Szczęśliwi, którzy nie muszą pragnąć tego, czego jeszcze nie zdobyli.
Po co się tym kłopotać, skoro w końcu kiedyś wszędzie będzie tak samo jak wszędzie.
Strach jest jak woda. Nie ma własnego kształtu i doskonale wypełnia puste naczynie. Jeśli znajdzie szczelinę do twoich myśli, wypłucze wszystko.
W samotnym sercu nie ma przecież miejsca na nic poza pustką.
A samemu... jakie to ma znaczenie, gdzie jesteś. Nawet gdybyś był w raju.
Wywiozę stąd wiedzę o tym, jaka jest różnica między tym, kiedy komuś rzucasz pieniądze jak jałmużnę, a tym, kiedy dolara, którym płacisz za wodę albo za ryż, podajesz z szacunkiem obiema rękami, patrząc w oczy temu, kto ten ryż ugotował.
... w związkach chodzi o to, żeby oboje szli tym samym tempem. Jedno musi czasem zaczekać na drugie, inaczej ten, który idzie z przodu, jest zawsze w słońcu i nie widzi własnego cienia. Wydaje mu się, że jest doskonały. A drugi kroczy zawsze w cieniu i nie widzi nigdy swojej jasnej strony.
Dobrze, kiedy wszystko trafia na swoje miejsce. Stopa na stopień, pragnienie na spełnienie, deszcz na wyschniętą ziemię, słońce na pranie... (7).
... żadnej drogi nie można zgubić, bez możliwości powrotu. (87).
Nie można wybrać obu dróg jednocześnie i nigdy nie będę wiedział, który wybór jest lepszy. (128).
Dobrze jest razem iść w milczeniu, nawet jeśli trwa godzinami. (...) Dobrze z drugim człowiekiem łamać chleb. (128).
Zadziwiające, jak potrafią smakować proste sprawy. Na przykład cisza. (195).
Niezależnie od tego, kim jesteśmy, łączy nas jedno - dokładnie tak samo łatwo zapominamy, że jesteśmy na ziemi tylko przez chwilę i jedyne, co po nas zostanie, to dobro, które uczyniliśmy innym, i nazwisko, jeśli potrafiliśmy zrobić coś na tyle wartościowego, żeby pozostało w historii.
W życiu zawsze istnieją obok siebie i światło, i cień - Nie da się oddzielić jednego od drugiego, powiedział. Ale trzeba poszukiwać między nimi równowagi. To jak z własnym cieniem. Jeśli patrzysz tylko w ten cień, w to wszystko, co utraciłaś albo zgubiłaś, albo w krzywdę, którą komuś uczyniłaś, albo na to, co przegapiłaś, albo zepsułaś, albo w to, czego nie chcesz już przeżywać, bo to choroba albo bieda, albo smutek, monotonia, znudzenie, albo wrażenie, że marnujesz życie w jakiejś pierdolonej korporacji, to widzisz tylko cień. I czasem, wieczorem, ulgę przynoszą ci serial albo kilka drinków w barze z koleżankami i kolegami.
Ale jeśli staniesz tyłem do tego wszystkiego, to cały cień, cały mrok, masz za sobą. I mrużysz oczy, bo patrzysz tylko w słońce. Wtedy idzie ci dobrze i żyje się łatwo, widzisz tylko szanse, możliwości, nadzieję i radość. Nie zwracasz się w stronę cienia, żeby nie mieć wciąż przed oczyma przeszłości, jej błędów, zaniechań, smutków.
Nie chodzi o to, żeby odciąć przeszłość, ale o to, żeby cień mieć za sobą. To twoja opowieść.
- Ona ma tutaj najlepszą opiekę - zapewniła Olga po raz kolejny. - Będę jej puszczać muzykę. Muzyka zawsze pomaga.
- Ale ona nie lubi rocka.
- Jak to?
- Lubi Matę. Albo Kwiat Jabłoni.
- Nie każdy jest doskonały. - Starsza pani się uśmiechnęła. - Znajdę jej w radiu jakieś disco polo.
Życzę ci, żeby zmartwychwstało w tobie to, co masz za utracone. Może miłość, bo bez niej nie ma powodu, żeby otwierać oczy. A może szacunek do samej siebie, chociaż ty masz go dość, zapracowałaś. Albo szacunek tych, których przyszło ci kiedyś opuścić, bo nie miałaś cierpliwości. Albo siły. Albo zrozumienie… Dla tych, którzy kochali cię mimo tego, że nie mieli siły powiedzieć...
Ze spraw, jakie zdarzają nam się nie w porę można by ułożyć niezły katalog. Z tych, na które nie mamy pieniędzy, póki mamy siły. I tych, na które nie mamy już sił, kiedy wreszcie mamy na nie dość pieniędzy. Z tych gór, które moglibyśmy zdobyć, gdyby nie praca.
Znałem się z ojcem Maciejem Ziębą od dominikanów i czekaliśmy kiedyś razem na samolot, nuda, dużo czasu, zapytałem go, czym jest wiara. Powiedział, że wiara polega na tym, że każdego dnia od początku wątpisz i szukasz. Bo jeśli masz już pewność, wiara przestaje być wiarą i staje się ideologią. "Dziękuję" - mówię znowu w myślach sam do siebie.
Dobrze być w drodze. Człowiek nie zadaje sobie wówczas zbyt wielu pytań. Nie musi podejmować decyzji, tych najtrudniejszych, od których potem zależą lata w smutku albo w szczęściu. W drodze odpowiedź na każde pytanie znajduje się za kolejnym zakrętem. Po chwili wiesz, czy wybrałeś dobrze i będziesz miał szczęście, czy też źle i nie ma powrotu.
Terzani uważał, że żyjemy w świecie, w którym wszyscy handlują, ale nikt już niczego nie produkuje.
Ludzie przemierzają świat w poszukiwaniu przedmiotów, które mogą kupić tanio i odsprzedać z zyskiem...
A przecież wszystko i tak przeminie. Nic nie jest na zawsze. Tylko książki. Kiedy nas już nie będzie, ktoś otworzy ten świat z papieru, a papierowi ludzie znowu będą mówić i myśleć. A może nawet kochać...
Są takie miasta, które kocha się od pierwszego wejrzenia, a Pampeluna z pewnością do nich należy. Założona przez Rzymian, podbita przez muzułmanów, ocalona przez Karola Wielkiego, przez sześć wieków była stolicą Nawarry. Choć od tamtego czasu minęło kolejnych sześć stuleci, Baskowie nie zapomnieli o swojej historii.
Szliśmy w słońcu, a ocean ranił sobie serce o skorupe Europy.
Byliśmy szczęśliwi w ten przedziwny sposób, jaki potrafi dać tylko przyjaźń. To zupełnie inny rodzaj szczęścia niż to, które wypływa z miłości.
Wczoraj Francuz, ten z Anjou, powiedział nam, że odkąd zostawiła go żona, pokonuje co roku jakiś kawałek Camino. Na początku niósł żal, a teraz niesie tylko wdzięczność, bo gdyby go nie zostawiła, to przecież nie odkryłby drogi, a teraz to droga jest dla niego celem. Czeka na to, żeby wyruszyć, albo idzie, albo znowu czeka, żeby iść.
Dziwni ci Francuzi. Naprawdę dziwni.
Na pierwszym skalnym bloku jakiś kowal nabił wycięte z żelaza, proste, mocne litery:
„La muerte a nadie persona con todos procede igual desde el monarca al vasalo aqui vendrana partar".
To rozumiem: „Śmierć nie patrzy, czy jesteś królem, czy sługą, mierzy jedną miarą".
Pod napisem są jeszcze alfa i omega.
Estella to nie byle co. Mury tutejszych domów mają po tysiąc lat, więc wyciągamy kurtki i idziemy zobaczyć miasto, które po upadku Granady dało schronienie żydowskiej diasporze. Mieszkał tu Ezra, najsłynniejszy z hebrajskich poetów średniowiecza, filozof i teoretyk literatury, współautor używanych do dziś modlitewników na Jom Kipur i Rosz Haszanę.
Gdy ktoś przychodzi do ciebie i widzisz, że potrzebuje pomocy, nie mów mu „ty Boga proś, Bóg ci tylko może pomóc", bo przecież Bóg właśnie pomógł temu człowiekowi, bo skierował go do ciebie, a więc teraz to ty masz zrobić to, co trzeba, a nie odsyłać go z powrotem.
To dziwne, jak wiele w tej drodze myślisz o ludziach, których kochałeś i o tych, których wciąż nie zdążyłeś pokochać dość mocno.
Czasem musisz zgubić drogę, żeby zrozumieć, dokąd idziesz.
Życie w drodze jest dosyć proste. Idziesz albo leżysz, albo pijesz wodę ze źródeł lub studni, albo też zwyczajnie siedzisz, bo nie masz więcej sił.
Leżenie jest wysoko w hierarchii compostelowych wartości. Tylko stanie pod prysznicem może być lepsze. Ale leżenie leżeniu nierówne.