rozwińzwiń

Koniec Kalifornii

Okładka książki Koniec Kalifornii autora Steve Yarbrough, 9788307031934
Okładka książki Koniec Kalifornii
Steve Yarbrough Wydawnictwo: Czytelnik literatura piękna
380 str. 6 godz. 20 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Tytuł oryginału:
The End of California
Data wydania:
2009-07-07
Data 1. wyd. pol.:
2009-07-07
Liczba stron:
380
Czas czytania
6 godz. 20 min.
Język:
polski
ISBN:
978-83-07-03193-4
Tłumacz:
Katarzyna Bieńkowska
Średnia ocen

6,2 6,2 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Koniec Kalifornii w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Koniec Kalifornii

Średnia ocen
6,2 / 10
39 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Koniec Kalifornii

avatar
3766
1095

Na półkach: ,

Nie jest to może arcydzieło literackie, ale na mnie zrobiło spore wrażenie.

Autor silnie zaakcentował duszną atmosferę małego miasteczka z jego wszystkimi wadami i zaletami. Sporo mamy tutaj niedopowiedzeń czy wręcz urwanych wątków, które w ostatecznym rozrachunku splatają się w sensowną całość.

Mamy tutaj dobrze sytuowaną rodzinę, która z dużego miasta w Kalifornii przeprowadza się z niewiadomego powodu do niewielkiej mieściny w Missisipi, gdzie zostaje ona poddana skrupulatnej wiwisekcji. Mroczne tajemnice wychodzą nieśpiesznie na jaw, pojawiają się starzy znajomi i wrogowie, zdrada i morderstwo.

Autor silny nacisk położył, w wiadomym tylko sobie celu, który jednak powoli odkrywa przed czytelnikiem, na jednego z bohaterów, akcentując jego niezłomną wiarę i moralność, które jednak zostają poddane nieoczekiwanej próbie. Świetnie zobrazowana kwestia ukrytego i jawnego rasizmu nadaje dodatkowego smaczku tej mini powieści.

Skojarzenia z Faulknerem są jak najbardziej na miejscu, chociaż może klasa pisarza nie ta. Mimo to uważam, że jest to dość dobra książka ukazująca mroczne zakamarki ludzkiej duszy, która może silnie zbłądzić w obliczu własnych fanatycznych przekonań.

Polecam

Nie jest to może arcydzieło literackie, ale na mnie zrobiło spore wrażenie.

Autor silnie zaakcentował duszną atmosferę małego miasteczka z jego wszystkimi wadami i zaletami. Sporo mamy tutaj niedopowiedzeń czy wręcz urwanych wątków, które w ostatecznym rozrachunku splatają się w sensowną całość.

Mamy tutaj dobrze sytuowaną rodzinę, która z dużego miasta w Kalifornii...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
1084
1084

Na półkach: , ,

Z zaskoczeniem stwierdziłem, że Autor rzeczywiście (jak w blurbie) pisze w stylu Faulknera. Świetnie oddaje duszne stosunki w prowincjonalnym mieście delty Missisipi. Gdzie każdy zna grzechy każdej rodziny do trzech pokoleń wstecz, a bezlitosny, konserwatywny baptyzm dorzuca do kotła swoje diabelskie ingrediencje. Do tego wiecznie żywe konflikty rasowe. Jedyną nadzieją wydają się młodzi bohaterowie, którzy pomimo parszywych doświadczeń, zdecydowanie czynią ten świat lepszym.

Z zaskoczeniem stwierdziłem, że Autor rzeczywiście (jak w blurbie) pisze w stylu Faulknera. Świetnie oddaje duszne stosunki w prowincjonalnym mieście delty Missisipi. Gdzie każdy zna grzechy każdej rodziny do trzech pokoleń wstecz, a bezlitosny, konserwatywny baptyzm dorzuca do kotła swoje diabelskie ingrediencje. Do tego wiecznie żywe konflikty rasowe. Jedyną nadzieją...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
421
254

Na półkach: ,

Do podróży. Na jednokrotne przeczytanie.

Do podróży. Na jednokrotne przeczytanie.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

82 użytkowników ma tytuł Koniec Kalifornii na półkach głównych
  • 55
  • 27
34 użytkowników ma tytuł Koniec Kalifornii na półkach dodatkowych
  • 27
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Koniec Kalifornii

Inne książki autora

Steve Yarbrough
Steve Yarbrough
Amerykański pisarz i nauczyciel akademicki, który wykłada w Emerson College. Mąż polskiej tłumaczki i eseistki Ewy Hryniewicz-Yarbrough.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Mefisto John Banville
Mefisto
John Banville
Banville to figlarny i piekielnie inteligenty pisarz, a każda jego książka jest jakby smakowicie zapakowanym prezentem, gdzie nazwisko autora jak wielka kokarda zwiastuje kryjące się pod nią wspaniałości. Mefisto jest i nie jest podobne do innych dzieł tego autora. Jest w nim wszystko, co najwspanialsze, najbardziej charakterystyczne dla niego, a jednocześnie prezentuje nieco inne spojrzenie i postaci. Mamy tu młodego człowieka, chłopca, który posiada niezwykły matematyczne dar, określany przez swojego nauczyciela jako geniusza. Poznajemy go od najwcześniejszych chwil życia, chwil, które zna z opowiadań rodziny, jak przeżył niejako kosztem swojego brata bliźniaka. Zawsze strzeżony jako ten, który może podzielić los zmarłego rodzeństwa, a jednocześnie od najwcześniejszych lat izolujący się i próbujący oddanie matki. W szkole dowiaduje się, że jest wybitnym, ponadprzeciętny, co skrzętnie ukrywa przed rodziną, zwykłą i prostą, nie znającą innego życia jak to w małym i skromnym miasteczku. Pragnie być bezgranicznie kochany i akceptowany ale zdaje sobie sprawę, już jako dziecko, że od chwili narodzin jego życie naznaczone jest przegraną, że jego wyjątkowość, to jego przekleństwo. Nie oponuje, gdy matka nie zgadza się z nauczycielem poruszonym talentem ucznia, z którego potęgi zdaje sobie sprawę tylko on, próbuje uświadomić matkę jak bardzo niezwykłe dziecko jest jej udziałem, jaka to misja wychować go. Matka czuje się dotknięta, jakby nazwał ją złym rodzicem, ta prosta kobieta nie jest w stanie pojąć geniuszu dziecka, jego wagi, ona widzi tylko jego odmienność społeczną, jego introwertyczny charakter, jego mało dziecinny sposób bycia i zainteresowania. Oczywiście o tym wszystkim dowiadujemy się z opowiadań chłopca, który jest narratorem całej historii, sformułowanych w sposób charakterystyczny dla dużego dziecka, inteligentnego lecz emocjonalnie wciąż niedojrzałego. Jakby tego było mało w tej spokojnej i cichej okolicy pojawiają się trzej przybysze, zupełnie inni i zupełnie nie spokojni. Wszystkich spowija aura diabolicznej tajemniczości, niemą Sophie, przebiegłego Felixa i antypatycznego Kasperla. Tak samo obcy dla społeczności jak Gabriel, który wyczuwa jakąś jedność duchową, losu z nowymi sąsiadami. Zafascynowany ich niemal patologicznym stylem życia wydaje się, że zupełnie zapomina o swojej prawdziwej rodzinie i niejako adoptuje się sam do nowej, tej, która go przyjmuje takim jaki jest. Czy przyjmuje? A może bardziej zwabia, a niczego nieświadomy niewinny Gabriel daje się złapać w pułapkę, która wcześniej została na niego zarzucona poprzez obdarzenie go nadzwyczajnym darem? Nic nie jest tu opowiedziane wprost, nie ma rzeczy oczywistych i podstawowych. Wszystko jest rozmyte, ukryte w mgle, zapisane językiem, którego nasz bohater nie rozumie, ponieważ jedyny język mu bliski to język liczb i ich skomplikowane kombinacje, których nie da się odnieść do ludzkiej rzeczywistości, nieprzewidywalności życia, ludzkich uczuć i więzi, interesowności i złych intencji. A to dopiero początek. Banville doprawdy jest pisarzem, który potrafi w zachwycająco prosty, a jednocześnie niepretensjonalnie wyszukany sposób uchwycić to, co nas otacza, a nad czym nawet się nie zastanawiamy, ponieważ jest to tak oczywiste. Potrafi to odbić w lustrze tak, że przyglądamy się i przyglądamy, i zamiast znużenia wzmaga się nasza ciekawość i chęć dalszego poznawania. Kiedy Gabriel doświadcza dramatycznych zdarzeń, czy minęło już kilka lat, których nie zauważył, czy ledwie kilka tygodni, które odmieniły go tak, jakby przeżył już wystarczająco by dojrzeć, tego nie wiemy. Zmienia się jednak język opowieści, jest zdecydowanie smutniejszy, zgaszony, pozbawiony złudzeń, a jednak narrator wciąż szuka dla siebie ratunku. Banville to prawdziwy czarodziej, samym tylko tonem opowieści potrafi zmienić perspektywę, właściwie oddać wszystko co istotne. To cudowne zadumanie w języku jest wyjątkowym znakiem firmowym, trudnym do odnalezienia gdziekolwiek indziej. Nie tylko styl, który oddaje maksimum treści, ale do tego niebanalna fabuła, która wywołuje gęsią skórę zasługują na poświęcenie jej małego wycinka z życia, żeby poznać co to jest dobra literatura. Mefisto to niewiele ponad dwustu-stronicowa lektura, w której zostały zawarte najważniejsze problemy ludzkiej egzystencji.
czytulinka - awatar czytulinka
oceniła na811 lat temu
Złe małpy Matt Ruff
Złe małpy
Matt Ruff
Jane Charlotte zabiła człowieka. Lekarz ze szpitala psychiatrycznego w Las Vegas ma za zadanie zbadać jej poczytalność. Zabójstwo wygląda na irracjonalne, a życiorys trzydziestoparoletniej kobiety – młodzieńczy bunt, narkomania, przelotne związki i marne posady – nie daje jednoznacznego obrazu jej zdrowia psychicznego. Jane nie zaprzecza, że zabiła. Twierdzi jednak, że zrobiła to, bo należy do tajnej organizacji, walczącej ze złem na świecie. A konkretnie - pracuje dla Wydziału Usuwania Niereformowalnych Osób. Dla Złych Małp. Opowieść Jane Charlotte jest spójna i logiczna, trochę podkoloryzowana na film klasy B, ciut za dużo efektów, ale nadal mieści się w realności. Gdy już zaczynamy jej wierzyć, zaczynamy ją nawet lubić, to doktor Vale wyciąga na światło dzienne parę faktów. I znowu – wydaje się nam, że wiemy, dlaczego Jane wymyśla sobie świat Złych Małp, od czego ucieka w szaleństwo. Coraz bardziej wchodzimy w niewiarygodny świat kobiety, chcemy za wszelką cenę jej wierzyć - że przeciętna osoba z masą problemów może ratować świat od złych ludzi. Przecież tak bywa w kinie. Każdy z nas marzy by być kimś więcej niż tylko osobą czytającą o teoriach spisowych, checemy brać w tym udział! A Jane bierze w tym udział... Bez głębszego zastanowienia stanęłam po jej stronie. Powieść Matta Ruffa'a to kawał świetnej literatury skonstruowała jak szwajcarskie zegarki - precyzyjnie i z finezją. I z zaskakującym końcem. Idę upolować pozostałe książki tego autora. Recenzja z 2011 r.
Apo - awatar Apo
ocenił na61 rok temu
Londonistan Gautam Malkani
Londonistan
Gautam Malkani
Akcja tej książki rozgrywa się w Anglii, w w londyńskiej dzielnicy, w której żyją urodzone już w Europie nastoletnie dzieci hindusów, muzułmanów i sikhów. Z Indii i Pakistanu. Bohaterami opowieści są ci, którzy wbrew oczekiwaniom rodziców, nie stawiają na naukę jako szansę na znalezienie dla siebie miejsca w obcym im świecie, ale wybierają szybkie dorabianie się na odblokowywaniu, a potem paserstwie ukradzionych komórek. Zbuntowani przeciwko daremnym pragnieniom rodziców upodobnienia się do białych Brytyjczyków. Narratorem Londonistanu jest Jas, który bardzo zabiega o to, by nie odróżniać się od szybkiego w biciu Hardjita Jahala i jego paczki. Książka zaczyna się od sceny, gdy Hardjit kopie do nieprzytomności białego kolegę ze szkoły za to, że ten rzekomo nazywa bohaterów historii Pakistańcami. Kopanie białych zastępują walki z muzułmanami sprowokowane uwodzeniem hindusek. Gdy Jas zakochuje się w muzułmance Samirze, kryje się ze swoimi uczuciami przed kumplami nie dopuszczającymi do łamania granic między religijnych. Zabiega o bliskość dziewczyny budując związek na pozie, udawaniu i pieniądzu, uznanym tu za "witaminę P, która zapewnia człowiekowi witalność". W książce skonfrontowano nas z dwoma językami, na granicy których żyje główny bohater. Język nieśmiałego jąkały, który pierwotnie jest językiem książek, nauki i refleksji i dosadny, wulgarny język gangu. Jas przyjmując go, próbuje przemieniać swoje zasady i sposób, w jaki żyje na podobieństwo tego języka, który przeciwstawia się "obciachowej mowie białych" i mowie kokosiaków tj. tych, którzy z wierzchu są brązowi a wewnątrz już biali, a więc tych, którzy "kupili kit o wykształceniu". Bohaterowie, wydziedziczeni z nieznanych im Indii i Pakistanu, wykluczeni ze świata białych swoje miejsce znajdują w świecie przestępczym, pielęgnując kult pieniądza i "Niewidzialnej Panny Przemocy, która rozprzestrzenia się jak wirus, robiąc dobrze każdemu, kto ją ogląda". W książce motywy dojrzewania, pożądania, pierwszych zbliżeń z dziewczyną, manipulowania drugą osobą, by móc zaspokoić swoje potrzeby. Równolegle - walka o pozycję wśród rówieśników, o ich uznanie, podziw, o to, by się nie ośmieszyć, by nie odrzucono. Towarzyszą temu konflikty młodych z rodzicami, bunt przeciw ich oczekiwaniom, poczucie niezrozumienia. Szczególnie widać to w historii brata jednego z członków gangu, udręczonego przygotowaniami do ślubu przeżywanymi w cieniu kastowych uprzedzeń i kompleksów matki. Znaczący motyw tożsamości. Czy bohater jest Indusem oderwanym w Londynie od swoich korzeni, czy "kokosiakiem", z zewnątrz brązowym, w środku białym, imitatorem kultury białych? Gautam Malkani opowiada tę historię żywym, zabawnym, nierzadko (w zgodzie z realiami) wulgarnym językiem. Bohaterowie wyraziści. Zakończenie zaskakujące. Kopiuję z postu na mojej stronie nietylkoindie.pl
Tamanna - awatar Tamanna
oceniła na611 lat temu
Podróże po skryptorium Paul Auster
Podróże po skryptorium
Paul Auster
Tutaj nie jest ważne zakończenie. Docieranie do niego było o wiele ciekawsze. Pokój, być może hotelowy. Samotny mężczyzna, w słusznym już wieku. Nie pamięta, dlaczego się tu znalazł i kiedy. Gdy drzwi się otwierają (czy były w ogóle zamknięte?),do środka wchodzą postaci, które doskonale go znają – on ich zupełnie nie. Ratuje resztki swego człowieczeństwa (bo jeśli pamięć nas kształtuje, co zrobić, jeśli wspomnienia przepadły? Kim wówczas jesteśmy?),notując imiona i nazwiska, które padają w trakcie dziwacznych rozmów z jego gośćmi. Składa puzzle, ale żadne klocki nie chcą do siebie pasować. Jedyną nadzieją (a może wyzwoleniem) może być książka o przygodach pewnego kapitana. To przykład mistrzowsko budowanego nastroju osaczenia i klaustrofobii. Powieść pełna kontrastów i opisów spraw przyziemnych obok całkiem podniecających, która co chwila wysadza nas z fotela i czytelniczego „ciepełka”. Gonimy króliczka i gdy już łapiemy go za ogonek, pojawia się ktoś/coś, co powoduje, że stajemy zaskoczeni, a bestyja ucieka. Sama postać głównego bohatera jest nierozwiązywalną zagadką – czy był złym człowiekiem? Katem czy raczej ofiarą? Kim są zatem jego goście? Którego z nich skrzywdził, a może: który z nich chce go skrzywdzić? Wielowątkowość interpretacji (i alegoryczność) tekstu trzyma nas w garści aż do końca. To nieco szkatułkowa powieść, poćwiartowana wątkami, spostrzeżeniami i przypuszczeniami o przeszłości i przyszłości starca, odwiedzających go postaci i tajemniczej książki, którą jeden z gości kazał mu czytać w ramach terapii. Próba łączenia ulotnych szczegółów w spójną całość zajmie nam cały czas, jaki spędzimy z „Podróżami po skryptorium” i panem Niewiadomskim. Warto. Świetny (no ba!) przekład Jerzego Kozłowskiego.
Marcin Masłowski - awatar Marcin Masłowski
ocenił na71 rok temu
Przed zstąpieniem do piekieł Doris Lessing
Przed zstąpieniem do piekieł
Doris Lessing
To chyba ta chwila, kiedy przebudziwszy się z intensywnie barwnego snu, nadal pozostaję pod przemożnym wpływem jego subtelnie przepływających prądów. Lektura powieści zakończona ale jej czar nie prysł. Z nabytą wiedzą stoję niczym współczesny Odyseusz po wędrówce w głębiny swojej jaźni. Próbuję zrozumieć coś istniejącego, niedostrzegalnego jednak wcześniej dla moich zmysłów sprzed emocjonalnych wypraw z Doris Lessing. Gdybym chciał spojrzeć zgodnie z chłodną percepcją naszych czasów, to zapewne dostrzegłbym paranoidalny przypadek, wciśnięty w ramy ścisłych rubryk nauki o ludzkiej psychice. Jednak wszystko co przeżyłem, znajduje się poza Czasem współczesnego świata. Ta mozaika ogromnych i ciągle zabudowywanych przestrzeni staje się dopełnieniem moich snów, bo przyznam się do tego, że część z nich już kiedyś wyśniłem. To nauka dla mnie, jak przestać definiować zdarzenia według utartych wzorców. "Przed zstąpieniem do piekieł" trzeba zdobywać dryfując, wykorzystując odpływy światła i przypływy cienia. Należy przyjąć, że nic nie jest tym, czym się wydaje. To szczególny stan wyobraźni, uruchamiany wtedy, kiedy twórczyni lub twórca literackiego dzieła nakłada warstwami swoje bogactwo, zdając sobie sprawę z pulsacji tej całej nowej materii, często wręcz czytelnika oślepiającej. Jednak chociaż w tym wypadku stajemy przed problemem lub dobrodziejstwem istnienia wielu form, to można się tu czuć rześko. W każdym razie przed moimi oczami rozpościerała się jedynie jasna przestrzeń. Oczywiście aby wysiłki zostały ukoronowane, to trzeba spojrzeć na to wszystko pod pewnym specyficznym kątem. Tak wspaniałych widoków nie wolno przecież wystawiać na łut szczęścia, wskazane jest wtedy chociaż minimalne wyostrzenie zmysłów. Bohater angielskiej pisarki znajduje się wciąż w drodze, spełnieniu jego największych oczekiwań towarzyszy ogromne uczucie napięcia. Nie spodziewałem się wielu wskazówek dotyczących sposobu, w jaki obydwaj mamy uniknąć niewyobrażalnie groźnego nurtu. Poszukujący celu Charles Watkins tęsknił za przyjaznym lądem a ja za jednocześnie kreślonymi przez Doris Lessing kilkoma liniami, kiedy to rozciągnięty na wszystkie strony Czas wymaga tworzenia pomostów, rozpiętych w sieci wymagających ogromnego zaangażowania zależności. Mam wrażenie, jakby antybohaterowie tej powieści karali za nadmierną wrażliwość i zabraniali dopatrywania się w każdym zdaniu innego znaczenia. A przecież w "Przed wstąpieniem do piekieł" wyraźnie wyczuwa się obecność czegoś, co kiedyś istniało a obecnie jest nie do odnalezienia. Tło dla mojego niezwykłego poruszenia stanowi przyroda i muszę przyznać, że nawet kiedy w powieści noblistki zapada mrok, to niezwykłe widoki nie giną. Jest w tym jakaś ożywcza substancja, napierająca na potrzebę dopasowania rytmu życia do odmiennych wzorców. Kiedy przez uchylone wrota tej powieści widzi się zawarte jeden w drugim odległe światy w skali mikro i makro, to aż nie chce się zamykać na te wszystkie wspaniałości oczu. Gdyby część akcji książki nie działa się w szpitalu, to pewnie miałbym wrażenie, że przez cały czas mam do czynienia z nieziemskimi istotami. A jednak w tej osadzonej w klimacie psychologicznego fantasy akcji powieści czai się jak najbardziej ludzka groźba, nieobliczalny wir wszelkiego stworzenia z konsekwencjami podyktowanymi przez błędy ludzkości. Przekonajcie się sami, jak płynny jest ten sen, z którym przyszło mi się zmierzyć.
czytający - awatar czytający
ocenił na103 lata temu
Betonowy ogród Ian McEwan
Betonowy ogród
Ian McEwan
Historia od początku intryguje i trzyma w napięciu. Już po przeczytaniu pierwszego rozdziału, gdzie wszystkie elementy istotne fabularnie zostają rozstawione jak pionki na szachownicy, wiemy, czego możemy się spodziewać i przypuszczamy, co się stanie. I ta świadomość jest niepokojąca, nie pozwala się oderwać od opowiadania, bo obiecuje coś niespotykanego i niecodziennego. Miejsce wydarzeń jest oderwane od rzeczywistości, odizolowane, jakby nie istniało naprawdę; widać tu nawiązanie do biblijnego Edenu, miejsca uznawanego za alegorię dzieciństwa, z którego wygnanie byłoby inicjacją wejścia w dorosłość. Z tą różnicą, że pierwsi ludzie w Edenie - dzieci w Cementowym Ogrodzie, musiały pochować swojego Boga - swoją matkę i teraz pozostawione same sobie, bez nadzoru, nie wiedzą, co mają robić, nie mają kierunku, celu poza utrzymaniem stanu obecnego. Do wygnania nigdy nie dochodzi. Mamy wgląd jedynie w myśli Jacka, 15-latka, który poddaje się swoim potrzebom i kaprysom, coraz bardziej odczuwając zobojętnienie i tęsknotę za matką, siłą wyznaczającą kierunek, dającą zrozumienie i ciepło. Naturalnie pojawia się w nim poszukiwanie wzoru postępowania, jakim jest postać z książki przygodowej i poddanie się woli kogoś, kto daje poczucie celowości spełniające się w zaimponowaniu starszej siostrze. Dzieci ani razu nie wspominają w opowieści o abstrakcyjnych pojęciach, takich jak bóg czy dobro i zło. Nie znają ich, jedyne do czego się odwołują to wstyd, który pojawia się w momencie, gdy najmłodszy chłopiec z rodzeństwa chce włożyć sukienkę. Jednak odrzucają go na rzecz tego, co uważają za zabawne. To jak dzieci radzą sobie z nową sytuacją, rozwija się naturalnie, nie jest zakłócane przez nikogo z zewnątrz. Autor chce, abyśmy zadali sobie pytanie: Co się dzieje, gdy w życiu dziecka zabraknie rodzica, opiekuna, mentora, który narzuca zasady? Czy to jak sobie będzie z tym radzić jest złe? A jeżeli jest to w jakim kontekście? Jeżeli w tym onirycznym świecie istnieje tylko to rodzeństwo i nikt więcej, to dlaczego mieliby żyć inaczej? Kto mówi, że mają żyć inaczej? Element z obcym pojawiającym się w połowie opowiadania, wchodzącym do ich domu, Derekiem jest przypomnieniem, że jednak nie żyją oni w próżni, że społeczne normy wciąż istnieją wokół nich i tylko w kontekście „społecznym” cała sytuacja uważana jest za niemoralną. To, co działo się w ich domu, było tylko ich sprawą, dopóki nie dowiedział się o tym ktoś z zewnątrz. Czy zatem o czynie niemoralnym mówimy tylko wtedy kiedy społeczeństwo tak osądzi? Zakończenie jest otwarte, ale płynie z niego odpowiedź: tak. Autor nie stawia tezy o istnieniu obiektywnej moralności, nie podejmuje kwestii trudniejszych dylematów moralnych, jak na przykład, w przytaczanym przez wielu badaczy literatury nawiązaniu, motywie Kompleksu Edypa; Edyp zabija własnego ojca, w Cementowym ogrodzie z kolei ojciec umiera z powodu choroby. Autor wybrał łagodniejszą wersję, szokującą, jednak nie tak skrajną. Gdyby Jack zabił ojca, nawet przypadkowo, a reszta opowieści pozostałby podobna, nadal zawieszona w próżni braku społecznego osądu i normowania, wszystko potoczyłoby się tak samo, rodzeństwo dostosowałoby się do zaistniałej sytuacji naturalnie i płynnie, po jakimś czasie wykształcając nowe zasady, nie osądzając, tylko akceptując to, co uznałoby za słuszne we własnym kręgu. Przez łagodniejsze przedstawienie sytuacji, wywarcie większego nacisku na opisy czułości i niewinności dzieci dostajemy obraz bardziej przystępny. Pomimo tego, że przez wielu opowiadanie uważane jest za kontrowersyjne, to mając świadomość tego do czego zdolny jest człowiek, wypada na bardzo ostrożne, niemal łagodne jak broszura edukacyjna dla purytan, aby swoją treścią nikogo za bardzo nie gorszyć, ani nie urazić. To debiut zapowiadający pisarza o wnikliwym spojrzeniu na ludzką naturę, napisany językiem wykształconego białego człowieka dla wykształconych białych ludzi z głęboko zakorzenionym chrześcijańskim poczuciem moralności, mający na celu delikatnie zmusić ich do refleksji nad własnymi osądami. Polecam dla tych, którzy nie lubią niczego dosadnie, ale szukają ładnie podanej prawdy ponad kulturowej.
AnnaSiberian - awatar AnnaSiberian
ocenił na67 dni temu

Cytaty z książki Koniec Kalifornii

Więcej
Steve Yarbrough Koniec Kalifornii Zobacz więcej
Steve Yarbrough Koniec Kalifornii Zobacz więcej
Steve Yarbrough Koniec Kalifornii Zobacz więcej
Więcej