cytaty z książek autora "Patrycja Żurek"
Zbuntowane dzieci Człowieka z Krzyża bawią się w gusła, wywołują nawie z żaru i popijają smocze szczyny z pucharów barwy ulotnego wiatru. Gdzie oddanie przodkom, pamięć i igrzyska? Gdzie duma i hart zaradugi? Gdzie siła i wiara, od których dusza skrzy niby włócznia Dażboga?
Wybaczenie to jest pierwsze, co powinien zrobić człowiek zraniony, wtedy daje sobie przestrzeń na to, by ruszyć dalej.
Dobrze jest mieć pieniądze i rzeczy,
które można za nie kupić,
ale równie dobrze jest od czasu do czasu
upewnić się, czy nie zgubiliśmy rzeczy,
których nie da się kupić za pieniądze.
Anna to sprzeczności, które kochał. Fascynowała go i peszyła jednocześnie. Potrafiła być jak huragan, gwałtowna, gniewna, a za chwilę wycofana i zamyślona. Nigdy nie potrafił odgadnąć, o czym myśli. Nawet po latach małżeństwa nie umiał jej rozgryźć. Kusiło go, żeby podejść i potrząsnąć nią mocno, tak , żeby zrozumiała, że go rani obojętnością, ale zalał kawę i poszedł do sypialni. Jutro, powiedział do siebie i zamknął drzwi.
- W twoim świecie władzy, pieniądza i wykształcenia nie ma miejsca dla takich jak my. Myślisz pewnie, że sprzedając się, idę na łatwiznę. Próbowałam wielu rzeczy, ta jest najgorsza, ale najbardziej opłacalna.
(...) Bo łatwo jest pójść na łatwiznę, poddać się, po prostu odpuścić i płynąć z prądem.
Nie myśleć, nie czuć i tylko patrzeć jak raz po raz, po kolei, mijają dni, zamieniając się w przeszłość..".
Jeśli nie potrafisz latać- biegnij.
Jeśli nie potrafisz biegać- chodź.
Jeśli nie potrafisz chodzić- czołgaj się.
Cokolwiek jednak robisz, poruszaj się do przodu.
Martin Luther King.
Nie zawsze zrośnięte skrzydła są gotowe do lotu.
Zdawał sobie jednak sprawę, że depresja cały czas czyha gdzieś za plecami, by uderzyć w najmniej spodziewanym momencie.
Miała spojrzenie harpii przyczajonej w mroku, gotowej do ataku w każdej chwili, i Dolores nie chciała prowokować jej bardziej niż to konieczne.
- Skąd o tym wiesz? - zapytał Ludwik.
- Z opowieści - odparł Francuski. - One mają większą moc niż cokolwiek innego na świecie. To jedyne, ,co po nas zostaje. - Znów zapatrzył się w niebo. - Opowieści - powtórzył.
Mówisz, że kochasz deszcz,
a rozkładasz parasolkę, kiedy zaczyna padać.
Mówisz, że kochasz słońce, a chowasz się w cieniu,
gdy zaczyna świecić.
Mówisz, że kochasz wiatr, a zamykasz okno,
gdy zaczyna wiać.
Przecież energia jest w każdym z nas, a emocje to nic innego jak właśnie ona, ubrana w wibracje o różnej częstotliwości. Nieuwolnione uczucia pęcznieją, puchną, stają się niewygodne, dlatego choruje nie tylko ciało, ale i umysł.
A przecież każdy człowiek to robi, prawda? Patrzy na nas przez pryzmat rodziny, przekonań, religii.
Wydaje mi się, że za każdym stoi historia – wyjaśnił, choć o to nie prosiłam. – Splot sytuacji i zdarzeń, które go kształtują (....) Czasami oceniamy coś z perspektywy swojego cierpienia, a nie dostrzegamy całości.
Samotność ciążyła jej niczym kula u nogi, przyspawana mocno i nie do zdjęcia.
Mateczka, kobiecina zasuszona niczym rodzynka, bogobojna i tchórzliwa, wpoiła im jasne zasady. Zaszczepiła je w nich smyczkiem od skrzypiec, na których grywał ojciec, mokra szmatą albo kapciem, którego podeszwa wyjątkowo cięła po gołych pośladkach, a później także batem z kilku skórzanych rzemieni.
Wypełniał go wstyd, gdy patrzył wstecz i widział, jak bardzo pozwalał sobą manipulować. Uważał się za dorosłego faceta, trzymającego władzę, pewnego siebie biznesmena, a tak naprawdę pozostał synkiem tatusia i mamusi.
Słowa krytyki padały z ich ust często, słowa uznania zbyt rzadko. Zresztą te drugie w porównaniu z pierwszymi wydawały się zbyt blade, nijakie. Nagany zawsze były rzucane ostro, tak by zostały w człowieku na zawsze.
Nie zawsze łzy są złe, pamiętaj, że smutek to taki element życia, który pozwala docenić dobre chwile.
Całe życie powtarzała, że ma grube kości, a zamiłowanie do słodyczy wyssała z mlekiem matki, która podczas ciąży i zaraz po porodzie jadła dużo ciast drożdżowych (z posypką skrzącą się od kryształków cukru), owoców i piła mocno słodzoną herbatę.
Tak łatwo cię omamić, Dolores. Wystarczy kilka ciepłych słów, parę spojrzeń. Chłopcy nie sądzili, że mi się uda, ale dziura to dziura, co nie?
- Popatrz na siebie! - Uniósł głos. - Rozmemłana klucha, bezkształtna i niemająca nic do zaoferowania. Twoja matka ubiera cię jak pajaca, jak klauna w te niepasujące do niczego szmatki. Tuczy cię niczym świniaka na rzeź. - Uszczypnął ją w brzuch. - Chyba zdajesz sobie sprawę, że jesteś obrzydliwa?
Starości nie da się cofnąć(...) Ale można sprawić, żeby była dobra.
Nigdy nie rozumiałam szaleństwa związanego z wakacjami, słodkiego lenistwa i wylegiwania się na plaży, opalania i jedzenia lodów, to kojarzyło mi się z największą nudą (...).
Weszli w kamienny krąg. Kobieta zamknęła oczy, szeroko otworzyła ramiona i oddychała. Wydawało mu się, że z kimś rozmawia, bo poruszała ustami i przekrzywia głowę, jakby czekała na odpowiedź, ale może się tylko modliła. W promieniach słońca, które zatańczyły na jej twarzy, wyglądała jak rusałka, istota nie z tej Ziemi, a jego ogarnął zachwyt. Nie tylko nad kobietą stojącą obok, ale również nad otaczającą go przyrodą.
Iwo zrozumiał, czego potrzebuje. Wcześniej zamknięty w mieście, wiecznie zagoniony, zestresowany, z napiętym grafikiem, w ogóle nie żył. Egzystował, zarabiał pieniądze, których nie wydawał, nie potrafił cieszyć się niebem, w samotnością, naturą – W ogóle ich nie doświadczał.
Iwo chciał zatrzymać to uczucie już na zawsze. Mógłby siedzieć z tą kobietą na progu domu całą wieczność i pewnie by mu się nie znudziło, przecież dyskutowali o fantastycznych sprawach, o nieziemskich zjawiskach, które kiedyś by wyśmiał, a teraz przyjmował z pewnością, z jaką ona o nich mówiła. Cieszył się z drobnostek, ze smaku kawy lub aromatycznego naparu, kromki chleba ze smalcem i z solą, ze spaceru po lesie i z nieba. Teraz częściej zadzierał głowę niż przez większość dorosłego życia tylko po to, by zaobserwować smugi samolotowe przecinające błękit albo ptaka szybującego w sobie tylko znanym kierunku, albo chmurę o ciekawym, pobudzającym wyobraźnię kształcie. To go radowało, te drobiazgi, na które wcześniej w ogóle nie zwracał uwagi, bo koncentrował się na rzeczach materialnych.
Kłębki pary uciekały z ust, a on obserwował księżyc sunący po niebie, odbijający się w falującej tafli wody. Rzeka płynęła, podobnie jak czas, ale on nie zabliźniał ran. Matka była dla niego niczym bóg, który odszedł i nigdy nie obiecał, że wróci. Ta rana drażniła i nie pozwalała ruszyć dalej, analizował więc, wspominał, rozdrapywał blizny, dopóki nie wyciekła świeża słodka krew, którą mógł zlizywać. Sycił się jej landrynkowym smakiem pomieszanym z cierpieniem.
Jak można było aż tak pragnąć końca?