Ciężkie pieniądze

Okładka książki Ciężkie pieniądze autora John Dos Passos, 8307018870
Okładka książki Ciężkie pieniądze
John Dos Passos Wydawnictwo: Czytelnik Cykl: USA (tom 3) literatura piękna
567 str. 9 godz. 27 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Cykl:
USA (tom 3)
Tytuł oryginału:
The Big Money
Data wydania:
1990-01-01
Data 1. wyd. pol.:
1990-01-01
Liczba stron:
567
Czas czytania
9 godz. 27 min.
Język:
polski
ISBN:
8307018870
Tłumacz:
Krzysztof Zarzecki
Średnia ocen

7,4 7,4 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Ciężkie pieniądze w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Ciężkie pieniądze

Średnia ocen
7,4 / 10
39 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Ciężkie pieniądze

Sortuj:
avatar
675
674

Na półkach:

Przy nadpalonych mostach
Gdzieś pomiędzy wierszami
Na skrzyżowaniu słów - niewypowiedzianych
Gdzieś pomiędzy wierszami
Gdzieś pomiędzy wierszami
Znów wybucha w nas permanentne siódme niebo
Już nie panuję nad zmysłami
Moje oczy są oczami wariata
Kiedy spotykają się z Twoimi oczami

Gdy wybucha w nas permanentne siódme niebo
Już nie panuję nad zmysłami
Moje oczy są oczami wariata
Kiedy spotykają się z Twoimi oczami

Od Wielkiej Wojny do Wielkiego Kryzysu,od kapitalizmu do komunizmu,od miłości do wulgarności,od wykwintnych restauracji do obskurnej spelunki,od prohibicji do alkoholizmu,od Miami do Detroit...szaleńczy galop po kontynencie,opętany pościg za sukcesem,wyścig szczurów i pozbywanie się złudzeń i naiwnych idei...Intronizacja króla Dolara I....namawiam...

Przy nadpalonych mostach
Gdzieś pomiędzy wierszami
Na skrzyżowaniu słów - niewypowiedzianych
Gdzieś pomiędzy wierszami
Gdzieś pomiędzy wierszami
Znów wybucha w nas permanentne siódme niebo
Już nie panuję nad zmysłami
Moje oczy są oczami wariata
Kiedy spotykają się z Twoimi oczami

Gdy wybucha w nas permanentne siódme niebo
Już nie panuję nad zmysłami
Moje oczy są...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

157 użytkowników ma tytuł Ciężkie pieniądze na półkach głównych
  • 106
  • 51
28 użytkowników ma tytuł Ciężkie pieniądze na półkach dodatkowych
  • 17
  • 4
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Ciężkie pieniądze

Inne książki autora

John Dos Passos
John Dos Passos
Amerykański powieściopisarz i dziennikarz. Jego ojciec był zamożnym prawnikiem pochodzenia portugalskiego. John Dos Passos uczył się w dobrych szkołach, ukończył Uniwersytet Harvarda (1916) i odbywał podróże do Europy i Meksyku. W czasie I wojny światowej pracował jako kierowca ambulansu we Francji i Włoszech (1917–1918). Pisarz straconego pokolenia. Powieść wojenna Trzej żołnierze (ang. Three Soldiers, 1920) i powieść o Nowym Jorku Manhattan Transfer (1925) przyniosły mu uznanie i sukces finansowy. Sprzeciwiał się procesowi Sacca i Vanzettiego i został za to na krótko uwięziony. Początkowo skłaniał się ku socjalizmowi, ale po spędzeniu kilku miesięcy w Związku Radzieckim (1928) zmienił poglądy na bardziej prawicowe. Rozczarowanie socjalizmem pogłębił pobyt w Hiszpanii w czasie wojny domowej. Napisał 42 powieści. Główne jego dzieło to trylogia USA (42 równoleżnik, 1919 i Ciężkie pieniądze, 1930-1936). Stosował technikę strumienia świadomości i wielogłosowego kolażu (wycinków prasowych, autobiografii i biografii). W latach 1942-45 jako dziennikarz zajmował się trwającym wówczas ogólnoświatowym konfliktem. Poza tym uprawiał malarstwo, natchnienie czerpiąc głównie z podróży. Po wojnie miał wypadek samochodowy, w którym zginęła będąca z nim w związku od 18 lat żona, a on sam stracił w jego wyniku wzrok w jednym oku.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Dzikie palmy William Faulkner
Dzikie palmy
William Faulkner
Taka trochę hybrydowa książka. Składa się z dwóch równolegle prowadzonych nowel. Pierwszej, ,,Dzikie palmy” o kochankach. Drugiej, dużo gorszej, ,,Stary” o więźniu. Tak szczerze, to sięgnąłem tylko dlatego, że czytał ją bohater filmu ,,Perfect days” Wima Wendersa, na którym byłem w kinie. Pomyślałem, że może było w tym jakieś ,,drugie dno”. Nawiązując do kochanków, lektura traktuje o mężatce (toksycznej moim zdaniem),która robi sobie przerwę od męża i małoletnich córek na młodego, niedoświadczonego (trochę bez charakteru) lekarza. Moim zdaniem, historia ta zaczyna się bardzo płasko. Nie oceniam bohaterów, nie oceniam logiki, bo uczucia i romanse logiczne nie są. Historie, gdzie wszyscy pukają się matce po głowie, a ona przekornie zostawia rodzinę dla jakiegoś, prawie nieznanego, mężczyzny - zdarzają się. Bo ,,się zakochała”, bo ,,jutra nie ma”, bo ,,ona chce żyć” i inne pseudo mądrości na krótki dystans. Zgodzimy się wszyscy, że one (te historie) rozgrywają się na EMOCJACH. I początku tego uczucia autor nam po prostu nie pokazał. Schadzka wypada blado, decyzja o opuszczeniu rodziny jest z kapelusza. Akcja ,,Dzikich palm" rozkręca się w podróży. Para Wpada na ,,świetny” pomysł, że jak będą zmieniać miejsca zamieszkania, to nie dopadnie ich rutyna…. I tu książka porusza. Nieraz chciałem potrząsnąć bohaterem i wykrzyczeć mu ,,Człowieku, zwariowałeś? Nic dobrego z tego nie będzie! Nie widzisz jak ona się do Ciebie odnosi? Wracaj do szpitala!”. Książka pięknie ukazuje obraz USA z czasów Roosevelta (1938 r.). Nowy Orlean, wybrzeże Zatoki Meksykańskiej, Chicago, dzikie wybrzeże jeziora Michigan, kopalnie w Utah (polskie wątki). Foulkner wykazał się dużą mądrością życiową, ukazując, bez ocen, tragizm, związku opartego wyłącznie na emocjach, w kontrze do prozy życia. Przyznam jednak, że lektura wypada blado (zwłaszcza przez początek) przy ,,Annie Kareninie” Tołstoja, która ma dość podobny ,,szkielet” fabuły. Książka zasługuje na ocenę 7/10, ale obniżam, bo lektura ,,Starego”, drugiej nowelki nie porywa. Jest chaotyczna, nudna i tak szczerze to zmęczyła mnie na tyle, że jej nie dokończyłem. Za bardzo byłem ciekawy ,,Dzikich palm”.
wiciu - awatar wiciu
ocenił na64 miesiące temu
Intruz William Faulkner
Intruz
William Faulkner
William Faulkner to autor, który nigdy nie bał się zaglądać w mroczne zakamarki ludzkiej duszy, tak jak nie bał się konfrontować z najtrudniejszymi tematami własnego regionu — amerykańskiego Południa. W Intruzie z 1948 roku Faulkner podejmuje problem rasizmu w sposób, który do dziś może uchodzić za odważny, a przy tym subtelny i daleki od prostych, publicystycznych rozstrzygnięć. To powieść, która balansuje między napięciem kryminalnym a moralnym dramatem, między osobistą inicjacją chłopca a symboliczną walką o zbiorowe sumienie Południa. Na pierwszy rzut oka Intruz wydaje się być historią niemal detektywistyczną. Czarnoskóry rolnik Lucas Beauchamp zostaje oskarżony o zamordowanie białego człowieka — Vinsona Gowriego. Oskarżenie jest natychmiastowe, niemal instynktowne, jako echo starych uprzedzeń. W miasteczku Jefferson odzywają się automatyczne, atawistyczne odruchy: tłum domaga się linczu, sprawiedliwość ma być szybka, bez procesu, bez pytań. Ale Faulkner nie daje się zamknąć w ramy klasycznej opowieści o zbrodni. W rzeczywistości morderstwo staje się pretekstem do znacznie głębszej refleksji nad społecznością, historią i zbiorową winą. Lucas Beauchamp, daleki od stereotypu „uległego czarnego”, jest człowiekiem dumnym, wyniosłym, świadomym własnej wartości. Nie zabiega o sympatię białych, nie kłania się uniżenie, nie próbuje prosić o litość. W tej postawie kryje się coś niezwykle rewolucyjnego, jak na kontekst Południa lat 40. XX wieku. Głównym „białym” bohaterem jest tu szesnastoletni Chick Mallison, młody chłopak, który przeżywa swoją inicjację moralną. To właśnie Chick, wychowany w atmosferze tradycyjnych południowych przesądów, przechodzi najgłębszą przemianę. Jego proces dojrzewania to droga od biernego przyjmowania uprzedzeń otoczenia ku świadomemu aktowi sprzeciwu wobec niesprawiedliwości. Faulkner z niezwykłą przenikliwością pokazuje, jak trudno wyrwać się z kolektywnego myślenia. Momentem kluczowym w powieści jest nocne odkopanie trumny Gowriego. Chick wraz z prawnikiem Gavinem Stevensem i swoją ciotką Miss Habersham (postać zaskakująco silna, emanująca etyczną odwagą) wyciągają z ziemi ciało, by udowodnić niewinność Lucasa. W tej scenie, niemal gotyckiej w atmosferze, zawiera się cały symbolizm powieści: aby odkryć prawdę, trzeba zejść do ciemności, zmierzyć się z trupem — zarówno dosłownym, jak i metaforycznym, bo miasteczko Jefferson ma swoje „trupy w szafie”, w postaci długo skrywanej, zbiorowej winy rasowej. Faulkner w Intruzie konfrontuje czytelnika z problemem amerykańskiego mitu Południa — mitem opartym na honorze, rodzinie, rycerskich ideałach. Mit ten jednak od początku był skażony niewolnictwem i głęboko zakorzenionym rasizmem. Intruz staje się swoistym sądem nad tym mitem: stary porządek społeczny ukazuje się jako kruchy konstrukt, którego fundamenty zaczynają pękać. Ciekawym zabiegiem Faulknera jest zestawienie Lucasa z Chickiem. Lucas, dojrzały mężczyzna, jest w pełni świadomy mechanizmów społecznych i własnej pozycji, a jednocześnie przewyższa otoczenie moralnie i duchowo. Chick natomiast dopiero zaczyna rozumieć świat; jego bunt przeciw tłumowi linczowemu ma w sobie jeszcze pewną naiwność, ale to właśnie w tej niewinności Faulkner widzi zalążek nadziei. Warto przyjrzeć się także postaci Gavina Stevensa, lokalnego prawnika i zarazem moralnego intelektualisty. Stevens nie jest jednak postacią jednowymiarową: często bywa paternalistyczny, a jego „liberalizm” podszyty jest rodzajem wyższości wobec czarnych. Faulkner, daleki od hagiografii, pokazuje, że nawet „dobry biały” nie jest wolny od subtelnych form uprzedzenia. Język Faulknera w Intruzie jest mniej barokowy niż w takich dziełach jak Absalomie, Absalomie! czy Wściekłość i wrzask, ale nadal intensywnie zmysłowy, złożony, nasycony wewnętrznymi monologami. Opisy przestrzeni — pola bawełny, lepkie południowe noce, duszne izby sądowe — pełnią tu funkcję psychologiczną. Krajobraz staje się odbiciem wewnętrznego stanu postaci. Nie sposób nie dostrzec, że Intruz jest także powieścią o amerykańskiej wspólnocie, której istnienie opiera się na przemocy symbolicznej i realnej. Faulkner pyta: czy można zbudować nowe społeczeństwo bez zerwania z przeszłością? Czy możliwe jest pojednanie, jeśli fundamentem relacji jest rasa i przemoc? W tym kontekście postać Lucasa Beauchampa nabiera cech figury mitycznej — jest zarazem intruzem i sumieniem Południa. Odważny, niezależny, nieprzejednany — staje się lustrem, w którym biali mieszkańcy Jefferson muszą dostrzec własną hipokryzję. Jego niewinność, z początku wątpliwa dla społeczności, demaskuje groteskowy absurd linczów i pokazowych oskarżeń. Sceny zbiorowe — zwłaszcza opisy tłumu gotowego do samosądu — są mistrzostwem Faulknera. Zbiorowość nie ma twarzy, to bezkształtny organizm, karmiony plotką i pierwotnym strachem. Gdy Chick przechodzi obok ludzi zebranych przed więzieniem, ma wrażenie, że patrzy na potwora, a nie na sąsiadów. To metafora nie tylko Południa, ale każdej społeczności, która ulega psychologii tłumu. W warstwie symbolicznej Intruz można czytać jako powieść o grzechu pierworodnym Południa: niewolnictwie i rasizmie. Faulkner, który sam był dzieckiem Południa, mierzy się z dziedzictwem, które wielu chciałoby zamieść pod dywan. Nie poprzestaje na pokazaniu brutalności zewnętrznej — dociera do subtelnych form przemocy codziennej, obecnej w języku, gestach, milczeniu. Interesująca jest rola kobiet w powieści, zwłaszcza Miss Habersham, która wbrew konwenansom bierze udział w wykopaniu trumny. Symbolicznie staje się łącznikiem między starym Południem a nowym światem, który dopiero się rodzi. W jej decyzji nie ma egzaltacji ani taniego heroizmu — jest za to głęboka, wypracowana etyczna konsekwencja. Często zwraca się uwagę na zaskakujący wątek optymistyczny Intruza. W odróżnieniu od bardziej pesymistycznych dzieł Faulknera, tu w finale pojawia się cień nadziei: Lucas zostaje uniewinniony, a Chick dokonuje wewnętrznego przełomu. Ale ten optymizm jest raczej zniuansowany niż triumfalny. Faulkner nie oferuje happy endu w hollywoodzkim stylu; daje raczej moment wytchnienia, który może być początkiem, ale równie dobrze iluzją. Co istotne, Intruz powstał w momencie, gdy kwestia rasowa zaczynała ponownie wracać do centrum dyskursu publicznego w Stanach Zjednoczonych. Faulkner przewidział, że problem rasowy nie zniknie sam z siebie — przeciwnie, będzie wymagał bolesnej konfrontacji i rezygnacji z mitów. Powieść jest także ciekawym głosem na temat roli literatury. Faulkner zdaje się mówić: pisarz nie jest od pocieszania, ale od stawiania trudnych pytań, od grzebania w ciemności. W Intruzie zamiast idealistycznych reformatorów mamy ludzi uwikłanych w tradycję i własne ograniczenia, którzy jednak — w niektórych momentach — zdobywają się na odwagę przekroczenia granic. Szczególne znaczenie ma język rasowy, którym posługują się mieszkańcy Jefferson. Jest to język pełen eufemizmów, uników, stereotypów. Chick od początku przechodzi drogę od bezrefleksyjnego powtarzania zasłyszanych określeń do własnego, krytycznego języka. To pokazuje, jak głęboko przemoc może być zakorzeniona nie w czynach, lecz w samych słowach. Pod względem konstrukcji narracyjnej Faulkner znów eksperymentuje z czasem, choć mniej radykalnie niż w Wściekłości i wrzasku. W Intruzie czas jest bardziej linearny, ale wciąż pełen retrospekcji, wspomnień, wewnętrznych rozważań. Nie chodzi tu o ukrywanie fabuły, lecz o pokazanie, że wydarzenia kształtują się nie tylko w zewnętrznym porządku, ale także w świadomości uczestników. W finale Chick, patrząc na Lucasa odchodzącego w pola bawełny, zaczyna rozumieć, że wszystko dopiero się zaczyna. Symboliczna cisza, która zapada, jest bardziej wymowna niż jakikolwiek płomienny monolog. Intruz to powieść, która wykracza poza ramy społecznego komentarza. To również studium jednostki wobec zbiorowości, odwagi wobec konformizmu, godności wobec upokorzenia. Faulkner, mistrz paradoksu, nie moralizuje. Pokazuje świat w całym jego brudzie i pięknie, w rozpaczy i w nikłej nadziei. Być może dlatego Intruz wciąż pozostaje tak żywą książką. W epoce, gdy na nowo rozmawia się o rasie, tożsamości i odpowiedzialności zbiorowej, Faulkner zdaje się szeptać zza grobu: nie wystarczy zmienić prawa, trzeba zmienić serca. A to zawsze jest najtrudniejsze. Lucas Beauchamp, niezłomny „intruz”, przypomina, że prawdziwa wolność zaczyna się tam, gdzie kończy się strach przed odrzuceniem i przemocą. Chick Mallison zaś staje się figurą przyszłości — tej, która jeszcze nie nadeszła, ale o którą warto walczyć. Intruz nie jest opowieścią o jednym procesie sądowym. To raczej traktat o długim, bolesnym procesie dojrzewania całego społeczeństwa. I choć w literackim świecie Faulknera nic nigdy nie jest proste, Intruz pozostaje jednym z jego najjaśniejszych świateł — tym bardziej przejmującym, że świeci w mroku.
Bratyslawski - awatar Bratyslawski
ocenił na108 miesięcy temu
42 równoleżnik John Dos Passos
42 równoleżnik
John Dos Passos
Różne oblicza Ameryki z początku XX wieku oczami zafascynowanego socjalizmem nacjonalisty. Książkę znalazłam w jednym z zestawień najważniejszych amerykańskich powieści minionego stulecia, co mnie oczywiście zaintrygowało, szczególnie, że nigdy nie słyszałam o jej autorze. Dos Passos był bardzo ceniony za życia, a jego nazwisko wymieniane było jednym tchem wraz z Hemingway'em, Faulkner'em czy Fitzgeralde'em, a wielu pisarzy jak Sartre czy Hłasko uważali go za najwybitniejszego pisarza w historii. Jednak po prawie 100 latach, ten amerykański pisarz został niemal całkowicie zapomniany, a jego dzieła są znane tylko nielicznym wielbicielom literatury. 42 równoleżnik to pierwsza cześć trylogii U.S.A. gdzie jak nazwa wskazuje to państwo i jego naród są głównymi bohaterami cyklu. Autor zastosował bardzo nowoczesne rozwiązania narracyjne w swojej książce, bo oprócz zwykłej narracji wprowadził strumień świadomości, a także gazetową kronikę wydarzeń z opisywanego okresu. Wszystko to choć nowatorskie, jest dosyć ciężkie w odbiorze i mało zrozumiałe dla współczesnego czytelnika. Historia główna podzielona została na wielu narratorów i przedstawia wiele odrębnych opowieści, które niekiedy się na siebie nakładają, niekiedy biegną własnym torem. Autor chciał pokazać różnorodność swojego kraju i jej ludzi, ale moim zdaniem rezygnując z głównej osi powieści, zatracił jej głębię i stworzył jedynie zbiór opowiadań o ludziach stąd, bez widocznego przesłania. Wszyscy bohaterowie są postaciami pozytywnymi, wszyscy wywodzą się z nizin społecznych i nie mają łatwego startu, choć robią wszystko, aby utrzymać się na powierzchni i poprawić swój byt. Oczywiście napotykają wiele trudności, brak im szczęścia, podejmują też złe decyzje, przez co tracą grunt pod nogami. Wszystkie te historie są bardzo schematyczne i nie wynika z nich w sumie nic nowego, ot ciężkie życie ludzi z warstw robotniczych, ani lepsze, ani nie gorsze niż milionów im podobnych. Wydaje mi się, że przez to rozmycie myśli przewodniej, książka jest dziś zapomniana, bo nie ma tu historii godnej zapamiętania, nie ma też emocji, ani niczego co by mogło na dłużej pozostać w pamięci czytelnika. Doceniam nowatorstwo formy, ale pod względem fabularnym powieść nie przetrwała próby czasu.
ishara - awatar ishara
oceniła na65 lat temu
Bakunowy faktor. Tom 1 John Barth
Bakunowy faktor. Tom 1
John Barth
„Wiele czynów słodko pachnie nocą, lecz cuchnie w blasku słońca”. W wieku XVII osadził John Barth fabułę powieści o początkach Ameryki, popełniając swoje dzieło z rozmachem, nadając mu wiele barw. Mamy obraz ludności migrującej z Europy, a wśród niej nasz protagonista, poeta i dziewica (w jednym) z wyboru i własnego nadania, piraci, sodomici, agenci, kurwy, czyli cała europejska menażeria. Dzieje się sporo; jest polityka, jest i korupcja i przekręty; jest pijaństwo, handel opium, sutenerstwo, a grzmocenie dziwek urasta niemalże do samodzielnego wątku (dla mnie chyba nieco zbyt rozbudowanego); jest frywolnie i ironicznie. Powieść pełna niekończących się przygód, historie wyskakują jak króliki z kapelusza, a wszystko w świetnym stylu (jak to u Bartha),chociaż muszę przyznać, że czasem zdarzało mi się pogubić nieco wśród licznej plejady postaci i snutych przez nie opowieści. Wśród tych wszystkich historii Barth pokazuje proces narodzin Ameryki jako coś brudnego, lepkiego, nikczemnego, jednocześnie zwracając uwagę na czekającą u jej wybrzeży szeroko rozumianą wolność, która jak pisze, jest jednocześnie błogosławieństwem i przekleństwem, która potrafi czynić z każdego sierotę, wynosić i deprawować. Ponieważ moje oczekiwania były inne, raczej w stylu czytanego wcześniej Końca drogi tegoż autora, więc początek mnie trochę zniechęcił, ale dalej było już tylko lepiej. Nie mniej jednak dla mnie było trochę za długo, co nie znaczy, że nie sięgnę po drugą część przygód poety-dziewicy, co zresztą uczynię niezwłocznie. „Naszym losem jest szukać […]”.
Pan_Poker - awatar Pan_Poker
ocenił na88 miesięcy temu
Most San Luis Rey Thornton Wilder
Most San Luis Rey
Thornton Wilder
„Nad zbiegami okoliczności można by się zdumiewać na sto różnych sposobów” – czytamy w tej znakomitej opowieści poświęconej odwiecznemu pytaniu ”Co jest prawdą?”, wraz z pomocniczymi: „Skąd możemy się jej dowiedzieć?” oraz „Skąd czerpać empatię?”. Niby to o niczym. Ot, gdzieś w Ameryce Płd. w 18. wieku zawalił się wiszący most, parę osób zginęło, a pewien franciszkanin próbuje dociec, co z tego wynika. Odpowiedź brzmi: wszystko - cały sens czy też bezsens ludzkiej egzystencji. I jasne się staje, że tę pięć postaci łączy nie tylko nagła śmierć. Co rzadkie, tam i wtedy, świetnie nakreślone są postacie kobiece. A ponadto: jak to jest napisane...!!! Nie dziwota, że Sandor Marai zachwycił się tym małym arcydziełkiem. Można nawet na siłę doszukiwać się tu pewnych podobieństw a może też i inspiracji… W każdym razie Pulitzer z 1928 r. był nieprzypadkowy - wtedy ceniono nieoczywiste, pozornie nieskomplikowane opowieści. „Brat Juniper wykrył, że najmniej można się dowiedzieć od ludzi najbardziej związanych z przedmiotem badań. (…) Ci, którzy wiedzieli najwięcej, powiedzieli najmniej” – ta pełna rezygnacji konstatacja potwierdza, że „the Truth is out there”. Czy jest w tym kontekście przypadkiem, że na koniec biedny franciszkanin stwierdza: ”Przepaść między wiarą i faktami jest większa niż się na ogół przypuszcza”. Czy możemy się zatem dziwić, że tworzona przezeń Księga, która miała opisać „jak było”, trafia na Indeks Ksiąg Zakazanych, a jej autor....? Cóż, ponosi taki los, jaki podobno sam Pan Buk zalecił swym ziemskim funkcjonariuszom (choć zarazem żadna to antyklerykalna agitka). I tylko zapewnienie o niezrywalnym moście, którym jest – czy też: może być, aby nie wpadać w pewien "harlequinizm" - Miłość, daje na koniec nadzieję… Kilka cytatów: …Albo żyjemy z przypadku i umieramy z przypadku, albo żyjemy według planu i umieramy według planu… ...Niektórzy mówią, że nigdy nie będziemy wiedzieć i że dla bogów jesteśmy jak muchy, które chłopcy zabijają w dzień letni, a inni mówią przeciwnie, że nawet najmniejszy wróbel nie zgubi jednego piórka bez woli Boga... …Widziała, że ludzie tego świata chodzą w zbroi egoizmu, pijani samouwielbieniem, spragnieni komplementów, mało słysząc z tego, co się do nich mówi, niewzruszeni wypadkami, które spotykają ich najbliższych przyjaciół, w strachu przed wszelkimi apelami, które wymagałyby od nich jakichś ofiar…. …Styl to jedynie godne pogardy naczynie, w którym gorzki napój podaje się światu... …Przeorysza należała do tych osób, które marnują życie, ponieważ zapłonęły miłością do jakiejś idei na kilka stuleci przed jej właściwym pojawieniem się w określonym momencie historii cywilizacji. Matka Maria del Pilar walczyła przeciwko swojej epoce, pragnąc by kobietom przyznano nieco ludzkiej godności.... …Istniało wtedy w Limie coś owinięte w wiele łokci fioletowego jedwabiu, z którego wystawała wielka nabrzmiała głowa i dwie pulchne, przeźroczyście białe ręce – był to arcybiskup…. …Przeczytał całą literaturę starożytną i wszystko z niej zapomniał poza ogólną atmosferą wdzięku i sceptycyzmu. Znał się kiedyś na Ojcach Kościoła i soborach, ale zapomniał już wszystko, poza nieokreślonym wspomnieniem sporów, które nie miały żadnego związku z Peru…. …Jak wszyscy bogacze, nie mógł uwierzyć, że biedni (popatrzcie na ich domy i ich ubrania!) mogą rzeczywiście cierpieć. Jak wszyscy ludzie żyjący w zbytku wierzył, że tylko ludzie oczytani mogą wiedzieć, iż są nieszczęśliwi…. …Czerpał coś w rodzaju radości z przekonania, że na świecie wszystko urządzone jest źle. Szeptał do ucha franciszkanina myśli i opowiastki, które zaprzeczały, jakoby ktokolwiek kierował światem…
Łukasz Starzewski - awatar Łukasz Starzewski
ocenił na103 lata temu
Wiwisekcja Patrick White
Wiwisekcja
Patrick White
Dobre, ale trochę niedobre: to przykład takiej powieści. Czyta się dobrze, zaczyna się bardzo dobrze i tak do połowy uznawałem ją za bardzo dobra, choć bez żadnej oryginalności w narracji czy fabule. Potem powieść moim zdaniem grzęźnie. Nadal czyta się dobrze, ale fabularnie jest mniej interesująca. Gdzieś koło 75% treści straciłem większość zapału do czytania, ale przeczytałem do końca. Fabularnie (spojler, uwaga),to czas gdy stary bohater zakochuje się w 13-14 latce i z nią śpi, a potem latami o niej myśli i ma o nią ból dupy. Nie mam nic przeciw takim wątkom, np. Lolitę uważam za wybitną, ale w tej powieści jest to drętwe, nudne, miałkie, czy jakie tam. W ogóle żałuję, że straciłem kilkanaście godzin na tą powieść. Postać niezrozumiałego cierpiącego artysty okazuje się nudna, podobnie wątki poboczne. Niby wszystko jest napisane dobrze, poprawnie, ale powieść traci szansę na zaskoczenie czytelnika, na powiedzeniu dużo więcej. Mamy za to długą treść bez niespodzianki w formie, treści, rozwoju akcji itd. W zasadzie wolę powieści nawet wyraźnie gorsze, które jednak nas zaskoczą niż takie całkowicie poprawne i dobre, które nie wychodzą w niczym dalej, więcej, nic nie ryzykują, tylko grzeją to samo przez kilkanaście godzin czytania. Jeśli ta powieść jest dla autora charakterystyczna, nie wrócę do niego. 6/10 mimo początkowej połowy 8/10. Postać Rhody oczywiście fajna.
Dzierzba - awatar Dzierzba
oceniła na65 miesięcy temu

Cytaty z książki Ciężkie pieniądze

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Ciężkie pieniądze