Historie, w których nic się nie dzieje

Okładka książki Historie, w których nic się nie dzieje autora Igor Kulikowski, 9788375643558
Okładka książki Historie, w których nic się nie dzieje
Igor Kulikowski Wydawnictwo: My Book literatura piękna
332 str. 5 godz. 32 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Data wydania:
2012-01-01
Data 1. wyd. pol.:
2012-01-01
Liczba stron:
332
Czas czytania
5 godz. 32 min.
Język:
polski
ISBN:
9788375643558
Średnia ocen

6,3 6,3 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Historie, w których nic się nie dzieje w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Historie, w których nic się nie dzieje

Średnia ocen
6,3 / 10
10 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Historie, w których nic się nie dzieje

Sortuj:
avatar
662
133

Na półkach: , ,

Igor Kulikowski stworzył historie, w których, jak podaje tytuł, nic się nie dzieje. Owszem, nie znajdziemy w nich nadzwyczaj rozbudowanych akcji, nie przeczytamy o niezwykłych przygodach jeszcze bardziej niezwykłych bohaterów, nie będziemy trzymani w napięciu do ostatniej strony – nic z tych rzeczy! Autor poszedł całkiem inną, co nie znaczy, że gorszą drogą…

Celebracja życia, radość z małych rzeczy, szacunek wobec odmienności innych ludzi, wobec ich własnych wyborów…, to tylko nieliczne przykłady, których owe historie dotyczą. Opowiadania, które nam autor “zaserwował”, mają bowiem na celu pokazanie, jak bardzo każda chwila jest ulotna, jak szybko wszystko przemija i jak bardzo śmierć jest nieuniknionym końcem każdego z nas. Niby każdy o tym wie, nie każdy jednak potrafi się z tym zmierzyć. Ludzie myślą, że są niezniszczalni, że śmierć ich nie dotyczy, że umierają tylko starzy i niepotrzebni już na tym świecie… Zapominają jednak, że kiedyś sami tacy będą i to nawet szybciej, niż się im wydaje. Czas leci nieubłaganie. Nie ma litości dla nikogo. Nie wszystkim też ofiaruje swoje “usługi” tak długo, jak by tego chcieli. Dlatego też autor napomina, by się na chwilę zatrzymać, by znaleźć sens w tym, co się już ma, w tym, co jest wokół, by tak nie pędzić, bo nie będzie powrotu.

Dzieciństwo, smak niewinności, poczucie bezpieczeństwa, nieskończoności… to wszystko mija i zostają jedynie wspomnienia. Dorastanie zawsze wiąże się ze stratą. Trzeba się z tym pogodzić, ale i umieć czerpać z tych pięknych, dawno minionych chwil.

Autor pokazuje w swych tekstach również ogrom i piękno przyrody, wszechświata… Zestawia z nimi człowieka, którego “wielkość” pozostawia wiele do życzenia. Ludzie potrafią być bardzo okrutni, drwią z inności, narzucają “prawdę”, mówią, co jest dobre, a co złe, ustalają granice…, przez co wiele “niedopasowanych” osób, chcąc nie chcąc, wybiera samotność.

“Historie, w których nic się nie dzieje” to książka, którą można, a nawet należy sobie dawkować. To pozycja, do której sięgniemy, kiedy będziemy potrzebować wyciszenia, zatrzymania się… Igor Kulikowski posługuję się metaforycznym, niemal poetyckim językiem. Co ważne, czytając jego zbiór, sama niejednokrotnie “odpływałam” w rozmyślania na temat życia, mojej osoby, sensu tego wszystkiego, co się wokół mnie i innych dzieje… A więc misja spełniona. Bo autor zmusza do refleksji. Filozofuje i nas również do tego zachęca.

Książka na dłużej.


http://napieknej.wordpress.com/2014/04/10/historie-w-ktorych-nic-sie-nie-dzieje-igor-kulikowski/

Igor Kulikowski stworzył historie, w których, jak podaje tytuł, nic się nie dzieje. Owszem, nie znajdziemy w nich nadzwyczaj rozbudowanych akcji, nie przeczytamy o niezwykłych przygodach jeszcze bardziej niezwykłych bohaterów, nie będziemy trzymani w napięciu do ostatniej strony – nic z tych rzeczy! Autor poszedł całkiem inną, co nie znaczy, że gorszą drogą…

Celebracja...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
571
372

Na półkach:

"Bo musi być coś, żeby się tego trzymać. Choćby jedna rzecz na tym świecie. Inaczej nie da się go znosić."*

„Historie, w których nic się nie dzieje” to zbiór piętnastu opowiadań Igora Kulikowskiego. Lekturę rozpoczęłam wieczorem, tak jak to zwykle robię po męczącym dniu. Szybko przekonałam się jednak, że do tej książki trzeba podejść w zupełnie inny sposób niż do zwykłych, rozluźniających opowiastek. Najlepsza okazała się ławka na odciętej od szumu miasta górce. Dlaczego? Pozwoliło mi to lepiej wczuć się w historie… w których na pozór nic się nie dzieje.

Podstawową, niezwykle urzekającą i najszybciej zauważalną cechą wszystkich opowiadań jest niesamowity klimat. Mamy tutaj do czynienia ze wszystkimi porami roku przyozdobionymi różnobarwnymi kwiatami, słodkimi zapachami, krajobrazami od ruchliwego miasta, przez kwitnące ogrody, po puste plaże. Owa nastrojowość ściśle łączy się z historiami poszczególnych bohaterów, każde z ich rozmyślań i refleksji uwarunkowane jest otoczeniem oraz zaistniałymi okolicznościami. Niektóre z postaci snują swoje historie w spokojnych, praktycznie opuszczonych miejscach, inne zaś odkrywają coś bardzo ważnego stojąc na tarasie lub wpatrując się w widok za oknem. Zapewne każdy z nas również ma chwile zamyślenia pijąc herbatę, patrząc na zachód słońca, podziwiając piękno natury… Nawet jeżeli myśli te nie są daleko idące, warto zatrzymać się na chwilę, najlepiej czytając „Historie, w których nic się nie dzieje”.

Osobiście nie przepadam za wszelkimi tomikami poezji, które można interpretować na milion różnych sposobów i w dodatku nie wynieść nic wartościowego. Opowiadania za to dają możliwość wcielenia myśli w życie, odniesienia sytuacji bohaterów do naszego życia. Rozległe, a zarazem nienudzące opisy refleksji, wspomnień i skojarzeń, wciągają czytelnika zadając najważniejsze pytania i poruszając kwestie egzystencjalne. Jaki jest cel życia? Jaką rolę stanowią minione chwile? Jak cienka jest granica między samotnością a lękiem przed światem?

"Ludzie zbyt szybko wymieniają się imionami, słowami, myślami.
A potem znikają."**

Każde z opowiadań ukierunkowuje czytelnika na dane aspekty życia – dzieciństwo, tęsknotę za swoim bezpiecznym miejscem, drobnostki życia codziennego, płynący czas, zmienność wszystkiego, co nas otacza. Odniosłam jednak wrażenie, że każda historia obraca się w temacie samotności, indywidualizmu jednostki, niezrozumienia przez świat. Bohaterowie, przebywając w miejscach odludnych, odczuwają spokój, mogą w ciszy rozmyślać nad życiem. Jednocześnie większość z nich nie rozumie samych siebie, są samotni, niedopasowani do realiów środowiska społecznego. Brakuje im przyjaciół, tak jak na przykład Tobiemu z opowiadania „Polowanie na obłoki”. Poniekąd go rozumiem, gdyż kilka lat temu również znajdowałam się w podobnej sytuacji, otaczałam się innymi rzeczami niż inni. Zmiany zaszły z czasem, lecz nadal w pewnych sprawach nie rozumiem samej siebie, lubię także ciche, urokliwe miejsca. To sprawia, że do serca wpływa fala spokoju, melancholii, zamyślenia. Podobnie było z Tobim.

Myślę, że każdy z czytelników może utożsamić się z myślami danych bohaterów. Dlatego „Historie, w których nic się nie dzieje”, mimo typowo refleksyjnego charakteru, który jest dziś nie w modzie, dotrze do wielu odbiorców. Szczególnie takich, którzy czasem zatrzymują się w codziennym biegu lub chcą dostrzec wartość ważnych życiowych drobiazgów. Serdecznie polecam tę książkę. Dodam na koniec, że nie warto kierować się tytułem, gdyż przy tych historiach nie da się nudzić.

* - cytat, str 177
** - str 77

recenzja i ciekawostki: http://agnesja-recenzje.blogspot.com/2014/04/historie-w-ktorych-nic-sie-nie-dzieje.html

"Bo musi być coś, żeby się tego trzymać. Choćby jedna rzecz na tym świecie. Inaczej nie da się go znosić."*

„Historie, w których nic się nie dzieje” to zbiór piętnastu opowiadań Igora Kulikowskiego. Lekturę rozpoczęłam wieczorem, tak jak to zwykle robię po męczącym dniu. Szybko przekonałam się jednak, że do tej książki trzeba podejść w zupełnie inny sposób niż do...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
505
292

Na półkach: ,

ładnie wydany zbiór opowiadań, z których każde mówi o codzienności, smutku i samotności. niektóre świetne inne znośne a przebrnięcie niektórych to nie lada wyzwanie. dużo filozofii i metafor. książka ma w sobie potencją i dużo magii.

ładnie wydany zbiór opowiadań, z których każde mówi o codzienności, smutku i samotności. niektóre świetne inne znośne a przebrnięcie niektórych to nie lada wyzwanie. dużo filozofii i metafor. książka ma w sobie potencją i dużo magii.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

70 użytkowników ma tytuł Historie, w których nic się nie dzieje na półkach głównych
  • 51
  • 16
  • 3
15 użytkowników ma tytuł Historie, w których nic się nie dzieje na półkach dodatkowych
  • 5
  • 4
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Inne książki autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Skandynawska wieża Babel. Studium udręki szwedzkiego urzędnika Jerzy Stypułkowski
Skandynawska wieża Babel. Studium udręki szwedzkiego urzędnika
Jerzy Stypułkowski
"(...) rutyna jest dla intelektu niczym buldożer, co niszczy wszystko, tłamsi, rozbija w drzazgi i zamienia w puder – i w końcu zostaje jedynie pustka". Wpisując w internetową wyszukiwarkę hasło "urząd", wyskakująca ilość znalezionych wyników może nas nieco przytłoczyć. Różnorodne urzędy, o wszelakiej specjalizacji, tworzą biurokratyczną strukturę państwa, i jak się okazuje nie tylko naszego. Szwecja - jeden z krajów skandynawskich, z którym nieodłącznie kojarzy się nam dobrobyt i postęp cywilizacyjny, również zalicza się do tego kręgu, bowiem i tam biurokratyczna maszyna dosięga ram absurdu. A co najgorsze, dosięga miejsca niemal świętego – biblioteki. Jerzy Stypułkowski to gdańszczanin, mieszkający od ponad trzydziestu lat w Sztokholmie, gdzie ukończył studia na kierunkach historia literatury, informatyka i bibliotekoznawstwo. Autor przez wiele lat wykonywał zawód bibliotekarza w National Library of Sweden, na chwilę obecną natomiast zajmuje się pisaniem. W 2002 r. wydał powieść pt. "Decyzja". Polak, mieszkający w Szwecji, nazwany przez autora wyłącznie jedną literą – K. jest urzędnikiem. Urzędnikiem pracującym w bibliotece. Szefem urzędu jest Runar - despota dla którego pracownicy potrafią zrobić dosłownie wszystko. Bohater opisuje swoją codzienną rzeczywistość, naznaczoną absurdem, marazmem, rutyną i udręką. K. niczym bohater "Procesu" Kafki nie potrafi wyrwać się z paradoksów urzędniczego świata. "Skandynawska wieża Babel. Studium udręki szwedzkiego urzędnika" to proza niełatwa. Obyczajowo-satyryczno-groteskowy wymiar książki, zmusza bowiem czytelnika do poważnego zagłębienia się w historię K. Bohater ten, jako outsider w swoim środowisku, przedstawia swoimi oczami wszelkie negatywne zjawiska pojawiające się w państwowym urzędzie: kult szefa, lizusostwo, rutyna, nikomu niepotrzebna biurokracja i schematyczność. W oczach K. praca w urzędzie działa destrukcyjnie na indywidualizm i kreatywność, wystawiając na piedestał służalczość i konformizm. Cały ten obraz potraktowany został przez autora nieco satyrycznie, co niewątpliwie daje się zauważyć, Stypułkowski bowiem dość bezpośrednio obnażył absurdy biurokratycznego życia. Niewątpliwie, po lekturze książki w pamięci czytelnika pozostanie kilka wymownych, paradoksalnych i nieco ironicznych obrazów pracy urzędnika, typu sprawa kabli wychodzących z podłogi, czy projekt mycia samochodu szefa. Po lekturze książki jestem skłonna nawet uwierzyć, że większość absurdów sytuacyjnych, jakie autor przytoczył miało swoje odzwierciedlenie w skandynawskiej rzeczywistości. W tej materii chyba nic mnie nie już zdziwi. Dzieło Stypułkowskiego to bardzo obszerne (liczące ponad pięćset stron) studium ludzkiej psychiki, która wtłoczona na ponad dwadzieścia lat w pewne ramy i schematy, nie potrafiła się z nich wyrwać. Co ważne, to studium psychologiczne w dużej mierze samego autora, który jak sam przyznaje - książka to rezultat jego osobistych doświadczeń. Trudno również nie odczuć wrażenia, jakoby K. stanowił alter ego Stypułkowskiego, na co wskazuje biografia autora i tożsama do niej treść fabuły. Oprócz warstwy dotykającej absurdów urzędniczej pracy, czytelnik otrzymuje również dość pesymistyczny obraz człowieka, który nie potrafi odnaleźć się w swojej emigracyjnej rzeczywistości. Liczne dygresje dotyczące przeszłości, rozważania i refleksje, budują dość specyficzny klimat historii K. W tej książce nie liczcie bowiem na wartką akcję, nagłe zwroty fabularne, czy trzymającą w napięciu zagadkę. Wręcz przeciwnie, Stypułkowski bardzo powoli kreuje świat urzędnika i człowieka uwikłanego w machinę biurokracji. Akcja toczy się bardzo niespiesznie, podkreślając często kondycję emocjonalną głównego bohatera. Okładkę książki zdobi reprodukcja obrazu Pietera Bruegla pt. "Mała Wieża Babel", która oczywiście wraz z tytułem posiada swój symboliczny wymiar. Wymiar, trzeba podkreślić trafny, bowiem po lekturze dzieła autora, praca w urzędzie jawi się jako zajęcie powodujące jeszcze większy zamęt, nie przynoszące żadnych pozytywnych rezultatów, sztuka sama w sobie. Czy tak jest w rzeczywistości? Trudno w tym przypadku nie zgodzić się z autorem. Jeśli więc macie ochotę na nietuzinkową, słodko-gorzką historię przypadku homo biurocraticusa, zachęcam do lektury. "Forma była dla nich wszystkim. Poza formą nie istniało nic". http://www.subiektywnieoksiazkach.pl
Wioleta Sadowska - awatar Wioleta Sadowska
oceniła na811 lat temu
Prawda Michael Palin
Prawda
Michael Palin
Gdy brałem książkę autorstwa Michaela Palina do rąk nie widziałem, czego się spodziewać. Moje doświadczenia z tym Pythonem sugerowały narkotyczny wręcz odjazd, z szaleństwem w oczach, które popchnie nas w każdą otchłań. Tymczasem Prawda jest zupełnie inna. Nie ma szalonych wariacji na każdy temat, purnonsensownych dowcipów czy gier słownych, nie nabijamy się ze wszystkiego i wszystkich, raczej z przymrużeniem oka patrzymy na własną wiarę w idealizmy i pewne podstawowe zasady życia, którym chcemy być wierni. Keith Mabbut jest pisarzem, za którym idzie przeszłość dziennikarza śledczego i jednej wielkiej sprawy. Właśnie napisał na zlecenie pewnej firmy z branży paliwowej historię tego przedsiębiorstwa. I tutaj na scenę wkracza pewne wydawnictwo, które sugeruje mu napisanie książki o działaczu społecznym, człowieku legendzie, niedostępnym i nieustępliwym. Hamish Neville unika wywiadów, stara się, by jego działania mówiły za niego. Staje po stronie słabych i nie mogących się bronić przeciw firmom, których celem jest np. wyrwanie złóż mineralnych ziemi zamieszkanych przez różne biedne plemiona. Mabbut dociera do Neville'a, nawiązują coś, co można nazwać współpracą, i nasz bohater ma materiał na wielką książkę. I tu zaczynają się schody, ponieważ wydawnictwo chciałoby dodać conieco do książki. Zaczyna się walka ideałów i wartości, dziennikarz śledczy wraca do starych nawyków, odkrywa nowe tropy, a tu jeszcze całkiem sporo dzieje się w jego życiu prywatnym. Książka nie należy do rewelacji, jest raczej świetnym umilaczem czasu podróży. Pokazuje nam kilka różnych punktów widzenia, prowadząc do finału, który nie każdemu może przypaść do gustu, nie każdy lubi, jak się mu zwraca uwagę, że patrzy zbyt idealistycznie na pewne aspekty życia. Palin jednak ma tyle taktu, że nie wali batem po plecach dla otrzeźwienia, raczej stosuje kumplowskie klepnięcie.
Machno - awatar Machno
ocenił na68 lat temu
Międzyczas Joanna Belzyt
Międzyczas
Joanna Belzyt
Zaczęłam tym razem od słowa, a nie od książki jak to mam w zwyczaju. Wpisałam w wyszukiwarkę słowo "czas" i pojawił się "Międzyczas", pomyślałam tytuł na czasie, więc dlaczego by nie. No i w taki sposób nadszedł czas na Miedzyczas w mojej czasoprzestrzeni - teoretycznie przez przypadek. "Miedzyczas" autorstwa Pani Joanny Belzyt to książka o pewnego rodzaju przestrzeni zawieszonej w jakimś niebycie, gdzie trafiają ludzie którzy z całej siły pragną zapomnieć o przytłaczającym ich własnym życiu. Powieść pisana jest z dwóch perspektyw: - jest ON - nie musi używać głosu bo czyta w myślach - początkowo bez imienia a potem jako Nataniel, który pilnuje porządku w międzyczasie. Od samego początku, dziewczyna która tu trafia bardzo go denerwuje i wszelkimi sposobami pragnie się jej jak najszybciej pozbyć. Jednak z czasem jej zachowanie i te piękne przeszywające oczy co raz bardziej go intrygują. Wbrew samemu sobie zaczyna z nią rozmawiać i wyrażać uczucia, a nawet prosi żeby nauczyła go tego grymasu, który zmienia jej twarz i nazywa go uśmiecham - on sam zapomniał jak to sie robi. - jest zatem też i ONA - myśli i nastroje raczej wyczuwa - czyli Ida, która trafia do tej czasoprzestrzeni z natłoku nieszczęść w swoim zyciu. Ida jednak znacznie różni się od pozostałych ludzi tu przebywających, co szybko dostrzega właśnie Nataniel i bardzo go to niepokoi. Jej siłą jest właśnie coś co utracili pozostali, czyli uczucia i w momencie gdy sobie to uświadamia zaczyna z tego korzystać. Postanawia obudzić w ludziach to co w głębi serca z pewnością jeszcze istnieje i pozwoli im wydostać się z tej przedziwnej czasotrzestrzeni. Książka wciągnęła mnie na tyle, że czytanie jej to była prawdziwa przyjemność. Nie wiem tylko dlaczego wszędzie spotykam się z opinią że to książka tylko dla kobiet z czym oczywiście się nie zgadzam. Opis postaci a zwłaszcza ich losów i przeróżnych sytuacji życiowych, których doświadczyli, stanowi bogatą wiedzę albo i drogowskaz dla wszystkich bez względu na płeć. To znakomita ściągawka o tym jak wpływają na człowieka jego własne i najczęściej trudne doświadczenia. Jak czasami błędnie je sobie sami interpretujemy no i przede wszystkim jak często i zupełnie prosto można sobie z nimi poradzić. Powieść niesie ze sobą kilka mądrości życiowych ale nie zmienia sie w ciężki psychologiczny poradnik i nie traci atrybutów powieści przez co czyta się ją bardzo przyjemnie. Polecam bardzo zwłaszcza tym, których ostatnio życie delikatnie rzecz ujmując przytłoczyło. No i proponuję znaleźć ciepły kącik z pyszna kawą w dłoni bo opowieść ta nie pozwoli by tak szybko się od niej oderwać. "Międzyczas" to książka, która z pewnością na dłużej zagości w mojej głowie a jej treść i styl autorki tak mnie zaciekawił że mam już w planach jej kolejną powieść, czyli "Żółte sznurowadła" i pozostaje tylko wygospodarować odrobinkę miejsca w mojej czasoprzestrzeni Polecam Joana http://epilog-zaczytana-joana.blogspot.com/2015/10/miedzyczas-joanna-belzyt.html
ZaczytanaJoana BOOKIECIARNIA - awatar ZaczytanaJoana BOOKIECIARNIA
oceniła na710 lat temu
Madeleine Consilia Maria Lakotta
Madeleine
Consilia Maria Lakotta
„Madeleine” to powieść stylizowana na Jane Austen. Znajdziemy tam motywy znane z „Dumy i uprzedzenia” oraz „Rozważnej i romantycznej”, czy nawet „Emmy”, jednak od tych romansów różni ją czas, w którym dzieje się akcja. Są to czasy bliższe naszym, ponieważ już istnieją samoloty (wuj dziwi się dlaczego nie lecieli samolotem z kurortów),a mimo tego ludzie poruszają się wozami, czyli akcja może toczyć się w okolicach lat 20 XX wieku. Jeśli jej miałaby miejsce na polskiej wsi to nawet do końca lat osiemdziesiątych konie i wozy były sprawdzonym środkiem lokomocji (u mnie w miasteczku nawet krowy!),ale język powieści jest typowy dla XVIII wieku. Pełno tu sztucznej grzeczności, pozorów, poddaństwa wobec rodziców i tego, co wypada robić. Bardziej konkretne jest miejsce, ponieważ wiemy, że jest to Normandia. Jest to kraina dla nas dziwna, ponieważ panują inne stosunki międzyludzkie niż te znane nam z życia codziennego. Madeleine i Hélier wprowadzają nas w swój świat od pierwszych stron, kiedy dowiadujemy się o ich wakacyjnej podróży i planach wakacyjnej pracy, aby zarobić na studia. Przyszłość przez młodych ludzi została już zaplanowana: będą ciężko pracować, skończą studia i się pobiorą. Nie przewidzieli jednak „burzy” w postaci kuzynki Yvonne, która zrobi wszystko, by uwieźć młodego mężczyznę, który nie zwraca na nią uwagi. To, że ów mężczyzna jest chłopakiem kuzynki to mało istotny szczegół, a może nawet podgrzewający atmosferę, ponieważ intrygantce wydaje się niesprawiedliwe, że szara myszka studiująca farmację, podbiła serce przyszłego lekarza. Lakotta w powieści zastosowała bardzo proste chwyty polegające na kontraście głównych bohaterek i bohaterów: różnią się Madeleine i Yvonne, Hélier i Denis. Wydawałoby się, że owe małżeństwa, które powstaną przez intrygi Yvonne są rozsądniejsze i tak dobrani młodzi ludzie lepiej do siebie pasują, ale po latach okazuje się, że miłość jest szalona i nie zna granic, przez co uczucie między Madeleine i Hélierem ciągle jest żywe. Po przeczytaniu „Mariski z węgierskiej puszty” po autorce oczekiwałam zupełnie czegoś innego: akcji osadzonej w realnym lub prawdopodobnym świecie. Co prawda bohaterowie mają tu do czynienia z problemami, ale wydają się one oderwane i nierealne. Do tego wlokąca się akcja, jak w książkach Austen, dlatego polecam tę książkę osobom, które lubią romanse stylizowane na XVIII wiek.
AnnaSikorska - awatar AnnaSikorska
oceniła na711 lat temu

Cytaty z książki Historie, w których nic się nie dzieje

Więcej
Igor Kulikowski Historie, w których nic się nie dzieje Zobacz więcej
Igor Kulikowski Historie, w których nic się nie dzieje Zobacz więcej
Igor Kulikowski Historie, w których nic się nie dzieje Zobacz więcej
Więcej