Kryminalna historia chrześcijaństwa. Tom I. Wczesne chrześcijaństwo: od początków w Starym Testamencie do śmierci świętego Augustyna

Okładka książki Kryminalna historia chrześcijaństwa. Tom I. Wczesne chrześcijaństwo: od początków w Starym Testamencie do śmierci świętego Augustyna autora Karlheinz Deschner, 8385732586
Okładka książki Kryminalna historia chrześcijaństwa. Tom I. Wczesne chrześcijaństwo: od początków w Starym Testamencie do śmierci świętego Augustyna
Karlheinz Deschner Wydawnictwo: Uraeus historia
454 str. 7 godz. 34 min.
Kategoria:
historia
Format:
papier
Tytuł oryginału:
Kriminalgeschichte des Christentums
Data wydania:
1998-01-01
Data 1. wyd. pol.:
1998-01-01
Liczba stron:
454
Czas czytania
7 godz. 34 min.
Język:
polski
ISBN:
83-85732-58-6
Tłumacz:
Marek Zeller
Średnia ocen

7,3 7,3 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Kryminalna historia chrześcijaństwa. Tom I. Wczesne chrześcijaństwo: od początków w Starym Testamencie do śmierci świętego Augustyna w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Kryminalna historia chrześcijaństwa. Tom I. Wczesne chrześcijaństwo: od początków w Starym Testamencie do śmierci świętego Augustyna

Średnia ocen
7,3 / 10
56 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Kryminalna historia chrześcijaństwa. Tom I. Wczesne chrześcijaństwo: od początków w Starym Testamencie do śmierci świętego Augustyna

avatar
2112
2112

Na półkach:

Długo zastanawiałem się czy napisać coś o tym autorze i jego książce.
Czasami jest tak, że albo pierwszy albo drugie budzi obrzydzenie, w tym wypadku nie wiem co jest bardziej podłe !!!
Autor zadeklarowany hitlerowiec.
Po maturze w 1942 r. zaciągnął się na ochotnika do wojska i walczył aż do kapitulacji III Rzeszy.
W 1971 r. stanął przed sądem oskarżony o znieważenie Kościoła, uniewinniony.
Znany z wielu paszkwili z zakresu krytyki religii i Kościoła.
Opisywana pozycja to jego główne g.... .
Pseudo intelektualna i pseudo filozoficzna, tendencyjna z selektywnie wybieranymi faktami służącymi podbudowaniu swoich antyklerykalnych tez !!!
W Niemczech wydano 10 tomów, w Polsce tylko 5, ostatni w 2003 r , czyżby nakłady się nie sprzedawały i wstrzymano finansowanie ???

" Potępiam chrześcijaństwo, podnoszę przeciw Kościołowi najstraszniejsze ze wszystkich oskarżeń, jakie kiedykolwiek wyszły z ust oskarżyciela. Jest on w najwyższym stopniu skorumpowany... z każdej wartości uczynił jej przeciwieństwo, z każdej prawdy kłamstwo, z każdej prawości nikczemność duszy... Nazywam chrześcijaństwo jednym wielkim przekleństwem, jednym wielkim wewnętrznym zepsuciem, jednym wielkim instynktem zemsty, dla którego żaden środek nie jest dostatecznie trujący, skryty, podstępny - nazywam je jedną nie dającą się zmyć plamą na honorze ludzkości "

To motto, z pism F. Nietzsche wybrane przez autora do pierwszego tomu, to dobrze, bo to też streszczenie jego książek !!!

Nie rozumiem, może Ty też nie rozumiesz, ile nienawiści można zgromadzić w kilku książkach, ile pracy i czasu to kosztowało.
Tylko te 10 tomów, 10 lat.
Jak wielkie musiały być nakłady finansowe na atrakcyjne wydanie tych książek, reklamę, organizowanie niezliczonych spotkań i odczytów na całym świecie, jak wysokie gaże otrzymywał za nie autor, kto to organizował ???

Ach, byłbym zapomniałem dodać, drugi rozdział w pierwszym tomie nosi tytuł :

" Zaczynają się dwa tysiące lat walki z Żydami ".

Książka dla ograniczonej liczby czytelników !!!
Gwiazdka dla szacunku dla drzew na papier !!!
JA NIE POLECAM !!!

Długo zastanawiałem się czy napisać coś o tym autorze i jego książce.
Czasami jest tak, że albo pierwszy albo drugie budzi obrzydzenie, w tym wypadku nie wiem co jest bardziej podłe !!!
Autor zadeklarowany hitlerowiec.
Po maturze w 1942 r. zaciągnął się na ochotnika do wojska i walczył aż do kapitulacji III Rzeszy.
W 1971 r. stanął przed sądem oskarżony o znieważenie...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
100
77

Na półkach:

Zestaw szura - naziola.
Idealna książka dla sympatykòw austriackiego malarza.
Wyobrazcie sobie ze minelo prawie 100 lat od jego dojscia do wladzy, a ich antysemickie obsesje wobec Jezusa wciăż nie wygasły po tym jak zagazowali miliony katolikòw i wyrzneli ksiezy i zakonnice.
Tymczasem reżim UE nakłada na nas podatki, kradnie, bierze łapòwki i odbiera nam wolność.

Zestaw szura - naziola.
Idealna książka dla sympatykòw austriackiego malarza.
Wyobrazcie sobie ze minelo prawie 100 lat od jego dojscia do wladzy, a ich antysemickie obsesje wobec Jezusa wciăż nie wygasły po tym jak zagazowali miliony katolikòw i wyrzneli ksiezy i zakonnice.
Tymczasem reżim UE nakłada na nas podatki, kradnie, bierze łapòwki i odbiera nam wolność.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
398
318

Na półkach:

Każde wielkie wyrażenia można interpretować na różne sposoby a punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Książka wywołuje wiele skrajnych emocji warto ją przeczytać bez względu na to kim się dziś czujemy.

Każde wielkie wyrażenia można interpretować na różne sposoby a punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Książka wywołuje wiele skrajnych emocji warto ją przeczytać bez względu na to kim się dziś czujemy.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

357 użytkowników ma tytuł Kryminalna historia chrześcijaństwa. Tom I. Wczesne chrześcijaństwo: od początków w Starym Testamencie do śmierci świętego Augustyna na półkach głównych
  • 284
  • 67
  • 6
40 użytkowników ma tytuł Kryminalna historia chrześcijaństwa. Tom I. Wczesne chrześcijaństwo: od początków w Starym Testamencie do śmierci świętego Augustyna na półkach dodatkowych
  • 17
  • 8
  • 6
  • 3
  • 2
  • 2
  • 2

Tagi i tematy do książki Kryminalna historia chrześcijaństwa. Tom I. Wczesne chrześcijaństwo: od początków w Starym Testamencie do śmierci świętego Augustyna

Inne książki autora

Karlheinz Deschner
Karlheinz Deschner
Niemiecki historyk i publicysta, krytyk religii i kościoła (głównie katolickiego). Ukończył studia zaoczne na wydziale leśnictwa Uniwersytetu Monachijskiego. W latach 1947-1951 studiował niemiecką literaturę współczesną, filozofię i historię. W 1951 roku obronił pracę doktorską "Liryka Lenaua jako wyraz metafizycznej rozpaczy". Z teologią zetknął się na studiach przez około rok: słuchał wykładów z dziedziny prawa, teologii, filozofii i psychologii w Wyższej Szkole Filozoficzno-Teologicznej w Bambergu (obecnie Uniwersytet Ottona i Fryderyka w Bambergu). W 1998 roku został laureatem nagrody im. Arno Schmidta, w 1993 otrzymał International Humanist Award i Alternativer Büchnerpreis. W 2001 przyznano mu nagrodę Erwina Fischera. W 1971 roku stanął przed sądem w Norymberdze oskarżony o znieważanie Kościoła. Sąd nie dostrzegł okoliczności uzasadniających oskarżenie o zniewagę. W procesie zapadł wyrok uniewinniający.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Tatry Słowackie Józef Nyka
Tatry Słowackie
Józef Nyka
OCENA -9/10 WYBITNA To moje kompendium wiedzy, biblia, z którą się nie rozstaję wędrując po Tatrach Słowackich. Przewodnik marzenie, najlepszy na rynku, napisany przez niekwestionowanego znawcę Tatr Józefa Nykę. Ten przewodnik obejmuje całe Tatry Słowackie od Tatr Bielskich po Siwy Wierch wraz z wieńcem otaczających je miejscowości. Znajdziemy w nim wszystkie szlaki oznakowane i pewną liczbę nieoznakowanych, te drugie są ujęte skrótowo i bez wdawania się w szczegóły, ponieważ gdybyśmy chcieli z nich skorzystać i tak musimy wynająć licencjonowanego przewodnika górskiego odpowiedzialnego za bezpieczne doprowadzenie nas do celu, jak choćby na Gierlach (2655 m),najwyższy szczyt Tatr. Nie będę ukrywał, że Tatry Słowackie są moimi ulubionymi, wolę tam wędrować niż po stronie polskiej z kilku powodów. Przede wszystkim, dlatego są mniej oblegane, więc jest ciszej, mogę bez hałasu rozkoszować się pięknem krajobrazów, ładować przysłowiowe akumulatory, raczyć się bliskim kontaktem z naturą. Po drugie mam kolejkę „Elektricka” to słowacka kolej wokół Tatr, którą dojadę w każde miejsce planowanej wędrówki. To daje mi możliwość nie korzystania z samochodu, który jest niepotrzebnym balastem i smyczą, bo muszę wracać po niego, a tak mogę zakończyć wycieczkę zupełnie w innym miejscu i znowu wsiąść do kolejki i wrócić do miejscowości, w której stacjonuję. Innymi słowy Słowacy mają to, co u nas po polskiej stronie nie udało się stworzyć od lat, dlatego gdy wybieram się w Tatry wolę jechać na Słowację, wówczas korzystam z piękna i uroków gór nie ponosząc niepotrzebnych kosztów. Pozdrawiam. Jack_
Jack_ Mc_sky - awatar Jack_ Mc_sky
ocenił na91 rok temu
Dowcipy PRL-u. Antologia Anna Januszkiewicz
Dowcipy PRL-u. Antologia
Anna Januszkiewicz Ewa Rychlewska
Kto pamięta czasy szarego, przygnębiającego PRL-u, puste półki w sklepach, na których królowały butelki z octem zastępujące brakujące towary spożywcze, ten wie, że Polakom nigdy nie brakowało humoru, nawet jeśli był to czarny humor. Książka zawiera całkiem pokaźny zbiór dowcipów z PRL-u, które jak Polska długa i szeroka, krążyły po kraju w latach 1944-1989, a nawet trochę dłużej. Teksty są różnorodne zarówno pod względem formy jak i tematyki. Nie brakuje tu krótkich kawałów politycznych mających formę zagadek. Bawiły one zaskakująco celną puentą zawartą w odpowiedzi, np. „Co to jest? Krótkie, wesołe i do odsiedzenia? (odp. kawał polityczny) albo „Człowiek w liczbie mnogiej to......?" (odp. kolejka) lub „Jaki jest szczyt bezpłodności?" (odp. 30 lat stosunków z ZSRR). W zbiorze znaleźć można także kawały o milicjantach złośliwie tłumaczące np. dlaczego oni zawsze chodzą na patrole dwójkami lub opisujące jak milicjant robi zakupy w księgarni. Są również bardzo popularne w tamtych czasach kawały, które opowiadały sobie nawet dzieci o Polaku, Rusku i Niemcu. Śmiech zawsze był najlepszą bronią i lekarstwem. Pomagał na nudę, absurdy, na złą władzę i smutki, pozwalał wyartykułować frustracje. W antologii przeważają oczywiście dowcipy ośmieszające głównych bohaterów sceny politycznej – przywódców PZPR – towarzyszy Bieruta, Gomułkę, Cyrankiewicza, gen. Jaruzelskiego oraz przywódców KPZR – Stalina, Berię, Chruszczowa, Breżniewa. Ale obok nich nie brakuje też satyry na zwykłych rodaków spolegliwych wobec władzy. A na deser czytelnik dostaje żarty związane z najsłynniejszą miejscowością w czasach PRL -u (nie zdradzę jej nazwy) oraz dowcipy o radzieckim Jamesie Bondzie, czyli Otto von Stirlitzu i słynnym radiu Erewań. Autorki antologii opatrzyły prezentowane teksty obszernymi komentarzami i wyjaśnieniami, które mogą być pomocne dla młodszych czytelników nie pamiętających tamtych czasów. Dla osób znających kontekst i klimat tamtych lat, wspomniane objaśnienia mogą okazać się nużące.
Iwona ISD - awatar Iwona ISD
ocenił na71 rok temu
I znowu zapiał kur. Krytyczna historia Kościoła. Tom I Karlheinz Deschner
I znowu zapiał kur. Krytyczna historia Kościoła. Tom I
Karlheinz Deschner
Świetna książka, choć oczywiście dla osób wierzących może być dość trudna w odbiorze. Jednak dla kogoś, kto wiele razy, mimo, że niewierzący, czytał Biblię i sam wiele ze sprzeczności w niej występujących "wyłapał" to wspaniałe potwierdzenie, że jego spostrzeżenia były i są słuszne. Tom pierwszy, zdecydowanie, wg mnie, lepszy i ciekawszy od drugiego, czytałam z przedziwnymi uczuciami. To dziwiąc się, to nie dowierzając, a miejscami po prostu - pękając ze śmiechu ( vide: rozdziały o przeróżnych cudach, hurtowej produkcji męczenników i świętych oraz relikwii) ... Często też zadawałam sobie pytanie: czy jest na świecie jakaś bzdura, w którą odpowiednio ogłupiony i zmanipulowany lud nie uwierzy? Aż żal, że autor zajmuje się przede wszystkim Nowym Testamentem, bo jednak, mimo wszelkich fałszerstw jest on przynajmniej przyjemny w czytaniu. Stary - to już kompletny odlot... A poważnie: "Bezsprzecznie godna uznania jest miara, jaką Deschner przykłada do oceny dziejów chrześcijaństwa. Ocenia on te dzieje wg postaci, która stała u ich zarania:Jezusa z Nazaretu. Deschner konfrontuje to, co Jezus głosił, z tym, w co zamieniono jego nauki. Jakież było owo jezusowe nauczanie? Najważniejsze w nim były: zapowiedź bliskiego nastania Królestwa Bożego, głoszenie miłości do Boga, bliźniego i nieprzyjaciół, walka z uprawianiem kultu i ostentacyjną pobożnością, z ludźmi zadufanymi i skorymi do sądzenia innych, z uciskiem słabszych, z wyzyskiem biedoty, z przemocą, mściwością i zabijaniem. Deschner darzy postać Chrystusa głęboką czcią i mówi o nim (wyróżniając pięć ostatnich słów): "On potrafił wstrząsać i przyciągać, potrafi czynić to i dzisiaj". Polecam jego przeznaczoną dla laików książkę wszystkim tym teologom, którzy zajmują się zawodowo dziejami Kościoła". To słowa profesora Fritza Blinke z Zurychu. A ja polecam tę książkę wszystkim. Tym co nie wierzą, ale też tym co, wierząc głęboko, lubią znać prawdę, bo tylko ona jest ciekawa i wartościowa. Polecam też tym, którzy nie podejrzewają nawet, że spora część wtłaczanych im do głów przez lata "prawd wiary" to wyprodukowane przez wieki fałszerstwa i duby smolone przy których baśnie braci Grimm to wiarygodne źródła historyczne:)...
Katarzyna - awatar Katarzyna
oceniła na91 rok temu
Głupie pytania. Krótki kurs filozofii Jan Hartman
Głupie pytania. Krótki kurs filozofii
Jan Hartman
Dla mnie, która niestrudzenie „drąży” istotę świata, a nawet daleko poza nim, zadając mnóstwo pytań, ten tytuł podziałał na mnie, jak płachta na byka. Miałam ogromną ochotę zripostować go złośliwie – nie ma głupich pytań, są tylko głupie odpowiedzi. I pierwsze, co zrobiłam, to szybciutko zajrzałam do wstępu, mając nadzieję, że autor i filozof, a więc człowiek myślący, wytłumaczy się z tego prowokującego, jak dla mnie, tytułu. I co się okazało? Dokładnie dlatego taki tytuł, ponieważ jest filozofem, który ma cudowny dar mnożenia, dzieląc. Podobnie było z „głupimi pytaniami”, jak asekuracyjnie ujął je w cudzysłowie, będące takimi dla tych, którzy je już przeanalizowali i znaleźli odpowiedzi, stając się fundamentem wiedzy podstawowej do rozmyślań i poszukiwań na wyższym poziomie. Już profesjonalnym. Jednak są i tacy, dla których one nie są głupie. Są ważne i istotne, bo jeszcze pozostające bez odpowiedzi. Autor należący do tych pierwszych zechciał podzielić się swoją wiedzą z tymi drugimi. A dokładniej napisał tak – „Głupie pytania” raczej nie padają już w filozofii, bo od dawna wiemy dokładnie, na jakie odpowiedzi one pozwalają i jak je przekształcić w pytania bardziej trafne (acz mało efektowne). Nie znaczy to jednak, że nie warto do „głupich pytań” powracać. Przecież wciąż wielu ludzi stawia je sobie tak, jak w dawnych wiekach. A w kolejnym rozdziale dodaje – Pytanie, jak papier, wszystko zniesie. Można bezkarnie pytać o wszystko, byle jeszcze w pytaniu utrzymała się jakaś resztka sensu. Tyle że współczesny człowiek ma mniej czasu na stawianie ich sobie, a tym bardziej na samodzielne, często żmudne, poszukiwanie rozwiązań. Dla niego jest właśnie ta książka. Dopiero po tak uspakajającym mnie wstępie, określającym jej charakter, jako powrót do „przedprofesjonalnych” korzeni filozofii, zajrzałam z ogromną ciekawością do spisu treści, zastanawiając się nad „kanonem głupich pytań Hartmana” (a może i reszty filozofów?) oraz ludzi poszukujących na nie odpowiedzi. Było ich osiem. Każde poprzedzone fotografią obrazu nawiązującego tematycznie do zagadnienia. Na pierwszym miejscu „pytanie pytań”, które mnie nie zaskoczyło, bo odpowiedź na nie determinowała wybór akceptowanej odpowiedzi budującej bazę określonego światopoglądu i mającej wpływ na powstawanie kolejnych zapytań. I tutaj autor podzielił czytelników na trzy grupy – Kto po prostu wierzy głęboko, ten o istnienie Boga nie pyta. Kto wierzy, lecz chce swą wiarę oświecić wiedzą, ten tak naprawdę nie o istnienie Boga zapytuje (bo tego jest pewien),lecz jedynie o to, czy rozum zdolny jest istnienie Boga udowodnić. Kto zaś nie dowierza, tego żaden dowód intelektualny nie uspokoi. Należąc do grupy drugiej, byłam w komfortowej sytuacji, bo posiadając określony światopogląd, a więc i odpowiedzi na wiele pytań, w tym na prezentowany „kanon”, mogłam już nie szukać, nie pracować mozolnie nad tworzeniem podstaw lub ich uzupełnianiem czy modelowaniem od nowa, czując się, jak aktywny uczestnik trudnych warsztatów, ale przyglądać się jak obserwator, ogółowi wiedzy filozoficznej na zadane pytania. A tę autor przytaczał obficie, szczodrze dzieląc się nią, powołując się na najważniejsze nurty filozoficzne i ich przedstawicieli, szkoły i ich twórców oraz spadkobierców na przestrzeni wieków. Od starożytności po wiek obecny. Nie pozostawiając jej jednak bez własnego komentarza i przemyconego, osobistego oglądu zagadnienia, bo jak sam przyznał w Zakończeniu – W końcu przedstawiłem w niej nie tylko rozmaite istotne zagadnienia filozoficzne, tak jak się one z grubsza prezentują na tle tego wszystkiego, co się udało myślącej ludzkości wymyślić (a cudów tu nie ma i być nie może, bo jesteśmy tylko ludźmi),lecz również pewne filozoficzne stanowisko – własne stanowisko. Kolejność stawianych pytań nie była przypadkowa. Ich porządek narzuciła logika ich wynikania. Fundamentalne pytanie o Boga determinowało zapytania o wartości w życiu – miłość, dobro, prawdę, wolność oraz o narzędzia etyczne do ich przejawiania lub nie, które ja nazywam wolną wolą i sumieniem. Dopiero z tak uświadomionej wiedzy albo wspólnie ustalonej prawdy, można było przejść do dwóch ostatnich pytań, z których jedno stało się bardzo znane z zadania go premierowi Donaldowi Tuskowi – jak żyć? Abstrahując od tematu – proponuję Premierowi zaopatrzyć się w ten tytuł i rozdawać go każdemu o to go pytającemu. W końcu jest premierem, a nie filozofem. Nie wiem, co na to autor, który przecież w opozycji do PO stoi, angażując się w Twój Ruch Janusza Palikota. Wygląda na to, że niechcący napisał poradnik wspierający konkurencję polityczną. A wracając do tematu – dwoma ostatnimi rozdziałami autor mnie zaskoczył! Byłam przygotowana na pozostawienie mnie w zawieszeniu, na dokonanie własnego wyboru na podstawie osobistych poglądów. Nic z tego! Te dwa ostatnie rozdziały były najsilniej przeniknięte poglądami autora, bo o ile we wcześniejszych budował wszechstronny obraz stanu wiedzy filozoficznej, z którego mogłam przebierać, wybierać, uznawać, odrzucać czy nie akceptować, o tyle tutaj delikatnie narzucał pogląd, jak człowiek powinien żyć i urządzać świat wokół siebie. I to jest zabieg świadomy, a nawet umyślny, bo jak napisał – Chociaż więc książkę tę napisałem jako zawodowy filozof, mający w pracy inne zmartwienia niż „nieśmiertelność duszy”, napisałem ją nie tylko dla myślącej publiczności, lecz również dla samego siebie. I w tym zacytowanym zdaniu kryją się dwa kruczki, ostatecznie określające typ odbiorcy publikacji. Pierwszym jest „zawodowy filozof”. To, co dla zawodowego filozofa może być przystępnie i przyjemne podane, dla przeciętnego człowieka już nie. Z jednej strony starał się, by była ona możliwie łatwa w odbiorze, ograniczając erudycję i język naukowy do minimum. A i to minimum, czyli pojęcia niepowszechne lub w ogóle niewystępujące w mowie potocznej, objaśniał chętnie i za każdym razem (nie trzeba było sięgać po słownik),by tekst był jak najbardziej przejrzysty, chcąc spełnić deklarację złożoną we wstępie – …obiecuję, że ta książka będzie nadawała się do czytania. A z drugiej strony machał do mnie drugi z kolei kruczek ukryty w cytowanym wcześniej zdaniu pod wyrażeniem – „dla ludzi myślących”. A precyzując – dla średniozaawansowanych . Te dwa ostatnie wyrazy dodałabym obowiązkowo do podtytułu widniejącego na okładce, czyli dla tych, którzy oprócz tego, że myślą, przeczytali w swoim życiu jeden podręcznik z historii filozofii, poznając jej podstawowe pojęcia jak byt, atrybut czy absolut i przynajmniej otarli się o „rozbieranie” zdań zgodnie z zasadami, jakimi rządzi się nauka logiki, by podołać takim, jak te w książce – Głuchy „niepomny” byt, irrealnie bytujący bez świadectwa żywego przedstawienia w subiektywnym horyzoncie doświadczenia pojedynczego ja, stanowi, mówiąc po heglowsku, „określona nieokreśloność”, czyli niewyczerpane źródło nawarstwiających się i różnicujących treści myślenia. Jednak autor nie zostawiał czytelnika samego z takimi zdaniami. Chętnie podpowiadał, upraszczając – Inaczej mówiąc, skończone już życie wciąż przejawia się we wspólnym Świecie, za pośrednictwem niekończących się interpretacji jego śladów. Czyli w ostatecznej interpretacji mojej, przekładając to na język powszechnie zrozumiały, myśl zawarta w pierwszym, enigmatycznym zdaniu brzmi – żyjemy tak długo, jak długo żyje pamięć o nas. Poprzeczka postawiona wysoko, ale dla tych średniozaawansowanych, do pokonania, a satysfakcja intelektualna bezcenna i gwarantowana. I w tym sensie autor obietnicy dotrzymał z naddatkiem! To dlatego każdy rozdział czytałam z przerwą, dozując je sobie według klucza – jeden na jeden dzień. I nie wieczorem. Wybierałam specjalny czas po południu na specjalne rozważania. Traktowałam tę czynność jak gimnastykę umysłu albo jak „przerwę w życiu”, bo według autora życie przecież nie jest myśleniem. Myślenie jest raczej przerwą w życiu niż jego integralną częścią. Nie było łatwo! Niektóre zdania lub fragmenty tekstu czytałam wielokrotnie, wiedząc, że muszę je zrozumieć, by pójść dalej. Poznawałam stan wiedzy w pigułce, doszukując się lub rozpoznając w nim kręgosłup mojego światopoglądu i jego miejsce w całości filozofii. Było fascynująco intelektualnie! To nie romanse czy powieści erotyczne topią mój mózg w endorfinach, ale właśnie takie książki. Dla mnie najlepsze afrodyzjaki dla umysłu! naostrzuksiazki.pl
Maria Akida - awatar Maria Akida
oceniła na75 lat temu
Nie i Amen Uta Ranke-Heinemann
Nie i Amen
Uta Ranke-Heinemann
Na wstępie krótko o kompetencjach autorki. Zmarła kilka lat temu, bardzo już wówczas sędziwa Uta Ranke-Heinemann w roku 1970 została pierwszą w historii kobietą profesorem teologii katolickiej. Otrzymała katedrę i wykładała starożytną historię kościoła i Nowy Testament. A więc wysoki poziom merytoryczny uczonej jest bezsporny. Następnie, za krytykę pewnych spraw w przedmiocie teologii, została pozbawiona swej funkcji i od 1987 r. sprawowała niezależną od kościoła Katedrę Historii Religii. Była uczennicą Rudolfa Bultmanna, jednego z najwybitniejszych teologów XX wieku, który zasłynął swym dziełem demitologizacji chrześcijaństwa. Jego uczennica poszła tą samą drogą. "Nie i amen" to nie jest książka dla kogoś, kto patrzy na sprawy świata i religii przez pryzmat jej dogmatów i zamkniętej furtki dla krytyki "tradycyjnych wartości". Jeśli ktoś z góry i bezpodstawnie zakłada, że to co już "wie", to ostatnie słowo "nauki" (cudzysłów, bo teologia jest w istocie pseudo nauką),to przypuszczalnie czas, jaki poświęci na lekturę tego dzieła, okaże się straconym. Natomiast dla zainteresowanych stykiem historii religii, historii, teologii i filozofii, praca ta może się w wielu miejscach okazać odkrywcza. Pani profesor podzieliła ją na kilkanaście problemów. Są to pierwszorzędne zagadnienia dla każdego chrześcijanina. A przynajmniej teoretycznie tak to powinno wyglądać. Rzecz ta napisana jest w sposób przystępny dla osób, które nie są otrzaskane z językiem naukowym, a w każdym bądź razie powinna być zrozumiała dla ludzi, których interesują szeroko pojęte sprawy kultury. Autorka ma więc bardzo lekkie pióro, posługuje się sprawnie ironią, nie zanudza zupełnie (chociaż druga połowa książki jest lepsza od pierwszej),a przede wszystkim jest ultra krytyczna wobec przedmiotu swych badań, a to już podstawa do sukcesu. Jej ogromna wiedza z ww. dziedzin powoduje, że trudno się dziwić, iż, biorąc pod uwagę jej nonkonformistyczne nastawienie do teologii, kościół miał z nią wielki problem, a ostatecznie, nie mogąc jej zakneblować (oj, co by to było w dawniejszych czasach...),wydalił ze swych szeregów. O co było tak wielkie halo? Kilka cytatów, aby zobrazować powyższe. Komentarz uczonej do sprzeczności zawartych w Ewangeliach: "Wierzący po dziś dzień jeszcze kombinują (...). Niewierzący są co do tej sprawy w lepszym położeniu, mogą swój czas poświęcić bardziej pożytecznym kwestiom". O święcie Wniebowstąpienia: "Dzisiaj w dniu Wniebowstąpienia nikt już nie spogląda wysoko w niebo, dzisiaj w tym dniu niejeden człowiek zagląda raczej głęboko do kieliszka". A już na poważniej, w kwestii mitologizacji chrześcijaństwa: "Pogląd, że wiara chrześcijańska nie jest wiarą w legendy czy bajki, że zawiera znacznie bardziej istotne treści niż dosłowne pojmowanie niektórych nowotestamentowych nadzwyczajnych historii o top - cudach -przez hierarchię katolicką nie jest podzielany i z tego powodu tak zwanym prostym czy zwykłym wierzącym jest zupełnie nieznany. Nierzadko pojawienie się takiego poglądu u prostych wierzących nie jest wcale pożądane po tym, gdy poprzez ciągnące się dwa tysiące lat głoszenie bajek zostali oni zdezinformowani, zdeformowani i uczynieni infantylnymi". O problemach teologicznych, na przykładzie "trzech osób" jedynego Boga: "Dla chrześcijan jednak niemożność myślowego rozstrzygnięcia jakiegoś problemu i nierozstrzygalna bezmyślność - to tylko dowody ich większej wiary". I ostatni cytat, w kontekście Jezusa, jako starego kawalera (słowa rabina z ok. 100 r.n.e. Eleazara Ben Azarji): "Kto się wyrzeka małżeństwa, ten narusza przykazanie o rozmnażaniu się człowieka i należy uznać go za mordercę, który pomniejsza liczbę istot stworzonych na podobieństwo Boga". Ta ostatnia sprawa powinna zostać przedmiotem szczególnej refleksji hierarchii katolickiej, bowiem to oni - w myśl tego stwierdzenia - są największymi "mordercami". No i to oni mają także na ustach (a za ich przykładem bezmyślni wyznawcy) słowo "morderca", określając nim osoby przerywające ciążę. Gdyby ktoś miał wątpliwości - Uta Ranke-Heinemann nie była ateistką. Wręcz przeciwnie, była żarliwą wierzącą, co na łamach książki niejednokrotnie daje się odczuć. Po prostu, jako osoba głęboko wierząca, ogromnie oczytana i wykształcona, a przy tym, w odróżnieniu od większości ludzi kościoła, osobiście uczciwa, wskazywała na to, co jest istotą wiary chrześcijańskiej. Nie cały ten ludowy zabobon, który uprawia się w katolickim światku, tak aby zaspokoić przyziemne instynkty "owieczek", ale i zachować nad nimi dalszą pieczę ich "pasterzy", lecz wartości, których prosta symbolika nie powinna zastępować, aby być ich jedynie możliwym ekwiwalentem. Autorka w swym optymizmie uważa, że jest to możliwe. Historia chrześcijaństwa niestety temu zaprzecza. A teraz trochę dziegciu w tej beczułce miodu. Richard Dawkins w swym "Bogu urojonym" użył trafnego sformułowania tłumaczącego swój ateizm. Stwierdził on, że nie wierzy po prostu w kolejną mitologię, która pojawiła się po już tylu wcześniejszych, które w historii zaistniały. A więc wiara w mitologię chrześcijańską nie jest w jego ocenie lepsza, niż wiara w mitologię rzymską, grecką, egipską, itd. Jest ona mitologią, która zastąpiła te poprzednie, a z których de facto została ufundowana (sporo o tym w "Nie i amen"). Uta Ranke-Heinemann nie idzie tak daleko. Nie wyrzeka się wiary w Boga chrześcijańskiego, piętnując zarazem to co zrobił z tą wiarą "jego" kościół. Od siebie mógłbym dodać kilka uwag. Po pierwsze uważam, że posługiwanie się przez autorkę zbitką językową "wierzący sceptyk" jest czystym oksymoronem (coś na kształt inteligencji katolickiej, ale to trochę inny problem). Po drugie metoda poddawania w wątpliwość niektórych aspektów wiary (określonych jako "bajki"),jak robi to uczona, a pozostawianie innych, to tak jakby w samych bajkach usuwać szczegóły opisu jako nieracjonalne, a pozostawiać ogóły - jako do przyjęcia. Obrońcy całej bajki mogliby zarzucić takiemu krytykowi, że wiara w bajkę, z pominięciem jej barwnego opisu, dalej jest wiarą w bajkę. Dzieli się w tym przypadku odbiorców bajki na ludzi o umysłach dzieci, którym potrzebne są barwne szczegóły (jakie zastępują najczęściej ogóły - "wartości", na jakie kładzie nacisk autorka),i na tych "dorosłych", którym już nie jest potrzebna wiara w św. Mikołaja, bo przecież nie da się już w pewnym wieku ukryć, że nie przeciska się on przez komin, aby zostawić pod choinką prezenty. Czym różni się jedno od drugiego, poza ilością szczegółów? Trudno dociec. Jednak autorka bawi się trochę w kogoś, kto oglądając filmy o Jamesie Bondzie stara się wskazać wszystkim innym sceny, które kłócą się z prawami fizyki. Jej sarkazm przypomina czasem naigrywanie się katolika z wyznawcy innej religii, że wierzy on w jakieś głupoty, bo przecież chrześcijaństwo jest bardziej "racjonalne". Mimo to warto, aby osoby uważające się za chrześcijan zapoznały się z treścią tej książki. Być może dojdą wtedy do wniosku, że głosy, aby zastąpić lekcje religii w szkołach lekcjami religioznawstwa, nie są jedynie "atakiem na Pana Boga". Przy okazji przydałby się powrót do nauczania propedeutyki filozofii i logiki (jak to kiedyś bywało),ale to już chyba za daleko posunięte myślenie życzeniowe.
Munk - awatar Munk
ocenił na92 miesiące temu
Wysoka Eksmisjo! Stefan Wiechecki
Wysoka Eksmisjo!
Stefan Wiechecki
"Wysoka eksmisjo" to zbiór zabawnych felietonów sądowych Wiecha. Polecam ich lekturę w formie audiobooka, gdyż Zbigniew Buczkowski świetnie je interpretuje. Wszystkie teksty dotyczą różnych zajść, które znalazły finał w sądzie. Są tu drobne przewinienia oraz poważniejsze przestępstwa, a także absurdalne sytuacje, sprzeczki i nieporozumienia. Ukazane przez autora w krzywym zwierciadle, okraszone suto groteską, czarny humorem i ironią bawią, mimo iż powstały przed wojną. Od tamtej pory zmieniła się rzeczywistość, ale ludzkie wady pozostały takie same. Niektóre felietony są rozbudowane i przypominają opowiadania - mają narrację, bohaterowie prowadzą dialogi (niezmiennie zabawne, przekorne i rozbrajające),tłumaczą swoje postępowanie, które doprowadziło ich przed oblicze sądu. Właśnie te tłumaczenia powalają czytelnika i sprawiają, że trudno się nie uśmiać. Wśród bohaterów mamy wielu dziwaków, drobnych złodziejaszków, pijaczków, awanturników, choleryków, sprytnych podrywaczy, oszustów, wkurzonych zięciów, apodyktyczne teściowe, skłóconych sąsiadów... To prawdziwa menażeria, dzięki czemu czytelnik ani przez chwilę się nie nudzi. Całość, jak to u Wiecha, napisana jest barwnym, soczystym, brawurowym językiem, przesyconym warszawską gwarą i słownictwem typowym dla półświatka. W połączeniu z literackim stylem tworzy to wybuchową mieszankę! Polecam przede wszystkim miłośnikom dobrego, oryginalnego humoru i przedwojennych klimatów.
allison - awatar allison
ocenił na88 lat temu
Archeologia pozaziemska David Hatcher Childress
Archeologia pozaziemska
David Hatcher Childress
Czy na naszym najbliższym sąsiedzie Księżycu a także planetach Układu Słonecznego i ich księżycach istnieją ślady w postaci budowli i artefaktów po cywilizacji pozaziemskiej? Czy dziwne zjawiska obserwowane odkąd człowiek wynalazł teleskop na powierzchni Księżyca mogą sugerować że ktoś na nim nadal przebywa zamieszkując ukryte bazy i obserwując ludzkość? Autor porusza ten fascynujący temat przedstawiając liczne anomalie i dziwne struktury na powierzchni naszego naturalnego satelity oraz Marsie a także w mniejszym stopniu pozostałych planetach US oraz ich księżycach np Europie i Ganimedesie. Książka podobno zawiera 200 sensacyjnych zdjęć. No cóż zdjęcia to akurat stopa Achillesowa tej pozycji. Większość przedstawionych fotografii została zrobiona przez sondy Lunar Orbiter wysłane na orbitę Księżyca w latach 1966-1967. Nie są więc to zdjęcia zbyt dobrej jakości. Na większości fotografii nie dostrzegłem niestety obiektów, które opisuje autor. Jednak kilka struktur opisanych i sfotografowanych przez sondy faktycznie wygląda nienaturalnie i ich oglądanie na zdjęciach Księżyca i Marsa powoduje ciarki na plecach (przynajmniej u mnie). Jeśli chodzi o Księżyc to z najciekawszych można wymienić obiekty przypominające kopuły w kraterze Paton, formacje w kształcie obelisków na terenie Morza Spokoju oraz duży kwadratowy obiekt przy grzbiecie krateru Fontanelle. Jeśli chodzi o Marsa to oczywiście najbardziej zagadkowymi zdjęciami są te wykonane przez sondę Viking 1 w rejonie Cydonii ( zdjęcie ludzkiej twarzy) oraz sond Mars Global Surveyor i Mars Reconnaissance Orbiter przedstawiające grupy obiektów piramidalnych zgrupowanych w miasto oraz wielkiej piramidy DM. Oczywiście jako zapalony astrofotograf posiadający sprzęt do w miarę szczegółowej obserwacji powierzchni Księżyca skrupulatnie odnotowałem sobie wszystkie dziwne struktury na widocznej stronie naszego satelity i zamierzam organoleptycznie sprawdzić czy one tam rzeczywiście są. Książkę polecam bo temat jest nieziemski.
Marcin33333w - awatar Marcin33333w
ocenił na74 lata temu

Cytaty z książki Kryminalna historia chrześcijaństwa. Tom I. Wczesne chrześcijaństwo: od początków w Starym Testamencie do śmierci świętego Augustyna

Ciekawostki historyczne