Najdłuższy tydzień. Opowieść o HELL WEEKU - finale najbardziej morderczego treningu świata

Okładka książki Najdłuższy tydzień. Opowieść o HELL WEEKU - finale najbardziej morderczego treningu świata autora David Reid, 9788324016808
Okładka książki Najdłuższy tydzień. Opowieść o HELL WEEKU - finale najbardziej morderczego treningu świata
David Reid Wydawnictwo: Znak Literanova reportaż
424 str. 7 godz. 4 min.
Kategoria:
reportaż
Format:
papier
Tytuł oryginału:
Suffer in Silence. A Novel of Navy SEAL Training
Data wydania:
2012-09-03
Data 1. wyd. pol.:
2012-09-03
Liczba stron:
424
Czas czytania
7 godz. 4 min.
Język:
polski
ISBN:
978-83-240-1680-8
Tłumacz:
Łukasz Müller
Średnia ocen

7,4 7,4 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Najdłuższy tydzień. Opowieść o HELL WEEKU - finale najbardziej morderczego treningu świata w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oficjalne recenzje książki Najdłuższy tydzień. Opowieść o HELL WEEKU - finale najbardziej morderczego treningu światai

Jak zostać foką i wyrzygać sobie płuca



1775 66 133

Oceny książki Najdłuższy tydzień. Opowieść o HELL WEEKU - finale najbardziej morderczego treningu świata

Średnia ocen
7,4 / 10
310 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Najdłuższy tydzień. Opowieść o HELL WEEKU - finale najbardziej morderczego treningu świata

avatar
98
60

Na półkach: , ,

Przeczytana dawno temu i tak jak pamiętam to na maksa się wynudziłem. W mojej ocenie przeciętna pozycja opowiadająca o tzw. Hell Weeku i próbie złamania człowieka, ale też wyciagnięcia z niego rzeczy, o których nie zdawał sobie sprawy.

Przeczytana dawno temu i tak jak pamiętam to na maksa się wynudziłem. W mojej ocenie przeciętna pozycja opowiadająca o tzw. Hell Weeku i próbie złamania człowieka, ale też wyciagnięcia z niego rzeczy, o których nie zdawał sobie sprawy.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
533
19

Na półkach:

Dałabym wyższą ocenę gdyby książka była o połowę krótsza. Dawno się tak nie wynudziłam. Tytułowy "piekielny tydzień zaczyna się po 200 stronach i nie robi już większego wrażenia, bo nie wnosi wiele nowego. Wbrew pozorom ilość sposobów na upodlenie i sponiewieranie fizyczne człowieka jest ograniczona i 200 stron spokojnie wystarczyłoby na przekazanie myśli przewodniej.

Dałabym wyższą ocenę gdyby książka była o połowę krótsza. Dawno się tak nie wynudziłam. Tytułowy "piekielny tydzień zaczyna się po 200 stronach i nie robi już większego wrażenia, bo nie wnosi wiele nowego. Wbrew pozorom ilość sposobów na upodlenie i sponiewieranie fizyczne człowieka jest ograniczona i 200 stron spokojnie wystarczyłoby na przekazanie myśli przewodniej.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
1082
805

Na półkach:

Czytałem już kilka książek o tej tematyce, więc wiem mniej więcej jak wygląda "piekielny tydzień", ale mimo to czułem się zmęczony od samego czytania. To, czego doświadczają ci żołnierze przechodzi ludzkie pojęcie i jest mieszanką sadomasochizmu, upodlenia i chęci sprawdzenia się. To szkolenie oprócz samej przyszłej służby sprawia, że bliżej śmierci już się ci ludzie chyba nie znajdą. Przyznam, że czyta się to wszystko wręcz z niezdrową fascynacją. Spodziewałem się kolejnej autobiograficznej wspominki autora, a przedstawiona historia jest fabularyzowana, co pozytywnie wpływa na jej odbiór. Gorąco polecam fanom militariów.

Czytałem już kilka książek o tej tematyce, więc wiem mniej więcej jak wygląda "piekielny tydzień", ale mimo to czułem się zmęczony od samego czytania. To, czego doświadczają ci żołnierze przechodzi ludzkie pojęcie i jest mieszanką sadomasochizmu, upodlenia i chęci sprawdzenia się. To szkolenie oprócz samej przyszłej służby sprawia, że bliżej śmierci już się ci ludzie chyba...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

739 użytkowników ma tytuł Najdłuższy tydzień. Opowieść o HELL WEEKU - finale najbardziej morderczego treningu świata na półkach głównych
  • 387
  • 342
  • 10
232 użytkowników ma tytuł Najdłuższy tydzień. Opowieść o HELL WEEKU - finale najbardziej morderczego treningu świata na półkach dodatkowych
  • 170
  • 32
  • 13
  • 6
  • 6
  • 3
  • 2

Tagi i tematy do książki Najdłuższy tydzień. Opowieść o HELL WEEKU - finale najbardziej morderczego treningu świata

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Operacja Geronimo Chuck Pfarrer
Operacja Geronimo
Chuck Pfarrer
"Snajper" Howarda E. Wasdina i Stephena Templina rozbudził we mnie ciekawość bezpośrednich relacji uczestników operacji z najgłośniejszych, spektakularnych i niebezpiecznych punktów zapalnych na świecie, a dokładniej tych z udziałem SEAL-sów. "Członkami najmniej licznych i najbardziej elitarnych oddziałów do operacji specjalnych w siłach zbrojnych Stanów Zjednoczonych", które dzięki nagłośnionym tego typu akcjom wychodzą z cienia. Niestety, wbrew własnej woli i wcale, ale to wcale im się ten rozgłos nie podoba. Jednak o ile "Snajper" był opowieścią jednego komandosa, przybierając formę autobiograficznej kariery w strukturach Navy SEAL-s, który pokusił się o odtworzenie na bazie własnych doświadczeń, prawdopodobnego scenariusza zabicia Osamy Bin Ladena, o tyle ta pozycja jest efektem wielu bezpośrednich relacji uczestników operacji jego likwidacji nazwanej Włócznią Neptuna, przekazanych autorowi książki, byłemu członkowi SEAL Team Six. To ważny szczegół w przypadku tej pozycji. Profil osobowości byłego komandosa i znajomość ludzi z tego środowiska, jak i własne jego doświadczenia, złożyły się na wiarygodny, chociaż momentami subiektywny i emocjonalny obraz współtowarzyszy i kolegów, polityki rządku amerykańskiego i samych polityków oraz najważniejszej postaci – Osamy Bin Ladena. Zanim jednak autor przeszedł do opisu przygotowań i przebiegu samej operacji Włócznia Neptuna, obszernie przedstawił rys historyczny dróg, jakie przebyły obie strony do momentu spotkania się w pakistańskim Abbottabadzie. I o ile informacje na temat historii powstania SEAL Team Six i systemu morderczego szkolenia ich operatorów były mi już bardzo dobrze znane ze "Snajpera", o tyle tutaj miałam okazję dodatkowo uzupełnić je o wykaz najważniejszych akcji, w których brali udział, z obszernie, niemalże sensacyjnie opisanym odbiciem kapitana Richarda Philipsa z porwanego statku Maersk Alabama przez somalijskich piratów. Uczucie bycia w środku wydarzenia, gdzie adrenalina podnosi się z każdą minutą, a sekundy trwają wieczność, i możliwością śledzenia kunsztu taktyki snajperów, znanej mi wcześniej tylko z doniesień programów informacyjnych – bezcenne! Zupełną nowością natomiast były dla mnie informacje na temat samego Osamy Bin Ladena, muszę przyznać, bardzo subiektywne. Autor zburzył mit tego charyzmatycznego założyciela i przywódcy Al-Kaidy, który łączył w sobie "czar wojownika z czymś w rodzaju głębokiej mistycznej religijności". Ukazał go jako miernego syna multimilionera, nieśmiałego, małomównego, nieumiejącego przemawiać publicznie, bez doświadczenia wojskowego, popełniającego nagminnie błędy organizacyjne i taktyczne w działaniach wojskowych, naiwnego i zmanipulowanego dla jego pieniędzy przez islamskich fundamentalistów przesiąkniętych nienawiścią do "Żydów, chrześcijan, szyitów, buddystów", a nawet kobiet, walczących nie tyle z chrześcijaństwem, ile z zachodnim, świeckim liberalizmem. No, ale co można napisać dobrego o człowieku, który "z radością oglądał w telewizji satelitarnej, jak 3000 osób zamienia się w popiół". Wtedy nawet dobra cecha kochającego i łagodnego ojca dla własnych dzieci, "który nie wahał się zabijać dziewczynek i chłopców na trzech kontynentach", zamienia się w zarzut. Pomimo tego subiektywnego spojrzenia biograficznego, autor starał się natomiast spojrzeć obiektywnie na całość zjawiska konfliktu określanego globalnym dżihadem salafickim przez pryzmat mentalności świata arabskiego, w myśl zasady – "Zobacz to oczyma swojego wroga". Świata, który stworzył i wyniósł na szczyt najbardziej znanego i poszukiwanego, współczesnego terrorystę. Sam opis jego zabicia ukazany oczami operatorów, bardzo emocjonujący, a jednocześnie dementujący narosłe wokół akcji plotki oraz odpierający liczne zarzuty, które pojawiły się w mediach, był jak dobra sensacja napisana przez samo życie. Przygotowania, procedury, kody porozumiewania się, żargon, nieuchwytna mowa ciała dla postronnych i styl działania operatorów, najnowocześniejsze wyposażenie militarne, to wszystko robiło na mnie duże wrażenie, ale było coś, co mnie oczarowało totalnie – opis helikoptera Stealth Hawk w akcji, którego piętnastotonową obecność "najpierw się czuje, a dopiero potem słyszy", a to, co się słyszy, odbiera w rytm bicia własnego serca, pracującego jak cichy wentylator. Poezja w prozie i wpis na listę marzeń o jego zobaczeniu na żywo. Co ja piszę, zobaczenia w ogóle, już o obserwacji w akcji nie wspomnę. Maszyna jest tak ściśle tajna, że mam na to szansę za kilka, może kilkanaście lat, kiedy Amerykanie postanowią go pokazać. Jego wizerunku strzegą do tego stopnia, że jest używany do szkoleń SEAL-sów tylko nocą. Tymczasem fani tworzą prawdopodobne modele i rysunki, powstałe dzięki takim opisom, jak w tej książce lub na podstawie opisów szczątków z ich katastrof. Jeden rozbił się w trakcie akcji zabicia Osamy Bin Ladena, a słynna scena w telewizji, pokazująca prezydenta Baraka Obamę i Hillary Clinton z dłonią na ustach w chwili przerażenia, ukazała ich reakcję na to właśnie wydarzenie, a nie, jak do tej pory sądziłam, na zabicie terrorysty. Ta książka to również trochę prywatna wojna autora z politykami, w której rzuca odważne, poważne, bezkompromisowe oskarżenia i zarzuty pod adresem amerykańskiego rządu, obciążając go odpowiedzialnością za wydarzenia z 11 września 2001 roku, jako "najbardziej tragiczną w skutkach porażką wywiadu w historii Ameryki". Bezlitośnie obnaża ciąg zdarzeń i popełnionych błędów, doprowadzających do tej tragedii począwszy od kłamliwej polityki na temat broni chemicznej w Iraku (a była nie tylko w Iraku, ale i w posiadaniu Al.-Kaidy!),poprzez "kumoterstwo, polityczna poprawność i niewiarygodną niekompetencję" decydentów z FBI i CIA, w których "roiło się od politycznych koneksji, ale mało było umiejętności", aż do samych polityków przedkładających korzyści partyjne i polityczne nad bezpieczeństwo USA. To właśnie dlatego autor miał problemy z wydaniem tej książki, a amerykańskie władze zakwestionowały jej prawdziwość. A ja jakoś bardziej wierzę autorowi, niż Barakowi Obamie, który w moich oczach stracił wiele jednym pytaniem skierowanym do SEAL-sów, uczestników Włóczni Neptuna podczas spotkania z nimi – "No to który z was zlikwidował Osamę, chłopcy?" Nie mogę uwierzyć, że ich prezydent wie o nich mniej niż jakaś Polka! Bo gdyby było inaczej, nigdy nie zadałby takiego pytania, a tak pozostaje niesmak, rozczarowanie i ŻENADA… Ta książka na pewno niweluje rozdźwięk pomiędzy percepcją opinii publicznej, doniesieniami mediów i tym, co przyznaje rząd, a prawdą widzianą w terenie, a jednocześnie uzmysławia skalę kłamstw, jakimi jestem karmiona. To są te momenty, w których widzę przewagę błogosławieństwa nad niebezpieczeństwem działalności portalu WikiLeaks. naostrzuksiazki.pl
Maria Akida - awatar Maria Akida
oceniła na84 lata temu
Komandos Richard Marcinko
Komandos
Richard Marcinko John Weisman
Ja jestem wyjątkowo niespotykanie spokojny człowiek. Niektórzy nawet twierdzą, że się przy mnie wyciszają, ale po tej książce gratisowej terapii dla rozedrganych emocjonalnie nie było, bo cały dzień mnie nosiło po kątach, wiadomości o kolejnym nieszczęściu w wieczornych programach informacyjnych roztrzęsienie pogłębiło, a język miałam pogryziony od powstrzymywania się przed dosadnością werbalną w ocenie mojej bezsilności wobec świata opanowanego ludzką głupotą i rządzonego prawami Murphy’ego, których skale odmierza ilość ich ofiar. Bo chyba tylko tak najogólniej mogę określić przyczynę mojego żalu, współczucia i poczucia bezsilności zsolidaryzowanych z poglądami Richarda Marcinko, głównego bohatera i współautora tej autobiografii. I za każdym razem, będzie to dla mnie Richard Marcinko, bom niegodna mówić mu, używając pseudonimów Scharkman, Dick Demolka, Świr czy Rogue Worrior zarezerwowanych dla przyjaciół. A wcale się na to nie zanosiło. O frogmanie, członku SEAL Team Two, twórcy i pierwszego dowódcy SEAL Team Six i Red Cell, uczestnika wojny w Wietnamie i Kambodży, czytałam już w "Snajperze" Howarda E. Wasdina i Stephena Templina, a potem w "Operacji Geronimo" Chucka Pfarrera, ale informacje na temat tego wyjątkowego mężczyzny, buntownika i outsidera były skąpe, ostrożne, żeby nie powiedzieć, bardzo dyplomatyczne i ograniczone właściwie do jednego, niezmiennie powtarzającego się wyrażenia, wymienianego również w innych źródłach informacji – kontrowersyjna postać. O matko! I to jeszcze jak kontrowersyjna! Gdyby ten przymiotnik można było stopniować powyżej stopnia najwyższego, trzeba byłoby stworzyć kilka dodatkowych poziomów z jednym zarezerwowanym tylko dla Richarda Marcinko. Sam o sobie mówił wojownik. Nie operator, nie tytułowy komandos tej książki, nie żołnierz, nie szef, ale właśnie wojownik. I coś w tym jest, bo tak naprawdę, po przeczytaniu jego szokująco-fascynujących wspomnień, mogę powiedzieć, że jest skrzyżowaniem ideałów średniowiecznego rycerza ze stylem działania współczesnego Rambo. Niestety urodzonym za wcześnie, ewentualnie nie w tym kraju, w którym dane mu było przyjść na świat w 1940 roku. W Ameryce lat 60., 70. i 80., która terroryzm znała z teorii i doświadczeń państw europejskich oraz Bliskiego Wschodu i w której wojownik urodzony do wojny i zabijania nie pasował do skostniałego, biurokratycznego, kastowego, sztywno zhierarchizowanego systemu wojskowego marynarki USA, do której wstąpił. Swoimi niekonwencjonalnymi poglądami na prowadzenie działań wojennych, postępowaniem wobec wroga, roli i miejsca SEALsów w strukturach wojskowych, zachowaniem się wobec przełożonych i nieskrępowanym normami etycznymi stylem wysławiania się, którego uczył się od najlepszych przełożonych marynarzy w tym „fachu”, dzięki któremu tekst w książce momentami wyglądał jak niebo usiane gwiazdami zamiast liter, wyrąbywał sobie drogę przez biurka urzędników przez całą wojskową karierę, gromadząc wokół siebie więcej wrogów niż przyjaciół, klnąc i rzucając się z pięściami na wyższych rangą, będąc przy tym krwiożerczym, bezwzględnym i podłym w taktyce, zastraszającym, terroryzującym, grożącym i wbijającym w ścianę oficerów jednostek konwencjonalnych. I wcale się tego nie wypierał. Na pytania: "czy nigdy nie poczuwałem się do winy – przecież tyle lat kantowałem system. Czy nie czułem się winny, że tyle przeklinałem? Czy nie czułem się winny z powodu brutalnych metod, jakie stosowałem, by osiągnąć to, co chciałem? Czy nie czułem się winny, wrabiając własnych dowódców w te straszne gówna?– mówi wprost – Na takie pytania miałem zawsze tę samą odpowiedź: winny? Absolutnie tak. Winny zarzucanych mi czynów. Winny tego, że swoich ludzi ceniłem wyżej niż biurokratyczne pierdoły. Winny tego, że wydawałem tyle pieniędzy, ile tylko potrafiłem zdobyć, na jak najlepsze wyszkolenie moich ludzi. Winny tego, że szykowałem się do wojny zamiast do pokoju. Wszystkiego tego rzeczywiście jestem winny. Mea culpa, mea culpa, mea maxima pier***ona culpa". Taki był właśnie Richard Marcinko. Zabójczy w wietnamskim błocie i w bagnie z urzędasami-gryzipórkami, jak ich czasami delikatnie nazywał, dodając – "Potrzebowaliśmy walecznych żołnierzy z jajami jak granaty, a dostaliśmy złamasów urzędasów". Obdarzony talentem w swoim fachu, ogarnięty pasją realizowaną w swoim zawodzie na przekór i wbrew systemowi, którą czułam w każdym słowie i każdym zdaniu tych wspomnień. Potrafił te emocje przelać na mnie, pokonując barierę czasową, geograficzną, płciową (feministkom nie polecam tej książki, bo dużo w niej „deserów” i ślicznych kwiatuszków przylepiających się do męskiego ciała!) i papierową. Team był jego rodziną i dla tej rodziny był w stanie zrobić wszystko, niczego i nikogo się nie bojąc. I nie są to puste słowa, co udowadniał to na każdej stronie tej książki w czynach. A wszystko to dla bezpieczeństwa Amerykanów i Ameryki, a na końcu każdego czytającego tę książkę. Mojego również. Jednak Marcinki nikt nie słuchał. Marcinkę trzeba było upupić (ugryzłam się w język!). Marcinkę trzeba było spuścić w dół w „nagrodę” za zasługi dla ojczyzny do więzienia na 21 miesięcy, bo Superman ratuje świat tylko w filmie, a w życiu realnym ważne są procedury, przepisy, podpisy, pieczątki, hierarchia, normy, medale, kariera, poprawność polityczna i raporty z ilością spinaczy zużytych przez SEALsów, a nie z ilością dziur w systemie bezpieczeństwa państwa, bezczelnie wytykającego wady i słabość stylu zarządzania przełożonych. Za każdym razem, kiedy Richard Marcinko przegrywał z systemem, ginęli ludzie. Tak było między innymi z zamachem na ambasadę USA w Bejrucie w 1983 roku, a potem (bo przecież nikt nie miał zamiaru uczyć się na błędach) w Kenii i w Tanzanii w 1998 roku, której okaleczony i osmolony budynek w Dar es Salaam miałam okazję oglądać kilkanaście miesięcy po tym wydarzeniu. Bezpośredni kontakt ze skutkami wojny zachwiał moim poczuciem bezpieczeństwa na zawsze. To kosmate uczucie zagnieździło się we mnie na dobre i wyłazi za każdym razem, kiedy czytam tego typu książki lub oglądam doniesienia z punktów zapalnych na całym świecie. Zyskana świadomość zagrożeń jest błogosławieństwem, ale i przekleństwem. Inaczej patrzę na problemy życia codziennego i inaczej reaguję na nie. Oczywiście te i kolejne wpadki niczego nie nauczyły wojskowych i rządzących Stanami. Richard Marcinko mógł sobie z więzienia wołać – "Ale co w sytuacji, kiedy jakieś supermocarstwo na przykład Stany Zjednoczone, staje naprzeciw kogoś takiego jak Muammar Kaddafi, Manuel Noriega czy Saddam Husajn? […] To wcale nie musi być fikcja. Wierzcie mi". W latach 90., kiedy pisał tę autobiografię, nikt jeszcze nie słyszał o Osamie Bin Ladenie. A kilka lat później skończyło się tak, jak musiało się skończyć i jak przewidział Richard Marcinko. Dniem 11 września 2001 roku, który na zawsze zapisał się czarną datą w historii USA. Podejrzewam, że był jedyną osobą, która nie była zaskoczona i zdziwiona rozwojem wydarzeń w Nowym Jorku i która mogła z czystym sumieniem spojrzeć rodzinom ofiar prosto w oczy. Na szczęście pozostawił po sobie krwawo zdobyte dziedzictwo – SEAL Team Six. Pozostaje mi tylko nadzieja, że Amerykanie tego nie sp***przą. Sorry. Nie zdążyłam ugryźć się w język, ale ta książka to same emocje. Niepospolity życiorys, niekonwencjonalnego człowieka opowiedziany niczym sensacja i thriller w jednym, "przy współudziale mistrza w przedstawianiu mrocznych sekretów CIA i służb specjalnych" – Johna Weismana, jak przeczytałam na okładkowym skrzydełku. Szkoda, że ludzie tak mało czytają, może zamieniliby Batmana, Spidermana, X-Mana i innych „manów” na Richarda Marcinkę. Bohatera z krwi i kości ratującego rzeczywisty świat. naostrzuksiazki.pl
Maria Akida - awatar Maria Akida
oceniła na104 lata temu
Negocjator. Prawdziwa historia najskuteczniejszego na świecie zawodowego negocjatora Ben Lopez
Negocjator. Prawdziwa historia najskuteczniejszego na świecie zawodowego negocjatora
Ben Lopez
W dobie masy książek o tajnych służbach, jednostkach specjalnych (głównie NAVY SEALS) oraz wojsku, dobrze jest poczytać o wyjątkowych profesjach, na temat których literatury jest bardzo niewiele. Tu z pomocą przychodzi wydawnictwo ZNAK. "Negocjator" to kolejny tytuł po fenomenalnym "Wirze" Edyty Żemły oraz bardzo dobrym "Saperze" Kevina Ivisiona. Sięgając po tą książkę miałem bardzo duże oczekiwania ponieważ negocjacje fascynowały mnie od zawsze. Byłem nimi zafascynowany do tego stopnia, że zdając kiedyś do Policji, robiłem to właśnie z myślą aby trafić do jednostki policyjnych negocjatorów (ostatecznie trafiłem do finansów i tu zajmuję się negocjacjami jako broker ubezpieczeniowy). Na pierwszy rzut oka może się wydawać, że książka pełna jest zwrotów akcji (szczególnie czytając końcową okładkę) oraz technik negocjacyjnych podczas różnego rodzaju zdarzeń. Niestety nie do końca tak jest. Autor skupił się w większości na porwaniach dla okupu. Opisuje przy tym pracę negocjatorów, przebieg negocjacji, techniki i triki negocjacyjne ale nie ma tego za wiele (szczerze, to myślałem że będzie tego masa, a tu raptem kilka ciekawostek). Nie do końca zgadzam się również z argumentacją Bena Lopeza co do stosowania niektórych czynności. Np. autor twierdzi, że podczas negocjacji prąd odcina się głównie po to aby "zmęczyć" porywcza, a słowem nie wspomina, że jest to również działanie mające na celu danie negocjatorom czegoś do ewentualnej wymiany podczas prowadzonych negocjacji (np. część zakładników za prąd czy ogrzewanie). O tym jak autor został zawodowym negocjatorem i gdzie zdobywał swoje doswiadczenie (w końcu określił się mianem najskuteczniejszego) też nie ma za wiele. Mimo tych niedociągnięć książkę całkiem przyjemnie i szybko się czyta. Fani Danny'ego Romana (Negocjator),Terry'ego Thorna (Dowód życia) i Johna W. Creasy'ego (Człowiek w ogniu - choć ten bohater zdecydowanie negocjatorem nie był) nie powinni być zawiedzeni. Jednak wszystkie te filmy wypadły lepiej niż książka Bena Lopeza. Polecam fanom tematyki o porwaniach chyba bardziej niż fanom tematyki o negocjacjach choć kilku ciekawych rzeczy o nich też można się z tej książki dowiedzieć.
Grzegorz - awatar Grzegorz
ocenił na65 lat temu
Gangster. Prawdziwa historia agenta FBI, który przeniknął do mafii Joaquin Garcia
Gangster. Prawdziwa historia agenta FBI, który przeniknął do mafii
Joaquin Garcia Michael Levin
Sam fakt przeniknięcia do struktur mafijnych zasługuje na wielkie brawa. Jednak jest tu jakaś niekonsekwencja: mam wrażenie, że gość polubił osoby, które wsypał. Pisze o nich tak, jakby je lubił, a na koniec kwituje, że są źl i tak opisuje ich proces, że ich normalnie robi się człowiekowi szkoda. I to mimo, że nie należę do panienek zachwycających się mafią. Mam za duży kontakt z przestępcami, żeby ich lubić. Przeciwnie uważam ich za wstrętnych i obrzydliwych, a całą tę modę na mafię za dziecinadę i nie rozumienie świata. Najbardziej w książce mnie wkurzało dziecinne podejście do sądów i prokuratorów. Widać, że autor wychodził z siebie i stawał obok, żeby nie obrażać wymiaru sprawiedliwości, a ja nie znoszę takiej politycznej poprawności. To co najbardziej mną wstrząsnęło po lekturze to fakt, że kiedy już policjant wgryzł się w struktury mafijne na tyle, że mógł doprowadzić do zapuszkowania góry łącznie z ojcem chrzestnym, to przyszedł rozkaz, aby natychmiast kończyć sprawę. Próbował z tym walczyć i odwoływać się, ale miał tylko z tego powodu nieprzyjemne konsekwencje, a sprawie i tak ucięto łeb i zamknęli jedynie dość nisko w hierarchii umiejscowionych mafiozów, do tego będących już stetryczałymi dziadami, stojącymi na progu śmierci. Mam czasem wrażenie, że w Polsce żyje się nam bezpieczniej niż w bardziej rozwiniętych krajach. Mniejsze pieniądze to i mniejsze grupy przestępcze. Same zaś mafie są nie do wytępienia, bo zawsze tam gdzie są pieniądze są ludzie władzy, którzy zapewniają ochronę. W książce opisano kilka schematów podobnych na całym świecie (np. powiązania z ulubioną branżą mafii to jest budownictwem). Bardzo mi się podobały opisy odżywiania się mafiozów i ich zamiłowanie do kuchni (uwielbiam podejście Włochów do jedzenia :)). Świetne też są opisy manicure ludzi mafii. Forma średnia. Rozwleczone to zostało do granic możliwości i przegadane. Za dużo też zdań o sobie samym. Tyle, że tu nie chodzi o formę ale o treść, a ta chyba warta poznania.
Sagittaire - awatar Sagittaire
ocenił na67 lat temu
Z Afganistanu.pl. Alfabet polskiej misji Marcin Ogdowski
Z Afganistanu.pl. Alfabet polskiej misji
Marcin Ogdowski
Afganistan i obecność naszych wojsk oczami Marcina Ogdowskiego to nie jest lekka, łatwa lektura. Momentami wstrząsająca, smutna, dla mnie jest to pokazanie misji od tzw „środka”, pokazuje Afganistan nieco inaczej niż w mediach, te obrazki które wówczas serwowano...cóż wiele mitów nam sprzedano. Książka jest zapisem bloga, który reporter prowadził uczestnicząc w poszczególnych zmianach polskiego kontyngentu. Każdy rozdział to inna litera i opis związanego z nim tematu. To codzienność żołnierzy na misjach, ich lęki, wzajemne braterstwo, odpowiedzialność za siebie i kumpli, świadomość że każdy wyjazd może być tym ostatnim, sposoby radzenia sobie ze stresem a także małe radości dnia codziennego. Autor rzetelnie, chłodnym okiem opisuje wojnę, przy okazji rozwiewa niektóre mity związane z misjami i żołnierzami, zwłaszcza ten o tzw „dobrowolności wyjazdu”. Wielki szacunek dla naszych żołnierzy ! Ten zawód nie jest łatwy, zbyt wielu ludzi uważa ze żołnierze siedzą w koszarach i niewiele robią. Gdzieś zniknął szacunek dla tej formacji, która bądź co bądź ma w swoich szeregach zarówno karierowiczów jak i ludzi którzy kochają to co robią. I to jest według mnie smutna konstatacja. Dla mnie wstrząsające były zwłaszcza te fragmenty, gdzie autor odnosił się do traktowania rannych żołnierzy w naszym kraju, zwłaszcza przez personel medyczny który zamiast im pomagać- był zwyczajnie podły. Zestawienie tego z podejściem chłopaków do współtowarzyszy, odpowiedzialność za kolegów, wsparcie - to powodowało rozmaite emocje. Książka wzbogacona jest o zdjęcia które znakomicie uzupełniają treść. Ostatnie strony na których wymienia poległych żołnierzy- chwyciło mnie za serce. Bo tym samym dał im, co prawda pośmiertnie, prawo do zaistnienia, do wyłonienia się z bezimiennej masy poległych żołnierzy, prawo do bycia częścią tej historii w której przyszło im uczestniczyć. Nie będę odnosić się do kwestii polityki, polityków i tzw kadry zarządzającej bo musiałoby paść z mojej strony pare niecenzuralnych słów. Uważam jednak ze kilka rozdziałów powinno być obowiązkowych dla MON i tych nieco wyżej. By wyciągnąć odpowiednie wnioski i uniknąć wielu niepotrzebnych sytuacji i rozgoryczenia. Polecam! 🙂👍🏻
Alicja - awatar Alicja
oceniła na84 lata temu
Pilot Apacza Ed Macy
Pilot Apacza
Ed Macy
#books_consumption_2025: 044. Ed Macy „Pilot Apacza” Co tu dużo mówić – dla mnie, mającego świra na punkcie tego co lata, była to przewspaniała pozycja. Nieważne, że najbardziej kocham myśliwce. Jak by nie patrzeć AH-64 Apache to też myśliwy. Tylko poluje na co innego… Przystępnym językiem napisana opowieść o służbie, lotach bojowych w Afganistanie, jak również historia tego, jak Ed Macy stał się pilotem tego latającego czołgu, opisy życia w bazie podczas misji (włącznie z przytoczeniem wielu anegdot, humorystycznych sytuacji czy po prostu kawałów, jakie sobie wzajemnie urządzali),jak również oszczędnie i powściągliwie – jak to u Brytyjczyka – o swoich uczuciach podczas rozłąki z rodziną. Przyznaję szczerze, że zgodzę się z opisem wydawcy. Faktycznie wystarczyły mi pierwsze strony i opis pierwszej wykonywanej misji (poszukiwania dwóch zaginionych żołnierzy… lub ich ciał),podczas której nie padł ani jeden strzał. I faktycznie od książki oderwać się było ciężko. Choć nie zawsze jest to łatwa lektura szczególnie, jak się ma dosyć plastyczną wyobraźnię. Autor nie wahał się opisać co dzieje się z człowiekiem trafionym serią 20 pocisków z 30-milimetrowego działka Apache'a. Albo co zostaje w miejscu, w którym były dwie osoby, a między którymi eksplodowała głowica pocisku Hellfire… To jest też opowieść o tym, że bywają sytuacje, w których regulaminy swoje, zaś podejście „nie zostawiamy nikogo” zostało w wojskach państw zachodnich zaszczepione bardzo mocno. Poszukiwania kaprala Matthew Forda z piechoty morskiej podczas operacji „Glacier 2” i późniejsze wydarzenia przy Fort Jugroom – no przy tym dosłownie opada szczęka i dobrą chwilę zajmuje przetrawienie całości. Powiedzieć, że lektura tej książki była dla mnie ucztą, to nic nie powiedzieć. Bezapelacyjne 10/10.
PrzemekRyk - awatar PrzemekRyk
ocenił na109 miesięcy temu
Haker. Prawdziwa historia szefa cybermafii Kevin Poulsen
Haker. Prawdziwa historia szefa cybermafii
Kevin Poulsen
Jestem przerażona! Tkwię w stuporze bliskim paniki! Mam gonitwę i niezborność myśli! Niedawno dostałam nową kartę bankomatową z chipem, którą zlekceważyłam, wrzucając ją do szuflady, bo przecież stara z paskiem jeszcze aktualna przez jakiś rok. Nawet zdziwiłam się, dlaczego bank z takim wyprzedzeniem wymienia karty i jeszcze fantazyjny ozdobnik wtopił w plastik. A ja powinnam prezesa mojego banku za tę decyzję po rękach całować! A co to ma wspólnego z powieścią? Dużo i mnóstwo, a może i jeszcze więcej! Właśnie się z niej dowiedziałam, że posiadana przeze mnie stara karta magnetyczna nie gwarantuje bezpieczeństwa moim milionom na koncie bankowym! ŻADNEGO! System zabezpieczeń w tym miejscu jest dziurawy jak sito! Wystarczy moje jednorazowe skorzystanie z bankomatu, zapłata kartą w restauracji lub sklepie (niech żyją skimmery!),a ktoś na drugim końcu świata będzie tankował paliwo, zajadając pizzę na mój koszt! Jak to możliwe? Na to pytanie (i nie tylko!) odpowiada właśnie ta książka, napisana przez byłego hakera, a obecnie dziennikarza zajmującego się podziemnym światem przestępczości w cyberprzestrzeni. A ponieważ zdawał sobie sprawę, że dla przeciętnego dyletanta w zakresie informatyki, jakim jestem, może być on zbyt skomplikowany, ukazał go poprzez historię i „karierę” hakerską szefa cybermafii – Maxa Butlera vel Vision, znanego w sieci pod nickiem Iceman, ale i Ghost23, Generous, Digits, Aphex i Whiz. Człowieka do tego stopnia nieuchwytnego, że FBI w pewnym momencie podejrzewało go o wyłącznie wirtualne istnienie. Złodzieja, który przywłaszczył sobie 1,8 milionów "kart kredytowych z ponad tysiąca banków", kradnąc z nich 86,4 milionów dolarów. Twórcy cyberprzestrzennego forum handlowego dla carderów (złodziei kart kredytowych),gdzie można było kupić wszystko, co nielegalne – skradzione numery kart kredytowych, fałszywe prawa jazdy, historie kredytowe, zhakowane konta bankowe, karty ubezpieczenia społecznego, szablony paszportów, pieczęcie notarialne, dane osobiste klientów potrzebne złodziejom tożsamości, skimmery (czytniki kart bankomatowych),leki dostępne tylko na receptę, narkotyki, urządzenia i materiały potrzebne do produkcji fałszywych kart i czeków oraz usługi i oferty obejmujące zarówno blokowanie systemów, ich infekowanie, penetracje komputera klienta włącznie ze śledzeniem przez kamerę internetową, jak i to, co ostatnio spotkało autorkę blogu Świat książek i ja… – całkowite kasowanie stron internetowych. Wszystko oprócz pornografii dziecięcej i handlu egzotycznymi zwierzętami. A co z tym można zrobić? Można "kupować numery kart kredytowych od hakera z Moskwy i wysłać je do Szanghaju, gdzie wykorzystywano je do podrobienia kart kredytowych, by przed wizytą w centrum handlowym dokupić jeszcze fałszywe prawo jazdy od oszusta z Ukrainy" i… ŻYĆ! I wreszcie Króla Hakerów, którego ujęcie zajęło agentom specjalnym FBI do walki z cyberprzestępczością dwa lata. "Wraz z zaliczonym czasem odsiadki i przy dobrym sprawowaniu Max wyjdzie na wolność tuż po Bożym Narodzeniu w 2018 roku". To jednak nie koniec wojny! Jego miejsce zajęli inni carderzy, bardziej agresywnie nastawieni na szybki zysk, przenoszący przemoc do świata realnego, opracowujący nowe sposoby oszustw, specjalizujący się w kradzieży haseł bankowości i przeprowadzaniu przelewów bezpośrednio z konta ofiary oraz rozwijający nowy kierunek hakowania, który zapoczątkował Max – nie atak na system zabezpieczeń komputerowych, ale na najsłabsze ogniwo – klienta. Wystarczyło wysłać jedną informację na konto pocztowe o treści: "Ten mail został wysłany przez serwer Citibanku, by zweryfikować twój adres mailowy. […] Musisz zakończyć ten proces, klikając na link poniżej i wpisując w małe okienko numer twojej karty bankomatowej lub debetowej Citibanku i PIN, którego używasz w bankomatach". Albo. "Ostatnio miało miejsce wiele prób kradzieży tożsamości klientów Citibanku. […] Aby zabezpieczyć swoje konto, musisz aktualizować PIN do karty bankomatowej/debetowej Citibanku". I wpisują! I uaktualniają! Czyniąc ze swoich kont żyłę złota i pozwalając jednemu oszustowi na zarobek miliona dolarów w tydzień. Nie bez powodu banki umieszczają na swoich głównych stronach internetowych komunikaty z czerwoną czcionką. Na dzisiaj karty kredytowe z chipami są bezpieczne. Jeszcze! Co ciekawe. Amerykanie odrzucili karty z chipami "z powodu gigantycznych kosztów wymiany setek tysięcy terminali sprzedaży na nowe urządzenia". Wolą straty z tytułu oszustw „czarnych kapeluszy” grasujących w sieci. Polskie banki postawiły na bezpieczeństwo, stąd mój podziw i chęć całowania po rękach prezesa mojego banku. Jednak kradzieże milionów z kont to nie jedyny temat poruszony przez autora. To również pokazanie mrocznej strony sieci, "gdzie nie handluje się czy wymienia błyskotkami, czy pomponami, ale gdzie ludzie handlują bądź wymieniają się ludzkim życiem" pod hasłem – "Dla tych, którzy lubią grać w cieniu". To także historia rozwoju Internetu, hakowania i wojny między białymi i czarnymi kapeluszami oraz tymi ostatnimi z FBI, to także osobista, czasami beznadziejna walka osamotnionego człowieka z uzależnieniem od poczucia bezgranicznej wolności, władzy ograniczanej tylko sumieniem, niewidzialności, nieuchwytności, podążania za impulsem, możliwości nurkowania w każdy zakazany zakamarek i korytarz Internetu bez obaw o konsekwencje. Walka sumienia z nałogiem czasami kończąca się samobójstwem. Całość napisana jak dobry, trzymający w napięciu thriller z narzuconym tempem akcji, potęgowanym przez zmieniające i przenikające się sekwencje wydarzeń z realnie odczuwanym poczuciem zagrożenia i niebezpieczeństwa, atmosferą podejrzeń i nieufności, prześladującą świadomością szpiegujących konfidentów, wtyczek i „odwróconych” doprowadzającą do paranoi. Czułam adrenalinę we krwi! I to, co najważniejsze dla mnie, przeciętnego użytkownika Internetu, książka odpowiada również na pytanie – Jak się bronić? Zacznę od tego, że natychmiast idę uaktywnić nową kartę z chipem. Nad całowaniem prezesa banku jeszcze się zastanowię. naostrzuksiazki.pl
Maria Akida - awatar Maria Akida
oceniła na84 lata temu
Droga wojownika. Opowieści o twórcy GROM-u generale Sławomirze Petelickim zebrał Andrzej Wojtas Andrzej Wojtas
Droga wojownika. Opowieści o twórcy GROM-u generale Sławomirze Petelickim zebrał Andrzej Wojtas
Andrzej Wojtas
"Droga wojownika" to swego czasu jedna z bardziej poszukiwanych przeze mnie pozycji, a dawno wyczerpany nakład lub horrendalne ceny na rynku wtórnym skutecznie oddalały mnie od określonego celu. W końcu się udało i za sprawą jednego z antykwariatów mogę w końcu cieszyć się własnym egzemplarzem, który mimo upływu lat od wydania, nadal prezentuje się wyśmienicie. Kiedy w ostatniej dekadzie dwudziestego wieku formowała się specjalna jednostka wojskowa GROM, niewielu wówczas potrafiło dostrzec jej sens istnienia, a tym bardziej wierzyć w sukces i znaczącą pozycję na arenie międzynarodowej. Dzisiaj jej waga i wkład w misjach zagranicznych nie podlega dyskusji gdyż jednostka GROM stawiana jest na równi z amerykańskim Delta Force, SEALs czy też brytyjskim SAS. "Droga wojownika" to zbiór opowieści, które ukazują oblicze inicjatora i twórcy jednostki wojskowej GROM - Sławomira Petelickiego. Oblicze człowieka honoru, wymagającego dowódcy i oddanego patrioty. To zbiór anegdot opowiadanych przez kolegów ze szkolnych lat, oficerów z okresu pracy w wywiadzie, dziennikarzy i przede wszystkim operatorów jednostki GROM. Wszystkie przepełnione szacunkiem, ukazujące generała jako silną i charyzmatyczną osobę oddaną do samego końca jego kolejnemu "dziecku" jakim zawsze była jednostka JW 2305. Zbiór Andrzeja Wojtasa dzięki zastosowanej formie ewidentnie różni się od książek, których celem jest przybliżenie postaci żołnierza. To nie jest ten powszechnie stosowany schemat, w którym krok po kroku przemierzamy życie bohatera od pierwszych jego kluczowych wyborów i pniemy się wraz z nim po kolejnych szczeblach rozwoju zawodowej kariery. Autor zastosował zupełnie inną narrację chociażby w porównaniu do pozycji "Szturman" ukazującej postać Krzysztofa Przepiórki, czy też "72 godziny" Andrzeja Kruczyńskiego. Obaj wspomniani panowie również zabierają głos w tejże pozycji, mimo to, mam wrażenie jakbym tak na prawdę poznał generała Sławomira Petelickiego z wielu innych książek, w których był jedynie postacią przemykającą w tle. Tutaj, odbyło się raczej przyjacielskie spotkanie, na którym nastąpiło ostateczne rozliczenie się znajomych, czasem rywali czy też zawodowych partnerów. Takie podziękowanie, skinięcie głową, bądź męski uścisk dłoni, a ten u Petelickiego był niczym imadło. Cieszę się, że w końcu zdobyłem tę książkę, bo mimo iż niewiele ukazuje z tych zakulisowych wydarzeń, to jednak jest przykładem jak wielu stoi po dzień dzisiejszy za generałem. Pokazuje jak jeden człowiek swym uporem i określoną wizją potrafił kreować swoją drogę do sukcesu. Jak udowadniał swoje racje i otwierał oczy niedowiarkom. "Generał Sławomir Petelicki - wojownik, dowódca, legenda."
Michał Laskowski - awatar Michał Laskowski
ocenił na65 lat temu

Cytaty z książki Najdłuższy tydzień. Opowieść o HELL WEEKU - finale najbardziej morderczego treningu świata

Więcej
David Reid Najdłuższy tydzień. Opowieść o HELL WEEKU - finale najbardziej morderczego treningu świata Zobacz więcej
David Reid Najdłuższy tydzień. Opowieść o HELL WEEKU - finale najbardziej morderczego treningu świata Zobacz więcej
David Reid Najdłuższy tydzień. Opowieść o HELL WEEKU - finale najbardziej morderczego treningu świata Zobacz więcej
Więcej