Bezprecedensowy wzrost potęgi, zasięgu i finezji reklamy żywności, który datuje się mniej więcej od 1980 roku, koresponduje z szybkim narastaniem epidemii otyłości. Od tego czasu niektóre techniki, takie jak lokowanie produktu, reklamy w szkole czy sponsorowanie imprez, które startowały praktycznie od zera, przekształciły się w wielomiliardowe branże.
Po prostu jedzcie wszystkie produkty zawierające błonnik, a nasza dobra flora jelitowa wyciągnie z nich każde włókno i wyprodukuje cząsteczki uśmierzające nasze łakomstwo.
Różne produkty spożywcze przynoszą różne korzyści. Jeśli mierzyć zysk na jednostkę powierzchni sprzedaży supermarketu, słodycze takie jak czekoladowe batony niezmiennie utrzymują swoją pozycję wśród najbardziej lukratywnych. Bardzo opłacalne są też przekąski takie jak chipsy ziemniaczane i kukurydziane.
Zwierzęta też nie mają w zwyczaju tyć na paszy, jaką powinny się odżywiać. Istnieją potwierdzone doniesienia o przypadkach otyłości u wolno żyjących ssaków naczelnych, ale dotyczą one stada pawianów, które nauczyły się buszować w śmietnikach domków turystycznych. Te „śmieciożerne” zwierzęta ważyły o 50 procent więcej niż ich dziko żerujący pobratymcy. Z przykrością muszę stwierdzić, że i my często dzielimy ich marny los i stajemy się otyli wskutek żywienia się śmieciami.
Sektor hodowlany rolnictwa przekształcił tuczenie w nową gałąź nauki; do mnożenia kilogramów używa całego wachlarza związków chemicznych, w tym hormonów i innych farmaceutyków. Analiza składu piór kurcząt wykazuje, że przemysł drobiarski karmi ptaki wszystkim – od arszeniku po prozac.
Może nie tyle odżywianie się konwencjonalnymi produktami przyczynia się do tycia, co tycie sprawia, że ludzie machają ręką i przestaje ich obchodzić, jak zostało wyprodukowane ich jedzenie.
W roku 1869 opatentowano nową substancję, która miała zastąpić kość słoniową w produkcji kul bilardowych; tak narodził się przemysł tworzyw sztucznych. To, co zaczęło się z myślą o oszczędzaniu natury, przekształciło się w ekologiczną katastrofę.
Jedną z przyczyn, dla których tak trudno utrzymać wagę po schudnięciu, jest to, że ciało próbuje się bronić przed utratą tkanki tłuszczowej za pomocą spowolnienia spoczynkowej przemiany materii, czyli liczby kalorii spalanych przez nasz organizm w ciągu godziny przez samo to, że istnieje.
Koncepcja, że dieta zawierająca mniej warzyw i owoców, a więcej mięsa i produktów niskiej jakości, może spowodować tycie, nie jest żadną rewelacją.
Naukowcy wykazali, że przekarmianie ludzi obojętnie czy cukrem, czy tłuszczem, powoduje takie samo tycie.
Debatę o jedzeniu często ujmuje się jako tłuszcz kontra węglowodany, ale z punktu widzenia zdrowia termin „węglowodany” jest praktycznie bezużyteczny, ponieważ może oznaczać zarówno czarną fasolę, jak i lizaka.
Jeśli zaleci się ludziom określoną dietę i nic się nie zmieni, to albo dieta nie działa, albo ludzie jej nie przestrzegają.
Naukowcy, którzy udowodnili, że sztuczne słodziki mogą szkodzić naszym mikrobiomom i przemianie materii, zauważyli paradoksalną wymowę swoich odkryć. Choć te dodatki do żywności zostały wynalezione po to, by zredukować spożycie kalorii i przeciwstawić się epidemii otyłości, badacze wykazali, że mogą one „bezpośrednio ułatwiać rozpowszechnianie się tej właśnie epidemii, którą w zamyśle miały zwalczać".
Jedzenie smakuje nam z tych samych powodów co seks. Jako gatunek nie przetrwalibyśmy długo bez jednego i drugiego. Bez mózgowych ośrodków przyjemności i szlaków nagrody zachęcających nas do wysiłków nie mielibyśmy napędu, by się o nie starać. Łowy i zbieractwo to dużo pracy.
Czy kiedykolwiek przyłapaliście się na tym, że jecie, choć nie jesteście już głodni, i jecie dalej, choć wiecie, że naprawdę powinniście przestać? Inżynierowie smaku manipulują zawartością soli, cukru i tłuszczu w naszym jedzeniu, aby uzyskać coś zwanego w kręgach przemysłu spożywczego „punktem błogości”, szczytem pożądanego smaku. W dzisiejszych czasach produkty spożywcze projektuje się tak, by nie dało się zjeść „tylko jednego”.
Wyjątkowo smaczne jedzenie nadmiernie stymuluje nasze szlaki nagrody, pokonując nie tylko normalną barierę sytości, ale potencjalnie także zdrowy rozsądek.
Nadmiar przyjmowanych kalorii, wystarczająco dobre wytłumaczenie epidemii otyłości, należy przypisać w mniejszym stopniu zmianie ilości spożywanego jedzenia, a w większym zmianie jego jakości, w tym eksplozji tanich wysokokalorycznych, a mało wartościowych produktów.
Bez wątpienia jest mnóstwo ludzi, którzy jadają rzeczy słodkie, słone i tłuste, a mimo to nie przejawiają żadnych zachowań wskazujących na uzależnienie, ale to samo dotyczy narkotyków. Tylko jedna na siedem osób, które spróbowały kokainy, popada w nałóg.
Niektórzy utrzymują, że uzależnienie od jedzenia nie może istnieć, bo przecież wszyscy musimy jeść, ale to tak, jakby twierdzić, że nie istnieje alkoholizm, bo przecież wszyscy musimy pić. Owszem, musimy pić, ale nie musimy pić alkoholu. Owszem, musimy oddychać, ale nie musimy oddychać dymem tytoniowym. I, owszem, musimy jeść, ale nie musimy jeść byle czego.
U pewnej osoby będącej na diecie „ściśle fastfoodowej” rozpoznano nawet współczesny przypadek szkorbutu.
Wart 50 miliardów dolarów biznes odchudzający żywi się niekończącym się łańcuchem cudownych diet oferujących szybkie rozwiązania problemu. Dobrze ujął to, (...) dr David Katz: „Na rynku, gdzie kupujący odrzucają skuteczne i wypróbowane sposoby na rzecz fałszywych obietnic i czarodziejskiej różdżki, oraz w kulturze, w której szalbierzy i magiczne kule ceni się bardziej niż prozaiczne połączenie nauki i zdrowego rozsądku, sprzedający zachowują się odpowiednio do sytuacji”.
Od niemal pół wieku trwają apele o zakaz reklamowania słodzonych płatków zbożowych dla dzieci, które to płatki profesor Jean Mayer z harwardzkiego wydziału żywienia określa jako „nic w polewie cukrowej”.
Pierwsza próba chirurgicznego wyrzeźbienia ciała miała miejsce w roku 1921. Pewna tancerka chciała sobie „poprawić” linię kostek. Chirurg najwyraźniej wyciął za dużo i założył za ciasne szwy, czego skutkiem była martwica, amputacja i pierwszy udokumentowany pozew o błąd w sztuce w dziejach chirurgii plastycznej.
To, co jedzą i czego nie jedzą ciężarne kobiety, ma wpływ nie tylko na wagę urodzeniową dzieci, ale także na ich późniejszą wagę w wieku dorosłym.
Uzależnienie od jedzenia to błędne określenie. Ludzie raczej nie cierpią z powodu niekontrolowanego pożądania jedzenia w ogóle. Mało kto ma problem z niepohamowanym łaknieniem kapusty.
A więc czy jesteśmy bardziej podobni do szczurów, czy do myszy? Naukowcy kliniczni używają zwierząt do ściśle kontrolowanych doświadczeń, ale bez względu na to, jak dobre otrzymają dane, koniec końców zawsze okazuje się, że wybrali niewłaściwy gatunek.
Okrężnicę człowieka uważa się za najgęstszy biologicznie ekosystem na świecie, co oznacza, że w naszych jelitach grubych koncentruje się więcej życia niż w jakimkolwiek innym miejscu na ziemi.
Bez wątpienia w pewnych okolicznościach antybiotyki ratują życie, ale powinny być stosowane rozważnie – nie tylko po to, by uniknąć hodowli szczepów lekoopornych, ale dlatego, że nawet standardowa siedmiodniowa kuracja jest w stanie na lata zmienić bakteryjną florę jelitową.
Nawet jeśli geny niosą śmiercionośny ładunek, to dieta pociąga za spust.
Sekret długotrwałej utraty wagi na jakiejkolwiek diecie polega, rzecz jasna, na stosowaniu się do zaleceń. Trudno jest wytrwać przy diecie, ponieważ, jak wiadomo, za każdym razem, gdy człowiek próbuje zredukować liczbę kalorii, organizm kompensuje sobie to, nakręcając apetyt. To dlatego tradycyjne metody jak kontrola wielkości porcji zwykle zawodzą. Aby odnieść trwały sukces mierzony nie w tygodniach ani miesiącach, ale w latach i dekadach, trzeba rozwiązać problem naszego powszedniego głodu.