rozwińzwiń

Zbrodnia nie zawsze doskonała

Okładka książki Zbrodnia nie zawsze doskonała autora Piotr Jędrosz, 9788362781683
Okładka książki Zbrodnia nie zawsze doskonała
Piotr Jędrosz Wydawnictwo: Pi Seria: Super kryminał kryminał, sensacja, thriller
221 str. 3 godz. 41 min.
Kategoria:
kryminał, sensacja, thriller
Format:
papier
Seria:
Super kryminał
Data wydania:
2012-02-28
Data 1. wyd. pol.:
2012-02-28
Liczba stron:
221
Czas czytania
3 godz. 41 min.
Język:
polski
ISBN:
9788362781683
Średnia ocen

6,0 6,0 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Zbrodnia nie zawsze doskonała w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Zbrodnia nie zawsze doskonała

Średnia ocen
6,0 / 10
15 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Zbrodnia nie zawsze doskonała

Sortuj:
avatar
592
56

Na półkach: ,

Nie często biorę się za kryminały, czy thrillery. Szczerze mówiąc wolę lawinę mdlącego cukru niż morze czerwonej krwi, jednak raz na jakiś czas każdemu przydaje się takie odstępstwo od ścisłych zasad. Reguła czytania w kółko tego samego może po pewnym czasie nużyć, także ulubiony dział literatury stanie się dla nas czymś w rodzaju ostateczności - romans może mnie zacząć nudzić do tego stopnia, że będę odrzucać książki oceniając je po okładce. A tego nie chcę. Niemniej, aby chwycić za kryminał muszę mieć odpowiednie nastawienie. Na przykład, kiedy wracam z pracy po dniu pełnym wrażeń i mam ochotę dokonać krwawego mordu na niewinnych osobach stojących na przystanku. Oj, tak... w tym momencie wszystkie moje wizje i zachcianki pochłaniają książkowe stronice.

Zbrodnia nie zawsze doskonała to antologia opowiadań Piotra Jędrosza. Swoją drogą, chciałabym poznać tego autora. Tak twarzą w twarz. Jeśli nie wiecie o czym mówię, to radzę Wam zajrzeć do tej książki.



Autor uwodzi słowem i, chociaż to kryminał od deski do deski, potrafi z niesamowitą precyzją manipulować czytelnikiem. Słowa sypią się jak z rękawa, także w pewnym momencie następują liczne powtórzenia, które mogą wydawać się niespójne na pierwszy rzut oka. Ten szczególny moment, gdy mętne kłębowisko literek ustępuje miejsca przejrzystości jest niczym innym, jak prawdziwą sztuką nęcenia i wabienia czytelnika. Jędrosz precyzyjnie określa swoje postacie. Nie skupia się na szczegółach, na opisach, ale na tym, by jak najlepiej oddać sendo problemu. I nie, to nie wygląda jak suchy raport policyjny. Każde zdanie jest pełne emocji i napięcia. Autor zmyślnie nie przygotowuje nas na moment kulminacyjny, także kiedy on następuje jesteśmy absolutnymi więźniami chwili, tego konkretnego jednego akapitu. A już sztuką samą w sobie jest porwanie czytelnika od pierwszego zdania, co się zdarzyło w moim przypadku. Zazwyczaj muszę się dobrze "wgryźć" w tekst, żeby dobrze odczytać bohatera, wczuć się w jego problemy, jego marzenia, w jego sytuacje. W tym przypadku wszystko, co opisane jest za pomocą splotu kilku liter, mamy podane na srebrnej tacy... tylko czasem obficie polane krwią.



Co oczywiście nie znaczy, że przysłowiowy "keczup" nie schodzi z planu. Opowiadania nie mają żadnych sztywnych ram, żadnego charakterystycznego momentu, w którym każde miałby ten sam początek, moment kulminacyjny, czy zakończenie. Każda pozycja ma swój indywidualny, odmienny charaktery. Różni są bohaterowie, ich problemy czy też sposób dokonania zbrodni, a także wyjaśnienie tego, co kierowało sprawcami. Nie mamy prosto i z mostu opisanych uczuć, czy cech bohaterów, ale przez spójność tekstu i jasny przekaz szybko odszyfrowujemy ich frustrację, złość albo chęć zaimponowania środowisku, w którym się obracają. Jednak coś łączy większość tych bohaterów z pod ciemnej gwiazdy. Każdy z nich w pewnym momencie znalazł się na życiowym zakręcie, do którego nieuchronnie prowadził jeden, jedyny błąd, często popełniony w przeszłości. A innym po prostu skończyły się nerwy. Co prawda, zdarzają się opowiadania, które bawią do łez swoim czarnym humorem - na przykład Murowane szczęście, które doprowadziło mnie do łez. Chociaż wydawać by się mogło, że nie powinno, ale chyba takie było zamierzenie autora - bawiąc się słowami doprowadzić nas do stanu namiętnego czytania.



Prawda jest taka, że mylnie oceniłam książkę, sądząc że na taką lekturę muszę się jakoś psychicznie nastawić. Ta antologia jednocześnie bawi i przeraża, często nawet występując w duecie. Ale przysłowiową wisienką na torcie jest sam styl autora. Genialny styl. Jest w tym pewna magia, która sprawia, że wzdychamy nieświadomie nad zdaniem, którego konstrukcja wywołała szczególny podziw. Bo sukcesem nie jest napisanie kryminału, do której bohaterowie wykreowani w naszej wyobraźni potrzebują cysterny krwi. Sukcesem jest stworzenie takiej powieści, aby moc zawarta w słowach sama napędziła wyobraźnie, a podziw dla autora budował się z każdą przeczytaną literką.

zapraszam -> anneethlinnscott.blogspot.com

Nie często biorę się za kryminały, czy thrillery. Szczerze mówiąc wolę lawinę mdlącego cukru niż morze czerwonej krwi, jednak raz na jakiś czas każdemu przydaje się takie odstępstwo od ścisłych zasad. Reguła czytania w kółko tego samego może po pewnym czasie nużyć, także ulubiony dział literatury stanie się dla nas czymś w rodzaju ostateczności - romans może mnie zacząć...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
1430
789

Na półkach:

"Zbrodnia nie zawsze doskonała" to zbiór krótkich opowiadań kryminalnych, w których zbrodnia nie do końca jest zbrodnią a małe, nieznaczne epizody urastają do rangi wykroczenia lub jeszcze czegoś poważniejszego. Opowiadanie te, formą przypominają relacje sądowe z gazet typu "Kobra" czy "Detektyw" . Pamiętam, że kiedyś uwielbiałam się w nich zaczytywać, naśmiewając się z gapiostwa czy głupoty niektórych kryminalistów. Opowiadania te są albo zabawną grą pozorów albo śmiałymi planami np. kradzieży czy morderstwa. Inne wynikają z przypadku lub wydarzają się przy okazji. Są pełne absurdu, niektóre czytałam z niedowierzaniem a z tyłu głowy pojawiała się myśl " No tak, to jest możliwe tylko w Polsce".
Nie wszyscy podejrzani otrzymują należna im karę, wydana wyrokiem sądu. Czasem los bierze sprawiedliwość we własne ręce wymierzając karę o wiele dotkliwszą niż przewiduje kodeks karny.
Nie wiem czy przypadki opisane przez Piotra Jędrosza wydarzyły się naprawdę ale większość z nich brzmi przekonująco. Styl pana Piotra, lekki i dowcipny sprawiła, że nabrałam ochotę aby poznać jego inne książki.

"Zbrodnia nie zawsze doskonała" to zbiór krótkich opowiadań kryminalnych, w których zbrodnia nie do końca jest zbrodnią a małe, nieznaczne epizody urastają do rangi wykroczenia lub jeszcze czegoś poważniejszego. Opowiadanie te, formą przypominają relacje sądowe z gazet typu "Kobra" czy "Detektyw" . Pamiętam, że kiedyś uwielbiałam się w nich zaczytywać, naśmiewając się z...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

40 użytkowników ma tytuł Zbrodnia nie zawsze doskonała na półkach głównych
  • 20
  • 19
  • 1
14 użytkowników ma tytuł Zbrodnia nie zawsze doskonała na półkach dodatkowych
  • 8
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Zbrodnia nie zawsze doskonała

Inne książki autora

Piotr Jędrosz
Piotr Jędrosz
Piotr Jędrosz - ur. w 1957 roku w Katowicach - poeta, prozaik i grafik; członek Stowarzyszenia Pisarzy Polskich. Opublikował dotychczas: Pojednania (wiersze, 1989 - wyróżnienie w Ogólnopolskim Konkursie na książkowy debiut poetycki roku),Przedmioty codziennego użytku (proza poetycka, 1989),Obrzędy Pogrzebowe (wiersze, 1990),Ćwiczenia dramatyczne (krótka powieść, 1991 - Nagroda Młodych Wojewody Śląskiego - książka przełożona na j. angielski),Ja Kaligula - pamiętnik szaleńca (powieść, 2005 - wybrana w plebiscycie czytelników na Książkę Miesiąca w programie TVP3 Książki z górnej półki),Bigamista (powieść, 2006),Opiekun (powieść, 2007 - ukazała się również w wersji audio, w cyklu Kolekcja Literatury Współczesnej). Krótka historia Naturalna (niepublikowana powieść) Wydawał także pod pseudonimem powieści i opowiadania sensacyjne. Obecnie mieszka w Marsylii, gdzie ukażą się przekłady jego trzech ostatnich publikowanych powieści.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Dajcie mi jednego z was Jacek Getner
Dajcie mi jednego z was
Jacek Getner
Big Brother w nowym wydaniu? Nie, ponieważ tajemniczy Głos nie pojawia się w życiu pozostałych osób jako ten, który ma im umożliwić wypłynięcie na szerokie wody. Jest Prokuratorem i Sędzią dla Kaprala, Szczęściarza, Przystojniaka i Proroka - czterech mężczyzn, których pozornie nic ze sobą nie łączy. A jednak jest wspólny mianownik – Głos i krzywdy doznane przez niego w przeszłości. „Każdy z was wyrządził mi kiedyś krzywdę, która spowodowała, że staczałem się coraz niżej, po równi pochyłej życia. Na pewno mnie nie pamiętacie, bo taką sama krzywdę wyrządziliście dziesiątkom, a może nawet setkom innych, niewinnych ludzi.” Zamyka ich w jednym pomieszczeniu, aby ich ukarać, zemścić się za własne krzywdy oraz krzywdy doznane przez inne osoby. (…) Karą za to, co zrobiliście, będzie śmierć. (…) Jednak być może nie zasługujecie wszyscy na ten wyrok, a jedynie suma waszych win wymaga takiej kary. (…) Dlatego nie zabiję każdego z was, lecz tylko jednego.” Dodajmy: jednego, wskazanego przez pozostałych. Czy uwięzieni mężczyźni poddadzą się bezwolnie jego woli i zdają się na los? Kto będzie ofiarą? Te pytania nurtują czytelnika, ale chyba nawet biegły znawca tego gatunku może czuć się nieco zaskoczony rozwojem akcji. Podsumowaniem mogłyby być słowa: „Tu spotkały się cztery najgroźniejsze żywioły współczesnego świata, których się bał i nienawidził. Bogactwo, które nie liczy się z niczym. Brak moralności, który niszczy uczucia. Fałszywa wiara, która mami zbawieniem. Bezrozumna siła, która używana najpierw nawet w najszlachetniejszych intencjach, z czasem może przekształcić się wyłącznie w destrukcję. To miejsce stało się ich grobem.” Ale czy rzeczywiście tak się stało? Warto przeczytać i samemu sprawdzić. Lektura nie jest obszerna, jednak zachęca do odpowiedzenia sobie na niełatwe pytania. Panie Jacku! Dziękuję za zaproszenie do spotkania z Pana twórczością. Chętnie sięgnę po kolejne Pana powieści.
eduko7 - awatar eduko7
ocenił na88 lat temu
Porwanie Wolf Haas
Porwanie
Wolf Haas
To, co ważne… „Porwanie” Wolf Haas wyd. G+J Książki rok: 2012 str. 232 Ocena: 4/6 Nie wiem, czy kiedykolwiek byłabym w stanie przeżyć to, co musiała przejść jedna z bohaterek powieści Wolfa Hassa. Wydaje mi się to… niewyobrażalne i nieznośne. Nawet teraz, nie mając nawet najmniejszych szans, na znalezienie się choćby w podobnej sytuacji do tej, w której postawiona została pani doktor Kressdorf, nie potrafię uspokoić serca i rozszalałych myśli. Bo jak można przejść do porządku dziennego nad sprawą nagle znikającego, dwuletniego dziecka? Jak można zrozumieć i logicznie wytłumaczyć, że w jednej chwili ktoś jest, a sekundę później już go nie ma? Nie wiem… i nie mam pojęcia jak, i czy w ogóle, udało się to przeżyć tej kobiecie. Jedno jest pewne, taki dramat zostawia po sobie ogromne rany, które mogą już nigdy się nie zabliźnić. Co dokładnie wydarzyło się w życiu austriackiej ginekolożki? Pozwólcie, że postaram się przybliżyć Wam to odrobinę. Patrząc z boku, wydawać by się mogło, że pan Simon podejmując jakiś czas wcześniej decyzję o zmianie miejsca zatrudnienia oraz stanowiska pracy, samoistnie skazał się na pewnego rodzaju degradację społeczną. No bo w końcu, kto to widział, by szanowany policjant rzucał wyuczony i wypraktykowany zawód by zostać… szoferem. Takie rzeczy zwykle nie mają miejsca. Zwykle nie oznacza jednak nigdy. No i właśnie w opisywanym przeze mnie przypadku rzecz się ma zgoła inaczej. Bo prowadzenie samochodu, dla pana Simona rzecz jasna, to spełnienie marzeń. A gdy jeszcze może prowadzić ten samochód i od czasu do czasu zerkać we wsteczne lusterko, by zobaczyć uśmiechniętą twarzyczkę malutkiej Helenki, to już w ogóle cud, miód i orzeszki, jak to się potocznie mówi. A taką okazję miewa w zasadzie codziennie, bo to właśnie Helena jest jego stałą pasażerką. Może Was to nieco dziwić, dwuletnia dziewczyna posiadająca własnego szofera? Cóż jednak poradzić, jeśli ma się bardzo zapracowanych rodziców, którzy pracują w różnych częściach Europy? Siłą rzeczy dziecko prowadzi raczej koczowniczy tryb życia i większą część dnia spędza na tylnym siedzeniu BMW. I tak oto, pewnego dnia, w drodze od jednego z rodziców do drugiego okazuje się, że pan Simon zapomniał zatankować samochód. To mu się nigdy wcześniej nie zdarzyło, zawsze skrupulatnie pilnował, by w momencie zapakowania maluszka do fotelika bak był pełen i umożliwiał dojechanie z punktu A do punktu B. Jak się jednak okazuje, nie tym razem. Kierowca zjeżdża więc z wyznaczonej trasy, tankuje samochód, pucuje czyste szyby (mazanie ich pianą niezwykle rozśmiesza dziewczynkę) i udaje się do sklepu, by zapłacić. Spędza tam jednak dłuższą chwilę, ponieważ postanowił uszczęśliwić swoją małą pasażerkę czekoladą, nie mógł się jednak zdecydować, jaki smak najbardziej przypadłby do gustu Helence. Po kilku minutach pan Simon udaje się w końcu w kierunku odstawionego na boczny parking samochodu, gdzie okazuje się, że dziecka już nie ma. Nic nie daje mruganie oczami. Nie pomaga używanie magicznego pilota, który jak na zawołane zamyka i otwiera drzwi samochodu. Nie przynosi również skutku obchodzenie terenu stacji i zaglądanie w różne zakamarki. Dziecka nie ma. Zaginęło, zniknęło. W końcu kierowca wpada w panikę, choć, muszę być szczera, jest to bardzo dziwny rodzaj paniki. Pan Simon zaczyna szaleć, dostaje się do sklepu i informuje obecnych, że… coś zostało skradzione z jego samochodu. Nie wspomina jedynie, że tą skradzioną rzeczą, jest dziecko. Czemu były policjant postępuje tak nielogicznie? Dlaczego reaguje aż tak emocjonalnie? Jakie skutki przyniosą te jego działania? Gdzie go doprowadzą? Jak zareagują rodzice maluszka, gdy dowiedzą się, co się wydarzyło? Gdzie podziała się Helenka? Kto i dlaczego ją zabrał? Na te, i na wiele innych pytań, odpowiedzi znajdziecie w powieści napisanej przez Wolfa Haas’a zatytułowanej Porwanie. Jeśli idzie o zupełną szczerość, to… czegoś mi w tej powieści brakowało. Trudno jest mi jednak jednoznacznie określić, co to takiego było. Temat zdecydowanie był trafiony. Nieczęsto mam okazję znaleźć na rynku książkę, której tematyka poruszałaby tego typu problemy. Zapewne z tego właśnie powodu tak niecierpliwie wyczekiwałam chwili, w której będę miała okazję sięgnąć po tę powieść. Gdy w końcu przyszła jej pora, z wielkim ożywieniem rozpoczęłam lekturę, która niestety okazała się zupełnie inna od moich wyobrażeń. Po pierwsze, główny bohater. Choć nawet polubiłam pana Simona, to zdecydowanie nie mogę zaliczyć go do grona moich faworytów. Był taki jakiś… dziwny. Po drugie, narracja. Książka została napisana w pierwszej osobie, ale z perspektywy zupełnie nam nieznanego bohatera, opisującego wydarzenia mające miejsce w powieści. Do tego wszystkiego dochodzi chronologia wydarzeń która, delikatnie mówiąc, jest poplątana. W jednej chwili autor opisuje jakieś wydarzenia, by już za chwilę cofał się do przeszłości. Albo, co moim zdaniem jest dużo gorsze, autor przewiduje przyszłość, wypowiadając ustani narratora teksty w stylu „jeszcze nie zwariował, ale za trzynaście godzin zwariuje naprawdę”. Nie wiem, skąd u mnie taka awersja do tego typu zwrotów, ale bardzo mnie one drażnią. Każdy potencjalny czytelnik dodatkowo wiedzieć powinien, że zdecydowana większa część powieści zawiera przemyślenia narratora o tym, o czym myślał w danej chwili pan Simon. I choć znajdziemy w tych przemyśleniach wiele istotnych informacji, to niestety nie zawsze są one napisane w na tyle interesujący sposób, by czytelnik miał ochotę je przeczytać. Więcej zarzucić książce nie mogę. Zasadniczo jest ona dobrą powieścią, ale zawiera pewne drażniące mnie elementy, które dla innych mogą nie stanowić żadnego problemu. Jak już wcześniej wspomniałam, pomysł na temat przewodni książki był bardzo ciekawy, a i jego realizacja według mnie zasługuje spory plus. Ogólnie książkę oceniam dobrze i zachęcam Was do jej przeczytania. Może uda Wam się mnie przekonać, że pomyliłam się w mojej ocenie?
Sylwia Szymkiewicz-Borowska - awatar Sylwia Szymkiewicz-Borowska
oceniła na614 lat temu
Londyn we krwi James Craig
Londyn we krwi
James Craig
Londyn we krwi?! Oby tylko! Był jeszcze w spermie i kale! Chociaż ciśnie mi się na usta dosadniejsze słowo potoczne, bardziej adekwatnie oddające brutalny, agresywny świat męskiej władzy bezpardonowo osiąganej nie tylko w polityce, ale i uwidocznianej w życiu seksualnym bohaterów. Bo to bardzo męski świat. Mało w nim kobiet, a jeśli były, to stanowiły dopełnienie, a raczej tło, jako żony lub kochanki. A jeśli już pojawiały się w roli partnerek zawodowych, posiadały silną, zdecydowaną, również agresywną osobowość. To ścisły klub, do którego nie może należeć każdy czytelnik, bo ten świat może się albo podobać, albo napawać obrzydzeniem. Nie tylko licznymi, brutalnymi scenami analnymi, ale i wszechodczuwalnym złem, którym przesiąknięci byli bohaterowie. No, może poza głównym bohaterem, inspektorem Johnem Carlyle’em z londyńskiej policji. Ja należałam to tej drugiej grupy czytelników. Chociaż przyznam się, że właśnie ta niedostępność i chęć zajrzenia za nią, pociągała mnie. Czytałam więc, trochę się krzywiąc, a jednocześnie przerzucając kartki ponaglana niezdrową ciekawością świata polityki i władzy, by poznać kolejne sekwencje układanki, z których inspektor Carlyle musiał nie tylko ułożyć obraz zdarzenia rozegranego w 1984 roku wśród studentów najbardziej elitarnego klubu na najbardziej elitarnej uczelni, kierującego się zasadą – reguły są dla innych, ale i znaleźć tego, który mu te elementy podrzucał. Mordercę nietypowego, bo chcącego być złapanym. Mściciela gotowego ponieść karę w imię niepopularnej sprawiedliwości. I, mimo że kluczowe wydarzenie z przeszłości było najważniejszym, bo inicjującym akcję fabuły, to jednak autor nie zdecydował umieścić go w intro. Chcąc skomplikować główny wątek i utrudnić mi rozwiązanie zagadki kryminalnej, rozpoczął powieść od morderstwa. Ważnego, ale jednocześnie pierwszego z kilku następnych, wplatając między nie i wydarzenia teraźniejsze, dygresyjne migawki z przeszłości ofiar i inspektora. Do tego dołożył dwa wątki niosące przesłanie sprawiedliwości i uczciwości, scalające historię studentów, a potem polityków decydujących o… właściwie o wszystkim. Dokładnie tak, jak napisano na okładce tytułowej. Jednak mimo tych zabiegów opowieść była dla mnie bardzo poprawna, napisana zgodnie z regułami dobrego warsztatu pisarskiego. W moim przypadku oznaczało to brak współzawodnictwa z prowadzącym sprawę, a tym samym niezbyt ekscytujące odkrywanie kolejnych tropów śledztwa razem z inspektorem Carlyle’em i doznawanie olśnień oraz skojarzeń faktów dokładnie w tym samym momencie, co śledczy. Od kluczowej sceny z przeszłości opowieść stała się dla mnie wręcz przewidywalna. Brakowało mi mężczyzny mądrzejszego i szybszego ode mnie. Takiego, który byłby o jeden krok przede mną. Adrenaliny, jaką daje niepewność i nieprzewidywalność fabuły z finałowym zaskoczeniem. Sznurka uwagi, na którym inspektor poprowadziłby mnie tam, dokąd by zechciał. No, ale skoro wpuszcza się do elitarnego klubu dla mężczyzn kobietę, to może zdarzyć się wszystko. naostrzuksiazki.pl
Maria Akida - awatar Maria Akida
oceniła na65 lat temu
Wycieczka na tamten świat Anna Litwinow
Wycieczka na tamten świat
Anna Litwinow Siergiej Litwinow
To niesprawiedliwe, kiedy dwoje autorów osaczy swoją opowieścią jednego, biednego, wolno kojarzącego, za motylkiem i kwiatkiem po drodze fabuły wypatrującego, czytelnika. Czyli mnie. Wtedy powieść przybiera postać historii z cechami ADHD opowiadaną flegmatykowi, ledwo nadążającemu za podwójnym, zmiennym torem myślenia opowiadających o bohaterach z imionami, nazwiskami i, żebym się nie leniła w myśleniu skojarzeniowym, z dodatkowymi pseudonimami, ksywami i operacyjnymi kryptonimami. Przeskakujących z jednej postaci na inną, co chwilę nową, z pełnym przytoczeniem dziejów jej życia i powodów, dla których znalazła się w konkretnym punkcie opowieści. Z sięgającej zenitu emocji akcji decydującej o życiu i śmierci bohaterów do spokojnego lasu, pięknego zachodu słońca i relacji, co w tej chwili robi inny bohater (najczęściej, wykończony życiem, zapijał je wiadomo czym),który miał odegrać najważniejszą rolę w nadchodzącej siedmiomilowymi krokami scenie. Się działo! A ja otumaniona, osaczona, obolała po kolejnym skoku a to z samolotu na ziemię, a to z wiaduktu na pociąg, a to z jednego samochodu do drugiego, nie wytrzymałam i zaczęłam nieśmiało pytać – Ale gdzie ten nieboszczyk, skoro napis na książce wyraźnie to zapowiadał, a ja nawet nie poczułam do tej pory jego trupiej woni? I dlaczego uciekam razem z pracownicą reklamy żądną sponsorów i przygód Tanią, karcianym pasożytem Igorem i dziennikarzem Dimą, po jakichś wyboistych wertepach i leśnych ostępach? Dlaczego zapalona świeca dymna w lecącym samolocie naszego rejsu urosła w oczach władz moskiewskich do rangi ataku terrorystycznego? I który normalny pilot oddaje stery samolotu pasażerskiego dwunastoletniemu chłopcu? Dlaczego tropi nas Departament Antyterrorystyczny FSB czyli dawniejsze KGB? Żebym bardziej się bała i szybciej uciekała? I dlaczego ściga nas mafia z giwerami i mafiosem, który "nigdy nikogo osobiście nie zabił i na dodatek nigdy niczego nie ukradł – osobiście?" Co ja takiego zrobiłam autorom? Bo to, że winny był któryś z towarzyszy ucieczki nie podlegało dyskusji! Pytanie – który? I dlaczego po kartkach biegał mi taki pająk, zmuszając do szybkiego kartkowania z powodu wstrętu do takich żywiątek? Czy to już był mobbing czytelniczy czy jeszcze zawrotne tempo akcji? I na koniec pytanie najważniejsze i ostateczne w zdesperowanej dezorientacji ostatkiem sił wydobyte ze stężałych od zdziwienia ust – Ale o ssso chośi?! Jak to o co? – odpowiedziała mi Tania. O przygodę chodzi! O zabawę! O rozrywkę! Bo to okazało się być jej życiem. Jej marzeniem! Jej przygodą! A że po drodze znalazł się i denat, a właściwie nieboszczka, i powód ucieczki (baaardzo mały i jeszcze bardziej cenny),a zarazem pościgu, to w tej opowieści jest o tyle ważne, o ile dało przyczynę do szalonej, nieprzewidywalnej, niekontrolowanej, niebezpiecznej, improwizowanej, zwariowanej przygody. Przypominało mi to zdobywanie góry, podczas której okropnie marudziłam, by na jej szczycie poczuć satysfakcję. Spojrzeć za siebie i zobaczyć trasę, jaką przemierzyłam z Tanią, Igorem i Dimą – "Moskwa – Gorowiec – Prieobrażenskoje – Sankt Petersburg – Swietłowsk – Lappeenranta – Helsinki". Aż żal się było z wariatami rozstawać! Ale to jeszcze nie koniec! To dopiero pierwsza z przygód szalonej Tańki. Następna jazda w czerwonym autobusie bez trzymanki, bez pasów bezpieczeństwa, za to z jednym spadochronem na dwóch pasażerów, w kolejnej części "Wszystkie dziewczyny kochają brylanty". Tylko lojalnie uprzedzam – flegmatykom, żółwiom, ślimakom i cierpiącym na arachnofobię wstęp wzbroniony, chyba że na własną odpowiedzialność! http://naostrzuksiazki.pl/
Maria Akida - awatar Maria Akida
oceniła na76 lat temu
Ścięte głowy Reginald Hill
Ścięte głowy
Reginald Hill
Akcja powieści rozgrywa się na początku lat osiemdziesiątych na angielskiej prowincji, w Yorkshire. Dwójka detektywów Pascoe i jego przełożony Dalziel nie prowadzą tej sprawy razem, a raczej wzajemnie się wspierają. Podejmują różne tropy, które nasuwają podejrzenia, a w momencie kiedy jeden zarzut zostaje odparty, wyłania się inne morderstwo z przeszłości, które w jakiś sposób łączy się z podejrzanym. Autor wprowadza wielu bohaterów, oprócz tytułowej dwójki mamy dwóch policjantów, jednego oryginalniejszego od drugiego. Ważną rolę odegra żona Pascoe a także Dick „Dandys” Elgood, prowodyr śledztwa. W tej książce nie znajdziecie hektolitrów krwi, ciągłego strachu przed mordercą, trupów również jest niewiele. Historia toczy się dość leniwie, mam wrażenie, że to klasyczny angielski kryminał, pokazujący pracę wydziału kryminalnego, przedstawiający angielską klasę średnią, z wszystkimi jej grzeszkami, powiązaniami i grą pozorów. Wydaje się trochę nudno prawda? A jednak czytałam tą książkę z zainteresowaniem, co jest wynikiem wciągającego stylu pisarza jak i bardzo ciekawych bohaterów. Są to bardzo realistyczne postacie, z wszelkimi wadami i zaletami, charakterystyczne i dające się lubić. Autor tak poprowadził akcję, żeby stworzyć swego rodzaju dylematy moralne w innym miejscu niż policyjne biuro. Podobało mi się powolne odkrywanie prawdy, łączenie faktów. Bohaterowie o niektórych sytuacjach dowiadywali się równolegle, z różnych źródeł, czasem przypadkiem, a czasami dzięki dociekliwości i dobremu łączeniu elementów układanki. Autor do samego końca zostawił czytelnika w niepewności, czy podejrzany jest winny czy też nie. Zakończenie dało mi do myślenia. Mamy tak naprawę do czynienia z dwiema równoległymi śledztwami - kradzieże w domach bogatych mieszkańców oraz podejrzenie o morderstwo. Więcej na http://ksiazkowewyliczanki.blogspot.com/2015/04/dalziel-sciete-gowy-reginald-hill.html
Książkowe_Wyliczanki - awatar Książkowe_Wyliczanki
ocenił na611 lat temu
Zima lwów Jan Costin Wagner
Zima lwów
Jan Costin Wagner
Przyznam, że jestem trochę zaskoczona jak zbieżne są moje wybory książkowe. Trzeci kryminał w tym roku i trzeci rozgrywający się zimą. Tym razem padło na surową Finlandię. Detektyw Joenntaa stracił żonę i od tego czasu jego święta to dyżur na posterunku i alkohol. Dokładnie takie same mają być te bieżące. Wszystko zmienia się gdy w drzwiach posterunku pojawia się młoda prostytutka. Wybija go ona z marazmu, w którym się znalazł. Ale to nie ona przykuje uwagę. Następnego ranka detektyw zostaje wezwany do ciała znalezionego w lesie. Zabitym okazuje się policyjny patolog. Krótko przed śmiercią był on gościem w popularnym talk-show. Wkrótce zostaje także zamordowany drugi z gości tego wieczora - wytwórca manekinów a sam gospodarz zostaje ranny. Wszystko koncentruje się wokół programu, który kogoś wprawił w taką wściekłość, że skłonił go do zbrodni. ,,Zima lwów" to kryminał surowy, zimny, bardzo precyzyjny i skrupulatnie zmierzający do celu. I mimo, że zagadka kryminalna jest ciekawa i nietuzinkowa to zdecydowanie więcej mówi o charakterze bohaterów. Jest opowieścią o surowych, zamkniętych w sobie ludziach, którzy nie umieją sobie radzić z traumą, śmiercią, żałobą. Są jak manekiny, wysoko funkcjonujące roboty obdarte z uczuć, na wierzchu chłodne, surowe ale wewnątrz pogubione i nie radzące sobie z uczuciami. Autor doskonale oddaje ten klimat, właściwie nie robiąc nic. Krótkie rozdziały, precyzyjnie skonstruowane sceny, niejednoznaczni bohaterowie. To wszystko wystarczy by czuć chłód i samotność. Właściwie ma się wrażenie, że cały czas panuje przytłaczający mrok i zima. ,,Zima lwów" może nie jest jakimś przełomowym kryminałem ale zdecydowanie odbiega od tego co ostatnio czytałam. Nie ma sielskiej, familiarnej atmosfery Fjallbacki czy Lipowa. Nie ma mrocznych tajemnic z przed lat. Nie ma szokujących zwrotów akcji. Jest tylko czyjś ból, czyjaś rozpacz, która musiała znaleźć ujście. Jest żałoba, jest mrok, jest pustka. Ten kryminał jest tak surowy jak finlandzka zima. I chyba dlatego tak bardzo przykuwa uwagę. Dlatego tak bardzo oddziałuje na emocje. Z pewnością jest warty uwagi.
deana - awatar deana
oceniła na62 lata temu

Cytaty z książki Zbrodnia nie zawsze doskonała

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Zbrodnia nie zawsze doskonała