-
Artykuły
Milion euro dla pisarki i burza w branży. Nagroda „Aena de Narrativa“ rozpala emocje
LubimyCzytać5 -
Artykuły
„Kawa z Mistrzem Zbrodni” – wygraj spotkanie z Wojciechem Chmielarzem z okazji Światowego Dnia Książki
LubimyCzytać10 -
Artykuły
"Przejścia. Którędy do miłości" Natalii de Barbaro. Mamy dla Was 40 egzemplarzy książki!
LubimyCzytać2 -
Artykuły
Czytamy w weekend. 10 kwietnia 2026
LubimyCzytać446
Cytaty z tagiem "lanie" [24]
Dobson prezentuje niezawodny sposób na „przekonanie” dziecka w tym wieku [2-3 lata], by nie wychodziło z łóżka po położeniu się spać. Otóż wystarczy położyć malca w łóżku i zabronić mu wstawania. Gdy jednak „jego stopy dotkną podłogi, uderz go niewielkim kijem w pośladki”, kochający rodzicu, a następnie połóż kij w widocznym miejscu i „obiecaj, że otrzyma jedno więcej uderzenie, gdy wstanie ponownie”. Choć dziecko w tym wieku nie zawsze umie liczyć, jeśli wstanie, należy uderzyć dwa razy i powtórzyć obietnicę. Jeśli mimo już teraz trzech uderzeń kijem w pośladki dziecko będzie miało ochotę wychodzić spod kołdry, należy uderzyć je kolejne trzy razy i powtarzać tę czynność (wstawanie > coraz więcej uderzeń > ostrzeżenie), aż dziecko uzna, że rodzic „jest szefem”. Następnie trzeba dziecko przytulić, ukołysać i zapewnić o miłości. Bo to, co właśnie nastąpiło, to „akt miłości”, nie maltretowanie.
Ten „akt miłości” powinien być stosowany w wyjątkowych sytuacjach, jako odpowiedź na bunt i nieposłuszeństwo, oraz oczywiście ze spokojem i umiarem. Dobson sam sobie przeczy w kwestii minimalnego wieku dzieci, wobec których można stosować kary cielesne, ale nie ma wątpliwości, że nie należy bić nastolatków. Dlaczego? Odpowiedź jest prosta: bo mogą oddać! Autor przyznaje z rozbrajającą szczerością: „Zbuntowany nastolatek może wygrać konfrontację z rodzicami, gdy sprawa stanie na ostrzu noża. […] Młodzież to dzisiaj siła, z którą trzeba się liczyć”. Dzieci, które są za małe, by oddać, i z którymi w związku z tym nie trzeba się liczyć, można natomiast bić również za… płacz po laniu.
Dziecko, które niemal od początku swojego życia jest bite, traktuje to jako coś oczywistego, naturalnego i normalnego – nie wie (bo i skąd?), że istnieje coś takiego jak prawo dziecka do szacunku i nietykalności cielesnej i zanim się tego dowie, zdąży już uwewnętrznić wzór wychowawczy reprezentowany przez jego rodziców.
Bici biją tych, którzy będą bić.
Pozytywnych skutków stosowania klapsów i innych kar cielesnych nie ma. Jeśli karane fizycznie dziecko wyrośnie na „porządnego człowieka”, to nie dlatego, że było bite, lecz pomimo tego.
Bijący swoje dzieci rodzice w trosce o własne sumienie i dobre samopoczucie wmawiają też sobie i innym, że… wcale nie biją. Wiele osób podziela opinię Stawrowskiego i twierdzi, że klaps czy lanie to nie bicie, a kary cielesne nie mają nic wspólnego z przemocą wobec dzieci. Zresztą już same słowa „klaps” i „lanie” są eufemizmami zastępującymi wyrazy „uderzenie” i „bicie” w celu złagodzenia ich negatywnego wydźwięku. Powszechne używanie tych eufemizmów świadczy o niechęci przyznania, że stosowanie kar cielesnych wobec dzieci jest przemocą. Słowa „uderzenie”, „bicie” itp. zarezerwowane są dla aktów przemocy, natomiast „klaps” czy „lanie” to określenia metod wychowawczych, uznawanych za akty nie przemocy, lecz rodzicielskiej miłości i troski o dobre wychowanie dziecka. Dając dziecku klapsa lub sprawiając mu lanie, rodzice – w swojej opinii – nie „uderzają” go ani nie „biją”, lecz „dają” i „sprawiają”. Dorośli nie chcą przyznać, że biją własne dziecko i stosują wobec niego przemoc – wolą mówić i myśleć, że je dyscyplinują, karzą lub karcą, dają mu klapsy lub sprawiają lanie.
Można dać dziecku zarówno całusa, jak i klapsa. Można sprawić mu zarówno niespodziankę, jak i lanie. Ale przecież kochający rodzice nie biją swoich dzieci! Nie uderzają, nie wymierzają ciosów, a jedynie dają klapsy albo sprawiają lanie. Grożąc dziecku konsekwencjami jego niewłaściwego zachowania i ostrzegając przed karą cielesną, rodzic nie powie do niego: „Uspokój się, bo zaraz cię uderzę” czy „Przestań, bo cię zbiję”. Może powiedzieć co najwyżej: „Uspokój się, bo zaraz dam ci klapsa”, „Przestać, bo zaraz dostaniesz w tyłek”, „dostaniesz lanie” lub „dostaniesz klapsa”, a czasem samo tylko – jak cytowany powyżej ojciec – „dostaniesz!”. Dziecko dobrze wie, że nie chodzi o prezent.
Bardzo istotną sprawą, o której rzadko się wspomina i o której najwyraźniej zapominają dorośli bagatelizujący klapsy, jest fakt, że pośladki to miejsce intymne. Rodzice uczą dzieci, czym są takie miejsca, i mówią, że nikt nie ma prawa ich dotykać. Nikt nie może dotknąć pośladków dziecka, ale rodzic daje sobie prawo – oczywiście nie w ramach przemocy czy tym bardziej wykorzystywania seksualnego, a jedynie w ramach karcenia czy dyscyplinowania – je uderzyć. Powszechnie potępia się pedofilów przypatrujących się rozebranym dzieciom na plaży (nawet jeśli nic więcej nie robią, a jedynym ich „przewinieniem” jest źle ukierunkowany popęd), ale wciąż istnieje wielkie, zbyt wielkie społeczne przyzwolenie na fizyczne karcenie dzieci, na sprawianie im lania i dawanie klapsów. A jaki komunikat otrzymuje dziecko? Wie, czym jest „zły dotyk”, wie, że nie powinno obnażać się przy obcych i że nikt nie ma prawa dotykać jego miejsc intymnych, czyli właśnie narządów płciowych i… pupy! Pomijając ból i upokorzenie (które mają służyć oczywiście tylko dobru dziecka i wychowaniu go na porządnego, nieagresywnego człowieka), co może czuć dziecko, którego miejsca intymne są nie tyle „dotykane”, ile mniej lub bardziej brutalnie bite? I to bite przez własnych rodziców, dla jego dobra? Chyba w żadnej innej dziedzinie dziecko nie otrzymuje bardziej sprzecznych komunikatów. Uczy się, że dotykanie pewnych miejsc jest złe i niedozwolone, ale bicie ich – dobre i dozwolone.
-Nigdy nie mogłem pojąć rozdziców mówiących do dzieci:"Poczekajcie, kochane dziateczki, poczekajcie. Jeszcze nie dorosłyście do tego, ale kiedyś zrozumiecie, że to iż dostawałyście lanie było dla was dobre". Dlaczego lanie? Dla Boga stworzenie takich dzieci, które nie potrzebowałyby lania, to przecież drobnostka. Niezbyt to ładny widok owo lanie. Szczególnie jeśli dorośli są tymi, którzy na nie zasługują najbardziej. Nigdy tego nie mogłem zrozumieć. A pan, panie Jumbo?
-Też nie, panie von Balk.
Zgadzam się z tobą, Aniu, że w zasadzie istnieją lepsze sposoby wychowywania, lecz kara cielesna może być ostatnią ucieczką nauczyciela. Janka słusznie uważa, że bywają dzieci, na które nie ma innego sposobu, tylko rózga. Ja też tylko w ostateczności będę się do niej uciekał.