rozwińzwiń

Śmierć pszczelarza

Okładka książki Śmierć pszczelarza autora Lars Gustafsson, 8307006910
Okładka książki Śmierć pszczelarza
Lars Gustafsson Wydawnictwo: Czytelnik Seria: Nike literatura piękna
139 str. 2 godz. 19 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Seria:
Nike
Tytuł oryginału:
En biodlares död
Data wydania:
1982-01-01
Data 1. wyd. pol.:
1982-01-01
Data 1. wydania:
2007-08-18
Liczba stron:
139
Czas czytania
2 godz. 19 min.
Język:
polski
ISBN:
8307006910
Tłumacz:
Zygmunt Łanowski
Średnia ocen

6,9 6,9 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Śmierć pszczelarza w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Śmierć pszczelarza

Średnia ocen
6,9 / 10
54 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Śmierć pszczelarza

avatar
54
42

Na półkach:

Autor tekstu ukazuję psychologiczny proces godzenia się z własną śmiertelnością. Filozoficzne podejście objawia się w refleksjach nad pamięcią, naturą czasu, rolą literatury i nauk ścisłych w rozumieniu świata, a także w poszukiwaniu sensu życia. Pszczoły i ich uporządkowany świat stają się metaforą kosmicznego ładu i próbą odnalezienia harmonii w chaosie. Zręcznie operuje językiem, tworząc atmosferę melancholii i zadumy, jednocześnie wplatając elementy ironii i humoru. Poprzez ten zabieg, "Śmierć pszczelarza" nie jest jedynie opowieścią o śmierci, lecz przede wszystkim o intensywności życia i ostatecznej akceptacji jego granic. To głębokie studium ludzkiej psychiki i filozoficzne rozważanie nad miejscem człowieka we wszechświecie.

Autor tekstu ukazuję psychologiczny proces godzenia się z własną śmiertelnością. Filozoficzne podejście objawia się w refleksjach nad pamięcią, naturą czasu, rolą literatury i nauk ścisłych w rozumieniu świata, a także w poszukiwaniu sensu życia. Pszczoły i ich uporządkowany świat stają się metaforą kosmicznego ładu i próbą odnalezienia harmonii w chaosie. Zręcznie operuje...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
636
223

Na półkach: , ,

Wiosna 1975, Västmanlandia, Szwecja.

„Śnieg zaczyna właśnie topnieć.”

„Mam skłonność, by patrzeć na świat poza Szwecją, jak na coś literackiego, coś, co występuje w książkach i czasopismach.”

Lars Westin, emerytowany nauczyciel miejscowej szkoły podstawowej nosi okulary w drucianej oprawce, ma 40. lat, ale wygląda starzej, mieszka w zwykłej chłopskiej chałupie na cyplu nad jeziorem w skromnych warunkach, utrzymuje się głównie ze sprzedaży miodu z pasieki, przeczuwa, że nie dożyje jesieni, prowadzi żółty notatnik: najbardziej osobiste i najbardziej nieosobiste notatki, niebieski notatnik: wycinki z gazet, streszczenia lektur i własne opowiadania oraz „obszarpany notes”: lokalne numery telefonów, kilka notatek z przebiegu choroby - jest to zwykły blok telefoniczny z nadrukiem: KTO DZWONIŁ?

„Kiedy list ze Szpitala Rejonowego wreszcie przyszedł, odłożyłem go całkiem po prosu na bok i poszedłem na spacer. Czułem się zupełnie spokojny i przyglądałem się bardzo dokładnie wszystkim nagim drzewom liściastym przy drodze. Jestem ogromnie rozmiłowany w takich rozgałęzionych koronach drzew na tle ołowianego nieba. Są one niczym litery w obcym języku, które usiłują coś powiedzieć.”

Przepiękna miniatura, połączenie prostoty i tajemnicy.

Czym różni się śmierć pszczoły od śmierci pszczelarza?

Wiosna 1975, Västmanlandia, Szwecja.

„Śnieg zaczyna właśnie topnieć.”

„Mam skłonność, by patrzeć na świat poza Szwecją, jak na coś literackiego, coś, co występuje w książkach i czasopismach.”

Lars Westin, emerytowany nauczyciel miejscowej szkoły podstawowej nosi okulary w drucianej oprawce, ma 40. lat, ale wygląda starzej, mieszka w zwykłej chłopskiej chałupie na cyplu...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
1591
1466

Na półkach:

Zachwyciły mnie wszystkie trzy książki Gustafssona , które przeczytałam(także Wełna i Święto rodzinne),ale ta jest po prostu małym arcydziełem. Jest kompletna, pięknie napisana, pełna treści i arcy-mądra. Dzięki pomysłowi kompozycyjnemu, czyli dziennikowi umierającego na raka bohatera, autor uzyskał dwie rzeczy. Swobodny przepływ miedzy teraźniejszością i wspomnieniami a także naturalną możliwość wplatania refleksji egzystencjalnych. Wszystko jest bardzo prawdziwe, bez patosu,nieprzegadane.Jednocześnie skrzy się od obserwacji psychologicznych, społecznych i pięknych opisów codzienności. Dodatkowym wyróżnikiem, który stanowi wartość sam w sobie, jest przejmujący obraz odczuć cielesnych i emocji człowieka, który odczuwa silny ból i staje w obliczu ostateczności.

Zachwyciły mnie wszystkie trzy książki Gustafssona , które przeczytałam(także Wełna i Święto rodzinne),ale ta jest po prostu małym arcydziełem. Jest kompletna, pięknie napisana, pełna treści i arcy-mądra. Dzięki pomysłowi kompozycyjnemu, czyli dziennikowi umierającego na raka bohatera, autor uzyskał dwie rzeczy. Swobodny przepływ miedzy teraźniejszością i wspomnieniami a...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

161 użytkowników ma tytuł Śmierć pszczelarza na półkach głównych
  • 84
  • 76
  • 1
39 użytkowników ma tytuł Śmierć pszczelarza na półkach dodatkowych
  • 26
  • 5
  • 2
  • 2
  • 2
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Śmierć pszczelarza

Inne książki autora

Okładka książki Mistrzowie opowieści. Skandynawskie lato Naja Marie Aidt, Hans Christian Andersen, Kjell Askildsen, Mikkel Bugge, Stig Dagerman, Tove Ditlevsen, Sophie Elkan, Karin Fossum, Lars Gustafsson, Jónas Hallgrímsson, Tove Jansson, Elísabet Kristín Jökulsdóttir, Juha-Pekka Koskinen, Selma Lagerlöf, Halldór Kiljan Laxness, Rosa Liksom, Astrid Lindgren, John Ajvide Lindqvist, Merethe Lindstrøm, Bodil Malmsten, Harry Martinson, Dorthe Nors, Cora Sandel, Raija Siekkinen, Amalie Skram, Hjalmar Söderberg, Tarjei Vesaas, Kjell Westö
Ocena 7,0
Mistrzowie opowieści. Skandynawskie lato Naja Marie Aidt, Hans Christian Andersen, Kjell Askildsen, Mikkel Bugge, Stig Dagerman, Tove Ditlevsen, Sophie Elkan, Karin Fossum, Lars Gustafsson, Jónas Hallgrímsson, Tove Jansson, Elísabet Kristín Jökulsdóttir, Juha-Pekka Koskinen, Selma Lagerlöf, Halldór Kiljan Laxness, Rosa Liksom, Astrid Lindgren, John Ajvide Lindqvist, Merethe Lindstrøm, Bodil Malmsten, Harry Martinson, Dorthe Nors, Cora Sandel, Raija Siekkinen, Amalie Skram, Hjalmar Söderberg, Tarjei Vesaas, Kjell Westö
Okładka książki Na najdalszym skraju morza: Antologia szwedzkiej poezji morskiej XX wieku Gunnar Ekelöf, Lars Forssell, Lars Gustafsson, Gunnar Harding, Axel Liffner, Erik Lindegren, Börje Lindström, Artur Lundkvist, Harry Martinson, Göran Palm, Bo Setterlind, Lennart Sjögren, Östen Sjöstrand, Göran Sonnevi, Eva Ström, Evert Taube, Tomas Tranströmer, Maria Wine
Ocena 8,0
Na najdalszym skraju morza: Antologia szwedzkiej poezji morskiej XX wieku Gunnar Ekelöf, Lars Forssell, Lars Gustafsson, Gunnar Harding, Axel Liffner, Erik Lindegren, Börje Lindström, Artur Lundkvist, Harry Martinson, Göran Palm, Bo Setterlind, Lennart Sjögren, Östen Sjöstrand, Göran Sonnevi, Eva Ström, Evert Taube, Tomas Tranströmer, Maria Wine
Lars Gustafsson
Lars Gustafsson
Szwedzki poeta, dramaturg, prozaik i eseista. W swojej twórczości podejmował problematykę stosunku człowieka do środowiska naturalnego i poszukiwania wartości humanistycznych we współczesnym świecie. Jest autorem m.in. powieści „Wełna”, dramatu „Nocna uroczystość” (1970) oraz zbioru poezji „Varma rum och kalla” (1972).
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Drzewo człowiecze Patrick White
Drzewo człowiecze
Patrick White
«Widzę ludzi, bo gdy chodzą, dostrzegam ich niby drzewa» Mk 24,8 Drzewo Człowiecze – rodzice, ciało i najmniej zauważalna dla oka ludzkiego myśl – jeśli chcesz sprawności tego układu – musisz zdobyć coś więcej. Nie widzę. Nie widzę epickiego rozmachu, dlatego to nie będzie Księga Rodzaju, ale uzdrawianie niewidomego. Moja ślepota nie jest dowodem, że tego rozmachu tu nie ma. Widzę. Widzę wyraźnie człowieka niczym drzewo na wietrze – poddane prądowi losu, z trudem przytrzymuje listowie myśli swoich, które wciąż i wciąż na nowo w walce porywane przez wewnętrzny niepokój rozsypują się, a potem nowe rodzą się nieustannie – ten człowiek próbuje przypomnieć sobie albo odkryć swoją rolę i misję w tym nieubłaganym prądzie. W centrum opowieści oswajanie nie przestrzeni dla siebie, ale oswajanie siebie samego w losie swoim. Każdego z bohaterów rozłącznie. Stan, Amy, Ray, Thelma. Inni. Wszyscy obok. Czyż da się bowiem Im podzielić coś, co podzielnym być nie potrafi? Najskrytszy pierwotny smutek i trwoga, najskrytsze zmaganie z wiarą, najskrytsza pierwotna żądza i marzenie, najskrytsza samotność na dnie duszy kotłujące się, w samym centrum człowieka, nie dadzą dostępu do siebie. Człowiek nie wie jak się tym podzielić. Dlaczego? Bo rzadko jego oczy zwrócone są na teraźniejszość. Później. Nie teraz. Teraz jakby jeszcze na niby mój los. Raczej trwajmy ze swoimi niedookreślonymi pragnieniami jedynie na powierzchni myśli, dla bezpieczeństwa swojego przede wszystkim. Będziesz ze mną człowieku?! Czy rozkoszy w smutku szukasz, a przyjemności w udręce? Czemu grzech nie jest dla ciebie odrazą, a cnota cię nie pociąga? Nie wierzcie mi. Ktoś przecież powiedział znajdziesz tu wszystko, jak w życiu. Epicki rozmach. Autorze chciałeś tego?! Pisałeś tak? Jak to możliwe? Przecież nie dostrzegłam narodzin, suszy, powodzi i wojny w typowym epickim rozmachu. Przecież Ty chciałeś tylko Ich dusze rozszarpać na widoku wszystkich, a potem jedynie upływem czasu ukoić. Jedynie wybrane, inne w przepaść popchnąłeś. Tak? To o tym? Przecież: Deszcz trwający nieubłaganie, który nie wodą jest ale udręką, która z własnego życia cię wypiera i zabiera oddech. Zgubiona radość po długo wyczekiwanych narodzinach, a w zamian lęk i nieodkryte nowe życie mimo, że własną piersią karmione. Pożar, który nie zniszczeniem płonie, ale główną areną dla zatopienia się w sobie dwóch obcych dusz. A nieugaszony żar wyrzutem sumienia do końca dni. Wojna, która nie wybuchami i krwią jest, ale dotkliwą udręką, w której znękane ciało mężczyzny i kobiety pragnie dotyku, który odwzajemniony, przywróciłby mu spokój. Dzieci na niewypowiedzianej słowami wojnie myśli i dusz o wolność i niezależność od rodziców. Jedno ukojenie znajdzie choćby w widoku drzewa wyrwanego z korzeniami. Drugie w próżności i przyzwyczajeniu, w którym na miłość nie można sobie pozwolić, a utraty przyjaźni lęka się nieustająco. Jedno i drugie ból, że korzeni swoich nie pojmuje. Wiara, która z tajemnicy niedościgłej przeradza się w głęboką urazę i pustkę, żeby dopiero na koniec błogim początkiem nowego się stała. Modlitwa, która nie niewolą, ale wolnością się staje. Czy to jest epicki rozmach ? Nie to serce człowieka ściśnięte wiecznie przez los. Tylko czy jest na pewno w człowieku coś, co warto poznać, jeżeli On patrzy gdzieś poza horyzont, ponad konarami drzew, zawieszony w niepokoju, w oczekiwaniu na coś innego niż teraz, na coś co się wydarzy, na coś co musi się wydarzyć? Wiedz jedynie Człowieku, że jeżeli chcesz więcej niż życie, więcej niż duszę, wieczna udręka i niepokój Cię czeka. Więc żyjesz? Jeszcze nie teraz. Drzewa nie zginą. Jest Ktoś, kto przez podarowane szkiełko witraża kolorami ożywi przestrzeń, napisze poemat o życiu. Tak, w końcu nie ma końca. „Jak wiatr co losem szarpie i kołysze Nie zna człowiecze drzewo czasu ciszy” Z wiersza A.E. Housmana. PS. Patricku Księga Rodzaju nie ma smutku w sobie. Nie byłeś szczęśliwy? Amy Parker. To ona uwagę mej duszy zdobyła. Nie Stan mimo, że On początkiem Jej losu stał się pewnego dnia na pustkowiu. Jednak On nie czuł potrzeby ujmowania w wielkie słowa swojego życia. Wystarczyło Mu, że je przeżywał. Och Amy, przyjaciółko moja.
Agnieszka - awatar Agnieszka
oceniła na101 rok temu
Karzeł Pär Lagerkvist
Karzeł
Pär Lagerkvist
Zło jako nieodłączny - co tam: niezbędny - instrument każdej władzy w historii i współczesności. Tak odczytuję przesłanie tej książki Pära Lagerkvista, jednej z najbardziej pesymistycznych, jaką czytałem. Nagromadzenie wszelkich zbrodni i podłości, jakie towarzyszą władzy na przestrzeni wieków - choć tu akurat sztafaż jest renesansowy - czyni z “Karła” wielki esej o naturze rządów. Bo takich ludzi jak tytułowy bohater potrzebuje każda władza zawsze i wszędzie - inaczej nie byłaby władzą. Autor znakomicie przedstawił Zło, upostaciowane tu akurat w karle (jakby tzw. zwykli ludzie byli immunizowani na to co najgorsze w naturze ludzkiej, niezależnie od ich cech przyrodzonych). W tym kontekście przyjęcie za symbol zła akurat osoby niskorosłej wydaje się uzasadnione jedynie przekonaniem o jakiejś szczególnej predestynacji tej grupy, nie tylko w dawnych wiekach - skoro w każdej społeczności jej udział jest minimalny w stosunku do “normalsów”. A zła - i w historii, i we współczesności - aż za dużo jak na tę populację…. Przekonany jest wszak o tym i sam Autor, który tak mówi do nas narratorem: “Czasami wzbudzam w ludziach lęk. Ale boją się samych siebie, sądzą, że ja ich przerażam, czyni to jednak karzeł kryjący się w nich. (...) I też są zniekształceni, choć wcale tego po nich nie widać”. Tak, to o nas to studium zła, niewątpliwie najlepsza książka Lagerkvista - trzecia moja - o naturze człowieka zakamuflowanej postacią karła. W nas wszystkich drzemie przecież komendant Treblinki…. Książka nie daje żadnej nadziei, mimo takiego, a nie innego zakończenia. Nobel dla szwedzkiego Autora - także przecież i za nią - jak najbardziej zasłużony (także za stylistykę, świetny przekład Zygmunta Łanowskiego, kogoś o pięknym życiorysie). Narrator mówi tu wiele rzeczy strasznych, a co gorsza takichże czynów również dokonuje - przeważnie nie bezpośrednio, ale za podjudzeniem “trzymających władzę”, zwłaszcza swojego księcia. choć w kilku przypadkach jest prawdziwym demiurgiem potworności. Umożliwia mu to fakt, że na relacje międzyludzkie patrzy poniekąd “z dołu”, skąd lepiej widać…. (BTW: zwrot, że liczy on sobie “20 cali wzrostu” jednak wymagałby przeliczenia na miarę używaną w Polsce). Tak czy inaczej, nawet nie dziwi, że ze wszystkich możliwych i niemożliwych powodów narrator cierpi na patologiczną manię wielkości, jakkolwiek by to brzmiało. A przejawia się to m.in. w takich słowach: “Słyszałem że my, karły, pochodzimy z rasy starszej od tej, która zaludnia dziś świat, i że dlatego jesteśmy starzy już w chwili, gdy się rodzimy. Nie wiem czy to prawda, ale w takim razie bylibyśmy praistotami. Nie mam nic przeciwko temu, by należeć do rasy innej niż ta obecna i żeby to było widać po mnie”. “Po księciu nie znać jednak żadnej osowiałości. (...) Jest spokojny, pewny i energiczny, zawsze w takim samym równym, wspaniałym nastroju. I zawsze pełen męstwa i pewności zwycięstwa. Znakomity żołnierz. W polu on i ja jesteśmy naprawdę szczególnie podobni do siebie. (...) “Lubię służyć panu, który jest imponujący. Nie przeczę, że to wielki mąż. Nikt jednak nie jest wielki dla swego karła”. Ma to jednak i drugą stronę: “Gdy idę sam przez miasto, wtedy zaraz mnie spostrzegą i obsypują obelgami. +To jego karzeł! Dając mu kopniaka kopiesz jego pana!+”. A miłość do samego siebie nie wyklucza i autonienawiści: “To mój los, bym nienawidził także własnego ludu. Moje własne plemię jest dla mnie nienawistne. Nienawidzę także i siebie samego”. I jeszcze to, czego nie wiemy o niskorosłych: “Jest wielka różnica między karłami a dziećmi. Sądzi się że to jedno i to samo, bo tak są do siebie podobne wzrostem i tak dobrze się ze sobą zgadzają, ale wcale tak nie jest. (...) Dzieci-karły nie bawią się, o ile wiem, nigdy, bo i po cóż? To prawdziwa tortura, gdy używają nas, karłów do takiego celu. Ale ludzie nic przecież o nas nie wiedzą”. “My, karły, nie płodzimy dzieci, jesteśmy bezpłodni z samej naszej natury. Nie zajmujemy się rozmnażaniem ani też go nie pragniemy. I nie potrzebujemy być płodni, gdyż ród ludzki sam rodzi swoich karłów, nie trzeba się o to troszczyć”. “Należymy do rodu ludzkiego – a przecież do niego nie należymy. Jesteśmy gośćmi w odwiedzinach. Starymi, zwiędłymi gośćmi na trwającej tysiące lat, nigdy nieprzerwanej wizycie”. “Nigdy nie próbowałem tego, co nazywa się miłością, ani też nie mam na to żadnej ochoty”. Pozbawiony miłości już jako dziecko narrator, który bardziej budzi litość niż nienawiść, musi mieć takie a nie inne poglądy na sferę uczuć… “+Czy jest coś równie odrażającego jak człowiek+ – pomyślałem” - takie ma on zdanie o ludziach niebędących takimi jak on; zapewne w rewanżu. Jako wybitny manipulant “wyspowiadał” on z grzechów córkę swego księcia, nieszczęsną istotę, w której umiejętnie pogłębił kompleksy i poczucie winy, utrwalone już przez jej wiarę. “Zaczęła wyznawać wszystkie swoje przewinienia, rozwiązły tryb życia, niedozwolone stosunki z mężczyznami, do których diabeł wzbudził w niej żądzę, i rozkosz, jakiej doznawała czując że jest naprawdę uwikłana w diabelskie sidła”. “Zmuszałem ją, aby bliżej opisywała swój grzech i swoje straszne zadowolenie z niego i aby wymieniała po imieniu tych, z którymi uprawiała występne obcowanie.... Później podziękowała mi, że byłem dla niej taki dobry”. Także jej matkę niemal wpędził w szaleństwo. “Księżna Teodora jest zależna ode mnie. (...) Nienawidzę jej grzesznego życia, chutliwych listów, które posyła przeze mnie do swoich kochanków, słów miłosnych, których żar czuję na mym sercu. Ale nie zdradzam niczego”. “Księżna (...) biczuje się mocniej niż kiedykolwiek, aby zmazać ten grzech, znowu nic nie je i błaga Ukrzyżowanego o przebaczenie. Ukrzyżowany nic nie odpowiada”. “Dziwne, jak ludzie głupio wyglądają, gdy są zakochani, a zwłaszcza, gdy kochają na próżno. Ich wyraz twarzy staje się szczególnie niemądry i nie mogę zrozumieć twierdzeń, że miłość ludzi upiększa”. “Gdyby nie była tak piękna, można by z pewnością uważać, że nie ma w niej wcale dobroci”. “Miłość i śmierć to ulubione tematy ludzi, nad którymi lubią oni sobie popłakać, szczególnie zaś gdy śmierć i miłość połączą się w jedno”. Nieco tu odniesień do Machiavellego: “Uważam za niegodne księcia, by przywiązywać wagę do tego, co myśli i czemu daje wyraz motłoch, który go otacza. Przecież oni wciąż czegoś się domagają. Gdyby miano się troszczyć o wszystko, o co woła lud, trzeba by było stosować się do wielu życzeń”. Dla księcia, u którego służy karzeł, pracuje Mistrz Bernardo, który jednoznacznie się kojarzy, skoro wykonuje fresk “Ostatniej wieczerzy” i ma rozliczne inne zainteresowania. “Interesuje go wszystko. Czy rzeczywiście wszystko jest ciekawe?” pyta retorycznie narrator. “Wszyscy uważają, iż takiej Madonny jeszcze nigdy dotychczas nie namalowano, że nigdy jeszcze nie było tak pełnej wdzięku i nadziemskiej Matki Boskiej. Najbardziej zachwyceni są ludzie zagadkowym uśmiechem igrającym na jej wargach”. “Próbuje wszystko wytłumaczyć, ale w przeciwieństwie do innych nie zawsze jest pewny, że jego wyjaśnienia są słuszne. Opisawszy długo i wyczerpująco, jak jego zdaniem jakaś sprawa wygląda, potrafi potem siedzieć w milczeniu i zadumie, by w końcu dorzucić: +Ale może nie jest tak jak mówiłem. Nie wiem, co o tym sądzić+”. Karzeł oburza się słowami Bernarda: “Wszystko jest tylko porywaniem się na coś, czego nigdy nie da się ziścić. Cała kultura ludzka jest tylko zamierzeniem czegoś zupełnie niewykonalnego. I dlatego wszystko to jest właściwie całkiem niedorzeczne. - Naturalnie że tak. Jakżeż wyglądałoby życie, gdyby nie było niedorzeczne. Niedorzeczność jest wszak samym fundamentem, na którym ono spoczywa”. Narrator wielbi wszelkie konflikty, to i wojna jest dla niego cudowna przygoda - dopóki nasi wygrywają, rzecz jasna. Z oburzeniem przyjmuje początkowy pokój między zwaśnionymi od wieków księstwami. “Świat chyba zwariował! Wieczny pokój! Nigdy więcej wojny! Co za bzdura, jaka dziecinada. Czyżby wierzono, że można zmienić porządek świata? Jakie zarozumialstwo? I jaka wiarołomność wobec przeszłości, wobec wszystkich wielkich tradycji! Nigdy więcej wojny! Krew nie ma płynąć nigdy więcej, a honor i bohaterstwo stracą wszelkie znaczenie”. Dzięki pewnej intrydze, w której złowrogą rolę odegra nasz bohater, pokoju nie ma i nie będzie. “Mord uczynił księcia bardzo popularnym. Mówią powszechnie, że jest on wielkim księciem. Nigdy jeszcze nie triumfował tak nad swymi nieprzyjaciółmi i nie był przedmiotem takiego podziwu. Są z niego dumni i uważają, że okazał niezwykłą chytrość i energię”. Najciekawsze wydaje się oblężenie Miasta przez rywalizujące księstwo, z licznymi dantejskimi scenami, skoro jesteśmy we Włoszech. Warto odnotować wiecznie aktualne odniesienia…. “W mieście mówią, że będzie się ono bronić do ostatniej kropli krwi. I gada się o tym, że jest silnie umocnione i może trzymać się bardzo długo, ba, że jest nie do zdobycia. Przecież takie są wszystkie miasta, nim zostaną zdobyte. Mam własne zdanie o tej niezwyciężoności”. Wiele tu stwierdzeń niepokojąco ponadczasowych, samopowtarzalnych jak szybkostrzelny karabin. “Uchodźcy spotykają się z coraz to większą niechęcią, bo słusznie uważa się, że to z ich winy miejscowa ludność odczuwa brak żywności. Szczególnie nielubiane są ich płaczące z głodu, brudne dzieciaki, które wszędzie się włóczą, żebrząc. Podobno kradną jak im się uda”. “Niemal wszyscy bez wyjątku są przekonani, że to uchodźcy ponoszą winę za tę straszną zarazę, toteż są oni znienawidzeni jak nigdy dotychczas. Niektórzy jednak zaczynają ponoć mówić, że to kara boża za wielkie ludzkie grzechy”. “Polują na koty, psy i szczury, uważane teraz za wspaniałe pożywienie. Mówią jednak że i one zaczynają teraz znikać i coraz trudniej na nie trafić. Zdaje się, że dostały jakieś choroby, bo znajduje się je wszędzie padłe; w ten sposób zrobiły ludziom zawód w chwili, gdy najwięcej ich było potrzeba. Nie dziwi mnie, że szczury nie mogą wytrzymać życia wspólnie z ludźmi”. “Zaraza szerzy się pośród najuboższych i najbardziej wygłodniałych, głównie wśród uchodźców, i ma chyba związek z niewiarygodnym niechlujstwem w ich obozach i wszędzie w mieście. Nie dziwi mnie, że umierają z brudu, który ich otacza”. Inne cytaty “Jest też zarówno w teraźniejszości, i jak i w przeszłości, wiele rzeczy pięknych i wzniosłych, które nigdy nie byłyby wzniosłe i piękne, gdyby ich nie opiewano”. “Opiewają oni przede wszystkim miłość, i to jest też słuszne, bo nic tak jak miłość nie wymaga, by zrobić z niej coś innego niż to, czym jest”. “Rozumiem też, że potrzebni są artyści, którzy sporządzają dla ludu obrazy świętych, aby ludzie mogli się modlić do kogoś, kto nie jest taki plugawy i marny jak oni sami. Obrazy pokazujące motłochowi, że jego Bóg jest ukrzyżowany, że został ukrzyżowany, gdy usiłował dokonać czegoś na ziemi, aby zrozumieli, iż tu, na dole, nie ma żadnej nadziei”. “Kiedy zaś ludzie wierzący mają wybierać między tym, co nie jest prawdą, a tym, co jest prawdą, wybierają zawsze to, co nie jest prawdą. Kłamstwo jest o wiele bardziej nastrojowe i osobliwsze niż prawda i dlatego je wolą”. PS Ładny neologizm "gwiaździarze" na określenie astrologów.
Łukasz Starzewski - awatar Łukasz Starzewski
ocenił na96 miesięcy temu
Odraza László Németh
Odraza
László Németh
Opowieść o młodej kobiecie z zubożałej rodziny, do której zaczyna zalecać się bogaty ziemianin. Ona nie żywi do niego uczucia, jednak wszyscy wokół są bardzo przychylni temu związkowi. Nelli czuje się coraz bardziej osaczona, nie chce tych zalotów, jednak wskutek nieszczęśliwej śmierci ojca, pod naciskiem matki zgadza się na ślub. To historia nieszczęśliwego małżeństwa, żony uwięzionej i osaczonej miłością i męża który ja pies oczekuje chociaż najmniejszy oznak ciepła z jej strony. Historia którą da się zmieścić w jednym zdaniu, jednak Laszlo Nemeth robi z niej powolne arcydzieło, nawarstwia, zagęszcza, trzyma w napięciu, mistrzowsko maluje pełny obraz tej sytuacji z wszelkimi niuansami i kipiącymi emocjami. Wszystko poznajemy z perspektywy głównej bohaterki, jesteśmy w jej głowie, niemal namacalnie doświadczamy pączkującej w niej odrazy do męża, która wzrasta jak spiętrzona fala by zalać i opanować ją całą. „Czy ciocia wie co to jest miłość? To ze strony wulgarniejszej istoty pragnienie połknięcia drugiej, po dokładnym oślinieniu jej” to zdanie doskonale obrazuje jej odczucia. Szkoda mi jej było i rozumiałam jej miotanie się w tym małżeństwie na siłę, które było jedynym wyjściem dla kobiety bez majątku w tych czasach ,a jedocześnie jej zachowanie -pogarda dla człowieka który chce ją uszczęśliwić, kapryśność, nieumiejętność pokochania własnego dziecka - budziły niechęć. Autor mistrzowsko balansował te odczucia. Węgierski pisanie w najlepszym wydaniu- powoli, z uwagą na każdy szczegół, z głębią psychologiczną.
uczta_babette - awatar uczta_babette
ocenił na910 miesięcy temu
Niels Lyhne Jens Peter Jacobsen
Niels Lyhne
Jens Peter Jacobsen
W eterze już wiosna pobrzmiewa trelami, przeciągają smugami równomiernie zapachy; a to młodej topoli, migdałowa, błoga woń czeremchy, chłodne tchnienie fiołka. Jeszcze nieśmiała i skryta ta kwietna panna jak dzwony, które dzwonią w zatopionym mieście na dnie morza. Poeta Rilke miał zawsze przy sobie Biblię i książki Jacobsena. I ja w tej powieści poznałem poezję, która buduje swe własne pałace i duszy ludzkiej daje skrzydła, żeby mogła jak orzeł wzbijać się wysoko ku słońcu i upajać szumem wichrów na niebie. I w dole kwiaty na łące rozbryzgane, okryte śniegiem szczyty Alp nad czarnobłękitnymi jeziorami, rzeka połyskująca między winnicami i łańcuchami gór, gdzie ruiny sterczą spośród lasów. I tak stoję w innego świata progu i coś mnie z powrotem w stare drzwi wtłacza. A jak to w życiu bywa strach tak znienacka swój ciemny całun nade mną rozpostarł. Drży pod naporem burzy gmach mojej duszy, nękane szaleńczą wichurą pękają kolumny. Zgryzoty, próby i umartwienia. Byle do maja, kiedy nie milknie głos skowronka i żyto się kłania na oczach, a czerwiec przesącza żółte światło słońca skroś zwieszonych gałęzi starego jesionu i w chłodnym, przyjemnym cieniu tworzy się warstwa świetlistych promieni, która napełnia powietrze złotym pyłem i rzuca jasne plamy na trawę, ławkę, twe oczy. Stoję na szczycie w gorączce, z każdym oddechem krew rwie gwałtownie w omdlałych, drżących żyłach, a strumienie wiosenne spadają w doliny szepcząc niebiańsko wraz z ciepłym wiatrem. Tak jak strumienie dzieciństwa kształtowały tę miękką glinę, mnie. Wszystko miało znaczenie, i to co było i to co się marzyło, co się wiedziało i przeczuwało i wszystko to znaczyło swój lekki, ale pewny bieg - linią, która się jeszcze przekształca i pogłębia, a potem się odchyli, opisze koło i zagaśnie.
Yulquen - awatar Yulquen
ocenił na91 miesiąc temu
Victoria Knut Hamsun
Victoria
Knut Hamsun
„Victoria” to jedna z tych książek Hamsuna, które z pozoru wyglądają na klasyczną, XIX-wieczną tragiczną miłość rodem z romantyzmu – a jednak czyta się ją zupełnie inaczej, niż sugerowałaby fabuła streszczona w dwóch zdaniach. Historia pozornie prosta: syn młynarza i córka posiadacza ziemskiego. Klasowa przepaść, wzajemne pożądanie, upokorzenia, dumna odmowa podporządkowania się konwenansom, cierpienie obojga i tragiczne zakończenie. Można by powiedzieć – kolejny raz „miłość ponad podziałami, która kończy się źle”. Ale Hamsun robi z tego coś znacznie bardziej drapieżnego i niejednoznacznego.Największą siłą powieści (i powodem, dla którego daję solidne 8/10) jest to, że Hamsun ani przez moment nie staje po stronie „słusznej” lewicowej wrażliwości, mimo że temat krzyczy o takie odczytanie. Mamy tu: zero ckliwego litowania się nad „uciśnionymi”, brak jakiejkolwiek gloryfikacji prostego ludu jako moralnie lepszego, brak romantyzowania biedy i „naturalności” chłopskiego pochodzenia, brak oskarżania arystokracji / bogatych jako klasy z definicji zepsutej. Hamsun po prostu patrzy na swoich bohaterów z pewnego dystansu – okrutnego, ale uczciwego. Victoria jest histeryczna, próżna, kapryśna i okrutna. Johannes jest egoistyczny, megalomański, słaby i teatralny. Oboje są tragiczni, ale żadne z nich nie jest „ofiarą systemu” w tym ckliwym, współczesnym sensie. Są ofiarami własnych charakterów, pychy, nieumiejętności życia i tej chorej, koncepcji miłości, którą sami sobie wmówili. To właśnie ta odmowa wpisania się w lewicową narrację o „uciśnionych kontra ciemięzcy” sprawia, że książka po ponad 120 latach wciąż zachwyca. Hamsun nie pociesza czytelnika, nie głaszcze po głowie żadnej ze stron sporu klasowego, nie daje łatwej moralności. Po prostu pokazuje ludzi takich, jacy są – paskudni, słabi, wzniosły i żałośni jednocześnie. Językowo to wciąż ten sam Hamsun – krótkie, cięte zdania, niesamowita zdolność do pokazywania stanów wewnętrznych w kilku słowach, pejzaże, które są prawie postaciami. Końcówka potrafi naprawdę zaboleć, ale nie dlatego, że jest melodramatyczna, tylko dlatego, że jest sucha i bezlitosna.Słabsze strony? Momentami Johannes irytuje swoją pozerstwem i egzaltacją tak bardzo, że trudno mu współczuć. Niektórzy czytelnicy uznają to za wadę książki – ja uznaję za celowy zabieg. Podsumowując: Bardzo dobra, gorzka, niepokorna powieść. Hamsun nie klęka przed ideologią lewicową – i właśnie dlatego „Victoria” w 2026 roku wciąż potrafi zachwycić. Za ten intelektualny i moralny kręgosłup – duży szacunek.
Janszklanko - awatar Janszklanko
ocenił na81 miesiąc temu
Garden party Katherine Mansfield
Garden party
Katherine Mansfield
KRAINA TKLIWOŚCI Ta książka to dla mnie "perła ze śmietnika". Znalazłam ją dosłownie porzuconą na śmietniku w moim bloku w kilka tygodni po tym, jak dodałam ją do listy lektur na 'lubimy czytać'. A dodałam ją zainspirowana wzmiankami w powieści Chris Kraus 'I love Dick', gdzie Mansfield przedstawiana jest jako jedna z wielkich niedocenionych pisarek. To musiało być przeznaczenie - 'Garden Party' zrobiło na mnie wielkie wrażenie. Chociaż nie lubię dzielenia literatury na męską i kobiecą, to Mansfield ma styl, który można nazwać kobiecym, przez wielkie K. Trudno mi sobie wyobrazić, żeby mężczyzna napisał takie opowiadania - skupiają się one na rzeczywistości od zupełnie innej strony niż większość literatury. Kunszt autorki przejawia się przede wszystkim w opisach detalów rzeczywistości, które towarzyszą nam na codzień, a których czar często przegapiamy. Świat Mansfield to świat prześlicznych melodii, lodów jedzonych rozkosznie zamrożoną łyżeczką, piasku który pieści bosą stopę, tafty, która szeleści sugestywnie, małych sówek pohukujących w ciemnościach nocy... Mansfield wspaniale opisuje też postaci i ich emocje – w kilku zdaniach potrafi stworzyć wielowymiarowy portret postaci. W opisach tych najzwyklejszych chwil, które mijają niezauważone, pełno jest tkliwości i odrobina ironii. Najlepsze opodwiadanie to dla mnie "Małżeństwo a la mode". Cytaty: W zatoce: "W taki sposób należy żyć - niedbale, rozrzutnie, szczodrze. (...) Brać wszystko lekko, nie walczyć z przypływami i odpływami życia, ale poddawać się im - tego właśnie potrzebuje. Najgorsze jest to naprężenie. Żyć! Żyć! I ten skończenie piękny poranek, taki świeży i jasny, wygrzewający się w słońcu, jak gdyby śmiejący się ze swojej urody, zdawał się szeptać: "A czemuż by nie?" "- Och, ci mężczyźni! - rzekła. Zanurzyła czajnik w misce i trzymała go pod wodą jeszcze wtedy, gdy woda już przestała bulgotać, jak gdyby to był także mężczyzna, który w najlepszym wypadku zasługuje tylko na to, by go utopić". "Biedna stara mateczka – uśmiechała się, skacząc po kamieniach. – Biedna stara mateczka. Och! och! Jaka to radość, jaka rozkosz być młodą!" Państwo gołębiowie: "Rozumie się, że Reginald kochał matkę i tym podobne. Ona... ona chciała jak najlepiej, okazywała mu wiele poświęcenia i tak dalej. Ale nie można było zaprzeczyć, że była raczej ponurą istotą." Małżeństwo a la mode: –To takie ważne –wyjaśniła ta nowa Izabella –aby [dzieci] od samego początku polubiły odpowiednie rzeczy. Oszczędzi im to dużo czasu w przyszłości. Doprawdy, jeśliby te biedne maleństwa musiały patrzeć na takie okropności, można przypuszczać, że w latach późniejszych zażądałyby, aby je zaprowadzono do Akademii Królewskiej. Mówiła w taki sposób, jak gdyby pójście do Akademii Królewskiej oznaczało dla każdego natychmiastową, niechybną śmierć". Obcy: "Iść za Janey korytarzem, który ona znała tak dobrze, a który był tak obcy dla niego; rozcyhlać po niej zielone kotary i wchodzić do kajuty, która była jej kajutą, wszystko to sprawiało mu niewysłowioną rozkosz." "Jak zupełnie inaczej wsiada się do powozu z Janey". Święto bankowe: "Popatrzcie znowu! Ze wzgórza zjeżdża, kołysząc się ogromna kolasa, a wewnątrz niej dwoje starych, bardzo starych dzieci".
Zaplecze_Naukowe - awatar Zaplecze_Naukowe
ocenił na88 lat temu
Herman Lars Saabye Christensen
Herman
Lars Saabye Christensen
Śmieszna historia. Idę sobie do biblioteki i okazuje się, ze przeczytałam już wszystkie dostępne w niej Christenseny, a półeczce z książkami porzuconymi przez właścicieli znajduję "Hermana". Zupełnie jakby go ktoś dla mnie tam zostawił. "Herman" to historia chłopca obdarzonego niezwykłą wyobraźnią. Patrzymy na świat jego oczami, gdzie zjedzone liście wyrastają w brzuchach drzewami, Zorro nocami przesiaduje w kinie a z kabiny dźwigu widać dalekomorskie okręty. Herman jest bystry i ciekawy, ale nie taki słodki i uroczy jak Ania z Zielonego Wzgórza - potrafi odpyskować nauczycielowi, wybić szybę i pokazać język koleżance. Za sprawą "Hermana" przenosimy się do rzeczywistości Norwegii lat 60., gdzie nasz bohater żyje ze swoją rodziną oraz gromadą ekscentrycznych znajomych. Jest tam więc mama, tata, wspominający przeszłość dziadek, sąsiad pijaczek, namolny fryzjer, niekoniecznie wyrozumiali nauczyciele, gromada szkolnych łobuzów, słowem - galeria osobliwości. W pewnym momencie chłopiec z niewiadomego powodu traci włosy, co sprawia, że zarówno Herman zaczyna patrzeć na świat inaczej, jak i świat na Hermana. Sporo tu rozważań o naszym stosunku do inności, chociaż jedna rzecz uderzyła mnie bardzo mocno. (spojler) Herman narzeka, że odkąd choruje, wszyscy w szkole są dla niego nienaturalnie mili i nie traktują go jak przedtem. Może Herman miał wyjątkowe szczęście, a może ja wyjątkowego pecha, ale w szkołach, do których chodziłam, choroba nie sprawiała, że agresywne i okrutne dzieciaki stawały się miłe, tylko że dokuczały jeszcze mocniej (koniec spojlera). Całość utrzymana jest w nieco fantastycznej, trochę poetyckiej, zagadkowej nastrojowości, za co głównie odpowiada dziecięcy bohater, bo mimo że autor nie pisze w 1 osobie, widzimy wszystko tak, jak widzi to Herman. Znalazłam też kilka wątków, które potem pojawiły się "Półbracie". Książka jest też o wiele mniej obszerna niż pozostałe wydane w Polsce powieści tego autora - przypomina objętością szkolny zeszyt. Cieszę się, że na mnie czekała na tej półce, będzie jej u mnie dobrze, i na pewno do niej wrócę. Plus, dowiedziałam się, czym jest zydwestka ;)
Renegi Grene - awatar Renegi Grene
ocenił na71 rok temu
Dziewczę ze słonecznego wzgórza Bjørnstjerne Bjørnson
Dziewczę ze słonecznego wzgórza
Bjørnstjerne Bjørnson
Historia o życiu norweskich chłopów z końca XIX wieku. W sąsiedztwie, na wsi żyje dwoje młodych ludzi - Synnøve i Torbjørn (w wydaniu z Wolnych Lektur ich imiona zapisano po szwedzku, Synnöwe i Torbjörn - czyżby kolejne tłumaczenie z niemieckiego zamiast z oryginału? Ktoś coś?) Synnøve jest dziewczynką z dobrego domu, jej rodzice wychowali ją w duchu religijności, jest też niezmiernie piękna, nieziemsko dobra i generalnie cała wieś uważa ją za anioła. Z kolei Torbjørn to dzikie półdiablę, nie słucha ojca, pakuje się w bójki etc. itp. Torbjørnowi podoba się Synnøve, ale wszyscy mu tłumaczą, że nic z tego nie będzie, bo najwspanialsza panna we wsi nie weźmie takiego łobuziaka. Podobał mi się pomysł z mówiącą przyrodą, doceniam rolę tej opowieści w budowaniu norweskich uczuć patriotycznych, ale w sumie to jakoś nie czuję się porwana przez pana Bjørnsona (tak wiem, kręcę nosem noblistę, ale cóż, po moich przeżyciach z Olgą Tokarczuk to nie pierwszy raz). Wszystko dzieje się bardzo szybko, brakowało mi czasu na zżycie się z postaciami. Czułam duży dyskomfort przy scenach, gdzie rodzice biją dzieci albo gdy Torbjørn katuje konia. Męczące było dla mnie mocno to, jak żyją mieszkańcy książkowej wsi. Nikt nie mówi nic wprost, komunikacja odbywa się za pomocą utartych schematów, każdemu drobnemu gestowi – nawet skinięciu głową sąsiadowi czy powiedzeniu „Dzień dobry” – przypisuje się mnóstwo głębokich znaczeń. Wszystko jest tak koszmarnie skodyfikowane, że oszalałabym tam po tygodniu i uciekła, albo zostałabym wygnana do lasu, bo źle spojrzałam w lewo zamiast w prawo. Nawet nasze Lipce w porównaniu wydają się liberalne i kipiące życiem, współczuję tym biednym norweskim chłopom. Chyba najbardziej emocjonalna była historia o parze, która nie może wziąć ślubu, bo pannę młodą obiecano komuś innemu. Cała reszta wydała mi się taka zimna, a przemiana wewnętrzna Torbjørna jest mocno na siłę – toż on jest totalnym redflagiem! Uciekaj od niego, Synnøve!
Renegi Grene - awatar Renegi Grene
ocenił na78 miesięcy temu
Młyn na wzgórzu Karl Gjellerup
Młyn na wzgórzu
Karl Gjellerup
„Gdy się babie czegoś zachce, wszyscy diabli nic nie pomogą” Powieść mająca cechy powieści psychologicznej, moralitetu, a nawet horroru z elementami kryminału i powieści detektywistycznej, od czasu do czasu doprawiona dużą szczyptą humoru, który pojawia się tam, gdzie akurat przebywa dziedzic Henryk, zwany Smokiem. Napisana językiem bardzo plastycznym, mocno oddziałuje na wyobraźnię czytelnika, odsłania tajemnice ludzkiego umysłu i daje możliwość dokładnego przyjrzenia się motywom działania bohaterów. Opisy ich nastrojów i konfliktów wewnętrznych przedstawiane są jakby w zwolnionym tempie, przy czym niemal od początku czytelnik ma świadomość nieuchronności tragicznych zdarzeń, które nastąpią w młynie na wzgórzu. Duńska wieś z początków ubiegłego stulecia to miejsce, gdzie ludzie żyją według surowych zasad obowiązujących wyznawców protestantyzmu. Relacje między mieszkańcami porządkuje obyczajne zachowanie i uczciwie wykonana praca. Obraz wsi dopełniają liczne malownicze opisy przyrody, która stanowi również czynnik organizujący tryb życia tej pełnej przesądów, prostej wiejskiej społeczności. W takich okolicznościach zamożny chłop, młynarz Jakub Clausen z malowniczej wyspy Falster, musi sobie radzić ze swoją grzeszną namiętnością do Lizy Vibe, która „wstąpiła na służbę do młyna” i najwyraźniej ma chrapkę na zostanie młynarzową, co stało się całkiem prawdopodobne po śmierci żony młynarza, Chrystyny. Wówczas bowiem młynarz stał się bezbronny, wystawiony na rządzę pokus. „Dopóki żyła żona, istniało jeszcze coś, co go powstrzymywało: mógł popełniać błędy, nawet trudne do naprawienia, ale nie był jeszcze bezradny, nie pozostawał całkowicie w mocy losu”. Ale Chrystyna, zanim umarła, wymogła na swoim mężu przyrzeczenie, że po okresie żałoby zwiąże się z Hanną Christensen, która godnie zastąpi zmarłą nie tylko jako żona, ale przede wszystkim jako matka osieroconego Janka. Autor zbudował tę historię na kontrastach. Przeciwieństwem wyrachowanej, przebiegłej i lubieżnej Lizy kłusowniczanki, jest bogobojna i uduchowiona Hanna; brat Lizy, Peer, kłusownik i domniemany zabójca starego leśniczego, reprezentuje bezprawie, podczas gdy brat Hanny, młody leśniczy Wilhelm, jest uosobieniem prawa i porządku. Ulubione zwierzę Lizy, biały (jak upiór?) kocur Pilatus, wyposażony w „szeroką głowę, podobną w zmierzchu do łba ogromnej żmii”, z której patrzyły groźnie „wielkie, żółte, demoniczne oczy”, stanowi kontrast dla delikatnej Jenny, ukochanej sarenki Hanny. Przy czym Pilatus nie odstępuje swojej pani ani na krok, natomiast Jenny, choć oswojona, przebywa na wolności. Młyn mieści się na wzgórzu, a więc niejako na widoku, zaś rodzinny dom Lizy stoi na bagnach, poza granicami wsi, jakby w odosobnieniu. Nieprzypadkowo. W ten symboliczny sposób autor wskazuje, że nierespektujący prawa kłusownicy, są wyrzuceni poza społeczeństwo, które nie akceptuje ich trybu życia. Najogólniej mówiąc Liza reprezentuje dziką i pierwotną naturę, która folguje zmysłom, a Hanna – moralność i kulturę, które nakazują trzymać zmysły w ryzach. Liza, prawdziwie wiejski wamp, potrzebuje relacji z mężczyznami, prowokuje ich, kusi i zawraca im w głowach, Hanna, która „miała piękną twarzyczkę” i „była ładnych, drobnych kształtów”, skupia się na samodoskonaleniu – dużo czyta, gra na pianinie. Mentalnie Jakubowi bliżej do Hanny, jednak pożądanie wpędza go w orbitę Lizy, a stąd już tylko krok do tragedii. Przyczyną jest zazdrość, która pociąga za sobą zbrodnię, ta zaś wywołuje wyrzuty sumienia, a neurotyczne lęki i halucynacje słuchowe są udziałem nie tylko sprawcy. Kres tym uczuciom kładzie pożar - oczyszczający i porządkujący wszystko ogień, dzięki temu nieoczekiwanemu zbiegowi okoliczności, zbrodnia wychodzi na jaw, zabójca zostaje sprawiedliwie osądzony, a do wsi powoli powraca spokój. Karl Gjellerup to trzeci w tym miesiącu laureat literackiej Nagrody Nobla, którego twórczości wcześniej nie znałam..
Apelajda Sękliwa - awatar Apelajda Sękliwa
oceniła na71 rok temu
Ptaszyna Dezső Kosztolányi
Ptaszyna
Dezső Kosztolányi
Współcześnie brzydota może być atutem, a jeśli przeszkadza wystarczą pieniądze, by to zmienić. Dawniej, gdy celem życiowym młodej kobiety było zamążpójscie, brak urody był akceptowalny tylko przy gigantycznie wysokim posagu. Ptaszyna jest bardzo brzydką "starą panną", ale ma coś czego mogą jej pozazdrościć piękności - bezgraniczną miłość rodziców. Posiadaczka "ni to tłustej, ni to chudej twarzy, mięsistego nosa z szerokimi końskimi chrapami, męskich surowych brwi i malutkich wodnistych oczek" podwiędła do lat ponad trzydziestu żyjąc sobie spokojnie i samotrzeć u boku ojca i matki. Jest tak brzydka, że nawet ubóstwiający ja ojciec wstydzi się iść przez miasteczko u jej boku. Ale oto rodzinną sielankę przerwa wydarzenie dla kogoś może banalne, dla nich prawdziwe trzęsienie ziemi - Ptaszyna jedzie, sama, odwiedzić wujka i ciotkę. Na tydzień zaledwie, ale całej trójce wydaje się to wiecznością. Mimo że to Ptaszyna jest tytułową bohaterką, Kosztolányi opowiada przede wszystkim o rodzicach, którzy po jej wyjeździe rozkwitają i rzucają się w wir miasteczkowego życia towarzyskiego. Niestety, po tygodniu wszystko wraca na utarte tory... Tych kilka dni, podczas których pozornie nic się nie dzieje, demaskuje zakłamanie, w którym żyła (toksyczna jak byśmy dziś powiedzieli) rodzina Ptaszyny. Rodzice zdają sobie sprawe, że w gruncie rzeczy córka jest dla nich tylko ciężarem, po jej wyjeździe zaczynają cieszyć się zyciem. Ona zaś uświadamia sobie, że nic już w jej życiu się nie zmieni i skazana jest na nudną wegetację. Bowiem na przełomie XIX i XX wieku jedyną opcją dla niezamężnej dziewczyny jest tkwienie u boku rodziców - bez wykształcenia, pracy czy jakiegokolwiek sensownego zajęcia. A mieszczańska rodzina, jak bardzo nieszczęśliwi nie byliby jej członkowie, musi zachowywać pozory (pani Dulska się kłania). Ta urocza książka napisana pięknym prostym językiem podszyta jest goryczą i smutkiem, co jednak nie zmniejsza przyjemności lektury, przeciwnie - nadaje jej głębi. Perełka, polecam, szczególnie wielbicielom klimatów prowincjonalnych, cesarsko-królewskiego tygla tudzież Madziarów i fin de siècle'u: 7.5/10
Agata - awatar Agata
oceniła na71 miesiąc temu

Cytaty z książki Śmierć pszczelarza

Więcej
Lars Gustafsson Śmierć pszczelarza Zobacz więcej
Więcej