cytaty z książek autora "Grzegorz Łyś"
Jakkolwiek bowiem górale zakopiańscy nominalnie byli chrześcijanami od wieków, to w istocie, według znawców ich historii i duchowości, przyjęli chrzest dopiero z rąk wielebnego Józefa Stolarczyka, nazywanego z tej racji Świętym Janem Chrzcicielem Skalnego Podhala.
Jeszcze w 1882 roku etnograf i znany zoolog, entuzjasta teorii ewolucji August Wrześniowski pisał: „nie należy zapominać, że do dziś dnia Podhalanie są na poły dzicy i nie wyszli jeszcze z pierwotnego stanu dzikiej natury”.
Osłabione duchowo elity podzielonego między zaborców kraju dostrzegły szansę, by poprzez zanurzenie się w jurny i dziki żywioł góralski odzyskać krwistą witalność i nabyć piorunowej energii. Wcześniejsza XIX-wieczna tendencja do idealizowania chłopstwa – które wieki pańszczyzny, ciemnota i pijaństwo sprowadziły do roli zwierząt roboczych – przyniosła bowiem rozczarowania. Wolni górale podhalańscy byli natomiast idealnym przedmiotem uwielbienia. Nad pobratymcami z nizin górowali bystrością umysłu, poczuciem godności, śmiałością, fantazją, przedsiębiorczością, siłą, zdolnościami artystycznymi, sprawnością fizyczną, urodą i poczuciem humoru. W ten sposób góral podhalański – identyfikowany często przez bolszewizującą lewicę z prostym, ale postępowym zbójnikiem – został ulokowany w polskim imaginarium jako narodowy ideał szlachetnego dzikusa.
Kładł się na prawym boku albo na lewym, podciągał kolana, rozprostowywał nogi albo znowu je splatał."Zakładał ręce pod głowę i z lubością czynił właśnie to wszystko, czego związany wariat absolutnie czynić nie może".
To jest normalna rozmowa co u pana, co u pani. Ale widać, że ten człowiek wygląda trochę nie tak, może lekko zaniedbany, może trochę śmiesznie ubrany. Nam z Tworek to nie przeszkadza. A może my też tak dziwnie wyglądamy, może i na nas podobnie patrzą? No nie wiem.
W swoim czasie stację Tworki, „tandetną budę z tym chlubnym napisem, na którego widok zdrowi na umyśle wstydliwie odwracają oczy", przemianowano na „Pruszków Wschodni". Nowa nazwa się jednak nie przyjęła, bez rozgłosu przywrócono więc starą.
W rezultacie dzięki Tworkom dolinę Utraty w pobliżu Pruszkowa zaczęto uważać za okolicę szczególnie sprzyjającą zdrowiu psychicznemu, jakkolwiek niewymyślny mazowiecki krajobraz i miejscowy mglisty mikroklimat - choć i mokradłom niektórzy przypisują walory lecznicze - na to wcale nie wskazywały.
Spodziewano się, że zabiegi elektryczne uczynią na powrót zdolnymi do służby wojskowej żołnierzy rannych i kontuzjowanych. A nawet chorych na cholerę. Pierwsze próby jej leczenia przeprowadzono podczas letniej epidemii w 1848 roku w Kijowskim Szpitalu Wojskowym. Pięciu chorym cholerycznym podłączono przewody prądu galwanicznego, czyli stałego - jeden ulokowano w dołku sercowym, a drugi w odbycie. Chorzy w wyniku zabiegu zrazu poczuli się lepiej. Wkrótce jednak wszyscy zmarli³.
[...] sam widok nago i bezwstydnie w własnych nieczystościach leżącego człowieka do zwierzęcia raczej podobnego jest dla serca czułego lekarza uderzającym i okropnym; dodajmyż jeszcze do tego obelgi, opluwania częstokroć ze złośliwości chorego pochodzące. Jakiejż tu będzie trzeba stałości, mocy charakteru i zimnej krwi, aby [...] nie odwracać oczu i uszów od nieszczęśliwych ustawicznie skargi bezzasadne powtarzających, osładzać los ich opłakany, pocieszać ich, żyć prawie ciągle między ludźmi, ledwie czasem nie pod punkt zetknięcia się człowieka ze zwierzętami zniżonych [...], szanować jednakże w nich swych braci'.
(...) że psychiatria jest jedynie „pasierbicą" medycyny i nie należy do nauk przyrodniczych.
(...) że psychiatrami zostają medycy o słabym zdrowiu, którzy nie nadają się do prowadzenia praktyki na wsi ani nawet w mieście, lub "ludzie niezbyt inteligentni, którzy szukają dla siebie schronienia w zakładzie psychiatrycznym, wiedząc, że ich ułomność nie będzie tam widoczna".
Marszałek Piłsudski dla materii morskich, a zwłaszcza zamorskich miał bowiem niewiele zrozumienia. Przykład : w początkach dwudziestolecia jako Naczelnik Państwa, zwiedzając przylądek Rozewie, wyraził sie o przyszłym porcie w Gdyni, którego plany właśnie powstawały, że byłby on czymś w rodzaju latarni morskiej w Pacanowie. Z czasem do morza w pewnym stopniu dał sie przekonać. Egzotyczne projekty kolonialne natomiast lekceważył - wyznawał zachowawczy i zdroworozsądkowy pogląd, że naturalnym terenem dla polskiej, skądinąd koniecznej kolonizacji, są jego rodzime, wciąż mało zaludnione Kresy Wschodnie. Pogląd Marszałka podzielał minister Beck, który głosił, że kolonie zaczynają się w Polsce zaraz za rembertowem.
Życie erotyczne ludzi cywilizowanych jako przedmiot żartów i śmiechu gromady niemal nagich „dzikich” oraz przekonanie tych ostatnich, że Europejczycy nie umieją kopulować, podważało prestiż białej rasy, która w owych czasach, w początkach XX wieku, wszechwładnie panowała na lądach, morzach i w powietrzu całego globu.
Ewolucjoniści, którzy w zaciszu gabinetów, bibliotek i archiwów snuli niespiesznie swe uczone wątki, studiując relacje podróżników, raporty żeglarzy i wojskowych, pamiętniki i listy kupców oraz najrozmaitszych innych obieżyświatów, stanęli przed wyzwaniem, któremu nie mogli sprostać.
Zgodnie ze wskazówkami Malinowskiego antropolog powinien przede wszystkim gruntownie poznać teren swych badań, jego geografię i warunki przyrodnicze, demografię, zasady ustalania pokrewieństwa między tubylcami, stosunki gospodarcze oraz sporządzić plany osiedli i zgromadzić dane statystyczne.