Everybody Loves Our Town: A History of Grunge

- Kategoria:
- muzyka
- Format:
- papier
- Data wydania:
- 2011-09-08
- Data 1. wyd. pol.:
- 2019-11-22
- Data 1. wydania:
- 2011-09-08
- Liczba stron:
- 592
- Czas czytania
- 9 godz. 52 min.
- Język:
- angielski
- ISBN:
- 978-0571249862
Twenty years after the release of Nirvana’s landmark Nevermind album, Everybody Loves Our Town: A History of Grunge offers the definitive overview of a musical time and place.
Grunge, also known as the ‘Seattle sound’, is the sludgy fusion of punk rock and heavy metal that emerged from the Pacific Northwest in the early part of the 1980s. But it was the unexpected, seemingly overnight success of Nirvana’s single ‘Smells Like Teen Spirit,’ in the fall of 1991, that made grunge a household word and launched an American music movement on a par with punk and hip-hop.
Twenty years later, Mark Yarm captures that era in the words of those at the forefront of the movement and its lesser-known champions. Everybody Loves Our Town will tell the whole story: the founding of originators like Soundgarden and the Melvins, the early successes of Seattle’s Sub Pop record label, the rise of powerhouses Nirvana and Pearl Jam, the insane media hype surrounding the grunge explosion, the suicide of Kurt Cobain, and finally, the genre’s mid-to-late-nineties decline.
Drawn from extensive interviews and featuring many rare and unseen photographs, Everybody Loves Our Town is at once a moving, lurid, funny and hugely insightful portrait of this extraordinary musical era.
Kup Everybody Loves Our Town: A History of Grunge w ulubionej księgarni
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Oceny książki Everybody Loves Our Town: A History of Grunge
Poznaj innych czytelników
182 użytkowników ma tytuł Everybody Loves Our Town: A History of Grunge na półkach głównych- Chcę przeczytać 100
- Przeczytane 80
- Teraz czytam 2
- Posiadam 23
- Muzyka 10
- Ulubione 5
- 2023 2
- Przeczytać koniecznie 2
- Posiadam 📚 1
- Grunge i okolice 🎸 1































OPINIE i DYSKUSJE o książce Everybody Loves Our Town: A History of Grunge
Młodość. Sex Drugs and Rock'n'Roll... yyy Grunge. Dużo ciekawostek. Naprawdę warto przeczytać!
Młodość. Sex Drugs and Rock'n'Roll... yyy Grunge. Dużo ciekawostek. Naprawdę warto przeczytać!
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toSą lepsze i gorsze momenty tego zbioru opowieści różnych osób związanych ze „sceną Seattle”. Swoimi wspomnieniami i refleksjami dzielili się zarówno muzycy, od Buzz'a Osborne’a, Marka Arm’a czy Jack’a Endino po Chrisa Cornell’a i Eddiego Vedder’a jak i menedżerowie, promotorzy, znajomi artystów czy twórcy wytwórni Sub-pop .
Zdecydowanie zbyt dużo jest nużących fragmentów przybliżających kolejne libacje i ćpanie. Są też jednak momenty wzruszające czy bezlitośnie i brutalnie szczerze opowiadające o powolnym wyniszczaniu się niektórych z muzyków. Bywały też momenty, kiedy wybuchałem śmiechem.
Sporo tu różnych emocji, to na pewno.
Są lepsze i gorsze momenty tego zbioru opowieści różnych osób związanych ze „sceną Seattle”. Swoimi wspomnieniami i refleksjami dzielili się zarówno muzycy, od Buzz'a Osborne’a, Marka Arm’a czy Jack’a Endino po Chrisa Cornell’a i Eddiego Vedder’a jak i menedżerowie, promotorzy, znajomi artystów czy twórcy wytwórni Sub-pop .
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toZdecydowanie zbyt dużo jest nużących fragmentów...
Genialna. Narracja prowadzona przez osoby, które obracały się w śmietance Seattle czasów grunge'u, przez co można się poczuć, jakby siedziało się przy ognisku z kumplami i słuchało historii ich życia. Mnóstwo anegdot, często jedna była opisywana z różnych punktów widzenia, dzięki czemu zyskuje szeroki obraz. Po tej książce przekonałam się do PJ i Soundgarden, a Nirvanę przestałam lubić. Miałam lekki niedosyt jako fanka Alice in Chains, ale kilku nowych rzeczy się dowiedziałam. Absolutna biblia fanów grunge'u.
Genialna. Narracja prowadzona przez osoby, które obracały się w śmietance Seattle czasów grunge'u, przez co można się poczuć, jakby siedziało się przy ognisku z kumplami i słuchało historii ich życia. Mnóstwo anegdot, często jedna była opisywana z różnych punktów widzenia, dzięki czemu zyskuje szeroki obraz. Po tej książce przekonałam się do PJ i Soundgarden, a Nirvanę...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toWczoraj po śniadaniu skończyłam czytać książkę napisaną przez Mark'a Yarm'a ,,, Wszyscy kochają nasze miasto. Historia Grunge'u z pierwszej ręki " To książka ,którą można potraktować na dwa sposoby. Pierwszy jako mała encyklopedię i trochę większy leksykon podgatunku muzyki rockowej końca lat osiemdziesiątych początku lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku nazwany głównie przez dziennikarzy i krytyków muzycznych Grunge'm ( ang. Syf) zawierająca bodajże ponad 250 rozmów- wspomnień osób związanych ze środowiskiem Grunge'u. A po drugie jest to również opowieść o pokoleniu generacji X ( a przynajmniej tej części której symbolem stało się miasto Seattle jako i muzyka, która tworzyła, powstała w tym mieście, muzyka, którą równocześnie nazywano mianem Seattle Sound ( brzmienie Seattle) , bo i taka nazwa funkcjonowała. Jest to również opowieść o tworzeniu się przemysłu muzycznego w okół tego zjawiska kulturalno- społecznym, o konkurowaniu bez najmniejszej rywalizacji, a wręcz przeciwnie z szacunkiem i wsparciem do siebie i próba zachowania tego wszystkiego nawet gdy weszły naprawdę duże pieniądze. To jest opowieść także o pięknej, lojalnej do końca do śmierci przyjaciela/ przyjaciół( Chris Corner, który był akurat,, czysty "chcący opiekować się Andy Woodem, który był w potwornym,, ciągu"]. To jest też opowieść o narkotykach , śmierci. Ogromnie mnie zdziwiło że w tamtym czasie Seattle był pełen heroiny i LSD. No co do heroiny no to nie powinnam tak się dziwić, ale już LSD no to już tak kategorycznie i jednoznacznie bardzo lata sześćdziesiąte no come on przecież ja czytam o latach dziewięćdziesiątych powtarzałam sobie podczas lektury tej książki. Mimo że w tej książce jest wiele smutku to zdarzają się i radości... jak to bywa w życiu . Fakt bardzo mocno przeżyłam czytanie tej książki. Ale absolutnie nie żałuję, że po nią sięgnęłam. Mało tego zachęcam do przeczytania tej książki, tych, którzy jeszcze tę lekturę mają nie zaliczona. A i na sam koniec już ta książka utwierdziła mnie w nie tylko moim przekonaniu, że muzyka przestała być muzyką dla danego pokolenia to jest potrafiąca jednoczyć w okół siebie młodych ludzi przekazać ważne idee i informacje ( Grunge był ostatnim nurtem rocka ,który potrafił to uczynić i przy tym to był ostatni ożywczy hałst dla muzyki rockowej. Po Grunge'u rock trochę podbnie jak jazz stał się rozrywką , muzyką tylko i wyłącznie dla koneserów.
Wczoraj po śniadaniu skończyłam czytać książkę napisaną przez Mark'a Yarm'a ,,, Wszyscy kochają nasze miasto. Historia Grunge'u z pierwszej ręki " To książka ,którą można potraktować na dwa sposoby. Pierwszy jako mała encyklopedię i trochę większy leksykon podgatunku muzyki rockowej końca lat osiemdziesiątych początku lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku nazwany...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKsiążka bardzo dokładna , opisuje muzyczną scenę w Seattle od końca lat 80. Bardzo podobała mi się forma - książka w całości składa się z wypowiedzi osób związanych z grunge'm. Można zapoznać się się pewnymi kwestiami z różnych punktów widzenia. Niektóre anegdoty są niewiarygodne , totalnie można poczuć klimat zatłoczonych brudnych klubów, specyfikę Seattle. Środowisko muzyczne tamtego okresu było zżyte ze sobą , wszyscy muzycy się znali, przyjaźnili. Czytałam ta książkę na raty , z przerwami zajęło mi to kilka miesięcy, jest bardzo nasycona informacjami, wielu zespołów wcześniej zupełnie nie znalazłam. Pozycja do polecenia fanom gatunku.
Książka bardzo dokładna , opisuje muzyczną scenę w Seattle od końca lat 80. Bardzo podobała mi się forma - książka w całości składa się z wypowiedzi osób związanych z grunge'm. Można zapoznać się się pewnymi kwestiami z różnych punktów widzenia. Niektóre anegdoty są niewiarygodne , totalnie można poczuć klimat zatłoczonych brudnych klubów, specyfikę Seattle. Środowisko...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toFajna koncepcja na książkę - wypowiedzi osób związanych z tym środowiskiem. Ale polecam czytać w oryginale, tłumaczenie 1:1 nie zawsze trafne plus słaba korekta i błędy ortograficzne („checa” 😵💫)
Fajna koncepcja na książkę - wypowiedzi osób związanych z tym środowiskiem. Ale polecam czytać w oryginale, tłumaczenie 1:1 nie zawsze trafne plus słaba korekta i błędy ortograficzne („checa” 😵💫)
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toZdecydowanie polecam przeczytać każdemu fanowi muzyki grunge!
Zdecydowanie polecam przeczytać każdemu fanowi muzyki grunge!
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTo niewiarygodne, że książka, która w tak wyjątkowy sposób prezentuje niezwykle istotny wycinek historii muzyki w Polsce przeszła prawie niezauważona. A przecież dla miłośnika grunge’u, fana lat 90-tych to pozycja, którą przeczyta z wypiekami na twarzy. Nie ma tu bowiem żadnych zbędnych ozdobników, a o wydarzeniach sprzed lat opowiadają sami zainteresowani – muzycy, producenci, menadżerowie, którzy w tamtych czasach tworzyli w Seattle muzyczną scenę tego miasta. Pomimo nietypowej formy snucia opowieści kolejne rozdziały czyta się z zaintrygowaniem i wręcz czeka na te przełomowe momenty, o których wiemy, że stały się udziałem lwiej części wspominanych tu kapel. W każdej historii znajdziemy sporo nieznanych smaczków, a przedstawienie tych samych faktów z różnych punktów widzenia jedynie przydaje publikacji wiarygodności. Ach, i jeszcze zaskoczenie - o Nirvanie zaczyna być głośno chyba dopiero w okolicy 120 strony. A po drodze trafimy choćby na anegdotę o tym dlaczego Chris Cornell podczas wczesnych koncertów Soundgarden z taką łatwością i tak ochoczo rozdzierał na sobie koszulki, czy o tym jak członkowie Alice in Chains spędzali czas w trasie promującej płytę „Dirt”. Będzie też o początkach Sub Pop, powstaniu Mad Season czy trudnej relacji miłosnej Andy’ego Wooda z Xaną La Fuente.
Jeśli nie czytaliście książki to nie zdradzę jakie wydarzenie opisane jest w niej jako ostatnie. Powiem tylko, że dla mnie jest to symboliczny koniec grandżu, jakim go znaliśmy i rozumiem dlaczego autor – Mark Yarm właśnie w tym miejscu postawił kropkę.
W publikacji znajdziemy oszczędną wkładkę ze zdjęciami, ale takich wkładek mogłoby być przynajmniej kilka. A najlepiej, takich nawiązujących do kolejnych rozdziałów, których tytuły także często niezbyt wiele zdradzają. Na pewno też przydałoby się, gdyby nazwiska występujących w lekturze postaci, w indeksie, który znajduje się na końcu były ułożone alfabetycznie. Z większą łatwością można by było sprawdzić ich proweniencję.
Co do samego tłumaczenia natomiast – nie da się ukryć, że Joanna Bogusławska wykonała mrówczą pracę przekopując się przez około 700 stron (amerykańskie wydanie liczy ich nieco więcej) naszpikowanej faktami treści, przypisów i źródeł. Mam wrażenie, że udało się jej zamknąć w słowach klimat opisywanych przez Yarma historii, czuć też, że to nie przypadek, a tematyka jest tłumaczce bliska. Tym bardziej dziwi mnie fakt, że książka nie doczekała się w Polsce odpowiedniej promocji. Oczywiście, wiadomo, że trafi ona i tak jedynie do ludzi zainteresowanych muzyką na tyle mocno, aby zagłębiać się w pokręcone losy grupy muzyków z Seattle, których twórczość zawładnęła światem w latach 90-tych, ale takich ludzi jest, jak się okazuje, naprawdę sporo. Ostatnio na każdym niemalże kroku przekonuję się o tym, że w sercach wielu ludzi miłość do grandżu nie jest jedynie tlącym się słabym światłem ognikiem, ale naprawdę imponujących rozmiarów ogniskiem. Dlatego wszyscy ci, którzy z nostalgią wspominają to, co działo się w muzyce, kulturze oraz świadomości odbiorców ponad dwie dekady temu i ci, którzy, od czasu do czasu, potrzebują takiej podróży w czasie powinni sięgnąć po „Wszyscy kochają nasze miasto”. Najlepiej dawkować sobie lekturę, żeby zbyt szybko się nie skończyła, ale należycie podsycała ciekawość.
A tak swoją drogą, uważam, że Mark Yarm nadał swojej książce wręcz doskonały tytuł. To slogan zaczerpnięty z utworu Mudhoney, który niezwykle adekwatnie podsumowuje pewną epokę. Tak, tych dwadzieścia lat temu faktycznie cały świat kochał Seattle, a niektórzy kochają to miasto do dziś. Cieszę się zatem, że tłumaczka zdecydowała się zachować oryginalną wersję tytułu bez jego udziwniania. To kwintesencja tego, co grunge ze sobą przyniósł oraz tego, jakie emocje pozostawił w tak wielu ludziach na całym świecie.
Recenzja (w nieco zmodyfikowanej wersji) ukazała się na moim blogu https://www.facebook.com/TheSuperunknownBlog
Tam również znajduje się rozmowa z autorką polskiego przekładu książki Marka Yarma.
To niewiarygodne, że książka, która w tak wyjątkowy sposób prezentuje niezwykle istotny wycinek historii muzyki w Polsce przeszła prawie niezauważona. A przecież dla miłośnika grunge’u, fana lat 90-tych to pozycja, którą przeczyta z wypiekami na twarzy. Nie ma tu bowiem żadnych zbędnych ozdobników, a o wydarzeniach sprzed lat opowiadają sami zainteresowani – muzycy,...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNie będę ukrywał, iż czekałem na taką książkę. kiedyś, czyli w I połowie lat 90-tych grunge był moim ulubionym gatunkiem muzycznym. Dziś słucham już nieco innej muzyki, ale sentyment pozostał (choć np. Pearl Jam to cały czas jeden z moich ulubionych zespołów).
Trzeba przyznać, iż Mark Yarm dokonał wręcz tytanicznej pracy. Dzięki temu, że udało mu się dotrzeć do takiej ilości osób (w opisie książki pada liczba 250) związanych z tzw. Sceną z Seattle mamy okazję dowiedzieć się jak ta scena powstawała, rozwijała się i … ostatecznie przeszła do historii. Lektura „Wszyscy kochają nasze miasto” pozwala ponadto na poznanie wielu nieznanych historii związanych z ww. gatunkiem muzycznym. A o wydarzeniach powszechnie znanych (np. samobójstwo Kurta Cobaina) też możemy dowiedzieć się czegoś nowego.
Książka ucieszy przede wszystkim takich czytelników jak ja. Lub generalnie tych, którzy lubią czytać o muzyce. Inni chyba po nią nie sięgną. Choć może się mylę
Na koniec dodam, iż przez wspomniany wyżej sentyment pozwalam sobie nieco zawyżyć ocenę.
Nie będę ukrywał, iż czekałem na taką książkę. kiedyś, czyli w I połowie lat 90-tych grunge był moim ulubionym gatunkiem muzycznym. Dziś słucham już nieco innej muzyki, ale sentyment pozostał (choć np. Pearl Jam to cały czas jeden z moich ulubionych zespołów).
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTrzeba przyznać, iż Mark Yarm dokonał wręcz tytanicznej pracy. Dzięki temu, że udało mu się dotrzeć do takiej...
Swój bunt gimnazjalno-licealny wspominam z grungem właśnie w tle. Pseudo pamiętniki, teledyski, teksty piosenek, unpluggdowe koncerty wielkiej czwórki z Seattle zapewne znałam na pamięć. Więc jaka mogła być moja reakcja, gdy dowiedziałam się o istnieniu też książki? Matko, jakie to było szczęście – móc tam powrócić, a przede wszystkim powiększyć swoją wiedzę.
Markowi Yarmowi należą się poklaski i ukłony wszystkich ludzi wychowanych na kulturze lat 90. To, jak niesamowity nakład pracy, czasu, energii został włożony w tę książkę. Ta swoista grungowa biblia podzielona jest na 49 rozdziałów z epilogiem. Każdy rozdział trzyma się określonego tematu narzuconego w tytule. Treść zbudowana jest głównie z wypowiedzi przeróżnych ludzi – daje to poczucie siedzenia razem na ogromnej kanapie z butelką piwa, ledwo widząc się nawzajem w dymie papierosowym, wspominając to, co było. Cała ta książka jest jednym wielkim dialogiem obejmującym temat od jego prapoczątków, aż do samego końca. Kim są bohaterowie? A kogo tam nie ma?! Są muzycy, ci wielcy i ci mniejsi, producenci, reżyserzy teledysków, dziennikarze, ludzie pracujący w SubPop, menadżerzy, techniczni, ex-dziewczyny, fotografowie – w sumie każdy, kto mógł się dany temat wypowiedzieć.
Swoja odczucia związane z książką podzieliłabym na trzy etapy.
1) Toć, to moja dzielnia! Czasy licealne, uniwersyteckie, alkohol, imprezy, pobrzdąkiwanie i inne takie. Prawie że zwykłe dzieciaki – z różnicą taką, że z wielkim zamiłowaniem i talentem do muzyki. Początek książki skupia się na tym, jak to się zaczęło, pierwsze nieprofesjonalne trasy, kompletny brak pieniędzy, morze piwa, wypadki samochodowe i wiele innych przygód. Tę część wspominam z uśmiechem na twarzy, bo czytając, śmiałam się w głos. Najbardziej zapamiętałam historię, gdzie zespół wybrał wokalistę, dlatego, że spodobało im się, jak wypadł z okna z pierwszego piętra i poszedł dalej - oczywiście pijany.
2) Dążymy do sławy. Oczywiście, nie każdy. Nawet jeśli tylko niektórzy, to pociągnęli za sobą całą lokalną scenę. Są to strony pełne ekscytacji, ale też wyczuwalnego napięcia. W szarym Seattle pojawiają się kontrakty, większe wytwórnie, płyty, teledyski, tantiemy, rywalizacja. Z chłopców grających dla zabawy w miejskim parku, zamieniają się w profesjonalistów z napiętym grafikiem, pilnującym ich menadżerem i żerującymi producentami. A cały świat ogląda MTV, nosi flanelowe koszule i zna pojęcie "grunge".
3) „Gdzie jest ta ciężarówka, która nas właśnie przejechała?”. Seattle stało się epicentrum muzycznym. Na ulicy potykali się o siebie agenci, szukający talentów, dziennikarze z całego świata. Niestety, nie dla wszystkich taka zmiana i wystrzał na największe sceny miały dobre konsekwencje... A w sumie, jak szybko przyszło, równie szybko opuściło miasto. Ostatni rozdział czyta się z łzami w oczach, gdzie jeden człowiek stał się metaforą całego tego zamieszania.
Można by pisać i pisać... Podsumowując, przyjemnie jest czytać o społeczności muzyków grunge’u, których można postrzegać jako specyficzną rodzinę, która razem wpadła w nieoczekiwany wir wydarzeń. Książka udowadnia, jak każdy znał każdego, jak bliskie były to relacje. Tak, jak to było w rzeczywistości, razem ze stronami dążymy powoli do końca tej historii, i robi się po prostu coraz bardziej ponuro, ciężej. Jako nastolatka, dużo słuchałam, ale nie wnikałam w historię życia zespołów, stąd też książka miała dla dużą wartość informacyjno-dopełniającą. A ile pojawiło się nowych płyt do przesłuchania!
Swój bunt gimnazjalno-licealny wspominam z grungem właśnie w tle. Pseudo pamiętniki, teledyski, teksty piosenek, unpluggdowe koncerty wielkiej czwórki z Seattle zapewne znałam na pamięć. Więc jaka mogła być moja reakcja, gdy dowiedziałam się o istnieniu też książki? Matko, jakie to było szczęście – móc tam powrócić, a przede wszystkim powiększyć swoją wiedzę.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toMarkowi...