

Okładka książki Policjant autorstwa Marcin Erlin
Okładka książki Policjant autorstwa Marcin Erlin
Marcin Erlin Wydawnictwo: Warszawska Firma Wydawnicza Cykl: Policjant (tom 1) biografia, autobiografia, pamiętnik
248 str. 4 godz. 8 min.
Kategoria:
biografia, autobiografia, pamiętnik
Format:
papier
Cykl:
Policjant (tom 1)
Data wydania:
2012-01-01
Data 1. wyd. pol.:
2012-01-01
Liczba stron:
248
Czas czytania
4 godz. 8 min.
Język:
polski
– Jebane psy! Wypierdalać! – Tłumek podszedł na dziesięć metrów i nie zwalnia.

Trzymają tulipany (obtłuczone szyjki po pustych butelkach),kije bilardowe. Kilku ma na rękach stalowe pieszczochy, jeden metalowe pokrętło. Czas na mnie. Tu się nie ma co pierdolić. Nawet nie patrzę, czy jakiś pedał nagrywa komórką. Policjantki z wysiłkiem ładują schlanego, naćpanego chuja do „trzeciej klasy”. Okratowanej klatki. Jedynego odpowiedniego miejsca dla dzikiego pawiana. Wysiadam ze służbową bronią w ręku. Przeładowany wcześniej walther P-99 sterczy lufą do nieba. Chuj tam. Będę zgrywał Brudnego Harry’ego…

Gorąco polecamy debiutancką, opartą na doświadczeniu autentycznej pracy w policji powieść Marcina Erlina.
Średnia ocen
7,6 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Policjant w ulubionej księgarniiPorównywarka z najlepszymi ofertami księgarń W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Policjant

Średnia ocen
7,6 / 10
38 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Policjant

avatar
484
475

Na półkach:

Książkę czyta się ciężko z kilku powodów: 1. Bardzo chaotycznie napisana - tak jakby Autor pisał, co mu "ślina na język przyniesie". Trudno się połapać w opisywanej akcji, bo wątki zmieniają się w zupełnie nieuporządkowany, a wręcz nieprzewidywalny sposób. 2. Mała czcionka z niewielkimi odstępami między wierszami powoduje, że czytając pomagałam sobie palcem, żeby nie stracić z pola widzenia tego, przez co akurat próbowałam się przedrzeć (wciąż dając nadzieję lekturze, że a nuż mnie sobą zainteresuje). 3. Trudno ocenić, czym jest ta książka - satyrą, a może farsą? W sumie trudno brać na poważnie to, co zostało opisane w "Policjancie", chociaż muszę przyznać, że niektóre żartobliwe teksty naprawdę mnie rozbawiły. Myślę, że to pozycja z gatunku "albo ją uwielbiasz albo nie znosisz" - wątpię, żeby było coś pośredniego.

Książkę czyta się ciężko z kilku powodów: 1. Bardzo chaotycznie napisana - tak jakby Autor pisał, co mu "ślina na język przyniesie". Trudno się połapać w opisywanej akcji, bo wątki zmieniają się w zupełnie nieuporządkowany, a wręcz nieprzewidywalny sposób. 2. Mała czcionka z niewielkimi odstępami między wierszami powoduje, że czytając pomagałam sobie palcem, żeby nie...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
9
9

Na półkach:

Książka dla tych, którzy kochają tę formację jak i dla tych, którzy jej nienawidzą. Każdy z nich znajdzie coś dla siebie. Przeczytajcie i oceńcie sami. Warto.

Książka dla tych, którzy kochają tę formację jak i dla tych, którzy jej nienawidzą. Każdy z nich znajdzie coś dla siebie. Przeczytajcie i oceńcie sami. Warto.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
110
55

Na półkach:

Po książkach Puzyńskiej, Kościeszy postanowiłem przeczytać Marcina Erlina.
Nie było, źle ale dupy nie urwało... Słabizna to mało powiedziane, jeśli ktoś chce to bardziej polecam Tolkiena niż Erlina... Liczyłem na coś więcej

Po książkach Puzyńskiej, Kościeszy postanowiłem przeczytać Marcina Erlina.
Nie było, źle ale dupy nie urwało... Słabizna to mało powiedziane, jeśli ktoś chce to bardziej polecam Tolkiena niż Erlina... Liczyłem na coś więcej

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

123 użytkowników ma tytuł Policjant na półkach głównych
  • 79
  • 44
24 użytkowników ma tytuł Policjant na półkach dodatkowych
  • 16
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Policjant

Inne książki autora

Marcin Erlin
Marcin Erlin
Były policjnat
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Biuro tajnych spraw. Kulisy Centralnego Biura Śledczego Sylwester Latkowski
Biuro tajnych spraw. Kulisy Centralnego Biura Śledczego
Sylwester Latkowski Piotr Pytlakowski
Biuro tajnych spraw. Kulisy Centralnego Biura Śledczego od Wydawnictwo Znak. W książce przedstawiono historię CBŚ od jej powstania. Według autorów kreowany w mediach wizerunek tej instytucji znacznie odbiega od jej prawdziwego oblicza – jednym słowem nie jest tak kolorowo. W założeniu miała to być jednostka elitarna, niezależna od komendantów wojewódzkich, a przez to skuteczniejsza. Miała być postrachem przestępców. Tak było w pierwszych latach istnienia CBŚ. Później szlachetne intencje nie wytrzymały zderzenia z rzeczywistością, w której politycy jak zwykle chcieli mieć wpływ na wszystko i do wszystkiego się mieszali, a osobiste układy i koterie oraz szansa zrobienia kariery ważniejsze były od skuteczności służby. Pomimo dobrych chęci niektórych funkcjonariuszy, działanie innych polegało na wysługiwaniu się politykom (doraźne interesy) czy współpracy z przestępcami (to największa plaga),kończyło się skazywaniem niewinnych czy całkowitą nieskutecznością w rozwiązywaniu poważnych spraw, do których CBŚ powołano. Biuro zaczęło działać odwrotnie do założeń. Działania szkodziły Państwu i obywatelom. Autorzy korzystali z dokumentów, do których udało im się dotrzeć nieoficjalnymi kanałami, ale przede wszystkim opierali się na rozmowach z byłymi i aktualnymi funkcjonariuszami CBŚ – podoba mi się budowa książki, gdzie oprócz faktów i danych z dokumentów sprytnie wtrącono wypowiedzi funkcjonariuszy. Książka porusza bardzo ciekawą tematykę i zahacza o afery z pierwszych stron gazet, a to zawsze przyciąga czytelnika. Czytamy o czymś czego byliśmy świadkami. O czymś co było na paskach programów informacyjnych czy pierwszych stron gazet. Od strony technicznej książka jest solidnie złożona. Jej budowa zachęca do czytania. Pozycja odsłania kolejny kawałek najnowszej historii naszego państwa. Historia która nadal się dzieje. Sylwester Latkowski (ur 1966 r.) reżyser, scenarzysta, dziennikarz, producent filmów i wydawnictw fonograficznych; autor filmów dokumentalnych. Piotr Pytlakowski (ur. 1951 r.) dziennikarz i scenarzysta. Pracował m.in. w „Przeglądzie Tygodniowym”, „Gazecie Wyborczej”, „Życiu Warszawy”, „Życiu”, a od 1997 związany jest z tygodnikiem „Polityka”, gdzie zajmuje się dziennikarstwem śledczym i problematyką kryminalną.
Marcin Tyc - awatar Marcin Tyc
ocenił na63 lata temu
Negocjator. Prawdziwa historia najskuteczniejszego na świecie zawodowego negocjatora Ben Lopez
Negocjator. Prawdziwa historia najskuteczniejszego na świecie zawodowego negocjatora
Ben Lopez
W dobie masy książek o tajnych służbach, jednostkach specjalnych (głównie NAVY SEALS) oraz wojsku, dobrze jest poczytać o wyjątkowych profesjach, na temat których literatury jest bardzo niewiele. Tu z pomocą przychodzi wydawnictwo ZNAK. "Negocjator" to kolejny tytuł po fenomenalnym "Wirze" Edyty Żemły oraz bardzo dobrym "Saperze" Kevina Ivisiona. Sięgając po tą książkę miałem bardzo duże oczekiwania ponieważ negocjacje fascynowały mnie od zawsze. Byłem nimi zafascynowany do tego stopnia, że zdając kiedyś do Policji, robiłem to właśnie z myślą aby trafić do jednostki policyjnych negocjatorów (ostatecznie trafiłem do finansów i tu zajmuję się negocjacjami jako broker ubezpieczeniowy). Na pierwszy rzut oka może się wydawać, że książka pełna jest zwrotów akcji (szczególnie czytając końcową okładkę) oraz technik negocjacyjnych podczas różnego rodzaju zdarzeń. Niestety nie do końca tak jest. Autor skupił się w większości na porwaniach dla okupu. Opisuje przy tym pracę negocjatorów, przebieg negocjacji, techniki i triki negocjacyjne ale nie ma tego za wiele (szczerze, to myślałem że będzie tego masa, a tu raptem kilka ciekawostek). Nie do końca zgadzam się również z argumentacją Bena Lopeza co do stosowania niektórych czynności. Np. autor twierdzi, że podczas negocjacji prąd odcina się głównie po to aby "zmęczyć" porywcza, a słowem nie wspomina, że jest to również działanie mające na celu danie negocjatorom czegoś do ewentualnej wymiany podczas prowadzonych negocjacji (np. część zakładników za prąd czy ogrzewanie). O tym jak autor został zawodowym negocjatorem i gdzie zdobywał swoje doswiadczenie (w końcu określił się mianem najskuteczniejszego) też nie ma za wiele. Mimo tych niedociągnięć książkę całkiem przyjemnie i szybko się czyta. Fani Danny'ego Romana (Negocjator),Terry'ego Thorna (Dowód życia) i Johna W. Creasy'ego (Człowiek w ogniu - choć ten bohater zdecydowanie negocjatorem nie był) nie powinni być zawiedzeni. Jednak wszystkie te filmy wypadły lepiej niż książka Bena Lopeza. Polecam fanom tematyki o porwaniach chyba bardziej niż fanom tematyki o negocjacjach choć kilku ciekawych rzeczy o nich też można się z tej książki dowiedzieć.
Grzegorz - awatar Grzegorz
ocenił na65 lat temu
Droga wojownika. Opowieści o twórcy GROM-u generale Sławomirze Petelickim zebrał Andrzej Wojtas Andrzej Wojtas
Droga wojownika. Opowieści o twórcy GROM-u generale Sławomirze Petelickim zebrał Andrzej Wojtas
Andrzej Wojtas
"Droga wojownika" to swego czasu jedna z bardziej poszukiwanych przeze mnie pozycji, a dawno wyczerpany nakład lub horrendalne ceny na rynku wtórnym skutecznie oddalały mnie od określonego celu. W końcu się udało i za sprawą jednego z antykwariatów mogę w końcu cieszyć się własnym egzemplarzem, który mimo upływu lat od wydania, nadal prezentuje się wyśmienicie. Kiedy w ostatniej dekadzie dwudziestego wieku formowała się specjalna jednostka wojskowa GROM, niewielu wówczas potrafiło dostrzec jej sens istnienia, a tym bardziej wierzyć w sukces i znaczącą pozycję na arenie międzynarodowej. Dzisiaj jej waga i wkład w misjach zagranicznych nie podlega dyskusji gdyż jednostka GROM stawiana jest na równi z amerykańskim Delta Force, SEALs czy też brytyjskim SAS. "Droga wojownika" to zbiór opowieści, które ukazują oblicze inicjatora i twórcy jednostki wojskowej GROM - Sławomira Petelickiego. Oblicze człowieka honoru, wymagającego dowódcy i oddanego patrioty. To zbiór anegdot opowiadanych przez kolegów ze szkolnych lat, oficerów z okresu pracy w wywiadzie, dziennikarzy i przede wszystkim operatorów jednostki GROM. Wszystkie przepełnione szacunkiem, ukazujące generała jako silną i charyzmatyczną osobę oddaną do samego końca jego kolejnemu "dziecku" jakim zawsze była jednostka JW 2305. Zbiór Andrzeja Wojtasa dzięki zastosowanej formie ewidentnie różni się od książek, których celem jest przybliżenie postaci żołnierza. To nie jest ten powszechnie stosowany schemat, w którym krok po kroku przemierzamy życie bohatera od pierwszych jego kluczowych wyborów i pniemy się wraz z nim po kolejnych szczeblach rozwoju zawodowej kariery. Autor zastosował zupełnie inną narrację chociażby w porównaniu do pozycji "Szturman" ukazującej postać Krzysztofa Przepiórki, czy też "72 godziny" Andrzeja Kruczyńskiego. Obaj wspomniani panowie również zabierają głos w tejże pozycji, mimo to, mam wrażenie jakbym tak na prawdę poznał generała Sławomira Petelickiego z wielu innych książek, w których był jedynie postacią przemykającą w tle. Tutaj, odbyło się raczej przyjacielskie spotkanie, na którym nastąpiło ostateczne rozliczenie się znajomych, czasem rywali czy też zawodowych partnerów. Takie podziękowanie, skinięcie głową, bądź męski uścisk dłoni, a ten u Petelickiego był niczym imadło. Cieszę się, że w końcu zdobyłem tę książkę, bo mimo iż niewiele ukazuje z tych zakulisowych wydarzeń, to jednak jest przykładem jak wielu stoi po dzień dzisiejszy za generałem. Pokazuje jak jeden człowiek swym uporem i określoną wizją potrafił kreować swoją drogę do sukcesu. Jak udowadniał swoje racje i otwierał oczy niedowiarkom. "Generał Sławomir Petelicki - wojownik, dowódca, legenda."
Michał Laskowski - awatar Michał Laskowski
ocenił na65 lat temu
Komandos Richard Marcinko
Komandos
Richard Marcinko John Weisman
Ja jestem wyjątkowo niespotykanie spokojny człowiek. Niektórzy nawet twierdzą, że się przy mnie wyciszają, ale po tej książce gratisowej terapii dla rozedrganych emocjonalnie nie było, bo cały dzień mnie nosiło po kątach, wiadomości o kolejnym nieszczęściu w wieczornych programach informacyjnych roztrzęsienie pogłębiło, a język miałam pogryziony od powstrzymywania się przed dosadnością werbalną w ocenie mojej bezsilności wobec świata opanowanego ludzką głupotą i rządzonego prawami Murphy’ego, których skale odmierza ilość ich ofiar. Bo chyba tylko tak najogólniej mogę określić przyczynę mojego żalu, współczucia i poczucia bezsilności zsolidaryzowanych z poglądami Richarda Marcinko, głównego bohatera i współautora tej autobiografii. I za każdym razem, będzie to dla mnie Richard Marcinko, bom niegodna mówić mu, używając pseudonimów Scharkman, Dick Demolka, Świr czy Rogue Worrior zarezerwowanych dla przyjaciół. A wcale się na to nie zanosiło. O frogmanie, członku SEAL Team Two, twórcy i pierwszego dowódcy SEAL Team Six i Red Cell, uczestnika wojny w Wietnamie i Kambodży, czytałam już w "Snajperze" Howarda E. Wasdina i Stephena Templina, a potem w "Operacji Geronimo" Chucka Pfarrera, ale informacje na temat tego wyjątkowego mężczyzny, buntownika i outsidera były skąpe, ostrożne, żeby nie powiedzieć, bardzo dyplomatyczne i ograniczone właściwie do jednego, niezmiennie powtarzającego się wyrażenia, wymienianego również w innych źródłach informacji – kontrowersyjna postać. O matko! I to jeszcze jak kontrowersyjna! Gdyby ten przymiotnik można było stopniować powyżej stopnia najwyższego, trzeba byłoby stworzyć kilka dodatkowych poziomów z jednym zarezerwowanym tylko dla Richarda Marcinko. Sam o sobie mówił wojownik. Nie operator, nie tytułowy komandos tej książki, nie żołnierz, nie szef, ale właśnie wojownik. I coś w tym jest, bo tak naprawdę, po przeczytaniu jego szokująco-fascynujących wspomnień, mogę powiedzieć, że jest skrzyżowaniem ideałów średniowiecznego rycerza ze stylem działania współczesnego Rambo. Niestety urodzonym za wcześnie, ewentualnie nie w tym kraju, w którym dane mu było przyjść na świat w 1940 roku. W Ameryce lat 60., 70. i 80., która terroryzm znała z teorii i doświadczeń państw europejskich oraz Bliskiego Wschodu i w której wojownik urodzony do wojny i zabijania nie pasował do skostniałego, biurokratycznego, kastowego, sztywno zhierarchizowanego systemu wojskowego marynarki USA, do której wstąpił. Swoimi niekonwencjonalnymi poglądami na prowadzenie działań wojennych, postępowaniem wobec wroga, roli i miejsca SEALsów w strukturach wojskowych, zachowaniem się wobec przełożonych i nieskrępowanym normami etycznymi stylem wysławiania się, którego uczył się od najlepszych przełożonych marynarzy w tym „fachu”, dzięki któremu tekst w książce momentami wyglądał jak niebo usiane gwiazdami zamiast liter, wyrąbywał sobie drogę przez biurka urzędników przez całą wojskową karierę, gromadząc wokół siebie więcej wrogów niż przyjaciół, klnąc i rzucając się z pięściami na wyższych rangą, będąc przy tym krwiożerczym, bezwzględnym i podłym w taktyce, zastraszającym, terroryzującym, grożącym i wbijającym w ścianę oficerów jednostek konwencjonalnych. I wcale się tego nie wypierał. Na pytania: "czy nigdy nie poczuwałem się do winy – przecież tyle lat kantowałem system. Czy nie czułem się winny, że tyle przeklinałem? Czy nie czułem się winny z powodu brutalnych metod, jakie stosowałem, by osiągnąć to, co chciałem? Czy nie czułem się winny, wrabiając własnych dowódców w te straszne gówna?– mówi wprost – Na takie pytania miałem zawsze tę samą odpowiedź: winny? Absolutnie tak. Winny zarzucanych mi czynów. Winny tego, że swoich ludzi ceniłem wyżej niż biurokratyczne pierdoły. Winny tego, że wydawałem tyle pieniędzy, ile tylko potrafiłem zdobyć, na jak najlepsze wyszkolenie moich ludzi. Winny tego, że szykowałem się do wojny zamiast do pokoju. Wszystkiego tego rzeczywiście jestem winny. Mea culpa, mea culpa, mea maxima pier***ona culpa". Taki był właśnie Richard Marcinko. Zabójczy w wietnamskim błocie i w bagnie z urzędasami-gryzipórkami, jak ich czasami delikatnie nazywał, dodając – "Potrzebowaliśmy walecznych żołnierzy z jajami jak granaty, a dostaliśmy złamasów urzędasów". Obdarzony talentem w swoim fachu, ogarnięty pasją realizowaną w swoim zawodzie na przekór i wbrew systemowi, którą czułam w każdym słowie i każdym zdaniu tych wspomnień. Potrafił te emocje przelać na mnie, pokonując barierę czasową, geograficzną, płciową (feministkom nie polecam tej książki, bo dużo w niej „deserów” i ślicznych kwiatuszków przylepiających się do męskiego ciała!) i papierową. Team był jego rodziną i dla tej rodziny był w stanie zrobić wszystko, niczego i nikogo się nie bojąc. I nie są to puste słowa, co udowadniał to na każdej stronie tej książki w czynach. A wszystko to dla bezpieczeństwa Amerykanów i Ameryki, a na końcu każdego czytającego tę książkę. Mojego również. Jednak Marcinki nikt nie słuchał. Marcinkę trzeba było upupić (ugryzłam się w język!). Marcinkę trzeba było spuścić w dół w „nagrodę” za zasługi dla ojczyzny do więzienia na 21 miesięcy, bo Superman ratuje świat tylko w filmie, a w życiu realnym ważne są procedury, przepisy, podpisy, pieczątki, hierarchia, normy, medale, kariera, poprawność polityczna i raporty z ilością spinaczy zużytych przez SEALsów, a nie z ilością dziur w systemie bezpieczeństwa państwa, bezczelnie wytykającego wady i słabość stylu zarządzania przełożonych. Za każdym razem, kiedy Richard Marcinko przegrywał z systemem, ginęli ludzie. Tak było między innymi z zamachem na ambasadę USA w Bejrucie w 1983 roku, a potem (bo przecież nikt nie miał zamiaru uczyć się na błędach) w Kenii i w Tanzanii w 1998 roku, której okaleczony i osmolony budynek w Dar es Salaam miałam okazję oglądać kilkanaście miesięcy po tym wydarzeniu. Bezpośredni kontakt ze skutkami wojny zachwiał moim poczuciem bezpieczeństwa na zawsze. To kosmate uczucie zagnieździło się we mnie na dobre i wyłazi za każdym razem, kiedy czytam tego typu książki lub oglądam doniesienia z punktów zapalnych na całym świecie. Zyskana świadomość zagrożeń jest błogosławieństwem, ale i przekleństwem. Inaczej patrzę na problemy życia codziennego i inaczej reaguję na nie. Oczywiście te i kolejne wpadki niczego nie nauczyły wojskowych i rządzących Stanami. Richard Marcinko mógł sobie z więzienia wołać – "Ale co w sytuacji, kiedy jakieś supermocarstwo na przykład Stany Zjednoczone, staje naprzeciw kogoś takiego jak Muammar Kaddafi, Manuel Noriega czy Saddam Husajn? […] To wcale nie musi być fikcja. Wierzcie mi". W latach 90., kiedy pisał tę autobiografię, nikt jeszcze nie słyszał o Osamie Bin Ladenie. A kilka lat później skończyło się tak, jak musiało się skończyć i jak przewidział Richard Marcinko. Dniem 11 września 2001 roku, który na zawsze zapisał się czarną datą w historii USA. Podejrzewam, że był jedyną osobą, która nie była zaskoczona i zdziwiona rozwojem wydarzeń w Nowym Jorku i która mogła z czystym sumieniem spojrzeć rodzinom ofiar prosto w oczy. Na szczęście pozostawił po sobie krwawo zdobyte dziedzictwo – SEAL Team Six. Pozostaje mi tylko nadzieja, że Amerykanie tego nie sp***przą. Sorry. Nie zdążyłam ugryźć się w język, ale ta książka to same emocje. Niepospolity życiorys, niekonwencjonalnego człowieka opowiedziany niczym sensacja i thriller w jednym, "przy współudziale mistrza w przedstawianiu mrocznych sekretów CIA i służb specjalnych" – Johna Weismana, jak przeczytałam na okładkowym skrzydełku. Szkoda, że ludzie tak mało czytają, może zamieniliby Batmana, Spidermana, X-Mana i innych „manów” na Richarda Marcinkę. Bohatera z krwi i kości ratującego rzeczywisty świat. naostrzuksiazki.pl
Maria Akida - awatar Maria Akida
oceniła na104 lata temu
Operacja Geronimo Chuck Pfarrer
Operacja Geronimo
Chuck Pfarrer
"Snajper" Howarda E. Wasdina i Stephena Templina rozbudził we mnie ciekawość bezpośrednich relacji uczestników operacji z najgłośniejszych, spektakularnych i niebezpiecznych punktów zapalnych na świecie, a dokładniej tych z udziałem SEAL-sów. "Członkami najmniej licznych i najbardziej elitarnych oddziałów do operacji specjalnych w siłach zbrojnych Stanów Zjednoczonych", które dzięki nagłośnionym tego typu akcjom wychodzą z cienia. Niestety, wbrew własnej woli i wcale, ale to wcale im się ten rozgłos nie podoba. Jednak o ile "Snajper" był opowieścią jednego komandosa, przybierając formę autobiograficznej kariery w strukturach Navy SEAL-s, który pokusił się o odtworzenie na bazie własnych doświadczeń, prawdopodobnego scenariusza zabicia Osamy Bin Ladena, o tyle ta pozycja jest efektem wielu bezpośrednich relacji uczestników operacji jego likwidacji nazwanej Włócznią Neptuna, przekazanych autorowi książki, byłemu członkowi SEAL Team Six. To ważny szczegół w przypadku tej pozycji. Profil osobowości byłego komandosa i znajomość ludzi z tego środowiska, jak i własne jego doświadczenia, złożyły się na wiarygodny, chociaż momentami subiektywny i emocjonalny obraz współtowarzyszy i kolegów, polityki rządku amerykańskiego i samych polityków oraz najważniejszej postaci – Osamy Bin Ladena. Zanim jednak autor przeszedł do opisu przygotowań i przebiegu samej operacji Włócznia Neptuna, obszernie przedstawił rys historyczny dróg, jakie przebyły obie strony do momentu spotkania się w pakistańskim Abbottabadzie. I o ile informacje na temat historii powstania SEAL Team Six i systemu morderczego szkolenia ich operatorów były mi już bardzo dobrze znane ze "Snajpera", o tyle tutaj miałam okazję dodatkowo uzupełnić je o wykaz najważniejszych akcji, w których brali udział, z obszernie, niemalże sensacyjnie opisanym odbiciem kapitana Richarda Philipsa z porwanego statku Maersk Alabama przez somalijskich piratów. Uczucie bycia w środku wydarzenia, gdzie adrenalina podnosi się z każdą minutą, a sekundy trwają wieczność, i możliwością śledzenia kunsztu taktyki snajperów, znanej mi wcześniej tylko z doniesień programów informacyjnych – bezcenne! Zupełną nowością natomiast były dla mnie informacje na temat samego Osamy Bin Ladena, muszę przyznać, bardzo subiektywne. Autor zburzył mit tego charyzmatycznego założyciela i przywódcy Al-Kaidy, który łączył w sobie "czar wojownika z czymś w rodzaju głębokiej mistycznej religijności". Ukazał go jako miernego syna multimilionera, nieśmiałego, małomównego, nieumiejącego przemawiać publicznie, bez doświadczenia wojskowego, popełniającego nagminnie błędy organizacyjne i taktyczne w działaniach wojskowych, naiwnego i zmanipulowanego dla jego pieniędzy przez islamskich fundamentalistów przesiąkniętych nienawiścią do "Żydów, chrześcijan, szyitów, buddystów", a nawet kobiet, walczących nie tyle z chrześcijaństwem, ile z zachodnim, świeckim liberalizmem. No, ale co można napisać dobrego o człowieku, który "z radością oglądał w telewizji satelitarnej, jak 3000 osób zamienia się w popiół". Wtedy nawet dobra cecha kochającego i łagodnego ojca dla własnych dzieci, "który nie wahał się zabijać dziewczynek i chłopców na trzech kontynentach", zamienia się w zarzut. Pomimo tego subiektywnego spojrzenia biograficznego, autor starał się natomiast spojrzeć obiektywnie na całość zjawiska konfliktu określanego globalnym dżihadem salafickim przez pryzmat mentalności świata arabskiego, w myśl zasady – "Zobacz to oczyma swojego wroga". Świata, który stworzył i wyniósł na szczyt najbardziej znanego i poszukiwanego, współczesnego terrorystę. Sam opis jego zabicia ukazany oczami operatorów, bardzo emocjonujący, a jednocześnie dementujący narosłe wokół akcji plotki oraz odpierający liczne zarzuty, które pojawiły się w mediach, był jak dobra sensacja napisana przez samo życie. Przygotowania, procedury, kody porozumiewania się, żargon, nieuchwytna mowa ciała dla postronnych i styl działania operatorów, najnowocześniejsze wyposażenie militarne, to wszystko robiło na mnie duże wrażenie, ale było coś, co mnie oczarowało totalnie – opis helikoptera Stealth Hawk w akcji, którego piętnastotonową obecność "najpierw się czuje, a dopiero potem słyszy", a to, co się słyszy, odbiera w rytm bicia własnego serca, pracującego jak cichy wentylator. Poezja w prozie i wpis na listę marzeń o jego zobaczeniu na żywo. Co ja piszę, zobaczenia w ogóle, już o obserwacji w akcji nie wspomnę. Maszyna jest tak ściśle tajna, że mam na to szansę za kilka, może kilkanaście lat, kiedy Amerykanie postanowią go pokazać. Jego wizerunku strzegą do tego stopnia, że jest używany do szkoleń SEAL-sów tylko nocą. Tymczasem fani tworzą prawdopodobne modele i rysunki, powstałe dzięki takim opisom, jak w tej książce lub na podstawie opisów szczątków z ich katastrof. Jeden rozbił się w trakcie akcji zabicia Osamy Bin Ladena, a słynna scena w telewizji, pokazująca prezydenta Baraka Obamę i Hillary Clinton z dłonią na ustach w chwili przerażenia, ukazała ich reakcję na to właśnie wydarzenie, a nie, jak do tej pory sądziłam, na zabicie terrorysty. Ta książka to również trochę prywatna wojna autora z politykami, w której rzuca odważne, poważne, bezkompromisowe oskarżenia i zarzuty pod adresem amerykańskiego rządu, obciążając go odpowiedzialnością za wydarzenia z 11 września 2001 roku, jako "najbardziej tragiczną w skutkach porażką wywiadu w historii Ameryki". Bezlitośnie obnaża ciąg zdarzeń i popełnionych błędów, doprowadzających do tej tragedii począwszy od kłamliwej polityki na temat broni chemicznej w Iraku (a była nie tylko w Iraku, ale i w posiadaniu Al.-Kaidy!),poprzez "kumoterstwo, polityczna poprawność i niewiarygodną niekompetencję" decydentów z FBI i CIA, w których "roiło się od politycznych koneksji, ale mało było umiejętności", aż do samych polityków przedkładających korzyści partyjne i polityczne nad bezpieczeństwo USA. To właśnie dlatego autor miał problemy z wydaniem tej książki, a amerykańskie władze zakwestionowały jej prawdziwość. A ja jakoś bardziej wierzę autorowi, niż Barakowi Obamie, który w moich oczach stracił wiele jednym pytaniem skierowanym do SEAL-sów, uczestników Włóczni Neptuna podczas spotkania z nimi – "No to który z was zlikwidował Osamę, chłopcy?" Nie mogę uwierzyć, że ich prezydent wie o nich mniej niż jakaś Polka! Bo gdyby było inaczej, nigdy nie zadałby takiego pytania, a tak pozostaje niesmak, rozczarowanie i ŻENADA… Ta książka na pewno niweluje rozdźwięk pomiędzy percepcją opinii publicznej, doniesieniami mediów i tym, co przyznaje rząd, a prawdą widzianą w terenie, a jednocześnie uzmysławia skalę kłamstw, jakimi jestem karmiona. To są te momenty, w których widzę przewagę błogosławieństwa nad niebezpieczeństwem działalności portalu WikiLeaks. naostrzuksiazki.pl
Maria Akida - awatar Maria Akida
oceniła na84 lata temu
Ja, hipis – narkoman. Od fascynacji do degrengolady Andrzej Kaczkowski
Ja, hipis – narkoman. Od fascynacji do degrengolady
Andrzej Kaczkowski Bolesław Traczewski
No trochę mam problem z oceną tej książki. Do połowy byłam tak naprawdę przerażona faktem, że ktoś wydaje książkę z tak głęboką afirmacją ćpania. Jest super, jest cudownie, tylu ludzi poznałem z całej Polski, patrzcie jakie to fajne przywalić sobie w żyłę. Już byłam gotowa odrzucić to na bok, bo niby czemu to ma służyć? Opowieści dziwnej treści. Zastanawiałam się co z tymi dziećmi? Serio wychowywały się w melinie ćpunów. Nie miałam okazji poznać śp pana Andrzeja na żadnym z festiwali i koncertów, na których bywałam. Gdzieś w drugiej połowie książki doszliśmy do faktycznej degrengolady. Ale z tego też niewiele wynika, bo kwestię leczenia, która była jak sądzę, najtrudniejszym wyzwaniem w jego życiu przytoczono w kilku zdaniach pod koniec. Być może chciał o tym opowiedzieć w następnej książce, ale nie zdążył. Niestety, ale ja też twierdzę, że ta pozycja jest bardziej zachętą do próbowania wszelkiej maści specyfików niż odstraszaczem. Przez większość czasu czytamy jak jest wspaniale po narkotykach. Myślę, że nie tędy droga. Bardziej istotne jest, jak się wyzwolić spod ich mocy. Jak ciężka i trudną pracę trzeba wykonać, by wrócić do samego siebie i do społeczeństwa, do rodziny, do najbliższych. I jak wiele trzeba dać z siebie, aby otrzymać kolejna szansę. Ale o tym ani słowa. Owszem, można tę opowieść ująć nawet w ramy poetyckie - oto wspaniały człowiek, który w wieku kilkunastu lat gromadzi olbrzymią biblioteczkę, czyta na potęgę wartościowe książki. A potem wchodzi do wody na plaży... powoli, bo woda zimna. Ale jest mu gorąco, więc idzie dalej i dalej i dalej, chociaż wołają go z brzegu: nie idź tam, wracaj! A on macha im łapką i idzie dalej aż porywa go wielką fala, wciąga go w morze coraz bardziej i już nikt nie może mu pomóc, bo jeśli ktoś nie chce pomocy, to żadna siła go nie powstrzyma i mu nie pomoże. A potem ta fala wywala go na brzeg. Zbitego. Samotnego. Okaleczonego fizycznie, psychicznie i mentalnie. I takich ludzi zbierał Monar. I dobrze, że to robił. Można się oczywiście przyczepić do tych dat, które jak rozumiem, są umowne i mają tylko znaczyć ślady. Można się bardzo przyczepić do korektorów za nieprawdopodobną ilość błędów. Niemniej ta książka wg mnie pozostaje zachętą, a nie odstraszaczem. Swoim dzieciom nie poleciałbym czytania. No i jednak zapadła mi w głowę, skoro wybombilam tak obszerną opinię. No i oczywiście zrobiłam mały research. Bardzo podziwiam dzieci Andrzeja. Z iloma problemami i przeciwnościami musieli się ścigać na "dzień dobry". Mam nadzieję, że u Was wszystko w porządku, jeśli to przeczytacie, to pozdrawiam serdecznie i jestem Z Wami dobrą myślą.
Aksa - awatar Aksa
oceniła na61 rok temu
Niepokorny. Rozmowy z generałem Adamem Rapackim Elżbieta Sitek-Wasiak
Niepokorny. Rozmowy z generałem Adamem Rapackim
Elżbieta Sitek-Wasiak
Pierwsze zaskoczenie po kupnie z antykwariatu przez allegro to dedykacja i podpis autora, taki bonus za wydane 20 zł. Książkę polecam i to bardzo, mimo, że zawiera pewien błąd to znaczy z 6 stron się powtarza w sprawie Euro 2012, toczka w toczkę. Ale tak najważniejsze w książce to ukazanie przestępczości lat 90, transformacja ustrojowa, niszczenie przez media i polityków bardzo wielu wartościowych funkcjonariuszy co bardzo martwiło i martwi Pana Nadinspektora, problematyka wywalenia na bruk prawie 14 tys funkcjonariuszy za nawet krótki epizod w SB czy Milicji, ukazanie braku ciągłości wykorzystania funkcjonariuszy po służbie przez inne służby, sprawa podrabiania rubli, co niesie za sobą indoktrynacja i złe dowodzenie, postępowanie zgodnie z sumieniem wbrew instrukcjom i ukazanie tego, że mając nic można być szczęśliwym. Naprawdę książka jest świetna, za okładkę daje 20 punktów ekstra, za treść 40 gwiazdek. A oto dedykacja z pierwszej strony: Drogiemu Przyjacielowi Jurkowi z wyrazami szacunku, podziękowaniem za lata twórczej współpracy i najlepszych życzeń spełnienia marzeń, tylko dobrych dni. A. Rapacki Najlepsze cytaty: ,,Martwił się, że polityka coraz częściej próbuje wkraczać w sprawy policji. I że odchodzi wielu dobrych policjantów”. ,,Policjantem się jest, a na takim czy innym stanowisku jedynie się bywa …”. ,,Stan wojenny pozwolił na w miarę bezkrwawe przejście do demokracji”. ,,To wielka sprawa mieć świadomość, że ma się w wokół wielu życzliwych ludzi. móc im pomagać, ale także mieć poczucie, że jeśli sam będę potrzebował pomocy to również ją od przyjaciół otrzymam”. ,,Przestępcy zajmują się wszystkim, co przynosi zyski, przerzucają się z jednej dziedziny na drugą. Jak im ukróćmy przemyt alkoholu, to wchodzą w papierosy, narkotyki, jak ich przetrzepiemy to znajdą inną działkę. Coraz śmielej działają w gospodarce, przejmują majątek narodowy, doprowadzają do upadłości uczciwe firmy”. ,,Taka wiedza jest potrzebna jeśli się chce dobrze kierować tak skomplikowanymi operacjami, wiedza od środka” ,,Lider nadaje ton, prowadzi, inspiruje. Porusza zastój, ryzykuje, wprowadza nowe. I jest zawsze ze swoimi ludźmi”. ,,Dynamiczni, z własnym pomysłem. W każdym zespole decydują liderzy i jeśli są dobrzy, to potrafią pociągnąć za sobą cały zespół, zainspirować, naenergetyzować, pokazać perspektywy. Wtedy osiągają sukcesy. Kiedy lider jest nieudolny, to może nawet najlepszą grupę wyprowadzić na manowce i zmarnować potencjał”. ,,Zasada cztery na cztery. Informacja prasowa ma stopień najniższy, (bo ma najniższy stopień wiarygodności). Informacja, którą policjant widział lub słyszał osobiście ma stopień najwyższy”. ,,Prawo powinno być jak śmierć, która nikomu nie daruje”. ,,Nieruchomości skonfiskowane mafii, (we Włoszech) przekształcane są między innymi ośrodki edukacyjne i rekreacyjne dla młodzieży, w place zabaw dla dzieci, w gospodarstwa agroturystyczne, dające zatrudnienie mieszkańcom okolicy… Czyli nie kara pozbawienia wolności jest w takich przypadkach najważniejsza … No właśnie, pozbawienie korzyści i konfiskata majątku są dla nich największą dolegliwością. Zorganizowana przestępczość to czyny popełniane dla zysku, więc tylko odebranie tego zysku jest prawdziwie dolegliwą karą. I tu mamy jedną z największych słabości naszego wymiaru sprawiedliwości”. ,,Ja nie dzielę ludzi na tych z lewicy i tych z prawicy, tylko na uczciwych i nieuczciwych, na mądrych i głupich”. ,,Tragedią policji jest to, że często ocenia się ją w kategorii sukcesu albo klęski i używa się jej do wtedy do rozgrywek politycznych. Potknięcia policjantów są wykorzystywane przez polityków, stają się okazją, żeby mówić o nieudolnych dowódcach, żądać dymisji komendantów albo ministrów, żeby dokładać rządzącym. A z kolei rządzący, żeby nie zarzucano im tolerowania nieprawidłowości, szukają kozłów ofiarnych”. ,,Zawsze uważałem, że to nie w porządku żeby zza biurka oceniać ludzi, którzy biorą udział w akcji i nadstawiają głowy”. ,,Najpierw coś zrób, pokaż, co jesteś wart, a potem możemy mówić o tym co ci się należy”. ,,Niezbędne jest także nowe spojrzenie na procesy ścigania, którego główną zasadą musi stać się dociekliwość w dochodzeniu do prawdy. Nie wynik, nie statystyka,, nie efektowne zakończenie i pokazówka, nie udowadnianie, że jak się już raz kogoś zaczęło podejrzewać, to trzeba go postawić przed sądem, lecz dochodzenie do prawdy, choćby miałą pokazać, że na przykład piewsze podejrzenia były niesłuszne. Ta zasada powinna dotyczyć zarówno prokuratorów jak i Biuro Spraw Wewnętrznych”. ,,O zabezpieczeniu przed aktami terroryzmu trzeba myśleć już na etapie inwestycyjnym”. ,,Stoi jakaś paramilitarna formacja, w dodatku nieprzeszkolona do rozwiązań siłowych, więc tylko kłopotów może narobić” (o stewardach na boisku w czasie Euro 2012). ,,Biurokracja, wiara w siłę tego, co jest na papierze, przesłania często zdrowy rozsądek”.
TomaszSadowski - awatar TomaszSadowski
ocenił na105 lat temu
Ostatni samuraj. Rozmowy o generale Petelickim Anita Czupryn
Ostatni samuraj. Rozmowy o generale Petelickim
Anita Czupryn Dorota Kowalska
Tytuł mówi wszystko. Ostatni samuraj. Rozmowy o generale Petelickim to rzeczywiście kilkanaście rozmów o generale Petelickim, wielkim miłośniku japońszczyzny, a zwłaszcza mieczów samurajskich. Wątek ten – choć oczywiście nie najważniejszy – pojawia się w rozmowach, które wkrótce po samobójczej śmierci bohatera przeprowadziły dziennikarki Anita Czupryn i Dorota Kowalska. Generał był z pewnością postacią nietuzinkową. Karierę rozpoczął w PRL-u jako funkcjonariusz służby bezpieczeństwa. Pracował głównie na placówkach, odwiedził Wietnam i Chiny, a potem kilka lat spędził jako attaché w Konsulacie Generalnym PRL w Nowym Jorku. W rzeczywistości był szpiegiem, inwigilował środowiska polonijne. W latach 80. odwiedził między innymi Sztokholm. Po zmianie systemu przeszedł pozytywnie weryfikację i de facto stworzył niejawną Grupą Reagowania Operacyjno-Manewrowego, czyli słynny GROM. Zaangażował się też w politykę, stąd jego samobójcza śmierć do dziś budzi liczne dyskusje. Jedni w nią nie wierzą, inni nie mają wątpliwości, że generał targnął się na swoje życie… Rozmówcy trafili się autorkom ciekawi. Udało im się bowiem dotrzeć do przyjaciół generała z dzieciństwa, a także świadków jego błyskotliwej kariery. Przełożonych i podwładnych. Porozmawiać zgodzili się również politycy z różnych formacji, celebryci przyjaźniący się niegdyś z generałem (Olbrychscy, Rodowicz),wreszcie jego najbliższa rodzina. Stąd portret dostajemy pełny, od młodości spędzonej w Warszawie i przygód w liceum Rejtana po pierwsze lata służby, karierę szpiegowską, a potem wojskową. Z rozmów tych wyłania się człowiek bez wątpienia przebojowy, ambitny wizjoner nie zawsze panujący nad swoim ego. To właśnie ono skłóciło go z politykami, a niewyparzony język sprawił, że odsunięto go na drugi plan. Kto wie, może to bezczynność go zabiła. I świadomość, że można było zrobić więcej i lepiej. Książka Ostatni samuraj. Rozmowy o generale Petelickim pokazuje twórcę GROM-u od strony prywatnej i przemyca masę ciekawostek z nim związanych. Zagadki jego śmierci oczywiście nie rozwiązuje, choć uprawdopodobnia samobójstwo. A co najważniejsze, uświadamia nam, jak niezwykłym był człowiekiem i jak wiele zrobił dla Polski. Najgorzej potraktowali go jednak nie politycy, a internauci, tworząc nieprawdopodobne historie na jego temat. Te wszystkie teorie spiskowe, wybujałe ambicje i koneksje zapewne nie miały potwierdzenia w rzeczywistości… Więcej recenzji: https://zdalaodpolityki.pl/category/ksiazka/ Zapraszam do współpracy autorów i wydawców!
Michał Zacharzewski - awatar Michał Zacharzewski
ocenił na62 lata temu

Cytaty z książki Policjant

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Policjant