rozwińzwiń

Historia ciała, t. 1: Od renesansu do oświecenia

Okładka książki Historia ciała, t. 1: Od renesansu do oświecenia autora Daniel Arasse, Jean-Jacques Courtine, Jacques Gélis, Rafael Mandressi, Sara F. Matthews-Grieco, Nicole Pellegrin, Roy Porter, Georges Vigarello, 9788374530347
Okładka książki Historia ciała, t. 1: Od renesansu do oświecenia
Roy PorterGeorges Vigarello Wydawnictwo: słowo/obraz terytoria Seria: Historie nauki społeczne (psychologia, socjologia, itd.)
662 str. 11 godz. 2 min.
Kategoria:
nauki społeczne (psychologia, socjologia, itd.)
Format:
papier
Seria:
Historie
Tytuł oryginału:
Histoire du corps
Data wydania:
2011-10-17
Data 1. wyd. pol.:
2011-10-17
Liczba stron:
662
Czas czytania
11 godz. 2 min.
Język:
polski
ISBN:
9788374530347
Tłumacz:
Tomasz Stróżyński
Średnia ocen

7,6 7,6 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Historia ciała, t. 1: Od renesansu do oświecenia w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Historia ciała, t. 1: Od renesansu do oświecenia

Średnia ocen
7,6 / 10
23 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Historia ciała, t. 1: Od renesansu do oświecenia

Sortuj:
avatar
247
76

Na półkach: , ,

Interesujący sposób podjęcia tematu, chociaż w tytule -- by nie zwodzić czytelników -- powinno być zaznaczone, że to "Francuska historia ciała" lub "Historia ciała francuskiego", bo autorzy bardzo rzadko wychylają nosa poza swoje ojczyźniane granice.

Interesujący sposób podjęcia tematu, chociaż w tytule -- by nie zwodzić czytelników -- powinno być zaznaczone, że to "Francuska historia ciała" lub "Historia ciała francuskiego", bo autorzy bardzo rzadko wychylają nosa poza swoje ojczyźniane granice.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

294 użytkowników ma tytuł Historia ciała, t. 1: Od renesansu do oświecenia na półkach głównych
  • 254
  • 36
  • 4
42 użytkowników ma tytuł Historia ciała, t. 1: Od renesansu do oświecenia na półkach dodatkowych
  • 28
  • 3
  • 3
  • 2
  • 2
  • 2
  • 2

Inne książki autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Męska dominacja Pierre Bourdieu
Męska dominacja
Pierre Bourdieu
"Męskość, jak widzimy, jest pojęciem wybitnie relacyjnym, skonstruowanym głównie dla innych mężczyzn, ale przeciw kobiecości - przeciw lękowi wzbudzanemu przez kobiecość - przede wszystkim kobiecość odnajdywaną w samym sobie." Powiedzieć że Bourdieu dodał tą pozycją tylko parę groszy do teorii feministycznej byłoby niedorozumieniem. Jego analiza, zarówno historyczna, ta oparta na badaniach śródziemnomorskiej społeczności Kabylskiej w połączeniu ze świetną metodologią pokazuje rozbudowany proces naturalizacji i "dehistoryzacji" męskości i kobiecości. Ujawniana jest przed nami obiektywna i symboliczna przemoc naszego społeczeństwa, ta jawnie wbudowana w struktury i ta ukryta, chowająca się przed naszym wzrokiem. Ważna do poruszenia jest również bezpodmiotowoś tej przemocy. Uważny czytelnik nie powinien redukować przemocy męskiej dominacji do prostej relacji dominacji mężczyzn i uległości kobiet (o tym mówi jasno cytat na początku). Przemoc ta odbija się na społecznym bycie nie tylko mężczyzn i kobiet hetero normatywnych, ale też osób nieheteronormatywnych (co świetnie przedstawia jego analiza internalizacji męskości homoseksualisty). Zrozumienie tego ukonstytuowania reprodukcji przemocy przez nas może nam dopiero pozwolić rozpocząć działania mające doprowadzić do zmian blokowanych przez męską dominację. I to jest klucz myśli Bourdieu. Jakkolwiek jego teoria jest świetna i daje mnóstwo odpowiedzi, to zadaje przede wszystkim pytania, na które odpowiedzi może nam dać tylko społeczna praktyka. Autor daje również na podstawie wniosków z pracy wiele przemyśleń o przyszłości ruchu praw kobiet, ale też praw mniejszości seksualnych na końcu książki. Mile widziane postscriptum.
Adrian Czapka - awatar Adrian Czapka
oceniła na84 lata temu
Reakcja. Niewypowiedziana wojna przeciw kobietom Susan Faludi
Reakcja. Niewypowiedziana wojna przeciw kobietom
Susan Faludi
"Reakcja" to pozycja należąca już właściwie do klasyki literatury feministycznej. Wydana w 1991 roku opisuje falę “reakcji” na osiągnięcia feminizmu, jaka nastąpiła w Stanach Zjednoczonych w latach 80-tych. Czyli: ataki na kobiety i ich osiągnięcia, nawoływanie do powrotu do “tradycyjnych” ról, także realne utrudnienia, jak dyskryminacja na rynku pracy, czy obcinanie programów społecznych adresowanych do kobiet. Faludi zwraca uwagę, że każde postępy w dziedzinie równouprawnienia kobiet spotykały się z kontratakiem - miało to miejsce i w XIX wieku, i po wojnie, i właśnie w latach 80-tych (a także w ostatnich latach, do czego walnie przyczyniła się w USA prezydentura seksisty Trumpa). Wskazywano, że kobiety są nieszczęśliwe wskutek tego całego wyzwolenia - przyczyną tego był oczywiście feminizm i nadmiar praw. W ogóle feminizm stał się na przestrzeni ostatnich 150 lat ulubioną dziewczynką do bicia, oskarżaną niemal o wszystko. Feministki są oczywiście złe, brzydkie i nienawidzą mężczyzn. Wieszczono też już wielokrotnie “koniec feminizmu”, gdyż rzekomo kobiety “osiągnęły już wszystko” i nie ma już o co walczyć. Niestety rzeczywistość pokazuje co innego - w XXI wieku nadal prawdziwego równouprawnienia nie ma, a konserwatystów, chcących cofnąć czas w tej dziedzinie, jest aż nadto. Faludi pisze, że historia postępu w dziedzinie “praw kobiet” to taka spirala, kiedy to zataczamy koła, zbliżając się do upragnionego celu, ale jakoś nie mogąc go dosięgnąć. Za każdym razem też reakcja mężczyzn na sukcesy kobiet jest niewspółmierna i, nomen omen, histeryczna, w stosunku do faktycznego postępu. Pojawia się kilka kobiet, które wchodzą na męskie terytorium, a faceci już krzyczą o “inwazji” i “przejmowaniu władzy”. Faludi pięknie rozkłada na czynniki pierwsze te dążenia Reakcji, pokazując manipulację faktami, kłamstwa i stwierdzenia nie poparte żadnymi danymi, którymi się posługiwano, by “utemperować” wybujałe apetyty kobiet. Opisuje m.in. jak wynaleziono ów słynny slogan o tym, że “kobieta 40-letnia ma większe szanse na to, by być porwaną przez terrorystów, niż wyjść za mąż”. Summa summarum, reakcjoniści głównie walczyli (i kazali kobietom walczyć) z przeszkodami, które sami stworzyli. Faludi pisze tak, że czyta się to z wypiekami na twarzy, a tekst obnaża nagą prawdę o intencjach Reakcji, a także jej hipokryzję. Styl pisarki jest kwiecisty i emocjonalny, co niestety skutkuje też złością o czytelniczek (czytelników?). Momentami jest tak absurdalnie, że wybuchałam śmiechem, za to historie prawdziwych kobiet, opisane w tej książce mnie zmroziły. Ktoś nazwał tę książkę “przykrą” - dla mnie była ona przykra w tym sensie, że w niektórych fragmentach wydawało mi się, że wystarczy zmienić daty i będziemy mieli opis współczesności. Walka nadal się nie skończyła. Wydaje mi się, że najlepszą recenzją tej książki jest opinia Agnieszki Graff, przedstawiona we wstępie do polskiego wydania.
joly_fh - awatar joly_fh
ocenił na83 lata temu
Druga płeć Simone de Beauvoir
Druga płeć
Simone de Beauvoir
Simone de Beauvoir, publikując w 1949 roku swoje monumentalne dzieło "Druga płeć", stworzyła tekst, który już w chwili premiery stał się kamieniem milowym zarówno dla filozofii, jak i dla myśli feministycznej. Owa dwutomowa analiza kondycji kobiety nie tylko do dziś nie straciła na aktualności, ale wręcz zyskała nowe znaczenia w kontekście współczesnych debat społeczno-kulturowych. "Druga płeć" to nie jest książka, którą się czyta; to książka, która czyta nas samych, obnażając mechanizmy, w których zostaliśmy uformowani. Już sama struktura dzieła zasługuje na szczególną uwagę. De Beauvoir dzieli swoje rozważania na dwie części: pierwsza, bardziej filozoficzno-historyczna, nosi tytuł "Fakty i mity" i stanowi swoiste preludium do właściwej analizy sytuacji kobiety. Druga część, "Dojrzałość kobiety", to już bezpośrednie studium socjologiczne, psychologiczne i antropologiczne. Obie części przenikają się w sposób mistrzowski, ukazując zarówno historyczne uwarunkowania kobiecości, jak i współczesne (dla autorki) przejawy opresji, alienacji i instrumentalizacji ciała kobiecego. De Beauvoir jako filozofka egzystencjalna nie poprzestaje na czysto socjologicznym opisie. Wręcz przeciwnie – jej wywód jest zakorzeniony w myśli fenomenologicznej i heglowskiej. Właśnie w tym kontekście pojawia się jej słynne zdanie: "Nie rodzimy się kobietami – stajemy się nimi". To jedno zdanie, przesiąknięte egzystencjalnym dramatyzmem, jest kluczem do całego dzieła. Kobiecość nie jest bowiem dla de Beauvoir kategorią biologiczną, lecz egzystencjalnym projektem narzuconym przez społeczne, kulturowe i religijne konstrukty. Kobieta nie istnieje jako "Inna" w sensie absolutnym – zostaje zdefiniowana przez mężzyznę jako jego przeciwieństwo, jako alter ego, jako to, czym mężczyzna nie jest, i przez to zostaje zepchnięta w przestrzeń obcości. Autorka z mistrzowską erudycją analizuje mity kobiecości obecne w literaturze, religii, filozofii i nauce. Przechodzi od starożytnych mitów (Ewa, Pandora) po nowożytne reprezentacje kobiety jako anioła domu czy femme fatale. Pokazuje, jak nie tylko mężczyźni, ale także same kobiety internalizowały te narracje, wchodząc w rolę "drugiej płci" jako normy kulturowej. De Beauvoir nie oszczędza nikogo: krytykuje Arystotelesa, Freuda, Balzaca, ale także Marie Bashkirtseff czy Colette, ukazując, jak różne postawy kobiet mogą reprodukować system opresji. Osobny zachwyt wzbudza styl, w jakim de Beauvoir operuje swoim wywodem. To nie tylko filozofia, ale wręcz literatura najwyższej próby. Precyzja językowa idzie tu w parze z emocjonalnym napięciem i intelektualnym rozmachem. Każde zdanie jest jak wyostrzone narzędzie, którym autorka rozcina warstwy kulturowej hipokryzji. Rzadko kiedy eseistyka filozoficzna ma w sobie tyle pasji, zarazem unikając pustego moralizatorstwa. Nie bez powodu "Druga płeć" budziła (i wciąż budzi) kontrowersje. De Beauvoir, pozostając w duchu oświeceniowego racjonalizmu, podważa fundamenty religii katolickiej, tradycyjnej rodziny, a także romantycznej miłości jako instytucji podporządkowania. W jej ujęciu małżeństwo to instytucja wyobcowania, macierzyństwo to rola narzucona, a seksualność – przestrzeń walki o uznanie i autonomię. Nie chodzi tu o potępienie tych wartości samych w sobie, lecz o ukazanie, jak zostały one ukształtowane w ramach patriarchalnego porządku, który kobietę uczynił bytem pośrednim, funkcją, dodatkiem. Należy jednak podkreślić, że "Druga płeć" nie jest manifestem nienawiści do mężczyzn. De Beauvoir pisze z pozycji dialogu, nie odwetu. Jej krytyka jest przenikliwa, ale nie fanatyczna. Dostrzeża, że wyzwolenie kobiet nie oznacza dominacji nad mężczyznami, lecz wspólną emancypację. W tym sensie jej dzieło pozostaje uniwersalne: to nie tylko książka o kobietach, ale o tym, jak być człowiekiem w warunkach nierówności, alienacji i przemocy symbolicznej. Recepcja dzieła była natychmiastowa i burzliwa. Książka została potępiona przez Watykan, uznana za bluźnierczą, zakazana w wielu krajach. Ale jednocześnie stała się lekturą obowiązkową dla całych pokoleń kobiet i mężczyzn, którzy poszukiwali alternatywy dla konserwatywnego modelu społeczeństwa. To dzieło, które nie tylko zmienia myślenie, ale wręcz je inicjuje – niczym nowy akt poznania. Warto także zauważyć, że "Druga płeć" otworzyła drogę dla kolejnych nurtów: feministycznej krytyki literackiej, gender studies, queer theory. Judith Butler, Hélène Cixous, Julia Kristeva – wszystkie te myślicielki zawdzięczają de Beauvoir nie tylko inspirację, ale i fundamenty pojęciowe. Bez niej trudno sobie wyobrazić współczesną humanistykę. Podsumowując, "Druga płeć" to dzieło, które wymyka się prostym klasyfikacjom. Jest to jednocześnie traktat filozoficzny, analiza kulturowa, rozprawa antropologiczna, a momentami nawet proza poetycka. To książka niepokojąca, wymagająca, ale przez to głęboko wyzwalająca. De Beauvoir nie daje łatwych odpowiedzi, lecz stawia pytania, które każą zrewidować własne przekonania, wartości i role. Zamiast zakończenia można by powiedzieć tylko jedno: kto nie przeczytał "Drugiej płci", ten nie zna jeszcze pełni możliwości, jakie niesie ze sobą myśląca, krytyczna lektura. To książka, która nie tylko przetrwała płomień historii, ale sama stała się źródłem ognia, który wciąż oświetla świat.
Bratyslawski - awatar Bratyslawski
ocenił na108 miesięcy temu
Kulturowe sprzeczności kapitalizmu Daniel Bell
Kulturowe sprzeczności kapitalizmu
Daniel Bell
W jednej z najistotniejszych powojennych publikacji o kondycji społeczeństwa, Daniel Bell nakreślił przyczyny i podał remedia na kryzys jednostki i zbiorowości ludzkich w dobie modernizmu. "Kulturowe sprzeczności kapitalizmu" to monografia z pogranicza socjologii i antropologii kultury. Do opisu kondycji człowieka, autor posiłkuje się ekonomią, szeroko rozumianymi wytworami kultury i polityką. W swych dociekaniach odwołuje się do koncepcji tuzów przedmiotu. Przytacza Maxa Webera, Karola Marksa, Williama James, Susan Sontag, Emilie Durkheima, Hannah Arendt czy Alexisa Tocqueville'a. Choć publikacja ma już 40 lat, kilka kwestii wydaje się niepokojąco aktualna. Dla ustalenia uwagi, Bell już na wstępie deklaruje swoje postawy wobec zjawisk opisanych w książce (str. 10): "(...) jestem socjalistą w ekonomii, liberałem w polityce i konserwatystą w kulturze." Jednak nie polecam wiązać zacytowanych etykietek, z własnym rozumieniem tych pojęć. Bell dość szeroko i obiektywnie opisuje kondycję człowieka, bolączki gospodarki i meandrujące w różnych kierunkach wytwory kultury. Przytoczone deklaracje autora są, subtelnymi i mocno osadzonymi w przemyślanej argumentacji, postawami. Przykładowo, własny socjalizm ekonomiczny opiera na bardzo mocnej konstatacji (str. 12): "...bogactwo nie powinno być wymienialne na niezasłużone przywileje w dziedzinach, w których jest ono nieważne" Główną tezą książki jest ostrzeżenie i zachęta do namysły nad kondycją świata zachodniego. Fundamentalny problem cywilizacyjny upatruje Bell we wzajemnie sprzecznych zasadach - wydajności w ekonomii, równości w polityce i samorealizacji jednostek w kulturze. Własne diagnozy, zawarte głównie w drugiej cześć, poprzedza zreferowaniem aktualnego (na lata 70-te XX wieku) stanu społeczeństwa Pierwszego Świata. W przykładach, posiłkuje się głownie amerykańskimi realiami. Dla mnie były to bardzo odkrywcze i nieszablonowe dywagacje. Przemiany stylu życia, to przede wszystkim opisy ciekawej degradacji etosu protestanckiego (stylu życia nastawionego na społeczność) i purytańskiego (samoograniczenia własnych potrzeb) w kierunku hedonizmu i szczęścia doczesnego (str. 110-115). W szczegółach atrofię pożądanych zasad, wzmacnia przykładami w przemianach kulturowych. Sztuki wizualne, wygodne życie w dobie powojennej prosperity i dostęp do łatwo formatowanej pod własne potrzeby konsumpcji dóbr, sprawiły zanik relacji, infantylizację i degradację głęboko odczuwanej dotychczas transcendencji do roli wstydliwego i niepożądanego wstecznictwa. Samospełnienie i samorealizacja stały się promowanymi potrzebami. Taką zmianę ludzkiej perspektywy, autor podsumował dobitnie słowami (str. 129): "Na klasyczne pytanie o tożsamość: 'Kim jesteś?' tradycjonalista odpowiedziałby: 'Jestem synem swego ojca'. Dziś odpowiada się : 'Ja jestem ja, pochodzę od siebie, wyborem i działaniem kształtuję siebie.'" Ten cytat wydaje mi się osią zarysowanego problemu współczesnej egzystencji w zagubieniu (str. 210-214). Bell poświęcił sporo miejsca, na pokazanie głęboko ludzkiej potrzeby odwołania się do absolutu, lub co najmniej do obiektywnej zasady moralnej w stylu Kanta. Niestety zabrakło mi niuansów i podania szerszego spektrum możliwych źródeł moralności. Jednak sama diagnoza o potrzebie namysłu nad ulotnością własnego jestestwa jest trafna. Do osłabienia wagi pryncypiów protestancko-purytańskich, konstytuujących klasyczny kapitalizm liberalny, przyczyniły się zarówno ruchy kontrkultur jak i prądy ideowe w sztuce. Bell dowodzi, że XX-wieczne przemiany w malarstwie, literaturze i sztuce, to z jednej strony wynik osiągnięć nauki i techniki, z drugiej ludzka potrzeba specyficznej ekspresji w modernistycznym przebraniu. Wytwory kultury zaczęły schlebiać mniej wyszukanym odbiorcom-konsumentom, dając ofertę na każdą kieszeń i pod każdy gust. W efekcie sztuka się strywializowała, przyczyniając się do zaniku więzi społecznych i ogólnie do niekorzystnych zmian stylu życia; pogłębiła frustracje w coraz większym natłoku informacji dostępnej masom (str. 130-160). Sztuka utraciła swój tajemniczy charakter, granica między profanum i sacrum uległa deformacji. Człowiek stał się konsumentem kultury. W drugiej części Bell przeprowadził kilka istotnych i chyba najtrudniejszych, z punktu widzenia realnej polityki gospodarczej, dyskusji nad znaczeniem państwa, jako źródle redystrybucji dóbr budżetowych. Krótko zreferował ustawodawczą, opiniotwórczą i zabezpieczającą podstawowe potrzeby obywateli, rolę państwa. Do głównych bolączek współczesnej gospodarki rynkowej, zaliczył zmianę celu gromadzenia dóbr. Kiedyś dominowała motywacja oparta na POTRZEBACH, współcześnie napędza do kumulacji PRAGNIENIE (str. 271) . Ta jakościowa zmiana, to według autora, wynik hedonizmu, atomizacji potrzeb, braku moralnych fundamentów, przewartościowanie społecznych i kulturalnych pryncypiów. We fragmencie związanym z ekonomia polityczną, autor przedyskutował fundamentalny problem wzajemnych relacji i znaczenia 'wolności' i 'równości' (str. 312-314). Te subtelne i rozpalające polityków pojęcia, stanowią centralny tandem demokracji obywatelskiej. Bell nie daje jednoznacznych rad, jak należy rozumieć i realizować równość podatkową. Za najważniejszy element układanki uznał równość szans, jako zdrowy czynnik startu w liberalną gospodarkę. Dokonał subtelnej i krytycznej analizy bezrefleksyjnego pojmowania egalitaryzmu, prowadzącego czasem do absurdu. Jednoznacznie, jako socjalista ekonomiczny, optuje za jak najszerszym dostępem do opieki zdrowotnej, nawet kosztem innych celów budżetowych. Posiłkując się głębokimi wizjami Huntingtona, Bell przedstawił bardzo trafne prognozy społeczno-gospodarczo-polityczne na ostatnie ćwierć wieku XX (str. 251-257) . Dobrze zdiagnozował upadek hegemonii geopolitycznej USA, problemy ZSRR i odśrodkowe siły w Jugosławii. Zreferował konsekwencje rosnącej roli korporacji globalnych, wzrost znaczenia informacji i nieuchronnych zmian społecznych z tym związanych. Celnie opisał wagę kryzysu energetycznego i walkę o zasoby naturalne. Niebywały poziom trafności prognoz sugeruje, że ogólna wizja Bella, co do kierunku potrzebnych zmian, zostaje dodatkowo wzmocniona. Końcowy postulat będący ogólnym wnioskiem z pracy, wart jest namysłu (str. 329): "Odrzucić możemy pozbawioną moralnego uzasadnienia pogoń za burżuazyjnymi zachciankami i dawać priorytet dobru publicznemu. Potrzebujemy jednak politycznego liberalizmu, który chroniłby jednostkę przed przymusem i zapewniał jej we właściwych granicach rekompensatę wysiłków i zasług." Książkę "Kulturowe sprzeczności kapitalizmu" należy przeczytać. Nie tylko studentom socjologii i ekonomii może dać syntetyczną podstawę do lepszego odczytywania procesów społecznych i gospodarczych. Pewne treści są tu oczywiście niedostępne. Właściwie nie istniało, cztery dekady temu, społeczeństwo informacyjne. Społeczności internetowe, które nas oplatają trywializmem i post-prawdą, wprawiłyby zapewne Bella w nie najlepszy nastrój, a jego diagnozy formułowane dziś, byłyby niestety jeszcze mniej optymistyczne. Tym bardziej warto poczytać z namysłem o kondycji człowieka i w efekcie spróbować poprawić higienę własnego życia społecznego. Niewątpliwie nie jest to monografia do lektury 'w biegu'. Pewne sformułowania odesłały mnie do słownika, niektóre zwroty przesadnie ukwiecone filozoficzno-socjologicznym żargonem mogą męczyć. Czasem galopada wyszukanych powiązań dotknęła absurdu (na przykład słownictwo i analogie społeczne wzięte z teorii względności - str. 152) . Jednak te nieliczne drażniące mnie detale, nie powodują obniżenia, mojej ogólnej wysokiej, oceny wartości pracy Bella. Polecam gorąco.
Carmel - awatar Carmel
ocenił na88 lat temu
Nasza mroczna strona. Z dziejów perwersji Elisabeth Roudinesco
Nasza mroczna strona. Z dziejów perwersji
Elisabeth Roudinesco
Jak wygląda hagiograficzny model życia świętego płci męskiej i czym różni się od wersji zarezerwowanej dla świętej? Dlaczego biczowanie kojarzone do czasów Henryka III z pokutą i polecaniem cierpienia i cierpiącego ciała Bogu stało się występkiem perwersyjnym kojarzonym z homoseksualizmem? Czy wiedzieliście, że Joanna d’Arc przebierała się w strój męski nie, żeby walczyć o ojczyznę, a jedynie po to, by uchronić dziewictwo przed Anglikami, którzy chcieli ją zgwałcić i taka interpretacja jej poczynań pozwoliła podczas jej procesu rehabilitacyjnego wykazać, że nie popełniła zbrodni transwestytyzmu? Od mitologicznej dynastii Labdakidów i Katarzyny ze Sieny (która za najwyborniejszy posiłek spożyty w imię Chrystusa uznała ropę z piersi chorej na raka),przez Sinobrodego i markiza de Sade (ponure dzieciątka swoich czasów) po Auschwitz (zbrodnia popełniana w imię zracjonalizowanej normy) i czasy współczesne. Czym jest perwersja i gdzie się zaczyna? Kim jest osoba perwersyjna? Jak pojęcie perwersyjności ewoluowało w kulturze Zachodu od czasów antycznych po dzień dzisiejszy? Wszystko to i całe mnóstwo jeszcze znajdziecie w tej niewielkiej rozmiarowo książeczce będącej zbiorem kilku esejów od lektury których nie mogłem się oderwać. Niezwykle wciągająca i bardzo intensywna kulturoznawcza przebieżka! Warto, warto, warto!
rumun_żuraf - awatar rumun_żuraf
ocenił na86 lat temu
Bohater o tysiącu twarzy Joseph Campbell
Bohater o tysiącu twarzy
Joseph Campbell
„Sen jest spersonalizowanym mitem, mit zdepersonalizowanym snem”. „Bohater o tysiącu twarzy” to niezwykła literacka przygoda, awanturnicza wręcz, która prowadzi do samego serca mitów świata, tam, gdzie one się rodzą i dojrzewają. Autor jest szczodry, obdarowuje nas nie tylko całkiem sporą dawką rzetelnej wiedzy, ale do tego pozwala wniknąć w mechanizmy ludzkiego myślenia, w podstawy naszego pragnienia wiary w cuda, spostrzec i rozważyć uniwersalność pewnych schematów, przewijających się zarówno w dawnych wierzeniach, jak i w nowożytnych religiach. Porównując je, dostrzegając szereg podobieństw i zbieżności, Joseph Campbell opracowuje model, archetyp mitycznego bohatera, podróżnika, niespokojnego poszukiwacza, łącząc najważniejsze elementy rozmaitych religii, co mogłoby, choć nie mam w to wielkiej wiary, wygasić antagonizmy między nimi. Praca jest naukowa, z pogranicza religioznawstwa, historii, antropologii kultury, psychologii, a nawet literaturoznawstwa i filmu. To bardzo szerokie opracowanie, perfekcyjnie zredagowane, podzielone na czytelne rozdziały, okraszone fotografiami i mnóstwem przypisów, cytatów, odniesień. Zajmuje całą naszą uwagę, wymaga pełnego zaangażowania i skupienia, dając w zamian wiele satysfakcji i olśnień. Wciąga i zachęca do spaceru ścieżką znanych już lektur, ale też do uzupełnienia wiedzy o te, których przy okazji tego tematu po prostu nie można pominąć. Wchodzimy więc do świata fantazji, które wszakże nie biorą się znikąd, a z naszej podświadomości, to „Królestwo człowieka pod podłogą względnie przytulnego pomieszczenia, które zwiemy naszą świadomością, kryje niewyobrażalne jaskinie Aladyna. W jaskiniach tych znajdują się klejnoty, ale zamieszkują je też niebezpieczne dżinny – niewygodne albo wyparte tam siły psychiczne, którym nie śmielibyśmy pozwolić ingerować w nasze życie”. Przyczajone, czekają więc na dogodny moment, by móc się wtrącić, wpłynąć na nasze decyzje, chyłkiem, jednak całkiem skutecznie. Książka oferuje nam zgrabne i jak najbardziej uprawnione połączenie mitologii i klasycznej psychoanalizy, zaś wyciągane z tego mariażu wnioski niejeden raz zaskakują. Operujemy symbolami powszechnie znanymi, które są pewnymi archetypami, rozumieć je musimy za to bardzo indywidualnie, przepuszczając przez osobistą historię. Poznajemy najważniejsze cechy wspólne mitologii i religii i poddajemy je skrupulatnej analizie/psychoanalizie. Podstawą jest przemiana, a u jej zarania zawsze stoi podróż, porzucenie znanej już rzeczywistości, w drodze zaś mierzenie się z trudnościami, walka z nadnaturalnymi istotami, przekraczanie swoich możliwości, znajdowanie niespodziewanych zasobów mocy i zdolności – czyli proces inicjacji, by móc powrócić tak zmienionym do dawnego świata, silniejsi, rozumniejsi, świadomi celów, wytyczanych dla dobra wszystkich współmieszkańców, świadomi, że jesteśmy w stanie je osiągnąć. Monomit ma bohatera, którego zwycięski powrót staje się wielką szansą dla lokalnej, a nawet szerszej społeczności, jak na przykład w przypadku Mojżesza czy Buddy. W pierwszej części opracowania zajmujemy się rozmaitymi wariantami przemiany bohatera, drugi natomiast nosi znamienny tytuł” „Cykl kosmogoniczny”, i bierze pod lupę zagadnienia ogólniejsze, dotyczące porządku świata, jego formowania się i powolnego zmierzania ku zagładzie, by w końcu rozpadł się całkiem, co może stanowić szansę na odrodzenie. Teoria teorią, jednak wyprawa w mityczne krainy, które dotąd nie budziły w nas głębszych, ontologicznych i egzystencjalnych skojarzeń, odnajdywanie w nich zupełnie nowych ścieżek interpretacji, które, chcąc nie chcąc, odnosimy także do siebie, jest niesamowitą przygodą, wzbogacającą i zadziwiającą. Pomaga nam lepiej zrozumieć osobiste motywacje, wywlec na światło dnia tłumione lęki, zracjonalizować je, oswoić. Śledzimy jak powstają wierzenia, jak ważną spełniają rolę, zarazem robimy też sobie coś w rodzaju autopsychoanalizy, odrzucając precz kolejne zasłony. Wspinamy się na świetlistą górę, albo po pniu drzewa życia, wyciągającego konary ku niebu – to środek Wszechświata, przez który przepływa życiodajna energia, jego symbole bywają rozmaite, za to jej odczytanie zawsze jedno. Mit musi być brutalny, ścierają się w nim siły dobra i zła, ich pierwotne esencje. Autor przytacza opowieści dobrze nam znane, z mitologii greckiej i, wtórnej wobec niej, rzymskiej, ale także motywy biblijne i te dla nas nowe, obce – afrykańskie, arabskie, z Indii i Chin. Nie waha się wspomagać fragmentami literatury czy nawiązywać do sztuki filmowej albo filozofii. Wszystko po to, by jak najpełniej zobrazować w złożoności, różnorodności pejzażu, obyczaju, kultury, wspólne jądro, myśl przewodnią, która wszystkie owe opowieści ze świata łączy. Niewątpliwie mamy do czynienia z pracą naukową, jednak napisaną z pasją, z wyobraźnią, z narracyjną wprawą i dużą umiejętnością objaśniania w przystępny sposób niełatwych treści. Zagłębiamy się więc w krainę baśni, królów, mędrców, gadających żab i minotaurów skrytych w krętych labiryntach, jednak widzimy w nich coś dużo, dużo więcej – odniesienie zarówno do świata jako całości w czasie i przestrzeni, i do tego naszego maleńkiego świata, skrytego w podświadomości, z której czasami się wychyla. To schronienie niepozorne i niepoznane, o którym łatwo zapominamy, ono zaś przypomina o sobie w snach, kiedy przestajemy być czujnymi strażnikami własnych myśli, i okazuje się wówczas, że ma do powiedzenia całkiem sporo. Dlaczego człowiekowi nawet teraz, w dobie technologicznego rozwoju i racjonalnego myślenia, wciąż potrzebne są mity, wiara… To autor także stara się wyjaśnić, kładąc nacisk na fakt, że dzisiaj potrzebujemy ich nawet bardziej niż kiedykolwiek, by mieć się czego uchwycić, by poczuć jedność z innymi, my, ludzie samotni w tej naszej chłodnej racjonalności, pozbawieni głębszych duchowych przeżyć, stęsknieni za wspólnotą idei, za więzią, nadzieją… Campbell pisał to z górką pół wieku temu, co powiedziałby dzisiaj, w XXI wieku, czasie depresji i spektrum autyzmu, wirtualnej rzeczywistości, narastającej wrogości i coraz większego wyobcowania? Za egzemplarz książki dziękuję: https://sztukater.pl/
jazzwoman - awatar jazzwoman
ocenił na930 dni temu
O istocie snów Carl Gustav Jung
O istocie snów
Carl Gustav Jung
Czy da się powiedzieć coś pewnego, o czymś tak niepewnym i dziwnym jak sny? Jung przekonuje, że tak. Ale analiza marzeń sennych wcale nie jest prosta, a już na pewno nie ma nic wspólnego z powszechnie znanymi sennikami, które mówią, że jeśli przyśnił ci się koń, to znaczy, że stracisz ząb, albo jak śni ci się, że gubisz portmonetkę, to na pewno będzie odwrotnie, czy inne interpretacje w tym stylu. Do prawidłowej analizy trzeba mieć dużą wiedzę oraz umiejętność wyzwolenia się spod powszechnie przyjętych schematów, skojarzeń, czy znaczenia symboli. Bo podobny sen, ale u innych osób, może oznaczać coś zupełnie przeciwnego. Carl Gustav Jung to szwajcarski lekarz psychiatra i psycholog, żyjący na przełomie wieków XIX i XX, który wsławił się oryginalnymi poglądami oraz wprowadzeniem pojęć takich jak kompleks, introwersja, czy archetyp (źródło: Wiki). To jest w ogóle ciekawa postać, kiedyś więc pewnie uda mi się przeczytać jego biografię, szczególnie, że w O istocie snów bardzo mnie do siebie przekonuje. Wybrane eseje o snach O istocie snów jest to niewielka książeczka, w której wydawnictwo zebrało trzy teksty Junga omawiające tę tematykę. Są to eseje, w których autor bacznie i kompleksowo, choć dość ogólnie przygląda się snom. Nie ma tu długich rozważań filozoficzno-psychologicznych, a język jest raczej znośny. Bywają dłużyzny oraz akapity pełne specjalistycznego żargonu, nie jest to też książka lekka, ale generalnie korzyści przewyższają trudności jej czytania. Jung pisze przede wszystkim o tym, że nie każdy sen jest tak samo ważny. Omawia rodzaje snów, a najbardziej skupia się na tych, które nazywa kompensacyjnymi, czyli takimi w których dochodzi do porównania i zestawienia świadomości z nieświadomością. Celem takich snów jest dojście do kompromisu z samym sobą lub sprostowanie jakichś postaw. Brzmi logicznie i jak oczywista oczywistość, ale przykłady, które przytacza wraz z ich interpretacjami pokazują, że dojście do ich właściwego znaczenia jest bardzo trudne. Tych kilkanaście przykładów różnych snów pokazuje, że nie da się przyłożyć jednej miarki do każdego, nawet jeśli są podobne. Nie znamy definicji oraz znaczenia poszczególnych elementów, bo nie wiemy, co one oznaczają dla śniącego. Za każdym razem trzeba na nowo szukać ich właściwego znaczenia, wnikając w aktualny stan psychiczny osoby opowiadającej sen oraz jej subiektywne skojarzenia z motywami, które w tym śnie wystąpiły i dopiero wtedy można pokusić się o ich interpretację. Symbole mogą oznaczać wszystko Symbole występujące w tych nocnych wymysłach zawsze należy traktować ostrożnie, a na pewno nie wolno ich równoważyć z archetypami ze świata świadomości. W skrócie najważniejsze jest nastawienie śniącego człowieka do rzeczy i postaci występujących w snach, niż samej treści (historii czy wydarzeń) snów. Choć to, jak Jung tłumaczy przykładowe sny, jest fascynujące i wydaje się łatwe, to jednak wcale takie nie jest. Próba interpretacji własnych marzeń sennych kusi, ale raczej nie podejmę się tego zadania. Szkoda, bo czasami przydałoby się zrozumieć, co nam podpowiada nasz umysł tymi nieoczywistymi obrazami. Szczególnie tymi zwariowanymi, szalonymi czy ostro pokręconymi, z których człowiek budzi się zmęczony, ożywiony bądź w innych stanach umysłu i ciała… Fajnie byłoby rozumieć to świadomie, ale widać to wcale nie jest potrzebne do tego, żeby sny i tak miały na nas jakiś wpływ.
PrzeCzytana - awatar PrzeCzytana
oceniła na85 lat temu
Gdzie się podziali wszyscy intelektualiści? Frank Furedi
Gdzie się podziali wszyscy intelektualiści?
Frank Furedi
Książka trochę zwodzi swoim tytułem, bo jej autor wcale nie udaje się w podróż na poszukiwanie intelektualistów (gdyby autorem był Rosjanin rozglądał by się za inteligencją, niekoniecznie pracująca),robi rozpoznanie dolegliwości okiem socjologa i stawia diagnozę. W Europie, czy szerzej w świecie zachodnim robi się pod wieloma względami obciachowo. Niedługo będzie wstyd jakiś wypad poza kontynent robić, bo będą palcami pokazywać: zobacz Iwan, europejskie gamonie do Moskwy przyjechały. Nie jest to jakoś wybitnie odkrywcze, ale ukazanie przyczyn choroby, czy obszarów gdzie jest to szczególnie obecne pozwala z zaciekawieniem czytać książkę. Książkę czytałem około 10 lat temu i pomnę raczej ogólne wrażenie, a było ono trochę zbieżne z diagnozą jaką postawił Ortega y Gasset. Tylko, że On pisał swój "Bunt mas" kilkadziesiąt lat temu i pisał, że owszem inteligencja jest, ale jest to już inteligencja trochę innego pokroju niż dawniej. Tamta zdobywała wiedzę, poznawała świat, bo miała ochotę, kaprys, bo czuła potrzebę poszerzenia horyzontów, ale ustępowała już miejsce inteligencji o mentalności praktycznego chłopa, który idzie do szkół bo chce przede wszystkim mieć kasę. Duuużo kasy! Brało się to trochę z amerykańskiego pragmatyzmu, gdzie wszystko miało jakiś sens jeżeli można było ten sens zmaterializować ilością zer na koncie. U Furediego akcent jest trochę w innym miejscu postawiony. Na przykład intelektualistów rozleniwiają uniwersytety, czy wszechobecny od pewnego momentu relatywizm. Po co szukać jakiejś prawdy, jeżeli prawdy nie ma (Foucault),są jedynie opinie. Czyli jest to może mało sensowne co wymyśliłem ( nie ja, ale jakiś intelektualista doby obecnej),ale jest to moja opinia i w świetle tego co powiedział Foucault, jest ona równoprawna z innymi opiniami. Jeden z rozdziałów nosi tytuł kultura schlebiania, czyli nie ważne co zrobisz, powiesz, zawsze zasłużysz na pogłaskanie po głowie, zresztą docelowy kształt szkolnictwa w świecie zachodnim określiła kiedyś amerykańska rewolucjonistka kulturowa, która powiedziała: nikt nie może czuć się niekomfortowo, że jest inny, czy też gorszy i musimy doprowadzić do sytuacji, kiedy uczeń szkoły specjalnej będzie mógł pomachać przed swoimi rówieśnikami dyplomem z ukończonym licencjatem.
werblista - awatar werblista
oceniła na72 lata temu

Cytaty z książki Historia ciała, t. 1: Od renesansu do oświecenia

Więcej
praca zbiorowa Historia ciała, t. 1: Od renesansu do oświecenia Zobacz więcej
Więcej