-
Artykuły
Czytamy w weekend. Książki Roku 2025. 20 marca 2026
LubimyCzytać297 -
Artykuły
Za nami Gala Książka Roku 2025 – rekordowe głosy i zwycięzcy 11. edycji Plebiscytu Lubimyczytać
LubimyCzytać1 -
Artykuły
Od królewskich dworów do Hollywood
LubimyCzytać2 -
Artykuły
Crime Story: pierwsze takie wydarzenie autorskie w Polsce
LubimyCzytać6
Cytaty z tagiem "egalitaryzm" [12]
(...)pojęcie kobiecości, którym bombarduje się dziewczynki i kobiety, zostało zawężone do "gorącego ciała", które jako jedyne odpowiada bardzo surowym standardom kulturowym. Niektóre grupy opiewają tę nadmierną zmysłowość, zakładając, że daje ona kobietom władzę. Ja twierdzę, że to władza pozorna,gdyż jest tylko marnym substytutem tego, czym powinna być prawdziwa władza-ekonomiczną, społeczną, seksualną i polityczną równością, dającą kobietom możliwość kontrolowania tych instytucji, które decydują o naszym życiu.
W powszechnych i tajnych wyborach sekretną receptą idealnej demokracji jest polityczna równość dwudziestoletniej kobiety, która po kryjomu oddaje się prostytucji i sześćdziesięcioletniego tajnego radcy.
Przepaść, jaka dzieli dzisiejszego astronoma od zwykłego członka społeczeństwa, nie jest niczym nowym. Ci, którzy prowadzą badania astronomiczne i dysponują wiedzą, pozwalającą im zrozumieć niebiosa, zawsze należeli do elity; odseparowani od społeczeństwa, do którego ta ezoteryczna wiedza docierała powoli w znacznie ograniczonej postaci. Tak działo się w czasach prehistorycznych, z całą pewnością w Chinach i kulturze mezoamerykańskich, na przykład u Majów. W średniowieczu 'Almagest' Ptolemeusza, z jego epicyklami, deferentami i ekwantami, pozostawał księgą dostępna dla nielicznych. Dzieło Kopernika [...] okazało się równie niedostępne, a odkrycia Keplera zostały niedocenione przez umysły kalibru Galileusza czy Descartes'a. Konsekwencje wynikające z 'Principiów' Newtona przyciągały uwagę niewielkiej liczby błyskotliwych matematyków. Za sprawą Einsteina przepaść się poszerzyła: w roku 1920 C. G. Abbot, organizator Wielkiej Debaty, stwierdził: 'Modlę się do Boga, aby postęp nauki wyekspediował teorię względności do jakiegoś obszaru poza czwartym wymiarem, skąd już nigdy nie mogłaby nas nękać'. A od tamtych czasów bariery techniczne i pojęciowe, przed którymi staje każdy, kto pragnie zgłębić astronomię, tylko rosły (318).
Egalitarysta jest znacznie gorszy od, powiedzmy, religijnego dewota potępiającego bogatych. Ten ostatni wyznaje inny system wartości, chociaż irracjonalny. Nawołuje do wyrzeczenia się bogactw, ponieważ wierzy w najwyższą wartość niematerialnego, ponadnaturalnego wymiaru. Natomiast egalitaryzm jest niższym gatunkiem irracjonalności. Jest całkowicie nihilistyczny. Nie szanuje żadnych wartości, dążąc jedynie do ich zniszczenia. Zaleca wyrównywanie dla wyrównywania, wykorzenienie wartości jako cel sam w sobie albo – jak wyraża to Ayn Rand – „nienawiść do dobra za to, że jest dobre” [s. 326].
Na początku stulecia, gdy tezy socjalizmu zdobywały zwolenników, uważano, że kompetentnych należy zniewolić. aby podnieść resztę ludzkości do ich poziomu i wyrównać materialne korzyści. Mimo że to przekonanie jest złem, jego zwolennicy byli lepsi niż dzisiejsi egalitaryści – tak jak człowiek, który zabija dla rabunku, jest lepszy od tego, który zabija dla zabawy. Dzisiaj zapis dziejów socjalizmu, wykazawszy niepraktyczność zniewalania ludzkich umysłów, nieuchronnie ujawnia głęboko skrywane motywy. Dzisiejsi adwokaci „równości” nie udają, że pragną poprawy losu biednych; nie pragną też wyzyskiwać bogatych, lecz ich zniszczyć.
Jeśli ktoś miałby wątpliwości co do tego, czy taka motywacja jest możliwa, to powinna je rozwiać krucjata ekologiczna [s. 191–192].
5. Moja walka przeciw przemożnemu zapanowaniu instynktów stadnych, odkąd nauka sprawę swoją uczyniła wspólną z nimi; przeciw nienawiści wewnętrznej, z jaką traktuje się wszelki rodzaj hierarchii i dystansu.
3.28 Nie ma Żyda ani Greka, nie ma niewolnika ani wolnego, nie ma mężczyzny ani kobiety; wszyscy bowiem jedno jesteście w Chrystusie Jezusie.
Jest prawdą, że kolor na małym ekranie oznacza swoistą rewolucję. Ale jest również prawdą, że na razie rewolucja ta zapowiada się nadzwyczaj elitarnie i dosyć niebezpiecznie dla... fizjologii odbiorcy. Po pierwsze, odbiornik telewizji kolorowej jest bardzo skomplikowaną maszyną, nie tylko złożoną z większej liczby elementów niż odbiornik telewizji czarno-białej, ale wymagającą znacznie wyższego reżimu technologicznego. Jest cięższy, zużywa się szybciej niż tradycyjne czarno-białe odbiorniki. Cena jego we wszystkich krajach, poza Japonią, kształtuje się niesłychanie wysoko. W Polsce – przewiduje się prawdopodobną cenę 25 tysięcy złotych. Również eksploatacja takiego odbiornika będzie bardziej kosztowna – realizacja programu kolorowego pochłania odpowiednio więcej pieniędzy. Wydaje się, że egalitaryzm naszego programu społecznego winien powodować nami, gdy przyjdzie podjąć decyzję o przejściu z emisji doświadczalnej do emisji "publicznych" – dopóki nie będziemy w stanie produkować odbiorników dostępnych dla przeciętnie zarabiającego obywatela w kraju, dopóty niech telewizja kolorowa czeka w naszych laboratoriach. Wydaje się, że "entuzjazmowi" naszych najlepiej zarabiających nie trzeba w tej mierze ulegać, tym bardziej, że ponieśliby za swoje zarobki "karę" w postaci zagrożenia promieniowaniem odbiornikow; jeśli przed zwykłym telewizorem nie należy siadywać za blisko, przed telewizorem "kolorowym" siadać trzeba z licznikiem Geigera-Müllera, ponieważ nie wszystkie odbiorniki telewizji barwnej są całkowicie bezpieczne. Z czasem ceny spadną, a bezpieczeństwo kolorowej telewizji wzrośnie. Będzie ona mogla stać się telewizją powszechnie dostępną.
Wrażenie, że społeczeństwo egalitarne funkcjonujące w równowadze, gdzie wszyscy mężczyźni są równi, ponieważ ludzka natura sama przez się jest egalitarna, okazuje się być dalekie od rzeczywistości. Jesteśmy, podobnie jak szympansy zdecydowanie usposobieni do rywalizacji o status i dominację, a mimo to, zdolni do stworzenia egalitaryzmu, korzystając z tej właśnie natury.
Egalitaryzm pragnie zrównania wszystkich, to znaczy ściągnięcia najlepszych do poziomu najgorszych [s. 337].