rozwińzwiń

Apelacja

Okładka książki Apelacja autora Jerzy Andrzejewski, 8370620035
Okładka książki Apelacja
Jerzy Andrzejewski Wydawnictwo: Chimera literatura piękna
110 str. 1 godz. 50 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Data wydania:
1991-01-01
Data 1. wyd. pol.:
1991-01-01
Liczba stron:
110
Czas czytania
1 godz. 50 min.
Język:
polski
ISBN:
83-7062-003-5
Średnia ocen

5,2 5,2 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Apelacja w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Apelacja

Średnia ocen
5,2 / 10
13 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Apelacja

avatar
155
138

Na półkach:

Autor i jego tekst uwikłani w Polskę socjalistyczną. Pierwsze wydanie w Paryskiej Kulturze w 1968 roku . Potem wydanie z roku 1983 z dodanymi zapiskami szpitalnymi Andrzejewskiego. Dzieło w toku, śledzimy proces powstawania książki w szpitalu. Moim zdaniem tekst "Apelacji" zawdzięcza chyba coś lekturze "Procesu" Franza Kafki. Z tym , że rzeczywistość Polski socjalistycznej była taka , jaką przedstawia nam bohater opowiadania Marian Konieczny. Jego płacz ma końcu tego tekstu jest charakterystyczny dla osób, które doświadczyły paranoi tego ustroju. Konieczny jest zdrowy i bezsilny, bo to nie jest paranoja, ale rzeczywistość z agentami Służby Bezpieczeństwa i Milicji Obywatelskiej. To była prawda, nie obsesja Koniecznego. List z Komitetu Centralnego potwierdza , że partia przyznaje się do tworzenia tej chorej rzeczywistości. Lektura tego opowiadania dla młodego pokolenia może być niezrozumiała, bo to nie jest literatura ponadczasowa, to jest literatura uwikłana w tamtą komunistyczną rzeczywistość. Z perspektywy czasu bez kontekstu Polski Ludowej ten tekst jest nieczytelny. To jego wada. Moim zdaniem nie jest to wielka literatura, ale dla filologów piszących o literaturze tamtego okresu ocena twórczości Andrzejewskiego w kontekście ówczesnej kultury może być interesująca.

Autor i jego tekst uwikłani w Polskę socjalistyczną. Pierwsze wydanie w Paryskiej Kulturze w 1968 roku . Potem wydanie z roku 1983 z dodanymi zapiskami szpitalnymi Andrzejewskiego. Dzieło w toku, śledzimy proces powstawania książki w szpitalu. Moim zdaniem tekst "Apelacji" zawdzięcza chyba coś lekturze "Procesu" Franza Kafki. Z tym , że rzeczywistość Polski...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
3781
1145

Na półkach: , ,

[...]
-Co pytam, z takimi jak ja uciśnionymi niewinnie ? Co pytam lud i naród mają robić, jeśli sprawiedliwych na górze brak ? Tylko szatani tam władzę zagarnęli i powiadają do narodu : "My z was aniołów zrobimy". Ale tak czynią i lud gniotą, żeby ciasto diabelskie wyszło. Gdzie pomoc i ratunek ? Darmo wołać. Nikt nie słyszy.

𝗭 𝗖𝗬𝗞𝗟𝗨 "𝗢𝗖𝗔𝗟𝗜Ć 𝗢𝗗 𝗭𝗔𝗣𝗢𝗠𝗡𝗜𝗘𝗡𝗜𝗔" !
Ta powieść nie mogła ukazać się w kraju, tak ze względu na poruszany w niej problem jak i w ogóle na zakaz publikowania nowych utworów Jerzego Andrzejewskiego. Zastosowano to jako karę za jego wystąpienia w obronie kultury polskiej. Ukazała się w 1968 i wydał ją Instytut Literacki Miesięcznika Kultura w Paryżu.
Wszystko dzieję się zakładzie dla nerwowo chorych, u schyłku lat 60. w epoce rozkwitu PRL-u. Bohater, Marian Konieczny, zgłasza się do szpitala psychiatrycznego. Co doprowadziło go do takiego postępowania ? Dzieję się tak na skutek splotu pewnych zdarzeń, co w efekcie doprowadziło do postępującej u niego manii prześladowczej oraz urojeń. Wydaje mu się, że prześladują go agenci kontrwywiadu. W czasie trwania wojny należał do konspiracji, trafił w ręce gestapo lecz udało się go uwolnić. Później walczył w partyzantce, należącej do Armi Krajowej, ale zaraz po wojnie ochotniczo zaciągnął się do Milicji Obywatelskiej. Tam zwalczał niepodległościowe podziemie, wierząc że są to tak zwane "faszystowskie bandy".
Nieszczęśliwie zakochał się w dziewczynie, której bracia związani byli z podziemiem. Ani ta dziewczyna, która nazywała się Jadwiga Kocik, ani Marian Konieczny nic nie wiedzieli o tych powiązaniach jej braci. Jednak Marian został tak wmanewrowany przez oficera bezpieki, który go przesłuchiwał, że dla dobra socjalizmu musi przyznać się do winy i dodatkowo obciążyć swoimi zeznaniami Jadwigę, swoją dziewczynę. Zrobił to i w ten sposób naraził ją na prześladowania, a on sam odsiedział 2 i pół oku więzienia. Po opuszczeniu więzienia podejmował się kilku pragnąc gorliwie służyć Polsce Ludowej. W czasie tak zwanej "odwilży październikowej" dowiedział się, że jest znienawidzony jako nieludzki dzierżymorda. Został też podejrzany o nieuczciwe przywłaszczenie sobie mienia społecznego. Sprawa została umorzona, ale to wszystko odcisnęło na nim swoje piętno. W stanie ostrego rozstroju nerwowego został skierowany na leczenie. Przebywając w szpitalu dla nerwowo chorych wciąż prześladowała go obsesja, że zewsząd otoczony jest agentami kontrwywiadu, którzy co krok zastawiają na niego pułapki, aby go ostatecznie zniszczyć. Nikomu nie ufał, oprócz lekarza, który się nim tam troskliwie zajął, a mianowicie docent Plebański. Tam zaczął pisać prośbę, którą nazwał "Apelacja", skierowaną do obywatela pierwszego sekretarza PZPR w Warszawie, wierząc że ten otoczy go opieką i uchroni od prześladowców.
Jerzy Andrzejewski w powieści tej przedstawia studium przypadku jednostki zaszczutej przez państwo, która w wyniku bezustannej inwigilacji oraz warunków ustrojowych popada powoli w obłęd.
Wysłuchałam Słuchowisko Radia Wolna Europa, w opracowaniu Andrzeja Ber.
Emisja miała miejsce w 1970r

𝗢𝗕𝗦𝗔𝗗𝗔 :
Karol Marek jako Marian Konieczny
Ewa Kuleszanka;
Zofia Ustarbowska;
Bolesław Bartecki;
Jerzy Bożyk;
Adolf Borzyński;
Andrzej Chomiński;
Karol Dorwski;
Ludwik Jan Czyżewski ;
Barbara Nawratowicz;
Renata Rozpędowska;
Halina Markowska;
Danuta Krajewska;
Jan Władysław Kuchejda;
Janusz Marchwiński
𝗖𝗭𝗬𝗧𝗔𝗝𝗖𝗜𝗘 ! 𝗦Ł𝗨𝗖𝗛𝗔𝗝𝗖𝗜𝗘 ! 𝗪𝗔𝗥𝗧𝗢 !

[...]
-Co pytam, z takimi jak ja uciśnionymi niewinnie ? Co pytam lud i naród mają robić, jeśli sprawiedliwych na górze brak ? Tylko szatani tam władzę zagarnęli i powiadają do narodu : "My z was aniołów zrobimy". Ale tak czynią i lud gniotą, żeby ciasto diabelskie wyszło. Gdzie pomoc i ratunek ? Darmo wołać. Nikt nie słyszy.

𝗭 𝗖𝗬𝗞𝗟𝗨 "𝗢𝗖𝗔𝗟𝗜Ć 𝗢𝗗 𝗭𝗔𝗣𝗢𝗠𝗡𝗜𝗘𝗡𝗜𝗔" !
Ta powieść...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
228
47

Na półkach: , ,

Historia człowieka, którego paranoję kształtuje sytuacja polityczna kraju. Aby udowodnić dziejącą mu się niesprawiedliwie krzywdę postanawia napisać list - tytułową apelację - adresowaną do Pierwszego Sekretarza KC. Drugą część książki stanowią zapiski szpitalne autora.

Historia człowieka, którego paranoję kształtuje sytuacja polityczna kraju. Aby udowodnić dziejącą mu się niesprawiedliwie krzywdę postanawia napisać list - tytułową apelację - adresowaną do Pierwszego Sekretarza KC. Drugą część książki stanowią zapiski szpitalne autora.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

103 użytkowników ma tytuł Apelacja na półkach głównych
  • 58
  • 45
18 użytkowników ma tytuł Apelacja na półkach dodatkowych
  • 10
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Apelacja

Inne książki autora

Jerzy Andrzejewski
Jerzy Andrzejewski
Prozaik i publicysta. Przed wojną studiował filologię polską na Uniwersytecie Warszawskim. Zadebiutował w 1932 r. opowiadaniem "Kłamstwa". W czasie wojny działał w podziemiu kulturalnym. Po 1945 związany ze Szczecinem i Krakowem. Na początku lat 50. wraca do Warszawy i współpracuje z "Przeglądem Kulturalnym", "Twórczością" i "Literaturą". Poprzez swoją twórczość wyraża postawę moralistyczną.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Niecierpliwi Zofia Nałkowska
Niecierpliwi
Zofia Nałkowska
Nałkowska dla większości czytelników jest autorką "Granicy", wybitnej powieści, a nieczytanej głównie z powodu umieszczenia jej na liście lektur szkolnych. W 1939 roku ukazała się jej kolejna powieść psychologiczna, "Niecierpliwi". Niewielu czytelników podjęło się recenzowania tej, wybitnej moim zdaniem, książki. Nie dziwię się zupełnie, bo utwór nie należy do "lekkich, łatwych i przyjemnych". I nie polecam "Niecierpliwych" tym, którzy czytając chcą się zrelaksować i lubią książki z happy endem. Mając ostatnio dużo czasu postanowiłam przeczytać całą Nałkowską, większość utworów po raz kolejny, w tym tu oceniany. Przeczytałam raz, i jeszcze raz, od nowa. Z dwóch powodów. Po pierwsze: nie mogłam się z nią rozstać, po drugie: wiedziałam że głębia utworu jest tak wielka, że muszę zanurkować raz jeszcze (przepraszam za pretensjonalną cokolwiek metaforę). Głównymi bohaterami są Jakub Mrowa i jego żona Teodora, którzy podawani są czytelnikowi na tacy wraz z wielopokoleniową, mocno "rozgałęzioną" rodziną. Nie bez powodu. Nałkowska stawia tezę i stara się udowodnić, że to, jacy jesteśmy determinuje w dużym stopniu nasze otoczenie i środowisko, w którym dorastamy i żyjemy. Tytuł powieści zaś wyjaśnia w pewnym stopniu w jednym zdaniu (str.12) "Widocznie bardzo pragnęli żyć, chociaż niektórzy - ci niecierpliwi - sami przecież tego życia się wyrzekli." Tak, w książce co kilkanaście stron ktoś umiera. I śmierć zadaje sobie sam, albo zostaje pozbawiony życia, albo przychodzi na niego czas we własnym łóżku. Śmiercią głównych bohaterów kończy się powieść, co autorka zapowiada już na początku. Motywem jest nie tylko zazdrość, ale brak porozumienia i nieumiejętnośc okazywania sobie uczuć. A już to powinno niejednego czytelnika czegoś nauczyć. Gorąco polecam!
Elżbieta2019 - awatar Elżbieta2019
ocenił na97 lat temu
Głosy w ciemności Julian Stryjkowski
Głosy w ciemności
Julian Stryjkowski
W epoce postsekularnej refleksji nad tożsamością, pamięcią zbiorową oraz kondycją podmiotu w przestrzeni aksjologicznie rozchwianej, powieść Głosy w ciemności Juliana Stryjkowskiego jawi się jako tekst o niebagatelnym znaczeniu epistemologicznym i antropologicznym. Ów monumentalny utwór – choć z pozoru skromny w zakresie narracyjnej scenografii – konstytuuje się jako jeden z najważniejszych głosów polskiej literatury XX wieku, sytuując się równolegle obok twórczości Izaaka Bashevisa Singera, Brunona Schulza czy nawet Thomasa Manna w jego żydowskich rejestrach symbolicznych. Stryjkowski – pisarz głęboko osadzony w idiomie europejskiego modernizmu – kreśli obraz społeczności chasydzkiej Galicji z pietyzmem godnym archiwisty duchowości. W mikrokosmosie prowincjonalnego sztetlu dostrzega jednak nie tylko pejzaż kulturowy jednej z najbardziej marginalizowanych grup etnicznych Europy Środkowo-Wschodniej, ale uniwersalne laboratorium duszy ludzkiej, rozpiętej między sacrum a profanum, między tradycją a subwersywnym pragnieniem emancypacji. Narracja powieści – prowadzona z perspektywy dojrzewającego Aronka – nabiera nie tylko wymiaru bildungsroman, lecz także przenikliwego traktatu o epistemologicznym rozdarciu pomiędzy dogmatem a intelektualną autonomią. Bohater, funkcjonując w cieniu patriarszej surowości swego ojca, reb Tojwego, przechodzi ewolucję egzystencjalną, która zaskakuje swoją filozoficzną głębią – ostatecznie wybrzmiewając jako dramat inicjacyjny o charakterze ontologicznym. Stryjkowski nie poprzestaje na wierności realiom historycznym – jego język, pełen subtelnych semantycznych aluzji, nasycony jest intertekstualnością i niemal liturgiczną powagą. To literatura totalna, w której każde zdanie, każdy dialog staje się aktem hermeneutycznym – wymagającym od czytelnika nie tylko kompetencji interpretacyjnych, ale i gotowości do kontemplacji. Narracja rozwija się nie tyle w czasie linearnym, ile w przestrzeni duchowego fermentu – tworząc wrażenie misterium, którego sens rozgrywa się na poziomie ontologicznym. W Głosach w ciemności zaskakuje także formalna dyscyplina. Stryjkowski stosuje polszczyznę o aksamitnej fakturze, ale też nie stroni od arameizmów, hebraizmów czy rytualnych zwrotów języka jidysz, co czyni tekst nie tylko świadectwem literackim, ale także dokumentem językowej heterogeniczności i kulturowego synkretyzmu. Styl, precyzyjny niczym sztych rytownika, wytwarza narracyjny rytm bliski modlitewnemu kadyszowi – smutny, elegijny, a przy tym pełen niezgody na wymazanie. Trudno nie dostrzec również, że Stryjkowski w swojej powieści wpisuje się w trajektorię myślenia post-Holocaustowego – mimo iż książka powstała przed traumą Zagłady. Jego świat – pełen bogactwa symboli, rytuałów i napięć duchowych – już w momencie pisania był światem umarłym, a sam akt pisania staje się tutaj formą nekrologu, liturgicznego wspomnienia i próby ocalenia sensu w świecie zatomizowanej pamięci. Z punktu widzenia filologa – a ściślej: badacza literatury porównawczej z silnym zakorzenieniem w hermeneutyce i tradycji filozoficznej dialogu (Buber, Levinas) – Głosy w ciemności to nie tylko powieść. To świadectwo, tekst aksjologiczny i egzystencjalny, który wymaga czytania nie przez pryzmat linearnej fabuły, lecz przez matrycę tekstu otwartego – wpisującego się w palimpsest kultury europejskiej. Stryjkowski zdołał uchwycić ów „ostatni oddech” świata, który miał już zniknąć – świata wspólnoty, w którym każde słowo, każdy gest był zanurzony w sacrum, ale też głęboko uwarunkowany społecznie i rytualnie. Jego bohaterowie – nieco teatralni, aforystyczni w swoich wypowiedziach, jakby już nieżywi – przypominają duchy przeszłości, mówiące do nas zza granicy utraconego czasu. Powieść ta – jeśli spojrzeć na nią z perspektywy szerokiej panoramy literatury polskiej XX wieku – powinna być czytana jako jedna z najważniejszych prób nadania formy temu, co zostało zniszczone. Stryjkowski nie moralizuje, nie oskarża, nie sentymentalizuje – jego pisanie jest aktem pamięci, ale także świadomą kreacją estetyczną, która wznosi się ponad dokument, ponad esej, ponad publicystykę. Nie bez przyczyny Głosy w ciemności porównywane są do dzieł Tołstoja, Faulknera czy Joyce’a – choć stylistycznie i tematycznie Stryjkowski idzie swoją własną drogą. U Stryjkowskiego nie ma przypadkowych zdań – każde z nich funkcjonuje jak kantyczka, jak fraza zaginionego języka, który być może właśnie dzięki tej prozie nie zostanie zupełnie zapomniany. W epoce nadprodukcji tekstów literackich, w której dominują narracje zredukowane do banału, uproszczenia i natychmiastowej komunikatywności, Głosy w ciemności pozostają dziełem wymagającym, ale przez to tym bardziej wartościowym. To książka, którą się nie tylko czyta, ale do której się powraca – by medytować, by porządkować własne myślenie o historii, tożsamości, duchowości. Dla filologa, który traktuje literaturę jako formę poznania i jako medium pamięci zbiorowej – Głosy w ciemności są tekstem obowiązkowym. I nie waham się użyć słowa: arcydzieło. W sensie zarówno estetycznym, jak i etycznym. Moja recenzja z portalu "nakanapie"
Aleksy - awatar Aleksy
ocenił na109 miesięcy temu
Dwie głowy ptaka Władysław Terlecki
Dwie głowy ptaka
Władysław Terlecki
Problem z tą książką mam duży przez lewice uwielbiana, przez prawicę znacznie mniej, a że bliżej mi do obozu niepodległościowego rozterki są niemałe. Niby wszystko oczywiste - zdradę należy potępić, a jednak wątpliwości są. Trochę tak, jak przy "Obłedzie 44" Zychowicza, z jednej strony pozytywna ocena jego wniosków, a z drugiej niesmak - bo przecież pisał to kilkadziesiąt lat po Powstaniu Warszawskim zza ciepłego biurka z pełnym brzuchem. Chyba jednak realizm powinien być wyżej ceniony niż "walka bez względu na skutki", dlatego bliżej mi do historiozoficznego podejścia Zychowicza i Ziemkiewicza ciągle powtarzających, że walkę trzeba podejmować tylko wtedy, gdy będzie szansa na zwycięstwo. Wbrew pozorom Dmowski i Kuroń mają ze sobą coś wspólnego, pierwszy mówił o potrzebie budowania świadomego społeczeństwa, nawet pod potężnymi zaborcami - lepsze to niż strzelanie "bursztynem do świń" i utrata esencji narodu, drugi mówił "Nie palcie komitetów, zakładajcie własne" - no właśnie. Waszkowski - główny bohater książki - ostatni naczelnik Warszawy w czasie powstania styczniowego, główny prowodyr obrabowania Banku Państwa, to postać przechodząca długą drogę. Zaczyna od rycerzyka z szabelką, który idzie na czołgi, kończy na realizmie (zdradzie?) kiedy, to uważa, że lepiej jest robić to co w jego mocy dla państwa i stać się ptakiem posiadającym dwie głowy, ratującym zapalonych bojowników. Kontrowersyjna, prowokująca, niedająca się zaszufladkować. Wybitna, pomimo wielu wątpliwości jakie mam przy ocenie.
lucjusz - awatar lucjusz
ocenił na1012 lat temu
Ozimina Wacław Berent
Ozimina
Wacław Berent
Zboża jare i ozime – jako siedmiolatka miałam poważny problem, by zapamiętać które są które. To że jedne sieje się jesienią, drugie na wiosnę – to było logiczne. Ale wymienianie poszczególnych gatunków i przyporządkowywanie ich do odpowiedniej kategorii – to było dla mnie ciężkie. Ale takich rzeczy uczyłam się wtedy na przyrodzie. Tytuł „Ozimina” przywołał te niezbyt miłe wspomnienia. Niczym echo powróciły formułki – nasiona zbóż ozimych, by wydały dobry plon, muszą ulec przechłodzeniu…Biedne, zmarznięte ziarenka… Zaskoczył mnie Wacław Berent swoją powieścią. Pisarz w doskonały sposób potrafił oddać nastrój rozgorączkowania, rozedrgania, któremu z różnych powodów ulegają goście na balu u baronostwa Niemenów. Z urywków rozmów, aluzji, niedomówień, czytelnik powoli poznaje ten specyficzny system naczyń połączonych. Można spokojnie przyglądać się wzburzonej krwi, która rozpala głowy. Miłość i polityka – te dwa tematy zaprzątają głowy biesiadników, a tu do tego jeszcze wojna wybucha – wojna rosyjsko-japońska. Ścierają się ideologie, budzą się nadzieje, ale i strach. Noc pełna tańców, flirtów i gorących dyskusji część gości wyprowadza na ulice Warszawy. Idą w te zakątki miasta, do których normalnie by nie chcieli zaglądać. A na tych ulicach rozgorączkowani ludzie, bo wielkie rzeczy się dzieją… „Ozimina” cechuje się niezwykłym, onirycznym klimatem. Dialogi bohaterów przeplatają ich wewnętrzne monologi i wywody ideologiczno – filozoficzne. Jest duszno, parno, a ranek nie chłodzi rozpalonych głów. Nawet na ulicy przy lutowym przymrozku wszystko kipi. Skąd ta ozimina…? Że niby niewola miała tak zmrozić serce całego narodu, by z wiosną rewolucja mogła wybuchnąć wielkim płomieniem?
onika - awatar onika
oceniła na64 lata temu
Przed nieznanym trybunałem Jan Józef Szczepański
Przed nieznanym trybunałem
Jan Józef Szczepański
Interesujące eseje z 1975 r., zawierające etyczne credo Jana Józefa Szczepańskiego (rocznik nie byle jaki– 1919),jednego z lepszych polskich pisarzy, ostatniego prezesa Związku Literatów Polskich, zlikwidowanego przez Spawacza w stanie wojennym. Najciekawszy wydaje się tekst „W służbie wielkiego armatora” – czyli Ojczyzny (dziś już nie da się nie dodać: i Synczyzny z Córczyzną). Opisując zbiorowy portret swego pokolenia, Autor wspomina niby rzecz oczywistą, ale jakże gorzką w kontekście tego wszystkiego, co już czekało za progiem dorosłości i trwało aż do wieku mocno dojrzałego. „Dwadzieścia lat bez garbu owej wyjątkowości narodowego losu – bez piętna przekleństwa i świętości, w przekonaniu że już za nami cała ta atmosfera pokuty i misji, anielstwa i diabelstwa, infantylizmu i wzniosłości, które z historii naszej uczyniły rodzaj misterium – patetycznego i (jakeśmy to chyba odczuwali) nieco histerycznego zarazem”. „Byliśmy pierwszym normalnym, zdrowym psychicznie pokoleniem Polaków od paru stuleci. Więc i sztandary nasze musiały być inne. Inne gesty. Inny styl gry na dziejowej scenie”. „Stąd zapewne Conrad. Ledwo zauważany dotychczas - jeden z klasyków w bibliotece. (…) I nagle odkrycie: aktualniejszy niż wszyscy. Jak gdyby czekał na ten czas, żeby wyznaczyć nam kurs na mapie”. Chodzi oczywiście o etykę wierności - sobie i zasadom - która wyznawało i generalnie jednak zachowało pokolenie Szczepańskiego. Autor nigdy się w Peerelii nie zeszmacił, wręcz przeciwnie – pamiętam go jako autorytet i nie byle jaka osobowość. I pamiętam też jego niewielkie, wstrząsające opowiadanie „Buty” – o wymordowaniu ”na zimno” przez AK oddziałku azerskich kolaborantów, którzy nie chcieli już walczyć po stronie Niemców, a tylko przeżyć, i przyłączyli się do partyzantki. Było ono jednym z pierwszych (1956),a raczej nielicznych, tekstów o tym, co naprawdę się działo podczas wojny, a nie kolejną malowanką dla grzecznych przedszkolaków na rocznicową akademię wypichconą. Mam zaś problem z tekstem z tego zbioru o o. Maksymilianie Kolbe. Jego czyn był heroiczny, jak żadne inne samobójstwo, bo także i w tych kategoriach można rozpatrywać to, co uczynił w tamtym antyświecie – samobójstwa, aby Inny przeżył. Istotę obozu Autor ujmuje w kilku mistrzowskich zdaniach: „Obozy koncentracyjne służyły nie tylko represji i eksterminacji +elementów niepożądanych+. Ich zadaniem było między innymi wskazanie fikcyjności etyki ludzkiego braterstwa – zasady podważającej najoczywiściej roszczenia rasowego elitaryzmu. Podludzie powinni byli ginąć wdeptywani w błoto jak robaki – masowo, lecz samotnie, anonimowo, bez godności należnej ofiarniczemu cierpieniu, w upodleniu i hańbie, o ile możności przykładając się sami do własnej zagłady”. „Stąd szczególna pogarda, z jaką odnosili się do wszelkich głosicieli humanitaryzmu. Intelektualiści, księża, przedstawiciele doktryn politycznych, opartych na założeniach uniwersalizmu, poddawani byli w obozach specjalnemu reżimowi poniżeń. Bo to była próba prawdy. +I gdzie wasza ludzkość? Gdzie się podziała, kiedy skaczecie sobie do gardeł o skórkę chleba, kiedy na rozkaz kapo okładacie się kijami?+ W pewnym sensie obozy koncentracyjne były fragmentem ostatecznej światopoglądowej debaty”. „Kosztem dobrowolnej ofiary z życia, złożonej przez jednego człowieka, ocalony został drugi człowiek. Obcy. Niepowiązany ze swym wybawcą innymi więzami, jak tylko więzy ludzkiego braterstwa. Abstrakcyjne hasło ludzkości odzyskiwało widomą treść. Życie okupione śmiercią znów nabierało ceny”. Ale była i druga strona zakonnika (przed wojną nawet pierwsza): nienawiść do Innych. Owszem, Szczepański tego nie ukrywa: „Klerykalne fobie, antysemityzm, system podejrzeń, wiodący do upatrywania szatańskiego spisku w manifestacjach każdego odmiennego stanowiska”. I tylko pytanie, czy dlatego nie pisał o tym moralnym brudzie mocniej czyli prawdziwie, bo byłaby to tzw. „woda na młyn komuny” (świetnie taki mechanizm pamiętam)? Autorowi być może udziela się coś z tej postawy, za to we mnie niestety ma wielkiej wyrozumiałości wobec tamtej postawy Świętego (a czytałem teksty „Małego Dziennika”, ohydnego, prostackiego, szczującego brukowca),czyli kogoś, kto „krzyż miał na piersi a nienawiść w sercu” - nawet po jego wielkim czynie z Auschwitz. Z kolei tekst o bandzie Mansona niczym nie zachwycił, zwłaszcza że Autor podjął chyba zbyt łatwą próbę zrozumienia i wytłumaczenia tego zjawiska, bo chyba nie fenomenu. I tylko dziwne, że tak głęboki umysł podsumował swe wywody w tak płytki sposób: „Pierwszym jednak warunkiem umożliwiającym Chrystusowi-diabłu połów dusz był klimat intelektualny i moralny młodzieżowej rewolucji lat 60. Klimat protestu przeciw wynaturzeniom cywilizacji, identyfikowanym z każdą postacią oficjalnego autorytetu”. Wszystko jest napisane wspaniałym językiem, który najlepiej byłoby określić mianem przedwojennego, w najlepszym tego słowa rozumieniu. J.J. Szczepańskiego znałem jako wybitnego moralistę. Z tym większym, niekoniecznie miłym, zaskoczeniem było dla mnie posłowie Naczelnego Moralizatora RP (różnica obu pojęć oczywista) Jego Najwyższej Przemądrzałości Krzysztofa Zanuddziego. ”Konrad nie chce zejść ze sceny” – tematem sztuki Jerzego Zawieyskiego sprzed lat nie był wprawdzie Wielki Reżyser (ostatni dobry film nakręcił kilka dobrych dekad temu),ale mógłby być. A nawet powinien…
Łukasz Starzewski - awatar Łukasz Starzewski
ocenił na61 rok temu
Żywe kamienie Wacław Berent
Żywe kamienie
Wacław Berent
Zamiast sięgnąć po wydanie Biblioteki Narodowej, poszedłem na żywioł. A ten żywioł mnie porwał, przemielił i pozostawił w stanie długotrwałego oszołomienia. Powieść Berenta okazała się bowiem złożonym, wielopoziomowym arcydziełem, do którego odbioru przeciętny człowiek współczesny, ze swoimi prymitywnymi narzędziami i zaściankowym wykształceniem, po prostu nie jest przygotowany. A mimo to lektura była fascynująca. Berent wykreował autorską wersję schyłkowego średniowiecza, w którym ścierają się różne wizje świata, w którym z tak sprzecznych prądów jak chrześcijaństwo, dziedzictwo antyku, mistycyzm czy etos rycerski wykuwa się nowa europejska kultura, z człowiekiem nieodmiennie rozdartym pomiędzy niedającymi się pogodzić tęsknotami. I ta wariacja na temat średniowiecza jest wielkim atutem powieści, daleka od spłyconego, jednowymiarowego wizerunku, jaki zazwyczaj rysuje się w literaturze. Berent okazał się apologetą żarliwym i diablo sprawnym, choć nie wszystkim przypadnie do gustu fakt, iż zamiast na fabułę, nacisk położył na warstwę problemową „Żywych kamieni”. Ta zaś, jak już skromnie nadmieniłem, w dużej części raczyła mi zapewne umknąć. Nie sposób jednak nie odnotować przedstawienia w powieści szeroko pojętej sztuki jako pierwiastka wznoszącego życie na wyższy poziom, ba – jako alternatywnego narzędzia zbawienia, odpowiedzi na właściwy człowiekowi niepokój i jako środka do ukojenia poczucia pustki oraz niespełnienia. Koncepcja to oczywiście nienowa, podobnie jak konstatacja, że cenę za tę boską właściwość sztuki płaci artysta, ale na kolana powala forma, w jakiej Berent myśl tę wyraził. I tu na pierwszy plan wysuwa się przepyszna stylizacja językowa, archaizacja kreująca klimat średniowiecznego grodu tak dobitnie, że można wraz z waganty bruk jego wycierać, za mieszkiem gonić. Nieodłącznym elementem tego pięknego języka jest patos, którego zresztą na co dzień jestem zapiekłym wrogiem, ale u Berenta jest on całkowicie na miejscu w tym udrapowanym w dużych partiach na epos tekście. Człowiek uczy się całe życie, toteż snuję już śmiały projekt kolejnego podejścia do „Żywych kamieni”. Następnym razem nie będę już taki głupi, żeby udawać, że nie jestem głupi, i solidnie się do lektury przygotuję. Czytanie wielkiej literatury bez znajomości kontekstu jest bowiem trochę jak uprawianie miłości bez udziału osób drugich.
utracjusz - awatar utracjusz
ocenił na97 lat temu

Cytaty z książki Apelacja

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Apelacja