cytaty z książek autora "Georgi Gospodinow"
Jeśli człowiek odpowiednio się postara, aby wyglądać na normalnego, zaoszczędzi sporo czasu, w którym spokojnie będzie taki, jaki chce być.
Dzieciństwo i młodość pełne są czasowników. Nie możesz usiedzieć w miejscu. Wszystko w tobie rośnie, tryska, rozwija się. Później, w średnim wieku czasowniki stopniowo zamieniają się w rzeczowniki. Dzieci, samochody, praca, rodzina – rzeczywiste sprawy rzeczowników.
Starzenie się jest przymiotnikiem. Wchodzimy w przymiotniki starości – powolni, bezbrzeżni, zamgleni, chłodni lub przezroczyści jak szkło.
Mam jedną radę: nigdy, ale to nigdy nie odwiedzajcie miejsca, które opuściliście jako dzieci. Zostało podmienione, opróżnione przez czas, opuszczone, widmo.
Tam. Nie ma. Nic.
Jeśli nikt mnie nie obserwuje, będę musiał obserwować się sam, żeby nie zamienić się w zupę kwantową.
Już nie pamiętam, kto powiedział, że naród to grupa ludzi, którzy się dogadali, by pamiętać i zapominać te same rzeczy.
Jedna znajoma opowiadała mi, że jako dziecko była przekonana, że Węgry są w niebie. Jej babcia była Węgierką i każdego lata przyjeżdżała z wizytą do swojej córki do Sofii, by zobaczyć się z nią i z ukochaną wnuczką. Zawsze czekały na babcię na lotnisku. Jechały tam wcześniej, podnosiły głowy jak pisklęta, aż cierpły im szyje, a jej mama mówiła: „O, zaraz się pojawi twoja babcia”. Babcia z Węgier, która przybywała z nieba.
Jesteśmy apokalipsą świata. W tym sensie również własną apokalipsą. Co za ironia - antropocen, pierwsza era, której nazwa pochodzi od człowieka, najpewniej okaże się jego ostatnią.
Życie to więcej niż jedna przegrana.
Powiedział jej, po bułgarsku, że ma żonę i synka, którego zostawił, gdy ten miał zaledwie tydzień. Z jednej strony wyznanie to miało przynieść mu ulgę, z drugiej – być dla niej niezrozumiałe z powodu bułgarskiego. Nie wiedział, że jeśli chodzi o rozumienie czegoś, co nie powinno zostać zrozumiane, kobiety wykazują inną biegłość.
(...) zacytowałem nawet Einsteina, na ludziach robi wrażenie, gdy słyszą „Einstein” (...).
Jest tyle miejsc, w których mnie nie ma. Nie ma mnie w Neapolu, w Tangerze, Coimbrze, Lizbonie, Nowym Jorku, Jambole i Istambule. Nie że po prostu mnie nie ma - nie ma mnie boleśnie. (...) Tak bardzo mnie nie ma. Świat jest przeludniony moją nieobecnością. Życie jest tam, gdzie ja nie jestem. Gdziekolwiek bym był...
Z upływem lat zmieniamy proporcje świata. Młodszych od nas jest coraz więcej, a starszych - przerażająco coraz mniej.
Starzenie się wymaga pewnej odwagi. Może nie odwagi, a pokory.
Najpierw zapominasz to, co było wczoraj, ostatnie umyka to, co najdalej zepchnięte. W tym sensie zawsze umierasz w dzieciństwie.
Każdemu zdarza się taka minuta, kiedy nagle się starzeje albo nagle to dostrzega.
Nigdy nasze przywiązanie do drugiego człowieka nie jest tak silne jak wtedy, gdy go tracimy.
Tak naprawdę nieudana próba samobójcza jest prawdziwą tragedią, udana to tylko procedura.
Niektórzy, żeby zapomnieć o związku, próbowali przypadkowego seksu, ja próbowałem przypadkowej geografii. Wybierałem przypadkowe miasta, podróżowałem głównie pociągiem, zmieniałem dworce i hotele, wszyscy turyści byli w grupach albo w parach, ja sam przemierzałem place, które w pewnym momencie zaczęły wyglądać identycznie. Przypominałem człowieka, który pragnie porzucić swoje porzucenie za jakimś rogiem.
Dobrze jest na tyle znać swoją ojczyznę, by ją opuścić, zanim trzasną wnyki.
(...) żaden naród nie chciał zrezygnować z własnego nieszczęścia. Było surowcem, gotowym materiałem, usprawiedliwieniem, alibi, podstawą roszczeń...
Następnego dnia po apokalipsie nie będzie żadnych gazet. Co za ironia. Najbardziej znaczące wydarzenie w historii świata pozostanie nieodnotowane.
Przeszłość zbiera się w popołudniach, tam czas wyraźnie zwalnia, przysypia w kątach, mruży oczy jak kot w świetle wpadającym przez żaluzje. Kiedy wspominamy, zawsze jest popołudnie.
Skąd wiemy na przykład, że pszczoły nie piszą powieści? Czy odczytaliśmy chociaż jeden plaster miodu?
Szczęście? Szczęście jest nietrwałe jak mleko na słońcu jak mucha zimą i jak krokus wczesną wiosną. Jego kręgosłup jest kruchy jak u konika morskiego. To nie kobyła, którą dosiądziesz i popędzisz w dal. Nie jest kamieniem węgielnym, na którym postawisz kościół i państwo. Szczęście nie zapisuje się w podręcznikach historii (tam zapisują się walki, pogromy, zdrady i krwawe zabójstwa arcyksiążąt) ani w kronikach i dziejopisach. Szczęście wchodzi tylko do elementarzy i rozmówek w językach obcych, i to dla początkujących. Może dlatego, że jest gramatycznie najłatwiejsze, zawsze w czasie teraźniejszym.
Jeśli nie ma nas w cudzej pamięci, to czy w ogóle jesteśmy?
Jakaż ogromna część ewolucji siedzi zamknięta w milczeniu ryby, jaką wiedzę ryby zgromadziły przez te wszystkie tysiąclecia przed nami. Głębokie chłodne magazyny milczenia. Nietknięte przez język. Bo język kanalizuje i wyznacza zasoby poznania – jak sonda.
Historia zawsze jest bliżej, niż wydaje się w lusterku wstecznym.
Czy to nie straszne, (...) że zawsze umierają inni, a my sami – nigdy?
Mój ojciec był jak ten Atlas, trzymający na swych ramionach tony przeszłości. Teraz, kiedy odszedł, czuję, jak cała ta przeszłość pęka, po cichu na mnie spada i zasypuje swoimi wszystkimi popołudniami. Cicho rozsypujące się popołudnia dzieciństwa. I nie mam kogo zawołać na pomoc.
Przeszłość różni się od teraźniejszości czymś istotnym - nigdy nie płynie w jednym kierunku.
Dopóki pamiętasz, trzymasz przeszłość z boku. To jakbyś nocą rozpalił ognisko pośrodku lasu. Wokół przyczaiły się demony i wilki, bestie przeszłości zacieśniają krąg, ale jeszcze nie mają śmiałości się zbliżyć. Alegoria jest prosta. Dopóki płonie ogień pamięci, masz władzę. Gdy zacznie dogasać, wycie stanie się głośniejsze i bestie podejdą bliżej. Wataha przeszłości.
Im mniej pamięci, tym więcej przeszłości.