Głupie pytania. Krótki kurs filozofii
Dla mnie, która niestrudzenie „drąży” istotę świata, a nawet daleko poza nim, zadając mnóstwo pytań, ten tytuł podziałał na mnie, jak płachta na byka. Miałam ogromną ochotę zripostować go złośliwie – nie ma głupich pytań, są tylko głupie odpowiedzi. I pierwsze, co zrobiłam, to szybciutko zajrzałam do wstępu, mając nadzieję, że autor i filozof, a więc człowiek myślący, wytłumaczy się z tego prowokującego, jak dla mnie, tytułu.
I co się okazało?
Dokładnie dlatego taki tytuł, ponieważ jest filozofem, który ma cudowny dar mnożenia, dzieląc. Podobnie było z „głupimi pytaniami”, jak asekuracyjnie ujął je w cudzysłowie, będące takimi dla tych, którzy je już przeanalizowali i znaleźli odpowiedzi, stając się fundamentem wiedzy podstawowej do rozmyślań i poszukiwań na wyższym poziomie. Już profesjonalnym. Jednak są i tacy, dla których one nie są głupie. Są ważne i istotne, bo jeszcze pozostające bez odpowiedzi. Autor należący do tych pierwszych zechciał podzielić się swoją wiedzą z tymi drugimi. A dokładniej napisał tak – „Głupie pytania” raczej nie padają już w filozofii, bo od dawna wiemy dokładnie, na jakie odpowiedzi one pozwalają i jak je przekształcić w pytania bardziej trafne (acz mało efektowne). Nie znaczy to jednak, że nie warto do „głupich pytań” powracać. Przecież wciąż wielu ludzi stawia je sobie tak, jak w dawnych wiekach. A w kolejnym rozdziale dodaje – Pytanie, jak papier, wszystko zniesie. Można bezkarnie pytać o wszystko, byle jeszcze w pytaniu utrzymała się jakaś resztka sensu. Tyle że współczesny człowiek ma mniej czasu na stawianie ich sobie, a tym bardziej na samodzielne, często żmudne, poszukiwanie rozwiązań. Dla niego jest właśnie ta książka.
Dopiero po tak uspakajającym mnie wstępie, określającym jej charakter, jako powrót do „przedprofesjonalnych” korzeni filozofii, zajrzałam z ogromną ciekawością do spisu treści, zastanawiając się nad „kanonem głupich pytań Hartmana” (a może i reszty filozofów?) oraz ludzi poszukujących na nie odpowiedzi. Było ich osiem. Każde poprzedzone fotografią obrazu nawiązującego tematycznie do zagadnienia. Na pierwszym miejscu „pytanie pytań”, które mnie nie zaskoczyło, bo odpowiedź na nie determinowała wybór akceptowanej odpowiedzi budującej bazę określonego światopoglądu i mającej wpływ na powstawanie kolejnych zapytań. I tutaj autor podzielił czytelników na trzy grupy – Kto po prostu wierzy głęboko, ten o istnienie Boga nie pyta. Kto wierzy, lecz chce swą wiarę oświecić wiedzą, ten tak naprawdę nie o istnienie Boga zapytuje (bo tego jest pewien),lecz jedynie o to, czy rozum zdolny jest istnienie Boga udowodnić. Kto zaś nie dowierza, tego żaden dowód intelektualny nie uspokoi. Należąc do grupy drugiej, byłam w komfortowej sytuacji, bo posiadając określony światopogląd, a więc i odpowiedzi na wiele pytań, w tym na prezentowany „kanon”, mogłam już nie szukać, nie pracować mozolnie nad tworzeniem podstaw lub ich uzupełnianiem czy modelowaniem od nowa, czując się, jak aktywny uczestnik trudnych warsztatów, ale przyglądać się jak obserwator, ogółowi wiedzy filozoficznej na zadane pytania. A tę autor przytaczał obficie, szczodrze dzieląc się nią, powołując się na najważniejsze nurty filozoficzne i ich przedstawicieli, szkoły i ich twórców oraz spadkobierców na przestrzeni wieków. Od starożytności po wiek obecny. Nie pozostawiając jej jednak bez własnego komentarza i przemyconego, osobistego oglądu zagadnienia, bo jak sam przyznał w Zakończeniu – W końcu przedstawiłem w niej nie tylko rozmaite istotne zagadnienia filozoficzne, tak jak się one z grubsza prezentują na tle tego wszystkiego, co się udało myślącej ludzkości wymyślić (a cudów tu nie ma i być nie może, bo jesteśmy tylko ludźmi),lecz również pewne filozoficzne stanowisko – własne stanowisko. Kolejność stawianych pytań nie była przypadkowa. Ich porządek narzuciła logika ich wynikania. Fundamentalne pytanie o Boga determinowało zapytania o wartości w życiu – miłość, dobro, prawdę, wolność oraz o narzędzia etyczne do ich przejawiania lub nie, które ja nazywam wolną wolą i sumieniem. Dopiero z tak uświadomionej wiedzy albo wspólnie ustalonej prawdy, można było przejść do dwóch ostatnich pytań, z których jedno stało się bardzo znane z zadania go premierowi Donaldowi Tuskowi – jak żyć?
Abstrahując od tematu – proponuję Premierowi zaopatrzyć się w ten tytuł i rozdawać go każdemu o to go pytającemu. W końcu jest premierem, a nie filozofem. Nie wiem, co na to autor, który przecież w opozycji do PO stoi, angażując się w Twój Ruch Janusza Palikota. Wygląda na to, że niechcący napisał poradnik wspierający konkurencję polityczną.
A wracając do tematu – dwoma ostatnimi rozdziałami autor mnie zaskoczył!
Byłam przygotowana na pozostawienie mnie w zawieszeniu, na dokonanie własnego wyboru na podstawie osobistych poglądów. Nic z tego! Te dwa ostatnie rozdziały były najsilniej przeniknięte poglądami autora, bo o ile we wcześniejszych budował wszechstronny obraz stanu wiedzy filozoficznej, z którego mogłam przebierać, wybierać, uznawać, odrzucać czy nie akceptować, o tyle tutaj delikatnie narzucał pogląd, jak człowiek powinien żyć i urządzać świat wokół siebie. I to jest zabieg świadomy, a nawet umyślny, bo jak napisał – Chociaż więc książkę tę napisałem jako zawodowy filozof, mający w pracy inne zmartwienia niż „nieśmiertelność duszy”, napisałem ją nie tylko dla myślącej publiczności, lecz również dla samego siebie.
I w tym zacytowanym zdaniu kryją się dwa kruczki, ostatecznie określające typ odbiorcy publikacji.
Pierwszym jest „zawodowy filozof”. To, co dla zawodowego filozofa może być przystępnie i przyjemne podane, dla przeciętnego człowieka już nie. Z jednej strony starał się, by była ona możliwie łatwa w odbiorze, ograniczając erudycję i język naukowy do minimum. A i to minimum, czyli pojęcia niepowszechne lub w ogóle niewystępujące w mowie potocznej, objaśniał chętnie i za każdym razem (nie trzeba było sięgać po słownik),by tekst był jak najbardziej przejrzysty, chcąc spełnić deklarację złożoną we wstępie – …obiecuję, że ta książka będzie nadawała się do czytania. A z drugiej strony machał do mnie drugi z kolei kruczek ukryty w cytowanym wcześniej zdaniu pod wyrażeniem – „dla ludzi myślących”. A precyzując – dla średniozaawansowanych . Te dwa ostatnie wyrazy dodałabym obowiązkowo do podtytułu widniejącego na okładce, czyli dla tych, którzy oprócz tego, że myślą, przeczytali w swoim życiu jeden podręcznik z historii filozofii, poznając jej podstawowe pojęcia jak byt, atrybut czy absolut i przynajmniej otarli się o „rozbieranie” zdań zgodnie z zasadami, jakimi rządzi się nauka logiki, by podołać takim, jak te w książce – Głuchy „niepomny” byt, irrealnie bytujący bez świadectwa żywego przedstawienia w subiektywnym horyzoncie doświadczenia pojedynczego ja, stanowi, mówiąc po heglowsku, „określona nieokreśloność”, czyli niewyczerpane źródło nawarstwiających się i różnicujących treści myślenia. Jednak autor nie zostawiał czytelnika samego z takimi zdaniami. Chętnie podpowiadał, upraszczając – Inaczej mówiąc, skończone już życie wciąż przejawia się we wspólnym Świecie, za pośrednictwem niekończących się interpretacji jego śladów. Czyli w ostatecznej interpretacji mojej, przekładając to na język powszechnie zrozumiały, myśl zawarta w pierwszym, enigmatycznym zdaniu brzmi – żyjemy tak długo, jak długo żyje pamięć o nas.
Poprzeczka postawiona wysoko, ale dla tych średniozaawansowanych, do pokonania, a satysfakcja intelektualna bezcenna i gwarantowana.
I w tym sensie autor obietnicy dotrzymał z naddatkiem!
To dlatego każdy rozdział czytałam z przerwą, dozując je sobie według klucza – jeden na jeden dzień. I nie wieczorem. Wybierałam specjalny czas po południu na specjalne rozważania. Traktowałam tę czynność jak gimnastykę umysłu albo jak „przerwę w życiu”, bo według autora życie przecież nie jest myśleniem. Myślenie jest raczej przerwą w życiu niż jego integralną częścią.
Nie było łatwo!
Niektóre zdania lub fragmenty tekstu czytałam wielokrotnie, wiedząc, że muszę je zrozumieć, by pójść dalej. Poznawałam stan wiedzy w pigułce, doszukując się lub rozpoznając w nim kręgosłup mojego światopoglądu i jego miejsce w całości filozofii.
Było fascynująco intelektualnie!
To nie romanse czy powieści erotyczne topią mój mózg w endorfinach, ale właśnie takie książki. Dla mnie najlepsze afrodyzjaki dla umysłu!
naostrzuksiazki.pl
OPINIE i DYSKUSJE o książce Kryminalna historia chrześcijaństwa. Tom I. Wczesne chrześcijaństwo: od początków w Starym Testamencie do śmierci świętego Augustyna
Długo zastanawiałem się czy napisać coś o tym autorze i jego książce.
Czasami jest tak, że albo pierwszy albo drugie budzi obrzydzenie, w tym wypadku nie wiem co jest bardziej podłe !!!
Autor zadeklarowany hitlerowiec.
Po maturze w 1942 r. zaciągnął się na ochotnika do wojska i walczył aż do kapitulacji III Rzeszy.
W 1971 r. stanął przed sądem oskarżony o znieważenie Kościoła, uniewinniony.
Znany z wielu paszkwili z zakresu krytyki religii i Kościoła.
Opisywana pozycja to jego główne g.... .
Pseudo intelektualna i pseudo filozoficzna, tendencyjna z selektywnie wybieranymi faktami służącymi podbudowaniu swoich antyklerykalnych tez !!!
W Niemczech wydano 10 tomów, w Polsce tylko 5, ostatni w 2003 r , czyżby nakłady się nie sprzedawały i wstrzymano finansowanie ???
" Potępiam chrześcijaństwo, podnoszę przeciw Kościołowi najstraszniejsze ze wszystkich oskarżeń, jakie kiedykolwiek wyszły z ust oskarżyciela. Jest on w najwyższym stopniu skorumpowany... z każdej wartości uczynił jej przeciwieństwo, z każdej prawdy kłamstwo, z każdej prawości nikczemność duszy... Nazywam chrześcijaństwo jednym wielkim przekleństwem, jednym wielkim wewnętrznym zepsuciem, jednym wielkim instynktem zemsty, dla którego żaden środek nie jest dostatecznie trujący, skryty, podstępny - nazywam je jedną nie dającą się zmyć plamą na honorze ludzkości "
To motto, z pism F. Nietzsche wybrane przez autora do pierwszego tomu, to dobrze, bo to też streszczenie jego książek !!!
Nie rozumiem, może Ty też nie rozumiesz, ile nienawiści można zgromadzić w kilku książkach, ile pracy i czasu to kosztowało.
Tylko te 10 tomów, 10 lat.
Jak wielkie musiały być nakłady finansowe na atrakcyjne wydanie tych książek, reklamę, organizowanie niezliczonych spotkań i odczytów na całym świecie, jak wysokie gaże otrzymywał za nie autor, kto to organizował ???
Ach, byłbym zapomniałem dodać, drugi rozdział w pierwszym tomie nosi tytuł :
" Zaczynają się dwa tysiące lat walki z Żydami ".
Książka dla ograniczonej liczby czytelników !!!
Gwiazdka dla szacunku dla drzew na papier !!!
JA NIE POLECAM !!!
Długo zastanawiałem się czy napisać coś o tym autorze i jego książce.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toCzasami jest tak, że albo pierwszy albo drugie budzi obrzydzenie, w tym wypadku nie wiem co jest bardziej podłe !!!
Autor zadeklarowany hitlerowiec.
Po maturze w 1942 r. zaciągnął się na ochotnika do wojska i walczył aż do kapitulacji III Rzeszy.
W 1971 r. stanął przed sądem oskarżony o znieważenie...
Zestaw szura - naziola.
Idealna książka dla sympatykòw austriackiego malarza.
Wyobrazcie sobie ze minelo prawie 100 lat od jego dojscia do wladzy, a ich antysemickie obsesje wobec Jezusa wciăż nie wygasły po tym jak zagazowali miliony katolikòw i wyrzneli ksiezy i zakonnice.
Tymczasem reżim UE nakłada na nas podatki, kradnie, bierze łapòwki i odbiera nam wolność.
Zestaw szura - naziola.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toIdealna książka dla sympatykòw austriackiego malarza.
Wyobrazcie sobie ze minelo prawie 100 lat od jego dojscia do wladzy, a ich antysemickie obsesje wobec Jezusa wciăż nie wygasły po tym jak zagazowali miliony katolikòw i wyrzneli ksiezy i zakonnice.
Tymczasem reżim UE nakłada na nas podatki, kradnie, bierze łapòwki i odbiera nam wolność.
Każde wielkie wyrażenia można interpretować na różne sposoby a punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Książka wywołuje wiele skrajnych emocji warto ją przeczytać bez względu na to kim się dziś czujemy.
Każde wielkie wyrażenia można interpretować na różne sposoby a punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Książka wywołuje wiele skrajnych emocji warto ją przeczytać bez względu na to kim się dziś czujemy.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toMerytorycznie słabe.
Merytorycznie słabe.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toZachęcam do zapoznania się z przekłamaniami.
https://web.archive.org/web/20210412162113/http://apologetyka.org/analiza-krytyczna-ksiazki-kryminalna-historia-chrzescijanstwa-karlheinza-deschnera/
Zachęcam do zapoznania się z przekłamaniami.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo tohttps://web.archive.org/web/20210412162113/http://apologetyka.org/analiza-krytyczna-ksiazki-kryminalna-historia-chrzescijanstwa-karlheinza-deschnera/
Pierwszy z dziesięciu tomów „Kryminalnej historii chrześcijaństwa” robi wrażenie. Pod wieloma względami. Karlheinz Deschner nie owija w bawełnę, nie bawi się w eufemizmy i nie ma zamiaru udawać "obiektywnego" (o tym, że pojęcie to jest problematyczne w naukach historycznych, traktuje znakomity, ponad 50 stronicowy wstęp - bez którego nie ma sensu czytać tej książki). Oczywiście, aby w ogóle zabierać się za to dzieło, należy mieć niejakie pojęcie o sprawach, które są w nim poruszane. Bez tego książka może być zbyt trudna, choć trzeba przyznać, że autor tam gdzie może, tam stara się budować narrację w możliwie uproszczony sposób. Sprawa to niełatwa, bo materia i waga zarzutów, które Deschner formułuje, wymagają od niego sporo ostrożności. Kto zna kulisy powstawania jego publikacji i ilość przeciwności, którym musiał sprostać, ten wie o czym mowa. Tak bezpardonowe krytykowanie chrześcijaństwa, wytykanie wszystkich jego ciemnych spraw, a przede wszystkim mierzenie czynów przez pryzmat jego własnej (najczęściej tylko deklarowanej) etyki, musiało się spotkać z histeryczną reakcją przeciwnika. Dzieło niemieckiego uczonego może robić wrażenie na kimś, kto nie zna dobrze historii starożytnej i po raz pierwszy spotyka się z tego typu informacjami. Kto jednak poświęcił trochę czasu, i zapoznał się z podstawową literaturą i źródłami z tego okresu, ten w dużej mierze znajdzie tam tylko potwierdzenie tego, z czym się już spotkał. Wyjątkowość Deschnera polega na mocno moralno-emocjonalnym zaangażowaniu w interpretację spraw chrześcijaństwa. Być może leżało mu na sercu stwierdzenie: „Po owocach ich poznacie”. Natomiast tym, którzy z niedowierzaniem czytają jego „Kryminalną historię chrześcijaństwa”, zalecałbym przypatrzyć się zachowaniu aktualnego patriarchy moskiewskiego i jego postawie w obliczu inwazji Putina na Ukrainę. Tego typu zjawisko w relacjach tronu z ołtarzem było od IV wieku po prostu normą na linii hierarchia kościelna – państwo. Dotyczyło to również tzw. Ojców Kościoła, których w swym pierwszym tomie Deschner nie pomija. Zupełne odejście od swego etycznego pierwowzoru na rzecz panowania, władzy, zaszczytów i, mówiąc krótko, bycia jedynie słuszną religią, to właśnie historia chrześcijaństwa, którą przedstawia nam autor.
Daje tej pozycji 10 z uwagi na niebywały warsztat historyczny (i nie tylko) autora. Ilość przypisów oraz literatura przedmiotu budzą wrażenie. Bezkompromisowość, która dla jednych jest nie do przyjęcia, dla innych stanowi główną zaletę dzieła. Każdy, kto choć trochę interesuje się dziejami chrześcijaństwa powinien sięgnąć do tej pracy.
Pierwszy z dziesięciu tomów „Kryminalnej historii chrześcijaństwa” robi wrażenie. Pod wieloma względami. Karlheinz Deschner nie owija w bawełnę, nie bawi się w eufemizmy i nie ma zamiaru udawać "obiektywnego" (o tym, że pojęcie to jest problematyczne w naukach historycznych, traktuje znakomity, ponad 50 stronicowy wstęp - bez którego nie ma sensu czytać tej książki)....
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toDeschner napisał Kryminalną Historię Chrześcijaństwa, ukazując nie tylko historie kryminalną ale przede wszystkim polityczną. Zresztą, kryminalność jest tu tylko pokłosiem polityki. Widzimy tu bezpardonową walkę hierarchów i ojców kościoła na arenie zarówno wewnętrznej (na łonie samego kościoła) jak i zewnętrznej – z przedstawicielami innych religii, politykami, Żydami . Cel jest zawsze ten sam: władza. Rysowany obraz zaczyna się na długo przed Chrystusem, a potem stopniowo przechodzimy przez okres gmin, początków kościoła, jego rozrost aż do uzyskania statusu religii państwowej i małżeństwa „ołtarza i korony”. Tom I kończy się wraz ze śmiercią Św. Augustyna.
Rzuca się w oczy duża wiedza historyczna autora. Deschner opisuje wiele tematów, z których część jest wciąż aktualna, tłumacząc ich genezę, tło, rozwój, (antysemityzm, walka z kacerstwem, arianami, rozwój dogmatów, wpływ kościoła na państwo, itd.)
Co do kierunku, który obrał Autor, jak sam pisze we wstępie, nie będzie się zajmował pozytywnymi aspektami, gdyż jest to historia krytyczna i tylko taką treść można znaleźć podczas lektury. Występujący w niej bohaterowie – twórcy katolicyzmu (z Pawłem włącznie),ojcowie kościoła, biskupi, opisani są właśnie z takiego, krytycznego punktu widzenia. Ale ten krytycyzm, wynika po prostu z ich postawy (wg Deschnera)bezpardonowej walki o władzę i wpływy, w samym kościele i poza nim, czyli o pozycję kościoła na świecie.
Książka jest ciężka w odbiorze i wymaga skupienia. Treść naszpikowana jest cytatami, których są tysiące. Sama bibliografia zajmuje ponad sto stron. Podczas czytania często trzeba wracać do poprzednich stron a nawet rozdziałów, ale to ułatwia autor, podając odwołania do miejsc, do których należy się cofnąć.
Nasuwa się także pytanie, które wydaje mi się istotne dla tej pracy. Czy książka Deschnera mogła by zmienić moje podejście do Kościoła? Raczej nie. Jej zdecydowanie negatywna narracja, właściwie uniemożliwia taką przemianę. Stąd nie jest to raczej, praca dla ludzi wierzących w Kościół. O podejściu Deschnera do tematu niech świadczy fakt, że wiele postaci występujących na kartach książki np. cesarzy rzymskich – historia ocenia w zupełnie odmienny sposób. To co pozytywne z punktu widzenia np. historyka Cesarstwa Rzymskiego, prowadzonej przez niech polityki może mieć inną zupełnie ocenę u Deschnera. Osobiście, polecam pracę Deschnera. Z pewnością przeczytam kolejne tomy, jednak nie jest to raczej książka skierowana do szerokiego grona odbiorców.
Deschner napisał Kryminalną Historię Chrześcijaństwa, ukazując nie tylko historie kryminalną ale przede wszystkim polityczną. Zresztą, kryminalność jest tu tylko pokłosiem polityki. Widzimy tu bezpardonową walkę hierarchów i ojców kościoła na arenie zarówno wewnętrznej (na łonie samego kościoła) jak i zewnętrznej – z przedstawicielami innych religii, politykami, Żydami ....
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNajlepszą recenzją jest opis i wstęp do tej książki, wnętrze tylko je potwierdza. Wybitna w pełnym tego słowa znaczeniu, tak jak całe opus magnum Deschnera.
Najlepszą recenzją jest opis i wstęp do tej książki, wnętrze tylko je potwierdza. Wybitna w pełnym tego słowa znaczeniu, tak jak całe opus magnum Deschnera.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toProblemem tego cyklu jest wybór faktów - zawsze autentycznych, ale segregowanych pod określoną tezę, której podbudowie mają służyć. Ciekawe dla zadeklarowanych antyklerykałów, którzy będą szukać potwierdzenia swoich idei.
Problemem tego cyklu jest wybór faktów - zawsze autentycznych, ale segregowanych pod określoną tezę, której podbudowie mają służyć. Ciekawe dla zadeklarowanych antyklerykałów, którzy będą szukać potwierdzenia swoich idei.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toBardzo dobra.
Bardzo dobra.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to