Najnowsze artykuły
ArtykułyJak dobrze znasz Katarzynę Bondę? Alfabet pisarki.
LubimyCzytać1
ArtykułyMilion euro dla pisarki i burza w branży. Nagroda „Aena de Narrativa“ rozpala emocje
LubimyCzytać10
Artykuły„Kawa z Mistrzem Zbrodni” – wygraj spotkanie z Wojciechem Chmielarzem z okazji Światowego Dnia Książki
LubimyCzytać19
Artykuły"Przejścia. Którędy do miłości" Natalii de Barbaro. Mamy dla Was 40 egzemplarzy książki!
LubimyCzytać3
Popularne wyszukiwania
Polecamy
Giles Whittell

Pisze książki: powieść historyczna, reportaż
Najpopularniejsza książkaz2 książekautora

Kobiety w kokpicie. Zapomniane bohaterki drugiej wojny światowej
7,4 z 43 ocen
142 czytelników 11 opinii
Giles Whittell autor książki Kobiety w kokpicie. Zapomniane bohaterki drugiej wojny światowej w kategorii reportaż.
Skontaktuj się z Bibliotekarzami serwisu, jeśli chcesz uzupełnić opis autora.
Skontaktuj się z Bibliotekarzami serwisu, jeśli chcesz uzupełnić opis autora.
7,2/10średnia ocena książek autora
51 przeczytało książki autora
97 chce przeczytać książki autora
0fanów autora
Zostań fanem autoraKsiążki i czasopisma
- Wszystkie
- Książki
- Czasopisma
Kobiety w kokpicie. Zapomniane bohaterki drugiej wojny światowej
Giles Whittell
7,4 z 43 ocen
142 czytelników 11 opinii
2014
Bridge Of Spies, A True Story of the Cold War
Giles Whittell
7,0 z 2 ocen
3 czytelników 1 opinia
2014
Najnowsze opinie o książkach autora
Kobiety w kokpicie. Zapomniane bohaterki drugiej wojny światowej Giles Whittell 
7,4

Z CZYM TAM DZIŚ IGRASZ?
"I ani lilii wodnej, aby się uchwycić,
w wielkim jeziorze nieba,
w którym serce tonie...
Któż mi przyszłość wywróży
z lotu samolotów,
grających na nieboskłonie?
..."
A samoloty grały melodie o wszystkim: o rodzinnym domu zostawionym w oddali, o kochanku, który został na ziemi, o strachu przed nieznanym i o wielkiej miłości do przebywania ponad chmurami. Można z nich było wywróżyć radość, tę niegasnącą nigdy przyjemność, jaką dawało latanie - poruszanie się po błękitnym torze. Wyczytywano z nich wolność, nieokiełznaną i nigdy nie wychodzącą z mody, nie nudzącą się nawet po wielu godzinach lotu. Wróżono miłość, jaka rodziła się między pilotami, wróżono też przyjaźnie, które zawiązywały się na ziemi, ale ich źródłem były przestworza. Z niepokojącego lotu samolotów wróżono jednak również tęsknotę i śmierć.
W 1939 roku ATA (Air Transport Auxiliary),czyli paramilitarna organizacja, która podczas II wojny światowej zajmowała się transportem samolotów, zrozumiała, że wojna nie wybiera. Nie patrzy na wiek, pochodzenie czy płeć. Dlaczego więc mieliby to robić ludzie? Ku przerażeniu jednych i oburzeniu drugich, postanowiono więc utworzyć kobiecą sekcję ATA. Lotników brakowało, a samoloty wciąż trzeba było dostarczać - rozwiązanie wydawało się więc, jeśli nie idealne, to przynajmniej sensowne. Jak się jednak okazuje, dla wielu takie nie było. Kobiety raz za razem musiały udowadniać, że nie tylko dorównują mężczyznom za sterami, ale niejednokrotnie są od nich lepsze. Narażały się więc nie tylko na śmiertelne niebezpieczeństwo sterując, często zaniedbanymi lub niedopilnowanymi w kwestii technicznej, samolotami (niejednokrotnie podczas pogody, przy której mężczyzna zwyczajnie odmawiał lotu!),ale jakby tego było mało, także na szydercze spojrzenia kolegów po fachu. Oczywiście nie wszyscy z nich okazali się wtedy dziecinni i zacofani, nadal należeli jednak niestety do większości.
Lotniczki, które podczas II wojny światowej okazywały niezwykłą odwagę, brawurę ( często balansującą na granicy ewidentnego ryzyka) i pasję, są mało znane przeciętnemu człowiekowi. Niektórzy w ogóle nie zdają sobie sprawy z ich udziału w konflikcie zbrojnym tamtych czasów. Dlatego tym bardziej cieszę się i gratuluję autorowi „Kobiet w kokpicie”, że zdecydował się na napisanie książki poświęconej właśnie tym zapomnianym bohaterkom. A bohaterkami są bez dwóch zdań i jeśli ani razu Wasza wizja kobiet z tamtych lat nie wyszła poza czekające na mężów i ojców, stroskane postaci zalane łzami, to proszę - sięgnijcie po tę książkę. To, w jaki sposób Giles Whittell napisał „Kobiety w kokpicie” zasługuje na owacje na stojąco. Rzetelność co do faktów, mnóstwo autentycznych, przytoczonych wypowiedzi bohaterek, konsekwencja co do treści i kolejności rozdziałów, odwiedziny u wciąż żyjących lotniczek ( w tym wizyta w Warszawie u Jadwigi Piłsudskiej) i wreszcie styl - lekki, mieniący się całym wachlarzem emocji, zabawny tam gdzie mógł sobie na to pozwolić i poważny (ale nie patetyczny!) tam, gdzie nie było miejsca na żarty - słowem pełen tego, z czego zazwyczaj odarta jest literatura faktu.
Zagłębiając się w lekturę najnowszej książki Wydawnictwa Wiatr Od Morza stajemy się jedną z opisywanych w niej kobiet. Widząc ich pasję, zaangażowanie i czystą, głęboką radość, którą odczuwały - pomimo (a może właśnie na przekór?) strachu, tęsknoty, a nawet żałoby - wsiadając do kokpitu i unosząc się ponad chmury, ponad lęk, ponad wojnę, nawet ponad śmierć, trudno jest nie zarazić się tym wszystkim. Trudno nie wyobrazić sobie siebie, jako pilota szybującego wysoko i za nic mającego wszystkie swoje wady, ułomności i kompleksy. Giles Whittell w niewyobrażalny wręcz sposób przybliżył czytelnikowi swoje bohaterki (rozumiane tutaj dwojako),cytując ich dzienniki, wtajemniczając nas w ich problemy osobiste i sadzając nas jako pasażera, w ich najtrudniejszych chwilach nad ziemią. Poznajemy takie kobiety, jak: Amy Johnson, o której powstał (nie w pełni zgodny z prawdą, bo mający cele propagandowe) film „They Flew Alone”, Jackie Cochran, która jako pierwsza kobieta przekroczyła barierę dźwięku, Pauline Gower - to ona otrzymała zadanie zorganizowania kobiecej sekcji ATA, Audrey Sale-Baker, która znana była również z zamiłowania do sportów zimowych i swojego domniemanego zaginięcia w buszu, Lettice Curtis i wiele innych kobiet, które naprawdę warto poznać. I choć parokrotnie zdarzało mi się podczas lektury pomyśleć ( z sympatią i uśmiechem!): „wariatki!”, to są to bohaterki, które na długo pozostaną w mojej głowie.
Giles Whittell zadbał o to, aby czytelnik poznał przedstawione mu lotniczki także jako „zwykłe” kobiety, zanim po raz pierwszy usiadły za sterami samolotów. Ich historie są tak różne, jak różnie są ludzie i ich losy - jedne zapisywały się na kurs latanie z nudów, inne od dzieciństwa nie marzyły o niczym innym, jedne miały bogatych rodziców i wymarzone dzieciństwo, inne zmagały się z biedą i niedostatkiem. Autor także pod koniec nie zaniedbuje swojego czytelnika i nie kończy swojej książki na ostatnim dniu ich pracy. Stara się również przybliżyć losy przynajmniej niektórych z nich już po wojnie, pokazać jak ułożyło się ich życie i czy nadal nie wyobrażają go sobie bez latania.
„Kobiety w kokpicie” to naprawdę pasjonująca i niesamowita historia o odwadze i miłości do latania, to opowieść o ogromnej pasji, patriotyzmie i poświęceniu. Wiele w niej anegdot i szczęśliwych wspomnień. Wiele również walki o równe i nie krzywdzące nikogo prawa. Książka o tych zdumiewających kobietach to slalom w przestworzach pomiędzy smutkiem a radością, tragedią a śmiechem, życiem a śmiercią. Choć „Kobiety w kokpicie” w głównej mierze są historią pozytywną, a nawet powiedziałabym pouczającą, to nie zapominajmy (tak, jak nie zapomniał Giles Whittell, tak jak nie zapomniały te, które przeżyły) że kobietom tym dzień w dzień towarzyszyło niewyobrażalne niebezpieczeństwo, mogły zostać zestrzelone przez wroga, mogły zamarznąć na śmierć, mogły po prostu się rozbić. I tak niestety niejednokrotnie się zdarzało. ”Z czym tam dziś igrasz?” - tym pytaniem niejednokrotnie witały się lotniczki idąc, każda na swoją służbę. Odbieram tę książkę przede wszystkim jako hołd, zarówno dla tych, które zginęły na służbie, jak i tych, którym dane było przeżyć wojnę. Będę polecać „Kobiety w kokpicie” każdemu, ponieważ wciąż za mało się mówi o tych bohaterkach, ponieważ śmierć i życie niektórych z nich nie zostały należycie uczczone, ponieważ wciąż...
"...zmierzch idzie, za górami
milkną głosy maszyn,
noc nakłada żałobę,
nie wiadomo po kim..."*
*M. Pawlikowska-Jasnorzewska: "I ani lilii wodnej".
Kobiety w kokpicie. Zapomniane bohaterki drugiej wojny światowej Giles Whittell 
7,4

Twarde i mądre kobiety są dla mnie inspiracją. Zawsze. Więc gdy gdzieś przez przypadek zobaczyłam okładkę tej książki, wiedziałam- muszę przeczytać. Dlaczego tak bardzo przyciągała mnie ta książka? Oto na okładce piękne kobiety w… mundurach pilotów a w tle wielkie samoloty. Tytuł jeszcze bardziej intrygował „Kobiet w kokpicie. Zapomniane bohaterki II Wojny Światowej” To kobiety pilotowały samoloty? Czy to tylko ładna fotografia z tych co to miały podnosić na duchu żołnierzy walczących na froncie. Przyznam, Wam się że historia II Wojny Światowej jest dla mnie cały czas do odkrycia. Więc z przyjemnością zaglądam do tego typu publikacji. A gdy się jeszcze okazało, że książka pełna jest pięknych, czarno- białych fotografii (lubię oglądać szczegóły na nich zawarte),to bardzo szybko zabrałam się do przeglądania. I właśnie od tego przeglądania rozpoczęła się moja przygoda z tą książką. Bo każda fotografia jest bardzo wyraźna. Pokazują nie tylko piękno kobiet ale dokładnie wnętrza maszyn czy też to co bohaterki wykonują...
Cała recenzja na:
http://ksiazkaznadzieja.pl/2014/06/794/


























