Star Trek Dziennik Pokładowy nr 1

Okładka książki Star Trek Dziennik Pokładowy nr 1 autorstwa Alan Dean Foster
Okładka książki Star Trek Dziennik Pokładowy nr 1 autorstwa Alan Dean Foster
Alan Dean Foster Wydawnictwo: Rebis fantasy, science fiction
244 str. 4 godz. 4 min.
Kategoria:
fantasy, science fiction
Format:
papier
Tytuł oryginału:
Star Trek. Log One
Data wydania:
1995-01-01
Data 1. wyd. pol.:
1995-01-01
Liczba stron:
244
Czas czytania
4 godz. 4 min.
Język:
polski
ISBN:
8371202679
Tłumacz:
Robert Rogala
Trzy pasjonujące epizody z najpopularniejszego telewizyjnego serialu science fiction.

Poza granicami galaktyki . Okręt Enterprise zmierza w kierunku tajemniczego sygnału radiowego i zostaje nagle uwięziony na orbicie wokół martwej gwiazdy. Dostaje się pod panowanie potężnej, obcej siły, która może zniszczyć wszystko, co żywe na jego pokładzie!

Powtórka z przeszłości. Spock cofa się w czasie, aby zapobiec zdarzeniom mającym nadejść w przyszłości...

Pożeracz planet. Do granic Galaktyki zbliża się olbrzymia kosmiczna chmura. Enterprise zostaje wysłany do jej zbadania. Zanim jednak załoga może cokolwiek zrobić, chmura pożera planetę Alondra... po czym kieruje się w stronę Mantillesa - globu zamieszkałego przez 82 miliony ludzi!
Średnia ocen
6,5 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Star Trek Dziennik Pokładowy nr 1 w ulubionej księgarniiPorównywarka z najlepszymi ofertami księgarń W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Star Trek Dziennik Pokładowy nr 1

Średnia ocen
6,5 / 10
39 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinie i dyskusje o książce Star Trek Dziennik Pokładowy nr 1

avatar
356
94

Na półkach: , ,

Jako fanka serii Star Trek jestem skłonna pochłonąć wszystko z nią związane. Ta książka nie była wyjątkiem. Trzy wyjątkowe, jakby to określił Spock - fascynujące opowiadania prosto z legendarnego Enterprise oraz odległych planet, które odwiedza niezwykła załoga. Bardzo przyjemna, umiliła mi pobyt w szpitalu.
Jedyny zgrzyt to moim zdaniem niepotrzebne tłumaczenie Bones na ŁAMIGNAT :D

Jako fanka serii Star Trek jestem skłonna pochłonąć wszystko z nią związane. Ta książka nie była wyjątkiem. Trzy wyjątkowe, jakby to określił Spock - fascynujące opowiadania prosto z legendarnego Enterprise oraz odległych planet, które odwiedza niezwykła załoga. Bardzo przyjemna, umiliła mi pobyt w szpitalu.
Jedyny zgrzyt to moim zdaniem niepotrzebne tłumaczenie Bones na...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
539
119

Na półkach: ,

Całkiem sprawnie napisana nowelizacja serialu animowanego. Nie ma w tym nic dziwnego, bo Alan Dean Foster to prawdziwy profesjonalista w dziedzinie tworzenia książek opartych na kanwie filmów science fiction. Udało mu się przy tym wprowadzić fabularną ciągłość zdarzeń, pomimo faktu, że musiał przetworzyć wydarzeniach z trzech odrębnych odcinków serialu. Niestety w Polsce seria jego książek w świecie Star Treka skończyła się tylko na tym jednym epizodzie. Szkoda tym bardziej, że w dalszych częściach autor poszedł krok dalej i fabuły poszczególnych odcinków stały się jedynie punktem wyjścia dla stworzenia nowych, oryginalnych historii.

Całkiem sprawnie napisana nowelizacja serialu animowanego. Nie ma w tym nic dziwnego, bo Alan Dean Foster to prawdziwy profesjonalista w dziedzinie tworzenia książek opartych na kanwie filmów science fiction. Udało mu się przy tym wprowadzić fabularną ciągłość zdarzeń, pomimo faktu, że musiał przetworzyć wydarzeniach z trzech odrębnych odcinków serialu. Niestety w Polsce...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
146
142

Na półkach:

Doskonała pozycja dla prawdziwego fana Star Treka. Szkoda, że tak mało jest tematycznej literatury w tym temacie wydanej w języku polskim. W dzienniku dostajemy trzy opowiadania dziejące się bezpośrednio po sobie. Te trzy opowiadania to nic innego jak trzy pierwsze odcinki serii animowanej, czyli kontynuacji serii oryginalnej (TOS). Widziałem wcześniej te odcinki i powiem szczerze, forma pisemna bardziej mi się podobała. W "Rebelii", którą czytałem całkiem niedawno było odwrotnie. Serial animowany miał dość okrojoną animację statków, bohaterów i całej reszty. Czytając zadziałała niezawodna wyobraźnia, tworząc dużo lepszy klimat od serialowego. Pierwszy raz spotkałem się tutaj z tłumaczeniem "wulkanita" - mieszkaniec planety Wulkan. Zabawne było też przezwisko doktora - "łamignat". Humor zawarty w książce, zwłaszcza w rozmowach dotyczących wulkańskiego humoru był przezabawny. Podziękowanie dla znajomego za pożyczenie tego unikatu.

Doskonała pozycja dla prawdziwego fana Star Treka. Szkoda, że tak mało jest tematycznej literatury w tym temacie wydanej w języku polskim. W dzienniku dostajemy trzy opowiadania dziejące się bezpośrednio po sobie. Te trzy opowiadania to nic innego jak trzy pierwsze odcinki serii animowanej, czyli kontynuacji serii oryginalnej (TOS). Widziałem wcześniej te odcinki i powiem...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

82 użytkowników ma tytuł Star Trek Dziennik Pokładowy nr 1 na półkach głównych
  • 54
  • 28
26 użytkowników ma tytuł Star Trek Dziennik Pokładowy nr 1 na półkach dodatkowych
  • 15
  • 3
  • 2
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Star Trek Dziennik Pokładowy nr 1

Inne książki autora

Alan Dean Foster
Alan Dean Foster
Ma na swoim koncie imponującą listę publikacji z różnych gatunków literackich: od twardej fantastyki naukowej, poprzez fantasy,, powieści grozy, historie detektywistyczne, westerny i ksiązki historyczne, aż po współczesną fikcję. Znalazł się w gronie bestsellerowych pisarzy „New York Timesa” jako autor „Star Wars: Nadchodzącej burzy”, popularnych powieści z serii Pip & Flinx, a także adaptacji książkowych filmów, między innymi „Transformers”, „Star Wars”, trzech pierwszych części serii „Obcy” oraz „Alien Nation”. Jego powieść „Cyber Way” jak pierwsza pozycja spod znaku SF zdobyła nagrodę Southwest Book Award w kategorii fikcji. Obecnie autor mieszka z żoną JoAnn Oxley w Prescott, w Arizonie.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy Star Trek Dziennik Pokładowy nr 1 przeczytali również

Star Wars: Zaginione plemię Sithów John Jackson Miller
Star Wars: Zaginione plemię Sithów
John Jackson Miller
„Zaginione Plemię Sithów” to książka będąca zbiorem kilku opowieści publikowanych pierwotnie oddzielnie. W Polsce chyba jest możliwe, zapoznanie się we wspomnianymi historiami tylko w formie zbiorczej, ale może jest inaczej. Mimo że omawiana pozycja jest zbiorem opowieści, ja ocenię ją całościowo. Nie będę się skupiał na poszczególnych, opowieściach, bo gdybym to zrobił to prawdopodobnie bym wyczerpał limit dostępnych znaków, a mimo to nie opisałbym wszystkiego w należyty sposób. Przechodząc już do samej książki, ze względu na jej charakter, trudno wyodrębnić w niej jednego, czy dwóch głównych bohaterów. Oczywiście są postacie ważniejsze i mniej ważne, ja jednak bym się skłaniał do tego, by mówić o tym, że w omawianej pozycji mamy do czynienia z bohaterem zbiorowym, którym jest tytułowe „plemię”. Ma ono pewien charakter, strukturę i pewnych przywódców. Dodatkowo wszystkie wspomniane cechy (tak to określmy) zmieniają się wraz z biegiem wydarzenie. Ewolucja przedstawionego świata wraz z biegiem historii to bez wątpienia największa zaleta omawianej pozycji. Na pewno każdy, kto czytał książki z dawnego kanonu zauważył, że galaktyka nie za wiele się zmienia między różnymi wydarzeniami… Postęp technologiczny jest niewielki lub bardzo zniuansowany, a jakieś większe zmiany społeczne w galaktyce są raczej słabo zauważalne. W omawianej pozycji jest inaczej. Widzimy dość wyraźnie jak zmienia się plemię i jego otoczenie. Omawiana książka dodatkowo „czyni wiele dobrego dla Sithów”. Osoby znające tylko filmy i ewentualnie seriale Disneya utożsamiają wspomnianą wcześniej grupę z tymi złymi. Jednak, jak możemy się dowiedzieć z dzieł książkowych, Sithowie to po prostu cywilizacja o bardzo specyficznej kulturze i moralności. Książka „Zaginione Plemię Sithów” czyni wspomnianą grupę jeszcze ciekawszą. Muszę się przyznać, że Sithowie z ery przed Zasadą Dwóch są społecznością zdecydowanie dla mnie ciekawszą. Dodatkowo każda pojedyncza opowieści ma moim skromnym zadaniem, coś ciekawego do zaoferowania. W każdej historii spoglądamy na „Zapomniane Plemię” z nieco innej perspektywy. To mamy historie o zdobyciu władzy, to o etnicznej przemianie Sithów, a w następnym przypadku o tym, co jest elementem spajającym społeczności wyznawców ciemnej strony mocy. Omawiana pozycja, jest dla mnie dziełem bardzo ciekawym zarówno pod względem światotwórczym, jak i poszczególnych pojedynczych opowieści. Chodzi przyznam, że zakończenie książki lekko rozczarowuje. Jednak z tego, co wyczytałem historia plemienia jest kontynuowana jeszcze w innych książkach. W sumie, to nie wiem, czy to dobrze. Podsumowując oceniam omawianą pozycje na 8/10 i polecam ją każdemu miłośnikowi Sithów oraz każdemu fanowi Gwiezdnych Wojen, który, lubi ciekawe projekty.
VanGreg95 - awatar VanGreg95
ocenił na82 lata temu
Obcy - wojna samic Steve Perry
Obcy - wojna samic
Steve Perry S. D. Perry
Trzeci tom trylogii Steve’a Perry’ego nie jest może tak dobry jak druga część, która bardzo mi się spodobała, ale nadal warto go przeczytać. Książka jest spójna fabularnie w kontekście poprzednich części. Czyta się ją dobrze, jest emocjonująca, choć momentami trochę chaotyczna. Mam wrażenie, że niektóre wydarzenia toczą się zbyt szybko, na przykład lądowanie na planecie obcych i porwanie królowej przebiegły zdecydowanie zbyt szybko. Jednak można na to przymknąć oko. Zabieg uczynienia Ripley androidem uważam za kontrowersyjny, ale należy pamiętać, że mamy do czynienia z książkowym uniwersum, które nie jest kanoniczne z filmowym. Takie zmiany nie muszą nam przeszkadzać, a nawet mogą być ciekawe. Nie wiadomo jednak, kto stworzył Ellen Ripley w formie androida oraz jakie były motywacje tej osoby, i podejrzewam, że nigdy się tego nie dowiemy, ponieważ trylogia została zakończona. Możliwe, że był to Bishop, gdyż Ripley miała o nim sny oraz dręczące ją dziwne przeczucia z tym związane, ale autor ostatecznie nigdy nie wyjaśnił tego wątku. Druga rzecz, która mi się średnio podobała, to przywiązanie Billie do Amy. Nie rozumiem, skąd takie oddanie i poświęcenie w stosunku do dziewczynki, którą Billie znała tylko z przekazów z Ziemi. Mimo to była w stanie ryzykować własne życie, aby jej pomóc. Mamy tutaj niemalże kalkę zakończenia z “Obcego 2: Decydującego starcia”, gdzie Ripley zeszła do podziemi, aby uratować Newt. Tutaj mamy podobną scenę, kiedy Billie razem z Ripley lądują na Ziemi, aby uratować Amy. Jest to trochę dziwne i ciężko mi zrozumieć takie niczym nie podparte przywiązanie. Chyba że dziewczyna po latach spędzonych w celi w wariatkowie nagle odkryła u siebie instynkt macierzyński. A może autor po prostu chciał by Billie miała jakiś wspólny mianownik z Ripley i podobne motywacje. Scena ta również nie miała sensu, ponieważ mamy do czynienia z setkami tysięcy obcych. Obie kobiety lądują, rozwalają jednego obcego za drugim, przechodzą na drugi statek, ratują dziewczynkę, wracają na swój statek, a po drodze wyrzynają hordy obcych i nie dzieje im się żadna krzywda oprócz drobnych ran i poparzeń. Jest to mało spójne z poprzednimi częściami, gdzie ksenomorfy liczyło się w dziesiątkach lub setkach i były one w stanie wyrzynać całe oddziały komandosów. Tutaj mamy dwie kobiety, które przechodzą przez hordę obcych i nic im się nie dzieje, co jest mało wiarygodne. W końcu dostajemy też wątek miłosny między Billie a Wilksem na co zanosiło się już od drugiego tomu. Wspominałem, że obdarzenie uczuciem starszego faceta, który Billie uratował ma większy fabularny sens niż romans z androidem, o którym ostatecznie Billie szybko zapomniała. Między Billie a Wilksem nie dochodzi do żadnego zbliżenia, ale ich słowa oraz spojrzenia pod koniec książki są jednoznaczne i możemy się łatwo domyślić co wydarzyło się potem. Nie lubię wątków romantycznych wciskanych na siłę do chociażby horrorów sci-fi, gdzie po mojemu nie są potrzebne, ale ten wątek faktycznie dało się jakoś sensownie usprawiedliwić. Pomijając kwestie, które średnio przypadły mi do gustu, trzeci tom oraz cała trylogia prezentuje się całkiem nieźle. Należy pamiętać, że pierwszy tom jest bardzo zniechęcający, ale warto dać tej trylogii szansę. Drugi tom jest bardzo dobry, a trzeci, choć nie tak dobry jak drugi, jest udanym zwieńczeniem trylogii. Myślę, że warto sięgnąć po te trzy pozycje, jeśli jest się fanem “Obcego” i chce się poszerzyć wiedzę związaną z tym uniwersum.
Spiderdog86 - awatar Spiderdog86
ocenił na61 rok temu
Star Wars: Stara Republika: Fatalny Sojusz Sean Williams
Star Wars: Stara Republika: Fatalny Sojusz
Sean Williams
Ciężko mi jednoznacznie ocenić tę książkę. Jest zdecydowanie lepsza niż Revan i zdecydowanie gorsza niż Oszukani. Spróbuję rozebrać ją na części i zobaczyć co gra a co nie działa. Treść jest... Specyficzna. Przez pierwsze pół książki bohaterowie gonią za mcguffinem, którym jest cała planeta. I nawet jeżeli pomysł brzmi dziwnie, to wykonanie jest dobre. Podchody pod siebie różnych stron, kłótnie, negocjacje. Działa znośnie. Natomiast druga połowa to tytułowy fatalny sojusz. I tu sytuacja jest odwrotna. Pomysł, choć oklepany, jest dobry. A wykonanie szwankuje. Poza krzyżówkami jedi-sith i kłótnią dwóch dowódców nie czuje się, że zaistniała sytuacja jest napięta. A mimo wszystko powinna być. Jest tu całkiem dużo pojedynków i walk, które czasem są pomysłowe, czasem nie, z reguły dobrze napisane, czasem zbyt wolne. Stylistycznie jest ok, dialogi najczęściej brzmią dobrze. Co do bohaterów, to tu zaczyna się pod górkę. Generalnie uważam, że zdecydowana większość jest dobrze napisana, dopóki nie musi wchodzić w relacje z innymi bohaterami. Nie dotyczy to mistrzyni Shan, która dla mnie jest tak płaska, że nie potrafię o niej nic powiedzieć, i nie wiem, dlaczego wszyscy inni bohaterowie się nią zachwycają. Podobnie z mrocznym lordem, jest tak sztampowy, że boli. Shigar i Ax są ładnie napisani jako młodzi adepci swoich sztuk, którzy nie do końca zgadzają się ze wszystkimi prawidłami kanonu. Gotowi zboczyć ze ścieżek, którymi powinni podążać w imię swoich celów. Tylko moim zdaniem oboje powinna za to spotkać kara, a nie nagroda. Larin jest ciekawa jako zbuntowana komandos z misją. I jej relacja z Shigarem o dziwo działa, podobnie jej interakcje z żołnieżami. Natomiast z Ulą jest po prostu źle. Ula jest napisany dziwnie, niby jako zdrajca i szpieg, ale w praktyce jako wielki tchórz, który z jakieś przyczyny buja się w Larin (bo jak została opisana, jest najładniejszą buźką, którą widział, co jest bardzo słabą motywacją). Mimo że jest potrzebny w całej historii, to jest w nią wciśnięty mocno na siłę. Bardzo go nie polubiłem. Jet i Dao są równie dziwni, ale wiele nadrabiają tym, że są tajemniczy i mogą kryć swoje intencje. Ale wieczne udawanie Jeta, że wie mniej, niż w rzeczywistości, jest po jakimś czasie irytujące. Epilog jest tak zły, zbędny i nieskładny, że szkoda mi słów na jego opisanie. Podsumowując, nieźli bohaterowie, którzy mają problem z budowaniem relacji, całkiem znośna historia i jej wykonanie, fatalne zakończenie. Czytało się powoli i opornie. Nie polecam, tylko dla osób, którym bardzo zależy na przeczytaniu pełnej chronologii, choć i do niej nie wiele wnosi.
Karol Wesołowski - awatar Karol Wesołowski
ocenił na62 lata temu
Star Wars: Stara Republika: Oszukani Paul S. Kemp
Star Wars: Stara Republika: Oszukani
Paul S. Kemp
To była bardzo dobra książka. Kropka. W porównaniu z innymi powieściami świata Star Wars, ośmielę się nawet powiedzieć, że była wybitna. Powieść, którą serwuje nam Kemp jest kompetentna, spójna, nie wymagająca zewnętrznej wiedzy (jak chociażby niedawno opisywany przeze mnie Revan),wciągająca i zasadniczo dobrze napisana. Historia przedstawia się dość prosto. Mamy trzech głównych bohaterów, którzy zostali jakoś oszukani. Malgusa, sitha, który przybył zniszczyć Republikę, ale dostaje rozkaz zatrzymania ataku i podjęcia okupacji. Aryn, jedi, która traci mistrza i zaczyna wątpić, czy ścieżka, którą podążała, jest słuszna oraz czy negocjacje z wrogiem, który zabił najbliższą jej osobę, są w ogóle wykonalne. I Zereed, przemytnik, który w wyniku zasadzki traci ładunek i musi podjąć się sprzecznego z własnym sumieniem zlecenia, by wyrwać się z łap kartelu, dla którego pracuje i zapewnić godne życie córce. Każdy z tych bohaterów jest bardzo dobrze zrozumiany przez autora, jego historia i zachowania są spójne, drogi, które przechodzą mają sens. Autor pokazał, że rozumie wiele aspektów gwiezdnowojennego świata, a nie tylko jeden (jak Kapryshyn, któremu wychodzi tylko pisanie sithów). I choć tutaj wszyscy krążą niebezpiecznie blisko granic, które stawiają im ramy postaci, to czyni to ich dynamikę jeszcze ciekawszą. Pozostali bohaterowie też są całkiem ciekawi, choć często zlewają się z tłem. Xizor i Eleena są ładnie napisani, całkiem ciekawi, ich historia, choć krótka, dobrze pasuje do powieści. Jest tu kilku jedi, którzy po prostu są, nie na nich skupia się powieść, więc nie dostają ani charakteru, ani czasu, stają się bardziej bohaterem zbiorowym, pozbawionym twarzy. Do czego mam problem, to zdecydowanie pozostali sithowie. Angral i ten drugi, którego imię brzmi prawie tak samo, są zupełnie nierozróżnialni, mimo że powinni być. Ta dwójka różni się pozycją, jeden jest podwładnym drugiego. Ale Malgus nienawidzi obu (choć jednego bardziej),więc w jego przemyśleniach praktycznie stają się jednym złem. A zbieżność imion absolutnie tu nie pomaga (Marudziłem już na to przy okazji Elfów Londynu, nie można mieć dwóch bohaterów, których imiona brzmią podobnie i którzy pełnią podobną funkcję. To jest przepis na zagmatwanie sytuacji). Językowo książka jest dobra, choć ma słabsze momenty, szczególnie gdy próbuje być zbyt opisowa w trakcie walk. Dynamika języka i akcji powinna być zbieżna, natomiast tutaj autor stosuje równie rozwlekłe opisy do wszystkiego. Poza tym jest dobrze. Polecam. Jest to dobry start w świat gwiezdnych wojen i bardzo dobra rozrywka dla tych, którzy w świecie są już zanurzeni.
Karol Wesołowski - awatar Karol Wesołowski
ocenił na72 lata temu
Wojna światów. Nowe tysiąclecie Douglas Niles
Wojna światów. Nowe tysiąclecie
Douglas Niles
"Hej, hej – Mars napada Dookoła ludzi gromada Hej, hej – Mars atakuje Żadnej litości nie czuje" * Autor książki Douglas Niles nie ukrywa, że pisząc książkę pt. " Wojna światów. Nowe tysiąclecie", nawiązuje do starego klasyka gatunku sf Herberta George'a Wellsa. Niewątpliwie tamta "Wojna Światów" była ważną książką w historii literatury. Na pewno udowodniła, że koncepcje science fiction potrafią znakomicie trzymać się kupy. Tak naprawdę mało istotna kwestią jest, że wiemy jak jest z Marsem i Marsjanami, bo planeta i jej potencjalni kosmiczni mieszkańcy robią raczej za symbol, że gdzieś coś w kosmosie może być i to w dodatku niezbyt przychylnie będą dla nas ludzi z planety Ziemia, dla nich obcych, tak samo jak oni dla nas. A jak to z tego typu alienacją bywa, bardzo obcych lubimy, niezależnie czy są z sąsiedniego podwórka, wsi, miasta, państwa czy planety, mamy potrzebę im dokopać, a że obcy są podobni do nas, bo są inteligentni tak jak my, to tym bardziej to podobieństwo skłania ich, żeby podbić planetę, zdominować, wyczerpać i wykończyć ludzi i cały glob. Niles nawiązał do klasyka, ale zrobił to w sposób zmodernizowany, napisał od zera swoją fabułę, i wysłał, tak jak poprzednik Wells, Marsjan na nas ziemian, bo Marsjanie to cholernie nerwowe typy i nie lubią jak się ich drażni i wnerwia! A tutaj w książce kosmici z Marsa, planeta w niektórych książkach sf nazywana jest czerwonym draniem, i tu bynajmniej to określenie jest jak najbardziej na miejscu, bo autor określił ich jako wrednych typów, z wyglądu też bynajmniej sympatyczni nie są. Po prostu ze statków kosmicznych wyskoczyły wielkie, acz diablo inteligentne, robale i zrobiły na Ziemi niezły bajzel. Wojna jest opisana bardzo szczegółowo i też to, że praktycznie prawie wygrali wojnę i skończyłoby się to naszą zagładą. No ale Ziemianie walczyli do końca o swoje domy, podwórka, miasta, klatki schodowe, ulice, państwa, o całą planetę, bardzo zajadle, i tylko ta silna chęć przetrwania człowieka jako gatunku spowodowała, że mimo wszystko byliśmy trudnym przeciwnikiem i remedium zostało znalezione. Zrobili to główni bohaterowie, ojciec i córka, on emerytowany profesor, ona naukowiec i ekspert, dzięki swoim kwalifikacjom w czasie tej wojny znalazła się w Białym Domu, choć wątpię, żeby chodziło o ten budynek, ale o otoczenie prezydenta USA i samej głowy państwa. Widać Mark De‘Vane i Alexandria De’Vane niczym kwisath haderath z uniwersum Diuna zrobili różnicę. Ich koncepcje to prawdziwy game changer i ocalili planetę i wysłali „Marsjańskich skurwieli”, z reguły to sformułowanie pada w książce, prosto do ich Marsjańskiego piekła i ich diabłów! Na pewno zaletę jest, że autor zna dokładnie pewne procedury i to w książce opisuje, wydłużą to fabułę, opisy wszystkiego, ale autor trzyma się swojego konceptu, uważając to za ważne, i to się broni w książce. Bo mimo że walczy dwoje nadludzi, tutaj wszyscy ziemianie są zespołem i walczą razem. Autor skupia się na tym co dobrze zna, na perspektywie Ameryki. Mniej istotna dla niego jest reszta świata, co nie znaczy, że tematu nie ma, ale na pewno to byłoby ciekawe. No ale jest jak jest. Pod kątem tego co mamy w książce i jak autor realizuje swoje koncepcje to wszystko tu się broni. Stara historia jest opowiedziana na nowo, ale autor zrobił z tego dzieło sztuki pisarskiej co sprawia, że książka jest bardzo ciekawa. Polecam Ad. * Kazik, Mars napada, https://www.tekstowo.pl/piosenka,kazik,mars_napada.html
Krzysztof Baliński - awatar Krzysztof Baliński
ocenił na71 rok temu

Cytaty z książki Star Trek Dziennik Pokładowy nr 1

Więcej

I książki – zwłaszcza te na półkach. Prawdziwe książki do czytania i dotykania, a nie do wyświetlania na elektronicznym ekranie, ze stronami przewracanymi przez naciśnięcie guzika. Uśmiechnął się w duchu. Przynajmniej tego zazdrościli mu koledzy w dzieciństwie.

Choć wielu dorosłym Wulkanom mogły wydawać się czymś niepraktycznym, dla Spocka były źródłem wspomnień i budziły uczucie rozpierającej dumy. Było coś niezwykłego w tym, że słowa tam materialnie istniały, że miało się je w ręku. Każda strona, każdy rozdział był do jego dyspozycji. Nie trzeba było prosić o dostęp do nich jakiegoś elektronicznego pośrednika.

I książki – zwłaszcza te na półkach. Prawdziwe książki do czytania i dotykania, a nie do wyświetlania na elektronicznym ekranie, ze stronami...

Rozwiń
Alan Dean Foster Star Trek Dziennik Pokładowy nr 1 Zobacz więcej

Oczywiście inżynierowie i fizycy zajmujący się kosmosem zgadzali się co do tego, że żadna forma materii nie może poruszać się z prędkością większą niż dziewięć jednostek nadświetlnych. Zdaniem Kirka przekonanie to było współczesną formą zabobonu. Przecież kiedyś, na przykład, wierzono, że człowiek nigdy nie będzie mógł latać lub – rzecz zupełnie niewyobrażalna – przekroczyć prędkości światła.

Oczywiście inżynierowie i fizycy zajmujący się kosmosem zgadzali się co do tego, że żadna forma materii nie może poruszać się z prędkością w...

Rozwiń
Alan Dean Foster Star Trek Dziennik Pokładowy nr 1 Zobacz więcej

Ostatecznie spotkał we wszechświecie mnóstwo obcych – a dla dorosłego dzieci są w najwyższym stopniu obcymi.

Ostatecznie spotkał we wszechświecie mnóstwo obcych – a dla dorosłego dzieci są w najwyższym stopniu obcymi.

Alan Dean Foster Star Trek Dziennik Pokładowy nr 1 Zobacz więcej
Więcej